Dodaj do ulubionych

Stop zwolnieniom z WFu

06.09.13, 17:01
Nowa akcja mająca na celu promowanie ruchu wśród najmłodszych.
Z założenia nie można tego potępiać, bo ruch jest ważny w każdym wieku, a im młodsze osoby przekona się o jego walorach i wszczepi im się sportowego bakcyla tym lepiej :)
ALE.
Nie byłoby tego tematu bez ale ;) Pamiętając wf ze szkoły podstawowej/gimnazjum/liceum wspominam go po prostu źle. Do teraz nie jestem sportową osobą, nie lubię specjalnie uprawiać sportu, ale tak czy siak czasami do tego zmuszam, dla zdrowia. Jednak w czasach młodzieńczych wf polegający na zmuszaniu do gry w koszykówkę/siatkówkę/biegów/gimnastyki był dla mnie przykry. Na nic nie przydał mi się skok przez skrzynię, czy traumatyczne dla mnie biegi długodystansowe (lato+alergia+ruch na dworze+mająca w tyłku zaropiałe oczy wuefistka = fatalne samopoczucie). Dodatkowo, osoby zwolnione z wfu miały wyższe średnie, bo nie musiały liczyć sobie tego przedmiotu, co też, jako nie-najwybitniejsza-jednostka-w-sporcie, uważałam zawsze za krzywdzące (policzcie - są dwie osoby, obie mają z przedmiotów powiedzmy 4 piątki i 4 szóstki, ale jedna z nich dodatkową piątkę z wf. Jedna osoba w związku z tym ma średnią 5,5, a ta ćwicząca 5,44. Wiem, że różnica jest mała, ale z tego powodu w mojej szkole nie dostałam dyplomu najlepszego ucznia o który starałam się cały rok, bo chodziłam na wf w przeciwieństwie do mającej takie same oceny koleżanki. Więc przez wf było mi szalenie przykro). Dalej, u nas chłopacy zawsze grali w piłkę, co wszyscy uwielbiali, a dziewczyny miały przegląd przez wszystkie dyscypliny, z których były takie, które wszystkie równo nienawidziłyśmy... Ale nigdy żadna z wuefistek nie brała pod uwagę tego, co jej mówiłyśmy o naszych preferencjach wobec sportów.
Przez to jak wyglądają wfy wcale mnie nie dziwi, że niektóre dzieci nie chcą na nie chodzić. Jeżeli moje też zgłoszą się do mnie, że nie chcą, bo inne dzieci się z nich śmieją (bo nie potrafią szybko biegać, celnie kopać czy cokolwiek) albo źle się czują, to naprawdę postaram się o takie zwolnienie.
Jakie jest Wasze zdanie? Może macie dzieci w wieku szkolnym, które bardzo chcą/nie chcą chodzić na wf? Jak wtedy reagujecie?
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 17:15
      Warto jeszcze dodać brak możliwości umycia się i radosne śmierdzenie do końca lekcji tego dnia.
      • mszn Re: Stop zwolnieniom z WFu 07.09.13, 00:20
        No właśnie, niech mi ktoś to wytłumaczy. W dwóch z trzech moich szkół były prysznice, tylko oczywiście wody w nich nie było. Koszty wody? Niemoralna nagość w przebieralni? Bezpieczeństwo? Jakoś na szkolnym basenie prysznice były i nikt niczego sobie nie połamał ślizgając się na mydle.
        Chodzę teraz na zajęcia sportowe w sali wynajętej od gimnazjum w Niemczech i nie mam żadnego problemu z umyciem się - da się.
        • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 07.09.13, 22:21
          W mojej podstawowce i liceum tez byly prysznice i tez nieczynne, traktowane jako skladzik, ew. dodatkowa powierzchnia do przebierania sie. Podobno dzialaly w PRL-u, tak samo jak rozne kluby sportowe, zawody, cuda wianki (moja mama chodzila do tych samych szkol i widzialam jej dyplomy z roznych spartakiad i podobnych). Z innych przedmiotow bylo podobnie. Ciekawe czemu to sie skonczylo.
    • madzioreck Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 17:41
      A co to za akcja? i co dokladnie znaczy "stop zwolnieniom z w-f"?

      W podstawówce i liceum przez większość czasu też miałam zwolnienie z wuefu. Przez większość tego czasu próbowałam to obejść, ale się nie dało. W podstawówce miała wuefistkę-żandarma, która kazała nam robić rzeczy zagrażające bezpieczeństwu, której nie obchodziło zwijanie się z bólu, jak któraś ma okres, bo ona jak ma okres, to też trenuje, więc można.
      Pani kazała np. siadać w długim rzędzie i wyciągać przed siebie nogi, i każda po kolei miała biec podciągając kolana wysoko, bieg odbywał się między nogami siedzących koleżanek. chyba nie muszę mówić, jak się to skończyło...
      W liceum też miałam zwolnienie z wuefu i nawet chciałam na niego chodzić, przełykając te debilne skoki przez kozła. Z jedną nauczycielką udało mi się dogadać - tzn. pokazałam jej to zwolnienie, powiedziałam, w czym jest kłopot, że mam do bani stawy, że czasem puchną i bolą jak piorun i nie wszystko mogę robić, ale wiele mogę i nie chcę rezygnować z zajęć (w tym czasie zresztą chodziłam też na dodatkowe treningi). No i z tą jedną nauczycielką się dało, wręcz doceniła, że chcę chodzić, choć nie muszę. A, no i nie domagałam się piątki z wuefu, nie mogąc robić tego i tamtego. A nauczycielka z kolei dostosowała nieco zajęcia, nie skupiając się szczególnie na przysiadach. I było fajnie, mi wszyscy byli zadowoleni.
      Potem przyszedł wuefista były komandos, i nie było przebacz. Było za to: nie udawaj, nic cię nie boli. Zwolnienie nie masz? No to chodzisz i robisz wszystko, albo nie chodzisz i wypad z zajęć. No to nie chodziłam...
      • neiti89 O czym cała akcja 06.09.13, 22:37
        Ministerstwo Sportu wymyśliło kampanię właśnie pod takim tytułem, która ma zachęcić do aktywniejszego udziału w szkolnych zajęciach wf. Wszystko dzieje się w mediach, nie kojarzę, żeby miały wchodzić jakieś prawne regulacje odnośnie tematu. Ogólnie chodzi o zwrócenie uwagi rodziców na to, że ruch jest potrzebny, wg jakiśtam badań polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, dramat i sensacja (jak wpisze się "Stop zwolnieniom z WF" to można zaleźć kilka bardzo podobnych, krótkich artykułów informujących o rozpoczęciu akcji).
        I z tym nie zamierzam się spierać, tylko że ja wfów nie cierpiałam, a dodatkowe zajęcia z tenisa to był dla mnie bajer, po prostu w szkole to było straszne...
    • tfu.tfu Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 18:10
      i piłka lekarska oraz skok przez kozła... okropieństwo. jak dostałam wuefistę w 7 klasie zamiast tej okropnej baby, to się okazało, że można dzieciom zaszczepić miłość do ruchu dając im piłkę ręczną i judo...
    • miss-alchemist Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 18:22
      Wszystko fajnie, ale jak sobie przypomnę wf z czasów szkolnych i to, jaką był dla mnie traumą, to wcale nie dziwię się tym zwolnieniom i niechęci dzieci wobec tego przedmiotu. Co więcej, znam sporo osób sprawnych i aktywnych fizycznie, które w swoim czasie postarały się o zwolnienie z wf, mając w głowie to, jak beznadziejnie jest realizowany w polskich szkołach.

      Pomijam kwestię, że wf w polskiej szkole najczęściej realizowany jest na macie - "macie i grajcie". Non stop siatkówka, a w zasadzie przebijanie kawałka nadmuchanej koziej skóry przez siatkę, ponieważ NIKT przez 12 lat szkoły nie uczył mnie JAK grać w siatkówkę. Tak samo różnego rodzaju sprawdziany zaliczeniowe pt. "a dzisiaj pobiegniemy sobie na 400 metrów na ocenę" bez wcześniejszego treningu, bez przygotowania fizycznego, bez wyjaśnienia JAK biegać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Do tego zero kontroli nauczyciela nad klasą, najgorzej przy wf łączonym z płcią męską - jak nie trafisz w piłkę, to od razu ktoś się rzuca z mordą wyzywając cię od ofiar losu i sierot, tylko w mocniejszych słowach. A jeśli ktoś umie np. dobrze pływać albo podnosić ciężary? Co z tego, przecież na WF musi umieć siatkówkę (dziewczęta) i piłkę nożną (chłopcy). Kolega z klasy licealnej osiągnął niezły wynik na Mistrzostwach Polski juniorów w judo, ale to nadal było za mało nawet na 5 z wf. Bo nie szło mu w piłkę nożną (nawet jeśli koledzy z jego klasy umieli grać TYLKO w nogę).

      Do tego ocenianie z wf jeszcze pogarsza sprawę - mniej sprawne dzieciaki, zamiast czuć się zachęcone do sportu, dostając złe oceny, dodatkowo zniechęcają się, załatwiają właśnie zwolnienia. WF po prostu nie spełnia przez to swojej funkcji - nie zachęca młodzieży do sportu i nie utrzymuje dzieci w dobrej kondycji. Sport kojarzy się dzieciakom i młodzieży z czymś przykrym, wyjątkowo nieprzyjemnym (zresztą - prawie wszystko w szkole się tak kojarzy).

      W szkole nie ma też wyboru, jaki rodzaj sportu chce się uprawiać, a to przecież kluczowe przy zachęcaniu do aktywności fizycznej! Jeden będzie lubił biegać, inny będzie lubił pływać, jeszcze inny polubi siatkówkę, ktoś będzie ćwiczył gimnastykę. Zmuszać kogoś, kto nieźle pływa do np. znienawidzonego biegania - to jest zabijanie miłości do sportu, zniechęcanie.

      Pomijam już żenujące warunki w polskich szkołach - WF w środku lekcji, brak możliwości wzięcia prysznica, przebrania się..

      Nie mam dzieci i nie planuję, ale gdybym miała i takie dziecko poprosiłoby mnie o załatwienie zwolnienia - załatwiłabym, pod warunkiem zapisania się na dodatkowe zajęcia sportowe poza szkołą, oczywiście wybrane. Tak np. miał mój chłopak w czasach licealnych - załatwił sobie zwolnienie z WF, ale aby nie zgnuśnieć, aktywnie jeździł na rowerze i bardzo dużo pływał. Na pewno na lepiej mu to wyszło, niż kopanie piłki na szkolnej sali.
      • szarsz Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 18:57
        W ogóle pokażcie mi przedmiot co do reguły nauczany w polskiej szkole dobrze. Ja nie znam. I nawet jeśli ja wspominam jakiegoś nauczyciela dobrze, to 3/4 klasy nie, bo akurat ja miałam talent do tego czy owego, a pan ów bardzo dobrze współpracował z uczniami uzdolnionymi, z resztą nie.

        Raz miałam cudownego wuefistę, w liceum. Przegląd przez dyscypliny był, ale nie na ocenę - wybierałyśmy sobie, z czego chcemy mieć sprawdziany i co zaliczamy na ocenę. Ja też poszłam do niego i powiedziałam, że wielu rzeczy nie mogę i że bardzo chcę, ale jeśli się nie da tak połowicznie, to pójdę po zwolnienie z wf. Dało się, na tyle się dało, że oprócz regularnych zajęć trzy razy, dwa w tygodniu chodziłam na dodatkowe zajęcia przed lekcjami na 7.10. W sumie wf miałam codziennie. A na wakacje jeździłyśmy nad jezioro, gdzie nasz pan opiekował sie ośrodkiem i za grosze wypożyczał nam sprzęt pływający i udostępniała pomieszczenie do spania. Cudownie było :)

        > nie JAK grać w siatkówkę. Tak samo różnego rodzaju sprawdziany zaliczeniowe pt.
        > "a dzisiaj pobiegniemy sobie na 400 metrów na ocenę" bez wcześniejszego trenin
        > gu, bez przygotowania fizycznego, bez wyjaśnienia JAK biegać, żeby nie zrobić s
        > obie krzywdy.

        No. A te brzuszki do siadu, po których bolał kark? Skok przez kozła, jakiego się bałam...
        Bieganie to też była moja zmora - to wszystko były czasy głębokiej przedlobbowej prehistorii, kiedy stanik nic nie podtrzymywał i biust radośnie się kolebał w rytm kroków, sprawiając nieznośny ból. A że do tego jeszcze biegać nie umiałam, oddechowo też, to wszelkie próby, zamiast rekordu kończyły się kolką.
        • smallfemme Re: Stop zwolnieniom z WFu 07.09.13, 04:06
          > > nie JAK grać w siatkówkę. Tak samo różnego rodzaju sprawdziany zaliczenio
          > we pt.
          > > "a dzisiaj pobiegniemy sobie na 400 metrów na ocenę" bez wcześniejszego
          > trenin
          > > gu, bez przygotowania fizycznego, bez wyjaśnienia JAK biegać, żeby nie z
          > robić s
          > > obie krzywdy.
          >
          > No. A te brzuszki do siadu, po których bolał kark? Skok przez kozła, jakiego si
          > ę bałam...
          > Bieganie to też była moja zmora - to wszystko były czasy głębokiej przedlobbowe
          > j prehistorii, kiedy stanik nic nie podtrzymywał i biust radośnie się kolebał w
          > rytm kroków, sprawiając nieznośny ból. A że do tego jeszcze biegać nie umiałam
          > , oddechowo też, to wszelkie próby, zamiast rekordu kończyły się kolką.

          Zawsze myślałam, że to tylko mój problem, że nie rozumiem, jak wykonać ćwiczenia. Przez większości podstawówki i gimnazjum miałam nauczycielki, które nawet się nie wysilały, żeby założyć dres i z nami poćwiczyć. Nauczyłam się udawać, że robię ćwiczenia, zamiast je robić naprawdę, bo zrobić ich porządnie po prostu nie umiałam, więc robiłam tak, żeby jak najmniej bolało... Wszelkie ćwiczenia aerobikowe polegały na radosnym machaniu kończynami, nikt nie sprawdzał, czy obciążamy obie strony symetrycznie, czy się dobrze rozciągamy przed i po, jak wykonujemy ćwiczenia. Pierwszy raz mniej-więcej poprawnie zrobiłam brzuszki dopiero na 2 czy 3 roku studiów...

          Moja historia.
          W połowie gimnazjum miałam pierwsze zajęcia w skoku wzwyż. Nauczycielka nawet nie pokazała, jak skakać. Skakałam na wyczucie i zakochałam się w tym. Byłam wysoka, długonożna i nawet skacząc nożycami miałam jeden z najlepszych wyników w klasie. Rywalizowałam w zasadzie tylko z koleżanką, która ćwiczyła wcześniej skoki w sekcji lekkoatletycznej. Chciałam wtedy to pociągnąć, poprawić jeszcze te skoki chociażby dla własnej satysfakcji, ale nie było takiej możliwości - nauczycielka stwierdziła, że nie ma szans, żebym została po zajęciach poskakać więcej, bo nie ma mnie kto pilnować. Nie miałam szans w sekcji, bo raz, że nienawidziłam biegać, a to nie omijało nikogo, a dwa, że prowadzący miał zwyczaj zalecać się do wszystkich członkiń sekcji, a ja nie miałam na to najmniejszej ochoty. To był jedyny moment aż do 2 roku studiów kiedy wf naprawdę mi się podobał, ale skończyło się na dwóch 45 minutowych lekcjach...
    • teresa104 Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 18:52
      A ja w ogóle mam wrażenie, że większość wuefistów ma nierówno pod kopułą. Albo do szkół zatrudnia się ich już takich szurniętych, albo odwala im od pracy w szkole.

      Na moją niechęć do wuefu wymyśliłam, że będę chodzić na inne treningi - usprawnię się i zajęcia szkolne będą pestką. Działało i w podstawówce, i w liceum (gimnazjum przeskoczyłam;). Na studiach w ogóle byłam gwiazdą fizkultury, co było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem. No ale ten pomysł to adaptacja do opresji, a nie zniesienie opresji. Dzieci lubią ruch i nie trzeba wśród nich ruchu "promować", fajnie by było, gdyby na zajęciach ten temperament kanalizować w mądry sposób pod nadzorem i nie robić z sali gimnastycznej katowni z narzędziami tortur. To zresztą odnosi się także do innych dziedzin nauczanych w szkole, do matematyki, języków, lektur, chemii itd.

      Moje "ulubione" ćwiczenie z podstawówki to czołganie się pod takimi długimi niskimi ławkami. Oczywiście jako bachor wybitnie wyrośnięty nie byłam w stanie się tam zmieścić, z trudem przepychałam głowę i tak mi zostawało. Nie mogłam pojąć, czemu wobec tak ewidentnego niedopasowania przyrządu do użytkownika jestem zmuszana kilkakrotnie w czasie lekcji demonstrować, jak bardzo się nie mieszczę i z trudem gramolić się z powrotem nadrywając sobie uszy.
      Za to naprawdę lubiłam biegi długodystansowe, rzuty piłką palantową, piłką lekarską, siatkówkę, koszykówkę, wszelkie sprawdziany wydolnościowe. Nienawidziłam zaś aerobiku, elementów gimnastyki artystycznej (profil szkoły), sprintu, skoków.

      Najgorsze na wuefach było wykorzystywanie dzieci do sprzątania, pielenia bieżni, zbierania potłuczonych flaszek z kortu, wybierania kamieni z piachu do skoków w dal. To było po prostu karygodne i mam nadzieję, że te praktyki się skończyły.

      Wszędzie zawsze były prysznice, tylko nie zawsze był czas, żeby z nich skorzystać.

      Nie przypominam sobie za to, żeby ocena z wuefu psuła komuś średnią, raczej nauczyciele brali pod uwagę, że krowa nie będzie sarenką i obecność, przystępowanie do sprawdzianów oraz chęć szczera wystarczały do otrzymania najwyższej noty.

      Generalnie W-F w formie, jaką ja przeszłam, uważam za kretyński, ale w głowie mi nie postało, żeby się z niego zwalniać.
      • babus2 Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 21:53
        Witam

        W tym roku moja córka zdała maturę i stwierdzam, że w szkołach wf się nie zmienił.
        Dziewczyna jest bardzo sprawna, kocha ruch, biegi długodystansowe, rower, łyżwy, snowboard, a lekcji wf w liceum nie cierpiała. W gimnazjum miała wspaniałą nauczycielkę
        i ćwiczyła z uśmiechem. W obu szkołach były podobne warunki. Moim zdaniem niechęć do zajęć wf w szkołach to głównie wina nudnego programu, sposobu jego realizacji i często strachu przed ośmieszeniem przez sprawniejsze koleżanki. Nadzieja w tym, że są nauczyciele, którzy sobie radzą z takimi problemami.

        Pozdrawiam
      • amoureuse Re: Stop zwolnieniom z WFu 12.09.13, 21:05
        > Najgorsze na wuefach było wykorzystywanie dzieci do sprzątania, pielenia bieżni
        > , zbierania potłuczonych flaszek z kortu, wybierania kamieni z piachu do skoków
        > w dal. To było po prostu karygodne i mam nadzieję, że te praktyki się skończył
        > y.

        Ja akurat uważałabym taką formę w-fu za zbawienie. Samego w-fu nie znosiłam, za to zostawaliśmy na tzw sprzątanie terenów po lekcjach, każda klasa miała wytyczony jakiś fragment wokół boiska i radośnie pomykaliśmy z grabiami, worami na śmieci i... bez żadnej kontroli jakiegokolwiek nauczyciela. Stan terenów oceniany był co tydzień i klasy dostawały punkty. Na koniec roku jako klasa najlepiej sprzątająca dostawaliśmy doniczki do sali albo inne badziewia. Ostatnio z koleżanką zastanawiałyśmy się: jak takie coś przeszło?! Dzisiaj szkoła miałaby na głowie Wyborczą, Fakt, TVN, rzecznika praw dziecka, ucznia i Bóg wie kogo jeszcze. Cieszę się, że już nie chodzę do szkoły... ;)
    • virgaaurea Re: Stop zwolnieniom z WFu 06.09.13, 21:57
      hahaha, dobry watek:)

      ogolnie nie bylam najgorsza z wfu, ale tez mialam swoja traume;
      kiedys zaprowadzono cala klase (siodma podstawowki) na lodowisko, kazano przyniesc pieniadze na wypozyczenie lyzew; nie zainteresowano sie jednak, czy wszyscy potrafia jezdzic (kilka osob nie potrafilo), pare razy obtluklam sobie tylek a potem postalam przy bandzie na oczach polowy szkoly. Dla powaznej trzynastolatki byl to dramat zyciowy.

      No i o ile jestem wielka zwolenniczka ruchu, to jednak jestem za tym, zeby kazdy wybieral taka jego forme, jaka lubi, a sposob prowadzenia lekcji WF w znanych mi szkolach (gimnazjach) jest dyskwalifikujacy, wiec zwolnieniom w takich przypadkach nie jestem przeciwna.
    • maith Ja ćwiczyłam na WF-wie tylko dzięki zwolnieniu :) 06.09.13, 22:34
      Ja akurat łatwo się przeziębiałam.
      W efekcie jak mnie brało przeziębienie, to bez zwolnienia ćwiczyłam, to potem się rozchorowywałam, to potem wracałam jeszcze nie do końca nadając się do ćwiczeń, to znowu się rozchorowywałam itd. W końcu lekarz chciał mnie całkiem zwolnić z WF-u, bo to bez sensu.

      I wtedy moja mądra WF-istka wymyśliła najdziwniejsze zwolnienie z WF-u jakie można sobie wyobrazić :) Zwolnienie, na podstawie którego sama decydowałam, kiedy ćwiczę, a kiedy nie. I nagle okazało się, że wystarczy, że nie będę ćwiczyć, jak mnie akurat przeziębienie bierze, to mnie nie weźmie i przez resztę czasu ćwiczyłam sobie radośnie.

      Moim zdaniem problemem nie są zwolnienia jako takie. Bo przy głupiej WF-istce ktoś w mojej sytuacji musiałby być zwolniony (inaczej to by się marnie skończyło).
      A przy mądrej, mogłam ćwiczyć (prawie) zawsze :)

      Natomiast to na swój sposób przerażające, że dzieci walcząc o średnią, załatwiają sobie zwolnienie z WF-u, tak naprawdę niepotrzebne.
      Przerażające też, że często na zwolnienie muszą iść dzieci, które mogłyby ćwiczyć, gdyby ktoś tylko przez chwilę pomyślał, jak dopasować wymagania, do ich możliwości.
      • clarisse Re: Ja ćwiczyłam na WF-wie tylko dzięki zwolnieni 09.09.13, 15:51
        Myślę, że miałaś bardzo rozsądną wuefistkę, ale przyznam, że nie wyobrażam sobie tego w szerszej praktyce - większość nauczycieli nie zgodziłaby się na to po prostu dlatego, że ... no jakoś ciężko uwierzyć w młodzież/dzieci, które nie nadużywają takiej możliwości.

        Ale nie da się ukryć, że dostosowanie wymagań do możliwości konkretnej osoby i do sytuacji jest przy WF-ie kluczowe kluczowe.
    • neiti89 Uf, ulga :P 06.09.13, 22:40
      Podniosłyście mnie na duchu, trochę się bałam czy nie zostanę zlinczowana, bo sport to zdrowie, każdy powinien chodzić na wf i co ja w ogóle za ferment sieję ;)
      Ale widzę, że mimo różnic wieku i miejsca zamieszkania wiele z nas ma podobne, złe wspomnienia z wychowania fizycznego. Mimo, że to przykre, bo świadczy o tym, że ten przedmiot jest po prostu źle prowadzony, to naprawdę poczułam ulgę :)
      • nomina Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 01:00
        I moja historia:

        1. Oczy. Ze względu na wadę wzroku (krótkowzroczność, astygmatyzm) i uszkodzenia oczu (siatkówki, niedokrwienie i takie tam) - nie mogłam ani wykonywać żadnych ćwiczeń szkodliwych dla oczu, ani nie mogłam grać w tę cholerną siatkówkę. Klnę, bo to była trauma - bez okularów nic nie widziałam, w okularach ciągle bałam się oberwać. Nigdy też nie byłam dostatecznie sprawna manualnie, by błyszczeć na boisku. A jednocześnie w klasie były dziewczyny bardzo dobre, z mocnym uderzeniem, i one bardzo rozkręcały się w grze, co mnie dodatkowo deprymowało psychicznie (że nie mogę sprostać).

        2. Wyśrubowane oczekiwania. Za moich czasów liczyły się konkretne czasy, odległości i osoba mniej sprawna mogła mieć dwóję, a później jedynkę z wf-u, bo miała czas niezgodny z normami. Nieważna jej aktywność na zajęciach, przygotowanie itp. Przypomniałyście mi, że w którejś klasie - chyba taka "średnia podstawówka" - miałam kuriozalną sytuację: piątki z góry na dół (szóstek nie było jeszcze), zachowanie wzorowe i... zagrożenie dwóją z wf-u, bo jako wątły wcześniak, który dobrze się rozwijał intelektualnie, ale ruchowo zawsze byłam w tyle - byłam z wf-u dość ciapowata.

        3. Niejako w powiązaniu z p. 2. Astma. Objawy od zawsze, zdiagnozowana po trzydziestce. Ale każdy bieg na czas kończył się rzężeniem, dusznościami, zasłabnięciem, a wynik i tak był do bani. A jak jeszcze kurz, wilgoć czy roztocza, jak ćwiczenia w sali, to podwójnie był problem.

        O wf-ie na dworze w mróz czy deszczowe dni nie wspomnę.

        4. Urazy. Jako dziecko miałam poważny wypadek, a w zasadzie kilka, ale jeden oprócz zakorzenienia lęku wysokości zaowocował też urazem kręgosłupa szyjnego. Bardzo więc bałam się i tych kozłów i skrzyni, i w młodszych latach fikołków (będących elementem jakichś układów). Raz mnie nauczyciel przymusił - skończyło się kolejnym urazem, oczywiście, zignorowanym (mam nie histeryzować, nic mi nie będzie). Dopiero rok temu, kiedy w końcu postanowiłam zabrać się za ten odcinek, zrobiono mi RM, który wykazał rozległe i "nieświeże" uszkodzenia.

        Ale to i tak nic. Moja siostra ma strzaskane oba kolana. Bo oni mieli wf na betonie, jakieś biegi do tyłu, ktoś tam się zachwiał, ktoś poślizgnął, cała konstrukcja padła, ludzie się poprzewracali. To gorsze kolano siostra miała już dodatkowo operowane, "lepsze" było tylko usztywniane, ale do dzisiaj potrafi je odczuwać.

        Ten beton i jakieś układy - do tyłu biegi, na boki, do przodu - powodowały zresztą, że za czasów licealnych mojej siostry karetka przyjeżdżała po ofiary średnio raz w tygodniu, ale i 2-3 razy na tydzień się zdarzało. Oczywiście, prawie wszyscy mieli urazy kolan albo głowy.

        Najgorsze, że z tego wf-u nie wyniosłam nic. Kompletnie nic. Jedynie w szkole średniej, która była nietypowa - liceum zawodowe, innowacyjny jak na tamten czasy zawód "pracownik administracyjno-biurowy", miałyśmy i komputery, i maszynopisanie, i prawo, i ekonomię z marketingiem włącznie, i rachunkowość, fakt, że w toku nauki część się trochę rozmyła, można było zrobić to lepiej - ale w ramach tych nowinek zamiast wf-u miały być samoobrona i taniec towarzyski. Skończyło się na kilku lekcjach, ale powiedzmy, że przez chwilę było inaczej niż na innych wf-ach.

        Doliczywszy jeszcze tę niesprawiedliwość średniej ocen - w IV klasie liceum zdecydowałam się na zwolnienie. I nie żałuję.
        • teresa104 Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 09:13
          Ja się tylko do tej astmy odniosę, nie do Twojej, tylko ogólnie, bo astma często jest podawana jako argument za zwolnieniem z W-F. U mnie astmę zdiagnozowano w pierwszych latach życia i wręcz KAZANO mi więcej się ruszać, żeby kiedy mój stan będzie się pogarszał, będę schodzić z innego pułapu wydolności. Chodziłam na specjalne zajęcia fizyczne wzmacniające mięśnie, naukę wydajnego oddychania + bieg na prymitywnej szpitalnej bieżni. Dziś po w zaokrągleniu 40 latach z astmą wydolność oddechową, jej wszelkie parametry, mam znacznie lepsze od całkiem zdrowego człowieka DZIĘKI RUCHOWI i dzięki przewlekłemu leczeniu. Tak prowadzono astmatyczne dziecko kiedyś. Dziś ma zwolnienie i gitara. Wot pragriess.
          • nomina Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 20:31
            Tereso, wydaje mi się, że to kwestia ustawienia tej astmy i jej wpływu na stan ogólny. Bo np. z astmą ćwiczenia na zakurzonych materacach są bez sensu i biegi na czas też nie zawsze mają cel. Ale może już basen czy inne ćwiczenia poprawiające pojemność płuc miałyby sens. Trudno mi się ustosunkować, za moich czasów objawami astmy mało kto się przejmował, jeśli nie kończyło się to pogotowiem za każdym wf-em. Z drugiej strony - Marit Bjoergen ma astmę i jakie wyniki na wziewach ;).
            • teresa104 Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 21:10
              Przypuszczam, że Twoje czasy i moje czasy to te same czasy, astma była znana, istniały na nią leki i były dostępne w Polsce Ludowej. Czemu ja byłam leczona, a Ty nie - nie rozstrzygnę, pewno byłaś w lepszym stanie.
              Kurz może drażnić oskrzela i wywołać skurcz, ale nie u leczonego prawidłowo astmatyka, o ile jego astma nie ma postaci ciężkiej lub niekontrolowanej. Konieczność zażywania leków przeciw obturacji świadczy o konieczności zmodyfikowania leczenia, zmiany dawek, zmiany specyfików, wprowadzenia leczenia przeciwleukotrienowego. Czynników drażniących jest zresztą mnóstwo, zapachy, chemia domowa, zimno, gorąco, spaliny, emocje, przejedzenie, infekcje. Zostaje więc obstalować sobie sterylny balon i w nim egzystować. Albo dymać do lekarza, wziąć się z chorobą za bary i żyć jak zdrowy człowiek.
              • nomina Re: Uf, ulga :P 08.09.13, 16:02
                Trudno mi ocenić, bo pewnie, tak jak piszesz, to są te same czasy. Aczkolwiek ja nawet dzisiaj nie mam idealnie ustabilizowanej astmy, bo z pewnych przyczyn nie ma dla mnie optymalnego środka. Moja koleżanka znowu żyje, jak to mówisz, jak zdrowy człowiek, no ale ona nie ma tych dodatkowych czynników. Niemniej - chodziło mi bardziej o samo podejście, nikt u nas nie patrzył, czy jesteś uczulona na kurz, czy możesz robić 2 km na czas, czy masz jakieś inne problemy zdrowotne - każdy musiał tak samo zaliczać na takie same wyniki, pod groźbą nawet dwói czy dużo później jedynki. No ale w sumie tak samo oceniano wtedy plastykę - ktoś o marnych zdolnościach plastycznych nie miał szans na wyżej niż 3 i rodzice dobrych uczniów długo walczyli, żeby oceniać nie sam talent, ale stopień wywiązywania się z zadanych czynności.
      • szarsz Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 09:24
        neiti89 napisał(a):

        > Podniosłyście mnie na duchu, trochę się bałam czy nie zostanę zlinczowana, bo s
        > port to zdrowie, każdy powinien chodzić na wf i co ja w ogóle za ferment sieję
        > ;)

        Nie, niestety niewiele się zmienia, a przynajmniej nie wszędzie. Historia z ubiegłego roku.
        Była zima. Chłopiec złamał rękę i 6 tygodni nie chodził na wf. Potem też dostał zwolnienie, bo ręka wątła itd. Nauczycielka wf namówiła mamę chłopca, żeby mimo zwolnienia na wf go puściła. Bo to basen, bo świetna rehabilitacja i w ogóle ach i och.
        Chłopiec na basen poszedł. Na koniec roku dostał 3. Bo nie mieścił się w widełkach czasowych w sprawdzianach na lepszą ocenę. Średnia na koniec podstawówki zjechała w dół.
        • miss-alchemist Re: Uf, ulga :P 07.09.13, 09:36
          > Chłopiec na basen poszedł. Na koniec roku dostał 3. Bo nie mieścił się w widełk
          > ach czasowych w sprawdzianach na lepszą ocenę. Średnia na koniec podstawówki zj
          > echała w dół.

          Ja się w ogóle zastanawiam, PO CO ta ocena z WF. Przecież WF miał w szkole pełnić zupełnie inną rolę, niż pozostałe przedmioty, zachęcać dzieci do ruchu i utrzymywać je w zdrowiu, a ocenianie wg jakiśtam widełek daje dokładnie odwrotny efekt. Zwłaszcza, jeśli dzieci wcześniej nie trenują, tylko od razu dostają sprawdzian.

          Swoją drogą, ja po dziś dzień pamiętam frustrację po jednym z biegów długodystansowych w liceum, kiedy to byłam, ku zaskoczeniu nielubiącej mnie wfistki, druga w klasie, i to z naprawdę niemałą przewagą nad resztą dziewczyn (z czego większość piątkowe uczennice na wf, ulubienice nauczycielki, bo dobrze grające w siatkę). Już się cieszyłam z piątki, w końcu tak pięknie mi poszło i w ogóle pękam z dumy, że oto w końcu ja jestem w czymś lepsza, a tu okazało się, że w widełkach to mi w sumie 3 wypada, ale z łaski dostanę 4, skoro reszcie poszło jeszcze gorzej. Wfistka polubiła mnie dopiero w trzeciej klasie - kazała mi robić rozgrzewkę na ocenę, a generalnie zasada była taka, że nikt nie lubił robić rozgrzewki i chyba chciała mi tym dodatkowo dokuczyć. Zrobiłam klasyczną harcerską, biwakową zaprawę ;) Dostałam pierwszą w życiu chyba szóstkę z WF, a wfistka nagle w cudowny sposób odkryła, że choć pod siatką jestem sierota, to naprawdę jestem nienajgorzej wysportowana, tylko w inny sposób.

          Swoją drogą, jak ja miałam dobrze grać w siatkówkę, jak mi nie pozwalali ćwiczyć w okularach, a bez okularów to ja ledwie piłkę widziałam? WTF?
        • turzyca Re: Uf, ulga :P 13.09.13, 17:24
          > Chłopiec na basen poszedł. Na koniec roku dostał 3. Bo nie mieścił się w widełk
          > ach czasowych w sprawdzianach na lepszą ocenę. Średnia na koniec podstawówki zj
          > echała w dół.

          A w sumie zastanawiam sie, czy nie mozna byloby oceniac na wfie postepow? Jawna niesprawiedliwoscia jawilo mi sie, ze moja kolezanka z lawki dociagnela sprawdzian na jakas czwore, po tygodniach pieczolowitego rozciagania sie (bo ona z tych sumiennych i obowiazkowych), po tym jak pierwsze podejscie daloby jej slabiutkie zaliczenie, cwiczyla regularnie, a ja za sprawdziany gibkosciowe kasowalam bezwysilkowe szostki, bo akurat taka mam konstrukcje stawow i nie musialam zrobic nic. Nie daloby sie oceniac, jak dalece uczen poprawil swoj wynik?
          • kocio-kocio Re: Uf, ulga :P 13.09.13, 17:33
            A ja przy skłonie zawsze miałam 5 (nie było jeszcze 6), bo spokojnie umiałam dotknąć głową do kolan.
            Tego że nigdy, ale to nigdy NEVER nawet po miesiącach ćwiczeń rozciągających we wszystkie strony w dorosłości nie dotknęłam palcami ziemi (co dawało 3), nie miało większego znaczenia ;o)
            • slotna Re: Uf, ulga :P 13.09.13, 18:52
              A nie, to u mnie mozna bylo zaliczyc na 6 wlasnie przez dotkniecie glowa kolan, ale dopiero, kiedy sie mialo cale rece ladnie polozone na podlodze. Ubolewalam nad tym i cwiczylam w domu, w koncu mi sie udalo te szostke osiagnac :)
          • mszn Re: Uf, ulga :P 13.09.13, 21:15
            Miałam taką wuefistkę w jednej ze szkół, nie pamiętam, czy tylko rok, czy więcej. Na zaliczenie trzeba było w jakimś tam czasie (miesiąc? dwa?) poprawić wynik z biegania. Zostało mi z tego jedyne pozytywne sportowe wspomnienie ze szkoły: jak popołudniami chodziłam biegać z psem, żeby się poprawić na 100m. Fajnie było.
            Nie mam pojęcia w sumie, skąd mi się wzięła oczywistość uprawiania sportów, pewnie z domu. Nikt się nie ruszał co prawda, ale na basen mnie od dziecka posyłali.
            • turzyca Re: Uf, ulga :P 14.09.13, 00:39
              Zostało mi z tego jedyne pozytywne sportowe wspomnienie ze szkoły:
              > jak popołudniami chodziłam biegać z psem, żeby się poprawić na 100m.

              Ja biegalam z psem, zeby zaliczyc wytrzymalosciowke. :) Swoja droga jedyny sprawdzian biegowy jaki zaliczylam w ciagu calego liceum, trzeba bylo przetruchtac okreslona ilosc minut bez dolnego limitu kilometrow, wszystkie normalne biegi czyli te na czas konczyly sie u mnie skreceniem kostki. A ze mozna bylo ominac jeden sprawdzian, to u mnie wylatywaly wlasnie sprinty. I zdaje sie, ze nauczycielka uznala dosc rozsadnie, ze jak na 60 metrow sie zabijam, to i na 100 sie zabije, wiec zasadniczo nie ma co oczekiwac nieosiagalnego.


              I swoja droga jak mysle o moim licealnym wfie, to stwierdzam, ze bardzo trudno byc dobrym nauczycielem tego przedmiotu. Ja mam bardzo dobre wspomnienia, nauczycielka wyraznie roznila sie od swoich kolegow po fachu, ktorzy uczyli w mojej podstawowce, byla zaangazowana, umiala wytlumaczyc i zmobilizowac, nauczylam sie tego dwutaktu i paru innych elementow z koszykowki, nauczylam sie elementow gry w siatkowke, prawidlowego przyjecia, prawidlowej wystawy, biegalam wieczorami, zeby zaliczyc wytrzymalosciowke, cwiczylam uklady z pilka i skakanka, do tego byly bonusy typu pilka reczna czy narty biegowe, wiec ogolnie licealny wf wspominam pozytywnie. Ok, robilam to wszystko z umiarkowanym entuzjazmem, naprawde fajny byl dla mnie tylko basen (i biegowki, ale trudno oczekiwac od nauczycielki zalatwienia sniegu), ale to akurat kwestia upodoban i zasadniczo nawet jesli nie zostalam mocno zachecona do sportu, to na pewno nie zostalam do niego zniechecona. Wydawalo mi sie, ze akurat nauczycielke mielismy bardzo ok.
              Ale moja dosc wysportowana kolezanka, ktora teraz biega maratony, wspomina nasza nauczycielke bardzo zle, bo ona wtedy byla na etapie biegow przelajowych, zdaje sie, ze w podstawowce zaliczala jakies biegi Kusocinskiego czy inne atrakcje i w liceum zabraklo jej kogos, kto by ja pokierowal.
    • darchangel Re: Stop zwolnieniom z WFu 09.09.13, 11:59
      Ja się zaliczam do tych, co też mają raczej złe doświadczenia z w-fem (pomijając szkołę wyższą). Chociaż w podstawówce było jeszcze ok, pan rozumiał, że bez okularów nie widzę piłki i nie kazał mi grać (jak chciałam, to grałam, nie, to nie). Poza koszykówką bywała siatkówka i tyle atrakcji.
      Potem było tylko gorzej. Co prawda w liceum miałam częściowe zwolnienie, ze względu na wadę wzroku, czyli jak było napisane: odpadają gry zespołowe z piłką i ćwiczenia siłowe, ale zwolnienie to nie było brane pod uwagę, musiałam robić to, co wszyscy. Do tego wuefistka kłócąca się z dziewczynami, że jak drugi dzień okresu, to nie boli i że kłamią. Ćwiczenia typu wymyk, czy jak to się nazywało, gdzie babka nawet nie pokazała, jak się robi, tylko darła się, że nie tak i źle, na ocenę. Koleżanka zrobiła nie tak, oparła się brzuchem i potem z płaczem poszła zwinięta do szatni. Inna spadła na głowę i zemdlała, to jeszcze oprzytomniawszy opiernicz dostała, że co ona sobie myśli, co robi. W efekcie na ocenę robiła to mniej niż połowa dziewczyn, reszta dostała bańki. Wybetonowane boisko i brak prysznicy oczywiście w pakiecie. I bieg na 600 m bez żadnego przygotowania, jedynie z rozgrzewką, po którym jedna koleżanka zasłabła i usłyszała "to po co biegłaś?", mimo, że wcześniej mówiła, że nie pobiegnie, nie jest w stanie, na co usłyszała, że musi. Poza tym tylko koszykówka tłuczona do upadłego. Jedne zajęcia były z tańcami integracyjnymi, bardzo fajne. Jedne. A, no i miałam w klasie koleżankę, która miała całkowite zwolnienie z w-fu, w ogóle nie ćwiczyła, ale poza szkołą chodziła na zajęcia taneczne, na których nikt nie wymagał od niej sprawności Conana.
      Po drugiej klasie liceum okulistka po badaniu zapytała, co robimy na w-fie i wysłuchawszy powiedziała, że da mi zwolnienie całkowite, czy nie mam nic przeciwko, bo wada jest poważna i może się niebezpiecznie pogłębiać, w zasadzie już się pogłębiła i tylko czekać, aż się siatkówka odklei. Powiedziała, że sama ćwiczyła dzieckiem będąc gimnastykę artystyczną i skończyło się u niej urazem kręgosłupa, który uniemożliwił dalszą jakąkolwiek karierę ruchową, i że wie, że wuefiści mają tendencję do znęcania się i przetrenowywania, nie uwzględniania możliwości dzieci i młodzieży.
      Na studiach za to na w-f chodziłam, bo wybór ćwiczeń był większy, można było sobie wybrać coś bezpiecznego i fajnego (u mnie to byłby: salsa, taniec indyjski, pływanie). Okazało się, że ćwiczenia ruchowe mogą być fajne, przyjemne, a nawet ładne (taniec), że są wuefiści, których obchodzi, jak się ruszam, jak wykonuję dane ćwiczenie, którzy mówią mi, co i jak mam poprawić, a nie krzyczą, że źle, którzy zwracają uwagę na oddech (na basenie w sumie niemal na każdych zajęciach musieliśmy ćwiczyć oddychanie), że można się obyć bez tabelek z czasem - na zaliczenie trzeba było tylko poprawić swój własny wynik z początku semestru (na tańcu liczyły się obecności i na koniec tańczyłyśmy cały układ).
      IMO problemem nie są zwolnienia, ale przyczyny, dla ktorych dzieci/młodzież je biorą. Czyli uboga oferta ćwiczeń, niedostosowanie poziomu i ćwiczeń do najsłabszych uczniów (grube dziecko nie pobiegnie tak szybko, jak szczupłe, dziecko krótkowzroczne nie będzie grało w piłkę tak dobrze, jak normalnie widzące), brak możliwości umycia się po w-fie. No i te pierniczone tabelki-wyrocznie, że w takim a takim wieku musisz ważyć tyle a tyle i przebiec taką a taką odległość w takim a takim czasie, pchnąć kulą na taką a taką odległość i skoczyć na jeszcze inną; nie wiem, skąd się wzięły. Z drugiej strony mam świadomość, że przy 20-30 osobowej grupie ciężko wymyślić coś, co będzie wszystkim odpowiadało i co wszyscy będą dobrze robić, ale jakoś dziewczyny, które miały u mnie w liceum zajęcia z inną wuefistką, która prowadziła głównie aerobik i rozciąganie, od czasu do czasu tylko kazała grać w piłkę (koszykową, siatkową) i to tym, co było w stanie, reszta się rozciągała, nie narzekały. I nie kombinowały, skąd by tu wziąć zwolnienie. Niestety, przenieść się nie można było, bo plan, bo cośtam.
    • clarisse Re: Stop zwolnieniom z WFu 09.09.13, 13:15
      Ech, no nie ma tematu bez ale.
      Ja nienawidziłam wuefu i do dziś nie lubię wysiłku fizycznego oraz jestem dość słaba fizycznie. Wspomnienia mam od zawsze kiepskie, bo WF w szkole nie miał sensu. Jako małe dzieci mieliśmy go na zimnym korytarzu, zawsze były to jakieś grupowe konkurencje, a ja jako osoba nie biegająca szybko i nie kozłująca piłki sprawnie, zostawałam jako ostatnia sierota, której nikt nie chciał mieć w swojej grupie. W starszych klasach było to "to ja Wam dam piłke, pograjcie sobie w dwa ognie" - znów wątpliwa przyjemność. W liceum trafiłam na bardzo sensowną wuefistkę, która wprawdzie realizowała program i piłka lekarska też była, ale rozumiała, ze jak ktoś nie ma siły, to choćby nie wiem jak się starał, daleko takiej piłki nie rzuci - więc ocenie podlegało staranie się, a nie osiągi. I to było fajne - ale niestety w liceum, z moim gigantycznym (w porównaniu z koleżankami) biustem i bez biustonosza (nie mówię o sportowym - ćwiczyło się bez żadnego), WF był dla mnie po prostu katuszą i tyle. Nigdy nie miałam permanentnego zwolnienia z WF-u, bo nie byłam taka przedsiębiorcza, ani też nie było do tego realnych powodów, natomiast całe życie o nim marzyłam. Dni, kiedy mogłam nie ćwiczyć, bo byłam niedysponowana, były przeszczęśliwe. Jestem w stanie zrozumieć wszystkich, którzy nie lubią ćwiczyć.

      Przeraża mnie trochę zwolnienie z WF w celu podniesienia średniej. Może jako piątkowicz mam trochę spaczone spojrzenie, ale we wszystkich moich szkołach, gdyby oceniano mnie po cyferkach, byłabym na dolnej granicy trói - ale dostawałam zwykle 4 bo "no przecież nie będziemy jej psuć świadectwa". Nie wiem, czy trafiałam na sensownych ludzi, którzy wiedzieli, że ich przedmiot nie jest najważniejszy i co więcej, że wyniki z niego nie są do końca zależne od strań osoby. Czy też może po prostu należy mnie zakwalifikować jako kujona który dostawał od nauczycieli dodatkowe fory. Ale zapewne w związku z tym nie przyszło mi nigdy do głowy zwalaniać się z WF z powodu średniej, choć WF zawsze mi tę średnią obniżał.

      Jednocześnie patrząc wstecz mam trochę żalu, że szkoła nie zaoferowała mi takiego WF-u, który by mnie zachęcił do aktywności fizycznej, zamiast do niej zniechęcać.

      Nie wiem, jaka dokładnia idea przyświeca akcji, ale wydaje mi się, że jest dość proste rozwiązanie przynajmniej części tego problemu. Wystarczyłoby znieść oceny z WF i zastąpić je restrykcyjnym systemem zaliczeń opartym m.in. na frekwencji. Tym sposobem nie byłoby argumentu, że WF obniża średnia - odpadłby powód do wystawiania lewych zwolnień. Z drugiej strony, nikt nie miałby przechlapane tylko dlatego, że rusza się wolniej i ma gorszą koordynację ruchów - gdyby tylko był obecny na zajęciach. Jednocześnie zaliczenie WF-u powinno być obowiązkowe do przejścia do następnej klasy (i do wszystkich innych celów, do których stosuje się oceny końcowe, dziś chyba np. na studia?). Zwolnienia permanentne nie powinny być w ogóle honorowane - w przypadku problemów zdrowotnych lekarz powinien być w stanie dobrać rodzaj aktywności fizycznej do stanu zdrowia ucznia. Przecież nawet osoba przykuta do wózka może uczestniczyć w jakichś zajęciach rehabilitacyjnych, tyle że dobranych do jej potrzeb - nie byłoby to więc zwolnienie z WF-u, tylko zaliczenie WF-u na podstawie zajęć odbywających się w miejscu wyspecjalizowanym.

      No i ta druga, trudniejsza część - żeby był jakiś wybór, żeby można bylo robić coś fajnego. Mnie na przykład odpowiadałby jakiś klub wędrówek pieszych, bo w grach zespołowych się gubię, a konkurencja mnie nie mobilizuje, tylko wręcz przeciwnie. Natomiast dążenie do celu (wejśc na szczyt, dojść pieszo do ...), gdzie moje osiągnięcie liczy się samo z siebie, a nie w powiązaniu z wynikiem drużyny lub w kontraście do wyników pozostałych osób, jest dla mnie super. Jednak znam osoby o zupełnie przeciwnym nastawieniu - idealnie byłoby więc zaoferować młodziezy różne opcje... Tak, wiem że to utopia, niestety :(
    • marta_monika Re: Stop zwolnieniom z WFu 09.09.13, 16:22
      Przyznam sie od razu, ze mialam zwolnienie z WFu w ostatniej klasie szkoly podstawowej i przez dwa ostanie lata w szkole sredniej. Lubilam w podstawowce zajecia z gimnastyki artystycznej i nawet chodzilam na zajecia pozalekcyjne, jakies kolko czy cos takiego. Nigdy nie umialam skakac przez kozla czy skrzynie i wystarczylo, ze powiedzialam, ze sie boje i nikt mnie nie zmuszal. W 8 klasie zmienila sie nauczycielka na taka co rzucala pilke i kompletnie nie interesowala sie tym co robimy i zaczelismy non stop grac w zbijanego. Gralismy z chlopcami, ktorzy byli wyjatkowo zlosliwi w zbijaniu i raz dostalam tak mocno pilka w brzuch, ze wyladowalam na pogotowiu. Poprosilam wiec mame o pomoc w wymiganiu sie od tego. W szkole sredniej natomiast nie istnialo nic innego niz koszykowka. Cwiczenie dwutaktu do upadlego, tak jakby to moglo pomoc zostac zawodowymi koszykarzami NBA osobom, ktore tak jak ja maja 160 cm wzrostu. Do tego WF byl gdzies miedzy biologia i historia i pamietam do dzis jak historyk wchodzil do klasy i ostentacyjnie zatykal nos i kazal otwierac okna na osciez mowiac nam, ze smierdzimy potem. Ciekawa jestem czy on kiedykolwiek byl w szkolnej szatni przy sali gimnastycznej, gdzie byl jeden zlew, a tam gdzie powinien byc prysznic wozna trzymala szczotki. I jak on sobie wyobrazal, ze 25 dziewczyn umyje sie w ciagu 5 min przerwy. No wiec chodzenie na WF uznalam za strate czasu i dostalam nawykowego skrecenia stawu skokowego.
      Popieram promowanie kultury fizycznej wsrod dzieci, ale akcje typu "stop zwolnieniom" moga zaszkodzic tym, ktorzy tych zwolnien naprawde potrzebuja. Więcej sensu widze w akcji doksztalcania nauczycieli WF, tak aby potrafili skutecznie zainteresowac dzieciaki sportem.
      • turzyca Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 17:33
        wic
        > zenie dwutaktu do upadlego, tak jakby to moglo pomoc zostac zawodowymi koszykar
        > zami NBA osobom, ktore tak jak ja maja 160 cm wzrostu.

        Najnizszy koszykarz NBA nie mial nawet 160 cm. Serio. :)

        A wiem to od mojego owczesnego chlopaka, ktory na identyczne moje jojczenia zaserwowal mi te prawde, a potem spedzil ze mna upojne dwa weekendy na podjezdzie przed wlasnym domem. Jak opanowalam ten dwutakt, to czulam sie jakbym Mount Everest zdobyla. :)
        • kocio-kocio Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 18:34
          Ja to nawet miałam męża dwumetrowego koszykarza, miłość licealną.
          Jezu, ileż my się razy pokłóciliśmy o dwutakt i inne pierdoły.
          Bardzo się starał, ale nie ogarnęłam.
    • felisdomestica Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 10:07
      Czytam te narzekania ze zdumieniem...do głowy by mi nie przyszło, że można dziecku "załatwiać" zwolnienie z czegokolwiek, bo "nie lubi". Bo rzut pilką lekarską, bo koszykówka, bo bieganie...bo generalnie trzeba sie wysilić i spocić.
      Owszem, rzut pilką nie jest fascynujący, ale robi sie go po to, aby ocenić postępy. I robi się to jakieś dwa razy w roku, więc ten wysiłek nie jest taki znowu ogromny.
      Gra zespołowa niedobra, bo nasze małe narcyzy kiepsko się sprawdzają w grupach. Skok przez skrzynię niedobry, bo przed frontem klasy nie dajemy sobie rady.
      Zamiast powiedzieć dziecku, że musi sobie radzić, bo nie zawsze robi sie tylko to, co się lubi, troskliwi rodzice oszczędzają im tych wysiłków i upokorzeń. A to wcale nie jest dla nich dobre.
      • kocio-kocio Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 12:15
        A byłaś kiedyś najgorsza z wf-u?
      • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 12:21
        Jest roznica miedzy koniecznoscia robienia tego, czego sie nie lubi, a godzeniem sie na regularny mobbing. A tak wygladaly zajecia w-f za moich czasow. Mnie to akurat dotyczylo o tyle, ze w podstawowce mialam nauczycielke niespelna rozumu, ktora dodatkowo sie na mnie uwziela, ale ze poza bieganiem lubilam prawie wszystko, nawet to, czego zupelnie nie umialam, to zlewalam ja doszczetnie. Widzialam jednak jak traktowala kolezanke, ktora byla niesprawna, grubawa i przewlekle chorowala (nie pamietam, co jej bylo, ale czasem nie bywala w szkole miesiacami, bo lezala w szpitalu). Nie zapomne, jak dziewczyna ze lzami w oczach usilowala zrobic przewrot, a ta *** sie na nia darla. Juz pomijam inne skutki takiej traumy, ale to przeciez prosta droga, zeby laska na zawsze znienawidzila wszelka aktywnosc fizyczna.
        • kocio-kocio Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 12:52
          Ja byłam za to wiatrakowata, z niewielką wadą serca (zadyszki przy niektórych ćwiczeniach natychmiastowe) i jak się okazało po latach (25-ciu latach) z całkiem poważnymi schorzeniami kręgosłupa, które coś tam.
          To jak mnie traktowano na wfie i to zarówno nauczyciele, jak i koleżanki/koledzy spowodowało, że w drugiej klasie liceum byłam z tegoż wfu nieklasyfikowana, bo po prostu przestałam na niego chodzić, mimo że rodzice odmówili załatwienia zwolnienia.
          Wtedy dopiero szybka akcja, wsteczne zaświadczenie, że nie mogę, bo serce i moje życie przestało być koszmarem.
          Co nie zmienia fakty, że lubię jeździć na rolkach, uwielbiam aktywności okołosiłowniowe i gdyby nie mój kręgosłup w stania agonalnym, byłabym sprawnym człowiekiem.
          • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 13:09
            Moje zycie bylo koszmarem w kazde wakacje, wiec potrafie sie postawic w sytuacji ludzi, ktorzy spotykali sie z czyms takim caly rok.
      • neiti89 Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 13:00
        Myślę, że moje koleżanki z klasy - reprezentantki szkoły w drużynie siatkarskiej czy koszykarskiej też mają dobre wspomnienia ;) Ja niestety nie ;)
        Wydaje mi się, że te kilkadziesiąt postów zawiera w sobie usprawiedliwienie, dlaczego generalnie jesteśmy na nie dla wuefu - nie z lenistwa, ale z powodu swojej małej, prywatnej traumy, którą znakomita większość z nas przeżyła podczas zajęć w wf, gdzie nie miał znaczenia postęp, jakiego dokonujesz na lekcjach, tylko czy mieścisz się w normie, którą wymyślił jakiś ćwierćinteligent dla Twojego wieku.
        Nie kwestia narcyzmu decyduje o tym, że ktoś nie lubi gier zespołowych, naprawdę nie wiem, skąd ten pomysł ;) Ale jak kiedyś będziesz miała grubawego synka, którego zawsze do drużyny będą wybierali jako ostatniego, przez co ten będzie czuł się gorszy od innych, albo będą się z niego śmiali, bo biega najwolniej na setkę, to proszę zrób mi tę przyjemność i pocieszaj go swoimi słowami, że "musi sobie radzić, bo nie zawsze robi się tylko to, co się lubi" ;)
        To naprawdę jest dla dzieciaków spora trauma. Dodatkowo, często jest tak (nie zawsze, podkreślam), że dziecko, które ma stopnie powyżej przeciętnej z innych przedmiotów z wf jest poniżej tej średniej. To sprawia, że koledzy, którzy w głowie mają mielonego a nie mózg, a na wf są lepsi, bardzo gnębią takie dzieci... U dziewczynek tego nie zauważyłam, ale pamiętam właśnie takiego kolegę, którego znajomi nie dawali mu żyć na wf. Ale niech sobie radzi, przecież to brutalny świat, koniecznie niech będzie brutalny dla dwunastolatków ;)
        • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 13:08
          Mnie do siatkowki zawsze wybierano ostatnia, bo bylam beznadziejna - i ok, bylo mi troche przykro, ale i tak uwielbialam w nia grac. Tak samo jak w koszykowke (dwoja z dwutaktu rok za rokiem i zero cela) czy pilke nozna (dwoja z biegania na dystans dluzszy niz 100 metrow j.w.). Ale mnie nikt w szkole nie gnebil, mialam jakas tam pozycje i wydaje mi sie, ze te kompleksy na tle wuefu to jednak element szerszej calosci. Gdybym miala takie zajecia na znienawidzonych koloniach i obozach, na ktorych zazwyczaj bylam kozlem ofiarnym (do dzis nie do konca kumam na czym to polegalo), to... wait a minute! Mialam takie zajecia na pewnym obozie, zawzielam sie i z nich zrezygnowalam. Wolami by mnie nie zaciagneli. Za to kiedy mielismy zielona szkole w osrodku z boiskiem do kosza, ludzie sie umawiali kto teraz bedzie ze mna gral, bo marudzilam ;)

          Naprawde nienawidzilam chyba tylko biegania. Wezmy taki rzut pileczka palantowa - mialam chyba najgorsze wyniki w historii szkoly (i tak mi zostalo, patyka psu nie umiem rzucic), i co z tego? Smialam sie sama z siebie. Odbijanie pilki siatkowej x razy na ocene - ciagle mi spadala, ale fajnie sie odbijalo. Tylko bieganie mnie potwornie meczylo. A jeszcze dodam, ze czesc mojej rodziny zajmowala sie sportem przynajmniej polzawodowo i potrafili mi dociac. Ale nie udalo im sie mnie zniechecic :P
      • maggianna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 13:50
        Ale jakie postępy ocenia sie rzucając 2 razy w roku piłka? Jak mozna miec jakiekolwiek postępy jezeli taka piłkę widzi sie 2 razy w roku i chodzi tylko o to zeby odwalac sprawdzian?
        Większość ćwiczeń na moim w-fie była wykonywana bez żadnej instrukcji, rozgrzewki, treningu, rozciagania - jaki sens ma sprawdzian z biegania raz na pol roku jezeli nie było treningów biegowych?
        Moje doświadczenia sa koszmarne - przy skoku przez kozła w podstawówce (którego sie bałam i nikt nie pokazał mi jak to robic) spadlam i uszkodzilam sobie rękę - nauczycielka kazała mi przestać marudzic i ćwiczyć dalej, darla sie ze jestem leniwa i szukam wymówki a nic mi nie jest. W domu bałam sie przyznać ze cos mnie boli bo przeciez pani od wuefu stwierdzila ze nic mi nie jest i w efekcie przez 3 dni chodziłam ze złamaną ręka!!!
        Przy źle wykonywanych ćwiczeniach w liceum naderwalam wiezadla krzyżowe w kolanie i uszkodzilam rzepke - i znowu były komentarze nauczyciela ze usiłuje wymigac sie od biegania i musiałam z tym kolanem biegać. Minęło ponad 20 lat a ja nadal lecze rozwalone w liceum kolano. Z tego co czytam niewiele sie zmieniło wiec nie życzę nikomu takiej "aktywności fizycznej".
        Ale cała podstawówke i cześć liceum trenowalam pływanie i treningi 4 razy w tyg sprawiały mi przyjemność.
        • kis-moho Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 14:38
          Przerażające, że tyle osób ma takie złe wspomnienia. Mam dokładnie takie same...
          A sport odkryłam na studiach, okazało się nagle, że nie dość, że jest fajny, to jeszcze nawet nie jestem taka kiepska jak myślałam. Jak pobiegłam pierwszy raz w zawodach, to aż się chciałam uszczypnąć, że to prawda :o) Nie wiem czemu nie można było tak wcześniej.
          A traumę mam do tej pory po nauce pływania. Chodziłam na basen w wieku przedszkolnym i podobno to uwielbiałam. Uczyłam się pływać na plecach, płynęłam asekurowana kijkiem trzymanym przez nauczycielkę - która mówiła, że mam jej zaufać, będzie trzymać kijek. Po czym mi go wyrwała z ręki, pewnie myśląc, że popłynę dalej, a ja poszłam na dno. I dopiero niedawno przestałam się bać wchodzić do wody głębszej niż do brzucha, i właśnie uczę się pływać.
        • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 16:04
          U mnie byla np. taka akcja: mamy stawac na rekach, dziewczyny zaklepuja kolejke, wiecie, mowia "pierwsza!", "druga!", ja powiedzialam, powiedzmy "czwarta". I na to nauczycielka do mnie z pyskiem, ze gadam :D Bez kitu! I pyta, czy chce w takim razie poprowadzic lekcje. Wyraznie czekala na odpowiedz, wiec jak to ja, odparlam, ze chetnie. Stanelam przy materacu i tlumacze, ze tu nalezy polozyc rece, glowe trzymac tak, a tak sie wybic (umialam stawac na rekach bardzo dobrze). I pytam, kto pierwszy probuje - oczywiscie bylam przekonana, ze zadna nie bedzie taka wyrywna, ale pewna wybitnie bezmyslna kolezanka rzucila nagle, ze ojtam, ona stanie. Szykuje sie do tego wyraznie, zerkam na nauczycielke, a ta nic. Dodam, ze bylam jedna z najnizszych osob w klasie, a kolezanka dysponowala calkiem pokaznym wzrostem. Rzecz jasna nie zlapalam jej i rymnela na dziob, poobijala sie tylko, ale rownie dobrze mogla skrecic kark. O, i takie to byly cwiczenia.
          • slotna Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 16:11
            A, no i jeszcze jazda z basenem. W czwartej klasie mielismy lekcje na druga zmiane, w piatki bodajze na 10:55, a ja wczesniej chodzilam dodatkowo na basen, na ktorym zajecia prowadzil drugi wuefista z mojej szkoly. Ledwo zdazalam na w-f, ktory byl na pierwszej lekcji, zazwyczaj przychodzilam z wilgotnymi wlosami i wuefica robila z tego potworna afere. Jeszcze rozumiem ewentualne spoznienia - kurde, nie zasypialam, nie olewalam, tylko bylam na basenie i lecialam z buta (zreszta i tak najpierw byla durna zbiorka w dwuszeregu i odliczanie, wiec wiele mnie nie omijalo); ale o te wlosy? Koronnym argumentem bylo to, ze pan X tez jest na tym basenie, a na swoje lekcje zawsze zdazy. Aha, pan X mial wlasna przebieralnie, leb ogolony na lyso i JECHAL DO SZKOLY NA ROWERZE. Nawet jesli cudem wylecialam z basenu pierwsza, mijal mnie blyskawicznie ;)

            Ten wuefista tez byl dobry, macal wszystkie dziewczyny, klepal po tylkach, a plywac chyba nikogo nie nauczyl.
      • irenaearl Czy to była ironia, czy niezrozumienie problemu? 14.09.13, 01:28
        Nie dlatego, że nie lubi, tylko dlatego, że jest to miejsce mobbingu. Wysłanie pod przymusem człowieka zależnego w miejsce, gdzie jest regularnie i intensywnie poniżany, jest nieetyczne. Nie mówię tu o konfliktach, z którymi można komuś kazać "sobie radzić", tylko o sytuacjach dręczenia, które w zakładzie pracy powinny znaleźć się w sądzie.

        Przeczytałam wszystkie wątki i w żadnej relacji nie znalazłam tego, o czym piszesz: narcyzmu, odmowy wysiłku, bo ktoś go nie lubi, nadopiekuńczego oszczędzania drobnych nieprzyjemności. Powtarza się za to:
        - dotkliwe dręczenie przy braku reakcji ze strony nauczyciela lub przy jego współudziale,
        - blekceważenie zdrowotnych możliwości ćwiczących,
        - brak warunków sanitarnych,
        - brak instrukcji ze strony nauczyciela, często jego nieobecność,
        - regularne przetrenowanie pod przymusem,
        - niebezpieczeństwo uszkodzenia ciała z powodu niedbałości nauczyciela i złego stanu sprzętu (nie chodzi o stłuczenie kolana, jak można ironizować, tylko na przykład o wspomniane tu złamania)
        - brak wyboru typu aktywności.
        Dodajcie, jeśli coś pominęłam. Najlepszym przykładem, że nie chodzi tu o niechęć do wysiłku, współpracy i doświadczania niezbędnych porażek jest to, że wiele osób mających zwolnienie ćwiczyło poza szkołą lub po zmianie szkoły.

        Twoja wypowiedź tak bardzo nie trafia w istotę problemu, który tu został opisany, że zastanawiam się, czy to nie jest ironia.
        • irenaearl Re: Czy to była ironia, czy niezrozumienie proble 14.09.13, 01:37
          Przepraszam, że post pod postem, ale edytować nie można, a przy tym wyglądzie drzewka nie widać, na co odpowiedziałam. Oczywiście to było do felisdomestica, która napisała:

          > Czytam te narzekania ze zdumieniem...do głowy by mi nie przyszło, że można dzie
          > cku "załatwiać" zwolnienie z czegokolwiek, bo "nie lubi". Bo rzut pilką lekarsk
          > ą, bo koszykówka, bo bieganie...bo generalnie trzeba sie wysilić i spocić.
          > Owszem, rzut pilką nie jest fascynujący, ale robi sie go po to, aby ocenić post
          > ępy. I robi się to jakieś dwa razy w roku, więc ten wysiłek nie jest taki znowu
          > ogromny.
          > Gra zespołowa niedobra, bo nasze małe narcyzy kiepsko się sprawdzają w grupach.
          > Skok przez skrzynię niedobry, bo przed frontem klasy nie dajemy sobie rady.
          > Zamiast powiedzieć dziecku, że musi sobie radzić, bo nie zawsze robi sie tylko
          > to, co się lubi, troskliwi rodzice oszczędzają im tych wysiłków i upokorzeń. A
          > to wcale nie jest dla nich dobre.
        • teresa104 Życie to jest trochę taki WF... 14.09.13, 07:53
          Taka mi refleksja przyszła do głowy, kiedy przeczytałam tę wyliczankę. Przymus, lekceważenie, niesprawiedliwość, brak wyboru, niebezpieczeństwa, przeciążenie, narażenie na wstyd, konfrontowanie się z sytuacją, że jest się w czymś najgorszym i nie ma mocy, by się poprawić, marne sanitariaty... dorosła rzeczywistość w pigułce.
      • madzioreck Felisdomstica 15.09.13, 23:20
        Masz wyjątkowy talent do komentarzy typu "mogę być świadkiem, a o co chodzi?". Jak z tymi włosami: my o napuszonych, a Ty o puszystych...

        Zamiast powiedzieć dziecku, że musi sobie radzić, bo nie zawsze robi sie tylko
        > to, co się lubi, troskliwi rodzice oszczędzają im tych wysiłków i upokorzeń. A
        > to wcale nie jest dla nich dobre.

        Często oszczędzają przede wszystkim urazów, a to jest, owszem, dobre. Nie wiem, czy zauważyłaś, ile dziewczyn z tego wątku, w tym ja, ogólnie lubiło sport, więc uwagi o zmęczeniu się i spoceniu są lekko mówiąc od czapy.
    • heliamphora Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 20:58
      Dopóki wf będzie wyglądał tak jak wygląda, to nie będę przeciwna zwolnieniom, a nawet będę za. Dla mnie wf i w podstawówce, i w liceum był paskudnym doświadczeniem, żeby nie powiedzieć koszmarem. Do dzisiaj mi się śni ten stres i doprawdy nie wiem, jak bardzo głupia musiałam być, żeby właśnie NIE załatwiać sobie zwolnienia, tylko dawać po sobie jeździć bezdusznym i niedokształconym nauczycielom oraz złośliwym rówieśnikom. Chyba miałam nadzieję, że w końcu jakoś to będzie, no i trochę też się obawiałam, że zwolnienie spowoduje jeszcze większą dawkę złośliwości.

      A wyglądało to tak, że o ile ktoś był "ćwiczący", to musiał robić wszystko, bez względu na indywidualne schorzenia i przeciwwskazania lekarskie. Bardzo bym wtedy chciała, żeby ktoś nam rzucił piłkę i sobie poszedł do kanciapy (wtedy pewnie w piłkę graliby głównie ci, którzy to umieli i lubili, a ja może miałabym względny spokój) albo kazał zbierać śmieci z boiska. Ale nie było tak łatwo. W liceum normą było, że zadawano nam wszystkim ćwiczenia na poziomie najlepszych w grupie osób, a była np. wśród nas dziewczyna od lat trenująca gimnastykę artystyczną - można sobie wyobrazić, jak innym wychodziło to, co ona wykonywała z łatwością, a wuefistce wydawało się, że skoro jedna osoba umie, to inne też powinny. Więc były urazy, a uraz jak wiadomo jest powstaje z winy ucznia i jest jego prywatnym problemem, a często też powodem do drwin. Było segregowanie na lepszych i gorszych, których nikt nie chciał do drużyny ani nie chciał z nimi ćwiczyć w parze.

      Za to na studiach wf wspominam miło. Przede wszystkim dlatego, że można było sobie wybrać i sport, i prowadzącego. Jak trafiłam na chama, to sobie go zamieniłam na kogoś uprzejmego i kompetentnego. Studiowałam wiele lat i w sumie na różnych kierunkach i za każdym razem wf uczelniany był naprawdę fajny - a w porównaniu z czasami np. liceum to dopiero na studiach byłam gruba i mało sprawna. Tylko że nikomu do głowy nie przyszło mnie za to szykanować.
      • neiti89 Re: Stop zwolnieniom z WFu 13.09.13, 23:08
        To prawda, że na studiach dużo się zmieniło ;) Nie chcę biegów to po prostu na nie nie idę, to było świetne :P W ten sposób poznałam aerobik i zajęcia ze stepem :) Okazało się, że pocenie się jak prosię nie jest takie złe, o ile w międzyczasie gra fajna muzyka, a ja odkrywam w sobie jakąś pamięć ruchową... :P
    • irenaearl Dziękuję wam za ten wątek 14.09.13, 00:05
      Popieram zwolnienia z wf. To forma obywatelskiego oporu. Jest reakcją na patologię związaną z tymi zajęciami i ze szkołą w ogóle.

      Chyba nikt się tak nie cieszył z choroby serca, jak ja. Kiedy zachorowałam w trzeciej klasie, mogłam nareszcie wydębić zwolnienie i uwolnić się od koszmaru. Przez pierwsze trzy klasy wf polegał na froterowaniu tyłkiem szkolnych korytarzy. Nauczycielka, ta sama, która uczyła wszystkich innych przedmiotów, usadzała klasę w dwa rzędy. Rząd, który skończył ćwiczenie pierwszy, wygrywał i dostawał plusa czy coś tam podobnego. Byłam absolutnie najwolniejsza i najmniej zwinna z nich wszystkich, więc rząd, w którym byłam, zawsze przegrywał. Dlatego dzieci wrzeszczały chóralnie: nie chcemy Ireny, nie chcemy Ireny! W końcu nauczycielka przydzielała mnie do któregoś z rzędów, ten rząd przegrywał, a ja zaskarbiałam sobie sympatię i uznanie kolegów i koleżanek. Kiedy w czasie ćwiczeń łatwo się męczyłam z powodu jeszcze niewykrytej choroby, zostawałam symulantką, także w oczach moich rodziców. Pamiętam też, ze pod żadnym pozorem nie wolno było wyjść w czasie wf do toalety, ale przerwy były pięciominutowe, toalet mało, a dzieci dużo (ponad 2000 w szkole)...

      W późniejszych czasach nie zawsze udawało mi się wydębić zwolnienie, bo rozsądny ruchu jest w końcu dobra dla serca. Tylko że wf miał się do rozsądnego ruchu jak jabłka antonówki do końskich jabłek. Nie wiadomo skąd wzięte normy, według których najlepsi zasługiwali maksymalnie trzy, a ja wypadałam z tabelki. Biegi, po których dzieci wymiotowały, co nie stanowiło sygnału, żeby może coś zmienić. Kozioł, z którym się przewracałam podczas skoków, co było bardzo zabawne dla nauczycielki. Dwutakt jako Święty Graal. Do drużyny byłam przydzielana odgórnie, bo nikt nie chciał przegrać, ale przynajmniej nikt już nie wrzeszczał. Brak pryszniców (a także ciepłej wody w kranach, mydła, papieru toaletowego i haczyków w drzwiach toalet). Sala gimnastyczna była bardzo zimna, uczniowie ćwiczyli obowiązkowo w krótkich getrach i koszulkach, nauczyciele byli ciepło ubrani. Towarzyszyło mi upokorzenie, za które dodatkowo dostawałam na koniec roku trzy bez względu na zdrowotne możliwości. Kiedy wchodziłam z szatni do sali gimnastycznej, miałam nadzieję, że w ciągu kolejnego kroku umrę.

      W liceum odetchnęłam, bo wuefistka była na reszcie normalna, w przeciwieństwie do poprzednich.

      • irenaearl Nareszcie! 14.09.13, 00:06
        Jak ja piszę...
    • aadrianka Re: Stop zwolnieniom z WFu 14.09.13, 09:47
      Jedne z pierwszych wspomnień z wf - druga klasa szkoły podstawowej, gromada ośmiolatków ma przebiec parami "dookoła szkoły". Szkoła to był taki typowy gmach z lat 70-tych, spore boisko, ogródek, wspólne ogrodzenie z przedszkolem - po latach trudno mi ocenić ten dystans, bo dziecku wszystko wydaje się większe, ale 500 m najmarniej. Dzieckiem byłam bardzo ruchliwym, ale z racji choroby błyskawicznie się męczyłam, więc przydzielana byłam do pary z najsłabszym chłopcem w klasie, a i tak dystansu nie byłam w stanie przebiec, bo po pierwszych kilkunastu metrach miałam wrażenie, że za chwilę wypluję sobie płuca. Wf w szkole nie był jednak tak traumatyczny, jak zajęcia baletowe, na które posyłali mnie rodzice. Byłam jak na swój wiek wysoka i szybko weszłam w wiek brzydkiego kaczątka, któremu się ręce i nogi plączą, do tego dochodził absolutny brak gibkości i orientacji przestrzennej. Na tle filigranowych, giętkich dziewczynek wyglądałam - i czułam się - jak potężny nieruchawy kloc. W dodatku albo spadały mi z nosa okulary, albo nic nie widziałam.
      Dość szybko, bo chyba już w VI - VII klasie dostałam permanentne zwolnienie z wf, z tym że nadal ruszałam się sporo na własny użytek, grałam w tenisa, jeździłam na rowerze, pływałam, miałam nawet parę podejść, żeby w końcu nauczyć się tańczyć. Po studiach uznałam, że większość głoszących zalety sportu osób nie jest w stanie dojść moim tempem na przystanek bez zasapania się, więc aktywność fizyczna jest mocno przereklamowana. Sport na własny użytek odkryłam na nowo jakieś pół roku temu, ale do biegania nikt mnie nie namówi, za żadne skarby świata, za silna jest trauma po tym "bieganiu dookoła szkoły"...
    • nathd Re: Stop zwolnieniom z WFu 15.09.13, 20:35
      To ja chyba będę promować akcję - STOP z WFem w SZKOLE!
      Przez całe życie nienawidziłam WFu z całego serca, bo nie miałam tego zwolnienia. Byłam ZAWSZE ostatnia, najgorsza i jeszcze mnie piętnowano - zarówno dzieci jak i Panie nauczycielki (np. że skoro nie daję rady zrobić X brzuszków, to tragedia ze mną jest), o obniżonej średniej ktoś już pisał. Jak sobie skręciłam poważnie nogę (na WFie co najlepsze) i miałam zwolnienie to najpiękniejszy czas:) Nie byłam dobra ani w gry zespołowe, ani skoki, kozły, przewroty i inne. Trauma - nie było nic gorszego jak ten nieszczęsny WF :( To żadna dawka ruchu tylko stres i poniżenie. A gadanie że ocenę ma się za chęci i obecności szlag mnie trafiał.
    • neiti89 Re: Stop zwolnieniom z WFu 15.09.13, 21:23
      Przypomniała mi się jeszcze absolutna wuefowa perełka z mojej szkoły podstawowej.
      Basen, zajęcia obowiązkowe, generalnie lubiane przeze mnie, bo pływam od dziecka. Niestety nie wszyscy to lubili, ale mniejsza. Na owych wspaniałych zajęciach koleżanka z sąsiedniej klasy, która poślizgnęła się na kafelkach (pewnie, no na basenie generalnie jest ślisko i trzeba uważać, jednak to było kilkanaście lat temu, a pływalnia już wtedy była obskurna i wyglądała arcysyfiaście) wybiła sobie górne jedynki. Stałe. Obie. Odszkodowanie ze szkoły? (gdzie jest obowiązek ubezpieczenia dziecka i co roku wnosi się składkę). Żadne, bo jakoś się wyłgali, że to wyłącznie z jej winy i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka