Dodaj do ulubionych

Ratibor O/S.

20.02.06, 21:19
Znam różnych raciborzan
Henryk Waniek 17-02-2006 , ostatnia aktualizacja 17-02-2006 12:42

Na ścianie mojej pracowni, wśród wielu innych rzeczy, wisi skromny kafelek z
herbem, pewnie kopia niemieckiego oryginału, bo na wstędze można przeczytać -
RATIBOR O/S. W lewym polu połowa piastowskiego orła śląskiego, żółtego na
niebieskim tle. Na prawym połówka koła. Możliwe, że to aluzja do specjalności
dawnych rzemieślników-kołodziejów i kuźników wykuwających obręcze. Dostałem
ten
kafelek od moich raciborskich przyjaciół - ona z rodziny lwowskich
osiedleńców,
on z Rozwadowa nad Sanem. Oboje zawzięci patrioci lokalni, oddani Raciborzowi.

Znam różnych raciborzan. Jedni urodzili się na dzisiejszej Litwie, inni na
dzisiejszej Ukrainie. A jeden nawet na Cejlonie, jak honorowy obywatel
Raciborza Herbert Hupka, którym niegdyś straszono członków TPPR (oraz
pokrewnych towarzystw). Skoro mieszkańcy Raciborza pochodzą z tak różnych
stron, jakże miałbym nie wspomnieć o pewnej raciborzance, która na lata 1909-
1934 przeprowadziła się do Gliwic, ale później powróciła tutaj i od tego
czasu
mieszka stale przy ulicy Chopina, w dawnym kościele Dominikanek, przerobionym
na Muzeum Okręgowe. Jest z pochodzenia Egipcjanką i ma niezmiennie 20 lat,
mimo
że urodziła się w IX wieku przed Chrystusem. Mam oczywiście na myśli słynną
mumię dziewczyny, którą baron von Rotschild podarował raciborskiemu
Królewskiemu Gimnazjum Ewangelickiemu w roku 1860, a która dziś jest główną
atrakcją miejscowego Muzeum.

Ale oczywiście są wśród raciborzan także rodowici Ślązacy z tych 3000 ludzi,
którzy pozostali i przeżyli tragiczny dla tego miasta próg roku 1945. Była to
mniej niż jedna dziesiąta przedwojennej populacji. Wehrmacht bronił miasta
tak
zaciekle, że tylko w dwóch ostatnich dniach przed wejściem Armii Czerwonej 29
i
30 marca 1945 roku większość budynków legła w gruzach. Szacowano, że zostało
zrujnowanych 80 procent budynków, więc poniekąd Racibórz należało budować na
nowo. I tak się stało, chwała Bogu, bo przecież Racibórz (i w ogóle ziemia
raciborska) jest jednym z największych skarbów Górnego Śląska. Z tą okolicą
niezmiennie będą się kojarzyć wielki Joseph von Eichendorff oraz Arnold
Mendelsohn, uznawany za odnowiciela ewangelickiej muzyki kościelnej.

W dwudziestoleciu międzywojennym ziemia raciborska dała wiele wybitnych
postaci, wpisanych w dzieje polskiego Górnego Śląska. Z Kuźni Raciborskiej
pochodził dr Alfons Górnik, pierwszy polski prezydent Katowic. I również z
Kuźni Raciborskiej, choć tak odmiennego charakteru, był jego następca Adam
Kocur. Tym bardziej nie mogę przemilczeć Arki Bożka z podraciborskich
Markowic,
tragicznego obrońcy Ślązaków przed dziką, powojenną "polonizacją".

Mgliście pamiętam, że we wczesnym dzieciństwie spędzałem letnie wakacje
gdzieś
w pobliżu Raciborza. A jeśli tak nawet nie było, to już w ogóle nie rozumiem,
skąd mi się wzięły te sny, w których przeżywałem zagmatwane przygody w tym
mieście. Ale przez długie lata nie było okazji ani powodu, by wreszcie
pojechać
i obejrzeć Racibórz z bliska i głębiej, mimo że mnie zachęcały fotografie czy
nawet znaczki pocztowe ze stylowymi kamienicami w rynku, tak popularne w
latach
50. Zdobywałem coraz więcej wiedzy o dziejach i współczesności Raciborza i
było
to wszystko bardzo kuszące, ale - wstyd przyznać - dotarłem tam dopiero pod
koniec lat 80. I stało się tak, że od tego czasu Racibórz uważam za
najbardziej
mityczne z miast górnośląskich. W końcu sierpnia roku 1992 z powodu
szalejących
pożarów nie udało mi się dotrzeć do Rud Raciborskich. Chciałem to zrobić,
idąc
śladem zagadkowego rękopisu z XIII wieku, znanego jako Katalog Magii Rudolfa,
którego ślad prowadził do tutejszego opactwa cystersów. Dopiero rok później
przekonałem się, że po całej wspaniałej przeszłości Rud pozostały ruiny.

Gdy stajemy przed zgliszczami - jakiekolwiek by one nie były - zawsze odzywa
się patos przeszłości. Po tej najdawniejszej, o której nieśmiało mówią nam
legendy, nie ma żadnych materialnych śladów. Ale skądś przecież wiadomo, że w
III i IV wieku po Chrystusie w miejscu późniejszego Raciborza znajdowała się
stolica Kwadów, germańskiego ludu, którego wojownicy zaciągali się chętnie do
legionów Trajana i Marka Aureliusza. Późniejsze dzieje są już dobrze
udokumentowane. Z "Kroniki Polskiej" Galla Anonima dowiadujemy się, że w
końcu
roku 1108 na Racibórz napadli i zagarnęli go rycerze Krzywoustego, z czego
jasno wynika, że wtedy był jeszcze miastem morawskim. Późniejsza historia
wiąże
już Racibórz ściśle z dziejami Śląska. Co ciekawe, w 1241 roku miasto
dwukrotnie odparło nawałnicę tatarską, której uległ nawet dużo większy
Kraków,
a także miasta śląskie.

Dalsza kolej rzeczy znana jest dobrze z historii powszechnej. Wtulony między
Czechy a Śląsk, Racibórz (prawa miejskie od 1235 roku) był jedną z wielu
śląskich oaz, gdzie rzemiosło, handel i kultura rozwijały się ponad różnicami
języków i polityki. Pod panowaniem austriackich Habsburgów znajdował się do
roku 1743, gdy większość Śląska została podbita przez Prusy. Ludność polska i
morawska zamieszkiwała przede wszystkim okoliczne wsie. W samym mieście
przeważał język niemiecki, ale stosunki między różnymi narodami układały się
harmonijnie, aż do czasów kulturkampfu, to znaczy do lat 80. XIX wieku.
Obecność polskiej tradycji potwierdzają fakty, między innymi to, że pruskie
władze publikowały zarządzenia w języku polskim, a urzędnicy zmuszeni byli
znać
ten język.

W latach ostatnich rysuje się tendencja do zacieśniania stosunków ponad
granicami. Z Raciborza do czeskiej Opawy to żadna doprawdy odległość. Jedno i
drugie miasto uważają się za silny ośrodek śląskości. Tak jest - w Opawie
Teatr, Muzeum i Uniwersytet także nazywają się "śląski", a na rękawie każdego
policjanta możemy zobaczyć ten znany emblemat - żółto-niebieski piastowski
orzeł śląski. Że Racibórz jest zjawiskiem transregionalnym, to można również
zauważyć w Warszawie. Stało się już trwałą tradycją, że w dorocznych,
opłatkowych spotkaniach Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie
występuje "akcent raciborski". Wypieczone w Raciborzu wspaniałe kołacze, tego
samego dnia, wraz ze słodyczami raciborskiego Mieszka umilają spotkanie
Ślązaków.

miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,3169315.html


---------------------------------------------------------
FYRLOK robi zamiyszanje :
www.nur-ein-euro.de/shop/images/artikel/aq2273.jpg
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka