vulture
24.10.03, 05:50
To zabawne określenie napotkałem po raz pierwszy ładnych parę lat temu
w „Tylko rocku”. Użył go wówczas Kazik Staszewski w stosunku do zespołów,
których twórczość nie jest pozbawiona dużej dawki tzw. wieśniactwa. Padło
wówczas kilka nazw grup, grających melodyjny rock bądź softmetal, których
upozowani wokaliści pełnym zaangażowania głosem wyśpiewywali dość banalne
treści na tle prostego, by nie rzec prostackiego podkładu gitarowo-
klawiszowego.
Nie mam pojęcia, kto użył określenia „rock rolniczy” po raz pierwszy, ale że
ostatnio mi się ono przypomniało, postanowiłem je wskrzesić na forum. Może
przypomni nam się wspólnie kilka zabawnych zespołów.
Przyzwoitość nakazuje, bym podał własne przykłady. No to najpierw zza granicy:
WHITESNAKE - Zespół Davida Coverdale (eks-Deep Purple), którego wokalista z
płyty na płytę coraz bardziej przypominał pudla z tlenioną sierścią. Grupa,
której repertuar polegał głównie na dość prostych utworach heavyrockowych,
opisujących sprawy damsko-męskie (udało się przy tym wylansować parę
przebojów). Formacja, w której zarabiało i marnowało się jednocześnie sporo
wybitnych muzyków (Jon Lord, Ian Paice czy chociażby Cozy Powell). Grupa,
która niestety zdecydowała się ostatnio na powrót na estradę...
A teraz przykład rodzimy:
IRA – radomska grupa, czerpiąca pełnymi garściami z dorobku grup typu Bon
Jovi (które samo w sobie jeszcze takie strasznie wieśniackie nie było).
Upozowany na wielkiego metalowca Artur Gadowski udawał przy mikrofonie
hybrydę Axla Rose i Johna Bon Jovi, wyśpiewując teksty typu „Bierz mnie”
czy „Mój dom”. Ira po reaktywacji przestała być wprawdzie reprezentantem
rocka rolniczego (bo przestała być rockowa, hehe), co nie znaczy, że nie jest
wieśniacka.
Jakieś inne przykłady grup, grających podobnie?