ja_joanna
29.06.11, 02:56
Jestem załamana. Dostałam właśnie anonim od sąsiadów, którzy piszą, że "znęcam się nad psem" bo "często całymi godzinami i do późnych godzin nocnych" jest sam w domu i w tym czasie "szczeka, wyje i płacze". Grożą mi zgłoszeniem na policję, do straży miejskiej i do wynajmującego. To ostatnie mogłoby się skończyć tym, że wynajmujący cofnie zgodę na trzymanie psa w domu lub też wypowie mi umowę.
Jestem załamana, bo oczywiście list jest na maksa niesprawiedliwy i sąsiedzi (jak mniemam z bloku naprzeciwko) nie mają pojęcia o całej sytuacji. Nie wiedza, że Lisio płacze nawet jak jestem pod prysznicem, a on siedzi pod drzwiami prysznica. Nie wiedzą, że nie mogę iść do łazienki, żeby nie płakał. Nie wiedzą, że wielokrotnie zastanawiam się, zanim wyjdę z domu bez niego, czy to jest konieczne i czy na pewno nie mogę go wziąć ze sobą. Nie wiedzą, że stawiam wszystko na głowie, żeby być z nim i dla niego 24h na dobę. Nie wiedzą, że jest psem który spędził 3 lata w schronisku i chce teraz tylko miłości i swojej pani u boku. I nie wiedzą, jak długo walczył, a raczje jak długo walczyła marisella, żeby znaleźć dla niego i jego brata dom.
Lisio zostaje w domu sam na nie więcej niż 2-3 godziny dziennie, ale to się naprawdę rzadko zdarza. Przez większość dni nie wychodzę bez niego wcale, lub wychodzę tylko na pocztę czy do sklepu, to mi nie zajmuje nawet godziny. Wieczorami prawie zawsze jestem w domu. Dziś wyszłam na 1,5 godziny, poprzedni raz był ok. 3 tygodnie temu!
Od początku był problem jego zostawania samego. Wcześniej nie było problemu bo był z bratem, ale odkąd jest zupełnie sam, jest to problem. Próbowałam go tego oduczyć, ale nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat. Nie stać mnie na trenera czy trenerkę. :(
Ale teraz zostałam postawiona pod ścianą. I muszę natychmiast zawalczyć o to, żeby Lisio przestał się bać. Jutro rano mam wizytę u lekarza, którą prawdopodobnie odwołam, żeby na jakiś czas był spokój. Poza tym będę zamykać okna, żeby Lisia nie słyszeli (swoją drogą, to w mojej częstotliwości wychodzenia niewiele się zmieniło, tylko cały czas są otwarte okna, więc raczej to jest przyczyna, że napisali teraz list, że "coraz częściej się zdarza", pewnie to częściej słyszą).
Nigdy bym nie skrzywdziła Lisia i nigdy nie chciałam dla niego niczego złego. Mam świadomość, że cierpi, kiedy mnie nie ma. Ale uznałam, że z dostępnymi mi możliwościami w tej chwili nie mogę tego zmienić. Może za szybko się poddałam?
Jestem od wielu lat wegetarianką, zawsze kochałam zwierzęta, w końcu dlatego wzięłam Lisia od mariselli. I teraz to?...
Czuję się tak strasznie niesprawiedliwie potraktowana. I w dodatku muszę natychmiast coś zrobić, bo boję się konsekwencji nie zrobienia nic. A konsekwencje mogą być poważne, jeśli zgłoszą na policji, że "znęcam się na zwierzętach". Zanim byłabym w stanie to odkręcić... ech... w ogóle nie chcę o tym myśleć. :(((((((
Macie jakiś pomysł? Co mogę zrobić? Niestety finansowo w tej chwili jestem w totalnym dołku, muszę pożyczać kasę, żeby zapłacić rachunki, a co dopiero fundować Lisiowi osobistą trenerkę :( w lipcu muszę zapłacić za studia i zapłacić podatek za całe pierwsze pół roku (bo zmieniono mi właśnie formę opodatkowania).
Dlatego szukam informacji, jak mogę go nauczyć zostawania samemu tak, żeby się nie bał.
Znacie się? Znacie kogoś kto się zna?
Potrzebuję szybkie i sprawdzone rady... Wiem, że to nie takie proste.
Idę szukać, czy Cesar (zaklinacz psów) ma na ten temat coś do powiedzenia.