Zaciekawiło mnie, ile tego typu przypadków pojawiło się w muzyce rockowej:
powstaje zespół, nagrywa jedną, co najmniej bardzo dobrą płytę, po czym z
różnych względów kończy działalność. Ja znam "osobiście" trzy takie
przypadki: Blind Faith, 801 i Thunderclap Newman. Pomóżcie i podajcie swoje
typy, najlepiej to, co słyszeliście na własne uszy