miss-alchemist
19.08.12, 21:48
Dzisiaj podczas rodzinnego grilla moja ciocia (siostra mojego taty) złożyła mi i mojej siostrze propozycję, byśmy pojechały z nią i z wujkiem nad morze na tydzień. Propozycja nie była raczej zaplanowana, padła w ogniu dyskusji o tym, gdzie to oni w tym roku nie byli i gdzie to jeszcze nie jadą ;) Ale pod koniec imprezy ciocia zapewniła, że propozycja jest jak najbardziej poważna. Wujek potwierdził, ale wujek jest kamienna twarz i trudno powiedzieć, co naprawdę o tym myśli :P
No ale sytuacja wygląda tak - oni mają tam opłacony domek i mówią, że nie ma znaczenia, że będzie więcej osób (wydawało mi się, że płaci się za osobodobę). Jechaliby samochodem, więc jedyna różnica byłaby w kilku litrach spalonych więcej przez obciążenie. W międzyczasie nocleg w Warszawie (mieszkamy na podkarpaciu) u ich córki, a naszej kuzynki, której pewnie i tak nie będzie w mieszkaniu (ale ona na pewno by o tym wiedziała, że będzie ktoś oprócz jej rodziców, pewnie i też by się chętnie z nami zobaczyła, bo jej nie widziałyśmy sto lat). Musiałybyśmy sobie załatwić w zasadzie jedynie wyżywienie.
I tu wkraczają dylematy.
Po pierwsze, obu nam strasznie głupio wbijać się tak na krzywy ryj i w zasadzie za darmo jechać nad morze. Żadna z nas nie ma tyle pieniędzy, by partycypować w kosztach domku oraz podróży. Po drugie boimy się, że będziemy dla nich swego rodzaju obciążeniem, tzn nie trzeba się nami bynajmniej opiekować ;), ale mogą mieć swoje plany (chociaż ciocia twierdzi, że mają ten teren obcykany i nie mają żadnych planów). Po trzecie, nie wiemy, jak wyglądałby kilkudniowy pobyt z nimi, choć bardzo ich lubimy, ale nigdy nie mieliśmy wspólnego wyjazdu.
Na korzyść wyjazdu przemawiają dwie rzeczy. Po pierwsze, z ciocią i wujkiem jesteśmy jako cała rodzina naprawdę super kontaktach. Często są goścmi w naszym domu, my gościmy u nich na działce, moi rodzice opiekują się ich mieszkaniem, kiedy oni są na wakacjach. Opiekowaliśmy się także ich psem, gdy jechali tam, gdzie nie mogli go zabrać. Po drugie, ja ostatnio nad morzem byłam na przełomie września i października chyba 3 lata temu na kilka dni, a taki prawdziwy wyjazd nad morze zaliczyłyśmy obie z siostrą blisko 20 lat temu, jako dzieci (ona później nigdy nie była nad morzem, więc nic dziwnego, że dosyć się napaliła). Żadna z nas nie była w tym roku na wakacyjnym wyjeździe (tzn ja byłam 5 dni z chłopakiem w świętokrzyskich, lało cały wyjazd).
Dodatkowa kwestia to taka, że miałam w bardzo zbliżonym (w zasadzie niemal pokrywającym się terminie) jechać do mojego chłopaka (on teraz pracuje, więc nie możemy się inaczej widywać w wakacje). Jego rodzice na to liczyli, bo sami chcą wyjechać i mieli nadzieję, że zajmę się psem (chociaż nie umawialiśmy się konkretnie). No i też chciałabym się z nim zobaczyć, bo tęsknię, chociaż widzieliśmy się w sumie niedawno ;) No i gdybym ja nie pojechała, prawdopodobnie nie pojechałaby też moja siostra, bo nie chce sama.
No i taki dylemat mam, z jednej strony to świetna okazja, która może się już nie powtórzyć w najbliższym czasie i bardzo by się chciało nad to morze wyjechać. Z drugiej strony to byłoby duże zobowiązanie, ogromny dług wdzięczności i jednak głupie uczucie, że nic nie płacimy (bo choćbyśmy chciały, to nie mamy czym). No i nie wiadomo, jak się ułoży wyjazd, bo w gruncie rzeczy nie spędzałyśmy z nimi nigdy nawet kilku dni z rzędu. Wstępnie bardzo się ucieszyłyśmy i wykazałyśmy zainteresowanie, ale na razie powiedziałyśmy cioci, że musimy się nad tym zastanowić.
Siostra ma podobne wątpliwości - z jednej strony chciałaby jechać, z drugiej strony jest jej równie głupio jak mi.