chrrr
28.03.11, 16:40
Były kiedyś na loby wątki nieco podobne, ale chciałabym zawęzić temat do konkretnej relacji podwładna - przełożony. Byłyście kiedyś w sytuacji, w której wasz szef, wykładowca, itp prawił wam niechciane komplementy, starał się przebywać jak najczęściej w waszym towarzystwie, ściągał was do siebie pod byle pretekstem? Jak sobie radziłyście z tą sprawą?
Ostatnio znalazłam się w niejasnej, niekomfortowej sytuacji na uczelni. Nie zaliczyłam pewnego przedmiotu, ale nie zdecydowałam się powtarzać, zamieniłam na inny, prowadzone przez mojego wykładowce od seminarium. Razem ze mną z mojego roku poszło jeszcze ok 15 osób. Facet od początku traktował nam ostro, postawił trudniejsze warunki zaliczenia niż własnym studentom. Na ostatnim wykładzie usiadłam z kolegami w ostatnich ławkach. Pod tablicą student prowadził referat. W pewnym momencie wykładowca podnosi głos i mówi do moich kolegów ( byłam jedyną dziewczyną w tym składzie ), że gadają, przeszkadzają i mają się przesiąść do pierwszej ławki. Potem dodaje "a pani też". Wstaję, idę do przodu, a nagle facet poklepuje z takim obleśnym uśmiechem miejsce obok siebie i mówi "Pani siada tutaj. Takie piękne dziewczyny powinny siadać obok profesora." Mnie zatkało, całą salę też. Facet patrzy na studentów i słyszę "No co, nie uważacie tak samo?". Dalej cisza, ja wieję najdalej, jak się da. Potem ćwiczenia, nic specjalnego się nie dzieje. Niby nic, drobiazg, nie powinnam się przejmować. Ale potem słyszę od kolegi, że na konsultacjach facet zachowuje się bardzo agresywnie, krzyczy, przeklina, wyzywa własnych studentów, nierzadko i osobę, która do niego przyszła. Potem parę innych osób o potwierdziło. Trochę mnie zmroziło. Krzyczeć to sobie na mnie może, nie rusza mnie to. Ale jak przystopować takie niechciane zainteresowanie, komplementy? W każdym razie jeżeli w przyszłości coś podobnego się powtórzy?
Może przesadzam, ale nieprzyjemnie się poczułam, a nie wiem jak się w takich sytuacjach zachowywać.