Dodaj do ulubionych

Chrzty "cywilne"

01.12.09, 18:24
Nie wiem, jak zatytuować wątek, powiedzmy, że przez analogię ze ślubani
kościelnymi i cywilnymi nazwa "cywilny" chrzest jakoś się sama broni. Chodzi
mi tu o uroczystości poza kościelne, nie-religijne, w których nacisk kladziony
jest na wprowadzenie nowego czlowieka do społeczności i, przede wszystkim, na
instytucję rodziców chrzestnych.
Co o nich myślicie? Jak je sobie wyobrażacie? Czy któraś z Was ma takie
doświadczenia i zechcialaby się nimi podzielić?
Obserwuj wątek
    • chattetoutenoire Re: Chrzty "cywilne" 01.12.09, 18:39
      a ten link się nada?
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,6064/q,Elementy.Humanistycznej.Ceremonii.Dedykacji
      Ostatnio, z resztą zainspirowana dyskusjami w wątku o abstynencji seksualnej, czytałam nt tych ceremonii humanistycznych. Jeśli będę mieć kiedyś dzieci to prewnie skorzystam:).
    • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 00:41
      Już kiedyś była tu na podobny temat dyskusja - mianowicie ceremonii humanistycznych. Dla mnie to jednak trochę taki 'sojowy schabowy' ;)

      Wszelkiego rodzaju ceremonie skądś się biorą i na czymś bazują (wierzeniach, prawie, tradycji, obyczajach). Mają swoje rytuały 'wypracowane' latami o konkretnej symbolice. Ceremonie humanistyczne IMO nie mają na czym bazować, są zawieszone niejako w próżni. Wszelka próba odnoszenia ich do czegoś paradoksalnie przeczy racjonalizmowi na którym się opierają. Takie błędne koło ;)
      • joankb Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 08:49
        Noooo...
        Przecież ateista to takie zwierzątko, bez prawa, tradycji i obyczajów... A, bez
        rodziny dalszej i bliższej, przyjaciół, sąsiadów społeczności.
        Raz jeden będę niegrzeczna: jak widzę jaką sieczkę z mózgu robi niektórym
        religia to aż się dziwię.
        • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 12:14
          joankb napisała:
          > Raz jeden będę niegrzeczna: jak widzę jaką sieczkę z mózgu robi niektórym
          > religia to aż się dziwię.

          Jesteś niegrzeczna i bardzo ograniczona. Ja nie jestem wierząca i co teraz??

          PS. Argumenty odnoszące się do wyznania rozmówcy w stylu 'sieczka z mózgu' są na naprawdę żenującym poziomie i świadczą o Tobie bardzo negatywnie.
          • joankb Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 12:26
            Twoje argumenty były równie uprzejme, zwłaszcza te o kotletach.
            Nie mam zamiaru się kłócić - jeśli to nie religia tak Cię nastawiła do
            rodzinnych areligijnych uroczystości to wypowiadasz sie tak z innych, nieznanych
            mi przyczyn
            Zwykle takimi argumentami szafują ci religijni. I tak, kiedy mają takie właśnie
            argumenty - uważam, że mają sieczkę w głowie.
            • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 12:37
              joankb napisała:
              > Twoje argumenty były równie uprzejme, zwłaszcza te o kotletach.

              A zrozumiałaś chociaż o co w tym konkretnie chodzi?

              > Nie mam zamiaru się kłócić - jeśli to nie religia tak Cię nastawiła do
              > rodzinnych areligijnych uroczystości to wypowiadasz sie tak z innych,
              > nieznanych mi przyczyn

              I widzisz - otwarty rozmówca te przyczyny pozna. A ograniczony - zaatakuje głupim tekstem. Napisałam co mnie nastawia przeciw ale Ty z góry byłaś na 'nie'. Skoro nie mam takiego zdania jak Ty to na pewno mam religijną sieczkę w głowie. Tu z kolei ja mogłabym powiedzieć, że niektórym ateizm na mózg szkodzi :D
              • joankb Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 13:16
                Zrozumiałam, wyobraź sobie.
                Moja rodzina jest ateistyczna, areligijna od dawna. Ściśle - jestem czwartym
                pokoleniem.
                Takie ceremonie jak narodziny dziecka i jego wprowadzenie do rodziny i
                społeczności, przekroczenie progu dorosłości, małżeństwo, czy pożegnanie
                zmarłego są ceremoniami społecznymi, plemiennymi chyba nawet?. I po prostu je
                urządzamy.
                • magdalaena1977 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 15:58
                  joankb napisała:


                  > Moja rodzina jest ateistyczna, areligijna od dawna.
                  > Ściśle - jestem czwartym pokoleniem.
                  > Takie ceremonie jak narodziny dziecka i jego wprowadzenie do
                  > rodziny i społeczności, przekroczenie progu dorosłości,
                  > małżeństwo, czy pożegnanie zmarłego są ceremoniami społecznymi,
                  > plemiennymi chyba nawet?.
                  > I po prostu je urządzamy.

                  Jak ?
                  Bo muszę przyznać, że nie spotkałam się w Polsce z zakorzenionymi tradycjami
                  ateistycznymi czy a-religijnymi.
                  Śluby cywilne, na których byłam ja i moi znajomi wyglądały zawsze jak niezbyt
                  udane naśladownictwo ceremonii w kościele. To samo słyszałam o świeckich
                  pogrzebach.
                  A przecież rytuał przejścia jest ważny czy potrzebny właśnie jako dlatego, że
                  jest powtarzalny. Nasi rodzice to robili, starsi kuzyni i wreszcie my i nasze
                  dzieci.

                  Tak jak świecki obrzęd przejścia czyli matura. Oprócz waloru edukacyjnego jest
                  specjalna nazwa (egzamin dojrzałości), specjalne stroje (łącznie z czerwonymi
                  majtkami), specjalne przyjęcie (studniówka). Ważne jest też to, że ten "obrzęd"
                  przebiega podobnie w całym kraju i dotyczy kolejnych pokoleń rodziny.
                  • zawsze_zielona Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 17:16
                    Na chrzcie ateistycznym nie bylam, ale na kilku pogrzebach i owszem, dodam ze nie w Polsce.
                    Pogrzeby odbywaly sie w kaplicy przy szpitalu lub przy cmentarzu, nie bylo ksiedza- jedna z osob po prostu prowadzila ceremonie, czyli przeczytala z kartki jaka bedzie kolejnosc zdarzen. W tle spokojna muzyka. Potem niektorzy czlonkowe rodziny wyglaszali mowy o zmarlym. Na jednym z pogrzebow, nie znalam nawet zmarlej- przyszlam wspierac przyjaciela. I te kilka slow powiedzine o zmarlej przez jej nablizsza rodzine po prostu rozdzieraly mi serce. Dla mnie ma to duzo wiecej sensu niz standardowa formulka wyglaszana przez ksiedza, ktory zmarlego (nawet jesli parafianin) prawdopodobnie nigdy na oczy nie widzial.
                    • magdalaena1977 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 20:57
                      zawsze_zielona napisała:

                      > Na chrzcie ateistycznym nie bylam, ale na kilku pogrzebach i
                      > owszem, dodam ze nie w Polsce.
                      No właśnie - mam wrażenie, że w innych bardziej zlaicyzowanych krajach takich
                      a-religijnych tradycji jest więcej.
                      A u nas faktycznie te 90 czy 95 % obywateli zostało kiedyś ochrzczonych i
                      brakuje innych opcji.
                    • akj77 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 21:41
                      > Na chrzcie ateistycznym nie bylam, ale na kilku pogrzebach i owszem, dodam ze n
                      > ie w Polsce.

                      Ja byłam na bodaj czterech (niestety) pogrzebach świeckich w Polsce i wygląda to
                      dość podobnie do tego, co opisujesz, z tym, że ludzie zazwyczaj zdają się na
                      mistrza ceremonii. On ustala z rodziną, co powiedzieć (można mu przygotować
                      mowę, można dać informacje o zmarłym, a on wymyśli mowę) i w którym momencie kto
                      ma przemawiać.
                      Nawiasem mówiąc, na trzech z tych czterech pogrzebów (różne cmentarze) mistrz
                      ceremonii był ten sam. To chyba świadczy o tym, że ten rynek jest póki co
                      niewielki. Większość ludzi nie zna alternatywy i idzie drogą znanych rytuałów,
                      chociaż nie są wierzący.
                  • joankb Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 21:32
                    Magdalaeno - to się trochę zmienia z upływem czasu... Młodsi dyskutują i
                    dyskutują, coś odejmują coś dodają. Niektóre rzeczy się postarzały, niektóre już
                    nie pasują.
                    Kiedyś w trakcie uroczystości urządzanej dla "nowego"dziecka zdecydowanie
                    pierwsze skrzypce grał ojciec - niejako uznawał je publicznie i potwierdzał, że
                    jest JEGO. W dobie testów DNA lekki przeżytek się z tego zrobił i pokolenie
                    młodsze już tak tego nie akcentuje.
                    Ale nadal taką uroczystość urządza rodzina młodej mamy, zapraszając tę drugą,
                    wskazane jest żeby to była pierwsza wizyta dziadków u wnuczki/wnuka :)) Do
                    rodziny przyjmują seniorzy,dając młodym rodzicom wskazówki co do wychowania
                    latorośli. Dziecięciu i jego wychowawcom wszyscy obiecują pomoc i wsparcie,
                    szczególnie dotyczy to rodzeństwa rodziców. Rodzice przyrzekają dziecku troskę,
                    miłość. I chyba tyle, O chrzestnych nie słyszałam chyba żeby tak traktować tę
                    szczególną rolę rodzeństwa rodziców. Dziecię dostaje tylko prezent symboliczny
                    od dziadków, reszta prezentów należy się raczej młodej mamie.
                    Ślub jest podobny, w domu panny młodej, w kręgu bliskich. Młodzi składają sobie
                    przyrzeczenie, według uznania i tekstu własnego, choć tekst ten podlega
                    konsultacjom :)). Jest tradycja przyrzeczenia specjalnego, takiego tylko
                    "naszego". Te przyrzeczenia są różne, bardziej i mniej ważkie, bardziej lub
                    mniej materialne czy duchowe. Mój Tata obiecał Mamie, że w ciągu dwóch lat
                    wybuduje dla nich dom, trochę się im potem inaczej poukładało, ale faktycznie w
                    ciągu dwóch lat byli u siebie. Mój kuzyn przyrzekł rzucić palenie - od
                    następnego dnia...
                    Jest uroczyste "przedstawianie" rodziny, od bliższej do dalszej. Mój brat tak
                    poplątał ciotki-babki, że sam już nie wiedział która jest która... Świadków,
                    szczególnie wyróżnionych - nie ma. Świadkami są wszyscy, wszyscy widzieli, nikt
                    się nie wyprze.
                  • joannea Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 14:01
                    magdalaena1977 napisała:
                    > Śluby cywilne, na których byłam ja i moi znajomi wyglądały zawsze jak niezbyt
                    > udane naśladownictwo ceremonii w kościele.

                    w wiekszosci wypadkow masz racje, sa jednak, niestety, wyjatki. Z moich
                    doswaidczen wynika, ze kosciol, majac patent na przeprowadzanie ceremonii,
                    czesto sobie "odpuszcza" dbalosc o oprawe, czy juz sam nawet religijny, duchowy
                    wydzwiek. Na slubie mojej kuzynki w jednym z najbardziej wypasionych, bo
                    najstarszych kosciolow w Polsce, ksiadz w trakcie mszy - i do mikrofonu - zaczal
                    narzekac na koszt renowacji zabytku, i wolac o kase. Doslownie. I jakos malo
                    ceremonialnie sie zrobilo... Natomiast znajomi, ktorzy brali cywlilny slub w
                    lodzkim muzeum kinematografii, byli zachwyceni - wszystko tak, jak sobie
                    zaplanowali, kameralnie, w przepieknych wnetrzach.

                    To samo słyszałam o świeckich
                    > pogrzebach.

                    nie bylam na swieckim pogrzebie, ale po pogrzebie mojej ukochanej babci mam
                    straszliwa awersje do koscielnych. Ksiadz pomylil Jej nazwisko (a i tak czytal z
                    kartki), przelecial kazanie glosem typu "oj, kiedy sie to skonczy", i, co
                    zabolalo mnie najbardziej, kopnal sie w zawilosciach teologicznych - bodajze
                    posadzil Ja w tym konkretnym momencie w czycsccu i na sadzie indywidualnym
                    (pech, ze to moja dzialka badawcza). I takich kwiatkow bylo wiecej. Zamiast
                    poczuc, ze zegnam ukochana osobe, i doznac pocieszenia co do jej ostatniego
                    miejsca pobytu, czulam niesmak.

                    > A przecież rytuał przejścia jest ważny czy potrzebny właśnie jako dlatego, że
                    > jest powtarzalny. Nasi rodzice to robili, starsi kuzyni i wreszcie my i nasze
                    > dzieci.
                    >
                    tu sie zgadzam w 100%.
                    • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 14:35
                      joannea napisała:
                      > w wiekszosci wypadkow masz racje, sa jednak, niestety, wyjatki. Z moich
                      > doswaidczen wynika, ze kosciol, majac patent na przeprowadzanie ceremonii,
                      > czesto sobie "odpuszcza" dbalosc o oprawe, czy juz sam nawet religijny, duchowy
                      > wydzwiek.

                      Ja jestem w wieku okołoślubnym (czyli ostatnimi laty latam na śluby znajomych kilka razy do roku) i muszę powiedzieć, że nasłuchałam się różnych kwiatków. Że Kasia to dobrze gotuje, a Staś zarabia dużo pieniędzy (o co chodziło - nie wiem, Staś niedawno stracił pracę, Kasia nie umie gotować ani trochę), że jak para nie będzie miała więcej, niż jednego potomka, to ksiądz zdejmie z nich błogosławieństwo (to żarcik taki), że my tu mamy fajnie, żenimy się, a dzieci gdzieśtam mają trąd (i tu sugestywny opis tego, jak to trędowatym rączki, nóżki, noski i uszka odpadają). Inny ksiądz zagadnął w przedsionku parę młodą, że warto 20zł zapłacić teraz kościelnemu (młodzi w sukni i garniturze, jakoś nie mieli akurat kasy w kieszeni, dziwni, nie?).
                      A i jeszcze jedno ładne - Powiedzmy, że młody to Antoni Bzik. I ksiądz zaczyna: "w zeszłym tygodniu, kiedy udzielałem ślubu Antoniemu Bzikowi... (tu zawiesił głos, wierni zamarli, a panna młoda nabrała gustownej zieleni), ale to był inny Antoni Bzik!"

                      I fascynuje mnie zawsze to, że ani księża, ani urzędnicy z USC nie zadają sobie nigdy trudu zapytania młodych, czy i jak odmienia się ich nazwisko. Słyszałam już takie cudne przekręcenia, że naprawdę dziwię się osobom udzielającym ślubów.
                      • turzyca Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 15:11
                        > I fascynuje mnie zawsze to, że ani księża, ani urzędnicy z USC nie zadają sobie
                        > nigdy trudu zapytania młodych, czy i jak odmienia się ich nazwisko. Słyszałam
                        > już takie cudne przekręcenia, że naprawdę dziwię się osobom udzielającym ślubów
                        > .

                        Alternatywnie, ze nie chce im sie wziac podrecznika do jezyka polskiego do reki
                        i nauczyc wlasciwych zasad. Ja wiem, to jest az 20 stron, ale jak sie na co
                        dzien pracuje z nazwiskami ludzkimi to nie jest to az taki wysilek.

                        A kwiatki tez rozne slyszalam i mam wtedy rzetelny problem, bo ostentacyjne
                        wyjscie z kosciola w tym momencie ze wzgledu na panstwa mlodych nie wchodzi w
                        gre. A czasem bardzo bym chciala.
                        • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 15:16
                          turzyca napisała:
                          > Alternatywnie, ze nie chce im sie wziac podrecznika do jezyka polskiego do reki
                          > i nauczyc wlasciwych zasad. Ja wiem, to jest az 20 stron, ale jak sie na co
                          > dzien pracuje z nazwiskami ludzkimi to nie jest to az taki wysilek.

                          Czy dobrze się orientuję, że rodzina może mieć własną odmianę? Gdzieś czytałam,
                          że jeśli od pokoleń nazwiska się nie odmieniało, można przy tym pozostać. Łukasz
                          Szyszko: poprawnie - Łukasza Szyszki, niepoprawnie, ale "rodzinnie" - Łukasza
                          Szyszko.
                          I są jeszcze nazwiska pochodzące z obcego języka, nie zawsze wiadomo jakiego. Je
                          też się różnie odmienia i przede wszystkim różnie czyta.
                          Nazwisko mojego taty za to inaczej jest odmieniane w jego rodzinnych stronach, a
                          inaczej w Warszawie i z tego co wiem, obie formy są poprawne (np. Paweł Pendzel
                          - Pawła Pendzla, Pawła Pendzela).
                          • turzyca Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 15:47
                            KJP Hanny Jadackiej:
                            "Wydawnictwa normatywne konsekwentnie opowiadaly sie i opowiaja za odmiana
                            wszystkich nazwisk polskich, jesli tylko nie stoja temu na przeszkodzie wzgledy
                            morfonologiczne, np. zakonczenie na -u." S.38.
                            Argumentami za odmiana jest m.in. fakt, ze po polsku bez koncowki fleksyjnej nie
                            zawsze da sie ustalic zaleznosci w zdaniu: np. "Rokita poparl Ziobro" - z braku
                            koncowek nie wiadomo, czy Ziobro poparl Rokite, czy Rokita poparl Ziobre?

                            I to w zasadzie mozna tez przelozyc na nazwiska obce, nie da sie odmienic tylko
                            niektorych nazwisk zakonczonych na samogloske, jak Delacroix, Nehru i Hugo (-o
                            akcentowane). Cala reszte da sie sprowadzic do ktoregos z wzorow deklinacyjnych,
                            pochodzenie jest (prawie) obojetne, wazna jest wymowa.
                            Zostawianie -e w takim nazwisku jak Pendzel jest nieladne.

                            Ale jak ktos sie przy czyms uprze, to kto mu tego zabroni? ;)
                            Idealnie byloby gdyby ksieza, urzednicy USC itp pytali sie o prawidlowa odmiane
                            i uwzgledniali tez ludzkie fanaberie. Ale jak tego nie robia, to przynajmniej
                            mogliby sie trzymac zasad jezyka polskiego, a nie tworzyc jezykowe koszmarki.
                            • indigo-rose Re: Chrzty "cywilne" 10.12.09, 22:15
                              Z nazwiskami jest taki problem, że mogą bardzo mylić na pierwszy rzut oka, nawet
                              przy znajomości zasad ;)
                              Mam znajomą, której nazwisko kończy się na -cka, ale odmienia się rzeczownikowo,
                              jak "tacka", bo jest spolszczone z niemieckiego. Kiedy mężczyzna nazywa się,
                              powiedzmy Alfred Tacka, nie ma problemu z odmianą, ale koleżance nazwisko źle
                              odmienili już niejeden raz...
                    • magdalaena1977 Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 21:39
                      joannea napisała:

                      > Z moich doswaidczen wynika, ze kosciol, majac patent na
                      > przeprowadzanie ceremonii, czesto sobie "odpuszcza" dbalosc o
                      > oprawe, czy juz sam nawet religijny, duchowy wydzwiek.
                      Tak sobie przeczytałam, to co napisałaś i po chwili przyszło mi do głowy, że być może takie zachowania rażą bardziej niewierzących (czy szerzej niepraktykujących) niż aktywnych katolików.
                      Bo my jesteśmy "przyzwyczajeni", do tego, że wielu księży nie jest dobrymi mówcami, wiele kościołów jest urządzonych tak, że zęby bolą (szczególnie drastyczne jest połączenie abstrakcyjnej myśli nowoczesnego architekta i oddolnej działalności pań ustawiających kwiatki), a organiści fałszują.
                      Ale tolerujemy to, bo nie przychodzimy do kościoła dla muzyki, ceremonii i retoryki tylko dla Chrystusa.
                      I przy takim podejściu - msza ślubna jest jednak bardziej uroczysta od tego, co widzimy w każdą niedzielę czy codziennie.

                      > nie bylam na swieckim pogrzebie, ale po pogrzebie mojej ukochanej
                      > babci mam straszliwa awersje do koscielnych
                      Ja na pogrzebie wolę chyba, jeśli ksiądz mówi o uniwersalnych uczuciach smutku, a nie stara się dostosować do konkretnego zmarłego. Kiedyś ksiądz z uporem opowiadał o tym, że nasza zmarła siostra zostawiła po sobie dzieci i swoją pracę czy dzieła. A ciocia była gospodynią domową i miała jedną córkę ;-)
          • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 13:33
            satia2004 napisała:

            > joankb napisała:
            > > Raz jeden będę niegrzeczna: jak widzę jaką sieczkę z mózgu robi niektórym
            > > religia to aż się dziwię.
            >
            > Jesteś niegrzeczna i bardzo ograniczona. Ja nie jestem wierząca i co teraz??
            >
            > PS. Argumenty odnoszące się do wyznania rozmówcy w stylu 'sieczka z mózgu' są n
            > a naprawdę żenującym poziomie i świadczą o Tobie bardzo negatywnie.
            >

            Hmmm, to chyba ja powinnam się obrazić, bo to ja jestem wierząca w tym gronie...
            A ja niestety się nie obrażam i wręcz podpisuje się pod stwierdzeniem, że
            niektórym wierzącym wiara robi sieczkę z mózgu. No robi i co?
            • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 14:07
              jul-kaa napisała:
              > A ja niestety się nie obrażam i wręcz podpisuje się pod stwierdzeniem, że
              > niektórym wierzącym wiara robi sieczkę z mózgu. No robi i co?

              Ateistom ich ateizm również. I co? I tyle, że używanie argumentów typu 'skoro tak uważasz to masz sieczkę zamiast mózgu' jest atakiem personalnym i świadczy o niskiej kulturze osobistej wypowiadającego się. Ad meritum proszę.

              --
              72/94
              • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 14:19
                satia2004 napisała:
                > Ateistom ich ateizm również. I co? I tyle, że używanie argumentów typu 'skoro t
                > ak uważasz to masz sieczkę zamiast mózgu' jest atakiem personalnym i świadczy o
                > niskiej kulturze osobistej wypowiadającego się. Ad meritum proszę.

                Po primo mnie nie dotknęłoby określenie "sojowy schabowy" i nawet rozumiem,
                dlaczego go użyłaś. Myślę jednak, ze jeśli ktoś poczuł się urażony, to miał do
                tego prawo. Zresztą ja w ogóle jakaś wyrozumiała chyba za bardzo jestem -
                rozumiem i częściowo popieram obie strony :)
                Po secundo zaś chyba napisałam już merytoryczno post, nie?
                • joankb Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 14:51
                  To zabrzmiało jak ersatz, produkt niepełnowartościowy, zastępnik czegoś
                  "prawdziwego". No i to zawieszenie w próżni i brak odniesienia :))
                  Ja już od dawna nie czuję się urażona, takie dyskusje po prostu się powtarzają.
                  Najczęściej z takimi "podróbkowymi" argumentami. Zawłaszczanie pewnych rytuałów
                  poszło tak daleko, że niektórzy uważają wręcz, że się ich okrada.
                  • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 15:22
                    joankb napisała:
                    > To zabrzmiało jak ersatz, produkt niepełnowartościowy, zastępnik czegoś
                    > "prawdziwego".

                    No widzisz - piszesz, że zrozumiałaś a kompletnie nie zrozumiałaś :) Coś Ci 'zabrzmiało'. Może czas słuch zbadać?
                    • palacsinta Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 15:48
                      satia2004 napisała:

                      > joankb napisała:
                      > > To zabrzmiało jak ersatz, produkt niepełnowartościowy, zastępnik czegoś
                      > > "prawdziwego".
                      >
                      > No widzisz - piszesz, że zrozumiałaś a kompletnie nie zrozumiałaś :) Coś Ci 'za
                      > brzmiało'. Może czas słuch zbadać?
                      >
                      Skoro nie takie skojarzenia chciałaś wywołać używając sformułowania "kotlet sojowy", to wyjaśnij jasno, co miałaś na myśli (ad meritum), bo joankab w swojej interpretacji nie jest odosobniona. A zamiast tego sugerujesz badanie słuchu (ad personam).
                      • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 15:58
                        Określenie było użyte w innej dyskusji, do której odniosłam się zdanie wcześniej. Oznacza odczuwany brak po rezygnacji z czegoś. Choć nazwanie czegoś schabowym, choć z mięsa się zrezygnowało.

                        Dla mnie pewne rzeczy są albo-albo. Albo jem mięso i schabowe albo jestem wegetarianką i jem sojowe ewentualnie kotlety (określenie sposobu przygotowania). Nie uważam, że kotlet z soi jest erzacem, zastępnikiem czy gorszą wersją czegokolwiek. Ale schabowym akurat nie jest.
                        • madzioreck Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 21:57
                          No tak, czyli wychodzi na to, że ateiści nie mają prawa do uroczyści z okazji
                          ślubu, urodzenia dziecka, pogrzebu...
                          • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 22:33
                            madzioreck napisała:
                            > No tak, czyli wychodzi na to, że ateiści nie mają prawa do uroczyści z okazji
                            > ślubu, urodzenia dziecka, pogrzebu...

                            W kwestii, której dotyczy temat wątku - wierzący również nie mają uroczystości z okazji urodzenia dziecka ;)

                            Na zachodzie modne są 'babyshowers' - na nasze 'pępkowe' - to właśnie przyjęcie z okazji urodzenia dziecka. Nie ma nic wspólnego z religią, chrztem itp. Przyjęcie dla mamy i dziecka.
                            • madzioreck Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 22:55
                              satia2004 napisała:

                              > W kwestii, której dotyczy temat wątku - wierzący również nie mają uroczystości
                              > z okazji urodzenia dziecka ;)

                              OK, źle się wyraziłam. Ale tak czy siak, komu to przeszkadza? I co z pozostałymi
                              przypadkami, ślub czy pogrzeb cywilny? Jak nieboszczyk i rodzina niewierzący, to
                              zapłacić człowiekowi z łopatą i tyle? Wydaje mi się, że wierzący czy nie,
                              rodzina ma prawo pożegnać zmarłego...?
                            • pierwszalitera Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 00:44
                              satia2004 napisała:

                              > W kwestii, której dotyczy temat wątku - wierzący również nie mają uroczystości
                              > z okazji urodzenia dziecka ;)

                              Bo załawiają to okolicznością chrztu. Jednak nie zaprzeczysz, że sporo ludzi, także wierzących, obchodzi co roku urodziny. Ot, taka mała świecka uroczystość, zupełnie niezwiązana z religią. Dostaje się życzenia, może prezencik, robi imprezkę, ludzie są dla nas w tym dniu mili, albo i nie, ale jednak jest jakoś inaczej niż zawsze. Ratunku, nikt nie robi wtedy różnic między wierzącymi i ateistami. ;-) Więc jak to był z tym brakiem niereligijnych obrzędów? Poczekaj, a pierwszy dzień szkolny dla malucha z wypełnioną słodyczami torbą? Każdy to chyba przechodził. Nawet parapetówa w nowym mieszaniu, kiedy goście przynoszą jakieś doniczki z zielskiem na szczęście, to też rodzaj obrządku spowodowana chęcią uczczenia specjalnej okazji, ważnego zdarzenia w życiu. No to chyba decyzja o wspólnym życiu, narodziny dziecka oraz stosowne pożegnanie bliskiej zmarłej osoby też na coś zasługują i nie wymagają religijnego alibi?
                              • turzyca przypisy ;) 03.12.09, 00:54
                                Poniewaz ogolnie sie z Toba zgadzam, a szczegolnie nie, to sobie pozwole na
                                stworzenie przypisow. Albo gloss. ;)

                                Jednak nie zaprzeczysz, że sporo ludzi, t
                                > akże wierzących, obchodzi co roku urodziny.
                                No jednak Ci bardziej katoliccy obchodza tylko imieniny. I nawet daty urodzin
                                sie nie notowalo, dzien swietego wazniejszy. Chyba ze dziecko bylo nazwane po
                                patronie, to wtedy mialo jaka taka orientacje...
                                I uwielbiam to zaskoczenie moich protestanckich Niemcow, jak sie dowiaduja, ze
                                ja obchodze i imieniny i urodziny - no bo jak to miec dwa swieta w roku i trzy
                                razy w roku dostawac prezenty? ;)

                                Poczekaj, a pie
                                > rwszy dzień szkolny dla malucha z wypełnioną słodyczami torbą? Każdy to chyba p
                                > rzechodził.
                                Slazaczka jak nic. ;P Ja nie przechodzilam i przez lata cale nie znalam nikogo,
                                kto by przechodzil. Baaaardzo mi tego zal. Do tej pory. ;)

                                A farbowania jajek na swieto wiosny?
                                A jeszcze mozemy dolozyc cala kupe przesadow okoloslubnych, bardzo jeszcze w
                                Polsce kultywowanych: te bramy po drodze, to witanie przez rodzicow chlebem i
                                sola...
                                W ogole przesady to najladniejszy dowod, ze religia religia, a stare obyczaje
                                gleboko w nas siedza.
                                • pierwszalitera Re: przypisy ;) 03.12.09, 01:07
                                  turzyca napisała:

                                  > No jednak Ci bardziej katoliccy obchodza tylko imieniny.

                                  Na Ślązku nie. ;-P Nie znam nikogo rdzennie śląskiego, kto obchodzi imieniny, wszystko solidni katolicy. ;-) Tylko w rodzinach z korzeniami wschodnimi obchodzono imieniny, ja znam też obie uroczystości.
                                  A co do "tytki" wypełnionej słodyczami, którą znam z dzieciństwa, to właśnie rozwaliłaś mój światopogląd. ;-) Autentycznie nie wiedziałam, że istnieją regiony Polski, w których tego miłego zwyczaju nie ma. :-)
                                  • pierwszalitera Re: przypisy ;) 03.12.09, 01:09
                                    Napisałam Śląsk przez z. :-/ Zanim zdążyło wykłuć mi oczy, poszło w eter. Późna godzina chyba. ;-)
                                  • plica Re: przypisy ;) 03.12.09, 07:30
                                    > A co do "tytki" wypełnionej słodyczami, którą znam z dzieciństwa, to właśnie ro
                                    > zwaliłaś mój światopogląd. ;-) Autentycznie nie wiedziałam, że istnieją regiony
                                    > Polski, w których tego miłego zwyczaju nie ma. :-)

                                    na dolnym slasku na pewno nie ma :)
                                    • zooba Re: przypisy ;) 03.12.09, 09:40
                                      W Wielkopolsce tez zwyczaj nieznany, choć tytki posiadamy i nie wahamy się użyć.
                                  • jul-kaa Re: przypisy ;) 03.12.09, 10:25
                                    pierwszalitera napisała:
                                    > A co do "tytki" wypełnionej słodyczami, którą znam z dzieciństwa, to właśnie ro
                                    > zwaliłaś mój światopogląd. ;-) Autentycznie nie wiedziałam, że istnieją regiony
                                    > Polski, w których tego miłego zwyczaju nie ma. :-)

                                    Moje babcie z: pd-wsch Polski i Wilna, dziadkowie zŁ pd-wsch Polski i Beskidu
                                    Śląskiego(!), męża babcie z: Podlasia i poznańskiego, dziadkowie z: Podlasia i
                                    pd-wsch Polski. NIKT nie słyszał o słodyczach szkolnych :) (widzę właśnie, jak
                                    twój światopogląd rozwala się z trzaskiem ;))).
                                    • pierwszalitera Re: przypisy ;) 03.12.09, 15:33
                                      jul-kaa napisała:

                                      > Moje babcie z: pd-wsch Polski i Wilna, dziadkowie zŁ pd-wsch Polski i Beskidu
                                      > Śląskiego(!), męża babcie z: Podlasia i poznańskiego, dziadkowie z: Podlasia i
                                      > pd-wsch Polski. NIKT nie słyszał o słodyczach szkolnych :) (widzę właśnie, jak
                                      > twój światopogląd rozwala się z trzaskiem ;))).

                                      No to fajnie, chodzi więc o czysto lokalny zwyczaj, zapewne tylko na Górnym Śląsku, czy jakoś tak. Bomba, jak można się pomylić wychodząc tylko ze znanej cząstki wszechświata. ;-) Teraz łatwiej mi zrozumieć, dlaczego wyznawcom jakiegoś tam kościoła może wydawać się, że wszystkie zwyczaje i obrzędy muszą być tłumaczone przez pryzmat religii, a każde przypadkowe podobieństwo wynikające właściwie z uniwersalności sytuacji, jest nieudolnym plagiatem. To tylko mocno zawężona perspektywa spojrzenia, a nagły szok ze spostrzeżenia, że jest jeszcze coś poza tym, to jak u mnie z tą tytką, może być trudny do strawienia. ;-)
                                      • jul-kaa Re: przypisy ;) 03.12.09, 15:41
                                        pierwszalitera napisała:
                                        >Teraz łatwiej mi zrozumieć, dlaczego wyznawcom jakiegoś
                                        > tam kościoła może wydawać się, że wszystkie zwyczaje i obrzędy muszą być tłumac
                                        > zone przez pryzmat religii, a każde przypadkowe podobieństwo wynikające właściw
                                        > ie z uniwersalności sytuacji, jest nieudolnym plagiatem. To tylko mocno zawężon
                                        > a perspektywa spojrzenia, a nagły szok ze spostrzeżenia, że jest jeszcze coś po
                                        > za tym, to jak u mnie z tą tytką, może być trudny do strawienia. ;-)

                                        I bardzo ładnie ujęłaś moim zdaniem problem. Bo może jest właśnie tak, że brak
                                        świadomości różnorodności postaw, tradycji, zwyczajów, obrzędów, poglądów czy
                                        upodobań sprawia, że ludzie z taką łatwością wydają sądy i niepochlebne opinie o
                                        czymś, czego nie znają.
                                    • yaga7 Re: przypisy ;) 03.12.09, 15:34
                                      Ja też pierwsze o tym słyszę :)
                                      • pierwszalitera Re: przypisy ;) 03.12.09, 15:41
                                        yaga7 napisała:

                                        > Ja też pierwsze o tym słyszę :)

                                        No już dobrze. ;-) Do jasnego gwinta, nie ma tu żadnej Ślązaczki na moje wsparcie? ;-)
                                        • turzyca Re: przypisy ;) 03.12.09, 15:53
                                          Sa farbowane Niemki. ;) W Niemczech tez sa tytki.
                                          I masz tu na pocieche:
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,12248,7734978,7736916,Re_1_wrzesnia_wspomnienia_i_refleksje.html
                                          • kuraiko Re: przypisy ;) 03.12.09, 16:43
                                            a w Niemczech nie ma tak, że słodycze się pojawiają częściej z różnych okazji
                                            dla dzieci niż w Polsce? np Adventskalender z czekoladkami, czy szukanie
                                            czekoladowych jajek na Wielkanoc (czekoladowe jaja, króliczek z koszyczkiem
                                            słodyczy itd). w Polsce chyba właśnie tego rodzaju słodyczowe prezenty dla
                                            dzieci przywędrowały z Niemiec?
                                          • pierwszalitera Re: przypisy ;) 03.12.09, 16:47
                                            Dzieki Turzyca. :-)
                                            A to: "W antrejce na ryczce stały pyry w tytce" mnie rozśmieszyło. Mam wrażenie, że nawet rozumiem. ;-)
                                        • sbarazzina Re: przypisy ;) 06.12.09, 23:11
                                          Miałam tytke:) Z Opolskiego jestem.
                                          • pierwszalitera Re: przypisy ;) 07.12.09, 00:37
                                            sbarazzina napisała:

                                            > Miałam tytke:) Z Opolskiego jestem.

                                            Wygląda na to, że Opolszczyzna, to słodki region. :-)
                                  • daslicht Re: przypisy ;) 06.12.09, 23:42
                                    Trochę może po czasie, ale dopiero dzisiaj czytam :)

                                    Ja się jakoś parę lat temu dowiedziałam, że "w Polsce nie obchodzi się urodzin, tylko imieniny". Byłam w szoku, bo nigdy nie obchodziłam imienin i nie znałam nikogo takiego. Wiedziałam że takie święto istnieje, ale brałam to raczej za przeżytek lub ewentualnie kolejną okazję do picia dla niektórych ludzi. Ale żeby to była taka ogólnopolska tradycja? Szooook!

                                    Ej, a jak ma się popularne imię i imieniny kilka(naście) razy w roku, to kiedy się je obchodzi? Wybiera się, czy obchodzi co kilka tygodni?

                                    A te "słodycze okolicznościowe" to ciekawe, muszę się popytać białostoczan czy naprawdę takich nie mają O_o
                                    • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 00:20
                                      Taki zwyczaj z osób, które znam, kultywują głównie ludzie z pokolenia moich
                                      rodziców, czyli ogólnie urodzeni przed/w trakcie/niedługo po wojnie. Podobno w
                                      Polsce święto imienia się bardziej liczyło niż urodzenia, nie wiem czemu.
                                      Moi rodzice uważają świętowanie urodzin za zwyczaj zachodni/niemiecki.
                                      Wg tradycji (tej, o której słyszałam) imieniny obchodzi się wtedy, kiedy
                                      przypadają pierwsze po urodzinach. Z tym, że nie zawsze, np moje "pierwsze"
                                      imieniny wypadają po urodzinach 2 dni, ale "główne" w kalendarzu wypadają kilka
                                      miesięcy później i te obchodzę od dziecka.
                                      podobnie jest z "Piotra i Pawła", "Andrzeja", "Barbary", "Katarzyny", tzn.
                                      często ludzie obchodzą imieniny w dniu "ważniejszego" patrona.
                                      więc są dwa przyjęte zwyczaje - "główne" święto patrona lub też pierwsze po
                                      urodzinach.
                                      w zasadzie więc nie ma reguły, że ma się popularnego patrona, tzn masz na imię
                                      np Katarzyna, więc musisz obchodzić w "Katarzynki" - znam Katarzynę, która
                                      obchodzi w pierwszej połowie roku, pierwsze po urodzinach.
                                      • bebe.lapin Re: przypisy ;) 07.12.09, 10:27
                                        Imieniny obchodzi sie w krajach katolickich, bo sa zwiazane ze swietym-twoim
                                        patronem, po ktorym masz imie (choc czasami pierwsze imie jest "swieckie"). W
                                        krajach historycznie protestanckich swietych nie ma, wiec nie ma do czego
                                        odnosic imienin. Nie wiem za to, czym uzasadniaja swietowanie urodzin (poza
                                        checia dostania prezentu) ;)
                                    • agafka88 Re: przypisy ;) 07.12.09, 00:29
                                      daslicht napisała:
                                      >
                                      > Ej, a jak ma się popularne imię i imieniny kilka(naście) razy w roku, to kiedy
                                      > się je obchodzi? Wybiera się, czy obchodzi co kilka tygodni?

                                      Wydaje mi się, że pierwsze imieniny po urodzinach.
                                    • turzyca Re: przypisy ;) 07.12.09, 02:28
                                      Wariant swiecki - tak jak Agafka.
                                      Wariant swiecki numer dwa - wybierasz najpopularniejsze imieniny czyli jak
                                      jestes Elka to w listopadzie, a jak Janek to w czerwcu.
                                      Wariant gleboko wierzacy - zgodnie ze swietym patronem. Czyli jak patronka jest
                                      sw. Elzbieta z Hesji to swietujesz 18 czerwca, a nie w listopadzie. No ale tu
                                      rodzice musza sie wykazac znajomoscia swietych, a nie stwierdzic, ze Elka to
                                      fajnie brzmi.
                                      Wariant swiecki numer trzy - wybierasz sobie ten dzien, ktory Ci najbardziej
                                      pasuje. Moja siostra w ktoryms momencie stwierdzila, ze bedzie obchodzila
                                      imieniny w maju, bo wtedy mozna zrobic fajne garden-party i wszyscy sa na
                                      miejscu, a w innych terminach jest albo za zimno albo sa wakacje.
                                      Wariant numer x - dostajesz imie po krewnym i obchodzisz w tym samym czasie,
                                      kiedy obchodzila ta osoba.

                                      Easy. ;)
                                      • daslicht Re: przypisy ;) 07.12.09, 09:59
                                        O, dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak Katarzynki :)

                                        Głupie pytania vol. 2:
                                        Czy na imieniny tez się robi tort ze świeczkami? A może są jakieś inne specjalne dania lub zwyczaje?
                                        • miss-alchemist Re: przypisy ;) 07.12.09, 11:00
                                          Katarzynki to tradycja stara jak świat. w czasach nieco dawniejszych niż nasze listopad był takim miesiącem wróżenia. tradycja oczywiście wywodzi się chyba z czasów pogańskich, ale chrześcijaństwo to sprytna religia i zaadaptuje wszystko ^^

                                          zgodnie zatem ze zwyczajem dziewczęta wróżyły sobie w "katarzynki", czyli w wieczór przed 24-tym listopada, natomiast chłopcy wróżyli sobie w andrzejki - wieczór przed 30tym listopada (czyli nie trzydziestego, wbrew temu, co praktykuje się dzisiaj).

                                          w mojej rodzinie na imieninach najczęstszym daniem i zwyczajem jednocześnie jest krupnik tudzież żołądkowa gorzka :P
                                          • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 15:52
                                            łooo a ja zawsze myślałam, że i obecnie się świętuje Andrzejki 29 listopada :O
                                            • miss-alchemist Re: przypisy ;) 07.12.09, 17:59
                                              a jednak :P dużo imprez organizowanych jest 30-ego, bo wtedy jest właśnie Andrzeja. w zasadzie mało kto pamięta, jak to wyglądało niegdyś, już nie mówiąc o zapomnianych katarzynkach :P
                                              • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 22:54
                                                być może na "tradycyjnym" podkarpaciu jeszcze czasach naszego dzieciństwa
                                                (szkoła podstawowa) próbowano zachować te zwyczaje i dlatego pamiętam :>
                                                podobnie jak pamiętam, że Mikołaj w szkole zazwyczaj miał strój biskupa, a nie
                                                jak teraz "czerwonego krasnala" XD do tego oczywiście za Mikołaja przebierał się
                                                ksiądz ;)
                                                • miss-alchemist Re: przypisy ;) 07.12.09, 23:19
                                                  no ja z podkarpacia jestem, to wiem :) teraz w Łodzi przeżywam szok kulturowy, bo Andrzejki są 30ego listopada, a wychodzi się na dwór Oo

                                                  ale ja to zawsze mówiłam, że my w Galicji z dworów naszych wychodzimy na pole, to tylko w reszcie Polski muszą z tego pola wracać :P
                                                  • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 08.12.09, 14:59
                                                    :DDD i like it :D
                                        • turzyca Re: przypisy ;) 07.12.09, 12:42
                                          Ze swieczkami to raczej nie, bo swieczki to odzwierciedlaja ilosc lat. Ale jak
                                          region "imieninowy" albo ktos uznaje imieniny za sprawe publiczna (a urodziny za
                                          prywatna), to owszem jest ciacho (i impreza pt. wety) albo zgola wrecz wielka
                                          impreza z ostra popijawa wlacznie.
                                          Dlatego w wieczory popularnych imienin trzeba sie nastawic na zwiekszona ilosc
                                          nietrzezwych na ulicach.
                                        • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 15:54
                                          o np niedawno mój tata miał imieniny i był tort :) oczywiście bez świeczek. jak
                                          sobie przypomnę imieniny obchodzone przez rodziców i ich znajomych, to torty
                                          czasem były, ale najczęściej po prostu jakieś ciasta, sałatki, przystawki i
                                          oczywiście alkohol ;) (dawniej obowiązkowo pepsi bo to był rarytas xD)
                                    • miss-alchemist Re: przypisy ;) 07.12.09, 10:56
                                      wydaje mi się, że najczęściej obchodzi się w pierwsze po urodzinach :) całe szczęście, nie mam tego dylematu, bo Martyny jest tylko raz w roku. kiedyś istniał też w Polsce zwyczaj nadawania imienia zgodnie z dniem urodzin, co rozwiązywało problem imienin. jak się ktoś urodził w św. Anny, to była Anna, w św. Zofii - to Zofia.

                                      u mnie w domu kultywuje się zwyczaj obchodzenia i urodzin, i imienin - więcej okazji do dostania prezentu ^^ i w ten sposób dostaję prezenty kolejno pod koniec listopada, grudnia i stycznia :D:D:D

                                      natomiast moja mama "przestawiła" sobie imieniny tak, by obchodzić je razem z tatą. tzn jej imieniny to w ogóle przekłamanie - bo świętuje w Marii (25 marca), chociaż w dowodzie Mariola (chrzczona jednak jako Maria, bo ksiądz nie potrafił zaakceptować tak szatańskiego imienia).

                                      ogólnie w mojej rodzinnej okolicy obchodzi się dosyć często imieniny (jestem z podkarpacia), ale i urodziny :) lubimy świętować :D
                                      • turzyca Re: przypisy ;) 07.12.09, 13:06
                                        miss-alchemist napisała:

                                        > wydaje mi się, że najczęściej obchodzi się w pierwsze po urodzinach :)

                                        Nie bylabym tego pewna, mysle, ze to raczej zalezy od imienia. Tzn. jak ktos ma
                                        imie z jednym bardzo popularnym terminem imienin, jak np. Elzbieta, Katarzyna,
                                        Andrzej, Michal czy Jan, to obchodzi w ten najpopularniejszy dzien. Ale jesli
                                        terminow jest duzo, a zaden nie przoduje, jak w przypadku Grzegorza czy Marii,
                                        to mozna sie liczyc ze wszystkim - spotkalam juz wszystkie, ale to absolutnie
                                        wszystkie, opisane przeze mnie warianty i nie powiedzialabym, zeby "pierwszy
                                        termin po urodzinach" byl najpopularniejszy. Powiedzialabym zgola (ale nie mam
                                        zadnych danych na poparcie), ze ten zwyczaj panuje tam, gdzie chrzci sie wg
                                        patrona dnia urodzin, a z racji patronow-absolutnie-nie-do-przyjecia rodzice
                                        nadawali jakies "ludzkie" imie. Bo naprawde sa takie dni, ze co wybor to gorszy...

                                        I szczerze mowiac - choc spotykam ludzi, ktorzy tak zostali nazwani (czyli
                                        zwyczaj wciaz istnieje), to wcale nie jestem pewna, czy to bylo popularne
                                        rozwiazanie. Trzy najpopularniejsze polskie imiona kobiece to przez stulecia
                                        byly: Anna, Katarzyna, Maria (w roznej kolejnosci i czasem ktores na pewien czas
                                        wylatywalo.) I o ile popularnosc Marii da sie w ten sposob wytlumaczyc
                                        (tradycyjnych swiat maryjnych jest ponad 20), o tyle dlaczego w pierwszej trojce
                                        miescila sie tez Katarzyna (3 terminy) oraz Anny (jedno, jedyne w lipcu) - w
                                        zaden sposob. Tak wiec na podstawie czystej statystyki, ja nie wierze w ten
                                        zwyczaj. Ciag dalszy niewierzenia bierze sie rowniez ze statystyski, a
                                        konkretnie z wiedzy, ze mozna ladnie zaobserwowac wzrost nadawalnosci imienia na
                                        pewnym obszarze w zaleznosci od kosciolow/oltarzy/relikwii pojawiajacych sie na
                                        danym terenie (bierze sie ksiege chrztow, bierze sie historie kosciola i sie
                                        liczy i porownuje).

                                        PS Wyjasnienie dla tych, ktorzy nie znaja imienin, jak ustalic, kiedy ktos
                                        obchodzi imieniny - jesli znamy jakas Kaske, to zazwyczaj dzwonimy do niej 24
                                        listopada i wyglaszamy formulke w stylu "dzisiaj jest Katarzyny, wiec chcialam
                                        Ci zyczyc bla bla bla". Zazwyczaj slyszymy "dzieki, milo ze pamietalas!" Jesli
                                        trafilysmy na nietypowa Kaske, to slyszymy "dzieki, fajnie ze pomyslalas, ale ja
                                        obchodze imieniny w lutym." Zagladamy do jakiegos madrego zrodla, notujemy
                                        sobie, zeby zadzwonc 2 lutego i jusz. :)
                                        • daslicht Re: przypisy ;) 07.12.09, 14:09
                                          A to mi się zdarzyło, że ktoś do mnie dzwonił np. 24. listopada (to pamiętam, bo niedawno) i życzy mi wszystkiego najlepszego, a ja mu "yyyy... ale ja mam urodziny w styczniu... a, że imieniny? Naprawdę? Aż sobie sprawdzę... yhyhy, no faktycznie, dzięki za pamięć i w ogóle milusio blablabla, nie obchodzę imienin, zadzwoń w styczniu".

                                          A mojej mamie jedni ludzie próbowali się wkręcić na imieninową kawę i ciastka, a ona nie wiedziała o co im chodzi :))))))

                                          A teraz proszę na mnie nie strzelać focha, bo to cytat z jednego podpytanego znajomego: "Imieniny? Ruski zwyczaj dla pijaczków!"

                                          Ktoś tam pytał dlaczego się obchodzi urodziny. A dlatego, że świętujemy kolejny rok życia na tym padole ;) i do tego swój własny osobisty dzień w roku, a nie jakiś kompletnie z kosmosu np. 24. listopada :)
                                          • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 16:33
                                            na imieniny też się śpiewa "sto lat" ;)
                                            a ja np obchodzę imieniny "główne" swojego imienia, chociaż jeśli bym miała sama
                                            wybrać patronkę, to jej święto wypada kilka dni później (Joanna d'Arc :>) ;) ale
                                            tak od dzieciństwa się przyzwyczaiłam i nie będę zmieniać
                                        • fanka_tomcia Re: przypisy ;) 07.12.09, 15:57
                                          "Jesli
                                          trafilysmy na nietypowa Kaske, to slyszymy "dzieki, fajnie ze pomyslalas, ale ja
                                          obchodze imieniny w lutym." "

                                          haha właśnie ja taką znam, tylko że ona z kolei obchodzi 13 lutego :> też jest
                                          Katarzyny :> fajnie można połączyć z Walentynkami ;)))
                              • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 11:58
                                "Poczekaj, a pierwszy dzień szkolny dla malucha z wypełnioną słodyczami torbą?"
                                a gdzie jest taki zwyczaj? ;) nigdy nie słyszałam...
                              • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 12:01
                                a widzę że już dziewczyny napisały ;))
                                • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 12:02
                                  o wcięło mi wypowiedź. chodziło o te słodycze na rozpoczęcie roku szkolnego. też
                                  nie słyszałam o czymś takim
                            • joannea Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:50
                              satia2004 napisała:
                              > Na zachodzie modne są 'babyshowers' - na nasze 'pępkowe' - to właśnie przyjęcie
                              > z okazji urodzenia dziecka. Nie ma nic wspólnego z religią, chrztem itp.
                              Przyjęcie dla mamy i dziecka.
                              >

                              z tego, co wiem, babyshowers to imprezki przed-porodowe, nie odbywajce sie po
                              porodzie (a wiec i nie celebrujace narodzin), ale przed claa akcja, czasami
                              nawet tygodnie wczesniej.
                          • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 00:27
                            tylko wydaje mi się, że nazywanie takiej uroczystości "chrztem" to jest
                            nieporozumienie, nawet jeśli byłaby to przenośnia.
                            Chrzest dziecka (podkreślam) to chrzest - obrządek chrześcijański, religijny,
                            który oznacza włączenie dziecka do Kościoła (różnych obrządków). Głęboka
                            symbolika i takie tam.

                            Rozumiem, że ceremonia cywilna w tym wypadku, to jakby "powitanie", "uznanie"
                            dziecka?
                            oczywiście dawniej istniały różne obrzędy związane z inicjacją (chociażby
                            rodzime postrzyżyny, funkcjonujące w późniejszych czasach równolegle z obrzędami
                            chrześcijańskimi), które często nie łączyły się z religią.
                            w sumie po co wymyślać coś nowego ;) czemu nie postrzyżyny, a wcześniej impreza
                            "pępkowe" ;)
                            • turzyca Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 00:45
                              Wiedzialam, ze trzeba bylo nie wykreslac tego akapitu z ktorejs poprzedniej
                              wypowiedzi...

                              Jak Ci nazwa "chrzest" przeszkadza to sobie zamien na "CRPdW" (cywilny rytual
                              przyjecia do wspolnoty) albo jakiekolwiek inne literki, ktore Ci pasuja.
                              Dlaczego mowimy o "cywilnym chrzcie"? Z tego samego powodu, dla ktorego mamy
                              sojowe schabowe. Zyjemy w kulturze tak przesiaknietej okreslonym wzorcem, ze
                              uzycie tego jednego slowa zaoszczedza nam kilku slow, a analogia jest dla
                              wszystkich zrozumiala. Jakbysmy mieszkaly w innym miejscu i zyly w innej
                              kulturze, to bysmy mowily o cywilnej brit mila albo o cywilnej szahadzie. Ale
                              zyjemy tu i teraz i ta analogia jest najlatwiejsza.
                              • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 11:56
                                mnie się to po prostu wydaje niewłaściwe i tyle ;)

                                co do tych sojowych kotletów, o których była wcześniej mowa, to dla mnie też
                                analogia nie jest zbyt dobra, bo nigdy nie utożsamiałam słowa kotlet wyłącznie z
                                mięsem. i znałam określenie "kotlet sojowy", a nigdy nie słyszałam "sojowy
                                schabowy". słowo kotlet nie jest zarezerwowane dla mięsa, schab oczywiście tak
                                jak sama nazwa wskazuje ;)
                                • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 12:15
                                  Turzyca ---> ale powiedzmy, że jeśli chodzi o NADANIE IMIENIA, to spoko, niech
                                  już będzie chrzest. ale z okazji samych narodzin dziecka, to jakoś mi się to nie
                                  widzi.
                                  Z drugiej strony nie wiem jakby to miało wyglądać. Ceremonia chrztu ma oczywiste
                                  znaczenie, zmazanie grzechu pierworodnego, nadanie imienia i oczywiście
                                  włączenie dziecka do Kościoła (mam na myśli teraz obrządek w KRK), potem jest
                                  impreza bez alkoholu (?). Przed chrztem często robi się "pępkowe" i nie wiem czy
                                  tam są jakieś obrzędy czy zabawy (typu takie idiotyczne jak na weselach).
                                  Po prostu nie mogę sobie przenieść symboliki na całkowicie świecką uroczystość.
                                  Czy ateiści wierzą (?) np w moc imienia nadanego dziecku, wszak to zabobon ;)
                                  czy uznają, że przez tą imprezę coś się dla dziecka zmieni, czy też dla nich.
                                  Jakie słowa czy gesty mieliby wykonywać, wygłosić mowę "powitalną" dla dziecka,
                                  nadać to imię w jakiś uroczysty sposób?

                                  jedynym obrzędem, który mi się z tym kojarzy są tylko postrzyżyny (oczywiście,
                                  były też inne w innych kulturach, ale nie wiem na czym konkretnie polegały), ale
                                  to dotyczy starszego dziecka.
                                  I jeszcze - czemu "chrzest cywilny"? bo rodzice ateiści chcą tak samo zrobić
                                  uroczystość, jak katolicy (i inne wyznania, nie wiem czy np u protestantów robi
                                  się z tego wielką uroczystość, czy tylko zanoszą dziecko i tyle)? z urodzeniem
                                  dziecka kojarzy mi się raczej "pępkowe", chyba że chodzi o fetę związaną z
                                  nadaniem imienia, ale zaraz... imię rodzice wymyślają zazwyczaj przed urodzeniem
                                  dziecka, po urodzeniu dziecko jest zapisane w urzędzie, chrzest jest często
                                  później i nadanie imienia na chrzcie oczywiście ma znaczenie wyłącznie
                                  religijne, bo wszyscy zebrani wiedzą już, że niemowlę nazywa się Kacperek czy
                                  Julia ;)
                                  Dlatego sobie nie mogę przełożyć tego na uroczystość niereligijną. chodzi o
                                  prezentację dziecka, nadanie imienia (jeśli tak, to ma mieć to jakieś znaczenie
                                  symboliczne?), wprowadzenie w społeczność (??) ?
                                  • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 12:17
                                    "ale powiedzmy, że jeśli chodzi o NADANIE IMIENIA, to spoko, niech
                                    już będzie chrzest"
                                    chodzi mi tu tylko o nazewnictwo, a nie o symbolikę czy sens rytuału.
                                  • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:02
                                    kuraiko napisała:

                                    > ale z okazji samych narodzin dziecka, to jakoś mi się to ni
                                    > e
                                    > widzi.

                                    Ale co Ci się nie widzi i dlaczego?

                                    > Z drugiej strony nie wiem jakby to miało wyglądać. Ceremonia chrztu ma oczywist
                                    > e
                                    > znaczenie, zmazanie grzechu pierworodnego, nadanie imienia i oczywiście
                                    > włączenie dziecka do Kościoła (mam na myśli teraz obrządek w KRK), potem jest
                                    > impreza bez alkoholu (?). Przed chrztem często robi się "pępkowe" i nie wiem cz
                                    > y
                                    > tam są jakieś obrzędy czy zabawy (typu takie idiotyczne jak na weselach).
                                    > Po prostu nie mogę sobie przenieść symboliki na całkowicie świecką uroczystość.

                                    No właśnie o to chodzi, że nie rozumiesz i nie możesz sobie przenieść, biedna kuraiko ;) Bo to nie o przeniesienie chodzi, a o stworzenie częściowo nowego zwyczaju, który zawierałby symbolikę NIEZWIĄZANĄ z religią.

                                    > I jeszcze - czemu "chrzest cywilny"?

                                    Nie czytałaś, co napisała turzyca:
                                    > Jak Ci nazwa "chrzest" przeszkadza to sobie zamien na "CRPdW" (cywilny rytual
                                    > przyjecia do wspolnoty) albo jakiekolwiek inne literki, ktore Ci pasuja.
                                    > Dlaczego mowimy o "cywilnym chrzcie"? Z tego samego powodu, dla ktorego mamy
                                    > sojowe schabowe. Zyjemy w kulturze tak przesiaknietej okreslonym wzorcem, ze
                                    > uzycie tego jednego slowa zaoszczedza nam kilku slow, a analogia jest dla
                                    > wszystkich zrozumiala. Jakbysmy mieszkaly w innym miejscu i zyly w innej
                                    > kulturze, to bysmy mowily o cywilnej brit mila albo o cywilnej szahadzie. Ale
                                    > zyjemy tu i teraz i ta analogia jest najlatwiejsza.

                                    Zresztą w ogóle zadajesz pytania, na które odpowiedź już w tym wątku padła ileś razy...
                                    • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:12
                                      "I jeszcze - czemu "chrzest cywilny"? "
                                      czytałam co napisała turzyca, nie chodzi mi w początku tej myśli O NAZWĘ, ale
                                      samą uroczystość. (czytanie ze zrozumieniem się kłania ;) )

                                      "ale z okazji samych narodzin dziecka, to jakoś mi się to ni
                                      > > e
                                      > > widzi."
                                      analogiczne nazywanie uroczystości związanej z narodzinami "chrztem cywilnym"
                                      (żeby "babcie drypcie" i innym o wąskim horyzontach nie trzeba było "tłumaczyć"
                                      o co kaman) po prostu mi jakoś nie pasuje.
                                      Czemu? chyba napisałam dokładnie dlaczego :P

                                      inne odpowiedzi zawarłaś chyba w odpowiedzi na post satii więc spoko.
                                      • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:31
                                        kuraiko napisała:
                                        >(czytanie ze zrozumieniem się kłania ;) )
                                        >

                                        o kurcze, chyba pierwszy raz widzę ten argument na tym forum.

                                        > analogiczne nazywanie uroczystości związanej z narodzinami "chrztem cywilnym"
                                        > (żeby "babcie drypcie" i innym o wąskim horyzontach nie trzeba było "tłumaczyć"
                                        > o co kaman) po prostu mi jakoś nie pasuje.

                                        A ktoś się upierał przy takiej nazwie..?
                                        • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:46
                                          na pewno był. to nie "argument" tylko zwykła uwaga, bo nie przeczytałaś ze
                                          zrozumieniem tego co napisałam, tylko zrozumiałaś błędnie.
                                          • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 13:52
                                            A może wysłowiłaś się nieprecyzyjnie?
                                            Napisałaś:
                                            > I jeszcze - czemu "chrzest cywilny"?

                                            To zdanie sugeruje pytanie o termin zaznaczony cudzysłowem. A chodziło Ci pewnie
                                            o to "po co w ogóle organizować "chrzest cywilny", prawda?

                                            Dalsza część zdania również nie sugeruje, że chodziło Ci o uroczystość.

                                            kuraiko napisała:

                                            > na pewno był. to nie "argument" tylko zwykła uwaga, bo nie przeczytałaś ze
                                            > zrozumieniem tego co napisałam, tylko zrozumiałaś błędnie.

                                            Czytanie bez zrozumienia a błędne zrozumienie to dwie różne rzeczy.
                                            Powiedzenie "źle mnie zrozumiałaś" nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem
                                            "czytanie ze zrozumieniem się kłania".
                                            • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 14:07
                                              no dobra niech będzie że to moja wina
                • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 15:27
                  jul-kaa napisała:
                  > Myślę jednak, ze jeśli ktoś poczuł się urażony, to miał dotego prawo

                  Wyraziłam swoje zdanie, do czego mam pełne prawo. Jeżeli ktoś się z nim nie zgadza to powinien odnosić się do niego (ad meritum) a nie do mojego mózgu (ad personam).

                  > Po secundo zaś chyba napisałam już merytoryczno post, nie?

                  Nie odnosiłam się do Ciebie :)
      • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 09:35
        satia2004 napisała:
        > Wszelkiego rodzaju ceremonie skądś się biorą i na czymś bazują (wierzeniach, pr
        > awie, tradycji, obyczajach). Mają swoje rytuały 'wypracowane' latami o konkretn
        > ej symbolice. Ceremonie humanistyczne IMO nie mają na czym bazować, są zawieszo
        > ne niejako w próżni. Wszelka próba odnoszenia ich do czegoś paradoksalnie przec
        > zy racjonalizmowi na którym się opierają. Takie błędne koło ;)

        Hmm, czyli sugerujesz, ze ceremonie religijne, które bazują na pogańskich (!)
        zwyczajach, też nie mają racji bytu? Ewolucja tradycji nie jest trudna do
        prześledzenia. "Nowa" religia czerpie ze starej, nowe obyczaje powstają na bazie
        poprzednich, które z jakichś przyczyn zostały wparte.
        Jest potrzeba stworzenia "instytucji" chrztów cywilnych, więc takowa powinna
        zaistnieć. Każdy nowy zwyczaj, burzący pewien ład społeczny, do którego
        przywykli wyznawcy "starych" obyczajów, jest traktowany jako pewne szaleństwo.
        Historia weryfikuje jednak te opinie i niektóre nowe obrzędy wchodzą do kanonu.
        Lepsze stworzenie "nowej świeckiej tradycji", czy dalsze eksploatowanie Kościoła
        i jego zwyczajów przez osoby niewierzące?
        • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 12:25
          jul-kaa napisała:
          > Ewolucja tradycji nie jest trudna do prześledzenia.

          Ewolucja - nie rewolucja - o to mi chodzi. Jasne, że jedna religii czerpie z drugiej, mieszają się. Natomiast nie bardzo wiem jak niby taka 'świecka' ceremonia miałaby się odnosić, co znaczyć, jakie konsekwencje mieć.

          IMO ludziom (przynajmniej na razie) bardziej niż instytucji 'świeckiego chrzestnego' brakuje ceremoniału, rytuałów, na których wyrośli. Tak jakby rodzicom było głupio, że będąc ateistami 'pozbawili' dziecka czegoś, co reszta społeczeństwa ma (z reszta baaaardzo wielu rodziców chrzci dzieci i wysyła do 1 komunii tylko po to, żeby nie czuły się gorsze od innych).

          Poza tym - jeszcze kwestia unifikacji. Niby sama ceremonia ma być taka jak sobie rodzice zażyczą i przedstawiać to co sobie rodzice zażyczą. Tak więc jak można szereg zupełnie różnych wydarzeń opisywać tym samym określeniem? Przecież mówiąc 'jestem cywilną matką chrzestną Jasia' każdy będzie miał na myśli co innego. Misz-masz.
          • aadrianka Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 12:49
            Ale przeciez potrzeba odbycia rytualu nie kloci sie z pogladami
            ateistycznymi. Rytualy sa mocno uzasadnione psychologicznie i
            spolecznie, pomagaja odnalezc sie w grupie i stworzyc w niej pewne
            wiezy. Mozna powiedziec, ze czlowiek jako istota spoleczna po prostu
            potrzebuje ceremonii.
            Rytual np przejscia znany jest rowniez w
            spoleczenstwach "magicznych", praktykujacych szamanizm (czyli
            pojawil sie jeszcze przed religia). Chrzescijanstwo i inne religie
            po prostu zaadaptowalo te rytualy i dostosowalo do swoich potrzeb.
            Bo czymze innym jest chrzest, jak nie przyjeciem do spolecznosci i
            czymze jest bierzmowanie, jak nie obrzedem przejscia?
            • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 00:35
              chrzest raczej symbolizuje przemianę duchową, rozpoczęcie czegoś nowego, jeśli
              chodzi o pochodzenie tego sakramentu, to raczej nie był to obrząd przyjęcia do
              społeczności. religijnej owszem, ale raczej nie niemowlęcia.
            • joannea Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 22:02
              aadrianko => van Gennep? ja bardzo jestem pod jego pływem w mysleniu o obrzędach.
              • aadrianka Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 22:12
                Pośrednio tak. Mam w swoim bujnym życiorysie również trzyletnią
                przygodę pt: studiowanie archeologii; antropologia kulturowa była
                jednym z moich ukochanych przedmiotów:)
                • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 23:02
                  Szyjewski i te sprawy? ;)
          • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 13:29
            satia2004 napisała:

            > Ewolucja - nie rewolucja - o to mi chodzi.

            Hmm, jednak w każdym czasie pojawiają się własnie rewolucje - juz pisałam, że na
            początku pewne rzeczy są własnie rewolucyjne, potem stają sie naturalna.

            > Jasne, że jedna religii czerpie z dr
            > ugiej, mieszają się. Natomiast nie bardzo wiem jak niby taka 'świecka' ceremoni
            > a miałaby się odnosić, co znaczyć, jakie konsekwencje mieć.

            No właśnie o tym rozmawiamy (a przynajmniej miałyśmy, bo zrobiła się
            nieprzyjemna przepychanka...) - jak miałoby to wyglądać, jakie mieć skutki
            społeczne (bo chyba nie cywilno-prawne, nie?). Przecież z chrztami kościelnymi
            też jest tak, że oprócz stricte religijnych, pociągają też za sobą inne
            konsekwencje. Różni są chrzestni, różnie spełniają swoje powinności wynikające z
            funkcji. wiele rzeczy jest ustalanych jeszcze przed chrztem.

            > IMO ludziom (przynajmniej na razie) bardziej niż instytucji 'świeckiego chrzest
            > nego' brakuje ceremoniału, rytuałów, na których wyrośli. Tak jakby rodzicom był
            > o głupio, że będąc ateistami 'pozbawili' dziecka czegoś, co reszta społeczeństw
            > a ma (z reszta baaaardzo wielu rodziców chrzci dzieci i wysyła do 1 komunii tyl
            > ko po to, żeby nie czuły się gorsze od innych).

            Po pierwsze już dziewczyny pisały, że to jest po prostu obrzęd przejścia -
            obecny w większości kultur i z tego wnioskując potrzebny większości ludzi.
            Niewierzący nie mają takiego obrzędu, a go potrzebują - dlaczego im tego
            zabraniać? Teraz mają wybór - albo nie robić uroczystości, albo robić farsę z
            chrztu kościelnego.

            > Poza tym - jeszcze kwestia unifikacji. Niby sama ceremonia ma być taka jak sobi
            > e rodzice zażyczą i przedstawiać to co sobie rodzice zażyczą. Tak więc jak możn
            > a szereg zupełnie różnych wydarzeń opisywać tym samym określeniem? Przecież mów
            > iąc 'jestem cywilną matką chrzestną Jasia' każdy będzie miał na myśli co innego
            > . Misz-masz.

            Można wprowadzić jakąś ogólną formułę, można zostać przy woli rodziców. O tym
            już pisałam przed chwilą - rodzice chrzestni też miewają różne obowiązki wobec
            swoich chrześniaków i też jest swojego rodzaju misz-masz.
          • turzyca Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 22:26
            > Poza tym - jeszcze kwestia unifikacji. Niby sama ceremonia ma być taka jak sobi
            > e rodzice zażyczą i przedstawiać to co sobie rodzice zażyczą. Tak więc jak możn
            > a szereg zupełnie różnych wydarzeń opisywać tym samym określeniem? Przecież mów
            > iąc 'jestem cywilną matką chrzestną Jasia' każdy będzie miał na myśli co innego
            > . Misz-masz.

            I popatrz jak ladnie z Twoich horyzontow wychodzi, gdzie mieszkasz. Bo przeciez
            juz jest misz-masz, rodzice chrzestni w roznych wyznaniach chrzescijanskich
            maja, fakt, podobna, ale jednak nieco zroznicowana role do spelnienia i
            wymagania wobec nich tez sa rozne. Bycie rodzicem chrzestnym w jednym wyznaniu
            nie jest identyczne z byciem rodzicem w innym.

            A poza tym skoro z chrztem chrzescijanskim nie wiaza sie juz zadne zobowiazania
            prawne (a wiazaly sie przez stulecia, stad waga rodzicow chrzestnych) to i
            zakres obowiazkow dla obcego nie jest az taki wazny. Jako ojciec chrzestny jest
            sie wujkiem sztabowym, jak to podrzucila nam Magdalaena z Www i to osobie z
            zewnatrz powinno wystaczyc.
      • turzyca wtret wegetarianski 02.12.09, 22:37
        >Dla mnie to jednak trochę taki 'sojowy schabowy'

        Sojowy schabowy (a raczej wege-schabowy, bo to sie robi z protein niekoniecznie
        sojowych) jest dla mnie informacja handlowa, ze znajdujacy sie w pudelku produkt
        spozywczy ma postac plaskata, konsystencje zwarto-wloknista i jest w panierce.
        Nie lubimy. Istnieje tez wege-ryba, ktora ma konsystencje dosc zwarta, ale
        rozpada sie na wyrazne platki. Tez nie lubimy. Wege-gyros to sa platki wielkosci
        jednego czlonu kciuka, z cienkimi wlokienkami wzdluz platka, wyraziscie
        przyprawione, dosc orientalne, z proteiny pszennej, z cebulka. Te akurat bardzo
        lubimy. Wege-klopsiki maja postac kulista, sa z drobnych wlokienek, bez
        panierki, dosc pieprzne. Lubimy.

        Znajdujemy sie w kulturze zdominowanej przez mieso, jak ono wyglada kazy wie,
        wiec okreslenie "schabowy" czy "gyros" oszczedza, jak widac, 10 do 20 slow.
      • joannea Re: Chrzty "cywilne" 05.12.09, 18:44
        w zwiazku z tym, ze piszesz, ze w calej dyskusji nikt nie podal przekonujacych
        kontr-argumentow, az z ciekawosci wrocilam do Twojego posta

        satia2004 napisała:
        > Wszelkiego rodzaju ceremonie skądś się biorą i na czymś bazują (wierzeniach,
        prawie, tradycji, obyczajach). Mają swoje rytuały 'wypracowane' latami o konkretn
        > ej symbolice. Ceremonie humanistyczne IMO nie mają na czym bazować, są zawieszo
        > ne niejako w próżni. Wszelka próba odnoszenia ich do czegoś paradoksalnie przec
        > zy racjonalizmowi na którym się opierają.

        i zauwazam tu jeden problem. Dla Ciebie ceremonie humanistyczne do niczego sie
        nie odnosza, dla mnie z tych 4 wymienionych przez Ciebie cech "prawidziwego"
        obrzedu ceremonie humanistyczne rezygnuja z jednej: wierzen. Nadal jednak
        opieraja sie na tradycji (bo z niej w koncu wyrastaja) i na obyczajach (bo
        glownie ze wzgledu na nie sa tworzone). I na prawie naturalnie tez - jak
        swieckie sluby (sluby koscielne, ze sie znowu wyzlosliwie, bynajmniej maja
        krotka historie, nie 2000 lat, jak to juz implikowano w tym watku - sorry, ze
        znowu do tego pije, ale bardzo mnie ta 2000-letnia tradycja ubawila). Nie za
        bardzo rozumiem, jak ceremonie, oparte na tradycyjnych obrzedach, mialy by sie
        odcinac od tradycji czy obyczaju? Jak sobie to wybrazasz?

        • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 05.12.09, 23:38
          Na początek - dziękuję za merytorycznego posta :)

          joannea napisała:
          > dla mnie z tych 4 wymienionych przez Ciebie cech "prawidziwego"
          > obrzedu ceremonie humanistyczne rezygnuja z jednej: wierzen. Nadal jednak
          > opieraja sie na tradycji (bo z niej w koncu wyrastaja) i na obyczajach (bo
          > glownie ze wzgledu na nie sa tworzone)

          I tu tkwi odpowiedź - jeżeli pozbawimy chrzest aspektu religijnego to imo niewiele zostaje. Zostawiamy tradycję czyli konkretnie w tym przypadku co? Imprezę, prezenty?

          KONKRETÓW mi brakuje - jak ceremonie humanistycznie miałyby wyglądać, kto miałby je prowadzić, jakich symboli (i najważniejsze dlaczego) miałby używać. Bez tego pisanie o 'wprowadzeniu dziecka do społeczeństwa' to dla mnie takie patetyczne gadanie o niczym. Kto ma decydować o 'wprowadzeniu' do społeczeństwa? Jak ktoś nie przejdzie ceremonii to co - nie jest członkiem społeczeństwa?? Co to znaczy 'wprowadzić do społeczeństwa'. Itp. Itd.
          • pierwszalitera Re: Chrzty "cywilne" 06.12.09, 00:16
            satia2004 napisała:

            > KONKRETÓW mi brakuje - jak ceremonie humanistycznie miałyby wyglądać, kto miałb
            > y je prowadzić, jakich symboli (i najważniejsze dlaczego) miałby używać. Bez te
            > go pisanie o 'wprowadzeniu dziecka do społeczeństwa' to dla mnie takie patetycz
            > ne gadanie o niczym. Kto ma decydować o 'wprowadzeniu' do społeczeństwa? Jak kt
            > oś nie przejdzie ceremonii to co - nie jest członkiem społeczeństwa?? Co to zna
            > czy 'wprowadzić do społeczeństwa'. Itp. Itd.
            >

            Jej, tak mało fantazji, czy co? ;-) A może symbole bardziej indywdidulane? Nie jest tajemnicą, że na przykład pewne grupy zawodowe posiadają świeckie symbole, które powstały w wyniku przeróżnych tradycji. Na przykład Laska Asklepiosa dla lekarzy wywodzi się wprawdzie z mitologiczno- religijnego kultu, ale przysposobiona została w tradycję świecką, bo trudno podejrzewać współczesnych lekarzy o składanie ofiar z kogutów. Dzisiejsze symbole mogą być też różnorodne i nie muszą mieć pierwotnego znaczenia. Tak samo w rodzinie mogą istnieć symbole czysto rodzinne, których znacznie zna tylko zainteresowana grupa i które wyróżniają ją od innych ludzi. Istnieje poza tym cała masa symboli uniewersalnych. A nawet gdyby nie było żadnych symboli i przyjęcie do społeczeństwa związane było tylko z imprezą i prezentami, to co z tego? Świętowanie wielkich przełomowych wydarzeń ma pierwotnie bardzo banalne znaczenie społeczne. W czasach kiedy nie istniały urzędy i aktów prawnych nie utrwalano pisemnie, takie zgromadzenie miało na celu uzyskanie jak największej ilości świadków. W ten sposób rodzina (zwykle ojca) przyjmowała dziecko jako swoje i nie mogła się nagle wymówić odmawiając odpowiedzialności za los dziecka. Połączenie dwojga ludzi stawało się faktem, by nie można było tak łatwo unieważnić małżeństwa i nie było sporów o posag, czy datki za pannę młodą. Chodziło też o obietnicę dotyczącą obwiązków i konsekwencji. Aktualnego Boga wmieszano w to tylko jako ostatnią, uroczystą instancję i jako element strachu przed odstępstwami od przyjętej społecznej normy. Wszystkie obrzędy z tym związane zostały kiedyś wymyślone przez ludzi, więc nie widzę powodu, dla którego ta ewolucja, uwzględniająca zmiany społeczno-kulturowe nie miała trwać dalej. Być może z tych indywidualnych symboli i obrzędów rodzinnych wytworzą się kiedyś bardziej ogólne, ale przecież nie chodzi o to, by od razu wszystko miało powszechnie obowiązującą i sztywną formę jak te klasycznie religijne. A jak ktoś nie odczuwa potrzeby takich wejść do społeczeństwa, to też nie musi. Nie chodzi przecież o obowiązkowe albo- albo. Wiele ludzie rezygnuje z kościelnych propozycji i nie robi niczego w zamian. Przymusu nie ma. Nawet ślub cywilny może być tylko pragmatycznym podpisaniem dokumentu. Są kraje, w których nie potrzebujesz ani świadków, ani odświętnej sukienki, nie musisz zmienić nazwiska i ludzie robią, to tylko z powodów ulg finansowych, nie przykładając żadnej wagi do uroczystości. Czasem żyją już bowiem ze sobą od lat w stałym związku i nie różnią się prawie niczym od formalnego małżeństwa. Decyzja należy tylko do samych zainteresowanych.
            • satia2004 Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 00:55
              pierwszalitera napisała:
              > Być może z tych indywidualnych symboli i obrzędów rodzinnych
              > wytworzą się kiedyś bardziej ogólne, ale przecież nie chodzi o to, by od razu w
              > szystko miało powszechnie obowiązującą i sztywną formę jak te klasycznie religijne

              Pierwszalitero - długi wykład oczywistych oczywistości ale konkretów dalej brak. Kiedyś coś może się wykształci. Ja na razie nie widzę ani miejsca ani sensu. Co będzie za 100 lat to nie wiem.
              • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 14:12
                satia2004 napisała:

                > Pierwszalitero - długi wykład oczywistych oczywistości ale konkretów dalej brak
                > . Kiedyś coś może się wykształci. Ja na razie nie widzę ani miejsca ani sensu.
                > Co będzie za 100 lat to nie wiem.

                Nie bardzo wiem, o jakich konkretach chcesz rozmawiać. Obrządy świeckie nie mające prawnych konsekwencji są dobrowolne i równie wolna może być operacjonalizacja. Nie mamy tutaj do czynienia z religijnym przymusem wynikającym z obrządku kościelnego. Ustalanie ogólnego schematu dla wszystkich odrzucających wiarę jest próbą robienia z tej "niereligijnej reszty" nowej wiary, ze wspólnymi założeniami i przekonaniami. A tak nie jest. Ateizm nie jest wiarą zastępczą i ateiści są może nawet ludźmi bardziej heterogennymi niż wierzący. Nie potrzebują wspólnego mianownika, bo gdyby go chcieli, to mają do dyspozycji przeróżne religie. Nie widzę więc w ogóle powodu narzucania jakiegoś tam konkretnego modelu. Dziwię się nawet trochę, wydawało mi się, że Polacy mają problemy z narzuconym porządkiem, a tu nawet niektórzy się go domagają. ;-)
                • palacsinta Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 18:10
                  pierwszalitera napisała:

                  > satia2004 napisała:
                  >
                  > > Pierwszalitero - długi wykład oczywistych oczywistości ale konkretów dale
                  > j brak
                  > > . Kiedyś coś może się wykształci. Ja na razie nie widzę ani miejsca ani s
                  > ensu.
                  > > Co będzie za 100 lat to nie wiem.
                  >
                  > Nie bardzo wiem, o jakich konkretach chcesz rozmawiać. Obrządy świeckie nie maj
                  > ące prawnych konsekwencji są dobrowolne i równie wolna może być operacjonalizac
                  > ja. Nie mamy tutaj do czynienia z religijnym przymusem wynikającym z obrządku k
                  > ościelnego.

                  Mnie przyszło do głowy, że te cywilne "chrzty" mogłyby zostać zbudowane wokół wydawania odpisu aktu urodzenia. Zamiast po prostu odbioru papieru: ładna sala, rodzice z dzieckiem, osoby zaproszone, urzędnik prosi o potwierdzenie decyzji o nadawanym dziecku imieniu, ogłasza, że urodziny zostały zarejestrowane, mówi coś tam o nowym członku społeczeństwa etc. A o prezenty i symbolikę to już się wolny rynek zatroszczy.
                  • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 18:52
                    Znaczy się powrót do "tradycji" PRL-owskiej...

                    > Mnie przyszło do głowy, że te cywilne "chrzty" mogłyby zostać zbudowane wokół w
                    > ydawania odpisu aktu urodzenia. Zamiast po prostu odbioru papieru: ładna sala,
                    > rodzice z dzieckiem, osoby zaproszone, urzędnik prosi o potwierdzenie decyzji o
                    > nadawanym dziecku imieniu, ogłasza, że urodziny zostały zarejestrowane, mówi c
                    > oś tam o nowym członku społeczeństwa etc. A o prezenty i symbolikę to już się w
                    > olny rynek zatroszczy.
                    • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 19:08
                      roza_am napisała:

                      > Znaczy się powrót do "tradycji" PRL-owskiej...

                      A niechby i był to powrót do tradycji preneolitycznej, czy jakiejś innej. Każdy ma prawo samodzielnie decydować do jakich tradycji chce nawiązywać. Do tego upoważnia nas demokracja i wolność wyznania. Mam nadzieję, że wspominając o PRL-u nie chciałaś tych tradycji dewaluować, bo pomimo tego, że wiele w socjalistycznym ustroju mi nie odpowiadało i między innymi też moja generacja doprowadziła do wiadomych zmian politycznych, to jednak jestem dzieckiem PRL-u i nie mam zamiaru przekreślać wszystkich pozytwnych doświadczeń mojego dzieciństwa i młodości. Życie nie jest tylko czarno- białe i można przy całej krytyce realnego socjalizmu, mieć sentyment nawet do pewnych tradycji typowych dla tego czasu.
                      • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 19:25
                        Cóż, ja po prostu aktu nadawania imienia w USC nie wspominam z sentymentem. Kojarzy(ł) mi się raczej z państwowym obowiązkiem (musisz wykonać, bo inaczej podpadniesz stosownym organom i czekają cię surowe konsekwencje) niż z radosną, rodzinną uroczystością.

                        Żeby było jasne - nie mam nic przeciwko tworzeniu własnych, rodzinnych czy środowiskowych uroczystości na cześć nowego potomka. Co więcej, wydaje mi się to naturalną ludzką potrzebą.
                        • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 20:07
                          roza_am napisała:

                          > Cóż, ja po prostu aktu nadawania imienia w USC nie wspominam z sentymentem. Koj
                          > arzy(ł) mi się raczej z państwowym obowiązkiem (musisz wykonać, bo inaczej podp
                          > adniesz stosownym organom i czekają cię surowe konsekwencje) niż z radosną, rod
                          > zinną uroczystością.

                          Przepraszam bardzo, bo może jestem niedoinformowana, ale obowiązek wypisania aktu urodzenia dla dziecka, świeckiej rejestracji ślubu itd. chyba ciągle jest jeszcze aktualny? To chyba nie jest związane z ustrojem? Czy może jest już tak, że kościół stał się nowym urzędem stanu cywilnego i ludzie bez kościelnego chrztu, ślubu są poza prawem? ;-)
                          • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 20:18
                            Ale ja nie piszę o formalności rejestrowania dziecka w urzędzie (typu rodzic +
                            okienko + urzędnik), tylko o PRL-owskiej ceremonii "nadawania imienia", która
                            się w owych urzędach odbywała (tej za zaproszeniami wspominanymi przez annę-pia).
                            • fanka_tomcia Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 00:23
                              kiedy odbywały się takie ceremonie? nic nie słyszałam, jestem urodzona w PRL i
                              rodzice nigdy mi nie opowiadali, żeby ww. ceremonia miała miejsce.
                              • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 15:04
                                Aż tak dokładnie tego nie pamiętam. Mam tylko jakieś przebłyski z dzieciństwa, że coś takiego istniało.

                                Gógiel mówi, że zaczęło się na początku lat 60-tych, gdy KK szykował się do swoich uroczystości millenijnych. Te ceremonie urzędowe miały być przeciwwagą. Ale do kiedy ten zwyczaj obowiązywał, kiedy i gdzie miał swój rozkwit - tego nie wiem. Piszą tylko, że zwyczaj się nie przyjął.

                                Przypuszczam (to tylko moje spekulacje, mogę się mylić), że były różne okresy kiedy władze kładły większy nacisk na te ceremonie i takie, kiedy odpuszczały. Sporo mogło też zależeć od podejścia do sprawy władz lokalnych. No i oczywiście od samych obywateli - jedni władzy słuchali bardziej, inni mniej.
                                Możliwe, że Twoi rodzice wywalili zaproszenie* do kosza i więcej o nim nie myśleli.

                                Jako ciekawostka - znaleziona w góglu treść owego zaproszenia:
                                „Uprzejmie zapraszamy rodziców wraz z dzieckiem i honorowymi opiekunami do wzięcia udziału w uroczystym nadaniu imienia noworodkowi. Uroczystość ta będzie pięknym i pamiętnym uzupełnieniem ustawowego aktu rejestracji urodzenia"

                                Źródło:
                                www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=10439
                          • bebe.lapin Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 10:22
                            Czy może jest już tak, ż
                            > e kościół stał się nowym urzędem stanu cywilnego i ludzie bez kościelnego chrzt
                            > u, ślubu są poza prawem? ;-)

                            Jak bedziemy dalej isc w jedynie slusznym kierunku, to nie zdziw sie,
                            pierwszalitero, jak za ilka lat do tego dojdzie.
                    • palacsinta Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 19:11
                      roza_am napisała:

                      > Znaczy się powrót do "tradycji" PRL-owskiej...
                      >

                      No i?
                      • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 19:34
                        > No i?

                        No i wydawało mi się, że rozmawiamy w tym wątku o tworzeniu prywatnych
                        (rodzinnych, przyjacielskich) uroczystości, w których głównym czynnikiem są
                        relacje łączące nas z jednej strony z nowo narodzonym dzieckiem, a z drugiej z
                        grupą społeczną, do której należymy i z którą czujemy się emocjonalnie bądź
                        tradycyjnie związani.

                        Propozycja uroczystości urzędniczej kojarzy mi się (negatywnie) z przymusowym i
                        oficjalnym obrzędem PRL-owskim.
                        • palacsinta Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 20:11
                          roza_am napisała:

                          > No i wydawało mi się, że rozmawiamy w tym wątku o tworzeniu prywatnych
                          > (rodzinnych, przyjacielskich) uroczystości, w których głównym czynnikiem są
                          > relacje łączące nas z jednej strony z nowo narodzonym dzieckiem, a z drugiej z
                          > grupą społeczną, do której należymy i z którą czujemy się emocjonalnie bądź
                          > tradycyjnie związani.
                          >

                          Rozmawiamy o "chrztach" cywilnych. Śluby cywilne, do których odwołuje się nazwa, są uroczystościami oficjalnymi, w których urodziny dziecka sankcjonowane są przez wyższą instancję - Państwo zamiast Kościoła. Jeśli chodzi o uroczystości organizowane prywatnie w gronie przyjaciół i rodziny, to według mnie nie ma za bardzo o czym dyskutować i o co kruszyć kopii, ponieważ każdy może je urządzić tak, jak mu się żywnie podoba (w tym wybrać nieformalnych rodziców chrzestnych) i będzie to miało sens dopóty, dopóki będzie coś znaczyło dla uczestników. Ale jeśli dobrze odczytałam intencje autorki wątku, to chodziło jednak bardziej o uroczystości oficjalne.
                          • palacsinta Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 20:14
                            Pfu, oczywiście sankcjonowane jest zawarcie małżeństwa, a nie narodziny dziecka. Chociaż czasami...
                          • roza_am Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 20:24
                            I tu jest pies pogrzebany. Ja to zrozumiałam inaczej - że chodzi o uroczystości
                            prywatne, nieoficjalne, bez konsekwencji prawnych.
                            • joankb Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 21:54
                              Racja. Konsekwencje prawno-cywilne to zupełnie inna bajka.I stosunkowo nowa w
                              historii.
                              A i uroczystości religijne w dzisiejszych czasach konsekwencji prawnych raczej
                              nie mają - nie wprost, regulują to umowy zawierane przez państwa z kościołami.
                              • joankb Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 22:54
                                Tak przy okazji:
                                info.wiara.pl/doc/172336.Nie-chca-slubu-w-kosciele
                                Z tych danych wynika, że ślubów kościelnych ubywa. Sądzę, że w ślad za tym
                                ubywać będzie i wyznaniowych chrztów.
                                Prędzej czy później pojawią się albo mini-uroczystości, niewiele większe od
                                imienin, przyjęcia z okazji obrony, albo jakieś środowiskowe czy rodzinne ryty i
                                ceremoniały. Całkowitej próżni typu "cześć mamo, przy okazji, tydzień temu
                                wzięliśmy ślub" raczej się nie spodziewam.
                                • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 23:12
                                  joankb napisała:

                                  Całkowitej próżni typu "cześć mamo, przy okazji, tydzień temu
                                  > wzięliśmy ślub" raczej się nie spodziewam.

                                  Ja bym nie była taka pewna. ;-) Znam sporo ludzi, którzy brali ślub bez udziału rodziców. U mnie na przykład tak było i w ogóle nie skłóciłam się z rodziną, czy coś. ;-) Tylko mój plan na ten dzień był inny, bardziej osobisty. Także spontaniczne śluby, przy okazji wycieczek zagranicznych typu Las Vegas też już się zdarzyły wśród moich znajomych. Podejście do ślubu będzie ulegać coraz większej transformacji. Na pewno nie zginą tradycjonaliści, ale ludzi z alternatywnymi pomysłami będzie też coraz więcej.
                                  • joankb Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 23:47
                                    A tu nie przeczę. Ślub prywatnieje. I na dodatek dla wcale niemałej grupy osób
                                    ważniejsza staje się obecność na ślubie ich dzieci niż rodziców. Cześć córko,
                                    właśnie wzięliśmy ślub - w moim otoczeniu się zdarzyło.
                                • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 10:40
                                  joankb napisała:
                                  > Tak przy okazji:
                                  > info.wiara.pl/doc/172336.Nie-chca-slubu-w-kosciele
                                  > Z tych danych wynika, że ślubów kościelnych ubywa

                                  Pomijając aspekty statystyczne tego artykułu - bzdury tam wypisują, że aż zęby bolą!

                                  'Pobierając się w urzędzie, nie musimy inwestować w kosztowną suknię ślubną, urzędnikowi zapłacimy mniej, niż damy księdzu "co łaska". Po uroczystości nie musimy też robić weselicha na 150 osób. Na ślub cywilny zapraszamy zazwyczaj kilka osób: świadków i najbliższą rodzinę. Potem zabieramy ich do pobliskiej restauracji, w której zarezerwowaliśmy trzy stoliki. Po kościelnym tak nie wypada.
                                  Ceremonia w kościele wymaga też od młodych znacznie więcej zachodu. Trzeba mieć drogą suknię ślubną, przejść kurs przedmałżeński, znaleźć dwóch świadków, którzy pójdą do spowiedzi i przystąpią do komunii świętej, co nie zawsze jest takie łatwe.'

                                  Od kiedy to ślub kościelny WYMAGA drogiej sukienki i wesela na 150 osób? Od kiedy to ślub cywilny to tylko parę osób i obiad w pobliskiej restauracji?

                                  A ponad to wszystko - autorzy tekstó portalu info.wiara.pl powinni chyba być na tyle zorientowani, że prawo kanonicznie NIE WYMAGA od świadków ślubu kościelnego (w KK) spowiedzi, przyjęcia komunii a nawet bycia wierzącymi!
                                  • joankb Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 10:53
                                    To przytoczony artykuł GW, nie opatrzony komentarzem prawnym. Tylko materiał do
                                    dyskusji jak sadzę.
                                    • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 10:57
                                      joankb napisała:
                                      > To przytoczony artykuł GW, nie opatrzony komentarzem prawnym. Tylko materiał do
                                      > dyskusji jak sadzę.

                                      To w takim razie gazeta schodzi na psy!
                                  • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 11:13
                                    satia2004 napisała:

                                    >
                                    > Od kiedy to ślub kościelny WYMAGA drogiej sukienki i wesela na 150 osób? Od kie
                                    > dy to ślub cywilny to tylko parę osób i obiad w pobliskiej restauracji?
                                    >

                                    Autor tekstu pisząc musimy, albo trzeba miał pewnie na myśli przymus społeczny, a ten jest dla wielu ludzi równie istotny, jak przymus faktyczny, jak chociażby ten prawny. A jeżeli znowu nie rozumiesz, to powiedz mi, kiedy ostatnio widziałaś pannę młodę w polskim kościele biorącą ślub w letniej sukience w kolorowe kwiatki? A w dyżurnym, nieco odświętniejszym, ale starym żakiecie pewnie już sporo babek szło do ślub cywilnego. Postawa tradycyjnego społeczeństwa jest na to drugie bardziej przyzwalająca. I jeżeli ktoś nie ma zamiaru się stresować, to zachowuje się konformistycznie. Nie jest to postawa do pochwalenia, ale tu nie o ocenę chodzi, tylko o stwiedzenie statystycznych faktów. Zresztą słyszałam już o przypadkach, w których ksiądz miał całą masę do powiedzenia na temat ubrania młodych. Decydując się więc na "cyrk" z drogą, jednorazową suknią ludzie mają skłonność do ciągnięcia pełnego programu, z wystawnym weselem itp. Zawsze znajdą się wyjątki od reguły, niedopasowana mniejszość, ale zadając naiwne pytanie o istnienie pierwszej zasady, wykazujesz się strasznie niską umiejętnością przewidywania ludzkiego zachowania. Prawdopodobnie bywasz w swom życiu bardzo często zaskakiwana.
                                    Być może jednak twoje pytanie "Od kiedy to ślub kościelny WYMAGA drogiej sukienki i wesela na 150 osób? " nie jest wcale wyrażeniem zdziwienia na temat istnienia społecznych reguł, tylko formą spontanicznego protestu, w stylu "wiem, że wiele osób uważa to za wymaganą oprawę ślubu, ale osobiście się z takim podjeściem nie zgadzam". Wtedy sama jednak korzystałabyś z domyślnych płaszyzn wypowiedzi, a upierałaś się, że takich, jako wielki wyjątek, nawet nieumyślnie, nie stosujesz. Już nie wiem więc, jak rozumieć twój styl...
                                    • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 11:31
                                      pierwszalitera napisała:
                                      > A jeżeli znowu nie rozumiesz, to powiedz mi, kiedy ostatnio widzi
                                      > ałaś pannę młodę w polskim kościele biorącą ślub w letniej sukience w kolorowe
                                      > kwiatki? A w dyżurnym, nieco odświętniejszym, ale starym żakiecie pewnie już sp
                                      > oro babek szło do ślub cywilnego.

                                      Ostatnio widziałam w kościele babkę w garsonce. A w USC w wielkiej białej ślubnej sukni. I co teraz?


                                      > Być może jednak twoje pytanie "Od kiedy to ślub kościelny WYMAGA drogiej sukien
                                      > ki i wesela na 150 osób? " nie jest wcale wyrażeniem zdziwienia na temat istnie
                                      > nia społecznych reguł, tylko formą spontanicznego protestu, w stylu "wiem, że w
                                      > iele osób uważa to za wymaganą oprawę ślubu, ale osobiście się z takim podjeści
                                      > em nie zgadzam".

                                      Jeżeli już na siłę musisz się doszukiwać 'co autor miał na myśli' bo nie potrafisz czytać zwyczajnie ze zrozumieniem to dziwi mnie, że można napisać taką bzdurę w formie twierdzącej, jakby opisywało się obowiązujące reguły/zasady. Autor IMO użył bardzo bzdurnego, nieprecyzyjnego sposobu przekazu i wyszedł mu bezsens. Mam bardzo złe zdanie na temat poziomu dziennikarstwa w Polsce a to jest bardzo dobry przykład. To nie jest luźna rozmowa między znajomymi tylko formalny przekaz, który wymaga jednak odrobimy przyłożenia się i nie pisania idiotyzmów w stylu, że świadkowie muszą iść do spowiedzi i przyjąć komunię. Autor ma ewidentne braki merytoryczne.


                                      > Już nie wiem więc, jak rozumieć twój styl...

                                      Dlaczego na siłę doszukujesz się 'stylu'?. IMO niepotrzebnie marnujesz czas na doszukiwanie się w mojej wypowiedzi jakiegoś drugiego dna i pouczające kazania pod moim adresem. Ja piszę prosto, staram trzymać się faktów i nie pozostawiać miejsca na 'interpretację'. Ty akurat pudłujesz prawie za każdym razem :D
                                      • fanka_tomcia Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 16:43
                                        satia ----> ale nadal dominująca większość uważa, że jak kościół, to musi być
                                        mega wypas, jak cywilny, to wręcz nie wypada (!!!!!) ubierać białej strojnej
                                        sukni. jeśli o mnie chodzi, to jeśli będę brać cywilny, to nikt mi nie zabroni
                                        ubrać się jak księżniczce, jeśli będę miała taką fantazję i będzie mnie stać,
                                        ale część młodych liczy się jeszcze często ze zdaniem rodziny, która ma
                                        konserwatywne poglądy :/
                                        poza tym teraz ślub kościelny jest zazwyczaj jednoczesny z cywilnym (ślub
                                        konkordatowy), tzn młodzi podpisują papierki w kancelarii kościelnej, więc
                                        suknia ślubna jest jedna - do kościoła. dawniej, pamiętam że często brało się
                                        ślub najpierw cywilny i wtedy sukienka do cywilnego była osobna, skromna.
                                        z kolei na zdjęciach czy filmikach znajomych z lat 70-tych nie widzę wielkiej
                                        różnicy pomiędzy sukniami do ślubu cywilnego, a do ślubu kościelnego. nie
                                        różniły się wiele krojem czy strojnością, oczywiście kolorem, plus w kościele
                                        akcesoria typu welon ;)
                                      • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 07.12.09, 22:41
                                        satia2004 napisała:

                                        > Ostatnio widziałam w kościele babkę w garsonce. A w USC w wielkiej białej ślubn
                                        > ej sukni. I co teraz?

                                        Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Umysł ścisły, a o statystyce nic nie słyszał...


                                        > Jeżeli już na siłę musisz się doszukiwać 'co autor miał na myśli' bo nie potraf
                                        > isz czytać zwyczajnie ze zrozumieniem to dziwi mnie, że można napisać taką bzdu
                                        > rę w formie twierdzącej, jakby opisywało się obowiązujące reguły/zasady. Autor
                                        > IMO użył bardzo bzdurnego, nieprecyzyjnego sposobu przekazu i wyszedł mu bezsen
                                        > s. Mam bardzo złe zdanie na temat poziomu dziennikarstwa w Polsce


                                        Ja staram się tylko zrozumieć, co ty miałaś na myśli, bo w twojej głowie nie siedzę. Za pragmatycznie i logicznie tam chyba być nie może, bo właśnie przyznałaś, że pielęgnujesz uprzedzenia.


                                        Ja piszę prosto, staram trzymać się faktów i nie pozostawiać
                                        > miejsca na 'interpretację'. Ty akurat pudłujesz prawie za każdym razem :D

                                        Coś tam pewno chciałaś nam przekazać, ale się niestety nie udało i nawet komuś tak dociekliwemu jak mnie, odchodzi ochota do dalszej dyskusji. Naprawdę myślisz, że piszesz prosto i trzymasz się faktów? To złudzenie, bo jakoś nie udało ci się nikogo o niczym przekonać. A czy ja pudłuję, nie potrafisz ocenić, nie znasz się na tym. Żadna interpretacja, tylko fakt. ;-)
                                        • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 08.12.09, 08:56
                                          pierwszalitera napisała:
                                          > Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Umysł ścisły, a o statystyce nic nie słyszał..

                                          Statystykiem jestem z wykształcenia. To była odpowiedź na TWOJE pytanie. Nie
                                          spodobała się? Nie pasuje do tego co chciałaś przedstawić? Ojejku!

                                          > Ja staram się tylko zrozumieć, co ty miałaś na myśli, bo w twojej głowie nie
                                          siedzę

                                          A ja się właśnie staram Cię przekonać, że nie musisz siedzieć - wystarczy, że
                                          nauczysz się czytać. Czego usilnie odmawiasz.

                                          > Za pragmatycznie i logicznie tam chyba być nie może, bo właśnie przyznałaś,
                                          > że pielęgnujesz uprzedzenia.

                                          A to w Twojej głowie logiki ani rusz - jak można być 'uprzedzonym' do czegoś o
                                          co potykasz się o krok? Inteligentny człowiek zaczyna dostrzegać PRAWIDŁOWOŚCI a
                                          nie pielęgnuje uprzednia. Głupi będzie natykał się na coś codziennie i nadal
                                          twierdził, że nic nie zauważa :D

                                          > Coś tam pewno chciałaś nam przekazać, ale się niestety nie udało i nawet komuś
                                          > tak dociekliwemu jak mnie, odchodzi ochota do dalszej dyskusji.

                                          Bo oczywiście Ty wiesz lepiej co ja 'chciałam', mimo, że kilkukrotnie napisałam
                                          co innego. Jasssssne :) Zejdź kobieto na ziemię.

                                          > Naprawdę myślisz,
                                          > że piszesz prosto i trzymasz się faktów? To złudzenie, bo jakoś nie udało ci
                                          > się nikogo o niczym przekonać.

                                          Czy Ty naprawdę napisałaś, że kogokolwiek trzeba przekonywać do FAKTÓW :D No ja
                                          wiem, że są ludzie, którzy uważają, że jak fakty przeczą przyjętej przez nich
                                          tezie to tym gorzej dla faktów, ale w przeciwieństwie do Ciebie - ja do nich nie
                                          należę :D
                                          • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 08.12.09, 13:50
                                            satia2004 napisała:

                                            > Statystykiem jestem z wykształcenia.

                                            Wszystko jasne...
                                            • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 08.12.09, 15:28
                                              ?pierwszalitera napisała:
                                              > Wszystko jasne...

                                              Czyżbyś kierowała się UPRZEDZENIAMI?? ;)
                                              • pierwszalitera Re: Konkretów dalej brak :) 08.12.09, 15:42
                                                satia2004 napisała:

                                                > ?pierwszalitera napisała:
                                                > > Wszystko jasne...
                                                >
                                                > Czyżbyś kierowała się UPRZEDZENIAMI?? ;)

                                                Podobno potrafisz czytać ze zrozumieniem, więc sobie odpowiedz. ;-)
                • satia2004 Re: Konkretów dalej brak :) 06.12.09, 18:35
                  Twoja wypowiedź potwierdza mniej więcej to co pisałam:

                  Albo
                  - ceremonie humanistyczne nie mają za bardzo na czyn bazować - nie można wskazać na czym miałyby się rozwinąć, do czego nawiązywać, będę wspólną 'coolową' nazwą rodzinnych tradycji, które zawsze były jednak dla każdego będzie to co innego
                  albo
                  - są zastępnikiem ceremonii religijnych, z których ktoś zrezygnował ale nie chce rezygnować z rozmachu, imprezy, ceremoniału itp.
            • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 06.12.09, 01:24
              no to może chodzić tylko o imprezę z okazji urodzenia dziecka? ;)
              • satia2004 Re: Chrzty "cywilne" 06.12.09, 01:41
                kuraiko napisała:
                > no to może chodzić tylko o imprezę z okazji urodzenia dziecka? ;)

                Do imprezy każdy powód dobry :D
                • kuraiko Re: Chrzty "cywilne" 06.12.09, 13:39
                  tylko zaraz ktoś się uczepi, że impreza to słowo prawie że pejoratywne i
                  umniejszające doniosłe znaczenie okazji ;) a mówi się impreza urodzinowa ;) to
                  niech będzie "przyjęcie" ;))) czym jest np wesele jeśli nie przyjęciem i zabawą,
                  czy też przyjęcie komunijne. nie zawsze na weselach są zabawy, tylko jest zwykły
                  uroczysty obiad.
    • wariamiktoria Re: Chrzty "cywilne" 02.12.09, 09:39
      Ja myślę o tym bardzo konkretnie. Chcę aby nasi świadkowie ze ślubu cywilnego
      byli wsparciem dla mojego syna. Wstępnie się zgodzili, nie będziemy z tego
      tytułu urządzać ceremonii ale na etapie gdy synek będzie mógł kojarzyć co i jak
      powiemy że gdy będzie potrzebował wsparcia to ciocia Dorota i wujek Jacek mu
      pomogą. I to jak najbardziej w sferze duchowej bo ciocia ma poglądy podobne jak
      mój mąż a wujek podobne do moich a przecież i w życiu ateisty pojawiają się
      problemy takiej natury i dobrze wtedy o nich porozmawiać, czasem niekoniecznie z
      rodzicami. A gdy inne dzieci będą szły do I komunii mam nadzieję że do tego
      czasu przekażemy mu taką wiedzę aby świadomie decydował czy chce być członkiem
      KRK, wtedy zgodnie z katechizmem tego kościoła zyskuje prawo do samodzielnej
      decyzji w tej kwestii.
      A i dla obu rodzin to ja jestem ta zła bo nie zgadzam się na hipokryzję. Moja
      mama przestała naciskać na ślub kościelny jak się zgodziłam w wersji że milczę a
      mąż składa przysięgę (i tylko jeśli on sam by czuł taką potrzebę).
    • anna-pia Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 09:49
      Kojarzy mi się z komunistyczną uroczystością nadania dziecku imieniu ("rodzi się
      nowa świecka tradycja") i jako takie jest dla mnie dziwnym tworem, sztucznym i
      bez oparcia w tradycji, choćby przedchrześcijańskiej słowiańskiej. Poza tym, nie
      rusza mnie to, dopóki ateiści nie plują na wiarę - moją czy inną (co niestety
      jest dość częste, ale to już temat na inny wątek). Zaznaczam, że mam wśród
      przyjaciół ludzi innego wyznania chrześcijańskiego niż ja oraz zdeklarowanych
      ateistów i nikomu to nie przeszkodziło w przyjściu na mój ślub w KRK :)
      • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 10:33
        anna-pia napisała:
        > Kojarzy mi się z komunistyczną uroczystością nadania dziecku imieniu ("rodzi si
        > ę
        > nowa świecka tradycja") i jako takie jest dla mnie dziwnym tworem, sztucznym i
        > bez oparcia w tradycji, choćby przedchrześcijańskiej słowiańskiej.

        Ale pojechałaś. Takich "tworów" jeszcze w sumie nie ma, na razie o nich
        rozmawiamy. Kto mówi, że nie mogą zawierać przedchrześcijańskich słowiańskich
        tradycji? Albo elementów chrześcijańskich? Albo zupełnie innych?
        Już pisałam, ze jeśli chcielibyśmy stawiać tylko na to, co jest, bez dodawania
        żadnych nowych elementów, to większość tego, co dziś kultywujemy, więszkość
        naszych obrzędów i zwyczajów by w ogólenie powstała. Nie mielibyśmy kolorowych
        jaj na Wielkanoc, choinki na Święta itp.
        Poza tym nie rozumiem, dlaczego odmawiać komukolwiek sensowności robienia tego,
        na co ma ochotę...
        Nie wolno pluć na Twoją wiarę, a wolno mówić o cudzych potrzebach i tworzeniu
        nowych obrzędów, że są "dziwnym tworem, sztucznym i bez oparcia w tradycji"?
        • anna-pia Re: Chrzty "cywilne" 04.12.09, 23:32
          jul-kaa napisała:

          > Nie wolno pluć na Twoją wiarę, a wolno mówić o cudzych potrzebach i tworzeniu
          > nowych obrzędów, że są "dziwnym tworem, sztucznym i bez oparcia w tradycji"?

          Moja tradycja ma 2 tysiące lat. Możesz uważać, że jest dziwna (dla muzułmanów
          dziwne jest, że rozmawiam z obcymi mężczyznami, dla Chińczyków - że robię sobie
          zdjęcia z obcymi mężczyznami), sztuczna (ach, te tysiące ograniczeń...), ale te
          dwa tysiące lat to już jest długa tradycja. Nie obrażę się, bo dziwny i sztuczny
          nie są nacechowane emocjonalnie.
          Przymiotniki "dziwne, sztuczne i bez oparcia w tradycji" nie są nacechowane
          negatywnie.

          stary_dywanik napisała:

          >
          > anna-pia napisała:
          > > dopóki ateiści nie plują na wiarę - moją czy inną (co niestety
          > > jest dość częste, ale to już temat na inny wątek)
          >
          > Częstsze niż zjawisko odwrotne?
          >
          > Bo dla mnie określenie czegoś jako uroczystość kounistyczna, dziwny
          > i sztuczny twór jest właśnie pewnego rodzaju splunięciem.

          Przeczytaj powoli, co napisałam - napisałam, że _kojarzy_ mi się z komunistyczną
          uroczystością. Były takowe, do dziś mam zaproszenie na taką uroczystość nadania
          mi imienia :) Ceremonie humanistyczne to nowy wynalazek i mają prawo kojarzyć mi
          się z wymyślonym przez komunistów erzatzem chrztu, bo chodzi o coś, co go
          zastąpi dla ludzi, którzy nie chrzczą.

          I jeszcze raz powtórzę - przymiotniki dziwny i sztuczny nie są nacechowane
          negatywnie.

          Reasumując, sugeruję czytanie ze zrozumieniem i dystans, bo nie zamierzam nikogo
          przepraszać za skojarzenia historyczne i stonowane słownictwo.
          • jul-kaa Re: Chrzty "cywilne" 04.12.09, 23:49
            anna-pia napisała:
            >
            > Moja tradycja ma 2 tysiące lat. Możesz uważać, że jest dziwna (dla muzułmanów
            > dziwne jest, że rozmawiam z obcymi mężczyznami, dla Chińczyków - że robię sobie
            > zdjęcia z obcymi mężczyznami), sztuczna (ach, te tysiące ograniczeń...), ale te
            > dwa tysiące lat to już jest długa tradycja. Nie obrażę się, bo dziwny i sztuczn
            > y
            > nie są nacechowane emocjonalnie.

            Nie wiem, czy wiesz, ale moja wiara ma dokładnie tyle samo lat, co Twoja :)
            I nawet kilkaset lat wspólnej tradycji!

            > Przymiotniki "dziwne, sztuczne i bez oparcia w tradycji" nie są nacechowane
            > negatywnie.

            Cóż, wg mnie są, ale tego sporu pewnie nie rozstrzygniemy.

            > Reasumując, sugeruję czytanie ze zrozumieniem i dystans, bo nie zamierzam nikog
            > o
            > przepraszać za skojarzenia historyczne i stonowane słownictwo.
            >

            Wybacz, ale mało rzeczy tak mnie drażni na forach, jak sugestia "czytania ze
            zrozumieniem". Czytam ze zrozumieniem, staram się rozumieć, a jeśli nie
            rozumiem, proszę o wyjaśnienie. Jeśli zrozumiem źle - też można mnie naprowadzić
            na właściwą drogę. Sugerowanie, że czytam bez zrozumienia jest dla mnie przykre,
            bo sugeruje moją złą wolę.
            • anna-pia Re: Chrzty "cywilne" 08.12.09, 10:32
              jul-kaa napisała:

              > Sugerowanie, że czytam bez zrozumienia jest dla mnie przykre
              > ,
              > bo sugeruje moją złą wolę.

              Nic z tych rzeczy.
              Sugeruje, że nie przeczytałaś dokładnie / śpieszyłaś się / nie rozumiesz, o czym
              piszę.
              Sugeruję twoją złą wolę wtedy, kiedy zarzucam ci przeinaczanie moich wypowiedzi.
          • joannea Re: Chrzty "cywilne" 05.12.09, 12:10
            anna-pia napisała:

            > jul-kaa napisała:
            >
            > > Nie wolno pluć na Twoją wiarę, a wolno mówić o cudzych potrzebach i tworz
            > eniu
            > > nowych obrzędów, że są "dziwnym tworem, sztucznym i bez oparcia w tradycj
            > i"?
            >
            > Moja tradycja ma 2 tysiące lat. Możesz uważać, że jest dziwna (dla muzułmanów
            > dziwne jest, że rozmawiam z obcymi mężczyznami, dla Chińczyków - że robię sobie
            > zdjęcia z obcymi mężczyznami), sztuczna (ach, te tysiące ograniczeń...), ale te
            > dwa tysiące lat to już jest długa tradycja.


            proponuje poczytac troche o historii kosciola. naprawde wierzysz, ze 2000 lat
            temu ludzie byli chrzczeni w kosciolach jako niemowleta??? Ta Twoja "tradycja"
            ma w duzej czesci gora 200 lat (pogrzeby, swieta, sakramenty, chrzciny itp).
            • anna-pia Re: Chrzty "cywilne" 08.12.09, 10:30
              joannea napisała:

              > proponuje poczytac troche o historii kosciola. naprawde wierzysz, ze 2000 lat
              > temu ludzie byli chrzczeni w kosciolach jako niemowleta???

              Ty to napisałaś, ja tak nie pisałam, nie zauważyłaś? Przypisujesz mi swoje
              daleko idące interpretacje.

              > Ta Twoja "tradycja"
              > ma w duzej czesci gora 200 lat (pogrzeby, swieta, sakramenty, chrzciny itp).
              >
      • stary_dywanik Re: Chrzty "cywilne" 03.12.09, 12:49

        anna-pia napisała:
        > dopóki ateiści nie plują na wiarę - moją czy inną (co niestety
        > jest dość częste, ale to już temat na inny wątek)

        Częstsze niż zjawisko odwrotne?

        Bo dla mnie określenie czegoś jako uroczystość kounistyczna, dziwny
        i sztuczny twór jest właśnie pewnego rodzaju splunięciem.
        • anna-pia komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 10:36
          stary_dywanik napisała:

          > Bo dla mnie określenie czegoś jako uroczystość kounistyczna, dziwny
          > i sztuczny twór jest właśnie pewnego rodzaju splunięciem.

          Co jest dla ciebie obraźliwego w komunistycznej uroczystości nadania imienia?
          Co jest obraźliwego w określeniu "dziwny i sztuczny"? Np. obecnie dziwne jest
          składanie życzeń w okresie Bożego Narodzenia "z okazji świąt", bez precyzowania,
          o jakie święta chodzi (nagminnie dostaję takie życzenia od paru lat, nie wiem,
          czy chodzi o BN, Rosz Haszana czy Nowy Rok). Sztuczne są wywołane komercyjnie
          "święta" takie jak Halloween i Walentynki. To też obraza?
          • pierwszalitera Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 13:49
            anna-pia napisała:

            > Co jest obraźliwego w określeniu "dziwny i sztuczny"? Np. obecnie dziwne jest
            > składanie życzeń w okresie Bożego Narodzenia "z okazji świąt", bez precyzowania
            > ,
            > o jakie święta chodzi (nagminnie dostaję takie życzenia od paru lat, nie wiem,
            > czy chodzi o BN, Rosz Haszana czy Nowy Rok). Sztuczne są wywołane komercyjnie
            > "święta" takie jak Halloween i Walentynki. To też obraza?

            Gdy ktoś używa określeń dziwny i sztuczny, to chyba ma na myśli odmienne, dla niego niezrozumiałe, nie pasujące do istniejących tradycji, odbiegające od aktualnej normy. Sztuczne, to zawsze jakiś erzac, coś, co nie do końca jest prawdziwe, godne brania na serio i nie wywowłujące prawdziwego zachwytu. Słów używa się zawsze w pewnym kontekście i tutaj oba wyrażenia wartościują i zawierają dezaprobatę. Podobnie jak niezadowolenie wywołuje u ciebie zapominanie, że chodzi o Boże Narodzenie, a nie jakieś tam inne "święta", które dla ciebie nie mają znaczenia. Zapominasz jednak, że oceniasz z własnego, wąskiego, katolickiego punktu wiedzenia i twoje spojrzenie nie musi być decydujące dla innych ludzi. Dla Żydów ten czas to Chanukka, dla ateistów komercja, urlop i sentymentalna wycieczka do czasów dzieciństwa. Każdy ma prawo do swoich hierarchii, nie musi kierować się twoimi i twoje nie są ani prawdziwsze, ani lepsze. A że komunizm wywołuje w Polsce negatywne skojarzenia, to chyba też wiadome i skoro tak ważne ci, by inni nie zapominali o twoich wartościach, to nie powinno sprawiać ci kłopotów uwzględnić wartości innych ludzi? Poza tym Halloween i Walentynki, to nie są w ogóle sztuczne święta i być może kogoś byś tym obraziła. Mają bowiem długą i bogatą tradycję w niektórych krajach. I też na przykład przeniesione zostały kiedyś przez anglosaskich emigrantów do Nowego Świata i są tam obchodzone przez większość Amerykanów, także tych, którzy mają inne korzenie. Nikomu do głowy nie wpadnie, że są sztuczne. I może to tylko polskie słowo "święta" jest powodem do irytacji? Ale to znowu tylko zawężenie fokusu, bo w innych językach konotacja określenia nie jest zawsze taka religijna i nie robi się tak dużej różnicy w określaniu święta Bożego Narodzenia, święta Pluszowego Misia i święta Osobistych Urodzin. Wydaje mi się, nawet Polacy używają "świętować" w znaczeniu coś obchodzić, uczcić, a nawet bawić się z jakiegoś powodu.
            • fanka_tomcia Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:19
              "Poza tym Halloween i Walentynki, to nie są w ogóle sztuczne święta i być może
              kogoś byś tym obraziła."
              racja - to w Polsce są uważane, za "sztuczne", "złe" bo "amerykańskie", czysto
              komercyjne.
              osobiście mnie również (jak wielu znajomych ;) ) drażnią serduszka w sklepach
              już na początku lutego i kiczowate czerwone pierdółki, tak samo jak gadżety na
              Halloween pojawiające się na 2-3 tygodnie przed 31 października. ale tak samo
              choinka i św. Mikołaj w sklepach pod koniec listopada :/
              ale jak odrzucimy komerchę, to mamy fajną okazję w lutym, żeby się zabawić ;) z
              drugiej strony nikt nie każe brać udziału w Walentynkach.
              Jeśli chodzi o Halloween, to część moich znajomych twierdzi, że obchodzi Samhain
              i nawet nie są gołosłowni, bo pamiętają też o innych celtyckich świętach ;)

              zresztą Polacy powinni spojrzeć na własne POGAŃSKIE tradycje i święta
              zaadaptowane przez Kościół na chrześcijanńskie ;) już pomijając datę Bożego
              Narodzenia, to np Matki Boskiej Gromnicznej to zaadaptowane święto celtyckie,
              Wszystkich Świętych i Zaduszki to Dziady, czyli niejako słowiański odpowiednik
              Samhain. (tylko u nas zwykło się jękolić i być poważnym, zamiast cieszyć się,
              Wszystkich Świętych to powinno być wesołe święto, ale nie, musi być powaga i
              zaduma :/)
              A jeszcze mówi się, że Dzień Kobiet to komunistyczne święto, fakt ma pochodzenie
              socjalistyczne, ale zostało ustanowione w USA.

              Mam wrażenie, że Polakom wszystko przeszkadza, co nie jest powszechnie uważane
              za "rdzennie polskie" czy też "katolickie" :/ a sami nie znają pochodzenia
              własnych zwyczajów, plują jednak na inne.
              • bebe.lapin Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:27
                >
                > zresztą Polacy powinni spojrzeć na własne POGAŃSKIE tradycje i święta
                > zaadaptowane przez Kościół na chrześcijanńskie ;) j

                ja uwazam, ze zamast przeszczepiac na swoj grunt swita typu walentynki czy
                halloween (ktore sa sztuczne i obce chyba glownie dlatego wlasnie, ze nie ma w
                swiadomosci ludzi ich glebszej podbudowy), powinnismy zobaczyc, jakie sa nasze
                lokalne tradycje; np. swietowanie milosci w noc swietojanska (koniec czerwca)niz
                w lutym ma wiecej uroku i daje wiecej mozliwosci ;), zwlaszcza, gdyby ktos
                chcial wcielac _wszystkie_ rytualy z tym zwiazane.

                W zeszlym roku zas proponowalam znajomym, ze wyprawimy Dziady, ale poniewaz
                nastepny dzien to ciezka harowa i podroze, poza tym, niektorzy wracali do swoich
                miast, nic z tego nie wyszlo :(
                • pierwszalitera Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:55
                  bebe.lapin napisała:

                  > ja uwazam, ze zamast przeszczepiac na swoj grunt swita typu walentynki czy
                  > halloween (ktore sa sztuczne i obce chyba glownie dlatego wlasnie, ze nie ma w
                  > swiadomosci ludzi ich glebszej podbudowy), powinnismy zobaczyc, jakie sa nasze
                  > lokalne tradycje; np. swietowanie milosci w noc swietojanska (koniec czerwca)ni
                  > z
                  > w lutym ma wiecej uroku i daje wiecej mozliwosci ;), zwlaszcza, gdyby ktos
                  > chcial wcielac _wszystkie_ rytualy z tym zwiazane.

                  To związane jest ciągle z negatywnym podejściem do pogańskich świąt w Polsce. Nie na darmo kościół chrześcijański długo o to walczył i zabiegał, by kojarzyło nam się to z bezwartościowym zabobonem, grzechem, albo z innym przewinieniem. Rola katolicyzmu jest u nas jeszcze na tyle silna, że łatwiejsze wydaje nam się wprowadzenie pogańskich tradycji innych narodowości, są mniej dla nas kontrowersyjne i zwykle też mocno już skomercjonalizowane, że ich pochodzenie nie wali tak po oczach. Wygląda na to, że inne ludy pielęgnując swoje tradycje wykazały się mniejszą strachliwością i nie uległy tak łatwo presji jedynie słusznego kościoła. ;-)
              • pierwszalitera Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:40
                fanka_tomcia napisała:

                > Mam wrażenie, że Polakom wszystko przeszkadza, co nie jest powszechnie uważane
                > za "rdzennie polskie" czy też "katolickie" :/ a sami nie znają pochodzenia
                > własnych zwyczajów, plują jednak na inne.

                Ha, ha, ha, a nosząc wielkanocne jajka do święcenia, nie mają nawet pojęcia, jak blisko są swoich pogańskich przodków. Ja tak sobie myślę, że większego kulturowego złodziejstwa, jakie popełniło chrześciajaństwo to ze świeczką szukać. Poczynając od semickich początków, przez helennistyczne tradycje antycznej Europy do asymilacji pogańskich zwyczajów tej północno-zachodniej jej części. Pytanie, co w ogóle jest obrzędowo "czysto" chrześcijańskie, czego nie wolno ruszać innym, by nie narazić się na plagiat?
                • fanka_tomcia Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 09.12.09, 01:11
                  "Pytanie, co w ogóle jest obrzędowo "czysto" chrześcijańskie, czego nie wolno
                  ruszać innym, by nie narazić się na plagiat?"
                  dobre pytanie.
                  zadam lepiej ode mnie wykształconemu religioznawcy, bo w tym momencie nie mogę
                  znaleźć odpowiedzi :D (i chyba będzie baaaaardzo trudno ;))) )
          • stary_dywanik Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:13
            W zasadzie to Pierwszalitera już Ci odpowiedziała. Nie wiem jakie
            były Twoje świadome intencje, ale wypowiedź, do której się odnosiłam
            odebrałam jako pogardliwą (zreszta nie tylko ja). Coś w stylu "haha,
            ktoś na siłę (czyli jak za komuny) nędzne podróbki będzie próbował
            wprowadzać". Czy gdyby ktoś w podobnym tonie wyrażał się o
            katolickich zwyczajach to nie poczułabyś się obrażona? Sądząc po
            conajmniej kuriozalnym wyskoku o pluciu na wiarę nie zdziwiłabym się
            gdybyś była bardzo obrażona.
          • stary_dywanik Re: komunistyczny, dziwny i sztuczny... 08.12.09, 15:23

            anna-pia napisała:
            > Np. obecnie dziwne jest
            > składanie życzeń w okresie Bożego Narodzenia "z okazji świąt", bez
            precyzowania
            > ,
            > o jakie święta chodzi

            Jeżeli kogoś interesuje wyłącznie rodzinno-sentymentalny aspekt
            świętowania to złożenie życzeń "z okazji świąt" jest jak najbardziej
            wystarczające, właściwe i nie jest niczym dziwnym. Jeżeli natomiast
            składamy życzenia komuś o kim wiemy, że ważny jest dla niego aspekt
            religijny to miłym gestem jest żłożenie życzeń "z okajzji Świąt
            Bożego Narodzenia".

    • satia2004 Nadanie imienia 03.12.09, 12:36
      Padło tu takie określenie, że ceremonia nie ma być chrztem, tylko powitaniem dziecka na świecie, nadaniem imienia. Wszytko fajnie tylko, że w naszej tradycji raczej nie ma jakiegoś nacisku na imię - jesteśmy Kaśkami, Baśkami, Andżelikami i już - imiona już dawno straciły jakieś specjalne znaczenie - nie są indywidualnym określeniem człowieka (btw. w Polsce jest ponoć ponad milion kobiet o imieniu Anna ;) ). Robienie więc ceremonii dla czegoś, co ma małe znaczenie jest jakieś takie nie teges dla mnie.

      Joanka napisała o tradycji w jej rodzinie przedstawiania dziecka krewnym. U mnie np. zwyczaj jest odwrotny - rodzina 'udaje się' do dziecka - nawet nie wiedziałam, że to tradycją można nazwać ;) Po prostu po narodzinach krewni odwiedzają rodziców i dziecko (bliźsi już w szpitalu, dalsi w domu, jak rodzice się ogarną) przynosząc zwykle drobne prezenty. Tak się przyjęło - jest to zupełnie niezależne od chrztu (zwykle późniejszego), który jest stricte ceremonią religijną - przyjęciem dziecka do wspólnoty kościoła.

      Moje spojrzenie jest takie - ceremonie, 'rytuały', tradycje (szczególnie rodzinne) dla wydarzeń o świeckim charakterze - super, erzatze w miejsce wykluczonych ze swojego życia aspektów religijnych - bez sensu.
      • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 12:45
        o napisałaś trochę tak jak ja miałam na myśli (to o imieniu plus podsumowanie)
      • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 12:58
        Trochę mi ręce opadają w tej dyskusji, muszę powiedzieć.
        Ja mam taka filozofię - jeśli jacyś ludzie mają potrzebę robienia czegoś, co
        jest dla nich ważne, a jednocześnie jest bezpieczne, moralne (?) i nie godzi ani
        w ich, ani w moje interesy - niech robią! Jeśli chcą przy tym wykorzystać
        elementy moich tradycji - proszę bardzo, cieszę się, że "moje" im się podoba.
        Nie rozumiem (i chyba nie zrozumiem) tych, którym to przeszkadza, którzy
        uważają, że to bez sensu.
        Wybaczcie idiotyczne porównanie, ale to tak, jak z tatuażem - ja nie zrobiłabym
        sobie takowego za żadne skarby świata, jest mi to absolutnie zbędne, nie mam
        ochoty ozdabiać sobie ciała w ten sposób. ALE! uważam, że jeśli ktokolwiek
        (pełnoletni najchętniej) ma taka potrzebę, ochotę czy kaprys - niech robi! Mój
        pogląd na to nie uprawnia mnie w _najmniejszym stopniu_ do krytyki czyjegos
        postępowania i oceniania go.

        satia2004 napisała:

        > Padło tu takie określenie, że ceremonia nie ma być chrztem, tylko powitaniem dz
        > iecka na świecie, nadaniem imienia. Wszytko fajnie tylko, że w naszej tradycji
        > raczej nie ma jakiegoś nacisku na imię - jesteśmy Kaśkami, Baśkami, Andżelikami
        > i już - imiona już dawno straciły jakieś specjalne znaczenie - nie są indywidu
        > alnym określeniem człowieka (btw. w Polsce jest ponoć ponad milion kobiet o imi
        > eniu Anna ;) ). Robienie więc ceremonii dla czegoś, co ma małe znaczenie jest j
        > akieś takie nie teges dla mnie.

        Wprowadzenie dziecka do społeczności (nie tylko rodziny!), chęć uczczenia
        pojawienia się nowego człowieka na świecie, nadanie mu imienia (co ma swoje
        społeczne konsekwencje niezwiązane z symboliką imion), "pokazanie" go światu,
        nawiązanie (niejako za nie) kontaktów społecznych między dzieckiem a bliskimi
        nam ludźmi, powierzenie go dodatkowej opiece pewnych osób (przyjaciół, członków
        rodziny). To wszystko jest bez sensu?

        Trudno mi uwierzyć, że te wszystkie zastrzeżenia, które ma kilka osób w tym
        wątku, wynikają wyłącznie z użycia przez założycielkę wątku słowa "chrzest". To
        nie o chrzest tu chodzi, a o zupełnie inną, świecką uroczystość, niezwiązaną z
        żadnym wyznaniem, Kościołem czy religią.
        Nie pojmuję, dlaczego ktokolwiek się temu sprzeciwia, uważa, że to bez sensu, że
        to twór dziwny i sztuczny.

        • satia2004 Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:09
          jul-kaa napisała:
          > Trochę mi ręce opadają w tej dyskusji, muszę powiedzieć.

          Mnie też ręce opadają - to już rozumiem swojego zdania mieć nie można? Autorka zapytała 'co o nich sądzicie' ale tylko przyklaskiwać można?

          Nie bronię nikomu niczego, co nie oznacza, że ze wszystkim muszę się bezkrytycznie zgadzać i popierać.
          • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:27
            satia2004 napisała:

            > jul-kaa napisała:
            > > Trochę mi ręce opadają w tej dyskusji, muszę powiedzieć.
            >
            > Mnie też ręce opadają - to już rozumiem swojego zdania mieć nie można? Autorka
            > zapytała 'co o nich sądzicie' ale tylko przyklaskiwać można?
            >
            > Nie bronię nikomu niczego, co nie oznacza, że ze wszystkim muszę się bezkrytycz
            > nie zgadzać i popierać.

            Cóż, widzę, że mamy po prostu zupełnie inne podejście do tego, co robią inni
            ludzie. Ja jestem maksymalnie przyzwalająca, Ty oceniasz. Pewnie to po prostu
            różnice indywidualne i tyle.
            • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 00:28
              jul-kaa napisała:
              > ludzie. Ja jestem maksymalnie przyzwalająca, Ty oceniasz.

              Ty również oceniasz. Twoja ocena jest zwyczajnie inna niż moja.
              • jul-kaa Re: Nadanie imienia 05.12.09, 00:56
                satia2004 napisała:

                > Ty również oceniasz. Twoja ocena jest zwyczajnie inna niż moja.

                Przykłady poproszę. Na razie pisałam tylko, że ludzie mają do czegoś prawo, a
                nie oceniałam ich potrzeby/wybory/zachowania...
          • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:34
            satia2004 napisała:

            > jul-kaa napisała:
            > > Trochę mi ręce opadają w tej dyskusji, muszę powiedzieć.
            >
            > Mnie też ręce opadają - to już rozumiem swojego zdania mieć nie można? Autorka
            > zapytała 'co o nich sądzicie' ale tylko przyklaskiwać można?

            Chyba wrócę jeszcze do przykładu z tatuowaniem się. Jeśli ktoś zapyta o tatuaże,
            odpowiem - ja bym sobie nie zrobiła tatuażu, ale jeśli ktoś ma taką potrzebę -
            nie widzę przeszkód.
            Nie powiedziałabym, że tatuowanie się jest bez sensu. Po prostu mnie ta kwestia
            nie dotyczy. Mam prawo mieć w tej kwestii własne zdanie, ale jeśli ja sama nie
            odczuwam takiej potrzeby, a co więcej zastanawianie się nad tym jest mi
            całkowicie obce, nie mam absolutnie żadnej potrzeby komentowania cudzego
            postępowania i oceniania go.
            • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 15:41
              jul-kaa ----> ale piszesz wyłącznie o sobie. a nie każdy jest taki
              "przyzwalający". np w jakimś niedawnym wątku część "ateistyczna" (jak również
              "nieateistyczna") forumek twierdziła, że hipokryzją jest branie ślubu
              kościelnego przez osoby, które np nie uznają w całości nauk KRK. dla mnie
              pisanie, że ktoś jest hipokrytą, bo robi coś tam, jest jak najbardziej
              komentowaniem i ocenianiem cudzego zachowania.
              nie piszę akurat odnośnie Ciebie, bo i tak nie pamiętam kto się tam wypowiadał.
              Ale jak piszemy w jakiś wątkach, to szczerze powiedziawszy, to że jedna czy dwie
              osoby są 100% tolerancyjne i otwarte na cudze zachowania, nie zobowiązuje innych
              do takiej samej postawy i nie wyrażania negatywnych opinii.
              no chyba że założymy, że przyzwalamy na wszystko, to skąd te posty o hipokryzji.
              poza tym pisanie o przyzwalaniu na coś trochę mnie śmieszy, bo co to oznacza
              "pozwalam ludziom być takimi jakimi chcą". to że ja powiem, że zwyczaje weselne
              mnie śmieszą i są dla mnie głupie, to nie oznacza, że nie pozwalam ludziom się
              bawić w ten sposób ;) nie idę do sąsiadki i nie mówię jej "nie możesz robić
              takiej zabawy na weselu bo jest głupia", itp. a to że sobie myślę to czy tamto,
              to nie ma NAJMNIEJSZEGO wpływu na ludzi, którzy robią rzeczy które wydają mi się
              bez sensowne, śmieszne, głupie itd.
              co najwyżej mogą strzelić focha na forum :P
              • turzyca Re: Nadanie imienia 03.12.09, 15:58
                twierdziła, że hipokryzją jest branie ślubu
                > kościelnego przez osoby, które np nie uznają w całości nauk KRK.

                Ja Cie prosze, wez Ty do reki tekst przysiegi koscielnej z jakimis przypisami,
                przeczytaj uwaznie i powiedz mi, ile znasz osob, ktore wziely/wezma slub
                koscielny i maja zamiar choc sprobowac przestrzegac tego, co przysiegaja. A ile
                przysiega ot tak sobie, na odlew? I powiedz mi, jakie Twoim zdaniem okreslenie
                pasuje do takiej sytuacji. Mi do glowy przychodzi jeszcze krzywoprzysiestwo. Co
                brzmi zdecydowanie ostrzej od "obludy, dwulicowosci, nieszczerosci"...
                • joannea Re: Nadanie imienia 03.12.09, 22:10
                  turzyca - nic dodać, nic ująć. I dlatego osobiście nie zamierzam brać ślubu
                  kościelnego, ani chrzcić potomka - jest jakaś granica hiokryzji, której - moim
                  prywatnym zdaniem - nie powinno się przekraczać. Czyli, jeżeli biorę ślub
                  kościelny, to nie łykam pigułek. A ojciec dziecka nie podpisuje papierów, że nie
                  będzie utrudniał jego wychowania zgodnie z dogmatami katolickimi, bo popieramy
                  rozwody i aborcję, oraz mamy wielu przyjaciół gejów, i tak też chcemy wychować
                  dziecko. W grubszym skrócie.
                • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 13:07
                  biorąc pod uwagę, że kościelny biorą panny w stanie błogosławionym, hihi ^^
                  mnie nie chodziło o przysięgę zresztą, tylko o twierdzenie że jak ktoś nie
                  uznaje w całości KRK, tzn niekoniecznie kwestie antykoncepcji itp.
                  chodzi o ten tekst?
                  "Ja, N., biorę ciebie. N., za żonę (męża) i ślubuję ci miłość, wierność i
                  uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż,
                  Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. Po złożeniu sobie
                  przysięgi miłości przez nowożeńców, kapłan oświadcza: «Co Bóg złączył, człowiek
                  niech nie rozdziela». Małżeństwo przez was zawarte, ja powagą Kościoła
                  potwierdzam i błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen."
                  w jakim przypadku występuje krzywoprzysięstwo? moim zdaniem występowałoby w
                  takim, jak ktoś rzeczywiście nie ma zamiaru być wierny i uczciwy. Dodatkowo
                  zwrot do Boga i Świętych, więc jeśli się wierzy w Boga, Trójcę Świętą i
                  Świętych, to ja nie widzę problemu.
                  Większy problem jest moim zdaniem z protokołem, który się wcześniej podpisuje :/

                  ps. nie chce mi się o tym gadać, bo to bez sensu. Na razie mnie to nie dotyczy,
                  bo nie mam zamiaru być "hipokrytką" :P (a gdybym miała zamiar to tabun dziewczyn
                  z internetu nie wzbudziłby moich wyrzutów sumienia :P)
              • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:02
                kuraiko napisała:

                > jul-kaa ----> ale piszesz wyłącznie o sobie. a nie każdy jest taki
                > "przyzwalający". np w jakimś niedawnym wątku część "ateistyczna" (jak również
                > "nieateistyczna") forumek twierdziła, że hipokryzją jest branie ślubu
                > kościelnego przez osoby, które np nie uznają w całości nauk KRK. dla mnie
                > pisanie, że ktoś jest hipokrytą, bo robi coś tam, jest jak najbardziej
                > komentowaniem i ocenianiem cudzego zachowania.
                > nie piszę akurat odnośnie Ciebie, bo i tak nie pamiętam kto się tam wypowiadał.

                Ja o hipokryzji nie pisałam, szkoda, ze tego nie pamiętasz i że nie chciało Ci się sprawdzić.

                > Ale jak piszemy w jakiś wątkach, to szczerze powiedziawszy, to że jedna czy dwi
                > e
                > osoby są 100% tolerancyjne i otwarte na cudze zachowania, nie zobowiązuje innyc
                > h
                > do takiej samej postawy i nie wyrażania negatywnych opinii.
                > no chyba że założymy, że przyzwalamy na wszystko, to skąd te posty o hipokryzji.

                Oczywiście, że moja postawa nikogo do niczego nie zobowiązuje. Ale wyobraź sobie, jak byłoby pięknie, gdyby tak było! Gdyby jedni ludzie nie oceniali zachowań innych, nie określali ich wyborów/zachowań/postaw obraźliwymi epitetami.

                > poza tym pisanie o przyzwalaniu na coś trochę mnie śmieszy, bo co to oznacza
                > "pozwalam ludziom być takimi jakimi chcą". to że ja powiem, że zwyczaje weselne
                > mnie śmieszą i są dla mnie głupie, to nie oznacza, że nie pozwalam ludziom się
                > bawić w ten sposób ;) nie idę do sąsiadki i nie mówię jej "nie możesz robić
                > takiej zabawy na weselu bo jest głupia", itp. a to że sobie myślę to czy tamto,
                > to nie ma NAJMNIEJSZEGO wpływu na ludzi, którzy robią rzeczy które wydają mi si
                > ę

                Mylisz się. Ocenianie innych, nawet kiedy teoretycznie pozwala im się na takie, a nie inne wybory, jest właśnie oznaką nietolerancji. Naprawdę nie widzisz różnicy między napisaniem "mnie się to nie podoba, ja tego nie wybieram/nie zrobię", a napisaniem "uważam, że to jest głupie i śmieszne"?
                Nietolerancja połączona z rzekomym przyzwoleniem wyrządza wiele szkód, których nie potrafisz sobie nawet wyobrazić. Myślisz, ze skąd jest taka niechęć do wszelkiej odmienności? Do żydów, czarnoskórych, niepełnosprawnych, homoseksualistów, ateistów? Nie stąd właśnie, ze przecież "mamy prawo wyrażać swoją nietolerancję i dezaprobatę"?
                Akceptacja drugiego człowieka, jego cech, wyborów czy zachowań to nie tylko i wyłącznie przyzwolenie, ale także aprobata wyrażająca się brakiem krytyki i oceniających określeń.
                • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:53
                  "Ja o hipokryzji nie pisałam, szkoda, ze tego nie pamiętasz i że nie chciało Ci
                  się sprawdzić."
                  :/ to przecież napisałam, że NIE CHODZI O CIEBIE. sorry, nie mam czasu siedzieć
                  tyle na forum i wertować poprzednich wątków, żeby sprawdzić kto co napisał.
                  pamiętam fragmenty o hipokryzji i mgliście kilka osób, które się wypowiadały.

                  "Ale wyobraź sobi
                  > e, jak byłoby pięknie, gdyby tak było!"
                  byłoby, ale podobno stąpamy po ziemi, wielokrotnie pisano MI na offtopach, żebym
                  nie była naiwna, więc tym razem nie jestem ;)

                  hm co do ostatniego akapitu, to nie rozumiem, serio, naprawdę nie rozumiem, jak
                  można łączyć RASIZM z tym, że śmieszą mnie zwyczaje weselne, jak podałam w
                  przykładzie. znam osoby, które twierdzą, że nie homoseksualizm to choroba i geje
                  są nienormalni (!) albo, że "Murzyni powinni mieszkać w Afryce", ale te osoby
                  nie poniżają w żaden sposób gejów czy czarnoskórych, nie robią niczego
                  nietolerancyjnego w stosunku do tych osób, jedynie wyrażają taki pogląd i to nie
                  publicznie, ale np w rozmowie z kimś bliskim. Jedyne co to wzbudza to niesmak u
                  mnie.
                  Nie wiem jaki wpływ może mieć to, że ktoś sobie pomyśli, że dwóch panów
                  trzymających się za ręce mu się nie podoba, skoro nie robi niczego więcej z tą
                  myślą. Tak samo jak mi się nie podobają niektóre zabawy weselne i nie robię w
                  tym kierunku nic (nie apeluję do ludzi, żeby bawili się inaczej, bo wg mnie to
                  głupie - no bo przecież to beznadziejne by było, bo co mi do tego jak kto się
                  bawi), to przecież nikomu nie szkodzę.
                  chyba że powiedzenie na forum "uważam za głupie to czy tamto" prowadzi do
                  homofobii, bicia osób o innym kolorze skóry i dyskryminacji niepełnosprawnych O___o



                  a poza tym uważam takie rozmowy i przepychanki za głupie i co xD jestem
                  nietolerancyjna? xD
                  • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 19:55
                    kuraiko napisała:
                    > hm co do ostatniego akapitu, to nie rozumiem, serio, naprawdę nie rozumiem, jak
                    > można łączyć RASIZM z tym, że śmieszą mnie zwyczaje weselne, jak podałam w
                    > przykładzie. znam osoby, które twierdzą, że nie homoseksualizm to choroba i gej
                    > e
                    > są nienormalni (!) albo, że "Murzyni powinni mieszkać w Afryce", ale te osoby
                    > nie poniżają w żaden sposób gejów czy czarnoskórych, nie robią niczego
                    > nietolerancyjnego w stosunku do tych osób, jedynie wyrażają taki pogląd i to ni
                    > e
                    > publicznie, ale np w rozmowie z kimś bliskim.

                    Wybacz, ale teksty, które przywołałaś świadczą o nietolerancji, ksenofobii i
                    ograniczeniu. Argumentem mającym usprawiedliwiać tych ludzi jest to, ze tylko
                    tak mówią sobie w kąciku, a nie lecą z pałą na geja czy czarnoskórego? No błagam...

                    > Nie wiem jaki wpływ może mieć to, że ktoś sobie pomyśli, że dwóch panów
                    > trzymających się za ręce mu się nie podoba, skoro nie robi niczego więcej z tą
                    > myślą.

                    Jeśli nawet tylko myśli, to już ma problem (i to duży!). Jeśli jednak pisze/mówi
                    to publicznie, to napędza spiralę nienawiści, jest pośrednim sprawcą pogromów,
                    pobić i wykluczania ludzi odmiennych.

                    > chyba że powiedzenie na forum "uważam za głupie to czy tamto" prowadzi do
                    > homofobii, bicia osób o innym kolorze skóry i dyskryminacji niepełnosprawnych

                    Prowadzi, a jeśli o tym nie wiesz, to znaczy że nie znasz mechanizmów
                    społecznych rządzących powstawaniem uprzedzeń.

                    Prawo do mówienia i myślenia tego, na co mamy ochotę kończy się tam, gdzie
                    obrażamy innych ludzi, gdzie ich szkalujemy, wykpiwamy, wyśmiewamy lub
                    wyszydzamy. Kiedy pyta mnie ktoś o zdanie, mogę powiedzieć - "ja tego nie
                    zrobię", ew. "ja tego (w moim otoczeniu) nie pochwalam". Określenia pozbawione
                    zaimka "ja", określające ogólnie dane zachowanie/postępowanie/pogląd są po
                    prostu nie na miejscu.
                    • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 03.12.09, 20:02
                      jak jeszcze raz uslysze o tolerowaniu "Murzynow" czy ludzi z innych kontynentow
                      albo zobacze na forum, to odszukam osobe kryjaca sie pod nikiem i pojade chyba
                      osobiscie wlozyc nieco rozumu do glowy.

                      nie dalej jak wczoraj uslyszalam pod swoim adresem "murzyniara", jak wg ciebie,
                      kuraiko, powinnam wyrazic swoja tolerancje dla pogladow nazywajacej mnie tak osoby?
                      • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 03.12.09, 20:08
                        tu nie ma ,do ku...y nedzy, nic do tolerowania, wbijcie sobie to raz na zawsze
                        do glow! tak samo jak nie ma nic do tolerowania w przypadku plci, orientacji,
                        niepelnosprawnosci. ludzie sie tacy rodza (albo ew. ulegaja wypadkom w przypadku
                        niepelnosprawnosci ruchowej) i jakas zas... tolerancja z czyjejkolwiek zas..
                        laskawosci jest po prostu smieszna. laskawie toleruje to, ze istniejesz, zaiste,
                        szczyt laski.
                        • madzioreck Re: Nadanie imienia 04.12.09, 18:38
                          Bebe, mądra wypowiedź, dlatego jej nie tnę, ale staramy się wyrażać bardziej
                          elegancko, OK? :)
                          • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 04.12.09, 18:46
                            eee, iwem, przeprawza&m, troche z premedytacja to zrobilam; czasem mam wrazenie,
                            ze jak sie nie pwoie czegos dosadniej, to nie dociera.
                            Na przyszlosc sie poprawie :)
                      • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:15
                        "nie dalej jak wczoraj uslyszalam pod swoim adresem "murzyniara", jak wg ciebie,
                        kuraiko, powinnam wyrazic swoja tolerancje dla pogladow nazywajacej mnie tak osoby?"
                        czemu akurat wg mnie? :/ a skąd ja mam wiedzieć, pierwszy raz widzę określenie
                        "murzyniara", co to właściwie oznacza? :/ o ile wiem takich poglądów się nie
                        toleruje, ale co masz zrobić, z pięściami się rzucić, odpyskować, czy
                        odpowiedzieć grzecznie, że nie życzysz sobie takich uwag (ostatnio tak zrobiła
                        Rafalala, grzecznie powiedziała dresiolowi, na co poczęstował ją gazem
                        pieprzowym w twarz).

                        masz rację, że tu nie ma nic do "tolerowania", ale jak widać nietolerancja
                        istnieje :/
                      • agafka88 Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:58
                        bebe.lapin napisała:

                        > jak jeszcze raz uslysze o tolerowaniu "Murzynow" czy ludzi z innych kontynentow
                        > albo zobacze na forum, to odszukam osobe kryjaca sie pod nikiem i pojade chyba
                        > osobiscie wlozyc nieco rozumu do glowy.
                        >
                        > nie dalej jak wczoraj uslyszalam pod swoim adresem "murzyniara", jak wg ciebie,
                        > kuraiko, powinnam wyrazic swoja tolerancje dla pogladow nazywajacej mnie tak os
                        > oby?

                        Skąd ja to znam? Sama mam chłopaka z innego kontynentu, a ile się nasłuchałam i to jak mi się wcześniej wydawało od myślących ludzi... Niektórzy dobili swoimi komentarzami do dna i nie utrzymuję już z nimi kontaktów. Chociaż jakby mojego chłopaka postawić na polskiej ulicy to nikt by się raczej nawet nie domyślił, że to obcokrajowiec.

                        Naprawdę _nie rozumiem_ jak można wyrażać krzywdzące opinie na temat osoby, której się w życiu na oczy nie widziało, a zdanie pochodzi ze stereotypów wziętych zupełnie z nieba.

                        Pierwsze parę durnych komentarzy przelatuje koło ucha, ale setny już wkurza.
                    • joankb Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:21
                      Rasizm zaczyna się w głowie, w takich prywatnych rozmowach z bliskimi. W
                      tekstach kto czego nie powinien albo co powinien.
                      A potem tylko trzeba bronić - naszych ulic, naszych domów. I szczególnie
                      "naszych" kobiet, które dotychczas z półuśmiechem słuchały tych całkiem
                      osobistych tekstów.
                      • maheda Rasizm 04.12.09, 05:50
                        Rasizm czasem zaczyna się z doświadczeń, wbrew wcześniej wyznawanym poglądom.
                        Generalnie jestem przeciwniczką zarówno zwalczania inności, jak i bezkrytycznego
                        hołdowanie zasadzie "inne wcale nie jest inne".
                        • palacsinta Re: Rasizm 04.12.09, 10:58
                          maheda napisała:

                          > Generalnie jestem przeciwniczką zarówno zwalczania inności, jak i bezkrytyczneg
                          > o
                          > hołdowanie zasadzie "inne wcale nie jest inne".
                          >

                          No tak, tylko tu rozmawiamy o postawie z cyklu "inne jest gorsze i ma sp..., skąd przyszło." Na tolerancji dla tego typu poglądów Europa już raz się przejechała.
                          • maheda Re: Rasizm 04.12.09, 11:19
                            A na tolerancji dla wszystkiego, co obce kulturowo, właśnie się zaczyna
                            przejeżdżać. I chwała Szwajcarom, że postawili się ostatnio i nie są
                            hiperpoprawni politycznie...

                            Dlatego mówię, że we wszystkim potrzebny jest umiar.
                            • jul-kaa Re: Rasizm 04.12.09, 11:41
                              maheda napisała:

                              > A na tolerancji dla wszystkiego, co obce kulturowo, właśnie się zaczyna
                              > przejeżdżać. I chwała Szwajcarom, że postawili się ostatnio i nie są
                              > hiperpoprawni politycznie...
                              >
                              > Dlatego mówię, że we wszystkim potrzebny jest umiar.

                              Ale co w Polsce jest takiego "obcego kulturowo" na czym moglibyśmy się przejechać?
                            • joankb Re: Rasizm 04.12.09, 14:39
                              A co to znaczy obce kulturowo?
                              Naprawdę odczuwasz wspólnotę kulturową z każdym mieszkańcem (rdzennym, załóżmy)
                              kraju nad Wisłą? Menelem spod budki z piwem? Mieszkańcem popegeerowskiej wioski,
                              któremu zdarzyło się chodzić do szkoły przez 4 lata? Prezesem PKO BP? Góralem?
                              Kaszubem?
                              Nasz kraj jest podobno mało zróżnicowany, a i tak coś takiego jak wspólnota
                              kultury jest bardzo płytkie. W innych krajach jest jeszcze bardziej różnorodnie.
                              Nawet historia, ta przeżyta, rodzinna nas dzieli. Gleichszachtowanie tego w
                              szkole i uczenie historii "warszawskiej" to tylko zacieranie różnic, na które i
                              tak sie natkniemy.
                              Problem muzułmanów w Europie to problem społeczny - tych ludzi sprowadzono lub
                              pozwolono im przyjechać mając nadzieję na najtańszych robotników i służących,
                              trzymających mordę w kubeł.
                              Od reszty, większości różni ich nie religia, a pozycja społeczna i obyczaje, z
                              których bieda nie pozwala wyjść. No to tę biedę "zatyka" się zasiłkami...
                              Znam pobożnych muzułmanów - lekarkę, nauczyciela, inżyniera. I bliżej mi do nich
                              kulturowo, jeśli tak to mamy określać niż na przykład (głupi!!!) do Kazia
                              Marcinkiewicza.
                              • joannea Re: Rasizm 04.12.09, 22:55
                                Bardzo mądra wypowiedź, joankb.
                                Nie jestem wielkim przyjacielem mas muzułmańskich na Zachodzie, ale - niestety -
                                jest dokładnie tak, jak piszesz.
                                I jako wkrótce, mam nadzieję, matka pół-tureckiego (a tak naprawdę pewnie
                                bardziej beznarodowościowego) dziecka czytam komentarze tego typu, jak powyższe
                                w wątku, ze smutną rezygnacją. Natomiast, jako Polka w NL, czyli
                                przedstawicielka dla tutejszych tubylców tej "gorszej", groźnej nacji
                                sprzątaczek i budowlańców-niewolników, nie mogę się nie uśmiechnąć. Nie da się
                                ukryć, niektóre z przedmówczyń widzą kwestie narodowościowe z perspektywy końca
                                własnego, polskiego, nosa.
                                I jest tak, jak mówisz: nie można patrzeć na ludzi jako na masy. Nie można
                                wszystkich muzułmanów (czarnych, żółtych itp) wrzucać do jednego worka, co
                                jednak dzieje się nagminnie.
                              • maheda Re: Rasizm 06.12.09, 01:18
                                Kochana, ja do polskich muzułmanów NIC, ale to NIC nie mam.
                                Uważam ponadto, że trochę mało się o nich mówi, za mało są obecni w codziennym
                                życiu.

                                Mówię natomiast o ludności ostatnio napływowej, i to NIE do Polski, ale do
                                Szwajcarii.

                                Szwajcaria nie jest muzułmańska, jest prawie cala chrześcijańska (nie dzielę już
                                na żadne kościoły i wyznania, bo tego jest tam od groma) oraz ateistyczna.
                                Szerzej - tutaj:
                                www.islamweuropie.info/5722/12443.html

                                Jest też bardzo ciekawy na ten temat artykuł na Racjonaliście:
                                www.racjonalista.pl/kk.php/s,6986

                                Pytanie do dziewczyn władających niemieckim przy okazji - czy istotnie
                                "Zentralrat der Ex-Muslime, Centralna Rada Byłych Muzułmanów w Niemczech
                                ucieszyła się z zakazu budowy minaretów w Szwajcarii: „NIE dla minaretów oznacza
                                'nie' dla szariatu". " ???
                                Jest to do sprawdzenia w necie?
                                Wg mnie to jest akurat bardzo ciekawe.
                                • pierwszalitera Re: Rasizm 06.12.09, 15:06
                                  > Pytanie do dziewczyn władających niemieckim przy okazji - czy istotnie
                                  > "Zentralrat der Ex-Muslime, Centralna Rada Byłych Muzułmanów w Niemczech
                                  > ucieszyła się z zakazu budowy minaretów w Szwajcarii: „NIE dla minaretów
                                  > oznacza
                                  > 'nie' dla szariatu". " ???

                                  Spiegel online pisze 30.11.2009 o pierwszych protestach przeciwko Szwajcarii:
                                  Die Verbände der Muslime in Deutschland zeigten sich geschockt über die Entscheidung in der Schweiz. "Ich bin sehr erschrocken, dass eine rechtspopulistische Bewegung und eine rechtspopulistische Partei eine so überwältigende Mehrheit für so ein Verbot erringen konnte", sagte der Zentralratsvorsitzende Ayyub Axel Köhler auf N24.

                                  Muzułmańskie zrzeszenia w Niemczech są zaszokowane decyzją w Szwajcarii. "Jestem bardzo przestraszony, że prawicowo(nacjonalistyczno)-populistyczne Partie potrafiły osiągnąć niesamowitą większość dla TAKIEGO zakazu", powiedział przewodniczący Centralnej Rady Muzułmanów Ayyub Axel Köhler dla stacji N24.

                                  A Ex-muzułmanie, ale kto by się nimi przejmował? ;-)
                                  Mają swoją stronę internetową www.ex-muslime.de ale o decyzji w Szwajcarii nie znalazłam tam ani słowa. Tylko artykuł na temat planowanej budowy meczetu w Kolonii. Ex-muzułmanie są zdania, że budowa meczetu nie jest najlepszą drogą do integracji. Ich zdaniem, w ten sposób betonuje się tylko równoległe społeczności. Poza tym uważają oni, że meczet z 55 metrowym minaretem stanie się symbolem władzy islamistów w Niemczech i daje ze strony niemieckich polityków sygnał przyzwolenia na radykalne tendencje oraz dyskryminację kobiet w Islamie.
                                  Cały artykuł jest tu:
                                  www.presseportal.de/pm/6351/1255790/leipziger_volkszeitung
                        • jul-kaa Re: Rasizm 04.12.09, 11:39
                          maheda napisała:

                          > Rasizm czasem zaczyna się z doświadczeń, wbrew wcześniej wyznawanym poglądom.

                          Rozwiń proszę tę myśl.

                          > Generalnie jestem przeciwniczką zarówno zwalczania inności, jak i bezkrytyczneg
                          > o
                          > hołdowanie zasadzie "inne wcale nie jest inne".

                          A ktoś mówił, ze inne nie jest inne? My tu raczej rozmawiamy o dawaniu prawa do
                          odmienności, o promowaniu równości i docenianiu tego, że różnorodność istnieje i
                          jest wartościowa.
                          • bebe.lapin Re: Rasizm 04.12.09, 12:12
                            przede wszystkim, nie chodzilo o inne kulturowo, ale biologicznie, ze sie tak
                            wyraze. mnie tez sie niektore rzeczy nie podobaja w innych kulturach (w mojej
                            rowniez) i nie mam najmniejszego zamiaru ich tolerowac, ale nie zakladam od
                            razu, ze jesli sie ktos urodzil w miejscu z taka czy inna kultura, to jest
                            gorszy, mniej sprawny intelektualnie i moralnie zdeprawowany od samego poczecia.
                          • kuraiko Re: Rasizm 04.12.09, 15:03
                            maheda napisała:

                            > Rasizm czasem zaczyna się z doświadczeń, wbrew wcześniej wyznawanym poglądom.

                            Rozwiń proszę tę myśl.

                            Ja pamiętam, że na offtopach była już kiedyś dyskusja na ten temat.
                            mogę podać tylko przykład znajomej, która nie była w żaden sposób rasistką, a
                            potem pojechała do USA, to stanu gdzie było bardzo dużo czarnoskórych osób (mnie
                            proszę o to nie pytać, to były JEJ doświadczenia i słowa, wiem że wcześniej była
                            w Chicago), z którymi m.in. pracowała i wskutek różnych doświadczeń nastawiła
                            się negatywnie do czarnoskórych mężczyzn.
                            być może chodzi o coś podobnego, pamiętam że w dyskusji offtopowej był poruszany
                            problem bezceremonialnego nachalnego podrywania (co się z kolei innej mojej
                            koleżance ostatnio przytrafiło za granicą, że na ulicy zaczepiali ją wyłącznie
                            czarnoskórzy mężczyźni)

                            proszę mnie o nic nie pytać w związku z tym postem, bo nie mam zamiaru nikogo
                            tłumaczyć, a więcej nic nie napiszę w tym temacie, bo nie mam doświadczeń.
                        • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 01:40
                          maheda napisała:
                          > Rasizm czasem zaczyna się z doświadczeń, wbrew wcześniej wyznawanym poglądom.

                          Tu moje spostrzeżenie - wielu moich znajomych po powrocie z Work&Travel w USA
                          czy dorywczej letniej pracy w UK wróciło z dość mocno rasistowskimi poglądami.
                          Stwierdzili, że 'kolorowi'* są 'głupi i leniwi'* (na podstawie doświadczeń w pracy).


                          * podkreślam, że to cytaty nie moje słowa
                          • kuraiko Re: Rasizm 06.12.09, 13:36
                            koleżanka o której pisałam była właśnie na Work & Travel, część z jej
                            negatywnych doświadczeń również dotyczyła pracy
                            • joankb Re: Rasizm 06.12.09, 16:01
                              W&T z założenia kieruje swoich uczestników do pracy prostej i niskopłatnej. Na
                              ogół w tzw. usługach. Tak się składa, że wśród miejscowych najwięcej w takiej
                              pracy kolorowych właśnie. Ze względu na wykształcenie czy biegłość językową -
                              taka jest dla nich dostępna.
                              Innymi słowy - trafiasz w określone środowisko. W niziny społeczne.
                              Czy koleżanka była równocześnie zachwycona poziomem, kulturą pracy,
                              amerykańskich, białych współpracowników? Zachowywali się w sposób istotny inaczej?
                              Z odwrotnej bajki... Syn znajomych wrócił z rocznego stażu w jednej z firm w
                              Krzemowej Dolinie. Zdumiony ilością Azjatów głównie, ale i czarnoskórych i
                              kolorowych, z którymi pracował, uczył się, zwiedzał. I z naprostowaną głową -
                              nie był ani najlepszy, ani najgorszy. Ot, wyższa średniówka.
                              Nie mamy w Polsce takiej potrzeby - nie różnicujemy. Trudno jednym określeniem
                              obdarzyć "gorsze" środowiska. Bo to i Polacy i biali i katolicy przeważnie. W
                              krajach imigracyjnych czy bardziej różnorodnych takie etykietki przykleja się
                              łatwiej. I trudno się ich pozbyć.
                              • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 18:47
                                joankb napisała:
                                > Czy koleżanka była równocześnie zachwycona poziomem, kulturą pracy,
                                > amerykańskich, białych współpracowników? Zachowywali się w sposób istotny inaczej?

                                Wpływ środowiska w jaki się trafi jest bardzo znaczący jednak nawet wg. moich znajomych biali zachowywali się inaczej. Dodatkowo jeszcze pojawiała się informacja, że 'kolorowym' pracownikom nie można było zwracać uwagi bo zaraz było się posądzanym o rasizm, dyskryminację itp.

                                Nie kieruję się w życiu stereotypami dotyczącymi rasy - to co napisałam to jedynie spostrzeżenie na temat poglądów ludzi wracających z W&T, które mnie osobiście dość mocno zdziwiło.
                                • pierwszalitera Re: Rasizm 06.12.09, 18:56
                                  satia2004 napisała:

                                  > Nie kieruję się w życiu stereotypami dotyczącymi rasy - to co napisałam to jedy
                                  > nie spostrzeżenie na temat poglądów ludzi wracających z W&T, które mnie osobiśc
                                  > ie dość mocno zdziwiło.

                                  A w jakim celu podzieliłaś się z nami tym spostrzeżeniem? Bo nie chcę być znowu posądzona o błędną interpretację twoich słów, a telepatia nie należy do moich talentów. Trudno, by każdy spoglądał na świat jak satia2004. Jeżeli nie chcesz też, by tego rodzaju spostrzeżenia były powodem do dalszej dyskusji, to zachowaj je dla siebie. Wychowawczy ton zresztą też.
                                  • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 19:24
                                    pierwszalitera napisała:
                                    > A w jakim celu podzieliłaś się z nami tym spostrzeżeniem?

                                    Ponieważ padł ze strony Joankib argument, że 'rasizm zaczyna się w głowie, w takich prywatnych rozmowach z bliskimi' na co Maheda napiwsała, że 'rasizm czasem zaczyna się z doświadczeń, wbrew wcześniej wyznawanym poglądom.' Moje spostrzeżenie dotyczyło tego co napisała Maheda ponieważ jest dla mnie wyraźnym przykładem, że rasizm może zacząć się od doświadczeń nie uprzedzeń.

                                    Wystarczy śledzić drzewko i czytać zacytowany fragment wypowiedzi do którego wypowiedź się odnosi.
                                    • roza_am Re: Rasizm 06.12.09, 19:38
                                      Tylko, że dziewczyny zwróciły uwagę, że jest to doświadczenie nie poparte żadną
                                      refleksją. Tzn. Ty mówisz o relacji: określone doświadczenie -> rasistowski
                                      wniosek, a Twoje oponentki zwracają uwagę, że to samo doświadczenie może zostać
                                      uzupełnione pewną refleksją i w konsekwencji prowadzić do zupełnie innych wniosków.
                                      • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 19:56
                                        roza_am napisała:
                                        > Tylko, że dziewczyny zwróciły uwagę, że jest to doświadczenie nie poparte żadną
                                        > refleksją.

                                        A skąd wiesz, że żadna refleksja nie wystąpiła? Znów wracamy do jedynie słusznej hiperpoprawności politycznej? 'Gdyby pomyśleli to by do słusznych wniosków doszli'?.

                                        Ja jedynie dać przykład na to co napisała Maheda - rasizm czasami bierze się z doświadczeń, nie z uprzedzeń czy z rozmów rodzinnych. Moi znajomi nie byli rasistami jak wyjeżdżali, nie są też bezmózgimi ludźmi, którzy nie potrafią patrzeć na to co widzieli z dystansem. Ale nie da się ukryć, że ich doświadczenia zostawiły takie a nie inne ślady.
                                        • roza_am Re: Rasizm 06.12.09, 20:14
                                          To jak chcesz być taka do bólu precyzyjna, to można to sformułować tak:
                                          to samo doświadczenie może prowadzić do różnych wniosków, w zależności od tego w
                                          jakim kontekście jest przez swojego odbiorcę widziane.

                                          Co więcej, raz sformułowany wniosek może ulec zmianie pod wpływem nowych danych,
                                          przemyśleń czy kolejnych doświadczeń.
                                        • pierwszalitera Re: Rasizm 06.12.09, 20:16
                                          satia2004 napisała:

                                          > A skąd wiesz, że żadna refleksja nie wystąpiła? Znów wracamy do jedynie słuszne
                                          > j hiperpoprawności politycznej? 'Gdyby pomyśleli to by do słusznych wniosków do
                                          > szli'?.
                                          >
                                          > Ja jedynie dać przykład na to co napisała Maheda - rasizm czasami bierze się z
                                          > doświadczeń, nie z uprzedzeń czy z rozmów rodzinnych. Moi znajomi nie byli rasi
                                          > stami jak wyjeżdżali, nie są też bezmózgimi ludźmi, którzy nie potrafią patrzeć
                                          > na to co widzieli z dystansem. Ale nie da się ukryć, że ich doświadczenia zost
                                          > awiły takie a nie inne ślady.

                                          W takim razie nie potrafisz w ogóle ocenić konsekwencji wypowiedzianych przez siebie słów. Powyższa wypowiedź może bowiem sugerować, że skoro tacy z nich inteligentni ludzie i doszli do opisanych przez ciebie wniosków, to wnioski mają przekonującą cię podstawę. Każda wypowiedź ma zawsze więcej kanałów, znaczeń, ty upierasz się by brano pod uwagę tylko treść czysto informacyjną. Z takim stylem komunikacji nie masz większych szans na dogadanie się z kimkolwiek.
                                          • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 21:45
                                            pierwszalitera napisała:
                                            > Każda wypowiedź ma zawsze więcej kanałów, znaczeń, ty
                                            > upierasz się by brano pod uwagę tylko treść czysto informacyjną. Z takim stylem
                                            > komunikacji nie masz większych szans na dogadanie się z kimkolwiek.

                                            To teraz lecimy stereotypem - jak kobieta to musi mówić przez 'domyśl się', 'zinterpretuj', 'znajdź drugie dno' :D Ja jestem umysłem ścisłym a nie 'humanistką' ;)
                                            • pierwszalitera Re: Rasizm 06.12.09, 22:28
                                              satia2004 napisała:

                                              > To teraz lecimy stereotypem - jak kobieta to musi mówić przez 'domyśl się', 'z
                                              > interpretuj', 'znajdź drugie dno' :D Ja jestem umysłem ścisłym a nie 'humanistk
                                              > ą' ;)

                                              To nie ma nic wspólnego ze stereotypem. To tylko ogólnie znane psychologiczne zasady komunikacji. Wspólne dle kobiet, mężczyzn, humanistów i umysłów ścisłych. Zawsze byłam za tym, by poszerzać horyzonty w różnych dziedzinach, a nie koncentrować się tylko na jednej znanej, szczególnie gdy chce się pouczać innych o czytaniu ze zrozumieniem i sposobach rozmowy. ;-) Gdyby interesowało to: Cztery płaszczyzny wypowiedzi - model komunikacji międzyosobowej - Friedemann Schulz von Thun.
                          • agafka88 Re: Rasizm 06.12.09, 14:30
                            satia2004 napisała:

                            > Tu moje spostrzeżenie - wielu moich znajomych po powrocie z Work&Travel w USA
                            > czy dorywczej letniej pracy w UK wróciło z dość mocno rasistowskimi poglądami.
                            > Stwierdzili, że 'kolorowi'* są 'głupi i leniwi'* (na podstawie doświadczeń w pr
                            > acy).
                            >
                            >
                            > * podkreślam, że to cytaty nie moje słowa

                            No, ja też byłam w tym roku za granicą i chyba też powinnam się stać rasistką.

                            Przez 2 tygodnie poza główną pracą pracowałam dorywczo. Z jakimi ja ludźmi
                            pracowałam. Praca była w gastronomii - niestety, na kilkanaście pracujących osób
                            byłam jedyną, która myła ręce po przyjściu do pracy, i jedną nielicznych, która
                            myła ręce po wyjściu z toalety (!). Na dodatek szef miał problem, bo z magazynów
                            ustawicznie ginęło jedzenie - i to wcale nie artykuły pierwszej potrzeby, tylko
                            przykładowo cola i chipsy. Na szczęście udało się złapać winnego dzięki kamerze.

                            Do tego wszystkiego, zwyczajem było, że połowa ludzi przed pracą grzebała w
                            śmietniku z pobliskiego "wszystko pon 1dnym funcie", wygrzebując przeterminowane
                            jedzenie, obtłuczone kubki itp. Jednocześne nie przeszkadzało to tym samym
                            ludziom szpanować ciuchami za kilkadziesiąt funtów, wypasionym mercedesem czy
                            najnowszym telefonem komórkowym.

                            O ironio - 80% pracowników w wyżej wymienionym miejscu to Polacy. No ale
                            wiadomo, Ci Polacy to straszne brudasy i złodzieje są "(na podstawie doświadczeń
                            w pracy)".

                            Zgadzam się z Joankb. Mnie bliżej było kulturowo do studentów z Indii, Pakistanu
                            czy Nepalu, Karaibów oraz innych, mniej lub bardziej egzotycznych krajów, z
                            którymi miałam przyjemność pracować w mojej stałej pracy. To z nimi mogłam
                            porozmawiac o ambitniejszej muzyce, ciekawej książce czy polityce.
                          • pierwszalitera Re: Rasizm 06.12.09, 14:35
                            satia2004 napisała:

                            > Tu moje spostrzeżenie - wielu moich znajomych po powrocie z Work&Travel w USA
                            > czy dorywczej letniej pracy w UK wróciło z dość mocno rasistowskimi poglądami.
                            > Stwierdzili, że 'kolorowi'* są 'głupi i leniwi'* (na podstawie doświadczeń w pr
                            > acy).

                            Satia, ja mieszkam już ponad 20 lat na emigracji w kraju, w którym mieszają się przeróżne narodowości i rasistowskie uprzedzenia, a nawet zachowania są na porządku dziennym. O Polakach krążą tu też bardziej i mniej pochlebne opinie. Gdyby spojrzeć na to trzeźwo, to tych negatywnych jest więcej, bo negatywne lepiej się utrwalają i są trudniejsze do wykorzenienia. Spotkałam się też niejednokrotnie z zachowaniem rodaków potwierdzających te uprzedzenia, a jednak sama wiem, że nie wszyscy Polacy tacy są. Na pewno też byś przeciwko generalizowaniu protestowała. Więc radzę nieco ostrożności w powtarzaniu opinii znajomych, bo jak nieprawdziwe, niesprawiedliwe i bolesne są takie stwierdzenia przekonać się można zwykle dopiero gdy sami stajemy się obiektem dyskryminacji. Ja mogę dzisiaj się już śmiać z tych uprzedzeń, bo moja pozycja na emigracji jest na tyle mocna, że nie muszę mieć absolutnie żadnych kompleksów, ale znam ludzi, którzy nie mogą wyjść z frustracji, bo ciągną za sobą te stereotypy i nie mogą się od nich uwolnić. I wiesz, ja czasem też jestem zadowolona, że jestem niebieskooką blondynką i tylko Polką, a nie przykład Afrykanką. Doskonale zdają sobie bowiem sprawę z ułatwień z tego powodu. Ja bym się nawet zastanawiała, czy ci znajomi nie dlatego przekonani są o głupocie i lenistwie kolorowych, by zatrzeć negatywne doświadczenia związane z odczutą na własnej skórze dyskryminacją. W socjologii istnieje bowiem pojęcie porządku dziobania. Jak ktoś nam wali po głowie z góry, to kopiemy z radością tych, co jeszcze niżej od nas.
                            • agafka88 Re: Rasizm 06.12.09, 14:53
                              pierwszalitera napisała:
                              >
                              > Satia, ja mieszkam już ponad 20 lat na emigracji w kraju, w którym mieszają się
                              > przeróżne narodowości i rasistowskie uprzedzenia, a nawet zachowania są na por
                              > ządku dziennym. O Polakach krążą tu też bardziej i mniej pochlebne opinie. Gdyb
                              > y spojrzeć na to trzeźwo, to tych negatywnych jest więcej, bo negatywne lepiej
                              > się utrwalają i są trudniejsze do wykorzenienia. Spotkałam się też niejednokrot
                              > nie z zachowaniem rodaków potwierdzających te uprzedzenia, a jednak sama wiem,
                              > że nie wszyscy Polacy tacy są. Na pewno też byś przeciwko generalizowaniu prote
                              > stowała.

                              Pierwszalitero, bardzo mądre słowa, zresztą cała wypowiedź. Zawsze warto się
                              postawić z drugiej strony, gdzie Polacy mają opinię nie tylko sumiennych
                              pracowników, ale też wyłudzaczy zasiłków, czy legendarnych już złodziei.

                              Osoby, które przekazują takie zasłyszane opowieści o "glupich i leniwych
                              kolorowych", "Rosjanach alkoholikach" i inne podobne, zasłyszane od znajomych
                              powinny zastanowić się, czy chciałyby po wyjeździe z kraju być traktowane jako
                              złodziejka lub prostytutka, bo jakiś obcokrajowiec taką opinię o Polkach
                              usłyszał od znajomych i rozpowszechniał w swoim środowisku.
                            • satia2004 Re: Rasizm 06.12.09, 18:41
                              pierwszalitera napisała:
                              > Satia, ja mieszkam już ponad 20 lat na emigracji w kraju, w którym mieszają się
                              > przeróżne narodowości i rasistowskie uprzedzenia, a nawet zachowania są na por
                              > ządku dziennym

                              Chciałabym zwrócić uwagę, że nie odnosiłam się do uprzedzeń tylko do faktu, że osoby te wyjechały nieuprzedzone a wróciły z rasistowskimi poglądami PO KONTAKCIE z osobami innych narodowości, raz, wyznań. Dla mnie to było dość dziwne ale ZJAWISKO powtarzało się bardzo często.

                              I naprawdę - zanim zrobisz komuś wykład - przeczytaj proszę dokładnie o czym pisze i do czego się odnosi. Tak na przyszłość.
                              • agafka88 Re: Rasizm 06.12.09, 18:48
                                satia2004 napisała:

                                > pierwszalitera napisała:
                                > > Satia, ja mieszkam już ponad 20 lat na emigracji w kraju, w którym miesza
                                > ją się
                                > > przeróżne narodowości i rasistowskie uprzedzenia, a nawet zachowania są n
                                > a por
                                > > ządku dziennym
                                >
                                > Chciałabym zwrócić uwagę, że nie odnosiłam się do uprzedzeń tylko do faktu, że
                                > osoby te wyjechały nieuprzedzone a wróciły z rasistowskimi poglądami PO KONTAKC
                                > IE z osobami innych narodowości, raz, wyznań. Dla mnie to było dość dziwne ale
                                > ZJAWISKO powtarzało się bardzo często.

                                To co powiesz na moją historyjkę? Jeżeli chcesz, to mogę przytoczyć duuuużo
                                więcej historyjek o Polakach za granicą, nie tylko z moich doświadczeń ale z
                                doświadczeń innych osób? Czy to znaczy, że wszyscy Polacy za granicą się tak
                                zachowują? Oczywiście że nie.

                                Nie można kontaktów z nizinami społecznymi przekładać na wszystkich obywateli
                                danego kraju, to niedorzeczne.
                                >
                                > I naprawdę - zanim zrobisz komuś wykład - przeczytaj proszę dokładnie o czym pi
                                > sze i do czego się odnosi. Tak na przyszłość.
                                >
                                Myślę, że pierwszalitera dokładnie zrozumiała, o co Ci chodzi, tylko próbowała
                                pokazac inne spojrzenie na tę samą sprawę.
                              • kuraiko Re: Rasizm 07.12.09, 00:36
                                "Chciałabym zwrócić uwagę, że nie odnosiłam się do uprzedzeń tylko do faktu, że
                                osoby te wyjechały nieuprzedzone a wróciły z rasistowskimi poglądami PO
                                KONTAKCIE z osobami innych narodowości, raz, wyznań."

                                ja miałam dokładnie to samo na myśli, mój post również odnosił się do postu
                                Mahedy. moja koleżanka wyjeżdżała do USA całkowicie nieuprzedzona, wróciła z
                                urazem do czarnoskórych osób. o ile pamiętam, to pracowali z nią ludzie z
                                różnych krajów i zwróciło jej uwagę zachowanie tylko czarnoskórych. pisałam też,
                                że doświadczenia w pracy były jednymi z jej doświadczeń, inne dotyczyły m.in.
                                nahalnych zaczepek ze strony mężczyzn.
                                czy owa znajoma miała rację czy nie, czy źle oceniła czarnoskórych
                                współpracowników - nie wiem. ale faktem jest - pojechała bez uprzedzeń (chcę
                                również dodać, że na naszej uczelni są studenci z Afryki, Azji Mniejszej i Azji,
                                więc kontakt wcześniej miała, nie tak że w życiu na oczy nie widziała i nie
                                słyszała czarnoskórych osób), wróciła uprzedzona.


                                Chciałabym jeszcze się odnieść do tych "nizin społecznych" pracujących np w
                                gastronomii. Serio tak jest na Zachodzie, że taką pracę wykonują tylko "niziny"
                                oraz młodzi ludzie z Europy (w USA) czy krajów Europy Wschodniej (np w UK,
                                Francji, Skandynawii)?
                                bo w Polsce to w gastronomii pracują głównie młodzi, studenci, a nie "niziny".
                                • pierwszalitera Re: Rasizm 07.12.09, 00:47
                                  kuraiko napisała:

                                  > Chciałabym jeszcze się odnieść do tych "nizin społecznych"
                                  pracujących np w
                                  > gastronomii. Serio tak jest na Zachodzie, że taką pracę wykonują
                                  tylko "niziny"
                                  > oraz młodzi ludzie z Europy (w USA) czy krajów Europy Wschodniej
                                  (np w UK,
                                  > Francji, Skandynawii)?
                                  > bo w Polsce to w gastronomii pracują głównie młodzi, studenci, a
                                  nie "niziny".

                                  To zależy, w gastronomii nie zrabia się zbyt wiele, a studenci mają
                                  zwykle inne, lepsze alternatywy. Jeżeli już, to studenci pracują
                                  jako kelnerzy, barmani i inne takie profesje mające kontakt z
                                  (dobrze płacącym) klientem. Dostaje się wtedy spore napiwki i one
                                  słodzą często niewdzięczną i ogłupiającą pracę. W kuchni studentów
                                  spotyka się rzadziej.
                                  • kuraiko Re: Rasizm 07.12.09, 00:59
                                    fakt, miałam na myśli głównie kelnerów, barmanów, chociaż w polskich pubach to
                                    barmanka zmywa również kufle. a w takich małych "kebabach" czy bistro to młodzi
                                    ludzie robią też wszystko, czyli przyrządzają jedzenie, zmywają, kasują. do
                                    pizzerii chcą z kolei pizzerów, ludzi z doświadczeniem. osobny "zmywak" jest w
                                    lepszych restauracjach i tam już nie wiem, kto robi na zapleczu, ale pewnie też
                                    młodzież, w każdym razie teraz i na głupi zmywak czy pomoc kuchenną chcą osobę
                                    "z doświadczeniem". w każdym razie do gotowania to chcą kształconych, u mnie w
                                    mieście jest gastronomik ;)
                                    mam na myśli warunki polskie, być może za granicą jest inaczej. dlatego pytam,
                                    bo się dziwię.
                                    co do lepszych alternatyw, to z doświadczenia znajomych wiem, że najłatwiej
                                    znaleźć pracę w pubie, barze, bistro, jeśli się nie może znaleźć pracy związanej
                                    z kierunkiem studiów. również większość znajomych, którzy wyjechali do UK
                                    zaczynała od pracy w gastronomii, bo tam najchętniej przyjmowali.
                                    • pierwszalitera Re: Rasizm 07.12.09, 01:24
                                      kuraiko napisała:

                                      > z kierunkiem studiów. również większość znajomych, którzy wyjechali do UK
                                      > zaczynała od pracy w gastronomii, bo tam najchętniej przyjmowali.

                                      Jasne, bo do tej pracy nie trzeba specjalnych umiejętności językowych.
                                      A studenci w Niemczech na przykład często pracują w biurach, call centrach, bankach, ubezpieczeniach, wszędzie tam, gdzie chodzi o proste wklepywanie danych i inne schematyczne prace. Studenci posiadają jednak też często jakieś umiejętności, talenty i czasem wyuczone wcześniej zawody, więc są jeszcze hotele, szpitale, agencje reklamowe, redakcje gazet, biura tłumaczeń, korepetycje, jeżeli akurat nie załapało się czegoś na uniwersytecie. Można też zapytać o coś w teatrze, małych programowych kinach, można dawać też lekcje tańca, albo prowadzić sportowe zajęcia w fitness clubach. Można też załapać się w perfumeriach, nie wspominając już o pracy hostesy na międzynarodowych targach. Można dekorować wystawy, jak ma się plastyczne uzdolnienia i wyczucie stylu. Jej, możliwości jest wiele. ;-)
                                • joankb Re: Rasizm 07.12.09, 06:19
                                  Nisko płatna praca bez kwalifikacji to nie tylko gastronomia. Znajomi
                                  wyjeżdżający do USA w ramach programów studenckich pracowali też w ekipach
                                  sprzątających nocą biurowce, w myjniach, na zapleczach wielkich marketów.
                                  Nawet u nas studenci chętniej pracują np. w galeriach handlowych - w butikach, w
                                  centrach medycznych w rejestracji. W gastronomii najwięcej studentów w wakacje,
                                  kiedy ruch większy.
                                  No i gastronomia funkcjonuje nie tylko w miastach akademickich.
                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:22
                      "Jeśli nawet tylko myśli, to już ma problem (i to duży!). Jeśli jednak pisze/mów
                      > i
                      > to publicznie, to napędza spiralę nienawiści, jest pośrednim sprawcą pogromów,
                      > pobić i wykluczania ludzi odmiennych. "
                      no to pewnie że masz rację, przecież tego nie neguję.
                      ale jak napisałam, ja znam takie osoby. ich myślenie na temat np gejów nie
                      oznacza niczego w praktyce. ale nie, jednak to cofam co pisałam, bo miałoby to
                      znaczenie np gdyby ich dzieci były homoseksualne i bały się z tego powodu
                      ujawnić. albo spotkałam się z faktem odrzucenia biseksualnej osoby jako
                      potencjalnego partnera, bo kogoś brzydziła myśl, że osoba ta miała kontakty z
                      osobami tej samej płci :/ (oczywiście to nie było tak, że ktoś dostał w twarz
                      słowami "nie będę z tobą chodzić, bo jesteś bi", ale ja wiem jako osoba
                      postronna że taka była przyczyna, wiem z pierwszej ręki :/)
                      ale co można poradzić, kiedy ma się takich znajomych. zerwać kontakt? próbować
                      przekonywać? :/
                      • magdalaena1977 Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:43
                        kuraiko napisała:

                        > spotkałam się z faktem odrzucenia biseksualnej osoby jako
                        > potencjalnego partnera, bo kogoś brzydziła myśl, że osoba ta
                        > miała kontakty z osobami tej samej płci :/
                        IMHO to coś zupełnie innego.
                        "Toleruję" ludzi o różnym wzroście, nie odmawiam im żadnych praw, ale facet 155
                        cm wzrostu nie miałby u mnie szans.
                        • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 23:09
                          ale Ty masz na myśli pociąg fizyczny jeśli chodzi o wzrost, a nie wiem czy
                          orientacja seksualna się przekłada na to samo.
                          poza tym to 155cm widać na pierwszy rzut oka, a orientacji nie mamy wypisanej na
                          czole, to wychodzi w rozmowie albo pocztą pantoflową, raczej już po ewentualnym
                          zauroczeniu fizycznym. inna sytuacja byłaby, gdyby do kogoś mówiła koleżanka
                          "wiesz znam fajnego faceta w twoim typie, wygląda tak a tak, jest biseksualny" i
                          rozmówca odpowiada "jak biseksualny, to nie, dziękuję".
                          w opisanej przeze mnie sytuacji potencjalny kandydat na partnera był uznany już
                          za osobę atrakcyjną, chociaż oczywiście było zbyt wcześnie, żeby mówić o
                          zakochaniu, po czym wyszło, że jest bi, więc dostał kosza, mimo że się podobał i
                          fizycznie i psychicznie.
                          dla mnie to jest już homofobia, nic na to nie poradzę, jeśli kogoś uraziłam ;)
                      • palacsinta Re: Nadanie imienia 03.12.09, 21:44
                        kuraiko napisała:

                        > ale co można poradzić, kiedy ma się takich znajomych. zerwać kontakt? próbować
                        > przekonywać? :/

                        Jasno dać do zrozumienia, że się z nimi nie zgadzasz, rozluźnić kontakty. Jak zmądrzeją, to fajnie, jak nie, niewielka strata. Znajomych się nie ma za karę, do diaska;)
                      • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 22:12
                        kuraiko napisała: > no to pewnie że masz rację, przecież tego nie neguję.
                        > ale jak napisałam, ja znam takie osoby. ich myślenie na temat np gejów nie
                        > oznacza niczego w praktyce. ale nie, jednak to cofam co pisałam, bo miałoby to
                        > znaczenie np gdyby ich dzieci były homoseksualne i bały się z tego powodu
                        > ujawnić.

                        No widzisz. Podobnie być może będzie, jeśli w okolicy zamieszka ktoś, kogo się
                        nie toleruje. Od pogaduch ze znajomymi Twoi znajomi stopniowo przejdą do
                        wyzwisk, potem rękoczynów, bo ich sąsiad gej się będzie "afiszował", lub ich
                        czarnoskóry sąsiad będzie podrywał im córkę.

                        > ale co można poradzić, kiedy ma się takich znajomych. zerwać kontakt? próbować
                        > przekonywać? :/

                        Tak. Tak.
                        • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 23:01
                          "Od pogaduch ze znajomymi Twoi znajomi stopniowo przejdą do
                          wyzwisk, potem rękoczynów, bo ich sąsiad gej się będzie "afiszował", lub ich
                          czarnoskóry sąsiad będzie podrywał im córkę. "

                          no raczej nie sądzę ;) znam tych ludzi na tyle dobrze, że wiem, że nie pójdą
                          nikogo bić, bo po prostu nie są tacy, znaczy się, nie biją nikogo, ani nie
                          wyzywają wprost ani nawet w rozmowie z kimś (pomijając epitet "nienormalny",
                          "chory")
                          jak pisałam o tym, że potencjalne homoseksualne dzieci mogą się bać ujawnić, to
                          nie bać rękoczynów, ale słów, nawet nie wyzywania :/
                          • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 23:17
                            kuraiko napisała:
                            > no raczej nie sądzę ;) znam tych ludzi na tyle dobrze, że wiem, że nie pójdą
                            > nikogo bić, bo po prostu nie są tacy, znaczy się, nie biją nikogo,

                            Miło, że tak w nich wierzysz, ale narastanie nienawiści jest procesem. Niewielu
                            ludzi od początku przejawia agresję fizyczną. Zaczyna się "niewinnie" -
                            dokładnie tak, jak mówisz, a kończy się pogromem...

                            > nie
                            > wyzywają wprost ani nawet w rozmowie z kimś (pomijając epitet "nienormalny",
                            > "chory")

                            To określenia "nienormalny", "chory" nie są wyzwiskami i agresją?
                            • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 23:42
                              "miło, że tak w nich wierzysz"
                              a skąd możesz wiedzieć, jak bardzo dobrze znam te osoby ;) to nie jest kwestia
                              wiary, ale głębokie przekonanie. oczywiście, że do końca nie wie się co tkwi w
                              człowieku, ale trudno mi założyć, że osoba, która nigdy nikomu nie zrobiła
                              krzywdy, miałaby nagle iść z widłami czy siekierą i pochodnią w dłoni, podpalać
                              i mordować O__o

                              "To określenia "nienormalny", "chory" nie są wyzwiskami i agresją?"
                              nie do końca, słowa "chory" można używać wierząc naprawdę, że homoseksualizm to
                              choroba, wtedy to moim zdaniem nie jest wyzwisko. "nienormalny" już prędzej, ale
                              nie jest to moim zdaniem ten kaliber, co... no sorry, nie będę rzucać mięchem :/
                              yhm i sprowadza się to do tego, że ja mam odpowiadać za to jacy są ludzie,
                              jakich znam i tłumaczyć jak oni myślą i dlaczego i co i jak i co jest wyzwiskiem
                              i co nie i że ktoś pójdzie mordować osoby, których nie toleruje,
                              litoooooościiiiiiiiiii
                              • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 04.12.09, 15:59
                                kuraiko napisała:

                                > "miło, że tak w nich wierzysz"
                                > a skąd możesz wiedzieć, jak bardzo dobrze znam te osoby ;) to nie jest kwestia
                                > wiary, ale głębokie przekonanie. oczywiście, że do końca nie wie się co tkwi w
                                > człowieku, ale trudno mi założyć, że osoba, która nigdy nikomu nie zrobiła
                                > krzywdy, miałaby nagle iść z widłami czy siekierą i pochodnią w dłoni, podpalać
                                > i mordować O__o

                                Kuraiko, nie gniewaj się, ale jesteś bardzo naiwną osóbką. Poszukaj sobie w internecie coś na temat eksperymentu Milgrama, może otworzą ci się wtedy oczy na ludzką naturę.
                                • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:27
                                  :DDD a nie mówiłam wcześniej, że już kilka razy nazwano mnie na tym forum
                                  naiwną? (szkoda, że tylko mnie, jak inni chcą żyć w świecie idealnym to wtedy
                                  spoko :P)
                                  kilka razy na studiach uczyłam się o tym eksperymencie i czytałam nie raz w
                                  prasie, więc nie muszę się uświadamiać, ale dzięki za przypomnienie, że po mnie
                                  takiej wiedzy się nie spodziewa ;)
                                  • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:32
                                    i nie zapominaj, że mówimy o znajomych ludziach w "naturalnych" warunkach, a nie
                                    znajdujących się nagle pod wpływem jakiegoś neonaziolowego psychopaty o wielkiej
                                    sile przebicia.
                                    starsze panie potrafią się na Jasnej Górze rzucać na reporterów "wrogich
                                    mediów", więc oczywiście że to jest możliwe, przecież tego nie negowałam (bo są
                                    pod wpływem Ojca Dyrektora, ups, to w kontekście poprzedniego zdania brzmi ciekawie)
                                    ale neguję to, że znana mi łagodna osoba mogłaby SAMA Z SIEBIE pod niczyim
                                    wpływem zamienić w bestię, która bije i morduje gejów którzy zamieszkali w
                                    sąsiedztwie. zwłaszcza że jeśli piszę o tym, że ktoś uważa gejów za "chorych", a
                                    wie jaka jest moja orientacja i do tej pory chodzę cała i zdrowa, to chyba wiem
                                    co piszę.
                                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:33
                                      ueeeeeee
                                      i już miałam nic nie pisać, ale oczywiście musiała przyjść pierwszalitera i
                                      dorzuć swoje :/
                                      ueeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                                      energii mi już szkoda, wam nie? :(
                                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:34
                                      to był ciąg dalszy do pierwszejlitery, głupie drzewko :/
                                    • turzyca Pytanie bardzo serio 04.12.09, 19:05
                                      Jesli ci Twoi znajomi mogliby decydowac o losie takiej osoby, np. podejmujac
                                      decyzje o przyjeciu jej do pracy czy przyznaniu jej premii, to czy na pewno ich
                                      poglady nie wplynelyby na ich decyje, czy na pewno nie daliby jej np. premii z
                                      dolu widelek, a nie z gory, nawet przy jej znakomitych wynikach pracy?
                                      Szczegolnie jesli mieliby pewnosc, ze sprawa sie nie wyda - tzn. ze nikt sie nie
                                      dowie o wyniku i/lub przyczynach tego wyniku?
                                      • kuraiko Re: Pytanie bardzo serio 04.12.09, 19:49
                                        nie mam zielonego pojęcia. w zasadzie nie są to przedsiębiorcy przyjmujący do
                                        pracy kogokolwiek, więc mogę sobie tylko gdybać.
                                        • turzyca Re: Pytanie bardzo serio 04.12.09, 22:05
                                          To sobie wymysl jakakolwiek sytuacje, w ktorej "taka osoba" bedzie potencjalnie
                                          zalezna od Twojego znajomego, chocby upadek na ulicy - rzuci sie ratowac tak
                                          jakby ratowal inna osobe czy tez przejdzie obok?
                                          Zreszta teraz nie sa przedsiebiorcami, ale za 2 lata moga np. pracowac w
                                          kadrach, nie jest to chyba wykluczone?
                                          • kuraiko Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 01:12
                                            hm to myślę, że ratowanie życie owszem - chociaż z drugiej strony są ludzie,
                                            którzy przechodzą obojętnie bez względu na to KTO leży na ziemi :/ nie sądźmy
                                            jednak innych, że są bez serca.
                                            to co piszesz o kadrach, to mi trudno rozstrzygnąć. może być tak, że dla kogoś
                                            ważne są kompetencje, a nie nie czynniki nie mające w ogóle związku z pracą. na
                                            takie pytanie nie potrafię odpowiedzieć, bo nie wiem też jaki stosunek do
                                            kompetencji pracownika miałyby te osoby. równie dobrze mogą się kierować np
                                            wyglądem zewnętrznym i wybrać do pracy długonogą ładną blondynkę, a odrzucić
                                            przeciętną okularnicę. zresztą kolor skóry widać od razu, a orientacji nie.

                                            a jakbym powiedziała, że tak, nie zatrudnią czarnoskórego, a geja wyrzucą na
                                            bruk po jego comingoucie to co wtedy?
                                            a jak powiem, że powitają każdego z otwartymi ramionami to co?
                                            nie bardzo rozumiem sens tego pytania.
                                            • turzyca Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 02:25
                                              No dobrze, nie wyrazilam sie precyzyjnie, nie mialam na mysli sytuacji tak
                                              dramatycznej jak upadek spowodowany np. zawalem serca. Ostatnio na ulicy
                                              upadlam, bo zle stanelam, i do tego tak nieszczesliwie, ze nie bylam w stanie
                                              sama sie podniesc. I tak sobie siedzialam na suchym chodniku, w cieply dzien.
                                              Moglam tak posiedziec z kwadrans, nic by mi sie nie stalo. Ale po chwili ktos
                                              sie przy mnie zatrzymal, zsiadl z roweru, spytal sie, co mi sie stalo, pomogl mi
                                              wstac, spytal sie, czy zawolac karetke. Ratowania zycia w tym nie bylo, ale
                                              wyjscie do innego czlowieka, poswiecenie chwili wlasnego czasu - owszem.
                                              Poniewaz mi sie takie "niefartowne stapniecie" przytrafia co pewien czas, to
                                              widze, jak roznie ludzie w roznych miejscach na to reaguja.

                                              > nie bardzo rozumiem sens tego pytania
                                              Probuje na tym przykladzie pokazac, jak cienka jest granica miedzy nietolerancja
                                              slowna, a przejsciem do czynow. Obecnie osoby, o ktorych mowisz, wyrazaja swoja
                                              nietolerancje tylko werbalnie, ale tez nie maja mozliwosci wyrazenia jej
                                              inaczej. Nie wiesz, jak sie zachowaja w sytuacji, gdy beda mialy mozliwosc
                                              decyzji o cudzym losie. A szczegolnie gdy ich odpowiedzialnosc przy takiej
                                              decyzji nie bedzie jawna (czyli np. nie naraza sie na ostracyzm otoczenia) - po
                                              prostu przejda szybszym krokiem, nie wybiora akurat tego kandydata, czy dadza
                                              najnizsza mozliwa premie, mimo ze pracownik spisuje sie swietnie. Tak wiec fakt,
                                              ze te osoby z Twojego otoczenia, o ktorych myslisz, nie zrobily do tej pory
                                              "takim" osobom niczego zlego moze wynikac po prostu z braku okazji i ich niechec
                                              moze (nie musi, moze) przy sprzyjajacej okazji rozkwitnac. I to do dowolnego
                                              stopnia.

                                              We wspomieniach pewnego lekarza z czasow II wojny swiatowej, ktora spedzil na
                                              prowincji, byl opis spedzenia Zydow z okolicy i wyrazone jego zdziwienie nie
                                              brutalnoscia Niemcow, bo do tej byly przyzwyczajony, ale brutalnoscia
                                              (niektorych) miejscowych. Byl tak zaskoczony zachowaniem niektorych jego
                                              pacjentow, ktorzy poza tym sprawiali wrazenie serdecznych, milych ludzi. Dobrych
                                              60 lat pozniej spotkalam chlopaka z tamtych okolic, w sumie fajny facet, odnosil
                                              sie do swojej narzeczonej w sposob niesamowicie czuly, mozna z nim bylo ciekawie
                                              pogadac. Ale gdy zeszlo na tematy, ktore go dotykaly (ceny skupu zboza) to z
                                              taka niesamowita nienawiscia mowil, ze "te Zydy to tylko patrza, jak czlowieka
                                              wyrolowac." Ostatni Zyd w jego okolicy zginal przez 60 laty. A ja zrozumialam,
                                              kto i dlaczego go do tej smierci poprowadzil.
                                              • kuraiko Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 03:30
                                                ok rozumiem teraz co miałaś na myśli.
                                                co do ostatniego akapitu - to podobnie jak pisałam wcześniej, o tym skąd się
                                                bierze młodzież w organizacjach neofaszystowskich. na swoim "podwórku" spotykam
                                                się (tylko internetowo) z szerzeniem nienawiści do Ukraińców, również
                                                ukraińskiej młodzieży i dzieci (!) - na forum regionalnym wyborczej, wystarczy
                                                najmniejsza wzmianka o UPA czy Wołyniu w prasie i od razu pojawiają się oszołomy
                                                nawołujące jawnie do nienawiści, licytujące się kto więcej zabił, wklejające z
                                                lubością opisy mordów dokonywanych na polskiej ludności, a do tego są to często
                                                młodzi ludzie lub w średnim wieku, czyli de facto tacy, którzy nie mieli
                                                bezpośrednio styczności z UPA.
                                                oczywiście Ty pisałaś o Żydach, to trochę inna sprawa, bo bandy UPA rzeczywiście
                                                dokonywały zbrodni, ale ci ludzie przenoszą nienawiść swoich przodków na
                                                niewinne dzieci, młodzież i dorosłych, którzy nie mają z tym nic wspólnego
                                                oprócz tego że się urodzili w danym kraju, a nienawiść to w głównej mierze
                                                prawdopodobnie wynoszą z domów.
                                                (czemu tak sądzę. pytanie - ile osób czytało o zbrodniach UPA, w tym drastyczne
                                                opisy i zdjęcia i ile z tych osób z tego powodu nienawidzi całego narodu
                                                ukraińskiego, analogicznie zresztą z Niemcami - każdy się uczył w szkole o
                                                holokauście, ile z tych osób z tego powodu nienawidzi Niemców. chyba niewielki
                                                procent <?> to skądś się to bierze. 1 - dom, 2 - podatność na oddziaływanie
                                                grupy bądź jednostek <wypowiadających się w mediach takich jak np Radio Maryja>)
                                                • turzyca Kwestia "winy" 07.12.09, 13:38
                                                  > oczywiście Ty pisałaś o Żydach, to trochę inna sprawa, bo bandy UPA rzeczywiści
                                                  > e
                                                  > dokonywały zbrodni,

                                                  Ale przeciez ci ludzie, ktorzy sie tak zachowywali, mieli mnostwo dowodow winy
                                                  Zydow - udzielali kredytu i domagali sie splaty wraz z odsetkami, paskudni
                                                  lichwiarze, nie chcieli udzielac kredytu, chciwusy jedne, zawyzali ceny, a
                                                  wczesniej wszystkich uczciwych katolickich kupcow wygonili, zanizali ceny skupu,
                                                  oszukiwali w karczmie, a to rozcienczajac wodke, a to dopisujac do rachunku, a
                                                  ta Ryfka to tak nosa zadzierala, w ogole nie chciala patrzec na nas, no to teraz
                                                  ma za swoje.

                                                  A i bandy UPA same na tym terenie nie dzialaly, polskie bandy tez byly. A
                                                  roznych takich zadawnionych krzywd bylo mnostwo, polityka panstwa polskiego je
                                                  niestety podsycala. A jak panstwo sie skonczylo, to mozna bylo sie porzadnie
                                                  porachowac.
                                                  • jul-kaa Re: Kwestia "winy" 07.12.09, 14:21
                                                    >bo bandy UPA rzeczywiście dokonywały zbrodni,

                                                    Ukraińcy (i nie tylko - ludzie z Podlasia często też) na "naszą wspaniałą,
                                                    dzielną, honorową AK" też mówią bandy. UPA miało oddziały, AK bandy.
                                                    I co tu jest "rzeczywiste"?
                                                  • roza_am Re: Kwestia "winy" 07.12.09, 15:08
                                                    > I co tu jest "rzeczywiste"?

                                                    Niestety, rzeczywiste jest to, że nadal istnieją grupy ludzi, którzy nie
                                                    pozwalają tym emocjom odejść w przeszłość tylko wałkują je w nieskończoność nie
                                                    wiadomo po co.
                                                  • kuraiko Re: Kwestia "winy" 07.12.09, 16:56
                                                    ależ oczywiście :O ja nie polemizuję.
                                                    tylko Polacy widzą zbrodnie UPA, a oczywiście polskie "bandy" nie istniały, a
                                                    jeśli nawet to oszołomy napiszą, że to tamci zaczęli i im się należało :(

                                                    poruszyła mnie niedawno historia opisana w Wyborczej, o starszych ludziach,
                                                    którzy pielęgnują groby młodych Niemców zabitych podczas II w.ś.
                                                    W Przemyślu są zadbane cmentarze z I i II w.ś. - Niemców, Austriaków, Rosjan,
                                                    Ukraińców, Węgrów. Duże wrażenie i przygnębiające zrobił na mnie cmentarz
                                                    niemiecki z II w.ś., gdzie pochowanych jest ok. 4 tysiące żołnierzy (te tablice
                                                    z nazwiskami... :( )

                                                    a oszołomstwo nie chce wyciągać wniosków. przykro mi jest jak czytam te pełne
                                                    nienawiści posty, bo w moim mieście na jednej uczelni studiuje wielu Ukraińców :(
                                                  • bebe.lapin Re: Kwestia "winy" 07.12.09, 18:58
                                                    > poruszyła mnie niedawno historia opisana w Wyborczej, o starszych ludziach,
                                                    > którzy pielęgnują groby młodych Niemców zabitych podczas II w.ś.
                                                    > W Przemyślu są zadbane cmentarze z I i II w.ś. - Niemców, Austriaków, Rosjan,
                                                    > Ukraińców, Węgrów.

                                                    historia nie jest czarno-biala, ale trzeba miec duzo sily jako jednostka i jako
                                                    grupa spoleczna (np. grupa narodowa), zeby to zauwazyc. nie wszyscy polacy byli
                                                    szlachetni, nie wszyscy Niemcy zli, i tak bez konca mozna by wymieniac...

                                                    Niedawno opowiadala mi jedna pani, Francuzka, ze jej meza, bedacego wowczas
                                                    mlodym chlopakiem, wcielili sila (rzecz dziala sie w Lotaryngii-Alzacji) razem z
                                                    bratem do wojska i wyslami na front wschodni, i te chlopaki nie mogly nawet
                                                    zwiac, bo ich rodzice robili niejako za zakladnikow..Ponoc jej maz majac 80 lat
                                                    jeszcze budzil sie z krzykiem z wojennych koszmarow i nigdy nie chcial opowiadac
                                                    o tym, co przezyl..
                                      • madzioreck Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 11:37
                                        Z moim tatą i mężem na jednej zajezdni pracuje pewien Chorwat, też kierowca.
                                        Mieszka w Polsce od lat, ma tu żonę i dziecko. Naprawdę fajny gość, pomocny,
                                        uczynny, obowiązkowy. I wiecie co? Ma przerąbane. Tylko dlatego, ze jest
                                        obcokrajowcem. zdarzało się, że słyszał pod swoim adresem hasła, że ma wracać,
                                        skąd przyjechał, a nie tu prace innym zabiera. Albo kierownik i jego zastępczyni
                                        - z tego, co opowiadał tata, nie spodziewałabym się po nich pewnych zachowań,
                                        ale po tym, jak potraktowali tego chłopaka... Tak wyszło, ze się rozchorował i
                                        to dość mocno. W firmie mojego taty. gdzie na zajezdni jest czterystu kierowców,
                                        nikt się nie interesuje, na co kierowca jest chory. Do Chorwata zadzwonili i
                                        zasugerowali mu, żeby lepiej nie symulował, bo krótko tu pracuje, no i rozumie
                                        pan... Chorwat się wkurzył jak rzadko, ubrał się i pojechał na zajezdnię, wpadł
                                        do kierownika, ledwo trzymając się na nogach, z gorączką. A ponieważ nie pozwala
                                        sobie "w kaszę dmuchać", zapytał wprost, co do niego mają i czy wszystkim
                                        kierowcom wmawiają symulanctwo, czy wydzwaniają tak skwapliwie do tych, którzy
                                        co tydzień biorą jednodniowe zwolnienie. Kierownik na to, że nie rozumie. A
                                        Chorwat na to, że będzie mówił tak długo i wyraźnie, i najlepiej, jak umie po
                                        polsku, aż pan kierownik zrozumie. Zaczęli go przepraszać, oczywiście, dali mu w
                                        końcu jako taki spokój, ale nie dlatego, że zrozumieli, jak się zachowali, tylko
                                        przestraszyli się ewentualnych zarzutów o dyskryminację. Mój tata chciał, żeby
                                        dali mu Chorwata jako zmiennika, bo mieszkają blisko siebie i się lubią. Zwykle
                                        nie robią problemów, bo dla firmy dobrze, jak zmiennicy się dogadują, i nie
                                        robią problemów tam, gdzie ich nie ma.Ale w tym przypadku słyszał, że żołnierzyk
                                        sobie nie zasłużył, tata ma na stanie za dobre auto, a tamten niech sobie
                                        zajeżdża stare złomy. Sprawą miał się zająć związek zawodowy.
                                        • jul-kaa Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 12:03
                                          madzioreck - obrzydliwa historia. Obrzydliwa!
                                          • madzioreck Re: Pytanie bardzo serio 05.12.09, 12:12
                                            Wiem. I za każdym razem, kiedy o tym myślę, szlag mnie trafia.
                                        • madzioreck Do tej historii chciałam dodać... 05.12.09, 13:45
                                          Do tej historii chciałam dodać, nawiązując do tego, co pisała kuraiko, że to są
                                          ludzie, którzy nie rzucają się z kijem bejsbolowym na obcokrajowców, gejów, czy
                                          osoby o innym kolorze skóry. W domu, wśród znajomych może też tak "tylko sobie
                                          gadają". A tam, gdzie dorwali troszkę władzy... :/
                                          • zooba Re: Do tej historii chciałam dodać... 07.12.09, 11:46
                                            Takie sytuacje nie zależą też wcale od poziomu wykształcenia.
                                            Pracuję w instytucie naukowym (w Polsce) i jest u nas facet z Ameryki
                                            Południowej, biały, na pierwszy rzut oka Europejczyk, nawet na południowca nie
                                            wygląda. I wśród tych naszych pracowników naukowych co jakiś czas słychać głosy,
                                            że po co się odzywa, nie jest stąd; niech nie pyskuje, bo go z litości nasza
                                            Polska na swe łono przyjęła; a w ogóle to z powrotem do dżungli!!
                                  • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:38
                                    no dobra, może nie tylko mnie, bo zaraz będzie, że to ja zawsze jestem ta
                                    pokrzywdzona i tak w kółko :PPPPPPPPPPP
                                    no więc NIE TYLKO MNIE.
                                  • palacsinta Re: Nadanie imienia 04.12.09, 16:59
                                    kuraiko napisała:

                                    > kilka razy na studiach uczyłam się o tym eksperymencie i czytałam nie raz w
                                    > prasie, więc nie muszę się uświadamiać, ale dzięki za przypomnienie, że po mnie
                                    > takiej wiedzy się nie spodziewa ;)

                                    A o eksperymencie Zimbardo też się na tych studiach uczyłaś? Czy może Ci się zlały w jedno?
                                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 19:51
                                      w zasadzie to uczyłam się o obydwu i o obydwu czytałam w prasie :>
                                      • palacsinta Re: Nadanie imienia 04.12.09, 21:16
                                        kuraiko napisała:

                                        > w zasadzie to uczyłam się o obydwu i o obydwu czytałam w prasie :>

                                        O, to super. Szkoda jednak, że nie potrafisz tej wiedzy zastosować w praktyce.
                                        • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:13
                                          zastosować w praktyce, tzn jak?
                                          założyć z góry, że w każdym tkwi psychopata i sadysta?
                                          • turzyca Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:51
                                            kuraiko napisała:

                                            > zastosować w praktyce, tzn jak?
                                            > założyć z góry, że w każdym tkwi psychopata i sadysta?

                                            Ja tego eksperymentu nie kojarzylam z nazwy, wiec sobie doczytalam, zeby
                                            wiedziec, o czym jest dyskusja. I przeczytalam co nastepuje:

                                            "Dlaczego tak wiele osób zastosowało najsilniejszy szok?

                                            Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa to, że większość ludzi (niemal 2/3) ma
                                            poważne zaburzenia i jest ukrytymi psychopatami lub sadystami. Prawdopodobnie
                                            tak właśnie myśleli psychiatrzy i studenci, którzy mieli przewidywać wyniki tego
                                            eksperymentu: Do końca skali mogą dojść jedynie osoby poważnie zaburzone – a
                                            takich ludzi jest ok. 1%.
                                            Ta interpretacja jest jednak niesłuszna [...]
                                            Prawdopodobnie testy osobowości nie kłamią i rzeczywiście nie ma różnic między
                                            tymi, którzy aplikują najsilniejszy szok a tymi, którzy wycofywali się z
                                            badania. Milgram twierdził, że wszyscy, niezależnie od tego jak się zachowują,
                                            przeżywają olbrzymią presję na podporządkowanie się autorytetowi."

                                            Czy na pewno wszystkie strony maja na mysli ten sam eksperyment z tymi samymi
                                            wynikami?
                                            • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 02:02
                                              jeszcze ten więzienny Zimbardo. tam o ile dobrze pamiętam, tam niektórzy
                                              strażnicy stosowali przemoc znajdując w niej przyjemność niezależnie od
                                              autorytetu (?).
                                              w tym o który piszesz faktycznie chodzi o autorytet.
                                            • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 02:14
                                              "założyć z góry, że w każdym tkwi psychopata i sadysta" - miałam na myśli
                                              właśnie to, że fakt, w szczególnych warunkach jak wskazują eksperymenty można
                                              się tego spodziewać.
                                              tylko, że w eksperymencie Zimbardo część strażników nie znęcała się nad
                                              więźniami, więc nie na każdego eksperyment podziałał w ten sposób. część
                                              "odczuwała satysfakcję" ze znęcania się, jak rozumiem, znęcali się całkowicie
                                              świadomie.
                                              w podsumowaniu eksperymentu Milgrama nie ma też słowa o tym, że ktokolwiek
                                              zadawał ból i czerpał z tego przyjemność.
                                              jak więc to odnieść do pojedynczej jednostki bijącej kogoś za to, że jest
                                              "inny"? (nie umieszczonej w izolowanym miejscu, w nowej sytuacji) i w zasadzie
                                              to się chyba rzadko zdarza. biją "karki", które są w grupie. wspomnianych
                                              wcześniej pogromów dokonują grupy ludzi. owszem pojedyncza jednostka też zabija
                                              czy się znęca, ale chyba przyczyny są wówczas inne, niż w ww.eksperymentach.
                                              jeśli moje rozumowanie jest błędne, to proszę o korektę.
                                              • palacsinta Re: Nadanie imienia 05.12.09, 02:56
                                                kuraiko napisała:

                                                > "założyć z góry, że w każdym tkwi psychopata i sadysta" - miałam na myśli
                                                > właśnie to, że fakt, w szczególnych warunkach jak wskazują eksperymenty można
                                                > się tego spodziewać.

                                                Nie masz zakładać, że w każdym tkwi sadysta i psychopata. Oba eksperymenty dowodzą, że zachowanie ludzi może się zaskakująco zmienić pod wpływem sytuacji i "tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono". Eksperyment Zimbardo mówi dużo o tym, jak mogą zachować się normalni członkowie społeczeństwa w sytuacji, kiedy mają nad kimś władzę. Wbrew pozorom, nie trzeba do tego zostać strażnikiem więziennym: wystarczy, że druga osoba jest w jakikolwiek słaba i zależna od nich. Turzyca ładnie to opisała wyżej. Ważny jest również czynnik odebrania osobom podległym ich indywidualności, imion, ubrań, fryzur, przedmiotów osobistych. IMO w umysłach osób deklarujących niechęć do pewnych grup społecznych zachodzi właśnie taka dehumanizacja: oni w pierwszej kolejności widzą Murzyna, geja, a nie człowieka. Konkludując: mogę się zgodzić, że przeciętny Ziutek z Pierdziszewa Małego twierdzący, że "on po prostu nie lubi Murzynów", pewnie będzie tak gadał do śmierci i na tym poprzestanie (tym bardziej, że w Pierdziszewie o Murzynów, na których można dowodzić swojego oświeconego rasizmu, wciąż trudno). Ale jestem więcej niż pewna, że gdyby taki Murzyn jednak do Pierdziszewa Małego się zaplątał i przez moment był na łasce Ziutka, to nie najlepiej by się to dla niego skończyło. Tym bardziej, że niejako z góry zakładam średnie kwalifikacje moralne rasistów.
                                                • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 03:37
                                                  "Ważny jest również czynnik odebrania osobom podległym ich indywidualności,
                                                  imion, ubrań, fryzur, przedmiotów osobistych"
                                                  a pewnie, że się zgadzam. dobrze to było przedstawione w powieści "Miasto
                                                  ślepców", gdzie żołnierz z pogardą mówi do Doktora "ślepaku", ponieważ Doktor
                                                  był niewidomy, a więc "ułomny", do tego w zasadzie anonimowy. nagle stał się
                                                  "ślepakiem", którego można poniżyć.

                                                  co do Ziutka, to może się też okazać, że w gruncie rzeczy dobry z niego facet, a
                                                  jego gadanie nie było poparte niczym i w bezpośredniej konfrontacji z "Murzynem"
                                                  (uważaj, bo może się nam oberwać za używanie tego słowa) okaże się, że nie
                                                  odczuwa negatywnych uczuć, a jego obawy (bo to na ogół o obawy chodzi) były
                                                  nieuzasadnione.
                                                  • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 03:38
                                                    ach jakie to piękne i naiwne myślenie XD
                                                    ale taka możliwość też istnieje, prawda?
                                                  • palacsinta Re: Nadanie imienia 05.12.09, 10:53
                                                    kuraiko napisała:

                                                    > co do Ziutka, to może się też okazać, że w gruncie rzeczy dobry z niego facet,
                                                    > a
                                                    > jego gadanie nie było poparte niczym i w bezpośredniej konfrontacji z "Murzynem
                                                    > "
                                                    > (uważaj, bo może się nam oberwać za używanie tego słowa) okaże się, że nie
                                                    > odczuwa negatywnych uczuć, a jego obawy (bo to na ogół o obawy chodzi) były
                                                    > nieuzasadnione.

                                                    Ależ oczywiście, przecież w eksperymencie Zimbardo byli też "dobrzy" strażnicy. Wśród polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata też pewnie byli ludzie, którzy przed wojną nie lubili Żydów. Tylko zamiast sprawdzać, czy w sytuacji awaryjnej rasiści zachowają się przyzwoicie, czy nie, lepiej starać się wykorzeniać takie postawy zawczasu, a nie bronić ich w wyniku źle pojętej tolerancji.
                                              • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 05.12.09, 13:31
                                                kuraiko napisała:

                                                > w podsumowaniu eksperymentu Milgrama nie ma też słowa o tym, że ktokolwiek
                                                > zadawał ból i czerpał z tego przyjemność.
                                                > jak więc to odnieść do pojedynczej jednostki bijącej kogoś za to, że jest
                                                > "inny"? (nie umieszczonej w izolowanym miejscu, w nowej sytuacji) i w zasadzie
                                                > to się chyba rzadko zdarza. biją "karki", które są w grupie. wspomnianych
                                                > wcześniej pogromów dokonują grupy ludzi. owszem pojedyncza jednostka też zabija
                                                > czy się znęca, ale chyba przyczyny są wówczas inne, niż w ww.eksperymentach.
                                                > jeśli moje rozumowanie jest błędne, to proszę o korektę.

                                                Chyba zakładasz błędnie, że motwywacją do agresywnego zachowania jest przyjemność z zadawanego bólu. Ktoś lubi się na przykład znęcać na innymi. Owszem, coś takiego może się zdarzyć. Na przykład przy odpowiednich indywidualnych cechach osobowości, albo wtórnie, jako reakcja potwierdzająca, usprawiedliwiająca nasze zachowanie. Ale Milgram pokazał, że wytłumaczeń należy szukać nie tylko w indywidualnym człowieku, ale konfiguracja sytuacji jest znacząca. Jeszcze raz podkreślę, że nie chodzi o afekt, tylko pewnego rodzaju indoktrynację przeprowadzoną w twoim mózgu. Jeżeli zachowanie pasuje wtedy do schematu, w którym A przechodzi w B, to trzymasz się tego modelu, chociażby zachowanie B nie przyszłoby ci dobrowolnie nigdy do głowy. Automatyzmy, wyuczone, ekonomiczne modele, to jest reguła naszych zachowań i można by nawet dyskutować o wolnej woli człowieka. ;-)
                                            • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 05.12.09, 13:16
                                              turzyca napisała:

                                              > "Dlaczego tak wiele osób zastosowało najsilniejszy szok?
                                              > Prawdopodobnie testy osobowości nie kłamią i rzeczywiście nie ma różnic między
                                              > tymi, którzy aplikują najsilniejszy szok a tymi, którzy wycofywali się z
                                              > badania. Milgram twierdził, że wszyscy, niezależnie od tego jak się zachowują,
                                              > przeżywają olbrzymią presję na podporządkowanie się autorytetowi."

                                              Piszę teraz trochę za pamięci, więc nie wiem jak dokładne są moje wspomnienia, ale Milgram nie przeprowadzał tego eksperymentu, by udowodnić, że ludzie to z założenia psychopaci i trzeba od nich oczekiwać najgorszego. Eksperyment powstał, by wytłumaczyć zasady powstawania takich zjawisk jak faszyzm i związanych z nim zbrodni na ludziach. Być może niektórym wydaje się bowiem, że niektóre narody są bardziej agresywne od innych (np. Niemcy), a w innych krajach coś takiego zdarzyć by się nigdy nie mogło (Polska), ale to jest akurat pobożne życzenie. W pewnych warunkach i nie muszą to być warunku nawet specjalnie wyjątkowe, czyli wcale nie w afekcie i pod wpływem wielkich emocji, ludzie są skłonni do zachowań niezgodnych z ich moralnymi zasadami, brutalnych, a nawet sadystycznych. Nikt nie może z pewnością powiedzieć, że potrafi się temu oprzeć. Te zachowania nie mają często nawet wiele wspólnego ze świadomą decyzją, kierujemy się wtedy bowiem tylko automatyzmem, schematem. W taki sam sposób łatwo ulec nam rasistowskim populistom, którzy w zgrabny sposób przestawią nam sytuację w taki, a nie inny sposób i wykorzystają do swoich celów. Jeżeli dostrzeżemy choć maleńką konieczność pewnych środków, nie zawahamy się ich użyć, chociaż mogą nie zgadzać się one z naszym światopoglądem. Wtedy z miłego życzliwego sąsiada, o umiarkowanych poglądach politycznych, zrobi się wspólnik podpalający dom, w którym mieszkają emigranci, nawet wiedząc, że znajdują się w środku małe dzieci. Więc, to nie jest tak, jak pisze Kuraiko, że należy oczekwiać, że każdy jest psychopatą, tylko nie należy wykluczać, że każdy takim może się stać. Zresztą psychopata, to bardzo złe określenie, bo używane jest w psychologii na szczególne zaburzenie osobowości i może być nawet prostym wytłumaczeniem dewiacji, ludzie, z którymi pracował Milgram, byli całkiem normalni, bez zaburzeń i chorób psychicznych, więc rozróżnienie wśród nich tych ulegających (wewnętrznej) presji i tych opornych jest bardzo trudne. Prawdopodobnie decyduje tu tylko sytuacja i jej rodzaj. W każdym z nas mieszka bestia i w stosownych warunkach można ją obudzić. I nie ma ona rozpoznawalnego i ostrzegającego nas wcześniej oblicza szaleństwa, jak wielu się wydaje.
                                              • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 15:54
                                                "Być może niektórym wydaje się bowiem, że niektóre narody są bardziej agresywne
                                                od innych (np. Niemcy), a w innych krajach coś takiego zdarzyć by się nigdy nie
                                                mogło (Polska)"
                                                no pewnie, uważają np że to kłamstwo, że Polacy dokonali pogromu w Jedwabnem. a
                                                polscy żołnierze również dopuszczali się gwałtów.
                                                właśnie tacy ludzie, którzy twierdzą, że Polacy są czyści i bez grzechów (w
                                                czasie wojny i po wojnie oczywiście, a teraz pewnie i też, bo wszystko co złe
                                                zwalają na Niemców, Żydów, Rosjan, Ukraińców, muzułmanów różnych nacji :/), to
                                                nawołują do nienawiści.
                                  • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 04.12.09, 20:29
                                    kuraiko napisała:

                                    > kilka razy na studiach uczyłam się o tym eksperymencie i czytałam nie raz w
                                    > prasie, więc nie muszę się uświadamiać, ale dzięki za przypomnienie, że po mnie
                                    > takiej wiedzy się nie spodziewa ;)

                                    To ktoś daje się nabrać dzisiaj jeszcze na : "uczyłam się panie profesorze, ale nie pamiętam"? ;-) Wiesz, być może ty podchodzisz do świata, że czegoś tam po ludziach oczekujesz, ja niczego nie oczekuję, tylko biorę pod uwagę, to co robią, mówią, albo piszą. A skoro dajesz mi do zrozumienia, że twoi znajomi są odporni na agresję, to piszę ci, że się grubo myślisz. Że budzi to w tobie jakieś negatywne skojarzenia (nie napiszę kompleksy, bo nie mam zamiaru być znowu posądzana o psychoanalizę), to nie jest moja wina. Możesz sobie nawet myśleć, że pierwszalitera się na ciebie uwzięła. Jakoś wytrzymam. ;-)
                                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:19
                                      ale czemu miałabym kłamać, że się uczyłam O___o potrafię przyznać, że o czymś
                                      nie słyszałam, ale co, mam dla zasady powiedzieć w tym przypadku, że nie
                                      słyszałam, skoro się uczyłam? O__o miałam na studiach socjologię (i to obu
                                      kierunkach) i psychologię i to chyba normalne, że na zajęciach o tym wspominano.
                                      W prasie czytałam (bodajże Gazecie Wyborczej) oraz internecie.
                                      o tych eksperymentach często mówi się studentom, pisze w prasie. to takie
                                      dziwne, że miałam styczność?
                                      no to się grubo mylę, że ktoś jest odporny na agresję.
                                      może być, zadowolona? no na pewno się na mnie nie uwzięłaś, tylko chyba
                                      odczuwasz jakąś misję, nie wiem, uratowania mnie od potencjalnego dostania
                                      siekierą w przyszłości od np sąsiada, czy uduszenia w nocy poduszką przez mamę,
                                      bo pocztą pantoflową dowiedzieli się, że miałam okazję się całować z
                                      dziewczynami ;) dziękuję za troskę :>
                            • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 23:52
                              a wiesz, ja nie toleruję pijaczków spod Biedronki. Bo zaczepiają ludzi, słaniają
                              się mogąc się o mnie otrzeć (a brudny śmierdzący piwskiem facet brzydzi mnie
                              nawet jakby miał się otrzeć rąbkiem kurtki), wymiotują (!), śmierdzą piwskiem i
                              brudem. Nie mogę ich ścierpieć. Czy to oznacza, że kiedyś pójdę i zacznę ich bić
                              i się znęcać?
                              • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 04.12.09, 10:56
                                a widzisz roznice miedzy ludzi, ktorzy sie po prostu urodzili jacys tam, a
                                ludzmi ,ktorzy dokonali takich a nie innych wyborow i poskutkowamy one
                                znalezieniem sie pod biedronka? nie mowiac o tym, ze jak podasz komus pomocna
                                dlon, zamiast nim pogardzac, to czasem taki czlowiek wyjdzie na prosta (nie
                                teoretyzuje).

                                aa, i jeszcze ostatnia rzecz, ale musze gdzies to zrzucic z siebie: wiesz jak to
                                jest, jak zupelnie obcy ludzie traktuja cie jak g..no i szmate tylk oz powodu
                                pochodzenia twojego faceta? nie masz pojecia, jakie wielkie sa w ludziach
                                pokaldy nienawisci i pogardy.
                                • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 13:20
                                  bebe.lapin -----> rozumiem, że musiałaś gdzieś to zrzucić, ale to naprawdę nie
                                  moja działka, bo 1. ja tak nie postępuję, 2. nie znam ludzi, którzy w istocie
                                  tak postępują, mimo że wiem, że problem występuje, bo mieszkam w zapyziałym
                                  mieście, gdzie czarnoskóry chłopak czy dziewczyna, chłopak w turbanie czy
                                  dziewczyna w chuście wywołują nieodmiennie sensację. Mnie się zdarzało zakładać
                                  chustę na głowę i też spotykały mnie różne uwagi (za plecami i wprost), więc
                                  mogę sobie wyobrazić, co by było, gdybym miała chłopaka o innym kolorze skóry,
                                  niestety.


                                  co do tego co napisałam wcześniej - tak, ja widzę różnicę. ale uczucie
                                  obrzydzenia jest chyba takie same niezależnie od sytuacji. tzn mnie bierze
                                  obrzydzenie, jak widzę słaniającego faceta stojącego nad wymiocinami z kumplami
                                  od których czuć piwsko (a ja idę kupić właśnie coś smacznego do jedzenia,
                                  litości) i nie wątpię, że jakiś zatwardziały homofob czuje się podobnie czytając
                                  w gazecie o małżeństwie gejów. czyli ten drugi będzie zdolny do agresywnych
                                  zachowań, ale ja nie będę?
                                  a może chodzi o coś innego? są ludzie, którzy brzydzą się przemocą fizyczną i
                                  nie robią tego, bo... no tego się nie robi. czasem mnie szlag trafiał na
                                  niektóre osoby, niektórych nienawidziłam, nie szłam i nie dokonywałam
                                  rękoczynów. nie wydaje mi się, że komuś nagle mogłyby oczy zajść czerwoną mgłą i
                                  poszedłby dokonać czynu karanego więzieniem.
                                  bo tak piszesz, jakby zaraz niektórzy mieli się zorganizować w ku klux klan. ja
                                  się nie boję zwykłych ludzi którzy mówią coś do siebie w swoich domach, ja się
                                  boję Młodzieży Wszechpolskiej, ONR, NOP itd.
                                  a co powiesz jeszcze o tych, którzy mimo, że sami "nie trawią" gejów, tzn myśli
                                  o tym jak geje uprawiają seks, a brzydzą ich akty przemocy wobec nich. Albo jak
                                  ci, którzy mówią "Murzyni powinni grać w Afryce w piłkę, nie u nas", reagują
                                  oburzeniem kiedy ktoś pobije czarnoskórego sportowca. czy to jest hipokryzja? a
                                  może ich poglądy wyrażane są bezmyślnie i na pokaz, a naprawdę w konfrontacji z
                                  gejem czy czarnoskórym nie odczuwaliby negatywnych emocji.
                                  • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 04.12.09, 13:42
                                    mi wlasnie chodzi o:promi po pierwsze - o to, ze zwykli ludzie mowia w domach;
                                    to wlasnie z tego rodza sie wszelkie ekstremizmy, bo gdzies to trzeba uslyszec;
                                    ; uzywajac wyswiechtanego przykladu Zydow - gdyby ludzie nie mowili w domach,
                                    jacy sa niedobrzy i ze zeruja na zdrowym spoleczenstwie (polskim, niemieckim,
                                    francuskim itd.), to by nie bylo holokaustu, hitler sa&m jeden duzo by nie
                                    zdzialal. wlasnie z przekonania, ze to tylko "takie gadanie", bierze sie cazle zlo
                                    primo po drugie: nalezy oddzielic tolerancje dla zachowan czy pogladow (moge nie
                                    lubic nastolatkow lizacych sie na ulcach, ale wlasnie bede tolerowac ich
                                    zachowanie, dopoki nie posuna sie za daleko, za to nie bede tolerowac ludzi,
                                    ktorzy w imie religii ograniczaja jakiejs grupie prawa czlowieka), natomiast nie
                                    ma nic do tolerowania w tym, jaki ktos sie rodzi i jakie sa cechy jego ciala
                                    (para lizacych sie nastolatkow moze byc zarowno homo, jak i hetero, nic mi do
                                    tego; ktos ma kolor skory, ksztalt oczu czy cos tam wynikaje z dostosowania sie
                                    przez tysiaclecia do warunkow panujacych na terenach, ktore zamieszkowali jego
                                    przodkowie - nic mi do tego; to,, co ktos ma miedzy nogami, tez nie nalezy do
                                    rzeczy , ktore sie toleruje-lub nie);

                                    mam nadzieje, ze rozgraniczenie zostalo zrozumiane.
                                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 14:04
                                      no to pewnie, że rozumiem.
                                      ale jak mówimy o "szemraniu" w domu, to moim zdaniem to nie jest jednoznaczne i
                                      niekoniecznie możemy mieć na myśli zjawisko o tej samej skali. z drugiej strony
                                      jestem przekonana, że większa część młodzieży z organizacji neofaszystowskich
                                      pochodzi z domów, gdzie zaszczepiana była nienawiść od pokoleń. a są domy, gdzie
                                      np jeden członek rodziny mówi negatywnie na temat jakiejś nacji, ale nie
                                      szczególnie "ekstremistycznie" i np jego dzieci ani nie podchwytują tego sposobu
                                      myślenia, nie wspominając już o zapisywaniu się do organizacji.
                                      nie wiem czy jest jakaś rada na to, tzn zawsze się pojawiają uprzedzeni ludzie i
                                      oni będą wyrażać takie poglądy w zaciszu domowym, a nawet jeśli nie będą mówić,
                                      to będą myśleć. a przekonywanie to jak grochem o ścianę. wspominane zerwanie
                                      kontaktów to wtedy, jeśli się da (np z rodzicami się nie da) i to dotyka nas
                                      osobiście, ale to nie zmienia faktu, że ci ludzie NADAL będą tak myśleć.
                                      tyle ode mnie, bo mi się już nie chce, zmęczyłam się :/
                                      na tym forum zaczyna się od czegokolwiek, a kończy zawsze się tymi samymi
                                      tematami :/
                                      • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 14:06
                                        dobra jeszcze jedno, bo zaraz się ktoś uczepi :/
                                        napisałam "np jeden członek rodziny mówi negatywnie na temat jakiejś nacji, ale nie
                                        szczególnie "ekstremistycznie" "
                                        miałam na myśli takie hasła jak wcześniej wspominane, co moim zdaniem jest
                                        zupełnie nie porównywalne z mówieniem typu "powinno się wytłuc tą zarazę" :/

                                        koniec.
                          • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 04.12.09, 10:49
                            czyli uwazasz, kuraiko, ze mamy byc wdzieczni, bo nas nie bija? ciekawe podejscie...
                            • olusimama Re: Nadanie imienia 04.12.09, 12:44
                              bebe.lapin napisała:

                              > czyli uwazasz, kuraiko, ze mamy byc wdzieczni, bo nas nie bija?


                              Tak, dokładnie,cieszyć się, że nie biją i przestać się w końcu "afiszować" po
                              ulicach!

                              Bo jak idziesz pod rękę/za rękę/w objęciach z chłopakiem o jasnej skórze to po
                              prostu idziesz z chłopakiem.
                              Ale jak idziesz z ciemnoskórym to _się afiszujesz_!

                              Podobnie jak idzie ulicą para heteroseksualna to idą po prostu.
                              A homoseksualiści tak sobie idąc - SIĘ AFISZUJĄ.

                              Ja się na przykład dzień w dzień afiszuję po ulicach miast z moimi niebieskimi
                              oczami. Bezczelnie się afiszuję i kiedyś dostanę w dziób od fanatyków oczu
                              brązowych.
                              hehe

                              wybaczcie wtręt, ale tak mnie jakoś naszło
                              • bebe.lapin Re: Nadanie imienia 04.12.09, 12:53
                                Ja się na przykład dzień w dzień afiszuję po ulicach miast z moimi niebieskimi
                                > oczami. Bezczelnie się afiszuję i kiedyś dostanę w dziób od fanatyków oczu
                                > brązowych.
                                > hehe

                                hehe, jak wyjechalam na erasmusa, to wlasnie to mnie pognebilo najbardziej -
                                wszyscy dookola mieli ciemne oczy, najczesciej brazowe, doslownie jak zobaczylam
                                kogos w tramwaju z niebieskimi, to sie cieszylam, jakbym co najmniej znajomego
                                zobaczyla. to byl dla mnie najwiekszy szok "kulturowy", pierwsze doswiadczenie
                                bycia w mniejszosci. :)
                            • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 13:28
                              ja rozumiem, że masz problem i złe doświadczenia. masz prawo do własnej opinii i
                              walki z otaczającą rzeczywistością.
                              moja "rzeczywistość" jest inna, dotyczy głównie orientacji, ja z niektórymi
                              nawet nie mam co dyskutować na temat, bo mi od razu zamykają usta (rodzice), nie
                              traktują poważnie.
                              nie dostałam kamieniem na paradzie, bo w moim mieście chyba nie było jakiejś
                              większej. było pamiętam coś mniejszego kalibru, na co nie poszłam, gdzie
                              oczywiście pojawiła się młodzież z organizacji neofaszystowskich. tego się boję,
                              że pójdę na jakąś paradę i łysi młodzieńcy mnie pobiją. (ale wiem, że w Krakowie
                              rzucali kamieniami i koleżanka o mało co nie dostała)
                              ale nie będę przepraszać za inne osoby, nie mam zamiaru.
                              sorry za to, że trąciłam czułe struny :/
            • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 00:33
              jul-kaa napisała:
              > Mam prawo mieć w tej kwestii własne zdanie, ale jeśli ja sama nie
              > odczuwam takiej potrzeby, a co więcej zastanawianie się nad tym jest mi
              > całkowicie obce, nie mam absolutnie żadnej potrzeby komentowania cudzego
              > postępowania i oceniania go.

              Śmiecha na sali :D

              Jasssne - świetny przykład. Jest temat na forum, autorka pyta o zdanie ale Ciebie przecież to nie dotyczy więc PO CO według własnych kryteriów piszesz w tym wątku?? Przecież skoro Cię to nie dotyczy to nie powinnaś odczuwać potrzeby komentowania?? Ciebie własne 'zasady nie dotyczą'??
              • jul-kaa Re: Nadanie imienia 05.12.09, 00:55
                satia2004 napisała:

                > jul-kaa napisała:
                > > Mam prawo mieć w tej kwestii własne zdanie, ale jeśli ja sama nie
                > > odczuwam takiej potrzeby, a co więcej zastanawianie się nad tym jest mi
                > > całkowicie obce, nie mam absolutnie żadnej potrzeby komentowania cudzego
                > > postępowania i oceniania go.
                >
                > Śmiecha na sali :D
                >
                > Jasssne - świetny przykład. Jest temat na forum, autorka pyta o zdanie ale Cieb
                > ie przecież to nie dotyczy więc PO CO według własnych kryteriów piszesz w tym w
                > ątku?? Przecież skoro Cię to nie dotyczy to nie powinnaś odczuwać potrzeby kome
                > ntowania?? Ciebie własne 'zasady nie dotyczą'??
                >

                Nie zrozumiałaś, a w dodatku wycięłaś pierwszą część tego postu, w której pisłam:
                "Chyba wrócę jeszcze do przykładu z tatuowaniem się. Jeśli ktoś zapyta o
                tatuaże, odpowiem - ja bym sobie nie zrobiła tatuażu, ale jeśli ktoś ma taką
                potrzebę - nie widzę przeszkód. Nie powiedziałabym, że tatuowanie się jest bez
                sensu."
                I dalej:
                "Mam prawo mieć w tej kwestii własne zdanie, ale jeśli ja sama nie odczuwam
                takiej potrzeby, a co więcej zastanawianie się nad tym jest mi całkowicie obce,
                nie mam absolutnie żadnej potrzeby komentowania cudzego postępowania i oceniania
                go."

                Więc: - wyrażam zdanie (ja bym sobie nie zrobiła tatuażu), ale NIE KOMENTUJĘ
                wyboru ludzi, którzy ten tatuaż jednak mają/chcą mieć.
                Komentowaniem cudzego zachowania byłoby stwierdzenie: "to głupio, że się
                tatuujesz", "tatuowanie się jest sztuczne i śmieszne".
                A mnie chodzi wyłącznie o to, że człowiek powinien mieć prawo do robienia tego,
                co mu się podoba tak długo, jak długo nie krzywdzi tym innych. I nie, ja nie
                oceniam i nie komentuje zachowań.
                Rozumiesz?
                • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:21
                  jul-kaa ----> ale Ciebie świeckie ceremonie związane z narodzinami dziecka
                  bezpośrednio chyba też nie dotyczą? chyba że masz zamiar zorganizować :>
                • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 14:04
                  jul-kaa napisała:
                  > Więc: - wyrażam zdanie (ja bym sobie nie zrobiła tatuażu), ale NIE KOMENTUJĘ
                  > wyboru ludzi, którzy ten tatuaż jednak mają/chcą mieć.
                  > Komentowaniem cudzego zachowania byłoby stwierdzenie: "to głupio, że się
                  > tatuujesz", "tatuowanie się jest sztuczne i śmieszne".

                  Stwierdzenie 'ja bym sobie nie zrobiła tatuażu' nie jest wyrażeniem własnego ZDANIA na temat tatuaży. Nie jest odpowiedzią na pytanie 'co SĄDZISZ o tatuażach'. Twój przykład jest więc nietrafiony.

                  Komentujesz za to ceremonie humanistyczne opisując pozytywne ich aspekty. Twoje ZDANIE o tych ceremoniach jest neutralne a nawet więcej - pozytywne. Masz po prostu INNE zdanie niż ja.

                  Popełniasz podstawowy błąd ludzi, którzy lubią o sobie myśleć w kategoriach 'osób o otwartym umyśle'. Mianowicie krytykę, zdanie negatywne uważasz, za ocenianie (złe) a zdanie neutralne/pozytywne za jakże wspaniałą postawę 'przyzwalającą' (dobrze).

                  Posiadanie własnego zdania nie ma nic wspólnego z przyzwoleniem czy nie. To, że coś wydaje mi się śmieszne nie znaczy, że komukolwiek tego zabronię. Wolnoć Tomku dopóki nie krzywdzisz innych. Ale mam własny rozum i własne zdanie na temat. Nawet jak komuś się ono nie podoba.
                  • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 05.12.09, 14:36
                    satia2004 napisała:

                    > Popełniasz podstawowy błąd ludzi, którzy lubią o sobie myśleć w kategoriach 'os
                    > ób o otwartym umyśle'. Mianowicie krytykę, zdanie negatywne uważasz, za ocenian
                    > ie (złe) a zdanie neutralne/pozytywne za jakże wspaniałą postawę 'przyzwalającą
                    > ' (dobrze).
                    >
                    > Posiadanie własnego zdania nie ma nic wspólnego z przyzwoleniem czy nie. To, że
                    > coś wydaje mi się śmieszne nie znaczy, że komukolwiek tego zabronię. Wolnoć To
                    > mku dopóki nie krzywdzisz innych. Ale mam własny rozum i własne zdanie na temat
                    > . Nawet jak komuś się ono nie podoba.


                    Nie podoba mi się twoje zdanie w tej dyskusji satia2004 i twoje argumenty uważam za błędne i do tego wysoce niesympatyczne, ale w tym przypadku tak trochę się zgadzam. ;-) Nie lubię też takich metakomunikacji, jaka forma dyskusji jest dozwolona, a jaka wykracza poza normy "dobrego zachowania". Uważam też, że to wielka, wielka szkoda, że jul-kaa chce tu trzymać się zasady białych rękawiczek. Wydaje mi się, że odrobina złośliwości, by jej nie zaszkodziła. Biorąc pod uwagę jej inteligencję i elokwencję przypuszczam, że ta żmudna dyskusja już dawno by się wtedy skończyła. To tylko moje osobiste zdanie na ten temat. Ja nie mam problemu z negatywnymi wyrażeniami. ;-)
                    • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 15:37
                      pierwszalitera napisała:
                      > zwolona, a jaka wykracza poza normy "dobrego zachowania". Uważam też, że to wie
                      > lka, wielka szkoda, że jul-kaa chce tu trzymać się zasady białych rękawiczek. W
                      > ydaje mi się, że odrobina złośliwości, by jej nie zaszkodziła

                      Tyle, że mnie zupełnie nie o złośliwość chodziło tylko o postawę:

                      Jaka to ja jestem wspaniała, tolerancyjna 'maksymalnie przyzwalająca' bo
                      pozytywnie coś oceniam a ty jesteś ta zła oceniająca, czego w swojej wielkiej
                      otwartości zupełnie nie potrafię zrozumieć.

                      Brrrr...
                      • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 05.12.09, 16:02
                        satia2004 napisała:

                        > Tyle, że mnie zupełnie nie o złośliwość chodziło tylko o postawę:
                        >
                        > Jaka to ja jestem wspaniała, tolerancyjna 'maksymalnie przyzwalająca' bo
                        > pozytywnie coś oceniam a ty jesteś ta zła oceniająca, czego w swojej wielkiej
                        > otwartości zupełnie nie potrafię zrozumieć.

                        A moim zdaniem, to właśnie tylko twoja złośliwa nadinterpretacja. Pozycja jul-ki jest moim zdaniem taka, że stara się nie zniżać do takiego poziomu w dyskusji. Moim zdaniem szkoda, bo jestem zdania, że nie trafiłoby na osobę zbyt wrażliwą. ;-) Zaczęłaś bowiem swoją argumentację bardzo agresywnie, mocno uderzając w przeciwnika. Absolutnie nie było to tylko wyrażenie własnego zdania i nie udawaj, że nie rozumiesz, o co chodzi, bo był to świadomy wybór słów. Celowo chciałaś osiągnąć mocny efekt i teraz przenoszenie odpowiedzialności na drugą stronę to stary chwyt, sama go czasem stosuję. ;-)
                        • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 16:09
                          pierwszalitera napisała:
                          > A moim zdaniem, to właśnie tylko twoja złośliwa nadinterpretacja. Pozycja jul-k
                          > i jest moim zdaniem taka, że stara się nie zniżać do takiego poziomu w dyskusji.

                          Czyli to ja jestem ta zła, która wprowadza swoim zdaniem tak niski poziom dyskusji, że aż się trzeba do niego ZNIŻAĆ :) Super!

                          Jeżeli widziałaś w moich wypowiedzi agresję to była to tylko twoja złośliwa nadinterpretacja.
                          • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 05.12.09, 16:36
                            satia2004 napisała:

                            > Jeżeli widziałaś w moich wypowiedzi agresję to była to tylko twoja złośliwa nad
                            > interpretacja.

                            Satia, odpowiem słowami Al’a Pacino w roli Michaela Corleone: "Obrażasz moją (i swoją) inteligencję". ;-) Zapewne miałaś powody, by walić z grubej rury. Nikt nie jest przecież z założenia zły i złośliwy. Tylko swoją wyraźną niechęć do świeckich obrządków nie potrafiłaś poprzeć na tyle przekonywującymi argumentami, by nie zarzucać ci emocjonalno- negatywnych uprzedzeń. Być może jul-kaa oczekiwała tu raczej bardziej merytorycznej i wyważonej dyskusji.
                            • satia2004 Re: Nadanie imienia 05.12.09, 16:50
                              pierwszalitera napisała:
                              > Zapewne miałaś powody, by walić z grubej rury.
                              > Nikt nie jest przecież z założenia zły i złośliwy. Tylko swoją wyraźną niechęć
                              > do świeckich obrządków nie potrafiłaś poprzeć na tyle przekonywującymi argume
                              > ntami, by nie zarzucać ci emocjonalno- negatywnych uprzedzeń.

                              Nie waliłam z grubej rury, nie byłam zła ani złośliwa. Wyraziłam swoje zdanie - jeżeli się ono komuś nie podoba to już nie mój problem. Jeżeli ktoś nie zgadzał się z moimi argumentami mógł podać swoje inne. Ad meritum rzecz jasna, nie ad personam jaka to jestem 'oceniająca'. To, że ktoś się ze mną nie zgadza nie znaczy, że moje wypowiedzi są niemerytoryczne.

                              Swoje zdanie podtrzymuję - w dyskusji nie przeczytałam wystarczająco przekonujących argumentów, żeby je zmienić.
        • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:17
          "Nie pojmuję, dlaczego ktokolwiek się temu sprzeciwia, uważa, że to bez sensu, że
          to twór dziwny i sztuczny."

          a czemu od razu sprzeciwia? to że się komuś coś nie podoba, to nie oznacza, że
          inni nie mają prawa tego robić.
          Ja nie mam zamiaru chrzcić dziecka w kościele, być może zrobię to sama (i kto mi
          zabroni :P). Nigdy nie myślałam o jakiejś uroczystości związanej z narodzinami
          dziecka. Po chrzcie w kościele rodzina idzie na uroczysty obiad do domu i chyba
          tyle (ja nie wiem czy coś się jeszcze teraz odbywa, na chrzcie takim z imprezą w
          domu byłam 15 lat temu ostatnio ;) ). Niektórzy robią pępkowe. Jakbym nie
          chrzciła dziecka, to nie czułabym potrzeby robienia jakiejś "specjalnej"
          uroczystości, oprócz ewentualnego pępkowego. (ja to rozumiem jako imprezę z
          radości, że się pojawiło nowe dziecko i tyle)
          Jeśli nie myślę o czymś takim, to trudno mi sobie wyobrazić przemożną potrzebę
          świeckiej uroczystości. Może mam małą wyobraźnię ;)
          • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:27
            kuraiko napisała:
            > Może mam małą wyobraźnię ;)

            O. I tu się zgadzamy ;P
            • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:42
              uhm mam wąskie horyzonty jak pierwszy lepszy moher słuchający z nabożeństwem
              Ojca Dyrektora, bo nie potrafię ogarnąć szerokiego i światłego światopoglądu
              ogółu ateistów :P
              • turzyca Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:10
                bo nie potrafię ogarnąć szerokiego i światłego światopoglądu
                > ogółu ateistów :P

                Chwilowo ostro spierasz sie m.in. z wierzaca i praktykujaca prawoslawna i z
                wierzaca i praktykujaca katoliczka.
                • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:37
                  a ja jestem wierząca i nie uznaję się za katoliczkę :P
                  sorry, ale jakoś wydawało mi się, że jak ktoś tak gorliwie broni cywilnych
                  ceremonii, to sam bierze w nich udział, zapomniałam że jul-kaa jest prawosławna.
                  • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:38
                    poza tym wcale się ostro nie spieram O_____o
                  • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:45
                    kuraiko napisała:

                    > a ja jestem wierząca i nie uznaję się za katoliczkę :P
                    > sorry, ale jakoś wydawało mi się, że jak ktoś tak gorliwie broni cywilnych
                    > ceremonii, to sam bierze w nich udział, zapomniałam że jul-kaa jest prawosławna
                    > .

                    Ha, właśnie o to chodzi. Ja postuluję prawo do czegoś, co mnie wcale nie jest
                    potrzebne. Będę chrzcić dziecko w Kościele, więc mnie problem teoretycznie nie
                    dotyczy, ale chciałabym, żeby ci, którym potrzebna jest inna forma uczczenia
                    nowego człowieka, mieli taką możliwość.
                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:15
                      ale masz na myśli jakąś formalną uroczystość, tak jak wspominane wcześniej
                      pogrzeby z "mistrzem ceremonii"? bo prywatnej uroczystości to chyba nikt nie
                      jest nikomu w stanie zabronić/nieumożliwić :>
          • magdalaena1977 Re: Nadanie imienia 03.12.09, 13:41
            kuraiko napisała:

            > ja nie wiem czy coś się jeszcze teraz odbywa, na chrzcie takim z
            > imprezą w domu byłam 15 lat temu ostatnio ;)
            No i w tym problem ;-)
            A są tacy co bywają regularnie i też by chcieli.
            W chrzcie (samym sakramentem :-) ) fajne może być przyjęcie, ubranko dziecka,
            prezenty w tym biżuteria i pieniądze.
        • maheda Re: Nadanie imienia 04.12.09, 06:03
          Pytanie brzmiało "CO O TYM SĄDZICIE?".
          Wątek, w którym padałyby same odpowiedzi - "jest cool", nie byłby na pewno
          dyskusją, a i chyba nie o to chodzi?
          Wiadomo, że ludzie i tak będą robili, co chcą, a w dyskusjach tego typu chodzi
          chyba właśnie o wyrażenie własnego zdania.
          Nie przesadzajcie - na Boga - z tą polityczną hiperpoprawnością!
          Uważam podobnie, jak Satia, że czym innym jest ceremonia, która ma zamocowanie w
          takiej czy innej tradycji - szanuję to i niech tak zostanie - a czym innym jest
          ceremonia z uwagi na to, że ktoś chce zrobić "chrzest", ale na kościół się obraził.
          Nadanie imienia to wg mnie bardzo dobre określenie.
          No i przecież Satia napisała jasno, że dla niej jest naturalne witanie dziecka
          na świecie przez rodzinę. Tyle, że - zacytuję Satię "ceremonie są nie teges dla
          mnie". DLA MNIE! Nie wiem więc, doprawdy, o co Ci chodzi i dlaczego łapki opadają.
          Wyraziła swoje zdanie, całkiem zresztą podobne do mojego, i dostała baty za to,
          że ośmieliła się wyrazić nie wg obowiązującej (?) linii.
          • joankb Re: Nadanie imienia 04.12.09, 09:08
            Byłoby ok. Pod warunkiem, że wszystkie z nich są dla mnie teges albo nie teges.
            Buddyjskie, sikhijskie, chrześcijańskie i nie-religijne. W przeciwnym wypadku
            robi się z tego wartościowanie. A to już nie jest ok.
          • jul-kaa Re: Nadanie imienia 04.12.09, 09:17
            maheda napisała:

            > Pytanie brzmiało "CO O TYM SĄDZICIE?".
            > Wątek, w którym padałyby same odpowiedzi - "jest cool", nie byłby na pewno
            > dyskusją, a i chyba nie o to chodzi?
            > Wiadomo, że ludzie i tak będą robili, co chcą, a w dyskusjach tego typu chodzi
            > chyba właśnie o wyrażenie własnego zdania.
            > Nie przesadzajcie - na Boga - z tą polityczną hiperpoprawnością!
            > Uważam podobnie, jak Satia, że czym innym jest ceremonia, która ma zamocowanie
            > w
            > takiej czy innej tradycji - szanuję to i niech tak zostanie - a czym innym jest
            > ceremonia z uwagi na to, że ktoś chce zrobić "chrzest", ale na kościół się obra
            > ził.
            > Nadanie imienia to wg mnie bardzo dobre określenie.
            > No i przecież Satia napisała jasno, że dla niej jest naturalne witanie dziecka
            > na świecie przez rodzinę. Tyle, że - zacytuję Satię "ceremonie są nie teges dla
            > mnie". DLA MNIE! Nie wiem więc, doprawdy, o co Ci chodzi i dlaczego łapki opada
            > ją.
            > Wyraziła swoje zdanie, całkiem zresztą podobne do mojego, i dostała baty za to,
            > że ośmieliła się wyrazić nie wg obowiązującej (?) linii.

            To jest jakaś obowiązująca linia? I kogo ona obowiązuje?
            Dla mnie niepojęte jest, dlaczego jednej grupie nie podoba się potrzeba drugiej.
            Dlaczego osoba, która w swoim otoczeniu MA jakiś obrzęd, uważa, ze stworzenie
            takiego przez inną, jest "nie teges". I nie jest to moja polityczna
            hiperpoprawność, tylko wiedza na temat zróżnicowania ludzkich potrzeb.
            Nie podoba mi się w tej dyskusji to, ze większość osób zamiast od początku
            dopytać o co chodzi, z jakich potrzeb wynika dana myśl, na czym miałaby bazować
            uroczystość, zaczyna krytykować sam pomysł.

            I pokaż mi proszę, gdzie wg Ciebie satia dostała baty. Satia na początku wdała
            się w nieprzyjemną dyskusję wcale nie ze mną, a ja odnosiłam się w późniejszej
            części dyskusji stanowczo nie tylko do niej, bo jej argumenty jednak mają zaimek
            "ja", co mnie bardzo cieszy.
          • joannea Re: Nadanie imienia 04.12.09, 23:09
            maheda napisała:
            czym innym jest
            > ceremonia z uwagi na to, że ktoś chce zrobić "chrzest", ale na kościół się obra
            > ził.

            Jako, że to mój wątek, i pewnie odnosi się powyższe zdanie do mnie, odpowiadam: nie, nie obraziłam się na kościół. Po prostu moje poglądy i kościoła się rozminęły, a od kiedy mam z katolicyzmem codzienny, intensywny, zawodowy kontakt - obserwuję go z coraz większym dystansem i coraz mniej odnajduję w nim rzeczy, z którymi bym się identyfikowała.
            Chrzest można traktować jako sakrament i przyjęcie do Kościoła, a można, i założę się, że tak chrzci większość, i że ja sama byłam tak ochrzczona - jako jeden z rytuałów, w tym wypadku przyjęcia do wspólnoty rozumianej jako grupa społeczna (nie religijna!!!). O rytuałach i ich prawie że naturalnej obecności w naszym życiu dziewczyny napisały już wcześniej, wyczerpująco i mądrze, nie będę się więc powtarzać.
            Pomimo mojego odejścia od kościoła, nadal szanuję ludzi wierzących, bo niewielka grupa moich przyjaciół do takich się zalicza. I od nich wiem, jak bardzo bolesne są dla prawdziwych katolików działania typu "a teraz sakramencik", bezmyślne przyjmowanie komunii, bezrefleksyjne śluby (dobrze, jeżeli bez krzywoprzysięstwa), odstawianie kościelnych szopek przez zadeklarowanych ateistów, by zadowolić ciocię Kazię.
            I teraz mam wyście: zrobić chrzest w kościele, co - jak dla mnie - jest sprzeczne z etyką, bo w ten sposób po pierwsze, krzywdzę osoby, dla których chrzest ma wymiar sakramentu i jest - w skrócie - święty. Po drugie zaś, wspinam się na szczyt własnej hipokryzji, bo, jak pisałam już wcześniej, popieram aborcję, antykoncepcję i homoseksualistów, eukację seksualną i rozwody, i w związku z tym nie widzę możliwości wychowania mojego dziecka zgodnie z naukami kościoła, które, z tego, co śledzę debatę, ostatnimi czasy zajmuje się głównie powyższymi.
            Także nie, nie jestem na kościół pogniewana ;)
            • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:26
              "teraz mam wyście: zrobić chrzest w kościele, co - jak dla mnie - jest sprzeczne
              z etyką, bo w ten sposób po pierwsze, krzywdzę osoby, dla których chrzest ma
              wymiar sakramentu i jest - w skrócie - święty"
              moim zdaniem jest to przede wszystkim krzywda wyrządzona dziecku. o ile łatwiej
              byłoby, gdyby było można przystępować do chrztu w nastoletnim czy już dorosłym
              wieku :(
      • turzyca Re: Nadanie imienia 03.12.09, 15:27
        szytko fajnie tylko, że w naszej tradycji
        > raczej nie ma jakiegoś nacisku na imię - jesteśmy Kaśkami, Baśkami, Andżelikami
        > i już - imiona już dawno straciły jakieś specjalne znaczenie - nie są indywidu
        > alnym określeniem człowieka (btw. w Polsce jest ponoć ponad milion kobiet o imi
        > eniu Anna ;) ).

        Pfr, moze Twoje imie nie jest Twoim indywidualnym okresleniem, ale moje, mimo ze
        szalenie popularne, jest. I obydwa moje imiona maja swoje specjalne znaczenie,
        to nie sa imiona wybrane na zasadzie "o ladnie brzmi". Sa imiona przekazywane
        tradycyjnie w rodzinie, sa imiona dziedziczone po osobach waznych dla rodzicow,
        sa imiona wybierane wg okreslonego klucza. I abstrahujac od stref ateistycznych
        - sa tez imiona wybierane wg okreslonego patrona (czyli np. Elzbieta po sw.
        Elzbiecie z Hesji) czy zgodnie z zasada "dziecko przynosi sobie imie" wybierane
        wsrod swietych bedacych patronami w dniu urodzin dziecka. Imie wciaz moze niesc
        dodatkowe znaczenie. To ze w Twojej rodzinie brak jakiejs tradycji nie oznacza,
        ze u innych musi byc tak samo.



        PS a Kaskami to bylysmy juz i 400 lat temu, bo Katarzyna to obok Marii i Anny
        jedno z trzech najpopularniejszych polskich imion na przestrzeni wiekow.
        • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 15:33
          masz rację - dla różnych ludzi znaczenia imion są różne. jak pisałaś, może być
          tradycja, dla wierzących po patronie dnia urodzenia albo jakiś "ulubiony"
          święty. oczywiście wszystko się może łączyć, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś
          nazwał dziecko imieniem, które się mu nie podoba, tylko dlatego że jest taka
          tradycja.
          Nawet z imionami na bierzmowanie mogą się łączyć tradycje, np dawniej w
          niektórych kręgach wypadało wybrać imię po babci czy dziadku, niekoniecznie
          szczególnym, wybranym dla siebie świętym.
          • pierwszalitera Re: Nadanie imienia 03.12.09, 15:39
            kuraiko napisała:

            > masz rację - dla różnych ludzi znaczenia imion są różne. jak pisałaś, może być
            > tradycja, dla wierzących po patronie dnia urodzenia albo jakiś "ulubiony"
            > święty. oczywiście wszystko się może łączyć, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś
            > nazwał dziecko imieniem, które się mu nie podoba, tylko dlatego że jest taka
            > tradycja.

            To sobie mało potrafisz wyobrazić. Istnieje bowiem tradycja nadawania męskim potomkom zawsze imienia ojca, zwykle dodaje się jeszcze jakieś drugie imię, by nie było pomyłek. Ale taki John junior na przykład, to nie jest aż taka dziwność na świecie. Czasem coś takiego przechodzi przez generacje i trudno tu mówić o preferencji do wybranego imienia. Chodzi o symbolikę, a nie o podobanie.
            • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:36
              miałam na myśli raczej polskie realia, a nie dziedziczne imion u synów
              potentatów jakiś koncernów ^^
              chociaż w sumie w Stanach nie trzeba nawet być mega wypaśnym bogaczem, żeby
              nazwać syna John II czy John III (bo tam jest najwięcej takich "juniorów"). Ale
              czy wtedy matka nie miałaby niczego do powiedzenia, jeśli w jej rodzinie nie ma
              takiej tradycji, a imię jej się wybitnie nie podoba ;)
              no tak ale zapomniałam że ja mam wąskie horyzonty, sorry.
              w każdym razie żadna tradycja nie zmusiłaby mnie do nadania dziecku jakiegoś
              obciachowego w moim mniemaniu imienia ;)
              • jul-kaa Re: Nadanie imienia 03.12.09, 16:44
                kuraiko napisała:
                > no tak ale zapomniałam że ja mam wąskie horyzonty, sorry.

                kuraiko, uwielbiam twoje fochy ;))
              • turzyca Re: Nadanie imienia 03.12.09, 17:31
                W polskich realiach powiadasz?
                W polskiej tradycji masz np. nadawanie w Krakowskiem imion z rodziny swietej
                (jak nie na pierwsze to na drugie), stad np. Jan Maria Rokita. W polskiej
                tradycji masz tez nadawanie synowi pierworodnemu imienia dziadka
                partylinearnego, co powoduje, ze sie panowie przeplataja przez setki lat.


                Jakby tradycja byla dla Ciebie wazna...
                • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:21
                  z nadawaniem imienia dziadka się spotkałam, nawet w swojej rodzinie :>
                  o tej pierwszej wspomnianej nie słyszałam, tzn że istnieje taka tradycja, bo
                  oczywiście o przypadkach owszem, również za granicą (imiona Joseph Maria itp)
                  • olusimama Re: Nadanie imienia 04.12.09, 12:48
                    kuraiko napisała:

                    > z nadawaniem imienia dziadka się spotkałam, nawet w swojej rodzinie :>
                    > o tej pierwszej wspomnianej nie słyszałam,

                    kuraiko, ale zdajesz sobie sprawę, że jeśli o czymś nie słyszałaś to jeszcze nie
                    oznacza, że to coś nie istnieje? ;-)
                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 04.12.09, 13:21
                      nie moja wina, że nie słyszałam... nie jestem wróżką, żeby istnienie "dziwnych"
                      imion wywodzić od tradycji, a nie np z fantazji rodziców
            • chattetoutenoire Re: Nadanie imienia 03.12.09, 17:46
              U mnie w rodzinie jest już chyba od kilku pokoleń tradycja nadawania drugiego imienia najstarszemu synowi/córce po dziadkach (synowi po tacie taty, córce po mamie mamy). Nie jest to w razie czego krzywdzące, bo imienia tego nie używa się za często, a zachowuje się jakąś rodzinną ciągłość. Mój starszy brat ma nawet oba imiona po dziadkach, bo oba ładne (a młodszy brat początkowo nie był planowany...:) Ja mam na drugie po babci - Wanda. Całe dzieciństwo uważałam to za jakąś karę,bo wtedy uznawano to imię za brzydkie i się ze mnie dzieci inne wyśmiewały. Tylko gusta się zmieniają i znów jest moda na takie "inne" imiona. Teraz wszyscy znajomi do mnie mówią per Wanda i jestem rozpoznawalna na uczelni dzięki temu...:D A no i młodszy brat jest u nas w domu Krzysiem Juniorem:).
              • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:18
                Wanda to jeszcze nie jest hardcore ;) mam taki przypadek wśród znajomych, że
                dziewczyna nadal wstydzi się drugiego imienia (forma rzadko w Polsce nadawana
                dziewczynkom, imię pochodzi od imienia męskiego, do tego "staromodnego").
                Spotkałam się też z ciekawym przypadkiem, kiedy najmłodszego syna rodzice
                nazwali po najstarszym synu.
                • turzyca Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:30
                  Pasuje Slawomira, Miroslawa, Kazimiera, Wieslawa, bo Stanislawa to juz chyba by
                  nie byla problem?
                  Btw. stwierdzilam kiedys, ze najwiecej zalezy od samego dziecka. Bo jak ktos
                  jest silny psychicznie, to i z dziwacznym imieniem bedzie sobie radzil i
                  traktowal je wrecz jako atut. A jak ktos ma problemy to i nazywajac sie Kasia
                  skonczy z dziwacznym przezwiskiem i bedzie gnebiony.
                  • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:36
                    nie będę pisała jakie :>
                    chociaż te, które wymieniłaś to też moim zdaniem trochę przekopane dla dziecka.
                    ja bym tam nie chciała mieć na drugie Sławomira czy Kazimiera xD niby
                    słowiańskie, ale u mężczyzny mi bardziej pasuje, u kobiety brzmi "twardo" i tak
                    "przaśnie" (coś jak Ani Shirley "Anna" kojarzyło się z chlebem z masłem i
                    łataniem bielizny, tak mnie się te imiona kojarzą z szarym PRL-em, ceratą i
                    fartuchami ;) )
                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:38
                      chociaż - znam jedną Sławomirę i wołają na nią po prostu Sławka, brzmi spoko :>
                    • moniach_1 Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:59
                      Ale wiesz, to właśnie zależy od osoby. Koleżanka Mirosława mówi o sobie i
                      wszyscy na nią Mira. I już brzmi dobrze. Hania w dzieciństwie była wściekła, że
                      imię jak po babci, a teraz cieszy się, że nie jest jedną ze stu milionów Ań i
                      Kaś. A inna się nie przyznaje, że ma na drugie imię Marietta i rozpłakała się,
                      jak ktoś to zauważył kiedyś w dzienniku (a serio nikt się nie śmiał, wszyscy
                      byli zaskoczeni jej reakcją. ot, prywatna obsesja). Naprawdę nie ma złych imion,
                      przecież zawsze można wymyślić jakieś fajne zdrobnienie, przezwisko. Ja mam imię
                      zupełnie przeciętne, ale mówię o sobie tak, jak mam w nicku (bez cyferek :P) i w
                      rodzaju męskim. Przezwisko pochodzi z gimnazjum ale je polubiłam i tak mówię o
                      sobie do dziś. I tak można z każdym imieniem, trzeba tylko pokombinować zamiast
                      narzekać :)
                  • palacsinta Re: Nadanie imienia 03.12.09, 18:59
                    turzyca napisała:

                    > Pasuje Slawomira, Miroslawa, Kazimiera, Wieslawa, bo Stanislawa to juz chyba by
                    > nie byla problem?

                    Skoro już mowa o imionach i zwyczajach z nimi związanych, to przypomniała mi się opowieść mojej mamy, według której żeńskie wersje męskich imion nadawano chorowitym dziewczynkom - żeby im dodać siły. Notabene zwyczaj jest starszy od PRL-u.
                • chattetoutenoire Re: Nadanie imienia 04.12.09, 19:48
                  Wanda fakt, żaden hardcore, ale dzieciaki mówiły na mnie "wanna", albo inne takie bardziej poprzekręcane:/ Nawet kiedyś moja "ukochana" wychowawczyni przeczytała moje drugie imię na lekcji wychowawczej i się szyderczo zaśmiała, a klasa jej zawtórowała (jak widać nie tylko dzieci są okrutne...)
                  A to może koleżanka Twoja ma na drugie Teofila, Teodora, a może Franciszka?
                  W liceum miałam koleżankę Antoninę. Przez pierwsze miesiące strasznie jej współczułam, bo dla mnie to jakieś staroświeckie imię było. Ale dziewczyna taka radosna i fajna z niej była, że teraz mi się super kojarzy każda Tośka:).
                  Kiedyś o imionach rozmawiałam z tatą. Według niego, jak był małym chłopczykiem mieć na imię Bartek to był straszny obciach. Bo Bartek to taki wsiok. I co? Obecnie imię dość popularne, na roku mam nawet dwóch. Za to mój dziadek Michał (już nie żyjący, rocznik 1920) miał według wszystkich imię ekstrawaganckie, bo jak to tak można dziecko nazwać? Toż to imię archanioła jest!;)
                  Moda na imiona przychodzi i przechodzi. I każdemu co innego się podoba lub nie. Stąd czasem nawet nazwanie dziecka wg tradycji nie jest dla nikogo żadną krzywdą. Chyba, że sie wierzy, że nadane dziecku imię powoduje u niego rozwój cech charakteru zależnie od znaczenia imienia czy inne tego typu wyznaje wierzenia.
                  A co do imion na serio hardcore'owych. Kiedyś w TV regionalnej oglądałam wywiad z panem (nazwiska nie pamiętam) Grzmotysławem. Przez pół dnia się śmiałam. I z bratem robiliśmy sobie zabawę jak go mogli rodzice w dzieciństwie nazywać? Grzmotek? Grzmotuś? To moim zdaniem jednak krzywda jak nie da się imienia pieszczotliwie zdrobnić...
                  • turzyca Re: Nadanie imienia 04.12.09, 23:25
                    Za to mój dziadek Michał (ju
                    > ż nie żyjący, rocznik 1920) miał według wszystkich imię ekstrawaganckie, bo jak
                    > to tak można dziecko nazwać? Toż to imię archanioła jest!;)

                    O popatrz, a ja mialam pradziadka Michala (rocznik 1983), a jego starsza siostra
                    wyszla za maz za Michala i syna nazwala Michal. W zyciu bym nie pomyslala, ze to
                    ekstrawaganckie imie, choc przeciez wiem, ze to archaniol. :)

                    Kiedyś w TV regionalnej oglądałam wywiad
                    > z panem (nazwiska nie pamiętam) Grzmotysławem. [...] To moim zdaniem jednak
                    krzywda jak nie da się imienia pieszczo
                    > tliwie zdrobnić...

                    No wiesz, zawsze mogl byc Slawkiem. :) Albo rodzinnie nazywali go Kotus, Ciapek,
                    Tygrys albo cos w ten desen. Albo Tysio!
                    I wersja mlodziezowa da sie z tego zrobic - Tysiek. "Widzialas gdzies Tyska,
                    potrzebny mi jego slownik."

                    > W liceum miałam koleżankę Antoninę. Przez pierwsze miesiące strasznie jej współ
                    > czułam, bo dla mnie to jakieś staroświeckie imię było. Ale dziewczyna taka rado
                    > sna i fajna z niej była, że teraz mi się super kojarzy każda Tośka:).

                    I dokladnie o to mi chodzi. :) Jak czlowiek jest fajny to i najdziwaczniejsze
                    imie uznamy za zupelnie normalne i nie przyjdzie nam do glowy go za pomoca
                    imienia tepic. Znalam tez trzy super Zuzanny w czasach gdy bylo to imie baaardzo
                    rzadkie i tez rodziny sie obawialy, ze dzieci beda mialy problemy, a wszystkie
                    trzy dziewczyny sa tak sympatyczne, ze nie ma imienia, ktore by mi sie fajniej
                    kojarzylo niz Zuzia.

                    A jeszcze dorzuce akcent polityczny, a co. ;) Otoz gdy pierwszy raz przeczytalam
                    o Donaldzie Tusku (rok circa 95, lat mialam mniej wiecej 12), to sobie
                    pomyslalam mniej wiecej w tym stylu: "Sensownie gada, ale z takim imieniem to
                    facet ma raczej male szanse na kariere polityczna." Taaaaaaaaa....
                    • anna-pia Re: Nadanie imienia 04.12.09, 23:35
                      turzyca napisała:

                      > Kiedyś w TV regionalnej oglądałam wywiad
                      > > z panem (nazwiska nie pamiętam) Grzmotysławem. [...] To moim zdaniem jedn
                      > ak
                      > krzywda jak nie da się imienia pieszczo
                      > > tliwie zdrobnić...
                      >
                      > No wiesz, zawsze mogl byc Slawkiem. :) Albo rodzinnie nazywali go Kotus, Ciapek
                      > ,
                      > Tygrys albo cos w ten desen. Albo Tysio!
                      > I wersja mlodziezowa da sie z tego zrobic - Tysiek. "Widzialas gdzies Tyska,
                      > potrzebny mi jego slownik."

                      jest taki jeden pan, zwie się Gromosław, koledzy zwą go Gromkiem :)
                    • kuraiko Re: Nadanie imienia 05.12.09, 01:24
                      bo na początku się większości kojarzył z Kaczorem Donaldem (nawet pasowało
                      "nazwisko" Tusk - Duck ;) ) i w "Polskim Zoo" występował jako kaczor :D
                      pewnie nadal imię Donald kojarzy się z Kaczorem :D
    • jul-kaa Apel Cywilnch Par Młodych 10.12.09, 09:23
      Takie coś znalazłam, tu o tym mniej rozmawiałyśmy, ale chyba i tak pasuje:
      forum.gazeta.pl/forum/w,619,94451680,0,Apel_Cywilnch_Par_Mlodych.html
      • tfu.tfu Re: Apel Cywilnch Par Młodych 10.12.09, 09:34
        no właśnie, wszędzie w "cywilizacji" urzednik może ruszyć swoje 4 litery, a w PL
        już nie... ja tam bym chciała ślub na plaży i co? w PL nie ma szans, trzeba se
        lecieć na Hawaje np. (zresztą plaże tam fajniejsze ;) więc to może niegłupi
        pomysł ;))
        ale wkurza mnie to!
        • indigo-rose Re: Apel Cywilnch Par Młodych 10.12.09, 23:50
          Zwłaszcza, że do kościoła na ślub konkordatowy może się ruszyć, więc chyba
          udanie się w dowolne inne miejsce nie byłoby jakimś strasznym problemem?
          Zawsze myślałam, że ślub można wziąć gdziekolwiek, bo na amerykańskich filmach
          zawsze jest połączony z przyjęciem w ogrodzie. Dopiero niedawno dowiedziałam
          się, że u nas to tylko w krytycznych sytuacjach.
          • jul-kaa Re: Apel Cywilnch Par Młodych 10.12.09, 23:56
            indigo-rose napisała:

            > Zwłaszcza, że do kościoła na ślub konkordatowy może się ruszyć, więc chyba
            > udanie się w dowolne inne miejsce nie byłoby jakimś strasznym problemem?

            W dodatku księża bywają mało przygotowani do podpisywania dokumentów - nasz tak
            zakręcił, że podpisaliśmy się w miejscu dla świadków - potem jakiś czas bałam
            się, że ślub nie będzie ważny :)
          • satia2004 Re: Apel Cywilnch Par Młodych 11.12.09, 00:01
            indigo-rose napisała:
            > Zwłaszcza, że do kościoła na ślub konkordatowy może się ruszyć, więc chyba
            > udanie się w dowolne inne miejsce nie byłoby jakimś strasznym problemem?
            > Zawsze myślałam, że ślub można wziąć gdziekolwiek, bo na amerykańskich filmach
            > zawsze jest połączony z przyjęciem w ogrodzie. Dopiero niedawno dowiedziałam
            > się, że u nas to tylko w krytycznych sytuacjach.

            Urzędnik przecież nie udaje się o kościoła - ksiądz dostarcza podpisane dokumenty do USC.

            A ze ślubem w wybranym miejscu to chyba zależy od USC - brat znajomej brał ślub w dworku pod miastem i problemów żadnych nie było - bez uzasadniania krytycznymi sytuacjami :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka