Dodaj do ulubionych

Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli recenzja

IP: *.retsat1.com.pl 29.01.03, 23:28
Miało być o Deicide, ale myślę że najlepiej rozpocząć mój autorski cykl
recenzji właśnie od Coal Chamber, bo ta nazwa ciągle się tu pojawia, a nikt
nie wspomniał ani słowa na temat tej kapeli. So, let`s go!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
************************ COAL CHAMBER - The true story ***********************
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I. WSTĘP

Po raz pierwszy usłyszałem nazwę Coal Chamber wiosną zeszłego roku, u Wita w
programie metalowym na Vivie, gdzie bez większych zapowiedzi czy komentarzy,
zapodał video tego zespołu. Rozpoczęło się całkiem niewinnie, od Ozzy`ego
podróżującego furgonetką z lodami, i jego ataku na młodą niewiastę bawiącą
się na ganku wielkiej XIX-wiecznej posesji. Scenkę zamykał potężny akord
gitarowy i zduszony oddech zwieńczony równie zduszonym okrzykiem "PUMP". Tak
zaczyna się klasyk nu-metalu - "Loco".
Centralną postacią teledysku/zespołu jest Bradley Fafara, prezentujący tu
bezsprzecznie najbardziej OPĘTANY wizerunek jaki widziałem. Kilkanaście
kolczyków, dwie wytatuowane "łzy" pod dolną wargą, centymetrowa "kreska" pod
oczami, długa broda (ala` Shavo) i łysa głowa z dwoma kilkunastocentymetro-
wymi warkoczykami...
Shizofreniczne video do shizofrenicznej muzyki, z maniakalnym krzykiem
Fafary, do shizofrenicznego tekstu... MUSIAŁEM to MIEĆ!
Niestety, po fali euforii, wkrótce miała nadejść złość i frustracja. Jako że
nigdzie nie mogłem znaleźć debiutanckiego albumu, musiałem zadowolić się
drugą płytą zespołu - "Chamber music". Pełen dobrej myśli i wiary wrzuciłem
ją na magnetofon (na szczęście kupiłem "tylko" kasetę) i.... KLAPA. Absolutne
fiasko. Zamiast strasznego wykopu i szaleństwa usłyszałem Depeche Mode
grające w stylu późnej Metallicy. Zamiast shizofrenii - pseudo-gotycki
klimat. Mojej rozpaczy nie ugasił nawet genialny cover utworu Gabriela -
"Shock the monkey" wykonany wspólnie z Osbournem. Szmutek...
Nie wiedząc czemu, kilka miesięcy później, bedąc na zasłużonym urlopie w
Zakopanym (-em?) zakupiłem trzeci, jeszcze świeżutki album "Dark Days". I do
dziś nie wiem co mnie do tego skłoniło? Fakt jest faktem. Płyta w pełni
zatarła wcześniejsze wrażenie. W końcu, dość okrężną drogą dotarłem do
pierwszego, najbardziej porządanego albumu - "Coal Chamber". Ale o tym za
chwilę...

II. ZESPÓŁ

Pewnego dnia Bradley "Dez" Fafara, hair-stylist (fryzjer) z Los Angeles,
zapragnął zostać muzykiem. W związku z tym zamieścił w gazecie stosowne
ogłoszenie i poznał w ten sposób niejakiego Miguela "Meegs`a" Rascona
grającego na gitarze. Następnie Bradley spytał Raynę Foss, przyjaciółkę swej
żony, czy nie chciałaby grać w jego grupie. Rayna początkowo odzrzuciła
propozycję, tłumacząc się iż nie potrafi grać na żadnym instrumencie, ale po
wielu namowach "Deza", objęła ostatecznie funkcję basistki. Pozostała jeszcze
kwestia perkusisty. W krótkim castingu, zwyciężył Mike "Bug" Cox, który
wygrał z własnym bratem, również aspirującym do tej roli. Kwestią sporną była
jeszcze nazwa zespołu, Bradley forsował nazwę COAL, Meegs`owi bardziej
odpowiadało CHAMBER. Ostatecznie w drodze kompromisu, obydwie nazwy połączono.
W roku 1995 grupa zaczęła grać i koncertować w klubach LA. Szybko zdobyła
uznanie i respekt fanów, dzięki charyźmie, ciężkiemu brzmieniu i gotyckiemu
wizerunkowi. Kapela łączyła potężne gitarowe riffy, z prostym, monotonnym
rytmem perkusji, co nadawało muzyce olbrzymiej siły. Wzbudziło to
zainteresowanie Rossa Robinsona, młodego producenta muzycznego, który zaniósł
kasetę demo Monte Connerowi, wielkiemu menago Roadrunner Records. Monte
zaproponował kapeli kontrakt, sesję nagraniową, trasy... Lecz wtedy pani
Fafara powiedziała DOŚĆ! Bradley dostał ultimatum: albo oni albo JA. Ponieważ
bardzo kochał swą żonę, odszedł z Coal Chamber i zespół znalazł się
praktycznie w punkcie wyjścia. Bezskutecznie próbowano szukać nowych
wokalistów. Ostatecznie Meegs poprosił Deza o powrót i ten po długich
namysłach zdecydował się na to. To było za dużo dla pani Fafara. Pewnego dnia
odjechała na oczach Bradleya z domu ich samochodem, z całym dobytkiem i psem.
Nie spodziewała się jakie pociągnie to za sobą konsekwencje...

III. LOCO

Po wielu peturbacjach w roku 1997 ukazał sie długo oczekiwany debiut Coal
Chamber. Na wstępie powiem iż jest wyjątkowo nierówna. Pierwsze 7 utworów
jest genialnych, pozostałych 7 (praktycznie rzecz biorąc to 5), to wyłącznie
solidne nu-metalowe utwory. Dlatego skoncentruję się na pierwszej 7-ce.

1. Loco - "PUMP! Steamroller pumping through my head...". Najczystsze
szaleństwo. Absolutna shizofrenia. Potężne gitarowe riffy i maniakalny krzyk
Fafary. Jeden z najlepszych utworów jakie w życiu słyszałem. Niezwykle prosty
(jak z resztą cała płyta) ale posiadający niespotykaną dawkę energii. Wielki
HIT.
2. Bradley - utwór bardzo osobisty w treści, jako jedyny na płycie posiada
śladową melodię. "This letters for christmas are driving me crazy, this
letters are making me so angry!!!". Słuchając tego utworu zastanawiam się
jakim cudem człowiek to śpiewający jeszcze żyje?
3. Oddity - "This is the way it got to be!" Nic dodać nic ująć. Może tylko to
że: każdy ma to na co zasłużył. Gitara schodzi na drugi plan i współtworzy
rytm. 0 melodii. Nie nadaje się do grania przy ognisku.
4. Unspoiled - pewnego dnia, Bradley wracał ze studia do domu, gdy nagle
zauważył że jego żona odjeżdza ze wszystkim co ma. Zatrzymała się, popatrzyła
i spytała:
- Do you feel alright?
- Do I seem alright to you? - spytał Dez, po czym pobiegł z powrotem do
studia się wypłakać. Przy okazji nagrał swoje pytanie i zamieścił je w tym
utwórze.
UWAGA: Jeżeli ciekawi cię jak brzmi PRAWDZIWA rozpacz, histeria, ból i
cierpienie, posłuchaj tej piosenki. Jeżeli jesteś wrażliwy NIE SŁUCHAJ JEJ.
To brzmi naprawdę strasznie. To nie jest udawane. To NIE MOŻE BYĆ UDAWANE. To
kwintesencja całej płyty.
5. Big Truck - drugi najlepszy (po Loco) utwór na płycie. `Nuff said.
6. Sway - "The roof, the roof, the roof is on the fire!". Bloodhound gang
spierdolili. Ten tekst w wykonaniu Deza rozrywa uszy. 100000% agresji. KOSMOS.
7. First - fantastyczny, klimatyczny kawałek. Bardzo wyciszony, by w końcówce
rozgnieść słuchacza w pył. "If someone should ask you then say, he sleeps all
day, he thinks that he`s gone son, and always will be... B E T R A Y E D !
8. Marcian Puto & 12. Amir of the desert - krótkie przerywniki. W Amirze
Bradley bawi się w beduina. Czy kogoś podobnego, nie znam się.
Reszta - fajna ale bez błysku.
PODSUMOWUJĄC:
Fantastyczna, mroczna, klimatyczna i baaardzo ciężka płyta. Strasznie
depresyjna. Bradley włożył tu całą swą duszę. WIELKI ALBUM. KLASYK.

IV. CHAMBER MUSIC

Będę starał się być bardzo obiektywny. Jak już mówiłem nie podoba mi się ta
płyta, ale...
Jest zupełnie inna od debiutu. Wciąż prosto grana, nie ma jednak tej mocy
co "self titled". Słychać wyraźnie że zespół poczynił olbrzymie postępy,
album ma iście gotycki klimat, współtworzony przez klawisze i inne efekty
specjalne.
Najlepszy jest bez wątpienia "Shock the monkey" Petera Gabriela. Słyszałem
oryginał i bardzo mi się nie spodobał. Cover jest świetny. Wspaniały Ozzy.
Świetny kawałek.
Drugi dobry utwór to "Not living", w którym czuć nieco histerii znanej z
debiutu.
Wyróżniającymi się są jeszcze "Tyler`s song", "No home" i "El Cu Cuy".
Ciekawy jest "Burgundy" - "What have you done for me lately?" (cytat z
Eddiego Murphy`ego (?))
Reszta, bardzo, bardzo przeciętna. Powód? Moim zdaniem brak ognia. Zbyt duży
nacisk położono chyba na budowanie gotyckiego nastroju, a mniejszy na
przesłanie. Ta płyta ma bardzo dobre opakowanie (muzyczne), ale wewnątrz jest
pusta. Mimo wszystko, uważam że warto jej posłuchać. Powinno przede wszystkim
zaciekawić fanów Paradise Lost (tego późnego) i Cathedral.
Obserwuj wątek
    • Gość: Coal Chamber Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli C.D. IP: *.retsat1.com.pl 29.01.03, 23:29
      V. DARK DAYS

      Fantastyczne połączenie "self titled" i "Chamber music". Idealna synteza. I
      równocześnie naturalny krok do przodu w rozwoju kapeli. Fantastyczne są:
      otwierający płytę "Fiend", "One step" i utwór tytułowy. Niezwykły jest "Empty
      Jar", fantastyczny klimat, ciężkie gitary. Bardzo dobra płyta. Ostatnia?

      VI. Koniec COAL CHAMBER?

      Niestety sukcesy zespołu przeplatały się z ciągłymi problemami. Nie brakowało
      konfliktów w zespole, w szczególności na lini Fafara - Rascon. Przepychanki i
      opluwanie sie na koncertach, kłotnie, obrazy... W między czasie, Rayna Foss
      została panią Ross i postanowiła zrobić sobie dzidziusia smile Zdążyła jeszcze
      nagrać "Dark Days", ale na trasę zespół musiał zorganizować nową basistkę.
      Została nią Nadja Poulsen fantastyczna rudowłosa (jaki cyc, jakie nogi!!!)
      kobieta, której moim zdaniem Rayna nie dorasta do... cyca. Ta dziewczyna
      wymiata na koncertach niczym sam Tom Araya. Niezwykły widok.
      Mimo zmiany, konflikty wciąż narastały. We wrześniu po zakończeniu koncertów na
      Ozzfeście, zwolniono Mike`a Coxa. Obecnie Bradley udziela się w pewnym solowym
      projekcie, a Meegs pisze nowe piosenki w domowym zaciszu. Podobno już się
      pogodzili... Nie wiadomo tylko czy jeszcze razem zagrają.

      Żyjący w szmutku i niepewności .... Coal Chamber.
      • astir Re: a może posłucham? 29.01.03, 23:50
        Coal Chamber, wzbudzasz kontrowersje na tym forum, czesto wkurzasz i irytujesz
        maksymalnie, ale - takich tekstów, mówię za siebie - chciałabym czytac więcejwink)
      • pagan.gh Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli C.D. 30.01.03, 08:47
        No i znowu muszę posłużyć się cytatem...
        "No nie poznaję kolegi..." smile
        Naprawdę czytało się to z przyjemnością. Po takiej recenzji chyba znów sięgne
        po trochę zapomniane przezemnie kasety Coal Chamber.

        A czy będzie zapowiadany tekst o Deicide?
        Pozdro
    • h8red Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 10:16
      Wzruszylem sie i to je fakt.
    • jovan_a Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 11:49
      no comments, ale recenzja niezła smile
      • jasiek666 Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 12:13
        a mnie sie nie chciało czytać.
        • laurka1 Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 15:04
          jasiek666 napisał:

          > a mnie sie nie chciało czytać.

          Dokładnie te same odczucia. Po tym jak nieopatrznie przczytałam spowiedź Robaka - a sorry górnika - to już wiem że kolega coal miota się jak ślepa krowa na pastwisku i nie wie czego chce - prowokować, recenzować czy w ogóle ma wszystko w D. Niech wybierze czy chce być kontrowersyjny czy "inteligentny". Teraz to próbuje pokazać jaki to z niego błyskotliwy, ambitny fan prawdziwej muzy. Koń by się uśmiał. Hahaha czekać tylko na porcję bluzgów - jak nie po moim poście to po jakimś innym - inteligencję w koncu trzeba gdzieś rozładować ;P
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 18:20
      a mnie się podobało. jakoś nie przeszkadzają mi wcześniejsze wypowiedzi
      autora... recenzja napisana naprawdę fajnie, przeczytałam całą z
      zainteresowaniem, mimo iż takie klimaty muzyczne już od dłuższego czasu są poza
      mną...
      pozdrw
      • homohedonistus Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 20:31
        dziewczyna_mickiewicza napisała:

        > jakoś nie przeszkadzają mi wcześniejsze wypowiedzi autora...


        Nawet się specjalnie nie zdziwiłem. Po takich doświadczeniach z artystami...
        • dziewczyna_mickiewicza Re: Coal Chamber pisze o Coal Chamber, czyli rece 30.01.03, 21:16
          homohedonistus napisał:

          > Nawet się specjalnie nie zdziwiłem. Po takich doświadczeniach z artystami...

          eh...a co ty możesz wiedzieć o moich doświadczeniach z artystamiwink))
    • loveletter komentarz 31.01.03, 21:21
      no to sobie trochę ich posłuchałemsmile Cały czas ta nazwa


      "coal chamber" coś mi mówiła, ale dopiero po tym co


      napisałeś uświadomiłem sobie, że kojarzę ich z tego


      kawałka którego zagrali z Ozzym. Utkwił mi on dobrze w


      pamięci, chociaż wydaje mi się, że raczej średnio mi się


      podobał kiedy go słuchałem pare lat temu (a właściwie


      oglądałem klip, który się dość często przewijał wtedy na


      vivie) ...




      Te kawałki z którymi się od przedwczoraj zdążyłem


      zapoznać są faktycznie niezłe (loco, unspoiled, glow,


      friend, roof is on fire), bo z jajem, a do tego mają


      takie dość charakterystyczne brzmienie, które lubię -


      tępe, niskie, takie .. hmm .. przyjemne dla ucha wink) -


      nie ma takiego irytującego "brzęczenia", które mi często


      działa na nerwy .... Więcej pisał nie będę, bo nie ma


      sensu bym dublował co napisałeś ..






      Wspomnę tylko, że faktycznie grają bardzo prosto (choć


      jak widać nie słyszałem niczego z drugiej i trzeciej


      płyty) ... Przypadek Nirvany jednak bardziej niż dobitnie


      świadczy o tym, że nie trzeba być wirtuozem by stworzyć


      coś, co przejdzie do muzycznego kanonu ....




      ALE !!!!!!!


      Ponieważ lubię wiedzieć kogo słucham to trochę


      pogrzebałem w necie na ich temat i przypadkiem wpadłem na


      coś bardzo interesującego - stronę internetową ich firmy


      płytowej - Roadrunner Records. Na stronie tej (


      www.roadrunnerrecords.com/ ) znajduje się mnóstwo


      informacji (można nawet posłuchać utworów) na temat ich


      wychowanków, których to lista jest długa i zaszczytna. Z


      bardziej znanych wymięnię choćby, prócz Coal Chamber -


      Slipknot, Sepultura, Soulfly, Type O Negative,


      Machinehead, ale również - Nickelback (to chyba


      najbardziej lajtowa z całej listysmile)




      Generalnie już się zabrałem do rozpracowywania tych


      pozostałych (większość nazw nawet nie obiła mi się o


      uszy) - na razie bez rewelacji (przesłuchałem sporo


      kawałków Ill Nino i trzy Dry Kill Logic - obie kapele


      porządne, ale na razie mnie w ziemię nie wbiły, ta


      pierwsza na zmianę daje mi nadzieję - bo niektóre momenty


      ciekawe, i irytuje - niby próbują łączyć tradycyjną


      meksykańską czy hiszpańską muzę z nu-metalem, ale średnio


      to im jak na mój gust wychodzi, a do tego próbują


      śpiewać, co im wyraźnie nie idzie ... )




      To tyle ... ciekawa recenzja kol. Szamber, mam nadzieję,


      że nie ostatnia ...




      Co się tyczy ostatnich komentarzy na temat zaśmiecania


      forum slayerówkami - nasmrodziłeś tu chyba bardziej niż


      mi się wydawało i u sporej części forumowiczów przegiąłeś


      pałę ... No cóż - może Ci się w końcu znudzą "pizdy i


      chuje" ... mam nadzieję ...




      Lov.
      • Gość: Coal Chamber Re: komentarz IP: *.retsat1.com.pl 31.01.03, 23:18
        loveletter napisał:

        > Ponieważ lubię wiedzieć kogo słucham to trochę
        > pogrzebałem w necie na ich temat i przypadkiem wpadłem na
        > coś bardzo interesującego - stronę internetową ich firmy
        > płytowej - Roadrunner Records. Znajduje się tu mnóstwo
        > informacji (można nawet posłuchać utworów) na temat ich
        > wychowanków, których to lista jest długa i zaszczytna. Z
        > bardziej znanych wymięnię choćby, prócz Coal Chamber -
        > Slipknot, Sepultura, Soulfly, Type O Negative,
        > Machinehead, ale również - Nickelback (to chyba
        > najbardziej lajtowa z całej listysmile)
        >
        > Generalnie już się zabrałem do rozpracowywania tych
        > pozostałych (większość nazw nawet nie obiła mi się o
        > uszy) - na razie bez rewelacji (przesłuchałem sporo
        > kawałków Ill Nino i trzy Dry Kill Logic - obie kapele
        > porządne, ale na razie mnie w ziemię nie wbiły, ta
        > pierwsza na zmianę daje mi nadzieję - bo niektóre momenty
        > ciekawe, i irytuje - niby próbują łączyć tradycyjną
        > meksykańską czy hiszpańską muzę z nu-metalem, ale średnio
        > to im jak na mój gust wychodzi, a do tego próbują
        > śpiewać, co im wyraźnie nie idzie ... )

        Oszczędzę ci pracy, czasu i rozczarowań. Za wyjątkiem pierwszej 5 (+pierwsza
        płyta Machinehead) reszta to słaba podróbka i niestety ksero. Np. Ill Nino to
        nieudana imitacja Soulfly (zamiast brazylijskich rytmów - meksykańskie). Mają
        tam chyba jeszcze coś takiego jak Downthesun z Shawnem Crahanem ze Slipknota,
        który to zespół brzmi... dokładnie jak Slipknot. Zasadniczo zamiast tak
        na "ślepo grzebać w necie" oglądaj (nagrywaj) Wita na Vivie w niedzielę o ok.
        0.00 (powtórki we wtorki o 23.00). Świetny program, dużo info i przede
        wszystkim świetne video (to tam po raz pierwszy ujrzałem LOCO, czy ...WAR?)

        > To tyle ... ciekawa recenzja kol. Szamber, mam nadzieję,
        > że nie ostatnia ...

        nie... to było słabe. Przygotowywuję kilka NAPRAWDĘ świetnych tekstów... oby
        tylko starczyło czasu!

        > Co się tyczy ostatnich komentarzy na temat zaśmiecania
        > forum slayerówkami - nasmrodziłeś tu chyba bardziej niż
        > mi się wydawało i u sporej części forumowiczów przegiąłeś
        > pałę ... No cóż - może Ci się w końcu znudzą "pizdy i
        > chuje" ... mam nadzieję ...

        to strasznie długi temat... zasadniczo nie wiem jeszcze do końca jak to
        wszystko (tzn. te reakcje) interpretować... Może kiedyś to wszystko tak na
        serio opiszę, co o tym myślę i wogóle... Byłby to świetny temat do dyskusji nie?
        O ile na dzień dobry 85% forumowiczów by się znowu nie obraziło... Ale nie za
        flugi tylko za poruszanie tematu tabu. W końcu "chodzi o to żeby było miło, ale
        nieee - każdy o tym wieee...."

        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=4465356&a=4468145
        • Gość: znudzony&ubawiony Re: komentarz IP: *.acn.waw.pl 31.01.03, 23:47
          Gość portalu: Coal Chamber napisał(a):

          oglądaj (nagrywaj) Wita na Vivie w niedzielę o ok.
          > 0.00 (powtórki we wtorki o 23.00). Świetny program, dużo info

          Fakt to chyba obecnie jedyny program prezentujący przyzwoitego rocka ale zupełnie nie rozumiem zachwytów nad osobą prowadzącego - przeciętność nad przeciętnościami - gdzieś karierę trzeba robić to wybrał chłopak mniej uprawiane poletko.

          > O ile na dzień dobry 85% forumowiczów by się znowu nie obraziło... Ale nie za
          > flugi tylko za poruszanie tematu tabu. W końcu "chodzi o to żeby było miło, ale
          >
          > nieee - każdy o tym wieee...."

          A jakie ty tematy tabu poruszasz chlopczyku - nieodporność naszego społeczeństwa na bluzgi??? To kiedy zmieniasz ksywę na "zbawiciel powszechnego gustu"??? Hihihi i jakiego to delikatne się zrobiło. Teraz mamy czuć się winni że nie chcemy dyskutować z inteligentnymi inaczej??? Idę sie pociąć moimi połamanymi płytami których uznałem za niegodne słuchania po przeczytaniu twoich "genialnych" (jak ty uważasz) postów.
          • homohedonistus bez przebaczenia... 01.02.03, 00:37
            Gość portalu: Coal Chamber napisał(a):

            > to strasznie długi temat... zasadniczo nie wiem jeszcze do końca jak to
            > wszystko (tzn. te reakcje) interpretować... Może kiedyś to wszystko tak na
            > serio opiszę, co o tym myślę i wogóle... Byłby to świetny temat do dyskusji
            > nie ? O ile na dzień dobry 85% forumowiczów by się znowu nie obraziło... Ale
            > nie za flugi tylko za poruszanie tematu tabu. W końcu "chodzi o to żeby było
            > miło, ale nieee - każdy o tym wieee...."


            Drogi kurniku. Daruj już sobie, bo jeszcze jeden taki tekst i ja ze śmiechu
            padnę. Ja wiem, że być może komuś tutaj zaimponowałeś, ale okres "burzy i
            naporu" z reguły przeżywa się pod koniec podstawówki, albo w liceum...i jak na
            razie to ciebie można by było opisać, i nie chodzi mi o twoje bluzgi, ale o
            posty poczynając od ujawnienia strasznej prawdy(z wyłączeniem recenzji). To
            jest dopiero materiał do analiz! Straszne jest być jedynym "świadomym", co?


            "poruszanie tematu tabu" - opisz to, z przyjemnościa się pośmieję...

            a może te teksty to nadal dla jaj piszesz? bo już sam nie wiem co jest prawdą,
            a co nie...ty naprawdę jesteś genialny!
            • Gość: marxx Re: bez przebaczenia... IP: *.dialup.mindspring.com 01.02.03, 03:20
              Faktycznie Czamber z Ciebie jest buntownik tylko wtedy, kiedy ludzie
              odpowiadaja na Twoje przedszkolne "prowokacje", a kiedy ludzie zapominaja o
              Twoim istnieniu, rura Ci mieknie i wysilasz sie na pisorza z "wielkimi
              aspiracjami" piszac o grupie, ktora ludzie woleliby poslychac niz czytac
              wypociny ich "Fana Pseudobuntownika" A Twoje info o jeszcze lepszych textach w
              (w przygotowaniu) zanies do dzialu reklamy telekomunikacji polskiej sa.
              powodzonka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka