Dodaj do ulubionych

Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;)

13.08.10, 11:44
W końcu dołączę do zmotoryzowanych :D
Prawko zrobiłam 12 lat temu, samochód nigdy nie był mi / nam potrzebny, ale do
pewnych rzeczy człowiek dojrzewa, my też ;)

Na jazdy doszkalające się już umówiłam, bo teraz to nawet nie wiem, jak się
samochód włącza ;)

Czy macie jakieś rady dla świeżo upieczonego po raz drugi kierowcy? :D
Czy w ogóle któraś miała taką przerwę w jeżdżeniu?
Ponoć tego się nie zapomina, ale kto to tam wie... ;)
Obserwuj wątek
    • zooba Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:03
      Jazdy przypominające - świetny pomysł.

      Ja po kupnie samochodu i po przerwie od zrobienia prawka (a nie miałam nigdy
      samochodu do pojeżdżenia) przetrenowałam sobie trasę do pracy w weekend.
      Przyznam się, że obmyśliłam trasę z jak najmniejszą liczbą lewoskrętów (i żebym
      nie była czasem na podporządkowanej, gdzie nie ma sygnalizacji...), pojechałam
      w niedzielę, a potem siup do pracy.
      Szczęśliwie była wtedy straszna zima i ferie i dużo samochodów nie wyjeżdżało na
      ulice, więc dałam radę.

      Polecam ten sposób - przetrenować standardowe trasy, żeby na spokojnie się
      zorientować.
      Trzymam kciuki :-)
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:31
        Ja właśnie nie będę mieć żadnych standardowych tras - pracuję w domu i się
        nigdzie nie ruszam.
        Samochód kupujemy, bo chcemy jednak tyłki ruszyć i w weekendy jeździć za miasto.
        No i pewnie na zakupy będziemy jeździć, więc standardowe trasy będą dom - zakupy :D

        A co do skrętów w lewo, to doskonale rozumiem, też mam schizy w tym kierunku ;)

        Dzięki za kciuki!
        • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 22:45
          >
          > A co do skrętów w lewo, to doskonale rozumiem, też mam schizy w tym
          kierunku ;)
          >

          Pocieszę was, to mija z czasem :) Prawko zrobiłam rok temu i od tamtej
          pory jeżdżę samochodem. Ostatnio złapałam się na tym, że już nie myślę,
          jakby tu pojechać, żeby nie skręcać w lewo ;)
        • zooba Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 18.08.10, 09:13
          Jeszcze jedno mi się przypomniało - ważne jest trzymanie bezpiecznej odległości
          za samochodem jadącym przede mną, nie tylko w czasie jazdy ale też stojąc na
          światłach - odległość musi być wystarczająca do wyminięcia samochodu, gdyby się
          nagle zepsuł. Ostatnio TŻ podjechał za blisko i niepotrzebnie się wkurzaliśmy
          nie mogąc jechać bo się maszyna rozkraczyła.
        • maith Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 19.09.10, 01:03
          yaga7 napisała:
          > A co do skrętów w lewo, to doskonale rozumiem, też mam schizy w tym kierunku ;)

          Ja zwalczyłam ten problem jeszcze przed zrobieniem prawka.
          Po prostu w pewnym momencie zorientowałam się, że mój instruktor na jazdach po mieście każe mi jeżdzić cały czas na prostych trasach, a to jest łatwe.
          Dlatego powiedziałam wprost, że mam problem ze skrętami w lewo i dlatego będziemy jeżdzić po takim odwróconym kwadracie (znalazłam sobie nawet miejsce).
          Na początku szło tragicznie, ale każde następne "kółko" było lepsze.
          Na końcu problem zniknął zupełnie.

          Dlatego właśnie - płacąc za lekcje doszkalające ustal najpierw, z czym masz problem. Na pierwszej możesz w ogóle pojeździć, żeby się oswoić, ale potem zacznij już ćwiczyć realne problemy :)

          I bardzo ważne - nie płać za zestaw lekcji nieznanemu instruktorowi. I od razu to zaznacz, że szukasz naprawdę dobrego instruktora, dlatego nie zdecydujesz się na żadne zestawy łączone w ciemno.
          Najpierw sprawdź instruktora. Dobry to taki, przy którym widzisz, jak się uczysz i po każdej lekcji jest lepiej. Ostatnio coraz więcej jest też instruktorek - kobiet i podobno wielu osobom z nimi uczy się o wiele lepiej. Spróbuj i tego :)
          • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 13:26
            Dzięki za rady, moze komuś się przydadzą, bo mnie już nie :)

            Ja mam jeden problem - brak doświadczenia. A na to rada jest jedna - praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka ;)
            Aha, no i mam drugi problem - STRES. Ale na to też rada jest jedna - tak, jak wyżej.
    • satia2004 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:08
      yaga7 napisała:
      > W końcu dołączę do zmotoryzowanych :D
      > Prawko zrobiłam 12 lat temu, samochód nigdy nie był mi / nam potrzebny, ale do
      > pewnych rzeczy człowiek dojrzewa, my też ;)

      Byłam w dokładnie takiej sytuacji w zeszłym roku. Na prawku rok wydania '99 a ja
      od tamtego czasu nawet okazjonalnie nie jeździłam :/

      Moje rady to:
      1. DUUUUUUŻO jeździć. Inaczej się nie da. Najlepiej znaleźć sobie do tych jazd
      cierpliwego towarzysza - u mnie świetnie sprawdził się TŻ ;) Wszystkich
      maruderów, krytykantów i 'wiedzących najlepiej' zostawiamy na chodniku
      2. Przestać się przejmować. Na początku będziesz jeździła wolno i ostrożnie
      narażając się na trąbienie, wymachiwanie rękami etc. Jesteś jednak takim samym
      użytkownikiem dróg i masz prawo poruszać się po nich zgodnie ze swoimi
      umiejętnościami.
      3. Dużo ćwiczyć parkowanie. Wbrew pozorom - to nie jest trudne ale warto
      przejechać się z cierpliwym towarzyszem z punktu 1 na parking pod najbliższym
      supermarketem i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. U mnie brak tego był właśnie dużym
      problemem - zaczęłam jeździć, poczułam się w miarę pewnie - po czym próbując się
      wbić na wąskie miejsce parkingowe pod centrum handlowym - przerysowałam boczne
      drzwi samochodu :/ W zasadzie nic się nie stało ale traumę miałam przez miesiąc
      (jaka to ja beznadziejna jestem).
      4. Zainstalować czujniki parkowania tyłem. Jak dla mnie (zaraz po klimatyzacji)
      to absolutny mus w samochodzie. Rewelacyjnie poprawia komfort jazdy w mieście.
      Jak Cię ktoś zastawi i trzeba się 'pobujać' w przód i w tył kilkanaście razy to
      się wtedy docenia (najlepiej jak czujnik pokazuje odległość, bo wtedy można
      naprawdę zaoszczędzić sporo kręcenia) :) Koszt naprawdę niewielki w porównaniu
      do korzyści :)

      Jak sobie jeszcze coś przypomnę to napiszę :)
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:33
        Dzięki za wszelkie rady!

        Wymyśliłam sobie, że MUSZĘ sobie kupić zielony listek - wtedy wszyscy będą
        widzieć, że mogę jeździć wolno ;)

        O czujnikach myslałam. Nasz samochód niestety nie będzie ich mieć, ale się
        dopytam, ile kosztowałby montaż. Co do wpadania, to z tyłu będziemy mieć koło
        zapasowe, a z przodu orurowanie, bo to mała terenówka będzie. Więc podejrzewam,
        że na parkingu to raczej ja kogoś uszkodzę, niż ktoś mnie ;(
        • ciociazlarada Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 15:32
          Byłam w podobnej sytuacji, choć przerwę miałam nieco krótszą, teraz jestem
          dobrym kierowcą (przejeżdżam rocznie mniej więcej połowę tego, co przeciętny TIR
          i aktywnie udzielam się w sportach motorowych), więc każdy może:).

          Moje rady są cztery:
          -po pierwsze jestem wielką przeciwniczką czujnika parkowania. Jedyny sposób, aby
          nauczyć się perfekcyjnie parkować tyłem to patrzeć W TYŁ i ćwiczyć do upadłego.
          W ten sposób szybko wyczujesz samochód również z tyłu i zaparkujesz praktycznie
          każdy. Jestem mała, mam zawsze bardzo nisko ustawiony fotel, a mimo to staram
          się odwracać i patrzeć co się dzieje. Czujnik pomaga, ale rozleniwia, jeżdżąc
          samochodem z czujnikiem oduczyłam się w dwa tygodnie parkować równolegle,
          zmądrzałam jak mnie czujnik zaparkował na latarni:), do tej pory mam traumę.

          -jeździć w każdych warunkach. Nie ma nic gorszego, a znam wiele takich
          kobiet-kierowców, niż człowiek zmotoryzowany, który jest uziemiony bo
          pada/woda/ślisko/mgła/noc/niepotrzebne skreślić. W nocy nikt nic nie widzi, na
          lodzie każdy się ślizga, po kałużach nawet najlepszy mistrz zaliczy aquaplaning.
          To jest normalne, trzeba się przemóc i nauczyć panować nad samochodem w każdych
          warunkach. Jak się zepsuje pogoda można ćwiczyć na opuszczonym parkingu albo placu.

          -używać sprzęgła do zmiany biegów. I tyle. Zazwyczaj samochody kobiet mają
          masakrycznie zajechane sprzęgła, znam takich kierowców, którzy trzymają sprzęgło
          na każdym jednym mniejszym zakręcie. Warto wiedzieć, że sprzęgło, jak sama nazwa
          wskazuje, wysprzęgla, czyli oddziela silnik od napędu, od kół. Wciskając
          sprzęgło na zakrętach tracimy panowanie nad autem na własne życzenie. Jeśli ktoś
          się boi, że mu samochód zgaśnie, to można zredukować bieg.

          -nie wiem jakie auto kupujecie, ale są samochody, którymi jeździ się źle,
          dziwnie, trudno wyczuć gdzie mają wystające części, no po prostu
          nieergonomiczne. Warto brać to pod uwagę przy zakupie, to że auto według nas nie
          ma "duszy", nie zależy tylko od umiejętności kierowcy:)
          • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 22:02
            Na pewno od razu czujników mieć nie będę, więc pewnie nauczę się jeździć bez, a
            potem się zobaczy. Zresztą z czujnikami nigdy nie jeździłam, bo dawno temu ich
            nie było ;)

            Co do warunków - niestety generalnie jestem ślepa, więc w gorszych warunkach
            widzę gorzej niż zwykle, więc na pewno na początek nie będę próbować. Ale z
            czasem zamierzam, to jasne.

            Co do sprzęgła, zapamiętam :)

            A co do samochodu - Suzuki Grand Vitara z 2004, już stoi i na nas czeka ;)
            Śliczny i musi być ergonomiczny ;)
          • satia2004 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 10:34
            ciociazlarada napisała:
            > Czujnik pomaga, ale rozleniwia

            Zgadzam się, że rozleniwia :) Ja po prostu jestem zwolenniczką maksymalnego komfortu - z czystym sumieniem polecam też automatyczną skrzynię biegów :D To dopiero komfort!

            > W ten sposób szybko wyczujesz samochód również z tyłu i zaparkujesz praktycznie
            > każdy. Jestem mała, mam zawsze bardzo nisko ustawiony fotel, a mimo to staram
            > się odwracać i patrzeć co się dzieje.

            To chyba zależy od indywidualnych predyspozycji. W samochodzie którym jeżdżę (sedan) patrząc w tył nie widzę 'kupra'. Pół biedy jak parkuję przy czymś widocznym (typu ścianka, murek) ale jak np. staję tyłem na parkingu pod marketem a z drugiej strony mam jakieś niziutkie sportowe autko to bez czujników miałabym nie lada problem (wyczuć i mój niewidoczny tył i jego niewidoczny i nieznanej długości przód) ;) Z czujnikami jestem w stanie podjechać na 20cm. Tak samo jak ktoś mnie zastawi pod blokiem a nie ma nikogo, kto by mnie na zewnątrz poprowadził.
            • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 12:55
              Tak, automat też chciałam, ale ponieważ przez parę miesięcy się nam nie udało
              trafić na samochód, który by nam pasował, zrezygnowałam z tego wymagania no i od
              razu pojawił się śliczny Suzuki ;)

              No nic, mam nadzieję, że jednak te biegi opanuję.
              • satia2004 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:24
                yaga7 napisała:
                > No nic, mam nadzieję, że jednak te biegi opanuję.

                Biegi to nic trudnego - na początku owszem, trzeba pilnować - później nogi i
                ręce same 'chodzą' jak trzeba, nawet tego nie zauważasz :)
                • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 15:43
                  Oby, oby :)
        • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 15.08.10, 02:56
          > Wymyśliłam sobie, że MUSZĘ sobie kupić zielony listek - wtedy wszyscy będą
          > widzieć, że mogę jeździć wolno ;)

          Yaga, nie rób tego. Dziś zielony listek nikogo nie rozczula i nieliczni Ci
          pomogą/ułatwią, natomiast znajdzie się wileu takich, którzy Ci się podstawią...
          • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 15.08.10, 23:43
            > Yaga, nie rób tego. Dziś zielony listek nikogo nie rozczula i nieliczni Ci
            > pomogą/ułatwią, natomiast znajdzie się wileu takich, którzy Ci się podstawią...

            nie jest aż tak źle;) mnie też straszyli takim podejściem innych kierowców, ale
            od pół roku jeżdżę z listkiem - lepiej się z nim czuję:) i nic niemiłego mi się
            nie przytrafiło, chyba nikt nigdy mnie nie strąbił:P ale fakt, faktem że
            samochód mi nie gaśnie na każdym skrzyżowaniu,a po znanych mi trasach poruszam
            się już bardzo pewnie.

            za to kilka razy zostałam wyśmiana za listek - najpierw w lusterku tylnym na
            światłach wskazywanie palcem mojej naklejki:P potem pan uraczył mnie wyśmianiem
            prosto w twarz - aż musiał na pas obok wjechać żeby to zrobić...ehhh:D
            • caroline.1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 10:32
              Ja też odradzam zielony listek. Jeżeli masz się z nim czuć pewniej, to kup
              breloczek w kształcie czterolistnej koniczyny i doczep do kluczyków :) Twoja
              pewność wynikająca z naklejki na szybie nie będzie miała przełożenia na
              rzeczywistość albo i będzie - świrów na drodze nie brak i jak już zostało
              powyżej napisane, ktoś może Cię wykorzystać do podłożenia się.

              To zapewne bez znaczenia, ale wyobrażam sobie minę policjanta, który patrzy w
              Twoje wydane przed 12 laty prawko i zielony listek na szybie :D
              • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 12:56
                Hmm, no to skoro tak mówicie, to może faktycznie przemyślę ten zielony listek.
                Bo ja jednak czasem potrafię się zdenerwować, a jednak nie chciałabym się
                stresować podczas jazdy.

                A mina policjanta mogłaby być boska, fakt :D
              • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:57
                ja się trochę nie zgodzę, bo dla mnie od początku ten listek na szybie to znak
                dla pana/pani z tyłu, że ma nie trąbić/nie wysiadać z samochodu, żeby podejść do
                mnie i powiedzieć że jeżdżę jak baba:D kiedy po raz drugi na skrzyżowaniu
                zgaśnie mi samochód, czy trzy razy się upewniam, że rzeczywiście zdążę wyjechać
                z podporządkowanej i przy okazji widzę pieszych na przejściu albo, że ma nie
                stawać w korku na wzniesieniu tuż za mną, bo samochód może mi się trochę stoczyć
                (i zgasnąć:P) przy okazji ruszania. Teraz co prawda lepiej jeżdżę i już takie
                rzeczy mi się prawie nie zdarzają, póki co listek mam na szybie, ale wkrótce
                trzeba będzie się go pozbyć;)

                Z drugiej strony wiem, że zdarzają się i cwaniaki, ale przez pół roku poruszania
                się po drogach razem z nieco nerwowymi warszawiakami;) nie zdarzyło się nic
                niemiłego i mam nadzieję, że tak zostanie:)
                • kotwtrampkach Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 18.08.10, 19:51
                  monissska napisała:

                  > ten listek na szybie to znak
                  > dla pana/pani z tyłu, że ma nie trąbić/nie wysiadać z samochodu, żeby podejść do
                  > mnie i powiedzieć że jeżdżę jak baba:D kiedy po raz drugi na skrzyżowaniu
                  > zgaśnie mi samochód, czy trzy razy się upewniam, że rzeczywiście
                  > zdążę wyjechaćz podporządkowanej i przy okazji widzę pieszych na przejściu

                  hmm, jak komuś po raz drugi gaśnie samochód, kiedy rusza, albo jedzie bardzo
                  zachowawczo, to łatwo się domyślić, że albo kierowca jest niedoświadczony, albo
                  samochód niezbyt sprawny i trzeba ostrożniej z nim ;) A naklejek na szybie
                  raczej nie bierze się na serio, albo nie zwraca na nie uwagi.. Przynajmniej moi
                  kierowcy tak mają :)
                  • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 19.08.10, 15:19
                    > hmm, jak komuś po raz drugi gaśnie samochód, kiedy rusza, albo jedzie bardzo
                    > zachowawczo, to łatwo się domyślić, że albo kierowca jest niedoświadczony, albo
                    > samochód niezbyt sprawny i trzeba ostrożniej z nim ;)

                    albo 99% mężczyzn, jeśli nie 100;) powie, że to prowadzi kobieta:D
            • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:05
              Nie no, nie chodziło mi o to, że na widok listka tylko się będą podkładać, ale zwiększa to ryzyko, niestety. Z drugiej strony - w Krakowie kierowcy o niebo niż w Łodzi - tu jest naprawdę dżungla ;)
              • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 14:01
                ale zmniejsza ryzyko 'obtrąbienia'/pukania się w czoło przy
                wyprzedzaniu/wysłuchiwania wyzwisk, że jeżdżę jak;) itp
                chyba, że tylko mnie tak baaaaaaaardzo stresuje, kiedy ktoś na mnie trąbi;D
                • caroline.1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 15:36
                  Po przeczytaniu kolejnych postów o listku ;) stwierdzam, że jestem ogromnym
                  przeciwnikiem wszelkiego rodzaju emblematów na samochodach, które niosą ze sobą
                  jakąś informację, od "niedoświadczony kierowca", przez "uwagą! dziecko w
                  samochodzie" (wszystkie życia są mi drogie) aż po naprawdę beznadziejne
                  "samochód teściowej - wal śmiało".

                  Nie zostałam jeszcze przez nikogo zwymyślana, sama nikogo bym nie zwymyślała i
                  prawdę mówiąc, to byłam tylko dwa razy świadkiem, kiedy ktoś został przez kogoś
                  zwymyślany - i nie był to przypadek z gatunku "zgasł mi silnik na skrzyżowaniu",
                  tylko sprowokowanie sytuacji zagrażającej życiu pasażerów kilku samochodów. Nie
                  podejrzewam, żeby zielony listek mógł taką sytuację załagodzić.

                  Przepraszam, jeżeli to zabrzmi zbyt ostro, ale kiedy wyjeżdża się na miasto, to
                  powinno się panować nad samochodem. Jeżeli zarówno kierowca, jak i samochód są
                  sprawni, to dwukrotne gaśnięcie silnika albo staczanie się samochodu przy
                  ruszaniu pod górkę nakazuje nieco wątpić w tę umiejętność. Dlatego tyle tutaj
                  zostało napisane o ćwiczeniu np. na parkingu przed marketem. W ruchu ulicznym
                  nie ma czasu na opanowywanie podstawowych umiejętności, tam się je co najwyżej
                  szlifuje.

                  monisssko, Twoje posty mnie zainspirowały do tych wynurzeń, wybacz, ale włos mi
                  stanął dęba, jak sobie pomyślałam, że naklejka może usprawiedliwiać powodowanie
                  utrudnień w ruchu. Mam jednak wrażenie, że Ty zamiast skupić się na drodze i
                  prowadzeniu samochodu, skupiasz się na innych kierowcach i ich reakcjach na
                  Twoje (ewentualne) błędy i być może stąd to przywiązanie do listka ;)
                  • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 15:46
                    Oj, na pewno trzeba panować, to się zgodzę.

                    To ja może sobie dam siana z tym listkiem.
                  • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 16:07
                    No i właśnie o to mi chodziło.
                  • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 17:54
                    Widzę, że wiesz lepiej na czym się skupiam w trakcie jazdy;) niech będzie i tak,
                    komentować nie będę, bo pewnie wiesz lepiej...

                    Moim zdaniem jednak osobie, która zaczyna jazdę własnym samochodem, innym niż
                    przez te 30 godzin jazd (swoja drogą ta liczba jest śmiesznie mała dla kogoś,
                    kto usiadł w fotelu kierowcy dopiero na kursie) naprawdę na początku jest ciężko
                    w prawdziwym ruchu ulicznym, szczególnie w dużych miastach. Wiecznie ktoś
                    trąbi,zmienia pas w ostatnim momencie, wymusza pierwszeństwo, pospiesza przy
                    wyjeździe z podporządkowanej- to naprawdę stresuje takiego młodego kierowcę.
                    Sama dużo ćwiczyłam na parkingu nawet jak jeszcze nie miałam zdanego egzaminu a
                    samochód czekał, jak już miałam papierek wyjeżdżałam na ulicę około godziny 24
                    albo i później, żeby jak najmniej działo się na ulicach i żebym mogła zobaczyć,
                    jak zachowuje się mój samochód - głównie dlatego, że zaczęłam jeździć w
                    styczniu, kiedy było sporo śniegu. Co nie zmieniło faktu, że przez pierwszy
                    miesiąc pociłam się za kierownicą bardziej, niż na plaży w pełnym słońcu:D,
                    serce mi waliło jakby chciało wyskoczyć;) no i obowiązkowo mocniej trzymałam
                    sprzęgło przy ruszaniu bo tak się bałam tego, że zgasnę i stanę na środku;]

                    I tak jeszcze w woli wyjaśnienia - teraz już całkiem nieźle jeżdżę, 'zgasłam'
                    na ulicy od kiedy mam prawko dosłownie kilka razy i na pewno nie na środku
                    skrzyżowania;), nie staczam się na górkach, z podporządkowanych wyjeżdżam
                    sprawnie, baaa nawet lewoskrętów się nie boję (podobno to typowe dla kobiet:P),
                    ale listka będę bronić, a konkretniej niedoświadczonych kierowców, którym należy
                    się trochę wyrozumiałości - oczywiście mówię tutaj TYLKO o sytuacjach, gdzie to
                    są drobne błędy, a nie powodowanie POWAŻNYCH utrudnień, czy narażania
                    zdrowia/życia innych użytkowników dróg.

                    Swoją drogą, dzisiaj samochód zgasł mi dwa razy przy próbie wyjazdu w lewo z
                    własnej bramy, gdzie po prawej i po lewej stoją samochody na wysokim chodniku i
                    żeby cokolwiek widzieć trzeba wyjechać na kawałek ulicy. Pech chciał, że akurat
                    jechały samochody, więc musiałam szybko się schować tym wystającym kawałkiem
                    maski. Niestety z chęci jak najszybszego cofnięcia, żeby nie utrudniać ruchu
                    samochód zgasł, a żeby go odpalić oprócz przekręcenia kluczyka muszę też wygiąć
                    lewą rękę do tyłu i nacisnąć guziczek pozwalający uruchomić
                    silnik(zabezpieczenie), więc trwa to o 2-3 sekundy dłużej niż przy zwykłym
                    odpalaniu. Dodam,że samochody spokojnie te moje wystające pół metra wyminęły,
                    nie wyjechałam na pół ulicy, nie zablokowałam jej.
                    Czy to znaczy, że jestem tak marnym kierowcą (niesprawnym/niepanującym nad
                    pojazdem), że powinnam sprzedać samochód, pociąć prawko na kawałki i jeździć
                    autobusem? Bo ja jednak wolałabym, żeby ewentualny stojący za mną kierowca
                    (załóżmy, że to mała uliczka a nie brama,czy wyjazd z posesji) widząc mój
                    zielony listek na szybie, nie trąbił (czy mnie wymijał! stwarzając dodatkowe
                    zagrożenie) tylko zaczekał jednak te dodatkowe kilkanaście/dziesiąt sekund, aż
                    będę pewna, że zdążę wyjechać przed nadjeżdżającymi samochodami...

                    Za bardzo się rozpisałam, ale mam nadzieję,że teraz jest zrozumiale;)
                    I absolutnie nie piszę tego, żeby naciskać na Yagę;) Sama zdecyduje, czy chce
                    listek czy nie;) no ale że forum od tego jest, żeby powymieniać-niekiedy całkiem
                    skrajne-opinie, to piszę..;)
                    • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 18:30
                      Bo ja jednak wolałabym, żeby ewentualny stojący za mną kierowca
                      > (załóżmy, że to mała uliczka a nie brama,czy wyjazd z posesji) widząc mój
                      > zielony listek na szybie, nie trąbił (czy mnie wymijał! stwarzając dodatkowe
                      > zagrożenie) tylko zaczekał jednak te dodatkowe kilkanaście/dziesiąt sekund, aż
                      > będę pewna, że zdążę wyjechać przed nadjeżdżającymi samochodami...

                      Tylko widzisz, normalny człowiek wie, że wpadki zdarzają się najlepszym - mojemu
                      tacie i mężowi też zdarza się zgaśnięcie auta, choć od wielu lat jeżdżą
                      zawodowo. Normalny człowiek bierze pod uwagę, ze sam robi błędy i daje prawo do
                      ich popełniania innym. Chama, który trąbi, bo komuś zgasło auto, żaden listek
                      nie powstrzyma, a jeszcze można usłyszeć parę ciepłych słów.
                      • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 19:00
                        Na pewno jest w tym sporo racji co piszesz:)
                        Ale ja jednak bardzo mocno w to wierzę,że jeśli się tak stanie to właśnie listek
                        da do myślenia chociażby 1 na 10 z takich palantów;)

                        Jeszcze dodam, że ja tak do tego wszystkiego podchodzę, bo poza tymi
                        naśmiewaniami się z listka, nigdy nic miłego się mi się nie przytrafiło ze
                        strony innych kierowców. Wierzę,że po części to właśnie dzięki listkowi;) Nie to
                        żeby miał magiczne właściwości:D, ale, że ludzie jednak myślą tak jak ja i w
                        stosunku do młodego kierowcy maja trochę więcej wyrozumiałości;)

                        I z tej całej dyskusji o listku wyniknie tyle,że go zaraz zdejmę, bo już tak
                        młodym i tak niedoświadczonym kierowcą nie jestem:D
                    • caroline.1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 19:55
                      > Widzę, że wiesz lepiej na czym się skupiam w trakcie jazdy;) niech będzie i tak
                      > ,
                      > komentować nie będę, bo pewnie wiesz lepiej...
                      >

                      Po prostu moją uwagę zwróciło to, że w każdym poście pisałaś o reakcjach innych
                      kierowców na Twój zielony listek albo na to, co zrobiłaś na drodze. Zdarzyło się
                      też, że wyjaśniłaś, jakich zachowań oczekujesz od kierowców widzących Twój
                      listek - moim zdaniem są to zachowania po prostu ludzkie, a nie przeznaczone
                      tylko dla listkowców, normalne - jak napisała madzioreck.

                      Oczywiście, że młody kierowca się stresuje, nie tylko w dużych miastach. Ja mam
                      na przykład tak, że skacze mi ciśnienie, kiedy wjeżdżam na teren wsi albo małego
                      miasteczka - ach te dzieciaki bawiące się przy drodze i babcie leniwie
                      pedałujące środkiem, nagle wyciągające rękę i skręcające w lewo. Być może trochę
                      Ci zazdroszczę, że listek dodawał Ci pewności - ja nigdy z nim nie jeździłam
                      (nie wiem, czemu, a do przemyśleń na jego temat skłoniła mnie dopiero ta
                      dyskusja) ;)

                      • monissska Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 18.08.10, 12:02
                        > Po prostu moją uwagę zwróciło to, że w każdym poście pisałaś o reakcjach innych
                        > kierowców na Twój zielony listek albo na to, co zrobiłaś na drodze.

                        Bo po to ten listek jest - żeby INNI kierowcy widzieli i to o ICH reakcję na ten
                        listek chodzi. Jeśli widzą - a widzą, bo postarałam się o wieeelką naklejkę:P),
                        to ja automatycznie jestem spokojniejsza, że będą bardziej wyrozumiali;)
                        Inna sprawa, że 1/3 albo i więcej kierowców nie ma zielonego (;]) pojęcia co
                        oznacza ten listek. Ale to pomińmy:D

                        >Zdarzyło się też, że wyjaśniłaś, jakich zachowań oczekujesz od >kierowców
                        widzących Twój listek - moim zdaniem są to zachowania po >prostu ludzkie, a nie
                        przeznaczone tylko dla listkowców, normalne - >jak napisała madzioreck.

                        Niby zachowania ludzkie, ale jednak ja sama się denerwuję kiedy ktoś spod
                        świateł rusza z 10 sekundowym opóźnieniem, a widząc takiego 'listkowca' bym się
                        tylko uśmiechnęła, bo wiem że sama kiedyś też wolniej ruszałam;)
                • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 22:55
                  > chyba, że tylko mnie tak baaaaaaaardzo stresuje, kiedy ktoś na mnie
                  trąbi;D

                  Mi się od razu włącza agresor jak ktoś na mnie trąbi ;) Oczywiście
                  jeśli trąbi tylko po to, żeby sobie potrąbić.
        • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 22:48
          > Wymyśliłam sobie, że MUSZĘ sobie kupić zielony listek - wtedy wszyscy
          będą
          > widzieć, że mogę jeździć wolno ;)

          Tak naprawdę, to nawet powinnaś jeździć wolno, w mieście 50km/h ;)
          Tylko u nas jak ktoś jedzie przepisowo to może co najwyżej liczyć na
          zajeżdżanie drogi, strąbienie, machanie łapami itp itd.
    • grecz Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:09
      Ja mam ok 8 lat przerwy, brat mi dał stary samochód (jeszcze nie
      pełnoletni;)) bym mogła sobie przypomnieć co i jak. Jeździłam i
      przyznam, że robiłam to z duszą na ramieniu, ze sztywnymi ramionami
      itd ;) No bałam się okropnie, mimo że doświadczony kierowca siedział
      obok ;) Ja przed jazda przypomniałam sobie tylko przepisy i znaki.
      Innych rad nie udzielę, bo to chyba należy przede wszystkim strach
      pokonać. Pocieszę Cię, że na dniach znów będę miała jazdy
      przypominające bo miałam ponownie pół roku przerwy (musiałam bratu
      oddać samochód bo jego Mu ukradli).
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:38
        U mnie pokonywanie strachu trwało chyba dwa lata ;)
        Swego czasu mogliśmy mieć od teściów ich stary samochód, ale się bałam i nic z
        tego nie wyszło. (A Luby prawka nie zdał.)
        Natomiast jak się okazało, że albo ja będę kierowcą, albo nikt inny, to się
        zdecydowałam, że jednak muszę wrócić do jeżdżenia. Teraz już się nie boję i
        jestem nastawiona pozytywnie. A przepisy powoli sobie przypominam, bo nic nie
        wiem :D

        Wobec tego Tobie też życzę powodzenia!
    • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 14:41
      Moja rada jest taka: po naukach wsiąść i jechać. Ja tak zrobiłam, odebrałam
      prawko, wsiadłam w auto i pojechałam do siostry na drugi koniec miasta. Nie
      ustalać sobie "łatwych" tras, bez lewoskrętów na przykład, czy z sygnalizacja
      kierunkową. Ta taktyka ma krótkie nogi - masz duże skrzyżowanie ze światłami, a
      za godzinę coś się rozwali i świateł będzie brak, tak jak od trzech dni w mojej
      okolicy. I trzeba się przez takie skrzyżowanie przebić.
      Na kilka pierwszych jazd można pojechać z kimś doświadczonym, ale raczej pod
      warunkiem, że nie jest to maruda, krytykant, który drze się i wszystko wie
      lepiej. Taką osobę wysadzamy, najlepiej w szczerym polu z 5km od miasta ;)
      Cóż więcej... jeździć, jeździć, jeździć. Dużo jeździc. Nie raz w tygodniu,
      najlepiej codziennie.
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 21:57
        Niestety nie mam nikogo doświadczonego w okolicy. No i wiem też, że z jazdą
        codziennie na pewno będzie problem, bo po prostu nie mam na to fizycznie czasu.
        Będzie super jak się uda 2-3 x w tygodniu.
        Ale się postaram :)
    • bathilda Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 18:49
      Jedna rada - przy zmianie pasów ruchu, jeśli widzisz w bocznym lusterku oba
      światła samochodu przed który wjeżdżasz to na pewno masz miejsce żeby wjechać. Z
      czasem nauczysz się, że wystarczy widzieć mniej ale na początek to na prawdę
      działa ;). I przy zmianie pasa naciskasz gaz a nie hamulec. Przynajmniej w
      Warszawie :D.
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 13.08.10, 21:58
        Dobre :D
        Na pewno taką praktyczną radę zapamiętam, wielkie dzięki!!
      • grecz Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 23:55
        dzięki. potrzebowałam i ja takiej podpowiedzi, sporo osób mi mówiło, że
        to się czuję. ja nie czułam ;)
    • sylwiastka Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 18:30
      A ja właśnie polecam podejście kobiece i nie zmuszanie się do niczego. Wg mnie
      kobiety prezentują inny styl jazdy, co nie znaczy, że gorszy. Tak niektóre maja
      obawy przed skręcaniem w lewo, ale za to nie urządzają slalomu w porannych
      korkach. Tak czasem się zagapią, ale świadomie nie ryzykują. Tak dużo jeżdżą na
      sprzęgle, ale nie jest to jakąś masową przyczyną wypadków. Wyluzuj i na pewno
      nie staraj się robić czegoś, co jest wbrew Twojej naturze. Na szlifowanie
      umiejętności przyjdzie czas.
      W miastach ważne jest też nie zwracanie uwagi na kierowców-choleryków,
      trąbiących i wymachujących rękoma. Masz takie samo prawo do korzystania z dróg
      jak i oni, a jeśli im się Twój styl jazdy nie podoba to ICH problem, należy go
      skwitować pięknym uśmiechem.
      Najważniejszy jest też wybór instruktora, który będzie Cię wspierać a nie
      strofować. Jesli poczujesz, że się stresujesz tym człowiekiem, to zmień go. I
      naprawdę nie daj sobie wmówić, że kobiety jeżdżą gorzej, nie gorzej ale inaczej :)
      Jedyny ważny bajer to wspomaganie kierownicy, reszta wg upodobań, techniki
      parkowania też są indywidualne. Ja nie mam pipkaczy, ale nie oglądam się w tył
      nigdy, używam wyłącznie lusterek. Czasami oceniam miejsce jako niedostępne dla
      mnie i nie jest mi wstyd, szukam innego.
      Zatem Yaga dasz radę, tylko nie naprawdę to polub!
      • ciociazlarada Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 20:19
        Oj Sylwiastka, nie generalizuj z tymi kobietami. Prowadzenie nie zależy od płci.
        Czy to, że np. umiem hamować obiema nogami, a sprzęgło serwisuję nie częściej
        niż podręcznik każe, to znaczy że jestem mniej kobieca albo jeżdżę niekobieco?
        (Mam za to paznokcie żelowe, może choć to jakoś zrównoważy resztę, co;)?)
        Takim myśleniem, moim zdaniem, stawiamy się jako kobiety na gorszej pozycji na
        starcie. Dla mnie to coś jakby lekki podtekst: "jestem kobietą, więc mam święte
        prawo jeździć tak na aby-aby". Oczywiście, każdy ma takie prawo, ale czy to jest
        związane z płcią?

        Uważam, że najważniejsze to dążyć do i uczyć się prowadzenia tak, żeby mieć
        maksymalną kontrolę nad samochodem, a jeśli się ją utraci (nierzadki przypadek
        np. zimą) to umieć ją szybko odzyskać. Jest to ważne ze względów bezpieczeństwa,
        naszego i innych, które należy nam się bez względu na płeć przecież! A że nic na
        siłę, to oczywiste, ale po co wyrabiać sobie, w ramach kobiecości, jakieś
        narowy/fobie/etc. na starcie?

        Nawiasem mówiąc nie znoszę jeździć po naszym kochanym kraju. Wydaje mi się, że
        jestem jedną z ostatnich trzech osób przestrzegających przepisów, które po coś w
        końcu są, ale oczywiście z naszą narodową ułańską fantazją wiemy lepiej niż
        kodeks, a jakże!

        Kretynów choleryków też polecam ignorować - od pokazywania sztuk są w Polsce
        wyścigi górskie, rajdy i Konkursy Jazdy Samochodowej. Jakoś tych wygrażających
        macho na takich imprezach nie widywałam.
        • sylwiastka Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 20:53
          ciociazlarada napisała:

          > Czy to, że np. umiem hamować obiema nogami, a sprzęgło serwisuję nie częściej
          > niż podręcznik każe, to znaczy że jestem mniej kobieca albo jeżdżę niekobieco?

          Ale mnie zupełnie nie o to chodzi. Nie jesteś mniej kobieca, ani trochę. Nie
          chodziło mi o taki wydźwięk. Tak są różnice w jeżdzie różnych osób. Inaczej
          jeżdzi 20 latek inaczej 40 latka ale ja nie napisałam, że 40 latka jeździ źle,
          albo, że każdy 20 latek ma ułańską fanazję. Jeszcze inaczej 60 latek. Te różnice
          istnieją.

          > Takim myśleniem, moim zdaniem, stawiamy się jako kobiety na gorszej pozycji na
          > starcie. Dla mnie to coś jakby lekki podtekst: "jestem kobietą, więc mam święte
          > prawo jeździć tak na aby-aby". Oczywiście, każdy ma takie prawo, ale czy to
          jest związane z płcią?

          Widzisz i tu polega różnica. Obie dostrzegamy, że kobiety jeżdżą swoim styem
          (nie każda, może niech będie to 65%) ale dla Ciebie jest to negatywne, a dla
          mnie nie. Ja nie uważam, że kibiety jeżdzą "aby, aby" i nie są na pozycji
          straconej. Ja jedynie nie piętnuję "moich" przyzwyczjeń, w ruchu ulicznym radzę
          sobie dobrze. Jednak tak sądzi większość mężczyzn i oni uważają, ze jedynym
          słusznym jest ich styl jazdy.
          >
          > Uważam, że najważniejsze to dążyć do i uczyć się prowadzenia tak, żeby mieć
          > maksymalną kontrolę nad samochodem, a jeśli się ją utraci (nierzadki przypadek
          > np. zimą) to umieć ją szybko odzyskać. Jest to ważne ze względów bezpieczeństwa
          naszego i innych, które należy nam się bez względu na płeć przecież! A że nic na
          siłę, to oczywiste, ale po co wyrabiać sobie, w ramach kobiecości, jakieś
          narowy/fobie/etc. na starcie?

          Tu się zgadzam, jesli chodzi o bezpieczna jazdę.
          I nie chodzi mi o wyrabianie niczego na siłę. Raczej o nie wyśmiewanie, jeśli
          sie pojawią. Np. ja nie lubię zmianiać pasów ruchu. I tak jadę jedym tyle ile
          się da, jeśli wiem, że mam skręcić to zmienię, jednak nie zmieniam co chwilę aby
          umknąć z wolniejszego pasa. Ale dla mnie to nie stanowi problemu, natomiast dla
          pasażerów płci męskiej tak, bo przecież nie mam rafleksu :P O takie różnice mi
          chodzi. Czy ma to wpływ na bezpieczeństwo, tak w mojej opinii mniej
          kombinowania=bezpieczniej.

          > Nawiasem mówiąc nie znoszę jeździć po naszym kochanym kraju. Wydaje mi się, że
          jestem jedną z ostatnich trzech osób przestrzegających przepisów, które po coś w
          końcu są, ale oczywiście z naszą narodową ułańską fantazją wiemy lepiej niż
          kodeks, a jakże!

          Z moich doświadczen wynika, że błedy popwłnia każdy z tą różnicą, że faceci
          raczej z premedytacji a kobiety z niewiedzy. Jedno i drugie jest tak samo przykre.
          > Kretynów choleryków też polecam ignorować - od pokazywania sztuk są w Polsce
          > wyścigi górskie, rajdy i Konkursy Jazdy Samochodowej. Jakoś tych wygrażających
          macho na takich imprezach nie widywałam.
          • ciociazlarada Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 21:35
            > Widzisz i tu polega różnica. Obie dostrzegamy, że kobiety jeżdżą swoim styem
            > (nie każda, może niech będie to 65%) ale dla Ciebie jest to negatywne, a dla
            > mnie nie. Ja nie uważam, że kibiety jeżdzą "aby, aby" i nie są na pozycji
            > straconej. Ja jedynie nie piętnuję "moich" przyzwyczjeń, w ruchu ulicznym radzę
            > sobie dobrze. Jednak tak sądzi większość mężczyzn i oni uważają, ze jedynym
            > słusznym jest ich styl jazdy.

            Trochę się chyba nie zrozumiałyśmy tj. i ja Ciebie, i Ty mnie. Chodziło mi o to,
            że staram się nie wyróżniać kobiecego bądź męskiego stylu prowadzenia, jestem za
            równouprawnieniem:) i rozróżnieniem tylko na: bezpieczne/niebezpieczne nawyki.
            Chodzi mi też o to, żeby pewnej, nazwijmy to brzydko, "uroczej ciapowatości"
            występującej akurat powiedzmy u kobiet (może być u mężczyzn, np. mój ex jeździł
            zawsze jakby pierwszy raz samochód zobaczył od wewnątrz...) nie nazywać "stylem
            jazdy" i nie usprawiedliwiać.
            Nie twierdzę też, że mając jakieś tam swoje przyzwyczajenia jeździsz źle.
            Uważam tylko, że są pewne rzeczy, które trzeba umieć, które nie podlegają
            dyskusji, bo od nich zależy bezpieczeństwo nasze, naszych pasażerów i innych
            uczestników ruchu dookoła. Przez analogię - zapinanie pasów nie podlega dyskusji
            (chyba tylko w naszym durnym kraju, swoją drogą, ludzie dywagują na ten temat) i
            nie jest częścią "stylu jazdy".

            Również nie widzę nic złego w jeżdżeniu jednym pasem jeśli jest taka możliwość:)
            Przepisy mówią, żeby jeździć prawym, prawda? I również uważam jazdę ciągłym
            slalomem za niebezpieczną, a w korku wręcz za chamską wobec innych (robi się od
            tych slalomowców większy korek), z refleksem mającą, swoją drogą, niewiele
            wspólnego - choć gdzież mi tam do męskich autorytetów;)
            (Swoją drogą: pasażer Cię drażni i zarzuca brak refleksu? Wysadzić:) Nic tak nie
            odświeża umysłu panom jak spacer poboczem...)
            • sylwiastka Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 15.08.10, 20:00
              ciociazlarada napisała:

              > Trochę się chyba nie zrozumiałyśmy tj. i ja Ciebie, i Ty mnie. Chodziło mi o
              to,że staram się nie wyróżniać kobiecego bądź męskiego stylu prowadzenia, jestem
              za równouprawnieniem:) i rozróżnieniem tylko na: bezpieczne/niebezpieczne nawyki.

              Oj jak ja bym chciała, żeby taka była rzeczywistość, ale nie jest. Kobiety i
              mężczyźni różnią się od siebie pod wieloma względami, a w szczególności pracą
              mózgów. I nie jest to niesprawiedliwe i dyskryminujące. Taka różnorodność jest
              niezbędna. Zatem kobiety i mężczyźni inaczej postrzegają świat i inaczej
              reagują. Jednak jeśli chodzi o prowadzenie, to bacząc na te różnice powinno się
              szlifować obiektywnie bezpieczne nawyki. To jest równouprawnienie, czyli nie
              równać do męskiego sposobu myślenia, postrzegania itp (co jest następstwem
              patriarchatu). Bo kierowcy są równoprawni, cele mogą osiągnąć te same, ale droga
              będzie inna.

              > Uważam tylko, że są pewne rzeczy, które trzeba umieć, które nie podlegają
              dyskusji, bo od nich zależy bezpieczeństwo nasze, naszych pasażerów i innych
              > uczestników ruchu dookoła.
              zgadzam się i dlatego na ten temat nie dyskutuję :)

              >(Swoją drogą: pasażer Cię drażni i zarzuca brak refleksu? Wysadzić:)

              Oj tak to jestem w stanie zrobić :) Co więcej mówię też jako pasażer pojazdu
              kierowanego przez naładowanego testosteronem młodzieńca urządzającego
              "popisówkę" wygłosić zdanie "nie imponuje mi twoja niebezbieczna jazda".
              Prędkość wraca do normy, a przepisy do łask :)
              • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 12:57
                Hmm, ja w sumie nie wiem, jaki mam / będę mieć styl jazdy.
                Wiem tylko, że swego czasu jeździło mi się okej, nie pamiętam żadnych durnych
                błędów, egzamin zdałam od razu, więc może nie będzie ze mną źle.
                • sylwiastka Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 00:23
                  No to świetnie dasz sobie radę!
    • daslicht Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 14.08.10, 20:58
      Ja mam zamiar wykupić sobie kilka jazd przypominających i pojeździć sobie "normalnie", a nie pod kątem egzaminu.
      I tak potem będę musiała sobie popróbować, bo elki to punciaki, a ja będę jeździć matizem. Kiedyś już próbowałam nim jeździć i było zupełnie inaczej, choćby dlatego, że jest mniejszy i niewygodny.
      • turzyca Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 00:12
        > I tak potem będę musiała sobie popróbować, bo elki to punciaki, a ja będę jeźdz
        > ić matizem.

        Lekcje doszkalajace czesto mozna wziac takze we wlasnym samochodzie. Wychodzi
        troche taniej, bo placisz tylko instruktorowi.

        A swoja droga - naprawde tam u Was elki to jeszcze punciaki? Ja robilam prawo
        jazdy jakies 5 lat temu i wtedy juz sie nie zdawalo na punto...
        • daslicht Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 11:07
          A co masz do punto? U nas są ładne, nowe modele i dobrze mi się w nich jeździło O_o
          • daslicht Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 11:09
            A konkretnie to Grande Punto:
            www.autocentrum.pl/fiat/punto/grande-punto/
          • turzyca Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 10:07
            > A co masz do punto? U nas są ładne, nowe modele i dobrze mi się w nich jeździło
            > O_o

            Tak sie tylko dziwie roznicom miedzy wojewodztwami. Nie wolno?
        • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 12:59
          A to Kraków może jakiś dziwny, ale lekcje na własnym samochodzie kosztują u nas
          tyle samo. Albo i więcej.
          Może to zależy od tego, czy lekcje się kupuje przez szkołę, czy jakoś
          bezpośrednio od instruktora. W każdym razie w tej szkole, w której ja wykupiłam
          sobie godziny, cena za jazdę własnym autkiem jest wyższa.
    • anna-pia Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 15.08.10, 00:16
      Po pierwsze, gratulacje :)
      Po drugie, jako słabowidząca ;) polecam jednakowoż czujniki
      parkowania, kocham je, bo nie mam wyczucia odległości (dla mnie 2
      m i 3 m to to samo, tak jak 30 cm i 50 cm to też to samo). I tak
      muszę uważać, bo to tylko czujnik i nie ocali przed uderzeniem w
      coś, czego nie widzi (w obecnym samochodzie mam z przodu i z tyłu,
      a i tak obtarłam lakier parę razy).
      Kilka jazd na przypomnienie na pewno się przyda, no i jak
      kupiliśmy pierwszy samochód, to dodatkowo nabyłam zestaw ćwiczeń
      do egzaminu na prawko na CD (uważać, żeby był aktualny!) i poćwiczyłam teorię - szybciej i łatwiej niż czytanie kodeksu.
      Miałam tylko 2 lata przerwy w jeżdżeniu, ale IMO tego się nie
      zapomina - na łyżwach nie jeździłam ze 20 lat, a dałam radę uczyć
      synka zeszłej zimy ;p
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:01
        Ja też słabowidząca :D Dlatego na pewno będę jeździć wolno, bo wiem, że mam
        dłuższy czas reakcji niż normalny widzący ludź.
        No i też nie mam wyczucia odległości - przynajmniej tak mi się wydaje. A z
        drugiej strony nie pamiętam, żebym kiedyś miała problemy z parkowaniem. No ale
        to było tych naście lat temu, człowiek wtedy miał jednak lepszą koordynację,
        refleks i wszystko inne. Pomyślę nad tymi czujnikami.
        Płytkę z testami mam i sobie powoli czytam i się dokształcam :)
        • anna-pia Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 17:12
          yaga7 napisała:

          > No i też nie mam wyczucia odległości - przynajmniej tak mi się
          wydaje. A z
          > drugiej strony nie pamiętam, żebym kiedyś miała problemy z
          parkowaniem. No ale
          > to było tych naście lat temu, człowiek wtedy miał jednak lepszą
          koordynację,
          > refleks i wszystko inne.

          Gdyby to było inne forum, to bym ci napisała, że chrzanisz ;) O
          ile pamiętam, jesteśmy w podobnym wieku, a koordynacja ruchowa i
          refleks to pogarszają się IMHO gdzieś tak koło 60., albo i
          później, jak się je ćwiczy.
          Nie wierzę, że jeśli kiedyś dobrze parkowałaś, to teraz nagle
          stracisz tę umiejętność. Koordynację ruchową i refleks musisz mieć
          dobre, skoro jeździsz na nartach - zakładam, że nie na oślich
          łączkach ;)

          Ja problem z parkowaniem miałam zawsze, stąd czujniki ;p I nie
          znoszę jeździć do tyłu, bo nie jestem w stanie jechać prosto.

          > Pomyślę nad tymi czujnikami.

          To nie mus, moja matka nigdy nie miała i twierdzi, że to moja
          fanaberia, bo odległości widać.

          > Płytkę z testami mam i sobie powoli czytam i się dokształcam :)

          Great minds think alike ;)
          • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 21:35
            _Wydaje_ mi się, że dobrze parkowałam. Co prawda po zakończeniu egzaminu
            egzaminator pozwolił mi zaparkować między innymi samochodami na parkingu, bo
            jechałam jako ostatnia, ale nie wiem, czy to można zakwalifikować jako dobre
            parkowanie ;)

            No nic, zobaczę już w czwartek :)
            • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 23:15
              > _Wydaje_ mi się, że dobrze parkowałam

              Ja proponuję się nie spinać w tej kwestii. Dla mnie dobre zaparkowanie
              jest takie, żeby:
              -zajmować tylko jedno miejsce parkingowe
              -stanąć tak, żeby można było w miarę swobodnie wysiąść z samochodu
              -nikogo nie zastawić
              Jak staniesz trochę krzywo w tą czy w tamtą to nic się nie stanie.
              Strasznie denerwuje mnie trzykrotne poprawianie się przy parkowaniu,
              żeby tylko było równo, w większości faceci to mają ;)
              • sylwiastka Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 00:27
                No właśnie o takich drobnych różnicach myślałam, używając określenia styl jazdy.
                Kobiety częściej będą szukać miejsca bardziej komfortowego do zaparkowania,
                nawet jeśli będzie dalej. Nie narusza to zasad bezpieczeństwa. Mężczyźni lubią
                się sprawdzić i wykonać kilka manewrów aby zmieścić się w miejsce, z którego
                kobieta może zrezygnować. I to też nie podważa zasad bezpieczeństwa :)
                • ocisza Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 11:18
                  Hihi, jestem jak najbardziej kobietą, a poprawiam samochód z pięć razy, żeby
                  stał prosto na miejscu parkingowym. Z moich obserwacji wynika, że faceci mają
                  raczej ambicję wjechać na raz i to najlepiej szybko. A fakt faktem, że zawsze
                  wybieram miejsca, gdzie mogę zaparkować w miarę spokojnie, nigdy się nie wciskam
                  w wąskie miejsca parkingowe.
                  • felisdomestica Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 15:52
                    Wciskanie się w wąskie miejsca parkingowe niestety kończy się obtłuczonymi drzwiami. Lepiej zaparkować nieco dalej, ale mieć całą karoserię :-).
                  • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 18:31
                    Z moich obserwacji wynika, że faceci mają
                    > raczej ambicję wjechać na raz i to najlepiej szybko. A fakt faktem, że zawsze
                    > wybieram miejsca, gdzie mogę zaparkować w miarę spokojnie, nigdy się nie wciska
                    > m
                    > w wąskie miejsca parkingowe.

                    Jestem facetem :D
                    • 100krotna Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 13:02

                      madzioreck napisała:

                      > Z moich obserwacji wynika, że faceci mają
                      > > raczej ambicję wjechać na raz i to najlepiej szybko. A fakt faktem, że za
                      > wsze
                      > > wybieram miejsca, gdzie mogę zaparkować w miarę spokojnie, nigdy się nie
                      > wciska
                      > > m
                      > > w wąskie miejsca parkingowe.
                      >
                      > Jestem facetem :D

                      Też jestem facetem. Nie dosyć, że się wciskam w wąskie miejsca, to jeszcze równam do równej i podjeżdżam na centymetry, bo mam obsesję, że mi "dupa wystaje"*.
                      Ale jeżdżę (jeśli akurat jeżdżę, bo to zależy) dosyć dużym samochodem, więc i wybór "przestronnych" miejsc jest ograniczony :) No i w centrum Krakowa, jak się już znajdzie choćby najciaśniejsze miejsce, trzeba próbować się wciskać - bo drugiego można nie znaleźć ;) Nauczyłam się parkowania bez obcierania :)


                      *Obsesja "dupa wystaje" jest uzasadniona, zastałam kiedyś na tylnej klapie wgniecenie wielkości ludzkiej głowy, mimo, że akurat stałam na parkingu osiedlowym i nic nie wystawało... :/
                      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 13:22
                        Na razie parkowanie to moja wielka pięta achillesowa ;)

                        Mam obsesję, że się nie zmieszczę, więc jak parkuję pod blokiem (bo nigdzie indziej na razie nie wyjeżdżam), to raczej tylko tam, gdzie są dwa wolne obok siebie, żebym się zmieściła. Na szczęście nasza Vitara z przodu ma rury, z tyłu koło, a z boku schodek, więc jakby co - odpukać - to raczej my kogoś porysujemy niż się uszkodzimy. No ale wiadomo, mam wjeżdżać tak, żeby nikomu nic się nie stało.

                        A stresa mam mega, niestety :(
                        • 100krotna Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 14:01
                          Polecam parkowanie tyłem - naprawdę. Jak się już opanuje podstawowe zasady, to można w zasadzie wszędzie wjechać. No i łatwiej pilnować boków przez lusterka niż przodu - mimo, że jest z przodu, to zwykle go nie widzimy całego. Auto jest też (własne odczucie) bardziej zwrotne tyłem.
                          • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 14:22
                            Parkowania tyłem na razie się boję :)

                            Poza tym nie mogę parę godzin dziennie jeździć samochodem i ćwiczyć, więc siłą rzeczy pewne manewry zostawiam na potem, bo na razie skupiam się na czym innym - nie da się wszystkiego na raz.

                            • 100krotna Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 15:02
                              Przypuszczam - większość się boi, dlatego właśnie polecam - serio jest łatwiej, tylko trzeba się przyzwyczaić do widoku w lusterkach :)
                              Może np. pod supermarketem, przed zakupami? Ewentualnie z pomocą osoby towarzyszącej, która będzie pokazywać, ile jeszcze masz miejsca- jeśli tego nie czujesz - a zacząć od szerszych miejsc, trochę dalej od wejścia. Po zakupach masz wtedy luz, bo wyjeżdżasz już prościutko ;)
                              • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 23.09.10, 15:35
                                Ja w ogóle jeżdżę na razie wyłącznie z osobą towarzyszącą czyli z Lubym, który mi mówi, co mam robić ;))))

                                Musimy znaleźć w Krakowie jakiś bezludny plac, żebym mogła poćwiczyć manewrowanie. Bo jazdy doszkalające mam na yarisce, a to nasze Suzuki jednak ciut większe i bardziej krowiaste, więc inaczej się prowadzi.
                                • wodadobra Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 24.09.10, 16:21
                                  To jak masz jeszcze jazdy to lepiej poproś o jazdy twoim autem.
                                  Powiedz instruktorowi jakie masz odczucia/wątpliwości dotyczące prowadzenia tego samochodu. Przecież nie ma obowiązku jeżdżenia samochodem ze szkoły.
                • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 15:17
                  > Kobiety częściej będą szukać miejsca bardziej komfortowego do
                  zaparkowania,
                  > nawet jeśli będzie dalej.

                  Hmm nad tym bym się zastanowiła, czy rzeczywiście tak jest. Jeżdżąc
                  po Warszawie nauczyłam się, że jak gdzieś jest miejsce to trzeba w
                  nim stawać niezależnie czy wąskie czy szerokie bo znalezienie
                  kolejnego może się okazać niewykonalne. Bardziej chodziło mi o to,
                  że dla faceta to sprawa honoru zaparkować prosto ;)

                  Mężczyźni lubią
                  > się sprawdzić i wykonać kilka manewrów aby zmieścić się w miejsce,
                  z którego
                  > kobieta może zrezygnować.

                  Za to jakie robią oczy jak widzą, jak taka baba ledwo wystająca zza
                  kierownicy za pierwszym razem wjeżdża w wąskie miejsce, tyłem i
                  prosto :) Widok takich min jest dla mnie bezcenny hehe Faceci jednak
                  powinni się już przyzwyczaić, że wiele kobiet ma dobrze opanowaną
                  jazdę i manewry, a nadal spotyka się takich, których to dziwi.


                  Hmm no nie do końca o to mi chodziło, bardziej o to, że kobieta
                  nawet ja
                  • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 15:18
                    Oj jakiś niedobitek tektstu mi tam na dole został.
    • xxxtabxxx Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 15.08.10, 09:59
      ja już 10 lat nie jeździłam i na razie nie zanosi się, żebym się
      zebrała na odwagę, tym bardziej, że samochodu nie mam, ale chciałam się
      z wami podzielić radą jaką mi dała dziewczyna, która właśnie po 10
      latach przerwy zaczęła jeździć: warto wyjechać na miasto późnym
      wieczorem, albo bardzo wczesnym rankiem, kiedy ulice są puste i wtedy
      sobie spokojnie poćwiczyć jeżdżenie bez trąbiących kierowców itd. jak
      już poczujecie się pewniej to wtedy wyjeżdżać o normalnej porze :)
      • ocisza Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 09:29
        Ja miałam długą przerwę między zrobieniem prawka a rozpoczęciem regularnych jazd
        własnym samochodem. Próbowałam najpierw z jeździć doświadczonym kierowcą, ale
        jak się już prawie rozryczałam w trakcie którejś jazdy (a ja generalnie twarda
        jestem), to podziękowałam mu bardzo za "pomoc". Z duszą na ramieniu zaczęłam
        jeździć sama i może nie jestem dobrym kierowcą, ale jakoś sobie radzę.
        Początkowo starałam się wyjeżdżać z domu o 7:15, zamiast o 7:30. Niby kwadrans,
        a ilość samochodów na drodze zaskakująco się różni. Jest się na miejscu w dwa
        razu krótszym czasie, a ilość stresujących sytuacji jest dużo mniejsza. Co do
        parkowania, to wjeżdżam na cztery razy zamiast na raz, co zajmuje może nieco
        czasu, ale co z tego. Krzykaczy i choleryków na drodze ignoruję (chociaż czasem
        może nawet mają rację denerwując się na mnie).
        • felisdomestica Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 10:50
          Zdecydowanie jazdy należy zacząć bez pasażerów. Pierwsze jazdy z instruktorem (obcym, nie mężem, przyjacielem albo kuzynem), potem sama. Wszelcy TŻ potrafią bardzo zdekoncentrować i zestresować. Siłą rzeczy poczujesz sie przez nich oceniana, a to nie pomaga. Opracować sobie wybrane trasy (centrum handlowe, teściowie, rodzice itd.) i zawsze mieć pod ręką plan miasta.
          I nie przejmować się buchającym na drogach testosteronem - ci chłopcy są żałośni :-).
          • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:03
            Tak jak już pisałam, na początku na pewno z instruktorem. Po to kupuję lekcje :)
            • anette_29 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 21:29
              yaga7 napisała:

              > Tak jak już pisałam, na początku na pewno z instruktorem. Po to kupuję lekcje :
              > )
              Jako koleżanka po przejściach życzę fachowego,życzliwego instruktora do jazd doszkalających,bo ja nie miałam takiego szczęścia-wg mojego nie znałam znaków(tiaaa) i ogólnie byłam do bani.
              Na razie jeżdżę z moim Tż w weekendowe wieczory i noce, nikomu na razie krzywdy nie zrobiłam,nikogo nawet nie otarłam.Mam nadzieję,że tak zostanie.
              13 lat przerwy.
              • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 21:31
                No to powodzenia :)

                Co do instruktora, na szczęście mogę zmieniać do woli, więc myslę, że jakoś pójdzie.
                • anette_29 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 21:37
                  Dzięki,i nawzajem,trzymam kciuki:)
                  • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 21:46
                    :)

                    No i dobrze wiedzieć, że nie jestem sama po takiej przerwie ;)
          • madzioreck Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:44
            > Zdecydowanie jazdy należy zacząć bez pasażerów. Pierwsze jazdy z instruktorem (
            > obcym, nie mężem, przyjacielem albo kuzynem), potem sama. Wszelcy TŻ potrafią b
            > ardzo zdekoncentrować i zestresować.

            No, szczególnie, jak się ma, tak jak ja, tatę i męża - zawodowych kierowców ;) I
            tata nadopiekuńczy do tego ;)
            • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 15:44
              No to mnie to nie grozi, bo będę jeździć tylko ja ;)
          • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 23:29
            > Zdecydowanie jazdy należy zacząć bez pasażerów. Pierwsze jazdy z
            instruktorem (
            > obcym, nie mężem, przyjacielem albo kuzynem), potem sama. Wszelcy TŻ
            potrafią b
            > ardzo zdekoncentrować i zestresować

            Oj tak, popieram. Zaraz potem jak odebrałam prawko, mój tata poczuł
            misję, żeby nauczyć mnie jeździć. Po jakichś dwóch takich przejażdżkach
            skończonych kłótnią ja podziekowałam i ojciec też ;)
            • turzyca Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 10:14
              > > Zdecydowanie jazdy należy zacząć bez pasażerów. (...) Wszelcy TŻ
              > potrafią b
              > > ardzo zdekoncentrować i zestresować

              Ja nie wiem dlaczego, ale swietnie jezdzilo mi sie z kobietami z rodziny w
              ramach pasazera wspomagajacego. I zeby bylo zabawniej, tak bylo zarowno z wlasna
              matka, jak i z przyszla tesciowa.
              Ja wolalam miec odwod, bo jak przekraczalam pewien poziom zmeczenia to nagle
              masowo zwiekszala mi sie ilosc bledow. Wole powiedziec "nie daje rady dalej
              jechac" niz ciagnac na upartego dalej.
              • madzi1 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 17.08.10, 15:21
                > Ja nie wiem dlaczego, ale swietnie jezdzilo mi sie z kobietami z
                rodziny w
                > ramach pasazera wspomagajacego. I zeby bylo zabawniej, tak bylo
                zarowno z wlasn
                > a
                > matka, jak i z przyszla tesciowa.

                O, coś w tym jest. Jak wsiadam do samochodu z matką, czy koleżankami
                które też mają prawo jazdy to nie czuję się oceniana przy każdym
                manewrze. Za to jak się wsiada do samochodu z jakimś facetem
                kierowcą to od razu czuję presję i od razu jakieś głupoty robię.
      • yaga7 Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 16.08.10, 13:02
        ech, w Krakowie to rano korki, wieczorem korki, w ciągu dnia korki, więc w sumie
        ciężko wyczuć, kiedy należy jeździć ;)
        • caroline.1 Korki wcale nie są takie złe :D 16.08.10, 13:09
          Właśnie mi się przypomniało, że na początku korki mnie relaksowały :D wszystko
          działo się powoli, spokojnie dodawałam gazu, ogarniałam, co się dzieje dookoła...
    • caroline.1 Gratuluję, że się odważyłaś :D 16.08.10, 10:51
      Ja miałam przerwę ośmioletnią. Zrobiłam prawko jako 17-latka, potem parę razy
      jechałam z tatą jego samochodem i po prostu podziękowałam za współpracę. Po raz
      kolejny siadłam za kółkiem własnego samochodu, kupionego za własne pieniądze i z
      poczuciem, że to ja ponoszę odpowiedzialność za popełnione szkody.

      Wykupiłam dwie godziny jazd doszkalających. Chłopak, który ze mną jeździł i był
      też właścicielem szkoły, powiedział mi wprost, że nie widzi potrzeby, abym
      kupowała ich więcej. Wcale nie dlatego, że radziłam sobie jakoś świetnie, wręcz
      przeciwnie, byłam cienka, bo jak może być inaczej, kiedy ma się za sobą 30
      godzin jazdy w szkole i może jeszcze ze dwie samochodem prywatnym i to wiele lat
      temu. Instruktor powiedział mi, że nie radzi od razu wyruszać w weekendową
      objazdówkę po Europie, ale zacząć po małej rybce. Przejrzeć książkę do
      samochodu, zajrzeć pod maskę, odkryć wszystkie schowki w desce rozdzielczej.
      Odpalić. Powoli ruszyć. Mam to szczęście, że mam gdzie pojeździć pod domem, więc
      tak ze trzy wieczory ćwiczyłam panowanie nad samochodem, delikatne dodawanie
      gazu i parkowałam, parkowałam, parkowałam. Po czterech dniach pojechałam
      samochodem na uczelnię dobrze znaną, bo autobusową trasą :D Teraz jeżdżę
      inaczej, szybciej i krócej, ale jeszcze czasami jak mam takie skrzyżowanie, że
      wiem, że aby skręcić, będę mieć jakieś 50metrów na pokonanie 4 pasów w godzinach
      szczytu, to wybieram łatwiejszą, chociaż dalszą, opcję.

      Tamten instruktor powiedział mi też, że jazda samochodem ma mi sprawiać
      przyjemność, frajdę, że mam to po prostu uwielbiać. Wypracowałam sobie to
      podejście i jest mi z nim naprawdę wygodnie ;)

      I niestety, w przypadku trudnych warunków pogodowych trzeba mierzyć siły na
      zamiary. Nikt nie mówi, żeby zamykać pojazd w garażu, kiedy niebo jest
      zachmurzone, ale czasem warto odpuścić. W tegoroczny marcowy nawrót zimy miałam
      do pokonania 200km i zajęło mi to 8 godzin. Dwa razy zaliczyłam paskudny
      poślizg, widziałam w rowach wiele samochodów o wiele lepszych i
      bezpieczniejszych od mojego. Gdybym nie musiała - nie jechałabym. I nie uważam
      się za niewolnicę dobrej pogody, tylko za człowieka rozsądnego.

      Nie przejmować się chamskimi zachowaniami innych kierowców. Na pewno każdy z
      tych chojraków był mistrzem kierownicy jeszcze zanim z pieluch wyrósł! Jeśli
      ktoś się spieszy, to proszę bardzo, chętnie mu pomogę w wyprzedzeniu mnie.

      Pamiętaj, żeby jeździć na suwak. Szybko zobaczysz, że to naprawdę działa ;)

      Życzę szerokich dróg i mnóstwa radości z prowadzenia samochodu!
      • yaga7 Re: Gratuluję, że się odważyłaś :D 16.08.10, 13:05
        Dobrze wiedzieć, że też miałaś podobną przerwę i dałaś radę :D
        Zobaczymy, co mi powie mój instruktor. Ale 10 h na pewno chcę kupić, bo tyle to
        moim zdaniem minimum.
        No a potem jak już autko będzie stać pod blokiem, to na pewno będę się z nim
        spokojnie zapoznawać :D
        • sylwiastka Re: Gratuluję, że się odważyłaś :D 17.08.10, 00:29
          Tylko pamiętaj, jeśli będziesz się czuła spięta przez obecność instruktora, (a
          nie fakt jazdy samochodem) to podziękuj Panu i nie daj sobie wmówić, że prawo
          jazdy dostałaś przez przypadek :)

          No i powodzenia!
    • madzi1 Jazda zimowa 17.08.10, 15:32
      Polecam ci też potrenować jazdę z kimś doświadczonym i cierpliwym w
      zimę. To znaczy w warunkach kiedy pada śnieg, na ulicy leży błoto
      pośniegowe, jest ślisko itd. Wtedy naprawdę trzeba odbyć kilka jazd
      z kimś kto ci powie jak się zachowywać na drodze i co robić za
      kierownicą.
      Ja mam za sobą jedną zimę za kierownicą, taką prawdziwą zimę,
      zresztą wszyscy wiemy ile było w zeszłym roku śniegu. I o ile na
      codzień wolę sama szlifować technikę jazdy, bez mądralińskich
      podpowiadaczy to w zimę siedziałam grzecznie za kierownicą i
      słuchałam mojego TŻ co robić w określonych sytuacjach, żeby nie
      wpaść w poślizg, co robić jak już się w niego wpadnie itp.
      • yaga7 Re: Jazda zimowa 17.08.10, 16:16
        Niestety raczej nie będę miała możliwości, żeby z kimś innym, poza instruktorem,
        poćwiczyć jazdę, więc całkiem możliwe, że po prostu zimą wykupię parę godzin na
        własnym samochodzie.
        • wodadobra Re: Jazda zimowa 17.08.10, 19:56
          A ja myślę, że jeżeli będziesz jeździć systematycznie to nie będzie takiej
          potrzeby - zanim przyjdzie zima to będą dni deszczowe, gdy ulice są śliskie jak
          diabli.
          Najlepiej jest po prostu nie przeceniać swoich możliwości i nie jeździć w takich
          warunkach szybko a do tego poczytać trochę o technice jazdy w terenie - w
          błocie, wodzie i takie tam - to się świetnie przekłada na jazdę w trudnych
          zimowych warunkach.
          Szerokości i powodzonka jak to mawiają moi idole cb-radiowcy ;-)
          • yaga7 Re: Jazda zimowa 17.08.10, 21:58
            Na pewno poczytam, bo w terenie i tak moim Suzuki będziemy jeździć :)
            Ponoć ze względu na napęd 4x4 po śliskich trasach i sniegu lepiej się jeździ niż
            normalnym autkiem, więc jest szansa, że dam sobie radę.
            • anna-pia Re: Jazda zimowa 17.08.10, 22:29
              W zeszłym tygodniu rozmawiałam o jeździe po śniegu z bieszczadzkim kierowcą, on
              twierdził, że woli jeździć zwykłym samochodem, a nie takim 4x4 :D
              IMO dobrze wykupić jazdy po śniegu i lodzie, ja jeździłam w takich warunkach
              jeszcze przed prawkiem i do dziś sobie chwalę. Samochód, w którym się tego
              uczysz, może być cudzy, zasady są te same, tyle że takim 4x4 mniej się namęczysz.
              • wodadobra Re: Jazda zimowa 18.08.10, 16:02
                Tak zasada jest zawsze taka sama - trzeba myśleć i być ostrożnym.
                A co do techniki jazdy to się nie zgodzę - jest nieco inna w zależności ile osi
                jest napędzanych a jeżeli jedna to która.
                Ale uważam, że pkt 1 jest ważniejszy.
                A zimą - opony! zimowe, hamowanie ostre i inne raptowne manewry na śliskiej
                nawierzchni wybić sobie z głowy bo mszczą się okrutnie.
                Jazdy doszkalające przed lub w trakcie zimy możesz sobie wykupić, a najlepiej
                coś takiego jak szkoła bezpiecznej jazdy - fajna sprawa bo daje sygnał jak
                dziwnie może się zachowywać auto i jak my dziwnie reagujemy.
                • wodadobra Re: Jazda zimowa 18.08.10, 16:03
                  wodadobra napisała:
                  Tzn to do yagi było ;-)

                  > Jazdy doszkalające przed lub w trakcie zimy możesz sobie wykupić, a najlepiej
                  > coś takiego jak szkoła bezpiecznej jazdy - fajna sprawa bo daje sygnał jak
                  > dziwnie może się zachowywać auto i jak my dziwnie reagujemy.
                • anna-pia Re: Jazda zimowa 18.08.10, 17:38
                  wodadobra napisała:

                  > A zimą - opony! zimowe, hamowanie ostre i inne raptowne manewry
                  na śliskiej
                  > nawierzchni wybić sobie z głowy bo mszczą się okrutnie.

                  O to dokładnie mi chodziło - że da się ruszyć i po lodzie, tylko
                  trza wiedzieć, jak :)
    • yaga7 Po pierwszej jeździe :D 19.08.10, 14:14
      Żyję ;)

      Aczkolwiek niewiele pamiętam, zwłaszcza jeśli chodzi o koordynację sprzęgło -
      gaz - biegi - kierownica ;) Ale ponoć z czasem wszystko przychodzi.

      No i zostałam modelowo obtrąbiona. I to nie dlatego, że zgasło czy coś, czy że
      na kogoś wpadłam. Nie, po prostu panom się spieszyło, a ja jechałam zgodnie z
      przepisami. Albo wolniej ruszałam. No jakaś masakra. Ale spoko, nawet się nie
      zdenerwowałam :)

      Jestem dobrej myśli co do reszty jazd.
      • madzi1 Re: Po pierwszej jeździe :D 19.08.10, 14:28
        Ooo fajnie. Napewno szybko wszystko ogarniesz :)
        A takimi palantami się nie przejmuj, przepisów nie łamiesz jadąc 50
        km/h po mieście. Jak im się aż tak spieszy, że trąbią to niech cię
        wyprzedzają jak takie chojraki ;) I kompletnie się przez takich nie
        denerwuj, potrąbi taki i przestanie.
      • madzioreck Re: Po pierwszej jeździe :D 19.08.10, 14:42
        No i git :D
        A trębacze...? Mają trąbki, to niech się, dzieciaczki, pobawią, a jak im się
        spieszy, to niech se kupią samoloty ;)
    • nancy_callahan Re: Pierwszy samochód - po dłuuuugiej przerwie ;) 24.08.10, 10:32
      A moim zdanie tego się jednak tak łatwo nie zapomina...
      Ja egzamin zdałam w 1997r., potem do 2006r. jeździałm sporadycznie
      (kilka razy w roku i raczej nie w dużych miastach).
      Od 2006r. wsiadłam do samochodu bez oporów, zaczęłam jeźdźić od razu
      po Poznaniu i nie miałam z tym większego problemu, na początku po
      prostu dokładniej planowałam trasy, aby wiedzieć dokładnie którędy
      mam jechać i nie szamotać się po mieście, móc wcześniej zmienić pasy
      ruchu i nie stresować się ich zmianą w ostatniej chwili, nie pchałam
      się z parkowaniem do ścisłego centrum miasta - wolałam zaparkować
      kawałek dalej a bez stresu i krążenia 10 razy w kółko.
      Okres przystosowawczy minął szybko i bezboleśnie:) Tobie na pewno
      też się uda:)
      Rady na początek:
      - na najczęściej pokonywanych trasach zwracaj uwagę i zapamiętuj
      układ pasów ruchu - tak aby wcześniej pamiętać, że trzeba zmienić
      pas, bo np. z niego robi się pas do skrętu, gdzie skręcać nie chcesz;
      - planuj trasę z mapą i straj się ją zapamiętać, ewentualnie
      obejrzeć na mapie jakieś trasy zastępce w razie remontu czy innych
      zdarzeń;
      - najczęstsze trasy przejechać na początku w czasie mniejszego
      natężenia ruchu - w nocy, o świcie:);
      - nie ulegaj presji szybkiego startu spod świateł i salomu po
      pasach, aby wyprzedzić jeden pojazd - jedż spokojnie swoim tempem i
      z prędkością która Ci odpowiada;
      - uważaj na rowerzystów wyjeżdżających rowerem na przejścia dla
      pieszych - dla mnie to byłą zmora..
      - nie zabierja w charakterze pasażerów doświadczonych kierowców,
      którzy nie moga pohamowąć się od uwag i pouczeń - zabranych wysadzaj
      w dowolnym miejscu:)
      A kilka godzin jazdy z instruktorem dla przypominienia to na pewno
      dobry pomysł:)

    • yaga7 No i mamy :D 18.09.10, 16:53
      Dojechałam z salonu pod nasz blok (z objazdami przez pół miasta, wjeżdżaniem w różne podejrzane uliczki - bo wolę to niż korki w centrum) i żyję :) A mój mąż w roli nawigatora świetnie się sprawdza, bo wszystkie przepisy i skrzyżowania ma w małym palcu (ale prawka nie ma, niestety), więc on mi mówił co robić, a ja robiłam :) Czułam się prawie jak z instruktorem, więc nie jest źle.
      Teraz mi pozostaje tylko dużo ćwiczyć i jeździć, ćwiczyć i jeździć... ;)
      • marciasek Re: No i mamy :D 23.09.10, 14:37
        No to szczere gratulacje, bo z wyjazdem z salonu bywa różnie. Najgorzej wyjeżdżało się od Bełtowskiego przy Zakopiańskiej w stronę centrum - tam włączenie się w ruch przy braku doświadczenia graniczyło z cudem i wypadki z udziałem nowiusieńkich aut zdarzały się całkiem często. Teraz ponoć sytuacja się tam poprawiła, bo zniwelowali wzniesienie i przynajmniej widać, czy ktoś jedzie.
        • yaga7 Re: No i mamy :D 23.09.10, 15:32
          No tu na szczęście nie było tak źle źle, bo wyjeżdżałam spod Wieliczki w stronę Wieliczki i dopiero na Kraków, a potem przez Bieżanów, most Wandy i Hutę, więc spokojnie.
          Zresztą jak jadę w trasie - czyli nie w korkach i nie po osiedlach - to nawet jeździ mi się ok, bo hamowanie / ruszanie na skrzyżowaniach jest ok.
          Najgorsze to parkowanie i zmiana pasów. AAA.
          • marciasek Re: No i mamy :D 23.09.10, 15:57
            I jeszcze ruchliwe ronda bez świateł. Auć, nie lubię.
            I dlatego nie jeżdżę :)
            • yaga7 Re: No i mamy :D 23.09.10, 16:13
              No ja jednak nie mam trochę wyjścia, bo Luby nie zdał kilka razy (mimo świetnej teorii i chyba dobrego jeżdżenia, ale nerwy go zjadają bardziej niż mnie) i na razie sobie odpuścił.
              A jednak po latach już mam dość tłuczenia się autobusami / pociągami i w pewnym wieku (:P) człowiek zaczyna być jeszcze bardziej wygodny i chciałby po prostu dojechać gdzieś sam i bez problemów.

              Mam nadzieję, że po paru miesiącach w miarę czynnej jazdy (na pewno nie codziennej, ale 2-3 x tygodniowo) już się nie będę tak stresować i będzie mi szło coraz lepiej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka