izabela1976
20.03.14, 09:18
Mam dwoje dzieci - syn lat 10 i córka lat prawie 7.
Syn jest dzieckiem niepełnosprawnym. Córka zdrową, rezolutną dziewczynką.
Syn z racji swej niepełnosprawności wielu rzeczy sam nie robi (jest niepełnosprawny ruchowo a intelektualnie na poziomie 5 lat).
Tyle jeżeli chodzi o wstęp. Mam problem z córką. Problem to może za duże słowo, ale nie zawsze wiem czy postępuję w stosunku do niej prawidłowo i chciałabym byście Wy spojrzeli na to obiektywnie.
Córka jest samoobsługowa. Wiele rzeczy robi sama i nie sprawia jej to problemu. Ale np. rano przed wyjściem do szkoły nie chce się sama ubierać (bo jej brat jest ubierany). Oczywiście pomagam jej w ubieraniu, trochę ona sama, trochę ja. To chciałabym zmienić, ale jest sprzeciw z jej strony. A wiem, że jak chce to szybko i sprawnie się ubiera.
Kolejny problem jest z noszeniem tornistra. Dlaczego ja noszę tornister jej brata, a jej nie. Nosi oczywiście go sama, ale zanim zejdzie z 2 piętra to minę ma taką zbolałą jakby co najmniej plecak kamieni niosła (w plecaku nosi minimum rzeczy). I czuję, że ona ma żal do mnie za nierówne traktowanie.
Sprzątanie ze stołu czy pomoc w nakrywaniu do stołu - dlaczego ona ma pomagać, a brat nie. Oczywiście nie robi tego codziennie, bardziej okazjonalnie, ale problem zawsze jest. Brat nie może nosić, bo z racji niepełnosprawności nic by nie doniósł.
Generalnie mam odwieczny problem z tłumaczeniem jej, dlaczego chociaż jest młodsza od brata to wymagam od niej więcej niż od starszego brata. Od syna wymagam tyle na ile pozwala jego stan.
Córka wie, że jej brat jest inny niż inne dzieci. Kocha go, pomaga mu. Czasem muszę ją stopować, bo syn by się czegoś nauczyć musi to po prostu sam robić.
Nie bardzo wiem, jak dużo mogę od niej wymagać, a co mogę jej odpuścić. Ona uważa, że skoro jej brat jest starszy to też powinien robić to co ona.
Córka pomimo tego iż jest młodsza od brata, traktowana jest jakby była od niego starsza (a raczej jakby on był młodszy do niej). Więcej od niej wymagam, ale też ma więcej przywilejów.