Dodaj do ulubionych

D O W N I I

IP: *.retsat1.com.pl 28.08.03, 18:22
Zamieszczając jakiś czas temu na forum tekst o zespole Down, w którym
zamieściłem krótką recenzję ich debiutanckiej płyty „NOLA”, odgrażałem się iż
powrócę kiedyś z recenzją ich drugiej płyty. Dziś spełniam swoją groźbę i oto
ona: recenzja Down II

Po spektakularnym sukcesie debiutanckiego krążka, fani Down zmuszeni byli
czekać aż 7 lat na kolejne wydawnictwo all-star bandu pod batutą Phila
Anselmo. W reaktywowanym na początku 2001 roku składzie doszło do dwóch
zmian. Funkcję basisty przejął z rąk Todd`a Strange`a kolega Phila z Pantery
Rex Brown. Ponadto do składu oficjalnie dołączył gitarzysta i wokalista
Crowbar Kirk Windstein, zaangażowany w Down jeszcze podczas nagrywania
debiutu. Ostatecznie w 2002 roku światło dzienne ujrzała długo oczekiwana
następczyni „NOLA” – „Down II (a bustle in your hedgerow)”.

Głównym kompozytorem całego materiału był Pepper Keenan, który przedłożył tym
razem wolne i ciężkie sabbathowe riffy, nad bluesowe zagrywki, które
zdominowały jedynkę. Sporym zaskoczeniem dla fanów Pantery, Crowbar czy
C.O.C., mogą być za to liczne wolne, melancholijne i bardzo melodyjne
wstawki, czy też (o zgrozo!) akustyczne ballady! Jednakże to właśnie one
stanowią o sile tej płyty i sprawiają iż wyróżnia się ona spośród zalewu nu-
metalowej sztampy.

Niestety największym wrogiem Down okazał się ich debiut. NOLA porażała
wszystkich swoją oryginalnością i świeżością spojrzenia na utykający w
połowie lat 90-tych metal. Tymczasem dwójka jest solidnym, bardzo dobrze i
ciekawie zagranym albumem, pozbawionym niestety oryginalności. Cała płyta
brzmi trochę tak jakby została nagrana przez... Black Sabbath lat `70-tych.
Czytałem recenzję tej płyty gdzie za głównego winowajcę uznano właśnie
Keenana, który skomponował utwory nie odbiegające zasadniczo od dokonań jego
macierzystego Corrosion of Conformity. Nie znam ostatnich nagrań C.O.C., więc
nie będę zajmował stanowiska, ale... coś w tym chyba jest...?

Utwory na płycie można pogrupować na „mocne” i „balladowe”. Te pierwsze są
bardzo psychodeliczne, klimatem mocno utrzymane w latach 60-tych i 70-tych.
Bardzo wyraźnie słychać wpływy Black Sabbath i Led Zeppelin. Najlepszym
przykładem mogą być tu „Ghosts along the Mississippi”, „Beatifuly
Deppressed”, czy okraszony dźwiękiem organów hammonda „Stained glass cross”.
Są to bardzo fajne, mocne utwory, niestety wciąż pozostające w cieniu tych z
jedynki... No może za wyjątkiem „Ghosts along...” moim zdaniem najlepszego na
płycie. Jeśli chodzi o utwory „balladowe” to najmocniejszym punktem jest bez
wątpienia „Learn from this mistake”, którego jedyną wadą jest to że
przypomina nieco „Planet caravan” Sabbsów (i który został nagrany przez
Panterę na „Far beyond driven”wink. Jakkolwiek bardzo życzyłbym sobie aby
większość nagrywanych utworów (niekoniecznie ballad) cechowała taka wada!
Bardzo ciekawy jest „Where I`m going”, którego słuchanie przywołuje obraz
rozległych mokradeł i pustelni w której Phil śpiewa do akompaniamentu gitary.
Znajduje się tu również jeden stricte bluesowy kawałek, „Lies, I don`t know
what they say, but...”

Na osobne wyróżnienie zasługuje monumentalny, 10-cio minutowy „Landing on the
Mountains of Meggido”, klimatem przypominający chociażby „No quarter” Led
Zeppelin. Dźwięki akustycznej gitary przerywają w refrenie (?)
perkusyjne „grzmoty”. Jest to wspaniała epicka opowieść, ubrana w porywające
dźwięki gitar, różne tajemnicze dźwięki przemykające w tle, okraszone bardzo
melodyjnym i wysokim (jak na niego J głosem Phila. Doprawdy warto poznać tą
płytę chociażby dla tego kawałka!

Podsumowując, II-ke Downa należy oceniać na dwa sposoby. Jeżeli ocenimy ją z
perspektywy całego rynku muzycznego, otrzymałaby ona wg mnie mocne 4+ (na 6).
Niestety w momencie skonfrontowania jej z debiutem, ocena drastycznie spada.
3+ to naprawdę maksymalna nota jaką mogę jej dać... Down II czerpie pełnymi
garściami z dokonań w/w BS i LZ, nie dając niestety nic od siebie... Brakuje
trochę tego ognia i świeżości jakimi okraszona była NOLA.

PS1: Wymieniając najciekawsze utwory zapomniałem o „The seed”! To świetny
kawałek!

---
Dla wszystkich nowych, bądź bliżej niezorientowanych w temacie, zamieszczam
link na moją wcześniejszą story o Downie.

www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=6823188&a=6823188
Obserwuj wątek
    • Gość: Sugar Southern Isolation IP: *.retsat1.com.pl 28.08.03, 18:24
      Pisząc ten tekst pomyślałem że warto byłoby przy okazji wspomnieć coś na temat
      innego projektu Phila – Southern Isolation. Projekt ten zainteresuje zwłaszcza
      tych, dla których Down II to płyta roku!

      Każdy kto zasłuchiwał się godzinami w takie utwory jak „This love”, czy „Throes
      of rejection” Pantery, zastanawiał się z pewnością choć raz, czy temu biednemu
      Philowi uda się w końcu znaleźć jakąś bratnią (żeńską!) duszę na swojej drodze
      życia. Drogie wielbicielki talentu Phila Anselmo! Mam dla was złą wiadomość!
      Phil już znalazł tą jedyną! Na dodatek ona całkiem fajnie śpiewa...

      SI odkryłem zupełnie przypadkowo przy pomocy allmusic.com. Jak dotąd wydana
      została jedna EP-ka (tzw. selftitled) na której znalazły się 4 utwory,
      utrzymane w (uwaga!) folk-gotyckim klimacie. Mówiąc wprost, są one akustyczne!
      Niestety miałem okazję usłyszeć tylko dwa z nich, ale wywarły one na mnie na
      tyle pozytywne wrażenie, iż postanowiłem przedstawić ten zespół (duet?)
      szerszej publiczności.

      SI tworzą państwo Phil i Opal Anselmo. Opal jest podobno znaną i cenioną
      wokalistką folkową, stąd też może pomysł aby spróbować połączyć swoje siły i
      nagrać coś wyjątkowego. Phil gra na gitarze, udowadniając iż jest nie tylko
      świetnym wokalistą, ale również gitarzystą. Utwory (2 które słyszałem)
      okraszone są delikatnymi, melodyjnymi mini-solówkami. Głos Opal jest głęboki i
      bardzo zmysłowy. W tle pojawia się również pianino i organy hammonda (ale nie
      wiem kto na nich gra?). Na allmusic.com przyrównano materiał z EP-ki
      do „Hollow” Pantery pozbawionej mocnych gitar. Szczerze mówiąc jest to dość
      trafne porównanie. Udało mi się dotrzeć jedynie do „Come Back and Let Me In”
      i „Bluebird”, ale może komuś uda się ściągnąć coś więcej J

      Mam tylko pewne wątpliwości co do reszty obsady tego projektu. Całość nagrali
      wspólnie państwo Anselmo, ale w oficjalnym składzie widnieją również Kirk
      Windstein (autor wszystkich utworów) i Jimmy Bower z Crowbar/Down.

      I to by było na tyle...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka