Dodaj do ulubionych

sześciolatek w szkole?

07.02.10, 22:04
zaczęłam wątek na matkującym forum ( mójwątek ) ale może tu więcej osób zagląda? A sprawa dla mnie coraz
pilniejsza..
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: sześciolatek w szkole? 07.02.10, 22:41
      Ja z punktu widzenia osoby, ktora poszla do szkoly w wieku lat szesciu:
      problemow z nauka zero, konflikty z rowiesnikami byly na tle mojego charakteru,
      a nie wieku, edukacje chlubnie kontynuuje na studiach trzeciego stopnia, traumy
      niet, poszkodowana, ze rok dziecinstwa mniej, sie nie czuje.
      Z obserwacji i autopsji - 6-letnie dziecko w wiekszosci przypadkow bez problemu
      poradzi sobie w szkole (i nie rozumiem, o co to halo).
    • agafka88 Re: sześciolatek w szkole? 07.02.10, 23:03
      Ja rowniez poszlam rok wczesniej do szkoly i jestem wdzieczna mojej
      mamie, ze podjela taka decyzje. Po pierwsze,mialam juz opanowany
      zerowkowy program i dzieki temu nie musialam sie nudzic drugi rok
      uczac sie tego samego. Mialam tez zawsze poczucie, ze mam rok zapasu
      w stosunku do rowiesnikow - tak wiec gdybym sie nie dostala na
      wymarzone studia, nie byloby takiej tragedii z poprawianiem matury
      za rok ;) Podobnie jak klymenystra nie mialam zadnej traumy
      zwiazanej z pojsciem wczesniej do szkoly.

      Chyba jedynym minusem pojscia rok wczesniej do szkoly bylo to, ze
      moglam jako ostatnia z klasy kupowac alkohol w pubach ;)

      Mysle, ze wiele tez zalezy od dziecka - czy jest wystarczajaco
      samodzielne i czy szkola go nie przeraza. Co Twoje dziecko na ten
      pomysl? Mysle, ze jego zdanie tez powinno sie liczyc - wiadomo, ze
      zawsze mozesz probowac je przekonac w jedna lub druga strone, ale
      chyba nie ma tez co ciagnac go na sile do szkoly.

      Pamietam, ze moja mama fajnie mnie przygotowala do pojscia do
      szkoly - razem wybralysmy, do ktorej szkoly pojde i odpowiednio mi
      wytlumaczyla, co mnie czeka.

      Zawsze mozesz zasiegnac rady poradni psychologiczno-pedagogicznej.
    • mankencja Re: sześciolatek w szkole? 07.02.10, 23:25
      podobnie jak przedmowczynie, poszlam do szkoly rok wczesniej i wyszlam na tym
      wylacznie dobrze.
    • dziwna_dziewczyna Re: sześciolatek w szkole? 07.02.10, 23:28
      Kolejna niecierpliwia się zgłasza :)
      Może zamiast się zamartwiać po prostu pogadaj z dzieckiem? Będziesz miała wgląd w to, co samo o tym sądzi. Ja bardzo chciałam iść wcześniej do szkoły, bo się zwyczajnie nudziłam. W klasie miałam jeszcze jedną dziewczynę, która też wcześniej poszła i radziłyśmy sobie nawet lepiej od reszty.
      Poradnie polecam, z punktu widzenia badanej jednostki traumy nie przeżyłam, ani egzaminowana się nie czułam, a taka opinia na pewno pomoże Ci w podjęciu decyzji ;)
      • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 00:57
        moje młode nie chce za bardzo.. Emocjonalnie jeszcze jest dosyć słabo. Jak
        zdecyduję, planuję ją pozachęcać. Dlatego chciałam logistycznie to objąć (np.czy
        ta reforma się za chwilę nie zmieni ;-| )

        Żadne ze znajomych sześciolatków się nie wybiera wcześniej, liczyłam na jakąś
        koleżankę.. - ich rodzice się za bardzo boją (choć nie umieją sprecyzować czego)
    • slotna Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 00:16
      Nie poszlam rok wczesniej do szkoly, przemeczylam sie w zerowce, a po pol roku koszmarnej nudy w pierwszej klasie przeniesiono mnie do drugiej (musialam napisac jakis egzamin zaliczeniowy). Problemow z tego tytulu wiekszych nie mialam, probowano mi dokuczac, ale ja bylam po prostu dumna z tego wyczynu ;) No i cieszylam sie, ze jestem rok do przodu w razie czego (chociaz wiele mi to nie dalo). Takze - ja bym poslala, zdecydowanie.
    • daslicht Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 00:35
      Jeśli jest inteligentny, to go poślij. Jeśli jest mało kontaktowy, to poćwicz z nim prospołeczne zachowania, to się bardzo przyda. Jeśli emocjonalnie jeszcze się nie nadaje do siedzenia w ławce i systematycznej nauki, to sobie odpuść :)
      • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 00:53
        inteligencja byłaby wystarczająca, emocjonalnie tak sobie (w ciągu pół roku moze
        troche podciągnie, ale trochę się obawiam), a wysiedzenie w ławce - abstrakcja..
        Tylko moze te ławki będą trochę złagodzone poprzez nową reformę..? ktoś wie..?
        Ja nie myślę o zabieraniu dzieciństwa - boję się tylko zniechęcenia do
        szkoły/nauki ;-( tylko, jak poślę w wieku 7 lat z młodszymi, też się moze
        znudzić/zniechęcić ...
        • daslicht Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 01:07
          Ale dobrze kontaktuje z innymi dziećmi? Bo pójście do szkoły to jak pójście do dżungli... albo jak na wojnę :/
          • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 13:39
            z dziećmi, które zna, dogaduje się świetnie. Do tej pory ciężko jej idzie
            poznawanie nowych..
            Czyli nie mam wyjścia, tylko poznać jakieś przyszłoroczne pierwszaki.. Też o tym
            myślałam, ale niełatwo się dopchać do takich rodziców ;-| Mieszkam w obecnym
            mieście od 3 lat - nie mam tu koleżanek z dzieciństwa, ciągle mi się to czkawką
            odbija..
    • pinupgirl_dg Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 00:52
      Rozmawiałam o tym z dwoma psychologami i oboje byli przeciwni. Ja bym mojego dziecka nie posłała i nie ma to nic wspólnego z inteligencją. Sześć lat ma się tylko raz w życiu, to jest czas, żeby biegać za piłką, bawić sie w Indian i grać w gumę.
      Inna sprawa jest taka, że zdarzają się nauczyciele kompletnie nieprzygotowani do pracy z małymi dziećmi.
      • moniach_1 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 01:01
        Czy ja wiem? Jeśli przedszkole jest nudne, a dziecko chce się jak najwięcej
        dowiedzieć nowych rzeczy, to po co je trzymać, żeby się jeszcze pobawiło?
        Poszłam do szkoły rok wcześniej, nie zrobiło mi to krzywdy.
        • pinupgirl_dg Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 01:10
          Myślę, że przebywając z dziadkami, rodzicami, rówieśnikami dziecko uczy wielu
          rzeczy równie ważnych jak tabliczka mnożenia. Ja też chciała się uczyć nowych
          rzeczy i uczyłam się, ale nie w szkole. W wieku lat 40 nie ma znaczenia, czy się
          ma dyplom od 16 czy od 15 lat, ale dla sześciolatka rok to wieczność.
      • klymenystra Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 07:14
        Przeciez w pierwszej klasie lekcji jest bardzo malo, wiec na zabawae czas jest.
        A to, czy dziecko sie nadaje do szkoly czy nie, zalezy chyba, w jakiej fazie
        rozwoju jest - jesli nadal przedoperacyjnej, no to posylac go do szkoly
        wczesniej nie ma sensu.
        • szarsz Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 08:49
          klymenystra napisała:
          > Przeciez w pierwszej klasie lekcji jest bardzo malo, wiec na
          > zabawae czas jest.

          No właśnie, mało lekcji. W przedszkolu są zajęcia, dziecko się nie
          nudzi, chodzą na dwór itp. W szkole musiałby siedzieć w świetlicy
          i... tu może być różnie. A sam jeszcze do domu nie ma prawa wrócić.

          Po drugie - egoistycznie. W przedszkolu, jeśli Młody ma ochotę
          jechać do babci - to jedzie. Ferie zaplanować łatwo (a moje wolne
          nie pokrywa się z feriami szkolnymi) - a sześciolatek jeszcze sam
          nie pojedzie.

          Mam luz w pracy, pytam go, czy chce iść do przedszkola, czy ze mną
          do kina, do teatru, czy do lasu połazić. I sobie jedziemy, jeśli
          tylko ma ochotę.

          I o tym myślę, jak o zabieraniu dzieciństwa.
      • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 13:37
        pinupgirl_dg napisała:
        > Sześć lat ma się tylko raz w życiu, to jest czas,
        > żeby biegać za piłką, bawić sie w Indian i grać
        > w gumę.
        yy, a co za różnica czy na te zabawy jest czas po przyjściu z zerówki czy z
        pierwszej klasy? Czy było się w przedszkolu czy w szkole?
        Znam trochę realia przedszkola - tam na pewno nie ma takiej opcji jak granie w
        gumę czy bieganie ;-)
        • pinupgirl_dg Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 22:35
          Z tego, co pamiętam, przedszkole jednak się różni od szkoły. Czym - parę postów wyżej pisała szarsz. Przedszkole to jednak opcja, nie przymus i obowiązek. Dużo się można nauczyć, jest się w grupie rówieśników, ale zabawy zdecydowanie więcej, w szkole z elementów zabawy pamiętam tylko gimnastykę śródlekcyjną, no i przerwy :).
          Co do nudy - mnie zdecydowanie bardziej nudziło siedzenie i przepisywanie godzinami literek w zeszycie, niż np. przygotowywanie występu dla mam w przedszkolu.
          Pytałaś nas o zdanie więc napisałam, jak to czuję i jak ja bym zrobiła. Może jestem uprzedzona, bo kierunek reform edukacji bardzo mi się nie podoba, ale gdybym miała wybór, posłałabym dziecko do szkoły w wieku 7 lat.
    • thorrey Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 09:15
      Też poszłam rok wcześniej do szkoły. Nie chodziłam do zerówki, po
      prostu mama wysłała mnie od razu do szkoły. Traumy nie miałam
      żadnej, ALE!
      To były lata siedemdziesiate. Szkoła była wtedy baardzo "lajtowa".
      Pamiętam,że przez pół roku w pierwszej klasie nie kazali nam w ogóle
      prowadzić zeszytów. POtem pisaliśmy "szlaczki" - podobno już się
      tego nie robi.

      I jakoś przez to wcale chyba na głupszą nie wyrosłam.

      Z tego, co widzę teraz, to szkoła jest "hardkorowa" od samego
      początku, stresy przeżywają dzieciaki już w pierwszej klasie. Gdybym
      sama miała dziecko w wieku szkolno-zerówkowym, to raczej robiłabym
      wszystko, żeby do takiej szkoły nie posyłać - a już tym bardziej nie
      posyłać wcześniej. Znam parę osólb, które wręcz posyłają dzieci do
      szkoły w wieku 8 lat, żeby im "przedłużyć dzieciństwo". Mam mieszane
      uczucia, ale jak koleżanki z dziećmi w 1-2 klasie opowiadają, jak
      ich dzieci się stresują, to na pewno nie zrobiłabym jednej rzeczy -
      nie wysłałabym dziecka _wcześniej_ do takiej szkoły.
    • marta_monika Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 09:51
      Zglasza sie kolejna bez traumy. Moja mama poszla o rok wczesniej do
      szkoly i moja siostra i zadna z nas nie uwaza ze ograbiono je z
      dziecinstwa. ALE to byly inne czasy. Ja majac 6 lat sama chodzilam i
      wracalam ze szkoly oddalonej o 2 kilometry. Mialam klucz na szyi,
      zostawalam sama w domu i odgrzewalam sobie obiad na kuchence
      elektrycznej. Dzisiejsze wypieszczone i kompletnie niesamodzielne
      dzieci moga sobie nie poradzic. Przed pojsciem do szkoly bylam z
      mama w poradni (chyba psychologicznej), gdzie na podstawie
      godzinnego wywiadu i jakis zabaw obrazkami pani psycholog
      wysmarowala tak prawdziwa ocene mojego charakteru i zdolnosci, ze
      jak to znalazlam kilka lat temu to az sie przestaszylam.
      • urkye Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 10:22
        marta_monika napisała:

        Przed pojsciem do szkoly bylam z
        > mama w poradni (chyba psychologicznej), gdzie na podstawie
        > godzinnego wywiadu i jakis zabaw obrazkami pani psycholog
        > wysmarowala tak prawdziwa ocene mojego charakteru i zdolnosci, ze
        > jak to znalazlam kilka lat temu to az sie przestaszylam.

        Też byłam w takiej poradni i pani psycholog stwierdziła, że nie nadaję się do
        szkoły bo za dużo zadaję pytań, za szybko rozwiązuję zadania i będę przeszkadzać
        innym dzieciom :D (przynajmniej taką wersję znam od mamy, ja już tego kompletnie
        nie pamiętam). Ale dyrektorka szkoły mnie przyjęła, też jestem z tych
        puszczonych rok wcześniej do pierwszej klasy i jestem z tego bardzo zadowolona:)
        Szkołę wspominam bardzo fajnie, miałam mnóstwo koleżanek, lekcje były ciekawe
        (bo dla dzieciaków nauka to frajda! To nie jest tępe wkuwanie przecież tylko
        nauka poprzez zabawę:P), dużo się bawiliśmy na dywanie z tyłu klasy - w ławkach
        siedzieliśmy może dwie czy trzy godziny. W świetlicy było świetnie, mogliśmy się
        bawić do woli i żadna pani przedszkolanka nie kazała nam iść leżakować:D Za to w
        przedszkolu bardzo się nudziłam, pani przerabiała z dziećmi literki a ja
        musiałam się sama bawić, żeby im nie przeszkadzać... To dopiero było straszne -
        czułam się gorsza, bo nie mogłam razem z innymi się uczyć, a małe dziecko nie
        rozumie dlaczego tak się dzieje.

        Co do problemów z nauką - nigdy takowych nie miałam i akurat, nieskromnie
        mówiąc, byłam zawsze w tej lepszej części klasy, bez względu na to, czy to była
        podstawówka, czy liceum;) W liceum miałam jeszcze jednego kolegę w moim wieku i
        cała klasa się z nas nabijała, że smarkacze im zawyżają poziom:D

        Jestem bardzo wdzięczna mojej mamie, że posłała mnie rok wcześniej do szkoły.
        Moje dzieci też posłałabym bez wahania:)
        • moniach_1 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 13:38
          O, właśnie. Ja też w przedszkolu umiałam czytać (tajne komplety w domu :)) i
          przez to inne dzieci mnie nie lubiły :/
    • bebe.lapin Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 10:29
      Mnie poslali normalnie do szkoly, w wieku lat siedmiu; pamietam, ze kuzyn o rok
      mlodszy przeskoczyl w ciagu roku szkolnego z pierwszej klasy do drugiej - jak ja
      mu zazdroscilam i zalowalam, ze moi rodzice nie wpadli na taki pomysl!

      Kiedys spytalam mamy, dlaczego nie poslala mnie wczesniej do szkoly, a ona
      powiedziala, ze nie chcialami zabierac dziecinstwa... :/

      Jednym slowem, wydaje mi sie, ze jesli dziecko wykaze sie entuzjazmem w stosunku
      do takiej propozycji, to nie ma zadnego powodu, zeby go nie posylac wczesniej.
    • milstar Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 10:45
      Po zmianie programu w zerówce nie ma teraz nauki czytania, jest dopiero w 1 klasie. Właściwie program został zmieniony w ten sposób, że zerówka to teraz bardziej przedszkole - prawie cały czas zabawa, mało zajęć dydaktycznych (moja mam uczy w zerówce, to wiem). Myślę, że od strony naukowej dziecko sobie poradzi w szkole.
      Problemem może być strona psychologiczna. Moja mam jest zdania, że jeśli dziecko urodziło się w pierwszej połowie roku, to lepiej, żeby szło do 1 klasy
      • anka-ania Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 11:38
        milstar napisała:

        > Problemem może być strona psychologiczna. Moja mam jest zdania, że jeśli dzieck
        > o urodziło się w pierwszej połowie roku, to lepiej, żeby szło do 1 klasy

        Pod warunkiem, że wspomniana strona psychologiczna nie jest problemem. Bo dziecko może być urodzone w pierwszej połowie roku, ale pod względem emocjonalnym być w tyle za rówieśnikami. Wtedy lepiej odroczyć pójście do szkoły.
        Ja pracuję w placówce op.-wych. i tu dzieciom często odracza się obowiązek szkolny właśnie z powodu niedojrzałości emocjonalnej. Zatem również polecam konsultację w poradni psychologiczno-pedagogicznej.
    • miss-alchemist Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 12:30
      ja nie mam dzieci (póki co się nie spodziewam :P) i poszłam do szkoły normalnie, więc w zasadzie doświadczenie żadne, aleeeee byłam dosyć zdolnym dzieciakiem i jak poszłam z innymi siedmiolatkami do 1szej klasy, to było MEGA nudno, wkurzało mnie, że inne dzieci nie potrafią czytać i inne takie sprawy. wcale bym się nie obraziła na rodziców, jakby mnie wysłali do szkoły rok wcześniej, ale chyba wygodniej było im zostawiać mnie w przedszkolu.

      no ale ja od małego byłam dosyć zaradna, świetlica to nie był żaden problem etc.

      miałam koleżankę w klasie, co poszła rok wcześniej do szkoły, żeby być razem ze swoją siostrą starszą. no i radziła sobie lepiej, jak ta siostra i generalnie nie narzekała, że jej zabrano dzieciństwo. problem się pojawił na maturze, jak trzeba było mieć dowód, a nie miała 18tu lat :P ale już nie pamiętam, jak sobie z tym poradziła :)
      • urkye Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 12:35
        miss-alchemist napisała:

        problem się pojawił na maturze, jak
        > trzeba było mieć dowód, a nie miała 18tu lat :P ale już nie pamiętam, jak sobie
        > z tym poradziła :)

        wystarczy inny dokument ze zdjęciem, np. paszport:)
        • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 13:43
          :-) dowód się teraz dostaje od pierwszych dni po urodzeniu (m.in. uprawnia do
          przekraczania granicy) :-) Kiedyś też mozna było mieć dowód wcześniej, tylko
          miał inne okładki (czerwone?)
    • szarsz A coś o chłopcach? 08.02.10, 12:55
      Bo ja znam dwóch takich. Jeden w bardzo bliskiej rodzinie, ale mało
      reprezentatywny. Chłopak poszedł do szkoły normalnie, ale szkoła
      zasugerowała, żeby przeszedł od razu do trzeciej klasy. No i wtopa.
      Naukowo ok, bo chłopak jest piekielnie inteligentny, ale w
      towarzystwo się nie włączył. Zaczęły się wagary itd., chłopak
      powtarzał potem jakąś klasę, matury nie zdał do dziś i już pewnie
      nie zda, bo jest po czterdziestce i mu się nie chce :D
      Jest bardzo mądry i ma dobrą pracę, ale szkołę wspomina jako jeden
      wielki koszmar. Nie wiem, w jakim stopniu to przeniesienie jest
      winne, a na ile jego losy potoczyłyby się podobnie i bez tego.
      Ojciec alkoholik (też wybitnie inteligentny) też pewnie swoje
      dołożył.

      Drugi - kumpel z klasy licealnej. Poszedł jako sześciolatek i zawsze
      mówił, że było to dla niego problemem, bo był najmłodszy, a
      najmłodszy... wiadomo. Dopiero w liceum było ok, ale ja w ogóle
      miałam zarąbistą klasę w liceum :)

      Teraz jest inaczej, bo myślę, że w klasie będzie co najmniej kilkoro
      sześciolatków. Nie wiem...
      • bebe.lapin Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 13:03
        Chłopak poszedł do szkoły normalnie, ale szkoła
        > zasugerowała, żeby przeszedł od razu do trzeciej klasy. No i wtopa.
        > Naukowo ok, bo chłopak jest piekielnie inteligentny, ale w
        > towarzystwo się nie włączył. Zaczęły się wagary itd., chłopak
        > powtarzał potem jakąś klasę, matury nie zdał do dziś i już pewnie
        > nie zda, bo jest po czterdziestce i mu się nie chce :D
        > Jest bardzo mądry i ma dobrą pracę, ale szkołę wspomina jako jeden
        > wielki koszmar. Nie wiem, w jakim stopniu to przeniesienie jest
        > winne, a na ile jego losy potoczyłyby się podobnie i bez tego.

        2 klasy od razu, to za duzo dla kazdego dzieciaka; poza tym, szkola raczej nie
        radzi sobie z dziecmi wybitnie uzdolnionymi. To, ze szkola sprzyja super
        inteligentnym dzieciakom, to mit; nie ma specjalnych programow, metod pracy.
        zdarzaja sie wyjatkowi nauczyciele i placowki, ktorzy potrafia dojrzec potencjal
        i odpowiednio go oszlifowac, ale to rzadkosc.
        • agafka88 Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 13:30

          bebe.lapin napisała:

          > 2 klasy od razu, to za duzo dla kazdego dzieciaka;

          Tez sie zgadzam, ze 2 klasy w zwyz to za duzo. Jak juz pisalam,
          jestem mojej mamie wdzieczna, ze poslala mnie rok wczesniej do
          szkoly, ale tez jestem wdzeczna, ze _nie zgodzila_ sie, abym
          dodatkowo robila dwie klasy w jeden rok. Mysle, ze gdybym byla 2
          lata mlodsza od dzieciakow, to jednak byloby za duzo.

          poza tym, szkola raczej nie
          > radzi sobie z dziecmi wybitnie uzdolnionymi. To, ze szkola sprzyja
          super
          > inteligentnym dzieciakom, to mit; nie ma specjalnych programow,
          metod pracy.
          > zdarzaja sie wyjatkowi nauczyciele i placowki, ktorzy potrafia
          dojrzec potencja
          > l
          > i odpowiednio go oszlifowac, ale to rzadkosc.

          A nawet jak taki nauczyciel sie trafi, to drugi zniszczy jego
          prace... Kiedy trafilam do gimnazjum, razem z dwoma kolezankami
          dzieki swietnegu nauczycielowi w podstawowce mialysmy przerobiony
          praktycznie cay program z gimnazjum. Nauczycielka miala opracowac
          dla nas specjalny program, niestety rozeszlo sie po kosciach i
          skonczylo sie tak, ze notorycznie dostawalam uwagi z matematyki za
          to, ze nie uwazalam na lekcji. Ale czemu mialam uwazac, skoro ja to
          juz dawno umialam??
        • daslicht Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 16:36
          Za dużo jak za dużo. "Naukowo" nigdy problemów nie miałam, w ogóle się nie uczyłam. Miałam wysoką średnią praktycznie za szybkie czytanie i dobrą pamięć, uczyłam się jedynie do olimpiad, ale niedużo, bo nie mam na to cierpliwości. Za to nudziło mi sie pioruńsko, głównie czytałam, rysowałam, przysypiałam i gapiłam się w okno. Z nudów chodziłam na większość kółek. Z dzieciakami w ogóle się nie dogadywałam, nauczyciele się czepiali jaka jestem okropna, a ja nie wiedziałam dlaczego, bo przecież (prawie) się nie biję, nie wagaruję, tylko spokojnie książki czytam. I w sumie do dzisiaj nie wiem o co chodziło. Wpisali mi adhd (wtedy "nadpobudliwość") i zasugerowali nauczanie indywidualne. Ale nie miałam go, bo "mam sie uspołecznić". Wielka szkoda, bo nie uspołeczniłam się do dzisiaj, ale pewnego rodzaju traumę mam. Do szkoły bym nie wróciła, nawet za kasę Paris Hilton i Billa Gatesa razem wziętą.

          Nie ilość klas jest problemem, ale właśnie program, nauczyciele i wytłumaczenie dzieciakowi "o co im wszystkim tak właściwie chodzi". A przynajmniej tak było w latach 90. Teraz to nie wiem, ale prawdopodobnie nic lepiej.
          • wera9954 Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 17:00
            Nic lepiej :( W podstawówce byłam ogólnie nielubiana, jak wszyscy zaczynali mi
            dokuczać, kiedy tylko weszłam do szkoły, to w pewnym momencie nie wytrzymywałam
            i robiłam awanturę, a oni (tzn. nauczyciele, pedagog, dyrektorka) całą winę
            zwalili na mnie. Że ja jestem jakimś agresywnym potworem, a inne dzieci się
            tylko przede mną bronią, taa. I jeszcze sobie uroili, że pochodzę z
            patologicznej rodziny :/ A, i nie chodzi mi tylko o wczesną podstawówkę,
            właściwie to najgorzej było w 6 klasie :/ Traumę będę miała chyba przez całe
            życie ;(
            • wera9954 Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 17:13
              A co do poziomu w 1 klasie - tragedia, pani jakaś niedouczona. Nawet nie umiała
              poprawnie mówić po polsku (zdejmij ten SWETR z ławki!). I w ogóle było jedno
              wielkie powtórzenie z zerówki, na początku myślałam, że szkoła polega na tym, że
              się powtarza w kółko to samo, każdego roku, aż się tę szkołę skończy ;)
              • daslicht Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 18:21
                U mnie w szkole była nauczycielka 1-3, dla której nawet ten poziom matematyki był za trudny :) Słyszałam też o pani, która uczyła dzielić przez 0 i wychodziło z tego 1. A matematyczka mówiła "cuker po czy czydzieści" :))))))
                • wera9954 Re: A coś o chłopcach? 08.02.10, 19:14
                  Jak matematyka w klasach 1-3 może być za trudna??? No ja sobie jakoś tego nie
                  wyobrażam.
                  A w 6 klasie miałam nauczycielkę matematyki, która stawiała "idynki" ;)
              • moniach_1 Re: A coś o chłopcach? 09.02.10, 15:34
                Nawet nie umiała
                > poprawnie mówić po polsku (zdejmij ten SWETR z ławki!).

                Bo ich tego nie uczą. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale żeby być nauczycielem
                nauczania początkowego, to się uczy przede wszystkim podejścia do dzieci, a nie
                konkretnej wiedzy. Koleżanka z uprawnieniami do nauczania początkowego mówi
                beztrosko "wziąść" a mnie szlag trafia, jak sobie wyobrażę, że miałaby być
                nauczycielką mojego dziecka.

                Ja się w podstawówce tylko wściekałam, że trzeba pisać kaligraficznie, czego
                nigdy się nie nauczyłam, zawsze dostawałam smutne słoneczka i nie miałam przez
                to nigdy 6 na koniec z polskiego :)
                • wera9954 Re: A coś o chłopcach? 09.02.10, 16:17
                  Moja pani od angielskiego z podstawówki mówiła "wziąść". A to już nie była
                  nauczycielka nauczania początkowego. Co do kaligraficznego pisania - u mnie w
                  pierwszej klasie trzeba było pisać literki dokładnie takie, jakie były
                  pokazywane w podręczniku. Pani ochrzaniała np. za pisanie "z" z pętelkami. A co
                  to za różnica, czy z pętelkami czy bez? Przecież to jest normalne pisanie, pisma
                  technicznego uczą trochę później.
                  • jul-kaa Re: A coś o chłopcach? 09.02.10, 16:20
                    Przeczytajcie z polskim akcentem i podkreślając "r".
                    Dijer czildren nał łi ar gołing tu du eksyzajz namber tu.
                    Anglistka z podstawówki :)
                  • daslicht Re: A coś o chłopcach? 09.02.10, 16:41
                    Nie bój się - ja piszę pismem podobnym do technicznego, jest bardzo czytelne, ale nauczyciele też się czepiali :/
                    • wera9954 Re: A coś o chłopcach? 09.02.10, 16:50
                      Nie no, te literki nie przypominały pisma technicznego, ale tak mi się
                      skojarzyło, bo musiały być dokładnie takie jak w książce, żadnych odstępstw od
                      szablonu. Ludzie, ja rozumiem, że dziecku z pierwszej klasy nie pozwoli się
                      pisać dowolnie, bo powychodzą z tego jakieś dziwolągi nie do odczytania, ale
                      żeby nadprogramowej pętelki nie można było zrobić? No ludzie :/ A może ta pani
                      tak się czepiała pisma, aby ukryć własne niedouczenie?
    • lavaenn Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 13:09
      ja też poszłam rok wcześniej (z ominięciem zerówki), moja siostra tak samo - no
      ale ja chciałam, bo w przedszkolu mi się nudziło,poza tym umiałam czytać i pisać
      więc dzieciaki patrzyły na mnie jak na dziwoląga ;) nie żałuję, jestem po prostu
      rok do przodu - ale jeśli dziecko nie chce to chyba bym nie ryzykowała.
    • kotwtrampkach nie w tym rzecz! 08.02.10, 13:34
      dziewczyny, teraz jest inaczej. Mój wybór to posłać dziecko ze starszymi czy z
      młodszymi.
      Jest "opracowana" nowa podstawa programowa dla dzieci sześcioletnich w pierwszej
      klasie. siedmiolatek w pierwszej klasie ma święte prawo się strasznie nudzić.

      ja nie wiem, czy moje dziecko sobie poradzi z takimi znudzonymi siedmiolatkami.
      NO bo te starsze dzieci będą właściwie powtarzać program.. A gdyby ona miała się
      nudzić - to ja współczuję nauczycielowi.

      Zastanawiam się, któa sytuacja ją mniej zniechęci..
      • bebe.lapin Re: nie w tym rzecz! 08.02.10, 13:39
        Jesli dziecko chce isc juz teraz do szkoly i uwazasz, ze da sobie rade, to
        znajdz fajna placowke z rozsadnym gronem pedagogicznym i wszystko powinno byc ok. :)
      • milstar Re: nie w tym rzecz! 08.02.10, 14:10
        kotwtrampkach napisała:

        > Jest "opracowana" nowa podstawa programowa dla dzieci sześcioletnich w pierwszej
        > klasie. siedmiolatek w pierwszej klasie ma święte prawo się strasznie nudzić.
        >
        Nowa podstawa programowa JUŻ obowiązuje w zerówce i 1 kl. Nie różnicuje ona dzieci wiekowo - jeśli dziecko jest w 1 klasie, to uczy sięwg tej podstawy niezależnie od tego, czy ma 6, czy 7 lat. Dzieci, które pójdą po tegorocznej zerówce do 1 klasy nie będą znały liter (no, chyba, że się w domu nauczą), więc nie wiem, czemu miałyby się nudzić bardziej niż tegoroczne pierwszaki
      • anka-ania Re: nie w tym rzecz! 08.02.10, 15:46
        kotwtrampkach napisała:

        > dziewczyny, teraz jest inaczej. Mój wybór to posłać dziecko ze starszymi czy z
        > młodszymi.
        > Jest "opracowana" nowa podstawa programowa dla dzieci sześcioletnich w pierwsze
        > j
        > klasie. siedmiolatek w pierwszej klasie ma święte prawo się strasznie nudzić.
        >
        > ja nie wiem, czy moje dziecko sobie poradzi z takimi znudzonymi siedmiolatkami.
        > NO bo te starsze dzieci będą właściwie powtarzać program.. A gdyby ona miała si
        > ę
        > nudzić - to ja współczuję nauczycielowi.

        Ale ona nie będzie jedynym siedmiolatkiem w I klasie przecież! Będzie tam pewnie zdecydowana większość jej grupy przedszkolnej, bo jak sama wyżej napisałaś, rodzice innych dzieci jakoś się nie spieszą z posyłaniem ich wcześniej do I klasy.
        U nas w przedszkolu, na zebraniu podsumowującym I semestr, rodzice pytali się, jak wychowawczynie widzą kwestie wysłania poszczególnych 6-latków do I klasy w tym roku. Odpowiedź była taka, jak napisała milstar: jeśli już, to tylko dzieci urodzone w I połowie roku. ALE generalnie panie żadnego dziecka z grupy nie puściłyby wcześniej do I klasy, bo wg nich nie są jeszcze na to gotowe emocjonalnie. Ja bym im zaufała, bo to one w założeniu mają stawiać pierwszą diagnozę gotowości szkolnej. Rodzicom, którzy jednak upieraliby się przed wcześniejszym posłaniem dzieci, sugerowały konsultację w poradni psych.-ped.

        Szczerze współczuję ci tej decyzji. Znajome mamy 6-latków raczej nie posyłają jeszcze dzieci w tym roku do szkoły. Powody tego są różne: poczynając od tego, że przedszkole zapewnia opiekę na te 8-9 godzin, a kończąc właśnie na ocenie dojrzałości. Mnie ominą takie dylematy, bo moje dziecko już obowiązkowo pójdzie do I klasy w wieku 6 lat.
        • kotwtrampkach Re: nie w tym rzecz! 08.02.10, 23:32
          anka-ania napisała:
          > Ale ona nie będzie jedynym siedmiolatkiem w I klasie przecież!
          nie, ale tempo pracy ma być dostosowane do 6-latków (teoretycznie, bo
          czytam/słyszę rózne głosy jak to jest tego roku). Zresztą w szkole zazwyczaj
          pracuje się równając "w dół" - przy trzydziestoosobowej grupie incaczej ciężko,
          a mało jest nauczycieli pasjonatów..

          > U nas w przedszkolu, na zebraniu podsumowującym I semestr, rodzice pytali się,
          > jak wychowawczynie widzą kwestie wysłania poszczególnych 6-latków do I klasy w
          tym roku. (...) generalnie panie żadnego dziecka z
          > grupy nie puściłyby wcześniej do I klasy, bo wg nich nie są
          > jeszcze na to gotowe emocjonalnie.

          Nie są gotowe emocjonalnie wg starych podstaw programowych, ale pewno większość
          będzie przeciętnie rozwiniętymi sześciolatkami - czyli nowe podstawy zakładają,
          że dojrzałość szkolną będą mieć..

          Siedziałam dziś u dyrektorki przedszkola ponad godzinę - wszytko się miesza,
          jest generalnie niedobrze, szkoda dzieciaków, ale też prawie nierealne, żeby
          zatrzymac tę reformę..
    • wera9954 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 14:58
      Ja podstawówkę skończyłam niedawno, więc wiem, jak teraz wygląda.
      Do pierwszej klasy poszłam normalnie, w wieku 7 lat i choć zanim poszłam do
      szkoły, cieszyłam się na pójście do niej, później okazała się ona koszmarem :(
      Gdybym była matką sześciolatka, za nic nie wysłałabym go do szkoły, niech się
      jeszcze przez ten rok cieszy dzieciństwem.
      • scarlet_agta Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 19:43
        Z ciekawości zapytam, dlaczego podstawówka okazała się dla Ciebie koszmarem?
        • wera9954 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 21:12
          W skrócie - ciągłe dokuczanie, wyśmiewanie się itp. ze strony innych dzieci (ja
          reagowałam dość ostro, bo w końcu mi nerwy puszczały), olewka lub próby pozbycia
          się problemu (zamiast rozwiązania go) ze strony nauczycieli, pani pedagog i
          dyrektor. Uff, jak dobrze, że mam to już za sobą :)
          • scarlet_agta Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 21:37
            Współczuję bardzo. Ale to, że Ciebie to spotkało nie znaczy, że spotka to
            sześcio-, siedmiolatka kotawtrampkach, przynajmniej mam taką nadzieję. Posłanie
            dziecka do szkoły później takiego problemu może wcale nie rozwiązać, bo dzieci
            potrafią dokuczać też rówieśnikom, a nawet starszym dzieciom.
            • wera9954 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 21:53
              Wiem, ja poszłam w wieku 7 lat. Chodzi mi po prostu o to, że jeśli dziecko
              pójdzie później do szkoły, to dłużej będzie bezpieczne (no i później zacznie to
              całe nudziarstwo).
              • agafka88 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 22:04
                wera9954 napisała:

                > Wiem, ja poszłam w wieku 7 lat. Chodzi mi po prostu o to, że jeśli
                dziecko
                > pójdzie później do szkoły, to dłużej będzie bezpieczne (no i
                później zacznie to
                > całe nudziarstwo).


                Wero, w zerowce tez moze miec problemy z dziecmi. A dla mnie na
                przyklad postawowka zdecydowanie nie byla nudna i bardzo lubilam
                chodzic do szkoly, zreszta w gimnazjum tak samo, wolalam isc chora
                do szkoly niz zostac w domu - po prostu mialam fajnych przyjaciol.

                Wagarowac zaczelam w liceum, ale to tez w celach towarzyskich ;)
                • wera9954 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 22:15
                  Cieszę się, że w Twoim przypadku było inaczej :) Zerówkę w przedszkolu akurat
                  wspominam dobrze, ale nie każdemu musi się trafić taka fajna grupa. A co do
                  szkoły, to w gimnazjum jest już OK :) Może i nie jestem najbardziej lubiana, ale
                  to dlatego, że jestem nieśmiała. A i nauczyciele są fajniejsi.
                  • mirka.zdzirka Re: sześciolatek w szkole? 09.02.10, 10:16
                    U mnie akurat było zupełnie odwrotnie :) No ale ja jestem od Ciebie
                    ponad 10 lat starsza. Do szkoły poszłam w 1990 r., ale jako urodzona
                    w grudniu mimo że nie poszłam do szkoły rok wcześniej, i tak byłam
                    najmłodsza w klasie.

                    Do przedszkola nie chodziłam - mama wróciła do pracy dopiero jak
                    miałam 5 lat, a ponieważ miałam 2 lata starszą siostrę, miał kto się
                    mną zajmować. Niestety, nie ominęła mnie wątpliwa przyjemność
                    chodzenia do zerówki - dla mnie to był koszmar, bo inne dziewczynki
                    mi dogryzały. Do dziś pamiętam, jak wszystkie mi zabierały lalki. W
                    końcu sfrustrowana zaczęłam się bawić z chłopcami, bo oni byli mniej
                    brutalni. Miałam tylko jedną koleżankę, z którą się przyjaźniłam od
                    dziecka - byłyśmy sąsiadkami, nasze siostry też były najlepszymi
                    przyjaciółkami.

                    Dla mnie pójście do szkoły było rajem w porównaniu z zerówką.
                    Wszystkie dziewczynki, które mi dogryzały w zerówce, poszły do
                    innych klas, a ponieważ dodatkowo jako jedna z nielicznych w klasie
                    umiałam płynnie czytać i pisać i dobrze sobie radziłam z matematyką,
                    inne dzieciaki przestały mi dogryzać. Dlatego żałuję, że mama nie
                    posłała mnie od razu do szkoły. Dla mnie zerówka była stratą czasu
                    (nic nowego się nie nauczyłam) i walką o swoje terytorium.

                    W pierwszej klasie podstawówki zaczęłam chodzić na angielski, w
                    większości z uczniami drugiej klasy. A z nauką radziłam sobie lepiej
                    niż niejeden drugoklasista, nawet dostałam stypendium Primus Inter
                    Pares, dzięki czemu miałam następny rok nauki za darmo. Żałuję
                    okropnie, że mama nie pomyślała, by posłać mnie wcześniej do szkoły,
                    bo do dziś nie mogę przeboleć tej zerówki. Gdybym teraz miała
                    zdecydować, czy posłać moje dziecko, zrobiłabym to bez wahania.
            • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 23:38
              scarlet_agta napisała:
              > Współczuję bardzo. Ale to, że Ciebie to spotkało nie znaczy, że spotka to (...)

              ech, szkoła to takie urządzenie które równa wszystkich i nie ma pomysłu na
              traktowanie indywidualne. I wiem oczywiście, że gdzieniegdzie jest normalnie,
              ale moją przygodę szkolną też wspominam jak z filmu floydów ;-) musiałam sie
              kamuflować dłuuugo z moją innością
    • kasiadj07 Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 20:28
      Mój synek również jest w tej chwili w grupie pięciolatków. Rozwija się intelektualnie na tyle sprawnie, że zapisujemy go od razu do 1 klasy. Z tym, że u nas w przedszkolach nie ma zerówki. Zerówka jest w szkole, więc dla mnie nie ma dylematu, jeśli mam dziecko i tak prowadzać do szkoły, to wolę, żeby szło od razu do 1 klasy.
      Interesowałam się tematem i czytałam wypowiedzi, że niektóre szkoły organizują klasy dla sześciolatków podobnie jak zerówki, jest większa swoboda, niż w klasach siedmiolatków, żeby młodsze dzieci płynnie wdrożyły się w obowiązek szkolny. Często zajęcia są prowadzone w salach dotychczasowych zerówek.
      Może po prostu warto przejść się do szkoły i samemu się przekonać, jak to wygląda.
      • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 08.02.10, 23:40
        kasiadj07 napisała:
        > Interesowałam się tematem i czytałam wypowiedzi, że niektóre szkoły organizują
        > klasy dla sześciolatków

        w mojej szkole w ubiegłym roku nie było - a teraz zależy od ilości dzieciaków..
        Ale ciężko mi myśłeć, ze uda się uzbierać sześciolatkó na całą klasę - Panie z
        okolicznych przedszkoli mało lobbują za reformą ;-)
        • kasiadj07 Re: sześciolatek w szkole? 09.02.10, 13:10
          Faktycznie, jeśli zerówka jest w przedszkolu, to panie przedszkolanki
          mają interes w zatrzymaniu dzieci. I w takim wypadku rozmowa z nimi na
          temat rozwoju dziecka może być niemiarodajna.
    • dorotaifilip Kocie - dziękuję za wątek 09.02.10, 12:27
      Kociewtrampach, dzięki za wątek!
      Tak bezrefleksyjnie przyjęła opinię męża,że ten wątek pobudził mnie
      do myślenia. Podoba mi się pomysł pogadania z nauczycielem dzieciaka
      z przedszkola czy z dyrektorką i chyba zrobietak jak Ty umawiajac
      się na wizytę. Ciekawe co powiedzą?
      dorota
      • justyna-8 Re: Kocie - dziękuję za wątek 10.02.10, 21:26
        Też jestem mamą pięciolatka. I też miałam dylemat czy posłać rok
        wcześniej do szkoły. Ale rozmawiałam ze znajomą psycholog dziecięcą
        i odradziła mi to. Rozmawiałam również z moją teściową, która jest
        nauczycielką w podstawówce. I ona powiedziała mi ważną rzecz: "w
        szkole już musi, w zerówce jeszcze może". Dodatkowo psycholog
        rozwiała moje obawy odnośnie cofnięcia się (teraz uczą się literek i
        dodawania w zakresie 5), stwierdziła, że nawet jak przez rok
        zapomni, to później będzie mu łatwiej.
        U nas w przedszkolu nie ma zerówki i mały idzie do zerówki szkolnej
        (spotkało się to z aplauzem przedszkolanek), przyzwyczai się do
        rytmu szkolnego bez obowiązków. Później te obowiązki dojdą.
        I najważniejsza rzecz - synek jest z połowy listopada i obawiałam
        się właśnie nieprzystosowania emocjonalnego. Jakby był z początku
        roku nie miałabym takich dylematów, poszedłby do I klasy, a tak
        idzie do zerówki.
    • szarsz Re: sześciolatek w szkole? 23.02.10, 19:36
      www.dziennik.pl/wydarzenia/article555711/Szesciolatki_w_szkolach_bila
      ns_polrocza.html

      www.sfora.pl/Tak-zrobisz-z-dziecka-posmiewisko-i-wpedzisz-je-w-
      nerwice-a17414
      • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 23.02.10, 22:55
        "[sześciolatki]Nie odróżniają kształtów figur, nie potrafią same się ubrać i
        spakować rzeczy do tornistra"
        hihihi, znane mi 4-5-latki odróżniają figury, same się ubierają, potrafią
        układać swoje rzeczy. a dużo znam równolatków mojego dziecka ;-)
        NIe wiem, o co chodzi w artykule, ale nawet jak ta pani ma w czymś rację, to ja
        już w jej słowa nie uwierzę. Była akcja rodziców "ratujcie maluchy" - ale tam
        chodziło o te starsze dzieci, które będą się musiały uczyć z młodszymi i nudzić
        na lekcjach..

        i jeszcze to: "Błąd może kosztować malucha stracony rok - nie da się bowiem
        cofnąć go do zerówki, gdy już rozpocznie naukę w pierwszej klasie. Tego przepisy
        nie przewidują. A to oznacza, że jeśli nie radzi sobie z nauką, będzie powtarzał
        pierwszą klasę."
        umówiłam się z dyrektorką "mojego" przedszkola, ze zapłacę za wrzesień i w razie
        problemów moja młoda wróci do zerówki przedszkolnej bez problemu. Więc nie
        rozumiem jakie przepisy - bardziej brak miejsc.

        odbieram te artykuły jakoś tak: "nie posyłajcie głupiutkich, zaniedbanych dzieci
        do szkoły".. Kurcze, program jest napisany dla sześciolatków. Dojrzałość szkolna
        jest badana dla dziecka sześcioletniego (tak, kiedyś była dla siemiolatków,
        siedmiolatek jest STARSZY od sześciolatka i bardziej dojrzały - to normalne!) heh,
        • jul-kaa Re: sześciolatek w szkole? 23.02.10, 23:12
          kotwtrampkach napisała:

          > "[sześciolatki]Nie odróżniają kształtów figur, nie potrafią same się ubrać i
          > spakować rzeczy do tornistra"

          Dziwne te sześciolatki :) Znam trzylatki, które potrafią to zrobić. Ale w
          sumie... Miałam praktyki w szkole na warszawskiej Pradze i pracowałam też kiedyś
          w świetlicy na Sielcach - tam dzieci faktycznie nie potrafiły się ubrać, nie
          rozróżniały kolorów, nie umiały otworzyć książki we właściwym miejscu - jednym
          słowem były strasznie zaniedbane.
          • anna-pia Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 10:15
            jul-kaa napisała:

            dzieci faktycznie nie potrafiły się ubrać, nie
            > rozróżniały kolorów, nie umiały otworzyć książki we właściwym miejscu - jednym
            > słowem były strasznie zaniedbane.

            Zaniedbane - otóż to.
            Mój 2,5 latek rozróżnia kolory, zna podstawowe kształty, wie, które skarpetki są
            jego. Dzieci w przedszkolach doskonale wiedzą, które ubranka są ich, nawet jeśli
            panie musiały je przebierać dwa razy.

            Tekst o tym, że rodzic nie ma czasu dla dziecka, żeby mu pomagać w lekcjach,
            jest przerażający. To kto ma mieć czas?

            Te niesamodzielne sześciolatki to pewnie jedynacy chowani przez babcie ;p Albo
            margines...
            • szarsz Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 10:28
              Ha, nie miałam wczoraj weny, żeby skomentować te artykuły, ale
              przemyślenia mam podobne do Waszych :)

              Jeśli dziecko jest chowane przed telewizorem, to czy pójdzie do szkoły
              w wieku lat sześciu czy siedniu - będzie tak samo niesamodzielne i nie
              poradzi sobie.

              Zaniepokoiło mnie tylko to, że w razie niepowodzenia nie można dziecka
              cofnąć do zerówki - bo trzymanie w pierwszej klasie na siłę musi być
              dla niego koszmarnym stresem. Nie jestem pewna, czy w każdym
              przedszkolu (w państwowym pewnie by się nie dało) można zarezerwować
              sobie miejsce, tak jak u Kota.
              • kotwtrampkach Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 18:28
                faktycznie, moje jest "niepubliczne". Ale też myślę, ze zależy jak i z kim się
                rozmawia. Ja poszłam do dyrektorki, gadałyśmy chyba z godzinę, powiedziałam jej
                czego się boję w związku ze szkołą, pochwaliłam jej przedszkole i panią z grupy
                i poprosiłam o radę. Dostałam kserówki o dojrzałości szkolnej, dodatkowo artykuł
                do pocyytania, książkę do oglądnięcia. A o tę rezerwację wrześniową poszłam
                zapytać po 3 dniach chyba.

                z tym że i tak bym zrobiła w taki sposób. Po pprostu płacę za wrzesień, a
                dziecko nie chodzi - przecież może być chore czy na dłuzszych wakacjach.. I nie
                ma mowy że poślę dziecko do szkoły, jak nie będzie chciało. Ja musze być
                spokojna w pracy, a nie myśleć o dziecięcym stresie..
            • jul-kaa Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 11:06
              anna-pia napisała:
              > Dzieci w przedszkolach doskonale wiedzą, które ubranka są ich, nawet jeśl
              > i
              > panie musiały je przebierać dwa razy.

              Zniknął mój post?
              Pisałam o dzieciach, w wieku lat 7-10, którymi opiekowałam się wakacyjnie (na
              koloniach zuchowych). Znaczna część dzieci po przyjeździe na miejsce nie
              potrafiła odróżnić swojego plecaka, nie pomagało też wywleczenie rzeczy - nie
              poznawały swoich spodni, koszulek, majtek, kosmetyczek.
              Nie ogarniam, jak można spakować dziecko i nie powiedzieć mu, co się pakuje, nie
              podpisać tego, nie uczyć dziecka, co nosi itp.
              A, to były w sumie dzieci z "dobrych rodzin" (nie Sielce i nie Praga :)).
              • turzyca Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 11:54
                Znaczna część dzieci po przyjeździe na miejsce nie
                > potrafiła odróżnić swojego plecaka, nie pomagało też wywleczenie rzeczy - nie
                > poznawały swoich spodni, koszulek, majtek, kosmetyczek.

                Jezdzilam kiedys na obozy sportowe - trzytygodniowe - dla dzieci w wieku 7-13
                lat. I byl zelazny obowiazek podpisywania wszystkich ubran inicjalami dziecka. A
                i tak na koniec obozu trafialo sie kilka bezpanskich rzeczy. Ale na obozach dla
                mlodziezy 14-19 tez. ;]

                > Nie ogarniam, jak można spakować dziecko i nie powiedzieć mu, co się pakuje, ni
                > e
                > podpisać tego, nie uczyć dziecka, co nosi itp.
                > A, to były w sumie dzieci z "dobrych rodzin" (nie Sielce i nie Praga :)).

                Ja raczej nie ogarniam, ze dziecko nie jest w proces pakowania zaangazowane. OK
                to rodzic ma podjac decyzje - dwa tygodnie, tyle cieplych bluz, tyle
                podkoszulkow, gatek, skarpetek, recznikow itd, bo takie rzeczy to kwestia
                doswiadczenia. Ale to przeciez dziecko bedzie w tym chodzic, wiec to ono powinno
                decydowac, co ze soba bierze - czy bluza zielona czy niebieska. A jak w szafie
                jest 60 koszulek (a czytajac fora mamowe wylania sie to jako mozliwy obraz), a
                na oboz rodzic daje 10 rzadko uzywanych, to ja sie nie dziwie, ze dziecko nie
                wie, ze to jego rzeczy.
              • szarsz Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 11:54
                jul-kaa napisała:

                > Znaczna część dzieci po przyjeździe na miejsce nie potrafiła odróżnić
                > swojego plecaka, nie pomagało też wywleczenie rzeczy - nie poznawały
                > swoich spodni, koszulek, majtek, kosmetyczek.

                Nie wiem, na ile tu działa takie rozkojarzenie, normalne u wielu
                dzieci. Dzieci nie skupiają się na pierdołach ;) Mój ma 4.5 roku i niby
                doskonale potrafi się ubrać sam, ale jak nie stoję nad nim i nie
                pilnuję, to potrafi mu to zająć i 40 minut. Potrafi założyć spodnie tył
                na przód na piżamkę. Albo skarpetki nie do pary. Albo buty na kapcie.
                Albo w ogóle zapomni, że się ubierał i lata na wpół goły przez pół
                godziny. Albo idzie w kierunku szafy i nagle skręca, bo kątem oka
                zobaczył jakąś zabawkę. Albo szuka majtek po całym domu.
                I... starsze dzieci znajomych są takie same.
                • jul-kaa Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 12:02
                  Nie o rozkojarzenie tu chodziło :) Wiem, jak ono może wyglądać. Te dzieci - jak
                  pisze turzyca - po prostu nie zostały zaangażowane w pakowanie. Moim zdaniem to
                  brak komunikacji z rodzicami i ich brak wyobraźni. Ja też nie dziwię się
                  dzieciom - dziwię się rodzicom :)
              • agafka88 Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 11:55
                jul-kaa napisała:

                >
                > Zniknął mój post?

                Skasowany nie został, może był jakiś błąd forum.
              • anna-pia Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 12:09
                jul-kaa napisała:

                > Zniknął mój post?
                > Pisałam o dzieciach, w wieku lat 7-10, którymi opiekowałam się wakacyjnie (na
                > koloniach zuchowych). Znaczna część dzieci po przyjeździe na miejsce nie
                > potrafiła odróżnić swojego plecaka, nie pomagało też wywleczenie rzeczy - nie
                > poznawały swoich spodni, koszulek, majtek, kosmetyczek.
                > Nie ogarniam, jak można spakować dziecko i nie powiedzieć mu, co się pakuje, ni
                > e
                > podpisać tego, nie uczyć dziecka, co nosi itp.

                A to głupota rodziców, niestety. Oraz przyzwyczajenie dzieci do tego, że one
                same nic przy sobie w domu nie robią, czyli np. nie chowają upranych rzeczy do
                szafy.

                > A, to były w sumie dzieci z "dobrych rodzin" (nie Sielce i nie Praga :)).

                Dobrze, że dodałaś emotkę, bo się zezłościłam. Mieszkam na Pradze, marginesu tu
                widzę mniej niż na Mokotowie, i nie sądzę, że Sielce to siedlisko li i jedynie
                marginesu :)

                I przypuszczam, że właśnie "dobre rodziny" prędzej wypuszczą dziecko, które nie
                wie, czy te spodnie są jego, czy nie, bo dziecko ma ich 20 par - biedniejsze
                dziecko będzie pilnowało, bo zna swoje ubrania, bo ma ich mniej, a bardziej mu
                na nich zależy.
              • anna-pia Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 12:11
                jul-kaa napisała:

                > Zniknął mój post?

                Mnie właśnie wylogowało 2 minuty po zalogowaniu, i post znikł.

                > Pisałam o dzieciach, w wieku lat 7-10, którymi opiekowałam się wakacyjnie (na
                > koloniach zuchowych). Znaczna część dzieci po przyjeździe na miejsce nie
                > potrafiła odróżnić swojego plecaka, nie pomagało też wywleczenie rzeczy - nie
                > poznawały swoich spodni, koszulek, majtek, kosmetyczek.
                > Nie ogarniam, jak można spakować dziecko i nie powiedzieć mu, co się pakuje, ni
                > e
                > podpisać tego, nie uczyć dziecka, co nosi itp.

                A to głupota rodziców, niestety. Oraz przyzwyczajenie dzieci do tego, że one
                same nic przy sobie w domu nie robią, czyli np. nie chowają upranych rzeczy do
                szafy.

                > A, to były w sumie dzieci z "dobrych rodzin" (nie Sielce i nie Praga :)).

                Dobrze, że dodałaś emotkę, bo się zezłościłam. Mieszkam na Pradze, marginesu tu
                widzę mniej niż na Mokotowie, i nie sądzę, że Sielce to siedlisko li i jedynie
                marginesu :)

                I przypuszczam, że właśnie "dobre rodziny" prędzej wypuszczą dziecko, które nie
                wie, czy te spodnie są jego, czy nie, bo dziecko ma ich 20 par - biedniejsze
                dziecko będzie pilnowało, bo zna swoje ubrania, bo ma ich mniej, a bardziej mu
                na nich zależy.
                • jul-kaa Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 12:29
                  anna-pia napisała:
                  > A to głupota rodziców, niestety. Oraz przyzwyczajenie dzieci do tego, że one
                  > same nic przy sobie w domu nie robią, czyli np. nie chowają upranych rzeczy do
                  > szafy.
                  (...)
                  > I przypuszczam, że właśnie "dobre rodziny" prędzej wypuszczą dziecko, które nie
                  > wie, czy te spodnie są jego, czy nie, bo dziecko ma ich 20 par - biedniejsze
                  > dziecko będzie pilnowało, bo zna swoje ubrania, bo ma ich mniej, a bardziej mu
                  > na nich zależy.

                  Połączyłam te dwa fragmenty, bo dobrze podsumowują to, o co mi chodzi - dzieci
                  nie uczestniczą w życiu rodziny, nie mają obowiązków, ani nawet "zadań". Mają
                  może i z dziesięć rodzajów zajęć pozalekcyjnych, ale rodzice się nimi nie
                  zajmują, niczego ich nie uczą, nie wychowują.

                  > Dobrze, że dodałaś emotkę, bo się zezłościłam. Mieszkam na Pradze, marginesu tu
                  > widzę mniej niż na Mokotowie, i nie sądzę, że Sielce to siedlisko li i jedynie
                  > marginesu :)

                  Odnosiłam się do swojego poprzedniego postu (o szkole praskiej i świetlicy
                  sieleckiej). Tam wiele dzieci było po prostu dramatycznie zaniedbanych. Sama
                  mieszkam na Sielcach, jest taki "kwadrat" naprawdę nieciekawy, reszta jest
                  lepsza. Pragę znam mało, ale daleka jestem od uogólnień. Ta szkoła (na
                  Białostockiej chyba), w której miałam praktyki, pełna była dzieci naprawdę
                  zaniedbanych emocjonalnie, rozwojowo, edukacyjnie.
                  • anna-pia Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 21:21
                    jul-kaa napisała:

                    > Ta szkoła (na
                    > Białostockiej chyba), w której miałam praktyki, pełna była dzieci naprawdę
                    > zaniedbanych emocjonalnie, rozwojowo, edukacyjnie.

                    Coś ci powiem - jedno z najbardziej zaniedbanych emocjonalnie dzieci, z jakimi
                    się zetknęłam, było dziecko baaaaardzo bogatych ludzi. Tu nie ma reguły.
                    Białostocka to niestety bardzo kiepski adres, wcale się nie dziwię temu, co
                    napisałaś.
    • indigo-rose Re: sześciolatek w szkole? 23.02.10, 22:40
      Chodziłam do zerówki normalnie, w szkole ominęłam pierwszą klasę po
      konsultacjach z psychologami i pedagogiem szkolnym.
      W podstawówce bardzo mi się podobało i nie miałam problemów z akceptacją
      starszych dzieci. Myślę, że paradoksalnie to właśnie uratowało moje dzieciństwo
      - gdybym się zanudzała na śmierć, słuchając dukających rówieśników i rysując
      szlaczki, mogłabym znielubić szkołę. A tak miałam cały czas poczucie, że może
      nauczę się czegoś nowego :)
    • ksiezniczka256 Re: sześciolatek w szkole? 24.02.10, 12:35
      jak najbardziej tak. Z doświadczeń matek, których sześciolatki w tym roku
      podjęły naukę w szkole, pojawia się bardzo pozytywny obraz: szkoły dostosowane
      do potrzeb maluchów, tak samo kadra, zresztą wszyscy skoncentrowani na
      najmłodszych uczniach. Być może jest to niereprezentatywna próbka, bo duże
      miasto, ale jednak.

      Zresztą jakoś w całym cywilizowanym świecie (kraje OECD) naukę zaczynają pięcio-
      i sześciolatki (wyjąwszy kraje, gdzie obowiązek szkolny dotyka czterolatki) i
      jakoś sobie radzą. Co więcej, z wyników testów (np. PISA) wynika, że radzą sobie
      przeciętnie lepiej niż polskie dzieci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka