vulture
23.07.03, 00:05
Do założenia tego wątku zainspirowało mnie wspomnienie o zespole Supertramp.
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych i nieco potem działało kilka grup,
które - moim zdaniem - mimo ambicji tworzenia czegoś więcej, niż tylko zwykły
pop, nie mierzyły sił na zamiary i wychodziło im bardzo dziwne coś. Mam tu na
myśli n.p. zespół STYX - miotali się między przesłodzonymi pościelówkami
("Babe", "Show Me The Way"), elektronicznymi nownikami ("Mr Roboto") czy
połączeniami brzmień akustycznych i elektronicznych ("Sing FOr The Day"), a
poprockową przebojowością ("Blue Collar Men [Long Nights]"). Efekt był, no,
taki se. Zamiast rozmachu w stylu chociażby Queen słuchacze otrzymywali
soundtrack do salonów gier w wesołych miasteczkach. Jakoś tak mi się to
kojarzy. Inne dla mnie tego typu formacje to Sparks czy 10 CC.
Czy dzisiaj taka muzyka odbierana jest jako wyłącznie relikt tamtych czasów,
czy szlachetnieje z upływem lat? Kupiłem kiedyś składankę Styx i w zasadzie
lekko mnie irytowała, a miejscami śmieszyła.
Znacie może inne takie zespoły, których efekt pracy nieco rozmijał się z
ambicjami? Zaznaczam, że chodzi mi o STARE grupy a nie n.p. Ich Troje. Może
podacie kilka innych nazw, których teraz sobie nie mogę przypomnieć, a
które 'klimatycznie' pasują do w/w opisu?