Dodaj do ulubionych

Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego?

02.06.05, 17:35
Czy może muzyka jako część sztuki nie podlega weryfikacji? Jakie są kryteria
Wielkich Krytyków Muzycznych oceniejących tą i tamtą płytę?

Idąc nieco dalej (lub bliżej): Jakie zespoły bądź piosenkarze/piosenkarki
zasługują do miana twórców ambitnej muzyki? Poproszę o przykłady i krótkie
uzasadnienie smile
Obserwuj wątek
    • Gość: Lecho Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 18:01
      Ależ to dziecinnie proste, muzykę ambitną tworzą ambitni artyści dla nie mniej
      ambitnych słuchaczy. Po polskiemu to idzie tak : Komu trąbi zespół Kombii ?
    • Gość: @ktu@lny skrzypce, wino i walory filatelistyczne IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 02.06.05, 20:26
      Muzykę, podobnie jak inne dzieła sztuki, weryfikuje czas. Niektóre płyty,
      utwory z jego upływem bledną, płowieją inne nabierają pełnych kształtów,
      soczystości, wyjątkowości. Muzyka ambitna wyznacza nowe kierunki, trendy,
      inspiruje innych wykonawców, powoduje twórczy ferment, proponuje nowe
      spojrzenie. Przykłady? Metallica – pierwsze trzy płyty i garaż, Iron Maiden –
      Piece of Mind, Somewhere in Time, klimaty nie do podrobienia. I oczywiście J.
      Williams, nawet za 30, 40 lat będzie brzmiał tak samo – skrzypce, altówki,
      kontrabasy się nie starzeją, starzeje się elektronika.

      Pozdrawiam.
      • Gość: Lecho Re: skrzypce, wino i walory filatelistyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.05, 21:31
        Te, @ktu@lny, toś trochę wyjechał poza aktualne notowania ale szanuję twój głos.
        Elektronika podobnie jak altówki się nie starzeje, co najwyżej starzeje sie
        słuchacz. Pozdrawiam ze Szczecins. Dobrea elektronika, czy to Tangerine Dream
        czy Underworld - to to samo. Zostanie z nami.
      • Gość: kama a ja wole Lao Che IP: *.c151.petrotel.pl 20.06.05, 12:06
        A ja wolę Lao Che.
        Tę muykę zweryfikuje czas, inplus oczywiście
    • poboczny Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 02.06.05, 21:53
      No jasne !
      słuchaj muzyki w radio nocą: pr3, lub radio bis.A z rockowego podwórka ambitna
      muza wszechczasów to King Crimson ( całokształt )taak przymyślanej,
      inteligentnej muzyki w rocku nie gra nikt.Popytaj wśród muzyków to powiedzą
      tobie , co sądzą o Robercie Fripie i spółce.Doskonały, techniczny warsztat
      okraszony ponadczasowym klimatem i niesamowitymi aranżami (niepowtarzalnymi !)
      Po latach do King Crimson wraca genialny Basista :Tony Levin.Poza tym , zwracam
      uwagę na Niedocenianego u Nas w Polsce Davida Sylviana.Ten oryginalny artysta
      zawsze podchodzi w niekonwencjonalny sposób do tworzenia muzyki.Posiada
      niesamowitą, ciepłą barwę głosu i pisze pełne poezji teksty.To chyba najbardziej
      romantyczny rockmen w ostatnich czasach.Jeszcze Peter Hammill...i wielu
      innych...trzeba szukać !
    • spokojni1 Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 03.06.05, 13:33
      Niestety, jak widać, wielu myli muzykę ambitną z tym co po prostu jest
      napuszone i koturnowe.
      Dobrze, że przynajmniej w innych dziedzinach (literatura, malarstwo) takie
      podejście nie ma szans (to tak jakby ktoś uważał Jana Matejkę za ambitnego
      malarzasmile
      • Gość: play Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.teleton.pl 03.06.05, 14:13
        Kontynuując, muzyka ambitna z założenia powinna mieć ambicje osiągnięcia
        jakiegoś celu, zatem może to być równie dobrze muzyka grana przez Leszka
        Możdżera co przez zespół kombi, tu i tu twórca ma jekiś cel i ambitnie do niego
        dąży. Reasumując, określenie ambitna muzyka, podobnie jak ambitny muzyk jest
        chybione. Slangh.
      • Gość: H Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.05, 23:04
        spokojni1 napisał:

        > Niestety, jak widać, wielu myli muzykę ambitną z tym co po prostu jest
        > napuszone i koturnowe.
        > Dobrze, że przynajmniej w innych dziedzinach (literatura, malarstwo) takie
        > podejście nie ma szans (to tak jakby ktoś uważał Jana Matejkę za ambitnego
        > malarzasmile
        Muszę zaprotestować. Jan Matejko wbrew pozorom był bardzo ambitnym malarzem. I
        znakomitym. Swoista koturnowosć wynikała z konwencji, a nie z pretensji - bo
        Matejko byl bardzo niepokornym malarzem. Nawet nie wiesz ilu poważnych ludzi
        się obraziło jak wystawił Rejtana - bo tam byli ich przodkowie - to była raczej
        patriotyczna prowokacja, a nie koturnowość. A że dzisiaj "znawcy" cenią
        bardziej impresjonistyczne drętwizny, łatwe, lekkie i przyjemne, które moze
        namalować średnio zdolny uczeń I klasy liceum plastycznego - to już nie mistrza
        Jana wina...
    • tomash8 Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 03.06.05, 14:14
      Ambitna muzyka jest wedy, kiedy dany wykonawca sprzedaje max. 100 egzemplarzy
      płyty, wydaje tysiące oficjalnych bootlegów, na koncerty przychodzi mniej niż 50
      osób, a muzycy generalnie nie bardzo potrafią grać, aha najlepiej jeśli któryś z
      nich popełni samobójstwo. A poważniej, nie ma takich kryteriów. Kto twierdzi
      inaczej, jest snobem.
      • Gość: ola Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.localdomain / 195.116.246.* 04.06.05, 18:01
        hehehehe
        MayheM był ambitnywink

        A poważnie, ambitny wg mnie jest jazz. To muzyka skomplikowana, nieprzeciętna,
        trudna w tworzeniu i odbiorze.

        P.S. Słucham Black Metalu, elektroniki, folk metalu, ambientu, nsbm i jazzu:]
        • tomash8 Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 04.06.05, 18:09
          No co by nie mówić "Grand declaration of war" jest ambitne, chyba aż za
          bardzo(nie ma jak De Mysteriis....smile
    • humbak Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 03.06.05, 14:24
      Muzka ambitna jest jak ciarki. Wszyscy o nich słyszeli, ale nikt nie widział
    • Gość: nikt Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.05, 15:14
      istnieje tylko trzeba dobrze poszperać
    • magdzie moim skromnym zdaniem... 03.06.05, 17:52
      najbardziej AMBItną muzyką jest AMBIent...
      specjalnie nie nazywajac go easy-listeningiemwink

      milosniczka ambientu
      pozdrawia Was serdecznie
      • Gość: scribs muzyka poważna... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.05, 17:59
        w ten sposób rozumując, to oczywistym jest, ża muzyką ambitną jest
        przedewewszytskim muzyka poważna,
        jak na razie próbę czasu wytrzymuje znakomicie, w wypadku wybitnych kompozytorów,
        wciaż wywołuje pozytywne emocje,
        wymaga skupienia, nie zawsze jest łatwa w odbiorze.
        • Gość: terry Ambitny mjusik IP: *.aster.pl 03.06.05, 19:32
          Dla mnie ambitna muzyka to ta trudniejsza w odbiorze - nie hałaśliwa, wulgarna,
          ale bardziej złożona, taka której smaczki odkrywa się przy 10, 30, 50
          przesłuchaniu. To na pewno muzyka nowatorska - nie może powielać ogranych
          chwytów. To także obowiązkowo świetnie rzemieślniczo wykonana, choć nie musi
          być czystą wirtuozerią. I na koniec, a może powinienem nadmienić to na
          początku, szczypta geniuszu twórców. Lekkość melodii albo genialne połączenie
          dźwięków. Słowa wyraziste, niebanalne. Rytm, który chodzi potem po głowie gdy
          już membrany głośników przestają wibrować. Tak to widzę.
          • stallorder Re: Ambitny mjusik 03.06.05, 20:30
            Masz na myśli jakiegoś konkretnego twórcę?
            • Gość: terry Re: Ambitny mjusik IP: *.aster.pl 03.06.05, 20:55
              A owszem, Oliver Shanti, Pat Metheny, Patricia Kaas, Hevia..
              • frygija Re: Ambitny mjusik 04.06.05, 00:14
                Hevia?

                Ten folk jest ambitny?? Chyba w tej samej kategorii co Golce i Brathanki...

                <<Rytm, który chodzi potem po głowie gdy
                już membrany głośników przestają wibrować.>>

                ostatnio jak chinki czikulinki wysluchalam to mi tez pozniej z glowy wyjsc nie
                chciala... a to raczej ambitne nie bylo wink

                Powazniej mowiac, to ja uwazam wprost przeciwnie - jezeli chodzi melodia po
                glowie to najczesciej dlatego, ze utwor opieral sie na kilku prostych, latwych
                do zapamietania tonach. Z jakims przeslaniem i kunsztem nie ma to nic wspolnego.
                • Gość: terry Re: Ambitny mjusik IP: *.aster.pl 04.06.05, 01:48
                  Hevia to nie żaden folk. Chyba że hybryda szkocko-arabsko-asturiańska.
                  Porównywać rytmy Josa Angela Hevii do Golców to ten sam poziom absurdu co
                  porównanie Sistars i Tiny Turner. To raz.

                  Dwa - najgenialniejsze melodie mają to do siebie, że łatwo "wchodzą" do głowy.
                  Niekoniecznie muszą być proste i banalne. Ale muszą zawierać motyw zdatny do
                  powtórzenia już po pierwszym przesłuchaniu, tak by chciało nam się słuchać
                  jeszcze i jeszcze.
          • Gość: cptniamo Re: Ambitny mjusik IP: *.chello.pl 04.06.05, 18:30
            Gość portalu: terry napisał(a):

            > Dla mnie ambitna muzyka to ta trudniejsza w odbiorze - nie hałaśliwa, wulgarna,
            >
            > ale bardziej złożona, taka której smaczki odkrywa się przy 10, 30, 50
            > przesłuchaniu. (...) Rytm, który chodzi potem po głowie gdy
            > już membrany głośników przestają wibrować. Tak to widzę.

            Wkraczasz na barniste tereny poetyki odbioru. A jeśli okaże się, że te smaczki,
            które Ty wykrywasz po 50 przesłuchaniu, ja słyszę za pierwszym razem, bo
            słyszałam więcej muzyki tego typu, bo mam lepszy sprzęt do takiej muzy, bo
            cokolwiek? Albo odwrotnie - dla Ciebie oczywiste jest to, co dla mnie bardziej
            "złożone" i czego nie wyłapuję? Co jest ambitne: Beethoven, dla niejednego
            "bułka z masłem", a dla mnie - totalnie absurdalny, czy Cage, dla mnie oczywisty
            (nie trywialny - po prostu zrozumiały), a dla wielu - przekombinowany?
            Zrobisz ankietę społeczną...? Procenty, te sprawy?

            Zaznaczam, że to nie atak, tylko odpowiedź na jeden z ciekawszych tutaj głosów i
            próba dyskusji. Pozdrawiam,

            Cpt. Niamo
            • Gość: scribs Re: Ambitny mjusik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.05, 19:08
              Gość portalu: cptniamo napisał(a):

              Beethoven, dla niejednego
              > "bułka z masłem", a dla mnie - totalnie absurdalny,

              czy mógłbyś to trochę rozwinąć? jak to Beethoven może być absurdalny? smile
              • cptniamo Re: Ambitny mjusik 04.06.05, 21:35
                Gość portalu: scribs napisał(a):

                > czy mógłbyś to trochę rozwinąć? jak to Beethoven może być absurdalny? smile

                "absurdalne jest to, co nie ma sensu lub czemu sensu nie można nadać". To o
                absurdzie z jedynego słownika filozofii, który mam na półce. Powiedziałam, że
                jeśli mówimy o smaczkach "wytropionych" przy pierwszym bądź 50 słuchaniu, to
                przechodzimy na stronę odbiorcy, zostawiając teoretyczne dywagacje w stylu "co
                jest sztuką".
                A zatem nie twierdzę, że Beethoven JEST absurdalny albo że taki może być; on
                jest w moim odbiorze pozbawiony sensu. Uważam, że argument "toś głupia i idź
                woły pasać, a nie muzyki słuchać" jest nieodpowiedni, bo WIDZĘ SENS w twórczości
                wielu innych muzyków - często tych, których utwory nie są przerabiane przez
                koncerny na dzwonki do komórek.
                Ale tym samym słuchanie Beethovena jest dla mnie zadaniem ambitnym. Muszę
                próbować go zrozumieć (może za 50 razem zrozumiem?). Czy to znaczy, że muzyka
                Beethovena JEST ambitna?
                • Gość: scribs Re: Ambitny mjusik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.05, 22:07
                  cptniamo napisała:
                  absurdalne jest to, co nie ma sensu lub czemu sensu nie można nadać". To o
                  > absurdzie z jedynego słownika filozofii, który mam na półce

                  mozliwe, że w tymże słowniku, jest też drugie znaczenie Absurdalnego jako
                  "czegoś wewnętrznie sprzecznego" - gdyby ci chodziło o to drugie znaczenie,
                  przyznam, że byłoby to bardzo intrygujące smile.

                  a wracając do muzyki Beethovena, nie jestem jakimś znawcą, po prostu słuchanie
                  jego niektórych utworów przynosi mi przyjemność.
                  Nie wiem zatem czy rozumiem tą muzykę? Czy właśnie na tym polega rozumienie?
                  Moim zdaniem muzyka Beethovena nie jest już tak trudna w odbiorze, ale moze się
                  mylę... Jeśli jednak nie jest trudna w odbiorze, to "pasanie wołów" nie jest
                  żadną przeszkodą.
                  Mi się wydaje osobiście, że muzyka Beethovena, często bardzo żywiołowa,
                  gwałtowna, ma znaczny wpoływ na emocje, dokładniej wywołuje pewne emocje - w
                  zasadzie to jest banał, każda muzyka wywołuje pewne emocje.
                  Nie wiem czy tylko tyle wystarczy, tzn. same emocje, czy trzeba coś więcej, no
                  bo są też pewne wrażenia, estetyczne, jak to w przypadku każdego dzieła sztuki.
                  I tu się już pojawia problem odbioru sztuki, osobistego i subiektywnego.

                  A określenie ambitna muzyka troche mi się nie podoba, no ale jakby z definicji,
                  jeśli takowa jest, muzyka która ma nie tylko rozerwać, ale coś więcej. Co
                  więcej? I co to znaczy rozerwać, i w jaki sposób? I co to jest w ogóle słuchanie
                  muzyki? I znowuż problem odbioru i odbiorcy?

                  przepraszam, że tyle napisałem, troszkę za dużo smile
                  pozdrawiam



                  • cptniamo Re: Ambitny mjusik 04.06.05, 23:13
                    Gość portalu: scribs napisał(a):

                    > mozliwe, że w tymże słowniku, jest też drugie znaczenie Absurdalnego jako
                    > "czegoś wewnętrznie sprzecznego" - gdyby ci chodziło o to drugie znaczenie,
                    > przyznam, że byłoby to bardzo intrygujące smile.

                    Jest, nawet nie tylko w słowniku, ale i w mojej głowie. Przyznaję, pisałam o
                    absurdzie w sensie egzystencjalistycznym (a nie logicznym), bo chciałam
                    amputować filozoficzne (a nawet historyczno-filozoficzne) konteksty. moja wina.

                    > a wracając do muzyki Beethovena, nie jestem jakimś znawcą, po prostu słuchanie
                    > jego niektórych utworów przynosi mi przyjemność.
                    > Nie wiem zatem czy rozumiem tą muzykę? Czy właśnie na tym polega rozumienie?
                    > Moim zdaniem muzyka Beethovena nie jest już tak trudna w odbiorze, ale moze się
                    > mylę...

                    Właśnie o to chodzi!
                    Bo jeżeli odbiór muzyki jest subiektywny (a jest), to ciężko mówić o tym, co
                    jest Sztuką, co sztuką, a co ani jednym, ani drugim, a jeszcze ciężej mówić o
                    muzyce ambitnej definiując ją w kategoriach odbioru!

                    Jeśli jednak nie jest trudna w odbiorze, to "pasanie wołów" nie jest
                    > żadną przeszkodą.

                    Wolę pasanie wołów niż zawód kasjera w supermarkecie. Pastuchy mają plecy w
                    postaci niezłego etosu: byli przy żłobie, w bukolikach, we wszelakich arkadiach,
                    że już o Janku Muzykancie nie wspomnę. Dla kasjerów zostaje Arkadia, (ten
                    warszawski hipersupermolochmarket).

                    > Mi się wydaje osobiście, że muzyka Beethovena, często bardzo żywiołowa,
                    > gwałtowna, ma znaczny wpoływ na emocje, dokładniej wywołuje pewne emocje - w
                    > zasadzie to jest banał, każda muzyka wywołuje pewne emocje.
                    > Nie wiem czy tylko tyle wystarczy, tzn. same emocje, czy trzeba coś więcej, no
                    > bo są też pewne wrażenia, estetyczne, jak to w przypadku każdego dzieła sztuki.
                    > I tu się już pojawia problem odbioru sztuki, osobistego i subiektywnego.

                    O to mi chodziło.
                    Moim zdaniem rozumienie muzyki polega właśnie na odbiorze emocjonalnym.
                    Obiektywny Geniusz, czy nawet, mniej romantycznie, obiektywna jakość muzyki nie
                    istnieje. Więc i ustalone reakcje odbioru nie mogą istnieć. Nawiążę znów do
                    Beethovena i do tego, co napisałeś o działajacej na emocje gwałtowności jego
                    muzyki. Dla mnie ta gwałtowność pozostaje zwykłym bum! bum! buch! tiruriru
                    (sorry za graficzne przedstawienie Beethovena... nie chcę urazić jego
                    miłośników...), natomiast działają na mnie np. dysonans (i inne postacie
                    niezgodności), powtarzalność i kilka innych własności muzyki (czy jak to
                    nazwać)... A więc nie zgodzę się, że istnieje proste przełożenie gwałtowności
                    Beethovena (ani czegokolwiek innego) na emocje.

                    > A określenie ambitna muzyka troche mi się nie podoba, no ale jakby z definicji,
                    > jeśli takowa jest, muzyka która ma nie tylko rozerwać, ale coś więcej. Co
                    > więcej? I co to znaczy rozerwać, i w jaki sposób? I co to jest w ogóle słuchanie
                    > muzyki?

                    Ano właśnie.
                    Mnie też nie podoba się określenie "ambitna muzyka", bo w definicji takiej
                    muzyki musiałby być odbiorca. Dla mnie ambitnym zadaniem byłoby słuchanie i
                    zrozumienie Beethovena (mówiąc po ludzku: musiałabym słuchać tego przez miesiąc
                    na okrągło, żeby mnie ruszyło), dla kogoś innego - być może zachwycenie się
                    Cage'em, Tiger Lillies czy czymś innym. Czy ambitne zadanie dla słuchacza =
                    ambitna muzyka? No ale cóż innego może być podmiotem ambicji, jeśli nie człowiek?

                    > I znowuż problem odbioru i odbiorcy?

                    Ja to widzę tak: muzyka może być przedmiotem ambicji danego człowieka.
                    A ambitna muzyka to ta, o której napiszą w Odpowiednim Opiniotwórczym Magazynie
                    (od człowieka zależy, czy to Gala, Przekrój, Aktivist, Glissando, Muzyka21 czy
                    zin ze squatu). Dlatego myślę, że rozmowa na ten temat jest trochę bezcelowa. Bo
                    chyba "ambitna muzyka" to taka, która polepsza samopoczucie słuchacza. I lepiej
                    byłoby zastanawiać się nad słowem "snobizm", niż nad stylami odbioru muzyki i
                    Beethovenem...

                    > przepraszam, że tyle napisałem, troszkę za dużo smile

                    Dotrzymuję kroku wink i też przepraszam.

                    Pozdro!
            • Gość: terry Re: Cptniamo IP: *.aster.pl 04.06.05, 21:53
              Muzyka ambitna jest sztuką, zatem jako taka nie daje się ująć w szablon ani
              przeliczyć na procenty. Jednych powala swoim pięknem, innym wypisuje grymas
              nudy na twarzach. Ma swoich oddanych wielbicieli spośród słuchaczy - tych
              poszukujących, a nie ustawiających brzęczące radio na parapecie w zakładzie
              naprawy samochodów (z całym szacunekiem dla mechaników samochodowych). Nie
              opiszę Ci konkretnie tej muzyki, bo najprawdopodobniej za takową uważamy zgoła
              odmienne gatunki. Mogę tylko poślizgać się na powierzchni tematu i ogólnie
              powiedzieć że ambitna dla mnie jest np. Patricia Kaas, natomiast absolutnie
              Brodka, Srodka czy inna Sierotka.

              • cptniamo Re: Cptniamo 04.06.05, 23:24
                Gość portalu: terry napisał(a):

                > Muzyka ambitna jest sztuką,

                A jeśli zacząć od "Muzyka jest sztuką" - pomijając "ambitna", z zaznaczeniem, że
                wielka litera na początku słowa Muzyka wynika nie tylko z początku zdania...?
                To wtedy z resztą zgodzę się bez zająknienia...

                > zatem jako taka nie daje się ująć w szablon ani
                > przeliczyć na procenty. Jednych powala swoim pięknem, innym wypisuje grymas
                > nudy na twarzach. Ma swoich oddanych wielbicieli spośród słuchaczy - tych
                > poszukujących, a nie ustawiających brzęczące radio na parapecie w zakładzie
                > naprawy samochodów (z całym szacunekiem dla mechaników samochodowych).

                A co z ambientem? tongue_out
                A tak poważnie, to co piszesz rozumiem tak, że muzyka ambitna to ta
                traktowana... no, powiedziałabym serio, ale przecież nie chodzi o wykluczenie
                Zappy, Residentsów czy innych prześmiewczych lub ambiwalentnych zjawisk muzycznych.
                Powtarzam: zgadzam się stuprocentowo, dopóki Twoj opis dotyczy dobrej muzyki
                (jakkolwiek głupio by to nie brzmialo), a nie muzyki ambitnej.
                Muzyka wywołująca epifanię, muzyka powalająca, może być określona tylko w
                kategoriach odbioru. Jak ma się do tego słowo "ambitna"...?

                Pozdrawiam!
                • Gość: terry Re: Cptniamo IP: *.aster.pl 05.06.05, 11:14
                  Ależ nie wykluczam Franka Zappy! Daleki jestem od określania mianem "ambitna"
                  jedynie koszmarków Pendereckiego czy Lutosławskiego wink) Nie chodzi mi
                  o "ą" "ę" muzykę na tzw. salonach, graną gdzieś na fortepianie przez miłego
                  pana we fraku dla grona wyfiolkowanych dam i pełnych powagi facetów
                  rozprawiających o podwyżce cen jachtów dalekomorskich. W ogóle styl muzyczny
                  nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu mam szacunek do ludzi (artystów) którzy nie
                  boją się przełamania ogranych schematów, którzy eksperymentują i nie odwalają
                  fuchy pod tytułem "nagrywamy n-tą płytę bo dom trzeba spłacić i w związku z tym
                  kasa by się przydała".

                  Przy wszelakich eksperymentach isntnieje jednak niebezpieczeństwo przemycenia
                  nieudacznictwa. Czasem gdy ktoś nie potrafi czysto zagrać, to mówi że "tworzy
                  coś nowego" i "łączy 10 stylów muzycznych", tylko ci słuchacze "nie dorośli"
                  by ogarnąć jego geniusz twórczy. Na takich agentów trzeba uważać. Natomiast
                  muzyka (o przepraszam, masz rację Cptniamo - Muzyka z wielkiej litery) - jest
                  nieograniczona i fantastyczna. Oby jak najwięcej tej dobrej, właśnie ambitnej.

                  Również pozdrawiam!
                  • cptniamo Re: Cptniamo 05.06.05, 12:26
                    Gość portalu: terry napisał(a):

                    > Ależ nie wykluczam Franka Zappy!

                    Wiem, wiem, rozumiem. Po prostu użyłam słowa serio dając zastrzeżenie, że nie
                    jest odpowiednie, bo nie wykluczam prześmiewczości, ironii itd jako narzędzia
                    muzyki poszukującej.

                    > Przy wszelakich eksperymentach isntnieje jednak niebezpieczeństwo przemycenia
                    > nieudacznictwa. Czasem gdy ktoś nie potrafi czysto zagrać, to mówi że "tworzy
                    > coś nowego" i "łączy 10 stylów muzycznych", tylko ci słuchacze "nie dorośli"
                    > by ogarnąć jego geniusz twórczy. Na takich agentów trzeba uważać. Natomiast
                    > muzyka (o przepraszam, masz rację Cptniamo - Muzyka z wielkiej litery) - jest
                    > nieograniczona i fantastyczna. Oby jak najwięcej tej dobrej, właśnie ambitnej.

                    Czyli szczerość twórcy, który chce coś przekazać (no i do tego ma talent i
                    umiejętności), szczerość odbiorcy, który chce usłyszeć muzykę, to warunki
                    konieczne, żeby pojawiła się epifania, czyli żeby muzyka miała szansę powalić
                    słuchacza. Ale to jest muzyka poszukująca! Obstaję przy tym, że muzyka ambitna
                    to termin rynkowy dla tych, co chcieliby słuchać muzyki elitarnej (w sensie
                    intelektualnym), tylko nie za bardzo wiedzą, na który koncert iść w tym celu.

                    Pozdro!
                  • Gość: pan kompozytor Re: Cptniamo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.05, 01:22
                    To bardzo milo z Twej strony, ze nie wykluczyles z grona tworcow ambitnych
                    Zappy. Czy moglbys dac jakies (jakiekolwiek) uzasadnienie na temat swojej opinii
                    o "koszmarnosci" muzyki Pendereckiego i Lutoslawskiego. Nie chce byc zlosliwy.
                    Wiem, ze Penderecki dzieki swoim sonorystycznym poczatkom wielu ludziom kojarzy
                    sie jak najgorzej. Ale mimo wszystko, kwartety smyczkowe i "Tren" to nie
                    wszystko, co napisal. Przyklad przystepniejszej muzyki Pendera: "Siedem bram
                    Jerozolimy". To brzmi czadowo, polecam. Jesli chodzi o Lutoslawskiego, to troche
                    rece opadaja, jak sie czyta taka opinie.. Rozumiem, ze muzyka trudna moze z
                    poczatku odrzucac swoja zlozonoscia. Sam wiem cos o tym. Przekonalem sie na
                    wlasnie na przykladzie Lutoslawskiego. Piec lat temu to byl koszmar dla mnie ,a
                    teraz sluchajac jego muzyki czuje ciarki na plecach.Jak to mozliwe? Nie, nikt
                    nie wypral mi mozgu. Na poczatek polecalbym jego "Koncert na orkiestre". To z
                    tego zrzynaja wszyscy kompozytorzy muzyki filmowej, jak chca zeby cos "kopalo"
                    sluchacza. A moze cos lirycznego? "Chantefleurs et chantefables" - genialne,
                    ambitne i bardzo przystepne. Da sie.
                    Swoja droga popelniles male "foyer" zrownujac akurat tych dwoch panow, ktorzy
                    w muzyce polskiej od zawsze stanowili totalne przeciwienstwo..
                    • Gość: scribs Re: Cptniamo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.05, 02:08
                      Gość portalu: pan kompozytor napisał(a):

                      A moze cos lirycznego? "Chantefleurs et chantefables" - genialne,
                      > ambitne i bardzo przystepne.

                      Tutaj właśnie starano się znależć jako taką definicję "muzyki ambitnej".
                      Co według ciebie jest "muzyjką ambitną"?
    • anka61 Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 04.06.05, 17:27
      własnie. jestr w ogóle takie coś??? dla jednych ambitna muzyka może być chopin
      czy strauss a dla innych disko z pola.... uważam ze to zalezy od mentalnosci
      człowieka. zauważyłam ze im ludzie bardziej wykształceniu lub inteligentni
      otwarci sa na rózne style w muzyce od muzyki poważnej przez pop do rocka....
      myśle że każdy indywidualnie musi sobie odpowiedziec na pytanie czym jest dla
      niego ambitna muzyka... pozdrawiam wszystkich wchodzących na to forum smile
      a tak nawiasem mówiąc to pisze sie TĘ PŁYTĘ... PAPA
    • harfiarka Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 04.06.05, 18:54
      Muzyka ambitna to np. Lutosławski, Szymanowski... Gorąco polecam, jest naprawdę
      piękna.
    • dokowski To były epizody. Koncerty klawesynowe Bacha, ... 04.06.05, 21:30
      ... potem długo, długo nic, co najwyżej jakieś pojedyncze wyskoki (np.
      sonata "Patetyczna" Beethovena), a potem był okres Hendrixa, Zappy, Zeppelinów,
      Yes, King Crimson... dojrzały Davis, Corea, Hancock ... i własnie Hancock
      komponując "Łowców głów" w 1974 (a może 75) zakończył ostatni epizod ambitnej
      muzyki.

      Czy ktoś znów zacznie grać ambitną muzykę?
      • Gość: pszemcio1 Re: To były epizody. Koncerty klawesynowe Bacha, IP: 44,1.* / 193.193.181.* 04.06.05, 21:40
        definicją ambitnego rocka niech będą: sonic youth, deus, modest mouse, pavement
        i broken social scene
        • pies_podwojny Re: To były epizody. Koncerty klawesynowe Bacha, 04.06.05, 22:49
          Radiohead

          amen
    • ydorius Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 04.06.05, 23:09

      "Żyło raz sześciu w Hindustanie
      ludzi ciekawych niesłychanie
      i chociaż byli ślepi
      wbrali kiedyś się na błonie
      aby zapoznać się ze słoniem
      i umysł swój pokrzepić (...)

      i żaden z ślepców tych aż do dziś
      nie chce się z innym ślepcem zgodzić
      część prawdy tylko znając;
      każdy przy swojej trwa opinii
      każdy ma rację swą, jak inni -
      lecz wspólnie jej nie mają"*

      Z tego co widzę, z tematem muzyki ambitnej można dać sobie radę na trzy sposoby.
      Pierwszy z nich to indukcja enumeracyjna polegająca na wyliczeniu tych artystów,
      których uważa się za ambitnych. Piszący liczą, że jeśli napiszą "zespół x, y a
      nade wszystko - z" wyrobiony słuchaczo-czytacz sam sobie resztę dośpiewa (sic!)
      i będzie już miał jasność czym muzyka ambitna jest.

      Drugie podejście charakteryzuje się reductio ad absurdum i w efekcie wypluwa
      output mówiący o tym, że muzyka ambitna nie istnieje. Jest pojęciem z grupy
      symboli werbalnych, zaś sama muzyka, oczywiście, w żadne verbum zamknąć się nie
      da, o czym lapidarnie powiedział nam Frank Zappa.

      Trzecie podejście próbuje prześliznąć się obok egzemplifikacji (które, niestety,
      są gwoździem do trumny pojęcia abstrakcyjnego, a takim jst 'ambitna muzyka') i
      na dodatek nie uzyskać wyniku "muzyka ambitna nie istnieje".

      Wychodzi trochę na to, że zdajemy sobie sprawę z tego, że muzyka ambitna gdzieś
      jest, ale nie bardzo potrafimy ubrać to w słowa. Więc może wyjściem jest
      psychologizowanie bez uciekania w konkretne nazwy?

      Dla mnie smile muzyka ambitna zaczyna się od zamysłu. Nie od badań rynkowych,
      mających pokazać co się sprzeda, nie od prostej konstatacji "zagramy to jeszcze
      raz to też będzie fajnie". Nic z tych rzeczy. Punktem wyjście dla muzyki
      ambitnej nie może być argument merkantylny. Nie o to zupełnie chodzi. Może za
      ambitnych uważam muzyków, którzy postępują jak Vincent Bez Ucha? Grają to, co im
      w duszy gra i nie zwracają uwagi za specjalnie na to, czy to ma szansę
      powodzenia. Ale to jest zapewne tylko część muzyki ambitnej. Nie chodzi mi
      przecież o zespoły, które od 30 lat grają to samo, bo "tak im w duszach gra".
      Może dorzućmy więc do tego chęć eksperymentowania, mieszania, miksowania.
      Wywracania do góry nogami. Niepokój. Niepewność, którą sieje się w słuchaczach:
      "może być, że nie poznasz mnie na klejnej płycie". Ale może i to jeszcze za
      mało. Może należałoby do tego dorzucić niepokój in statu nascendi, nie tylko
      przyszłościowy: oto zostajesz słuchaczu zanurzony w sferę jazgotu, w której
      powoli wyciągasz wątłą nitkę głównego wątku. Zdejmij słuchawki i już nie
      odnajdziesz jej tak łatwo. Spróbuj się jej trzymać, a być może okaże się, że nie
      jest wcale głównym wątkiem.
      Jednym słowem dorzućmy wkład własny słuchacza. Jego wysiłek. Zaangażowanie i
      ambicję.

      Jeśli spróbujemy połączyć te czynniki to wyjdzie - a przynajmniej mi wychodzi -
      że muzyka ambitna może, ale nie musi mieć wymiaru merkantylnego, musi być
      tworzona z potrzeby serca, powinna zaskakiwać i zmieniać się, jak żywe złoto i -
      niestety - nie obejdzie się bez ambitnego suchacza, który będzie chciał jej
      poświęcić kilka chwil swego cennego czasu.

      Co nie zmienia oczywiście faktu, że nie wiemy, kim jest ambitny słuchacz, ale
      może to materiał na osobny wątek? smile

      m,
      .y.

      * "Ballada o słoniu" wg J.G. Saxe'a tłum. Andrzej Nowicki w: "Księga nonsensu",
      Warszawa 1986, s. 64

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      to przez Isabel ślimaki się popłakały
      • wredotka1 ... 04.06.05, 23:16
        Jak widac, muzyki "ambitnej" sluchaja belkocacy w malignie
        pseudointelektualisci. "Egzemplifikacja", "argument merkantylny" czy inne
        pretensjonalne wynurzenia dowodza tego, ze lepiej sie do ambitnej muzyki nie
        przyznawac.
        • ydorius video meliora proboque, deteriora sequor 04.06.05, 23:23

          to tak, by zabłysnąć jeszcze raz fałszywym blaskiem przetworzonych słów smile
          Czasem mam wrażenie, że w przypadku tematów trudniejszych niż "co to było w
          reklamie Opla, proszę pomórzcie" można sobie czasem pozwolić na słowa ze
          słownika wyrazów obcych. Hm. A może jednak nie można.

          Tak czy owak dobrych snów
          i muzyki smile

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          to przez Isabel ślimaki się popłakały
          • wredotka1 Ty, daj jeszcze, to calkiem zabawne 04.06.05, 23:49
      • humbak Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 04.06.05, 23:31
        No to mam pierwszą wypowiedź z którą się wogóle chce dyskutowaćsmile
        Myślę jednak że ujął bym to nieco innaczej. Muzyka tworzona z potrzeby serca to sztuka. Muzyka tworzona na potrzeby zarobkowe to zwykłu produkt przemysłu muzycznego. To takie trochę uproszczenie, ale nie zagłębiając się w konkretne przykłady tak bym to określił. Myzuka ambitna jest w moim prywatnym oczuciu (którego nie ośmielę się uogólnić) pojęciem zbędnym, albowiem liczy się tak naprawdę tylko to, co muzyka wzbudza w odbiorcy. A to czy budzi ona radość, chęć kontemplacji, gniew, czy odrazę to już drugorzędna sprawa.
        W takiej sytuacji artysta tworzący przez owe 30 lat bez przerwy muzykę taką samą, przestaje ją tworzyć w kategorii sztuki, albowiem nie da się ciągle wzbudzać w słuchaczu tych samych odczuć tymi samymi środkami (no, chyba że chciałby wzbudzić gniew, lub znudzenie ale to nieco ryzykownewink).
        To tak skrótowo. Odeszła mi chęć myślenia, bo muzyka którą słyszę wzbudza chęć do lekkiego zdystansowania się do (od?) otoczenia.
      • cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 00:00
        ydorius napisał:

        > Drugie podejście charakteryzuje się reductio ad absurdum i w efekcie wypluwa
        > output mówiący o tym, że muzyka ambitna nie istnieje.

        Tak eklektycznego zdania nie przeczytałam od czasu "jakby to powiedział J.P.
        Satre: 'ou revoir , panie suseł'" smile

        Mówisz mądrze i podejmujesz próbę syntezy, za co należą Ci się brawa. Ale
        pozwolę sobie wśliznąć się w jedą szparkę, którą zostawiłeś w tym systemi. Już
        mówię, o co chodzi.
        O fragment: "Punktem wyjście dla muzyki ambitnej nie może być argument
        merkantylny. Nie o to zupełnie chodzi."
        A czy nie jest tak, że zupełnie o to chodzi? czy słowo "ambitna" nie jest
        przypadkiem hasłem reklamowym? Bo przecież ma konotacje jednoznacznie pozytywne
        (aż sprawdziłam w korpusie języka polskiego:
        korpus.pwn.pl/results.php?k_set=1&k_find=ambitna&k_free=free&k_limit=300&k_ile=100&k_left=10&k_right=10&k_order=Center)
        Co w Vincencie jest ambitne? Czy to samo, co jest subiektywne? Pieszesz o
        niepewności i szukaniu. Ale facet, który jest pewien tego, że powinien malowac,
        mimo braku pieniędzy, nie jest niepewny! Czy słowo ambitne jest przeciwieństwem
        słowa "target"?
        Reasumując: uważam, że mieszasz komunikat z odbiorem. Sztuka "ambitna" - jeśli
        od strony komunikatu - to według Ciebie (poniekąd) sztuka autoteliczna. A jeśli
        o odbiór chodzi, to sztuka ambitna mniej więcej pokrywa się z poszukiwaniem.
        Czyli ambicją słuchacza, która jest odciążana słowem "ambitna" (ambitna muzyka,
        film, książka...) pojawiającym się w pismach opiniotwórczych.

        A zatem z tym się zupełnie nie zgadzam:
        > Jeśli spróbujemy połączyć te czynniki to wyjdzie - a przynajmniej mi wychodzi
        > że muzyka ambitna może, ale nie musi mieć wymiaru merkantylnego, musi być
        > tworzona z potrzeby serca, powinna zaskakiwać i zmieniać się, jak żywe złoto

        Muzyka określana mianem "ambitna" MA wymiar merkantylny, tylko w innym sensie
        niż Brodka czy Piasek. Targetem muzyki ambitnej są ci, którzy poszukują (albo na
        takich chcą wyglądać - ale niekoniecznie). Target wąski, ale można skutecznie
        dotrzeć. Pomyść choćby o boomie na Yoshihide i innych Japończyków ze Wschodnich
        Triad (tak mi się przypomniało, bo o chaosie dźwięków pisałeś...)


        Pozdro!
        • cptniamo jeszcze jedno 05.06.05, 00:02
          cptniamo napisała:

          > ydorius napisał:
          >
          > > Drugie podejście charakteryzuje się reductio ad absurdum i w efekcie wypl
          > uwa
          > > output mówiący o tym, że muzyka ambitna nie istnieje.
          >
          > Tak eklektycznego zdania nie przeczytałam od czasu "jakby to powiedział J.P.
          > Satre: 'ou revoir , panie suseł'" smile
          >
          > Mówisz mądrze i podejmujesz próbę syntezy, za co należą Ci się brawa.


          To nie miało zabrzmieć z góry, mentorsko, ani prześmiewczo. Ani drażniąco.

          Pozdro!

          --
          www.radioaktywne.pl/index.php?m=2&a=66
        • Gość: scribs Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.05, 02:57

          jeśli chodzi o wymiar merkantylny, a także kwestię tworzenia muzyki, czy w ogóle
          sztuki mogę dodać tylko,
          to, ktoś wcześniej napisał, że muzyka tworzona, tak w uproszczeniu, dla
          pieniędzy, a nie z "samego serca"(można z samego serca dla pieniędzy smile), nie
          jest sztuką, nie było do końca prawdą już ponad 200 lat temu.
          Znany przykład Mozarta, jedno z największcyh dzieł swojego krótkiego niestety
          żywota, napisane pod koniec tegoż - "Requiem", napisał na zamówienie, dla
          pieniędzy. Możliwe, żeby spłacić swe długi.
          Inna strona to właśnie van Gogh, który rysował, choć niewile z tego mógł
          zarobić, ale pod koniec życia miał dochód z obrazów, całkiem niezły. (Ponoć
          rocznie, połowa pensji dobrego prawnika.)
          Oczywiście, można powiedzieć, że sens, przekaz tego przykładu, nie bardzo się
          przekłada na dzisiejsze czasy. Teraz artysta raczej nie będzie przymierać
          głodem, jeśli się okaże być bardzo utalentowanym. A może odpowiednikiem
          przymierania głodem jest granie w małych klubach dla małej ilości ludzi i
          sprzedawanie płyt w "niewielkim" nakładzie etc.
          Czasy się zmieniły, ale człowiek pozostaje raczej ten sam. Podobnie i z
          artystami. Ci byli zawsze ludzmi bardziej wrażliwymi niż zwykli śmiertelnicy, i
          udziałem prawie każdego procesu twórczego, a moze nawet elementem koniecznym,
          było cierpienie. Róznego rodzaju, z różnych powodów, słowem cały wachlarz
          możliwości. Taki archetyp artysty głodnego, lecz płodnego i sytego, niestety
          nieurodzajnego, jak wyjałowiona gleba. To są też już tajemnice procesu
          twórczego, niezbadane dla zwykłych śmiertelników.
          I teraz już wracając do tematu, powtórze się sam , i za paroma osabami powtórzę,
          że ambitna muzyka jest to pojęcie subiektywne, ale....
          wracają znowu do van Gogha, w jednym wydaniu pewnego psychologa na temat Sztuki,
          odbioru etc. Znalazłem analizę obrazów van Gogha, chodzi mi dokładnie o słynne
          buty van Gogha, które rysował, gdy ponoć miał depresję(to a propos cierpienia).
          Tak czysto hipotetycznie: Dla człowieka który nie miał stycznosci z malarstwem
          impresjonistów, m.in. nigdy nie słyszał o van Goghu i nie widział jego obrazów,
          "buty" dla takiego człowieka, całkiem możliwe, będą niezrozumiaŁE, będzie to coś
          "nie odbieralne". Możliwe, że absurdalne. Po cholere buty rysować, i to jeszcze
          takie brzydkie, grube, podarte, potarte, zniszczone, na dodatek z gwozdziami w
          podeszwie. Nie bedzie zwracac na uzyte kolory, {a u van Gogha, jeśli chodzi o
          kolory jest na co popatrzeć} na samą kompozycje, jak ułożone są te buty, z
          jakiej perspektywy etc. Czyli dzieło które jest genialne, i co do tego nie mamy
          wątpliwości, i nie było co do tego wątpliwości wiele lat przed nami, ktoś za
          takowe nie uważa, z powodu swej niewiedzy. Można to uogólnić też i na inne
          sztuki, w tym muzykę. I wtedy otzrymujemy, chyba jedyny, w miarę obiektywny
          kryterium. Problem tylko w tym, że wprzypadku muzyki to się chyba nie sprawdza,
          bo poi prostu taki wybrałem sobie "ładny" przykład, obrazy van Gogha. A może
          jednak się to sprawdza, jeśli chodzi o muzykę poważną. Może O te "tiru ri ru ri
          ru, tada dadam" Bethovena czy innych kompozytorów są po prostu "zwykłymi
          zniszczonymi butami".
          Nie jestem żadnym konserwatystą, i nie słucham cały czas tylko muzyki poważnej.
          Lubie też nie tylko konsonanse w muzyce, ale takżę i dysonanse, (które zresztą
          sie pojawiły już w utworach komp. zaliczanych teraz do klasyki tj. Strawinski,
          Carl Orff), w Fugazi, Shellac'a, Tortoise, Robotobiboka, Squarepusher'a (tu mam
          wątpliwości czy to jezcze muzyka).





          • cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 04:06
            Najpierw wytłumaczę się z dziwnej godziny aktywności na forum. Jak wiadomo, jest
            sesja (przynajmniej na moim uniwerku). Ale średnio chce mi się uczyć... Więc
            robię przerwę...

            Do rzeczy.

            Gość portalu: scribs napisał(a):

            > Czyli dzieło które jest genialne, i co do tego nie mamy
            > wątpliwości, i nie było co do tego wątpliwości wiele lat przed nami, ktoś za
            > takowe nie uważa, z powodu swej niewiedzy. Można to uogólnić też i na inne
            > sztuki, w tym muzykę. I wtedy otzrymujemy, chyba jedyny, w miarę obiektywny
            > kryterium.

            Wydaje mi się, że to się w ogóle nie sprawdza. Van Gogh to ikona, można kupić
            laleczki-podobizny van Gogha ze zdejmowanym uchem... To taki archetypiczny
            artysta szalony-nawiedzony, niedoceniany, pośmiertnie doceniony. Taki wzór
            dobrze się sprzedaje, vide popularność Artauda w wielu kręgach kontrkulturowych
            (i nie tylko). No właśnie, w wielu kręgach które chcą uważać się za AMBITNE.

            Z wymiarem merkantylnym chodziło mi o coś zupełnie innego. Nie o intencje
            twórcy, bynajmniej. Ani intencje twórcy niezależnego, ani natchnionego, ani
            szalonego, ani nawet rynkowo niedzisiejszego, ani z ideałami, ani cierpiącego.
            Sam twórca ma się nijak do zdefiniowania swojej muzyki jako ambitnej - chyba że
            wykreuje się na twórce ambitnego (albo ktoś go, za jego plecami, wykreuje). Bo
            wyrażenie "ambitna muzyka" od razu określa target. I to jest, moim zdaniem,
            jedyne sensowne podłoże do definiowania "ambitnej muzyki"; na pewno nie są to
            właściwości samej muzyki.
            Podałam wcześniej link do korpusu, by pokazać, jak jednoznacznie pozytywne
            konotacje ma słowo "ambitny". I co więcej, wydaje mi sie, że ma dominujące
            znaczenie oceniające, emocjonalne. Takie słowo z gatunku "zajebiste" itd.
            Niewiele mówiące...

            Pozdro!
          • cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 04:21
            Gość portalu: scribs napisał(a):

            > A może
            > jednak się to sprawdza, jeśli chodzi o muzykę poważną. Może O te "tiru ri ru ri
            > ru, tada dadam" Bethovena czy innych kompozytorów są po prostu "zwykłymi
            > zniszczonymi butami".

            To było: Bum! bum! łup! tiruriru smile

            Odwołujesz się do przykładu odczytanego jednogłośnie przez historyków sztuki, a
            na dodatek (żeby już nie było wątpliwości) utrwalonego w (pop)kulturze. Wszystko
            pięknie.
            Ale naukowcy nie zawsze są tak zgodni. Nie zawsze wiadomo, że te zniszczone buty
            to Sztuka. Czasem bywa tak, że prof. dr hab. X. mówi, że to Geniusz, a prof, dr
            hab. Y. - że wariat i ofiara klimatu epoki. Oczywiście, wtedy weryfikujemy
            samodzielnie. Ale wtedy jest to już subiektywne!
            Jednoznaczna ocena Butów, do której przyrównałeś moje Bum!bum!tiruriru, jest
            czymś, na co nie mogę się zgodzić. Bo specjalnie pisałam o Beethovenie -
            artyście uznanym przez wszystkich - by postawić się na pozycji czlowieka nie
            kminiącego Beethovena i dobrze się z tym czującego. Uważasz, że to z niewiedzy?
            A czy każdy musi wszystko wiedzieć?

            > Lubie też nie tylko konsonanse w muzyce, ale takżę i dysonanse, (które zresztą
            > sie pojawiły już w utworach komp. zaliczanych teraz do klasyki tj. Strawinski,
            > Carl Orff), w Fugazi, Shellac'a, Tortoise, Robotobiboka, Squarepusher'a (tu mam
            > wątpliwości czy to jezcze muzyka).

            Wspomniałam o dysonansie, by zaznaczyć różnorodność bodźców muzycznych
            dostarczających przyjemności.

            A co do "wątpliwości czy to jeszcze muzyka"... definicja muzyki to osobny temat
            temat i wierzę, że gazetowe forum nie jest odpowiednim miejscem dla tego tematu...

            Pozdro!
            • Gość: scribs Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.05, 16:58
              doszło do małego nieporozumienia,
              a to wszystko przez te skróty myślowe smile i to jeszcze o tej póżnej porze,
              za co przeraszam

              powiedziałaś:

              "Wspomniałam o dysonansie, by zaznaczyć różnorodność bodźców muzycznych
              > dostarczających przyjemności."

              dokładnie tak to odebrałem, wcześniej smile

              A co do "wątpliwości czy to jeszcze muzyka"

              dla jasności, wątpliwości mnie trapią tylko w stosunku do Squarepushera, a już
              nie reszty wymienionych zespołów. Zresztą ująłem to w nawias... dyskutować
              akurat na temat nie miałem zamiaru. smile Jest to dla mnie przysłowiowe " z motyka
              na Słońce".

              do rzeczy, i to bardzo krótko:

              jako, że dyskusja "przeniosła się trochę niżej", nie będę niczego już pisać
              tutaj, jako, że może dojść do ponownych nieporozumień, a pozatym część rzeczy
              sie mogła zdezaktualizować

              pozdrowienia
              • Gość: cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.chello.pl 05.06.05, 20:31
                To dobrze. A ja przenoszę się trochę w lewo i do tyłu, gdzie zalegają sterty
                dzieł wiekopomnych, półwiecznych, wielce aktualnych, autorstwa tuzów
                uniwersyteckich i innych dewiantów tongue_out

                Pozdro!
        • ydorius Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 13:38

          Najważniejsze, by przekaz został odkodowany, poziom eklektyzmu jest w gruncie
          rzeczy nieistotny smile Ale dziękuję za uznanie smile

          Słowo ambitna może być hasłem reklamowym. Ale wcale nie musi, a już na pewno nie
          'jest'. To, ze ma konotacje pozytywne jeszcze o niczym nie przesądza. Jasne, że
          będąc ambitną muzyka taka jest również aspiracyjna, ale to też jeszcze nie czyni
          z jej odbiorców snobów bez duszy (za to ze stertą opiniotwórczych gazet przy łóżku).

          Do tego, że mieszam przekaz z odbiorem sam się przyznałem. Jeśli istnieje coś
          takiego jak ambitna muzyka, potrzebuje ambitnego słuchacza. Ważne jest więc nie
          tylko to, co muzyka stara się przekazać, ale też czy słuchacz potrafi to
          odebrać. To jak ze skomplikowanymi maszynami - żeby nie były po prostu
          bezużyteczną masą złomu, ktoś musi umieć nimi operować, prawda?

          I jeszcze jedno tak: muzyka ambitna powinna być u swych korzeni autoteliczna.
          Jeśli wychodzi z innych niż autoteliczne przesłanki (to, co nazywamy
          'natchnieniem' również wrzucam do tego worka) nie będzie ambitna. Będzie
          zakłamana i obarczona resentymentem (a to już w ogóle obrzydliwe)

          I jeszcze wydaje mi się, że do odkodowania muzyki ambitnej nie potrzebujesz
          postmodernistycznych ekspertów, którzy z muzyki robią butelkę pinot noir, każąc
          nam wsłuchiwać się w delikatne bukiety wiśni (?) i delikatne posmaki gajów
          brzoskwiniowych (???) wink
          I biada jeśli nie poczujesz, bo wychodzisz na prostaka smile

          m,
          .y.

          P.S. Socjologia?

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          to przez Isabel ślimaki się popłakały
          • cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 15:29
            ydorius napisał:

            > Najważniejsze, by przekaz został odkodowany, poziom eklektyzmu jest w gruncie
            > rzeczy nieistotny smile Ale dziękuję za uznanie smile

            Nie tylko o informację, ale też o doznania estetyczne chodzi. Fajniej się czyta,
            jak język jest zaskakujący. Ale to subiektywne, niektórzy wolą styl zerowo-naukowy.

            > Słowo ambitna może być hasłem reklamowym. Ale wcale nie musi, a już na pewno ni
            > e
            > 'jest'. To, ze ma konotacje pozytywne jeszcze o niczym nie przesądza. Jasne, że
            > będąc ambitną muzyka taka jest również aspiracyjna, ale to też jeszcze nie czyn
            > i
            > z jej odbiorców snobów bez duszy (za to ze stertą opiniotwórczych gazet przy łó
            > żku).

            Masz rację. Ciągle jestem pod wpływem pewnych faktów związanych z odbirorem
            warszawskiego koncertu Otomo Yoshihide New Jazz Quintet (bo jazzy są: sushi,
            Wschodnie Triady, butoh i takie tam).

            Poza tym chyba się zgadzam, chociaż nie wiem ciągle, czy muzyka ambitna ma coś
            przekazywać (piszesz: "Ważne jest więc nie tylko to, co muzyka stara się
            przekazać..."), czy też ma być autoteliczna.
            Jedno widzę wyjście połączenia tego, żeby coś przekazywać, z autotelicznością:
            przekazywać coś na temat istoty muzyki?
            Jeśli to miałeś na myśli, to uważam, że trafiłeś w sedno. Przynajmniej ja mogę
            zgodzić się na taką definicję muzyki ambitnej.


            > I jeszcze wydaje mi się, że do odkodowania muzyki ambitnej nie potrzebujesz
            > postmodernistycznych ekspertów, którzy z muzyki robią butelkę pinot noir, każąc
            > nam wsłuchiwać się w delikatne bukiety wiśni (?) i delikatne posmaki gajów
            > brzoskwiniowych (???) wink
            > I biada jeśli nie poczujesz, bo wychodzisz na prostaka smile

            Ło Jezusmile
            A kto takie coś wypisywał? Typuję magazyn audiofilski wink

            > P.S. Socjologia?

            Nie, I rok polonistyki/kulturoznawstwa w ramach MISH. Forumowe zajęcia zastępcze
            zamiast nauki...

            Pozdro!
            • ydorius Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 16:21

              Przyznam, że chyba miałem na myśli mix. Autoteliczności i przekazu.
              Autoteliczność w czystej formie czyli sztuka dla sztuki bywa zupełnie bezpłodna,
              bo odbiorcami zawsze są ludzie, nigdy zaś sztuka smile
              Spróbuj więc wyobrazić sobie taką muzykę, która wypływa z czegoś autentycznego i
              istniejącego poza kontekstem 'tu i teraz', ale która jednocześnie próbuje Ci coś
              przekazać. Nastaw się na odbiór i odkoduj przekaz. Może wówczas doświadczysz
              odbioru musyki ambitnej?

              Nikt czegoś takiego na szczęście nie wypisywał. Ale - niestety - zabrzmiało
              wiarygdnie, prawda? smile

              m,
              .y.

              P.S. W każdym razie nauki społeczne. To widać po pierwszych zdniach smile

              ----------------------------------
              What is home without Pinezka's Potted Meat?
              Incomplete.
              to przez Isabel ślimaki się popłakały
              • Gość: cptniamo Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.chello.pl 05.06.05, 21:18
                ydorius napisał:

                >
                > Przyznam, że chyba miałem na myśli mix. Autoteliczności i przekazu.
                > Autoteliczność w czystej formie czyli sztuka dla sztuki bywa zupełnie bezpłodna
                > ,
                > bo odbiorcami zawsze są ludzie, nigdy zaś sztuka smile

                A to pomysłowo wybrnąłeś smile
                Ale przyznasz, że moja powyższa definicja zabrzmiała sensownie.

                > Spróbuj więc wyobrazić sobie taką muzykę, która wypływa z czegoś autentycznego
                > i
                > istniejącego poza kontekstem 'tu i teraz', ale która jednocześnie próbuje Ci co
                > ś
                > przekazać. Nastaw się na odbiór i odkoduj przekaz. Może wówczas doświadczysz
                > odbioru musyki ambitnej?

                Wobec tego albo nic nie jest ambitne, albo wszystko co jest dobre: od Zaciera,
                Mitch&Mitch, Residentsów - po Meredith Monk, Satiego, Aylera, wspomnianego
                Shellaca... Samoświadome = ambitne?
                Poddaję się...

                > Nikt czegoś takiego na szczęście nie wypisywał. Ale - niestety - zabrzmiało
                > wiarygdnie, prawda? smile

                Styl kwiecisty jak Księżyka, tylko że Księżyk mówi (moim zdaniem) sensownie, a
                te metafory były klasycznie beznadziejnewink

                >
                > P.S. W każdym razie nauki społeczne. To widać po pierwszych zdniach smile

                Wezmę to pod uwagę i podczas następnego forumowego wystąpienia wtrącę tu i
                ówdzie jakieś matematyczne metafory...

                Pozdro!
    • Gość: +Pawello Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.zabki.net.pl / *.zabki.net.pl 05.06.05, 00:47
      Kilka wątków niżej Mateusz wspomniał o płycie Grzecha Piotrowskiego "Sin".
      Wydaje mi się, że jest to właśnie muzyka, która mimo odpowiedniego nasycenia
      wartścią w sensie pozytywnym niesie w sobie rzeczy, za które ludzie ją kochają,
      a nie znoszą tylko podczas konsumpcji kotleta w panierce - melodyjność i
      piękno. Polecam gorąco, dzis kupiłem i słucham. Już chyba czwarty raz, nie wiem.
    • Gość: anden Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 05.06.05, 12:34
      A moje pytanie jest bardziej ogólne: czym generalnie jest dla Was muzyka? czy
      ma dla Was znaczenie, czy muzykę tworzą (jakkolwiek by to zdefiniować) artyści
      ambitni bądź nie? czy nie jest tak, że w zależności od nastroju mamy ochotę
      posłuchać czegoś bardziej lub mniej wyrafinowanego?
      I czy jest sens w szufladkowaniu muzyki na rock/jazz/pop, itd.? Wiele zespołów
      w tych kategoriach się nie mieści, a szufladkowanie takie bardzo sprawę upraszcza.
      Osobiście dzielę muzykę na taką, którą lubię, która wywołuje we mnie emocje,
      która zmusza mnie do myślenia, dodaje energii bądź uspokaja i na taką, której
      się to nie udaje, po prostu.
      Powiedzieć, że bez muzyki mój wewnętrzny świat byłby uboższy, to o wiele za
      mało. A bogactwo wrażeń czerpię zarówno z jazzu, bluesa, folku, rocka,
      triphopu, muzyki klasycznej, elektroniki......
      Nie wiem czy dzielenie muzyki na ambitną i nieambitną ma sens. Sugeruje wyższość
      jednej nad drugą, i dzieli słuchaczy na lepszych i gorszych. A przecież "de
      gustibus non est disputandum". Jeśli komuś odpowiada disco polo, proszę bardzo,
      widać znajduje tam coś, czego ja nie widzę, być może nie jestem w stanie tego
      dostrzec. I vice versa, ja widzę w jazz'ie coś, co w ogóle nie porusza
      discopolowca. Dla każdego coś miłego. wink
      Pozdrowienia, melomaniacy.
      • ydorius de gustibus non disputandum est 05.06.05, 13:53

        to najbadziej szkodliwy cytat z klasyków, jaki poznałem smile
        Jedyne, co robimy to dyskutujemy o gustach, a konstruowanie fałszywej tolerancji
        (fałszywej bo w grune rzeczy akceptując odmienności i tak jesteśmy przekonani o
        wyższości własnych wborów) skutkuje przyzwoleniem na ogólny estetyczny zjazd w dół.
        Dlatego czasem wolę powiedzieć, że nie tylko czegoś nie rozumiem, ale ogólnie
        uważam to za szkodliwe zjawisko niż zasłaniać się degustibusem.

        Co nie przekłada się na krytykę osoby jako takiej, rzecz jasna. Ponieważ dass
        man auch die eigene Person nicht auf ein reines Mittel reduzieren darf.

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Pinezka's Potted Meat?
        Incomplete.
        to przez Isabel ślimaki się popłakały
        • Gość: anden Re: de gustibus non disputandum est IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 05.06.05, 14:58
          "akceptując odmienności i tak jesteśmy przekonani o
          wyższości własnych wyborów" - jasne, ma to na celu ochronę naszego ego. Wolimy
          myśleć, że zawsze mamy rację.
          A może jednak spróbujmy wyzwolić się od egocentryzmu, spojrzeć na świat troszkę
          mniej subiektywnie, nie wartościować wyborów własnych ani cudzych?
          Chociaż minimalnie.
          A "degustibus" to niebezpieczna broń, rzeczywiście: wytrąca oponentom argumenty wink

          Pozdrowienia.
        • pagaj_75 Re: de gustibus non disputandum est 05.06.05, 14:59
          ydorius napisał:

          > to najbadziej szkodliwy cytat z klasyków, jaki poznałem smile
          > Jedyne, co robimy to dyskutujemy o gustach, a konstruowanie fałszywej
          > tolerancji (fałszywej bo w grune rzeczy akceptując odmienności i tak jesteśmy
          > przekonani o wyższości własnych wborów) skutkuje przyzwoleniem na ogólny
          > estetyczny zjazd w dół.

          1) nie rozumiem tego "akceptując odmienności i tak jesteśmy przekonani o
          wyższości własnych wyborów". imho to jakaś bzdura. na takiej zasadzie możemy
          zanegować istnienie jakiejkolwiek tolerancji.

          2) ów "estetyczny zjazd w dół" jest również li i jedynie Twoim subiektywnym
          odczuciem.

          > Dlatego czasem wolę powiedzieć, że nie tylko czegoś nie rozumiem, ale ogólnie
          > uważam to za szkodliwe zjawisko niż zasłaniać się degustibusem.

          szkodliwe dla kogo/czego? masz jakiś cudowny sposób na zachęcenie/zmuszenie
          tych, którzy lubią twórczość nie-ambitną (cokolwiek by ona miała oznaczać) i
          chcą, żeby tak pozostało, do zapoznania się z twórczością ambitną (cokolwiek by
          ona miała oznaczać), której nie rozumieją i nie chcą zrozumieć?
          albo na zmuszenie twórców do tworzenia sztuki "ambitnej"?

          > Co nie przekłada się na krytykę osoby jako takiej, rzecz jasna. Ponieważ dass
          > man auch die eigene Person nicht auf ein reines Mittel reduzieren darf.

          Du ju gawarisz polski szprache? wink
          • Gość: chiav co do muzyki poważnej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.05, 16:06
            o ile się wie, o co w niej chodzi wink dla mnie muzyką ambitną jest taka, której przekaz się zna. Niektórzy będą wywyższac hip-hop (z całym szacunkiem!), a sa i tacy, ktorzy beda mowic o chopinie: "ale piekny, smutny utwór!"... a chopin to nie "piękne, smutne utwory" big_grin

            pozdrawiam serd.!
          • ydorius Re: de gustibus non disputandum est 05.06.05, 16:10

            1). Tak, jak napisał anden: przekonanie o wyższości własnych wyborów ma na celu
            utwierdzenie nas samych w przekonaniu, że jesteśmy przynajmniej trochę "lepsi".
            To prosty psychologiczny mechanizm, zazwyczaj klokwialnie przekazywany jako
            "wasza grupa naszą grupę może pocałować w dupę"

            2) I tak i nie. Zgoda, że to może być tylko moje subiekywne odczucie, bo jestem
            zgorzkniałym starcem i nic, co nowe mi się nie podoba, a w dodatku lepsze jutro
            było wczoraj. Ale oprócz tego uzyskujemy efekt tego, że nie można powiedzieć na
            przykład: "uważam, ze disco polo ogłupia ten naród", bo zaraz się ktoś włączy z
            degustibusem i koniec dyskusji.

            3) Nie, nie mam cudownego sposobu na to, by wszystko zmienić i nawet się z tego
            cieszę smile Chodzi mi zawsze o to, by móc wyrazić swoje zdanie na temat danego
            zjawiska społeczno-kulturo-artystycznego (a takim jest muzyka) i nie napotkać na
            mur kończący dyskusję. I nie chodzi o zmianę ludzi (pojedynczo, czy grupkami).
            Wyznaję zasadę, że każda zmiana świata jest zawsze u zarania zmianą
            psychologiczną, a dopiero później przekłada się na zmianę w szerszym zakresie.
            Zmiany wprowadzane 'od góry' są albo zamordystyczne albo nieskuteczne i
            zamordystyczne smile

            4) Człowieczeństwo w drugim człowieku traktuj zawsze jako cel, nigdy jako
            środek. Autorem był pewien autystyk z miasta Königsberg.

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Pinezka's Potted Meat?
            Incomplete.
            to przez Isabel ślimaki się popłakały
            • pagaj_75 Re: de gustibus non disputandum est 05.06.05, 16:56
              ydorius napisał:

              > 1). Tak, jak napisał anden: przekonanie o wyższości własnych wyborów ma na celu
              > utwierdzenie nas samych w przekonaniu, że jesteśmy przynajmniej trochę "lepsi".

              Ależ ja bardzo dobrze sobie zdaję sprawę z istnienia tego mechanizmu. Rzecz w
              tym, że owo przekonanie o "wyższości" w żadnym wypadku nie czyni lepszymi ani
              nas ani naszych poglądów.

              > 2) I tak i nie. Zgoda, że to może być tylko moje subiekywne odczucie, bo jestem
              > zgorzkniałym starcem i nic, co nowe mi się nie podoba, a w dodatku lepsze jutro
              > było wczoraj. Ale oprócz tego uzyskujemy efekt tego, że nie można powiedzieć na
              > przykład: "uważam, ze disco polo ogłupia ten naród", bo zaraz się ktoś włączy z
              > degustibusem i koniec dyskusji.

              Rzecz nie w głoszonej treści, a w sposobie głoszenia. Nie trudno chyba dostrzec
              różnicę między "Disco polo to kupa łajna", a "Nie podoba mi się ta muzyka, nie
              chcę jej słuchać, odradzam innym". A to właśnie wypowiedzi pierwszego typu
              wywołują największe dyskusje (czy raczej mordobicia), które zwykle da się
              podsumować degustibusem, bo prawie nigdy nie prowadzą one do konstruktywnych
              wniosków.
              (Tak na marginesie, to wydaje mi się, że pojawienie się disco polo jest wynikiem
              ogłupienia narodu, a nie odwrotnie. Ewentualnie można tu mówić o jakimś
              sprzężeniu zwrotnym, choć mam spore wątpliwości co do wpływu muzyki na poziom
              intelektualny ludności.)

              > 3) Nie, nie mam cudownego sposobu na to, by wszystko zmienić i nawet się z tego
              > cieszę smile Chodzi mi zawsze o to, by móc wyrazić swoje zdanie na temat danego
              > zjawiska społeczno-kulturo-artystycznego (a takim jest muzyka) i nie napotkać
              > na mur kończący dyskusję.

              Powtarzam: wszystko zależy od tego w jaki sposób wyrażasz swoje zdanie. Bo to
              między innymi świadczy o Twoim szacunku (lub jego braku) dla adwersarzy. Ale nie
              o to mi chodzi, żeby pouczać kogokolwiek wink
    • bender_rodriguez Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 18:04
      uważam, że amnitna muzyka to tak, przy której robieniu twórca miał jakiś
      konkretny, mądry i sensowny zamiar, intencję. Nie wiem, czy ktoś to już pisał,
      ale sadzę, że nalezy rozdzielić dwie sprawy. Ambicje artysty i finalny efekt.
      Cóż z tego, ze chciałem napisać jakąś piekną symfonię i poruszyć serca milionów
      ludzi do robienia Jakiegoś Niesprecyzowanego Dobra W Imieniu Świata, skoro mi
      wyszedł tylko nędzny, aczkolwiek ambitny gniot, który ludzie uważają za
      majstersztyk bufoniady, koturnowości, megalomanii i przerostu formy nad
      treścia.
      Ale znowu z drugiej strony mozna uciąc sprawę krótko i napisac, ze ambitna
      muzyka nie jest głupawa w sensie zasadniczym. Ma jakiś cel, środki przekazu są
      uzyte efektownie i efektywnie, i co najważniejsze chyba słuchając takiej muzyki
      czujemy, że tworzył ją ktoś, kto wie, jak to robic, chce to robić i wie,
      dlaczego to robi.
      wszystko
    • Gość: vince Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.94-80-70.mc.videotron.ca 05.06.05, 21:21
      muzyka ambitna to chyba nie najlepsze sformulowanie.
      Zalezy bowiem od ukladu odniesienia. W ukladzie wspolrzednych artysty wszystko
      co on stworzy bedzie dla niego ambitne. Ktoz z muzykow bedzie mowil o sobie, ze
      mu brak ambicji ? Ambicji nikomu nie jest brak, za to czesto brak umiejetnosci.
      W ukladzie wspolrzednych obserwatora ten sam artysta bedzie oceniony inaczej w
      zaleznosci od tego kto tym obserwatorem jest i jakie sa jego warunki brzegowe
      (czyli system kryteriow oceny).
      Chyba lepiej mowic o muzyce nowatorow lub epigonow gdyz tu kryteria oceny sa
      tublizej obiektywizmu. Dla mnie podstawa do nagrywania wartosciowej muzyki sa
      umiejetnosci artystow, ich warsztat. Bez dobrej znajomosci warsztatu trudno
      jest stworzyc cos co jest jednoczesnie nowatorskie i wartosciowe. To troche tak
      jak z tworczoscia Dalego. Zanim powstaly jego plonace zyrafy Dali rozwijal swoj
      warsztat kopiujac w Prado calego Velasqueza.
      • scribs Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 21:52
        są układy współrzęne, więc brnijmy dalej w tym że duchu, smile

        warsztat jest koniecznym warunkiem, lecz nie wystarczającym
        przykład: Salieri, miał warsztat ponoć doskonały, ale jego utwory uległy
        zapomnieniu i nie miał tej lekkości tworzenia co Mozart.
        Też wydaje mi się, że raczej nie jest potrzebny bardzo wysoki poziom techniczny,
        żeby coś stworzyć wartościowego.
        Ale problem polega na tym, żeby określić, co jest wartościowe?
        Jaka muzyka jest wartościowa, ambitna? Te konieczne warunki są cholernie nie
        wystarczające.

        • Gość: vince Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.94-80-70.mc.videotron.ca 05.06.05, 22:19
          scribs napisal:
          ...
          Też wydaje mi się, że raczej nie jest potrzebny bardzo wysoki poziom techniczny,
          żeby coś stworzyć wartościowego.
          Ale problem polega na tym, żeby określić, co jest wartościowe?
          Jaka muzyka jest wartościowa, ambitna? Te konieczne warunki są cholernie nie
          wystarczające.

          >>>>>
          Wydaje mi sie ze, wirtuozezria moze byc czasem przeszkoda w tworzeniu dziel
          wybitnych. Jest w muzyce wspolczesnej wielu wirtuozow np gitary, ktorym trudno
          stworzyc cos fascynujacego (Eric Johnson, Steve Vai). Potrzebny jest nie tylko
          warsztat ale rowniez tzw "palec Bozy", czyli to nieuchwytne cos co z tworzywa
          przecietnego stworzy dzielo wybitne. Problem w tym, ze ja nie wiem co to jest
          ten palec Bozy. Jakbym wiedzial to bym przypuszczalnie robil w zyciu cos innego.


          • scribs Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 23:00
            Gość portalu: vince napisał(a):

            jest w muzyce wspolczesnej wielu wirtuozow np gitary, ktorym trudno
            > stworzyc cos fascynujacego (Eric Johnson, Steve Vai).

            o to dokładnie mi chodziło, ale kto wie? zapewne znajdą się osoby które będą
            tychże gitarzystów.
      • pagaj_75 Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 22:15
        Gość portalu: vince napisał(a):

        > Chyba lepiej mowic o muzyce nowatorow lub epigonow gdyz tu kryteria oceny sa
        > tublizej obiektywizmu. Dla mnie podstawa do nagrywania wartosciowej muzyki sa
        > umiejetnosci artystow, ich warsztat. Bez dobrej znajomosci warsztatu trudno
        > jest stworzyc cos co jest jednoczesnie nowatorskie i wartosciowe.

        Trudno, co nie znaczy, że jest to niemożliwe. Klasycznym wręcz (by nie
        powiedzieć: banalnym) kontrprzykładem jest Joy Division. Jako instrumentaliści
        byli, co tu dużo gadać, beznadziejni. Dno, muł i wodorosty, co słychać w ich
        nagraniach koncertowych. A jednak w studiu, nadzorowani przez zdolnego
        producenta, wydusili z siebie dwie płyty, które wywarły wielki wpływ na muzykę
        rockową następnej dekady. Czyli jednak się da.
        • bender_rodriguez Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 05.06.05, 23:35
          albo z innej mańki. AC/DC. nie wiem, czy jest ktoś, kto powie, że grali ambitną
          muzykę (nawet ja, chociaż daję się pociąć za każdy numer, zwłaszcza scottowy).
          mieli i mają wszystko równo w dupie. trendy, gatunki i takie tam. prosto i
          żwawo. byleby nogę gibało. ale po latach widać, że jednak gwóźdź jest, bo angus
          miał kosmiczne podejście do gitary, malcolm rozkładał akordy w niemal wzorcowo
          dżezowy sposób a i sekcja mimo całej ordynarnej prostoty nie jest jak z
          automatu. czyli, że jednak niby mieli jakiś ambitny zamiar zrobienia czegoś
          dobrego, co spodoba się innym.
          brzmi prostacko, chamsko i ordynarnie. a oryginalne jest, bo nikt nie wmówi mi,
          ze ktoś gra tak, jak łony grały. no i nie wiem, bo niby żadnej ambicji a jednak
          chyba jest.
          nasunął mi się wniosek. a jeżeli artysta ma w dupie wszystko i tylko "chce se
          pograc" a wychodzi mu cuś oryginalnego i docenianego przez ludzi, to czy mozna
          mówić o ambitnej muzyce?

          nie jestem pewien ale chyba mozart tak miał: "pograć se chciał" i tak samo
          wyszło... słyszał we łbie coś i po prostu to grał.

          nie wiem,
          • Gość: scribs Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 01:47
            bender_rodriguez napisał:

            > nie jestem pewien ale chyba mozart tak miał: "pograć se chciał" i tak samo
            > wyszło... słyszał we łbie coś i po prostu to grał.

            Mozart to był geniusz co się zowie, komponował utwory mając już sześć lat, to
            znany fakt. A po osiągnięciu dojrzałości, tworzył z niespotykaną lekkością, co
            więcej improwizował, przerabiał cudze utwory. Ale był ponoć, (tak to było m.in.
            przedstawione w sztuce Peter'a Shaffer'a, a póżniej na jej podstawie w filmie
            M.Formana "Amadeus"), był ponoć lekkoduchem, bardzo niepoważnym i
            nieodpowiedzialnym człowiekiem. Nieżyciowy. Ale za to, znowuż, co stworzył...
    • Gość: Nu! "Muzyka dobra i zła" IP: *.gce.gliwice.pl 06.06.05, 14:33
      Spotkałem się z taką opinią "specjalistów":

      Najwłaściwszym byłoby nie używanie słowa "muzyka" odnoście
      wszystkiego, co się "rusza" w dzwięku, ale, skoro już się używa,
      to możemy przeprowadzić następująca systematyzację.

      Muzyka współczesna (z grubsza) dzieli się na:
      a)poważną
      b)rozrywkową
      c)inną (ludową, uzytkową, "etniczną")

      Kryteria oceny estetycznej stosują się tylko do punktu a.
      Tylko w odniesieniu do muzyki powaznej możn mówić o muzyce nieudanej, nieambitnej, słabej, albo wręcz przeciwnie.

      W odniesieniu do b., kryteria estetyczne nie mają zastosowania, albowiem
      zasadą tego typu muzyki jest satysfakcja słuchacza, a nie realizacja
      jakiś estetycznych eksperymentów i nowatorstwo.

      w odniesieniu do c. sprawa się przedstawia jeszcze inaczej, ale nie będe o tym pisał.

      I w czym problem?

      Problem w tym - jak to tu i ówdzie wyczytałem - że muzyka rozrywkowa, mimo
      że nie obowiązują je żadne normy jakości poza satysfakcją słuchacza,
      domaga się oceny estetycznej i jakby zakłada, że też realizuje estetyczne
      normy tak, jak muzyka o której mowa w punkcie a.

      I tu się rodzi nieporozumienie, gdyż krytycy i analitycy muzyki odmawiają
      zajmowania się muzyką rozrywkową w taki sposób jak poważną.

      Z drugiej strony, jako przeciwwaga, żądanie od sfer muzyki rozrywkowej,
      aby ją traktować "poważnie", nie jest takie silne.

      A więc może i nie ma żadnego problemu
    • Gość: yor Chodzi o ambient? IP: *.acn.waw.pl 06.06.05, 22:48
    • Gość: H Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.05, 23:15
      Dawno nie widziałem dyskusji na tak wysokim poziomie merytporycznym! Poważnie!
      Chociaż niektórzy uważają, ze to co piszecie, to bełkot, ale w gruncie rzeczy
      naprawdę wiele interesujacych przemyslen tu padło. Ale chyba można to wszystko
      uprościc: postawiłbym tezę, ze ambitne (co do zasady) jest to, co artysta chce
      osiągnąć w sensie artystycznym nie zważajac na możliwe skutki finansowe. Ale
      nie w każdym przypadku, bo trudno za ambitne uznać coś, co jest tylko
      powtórzenim czegos, co juz powstało, choćby autor o tym nie wiedział. I przede
      wszystkim byłbym najzupelnij przeciwny utożsamianiu ambitnosci ze
      skomplikowaniem - możliwa jest sytuacja skomplikowania komercyjnego - bo
      komercyjne moze być też w stosunku do nawet niewielkiego kręgu osób - dlatego
      większości jazzu nie nazwałbym ambitnym - bo tu w wielu
      przypadkach "skomplikowany" lub "ambitny" stają sie epitetami majacymi na celu
      promocję artysty i jego "dokonań".
    • kyoden Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 21.06.05, 10:57
      stallorder napisał:

      > Czy może muzyka jako część sztuki nie podlega weryfikacji? Jakie są kryteria
      > Wielkich Krytyków Muzycznych oceniejących tą i tamtą płytę?
      >
      > Idąc nieco dalej (lub bliżej): Jakie zespoły bądź piosenkarze/piosenkarki
      > zasługują do miana twórców ambitnej muzyki? Poproszę o przykłady i krótkie
      > uzasadnienie smile
      Oczywiście istnieje coś takiego jak ambitna muzyka. yjaśnię może jak to pojęcie
      rozumiem.
      Przede wszystkim muzykę ambitną musi wyróżniać kilka podstawowych cech:
      1) Musi być ponadczasowa, nie może podlegać trendom i modom
      2) Musi być tworzona przez twórców utalentowanych, którzy powinni wyrażać
      poprzez swoją twórczość wrażliwość
      3) taka muzyka nie powinna podlegać klasyfikacjom, każdy twórca takij muzyki
      powinien być sam dla siebie "gatunkiem" i "stylem"
      4) mógłbym jeszcze dodać kategorię "odbiorca" - otóż odbiorcą takiej muzyki
      jest osoba która jest wrażliwa na dźwięki, oczekuje od muzyki czegoś więcej niż
      tylko rozrywki.
      5) nawiązując do punktu 4 - w ten sposób pomiędzy twórcą a odbiorcą powstaje
      swoisty "pozazmysłowy" kontakt którym jest właśnie utwór stworzony przez danego
      artystę.
      A teraz wymienię artystów, których muzykę uważam za ambitną:
      - nie tylko "standardowo" uważanych za ambitnych tych wszystkich Beethovenów
      czy Mozartów
      - całą "scenę" minimalistyczną: Oval, Jon Cale, Fennesz, i innych tego pokroju
      - muzykę zaliczaną do kręgu ambient: Biosphere, Lustmord, Deutsch Nepal i
      trochę mniej znanych: Nikomu Nieznani, Moan...
      - twórców instrumentalnego minimalu: Philip Glass, Arvo Parth, Hans Zimmer
      - znajdzie się też sporo twórców minimal dubu (Deadbeat, Jelinek, Berndt
      Friedmann, Laswell, Muslimgauze)
      - Twórcy muzyki medytacyjnej (Namlook, kiedyś również Move D)
      - twórcy muzyki dawniej określanej mianem New Age (dałbym tu nawet Vangelisa)
      - w zasadzie click n' cuts też można dodać (Opiate, Kooji asamo Ensemble,
      Autechre)
      - wiele podgatunków jazzu (również jego elektronicznej odmiany: Nika Koi,
      Monolake, Coldcut)
      - znjadzie się też wielu twórców muzyki rockowej
      • Gość: arp Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.05, 13:22
        kyoden napisał:
        > - wiele podgatunków jazzu (również jego elektronicznej odmiany: Nika Koi,
        > Monolake, Coldcut)
        bede sie czepial - moglbys mnie oswiecic co Monolake ma wspolnego z jazzem?
        chyba ze nie o tym samym Monolake'u myslimy. ten "moj" to raczej detroicko-
        berlinski techno-dub, a nie jazz. ale ze muzyka jest ambitna, to pelna zgoda.
        pozdrowienia dla ambitnych sluchaczy
        • kyoden Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? 22.06.05, 17:42
          Gość portalu: arp napisał(a):

          > kyoden napisał:
          > > - wiele podgatunków jazzu (również jego elektronicznej odmiany: Nika Koi,
          >
          > > Monolake, Coldcut)
          > bede sie czepial - moglbys mnie oswiecic co Monolake ma wspolnego z jazzem?
          > chyba ze nie o tym samym Monolake'u myslimy. ten "moj" to raczej detroicko-
          > berlinski techno-dub, a nie jazz. ale ze muzyka jest ambitna, to pelna zgoda.
          > pozdrowienia dla ambitnych sluchaczy


          No to ja Cię oświecę:
          Jeszcze 4 lata temu ten Monolake był detroicko-techno-dubowy, dzisiejszy jest
          już bardziej elektro-jazzowy
          • Gość: arp Re: Ambitna muzyka..istnieje w ogóle coś takiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.05, 10:18
            kyoden napisał:
            > Jeszcze 4 lata temu ten Monolake był detroicko-techno-dubowy, dzisiejszy jest
            > już bardziej elektro-jazzowy
            hm, hm, nie ma co sie klocic o etykietki, przyznam sie bez bicia, ze "Polygon
            Cities", najnowszego LP Monolake nie sluchalem jeszcze [ale ona jeszcze
            cieplutka i pachnaca swiezoscia]. moze tam sie pojawiaja jakies wplywy jazzowe?
            bo w e wczesniejszych produkcjach takowych nie dostrzeglem.
            najwazniejsze, ze na forum "muzyka" pojawiaja sie nie tylko milosnicy piosenek
            z reklam, ale i sluchacze "ambitnej muzyki". dobrze by bylo rozruszac troche to
            forum prywatne, ktore masz w sygnaturce. chyba sie wlacze smile
            bardzo pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka