heliamphora
17.12.11, 09:19
Od zawsze nie znoszę świątecznego sprzątania, bo wyrosłam w domu, gdzie szorowanie i czyszczenie do upadłego było otoczone kultem, a porządki zawsze otaczała atmosfera pospiechu, stresu i perfekcjonizmu. Sama więc sprzątam przed świętami w bardzo ograniczony sposób: układanie rozbałaganionych rzeczy, mycie okien, odkurzanie, wywalanie/oddawanie tego, co mi w ręce wpadnie, a uznam za niepotrzebne. Plus czyszczenie kuchni, łazienki i toalety. Czyli w sumie nic ponad zwykłe porządki. O świąteczności decydują raczej lampki, choinkopodobne rzeczy, zapach mirry i cynamonu do pomieszczeń.
W porównaniu do standardów mojego domu rodzinnego, te moje "porządki" to szczyt lenistwa i abnegacji, bo "prawdziwe sprzątanie" powinno obejmować: trzepanie dywanów lub ich czyszczenie na kolanach, pranie, krochmalenie i prasowanie zasłon i firanek, dogłębne porządki w szafach i szufladach, mycie i czyszczenie zastawy stołowej, pastowanie podłóg... Plus kilkudniowe mordercze i wielogodzinne przygotowywanie mnóstwa potraw, bez względu na ich pracochłonność. Jak miałabym mieć takie atrakcje przed świętami, to już wolałabym spędzić Boże Narodzenie w McDonaldzie z kubkiem piernikowej kawy.
Dobrze mi z tym co mam, ale wiele moich znajomych (kobiet, bo mężczyźni jakoś lekko do tego podchodzą) zasuwa przed świętami do granic wytrzymałości. Czuję się przy nich trochę ufoludkiem. A Wy jak macie?