cze67
20.07.03, 18:00
Chodzi o instrument, którego użycie na płycie powoduje, że za kilka,
kilkanaście lat słucha się jej jak zabytku.
Według mnie takim instrumentem są szeroko pojęte "klawisze", może bardziej -
syntezatory. To przez nie większość znanych mi progresywnych zespołów lat 70.
i 80. - Genesis, Yes, Emerson, Lake and Palmer (przede wszystkim oni), Rush
czy Marillion (tak, tak) brzmi dzisiaj w moich uszach dosyć/bardzo
archaicznie.
Taka np. płyta Union połączonych sił Yes z 1991 roku właśnie przede wszystkim
dzięki użyciu klawiszy jest według mnie obecnie kompletnym starociem, podczas
kiedy o dwa lata wcześniejszy New York Lou Reeda i za 20 lat będzie w miarę
świeży. Ale co tam - Lou Reed! Pierwszy Velvet Uderground jest
"nowocześniejszy" niż młodsze od niego o niemal 20 lat utwory Genesis z
Invisible Touch.
Żeby było jasne - ja nie deprecjonuję tej "zabytkowej" muzyki. Ja ją (z
wyjątkami) uwielbiam! Twierdzę jedynie, że "elektryczne klawisze" są
instrumentem o wiele mniej uniwersalnym, bardziej osadzonym w konkretnym
czasie, niż np. (a może przede wszystkim) gitara.