jasiek666
22.07.03, 09:06
Jeżeli ktoś wziął na poważnie wczorajszą dyskusję o marylyjonie i moich
ewentualnych z nim pozamuzycznych skojarzeniach, oraz to do czego ona w
efekcie doprowadziła, to pragnę mu serdecznie podziękować, gdyz wlasnie
dzięki temu ubaw jaki mieliśmy obrzucając się dla zabawy wzajemnie
wyzwiskami był jeszcze większy.
Prawda jest bowiem taka, iż forumowicze z TWA kochają się szczerze wzajemnie,
a także kochają szczerze znakomitą większość forumowiczów niezrzeszonych w
TWA (tu zainteresowani mogą zgłosić votum separatum). Ja natomiast pomimo
niesłuchania rzeczonego ansamblu na co dzień, darzę jego twórczośc ogromnym
szacunkiem i nigdy w życiu nie określiłbym go na poważnie takim właśnie
określeniem.
A po co żeśmy to zrobili ? Odpowiedź jest wbrew pozorom bardzo prosta: a
cholera wie. Może z nudów, może ot tak sobie, a może dlatego żeby poziomem
dyskusji nie odbiegać zbytnio od innych forów dyskusyjnych, na których
obrzucanie się błotem jest normą i standardem. Albo dlatego, ze ostatnio
nader często było głośno o tym, ze się tylko adorujemy i nic więcej. No to
przestalim się na chwile adorować. Nawet dość radykalnie i drastycznie.
Aha, na koniec jeszcze pragnę we własnym imieniu serdecznie przeprosić
wszystkich ewentualnych urażonych, obrażonych i zniesmaczonych żenującym
wręcz w poziomem dyskusji. A najbardziej kompletnie nieznaną mi osobę o nicku
mapmuh.
Pozdrawiam,
Jasiek