Dodaj do ulubionych

od czegoś trzeba zacząć?

03.03.03, 13:24
Poradźcie od czego zacząć słuchać muzykę klasyczną? Od jakich twórców,
utworów,może epok...? Co na początek, aby nie zamęczyć wczesnego nastolatka,
który jest chłonny i chętnie słucha muzyki w ogóle - wybiera czesto jednak
chyba nietrafnie.
Od czego Wy zaczynaliście?
Pozdrawiam
Latek
Obserwuj wątek
    • crannmer Re: od czegoś trzeba zacząć? 03.03.03, 22:15
      alicjamp napisała:

      > Poradźcie od czego zacząć słuchać muzykę klasyczną?
      > Od czego Wy zaczynaliście?

      Od plyt ojca. I po przerobieniu zestawu w wieku wczesnie nastoletnim
      wyciagnalem wtedy nastepujace wnioski:
      - opera jest zasadniczo nudna
      - romantyczna muzyka symfoniczna jest jeszcze nudniejsza
      - organowa w zasadzie tez jest nudna, ale tokata i fuga d-moll BWV 565 zrzuca z
      krzesla (pozytywnie)
      - piatej symfoni Beethovena da sie w zasadzie posluchac nawet calej smile
      - Blekitna rapsodia Gershwina (Bernstein z Columbia Symphony Orchestra, 1965
      r.) jest na prawde w deche (przewaznie smile

      Po wyciagnieciu tychze wnioskow oddalem sie na lata muzyce Queen, Police, Pink
      Floyd, Dire Straits, J.M. Jarre i tym podobnym.

      PO czym gdzies miedzy 19 a 20 lat wysluchalem przypadkiem w radiu jakiejs
      audycji przerywanej fragmentami z dziewiatej symfoni Beethovena. To bylo
      wciagajace. Kupilem zestaw symfonii Beethovena, pozniej zestaw pieciu plyt z
      przekrojem Mozarta (jak sie pozniej okazalo, w dobrych i bardzo dobrych
      wykonaniach), zaczalem sluchac programu radiowego nadajacego wylacznie muzyke
      zwana przez ogol populacji powazna i juz wiecej do radia z popem nie wrocilem.

      > Od jakich twórców,
      > utworów,może epok...? Co na początek, aby nie zamęczyć wczesnego nastolatka,
      > który jest chłonny i chętnie słucha muzyki w ogóle - wybiera czesto jednak
      > chyba nietrafnie.

      IMHO nalezy zaczynac od muzyki lekkiej, latwej i przyjemnej. Od muzyki
      rozrywkowej. Czyli od dawnej smile

      Cztery zmory w mroku, koncerty Vivaldiego, koncerty organowe Händla, Stabat
      Mater Pergolesiego, skladanki typu La Folia, Charpentier, przyklady z powyzej,
      raczej instrumentalne i raczej nie za dlugie. Nie obawialbym sie tez puszczania
      pojedynczych czesci.

      POzniej symfonie Beethovena, spokojnie rowniez w czesciach (5, 7 i 9, potem 6).
      pojedyncze koncerty Mozarta, sonaty fortepianowe etc.

      Nie puszczalbym romantyzmu, zwlaszcza poznego (wyjatek 1: Obrazki z wystawy,
      wyjatek 2: Sinfonie classique), z Wagnera co najwyzej te najwieksze hity, zero
      Straussa no i pod zadnym pozorem nie wspominalbym o tej slepej uliczce i
      pomylce muzycznej zwanej operetka smile
      (ze dziel dwudzestego wieku (z drobnymi wyjatkami, np. Queen i Beatles smile na
      razie nie serwujemy, nie musze chyba wspominac).

      A jak stwierdzimy obecnosc zdolnosci do wzruszenia sluchana muzyka, mozemy
      zaczynac aplikowac muzyke wokalna. Dobrym testem na to jest np. West Side Story
      (nagranie filmowe, sam Bernstein mniej). Zaczynac mozna zestawami arii np. z
      Wesela Figara, Don Giovanniego, hity Verdiego, warto przy tym podac przeklad
      tekstu.

      Jesli bedzie gustowac w polifonii, pchnac czlowieka na Bacha (np. przy pomocy
      Young Neophyte's Guide to Johann Sebastian Bach, do odnalezienia w watku
      bachowskim tego forum smile

      Po pewnym czasie nasz delikwent bedzie mogl sam rozpoznac, jakie kierunki go
      ciagna, a jakie nie. Jesli pewne go nie ciagna, nic straconego. Do pewnych
      rzeczy dorasta sie czasem i dziesiecioleciami. Pchac go teraz na Satiego, na
      symfonie Brahmsa i Brucknera, na sztuke fugi, na cale opery Wagnera i Verdiego,
      na druga szkole flamandzka, nie ma sensu.
      Do tego dochodzi sie samemu. Albo nie dochodzi wcale. I dobrze, bo nie ma
      obowiazku lubienia calego 1000 lat muzyki zwanej klasyczna. Ja tez niektorych
      kompozytorow co prawda szanuje, ale sluchac nie lubie (Chopina np.).

      A jesli nastolatek jest bardzo wczesny, niekoniecznie uszczesliwialbym go na
      sile.

      > Pozdrawiam
      > Latek

      Pozdr.
      C.
      • otto_1 Re: od czegoś trzeba zacząć? 04.03.03, 18:40
        Bardzo rozsądnie. Nic na siłę. A przy okazji warto może zacząć od bardziej
        uwaznego słuchania muzyki rockowej. Żeby zauważył, że utwór ma melodię, a do
        tego jeszcze linię basu, w której czaem dzieją się ciekawe rzeczy. Ze czasem
        jest jedna gitara, a czasem dwie, a ich brzmienie potrafi byc zupełnie różne.
        Że czasem jest głośno, a czasem cicho. Ze czasem wolno, a czasem szybko, a
        czasem, o dziwo, tempo zmienia się w trakcie utworu. Że pewne rzeczy się
        powtarzają, a inne zmieniają. I takie tam.

        A młodzież zwykle żywiołowo reaguje na Carmina Burana Orffa, ale to moze już
        oklepane. Ze swojej strony polecam płytkę Rolfa Lislevanda pt. Codex (rockowa
        muz. dawna wink
    • pq Re: od czegoś trzeba zacząć? 03.03.03, 23:10
      Moja "droga to klasyki" była nieco inna, więc nieco inne będą i sugestie. Ale
      dość podobne.

      Zacząłem dość banalnie, bo od "Amadeusza", ale tę drogę polecam nowicjuszom.
      Bo dużo dobrej muzyki, dobrze zagranej, świetnie wkomponowanej w film (w
      przeciwieństwie do tego co się działo w tzw. "Wiecznei miłości", która powinna
      zwać się "Nieśmiertelną ukochaną"). No i ta przywoływana już na tym forum
      scena komponowania "Requiem" - nie tylko wstrząsająca "filmowo", ale pięknie
      pokazująca jak głeboka (w sensie złożoności strukturalnej, wielowarstwowości)
      jest muzyka klasyczna. Posłuchaj tego parę razy, a potem spróbuj wysłuchiwać
      poszczególne linie w całości. A potem spróbuj zrobić to "bez podpowiedzi" - w
      innych fragmentach, innych utworach. Smakuj, jak linie się przeplatają, jak
      dialogują, jak współbrzmią.

      Co do utworów polecałbym zacząć tak jak ja zacząłem, a więc od rzeczy łatwych
      do słuchania dla początkującego, ale jednocześnie ciekawych (imho). A więc
      Mozarta: koncerty fortepianowe numery 20, 21, 22, 24. Jegoż koncert
      klarnetowy, symfonia koncertująca na skrzypce, altówkę i orkiestrę. Requiem.
      Bach: koncerty Brandenburskie. Beethoven: 5 koncert fortepianowy, 5 i 7
      symfonia, popularne sonaty, jak tzw. patetyczna, tzw. księżycowa. Te bardziej
      znane opery Mozarta (Don Giovanni, Figaro, czarodziejski flet - koniecznie w
      oryginalnym jezyku i z tekstem w ręku). Nie polecam składanek arii
      i "highlights" oper.
      Po pewnym osłuchaniu dobrym "konikiem" może być muzyka wokalna sakralna:
      oprócz Requiem Mozarta jego "Wielka" msza c-moll, prostsze: Msza koronacyjna i
      Vesperae solennes de confessore, może Requiem Verdiego (dosc operowe),
      Niemieckie Requiem Brahmsa, potem msza h-moll Bacha, Missa solemnis
      Beethovena, pasje Bacha.
      Symfonie Brahmsa nie są imho takie trudne, choć nie brałbym ich na "pierwszy
      ogień". Ale wariacje na temat Haydna czy uwertura "tragiczna" ("Akademicka"
      pachnie juz operetką) spoko. Koncerty skrzypcowy i podwójny (skrzypce i
      wiolonczela) Brahmsa. Fortepianowe raczej później. Operetka - zgadzam się z
      cranmerem - pod żadnym pozorem!!!! To już lepiej idź w heavy metal. BTW
      Sympfonii klasycznej (rozumiem, że chodzi o Prokofiewa) w życiu nie nazwał bym
      romatyzmem. W ogóle moje skromne doświadczenia z tym panem są budujące -
      bardzo ironiczny człowiek. Ale też chyba nie na początek.
      W ogóle pamiętaj, że drogi są różne. Mam znajomego, który z powodzeniem
      zaczął od Sztuki Fugi, do której ja dojrzewałem dobre parę lat i jeszcze
      całkiem nie dojrzałem. Eksperymentuj. Słuchaj Dwójki (poranek Dwójki do
      śniadania, koncerty wieczorem). Chodź na koncerty - żywej muzyki inaczej się
      słucha.
      Słuchaj w skupieniu. Jeśli coś Ci nie pasuje - zdobądź się na cierpliwość,
      spróbuj znowu później. I znowu. Nie słuchaj muzyki jako podkładu do innych
      czynności - to nie jest dobry pomysł. Kiedy słuchasz, zadbaj, żeby słyszeć
      dobrze. Niech nie gra za cicho, zadbaj o przyzwoity sprzęt (w rozsądnych
      granicach, audiofilia to choroba - lekka ale bardzo kosztowna), niech Ci nikt
      nie przeszkadza. Słuchaj od początku do końca - przynajmniej części utworu.

      Powodzenia
      • ada08 Re: od czegoś trzeba zacząć? 04.03.03, 17:29
        pq napisał:

        > Moja "droga to klasyki" była nieco inna, więc nieco inne będą i sugestie.
        Ale
        > dość podobne.
        >
        > Zacząłem dość banalnie, bo od "Amadeusza", ale tę drogę polecam
        nowicjuszom.
        > Bo dużo dobrej muzyki, dobrze zagranej, świetnie wkomponowanej w film

        Duzo świetnej muzyki jest w filmach Stanleya Kubricka.
        Może niekoniecznie są to filmy dla nastolatka, ale taki,
        dajmy na to ''Barry Lyndon'' - czemu nie ?


        > Eksperymentuj. Słuchaj Dwójki (poranek Dwójki do
        > śniadania, koncerty wieczorem).

        Sobotnia i niedzielna poranna Dwójka , zanim jeszcze zacznie część
        słowną , daje dużo dobrej muzyki w dobrych wykonaniach.
        To są często takie ''przeboje z filharmonii''.
        Co prawda nastolatek może wtedy jeszcze śpi, ale może nie ?

        Wydaje mi sie , że radio w tym przypadku jest najlepsze na początek.
        Nie płyty, nie udział w koncertach ''na żywo'', a właśnie radio,
        którego obecność w życiu nastolatka jest czyms oczywistym.

        Pozdrawiam smile
        a.
        w dobrych wykonaniach
    • jan.kran Re: od czegoś trzeba zacząć? 04.03.03, 01:04
      Moja 13-letni syn zaczal od Bacha. Od dziecka sluchal ze mna muzyki klasycznej,
      ale wlasnie Bach go zafascynowal. Po obejrzeniu "Amadeusa" slucha Mozarta.
      Jest niemieckojezyczny wiec z libretto w reku wysluchal "Czarodziejskiego fletu"
      i teraz sobie podspiewuje sluchajac tej opery.
      Corka zaczela od Chopina,ale jej sie szybko znudzil.Teraz najbardziej lubi barok
      i Strawinskiego,ktorego czesto slyszala, bo ta jeden z moich ulubionych kompozytorow. Mysla,ze to ze dzieci sluchaly czesto muzyki klasycznej wraz ze
      mna wplynelo na ich zaintersowanie ta muzyka Ula.
    • zenna Re: od czegoś trzeba zacząć? 04.03.03, 15:31
      Polecam plytke "In Gabriel's Garden" Wyntona Marsalisa (z English Chamber
      Orchestra) - mile wprowadzenie w swiat barokowej trabki smile
      • zamek Lekkie wprowadzenie przez muzykę dętą... 04.03.03, 19:40
        Zenna! Dzięki! Przypomniałaś mi jeden bardzo cenny dla
        celów edukacyjnych zespół - Canadian Brass i ich
        opracowania najprzeróżniejszych utworów. Bardzo wiernie
        zrobione, a przy tym atrakcyjne dla "młodych w klasyce"
        uszu, bo takie, rzekłbym "pomostowe" - klasyczna treść w
        "rozrywkowym" opakowaniu.
        • zenna Re: Lekkie wprowadzenie przez muzykę dętą... 05.03.03, 07:31
          Witaj,

          Tutaj Marsalis byl jak najbardziej tradycyjny... Troche mnie to rozczarowalo,
          bo akurat wtedy liczylam na jazzik, no ale w rezultacie to bylo bardzo mile
          rozczarowanie!
          Dzieki smile, pierwszy raz uslyszalam o Canadian Brass. Chetnie sobie czegos w
          ich wykonaniu poslucham!

          Pozdrawiam
    • zamek Re: od czegoś trzeba zacząć? 04.03.03, 19:36
      Pytanie, jak "wczesny" jest nastolatek. Dyskutanci
      powyżej napisali bardzo wiele słusznych uwag, ja dorzucę
      jedną obserwację.
      Zastanawiające, że znakomitą "kopalnią" klasyki są...
      stare amerykańskie kreskówki! Ileż znanych klasycznych
      melodii można znaleźć u Toma i Jerry'ego - fabułka z
      reguły jest kompletnie bzdurna i schematyczna, ale
      wsłuchanie się w tło muzyczne bywa bardzo kształcące.
      Potem warto młodemu człowiekowi podsunąć oryginał tego,
      co właśnie "połknął" jako lekkie danko wraz z filmikiem.
      A repertuar bywa niezły - od Bacha aż po Prokofiewa!
      Pozdrawiam smile
    • kanarek2 Re: od czegoś trzeba zacząć? 05.03.03, 22:43
      Więc jestem pod wrażeniem zbieżności tytułów przez was wymienionych z muzyką
      moich początków (od Obrazków z Wystawy do Klasycznej Prokofiewa. Bach w moim
      przypadku to też koncert fortepianowy d-moll (i Richter)). I bardzo jestem
      ciekaw, w jakiej mierze jest to przypadek, a w jakiej nie, i czy dało by się
      ustalić „murowane przynęty dla nastolatków”.

      Podobno Maria Callas miała powiedzieć, że tenor to nie głos lecz schorzenie;
      przez lata długie myślałem tak i o Callas, i o wszystkich solistach. ‘Śpiewane’
      nie wchodziło w grę, ale - podkreślę - chór owszem (np. w IX Symfonii), w tym
      muzyka sakralna. Sprawdziłem to pewnego dnia na własnych dzieciach, które
      doceniły Koncert Muzyki Cerkiewnej (w kościele).

      Koncert ‘na żywo’ jest niezastąpiony (wiem co mówię, podczas drugiej wizyty w
      filharmonii spotkałem urodziwą koleżankę z sąsiedniej klasy).

      Na koniec dodam – nie biłbym dziecka za Stana Getza, Stańkę, czy Al di Meolę
      (‘Sunday Night in San Francisco’, z Paco de Lucia i Laughlinem, powinno zostać
      docenione).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka