mokta
24.05.13, 21:52
Hej,
Mam problem natury sąsiedzkiej. Miejsce blok. Pod nami babka wynajmuje mieszkanie. Problem jest taki, że ten sąsiad urządza balangi trwające do białego rana. Oczywiście suto zakrapiane. Nie trwa to codziennie ale powtarza się. po ostatnim wyskoku i narobieniu rabanu w współdzielni cisza trwała ok. 5 miesięcy. Wzywanie policji nic nie daje. Nie dali im nawet mandatu. Wszyscy pijani, agresywni - po odejsciu policji walili w sufit ( a moją podłogę) i kaloryfer. O siarczystym klnięciu nie wspomnę przy odgłosie pękającego szkła. Dziewczyna od nich wyszła o godzinie 4 rano na 4 konczynach.
Zgłoszenie sprawy do wlascicielki to jak gadanie do głuchego. "Ale ten chłopak jets taki grzeczny, matka tak bardzo za nim stoi, ja przyjeżdżam co raz i wszedzie czysto".
Tak, szkoda tylko, ze nie mieszka nad nim... Baba wynajmuje to mieszkanie od wielu lat, ile bydła sie przewineło, można by książke napisać. Mieszkają tam dwie osoby - babka zarzeka się, że tylko jedna. To nie pierwszy raz zresztą. Poprzednim razem mieszkało tam 4 dziewczyn a oficjalna wersja brzmiała, że 2.
Mam dość. Problem ze zdrowiem zmusił mnie do tego. Wlascicielka błagała aby nie podawać sprawy do dzielnicowego i obiecała, że będzie juz spokój. to się niestety nie sprawdziło.
Przyjmę wszelkie sugestie co można w tej sprawie zrobić.