Dodaj do ulubionych

Voivod- warto?

IP: *.acn.pl 01.05.03, 19:56
Obserwuj wątek
    • Gość: ociecdyrektor Re: Voivod- warto? IP: *.edytor.net / *.szcz.gazeta.pl 01.05.03, 20:09
      Ale, co warto?
      • Gość: Łysenko Re: Voivod- warto? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 01.05.03, 20:18
        Szanować zawsze warto...
        • Gość: ociecdyrektor Re: Voivod- warto? IP: *.edytor.net / *.szcz.gazeta.pl 01.05.03, 20:21
          A!Oczywiście, Voivod szanować warto. Szczególnie tego starego. Dziś może brzmi
          trochgę archaicznie, ale jak na tamte czasy i okoliczności był niesamowity.
          • Gość: tycjan Re: Voivod- "Voivod" warto? IP: *.acn.pl 01.05.03, 21:02
            A ostatni Voivod z Newstedem? Warto?
    • ugugunana Rrrrrroooooaaaaaarrrrrrrrr!!!!!!! 02.05.03, 20:38

      Voivod był jedną z nadwornych kapel w moim rodzimym księstwie... Ciężko mi
      więc o obiektywnizm ale z pełną odpowiedzialnością polecam laikom cztery
      pozycje: Killing Technology, Dimension Hatross (choć jakość produkcji
      pozostawia cokolwiek do życzenia), Nothingface (przełomowy brzmieniowo z
      coverem Astronomy Domine) oraz absolutny progmetalowy rarytas - No Outer
      Limits (do płyty dodawane były binokle 3D - aby oglądać umieszczone wewnątrz
      książeczki ryciny)... Późniejszych dokonań Wojewody nie śledziłem...
      Podskórnie wyczuwam, że jankes Newsted, produkujący ostatnią ich płytę mógł
      skiepścić ich spójny i szalenie dotąd charakterystyczny image oraz poruszaną
      od zarania dziejów problematykę... Ciekaw jestem... Czekam na info...

      PZDR.
    • Gość: As Re: Voivod- warto? chyba warto IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 12.05.03, 15:50
      Słucham na okrągło ostatniej płyty tej grupy, nagranej w składzie z Newstedem i
      jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Z każdym przesłuchaniem muzyka wydaje się
      ciekawsza i świeższa. Na początku drażniło mnie nieco brudne i undergroundowe
      brzmienie, ale już je polubiłem i jest OK smile. Najlepsze utwory to "Gasmask
      Revival", "Facing Up", "Blame Us", "The Multiverse" oraz "We Carry On". Świetne
      gitary, zmienne tempa, interesuący choć trochę drażniący wokal - bardzo
      energetyczna muzyka. To pierwsze moje zetknięcie z muzyką tej grupy, ale
      ściągnąłem na mp3 ich 4 albumy z przeszłości, i będę ich słuchał w ciągu
      najbliższych tygodni/miesięcy i będę zdawał relacje w tym wątku smile
      Chyba już powoli zaczynam się domyślać, skąd muzycy Tool czerpali
      inspiracje ... a płyta Voivod podoba mi się bardziej niż którykolwiek z albumów
      Toolowców.
      • Gość: As Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 16.06.03, 20:10
        Obiecałem że będą recenzje, i zamierzam słowa dotrzymać smile

        Ponieważ postanowiłem przesłuchiwać płyty w kolejności chronologicznej, po
        zapoznaniu się ze świetną najnowszą płytą sięgnąłem po "Dimension Hatross".
        Pierwsze parę przesłuchań nie zrobiło na mnie wrażenie - ot, drugoligowy
        thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu. Ale wkrótce zaczęły się
        wyłaniać ciekawe rzeczy. A to dziwne harmonie w których gra basista
        (Chaosmongers), a to zmiany rytmiczne bardziej zaskakujące niż to bywa w takim
        graniu, a to fajne kilkunastosekundowe przejścia pomiędzy utworami
        tworzące namiastkę klimatu. Gitary tu brzmią normalnie, dużo też "wywijackich"
        solówek jak to w traszu, ale np. linie melodyczne są kompletnie "od czapy"
        (Cosmic Drama), no i wokalista Snake śpiewa takim fajnym, pozornie beznamiętnym
        głosem. Perkusista gra fajnie i gęsto, ale ma chyba trochę zbyt lekką rękę, a
        może to wina brzmienia. No właśnie - brudne i nieprzejrzyste brzmienie też ma
        tu chyba swoją logikę. Jak na muzykę metalową, to sądzę że sporo tu awangardy,
        a ponoć na późniejszych płytach jest jej jeszcze więcej.
        Ogólnie to trochę mało melodyjna płyta i brak zapadających w pamięć utworów,
        dlatego najchętniej płyty słucham w całości. Najbardziej melodyjny jest utwór
        ostatni pt. "Batman" ale jak się można domyślać po tytule jest on jajem smile
        (zresztą jego tekst ogranicza się tylko do tego jednego słowa).
        Kiedyś też muszę się wczytać w teksty, coś mi się wydaje że znając moje
        zamiłowanie do science-fiction to mogą mi się spodobać smile, swoją drogą to
        fajnie że są zespoły metalowe wyłamujące się z żenującej diabelsko-
        satanistycznej konwencji ...
        Teraz będę się wsłuchiwał w "Nothingface". Czuję że zacząłem przygodę z
        ciekawym zespołem ...
        • jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:00
          Gość portalu: As napisał(a):

          > "Dimension Hatross".
          > [...] ot, drugoligowy
          > thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu.


          Asie, na litość boską......!!!!
          • Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:17
            jasiek666 napisał:

            > Gość portalu: As napisał(a):
            >
            > > "Dimension Hatross".
            > > [...] ot, drugoligowy
            > > thrash-metal z lat '80 o nieciekawym brzmieniu.
            >
            >
            > Asie, na litość boską......!!!!

            Doczytaj do końca smile
            • jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:38
              doczytałem..... ale początek mnie obezwładnił....
              • Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:43
                jasiek666 napisał:

                > doczytałem..... ale początek mnie obezwładnił....

                A to głównie z powodu brzmienia odniosłem takie wrażenie. Nawet Ugu napisał że
                płyta ma kulejące brzmienie, i mnie wychowanemu na ciężkim rocku z lat '90
                naprawdę ciężko jest to zaakceptować.
                • jasiek666 Re: Dimension Hatross 17.06.03, 09:49
                  A mi owo kulejące, undergroundowe brzmienie bardzo się podoba. Ale ja
                  wychowywalem sie na cieniutko brzmiących wczesnothrashowych produkcjach z lat
                  80tych smile
                  • Gość: As Re: Dimension Hatross IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 09:54
                    jasiek666 napisał:

                    > A mi owo kulejące, undergroundowe brzmienie bardzo się podoba. Ale ja
                    > wychowywalem sie na cieniutko brzmiących wczesnothrashowych produkcjach z lat
                    > 80tych smile

                    I to jest właśnie powód naszego innego spojrzenia. Ale spoko - płytka bardzo mi
                    się podoba, a do brzmienia można przywyknąć. Wiem że początek recenzji sprawił
                    wrażenie że jestem totalnym ignorantem, ale to nie o to chodzi.
                • ugugunana How about sound? *-) 17.06.03, 10:19
                  Gość portalu: As napisał(a):

                  > Ugu napisał że płyta ma kulejące brzmienie...


                  Witam!

                  Uściślam: wszystkie, wczesne (powiedzmy do Nothingface) płyty Voivoda mają
                  charakteystyczne "duszne" i "płaskie" brzmienie, co - moim zdaniem - w żadnym
                  wypadku nie umniejsza ich artystycznej wartości (choć zdaję sobie sprawę, iż
                  może zakłócić percepcję bardziej wymagającym słuchaczom - vide As *-))... Już
                  od debiutanckiego War and Pain, kanadyjczycy udowodnili, że potrafią zagrać
                  coś nowego, niesztampowego i atrakcyjnego fabularnie... Niewiele jest tego
                  typu zespołów w historii muzyki (Bathory, Celtic Frost, wczesny
                  Messiah...)... Wspaniałe epickie SF - bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny
                  band... Niestety(?), do dziś nie słyszałem ostatniego osiągnięcia(?)... Boję
                  się, że Newsted ich zhumanizował...*-)

                  PS. W ogóle Kanada rządzi...*-) Rush, Voivod, Annihilator... Tylko do Polski
                  stamtąd mają pod górkę... *-) A szkoda...

                  PS. 2 Asie, nie poddawaj się *-) - od Nothingface jest "lepiej" brzmieniowo
                  choć dalej do bólu cybernetycznie...

                  PZDR.
                  • ugugunana Re: How about sound? *-) 17.06.03, 10:22
                    ugugunana napisał:

                    > Niewiele jest tego typu zespołów w historii muzyki (Bathory, Celtic Frost,
                    wczesny Messiah...)...

                    Znowu uściślam - w historii muzyki metalowej... *-)
                  • jasiek666 Re: How about sound? *-) 17.06.03, 10:29


                    Nowy wojwod ? No cóz, Newsted onegdaj zapowiadał, ze jego działalność w M. była
                    jedynie schlebianiem muzyce pop, w porównaniu z tym, czego dokonuje obecnie
                    razem z wojewodą. Niestety na zapowiedziach sie skończyło, a nowa płytka
                    niespecjalnie odbiega od (nienajgorszej bynajmniej) "Angel rat". Z tym ze ja na
                    przykład spodziewałem sie czegos jezeli juz nie bardziej ciężkiego i
                    drapieżnego to na pewno znacznie bardziej wyrafinowanego.

                    P.S.
                    ugu, Annihilatora to przegapiłeś, grali u nas dwa lata temu....
                    pzdr
                    • ugugunana Ups! 17.06.03, 10:42
                      jasiek666 napisał:


                      > ugu, Annihilatora to przegapiłeś, grali u nas dwa lata temu....

                      Chorobcia! *-) Muszę być bardziej czujny... Gdzie grali? Byłeś? Widziałeś?
                      Słyszałeś? Dla mnie wczesny A. (Alice in Hell, Never Neverland...) to
                      absolutnie 100% thrashu...
                      • jasiek666 Re: Ups! 17.06.03, 10:56
                        Grali w naszej stolycy, w Proximie, no a potem jeszcze byl Overkill... Niestety
                        jakies pół godziny seta zawaliłem, bo ku memu zaskoczeniu koncert rozpoczał
                        się punktualnie o czasie, a ja licząc na zwyczajową obsuwę punktualny juz
                        niestety nie bylem.
                        • ugugunana We are the wrecking crew... 17.06.03, 11:22
                          jasiek666 napisał:

                          > Grali w naszej stolycy, w Proximie, no a potem jeszcze byl Overkill...
                          Niestety
                          >
                          > jakies pół godziny seta zawaliłem, bo ku memu zaskoczeniu koncert rozpoczał
                          > się punktualnie o czasie, a ja licząc na zwyczajową obsuwę punktualny juz
                          > niestety nie bylem.


                          Cholercia! *-) Musisz być bardziej czujny... Swoją drogą, jestem niezwykle
                          ciekaw jak Annihilator wypada na żywca, wszakże w studio na większości
                          instrumentów popylał sam Wilson... Czuję, ze coś przede mną ukrywasz bratku...
                          *-) Jak się zawiodłeś to napisz, dzielnie to zniosę... *-) Nieraz przełykałem
                          gorzką pigułkę, konfrontując swoje wyobrażenia o danym artyście z jego
                          scenicznym wcieleniem...

                          Moja przygoda z Overkillem skończyła się na płytce Under the Influence...
                          Wolałem jednak ich wcześniejsze, bardziej żywiołowe dokonania z Feel the Fire
                          na czele...

                          -----------------
                          Czarownica lubi noc, nawiedzona wie
                          Kiedy przylatuje czarny AS <bez urazy *-)>
                          Lucyfer, Lucyfer, jego karta - moja twarz
                          Naszyjniki z kości mam do pASA <bez urazy*-)>
                          • jasiek666 Re: We are the wrecking crew... 17.06.03, 11:47
                            Cholercia !!!! Musze być bardziej czujny. Koncert w Wawie byl jednym z
                            ostatnich na których zespół wystąpił z wokalistą z czasów "alice..." czyli
                            Randym Rampage, gdyż ze względu na różnice artystyczne (znaczy: Randy pil za
                            dużo a zespół za mało) drogi Jeffa i Randego rozeszły się. I byc moze dlatego
                            wlasnie bylo widac, ze nie wszystko jednak grało tak jak powinno. Bo wyszło
                            jakoś tak... hmmm, na odwał, monotonnie i bezdusznie (aczkolwiek to moje
                            subiektywne wrażenia). No i Jeff pozbawiony sierści na głowie traci połowę ze
                            swej charyzmy, i nawet głupie miny w strone publiczności nie pomagają.
                            Znacznie lepiej moim zdaniem wypadło własnie wrecking crew, chociaz 40 letni
                            bobby blitz, prezentujący publiczności środkowy palec wraz z gniewnym "we don`t
                            care what you think fuck you" był juz co nieco zabawny. W kazdym razie ja
                            overkillem zawiodłem sie dopiero na "i hear black", bo co by jednak nie mówić,
                            to "years of decay" i "horrorscope" to dobre płyty były.
                        • nikka007 Re: Ups! 17.06.03, 13:21
                          jasiek666 napisał:
                          >punktualny juz niestety nie bylem.
                          taaa...
                          • jasiek666 nie polemizować !!!!! 17.06.03, 14:51

                            • nikka007 bo co? 18.06.03, 10:11
                              ja się Ciebie nie boję tongue_out
                  • Gość: As Re: How about sound? *-) IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 10:30
                    ugugunana napisał:

                    > PS. W ogóle Kanada rządzi...*-) Rush, Voivod,

                    No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush, znam
                    prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących
                    zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak kapitalne
                    brzmienie jak "Moving Pictures").
                    • ugugunana Canada... 17.06.03, 10:49
                      Gość portalu: As napisał(a):


                      > No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush,
                      znam
                      > prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących
                      > zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak
                      kapitalne
                      > brzmienie jak "Moving Pictures").


                      Zgadzam się, jednak chodziło mi raczej o podejście do tworzenia... Co do Rush,
                      to słuchając np. XYZ, trudno oprzeć się wrażeniu, iż Voivod zaczerpnął
                      cokolwiek natchnienia z tego samego źródełka...*-)
                      • Gość: As XYZ vs. YYZ IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 17.06.03, 13:06
                        ugugunana napisał:

                        > Gość portalu: As napisał(a):
                        >
                        >
                        > > No ale np. w kontekście soundu to zupełne przeciwieństwa, uwielbiam Rush,
                        > znam
                        > > prawie wszystkie ich płyty i uważam że jest to jeden z lepiej brzmiących
                        > > zespołów jakie dane mi było usłyszeć (mało współczesnych płyt ma tak
                        > kapitalne
                        > > brzmienie jak "Moving Pictures").
                        >
                        >
                        > Zgadzam się, jednak chodziło mi raczej o podejście do tworzenia... Co do
                        Rush,
                        > to słuchając np. XYZ, trudno oprzeć się wrażeniu, iż Voivod zaczerpnął
                        > cokolwiek natchnienia z tego samego źródełka...*-)


                        Hmmmm ... nie wiem czemu, ale jesteś kolejną osobą (po Cze) która ten kawałek
                        nazywa "xyz" gdy tymczasem naprawdę nazywa się on "yyz" - polecam zerknąć na
                        okładkę smile
                        • ugugunana Re: XYZ vs. YYZ 17.06.03, 13:23
                          Gość portalu: As napisał(a):

                          > Hmmmm ... nie wiem czemu, ale jesteś kolejną osobą (po Cze) która ten
                          kawałek
                          > nazywa "xyz" gdy tymczasem naprawdę nazywa się on "yyz" - polecam zerknąć na
                          > okładkę smile

                          Zerknąłem... Genialne! Całe dotychczasowe życie z Rushem, żyłem w błogiej
                          nieświadomości... Teraz muszę inaczej spojrzeć na ten utwór...*-) Siła
                          autosugestii jest niezbadana! Dobry temat na osobny watek...

                          PS. Podobnie miałem z grupą KMDFM/KMFDM... Dyslekcja? Dysgrafia? *-) Udam się
                          do specjalisty...
      • Gość: As Nothingface IP: *.vline.pl 21.07.03, 22:10
        W porównaniu z poprzednim albumem "Nothingface" to ZUPEŁNIE inny muzyczny
        świat. I bardzo dobrze, lubię zespoły zmieniające swoją formułę
        muzyczną. "Nothingface" to w zasadzie płyta hardrockowo-progresywna, o naprawdę
        profesjonalnym brzmieniu. Z thrash-metalem nie ma nic wspólnego. Ten album nie
        posiada dużego gitarowego ciężaru ale mimo to brzmi potężnie - mocna perkusja
        (charakterystyczne brzmienie werbla) i rządzący bas, gitary raczej "przycinają"
        ostrym dźwiękiem w wyższych rejestrach. No właśnie, to przy okazji brzmienia
        śmiem zauważyć że na tej płycie słychać sporą inspirację grupą Rush - właśnie
        te tnące gitarki np. w "Missing Sequences" są rodem wzięte z "Red Barchetta"
        lub "Yyz" Rusha. Ale również połamana rytmika utworów nosi piętno gry Neila
        Pearta. W grze gitarzysty d'Amour'a słychać chyba nawet jazzowe harmonie, więc
        może moje pytanie o jazzmetal które tu kiedyś zadałem nie było całkowiecie
        bezzasadne ??
        Płyta ma niesamowity klimat, pełno jest zaskakujących zmian tempa - podziały
        rytmiczne jakie wygrywa sekcja są po prostu niesamowite. Pierwszy utwór "The
        Unknown Knows" na początku sprawia wrażenie "zwykłej" przebojowej rockowej
        piosenki, ale mniej więcej od połowy zaczyna się w nim coś "psuć" smile) I bardzo
        dobrze, bo panowie starają się chronić swoją twórczość
        przed banałem. Fajny jest kower "Atronomy Domine" Pink Floyd, a ponieważ
        wczesnych Flojdów nie lubię więc nie muszę dodawać że voivodowa wersja podoba
        mi się znacznie bardziej. Są może ze dwa słabsze utwory - "Pre - Ignition"
        i "Sub - Effect", ale ogólne wrażenie całości bardzo pozytywne.
        Ktoś kiedyś niepochlebnie wypowiadał się o wokalu, a mi się wydaje że sposób
        śpiewania wokalisty Belangera idealnie pasuje do muzyki Voivod, ciekaw jestem
        jakie są późniejsze albumy Voivod nagrane z innym wokalem.
        Może komuś wydawać się dziwne że chce mi się recenzować stare płyty
        zapomnianego zespołu, ale po prostu już od dłuższego czasu nic na mnie nie
        zrobiło takiego wrażenia, znam 3 płyty tej grupy i wszystkie mi się baaaardzo
        podobają - przy moim malkontenckim nastawieniu do muzyki to naprawdę rzadkość.
        Może ktoś też się zainteresuje ?
        Następny w kolejności jest "Angel Rat", muszę sobie przegrać na kasetę do
        walkmana ...
        Aha, i takie jeszcze pytanie do Jaśka i Ugu żeby napisali którą płytę tej grupy
        lubią najbardziej - po prostu jestem ciekaw.
        • jasiek666 Re: Nothingface 22.07.03, 10:35
          hm... trudno powiedziec Asie. Z resztą to w ogóle dziwna sprawa, bo choć nie
          darzę tej płyty jakąś specjalną estymą, ostatnio złapałem się na tym, ze
          najczęściej słucham "angel rat".
          • Gość: As Re: Nothingface IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 22.07.03, 11:01
            A może zamiast po raz enty wsłuchiwać się w "garnki mojej babci" na St. Anger
            dasz jeszcze szansę nowemu Voivodowi ?? smile
            • jasiek666 Re: Nothingface 22.07.03, 11:12
              kiedy ja przepadam za moją babcią i jej garnkami smile
              ale niewykluczone, iż zaiste - wojwoda jeszcze posłucham.
      • Gość: As Angel Rat IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 10.08.03, 23:07
        Przyznam że z tym albumem miałem pewien problem. Przy pierwszym przesłuchaniu
        wydał mi się nudny, mdły i nieciekawy. Ale już jak słuchałem drugi raz to
        utwory wpadły mi w ucho, co przy znajomości poprzednich płyt mnie strasznie
        zdziwiło. Otóż okazało się, że panowie zmęczyli się eksperymentowaniem i
        nagrali płytę piosenkową, melodyjną, wręcz przebojową. Pewnym minusem jest
        trochę zbyt łagodne brzmienie, bliższe "zwykłego" rocka niż metalu. Ale można
        się przyzwyczaić. Jak już wspomniałem, płyta jest melodyjna i przebojowa, ale
        jednocześnie istotne elementy stylu Voivod zostały zachowane -
        specyficzne "dżezujące" brzmienie gitar, spora ilość psychodelii (chociażby w
        kawałku tytyłowym), istotna rola basu i nietypowe linie wokalne
        (refren "Panoramy" mnie kompletnie zaskoczył). Ciekawostką natomiast jest to,
        że gdy słuchałem po raz pierwszy to nie rozpoznałem od razu głosy wokalisty -
        brzmi on tu trochę inaczej, a np. w utworze "Golem" jest ewidentnie przez
        coś "przetworzony". Jeśli chodzi o warstwę aranżacyjną, to w niektórych
        utworach słychać nieśmiałe użycie instrumentów klawiszowych - np. w "The Prow"
        brzmią one w "kościelny" sposób co dodaje nieco gotyckiego klimatu (fani gotyku
        nie śmiać się smile). Także jeśli chodzi o teksty ta płyta odstaje od
        Voivodowej tematyki - zamiast science fiction jest to bardziej album w
        konwencji "fantasy", muzycy w jednym z wywiadów mówili że inspirowali się
        różnymi legendami i podaniami pisząc teksty na ten album i tak chyba faktycznie
        jest. Jest to trochę mniej "cybernetyczny" i zimny album niż poprzednie,
        ale za to ma taki fajny ponury, przygnębiający klimat, czego najlepszym
        przykładem utwór ostatni "None Of The Above". Najlepsze utwory to moim
        zdaniem "The Prow", "Angel Rat", "Golem" i "None Of The Above".
        Reasumując - kolejna bardzo udana płyta Voivod. Równie przyjemna w słuchaniu
        jak poprzednie, choć pewnie pod względen artystycznym troszkę mniej istotna ...
        Od jutra będę zgłębiał "The Outer Limits". Tak w ogóle to się zastanawiam, czy
        oni mają w swoim dorobku słabe płyty smile

        I jeszcze uwaga do Jaśka. Moim zdaniem twierdzenie że nowa płyta Voivod jest
        podobna do "Angel Rat" to nieporozumienie. "Angel Rat" jest płytą wygładzoną,
        dosyć spokojną i pozbawioną agresji, natomiast nowy album brzmi ciężko, i ma
        bardzo "brudne", przesterowane brzmienie, na pewno jest też mniej melodyjny. Ja
        te dwa albumy stawiam na przeciwległych biegunach smile
        Swoją drogą to dziwne że akurat "Angel Rat" słuchasz najczęściej, według moich
        szacunków to nie powinieneś w ogóle lubić tej płyty smile))
        • ugugunana Skok w bok... 11.08.03, 11:58
          Gość portalu: As napisał(a):

          > Od jutra będę zgłębiał "The Outer Limits".

          Mam przeczucie, że Ci się spodoba... *-) Angel Rat to taka wędrówka w kierunku
          brzmień z przełomu lat 60/70... Wówczas zaskoczyła mnie jak - nie
          przymierzajac - sukces naszych młodych futbolistów na olimpiadzie w
          Barcelonie... Rzeczywiście jest to Voivod INACZEJ... Jednak ma swój urok... No
          Outer Limits to powrót na kosekwentnie wydeptywaną przez lata ścieżkę...

          PZDR. UgU
      • Gość: As The Outer Limits IP: *.vline.pl / *.vline.pl 30.09.03, 23:52
        Płyta "The Outer Limits" z początku wydawała mi się dosyć monotonna. Ale
        ponieważ kilka osób mi ją poleciło, to postanowiłem podejść do jej słuchania w
        sposób niebanalny smile Będąc w wakacje na działce późnym wieczorem wziąłem
        walkmana, udałem się na starorzecze Pilicy, położyłem się na trawie
        i z oczami utkwionymi w rozgwieżdżone niebo (jak to poetycko zabrzmiałosmile)
        zacząłem słuchać. A był to okres występowania tzw. perseidów (deszczu
        meteorów) - co parę minut można było dostrzec spadającą gwiazdę. Trudno o
        lepszą oprawę do kosmiczej muzyki Voivod smile No i zadziałało, od tego
        pamiętnego przesłuchania płyta podobała mi się bardziej i bardziej.
        Dość zwierzeń osobistych, teraz troszkę o muzyce. Oczywiście pierwsze na co
        zwróciłem uwagę to brzmienie całości - sterylne i czyste, przypominające mi
        brzmienie grupy Therapy? (perkusja). Ogólnie bardzo fajne i mocne, uwypuklające
        gęstą grę perkusisty. Płyta nie zaczyna się "psychodelicznym" intro tak jak
        albumy poprzednie, tylko od razu słyszymy całą orkiestrę w akcji, co przyznam
        że jest miłą odmianą smile To chyba najbardziej dojrzała muzycznie i dopracowana
        aranżacyjnie płyta Voivod (z tych co znam). Wygląda na to, że nagrywając ten
        album panowie chcieli połączyć przebojowość i przystępność "Angel Rat" z
        ambitniejszą formą muzyczną znaną z "Nothingface" i myślę, że udało im się to w
        pełni. Jest to chyba najlepsza kompozycyjnie płyta Voivod, wszystkie wątki
        muzyczne logicznie wynikają z siebie i nic nie sprawia wrażenia tworzonego
        na siłę. Głos Snake'a w wielu miejscach jest poddany obróbce i przetworzeniu co
        przyznam, że brzmi intrygująco. W ogóle chyba dojrzał jako wokalista, np. w "Le
        Pont Noir" śpiewa niskim, nastrojowym głosem co brzmi bardzo fajnie.
        Najlepsze utwory moim zdaniem to "Le Pont Noir", "The Lost Machine" z ciekawym,
        psychodeliczno - rozmytym riffem gitary, "Wrong Way Street" i najszybciej
        wpadający w ucho, niewamowicie melodyjny "We Are Not Alone" który świetnie
        zamyka album (kapitalne zakończenie utworu z przechodzeniem słów "we're not
        alone" w "welcome aboard").
        Na osobne wyróżnienie zasługuje oczywiście siedemnastominutowa
        suita "Jack Luminous" w której nie brak szybkich, galopujących fragmentów,
        klimatycznych, nastrojowych momentów, artockowego przeciągania niektórych
        wątków melodycznych i zmiennych temp - jest to po prostu wyśmienity przykład
        progresywnego rocka. Jedynym drobnym zgrzytem jest tu dla mnie kolejny kower
        Pink FLoyd "The Nile Song" - wersja Voivoda nie odbiega specjalnie od
        oryginału, i nie przenosi go "w inny wymiar" jak to było z "Astronomy Domine" z
        albumu "Nothingface". W ogóle nie przepadam specjalnie za tym utworem.
        Po wysłuchaniu tej płyty nie mam wątpliwości że można Voivod zaliczyć do grona
        przedstawicieli nurtu progresywngo metalu, i to z tej najwyższej półki.
        Jeszcze słówko o tematyce płyty. W większości utworów dominuje science -
        fiction, są to takie opowieści o przybyszach z kosmosu widziane oczami prostych
        ludzi, zainspirowane starym serialem telewizyjnym o podobnej tematyce (nadał on
        zresztą tytuł płycie, jak przeczytałem w starym numerze Tylko Rocka sprzed 10
        lat gdzie znalazłem wywiad z gitarzystą formacji).
        Jednym słowem, kolejna bardzo udana płyta Voivod. Chyba najbardziej uniwersalna
        i najbardziej godna polecenia komuś kto nie zna twórczości grupy, i gdyby nie
        mój sentyment do "Nothingface" i "Dimension Hatröss" to nawet rzekłbym że
        najlepsza.
        Kolejną (i ostatnią) jaka mi została do przesłuchania jest "Negatron" i już
        jestem zaniepokojony, gdyż wiem że jest ona nagrana bez wokalisty Snake'a
        którego bardzo polubiłem za jego głos, zaś nowy wokalista ponoć preferuje
        wrzaskliwo - ryczany śpiew za którym niespecjalnie przepadam. No ale nie
        uprzedzajmy faktów ...
    • dreaded88 No nie wiem 12.05.03, 16:59
      W zamierzchłych wczesnych latach 90. słuchałem tego nawet dość sporo ("War and
      Pain", "Killing Technology", "Nothingface"), ale jakoś później nie wracałem, a
      jak próbowałem - trochę mnie odrzucało. Na ostrych albumach strasznie męczący
      jest wokalista. Nowego nie słyszałem z powodów zarysowanych powyżej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka