moniczka8
10.11.03, 22:44
juz czwarty rok nie mialam okazji zawitac do Jeleniej na barszczyk i uszka,
sama sobie jestem winna bo odwiedzam rodzinke w lecie- no ale trafiam na
dobre truskawki i pierogi z jagodami. Zawsze mi jednak smutno, gdy zblizaja
sie Swieta, wszyscy znajomi rodacy pakuja plecaki i w samolot... W tamtym
roku postanowilam jednak zrobic prawdziwa Wigilie- no moze raczej namiastke
ale checi mialam dobre. Pojechalam na Hammersmith w zachodnim Londynie
zakupic uszka z barszczem itp itd smakolyki, najpierw koczowalam przed
sklepem pol dnia by nabyc takie uszka-miniaturki za kolosalna kase, wrzucilam
tez do torby makowiec i inne rzeczy; dotarlam do domu i zabralam sie do
dziela. Na Wigilie przyszli znajomi- 4 Australijczykow, 2 z RPA i 2 Anglikow
(plus maz tez z RPA)no i jeden rodzynek kuzyn z Polski. Zarelko wyladowalo na
stole, najpierw uszka- wszyscy patrza zszokowani na zupe w kolorze krwi, cos
tam w niej plywa ale co to... zaskoczenie na twarzy pelne ale chyba trzeba
sprobowac. Kazdy, a owszem, przelknal pol uszka, kiwal glowa i sie zachwycal
ale reszty nie dotknal. Mi z kuzynek serce sie kraje, bo niecodziennie uszka
z barszczem sie je, wiec chylkiem do kuchni z talerzami wybylismy i
pochlonelismy pozostalosci. Ok, czas na kutie, a potem deser- makowiec.
Zdziwienie na twarzy osobnikow zasiadajacych do wierzeczy- jak to mak,
wszystko z makiem, w zeby wchodzi, w ogole co to za pomysl? Usmiechy od ucha
do ucha, gryzek kutii, gryzek makowca, dziekujemy panstwu, przepyszna
kolacja. Dobrze, ze moj maz cos tam z lodowki wygrzebal, bo im w brzuchach
burczalo. Ale ja z kuzynem mielismy ucieche przez tydzien. A jeszcze sobie
nabylam Kubusia i Princesse i fajnie bylo:)
Pozdrowienia z kraju, gdzie w zimie nie ma sniegu, ludzie Wigilii nie
obchodza a prezenty sie dostaje rano w pierwszy dzien swiat!