Dodaj do ulubionych

Psy w sklepach

11.01.10, 16:58
Sytuacja 1, w moim ulubionym warzywniaku: stoi wielkie psisko i opiera się tyłkiem o skrzynkę z mandarynkami. Odechciało mi się robić tam zakupy.
Sytuacja 2, w "moim" sklepie z bielizną: pani wchodzi z psem mimo tabliczki, że nie wolno. Na grzecznie zwróconą uwagę robi dziką awanturę. Ja wiem, jedzenia tam nie ma, ale są przecież osoby uczulone na sierść czy zwyczajnie z wrażliwszym węchem, którym zapach psa przeszkadza. Pies może się też otrzeć o wystaawione ubrania, nawet niechcący.
Oczywiście nie mam nic przeciwko psom-przewodnikom, to zupełnie inna sytuacja.
Czy Wam to też przeszkadza, czy tylko ja tak mam?
Obserwuj wątek
    • zawsze_zielona Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:09
      O ile jeszcze moge zrozumiec druga sytuacje- czyli sklep z bielizna, to
      pierwszej w ogole. Pies sie opieral o manadynki i co?
      Dodam, ze psy przewodnicy to z zalozenia wielkie psiska, siersc maja jak inne
      wiec tak samo sa zrodlem potencjalnych alergenow i zapachu.
      Poza tym, czy to faktycznie nagminne? "Problem" jakos nie rzucil mi sie w oczy.
      • koza-1985 Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:31
        też w sklepach psów nie zauważyłam, natomiast mimo mojej ogromnej sympatii
        do tych stworzeń, dostaję szału złości jak spotykam psy bez kagańców w
        komunikacji miejskiej i miejscach zatłoczonych.
        pomijając przepisy, które tego wymagają, zawsze jest ryzyko że nawet psia oaza
        spokoju, czy bezzębna psia starowinka po potrąceniu, nadepnięciu przez obcą
        osobę ugryzie, nie w wyniku agresji a reakcji obronnej.
        --
      • milstar Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:32
        > Pies sie opieral o manadynki i co?

        Dla mnie kontakt zwierząt z żywnością jest po prostu nie do pomyślenia. Jako dziecku wpajano mi, żeby po zabawie z psem umyć ręce. Tylko jaki sens ma takie mycie, a później branie do rąk jedzenia, o które opierał się pies?
        • wera9954 Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:35
          Mandarynki też się przecież myje.
        • jul-kaa Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:41
          > Dla mnie kontakt zwierząt z żywnością jest po prostu nie do pomyślenia. Jako dz
          > iecku wpajano mi, żeby po zabawie z psem umyć ręce. Tylko jaki sens ma takie my
          > cie, a później branie do rąk jedzenia, o które opierał się pies?
          >

          Przecież i tak nie wiesz, co się wcześniej działo z tymi mandarynkami, czy
          leżały na nieludzko brudnej podłodze itp.

          Mnie psy nie drażnią w sumie wcale, nawet te bez kagańca, choć w zatłoczonych
          środkach komunikacji postulowałabym jednak zakładanie namordników. Sama zdejmuję
          psu kaganiec np. w pociągu, ale tylko wtedy, gdy siedzimy sami i pies nie ma
          szans na kontakt z innymi ludźmi.
          Bardziej drażnią mnie ludzie, którzy w taką pogodę jak teraz zostawiają psy
          przypięte pod supermarketami. To moim zdaniem barbarzyństwo.
          • milstar Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:45
            Tak, wiem, że się myje i tak, nie wiem, co się dzialo, ale mimo wszystko jakoś mi to nie pasuje. Ale tak jak pisałam, może ja przewrażliwiona jestem
          • urkye OT psy przywiązywane zimą 11.01.10, 22:18
            jul-kaa napisała:


            > Bardziej drażnią mnie ludzie, którzy w taką pogodę jak teraz zostawiają psy
            > przypięte pod supermarketami. To moim zdaniem barbarzyństwo.

            Dokładnie. Za każdym razem jak widzę biedne psisko trzęsące się na zimnie,
            czekające na swojego właściciela zajętego robieniem zakupów, krew mnie zalewa.
            Ciekawe, czy swoje dziecko też by zostawili przywiązane w taką pogodę? Wątpię.
            • victoria1985 Re: OT psy przywiązywane zimą 11.01.10, 22:25
              idąc do sklepu nie bierze się ze sobą psa . Spacer to spacer a wyjście do sklepu
              to wyjście do sklepu .
          • tfu.tfu Re: Psy w sklepach 15.01.10, 19:19
            mojego latem nie biorę do sklepu, zima jak najbardziej, ma futro jak lis
            syberyjski i kocha zimę ;) ja mniej, bo rwa kulszowa lubi wracac, właśnie
            wróciła radośnie, ergo nie będe latać fefnaście razy, jesli w ogóle ledwo łażę,
            howgh!
            w Berlinie sa nawet psie knajpy, fajnie, mozna wyjść na piwo z kudłaczem,
            wszyscy sa zachwyceni, pies najbardziej ;)
            • bebe.lapin Re: Psy w sklepach 16.01.10, 10:24
              zwlaszcza, jesli jest fanem piwa ;)
              • tfu.tfu Re: Psy w sklepach 23.01.10, 15:31
                niezupełnie ;) ale towarzyski :D a jak sie idzie z kupą znajomych to każdy
                psiego wytarmosi i psi najszczęśliwszy na świecie sie robi ;)
    • satia2004 Re: Psy w sklepach 11.01.10, 17:48
      milstar napisała:
      > Czy Wam to też przeszkadza, czy tylko ja tak mam?

      Mnie też przeszkadza.
    • aadrianka Re: Psy w sklepach 11.01.10, 21:36
      Prawdę mówiąc, nigdy nie widziałam psa w sklepie. Nawet psa-
      przewodnika. Kiedyś natomiast zadziwiła mnie kosmetyczka - wiedziałam,
      że hoduje pudle, ale do głowy mi nie przyszło, że pies może biegać po
      gabinecie kosmetycznym, a tak się przy jakiejś wizycie zdarzyło...
      więcej do niej nie poszłam:)
    • urkye Re: Psy w sklepach 11.01.10, 22:20
      Dopóki pies nie warczy/gryzie/ślini, jego obecność mi w ogóle nie przeszkadza.
      No, chyba, że by się ślinił na pieczywo;)
    • agus2412 Re: Psy w sklepach 11.01.10, 22:35
      U nas jest punkt lotto z inpostem, w środku zawsze jest pies, olbrzymi wilczur.
      Nie przeszkadzał by mi aż tak bardzo, gdyby był chociaż trochę dalej lub za ladą
      - a tak wchodzisz i wpadasz na leżące bydlę. Gdyby nie to, że czasem muszę
      odebrać przesyłkę z inposta to już nigdy więcej bym tam nie weszła. Nie dość, że
      tzreba uważać na psiaka, to jeszcze jest nieprzyjemny zapach.
    • madzioreck Re: Psy w sklepach 11.01.10, 22:35
      Wkurza mnie to, tak samo jak wkurza mnie przywiązywanie psa przed sklepem, szczególnie zimą. Jakby naprawdę nie można było sobie darować zakupów w towarzystwie pupila i oddzielić zakupy od spaceru.

      W temacie psów w sklepie - nie jestem przewrażliwiona na punkcie zarazków, czystości itp., zresztą, rzeczywiście nie wiemy, czy ten pies nie jest bardziej czysty od rąk dostawców tudzież personelu (pracowałam w spożywczym). Osobiście nie czuję obrzydzenia do sklepu, w którym jest pies. Wkurza mnie negowanie przez ludzi wszelkich zasad tego typu. Pisałam już gdzieś kiedyś o psie opierającym się łapami o ladę. Takie osoby, które ładują się ze zwierzakiem wszędzie, najczęściej reagują świętym oburzeniem nawet na grzeczne zwrócenie uwagi. Bo przecież on jest czysty. No to, jak jest czysty, spróbuj wejść z nim do szpitala. Najlepiej prosto na porodówkę albo na salę operacyjną :> I nikt nie myśli o tym (niezależnie od nastawienia personelu sklepu), co będzie, kiedy w czasie zakupów z pieskiem do sklepu wpadnie kontrola z sanepidu.
      Wkurza mnie, że nie można się zastosować do prostej zasady, że w pewnych miejscach obowiązują takie a nie inne przepisy.

      To samo dotyczy psów w pojazdach komunikacji miejskiej - za każdym razem, kiedy mój mąż (kierowca) śmie zwrócić uwagę, że pies ma mieć kaganiec i smycz, zaczyna się batalia:
      -bo on jest łagodny
      -bo on nie gryzie
      -bo jemu nie wolno zakładać kagańca
      -to mój pies i będę go woził, jak chcę
      -a z pana to kawał chama i zwierząt pan nie lubi.
      Nie dociera, że to kierowca odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów, że pies nie musi być agresywny, żeby ugryzł, kiedy się go na przykład nadepnie. Ani, że ktoś ma prawo się zwyczajnie bać i nikogo nie obchodzi, czy pies jest agresywny, czy nie.
    • kaga9 Re: Psy w sklepach 11.01.10, 22:44
      Nie, nie tylko Ty tak masz. Z domu wyniosłam przekonanie, że -jakby to ująć-
      zwierzęta nie powinny mieć kontaktu z ludzką żywnością (precyzuję: np. chodzi mi
      o włażenie na stół i obwąchiwanie przygotowywanego na obiad mięsa przez koty).
      Myślę, że wiem, Milstar, o jaki typ odczucia Ci chodzi w kwestii psiego tyłka na
      mandarynkach, których dotąd nie myłam, ale zacznę w tej sytuacji;)

      Wydaje mi się, że sporo osób poniekąd personalizuje swoje zwierzęta (status
      członka rodziny itp) i na więcej im "pozwala". Bezstresowe wychowanie dotyczy
      nie tylko dzieci, ale i zwierząt. "Przecież to tylko dziecko". "Przecież to
      tylko pies".
      • madzioreck Re: Psy w sklepach 11.01.10, 22:55
        kaga9 napisała:

        > Wydaje mi się, że sporo osób poniekąd personalizuje swoje zwierzęta (status
        > członka rodziny itp) i na więcej im "pozwala". Bezstresowe wychowanie dotyczy
        > nie tylko dzieci, ale i zwierząt. "Przecież to tylko dziecko". "Przecież to
        > tylko pies".

        Coś takiego chodzi mi po głowie - takie działania, według moich obserwacji (podkreślam słowo "moich") można przypisać pewnemu typowi osób, którym się wydaje, że ich pies i oni sami są pępkiem świata, a oni są "ponad to", ich zasady nie dotyczą.

        Nie mam nic przeciwko traktowaniu psa jak członka rodziny, dla mnie nawet nim jest, tylko należałoby pamiętać, że ten pies jest członkiem _mojej_ rodziny, a nie rodziny współpasażera, innych klientów sklepu. Czyli, na przykład, mój pies może spać w moim łóżku, jeśli mi to odpowiada, ale niekoniecznie musi spać w łóżku znajomych, u których nocuję i którzy pozwolili zabrać pupila ze sobą. Mogę pozwalać mojemu psu nawet polizać schab na kotlety na obiad (to tylko drastyczny przykład ;)), niekoniecznie mam mu pozwolić zrobić to samo w sklepie mięsnym. Bo przecież koniecznie trzeba iść tam z psem, a jak już się poszło, to trudno się dziwić, że usiłuje porwać kawał schabu, w końcu to tylko pies :>
        • jul-kaa Re: Psy w sklepach 11.01.10, 23:01
          madzioreck, wszystko, co napisałaś dotyczy mojego taty. Ile ja wysiłku wkładam,
          żeby go przekonać, że nie wszyscy ludzie się cieszą, jak pies na nich skacze,
          nie wszyscy lubią być wylizani.
          Ech. Napiszę więcej o tym, bo może mi coś poradzicie, na razie przestałam
          chodzić z tatą na spacery, bo mnie wpieniał do czerwoności...
    • brykanty Re: Psy w sklepach 12.01.10, 00:37
      No dobra, przyznam się. Nie lubię psów i już.
      U mnie w bloku (10 pięter, zjeżdżam z 7) jest kilka psów bulterieropodobnych, zazwyczaj zjeżdżają na spacer bez kagańca. Raz popełniłam błąd, bardzo się śpieszyłam i weszłam do windy z takim - niestety już na 6 piętrze okazało się, że pan trochę zwlekał ze spacerkiem - piesek zaczął sikać i wesoło lał prawie do parteru.
      Obrzydliwość, niewiele brakowało, żebym zwymiotowała.

      Z kolei moja szefowa ma lekkiego hopla na punkcie psów. Prawie codziennie przyjeżdża gdzieś spod Warszawy ze swoją psinką, która pół dnia spędza u niej w gabinecie. Nerwowa jest, więc szczeka dość hałaśliwie przez pół dnia, czasem złapie za łydkę. Pół biedy jak pracownika, który musi stulić uszy i udawać, że go to bardzo bawi, ale zdarza się, że także zaproszonych gości.
      Takim ludziom nigdy niczego się nie wytłumaczy.

      Nie zrozumieją, że od samego zapachu psa jest mi niedobrze, nie pojmą, że brzydziłabym się przymierzyć ubranie, o które się pieseczek ocierał.
      Kocha zwierzątko - w porządku, ale niech się nim zajmuje właściwie, wyprowadza, kiedy trzeba, nie zostawia na mrozie i niech zakłada ten kaganiec, a nie tłumaczy "on jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł". Ja tam nie zamierzam być pierwsza, którą jednak postanowił spróbować.

      Żeby nie było wątpliwości - psa, który dzielnie prowadzi codziennie rano swojego pana do metra na Kabatach, lubię. Może dlatego, że ma plakietkę z napisem - "nie głaskać, jestem w pracy" i nie interesuje się osobami, które sobie tego nie życzą.
      • po.prrostu Re: Psy w sklepach 12.01.10, 01:21
        dokładnie - psy są brudne i śmierdzą (oczywiście to tylko moje odczucia). a już
        najbardziej mną rzuca, jak mój chłopak najpierw bawi się ze swoim psem, a potem
        zbiera mu się na czułości... i tłumacz od nowa, że psy są brudne i śmierdzą ;)

        a przez psi mocz w windzie jestem w stanie wejść po schodach, choćby na 10. piętro.
      • kaga9 Re: Psy w sklepach 12.01.10, 01:33
        brykanty napisała:

        > No dobra, przyznam się. Nie lubię psów i już.

        Ja też nie.

        I nie wiem, czy nie wsadzę kija w mrowisko, ale tak, jak "nie wypada" się
        przyznać "nie lubię dzieci", tak samo nie wypada powiedzieć "nie kocham
        zwierząt". Moje wrażenie.

        Owszem, wzrusza mnie los maltretowanych zwierząt. Owszem, podpisywałam petycje
        mające na celu ochronę ich praw. Owszem, zdarza mi się kupić karmę dla
        potrzebujących. Ale poza tym nie mogę powiedzieć, że kocham zwierzęta (większą
        uwagą obdarzam tylko koty). Lubię je i szanuję jako żywe stworzenia, ale tylko
        (?!) tyle. Nie głaszczę, nie rzucam się z miłością na każdego napotkanego
        futrzaka. W większości- boję się lub brzydzę.

        No i wyszła ze mnie Mrs Hyde;)
        • jul-kaa Re: Psy w sklepach 12.01.10, 09:00
          kaga9 napisała:
          >
          > I nie wiem, czy nie wsadzę kija w mrowisko, ale tak, jak "nie wypada" się
          > przyznać "nie lubię dzieci", tak samo nie wypada powiedzieć "nie kocham
          > zwierząt". Moje wrażenie.

          Wg mnie nie wsadzasz. Ja kocham zwierzęta bezgranicznie, te mniejsze i te większe, jestem wyjątkowo wyczulona na zapachy, więc troszkę mniej kocham zwierzaki, które śmierdzą, ale mnie nie śmierdzi każdy pies, tylko brudny/stary/chory. Niemniej jednak rozumiem awersję do zapachu, do przebywania w tym samym otoczeniu (z przymusu - patrz przykład szefowej). I nigdy nie zmuszałabym do kontaktu z moim zwierzakiem ludzi, którzy nie mają na to ochoty.
          Podobnie (mam nadzieję!) będzie z potomkiem - nie wiem, z jakiej racji inni ludzie mają akceptować paskudne zachowanie mojego dziecka - mnie durni rodzice niereagujący na własne potomstwo denerwują strasznie.

          Niechęć czasem przeradza się w patologię, w wymyślanie zakazów i nakazów niemających wiele wspólnego z rzeczywistością, ale myślę (a przynajmniej mam nadzieję), że Lobbystkom to nie grozi :)))
          • milstar Re: Psy w sklepach 12.01.10, 09:37
            Ja nie mogę powiedzieć, że nie lubię zwierząt. Niektóre lubię, reszta jest mi obojętna. Swoją drogą ostatnio rodzina mojej kuzynki szeroko otworzyła oczy kiedy ich pies, który nie lubi być głaskany, sam się ode mnie domagał pieszczot. I wolę koty, zwłaszcza oba moich rodziców.

            Tak myślę, że u mnie też chyba chodzi o to, że uważam, że zwierzę to nie człowiek i nie wszędzie jest dla niego miejsce.. Co nie oznacza, że akceptuję maltretowanie i zaniedbywanie.
            A psa przewodnika zaakceptowałabym w sklepie mimo alergenów, bo to przewodnik, mimo, że pies :). Ale to jedyny wyjątek
        • ciri1971 Re: Psy w sklepach 12.01.10, 09:40
          W końcu mogę to gdzieś oficjalnie napisać- ja też nie lubię psów. I
          to nie dlatego, że mam na ich sierść potworną alergię, ja się po
          prostu brzydzę tego ślinienia, lizania, szczekanie mnie wkurza i
          boję się psów bez kagańca i smyczy.

          Uff, od razu lepiej, myślałam, że jestem nieczułym dziwolagiem:)
          • anyankaaa Re: Psy w sklepach 12.01.10, 11:05
            Z psem w sklepie nie spotkałam się jeszcze nigdy.

            Czasami natomiast widzę psy przed supermarketem i potwornie mnie denerwują tacy bezmyślni właściciele. Jak jest mróz a po kilkunastu minutach pies ciągle czeka (najczęściej trzęsąc się z zimna) to idę do biura obsługi. W większości hipermarketów wzywają wtedy właściciela przez głośnik. Jak mówią, że to nie ich sprawa to dzwonię do straży miejskiej.

            Zdziwiłam się za to kiedyś dość mocno kiedy siedziałam do późniejszej pory w biurze i przyszła sprzątaczka ze swoim psem (myślałam że to jednorazowa sprawa). Później się dowiedziałam że ona zawsze z nim przychodzi.
            Dziwne to, bo pomimo całego mojego uwielbienia dla różnorakich zwierzaków, ja bym z moim psem do pracy nie przyszła :)
        • madzioreck Re: Psy w sklepach 12.01.10, 13:52
          kaga9 napisała:

          > I nie wiem, czy nie wsadzę kija w mrowisko, ale tak, jak "nie wypada" się
          > przyznać "nie lubię dzieci", tak samo nie wypada powiedzieć "nie kocham
          > zwierząt". Moje wrażenie.

          A tam, zaraz kij w mrowisko :) Nie ma obowiązku kochania ani nawet lubienia
          zwierząt, a dopóki nie dzieje im się krzywda ze strony nielubiących, to wszystko
          jest OK.

          Zresztą...

          > Owszem, wzrusza mnie los maltretowanych zwierząt. Owszem, podpisywałam petycje
          > mające na celu ochronę ich praw. Owszem, zdarza mi się kupić karmę dla
          > potrzebujących. Ale poza tym nie mogę powiedzieć, że kocham zwierzęta (większą
          > uwagą obdarzam tylko koty). Lubię je i szanuję jako żywe stworzenia, ale tylko
          > (?!) tyle. Nie głaszczę, nie rzucam się z miłością na każdego napotkanego
          > futrzaka. W większości- boję się lub brzydzę.

          Robisz w takim razie więcej, niż większość znanych mi osób deklarujących miłość
          do zwierząt :)
    • maheda Re: Psy w sklepach 12.01.10, 09:30
      Mnie też przeszkadza, i to bardzo, bardzo, bardzo.
      Mimo, że lubię psy, i to o wiele bardziej, niż koty, które toleruję.
    • ciociazlarada Psy w sklepach, koty w sklepach 12.01.10, 14:33
      Na szczęście (w tym temacie) nie mieszkam w Polsce i bardzo mnie cieszy, że
      zwierzęta w sklepach są mile widziane. Widuje psy w bankach, sklepach, knajpach,
      gdzie dostają czystą miskę z wodą, urzędzie miejskim. Widuję w ulubionej kafejce
      gościa z kotem na głowie, kot się tak przemieszcza z punktu A do B, kiedy
      właściciel siada, to schodzi i mebluje się na kolanach. Nie przeszkadza mi to i
      uważam obecność psa czy kota za naturalną, tym bardziej, że ludzie jakoś sami,
      mimo braku przepisów, wiedzą gdzie i kiedy można psa czy kota wziąć. To, że musi
      być on ułożony i przyzwyczajony do publicznych miejsc rozumie się samo przez sie.

      A, i do tego też wstyd się przyznać, ale nie lubię dzieci. Zwłaszcza w sklepach.
    • cissnei Re: Psy w sklepach 12.01.10, 15:18
      To ja też się przyznam, że nie przepadam za psami, może głównie dlatego, że
      żadnego dobrze nie znam. Jedynym bliżej mi znanym psem była nieżyjąca już
      jamniczka przyjaciółki, strasznie wylewna i jazgotliwa, potrafiła się na mój
      widok posikać na podłogę z radości :P Przeszkadza mi zapach psiej sierści,
      jeszcze intensywniejszy, gdy pies jest mokry. Ale to nie znaczy, że w ogóle psów
      nie lubię, po prostu uważam, że trzymanie ich w mieszkaniu to spory problem. Psy
      do miasta jakoś mi nie pasują. Jeśli będę miała kiedyś swój wymarzony dom na
      wsi, to na pewno miejsce dla psa się w nim znajdzie. I będzie to duży pies,
      żadna tam kanapowa skacząca maskotka ;)

      Zupełnie inny stosunek mam do kotów. Mam dwa i wielbię je bezwarunkowo,
      przytulam je i śpię z nimi w łóżku. Nigdy bym na to nie pozwoliła, gdyby
      odstraszał mnie ich zapach, ale moje koty (a właściwie kotki) pachną dla mnie
      bardzo przyjemnie, zawsze są czyste i ogólnie nie wykazują żadnej z cech, które
      tak bardzo mnie irytują w psach (mam na myśli ten cały jazgot, skakanie, lizanie
      po twarzy itd.). Prędzej byłabym skłonna stwierdzić, że to ja bardziej męczę
      moje kotki niż one mnie :P

      Z tych powodów zupełnie inaczej podchodzę do psów i kotów w miejscach
      publicznych. Oczywiście, z dwojga złego wolę właściciela wchodzącego z psem do
      sklepu niż przywiązującego go przed drzwiami, zwłaszcza na mrozie, uważam
      jednak, że sklep/punkt usługowy/restauracja to nie miejsce dla psa. Chyba, że
      jest to rzeczywiście pies przewodnik albo bardzo dobrze wychowany zwierzak, z
      jeszcze lepiej wychowanym właścicielem. Natomiast obecność kota w takich
      miejscach zupełnie mi nie przeszkadza. Widziałam kiedyś pana w markecie z rudym
      kotem usadowionym wygodnie w czymś przypominającym niemowlęce nosidełko i
      wyglądało to super, a kot był grzeczniejszy niż wiele niemowląt ;) W Krakowie
      jest też jedna rosyjska restauracja, nazywa się Wiśniowy Sad, i tam także często
      urzęduje jeden buras, bardzo gruby i przytulajny, sypia na kanapach albo siedzi
      spokojnie na parapecie i nikomu nie przeszkadza. Aczkolwiek uważam, że jeżeli
      któryś z gości zgłosiłby alergię albo stwierdziłby, że jednak obecność kota mu
      wadzi, to właściciel powinien zwierzaka zabrać.

      Nieporównywalnie jednak bardziej od wszelkiej menażerii w sklepach irytuje mnie
      wrzaskliwa dzieciarnia, głośno domagająca się uwagi, biegająca i tarzająca się
      po podłodze w intencji kolejnej zabawki/paczki chipsów. Uważam, że obok znaczków
      zakazujących wchodzenia do sklepu z lodem, papierosem czy psem powinien się
      pojawić jeszcze zakaz wprowadzania rozwydrzonych dzieci :P
      • aleksandralm Re: Psy w sklepach 13.01.10, 18:57
        Tez uwielbiam koty, psy sa mi raczeh obojetne. Kotow posiadam 5 - a
        moze nalezaloby powiedziec, 5 kotow posiada mnie.
        I tak, kupowalam dzis Bubusiowi miesko w pobliskim supermarkecie i
        wnerwilam sie - miesko okazalo sie nie w 100% swieze - koci tester
        to od razu czuje(i nie chce zrec <evil> ).... I powiem, ze mam
        ochote ktoregos razu zabrac kocurka czy to w tansporterku czy na
        szeleczkach czy to nosidelku do dzialu miesnego co by na miejscu
        przetestowal swiezosc sprzedawanych tam produktow <twisted evil>
        Tylko ze Bubus do najgrzecznieszych z koteczkow nie nalezy;)
    • ocisza Re: Psy w sklepach 12.01.10, 15:28
      Mój pies jest stary i potwornie śmierdzi moczem, bo jak śpi to się nie
      kontroluje i sika pod siebie. Biorę go czasem ze sobą do pobliskiego sklepu i
      wtedy siedzi pod drzwiami sklepu i czeka na mnie. Zdarza mi się dość często
      spotykać w tym sklepie psy, ale mi to nie przeszkadza. Ja swojego nie wprowadzam
      do środka. Nie dlatego, że mnie to jakoś odrzuca, ale dlatego, że przestrzegam
      takich zasad. Generalnie szanuję to, że ktoś może nie lubić psów albo się nimi
      brzydzić. Każdy ma prawo do własnego zdania. Nie zmienia to faktu, że niektóre
      wcześniejsze wypowiedzi brzmią w mojej ocenie trochę histerycznie ;)
      • bebe.lapin Re: Psy w sklepach 12.01.10, 15:46
        Biorę go czasem ze sobą do pobliskiego sklepu i
        > wtedy siedzi pod drzwiami sklepu i czeka na mnie.

        Czym innym jest chyba wyskoczenie na chwile po ochleb i ser do pobliskiego
        sklepu,tak jak Ty to robisz, a czym innym zostawianie psa na godzine czy dwie
        przed marketem na zimnie. :/ Niektorzy ludzie nie maja rozumu po prostu.

        Ze zwierzakami w miejscu publicznym jest jak z dziecmi - wszystko zalezy od
        tego, co maja w glowie rodzice/wlasciciele.
      • alex_k Re: Psi zapach/ot 13.01.10, 09:16
        Ocisza, jest taki środek Vitopar, całkowicie nieszkodliwy, można nim
        nawet psa spryskać, a naprawdę skutecznie neutralizuje wszelkie
        zapachy pochodzenia biologicznego.
    • kasiadj07 Re: Psy w sklepach 12.01.10, 15:51
      Ja psy lubię, z wyjątkiem tych wielkich, śliniących i z siłą wołu
      napraszających się uwagi. Bardziej lubię koty i pozwalam mojej
      własnej kotce chodzić po moim własnym stole (ale ona dziwna jest,
      innych zwierząt nie lubi i chyba myśli, że jest człowiekiem). Co nie
      znaczy oczywiście, że wolno jej zagądać w talerze gościom:) Gdy
      przyjmuję gości, szanuję ich wolność osobistą i to, że mogą mojego
      kota nie lubić. Podobnie widzę sprawę psów w przestrzeni publicznej,
      nie należy narzucać swoich upodobań innym.
      Przy okazji przypomniała mi się sytuacja sprzed lat, kiedy to
      chodziłam z moim półrocznym synkiem do małego, ciasnego, osiedlowego
      sklepiku. Pewien młodzieniec usiłował wejść tam razem z dużym psem,
      ekspedientka widząc to poprosiła go, żeby zostawił zwierzaka przed
      drzwiami. Na to młodzieniec wskazując na wózek z moim synem - a ta
      pani z dzieckiem to może!
    • yarshiva Re: Psy w sklepach 12.01.10, 16:39
      Ja również nie lubię, gdy ktoś wchodzi z psem do sklepu. Zdarzyło mi się dwa
      razy w sklepie odzieżowym spotkać psy z właścicielkami. Za pierwszym razem,
      gdyby nie moja mama, to zdeptałabym psa (nie miałam pojęcia, że w ogóle ktoś
      wszedł z psem, pies oczywiście hasał bez smyczy, jakieś małe coś) - nie mam w
      zwyczaju w sklepie odzieżowym patrzeć pod nogi, czy coś zdeptam, czy nie, gdy
      przeglądam ciuchy. Chyba, że po sklepie biegają dzieci, to wtedy uważam.
      W drugim przypadku właścicielka miała psa na smyczy, takiej wyciąganej i chyba
      zepsutej, bo miała problemy z regulacją jej długości. Pies się nudził i radośnie
      obiegł mnie dookoła, oplątując wokół mnie swą smycz. Potem to samo testował na
      innych osobach w sklepie.
      Z psem spaceruje się np. po parku, a nie sklepach. A jeśli już się z tym psem
      koniecznie musi wejść do sklepu, to miło by było, gdyby właściciele pilnowali
      swoich pupili i trzymali je na odpowiednich smyczach, aby nie stała się
      zwierzakom żadna krzywda, albo by zwierzaki nie zrobiły nikomu krzywdy.
    • elrosa [ot] zapachowo-alergicznie-psio 12.01.10, 18:04
      Bardziej od psów przed sklepem przeszkadzają mi palący przed sklepem (a także przed urzędem, uczelnią, szkołą centrum handlowym, supermarketem, na przystanku albo stacji - jeszcze żeby jakoś z boku, to nie, przy głównym wejściu albo najlepiej pod wiatą). Mam wrażliwy węch i alergię. Ile razy pokazywałam zakazy, ile razy prosiłam o zgaszenie papierosa... akurat kogoś to obchodzi.

      Z psami podobnie. Lubię je, mam swojego nawet, ale traktuję go jako członka stada, a nie wodza ;) (np. żadnego spania w łóżku, skakania na gości, wchodzenia do sklepu). Ostatnio widziałam w piekarni panią z wilczurem. Piesek obwąchał świeżo upieczony chleb (położony na drewnianych półkach), zrobiło mi się trochę słabo. A jakby tak polizał albo ugryzł...? Owoce i warzywa myję przed zjedzeniem, ale co zrobić z chlebem?
      • jul-kaa Re: [ot] zapachowo-alergicznie-psio 12.01.10, 18:09
        Oj tak! Papierosy to największa zmora. Na przystankach, przy wyjściach ze
        wszystkich możliwych miejsc. Brr!
    • masza.s Właściciel powinien decydować. 12.01.10, 19:45
      Właściciel sklepu/punktu usługowego/restauracji. Nie sądzę, aby
      należało robić jakąś odgórną zasadę z tego, tak jak z paleniem
      zawsze. Sama mam psa i zdarzyło mi się ( po uprzednim zapytaniu)
      wejść z psem do knajpy, zwłaszcza wiosną, kiedy np. poszłam z
      koleżanką na spacer, a knajpka miała miły ogródek.

      Natomiast nie rozumiem właścicieli, którzy biorą psa na zakupy,
      zostawiają go przed sklepem. Za dużo historii z kradzieżami znam i
      osobiście mojej sucz nie mogłabym tak zostawić, za bardzo bym się
      stresowała. Pomijając fakt, że stresowałaby się i ona. Tak więc
      często drałuję dwa razy po schodach - raz "po bułki", raz z psem. Da
      się.

      A psy nie przeszkadzają mi zupełnie, dopóki nie są agresywne. Sama
      nie miałabym nic przeciwko chodzeniu do miejsc przyjaznych dla psów
      bez psa, tj. kawiarni, gdzie pojawia się pies etc.

      W mojej szkole jest kilka psów, nauczyciel jeden przychodzi z psem,
      który chodzi sobie, włazi na kanapę niekiedy i ogólnie jest kochany.
      Nikt nie zgłaszał żadnej skargi nigdy. W poprzedniej szkole też był
      pies i nikomu to nie przeszkadzało.

      Co do jedzenia i psów - mnie to kompletnie nie brzydzi. Ta histeria
      z tym, jakie to psy są niehigieniczne to przesada, serio. Szczepiony
      i odrobaczony pies nie stanowi zagrożenia dla jedzenia. Nie zliczę,
      ile litrów psiej śliny musiałam połknąć przez dzieciństwo pełne
      całowania psów, żucia mamby ( 5letnie dziecko ;) ) na spółę z psem
      czy jedzenia serka waniliowego tą samą łyżeczką. Ale rozumiem, że
      mam spaczone podejście. I lubię zapach psów.
      • madzioreck Re: Właściciel powinien decydować. 12.01.10, 20:24
        masza.s napisała:

        > Co do jedzenia i psów - mnie to kompletnie nie brzydzi. Ta histeria
        > z tym, jakie to psy są niehigieniczne to przesada, serio. Szczepiony
        > i odrobaczony pies nie stanowi zagrożenia dla jedzenia. Nie zliczę,
        > ile litrów psiej śliny musiałam połknąć przez dzieciństwo pełne
        > całowania psów, żucia mamby ( 5letnie dziecko ;) ) na spółę z psem
        > czy jedzenia serka waniliowego tą samą łyżeczką. Ale rozumiem, że
        > mam spaczone podejście. I lubię zapach psów.

        Masza, mnie też nie brzydzi, i nie o to chodzi. Ale jaką masz pewność, że każdy
        pies, który wchodzi do spożywczaka, JEST szczepiony i odrobaczony? Żadnej. Twój
        jest, inny niekoniecznie musi być.
        Ja też potrafiłam zjeść loda Bambino na spółkę z moją sunią, ale z obcym psem
        już niekoniecznie, i nie życzę sobie chlebka z psią śliną (któraś forumka pisała
        o psie w piekarni).
        • masza.s Re: Właściciel powinien decydować. 12.01.10, 21:01
          Dlatego mówiłam, że to właściciel powinien decydować. W sensie,
          właściciel sklepu, pomijając sytuacje, gdzie rzeczywiście można
          narzucić jakieś normy/np. bezpośredni kontakt z żywnością/szpitale
          etc. Klienci ewentualnie zweryfikują błędną decyzję właściciela
          takiego sklepu.

          Ja się z moim psem do sklepu nie kituję, to była uwaga offtopowa
          dotycząca mojej osobistej niechęci do śliny. ;)
        • pierwszalitera Re: Właściciel powinien decydować. 12.01.10, 21:17
          Problem z psami jest nie tylko higieniczny. Bardzo dużo osób boi się psów i ja muszę przyznać, że jak widzę duże bydlę, albo psa szczególnej rasy, prowadzonego bez smyczy, to przechodzę na drugą stronę ulicy. Z mojego doświadczenia większość właścicieli psów w mieście, nie radzi sobie zupełnie ze swoimi pupilami i nie mam zamiaru sprawdzać, który pies się słucha, a który mniej. Moja sąsiadka miała kiedyś takiego niby łagodnego jak baranek killera o wyglądzie świni, przestraszyłam go kiedyś (i siebie też) wchodząc po ciemku w bramę domu i baranek przestał nagle mnie lubić. Tylko szybkie instynktowne wycofanie i zatrzaśnięcie drzwi uchroniło mnie przed zębiskami. Już w tym domu na szczęście nie mieszkam, ale stresowało mnie przez pewien czas uprzedzanie zaproszonych do siebie znajomych, bo sąsiadka nadal uważała gadzinę za baranka i zakładała smycz dopiero na ulicy. Jeżeli w ogóle. Z drugiej strony mam znajomego z rotweilerem i to jest kochana suka. Prowadzona jednak na ulicy zawsze na smyczy i z kagańcem, bo to kurcze, silne bydlę i jakby nie było zwierzę, mój znajomy nawet przy dobrym wychowaniu i tresurze nie wyklucza sytuacji, że pies może dać się sprowokować. Psom też się może zmienić charakter, a niektóre rasy stają się z wiekiem złośliwe i rośnie im potrzeba dominancji. Psy "niezabezpieczone" uważam więc za niepotrzebne ryzyko.
          • madzioreck OT piesek spokojny 12.01.10, 23:41
            Mnie taki "spokojny, nieszkodliwy" kundelek pogryzł, musiałam się udać na szycie
            ręki. Przede mną pogryzł 4 osoby, w tym właścicielkę, po mnie jeszcze jedna
            dziewczynę. Miałam 9 lat, byłam z rodzicami na policji, w sprawie swojej i tej
            dziewczyny (ja uszkodził bardziej).
            I co? I nic, pies nadal biegał luzem, był wypuszczany z domu sam. I kolejnym
            osobom wmawiano, że on jest nieszkodliwy.

            Moja kochana i sympatyczna sunia też pewnego dnia dziabnęła mojego kumpla, w
            moim domu. Też mogłabym się upierać, że piesek jest spoko, ale to nie byłaby
            prawda.
            • tfu.tfu Re: OT piesek spokojny 23.01.10, 15:46
              o, tak, jak ja nienawidzę durnych właścicieli! wczoraj wieczorem: wielki
              wilczur, bardzo agresywny, rzucił się z zębami na mojego i na szczeniaka
              labradora, a właściciel na uwagę, że agresywny pies powinien być w kagańcu
              ZAWSZE odparł: "przeciez maksiu nic nikomu nie zrobił"...
              widząc na spacerze jakiegokolwiek psa mojego przypinam na smycz, natychmiast. w
              zaludnionych miejscach jest zawsze tylko i wyłącznie na smyczy. z kagańcem jest
              problem, zdrapuje raniąc się do krwi i nie mam pomysłu jak go przyzwyczaić :(
              jakieś porady?
              dodam, że pies jest schroniskowy, bał się nawet schodów i kanapy jak przyjechał
              do mnie...
          • maheda Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 00:11
            Mam znajomych, którzy na widok nawet najmniejszego pieska dostają gęsiej skórki,
            część z uwagi na to, że została kilkakrotnie zaatakowana przez psa, a część po
            prostu się boi i już.

            Ja jestem skrzywiona - jak kiedyś jednej około 5-letniej dziewczynce wyrwał
            smycz (nic dziwnego) z rączek spasiony labrador bez kagańca i zaczął do mnie
            szybko biec, to nie zareagowałam histerycznie, tylko się ucieszyłam, że taki
            miły piesek do mnie biegnie (widać było, że zwierzę ucieszone) i jeszcze
            wyciągnęłam do niego łapy. Nic mi się nie stało, chwyciłam zwierzaka za smycz,
            ale zaczerwienionej babci dziewczynki się ode mnie oberwało z deczka - babcia
            się jeszcze tłumaczyła "no bo jak wnuczka się uprze, to jej nie można odmówić".
            Palnęłam mówkę zarówno na temat "nie-można-odmówić", jak i na temat
            bezpieczeństwa i roztoczyłam czarowne widoki policji w momencie, gdyby pies mnie
            przewrócił i rozwaliłabym sobie głowę o chodnik. Do pani przemówiło - ale nie
            jestem pewna, na jak długo - możliwe, że tylko do następnego postawienia się
            dziecka "ale ja CHCĘ smycz!".
            Zgroza.
          • turzyca Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 00:58
            Bardzo dużo osób boi się psów i ja
            > muszę przyznać, że jak widzę duże bydlę, albo psa szczególnej rasy, prowadzone
            > go bez smyczy, to przechodzę na drugą stronę ulicy.

            Mnie bardziej przeraza duzy, nieulozony pies z watlutkim wlascicielem na koncu
            smyczy. Z doswiadczenia wiem, ze taki wlasciciel nic z tym psem nie zrobi, w
            zaden sposob go nie zatrzyma. I co gorsza jesli pies ma kaganiec, to czesto nie
            jest lepiej - cios metalowym kagancem jest bardzo, ale to bardzo bolesny. I goi
            sie paskudnie. :(
            Co zaskakujace psy idace luzem czesto sa lepiej przez wlascicieli kontrolowane,
            bo sa na tyle ulozone, ze reaguja na komendy.
            • pierwszalitera Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 11:57
              turzyca napisała:

              I co gorsza jesli pies ma kaganiec, to czesto nie
              > jest lepiej - cios metalowym kagancem jest bardzo, ale to bardzo bolesny. I goi
              > sie paskudnie. :(
              > Co zaskakujace psy idace luzem czesto sa lepiej przez wlascicieli kontrolowane,
              > bo sa na tyle ulozone, ze reaguja na komendy.

              Ostatnie stwierdzenie jest moim zdaniem nieco ryzykowne. Nie wiem, czy wynika ze statystycznych badań, czy z optymistycznych oczekiwań, ale ja nie brałabym tego jako pewnik. Mieszkam w dużym mieście, tu dużego, rasowego psa ma cała masa ludzi. Niestety większości brakuje czasu, by tym psem należycie się zająć. Być może ci puszczający psy samopas wierzą też tylko, że pies reaguje na komendy, bo on regauje, owszem, ale nieraz opornie i to w normalnej sytuacji. Spotkania z innym dużymi psami, których nieraz jestem świadkiem, pokazują, że miły piesek może stać się ujadającą bestią. Zwykle na miejskich, zielonych ścieżkach dla spacerowiczów, z których korzystają też biegacze, rowerzyści i matki z dziećmi. I ja wolę kiedy on jest na smyczy. Nawet zakończonej wątłym właścicielem. Nie lubię bowiem też ciekawskich obwąchiwaczy. Z powodu takich luźnych psów nie biegam też w pobliskim parku, chociaż czasem bym chciała. Wielką ostrożność wykazywać trzeba też późnym wieczorem, o zmierzchu, bo większości posiadaczy psów wydaje się, że o tej porze nikt nie wychodzi już na spacery i pies może latać sobie jak chce. Normalnie stresuje mnie takie nagłe wyłanianie się czerwonych oczu z ciemności, być może to jakiś prymitywny instynkt, ale za każdym razem skacze mi automatycznie adrenalina i z odprężającej przechadzki przed snem nici. Już nieraz nawet myślałam o sprawieniu sobie własnego psa, by mnie przed takimi sytuacjami ostrzegał. ;-) Metalowych kagańców w Niemczech też nie widuję, zwykle są to takie ze skóry.
      • fanka_tomcia Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 00:44
        masza ----> a ile razy ja znajdywałam kłaki świnek w kanapce ;))) (nie
        wspominając o całowaniu, przytulaniu itd)
        ale to, że my w swoim domu dzielimy zarazki z własnymi zwierzętami, to co innego
        niż "narażać" na nie obcych ludzi.
        • kasica_k Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 01:46
          Zwłaszcza, że obcy ludzie mogą mieć na naszego zwierzaka alergię, czasem
          powodującą całkiem poważne objawy.

          Jestem uczulona na psy (mimo że bardzo je lubię, choć nie kocham tak, jak koty
          :) i dla mnie zjedzenie takiego oblizanego chlebka mogłoby być niefajne. W
          towarzystwie psów w zamkniętym pomieszczeniu dostaję duszności. Uważam, że
          miejsce psa jest w domu właściciela, albo na świeżym powietrzu - nie w takich
          publicznie uczęszczanych miejscach, jak sklepy. Wyjątkiem jest poczekalnia u
          weterynarza :) (choć ja byłabym szczęśliwa, gdyby były oddzielne poczekalnie dla
          psów i kotów, z uwagi na moją nieszczęsną alergię - z kotem do weta wszak czasem
          pójść muszę).
          • milstar Re: Właściciel powinien decydować. 13.01.10, 09:15
            kasica_k napisała:

            > Zwłaszcza, że obcy ludzie mogą mieć na naszego zwierzaka alergię, czasem powodującą całkiem poważne objawy.

            Do pani z pieskiem ten argument nie docierał niestety :(
    • alex_k Re: Psy w sklepach 13.01.10, 09:13
      No a ja zabieram psa w różne miejsca, do sklepow też, spożywczych
      również, nie wchodzę tylko do samoobsługowych spożywczaków.
      Zanim ktoś mnie potępi, dodam, ze dopiero od niedawna pies może na
      dłużej zostawać sam w domu, poza tym do sklepu wnoszę go w
      przewieszonym przez ramię transporterze, z ktorego wystaje mu tylko
      nos (waży 3.5kg), zawsze pytam sprzedawcę/ochronę czy mogę wejść z
      psem. Pies jest czysty, nie śmierdzi, rasa nie uczula, kupujący
      nawet go nie widzą, a jeśli tak, to po elemencie wystającym z torby
      wnioskują, ze sztuczny :-)
      Czy komuś taka sytuacja wydaje się jednak dalej nikomfortowa?
      Dużego psa nie wprowadziłabym do sklepu, kilka razy awaryjnie
      zdarzyło mi się wejść gdzieś z psem bez transportera (oczywiscie
      upewniajac sie wcześniej, czy mogę), ale brałam ją na ręce, i
      starałam się jak najszybciej wyjść.
      • koza-1985 re 13.01.10, 13:05
        strasznie trudna sprawa... uwielbiam psy i prawie każdego napotkanego burka
        mam ochotę wytarmosić ;) ale rozumiem, że niektórzy się boją(mój ŚP tata),
        niektórzy po prostu nie przepadają(mój chłop)i trzeba to uszanować.

        lubię miejsca przyjazne zwierzętom, ba! cieszy mnie jak w knajpce pałęta się
        jakieś psisko.

        najcudowniejszy pies jakiego znam, ponad rok temu przygarnięty jako szczeniak
        przez znajomą lecznicę a potem przez moją najbliższą rodzinę, oaza miłości i
        wierności, ale przepełniona lękiem, wielka cudowna suka niedawno prawie o
        zawał przyprawiła sąsiada, przez naszą nieuwagę wypuściliśmy psa na otwarte
        podwórze i pies poszedł bawić się z sąsiadem, ale sąsiad nie chciał :/
        oczywiście nic się nie stało, ale rozumiem, że takie sytuacje miejsca nie
        powinny mieć.

        alex_k masz pudla??
        • alex_k Re: re 13.01.10, 14:35
          Rozumiem szok sąsiada. My mamy też benardynkę,jest naprawdę duża i
          mimo że łagodna jak baranek, budzi respekt. Kiedyś inkasent
          pomacawszy ze furtka zamknięta na klucz, wlazł przez bramę, która
          nie była zamknięta na kłódkę. Chłopina omal nie zszedł ;-)

          Oprócz bernardynki nie mam pudla, ale maltankę, puchatą chmurkę
          taką :-)

          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2119092
          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2119093
          • miss-alchemist Re: re 13.01.10, 19:40
            nie mogę się powstrzymać - ale słodziak ^^
    • caroline.1 Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:15
      Mnie, wielkiej fance zwierzaków, przeszkadzałoby, gdybym się z tym zetknęła. Ale
      jakoś nie miałam przyjemności.

      Miałam za to wątpliwą przyjemność widzieć dzieciaki szukające w nosie skarbów, a
      następnie buszujące łapskami w bułkach. Oraz pana, który z lubością przeczesywał
      palcami nieco tłuste kosmyki włosów, a następnie przebierał w nabiale. Serki
      były oczywiście popakowane, niemniej jednak jakoś nie mogłam się przemóc i
      sięgnąć po cokolwiek. I to wszystko w dniu dzisiejszym.

      W środkach komunikacji miejskiej śmierdzą mokre psy, śmierdzą ludzie w
      niepranych od miesięcy kurtkach i zwyczajnie niemyci. Słabo mi się robi na myśl
      o lecie. Ha, ale latem odejdzie zapach psiej sierściuchy, ludzki pozostanie i
      nawet się zintensyfikuje.

      W tych samych środkach można się natknąć na psa bez kagańca, niekoniecznie
      nastawionego pokojowo. Można też mieć do czynienia z grupą podchmielonych
      młodych albo i starszych nieco ludzi.

      Podczas wizyty u znajomych może mnie obślinić szalejący z radości labrador. Może
      też dojść do spotkania mojej białej bluzki z lepkimi łapkami dziecka znajomych.
      Może też mnie chwycić w swe opiekuńcze ramiona zalatująca naftaliną ciocia,
      ewentualnie rubaszny wujek, który od 30 lat praktycznie nie wyjmuje papierosa z ust.

      Ot, takie życie. Wszędzie tylko brud i smród :P
      • kasica_k Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:25
        Jak czytam "lepkie łapki" to robi mi się słabo. Faktycznie, życie jest ciężkie. ;)

        Ale przynajmniej kilku z tych przyjemności dałoby się uniknąć, gdyby ludzie przestrzegali zasad współżycia w gęsto zaludnionym miejscu, jakim jest miasto. Często mam wrażenie, że są one niektórym całkowicie obce - jak na przykład ta, że nie pali się papierosów w windzie, nie pozwala się bawić dzieciom na klatce schodowej albo nie wchodzi z kudłatym czworonogiem do sklepu. Mnie tego nauczyli w domu, niektórych najwyraźniej nie...
        • pierwszalitera Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:46
          kasica_k napisała:

          > Ale przynajmniej kilku z tych przyjemności dałoby się uniknąć, gdyby ludzie prz
          > estrzegali zasad współżycia w gęsto zaludnionym miejscu, jakim jest miasto.

          O tak, nie mam absolutnie zarazkofobii i wiem, że skoro przeżyłam tyle lat w dużym mieście pełnym niemytych ludzi, psich kup i szczurów w kanalizacji, bez załapania jakiejś dżumy, to jakoś tą resztę też przetrwam. Ale jednej rzeczy nie dzierżę - spluwania na chodnik. Ludziom, którzy to robią, odmawiam zdecydowanie praw obywatelskich i mogą ich nawet internować na Syberię. Nie mam nic przeciwko. ;-)
          • jul-kaa Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:49
            pierwszalitera napisała:
            > ale jednej rzeczy nie d
            > zierżę - spluwania na chodnik. Ludziom, którzy to robią, odmawiam zdecydowanie
            > praw obywatelskich i mogą ich nawet internować na Syberię. Nie mam nic przeciw
            > ko. ;-)

            A tam spluwanie. Smarkanie (jedna dziurka zatkana palcem, z drugiej się
            wydmuchuje) wymiata :)
      • fanka_tomcia Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:30
        ueee obrzydziłam się :<
        w okresie największej histerii co do świńskiej grypy zastanawiałam się "a co z
        produktami kupowanymi w sklepie?" - czy mam odkażać każde opakowanie, puszkę,
        torebkę, etc? bo przecież ktoś to dotykał... na tej zasadzie najlepiej byłoby
        nie wychodzić z domu, uprawiać własne warzywa, prząść len na ubrania, nosić
        łapcie z łyka xD i prowadzić handel wymienny z sąsiadami, bo szkoda byłoby mi
        trzymać np kurę na jajka, bo przecież kiedyś by umarła :( ale zaraz ;) ci
        sąsiedzi też mogliby dostać świńskiej grypy xDD
      • alex_k Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:43
        Moja znajoma kiedyś powiedziała, że ludziom powinno się ustawowo
        zakazać "śmierdzenia", z wyjątkiem sytuacji uzasadnionych, np
        chorobowych (oczywiście za okazaniem stosownego zaświadczenia ;-)
        A tak serio, zdarza mi się czasem wysiąść z autobusu i dalej iść
        pieszo, jeśli zapach jest nie do wytrzymania, albo wyjść z kolejki,
        obojętnie jak długo w niej stałam. Gorzej w restauracji, kiedy
        człowiek upatrzy sobie jakiś fajny stoliczek, zamówi pyszne danie, i
        kiedy przystąpi do konsumpcji, ktoś nieopodal zapali śmierdziela.
        Szkoda zostawić napoczęte danie i wyjść. Dlatego nie mogę doczekać
        się przynajmniej ustawy o niepaleniu w miejscach publicznych.
        • jul-kaa Re: Psy w sklepach 13.01.10, 16:51
          alex_k napisała:

          > Moja znajoma kiedyś powiedziała, że ludziom powinno się ustawowo
          > zakazać "śmierdzenia", z wyjątkiem sytuacji uzasadnionych, np
          > chorobowych (oczywiście za okazaniem stosownego zaświadczenia ;-)
          > A tak serio, zdarza mi się czasem wysiąść z autobusu i dalej iść
          > pieszo, jeśli zapach jest nie do wytrzymania, albo wyjść z kolejki,
          > obojętnie jak długo w niej stałam.

          O, ja też tak mam. Jak mieszkałam na Ukrainie, to wysiadanie w trakcie drogi do
          domu potrafiłam uskutecznić kilka razy.
          • pierwszalitera Re: Psy w sklepach 13.01.10, 17:06
            jul-kaa napisała:

            > O, ja też tak mam. Jak mieszkałam na Ukrainie, to wysiadanie w
            trakcie drogi do
            > domu potrafiłam uskutecznić kilka razy.

            To się nie liczy. ;-) Tu działa zasada pozytywnych skutków
            ubocznych. ;-) Chodzenie piechotą do następnego przystanka,
            optymalnie nawet do samego celu, jest zdrowe. ;-)
          • nomina Re: Psy w sklepach 23.01.10, 16:05
            Kochana, jak w 14-osobowej marszrutce jedzie 30 osób, dwie gęsi i prosię w
            worku, które ze stresu.... no, wiesz, co można zrobić ze stresu, zwłaszcza w
            worku ;) - to się dziwisz :)?
    • balbina11 Re: Psy w sklepach 13.01.10, 21:33
      Jestem psiara, od 9 roku życia miałam psy i kochałam je bardziej niż niektórych
      ludzi. Mimo to uważam, że pewne zasady powinny obowiązywać. Nie dotyczy to tylko
      psów, ale innych zwierząt, dzieci, palących, nietrzeźwych itd. Moja siostra jest
      alergikiem i kontakt z sierścią niektórych zwierząt mógłby się źle skończyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka