09.11.14, 15:38
Podczas, zdawałoby się niewinnej, rozmowy w pracy przeżyłam mikro-szok w temacie napiwków, który to zafundowały mi koleżanki.
Napiwek mi osobiście bardzo ściśle kojarzył się z gastronomią - z niewielką kwotą pieniędzy dla kelnerki/kelnera, za obsługę. Słyszałam o napiwkach dla np hotelowego room-service'u, ale nie do końca rozumiem ich zasadność.
A moje zacne koleżanki były autentycznie zdziwione, że nie zostawiam napiwku..... fryzjerce. W osłupieniu stwierdziłam coś na zasadzie, że to przecież jej praca, wykonać taką a taką usługę, i równie dobrze powinnam zostawiać napiwek u mechanika, szewca czy krawcowej.
Ogólnie doszłyśmy do wniosku, że coś z tymi napiwkami nie halo, bo niezależnie od tego, czy jest się kelnerem czy mechanikiem dostaje się przecież pensję za wykonywanie określonych czynności. Skąd więc napiwek? Bo uważam, że taka kelnerka zarabia mniej za podanie mi zupy niż pan Marek za wymianę opon? To, że on dostaje ode mnie pieniądze nie znaczy, że one idą do jego kieszeni (tak jak kwota uiszczona za rachunek w restauracji nie jest przeznaczona dla osoby, która ją ode mnie odbiera), może bidula zarabia tyle co ona, a jemu jakoś rachunków nie zaokrąglam do najbliższej pełnej kwoty. Równie dobrze za obsługę mogę dać jakąś małą kwotę kasjerce w markecie, bo się ładnie uśmiechnęła, albo pani w urzędzie - one też przecież mnie obsługują. Tylko, że na tym polega ich praca, są za to, przez swojego pracodawcę wynagradzane. Tak jak kelnerzy.
O co cho z tymi napiwkami? Same dajecie napiwki? Komu? O, a może są wśród nas osoby, które pracują w zawodzie, w którym napiwki się daje? Jakie są Wasze odczucia co do napiwków?

PS: A co z listonoszami i oddawaniem im końcówek renty/emerytury? To też napiwek? :P
Obserwuj wątek
    • anne_stesia Re: Napiwki 09.11.14, 17:22
      W gastronomii daję zawsze, fryzjerce też (ostatnio dziewczynie, która zrobiła mi absolutne cudo na głowie zostawiłam ponad 50% ceny usługi) - traktuję to jako osobiste podziękowanie za pracę, którą można było wykonać poprawnie, a wykonało się świetnie. Nie zostawiam natomiast listonoszowi czy kurierowi, bo z reguły po prostu nie mam pieniędzy w domu, choć teraz, gdy czasem ci ludzie wdrapują się na wysokie czwarte piętro to jest mi głupio. Przy kurierach za pobraniem - pewnie bym zostawiała resztę.
    • pierwszalitera Re: Napiwki 09.11.14, 17:32
      Napiwki daje się tradycyjnie, jak sama zauważyłaś w gastronomii i hotelarstwie. Ale nic nie stoi na przeszkodzie by dawać napiwki w innych zawodach usługowych. Napiwek można dać taksówkarzowi, kurierowi, listonoszowi przynoszącemu paczkę, panom wnoszącym nam meble, mechanikom, malarzom, czy innym hydraulikom. Szczególnie, gdy wiem, że nie zarabiają kokosów. Nie każdy pracuje bowiem na własny zarobek, rachunek płaci się często firmie, a pracownik dostaje tylko określone, zwykle niskie wynagrodzenie. Napiwek jest więc możliwością pokazania naszego uznania za dobrze wykonaną pracę i miłą obsługę konkretnej osobie, czy zespołowi. Ja fryzjerce zawsze daję napiwek, fryzjerki zarabiają w moim kraju wyjątkowo marnie i jak dziewczyna się postara, lubię podzielić się z nią mojej radością. A zwykle się starają, już dawno nie spotkałam opryskliwej i niekompetentnej fryzjerki. Pewnie takich (już) nie zatrudniają. Zwykle daję jej około 10 procent płaconej ceny. W luksusowych salonach trochę mniej, bo tam ceny są bardzo wysokie, od 50 euro za cięcie i 10 procent to trochę dużo. ;-) Swoją drogą, w czasie studiów pracowałam jako kelnerka i napiwki były dla mnie drugą, konieczną pensją, bez nich nie mogłabym się utrzymać i musiałabym zrezygnować ze studiów. U mnie było tak, że nadwyżka przy płaceniu rachunku należała do mnie. W niektórych restauracjach napiwki dzieliło pomiędzy całą załogą, co też nie jest głupie, bo pomóc kuchenna, to też cenny pracownik. Dlatego spłacam dziś swój dług na społeczności, od kilku groszy nie zbiednieję. Często robię to także z egoistycznych powodów, dzięki napiwkom mój listonosz zawsze przynosi mi paczki na czwarte piętro, a mógłby wrzucać mi tylko awizo do skrzynki. Uważam, że mój czas, który musiałabym poświęcić na drogę na pocztę, jest więcej warty niż suma 1-2 euro.
    • pierwszalitera Re: Napiwki 09.11.14, 17:40
      Acha, jeżeli pytasz o hotelowy room-service, to wiedz, że w tych zawodach bardzo marnie się zarabia i często pracuje pod ogromną czasową presją. W bardzo luksusowych hotelach gość tego nie zauważy, bo istnieje coś w rodzaju kontroli jakości, jeżeli jednak nie mieszka się w jakimś Marriocie, czy innym Hiltonie, to warto dać coś obsłudze. Możesz liczyć się z tym, że wysprzątają ci jednak starannie łazienkę, a nie przelecą tylko brudną szmatą. Szczególnie na urlopach w południowych krajach takie codziennie zostawiane pieniężne podarunki dla sprzątaczek mogą być wiele warte.
      • neiti89 Re: Napiwki 09.11.14, 19:40
        Całkiem nieciekawie zarabiają też pewnie panie sprzątające biuro.
        Kto z Was zostawił ostatnio dychę na biurku dla pani sprzątaczki?
        Są zawody, którym nie mamy jak wręczyć napiwku, mimo, że korzystamy z ich pracy. Pani kasjerka ma większą szansę na napiwek, niż pan wykładający w tym czasie bakłażany w dziale warzywnym. A kokosów też pewnie za to nie dostaje... Z takimi "ukrytymi" pracownikami, jak wspomniana pomoc kuchenna w gastronomii, nie mamy nawet okazji się spotkać, co nie znaczy, że nie zasługują na napiwek swoją rzetelną pracą.
        Wrócę też do przykładu pani urzędniczki w okienku - urzędniczki są różne, doskonale to wiem, niemniej coraz więcej jest takich, które z uśmiechem wytłumaczą klientowi, które pole to imię, a które to nazwisko (autentycznie są ludzie, którzy się mylą), a która dostała ostatnio napiwek? Od razu obalę mit o kwiatach/bombonierkach/czymśtam dla urzędniczek. Pracowałam w urzędzie 8 miesięcy, nie na okienku, lecz na zapleczu, ale z dziewczynami z okienka znałam się naprawdę dobrze. Przez 8 miesięcy raz człowiek przyniósł "bombonierkę" (100g czekoladek), raz koleżanka dostała kartkę z podziękowaniami, a raz facet naprawdę się postarał i przyniósł całą blachę jabłecznika.... ;) A ile jest skarg? Tego akurat mnóstwo, bo czegoś się nie da (a są to dramaty rzędu "czemu w urzędzie od dowodów osobistych nie pozwolono mi wyrobić paszportu? SKANDAL!") albo coś się robi dłużej, niż klient by chciał (ale jak się dajmy na to kupuje wycieczkę 1 sierpnia, wylot jest 3, a on 2 przypomina sobie, że nie ma wizy..... pewnie, moja wina).

        Poza tym, przepraszam, ale jak nie dam napiwku to zostanę źle obsłużona? Wybaczcie, ale mam wrażenie, że kultura i wysoka jakość obsługi klienta to powinna być rzecz wymagana przez kierownictwo, NORMA, a nie coś, co klient kupuje sobie napiwkiem. Nie chcę mieć przymusu, że jak nie dam napiwku to mi ktoś do sałatki napluje....

        Faktem jednak jest, że znacznie łatwiej dać napiwek, niż zmienić w tym kraju cokolwiek związanego z najniższym wynagrodzeniem, więc może to stąd....
        • pierwszalitera Re: Napiwki 09.11.14, 20:12
          neiti89 napisał(a):

          > Poza tym, przepraszam, ale jak nie dam napiwku to zostanę źle obsłużona? Wybacz
          > cie, ale mam wrażenie, że kultura i wysoka jakość obsługi klienta to powinna by
          > ć rzecz wymagana przez kierownictwo, NORMA, a nie coś, co klient kupuje sobie n
          > apiwkiem. Nie chcę mieć przymusu, że jak nie dam napiwku to mi ktoś do sałatki
          > napluje....

          A kto mówi o przymusie? Nie ma żadnego przymusu, chyba jedynie w krajach, gdzie jedyną pensją pracownika jest napiwek, tak było na przykład w gastronomii Stanach, nie wiem, czy jeszcze tak bywa. Wszystko inne jest dobrowolnością i musisz sama wiedzieć, czy chcesz wyjść na sknerę. Z drugiej strony, nie każdego stać na napiwek. Do sałatki nikt ci nie napluje, bo napiwki daje się zwykle po konsumpcji. Ponieważ jednak pracowałam w gastronomii, to wiem, że nieprzyjemnego klienta wyczuwa się od razu i w różny sposób można się na nim zemścić. ;-) No i nikt ci nie przeszkadza zostawić coś dla pani sprzątającej twoje biurko, tylko zostaw kartkę, że to dla niej, bo inaczej ktoś oskarży ją o kradzież i kobieta straci pracę. A co do urzędniczek, no cóż trzeba uważać, bo od napiwków łatwa droga do łapówek, dlatego w pewnych zawodach lepiej nic nie przyjmować i niczego się nie domagać.
        • kis-moho Re: Napiwki 10.11.14, 13:04
          > Są zawody, którym nie mamy jak wręczyć napiwku, mimo, że korzystamy z ich pracy
          > . Pani kasjerka ma większą szansę na napiwek, niż pan wykładający w tym czasie
          > bakłażany w dziale warzywnym. A kokosów też pewnie za to nie dostaje... Z takim
          > i "ukrytymi" pracownikami, jak wspomniana pomoc kuchenna w gastronomii, nie mam
          > y nawet okazji się spotkać, co nie znaczy, że nie zasługują na napiwek swoją rz
          > etelną pracą.

          Nie obraź się, ale to pachnie argumentem "dzieci w Afryce nie mają rączek=nie warto nikomu pomagać".
          • neiti89 Re: Napiwki 10.11.14, 13:30
            kis-moho napisała:
            > Nie obraź się, ale to pachnie argumentem "dzieci w Afryce nie mają rączek=nie w
            > arto nikomu pomagać".

            Nie mam jak się obrazić, nijak tego nie rozumiem :P Dzieci w Afryce nie mają rączek? Myślałam, że brakuje jedzenia, a nie kończyn....
            • magdalaena1977 Re: Napiwki 12.11.14, 21:37
              neiti89 napisał(a):

              > Dzieci w Afryce nie mają rączek?
              > Myślałam, że brakuje jedzenia, a nie kończyn....

              są tereny, gdzie jest nieproporcjonalnie dużo ofiar min przeciwpiechotnych :-(
              Chociaż te osoby częściej tracą nogi niż ręce.

              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,4696284.html
    • ederlezi1981 Re: Napiwki 09.11.14, 20:01
      Jakiś czas temu na kursie angielskiego wśród zawodów, w których daje się napiwki, pojawił się pracownik stacji benzynowej. Szczerze mówiąc, zatkało mnie, mimo, że tankowałam z reguły gaz na stacji bez samoobsługi (bo nie tyle nie lubię, ile zawsze się zastanawiam nad połączeniem pistoletu z wlewem - teraz wprowadzili samoobsługę, ale ja mam tak blisko, że mi się nie chce jechać nigdzie dalej).
      W taniej knajpce - ale jednak bardziej restauracji, niż barze- zostawiamy z koleżanką z reguły parę groszy- do 10% lub okrągłej sumy, lub też, co mamy drobnego (nie, 10 groszy nie zostawiamy;). Kelnerka kojarzy nas dobrze z widzenia i jesteśmy zawsze sympatycznie obsługiwane.
      Z usług listonoszy prawie nie korzystam, kurierom nie daję. Mam problem z fryzjerką/kosmetyczką - korzystam ze straszliwie taniego zakładu (henna brwi i rzęs + regulacja brwi+ strzyżenie 20 zł) i zupełnie nie wiem, ile mogłabym dać.
    • kaga9 Re: Napiwki 09.11.14, 20:45
      Daję napiwek swojej fryzjerce, bo jest świetnym fachowcem, a przy tym przemiłą kobietą. Kilka razy ratowała mnie w kryzysowych sytuacjach (tak, na poziomie uwłosienia też się zdarzają;)).

      Zdarza mi się zostawić napiwek w... taksówce. Mam raczej niedaleko do pracy, ale czasem muszę skorzystać z taxi i jeśli kierowca nie jest gburowaty i nie odyma się, że tak blisko i co sobie pańcia wyobraża, to dlaczego mu nie podziękować za życzliwość? Wbrew pozorom, to nie jest takie częste...

      Końcówkę emerytury oddaje listonoszowi moja mama, w zamian ma jak najszybsze (w miarę możliwości poczty i samego listonosza) dostarczenie emerytury, ale także zawsze dostarczoną przesyłkę bez awizo (mama ma problemy z poruszaniem się i ma to dla niej bardzo duże znaczenie).
      • anka_z_lasu Re: Napiwki 10.11.14, 13:42
        'zawsze dostarczoną przesyłkę bez awizo'

        Jeśli mówimy o sytuacji, kiedy adresat jest w domu w momencie wizyty listonosza, to obowiązkiem listonosza jest dostarczyć przesyłkę a nie zostawić awizo. Chyba, że mamy akurat w domu nie ma względnie przesyłka spełnia określone warunki (duża waga, nalezności celne, itp.)
        • kis-moho Re: Napiwki 10.11.14, 13:49
          > Jeśli mówimy o sytuacji, kiedy adresat jest w domu w momencie wizyty listonosza
          > , to obowiązkiem listonosza jest dostarczyć przesyłkę a nie zostawić awizo.

          Ja już nawet przestałam walczyć z tym na mojej poczcie, podobno nie ma mnie w domu, nawet kiedy jestem.
          (Tak dla porządku, bo akurat listonoszom napiwków nie daję, nawet gdybym chciała, to byłoby to trudne - mam wrażenie, że unikają mnie jak ognia ;o))
        • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 18:59
          anka_z_lasu napisała:

          > Jeśli mówimy o sytuacji, kiedy adresat jest w domu w momencie wizyty listonosza
          > , to obowiązkiem listonosza jest dostarczyć przesyłkę a nie zostawić awizo. Chy
          > ba, że mamy akurat w domu nie ma względnie przesyłka spełnia określone warunki
          > (duża waga, nalezności celne, itp.)
          >

          Owszem. Wiem jednak, że pojedynczy dostarczyciel paczek ma codziennie bardzo duży kontyngent do spełnienia i jest to bardzo wyczerpująca praca. Liczba paczek rośnie, pracowników poczty jednak nie, więc rozumiem, gdy nie zawsze się chce, albo może. Tym bardziej, że ja mieszkam na ostatnim piętrze i wiem jak to jest, gdy boli kolano, albo nawala czasem inny kręgosłup. Można się upierać przy swoim prawie, ale można też motywować ludzi w sympatyczny sposób. Ja lubię moją pracę i życzę tego też innym, nawet tym wypełniającym durną rutynę.
          • magdalaena1977 Re: Napiwki 11.11.14, 13:21
            pierwszalitera napisała:

            > Owszem. Wiem jednak, że pojedynczy dostarczyciel paczek ma codziennie bardzo du
            > ży kontyngent do spełnienia i jest to bardzo wyczerpująca praca. Liczba paczek
            > rośnie, pracowników poczty jednak nie, więc rozumiem, gdy nie zawsze się chce,
            > albo może

            Ja nie rozumiem. Mnie też się czasem nie chce (szczególnie wcześnie rano), ale jaooś się zmuszam ;-) i przychodzę do pracy.
            • pierwszalitera Re: Napiwki 12.11.14, 00:08
              magdalaena1977 napisała:

              > Ja nie rozumiem. Mnie też się czasem nie chce (szczególnie wcześnie rano), ale
              > jaooś się zmuszam ;-) i przychodzę do pracy.

              Ale przyjście do pracy to dopiero początek. Nie neguję, że pracę możesz mieć zajmującą, ale przypuszczam, że nie pracujesz fizycznie przy każdej nawet, gównianej pogodzie, niezależnie od tego, czy czujesz się akurat świetnie, czy pobolewa kręgosłup od ciągłego biegania po schodach i wnoszenia ciężarów. Tak, wiem, nie chciało się nosić teczki.... ale wasza arogancja wobec proletariatu mnie mocno zadziwia.
              • magdalaena1977 Re: Napiwki 12.11.14, 00:22
                a:
                pierwszalitera napisała:

                > magdalaena1977 napisała:
                >
                > > Ja nie rozumiem. Mnie też się czasem nie chce (szczególnie wcześnie rano)
                > , ale
                > > jaooś się zmuszam ;-) i przychodzę do pracy.
                >
                > Ale przyjście do pracy to dopiero początek. Nie neguję, że pracę możesz mieć za
                > jmującą, ale przypuszczam, że nie pracujesz fizycznie przy każdej nawet, gównia
                > nej pogodzie, niezależnie od tego, czy czujesz się akurat świetnie, czy pobolew
                > a kręgosłup od ciągłego biegania po schodach i wnoszenia ciężarów.

                Nie najęłabym się do pracy, której nie byłabym w stanie wykonywać.

                > Tak, wiem, nie chciało się nosić teczki....

                To znaczące, że masz takie skojarzenia różnicujące pracę fizyczną od umysłowej.
                • pierwszalitera Re: Napiwki 12.11.14, 11:29
                  magdalaena1977 napisała:

                  > Nie najęłabym się do pracy, której nie byłabym w stanie wykonywać.

                  Acha, czyli lepiej by było zdechnąć z głodu? Niech jedzą ciastka, gdy nie ma chleba? Zadziwiające, jak u wielu wyobrażenie o własnej wysokiej moralności rozmija się z rzeczywistością.

                  > To znaczące, że masz takie skojarzenia różnicujące pracę fizyczną od umysłowej.

                  To skojarzenie mam jeszcze z deprecjonującego ludzką wartość minionego ustroju. Wiele razy próbowano mnie przekonać, że ta młoda Polska jest teraz jakaś inna, lepsza. Przeraża mnie ten rozwój - zaufanie społeczne już nie zerowe, a minusowe. Z góry zakłada się, że ktoś wykonujący podrzędniejszą pracę, to leń, głupek i oszust złośliwie migający się od pracy. Najgorsze, że inteligentne poniekąd kobiety uważają, że to jest w porządku.
                  • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 16:14
                    Pierwszalitera,
                    Ale tu to już przegiełaś z nadinterpretacją. Co innego powiedzieć, że również czasem nie chcę iść do pracy, ale idę, że nie najmę się pracy, której nie jestem w stanie fizycznie wykonywać i to nie jest tożsame, ze stwierdzeniem, że wykonujący podrzędne (czyli jakie? na razie to ty używasz negatywnych określeń wyróżniających) prace - to leń i głupek.
                    • pierwszalitera Re: Napiwki 12.11.14, 21:11
                      prostokvashino napisała:

                      > Pierwszalitera,
                      > Ale tu to już przegiełaś z nadinterpretacją. Co innego powiedzieć, że również c
                      > zasem nie chcę iść do pracy, ale idę, że nie najmę się pracy, której nie jestem
                      > w stanie fizycznie wykonywać i to nie jest tożsame, ze stwierdzeniem, że wykon
                      > ujący podrzędne (czyli jakie? na razie to ty używasz negatywnych określeń wyróż
                      > niających) prace - to leń i głupek.
                      >


                      Definiuję tylko sposób traktowania zawodów usługowych przez niektóre forumki. Moim zdaniem, nie są to prace podrzędne i zasługują na szacunek. Jak każda praca. Nie chcecie dawać napiwków nie dawajcie, ale założenie, że kurier ma skakać na każde nasze żądanie, to nie ta kategoria usług. Trzeba zacząć lepiej zarabiać i opłacać sobie osobistą asystentkę/asystenta dostosowujących się całodobowo do naszego terminarza.
                      • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 21:51
                        Ciekawe, jak na razie ja w ogóle w tym wątku się nie wypowiedziałam, co myślę o dawaniu napiwków. Za dużo uogólniasz.
                  • magdalaena1977 Re: Napiwki 12.11.14, 21:22
                    pierwszalitera napisała:

                    > Acha, czyli lepiej by było zdechnąć z głodu?

                    Dlaczego zakładasz alternatywę - praca listonosza albo śmierć głodowa?

                    > Zadziwiające, jak u wielu wyobrażenie o własnej wysokiej moralności
                    > rozmija się z rzeczywistością.

                    Oczywiście Ty wiesz lepiej, jaka jest moja rzeczywistość?

                    > To skojarzenie mam jeszcze z deprecjonującego ludzką wartość minionego ustroju.

                    Ale to Ty masz ten problem - to postrzeganie pracy fizycznej jako gorszej.
                    Dla mnie nie ma wielkiej różnicy między chamskim i niesolidnym listonoszem, a chamskim i niesolidnym lekarzem.
                    • pierwszalitera Re: Napiwki 13.11.14, 11:46
                      magdalaena1977 napisała:

                      > Dlaczego zakładasz alternatywę - praca listonosza albo śmierć głodowa?

                      Bo często nie ma większego wyboru. Nie żyjesz w ekonomicznym raju.


                      > Oczywiście Ty wiesz lepiej, jaka jest moja rzeczywistość?

                      To nie ważne, czy ja się w niej orientuję. Ty sama nie wiesz, w jakiejś rzeczywistości żyjesz i to jest decydujące.


                      > Ale to Ty masz ten problem - to postrzeganie pracy fizycznej jako gorszej.
                      > Dla mnie nie ma wielkiej różnicy między chamskim i niesolidnym listonoszem, a c
                      > hamskim i niesolidnym lekarzem.

                      Tylko, że ja tu żadnego chamstwa nie widzę. Tylko niedopracowany system z jednej strony i kosmiczne, nierealistyczne wymagania z drugiej. I zero zaufania społecznego. Nikt nikomu nie ufa i dopatruje się u każdego chamstwa i zła. Co moim zdaniem trudne do pogodzenia jest z deklarowanym przez ciebie światopoglądem, ale jakoś tak pasuje do klimatu kraju.
                • slotna Re: Napiwki 12.11.14, 17:18
                  > Nie najęłabym się do pracy, której nie byłabym w stanie wykonywać.

                  Jakbys nie miala co jesc i z czego utrzymac rodziny to bys sie najela. Przypominam, ze nie kazdy ma warunki intelektualne, ekonomiczne i geograficzne do skonczenia prestizowych studiow, odbycia stazu i znalezienia dobrej posady. Poza tym dla firmy kurierskiej prawdopodobnie to wlasnie jest dobrym wykonywaniem pracy - kurier ma x przesylek do dostarczenia w y godzin, gdyby mial sie pochylac nad kazdym klientem, to by po prostu nie wyrobil normy.
    • maggianna Re: Napiwki 09.11.14, 21:57
      W restauracjach zostawiam zazwyczaj ok 10% wartości rachunku ale do pewnej kwoty, przy rachunku powyżej 500 zł trochę mniej niz 10%, choć ostatnio denerwuje mnie ze w wielu restauracjach (zwłaszcza tych droższych) 10% jest dopisywane z automatu do rachunku, często tez jest to standardem przy grupach powyżej 6 osób.

      W hotelach w Europie nie daje napiwków, poza Europa zostawiam drobne na poduszce w hotelu pokojowym, daje napiwki kierowcom i przewodnikom, zwłaszcza jeżeli podróżuje z ńimi dłużej czyli zajmują sie mną przez pare dni. Często taki napiwek jest wyższy niz miesięczna pensja tych osób.

      Zaokrąglam tez rachunki w taksówce, zwłaszcza gdy jadę na bardzo krótkim dystansie, i rachunek jest niski czyli poniżej 15 zł.
      • neiti89 Re: Napiwki 09.11.14, 22:29
        > Zaokrąglam tez rachunki w taksówce, zwłaszcza gdy jadę na bardzo krótkim dystan
        > sie, i rachunek jest niski czyli poniżej 15 zł.

        maggianna napisała:
        Tak, to faktycznie też się u mnie zdarza - po części kierowca sam na to pracuje będąc fajnym kierowcą, a po części jak nie chce mi się szukać końcówki ani robić problemu z wygrzebywaniem jakiejś kwoty ;)

        Generalnie jestem jednak przeciwnikiem napiwków. Jak napisała pierwszalitera, napiwki są dobrowolne, a potem sama dopisała, że mam dawać, jeżeli nie chcę wyjść na sknerę. Dla mnie to jest wywieranie presji, jak nie dam, tom ta zła i niedobra. Niestety, nie działa to na mnie motywująco ("ojoj, obcy człowiek w barze pomyśli, że jestem sknerą, lepiej wysupłam jakieś drobne!"), tylko wkurzająco i działam temu na przekór. Irytuje mnie też dopisywanie z góry napiwków dla większych grup osób. W mojej ulubionej susharni np doliczają sobie 15% za obsługę powyżej 3 osób (! no horda po prostu, stado wręcz). Uważam to za wysoce niestosowne, więc zamawiam jedzenie na wynos, omijając w ten sposób ichni zwyczaj.
        Nie lubię, gdy ktoś sam sobie z góry dolicza napiwek, a znam listonosza, który nawet nie trudzi się wyszukiwaniem końcówki emerytury dla mojej babci, która akurat ma tyle asertywności, co przeciętna wielooczka czarna i choćby jej na chleb brakowało, to się nie odezwie. Listonosz był naprawdę zdziwiony, ba! oburzony wręcz, gdy z uśmiechem, ale stanowczo poprosiłam go o całą kwotę, kiedy raz moja wizyta zeszła się w czasie z przyjściem listonosza. No bo on zawsze dostawał. Pewnie mu się domowy budżet nie dopiął z powodu braku dwunastu złotych...

        Sytuacje pewnie są różne, niezależnie od kwoty każdemu byłoby miło, gdyby dostawał w robocie coś ekstra. Jednej osobie bardziej potrzeba, bo autentycznie ledwie wiąże koniec z końcem, innej osobie potrzeba mniej, a i tak napiwki dostaje.
        Cóż.... no napiwki chyba zawsze będą kojarzyły mi się z filmowymi klubami ze striptizem i wkładaniem banknotów za skąpe majtki tancerek... Dziewczyny pewnie zbierają na studia, też im grosza potrzeba ;)
        • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 00:00
          neiti89 napisał(a):

          > Generalnie jestem jednak przeciwnikiem napiwków. Jak napisała pierwszalitera, n
          > apiwki są dobrowolne, a potem sama dopisała, że mam dawać, jeżeli nie chcę wyjś
          > ć na sknerę. Dla mnie to jest wywieranie presji, jak nie dam, tom ta zła i nied
          > obra.

          A co cię tak bardzo uwiera w tym, że ktoś uzna cię za skąpiarza gdy nie dasz kelnerce napiwku? Masz ambicje być podziwiana przez wszystkich za hojność, albo chcesz robić wrażenie osoby, dla której forsy nie gra roli, czy jak? Bo jak nie, to powinno ci być wszystko jedno, co pomyślą inni.
          Ja osobiście nie znam zwyczaju automatycznego dopisywania napiwku i jedyną sytuację, która tłumaczy takie zachowanie, to ta, o której już pisałam, wtedy gdy pracodawca kalkuluje napiwki do pensji, zaniżając odpowiednio wynagrodzenie. Takie rzeczy się w niektórych krajach zdarzają, to chyba taki amerykański zwyczaj. Smutne trochę, ale taka jest rzeczywistość. Zrezygnujesz z chodzenia do restauracji, nie będziesz musiała być z tym konfrontowana. Ja też nie jeżdżę na urlopy do tanich krajów, gdy nie chcę oglądać nędzy. W zamożnych krajach skandynawskich napiwki nie są na przykład mile widziane, wynika to z jednej strony z wysokich płac, ale także z dużego egalitaryzmu społeczeństwa, tam nikt nie czuje się tylko obsługą, nawet w usługowych zawodach.
          A co tancerek w klubach, najpierw spróbuj, a potem się naśmiewaj. Ciężka fizyczna praca w niezbyt przyjemnych warunkach, ja im tych napiwków nie żałuję.
          • neiti89 Re: Napiwki 10.11.14, 13:37
            pierwszalitera napisała:
            > A co cię tak bardzo uwiera w tym, że ktoś uzna cię za skąpiarza gdy nie dasz k
            > elnerce napiwku? Masz ambicje być podziwiana przez wszystkich za hojność, albo
            > chcesz robić wrażenie osoby, dla której forsy nie gra roli, czy jak?

            Doczytałabyś całą wypowiedź, to pewnie byś wiedziała: "Niestety, nie działa to na mnie motywująco ("ojoj, obcy człowiek w barze pomyśli, że jestem sknerą, lepiej wysupłam jakieś drobne!"), tylko wkurzająco i działam temu na przekór." Czyli chyba jednak mnie nie uwiera, czyż nie? ;)

            > A co tancerek w klubach, najpierw spróbuj, a potem się naśmiewaj. Ciężka fizycz
            > na praca w niezbyt przyjemnych warunkach, ja im tych napiwków nie żałuję.
            Jestem przekonana, że po każdej nocy odpadały Ci nogi od noszenia szpilek, a plecy wymagały interwencji rehabilitanta, żebyś mogła się wyprostować. Chyba, że nie byłaś tancerką, ale wtedy mogłabyś sama najpierw spróbować, a potem mi wytykać. Nie mam w zwyczaju chodzić po klubach go-go, ale mam koleżankę, która jest tam barmanką. Z jej opowieści wynika, że goście są tak napruci, że laski przy rurkach wcale nie muszą się wysilać, żeby gawiedź się śliniła. Plus - szok pewnie dla Ciebie - swojego czasu trenowałam pole dance. To jest trudna dyscyplina, doskonale to wiem, ale jak we wszystkim - trening czyni mistrza. Im więcej trenujesz, tym trudniejsze figury robisz, a układy męczą Cię mniej, co rzecz jasna nie znaczy, że po 1,5 tańca nie byłam upocona (w klubach podobno dziewczyny zmieniają się co piosenkę, więc nie ma mowy o 1,5h tańczenia bez przerwy. Ale tak jak mówię, powołuję się na znajomą barmankę, pewnie pierwsza wiesz lepiej).
            • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 18:47
              neiti89 napisał(a):

              > Doczytałabyś całą wypowiedź, to pewnie byś wiedziała: "Niestety, nie działa to
              > na mnie motywująco ("ojoj, obcy człowiek w barze pomyśli, że jestem sknerą, lep
              > iej wysupłam jakieś drobne!"), tylko wkurzająco i działam temu na przekór." Czy
              > li chyba jednak mnie nie uwiera, czyż nie? ;)

              Nie bardzo rozumiem. Jakie to ma niby dla ciebie znaczenie? Obie reakcje odczuwasz przecież emocjonalnie i negatywnie.


              > Jestem przekonana, że po każdej nocy odpadały Ci nogi od noszenia szpilek, a pl
              > ecy wymagały interwencji rehabilitanta, żebyś mogła się wyprostować.

              Plus - szok pewn
              > ie dla Ciebie - swojego czasu trenowałam pole dance. To jest trudna dyscyplina,
              > doskonale to wiem, ale jak we wszystkim - trening czyni mistrza.

              No chylę czoła. W twoim wykonaniu to była pewnie sztuka na miarę baletu Bolszoj. Nie to co pospolity plebs w nocnych klubach.
    • magdalaena1977 Re: Napiwki 09.11.14, 22:35
      Daję napiwki w gastronomii, zwykle 10% w zależności od jakości obsługi, szczególnie staram się docenić kelnera, który zaspokajał moje bezglutenowe zachcianki.
      Na tej samej zasadzie daję napiwek fryzjerce czy manikiurzystce, zwykle zaokrąglam do mniej więcej 10%
      Daję napiwek panu od paczek, bo on się stara i przywozi mi paczki po południu, zamiast zostawić awizo. Kurierów z zasady nienawidzę ;-) ze względu na ich zachowanie i nic im nie daję.
      Wkurza mnie automatyczny napiwek w restauracji, bo to jest suma, która powinna być zależna od jakości obsługi.

      Nie daję napiwku w urzędzie, w końcu ta osoba nie świadczy mi usług tylko wykonuje władzę publiczną.
      Lekarzom też by mi było głupio dawać pieniądze i czasami wręczam prezenty np. książki, kwiaty czy czekoladki.
    • yaga7 Re: Napiwki 10.11.14, 06:37
      W knajpach dajemy jakieś 10%, prawie zawsze.
      W taksówce czasami - tu zwykle mąż częściej, ja znacznie rzadziej.
      Fryzjerce w życiu nie dałam, ale jeszcze nie trafiłam na taką, z której bym była zadowolona w 100%.
      Jak zamawiam coś za pobraniem pocztą, zwykle zaokrąglam, bo pan paczkowy jest przemiły, a z kurierami bywa różnie, niektórzy też są spoko, więc mogę im dać.

      Zanim poznałam swojego męża, napiwków prawie w ogóle nie dawałam (hehe, krakowski centuś ;)), teraz trochę mi się zmieniło ;)
    • zarin Re: Napiwki 10.11.14, 07:32
      Daję, ale wewnętrznie jestem przeciw - to jest nieopodatkowany i nieudokumentowany dochód (nieliczony do emerytury etc.) plus wielkopański gest wynagradzania co łaska.
      • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 10:48
        zarin napisała:

        > Daję, ale wewnętrznie jestem przeciw - to jest nieopodatkowany i nieudokumentow
        > any dochód (nieliczony do emerytury etc.) plus wielkopański gest wynagradzania
        > co łaska.

        A wiesz, że istnieją kraje, gdzie napiwki się opodatkowuje? Przynajmniej teoretycznie. W niemieckiej gastronomii tak jak. Musisz to zadeklarować i masz pewną wolną sumę. W przypadku jednak lokali o bardzo dużych obrotach (właściciele płacą też podatki, więc to jest znane) mogą ci nie uwierzyć, że dostajesz tak mało i poprosić o bardziej realistyczne oszacowanie napiwków. Tu nie rozlicza się wprawdzie każdego grosza, ale to element kontroli większych sum. No ale w Niemczech podatki muszą płacić także zarejestrowane prostytutki, więc nikogo nie dziwi. ;-)
        Czy wielkopański gest? A datki na biednych, czy wspomaganie przeróżnych fundacji charytatywnych, to co niby? Też wielkopański gest.
        • mmoni Re: Napiwki 12.11.14, 00:39
          W USA wszystkim kelnerom w restauracji nalicza się podatek od napiwków, o ile pamiętam, to jest to 8% od obrotów restauracji podzielone przez liczbę personelu. Dlatego Amerykanie tak są wytresowani w dawaniu napiwków (w ichnich poradnikach s-v piszą, żeby dawać min. 15%, a w eleganckim lokalu 20% - jakieś szaleństwo). Kiedy Hillary Clinton podczas kampanii przedwyborczej zatrzymała się ze sztabem w jakiejś przydrożnej knajpce w ramach bratania się z prostym ludem i poszła plotka, że nie zostawiła napiwku, to jej rzecznik oficjalnie to dementował: w zamieszaniu zapomnieli, ale potem ktoś z jej personelu się wrócił i zostawił bardzo porządny. To był poważny zarzut, bo gdyby nie zostawiła, to wyszłoby na to, że milionerka okrada kelnerki robiące za płacę minimalną - bo one ten 8% podatek od ich zamówienia musiałyby zapłacić.
        • bathilda Re: Napiwki 12.11.14, 09:40
          pierwszalitera napisała:

          > A wiesz, że istnieją kraje, gdzie napiwki się opodatkowuje? Przynajmniej teoret
          > ycznie.

          W Polsce też. Jest na ten temat bogate orzecznictwo. Zgodnie z przepisami kelner który dostał napiwek do kieszeni powinien go zadeklarować i opodatkować jako przychód. Jeśli napiwki zbiera firma i dzieli między pracowników to podatek powinien naliczać pracodawca.
      • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 10:50
        zarin napisała:

        > Daję, ale wewnętrznie jestem przeciw - to jest nieopodatkowany i nieudokumentow
        > any dochód (nieliczony do emerytury etc.) plus wielkopański gest wynagradzania
        > co łaska.

        I jeszcze jedno. Dlaczego dajesz, skoro jesteś przeciw? Zawsze mnie interesowały motywy ludzi działających przeciwko własnym przekonaniom. W tym przypadku zewnętrznego przymusu nie widzę, więc dlaczego????
      • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 11:52
        zarin napisała:

        > plus wielkopański gest wynagradzania co łaska.

        I jeszcze przypomniało mi się coś w sprawie płacenia co łaska. W Danii spotkałam się ze zwyczajem przydrożnych samoobsługowych straganów, na których rolnicy sprzedają swoje produkty. I nie tylko ziemniaki albo owoce, także wyroby typu dżem, miód i podobne przetwory, niejednokrotnie nie takie tanie. Kupowałam w ten sposób miód, słoik 450 gr za 55 duńskich koron, czyli ponad 30 zł. Ceny wiszą na produktach, pieniążki wrzucasz do metalowej kasety. W zależności od tego, ile masz przy sobie, czasem wrzuci się mniej, czasem zaokrągla w górę, a że nikt tego nie kontroluje, płaci się w zasadzie co łaska. Podobno funkcjonuje, zwykle sprzedawcy dostają ile chcą, plus minus 10%. Myślę więc, że wielkopańskie gesty nie muszą być tłumaczone negatywnie, jeżeli to "wielkopaństwo" zachowuje się uczciwie i nie stara się wykorzystać naiwności "biedaka". A napiwek, to nawet nie zapłata, a tylko zaokrąglenie w górę.
        • kis-moho Re: Napiwki 10.11.14, 13:01
          > I jeszcze przypomniało mi się coś w sprawie płacenia co łaska. W Danii spotkał
          > am się ze zwyczajem przydrożnych samoobsługowych straganów, na których rolnicy
          > sprzedają swoje produkty.

          U Ciebie takich nie ma? W Niemczech sporo takich miejsc widziałam, nie tylko owoce czy przetwory, ale też kwiaty do samodzielnego zbierania, bardzo miły wynalazek.
          • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 18:33
            kis-moho napisała:

            > U Ciebie takich nie ma? W Niemczech sporo takich miejsc widziałam, nie tylko ow
            > oce czy przetwory, ale też kwiaty do samodzielnego zbierania, bardzo miły wynal
            > azek.

            Faktycznie są, tylko o nich nie pomyślałam. Danię mam po prostu w pamięci z tych wakacji, a takie samoobsługowe warzywno- spożywcze atrakcje, to u mnie trochę za miastem, rzadko korzystam.
    • teresa104 To można nie dawać 10.11.14, 11:04
      fryzjerowi i taksówkarzowi?
      • kis-moho Re: To można nie dawać 10.11.14, 12:59
        Ja też czytam i się dziwię. Taksówkarzowi owszem, zdarzyło mi się kiedyś nie dać napiwku, bo był bucem stulecia, ale w końcu dokładnie od tego są napiwki - żeby pracę docenić, albo nie. Z fryzjerami czasem się gimnastykuję, bo regularnie chodzę od niedawna, i nie zawsze wiem, jak ten napiwek wręczyć (to już zależy od miejsca, czasem jest technicznie łatwiej, czasem trudniej). U fryzjera przyznam się też, że się ograniczam do osoby która mnie strzyże - nie wiem, jak Wy to widzicie? To jest teren, na którym czuję się mocno nieobyta, tak to jest, jak się zaczyna gdzieś bywać po 30. ;o)
        Stacje benzynowe - teoretycznie też. Teoretycznie, bo zwykle wolę tankować sama, panie/panowie z obsługi zwykle chcą mi wlać coś innego niż bym chciała, i zwykle wolę im podziękować za pomoc niż tłumaczyć, czemu mój samochodzik nie potrzebuje benzyny super turbo.
        • teresa104 Re: To można nie dawać 10.11.14, 14:06
          Regularnie jeżdżę taksówką na krótkiej trasie, cena 10 - 13 złotych, w tym 4 - 6 złotych "trzaśnięcie drzwiami". Daję piętnaście i dziękuję. Raz mi pan zaśpiewał 27, rozweseliło mnie to spontanicznie, "niech będzie moja strata, 20" - postanowił. "A może być 15?". "Moooże". W sumie uznałam to za epizod z gatunku przykrych, chociaż zapłaciłam tyle co zwykle. Ale wkurzył mnie na długo, właściwie dotąd jestem wkurzona. Ale raz w Maroku kiedy spytałam, gdzie jest taksometr, pan z miejsca się zatrzymał i wysadził mnie na środku drogi, pieniędzy nie wziąwszy żadnych, taki honorny był! Ciekawe, czy on też jest dotąd wkurzony;)

          Fryzjerowi można po prostu dać do ręki, czyli uregulować przy kasie i zawrócić dwa kroki do swojego fryzjera prawdopodobnie wtedy zajętego porządkowaniem stanowiska po nas. Można też przy kasie poprosić o przekazanie końcówki pani Bożence czy innemu Przemkowi.

          Na stacjach benzynowych rzadko się ktoś wyrywa do pomocy, nie umiem sobie przypomnieć, kiedy widziałam jakiegoś nalewacza, raczej pełna samoobsługa dominuje.

          Idę w następny wtorek do tak zwanego drogiego fryzjera, cennik widziałam, napiwku nie dam. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń zakładam, że będę niezadowolona, za co tu dawać, za łeb skopany na kilkanaście miesięcy?
          • kis-moho Re: To można nie dawać 10.11.14, 14:21
            Ale wkurzył mnie na długo, właściwie
            > dotąd jestem wkurzona.

            Bo takie sprawy bywają wkurzające niewspółmiernie do ich wagi. W moim przypadku wkurzający taksówkarz miał zgodnie z umową (z firmą) czekać na mnie na lotnisku, z opcją czekania nawet do godziny, gdyby lot się spóźnił. Miałam wtedy kupę bagaży, strasznie długą podróż za sobą, i bardzo chciałam po prostu dojechać do domu. 5 minut po wylądowaniu (o czasie) facet zaczął do mnie dzwonić z pytaniem gdzie jestem, i opowiadać, jak to mu się spieszy. Traf chciał, że wtedy linie zgubiły mi bagaże, więc niestety musiał jeszcze kilkanaście minut poczekać. Po drodze do domu faktycznie widać było, że mu się spieszy, obawiałam się czy przeżyję tą podróż. Ciekawa jestem, co by było, gdyby złapała nas drogówka, nie wiem, czy taksówkarz w tym pośpiechu nie staranowałby radiowozu. Do tej pory budzi się we mnie chęć mordu, kiedy o nim myślę, podejrzewam, że z wzajemnością ;o)

            Ale raz w Maroku kiedy spytałam, gdzie jest taksometr,
            > pan z miejsca się zatrzymał i wysadził mnie na środku drogi, pieniędzy nie wzią
            > wszy żadnych, taki honorny był! Ciekawe, czy on też jest dotąd wkurzony;)

            Obawiam się, że może być ;o)

            Można też przy kasie poprosić o przekazanie końcówki pani Bożenc
            > e czy innemu Przemkowi.

            Widuję też zostawianie napiwku przy lustrze, i różne stany pośrednie. Jakoś gubię się przez ten brak konwencji ;o)

            > Na stacjach benzynowych rzadko się ktoś wyrywa do pomocy, nie umiem sobie przyp
            > omnieć, kiedy widziałam jakiegoś nalewacza, raczej pełna samoobsługa dominuje.

            Ja widuję często, ale to na Węgrzech, tam panuje ostatnio moda na pełne zatrudnienie - nawet przy kasownikach w metrze stoi po 2-3 kontrolerów, czasem jest ich więcej niż działających kasowników...
    • sylwiastka Re: Napiwki 10.11.14, 15:25
      Zazwyczaj nie daje napiwkow. Uwazam, ze cena uslugi powinna zawierac juz wszystko, takze godziwa pensje dla uslugodawcy. Z tego samego powodu nigdy sie nie targuje. Cena to umowa, zgadzam sie i place dokladnie tyle.
      Jednak wiem, ze czesto nalezy zostawic napiwek np w gastonomii, zostawiam w zaleznosci od miejsca, w Polsce czesniej niz w Hiszpanii. W Stanach byl caly system napiwkow, i stosowalam go skrupulatnie, chociaz wolalabym aby ten napiwek byl juz dopisany do rachunku jako oplata za obsluge.
    • kasiamat00 Re: Napiwki 10.11.14, 15:43
      Gdzie się jeszcze zdarzają napiwki - znajomi sporo (drugą pensję) wyciągali z napiwków w szatni klubowej/teatralnej czy ze sprzedaży biletów na festiwalach. Sporo osób macha ręką jak ktoś szuka 10 czy 20 złotych do wydania, jak bilet kosztuje kilkaset.

      Napiwki daję kelnerom, w ilościach od 0 do wyraźnie ponad 10% (np. za znalezienie stolika w restauracji, w której wszystkie stoliki były zarezerwowane) i zwykle taksówkarzom. Fryzjerom czy kosmetyczkom nie.
    • miss-alchemist Re: Napiwki 10.11.14, 20:14
      Zostawiam w knajpach, zazwyczaj jestem zadowolona z obsługi i nie mam z tym problemu ;) Często też zostawiam końcówkę taksówkarzom, choć to bardziej z lenistwa, żeby nie czekać na resztę. W hotelach nie bywam, jak raz byłam służbowo i bardzo chciałam zostawić napiwek, bo obsługa była przewspaniała, to nie miałam gotówki przy sobie i plan spalił na panewce :(. Fryzjerce w życiu napiwku nie dałam, nawet nie wiedziałam, że się tak robi... Ale pewnie nawet gdybym wiedziała, to nic by to nie zmieniło, bo nie pamiętam kiedy wyszłam od fryzjera zadowolona. Od kilku lat tnie mnie koleżanka ;)

      Natomiast dałabym napiwek każdemu kurierowi, który umówiłby się ze mną na godzinę taką, jak mi pasuje. Jeszcze się taki nie znalazł ;)
      • kis-moho Re: Napiwki 10.11.14, 20:16
        > Natomiast dałabym napiwek każdemu kurierowi, który umówiłby się ze mną na godzi
        > nę taką, jak mi pasuje. Jeszcze się taki nie znalazł ;)

        Umowic to im się nawet zdarza, ale żeby jeszcze o tej porze przyszli... ;o)
        • neiti89 Re: Napiwki 10.11.14, 20:57
          Ja mam na kurierów patent.
          Zawsze gdy składam zamówienie z dostawą kurierską, w uwagach do zamówienia zaznaczam, że proszę o dowóz po tej 16 czy 17. Rzecz jasna, w dzień dostawy dostaję telefon o 13:00....
          - Jan Kowalski, firma Ojoj, mam przesyłkę, jestem pod adresem, nikogo nie ma w domu
          - A witam, neiti89. Nie ma pan przypadkiem zaznaczone, że dostawa po 16:00?
          - No mam, ale ja po 16:00 nie jeżdżę.
          - A ja do 16:00 pracuję. Moja propozycja jest taka, że przywiezie mi pan paczkę po 16:00. Jak ma pan inny pomysł to wal pan.
          - A nie mógłbym u sąsiadki zostawić...?
          -.... a mogłabym potem spisać protokół na wypadek szkody z sąsiadką?
          -.... to będę 17:24. Do widzenia.
          - Baj :*

          System działa w 100%. Raz kurier uparł się, że po 16:00 nie może i kropka, ale okazało się, że na mojej ulicy jest jakiś ichni punkt zostawiania paczek, czynny do 22:00. Dostałam awizo do skrzynki i tyle, poszłam jak mi było wygodnie ;) W Polsce chyba jest prawo, że kurier ma obowiązek dostarczyć paczkę do rąk własnych, zostawianie przesyłek po sąsiadach jest w zasadzie zabronione. Akurat sąsiadów mam fajnych, ale zdarzyło się, że kurier mi zadzwonił, że on już tą paczkę u sąsiadki spod 5 zostawił, buziaczki, cześć. Niestety jestem okropnym człowiekiem, który złożył na niego w związku z tym skargę (ponoć po pensji mu za to pojechali). Jakbym zamawiała metr kartofli to jeszcze pół biedy, ale akurat brałam elektronikę i w razie szkody protokół to bym sobie mogła napisać, a następnie ze smakiem spożyć i kilka stów poszłoby w błoto...
          • zarin Re: Napiwki 11.11.14, 09:38
            Sama chętnie pracujesz za darmo po godzinach?
            Nie rozumiem takiego braku empatii wobec pracowników usług. Tego nie nadrobią żadne napiwki.
            • pierwszalitera Re: Napiwki 11.11.14, 11:45
              zarin napisała:

              > Nie rozumiem takiego braku empatii wobec pracowników usług.

              Dualność ludzkiej natury? Z jednej strony deklaracje empatii, wielkiego serca i szlochanie na widok biednych kotków wymyślonych w telewizorni w celu zabawienia gawiedzi, a z drugiej praktykowana pogarda dla każdego, kogo ledwo co wyprzedziliśmy na drodze do wygodnego życia z dwoma urlopami w roku. Sam sobie winny, mógł przebierać szybciej nogami, teraz niech zadowoli się podrzędną rolą i spełnia nasze wyobrażenia o sprawiedliwości losu. ;-)
            • magdalaena1977 Re: Napiwki 11.11.14, 13:23
              zarin napisała:

              > Sama chętnie pracujesz za darmo po godzinach?
              > Nie rozumiem takiego braku empatii wobec pracowników usług. Tego nie nadrobią ż
              > adne napiwki.

              Jaki masz w takim razie pomysł na chamskich kurierów, którzy dzwonią w południe i mają pretensje, że nie ma Cię w domu?
              Szczególnie mnie to wkurza, jeśli w sklepie internetowym wybrałam pocztę polską albo paczkomat, a oni beztrosko wysłali kurierem.
              • kis-moho Re: Napiwki 11.11.14, 13:29
                > Jaki masz w takim razie pomysł na chamskich kurierów, którzy dzwonią w południe
                > i mają pretensje, że nie ma Cię w domu?

                Ja nie mam pomysłu, po prostu unikam kurierów co jakiś czas telepię się na poczte. Obawiam się, że to niestety nie jest (tylko?) wymysł leniwych panów od paczek, tylko rozwiązanie systemowe w firmach. Spotkało mnie to nie tylko przy paczkach, ale i w wypadku linii lotniczej, która odwoziła mi zgubione bagaże - dostarczono mi je do domu w środku dnia (oczywiście mnie nie było), po czym firma odmówiła fatygowania się po raz drugi. Dopiero po większej aferze w centrali BA przywieźli je ponownie. Obawiam się, że oni w ogóle nie mają zamiaru trzymać się ustalonych godzin, i tną koszty ustawiając trasę według mapy, a nie umówionego czasu, trochę na zasadzie a może się uda.
                • zarin Re: Napiwki 11.11.14, 15:16
                  Nie ma rozwiązania, nie należy zamawiać przesyłki kurierskiej, jak się pracuje do 16. Dostarczenie o określonej godzinie to zawsze dobra wola, a nie obowiązek kuriera (a przynajmniej nie znam firmy, która ma inne zasady). Kurierzy mają dzikie normy, nie mogą łamać praw fizyki, jak wszyscy chcą dostawę w ostatniej godzinie pracy firmy w różnych punktach miasta, to jest przecież niewykonalne.
                  Też mi się zdarzało, że mi sklep wbrew wcześniejszym informacjom wysyłał kuriera, ale to nie kuriera wina przecież. Jak się nie da inaczej (centrala kurierska etc.) to do sklepu z problemem, co dalej.
                  Ja nie lubię firm kurierskich, maksymalnie niewygodna rzecz jak dla mnie, ale reakcja na jasną informację, że firma świadczy usługi od 8 do 16 w stylu "to ja chcę o 17:30" i zdziwienie, że nie zadziałało, to jest jakiś kosmiczny tupet jak dla mnie.
                  • bebe.lapin Re: Napiwki 11.11.14, 19:34
                    A ja nigdy nie moglam pojac, dlaczego ktoras z firm kurierskich nie wpadnie na pomysl swiadczenia uslug czesciowo w "przesunietych" godzinach, np. zaczynajac kolo 14h i konczac o 20-21h; nawet za drobna doplata, ktora szlaby na dodatkowy zarobek dla pracownika. Wszyscy byliby zadowoleni.
                    • slotna Re: Napiwki 11.11.14, 21:14
                      Pracowalam w firmie, ktora miala umowe z duza firma kurierska i jak najbardziej byla opcja dostarczenia w wybranych godzinach, konkretniej bylo to dwugodzinne okienko. Z tym, ze w malych miejscowosciach i wsiach okienko bylo jedno, gora dwa. W duzych miastach pelen wybor, od 7 do 21. Ale zdarzaly sie reklamacje (rzadko co prawda), kiedy kurierzy chcieli sobie skrocic dzien pracy i wmawiali klientom, ze po 18 nie przyjada, bo firma nie pracuje. Otoz pracowala.
                    • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 16:31
                      Bo "nie wpadli" na ten pomysł. Mój M. pracuje na wysokim szczeblu menedżerskim w jednej z firm kurierskich. Coś tam dopiero teraz rozważają, ale odpowiedzialni za strategię i logistykę nie kumają tematu, a może nie chcą, bo są nastawieni na klienta korporacyjnego, a nie indywidualne przesyłki. Poza tym, im płaci wysyłający, nie odbierający. W wielu firmach kurierskich odbierający nie może nic uzgodnić na temat przesyłki (tylko się dowiedziec, gdzie jest).
                      • bebe.lapin Re: Napiwki 12.11.14, 20:36
                        W tym przypadku warunki uslugi moglby negocjowac wysylajacy, niejako w imieniu swoich klientow.
                        Rozumiem tez, ze klient korporacyjny to zupelnie inne rzedy wartosci, ale mysle, ze klient indywidualny jest coraz bardziej widoczny i systematycznie przyrasta, kto pierwszy wyczuje jego potrzeby, zarobi najwiecej na tym interesie.

                        BTW, ja przy swoich zakupach chyba tylko w zooplusie niemieckim mam mozliwosc wyboru kuriera i wybieram tego, ktorego paczki przejmuje we Francji Chronopost. Dostaje wtedy dzien wczesniej wiadomosc, ze paczka nadejdzie i do polnocy moge zaprogramowac inna date doreczenia, wskazac wybrane biuro poczty, w ktorym maja zostawic paczke (wtedy odpbieram podczas przerwy albo po pracy), albo podac dane sasiada, ktory paczke odbierze. Nie jest to rozwiazanie idealne (doreczenie w danym dniu w dogodnej dla mnie godzinie do domu), ale bardzo wiele ulatwia.
                        • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 21:53
                          Też nie rozumiem, ale to jakiś dziwny status quo: wszystkie firmy kurierskie w PL tak mają i nikt nie podskakuje zmieniać. Zapewne jak któryś zmieni to i reszta się podciągnie.
                          • slotna Re: Napiwki 12.11.14, 21:59
                            Pisalam wyzej, ze firma z ktora wspolpracowalam miala konkretne przedzialy czasowe, nie sadze, zeby sie cos zmienilo od tego czasu. Ale prawdopodobnie taka usluga jest drozsza, wiec sklepy z niej nie korzystaja.
                            • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 22:09
                              Tak, chyba nawet miałam z nią do czynienia. Tylko że, czy, jako kupujący, będziesz miała taką opcję - zależy od sprzedającego - czy podpisał odpowiednią umowę (oni mają zupełnie inne stawki niż oficjalne na stronie i najczęściej uproszczone/typowe) i czy udostępnił klientowi u siebie w sklepie możliwość wybrania/wskazania tych godzin. Bo mimo, że od iluś sprzedającyh miałam dostawę tym kurierem, to tylko jeden raz trafiła się opcja wyboru.
                              • slotna Re: Napiwki 12.11.14, 22:51
                                No wiec pretensje powinny byc raczej skierowane do konkretnych sklepow, a nie firm kurierskich.

                                Taki Rebel np. wprost pisze, ze nie ma opcji ustalenia godziny, wiec radza zamawiac na adres pracowy.
                        • yaga7 Re: Napiwki 13.11.14, 08:35
                          BTW, ja przy swoich zakupach chyba tylko w zooplusie niemieckim mam mozliwosc w
                          > yboru kuriera i wybieram tego, ktorego paczki przejmuje we Francji Chronopost.
                          > Dostaje wtedy dzien wczesniej wiadomosc, ze paczka nadejdzie i do polnocy moge
                          > zaprogramowac inna date doreczenia, wskazac wybrane biuro poczty, w ktorym maja
                          > zostawic paczke (wtedy odpbieram podczas przerwy albo po pracy), albo podac da
                          > ne sasiada, ktory paczke odbierze. Nie jest to rozwiazanie idealne (doreczenie
                          > w danym dniu w dogodnej dla mnie godzinie do domu), ale bardzo wiele ulatwia.

                          GLS u nas też tak ma, ale nie wiem, czy dla wszystkich przesyłek i dla wszystkich miast.
                          W każdym razie od jakiegoś czasu dla wszystkich przesyłek GLS mogę sobie wybrać inną datę doręczenia czy zostawienie w punkcie awizo.
                    • marisella Re: Napiwki 13.11.14, 17:30
                      bebe.lapin napisała:

                      > A ja nigdy nie moglam pojac, dlaczego ktoras z firm kurierskich nie wpadnie na
                      > pomysl swiadczenia uslug czesciowo w "przesunietych" godzinach, np. zaczynajac
                      > kolo 14h i konczac o 20-21h; nawet za drobna doplata, ktora szlaby na dodatkowy
                      > zarobek dla pracownika. Wszyscy byliby zadowoleni.

                      Bo doba, niezależnie od tego, jak pracujemy, kończy się o 24tej :) A dzień roboczy większości ludzi nadal zaczyna się koło 7-8-9 :)

                      W miastach może jest inaczej, ale w mniejszych miejscowościach jest jeden kurier na naprawdę duży obszar, więc siłą rzeczy nie tylko rozwozi paczki, ale i zbiera. Ponieważ ze wzgledów ekonomicznych nie jeździ TIRem, jeśli nie może go zapełnić, tylko jakimś małym dostawczakiem, stara się najpierw paczki wydawać, a dopiero potem odbierać, żeby mieć je gdzie schować i żeby nie wydobywać tych do oddania zza stosu tych zebranych :) Dość logiczne :)

                      A to, że jego "praca" się kończy o 16tej, to znaczy tylko, że tak się oficjalnie kończy praca w terenie. Najczęściej jednak kurier do tej 15-16tej stara się rozwieźć paczki, żeby potem do 18 pozbierać resztę zleconych na dany dzień niedobitków i jeszcze dojechać do centali w mieście, gdzie maks. do 19tej (w sezonie świątecznym - 20tej) musi te paczki zdać razem z całą dokumentacją, odczekawszy w kolejce za innymi kurierami czekającymi w tym samym celu. I dopiero może sobie wracać do domu :)
                      Chyba, że nap rzykład poszedł komuś na rękę, podpisał za niego deliver, a paczkę po tej 20tej zawozi jeszcze w drodze do własnego domu, licząc, że nie będzie z tego chryi.

                      Oczywiście firma mogłaby przesunąć termin zdawania paczek przez kurierów powiedzmy o te 4 godzinki, na 24tą, ale wtedy odbieraliby je o 23ciej? I co by na to powiedzieli klienci, gdyby kurier tak po paczkę się zjawiał? :)
                      Nie mówiąc już o tym, że jeśli paczka ma z Zakopanego dotrzeć na następny dzień do Suwałk, to musi niestety ruszyć o nieco rozsądniejszej porze z sortowni, praw fizyki się nie zagnie :) Zwłaszcza, że istnieje opcja dostawy przed 9tą, dla ludzi, którym zależy, aby dostać paczkę przed rozpoczęciem pracy lub zaraz na samym począteczku dniówki.

                      Warto więc czasem pójść na ustępstwo i odebrać paczuchę od sąsiadki albo zamówić kuriera do pracy niż dla zasady, "bo tak", się upierać :)
                      Gadam sporo z kurierami i lekko to oni nie mają :) Ale z każdym się można porozumieć i ja nieraz, jak nie mogę czekać, nie tylko odbieram przesyłki zostawione na ganeczku, ale i swoje do wysłania zostawiam w ustalonym miejscu, choć kurier mógłby mnie teoretycznie okraść. Ale nigdy nic takiego nie zaszło, więc wierzę, że i nie zajdzie :)
                      • teresa104 Nie każdy ma tak ładnego kuriera 13.11.14, 18:19
                        żeby wzbudzić w sobie tyle zrozumienia;)
                        • marisella Re: Nie każdy ma tak ładnego kuriera 13.11.14, 18:55
                          teresa104 napisała:

                          > żeby wzbudzić w sobie tyle zrozumienia;)

                          Ahahahaha... Zupełnie nie jesteś na bieżąco ;) Mojego Pana Boskiego Kuriera (który zresztą wcale tak ogólnie przystojny ponoć nie był, tylko uśmiech miał boski ;)) nie ma w okolicy już niemal od roku, a i wtedy był tylko na tydzień ;) Teraz się buja po Wieliczce ;)

                          A paczki wysyłam przeważnie DPD, jeśli od siebie, bo kurier jeździ zjeżdżając z trasy, czyli najpóźniej jak się da, co mi na rękę :) I to akurat starszawy Pan z brzuszkiem, który dłubie w uchu długopisem. Ale w sumie wolę, że długopisem, niż by miał palcem. ;)
                          • teresa104 Lepiej długopisem niż palcem? 13.11.14, 19:48
                            Kiedyś się zastanawiałam, jak to logistycznie rozegrać, żeby ze wszystkim zdążyć i wszystkich zadowolić. Słyszałam co prawda, że kurierzy zarabiają dobrze (jeśli doliczyć napiwki;), ale wcale się nie dziwię ich niestandardowym zachowaniom, bo po tygodniu takiej pracy spuściłabym wszystkie paczki do rzeki. Tak czy siak ja zamawiam tylko do paczkomatów, nie ma opcji paczkomatu, nie ma zakupów.
                            • marisella No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go wsadza 14.11.14, 11:26
                              ...za ucho i już z nim styczności nie mam ;) Wychodzę zawsze na wszelki wypadek z własnym ;)

                              > Tak czy s
                              > iak ja zamawiam tylko do paczkomatów, nie ma opcji paczkomatu, nie ma zakupów.

                              A to ciekawe co piszesz, bo ja właśnie dumam od dłuższego czasu nad wprowadzeniem paczkomatów u siebie w sklepie...
                              Plusy są takie, że to dla części ludzi wygodne, minusy takie, że ja mam do najbliższego paczkomatu kaaaaawał drogi i z pewnością mogłabym nadawać przesyłki raczej nie częściej niż dwa razy w tygodniu (pocztę nadaję 2-3 razy, ale w razie awarii mogę pojechać specjalnie do urzędu), do tego paczkomaty są wolniejsze niż polecony priorytet (D+2 zamiast D+1) i droższe (polecony mogę nadać za 6,50 z VATem, paczkomat to 8,50...).

                              Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% drożej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?
                              • kis-moho Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 11:32
                                > Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% droż
                                > ej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?

                                25% to trochę zależy od czego :o) Ale 8.50 zamiast 6.50 na pewno bym przełknęła w zamian za taką wygodę. Dzień-dwa później nie robiłyby mi różnicy, i tak nie mam od razu czasu, żeby iść na pocztę.
                                Przy czym paczuszki od Ciebie lądują u mnie w skrzynce pocztowej, nie wiem, czy to tylko dlatego, że zagraniczne? To jest szczerze mówiąc dla mnie najwygodniejsza opcja, bo nigdzie nie muszę chodzić, a paczkomat rozważam siłą rzeczy raczej teoretycznie, tylko na wypadek zamówienia przy okazji wizyty w PL.
                                • marisella Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 18:43
                                  kis-moho napisała:

                                  > Przy czym paczuszki od Ciebie lądują u mnie w skrzynce pocztowej, nie wiem, czy
                                  > to tylko dlatego, że zagraniczne? To jest szczerze mówiąc dla mnie najwygodnie
                                  > jsza opcja, bo nigdzie nie muszę chodzi

                                  Niby tak, tylko co jeśli (tfu! tfu!) zginie? Wysyłam wszystko jako polecone, wiec nie powinni wydawać bez podpisu :( W Polsce można wprawdzie zostawić zgodę na zostawianie poleconych w skrzynce bez podpisu, ale jak ktoś dużo kupuje przez net, to zazwyczaj jednak tego nie robi (bo szanse na odszkodowanie gdy nie dotrze są zerowe).
                                  Nie wiem jak jest za granicą, ale troszkę mnie to zmartwiło...
                                  • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 18:52
                                    Ja wysyłam polecone za granicę i z tego co wiem, wydawane są bez podpisu. Kiedyś babka na poczcie powiedziała, że oni nie biorą odpowiedzialności za przesyłki zagraniczne po przekroczeniu granicy Polski.
                                    • bebe.lapin Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 19:10
                                      Gdzie? Ja dostajac polecone albo paczki poczta zawsze musze sie podpisac.
                                      • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 19:12
                                        W sensie polecone z Polski musisz podpisywać przy odbiorze?

                                        Paczki zagraniczne to wiem, że się podpisuje.
                                        • bebe.lapin Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 20:38
                                          Tak.
                                          Za to zdarzylo mi sie, ze francuskie krajowki ladowaly w skrzynce bez podpisu; ponoc zalezy to od ustawien wysylajacego.
                                          • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 20:43
                                            Ja wiem na pewno, że niektore polskie polecone nie są podpisywane w USA, no i nie są w UK, bo Bravissimo nie odbiera przesyłek, jeżeli nalezy się podpisać przy odbiorze, a ja zawsze wysyłam poleconym, nigdy nie było problemów.

                                            A skoro Ty podpisujesz, to nie mam pojęcia od czego to zależy.

                                            Aha, podpisujesz też na takiej żółtej polskiej karteczce, czy tylko na zagranicznych formularzach?
                                            • kis-moho Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 20:55
                                              Ja się podpisuję na ekraniku na poczcie. Ale chyba tylko przy paczkach, nie przy listach poleconych - ale tu już głowy nie dam.
                                              Natomiast te podpisy to u mnie lipa, kiedyś zamówiłam na zły adres tuż po przeprowadzce, przez pomyłkę. Szczegóły już mi uciekły z głowy (chyba podałam starą ulicę i nowy numer mieszkania), ale chyba nie było wiadomo, czy odesłali z powrotem, czy ktoś odebrał pod tym złym adresem. I nie było szans tego dojść, mimo, że teoretycznie mają to w systemie. Na szczęście po jakimś czasie okazało się, że odesłali do bravissimo.
                                            • bebe.lapin Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:05
                                              Na formularzu, ale to sa polecone z potwierdzeniem odbioru, nie pamietam, chyba sa po polsku i francusku.
                                              Za to przesylki w formie paczki z Niemiec podpisuje na ekraniku. Paczki od effuniak - nie pamietam :(.
                                              • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:13
                                                No właśnie, bo z Polski mogę za granicę wysłać normalny polecony albo polecony z potwierdzeniem odbioru i wtedy przyklejają do listu żółtą karteczkę :) Znaczy, kiedyś była żółta, nie wiem, jak teraz. I to oczywiscie kosztuje więcej.
                                                Pamiętam, że raz wysłałam coś z żółtą karteczką, ale oczywiście żółta karteczka do mnie nie wróciła ;)

                                                Co do paczek, to wiem, że są podpisywane, ale właśnie z poleconymi są jazdy.
                                    • marisella Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:06
                                      yaga7 napisała:

                                      > Ja wysyłam polecone za granicę i z tego co wiem, wydawane są bez podpisu. Kiedy
                                      > ś babka na poczcie powiedziała, że oni nie biorą odpowiedzialności za przesyłki
                                      > zagraniczne po przekroczeniu granicy Polski.

                                      No nie do końca, bo jeśli zaginie przesyłka, to wypłacane jest odszkodowanie w wysokości 30 SDR za list polecony (tak było 2 lata temu, nie wiem ile teraz, ale pewno podobnie :))
                                      Ale co innego gdy zaginie, a co innego gdy twierdzą, że zostawili w skrzynce na wniosek adresata... :/
                                      • kis-moho Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:15
                                        > Ale co innego gdy zaginie, a co innego gdy twierdzą, że zostawili w skrzynce na
                                        > wniosek adresata... :/

                                        Wnioski adresata u mnie chyba nie wchodzą w grę, tu tylko poczta ustala zasady...
                                  • kis-moho Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 19:16
                                    > Niby tak, tylko co jeśli (tfu! tfu!) zginie? Wysyłam wszystko jako polecone, wi
                                    > ec nie powinni wydawać bez podpisu :( W Polsce można wprawdzie zostawić zgodę n
                                    > a zostawianie poleconych w skrzynce bez podpisu, ale jak ktoś dużo kupuje przez
                                    > net, to zazwyczaj jednak tego nie robi (bo szanse na odszkodowanie gdy nie dot
                                    > rze są zerowe).
                                    > Nie wiem jak jest za granicą, ale troszkę mnie to zmartwiło...

                                    W sumie bylam zdziwiona, bo rozne BiuBiu itp musze podpisywac na poczcie. Ale teraz jak sie nad tym zastanawiam, to nie jestem pewna, czy ze wszystkimi przesylkami tak bylo? Wieksze odbieralam na poczcie, ale myslalam, ze to dlatego, ze wieksze. Pojedyncze kolczyki czekaly w skrzynce.
                                    Musze cos testowo zamowic, dam Ci wtedy znac. Od dawna sie czaje na jakies male kropy ;o)
                              • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 11:47
                                > Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% droż
                                > ej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?

                                Tradycyjnie - wszystko zależy :)

                                Pocztę lubię, jeżeli listonosz przynosi mi do mieszkania i nie muszę nigdzie łazić (a od jakiegoś czasu dzielnie wszystko nosi, chyba im wprowadzili prowizję od każdego doręczonego do rąk własnych poleconego). Ale jeżeli mam gdzieś chodzić, to mi się nie chce.
                                Z drugiej strony jeżeli mam do wyboru (w BiuBiu na przykład) paczkomat za 10 i priorytet za 13, wybieram paczkomat, bo jest taniej (a przy iluś tam zakupach to robi różnicę), chociaż zasadniczo do paczkomatu muszę jechać samochodem (ale przy okazji robi się zakupy).
                                Aha, są sklepy, które mają jakieś szybkie paczkomaty i są też wolne paczkomaty, nie mam pojęcia, od czego to zależy.

                                I jako klient lubię mieć opcje - poczta, paczkomat, kurier, bo zależnie od okoliczności (czy wiem, że będę w domu, nie będę, itp.) mogę wybrać to, co w danej chwili pasuje mi najbardziej.
                                • marisella Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 18:50
                                  yaga7 napisała:

                                  > Aha, są sklepy, które mają jakieś szybkie paczkomaty i są też wolne paczkomaty,
                                  > nie mam pojęcia, od czego to zależy.

                                  Myślę, że od lokalizacji Paczkomatu nadawczego. Wysyłałam sobie kiedyś paczkomatem kurtkę zostawioną w Warszawie przez przypadek (to znaczy ja sobie zamówiłam usługę, wypełniłam karteluchy, koleżanka tylko zaniosła do paczkomatu i włożyła do skrytki) i widziałam, że ta kurtka w tym paczkomacie w Piasecznie przeleżała trzy dni, zanim w ogóle w drogę ruszyła. Potem już poszło dość szybko.

                                  > I jako klient lubię mieć opcje - poczta, paczkomat, kurier, bo zależnie od okol
                                  > iczności (czy wiem, że będę w domu, nie będę, itp.) mogę wybrać to, co w danej
                                  > chwili pasuje mi najbardziej.

                                  No dało mi to i pozostałe wypowiedzi do myślenia... Pewnie się więc na te paczkomaty zdecyduję :) Do tej pory wydawało mi się, że to będzie niepotrzebnym mnożeniem opcji i zaciemnianiem obrazu, skoro dla Klienta drożej, wolniej, i dla mnie też drożej i wolniej (dojechać do paczkomatu to czas, a i wypełnianie danych do nadania trwa dłużej niż w przypadku poleconego - niby nic, ale czasem i pięć minut robi różnicę ;))

                                  Ale skoro przynajmniej dla części z Was jest to wygoda, za którą na dodatek warto dopłacić 2 zł, to dla moich Klientek pewnie też i trzeba się tym zająć :)

                                  Dzięki za opinie, tak w ogóle (wszystkim, choć piszę pod Yagą :)) <3
                              • mankencja Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 14:49
                                > Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% droż
                                > ej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?
                                >

                                W porze dostarczania poczty jestem zazwyczaj w domu, ale gdybym nie była, wolałabym paczkomat. Mam do niego bliżej niż na pocztę i nie muszę się spinać, żeby zdążyć przed 18.
                              • joankara Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 15:14
                                Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% drożej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?

                                Jasne, że tak. Z paczkomatu wyjmę, kiedy chcę i bez kolejki, na pocztę muszę zdążyć przed zamknięciem i odstać swoje. Nie cierpię poczty, kocham paczkomaty!
                              • magdalaena1977 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 15:25
                                marisella napisała:

                                > Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25%
                                > drożej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?

                                No pewnie. Przecież przy kosztach wysyłki 25% to jest ok. 2 zł.
                                I jeśli ktoś nie siedzi w domu porankami, to paczkomat wypada szybciej - dostaję SMS, mogę podjechać po pracy, zaparkować na 5 minut i już.
                                A poczta oznacza najpierw namierzenie papierowego awizo (nie mijam skrzynki pocztowej przechodząc z mieszkania do garażu podziemnego), potem wstrzelenie się w godziny otwarcia poczty, płatny parking albo celowanie w dzień, kiedy mogę iść piechotą. A sama wizyta potrafi trwać 30 - 40 minut.
                                • mmoni Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 00:08
                                  Można zamówić na poczcie usługę awizo na SMSa. Przychodzi różnie, czasem jak już zdążyłam wyjąć papierowe ze skrzynki, ale zdarzyło mi się już, że przyszło przed moim powrotem do domu i mogłam od razu podjechać dwa przystanki dalej na pocztę.
                                  • magdalaena1977 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 00:47
                                    Muszę to sprawdzić.
                                • marisella Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:04
                                  magdalaena1977 napisała:
                                  > No pewnie. Przecież przy kosztach wysyłki 25% to jest ok. 2 zł.

                                  No właśnie to jest niby tylko dwa złote, ale czasem potrafią być decydujące przy porzucaniu koszyków w sklepach. Ogólnie koszty wysyłki w e-commerce to jest temat, o którym książki piszą i generalnie często ich część ukrywa się w towarze, bo wychodzi, że ludzie wolą zapłacić więcej za przedmiot, a wysyłkę mieć tańszą, niż na odwrót.

                                  Dla mnie to bardziej omijanie problemu, niż rozwiązywanie, dlatego jak cennik poczty drastycznie się zmienił i za przesyłki nagle musiałabym płacić 8,30 zł (z VATem koło dychy dla Klienta...) zamiast 4,55 zł, zmieniłam całkiem sposób pakowania i wylobbowałam nawet na producencie opracowanie opakowań kartonowych specjalnie na moje potrzeby (choć nie tylko ja teraz tworzę popyt), żeby wysyłać biżu jak najczęściej jako gabaryt A (za 5,50 netto).

                                  Zresztą nie raz się czyta o historiach allegrowych sporów o 2 zł (bo sprzedawca policzył za paczkę 15 zł, a na druczku jest 13 :)), kiedy naprawdę o tę kwotę szło na noże ;)

                                  No ale spróbuję w takim razie wprowadzić tę formę wysyłki i zobaczymy jak się przyjmie :) Jak wcale, to usunąć też zawsze można :)
                                  • magdalaena1977 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:13
                                    marisella napisała:

                                    > magdalaena1977 napisała:
                                    > > No pewnie. Przecież przy kosztach wysyłki 25% to jest ok. 2 zł.
                                    >
                                    > No właśnie to jest niby tylko dwa złote, ale czasem potrafią być decydujące prz
                                    > y porzucaniu koszyków w sklepach.

                                    Nie przypuszczałam.

                                    > Ogólnie koszty wysyłki w e-commerce to jest t
                                    > emat, o którym książki piszą i generalnie często ich część ukrywa się w towarze
                                    > , bo wychodzi, że ludzie wolą zapłacić więcej za przedmiot, a wysyłkę mieć tańs
                                    > zą, niż na odwrót.

                                    Może dlatego, że w razie zwrotu sklepy oddają cenę przedmiotu, a wysyłki jeszcze nie.
                                    >
                                    > Zresztą nie raz się czyta o historiach allegrowych sporów o 2 zł (bo sprzedawca
                                    > policzył za paczkę 15 zł, a na druczku jest 13 :)), kiedy naprawdę o tę kwotę
                                    > szło na noże ;)

                                    Może to był gniew na sprzedawcę sztucznie podkręcającego koszty wysyłki od których nie płaci prowizji.
                                  • yaga7 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 15.11.14, 21:16
                                    Ja też wolę droższy towar i wysyłkę free, bo jak zwracam, dostaję kasę za towar i nie tracę nic na wysyłce.
                              • zarin Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 17:18
                                > Zamawiałabyś jako Klient dostawę paczkomatem pomimo tego, że byłoby te 25% droż
                                > ej niż pocztą i mogłoby być dzień-dwa później niż listonosz?

                                Ja zdecydowanie tak. Jak wybierałam między różnymi aukcjami z tym samym towarem, to dostępność paczkomatów była często kryterium.
                              • slotna Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 17:31
                                Zaintrygowalyscie mnie i sprawdzilam te paczkomaty. Niestety najblizszy z nich jest w odleglosci dwa razy wiekszej niz moja poczta, przy pracy tez nie ma zadnego. Poczta czynna do 21:00 (od 20:00 nie ma zadnych kolejek), i w soboty chyba do 14:00, wiec nie mam problemow z odebraniem. Moge tez zamawiac kuriera do pracy, ale jesli to ciezkie rzeczy, to nie chce mi sie ich wozic (jezdze zbiorkomem), wykorzystuje wtedy sasiadke, starsza pania, ktora zawsze jest w domu. Za przysluge obdarowuje ja slodyczami, moze cos innego by jej sie bardziej przydalo, ale nie mam jak spytac, bo nawet te czekolady przyjmuje z "ale co pani, nie ma za co, nie ma za co!" ;) Mam komfortowe warunki jak widac, to mile :)
                              • teresa104 Re: No pewnie że lepiej, bo potem Pan kurier go w 14.11.14, 20:12
                                Zamawiałabym. Dla mnie to jest absolutnie podstawowe kryterium.
                      • bebe.lapin Re: Napiwki 13.11.14, 19:04
                        Bardzo ciekawe jest to, co napisalas o tym zbieraniu paczek, nie pomyslalam o tym. Choc pewnie moznaby to tez jakos rozwiazac ;)

                        > Warto więc czasem pójść na ustępstwo i odebrać paczuchę od sąsiadki albo zamówi
                        > ć kuriera do pracy niż dla zasady, "bo tak", się upierać :)
                        Niestety, nie kazdy ma mozliwosc zamawiania paczek do pracy albo moze liczyc na uczynnych sasiadow.
                        • marisella Re: Napiwki 15.11.14, 18:35
                          bebe.lapin napisała:

                          > Niestety, nie kazdy ma mozliwosc zamawiania paczek do pracy albo moze liczyc na
                          > uczynnych sasiadow.

                          Nie no, to jasne :) Mnie chodzi o przypadek, kiedy nie ma tego problemu, a tworzy się go sztucznie, bo tak, czy też "bo to jego psi/zas***ny obowiązek", czyli po prostu żeby pokazać, kto tu rządzi (jakby to było ważniejsze niż sedno w postaci skutecznego odbioru paczki, na czym przecież obu stronom zależy :))
                  • bathilda Re: Napiwki 11.11.14, 22:03
                    zarin napisała:

                    > Nie ma rozwiązania, nie należy zamawiać przesyłki kurierskiej, jak się pracuje
                    > do 16.

                    Ja zamawiam wtedy dostawę do biura.
                  • magdalaena1977 Re: Napiwki 11.11.14, 23:32
                    zarin napisała:

                    > Nie ma rozwiązania, nie należy zamawiać przesyłki kurierskiej, jak się pracuje
                    > do 16.

                    Ja w końcu się poddałam i proszę o zostawienie paczki u ochrony. I zgłaszam do sklepu, że nie byłam zadowolona z zamiany sposobu dostawy.
                    BTW pod wpływem tego wątku zaniosłam moim ochroniarzom delicje - panowie mają trochę roboty z tymi paczkami, a napiwku w gotówce nie chcieli.

                    > Dostarczenie o określonej godzinie to zawsze dobra wola, a nie obowiązek kuriera

                    Ale uważam, że uprzejmość powinna być w zestawie ;-)
                    Wolałabym usłyszeć: "szanowna pani, niestety nie jestem w stanie dostarczyć przesyłki poza godzinami pracy firmy" zamiast telefonu "jestem pod blokiem, nie ma nikogo, nic mnie nie obchodzi, że to środek dnia"
    • amused.to.death Re: Napiwki 10.11.14, 22:33
      W taksówce czasami zostawiam tzw. końcówkę.
      Fryzjerowi nie zostawiam napiwków - mój fryzjer ma własny zakład więc kasa nie trafia do szefa.
      Gdzieś się pojawiła opinia, że jest to jeden z zawodów gdzie się mało zarabia.... tylko jak sobie policzę to wychodzi na to, że za moje strzyżenie (które z myciem zajmuje mu około 20 minut, czasami 30 jeśli się bardziej przyłoży do suszenia - czego nie chcę zazwyczaj) dostaje tyle ile ja za godzinę pracy.

      Listonosza prawie nie widzę, kurierów nie lubię (i tak zostawiają paczki u sąsiadów - w sumie to sąsiadce powinnam jakieś napiwki zostawiać).

      W restauracjach różnie, bo dla mnie napiwek do dodatek za lepiej wykonaną pracę, a szczerze mówiąc jakoś specjalnie często sie z tym nie spotykam - zazwyczaj jestem obsługiwana ok, ale nic poza tym.
      Poza tym często jadam w barach/tanich knajpach, bo się śpieszę a gdzieś zjeść muszę - i musze zrobić to za niewielką kasę - nigdy wtedy nie zostawiam napiwków.
      Automatycznie dopisywanych napiwków nie lubię - wszystko jedno w jakim kraju - zazwyczaj w takich miejscach obsługa jest gorsza niż gdzie indziej, no bo napiwek już wliczony i nie warto się starać - takie mam najczęściej wrażenie.
      Raz w życiu zdarzyło mi się w knajpie z kiepską obslugą i średnim jedzeniem zapytać za co właściwie jest ten wliczony napiwek.
      • pierwszalitera Re: Napiwki 10.11.14, 23:23
        amused.to.death napisała:

        > W taksówce czasami zostawiam tzw. końcówkę.
        > Fryzjerowi nie zostawiam napiwków - mój fryzjer ma własny zakład więc kasa nie
        > trafia do szefa.
        > Gdzieś się pojawiła opinia, że jest to jeden z zawodów gdzie się mało zarabia..
        > .. tylko jak sobie policzę to wychodzi na to, że za moje strzyżenie (które z my
        > ciem zajmuje mu około 20 minut, czasami 30 jeśli się bardziej przyłoży do susze
        > nia - czego nie chcę zazwyczaj) dostaje tyle ile ja za godzinę pracy.

        Nie neguję, że fryzjer właściciel zakładu zarabia więcej. Możliwe także, że zarobki fryzjera w Polsce nie są aż tak wiele niższe od przeciętnej pensji, ale twoja kalkulacja jest od czapy. Naprawdę myślisz, że to co płacisz fryzjerowi to jego zarobek porównywalny do twojej stawki za godzinę i ten co ścina ci włosy wkłada sobie całą sumę do kieszeni? A opłaty za lokal, energię (np. hektolitry ciepłej wody, suszarki), kosmetyki, pensje dla pracowników (gdy tacy istnieją), podatki od działalności gospodarczej i ZUS, to płacą się same? No i usługę fryzjerską nie liczy się na minuty. U ciebie trwa to może 20 minut, skomplikowane nowe cięcie ze suszeniem może trwać nawet prawie godzinę. Cena ta sama.
        • amused.to.death Re: Napiwki 15.11.14, 22:02
          > podatki od działalności gospodarczej i ZUS, to płacą się same?

          No ale wiesz, moje też się same nie płacą.
      • teresa104 Re: Napiwki 11.11.14, 08:37
        Fryzjerzy zarabiają na koloryzacji, nie znam cen, ale ostatnio porównywałam cennik dwóch zakładów, w jednym usługa kosztowała 150 złotych z modelowaniem, w drugim 250 "bez SM" (bez sado-maso? chyba bez strzyżenia i modelowania). Tak czy siak nie sądzę, by produkty do tego zabiegu kosztowały więcej niż 30 złotych (a słyszałam raz na ulicy skargi dwóch młodych dziewczyn, że szefowa każe im koloryzować Joanną (w detalu 5 zł).
        Drugie źródło dochodu to różne "rytułały" (pisownia oryginalna;) Czyli trochę jakiejś maski i czary mary.
        Myślę, że ładny zakład w dobrym punkcie zapewnia pracownikom i właścicielom zacny zarobek, nie zapominajmy jednak, że mogą być okresy posuchy, że trzeba też jeździć i się szkolić (wtedy się nie zarabia), punkt gdzieś na osiedlu ze stałą klientelą pań do uczesania na Wigilię i panów do skrócenia włosów w nosie to zarobek wystarczający na życie.
        • kis-moho Re: Napiwki 11.11.14, 09:04
          Kiedyś rozmawiałam z fryzjerką, która opowiadała, że normalnie zarabiają całkiem nienajgorzej, przy czym mają malutką podstawę pensji, a do tego dochodzi procent od każdego klienta. Co w sumie jest o tyle sensowne, że do pani Małgosi może ustawiać się kolejka, a pani Kasi już niekoniecznie, i w ten sposób mają zróżnicowane zarobki. Problem pojawia się w momencie choroby czy nawet zwichnięcia nadgarstka, bo wtedy zostaje się z gołą pensją, która jest (podobno, powtarzam co usłyszałam) niziutka. O wszelkiego rodzaju fanaberiach typu macierzyński czy emerytura pewnie lepiej nie myśleć.
          • teresa104 Re: Napiwki 11.11.14, 10:47
            Jeśli jest się legalnie w systemie, na całym etacie, nawet na najniższej krajowej, to kompletnie źle nie jest, ma się świadczenia. Jeśli jest się do tego dobrym pracownikiem, w dodatku lubianym (w małych zakładach pracy to bardzo ważne), miejsce pracy poczeka, dostosuje się.
            Gorzej gdy pracuje się w szarej strefie, a przypuszczam, że ta w takich zawodach jest ogromna.
            Napiwki mogą tu służyć jako rekompensata tej niepewności, mogą, warto podkreślić, nie muszą.

            Ja chyba zawsze trafiam do takich Kaś. Nie dorobiłam się jak dotąd "swojego" fryzjera, jak mi ktoś przypadł do gustu, drugi raz go w tym zakładzie nie widziałam. Wchodzę z ulicy, dają mnie do tego fryzjera, który nie ma zajęcia. Wspieram więc te Kasie, do których chętnych brak;)
            • kis-moho Re: Napiwki 11.11.14, 11:01
              > Jeśli jest się legalnie w systemie, na całym etacie, nawet na najniższej krajow
              > ej, to kompletnie źle nie jest, ma się świadczenia. Jeśli jest się do tego dobr
              > ym pracownikiem, w dodatku lubianym (w małych zakładach pracy to bardzo ważne),
              > miejsce pracy poczeka, dostosuje się.

              Z tego co pamiętam, w tym konkretnym przypadku problem nie był w samej chorobie, bo wtedy faktycznie masz świadczenia, ale w tym, że po urazie ręki fryzjerka musiała dość długo ćwiczyć, żeby wrócić do poprzedniej sprawności. Zakład pracy ją owszem trzymał na etacie, ale na gołej pensji, bo nie mogła wrócić do pracy z klientami, i to było podobno bardzo słabe.

              > Napiwki mogą tu służyć jako rekompensata tej niepewności, mogą, warto podkreśli
              > ć, nie muszą.

              I napiwki, i te większe zarobki o których tutaj mówimy. Bo co innego jest mieć stałą, wysoką pensję z perspektywą, że jeżeli nie damy ciała to sytuacja się nie powinna zmienić, a co innego mieć wysoką pensję w grudniu i styczniu, i niepewną pracę w lutym, z czegoś na ten luty trzeba odłożyć.
    • prostokvashino Re: Napiwki 12.11.14, 22:02
      Mi się osobiście nie podoba instytucja napiwków, bo właśnie właściciele zasłaniają się tym przed daniem dobrych pensji pracownikom. Nie wierzę w to, że np kelnerzy w PL masowo deklarują otrzymane napiwki do opodatkowania. Chcę mieć dobrze świadczone usługi, za które świadczący dostaje sensowne wynagrodzenie, wolę by cena była o te nieszczęsne 10% wyższa, ale aby nikt nic nie udawał. A tak powstają pytania, dlaczego kelner ma móc mieć "dodatkowy zarobek", a pomoc w kuchni już niekoniecznie?
      • pierwszalitera Re: Napiwki 13.11.14, 11:59
        prostokvashino napisała:

        A tak pow
        > stają pytania, dlaczego kelner ma móc mieć "dodatkowy zarobek", a pomoc w kuchn
        > i już niekoniecznie?

        Pewnie trudne do pojęcia w dzisiejszej Polsce, ale oprócz regulacji odgórnej istnieje jeszcze możliwość nacisku od dołu. Konstruktywnego, nie mam bowiem na myśli burd i rzucania kamieniami. Tak było w lokalu, w którym ja pracowałam. Dziewczyny z kuchni zorganizowały się i zażądały od kelnerek pewnej części napiwków. Sprawę dało się rozwiązać w ugodowy sposób. Zresztą takie formy dzielenia istnieją w wielu miejscach w gastronomii, pewnie tam też ktoś się kiedyś postawił. Ale idea dzielenia, to pewnie już nawet w pełnych polskich kościołach traktowana jest jako anachronizm.
        • prostokvashino Re: Napiwki 14.11.14, 11:35
          Coś tym jest co piszesz, co i tak nie zmienia tego, że w-g mnie instytucja napiwków mi nie odpowiada i jest przerzucaniem odpowiedzialności za przyzwoite zarobki załogi na klienta i tworzeniem szarej strefy.
          • kis-moho Re: Napiwki 14.11.14, 11:49
            > Coś tym jest co piszesz, co i tak nie zmienia tego, że w-g mnie instytucja napi
            > wków mi nie odpowiada i jest przerzucaniem odpowiedzialności za przyzwoite zaro
            > bki załogi na klienta i tworzeniem szarej strefy.

            Można na to patrzeć tak, albo uznać, że cena usługi X ma ruchome 10%, i o tych 10% decydujesz Ty, w zależności od tego, czy jesteś z usługi zadowolona.
            Nie wiem, ile z Was pracuje/pracowało kiedykolwiek w usługach? Klienci bywają bardzo różni, czasem mili, czasem niegrzeczni, zwykle kompletnie obojętni, i chęć bycia miłym dla klienta dość szybko znika. Napiwki to wcale nie najgorszy machanizm motywacyjny w takiej sytuacji. Oczywiście nie dotyczy to napiwków wpisywanych automatycznie do rachunku, za tymi osobiście nie przepadam, równie dobrze można je wliczyć w ceny.
        • kk345 Re: Napiwki 15.11.14, 00:37
          > Pewnie trudne do pojęcia w dzisiejszej Polsce,

          > Ale idea dzielenia, to pewnie już nawet w pełnych polskich kościołach traktow
          > ana jest jako anachronizm.

          Offtop, ale zainteresowało mnie, czy ty ten obraz Polski jako gniazda nieczułych,wrednych ludzi, warczących na siebie od rana, budujesz na podstawie wypowiedzi z forum o dostawcach paczek, czy masz jeszcze jakieś realniejsze podstawy,np. doświadczenie własne?
          • pierwszalitera Re: Napiwki 15.11.14, 13:34
            kk345 napisała:

            > Offtop, ale zainteresowało mnie, czy ty ten obraz Polski jako gniazda nieczułyc
            > h,wrednych ludzi, warczących na siebie od rana, budujesz na podstawie wypowiedz
            > i z forum o dostawcach paczek, czy masz jeszcze jakieś realniejsze podstawy,np.
            > doświadczenie własne?

            Badania na temat zaufania społecznego w Polsce:
            wyborcza.pl/1,134642,15949239,Skandynawowie_najbardziej_ufni_i_najszczesliwsi__Polska.html
            wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/nieufnosc-najwiekszy-problem-polskiego-spoleczenstwa/k8szk
            civicpedia.ngo.pl/wiadomosc/546443.html
            Więc moje osobiste doświadczenia z opryskliwą Panią Krysią na lotnisku wykorzystującą swoją pozycję do poniżania ludzi, nie grają roli. Forum nie jest też reprezentatywne, ale nawet tu widać, co siedzi pod polukrowaną fasadą. Od chcenia nic się nie zmienia, a na chceniu i pięknym wyobrażeniu o własnych cnotach wiele się kończy.
            • kk345 Re: Napiwki 15.11.14, 15:30
              >. Od chcenia
              > nic się nie zmienia, a na chceniu i pięknym wyobrażeniu o własnych cnotach wie
              > le się kończy.
              Chcenie chceniem, ale bardzo podoba mi sie tabela:
              zadowolenie w wymiarze indywidualnym-
              o ile w 2002 dzieliła nas od Niemcow spora przepaść, to przez kolejne 10lat zadowolenie systematycznie roslo i w 2012 ten parametr jest już niewiele nizszy niż w Niemczech, Belgii czy Wlk Brytanii. Na pewno zmanipulowano wyniki.
              A cytowane przez ciebie opracowania duzo mówią o braku zaufania do władzy, czy aktywności obywatelskiej, niewiele natomiast o zwykłych kontaktach miedzyludzkich, które w odróznieniu od ciebie obserwuję na co dzień i bardzo podoba mi się to, co widzę. W wymiarze lokalnym ludzie sobie ufają i pomagają. Wiem, wiem, wydaje mi się i zyję w szklanej bańce.
              • pierwszalitera Re: Napiwki 15.11.14, 16:06
                kk345 napisała:

                > o ile w 2002 dzieliła nas od Niemcow spora przepaść, to przez kolejne 10lat zad
                > owolenie systematycznie roslo i w 2012 ten parametr jest już niewiele nizszy ni
                > ż w Niemczech, Belgii czy Wlk Brytanii.


                Ja nie pisałam o zadowoleniu indywidualnym, a o zaufaniu społecznym.


                > A cytowane przez ciebie opracowania duzo mówią o braku zaufania do władzy, czy
                > aktywności obywatelskiej, niewiele natomiast o zwykłych kontaktach miedzyludzki
                > ch, które w odróznieniu od ciebie obserwuję na co dzień i bardzo podoba mi się
                > to, co widzę. W wymiarze lokalnym ludzie sobie ufają i pomagają. Wiem, wiem, wy
                > daje mi się i zyję w szklanej bańce.

                Acha, dla Polaka obywatel, to co innego niż człowiek. Albo żyjesz w życzeniowej rzeczywistości, albo prostu nie widziałaś nigdy jak funkcjonuje zaufanie społeczne w innych krajach.
                • kk345 Re: Napiwki 15.11.14, 21:13
                  > Ja nie pisałam o zadowoleniu indywidualnym, a o zaufaniu społecznym.
                  A ja nie.

                  > Acha, dla Polaka obywatel, to co innego niż człowiek. Albo żyjesz w życzeniowej
                  > rzeczywistości, albo prostu nie widziałaś nigdy jak funkcjonuje zaufanie społe
                  > czne w innych krajach.

                  Wydawało mi sie oczywiste, ze aktywnośc obywatelska to co innego, niż proste zaufanie do sasiada, no ale skoro twierdzisz inaczej, to na pewno się znasz, jak zwykle:D

                  No i mialam rację- nie musiałam długo czekać na informacje, ze zyję w życzeniowej rzeczywistości. Notabene to bardzo znamienne, ze najbardziej płomienne tyrady o zaufaniu miedzyludzkim i życzliwości wygłasza byt forumowy, którego nie pamiętam z żadnego życzliwego, ciepłego wpisu- wyłacznie z pouczeń i słownych bijatyk...Musisz bardzo odstawac na tle zyczliwego, spokojnego sasiedztwa, które tak zachwalasz...

                  Tak, to przytyk osobisty i moderacja powinna natychmiast go wyciąć.
                  • pierwszalitera Re: Napiwki 16.11.14, 01:24
                    kk345 napisała:

                    > Wydawało mi sie oczywiste, ze aktywnośc obywatelska to co innego, niż proste za
                    > ufanie do sasiada, no ale skoro twierdzisz inaczej, to na pewno się znasz, jak
                    > zwykle:D

                    Zaufanie społeczne, to nie zaufanie do sąsiada. To chyba oczywiste, że ufa się najbliższym - rodzinie, dobrym znajomym, przyjaciołom i sąsiadom, których znamy na tyle, że wiemy, czego można się po nich spodziewać. Wszystko inne byłoby patologią, nieznośną sytuacją życiową. Zaufanie społeczne jednak, to zaufanie, którego udzielamy ludziom obcym, budującym tak jak my społeczeństwo, na przykład kasjerce w supermarkecie, kurierowi, urzędniczce, pracodawcy czy pracownikowi, a także policjantowi i politykom, w końcu tych ostatnich wybieramy sobie sami w demokratycznych wyborach. Mylisz więc pojęcia. A to, że produkujesz podobno jakieś ciepłe (he?) wpisy, nie robi z ciebie obywatelskiego wzoru.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka