teresa104
10.01.11, 21:02
Wiadomo, czasem spada na człowieka nieszczęście.
Mój problem jest taki, że dostałam bony podarunkowe kulturalno-rekreacyjne o wartości 200 złotych. Nie wiem, czy to mało czy dużo. A już zupełnie nie mam pojęcia, co z nimi zrobić. Serio. Bonom towarzyszyło życzliwe, życzliwawe, przeklęte raczej: "zrób coś wyłącznie dla siebie". Klęska urodzaju?
No bo: do fryzjera nie chodzę, sama konserwuję włosy, co może nie wychodzi mi najlepiej, właściwie to fryzurę mam jak dziewczęta z Nowolipek, tylko że jak jedno dziewczę. Fryzjer odpada, od fryzjera tylko mam zgryz i czekanie, aż włosy odrosną.
Nie byłam nigdy u kosmetyczki. Może zgroza, może nie. No ale powiedzmy, że przełamałam się i poszłam. I co dalej? Ja nawet nie wiem, co można sobie u takiej kosmetyczki zażyczyć. Właściwie zawsze obsługuję się sama i nie widzę powodów, by do szarpania moich wąsów czy skrobania żółtych pięt mieszać jakąś niewinną osobę.
Karnety sportowe odpadają, bo już sportuję się w lesie i nawet na to czasu mi brak.
Na zabiegi w jakimś SPA (w którym również nigdy nie byłam) te dwie stówy to też mało (jak wynika z mojej pobieżnej kwerendy cennikowej).
Zabiegi stomatologiczne są mi obecnie zbędne.
Kino, teatr, filharmonia nie byłyby tylko dla mnie.
Może jako kobiety z większym rozmachem, z jakimś talentem do życia, umiecie mi podsunąć myśl, na co by te kartki puścić, żeby to było "wyłącznie dla mnie".
Oczywiście, jeśli któraś z Pań ma problem straszny lub jeszcze gorszy, proszę pisać.