Dodaj do ulubionych

Problem z młodszym dzieckiem

20.03.14, 09:18
Mam dwoje dzieci - syn lat 10 i córka lat prawie 7.
Syn jest dzieckiem niepełnosprawnym. Córka zdrową, rezolutną dziewczynką.
Syn z racji swej niepełnosprawności wielu rzeczy sam nie robi (jest niepełnosprawny ruchowo a intelektualnie na poziomie 5 lat).

Tyle jeżeli chodzi o wstęp. Mam problem z córką. Problem to może za duże słowo, ale nie zawsze wiem czy postępuję w stosunku do niej prawidłowo i chciałabym byście Wy spojrzeli na to obiektywnie.

Córka jest samoobsługowa. Wiele rzeczy robi sama i nie sprawia jej to problemu. Ale np. rano przed wyjściem do szkoły nie chce się sama ubierać (bo jej brat jest ubierany). Oczywiście pomagam jej w ubieraniu, trochę ona sama, trochę ja. To chciałabym zmienić, ale jest sprzeciw z jej strony. A wiem, że jak chce to szybko i sprawnie się ubiera.

Kolejny problem jest z noszeniem tornistra. Dlaczego ja noszę tornister jej brata, a jej nie. Nosi oczywiście go sama, ale zanim zejdzie z 2 piętra to minę ma taką zbolałą jakby co najmniej plecak kamieni niosła (w plecaku nosi minimum rzeczy). I czuję, że ona ma żal do mnie za nierówne traktowanie.

Sprzątanie ze stołu czy pomoc w nakrywaniu do stołu - dlaczego ona ma pomagać, a brat nie. Oczywiście nie robi tego codziennie, bardziej okazjonalnie, ale problem zawsze jest. Brat nie może nosić, bo z racji niepełnosprawności nic by nie doniósł.

Generalnie mam odwieczny problem z tłumaczeniem jej, dlaczego chociaż jest młodsza od brata to wymagam od niej więcej niż od starszego brata. Od syna wymagam tyle na ile pozwala jego stan.

Córka wie, że jej brat jest inny niż inne dzieci. Kocha go, pomaga mu. Czasem muszę ją stopować, bo syn by się czegoś nauczyć musi to po prostu sam robić.

Nie bardzo wiem, jak dużo mogę od niej wymagać, a co mogę jej odpuścić. Ona uważa, że skoro jej brat jest starszy to też powinien robić to co ona.

Córka pomimo tego iż jest młodsza od brata, traktowana jest jakby była od niego starsza (a raczej jakby on był młodszy do niej). Więcej od niej wymagam, ale też ma więcej przywilejów.


Obserwuj wątek
    • Gość: bb Re: Problem z młodszym dzieckiem IP: *.elpos.net 20.03.14, 09:40
      no coz masz duzo do stracenia bo kto dochowa brata oraz ciebie gdy juz bedziesz stara?

      moze byc tak ze:

      - corka jak tylko bedzie samodzielna to ucieknie od ciebie i braciszka bo bedzie miala dosc bycia sluzaca a milosc rodzinna nie bedzie w stanie wynagrodzic jej zjeahbanego dziecninstwa

      - corka zostanie i bedzie opiekowac sie bratem gdy ty juz nie dasz rady (oraz toba) chyba sie bardziej usmiechasz na taka mozliwosc, co nie xD

      w ogole to gdzie w tym wszystkim jest tatus?

      a dlaczego brat nie doniesie? moze kup plastikowe talerze

      pomysl co bedzie gdy brat bedzie mlodziencem, doroslym a corka troche dorosnie i zrozumie, z kochanego braciszka z dziecinstwa pozostal tylko upierdliwy dorosly przy ktorym bedzie miala wiecej roboty bo mamusia karze i bedzie smutna jak corka nie wykona jej "próśb"

      zawsze mi zal takiej rodziny niepelnosprawnych bo pod plaszczykiem poprawnosci politycznej i milosci rodzinnej wychowuja sie ludzie-sluzebnicy
      • izabela1976 Re: Problem z młodszym dzieckiem 20.03.14, 20:27
        Kto będzie chował syna po naszej śmierci? Jeszcze do końca nie wiem, ale tą osobą na pewno nie będzie moja córka. Nawet jeśli będzie chciała to robić to postaramy się jej to wyperswadować..

        Staram się by dzieci kochały się i na tyle były zżyte by jak nas zabraknie córka miała na uwadze co dzieje się u brata (chodzi mi o dzwonienie, zaproszenie na obiad np. raz w miesiącu itd.), ale nie musiała poświęcać swojego życia dla brata. Chciałabym by był obecny w jej życiu, ale nie żeby był najważniejszy w jej życiu.

        I tak, córka nie jest służącą w naszym domu. Staram się od niej wymagać tyle ile wymaga się od siedmiolatki. Np. Czy zdrowa siedmiolatka powinna się sama ubierać - powinna i można od niej tego wymagać.

        A tatuś jest, a jakże. Czemu miało by go nie być. Ale poranne wyprawianie dzieci do szkoły to akurat jest mój obowiązek. Co do wychowywania dzieci i wymagań im stawianych staramy się mieć wspólny front.

        Wiesz, córka nie ma więcej roboty z racji posiadania niepełnosprawnego brata. Pomaga mu na tyle na ile chce. Chce mu podać książkę to mu poda, nie chce to mu nie poda. Ale uczymy ją, że to działa obie strony. Bo jak będzie chciała grać na komputerze w czasie przeznaczonym dla brata, to też może też powiedzieć nie. Ale zazwyczaj jest chętna by mu osobiście pomóc. Musimy wręcz ją czasem stopować, bo są rzeczy które zrobi sam, ale ona chce go szybciej wyręczyć.
        Np. syn robi pracę domową a córka najchętniej zrobiłaby ją za niego. Proszę syna by zapalił światło w pokoju, a córka - a dlaczego mnie o to nie prosisz.

        A pewne rzeczy ma robi też jakby automatycznie np. wieczorne gaszenie światła. Jej zajmie to ze 30 sekund. Bratu dużo więcej. Więc to ona gasi.

        Nie mówię, że nie robię błędów wychowawczych, bo na pewno je robię, ale staram się wymagać od każdego z dzieci tyle ile mogę od nich wymagać.

        Ale np. do tej pory łóżka dzieci ścielę ja albo mąż. Wiem, że córka potrafi to już zrobić sama, ale nie wiem czy już powinnam to od niej wymagać. Syn tego robić nie będzie - ograniczenia ruchowe.

        Problemem u mnie jest to, że nie wiem czy jako prawie siedmiolatka nie powinna robić więcej rzeczy niż robi je obecnie. Pewne rzeczy robimy tak jakby z rozpędu jak np. ścielenie łóżka. Ścielimy jedno to możemy i drugie.
    • Gość: ida_marcowa 1 Re: Problem z młodszym dzieckiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.14, 13:39
      ech... i już się matce dostało, bo niewolnice chowa. przecież ona nie pisze, że siostra ma obsługiwać brata, tylko że chciałaby, by córka była samodzielna. gdyby napisała, że ma córkę lat 7 która nie ubiera się sama, nie nosi plecaka, nie pomaga w domu to byście na nią kubeł pomyj wylały, że kalekę wychowuje.
      moja ciotka ma dwóch synów. jeden niepełnosprawny intelektualnie w stopniu znacznym, drugi w miarę normalny, szkoły średnie kończył. problem w tym, że ona tego "zdrowego" wychowywała tak jak tego chorego. w efekcie chłop dorosły nie upierze, nie zrobi sobie kanapki, z głodu umrze przy pełnej lodowce. mam podejrzenie, że go do pełnoletności myła, bo sam bida pewnie nie dałby rady. pracy dla niego nie ma, bo nic nie potrafi...to dopiero jest dramat.
      ja myślę, ze dobrze by było, by autorka wątku podkreślała, że córka różne rzeczy może a nie musi. brat nie może i pewnie wielu nigdy nie będzie mógł, dlatego ona ma lepiej i niech z tego w pełni korzysta.
    • Gość: Kinderczekolada Re: Problem z młodszym dzieckiem IP: *.centertel.pl 20.03.14, 16:38
      Myśle, ze powinnaś przyjrzeć sie swoim wymaganiom w stosunku do syna.
      Czasem, żeby nie napisać często zdarza sie, ze rodzice wychowujący niepełnosprawne dziecko stawiają mu wymagania sporo poniżej możliwości.
      Jesli syn nie doniesie talerza z zupa niech przynosi serwetki czy sztućce.
      Nie wiem jak wyglada sytuacja z plecakiem, ale być moze dałby radę, a jesli nie to wyjmuj cześć książek, a plecak niech niesie sam.
      To samo z ubieraniem, czy nie potrafi założyć skarpetek, bo nie miał szansy sie nauczyć, nie wiem jakie ma ograniczenia ruchowe, ale moze coś da radę zrobić.
      Jesli siostra pomaga jemu, niech i on pomaga siostrze lub niech ona ma takie poczucie:)
      Mam wujka, którego wychowywano, z racji na spore upośledzenie, w taki sposób, ze nie miał absolutnie żadnych obowiązków, wszystko robiono za niego. Po śmierci jego rodziców, stał sie cud, wujek od wielu lat mieszka sam, prowadzi dom praktycznie bez pomocy z zewnątrz (to tak odnośnie niedoceniania możliwości ludzi rozwijających sie inaczej)
      • izabela1976 Re: Problem z młodszym dzieckiem 20.03.14, 19:51
        Staram się wymagać od niego tyle ile może on wykonać. Nawet jeśli dana czynność trwa i trwa w jego wykonaniu.

        Plecak ogranicza jego ruchy, a schodząc po schodach musi obiema rękami trzymać się poręczy. Więc plecak siłą rzeczy trzymam ja. A plecak ma lekki. Zakłada go dopiero na parterze.

        Ubieranie się trenujemy w wolne dni. Skarpetek, spodni sam nie założy - problem z motoryką małą. Butów też nie. Nosi ortezy i nawet dla niektórych dorosłych zakładanie ich sprawia problem. Bluzkę owszem zakłada sam. A córce chodzi o całokształt.

        I faktycznie obowiązków za dużo nie ma. Odrabia pracę domową, ale ze mną. Zabawek nie sprząta, bo nie bałagani. Do stołu nie przynosi nic, bo ma problem z zachowaniem równowagi i z motoryką małą (nie utrzyma talerza w jednym ręku, w dwóch owszem ale jest ryzyko że się przewróci). Pakuje sam plecak, ale już np. nie temperuje kredek (zbyt precyzyjna robota dla niego), nie myje się sam - wymaga pomocy.
        Potrafi sam wziąć sobie picie, jogurt, ale kanapki już nie zrobi.
        Pomaga mi z wyjmowaniem i noszeniem na suszarkę prania.
        Zupełnie nie wiem jakie obowiązki mogę mu dać, może coś podpowiecie...
    • morekac Re: Problem z młodszym dzieckiem 20.03.14, 20:42
      A ja myślę, że twoje młodsze dziecko potrzebuje jeszcze takiego dopieszczenia - tego ubierania rano i tego noszenia tornistra (pewnie innym pannom rodzice noszą). O ile więc jesteś w stanie jeszcze jej pomagać w ubieraniu przez jakiś czas - to może to rób. Dzieciom to mija, szybciej niż się wydaje - na pewno nie tocz z nią o to wojny.
      A problem typu 'dlaczego ja' jest obecny nawet u całkowicie sprawnego rodzeństwa - moje do tej pory czasami zaczynają jęczeć coś w stylu "Dlaczego ja mam to robić, a nie ta druga?". Kiedy zaś były dziećmi wczesnopodstawówkowymi , zapisywałam w kalendarzu, która ma dyżur przy zmywarce, a która przy czym innym. Bo wybuchała nieustanna afera z powodu straszliwej niesprawiedliwości losu i znęcania się nad nieletnimi wyrobnikami, pracującymi ponad siły. ;-)
      -------------------------------------------------------------
      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • rycerzowa Re: Problem z młodszym dzieckiem 22.03.14, 11:14
      Ano jest problem.
      Z twoich postów wynika, że starasz się być sprawiedliwa, nie robisz ze słabszego dziecka przysłowiowej "ofiary losu". Ale to mocniejsze i tak czuje się niedopieszczone.

      Na pewno przywileje, wynikające ze faktycznego starszeństwa pomagają, ale nie do końca.
      Dziecko czasem wolałoby nie mieć przywilejów, a być kimś TAK SAMO kochanym, jak to drugie.

      A nie możesz traktować oboje jak niepełnosprawnych, bo nie dasz rady. Poza tym zdrowe dziecko powinno zachowywać się jak inne zdrowe dzieci, siedmiolatki same ubierają się, myją, noszą swoje plecaki i potrafią pomóc przy nakrywaniu do stołu.

      Na pewno warto często rozczulać się nad swoją "małą, słodką córeczką", chwalić nie tylko za to, że taka duża, ale, że tyle potrafi, choć jest jeszcze taka mała.

      Z własnego doświadczenie podpowiem ci jeszcze coś, może skorzystasz.
      Miałam podobną sytuację, tzn. chorowitą, dużo młodszą siostrzyczkę. Kochałam ją, oczywiste było, że trzeba się nią opiekować, ale było mi źle z tym, że uwaga rodziców na niej się koncentrowała, na jej problemach. A byłam już młodszą nastolatką... Wypadało mi już być "mądrą i rezolutną".
      I pamiętam, że psychicznie postawiła mnie na nogi jakaś moja bardzo groźna infekcja, z wzywaniem lekarza do domu, gdy widziałam lęk w oczach rodziców, gdy doświadczałam ich troski. Potem długo brałam jakieś leki, i było mi bardzo dobrze, gdy mama tego pilnowała, chociaż mogłam sama.

      Może i wy wymyślicie córce jakąś "chorobę"? By ona też była pod jakimś względem słabsza.
      Na przykład, że ma za niski poziom żelaza, i w związku z tym codziennie musi brać tabletkę wit C, musi jeść określone potrawy, niektóre owoce trzeba kupować specjalnie dla niej, musi często być na powietrzu, itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka