pierwszalitera
23.09.11, 13:47
Ostatnio postanowiłam zmienić długoletnią fryzurę. Z włosów dosyć długich, sporo za ramiona, zrobiłam sobie bardzo krótkiego boba, do brody w każdym razie nie sięgają, z lekko wycieniowanym karkiem. Idąc do fryzjera byłam bardzo pozytywnie nastawiona, wydawało mi się, że optycznie się poprawię, nabiorę klasy, elegancji, włosy będą wyglądały na zdrowsze, bardziej zadbane. Do tego same praktyczne korzyści, szybsze mycie, krótsze suszenie, łatwiejsza stylizacja. Rozpuszczam włosy u fryzjera, wyciągam zdjęcie boba z torebki, a fryzjerki w lament : I pani chce tak krótko? Z takimi włosami? No kurcze, podłamka. Co jest takiego w długich włosach, że dziewczyny płaczą nad każdym centymetrem, a fryzjerkom gną się nożyczki? Czy krótkie fryzury to tylko zło konieczne dla kobiet, których natura nie obdarzyła gęstym i zdrowym skalpem, czy mogą być z założenia czymś fajnym i wartym pożądania dla każdego typu włosa? Macie jakieś uprzedzenia czy doświadczenia? Moja nowa fryzura bardzo mi się w każdym razie podoba, ma tylko jedną wadę, nie robi już za szalik i było mi trochę zimno w szyję po wyjściu od fryzjera. ;-)