Gość: ociecdyrektor Re: Voivod- warto? IP: *.edytor.net / *.szcz.gazeta.pl 01.05.03, 20:09 Ale, co warto? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łysenko Re: Voivod- warto? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 01.05.03, 20:18 Szanować zawsze warto... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ociecdyrektor Re: Voivod- warto? IP: *.edytor.net / *.szcz.gazeta.pl 01.05.03, 20:21 A!Oczywiście, Voivod szanować warto. Szczególnie tego starego. Dziś może brzmi trochgę archaicznie, ale jak na tamte czasy i okoliczności był niesamowity. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tycjan Re: Voivod- "Voivod" warto? IP: *.acn.pl 01.05.03, 21:02 A ostatni Voivod z Newstedem? Warto? Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Rrrrrroooooaaaaaarrrrrrrrr!!!!!!! 02.05.03, 20:38 Voivod był jedną z nadwornych kapel w moim rodzimym księstwie... Ciężko mi więc o obiektywnizm ale z pełną odpowiedzialnością polecam laikom cztery pozycje: Killing Technology, Dimension Hatross (choć jakość produkcji pozostawia cokolwiek do życzenia), Nothingface (przełomowy brzmieniowo z coverem Astronomy Domine) oraz absolutny progmetalowy rarytas - No Outer Limits (do płyty dodawane były binokle 3D - aby oglądać umieszczone wewnątrz książeczki ryciny)... Późniejszych dokonań Wojewody nie śledziłem... Podskórnie wyczuwam, że jankes Newsted, produkujący ostatnią ich płytę mógł skiepścić ich spójny i szalenie dotąd charakterystyczny image oraz poruszaną od zarania dziejów problematykę... Ciekaw jestem... Czekam na info... PZDR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Voivod- warto? chyba warto IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 12.05.03, 15:50 Słucham na okrągło ostatniej płyty tej grupy, nagranej w składzie z Newstedem i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Z każdym przesłuchaniem muzyka wydaje się ciekawsza i świeższa. Na początku drażniło mnie nieco brudne i undergroundowe brzmienie, ale już je polubiłem i jest OK . Najlepsze utwory to "Gasmask Revival", "Facing Up", "Blame Us", "The Multiverse" oraz "We Carry On". Świetne gitary, zmienne tempa, interesuący choć trochę drażniący wokal - bardzo energetyczna muzyka. To pierwsze moje zetknięcie z muzyką tej grupy, ale ściągnąłem na mp3 ich 4 albumy z przeszłości, i będę ich słuchał w ciągu najbliższych tygodni/miesięcy i będę zdawał relacje w tym wątku Chyba już powoli zaczynam się domyślać, skąd muzycy Tool czerpali inspiracje ... a płyta Voivod podoba mi się bardziej niż którykolwiek z albumów Toolowców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 16.06.03, 20:10 Obiecałem że będą recenzje, i zamierzam słowa dotrzymać Ponieważ postanowiłem przesłuchiwać płyty w kolejności chronologicznej, po zapoznaniu się ze świetną najnowszą płytą sięgnąłem po "Dimension Hatross". Pierwsze parę przesłuchań nie zrobiło na mnie wrażenie - ot, drugoligowy thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu. Ale wkrótce zaczęły się wyłaniać ciekawe rzeczy. A to dziwne harmonie w których gra basista (Chaosmongers), a to zmiany rytmiczne bardziej zaskakujące niż to bywa w takim graniu, a to fajne kilkunastosekundowe przejścia pomiędzy utworami tworzące namiastkę klimatu. Gitary tu brzmią normalnie, dużo też "wywijackich" solówek jak to w traszu, ale np. linie melodyczne są kompletnie "od czapy" (Cosmic Drama), no i wokalista Snake śpiewa takim fajnym, pozornie beznamiętnym głosem. Perkusista gra fajnie i gęsto, ale ma chyba trochę zbyt lekką rękę, a może to wina brzmienia. No właśnie - brudne i nieprzejrzyste brzmienie też ma tu chyba swoją logikę. Jak na muzykę metalową, to sądzę że sporo tu awangardy, a ponoć na późniejszych płytach jest jej jeszcze więcej. Ogólnie to trochę mało melodyjna płyta i brak zapadających w pamięć utworów, dlatego najchętniej płyty słucham w całości. Najbardziej melodyjny jest utwór ostatni pt. "Batman" ale jak się można domyślać po tytule jest on jajem (zresztą jego tekst ogranicza się tylko do tego jednego słowa). Kiedyś też muszę się wczytać w teksty, coś mi się wydaje że znając moje zamiłowanie do science-fiction to mogą mi się spodobać , swoją drogą to fajnie że są zespoły metalowe wyłamujące się z żenującej diabelsko- satanistycznej konwencji ... Teraz będę się wsłuchiwał w "Nothingface". Czuję że zacząłem przygodę z ciekawym zespołem ... Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:00 Gość portalu: As napisał(a): > "Dimension Hatross". > [...] ot, drugoligowy > thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu. Asie, na litość boską......!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:17 jasiek666 napisał: > Gość portalu: As napisał(a): > > > "Dimension Hatross". > > [...] ot, drugoligowy > > thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu. > > > Asie, na litość boską......!!!! Doczytaj do końca Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:38 doczytałem..... ale początek mnie obezwładnił.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:43 jasiek666 napisał: > doczytałem..... ale początek mnie obezwładnił.... A to głównie z powodu brzmienia odniosłem takie wrażenie. Nawet Ugu napisał że płyta ma kulejące brzmienie, i mnie wychowanemu na ciężkim rocku z lat '90 naprawdę ciężko jest to zaakceptować. Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:49 A mi owo kulejące, undergroundowe brzmienie bardzo się podoba. Ale ja wychowywalem sie na cieniutko brzmiących wczesnothrashowych produkcjach z lat 80tych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:54 jasiek666 napisał: > A mi owo kulejące, undergroundowe brzmienie bardzo się podoba. Ale ja > wychowywalem sie na cieniutko brzmiących wczesnothrashowych produkcjach z lat > 80tych I to jest właśnie powód naszego innego spojrzenia. Ale spoko - płytka bardzo mi się podoba, a do brzmienia można przywyknąć. Wiem że początek recenzji sprawił wrażenie że jestem totalnym ignorantem, ale to nie o to chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana How about sound? *-) 17.06.03, 10:19 Gość portalu: As napisał(a): > Ugu napisał że płyta ma kulejące brzmienie... Witam! Uściślam: wszystkie, wczesne (powiedzmy do Nothingface) płyty Voivoda mają charakteystyczne "duszne" i "płaskie" brzmienie, co - moim zdaniem - w żadnym wypadku nie umniejsza ich artystycznej wartości (choć zdaję sobie sprawę, iż może zakłócić percepcję bardziej wymagającym słuchaczom - vide As *-))... Już od debiutanckiego War and Pain, kanadyjczycy udowodnili, że potrafią zagrać coś nowego, niesztampowego i atrakcyjnego fabularnie... Niewiele jest tego typu zespołów w historii muzyki (Bathory, Celtic Frost, wczesny Messiah...)... Wspaniałe epickie SF - bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny band... Niestety(?), do dziś nie słyszałem ostatniego osiągnięcia(?)... Boję się, że Newsted ich zhumanizował...*-) PS. W ogóle Kanada rządzi...*-) Rush, Voivod, Annihilator... Tylko do Polski stamtąd mają pod górkę... *-) A szkoda... PS. 2 Asie, nie poddawaj się *-) - od Nothingface jest "lepiej" brzmieniowo choć dalej do bólu cybernetycznie... PZDR. Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Re: How about sound? *-) 17.06.03, 10:22 ugugunana napisał: > Niewiele jest tego typu zespołów w historii muzyki (Bathory, Celtic Frost, wczesny Messiah...)... Znowu uściślam - w historii muzyki metalowej... *-) Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: How about sound? *-) 17.06.03, 10:29 Nowy wojwod ? No cóz, Newsted onegdaj zapowiadał, ze jego działalność w M. była jedynie schlebianiem muzyce pop, w porównaniu z tym, czego dokonuje obecnie razem z wojewodą. Niestety na zapowiedziach sie skończyło, a nowa płytka niespecjalnie odbiega od (nienajgorszej bynajmniej) "Angel rat". Z tym ze ja na przykład spodziewałem sie czegos jezeli juz nie bardziej ciężkiego i drapieżnego to na pewno znacznie bardziej wyrafinowanego. P.S. ugu, Annihilatora to przegapiłeś, grali u nas dwa lata temu.... pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Ups! 17.06.03, 10:42 jasiek666 napisał: > ugu, Annihilatora to przegapiłeś, grali u nas dwa lata temu.... Chorobcia! *-) Muszę być bardziej czujny... Gdzie grali? Byłeś? Widziałeś? Słyszałeś? Dla mnie wczesny A. (Alice in Hell, Never Neverland...) to absolutnie 100% thrashu... Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Ups! 17.06.03, 10:56 Grali w naszej stolycy, w Proximie, no a potem jeszcze byl Overkill... Niestety jakies pół godziny seta zawaliłem, bo ku memu zaskoczeniu koncert rozpoczał się punktualnie o czasie, a ja licząc na zwyczajową obsuwę punktualny juz niestety nie bylem. Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana We are the wrecking crew... 17.06.03, 11:22 jasiek666 napisał: > Grali w naszej stolycy, w Proximie, no a potem jeszcze byl Overkill... Niestety > > jakies pół godziny seta zawaliłem, bo ku memu zaskoczeniu koncert rozpoczał > się punktualnie o czasie, a ja licząc na zwyczajową obsuwę punktualny juz > niestety nie bylem. Cholercia! *-) Musisz być bardziej czujny... Swoją drogą, jestem niezwykle ciekaw jak Annihilator wypada na żywca, wszakże w studio na większości instrumentów popylał sam Wilson... Czuję, ze coś przede mną ukrywasz bratku... *-) Jak się zawiodłeś to napisz, dzielnie to zniosę... *-) Nieraz przełykałem gorzką pigułkę, konfrontując swoje wyobrażenia o danym artyście z jego scenicznym wcieleniem... Moja przygoda z Overkillem skończyła się na płytce Under the Influence... Wolałem jednak ich wcześniejsze, bardziej żywiołowe dokonania z Feel the Fire na czele... ----------------- Czarownica lubi noc, nawiedzona wie Kiedy przylatuje czarny AS <bez urazy *-)> Lucyfer, Lucyfer, jego karta - moja twarz Naszyjniki z kości mam do pASA <bez urazy*-)> Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: We are the wrecking crew... 17.06.03, 11:47 Cholercia !!!! Musze być bardziej czujny. Koncert w Wawie byl jednym z ostatnich na których zespół wystąpił z wokalistą z czasów "alice..." czyli Randym Rampage, gdyż ze względu na różnice artystyczne (znaczy: Randy pil za dużo a zespół za mało) drogi Jeffa i Randego rozeszły się. I byc moze dlatego wlasnie bylo widac, ze nie wszystko jednak grało tak jak powinno. Bo wyszło jakoś tak... hmmm, na odwał, monotonnie i bezdusznie (aczkolwiek to moje subiektywne wrażenia). No i Jeff pozbawiony sierści na głowie traci połowę ze swej charyzmy, i nawet głupie miny w strone publiczności nie pomagają. Znacznie lepiej moim zdaniem wypadło własnie wrecking crew, chociaz 40 letni bobby blitz, prezentujący publiczności środkowy palec wraz z gniewnym "we don`t care what you think fuck you" był juz co nieco zabawny. W kazdym razie ja overkillem zawiodłem sie dopiero na "i hear black", bo co by jednak nie mówić, to "years of decay" i "horrorscope" to dobre płyty były. Odpowiedz Link Zgłoś
nikka007 Re: Ups! 17.06.03, 13:21 jasiek666 napisał: >punktualny juz niestety nie bylem. taaa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: How about sound? *-) IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 10:30 ugugunana napisał: > PS. W ogóle Kanada rządzi...*-) Rush, Voivod, No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush, znam prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak kapitalne brzmienie jak "Moving Pictures"). Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Canada... 17.06.03, 10:49 Gość portalu: As napisał(a): > No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush, znam > prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących > zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak kapitalne > brzmienie jak "Moving Pictures"). Zgadzam się, jednak chodziło mi raczej o podejście do tworzenia... Co do Rush, to słuchając np. XYZ, trudno oprzeć się wrażeniu, iż Voivod zaczerpnął cokolwiek natchnienia z tego samego źródełka...*-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As XYZ vs. YYZ IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 13:06 ugugunana napisał: > Gość portalu: As napisał(a): > > > > No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush, > znam > > prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących > > zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak > kapitalne > > brzmienie jak "Moving Pictures"). > > > Zgadzam się, jednak chodziło mi raczej o podejście do tworzenia... Co do Rush, > to słuchając np. XYZ, trudno oprzeć się wrażeniu, iż Voivod zaczerpnął > cokolwiek natchnienia z tego samego źródełka...*-) Hmmmm ... nie wiem czemu, ale jesteś kolejną osobą (po Cze) która ten kawałek nazywa "xyz" gdy tymczasem naprawdę nazywa się on "yyz" - polecam zerknąć na okładkę Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Re: XYZ vs. YYZ 17.06.03, 13:23 Gość portalu: As napisał(a): > Hmmmm ... nie wiem czemu, ale jesteś kolejną osobą (po Cze) która ten kawałek > nazywa "xyz" gdy tymczasem naprawdę nazywa się on "yyz" - polecam zerknąć na > okładkę Zerknąłem... Genialne! Całe dotychczasowe życie z Rushem, żyłem w błogiej nieświadomości... Teraz muszę inaczej spojrzeć na ten utwór...*-) Siła autosugestii jest niezbadana! Dobry temat na osobny watek... PS. Podobnie miałem z grupą KMDFM/KMFDM... Dyslekcja? Dysgrafia? *-) Udam się do specjalisty... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Nothingface IP: *.vline.pl 21.07.03, 22:10 W porównaniu z poprzednim albumem "Nothingface" to ZUPEŁNIE inny muzyczny świat. I bardzo dobrze, lubię zespoły zmieniające swoją formułę muzyczną. "Nothingface" to w zasadzie płyta hardrockowo-progresywna, o naprawdę profesjonalnym brzmieniu. Z thrash-metalem nie ma nic wspólnego. Ten album nie posiada dużego gitarowego ciężaru ale mimo to brzmi potężnie - mocna perkusja (charakterystyczne brzmienie werbla) i rządzący bas, gitary raczej "przycinają" ostrym dźwiękiem w wyższych rejestrach. No właśnie, to przy okazji brzmienia śmiem zauważyć że na tej płycie słychać sporą inspirację grupą Rush - właśnie te tnące gitarki np. w "Missing Sequences" są rodem wzięte z "Red Barchetta" lub "Yyz" Rusha. Ale również połamana rytmika utworów nosi piętno gry Neila Pearta. W grze gitarzysty d'Amour'a słychać chyba nawet jazzowe harmonie, więc może moje pytanie o jazzmetal które tu kiedyś zadałem nie było całkowiecie bezzasadne ?? Płyta ma niesamowity klimat, pełno jest zaskakujących zmian tempa - podziały rytmiczne jakie wygrywa sekcja są po prostu niesamowite. Pierwszy utwór "The Unknown Knows" na początku sprawia wrażenie "zwykłej" przebojowej rockowej piosenki, ale mniej więcej od połowy zaczyna się w nim coś "psuć" ) I bardzo dobrze, bo panowie starają się chronić swoją twórczość przed banałem. Fajny jest kower "Atronomy Domine" Pink Floyd, a ponieważ wczesnych Flojdów nie lubię więc nie muszę dodawać że voivodowa wersja podoba mi się znacznie bardziej. Są może ze dwa słabsze utwory - "Pre - Ignition" i "Sub - Effect", ale ogólne wrażenie całości bardzo pozytywne. Ktoś kiedyś niepochlebnie wypowiadał się o wokalu, a mi się wydaje że sposób śpiewania wokalisty Belangera idealnie pasuje do muzyki Voivod, ciekaw jestem jakie są późniejsze albumy Voivod nagrane z innym wokalem. Może komuś wydawać się dziwne że chce mi się recenzować stare płyty zapomnianego zespołu, ale po prostu już od dłuższego czasu nic na mnie nie zrobiło takiego wrażenia, znam 3 płyty tej grupy i wszystkie mi się baaaardzo podobają - przy moim malkontenckim nastawieniu do muzyki to naprawdę rzadkość. Może ktoś też się zainteresuje ? Następny w kolejności jest "Angel Rat", muszę sobie przegrać na kasetę do walkmana ... Aha, i takie jeszcze pytanie do Jaśka i Ugu żeby napisali którą płytę tej grupy lubią najbardziej - po prostu jestem ciekaw. Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Nothingface 22.07.03, 10:35 hm... trudno powiedziec Asie. Z resztą to w ogóle dziwna sprawa, bo choć nie darzę tej płyty jakąś specjalną estymą, ostatnio złapałem się na tym, ze najczęściej słucham "angel rat". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Nothingface IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 22.07.03, 11:01 A może zamiast po raz enty wsłuchiwać się w "garnki mojej babci" na St. Anger dasz jeszcze szansę nowemu Voivodowi ?? Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek666 Re: Nothingface 22.07.03, 11:12 kiedy ja przepadam za moją babcią i jej garnkami ale niewykluczone, iż zaiste - wojwoda jeszcze posłucham. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Angel Rat IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 10.08.03, 23:07 Przyznam że z tym albumem miałem pewien problem. Przy pierwszym przesłuchaniu wydał mi się nudny, mdły i nieciekawy. Ale już jak słuchałem drugi raz to utwory wpadły mi w ucho, co przy znajomości poprzednich płyt mnie strasznie zdziwiło. Otóż okazało się, że panowie zmęczyli się eksperymentowaniem i nagrali płytę piosenkową, melodyjną, wręcz przebojową. Pewnym minusem jest trochę zbyt łagodne brzmienie, bliższe "zwykłego" rocka niż metalu. Ale można się przyzwyczaić. Jak już wspomniałem, płyta jest melodyjna i przebojowa, ale jednocześnie istotne elementy stylu Voivod zostały zachowane - specyficzne "dżezujące" brzmienie gitar, spora ilość psychodelii (chociażby w kawałku tytyłowym), istotna rola basu i nietypowe linie wokalne (refren "Panoramy" mnie kompletnie zaskoczył). Ciekawostką natomiast jest to, że gdy słuchałem po raz pierwszy to nie rozpoznałem od razu głosy wokalisty - brzmi on tu trochę inaczej, a np. w utworze "Golem" jest ewidentnie przez coś "przetworzony". Jeśli chodzi o warstwę aranżacyjną, to w niektórych utworach słychać nieśmiałe użycie instrumentów klawiszowych - np. w "The Prow" brzmią one w "kościelny" sposób co dodaje nieco gotyckiego klimatu (fani gotyku nie śmiać się ). Także jeśli chodzi o teksty ta płyta odstaje od Voivodowej tematyki - zamiast science fiction jest to bardziej album w konwencji "fantasy", muzycy w jednym z wywiadów mówili że inspirowali się różnymi legendami i podaniami pisząc teksty na ten album i tak chyba faktycznie jest. Jest to trochę mniej "cybernetyczny" i zimny album niż poprzednie, ale za to ma taki fajny ponury, przygnębiający klimat, czego najlepszym przykładem utwór ostatni "None Of The Above". Najlepsze utwory to moim zdaniem "The Prow", "Angel Rat", "Golem" i "None Of The Above". Reasumując - kolejna bardzo udana płyta Voivod. Równie przyjemna w słuchaniu jak poprzednie, choć pewnie pod względen artystycznym troszkę mniej istotna ... Od jutra będę zgłębiał "The Outer Limits". Tak w ogóle to się zastanawiam, czy oni mają w swoim dorobku słabe płyty I jeszcze uwaga do Jaśka. Moim zdaniem twierdzenie że nowa płyta Voivod jest podobna do "Angel Rat" to nieporozumienie. "Angel Rat" jest płytą wygładzoną, dosyć spokojną i pozbawioną agresji, natomiast nowy album brzmi ciężko, i ma bardzo "brudne", przesterowane brzmienie, na pewno jest też mniej melodyjny. Ja te dwa albumy stawiam na przeciwległych biegunach Swoją drogą to dziwne że akurat "Angel Rat" słuchasz najczęściej, według moich szacunków to nie powinieneś w ogóle lubić tej płyty )) Odpowiedz Link Zgłoś
ugugunana Skok w bok... 11.08.03, 11:58 Gość portalu: As napisał(a): > Od jutra będę zgłębiał "The Outer Limits". Mam przeczucie, że Ci się spodoba... *-) Angel Rat to taka wędrówka w kierunku brzmień z przełomu lat 60/70... Wówczas zaskoczyła mnie jak - nie przymierzajac - sukces naszych młodych futbolistów na olimpiadzie w Barcelonie... Rzeczywiście jest to Voivod INACZEJ... Jednak ma swój urok... No Outer Limits to powrót na kosekwentnie wydeptywaną przez lata ścieżkę... PZDR. UgU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As The Outer Limits IP: *.vline.pl / *.vline.pl 30.09.03, 23:52 Płyta "The Outer Limits" z początku wydawała mi się dosyć monotonna. Ale ponieważ kilka osób mi ją poleciło, to postanowiłem podejść do jej słuchania w sposób niebanalny Będąc w wakacje na działce późnym wieczorem wziąłem walkmana, udałem się na starorzecze Pilicy, położyłem się na trawie i z oczami utkwionymi w rozgwieżdżone niebo (jak to poetycko zabrzmiało) zacząłem słuchać. A był to okres występowania tzw. perseidów (deszczu meteorów) - co parę minut można było dostrzec spadającą gwiazdę. Trudno o lepszą oprawę do kosmiczej muzyki Voivod No i zadziałało, od tego pamiętnego przesłuchania płyta podobała mi się bardziej i bardziej. Dość zwierzeń osobistych, teraz troszkę o muzyce. Oczywiście pierwsze na co zwróciłem uwagę to brzmienie całości - sterylne i czyste, przypominające mi brzmienie grupy Therapy? (perkusja). Ogólnie bardzo fajne i mocne, uwypuklające gęstą grę perkusisty. Płyta nie zaczyna się "psychodelicznym" intro tak jak albumy poprzednie, tylko od razu słyszymy całą orkiestrę w akcji, co przyznam że jest miłą odmianą To chyba najbardziej dojrzała muzycznie i dopracowana aranżacyjnie płyta Voivod (z tych co znam). Wygląda na to, że nagrywając ten album panowie chcieli połączyć przebojowość i przystępność "Angel Rat" z ambitniejszą formą muzyczną znaną z "Nothingface" i myślę, że udało im się to w pełni. Jest to chyba najlepsza kompozycyjnie płyta Voivod, wszystkie wątki muzyczne logicznie wynikają z siebie i nic nie sprawia wrażenia tworzonego na siłę. Głos Snake'a w wielu miejscach jest poddany obróbce i przetworzeniu co przyznam, że brzmi intrygująco. W ogóle chyba dojrzał jako wokalista, np. w "Le Pont Noir" śpiewa niskim, nastrojowym głosem co brzmi bardzo fajnie. Najlepsze utwory moim zdaniem to "Le Pont Noir", "The Lost Machine" z ciekawym, psychodeliczno - rozmytym riffem gitary, "Wrong Way Street" i najszybciej wpadający w ucho, niewamowicie melodyjny "We Are Not Alone" który świetnie zamyka album (kapitalne zakończenie utworu z przechodzeniem słów "we're not alone" w "welcome aboard"). Na osobne wyróżnienie zasługuje oczywiście siedemnastominutowa suita "Jack Luminous" w której nie brak szybkich, galopujących fragmentów, klimatycznych, nastrojowych momentów, artockowego przeciągania niektórych wątków melodycznych i zmiennych temp - jest to po prostu wyśmienity przykład progresywnego rocka. Jedynym drobnym zgrzytem jest tu dla mnie kolejny kower Pink FLoyd "The Nile Song" - wersja Voivoda nie odbiega specjalnie od oryginału, i nie przenosi go "w inny wymiar" jak to było z "Astronomy Domine" z albumu "Nothingface". W ogóle nie przepadam specjalnie za tym utworem. Po wysłuchaniu tej płyty nie mam wątpliwości że można Voivod zaliczyć do grona przedstawicieli nurtu progresywngo metalu, i to z tej najwyższej półki. Jeszcze słówko o tematyce płyty. W większości utworów dominuje science - fiction, są to takie opowieści o przybyszach z kosmosu widziane oczami prostych ludzi, zainspirowane starym serialem telewizyjnym o podobnej tematyce (nadał on zresztą tytuł płycie, jak przeczytałem w starym numerze Tylko Rocka sprzed 10 lat gdzie znalazłem wywiad z gitarzystą formacji). Jednym słowem, kolejna bardzo udana płyta Voivod. Chyba najbardziej uniwersalna i najbardziej godna polecenia komuś kto nie zna twórczości grupy, i gdyby nie mój sentyment do "Nothingface" i "Dimension Hatröss" to nawet rzekłbym że najlepsza. Kolejną (i ostatnią) jaka mi została do przesłuchania jest "Negatron" i już jestem zaniepokojony, gdyż wiem że jest ona nagrana bez wokalisty Snake'a którego bardzo polubiłem za jego głos, zaś nowy wokalista ponoć preferuje wrzaskliwo - ryczany śpiew za którym niespecjalnie przepadam. No ale nie uprzedzajmy faktów ... Odpowiedz Link Zgłoś
dreaded88 No nie wiem 12.05.03, 16:59 W zamierzchłych wczesnych latach 90. słuchałem tego nawet dość sporo ("War and Pain", "Killing Technology", "Nothingface"), ale jakoś później nie wracałem, a jak próbowałem - trochę mnie odrzucało. Na ostrych albumach strasznie męczący jest wokalista. Nowego nie słyszałem z powodów zarysowanych powyżej. Odpowiedz Link Zgłoś