kamu_flash
03.11.10, 15:22
Nosiłam się z tym tematem, już od pewnego czasu, a teraz przynagliły mnie okoliczności. Wiem, że znajdę tu życzliwe osoby, które znają się na milionie spraw i może i mnie pomogą, doradzą.
Przejdę do rzeczy. Chodzi o poradę sercową.
Chodzimy z moim TŻ dwa lata. Poznaliśmy się na imprezie u koleżanki, już na początku ja spodobałam mu się bardzo, on mnie mniej (jest super przystojny i to mnie bardzo pociągało). Potem była trudna sytuacja w której on (zupełnie obcy, widziany raz w życiu) bardzo mi pomógł (przez znajomych). Potem długie randkowanie (5 mies), był naprawdę bardzo cierpliwy, kochający, czarujący, zdobywający i udało się, zdecydowałam, że chcę z nim chodzić. Mimo braku motyli w brzuchu - zakochałam się w nim.
TŻ skończył studia i pracuje w moim rodzinnym mieście, ja studiuje w innym i w tym roku kończę (ja 23, on 24). To mój pierwszy chłopak, więc bycia w związku i życia z drugą osobą uczyłam się z nim. Wychodziło (wychodzi?) nam fajnie, naprawdę dobrze się dogadujemy, potrafimy rozmawiać, śmiać się razem. Jest odpowiedzialny, inteligentny, wrażliwy, czuły, pracowity. Jednocześnie jest moim najlepszym przyjacielem. Ma wady, które mi przeszkadzają - dialog 'co u niego' wygląda jak przepytywanie, na moje pytanie odpowiada jednym zdaniem. Jak proszę, żeby rozwinął temat - 2 zdania więcej. Nie jest zbyt dowcipny, trafi mu się żarcik, ale raczej rzadko.
Nigdy nie naciskał na ślub, jednak kilka razy już o tym rozmawialiśmy i wie, jak bardzo się boję, jestem niepewna i jakie mną targają wątpliwości. Miałam (i nadal mam, choć już w trochę lepszej wersji) naprawdę porąbane życie rodzinne i ciężko mi uwierzyć, że mogłabym być w szczęśliwym, długodystansowym związku. Wszyscy (dosłownie wszyscy) w mojej rodzinie są nieszczęśliwi w małżeństwie i bardzo się boję, że i ja powielę ten schemat.
Tak naprawdę nie mam pojęcia jaki powinien być dobry związek, jak go budować.
Ostatnimi czasy siedziało mi ciągle w głowie to, że nie wiem czy z TŻ to na zawsze. Chciałabym wiedzieć czy w tę czy w tamtą. W końcu podjąć jakąś decyzje, bo noszę się z tym już długo.
Wczoraj kiedy mnie całował cały czas świdrowało mi to umysł i w połączeniu z bliskością - popłakałam się, co spowodowało długą i bolesną rozmowę. TŻ praktycznie powiedział za mnie, to czego ja bałam się wypowiedzieć, a ja tylko potaknęłam. Że się boję, że nie wiem, że kłócą się we mnie dwa bieguny - jeden który kocha i któremu jest z nim dobrze i drugi, który czuje, że coś jest nie tak. On postanowił, że na jakiś czas robimy sobie przerwę.
Nie umiem tego wszystkiego skompilować i znaleźć rozwiązanie. Teraz zastanawiam się, czy jeszcze go kocham. A coś we mnie mówi, że kocham i nie chce się rozstawać. Ale skąd wiedzieć, że to jest na zawsze?
Jesteśmy katolikami, wiec mieszkanie razem bez ślubu nie wchodzi w grę.
Nie wiem co zrobić. On nie będzie wymuszał decyzji, ale czuję, że to czas by jakąś podjąć.
To najważniejsza decyzja w moim życiu, decyzja o byciu z kimś na zawsze. Czy jeśli nie czuję, że to ten, to znaczy, że to nie ten? Czy jakoś można rozpoznać, że z kimś będzie się szczęśliwym przez długo długo? Czy można dzisiaj rozeznać, że ktoś będzie mi pasował w przyszłości? Skąd do cholery wiedzieć, że to ten jedyny?
Nick mam kamuflażowy, bo TŻ zaglądając mi przez ramię często podczytuje LB, więc wolę zachować ostrożność.