Dodaj do ulubionych

KULT na UW - recenzja

11.05.03, 23:17
Nie dął już z takim zadęciem w swój dęciak

Akurat, Pidżama Porno, Kult
Dziedziniec UW
10.05.2003

To jest skrócona nieco wersja mojej recenzji z wczorajszego występu Kultu na
UW.

Koncert Akurat mnie ominął – rezydowałem przy bramie tedy i nie bardzo miałem
okazję się przyjrzeć ani wsłuchać. To, co słyszałem, brzmiało tak jak się
spodziewałem, wszystko dość podobnie i na jedno kopyto, ale przyjemnie i
wesoło. Muszę całą płytę przesłuchać, koncert jakiś przy sprzyjającej
okoliczności też zobaczę, ale specjalnie na bilet nie wydam. Ot, radosne
plumkanie.

Pidżamy Porno koncert oglądałem już z dołu i nawet mi się podobało, tyle że
akurat zajmowałem się głownie interakcjami ze znajomymi, więc sporo
przegadałem, łaziłem po placu i w sumie nie skoncentrowałem się na nim. Też
się tu chyba nie wydarzyło nic ponad przeciętną.

Nie ukrywam, że przyszedłem tu na Kult głównie, przeto gdy zaczęli, tom się
ustawił w miejscu w miarę komfortowym i tam trwałem chłonąc to, co się na
scenie działo. A działo się, moim mili, całkiem nieźle! Dwie miało to
wydarzenie części - pierwsza była rewelacyjna, druga, niestety, słaba. Z
mocnym wszakże zakończeniem.

Zaczęło się tradycyjną popeliną: „Baranek”, „Grzesznik”, „Pasażer”. Słaby ten
początek był – szczególnie „Pasażer” w wersji „na 19 klarnetów” brzmi
kakofonicznie. Ostatnio słyszałem to w aranżacji Siouxie and the Banshess i
tam dęciaki są może momentami bigabandowe, ale przynajmniej się kupy
trzymają. Wczoraj bardziej już pasował mi „Pasażer” Pidżamy. W tym momencie
chciałem złośliwie zapytać kiedy w składzie kultu pojawi się puzon? Pojawiła
się też propozycja harfy a nieco później gęśli.

Wszystko jednak się zmieniło, gdy Kazik zapowiedział taki stary utwór, który
wrócił do repertuaru wymuszony przez taką jedną grupę ludzi. „Kasta
Pianistów” rozpoczęła set monstrualny. Nie tylko „Kasta” ale
kolejno „Wspaniała nowina”, „Radio Tirana” i w końcu „Wódka” kazały mi
przeformułować ton pytania o puzon z ironicznego, na pochwalny – bo jeśli z
każdym nowym instrumentem dętym da się te kawałki zagrać w zupełnie nowy
sposób, z zupełnie nową energią, tak że bałem się, że biedny stary budynek
BUWu nie dotrwa do remontu a w drobne chujki pójdzie tu i teraz, to puzon
jest tylko kolejnym, logicznym krokiem! Żarty żartami a energia była
nieprawdopodobna. I do tego dominujący pomarańczowy kolor – nie tylko wśród
publiki najbliższej dominujący, ale też na scenie – ubrania, światła i zawsze
na żółto oświetlona perkusja. To był set monstrualnie pomarańczowy. Po prostu
niebywały. Szczerze mówiąc, to od wielu koncertów Kult mnie niczym nie
zaskoczył, wręczy myślałem, że to się już nie zdarzy a tymczasem wczoraj się
okazało, że wciąż jeszcze mogą. Nie było to może aż takie zaskoczenie jak
pamiętny koncert z Feel-Xem w Parku, ale też zupełnie inne brzmienie miał
wczoraj Kulty niż zwykle. Na sam ten set warto było przyjść na UW.

Ale nie koniec na tym. „Do Ani” z solówkami dętych instrumentów też zrobiło
piorunujące wrażenie, choć po tamtym uderzeniu był tu wyraźny odpoczynek.
Niemniej i ten utwór nabrał zupełnie nowego brzmienia. Tu trzeba przyznać, że
Kazik zabłysnął! Otóż powiedział był, że tą piosenkę obiecał zadedykować
jednej pani od jednego pana, jeno kartki z imionami zapomniał z domu. Moim
zdaniem to był zawodowy trick – w ten bowiem sposób każda z obecnych mogła
sobie przecież pomyśleć, że to o nią chodziło i tym sposobem Kazik
uszczęśliwił był całą żeńską część publiki odwalając za część męską sporą
część rocznej pańszczyzny romantycznych gestów.

„Patrz!” i „Niejeden”, jak zawsze razem, jak zawsze mocne, ale tu bez jakiś
rewelacyjnych zmian w brzmieniu. Dobre.

I tu w notatkach porobił mi się bałagan, więc nie wiem czy nie zmieniam nieco
kolejności kawałków, ale i tak mam opisywać je z osobna, więc nie będzie to
jakąś stratą wielką.

„Czarne słońca”. Najpierw klawisze wypełniły dźwiękiem dziedziniec UW a potem
nastało uderzenie niesamowitej energii – tu nie dęciaki w nowej wersji, ale
zespół jako całość dał wykop całkowity – nie wiem czy to nie był w ogóle
kulminacyjny moment koncertu dla mnie. Pełna moc. Na scenie fiolet i biel –
gdy Kazik śpiewał, że ze złości tu przychodzi, to jakby z tejże jakby siny aż
był, tak wyglądał.

Gdzieś wcześniej chyba była piosenka „Gdy nie ma dzieci” – też z wyraźniej
niż zwykle zaznaczonymi klawiszami, takie mam wrażenie. I to też mi się
bardzo podobało, że gdzieniegdzie słychać je mocniej niż dotąd. Bardzo,
bardzo fajnie brzmi zarówno fortepian jak i organy, nawet jeśli to wszystko
elektronicznie generowane. Przypomina mi się też, że czasami było słychać
jakieś efekty na wokal nałożone... Cóż, szczerze mówiąc, w wypadku Kultu mi
się to nie podoba, nie pasuje mi zupełnie.

„Brooklyńska rada Żydów” w wersji ocierającej się o indyjskie klimaty,
przynajmniej na samym początku to kolejny przykład, że nawet z oklepanego
kawałka można wyciągnąć coś nowego. Bardzo fajnie wyszło.

„Lewy czerwcowy" jarmarczny i kolorowy nie tylko z powodu ferii barw na
scenie, ale w ogóle to taka jest skoczna muzyczka. Ja nie pomstuję na zespół,
ze gra hiciory, szczególnie że poprzedzone owym monstrualnym setem, dla
młodszej publiczności być może nawet niejadalnym, ale ten „Pan Waldek” to mi
się już przejadł zupełnie i myślę, że bez żadnego żalu można go z playlisty
wywalić. Kazik już nawet przestał publice tłumaczyć, jakież to wydarzenia go
do popełnienia tego tekstu zainspirowały były. Ale w końcu Uniwerek, od
publiczności może wymagać, że sama pokuma. Skoro o gawiedzi – zgromadzona jak
zawsze licznie, zachowywała się dość spokojnie, co na Uniwerku, wbrew
pozorom, nie zawsze miało miejsce. Zero ekscesów, choć przyznam, że prawie
nie ruszałem się z miejsca więc coś mogłem przegapić. W ogóle organizacja
jakby lepsza, ludzie chyba nauczyli się wreszcie, że jak wszyscy przyjdą na
raz, tylko na Kult, to nie wszyscy wejdą na czas. Ponoć policja wyciągała
ludzi z kolejki i spisywała – ci to zawsze znajdą sobie rozrywkę, kreatywne
chłopaki.

Ale wracając do wywalenia „Waldka” z playlisty – po co on, gdy prawie wypadły
z repertuaru piosenki Taty! Poza do bólu ogranymi „Barankiem” i „Celiną”
pojawiła się tylko „Królowa Życia” i „Kurwy wędrowniczki”. Przy czym „Celina”
odświeżona chyba, przearanżowana być może po zachwycającej wersji stworzonej
przy okazji „Piosenek Toma Waitsa” zyskała sporo, „Królowa” z solówką Zdunka
stała się zupełnie nowym utworem, wprowadzającym bardzo refleksyjny nastrój
a „Kurwy...” to już były bisy i o tym zaraz. W każdym razie piosenki Taty się
wciąż bronią i to, że ich mniej coraz na koncertach, to żal duży.

Gdzieś tu właśnie zrobiło się wolniej i pojawiło się reggae. Właśnie wtedy
uznaliśmy, że to jest koncert marlejkowy. Raggae brzmiało nam bowiem tak
w „Militaryzacji” jak i „Stabilizacji”, obu „Totalnych” i totalnych
zarazem! „Militaryzacja” była tak hipnotyczna, że można od niej zostać
niepoprawnym pacyfistą było nieomal!

Kolejny kawałek reggaowy to, oczywiście, „Piosenka młodych wioślarzy” tym
razem już całkowicie rozbujana, oderwała mnie w końcu od barierki i kazała,
mimo zmęczenia, poskakać i pobujać się trochę.

Znów całkiem dobrze, lepiej niż poprawnie, zabrzmiały „Arahja” i „Hej czy nie
wiecie”. Kolejność, w jakiej teraz mówię o kawałkach, coraz bardziej
przypadkowa jest.

Kazi
Obserwuj wątek
    • Gość: syntax Re: KULT na UW - recenzja IP: *.tvk.pl / 10.0.2.* 11.05.03, 23:36
      bardzo przyjemna recenzja . pozdrawiam
      • roody102 Re: KULT na UW - recenzja 12.05.03, 10:47
        Dziekuje, Tylko tyle, ze nawet nie zauwazylem, ze mi tej recenzji koncowke
        urwalo w pol zdania!!!
        Oto ciag dalszy:

        Kazik się po koncercie skarżył, że nie było iskrzenia i energii. Widziałem
        wszakże jak do skakania poderwała wszystkich piosenka Ręce do góry i jak tak
        patrzę na dobór repertuaru, to może w tym właśnie tkwi problem, że w sumie
        zabrakło kilku nowszych kawałków po prostu. Gdyby było więcej piosenek
        Taty, "Lewe Loff", "Komu bije dzwon", "Psalm 151", "Krew jak śnieg", "Łączmy
        się w pary" to może publika by się bardziej rozkręciła. Ja sam bym pewnie nawet
        wolał te, niż na przykład "Najbardziej chciany bandyta w Polsce", który do
        repertuaru niespodzianie powrócił po równie niespodzianej śmierci, samobójczej
        ponoć, Jeremiasza B., co jest także odpowiedzią na moje pytanie, kto zacz, ów
        Marian Bączek, czy "Amulet", tu bardzo ostro zagrany, wręcz radykalnie, ale już
        też w kakofonię wpadający. "Amulet" radykalny poprzedził był "Rząd oficjalny",
        który też nie wyszedł tak jak choćby rok temu, gdy refren zawył cały Uniwerek.
        A może to nawet dwa lata temu było, albowiem tedy grano też "6 lat później",
        którego wczoraj, niestety, nie było. To zresztą, oraz "Śmierć poety" (najlepiej
        w wersji takiej jak na październikowych koncertach, z takim kołowrotem na
        perkusji niesamowitym) to dwa kawałki, których mi szczerze zabrakło w tym
        repertuarze, i chętnie bym wyżej wymieniane na nie zamienił. Zresztą to, że
        brak energii wiązał się doborem utworów potwierdzałby fakt, że "Ręce" nie
        wypadły dobrze – Kazikowi głos już wyraźnie siadł w tym miejscu i dalej, mam
        wrażenie, się już z nim zmagać musiał, nie zawsze z sukcesem, ale publika
        właśnie wtedy się dobrze bawiła, gdy grał hiciory, nawet jeśli słabiej już
        śpiewał i nie dął z takim zadęciem w swój dęciak. Z "Salonu" też bym wybrał
        inne kawałki. Osobiście to bym "Bandytę" i "Amulet" na "Sen Bruna S." i, na ten
        przykład, "Forum intenetowe" zamienił.

        Po "Ręcach" była jedna z wielu piosenek zaczynających się od
        słowa "Dziewczyna", tym razem ta z wadą w uzębieniu. Strasznie lubię ten
        kawałek, ale wczoraj zabrzmiała ona matowo i chujowo, i nawet czerwona lampa na
        Kaziku nie mogła nadrobić – tym razem efektu nie było. Takoż bez energii tym
        razem wyszła "Dolina", za to "Zgroza" zagrana była w wersji progresywnej,
        bardzo, bardzo wkręcającej. Kolejna wielka niespodzianka tego koncertu, mówiąc
        szczerze. Przeciwnie, nie zachwyciło wcale, "Oni chcą ciebie" i "Parada
        Wspomnień".

        Bisy zaczęły się "Polską", która zawiodła zupełnie moje oczekiwania, bowiem 4
        dęciaki w niej to już po prostu za dużo. Co było do przewidzenia, w tym secie
        dalej szedł "Konsument"; tu z kolei solo dobre, ale zupełnie spada tempo w ich
        czasie – nie na tą chwilę koncertu są te eksperymenty moim zdaniem. "Po co
        wolność?" wypadła cienko, że raczej zapytałbym w takim razie po co "Wolność" na
        tym koncercie zagrana była? A może to ja już zmęczony tą energią z pierwszej
        części byłem? "Krew Boga" bez echa przeszła i tym się pierwsze bisy zakończyły.
        Cały ten set w ramach eksperymentu można by kiedyś wywalić z repertuaru.
        Radykalne to posunięcie by było, ale gdyby zamiast nich dać coś, czego drzewiej
        nie było?

        Set dodatkowy, drugi to zakończenie jednak z klasą niepodważalną! "Dom
        wschodzącego słońca" zaczął się od porażki – współpraca z publiką i dyrygowanie
        nią nie dało zamierzonego efektu. I gdy już myślałem, że to z braku sił tak
        Kazik czyni, ten się odwinął z grubej rury, i kawałek ten, który w mojej skali
        też się do nad wyraz oklepanych zalicza, zaśpiewał tak, że ciary przeszły bez
        lipy! Oj! Takoż oj! wypadły "Kurwy wędrowniczki". A zaraz po nich kawałek,
        który mam zanotowany jako "o.Mega!" czyli kolejna "Dziewczyna", tym razem "o
        perłowych włosach". I z marszu, na koniec, "Sowieci" z towarzyszeniem perkusji,
        co więcej, Kazikowi głos się nie załamał w tym ostatnim secie chyba ani razu.

        No i tyle tego było wczoraj.

        Mnie się bardzo podobało. Powiem więcej, to był jeden z ciekawszych koncertów
        Kultu, jakie widziałem, a mam, że tak powiem, do czego porównać. Tomek Glazik
        wniósł do niektórych kawałków naprawdę zupełnie nowe brzmienie, niektóre
        aranżacje są po prostu obłędne. Cieszy mnie, że w monstrualnym secie znalazło
        się aż tyle starych kawałków, które zyskały zupełnie nową energię. Co więcej,
        siła pierwszej części koncertu pokazuje, że rock się na pewno nie skończył, co
        ostatnio było dyskutowane w innym wątku. Kult zaś, jeśli się nawet sprzedał [;-
        )], to pieniądze godnie pochwały zainwestował, bo brzmienie swoje zmienia i
        rozwija nieustannie. Już wspomniałem, że najbardziej oryginalnym brzmieniowo
        był koncert w Praku, w 1998 czy 99 roku, z Feel-Xem. Ten zaś sytuuje się zaraz
        za nim, w samej czołówce koncertów niesamowitych. I tylko jedną mam uwagę –
        żeby z repertuaru wywalić te kawałki, co to nawet dodatkowy dęciak nie zmienia
        faktu, że do bólu oklepane są a w zamian wstawić może nawet niemniej oklepane,
        ale lepsze, które być może i publiczność by bardziej poderwały. Chociaż jeśli
        publiki nie ruszył set "Kasta-Nowina-Tirana-Wódka" to już jej pewnie niewiele
        może pomóc. Martwi tylko, że Kazik w drugiej połowie koncertu momentami
        wyraźnie bez formy był i tylko nadzieja taka, że to chwilowe.

        I to by było na tyle moich wrażeń, całkiem jeszcze świeżych.
    • astir Re: KULT na UW - recenzja 11.05.03, 23:42
      Mógłbyś wstrzemięźliwość większą tej recenzji zachować dla pozawarszawskich
      peryferiisad(

      ps. pozdowienia dla puzonu w kolorach pomarańczowo - fioletowych!
      • roody102 Re: KULT na UW - recenzja 12.05.03, 10:48
        > Mógłbyś wstrzemięźliwość większą tej recenzji zachować dla pozawarszawskich
        > peryferiisad(

        Nie rozumiem.

        Roody
        _______
        ... nie martw sie chuopaku, dostaniesz dziauke w iraku...
        PVEK.blog.pl/
    • Gość: sunny Re: KULT na UW - recenzja IP: 213.17.133.* 12.05.03, 08:39
      Wiele razy Kult w życiu widziałam, ale może by tak jeszcze raz...?

      ____

      Tall cans in the air
      • Gość: Lapusz Re: KULT na UW - recenzja IP: *.crowley.pl 12.05.03, 08:51
        Jak zwykle się nie zawiodłem, jeszcze zmęczon jestem.
      • Gość: fan_negatyw kiedy odejdzie ten tlusty trybun na emeryture? IP: 62.233.211.* 12.05.03, 09:42
        no kiedy?
        • Gość: Lapusz Re: kiedy odejdzie ten tlusty trybun na emeryture IP: *.crowley.pl 12.05.03, 09:44
          A co Cię to obchodzi??? A kiedy Ty odejdziesz???
        • astir Re: kiedy odejdzie ten tlusty trybun na emeryture 12.05.03, 10:47
          są ludzie i ludziska
          brunetki i blondynki
          trybuni i eunuchowie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka