lew1961
10.10.07, 08:57
„Pojedziemy na łów…”
Mamy wybory. Kolejne. Tym razem do upolowania jest kasa
parlamentarna.
Tak jak przypuszczałem, niektórym trafi się kąsek w przyśpieszonych
wyborach.
Tu i ówdzie widać już ruchy pobudzonych kundli, wabionych farbą
mamony.
Na początku jest sygnał, odprawa, chrzest bojowy, losowanie
stanowisk i obwodów oraz pasowanie (na listach wyborczych).
Oczywiście dla gapiów przedstawiany jest inny regulamin gonitwy.
Jest odpowiednia oprawa łowów (program wyborczy), są pompatyczne
deklaracje, ślubowanie (obietnice wyborcze), są przedbiegi i hasła
(prawybory), są spotkania towarzyskie (wiece wyborcze), są pikniki
(kiełbasa wyborcza), są towarzyszące akcje charytatywne (ochłapy dla
ubogich), jest reklama wyścigów (bilbordy), jest granie na rogu…
ulicy (discopolo). Jest zabieganie o względy trendowatych mediów i
modły o wsparcie imprezy przez znośne autorytety publiczne. Są
rankingi championów i prezentacja dotychczasowych trofeów. Są mocne
drużyny, są doraźne sojusze i są różne koligacje.
Ceremoniał rozpoczyna stanie na ambonie. Potem jest tropienie i
ściganie. Są kłusownicy, naganki, polowanie na prowadzących,
eliminowanie konkurencji i podkładanie świni zamiast młodej łani.
Jest dziczyzna. Są szybkie charty i głodne wilki. Są orły i chmara
jeleni. Są opierzone kaczki, są stare lisy i młode jastrzębie. Są
byki łosi, szaraki i cielęta. Są tchórze i jest wycie skunksów.
Wkrótce będzie pokot, znakowanie i koronacja. Spijanie miodu,
spółkowanie pod stołem i kac moralny. Jak zawsze po fazie
delektowania się ucztą zwycięstwa przyjdzie czkawka na płochaczy.
Czkawka wyborcza dla zziajanego elektoratu...
Grzegorz Niedźwiecki