04.02.09, 18:56
Jade do Moskwy. Powrot po 15 latach. :D
Tak wiec ogolnie to miasto znam, dogadac sie, dogadam. Ale inaczej sie gdzies
mieszka, a inaczej jest sie tam turysta. No i miasto sie niezle zmienilo...
Jakies aktualne rady by ktos mial? :)
Obserwuj wątek
    • malen.ka Re: Moskwa :) 04.02.09, 19:18
      Ohh Boże! :) marzę żeby pojechać tam na jakąś kilkudniową, zorganizowaną
      wycieczkę samolotem, ale nie mogę nigdzie znalesc ciekawej ofery...

      Miłego pobytu :)
    • besame.mucho Re: Moskwa :) 04.02.09, 20:21
      Ja nie mam żadnej porady, tylko tak zupełnie bezczelnie o offtopowo
      napiszę, że okropnie Ci zazdroszczę :).

      Albo żeby nie było, to dam jedną radę. Jak zobaczysz bazar to wchodź,
      bo nic się nie równa z prawdziwymi moskiewskimi czapkami uszatkami!
    • malagracja Re: Moskwa :) 04.02.09, 21:22
      A rady z jakiejs konkretnej dziedziny Cie inetresuja? :-)

      Kupuj jedzenie produkcji rosyjskiej - jest o wiele tansze! Czasami o kilka lub o
      kilkanascie :-) No i uwazaj na przejsciach :-)
    • kasiamat00 Re: Moskwa :) 04.02.09, 21:49
      Jedziesz czy lecisz? Bo ja z podróży powrotnej właśnie z Moskwy pamiętam przede
      wszystkim dyskusje z białoruskimi celnikami a propos jakiejś rzekomo potrzebnej
      wizy/ubezpieczenia/whatever :/ Do tychże dyskusji przydaje się ktoś mówiący
      płynnie po rosyjsku (nie ze względów na dogadanie się, a na zrobienie wrażenia,
      że z nami tak łatwo nie pójdzie). W samej Moskwie - papierkologia, meldunki,
      milicja na każdym rogu, limuzyny, śmieszne relacje cen wódki do cen piwa w
      knajpach, tłok w metrze, zimno (akurat był bardzo zimny luty). Miasto w
      remoncie. Reklamy w ilości takiej jak w Wawie (wieeeeelka reklama bodajże Rolexa
      z diamentami gdzieś w najbliższej okolicy placu Czerwonego). W Moskwie byłam
      raz, przez tydzień, równo 3 lata temu. Wizyta "rodzinna", tzn. u rodziny mojego
      ówczesnego faceta (rodowici Rosjanie, Moskwicze to się chyba mówi?).

      BTW, czy Ty chodziłaś tam do polskiej szkoły? Znasz może Filipa albo Michała N.?
    • pana.cotta Re: Moskwa :) 04.02.09, 22:09
      nie mam zadnych rad, ale wszystkie chetnie poczytam. sama zmierzm latem w tamtym
      kierunku. tzn jak mnie bedzie na to stac (oby bylo).

      zazdroszcze!
    • ederlezi1981 to i ja zazdroszczę Ci jak diabli 04.02.09, 22:20

    • turzyca To moze pare faktow? 04.02.09, 22:26
      Lecimy. Z Niemiec to zadna inna metoda nie wchodzi w gre (do Warszawy jade
      pociagiem 10 godzin, policzcie ile jeszcze do Moskwy), a Luby zdolniacha dostal
      za swietny dyplom bilety do dowolnego miejsca w Europie.
      Turystycznie wygladamy tak, ze ja mam zamiar dac sobie na luz i nie latac w
      kucki dookola sredniowiecznych eksponatow ani nie wchodzic do kazdego
      napotkanego zabytkowego kosciola (co normalnie jest u mnie standardem).
      Pomijajac wszystkie inne wzgledy, zakladam, ze czesc juz widzialam i nie musze
      powtarzac. Luby nie jest muzeomaniak, wiec chyba przypadkiem trafimy zloty
      srodek. Ale moze jest cos elektryzujacego, o czym nie wiem, a co naprawde warto
      zobaczyc?


      Wize mamy, spanie mamy, mam nadzieje, ze moj rosyjski odzyje, jak juz bede
      musiala go uzywac, zazwyczaj to u mnie dziala.
      My w ogole nie bylismy korpus dyplomatyczny tylko handlowy, wiec nieco poza
      nawiasem tamtego towarzystwa, mieszkalismy tez gdzie indziej, wiec nie chodzilam
      do polskiej szkoly, bo dojazdy byly zabojcze.
      • butters77 Re: To moze pare faktow? 05.02.09, 18:38
        Turzyco, żadną poradą nie dysponuję, ale szalenie Ci zazdroszczę:) Mam nadzieję,
        że wypoczniesz i przywieziesz mnóstwo pięknych wspomnień!
    • filoruska Re: Moskwa :) 06.02.09, 13:07
      A które lotnisko? Macie zapewniony dojazd z lotniska do miejsca
      noclegu? Bo dojazdy mogą być śmiesznie tanie, a można zbankrutować.
      Potem po mieście, to tylko metro.
      A generalnie wszędzie trzeba patrzeć w cennik, bo można źle wyjść na
      własnej niewiedzy. Duże muzea mają strony internetowe, gdzie można
      sprawdzić cenniki biletów - najczęściej specjalne dla obcokrajowców.
      I jeśli tylko możesz, to weź już ze sobą trochę rubli. Teoretycznie
      na lotniskach są kantory i bankomaty, ale nikt Ci nie zagwarantuje,
      że będą czynne (dlatego nie jedź wyłącznie z kartami, ale miej
      trochę gotówki, choćby 50 euro w papierowym banknocie). Kartą
      zapłacisz w większości sklepów, ale nie na bazarkach. Kierunek
      zakupowy to już zależy od tego, co Cię interesuje. Gdybyś się
      nudziła, to zawsze możesz przetestować firmowy salon Panache. Ja
      nigdy nie mam czasu, bo ostatnio latam przez Szeremietiewo, a on
      jest po przeciwległej stronie Moskwy.
      Jak chcesz zwiedzać cerkwie, to nie zapomnij o czymś na głowę. Może
      nie wyrzucą, ale będziesz jedyną kobietą z gołą głową. W niektórych
      miejscach nawet dają jakąś chustkę, jeśli nie masz swojej. I nie
      dziw się, że wszędzie jest milicja i wszędzie wchodzisz przez
      bramki. Nie dyskutuj z nimi, rób co każą. Nie zapomnij o
      registracji. Jesli będziesz mieszkać w hotelu, to oni to robią.
      Registracjię musi zrobić ten, kto Cię zaprasza, czyli konkretna
      firma turystyczna, która organizuje imprezę, a jak jedziesz
      indywidualnie to ten, kto Cię zaprasza. Kary sięgają kilkudziesięciu
      tysięcy rubli. Jeśli nie jesteś w stanie wtopic się w tłum, to licz
      się ze częstymi spotkaniami z milicją. Robią łapanki na tych, co nie
      mają registracji. Musisz mieć przy sobie przynajmniej ksero strony z
      paszportu z danymi, z wizą i ksero registracji. Teoretycznie lepiej
      oryginały, ale można spotkać się ze złodziejem. Kieszonkowców jest
      naprawdę dużo.
      Po przylocie, jeszcze przed odprawą paszportową musisz wypełnić
      kartę migracyjną. Będą dostępne, ale może nikt o tym nie
      przypominać. Szkoda stać dwa razy w kolejce do pogranicznika. I
      staraj się dosłyszeć, co pogranicznik do Ciebie mówi. Te swoje budki
      mają tak skonstruowane, że naprawdę trzeba się postarać, żeby ich
      usłyszeć, a niektórzy lubią coś pokomentować. Karty migracyjnej nie
      wolno Ci zgubić - oddajesz ją przy wyjeździe i na niej powinna być
      pieczątka z registracji. Pamiętaj, że to kraj totalnej biurokracji.
      I przede wszystkim baw się dobrze.
      Jest na gazecie kilka for o Rosji - tam możesz zadać bardziej
      szczegółowe pytania.
      • turzyca No zesz! 18.02.09, 18:32
        Ze tez ja te Twoje rady dopiero teraz przeczytalam! Jedna by sie bardzo
        przydala... :)

        To ja zaczne tu pisac rozne moje impresje, w odniesieniu do Twojego postu, a jak
        mi sie cos jeszcze przypomni to dopisze. Potem to skleje i wkleje na ktores z
        tych gazetowych for, bo tam jest malo informacji, a i uczestnikow malo, pytania
        wisza bez odpowiedzi.

        Na wtapianie sie w tlum mielibysmy szanse, gdybym wziela plaszcz - mam czarny,
        zakardowy z futrzanym kolnierzem, w gronie Rosjanek, ktore namietnie lataja w
        futrach (naprawde, szczegolnie w porownaniu z Niemcami to jest szok) lub maja
        przynajmniej wlasnie futrzane kolnierze, bardzo bym sie nie wyrozniala. No moze
        kozakami bez obcasow, one dzielnie pomykaly na szpilkach, podczas gdy mi sie
        zdarzalo siegac i po glany. Ale wzielam sportowa kurtke i mimo zalet tego
        rozwiazania - wszystkie dokumenty i pieniadze rozlokowane w tysiacu wewnetrznych
        kieszeni, zeby mnie okrasc, trzeba mnie obmacywac, brak torebki, ktora mozna
        bardziej niespostrzezenie ogolocic - rzucalam sie w oczy strasznie. Milicji
        rowniez, a niestety nasi gospodarze zapomnieli dac nam kwitka registracji. No
        ale poczuli sie do obowiazku i odjeli wiekszosc kosztow spotkania z milicjantem
        od rachunku, a swoja droga udalo mi sie, przekonac milicjanta do znacznego
        rabatu. ;] To bylo spotkanie, ktore bardzo zreanimowalo moj rosyjski, nawet nie
        podejrzewalam, ze stac mnie na taka elokwencje.

        Z kasa byla zabawnie - jakos nie pomyslelismy, ze mozemy miec problem z wymiana,
        a okazalo sie, ze ruble to tu, w moim malym niemieckim miescie, trudno osiagalna
        waluta, ktora trzeba z wyprzedzeniem zamawiac, wiec pojechalismy tylko z okragla
        suma w gotowce w euro (Niemcy sa narodem bardzo sklonnym do uzywania gotowki i
        nie majacym kartowego odruchu) i z zestawem kart. Z naszego, niemieckiego,
        punktu widzenia, to bylo bardzo dobre rozwiazanie, bo euro jest absolutnie
        wymienialne, wiec wymienialismy zgodnie z potrzebami, po powrocie zostalo nam
        niespelna 20 rubli (2 zlote) - moim zdaniem dla eurowcow to calkiem niezle
        rozwiazanie. Swoja droga kontory sa na kazdym rogu, wiec wymiana nie jest zadnym
        problemem, ale trzeba uwazac, bo po pierwsze sa straszne roznice pomiedzy
        sasiednimi budkami (naprawde niesamowite, w oddaleniu 5 metrow jedni oferowali
        za euro np 43,2 rubla, a inni 44,1), a po drugie niektore miejsca wywieszaja
        duzymi wolami przystepna cene, a okazuje sie ona obowiazywac tylko dla duzych
        transakcji (np. powyzej 1000 euro), dla malych cena jest duzo gorsza. Do wymiany
        nie trzeba znac zadnego jezyka - wklada sie do szufladki sume w euro, wyjmuje
        ruble. Pomijajac lotnisko nigdzie nie chciano od nas dokumentow i nigdzie nie
        dostawalismy pokwitowan.
        Drugim dowodem na niesamowita wrecz obecnosc walut byl bankomat (mialam na
        polskim koncie kwote przeznaczona na ten wyjazd, a ze w uni-banku z konta w
        pekao moge wyplacac bez prowizji, uznalam ze to sensowniejsze niz wyplacac w
        Niemczech w euro i wymieniac na ruble), w ktorym moglam wybrac wyplate w
        rublach, dolarach i euro. W normalnym bankomacie, dla ludzi, z dala od centrow
        turystycznych.

        Co do dojazdu - faktycznie pewnie mozna sie ostro przejechac, bo naganiaczy
        taksowkowych bylo mnostwo, w ktoryms momencie zdjelismy etykietki z walizek,
        zeby nie bylo widac, ze wlasnie przylecielismy. Ale uparlismy sie na normalne
        formy komunikacji czyli pociag na lotnisko i podroz metrem. Trzeba bylo widziec
        mine mojego niemieckiego wspoltowarzysza, gdy zobaczyl to "nowoczesne polaczenie
        lotniska z miastem" - pociag byl naprawde z tych przedpotopowych. Zdaje sie, ze
        tabor jest mocno zroznicowany, bo na lotnisko jechalismy juz duzo nowszym.
        A ciekawostka - zeby wejsc na peron trzeba odbic bilet w bramce. Logiczne. Ale
        zeby wyjsc... tez trzeba odbic bilet w bramce! Nie wolno wiec go bezmyslnie
        gdzies posiac.

        To co mi sprawilo troche trudnosci na poczatku, to metro. Niestety nigdzie nie
        znalazlam opisu, jaki jest system oplat, wiec za pierwszym razem nie wiedzialam,
        co mam powiedziec, a pani w okienku pomocna nie byla, na szczescie trafil sie
        ktos, kto nam za pierwszym razem pomogl. Potem juz rozgryzlam system - placi sie
        za przejazd od zejscia pod ziemie do wyjscia na powierzchnie, niezaleznie od
        tego ile razy sie przesiada. Mozna kupic bilet na jeden, dwie albo wiecej
        przejazdow - te wieloprzejazdowe sa nieco rabatowe. Jeden przejazd w tej chwili
        kosztuje 22 ruble. Karte trzeba odbic, przykladajac z prawej strony przejscia,
        na ekraniku pokaze sie, ile jeszcze przejazdow nam zostalo. Pomylka i przejscie
        po prawej stronie punktu, co mi sie przy odbiciu karty lewa reka zdarzylo,
        skutkuje naglym zatrzasnieciem sie bramki i wlaczeniem sie kretynskiego sygnalu.
        Nie dosc, ze boli, to jeszcze zmusza do glupawego tlumaczenia sie wobec osoby
        pilnujacej, zeby nikt nie przechodzil nielegalnie. Swoja droga juz w tym opisie
        widac, ze w Rosji jest mnostwo ludzi, ktorzy wykonuja prace, ktore na Zachodzie
        sa zautomatyzowane.

        Masz racje tez co do cen, szczegolnie w przypadku muzeow. Tak wiec jak ktos sie
        wybiera do Rosji to serdecznie polecam zaopatrzenie sie w ISIC. Samo tylko
        zwiedzenie Kremla, zwrocilo nam koszty zakupu karty. Nie ma ograniczenia 26 roku
        zycia, jak w Polsce.
        Za to bilety teatralne bardzo drogie i znizek nie ma, za ostatnia jaskolke w
        teatrze Bolszoj zaplacilismy po 1000 rubli. Jesli chce sie isc do teatru to
        warto kupic bilety jak najwczesniej, sala byla calkiem mocno wypelniona, wiec im
        wczesniej tym wieksze szanse na sensowne miejsca. Rozwazalismy takze wyprawe do
        teatru kotow (mam do niego straszny sentyment, a poza tym to taki troche
        ewenement na skale swiatowa), miejsca w trzecim rzedzie, kupowane w teatrze, tez
        1000 rubli.

        Karteczki imigracyjne dostalismy juz na pokladzie samolotu, ale w
        przeciwienstwie do stewardess LOT-u na trasach transatlantyckich, ktore
        amerykanskie kwitki znaja na pamiec i zawsze wiedza, co nalezy wpisac,
        stewardessy Lufthansy nie umialy nam pomoc w zaden sposob. Jak stewardessa
        zaczela nam wciskac, ze pod haslem patronimik na pewno nie chodzi o nic z
        imieniem ojca "po co imie ojca? przeciez to nie ma zadnego sensu, na pewno
        chodzi o nazwisko", to podziekowalismy. Swoja droga jak wyglada otczewstwo od
        imienia Reinhard? ;)
        A tak w ogole to luty chyba nie jest jakis straszny sezonem na loty do Rosji,
        osob do odprawy bylo moze z 15 na 4 budki, wiec nie czekalismy zbyt dlugo. Z
        powrotem lecielismy z miedzyladowaniem w Berlinie i do Hamburga dolecialo nas 12
        osob. :D Odprawa wiec tez byla zabawna. Lot Berlin-Hamburg trwa 20 minut. :)

        Ide sie teraz ubrac i umalowac, bo pisac moge do upojenia, ale koncert za chwile
        i nie powinnam byc w proszku i bede tworzyc dalsza czesc epopei.
        • filoruska Re: No zesz! 24.02.09, 00:22
          O metrze mozna sobie poczytać przed wyjazdem:
          www.mosmetro.ru/
          A otczestwom nie należy się przejmować. Obcokrajowcy wpisują po
          prostu imię ojca i nie próbują tworzyć czegoś sami. Według moich
          znajomych lingwistów - rusycystów (Rosjan oczywiście) tworzenie
          czegoś od imion nie-rosyjskich jest błędem. Nie - Rosjanin po prostu
          czegoś takiego nie posiada i koniec (wyjątek byłe republiki, ale to
          tacy dalecy "kuzyni" i odłączyli się od Matuszki Rosii tylko na
          trochę i przez pomyłkę).

          I jeszcze śnieg - przecież Moskwa to nie Rosja. Trzeba pojechać
          dalej ;))
          • turzyca OT Otczestwa 24.02.09, 01:00
            Wiesz, ja pamietam z tamtego pobytu jakie problemy byly z otczestwem. Ja mialam
            latwo, ale moj ojciec dziubdzial zawsze cos w stylu "Stanislawowicz, syn
            Stanislawa", :D bo wiekszosc osob, ktore przyjmowaly od nas papierki, nie
            akceptowala papierka bez otczestwa.
            No ale to bylo tyle lat temu, a my chyba bylismy nieco poddawani presji jako
            bracia Slowianie, ktorzy sie wlasnie przez pomylke jeszcze nie dolaczyli. ;)

            A ja mam calkiem ladne ojczestwo, jak sie teraz przedstawialam trojczlonowo, to
            wiele osob zakladalo, ze jestem rosyjska Niemka/niemiecka Rosjanka. :D


            Kiedys sobie pewnie pozwolimy na wieksza wyprawe, cos czuje, ze zobacze kiedys
            Syberie, ale teraz moglismy leciec tylko w obrebie Rosji. Ale i tak fajnie bylo,
            :) tylko na biegowkach nie pobiegalam.
            • filoruska Re: OT Otczestwa 24.02.09, 01:43
              Bo kiedyś, to było kiedyś, a teraz jest teraz... to tak
              filozoficznie.. W okresie zsyłek Polaków dorabiano odciestwa
              wszystkim. Od polskich imion męskich można je zrobić bez problemu.
              Rosjanie potrafią przerobić każde imię, bo to tylko kwestia
              dołączenia końcówki do imienia męskiego. Tego waszego Reinharda to
              był przerobiła na: Райнгардович - zgodnie z zasadami h=г i zapis
              fonetyczny, a nie transliteracja. Chodzi bardziej o zasady, czy to
              robić, czy nie, bo ze zrobić można, to raczej oczywiste.
              Ja się cały czas zastanawiam, czy przerobić mojego ojca na ruską
              wersję, czy zostawić. Bo mogę i tak i tak. Przynajmniej w wersji
              pisanej spotkałam się i tak i tak, w oficjalnych dokumentach. Jest
              jeszcze trzecia wersja - cerkiewna, ale tak oficjalnie to tylko
              caryce miały. Powoli muszę dojść do jakiejść wersji, stąd drążenie
              tematu z Rosjanami. Lata lecą i pora spoważnieć ;)
    • malagracja Staniki. 18.02.09, 16:45
      Wiem tyle, ze mają miseczke do H i obwody od 65 (chociaz nie jestem pewna czy od
      60) - wiem z reklam z gazet rosyjskich :-)
      • filoruska Re: Staniki. 24.02.09, 00:38
        Tu ich strona:
        www.secret-t.ru/index.php
        Rzeczywiście słowa nie ma o 60, za to jest o J.
        I widzę nowy sklep w centrum. Kiedyś dojadę...
        • maheda Czego to się człowiek nie dowie... 25.02.09, 01:28
          "Энтони Пауэром (в прошлом исполнительным директором фирмы «Рlaytex»)."
    • turzyca Moskwa - impresji ciag dalszy 19.02.09, 19:52
      To ze nie jest to miasto dla czlowieka, to widzialam juz tych pare lat temu. Bylam ciekawa czy cos sie zmienilo i stwierdzam, ze prawie nic, a niektore obszary sie wrecz pogorszyly.

      Jasne trudno oczekiwac, zeby nagle skurczyli miasto, ale w Moskwie wszystkie odleglosci sa olbrzymie, a zgubic sie latwiutko, bo tabliczek z nazwami ulic jest malo, wyjscia z metra tez sa kiepsko opisane, mapek schematycznych brak - zarowno w metrze jak i na ulicach. Naprawde latwo stracic dobra godzine zanim czlowiek odnajdzie sie na nowo. Warto kupic jak najszybciej mozliwie precyzyjna mape. I zaznaczac sobie na niej wlasne trasy i ciekawe punkty ("o ta restauracja wyglada fajnie"), bo odnalezienie ich pozniej moze byc trudne. I mowi to osoba znana z swietnej orientacji w terenie, a w miejskim w szczegolnosci. Przemieszczenie sie pomiedzy poszczegolnymi punktami nadal nie bedzie zbyt szybkie (u nas powroty w ciagu dnia do mieszczacego sie w obrebie _centrum_ miasta hostelu byly wykluczone, bo oznaczalo to zazwyczaj co najmniej 1,5 h tylko na dojechanie do hostelu i z powrotem), ale przynajmniej bedzie mniej gubienia.

      Z tej wielkosci wynika haslo spontanicznosci - nie odkladac na pozniej roznych pomyslow. Weszliscie do lawki z ikonami i wymysliliscie, ze kupicie komus ikone w prezencie? To kupcie ja od razu. Idziecie przez Arbat i podobaja sie Wam kolczyki? To kupcie je, mozecie sprawdzic w sasiednim sklepie, czy tam nie jest taniej, ale jesli nie kupicie dzis to pewnie nie kupicie w ogole. (Btw. ceny na Arbacie sa zroznicowane, rzeczy ktore kupia tez Rosjanie, np. chusty, mozna kupic duzo taniej gdzie indziej (roznica byla kilkukrotna), drobiazgi typowo turystyczne gdzie indziej duzo taniej nie wystepuja, ale warto porownac dwa, trzy sklepy i ew. sie targowac, ja zbilam cene 3 par kolczykow z 550 rubli do 350, a w pierwszym sklepie kosztowalyby 700). Podoba Wam sie stacja metra, na ktorej wysiadacie? Zrobcie jej zdjecie od razu, to zajmie 10 sekund, a calkiem mozliwe, ze przypadkiem juz nie wrocicie, celowy dojazd zajmie duuuzo wiecej czasu. Itd itp.

      Metro jest swietne (jak juz sie przejdzie przez bramke ;)), ale zaczyna robic sie strasznie zatloczone. Na linii okreznej pociagi jezdza co 90 sekund, a w godzinach szczytu wygladaja jak nasze metro. Inne linie sa luzniejsze - warto to brac pod uwage przy planowaniu podrozy. Wagony jak nasze stare, tylko w wiekszosci w duzo gorszym stanie.

      Jedyne co sie zasadniczo poprawilo od taaamtych czasow to sklepy. Polki sa naprawde pelne. Ale uwazajcie, bo roznice miedzy sklepami umieja byc niesamowite. I w obrebie sklepu tez. W jednym sklepie kolo siebie lezal ser za 180 rubli i 900. Ciekawostka bylo tez, ze byl szeroki wybor serow cietych przez ekspedientke w cenach nizszych niz gotowe, pociete sery.
      Co z punktu widzenia osoby z niemieckiej prowincji wrecz wstrzasajace to godziny otwarcia - mnostwo sklepow jest otwartych 24 h na dobe. Luby w ktoryms momencie wyglosil kwestie: "Myslisz, ze gdzies sa sklepy nieotwarte 24h na dobe, gdzie jest za to nieco taniej?" i musze przyznac, ze trudno mi bylo na to pytanie odpowiedziec. Widzialam reklame Auchan, ale nie wiem, w jakich godzinach byl otwarty, a ze byl daleko, to nie robilismy wycieczki porownujacej ceny. Ale mam wrazenie, ze te dwie magiczne cyferki wystepowaly wszedzie - kantory, apteki, jadlodajnie, sklepy, kwiaciarnie. A u nas jeszcze 3 lata temu o 20.01 w sobote zamkniete bylo wszystko pomijajac stacje bezynowe i trzy apteki dyzurne. A do tej pory w sobote o 18 widze niesamowity spektakl, gdy ruchliwy deptak w ciagu kwadransa zamiera, bo prawie wszystkie sklepy o 18 zamykaja podwoje. W dni codzienne o 19. Tym wiekszy wiec moskiewski szok. :)

      Z dalszych "to miasto jest nie dla czlowieka" a bardzo waznych dla przyjezdzajacych: koniecznie spakujcie sie tak, by latwo nosic walizke. Owszem Rosjanie samorzutnie oferowali pomoc kobiecie targajacej olbrzymia walizke po schodach (nie byla ciezka, tylko 20 kilo, ale nieporeczna), ale jednak tych schodow byla olbrzymia ilosc, a podjazdow nie bylo nigdzie. Na niektorych stacjach metra nie da sie przesiasc z linii na linie korzystajac ze schodow ruchomych, wiec targanie walizki w metrze jest pierwsza przyjemnoscia. Po drugie przez wiele ulic nie da sie przejsc inaczej niz pod ziemia (no dobra, gdzies w koncu da sie, od mojej stacji metra do przejscia naziemnego byl ponad kilometr, po drodze byly dwa przejscia podziemne), wiec targanie kuferka po schodach jest nie do ominiecia. A czasem kuferek trzeba tez targac z innych powodow. I tu dochodzimy do motta naszego wyjazdu. :)

      "Nie myslalem, ze mozna zrobic takie straszne rzeczy ze sniegiem" powidzial zdruzgotany Luby widzac w co sie zamienia sliczny bialy puch. Bo jechalismy specjalnie w lutym, zeby zalapac troche prawdziwej rosyjskiej zimy. No coz, sprawdzilo sie powiedzenie mojego ojca, ze w Moskwie sa tylko dwie pory roku: sucha i blotna. Problem sniegu jest rozwiazywany w tak magiczny sposob, ze w efekcie chodniki sa sliskie, ulice ubabrane blotem posniegowym, samochody brudne, a na przejsciach dla pieszych, na przestrzeni mniej wiecej metra od kraweznika, znajduje sie obrzydliwe mokre, sniegowe, blocko - przejsc przez nie to prawdziwy wyczyn. A wyglad walizki przeciagnietej przez takie bajoro to juz w ogole nie do opisania.
      Tak na marginesie przypomnialam sobie, co to jest miec _naprawde_ brudne buty, w sumie co wieczor mylam cale kozaki, lacznie z calymi cholewkami. Zabranie mojej bardzo porzadnej pasty do butow bylo bardzo madrym posunieciem. I wczesniejsze uwodoodpornienie tez. Choc oczywiscie popularne pasty sa tez do kupienia na miejscu. Ale bez pasty ani rusz.
      Zabranie spodnic do kolan tez bylo madre - dzieki temu tylko mylam kozaki, a nie pralam nogawek spodni. :)
      Okulary tez musialam myc i to pare razy dziennie, nawet w najwieksza pluche w Warszawie nie zdarzalo mi sie miec tak brudnych szkiel. One byly po prostu ublocone!

      Ale nie mozemy powiedziec, ze snieg nie byl sprzatany: co noc o godzinie 2.30 pod naszymi oknami pojawialy sie grzmiace maszyny i ze dwie ciezarowki typu Kamaz, ktore zbieraly i zabieraly snieg. Korki do uszu kupilismy 4 dnia pobytu... Wg znajomego tylko dlatego, ze mieszkalismy przy malutkiej uliczce - osoby majace okna na glowna ulice kupuja korki pierwszej nocy, blogoslawiace punkty sprzedazy dzialajace 24 h na dobe. ;)

      Swoja droga odwilz wcale nie byla wybawieniem, bo od moich dawnych czasow nic sie nie zmienilo, plotki na dachach tylko bywaja, rynny takoz, wiec spadajace co pewien czas na chodnik zwaly sniegu oraz polmetrowe sople i bez przerwy lejaca sie woda sa absolutna norma. Trzeba uwazac, ktoredy sie chodzi, oberwanie taka zlatujaca niespodzianka fajne nie jest.


      Wiecej porad praktycznych mi do glowy nie przychodzi, nastepny odcinek bedzie pozytywny.


      A nie! Jeszcze jedna porada praktyczna - jesli chcecie sie dostac do ktoregos z palacowkultury (palackultury to moja nazwa na stalinowskie wysokosciowce), to jedyna metoda, poza kupieniem doby w ktoryms hotelu, jaka widze, to znalezienie kontaktow z jakims naukowcem rosyjskim i dostanie przepustki na wizyte u niego na uniwerku. Albo zlapanie jakiegos studenta i sprobowanie przekonania go, zeby nas do siebie wprowadzil, ale tu nie wiem, czy pani ciec sie nie czepi. Bo tak z ulicy wejsc sie nie da, wszedzie jest "nie lzia". Negocjacje i robienie slodkich oczek nie pomogly.



      PS nie wolno przechodzic przez kaluze. Nie ma gwarancji, ze dana, niewinnie wygladajaca, kaluza, nie ma akurat np. 40 cm glebokosci.
      • yaga7 Re: Moskwa - impresji ciag dalszy 19.02.09, 20:23
        Bardzo fajnie się czyta, dzięki :)

        Może kiedyś tam pojadę, ale najpierw pewnie muszę pojechać w parę innych miejsc,
        niemniej jednak Moskwa też trochę ciągnie.

        Pisz więcej!
        • turzyca Re: Moskwa - impresji ciag dalszy 19.02.09, 20:39
          Milo mi slyszec. Naprawde. :)


          A z Polski Moskwa nie jest az tak odlegla, o ile dobrze pamietam, bilet kolejowy
          kosztuje 350 zl, a jedzie sie tylko kilkanascie godzin. I wygodnie sie jedzie.
          :) Na tej trasie nauczylam sie i polubilam spac w pociagach. :)
          • kasiamat00 Re: Moskwa - impresji ciag dalszy 20.02.09, 00:28
            Wersja tania - do Terespola, z Terespola do Brześcia, z Brześcia do Moskwy
            "lokalnym" pociągiem. Sporo taniej, całkiem przyjemnie i bezpiecznie plus
            niezapomniane klimaty. Np. pociąg "przemytnik" Terespol <-> Brześć :D
            • filoruska Uwaga - wizy tranzytowe przez Białoruś! 24.02.09, 00:27
              Tylko należy pamiętać o wyrobieniu tranzytowej wizy przez Białoruś.
              Polaków obowiązuje od mniej więcej roku. Aby dostać wizę tranzytową
              należy przedstawić dokumenty potwierdzające posiadanie wizy
              rosyjskiej i wykupione bilety na podróż. Jak nie ma biletów to
              trzeba kupić wizę pobytową. Oczywiście wymóg posiadania biletów
              dotyczy również wizy tranzytowej na powrót do Polski. Jak się nie
              przedstawi biletów powrotnych to dostaje się tranzytową tylko
              jednokrotną, co zmusza do powrotu przez Ukrainę lub samolotem,
              ewentualnie prom z Petersburga do Bałtijska i powrót przez
              Kaliningrad.
    • turzyca Moskwa - jedzenie 21.02.09, 01:32
      Pod zadnym pozorem nie zabierajcie do Rosji wybrednego wegetarianina, szczegolnie jesli NIE lubi grzybow. Ja jestem niewybredna jaroszka, wszystko, co nie bylo kiedys zyjacym zwierzatkiem, rabie bez wiekszych problemow, oczywiscie nalezy dazyc do tego, zeby jedzenie bylo mozliwie smaczne, ale jesli sie nie da, to trzeba to zmilczec, biologiczne przetrwanie jest wazniejsze. ;) Przez tydzien to sie moge i suchymi ziemniakami tudziez kanapkami z keczupem zywic.


      Czym sie konczy wziecie wybrednego wegetarianina do Rosji pokazuje nastepujace zdarzenie: umawiamy sie z pewna starsza dama na kolacje za kilka dni, ostrzegam, ze mieso, ryby i grzyby nie wchodza w gre. Biedna starsza dama patrzy na mnie okraglymi oczami i zadaje zupelnie przerazone pytanie "to co on je?" i potem takie przerazone rozwazania "co ja Wam mam zrobic na kolacje? Miesa nie, ryby nie... kielbasy tez nie!" Wymyslila w koncu fondue, ale widac, ze sama idea ja mocno ruszyla, bo za kilka minut wrocila do tematu "to czym Ty Go karmisz?" :)
      Miesozercow z gory przepraszam, ten opis bedzie przez pryzmat jaroszy. :)


      Jesli jestescie wszystkozerni to jest naprawde w czym wybierac.
      Moskwa jest troche kociolkiem etnicznym, jest nieco przybyszow z Kaukazu i szanse na znakomite szaszlyki sa bardzo duze. I wszelkie miesne potrawy z tego regionu. To naprawde trzeba wyprobowac! :)


      W tygodniu bardzo OPLACALNE jest zagladanie do restauracji, ktore oferuja biznes-lunch. Mozna zjesc obiad i za jedna trzecia sumy, ktora by trzeba zaplacic placac za kazdy skladnik osobno. Biznes-lunch zazwyczaj jest do 16.


      Na szybko mozecie zajrzec do jednego z licznych punktow "Kroszka-Kartoszka" gdzie za okolo 5 zlotych dostaniecie olbrzymiego ziemniaczora, a do tego mozna sobie za doplata dobrac sos. Sosow jest szeroki wybor, bazuja glownie na nabiale, jeden jest czysto serowy, jeden z grzybami, reszta z krewetkami, parowkami, szynka i innymi formami miesa. :) Oferuja tez calkiem korzystne zestawy, ale nawet niewybredny wegetarianin nie mial tam czego szukac.


      Dosc duzo budek oferuje tez bliny, zarowno na slodko jak i wytrawne, choc wersje wytrawne pomijajac czysta smietane sa zazwyczaj przynajmniej ze skrawkami boczku. Bliny bywaja zroznicowane, czesto przypominaja wrecz crepes, a nie te malutkie, grubiutkie, gryczane nalesniczki, jakie znalam z dawnych czasow.


      Prawie na kazdej stacji metra, a takze w wielu budkach sa oferowane cieple buleczki - cieple o tyle, ze dopiekane w niewielkim piecyku na miejscu, ale daja przyjemna iluzje cieplego jedzenia i sa calkiem smaczne. Moj ulubiony wariant ziemniaczano-grzybowy, sa tez z parowka czy kotletem i w szerokim slodkim wyborze.


      Tak na marginesie kombinacja ziemniaki+grzyby jest bardzo rozpowszechniona i czesto dopiero po dopytaniu okazuje sie, ze w danej potrawie "z ziemniakami" sa tez grzyby.
      A za to kombinacja twarog+ziemniaki jak w naszych pierogach ruskich :) sie raczej nie trafia. W ogole twarog jest chyba wylacznie na slodko. Mimo ze czesto bardziej kwaskowaty niz u nas.
      Trudno jest wiec zjesc bezmiesny obiad w rosyjskim stylu nieslodki i bez grzybow.

      Z rosyjskich sieciowek wyprobowalismy, popularne podobno, "Mu-mu". Jak nazwa wskazuje wystroj jest krowo-inspirowany, menu i naczynia sa w laty, stoly z kafelkow bialych i czarnych, reszta w stylu wiejskim. Z naszego punktu widzenia - wybor jedzenia znikomy, ceny nieco przesadzone. Miesozercom moze sie podobac.


      Najciekawszym kulinarnie zjawiskiem bylo dla mnie rozprzestrzenienie sie sushi. W naszym przewodniku autor pisal, ze sushi jest na kazdym rogu, co wydawalo mi sie figura retoryczna, ale jest wiernym opisem rzeczywistosci. No moze na co drugim rogu, ale sushidajnie sa naprawde bardzo rozpowszechnione, w wariantach wszelkich od bardzo ekskluzywnych, po wersje fast-foodowa, lada w lade z KFC. Zeby bylo zabawniej sushi oferuja tez restaraucje, ktore maja zupelnie inny profil dzialalnosci.
      A w ramach skojarzen z surowa ryba - klasyczna rosyjska zakaska jest suszona ryba, obecnie ladnie porcjowana do kupienia w kazdym sklepie. Bardzo specyficzna, ale warto zaryzykowac 2 zlote i sprobowac.


      Na co drugim, moze co trzecim rogu sa punkty sieci Szokoladnica, ktore jednak ku naszemu rozczarowaniu oferte czekoladowa mialy bardzo mizerna, zaden to Wedel z 15 smakami czekolady, mozna bylo wybrac tylko prawdziwa czekolade (super gesta) i na mleku (czyli pewnie kakao). Za to herbaty maja calkiem przyjemne. :)
      A propos czekolady - naszlo nas na czekolade. Popatrzylismy sie na wybor czekolad i stwierdzilismy, ze kupimy jakas rosyjska, przeciez nie po to jestesmy w Rosji, zeby jesc Nestle. Czekolada Алёнка byla od Nestle prawie o 10 rubli drozsza, wiec w optymistycznym nastroju ja kupilismy. Niezapomniane przezycie. Dla Lubego ta czekolada to bylo cos zupelnie nowego. Dla mnie powrot do krainy dziecinstwa. Wyrob czekoladopodobny!

      Za to rozne produkty z serii Szarmel byly super. Szczegolnie, ze mieli calkiem sporo rzeczy z "klukwa" czyli po prostu zurawina. Np takie cos ptasiomleczkopodobne.

      Ja w ogole bardzo lubie Rosje za to, ze zurawina, rokitnik i inne jagody sa tam latwo dostepne i czesto wykorzystywane. Co ciekawe rokitnik jest tez dosc popularny u Niemcow, choc raczej jako skladnik kosmetykow i do leczenia gardla. Tylko u nas rokitnikowa dziura.
      Warto wykorzystac pobyt w Rosji do opicia sie sokami z roznych lesnych jagod. Sa pyszne.

      Pyszne sa rowniez ich serki, w wersji klasycznej z rodzynkami, w wersji mniej klasycznej wlasnie z jagodami. Porcje slodkiego twarozku ze swiezymi zurawinami w srodku moglabym jesc na sniadanie codziennie. Pycha!
      Rownie pyszne sa male "syrki" o troche dziwnym dla nas polaczeniu slodko-kwaskowego twarozku i czekoladowej polewy.



      A na koniec anegdotka z pogranicza jedzenia i kultury. Odkrylismy siec calkiem przyjemnych wloskich restauracji, gdzie nie robiono nam problemow z ominieciem miesnych skladnikow dania, a sos pomidorowy byl wrecz mistrzowski - Viaggio. Gdy szlismy do starszej damy na kolacje minelismy jedna z nich i podsmiewalismy sie z wszechczerwonego wystroju witryn, tak sie bowiem zlozylo, ze do starszej damy umowieni bylismy w sobote czyli w Walentynki. Gdy mocno juz glodni doszlismy do mieszkania naszej gospodyni okazalo sie, ze gospodyni wyladowala w szpitalu. Pan domu poczestowal nas pyszna herbata, ale jako staroswiecki osobnik nic wiecej nie mogl nam zaoferowac. Jako ze wszystkie inne okoliczne jadlodajnie, nie mialy w ofercie nic, co nadawaloby sie naszym zdaniem do spozycia, wrocilismy do Viaggio. Tym bardziej ze zapowiadalo przyjmowanie kart platniczych, a nam akurat wyszly ruble. Co warto dodac - ja nie chodze po miescie z gotowka, Luby nie chodzi z kartami platniczymi.
      Sadzac po minach obslugi udalo nam sie zlamac wszystkie zasady - nie zrobilismy rezerwacji na wieczor walentynkowy i po prostu oczekiwalismy, ze ot tak dostaniemy stolik, ja bylam nieumalowana (przewidywalam bitwe na sniezki, mialam zamiar oporzadzic sie dopiero w lazience gospodyni) tudziez bez futra, a na sam koniec zaplacilam za rachunek i jeszcze nie dalam sie wyrzucic od terminala dopoki nie skonczyl drukowac potwierdzenia transakcji. Ale jedzenie bylo warte tych zdziwionych min. :)
      • filoruska Re: Moskwa - jedzenie 24.02.09, 00:11
        Turzyco, bo Ty byłaś w niewłaściwym momencie, jeśli chodzi o
        jedzonko. Następnym razem jedź w czasie Postu. W każdej knajpie
        znajdziesz naprawdę duży wybór jedzonka bez mięsa, a często również
        bez ryb. Bo choć Rosjanie w większości są prawosławni tylko z nazwy,
        to knajpy i sklepy prześcigają się w stwarzaniu im możliwości
        pokazania się światu jako ludzi religijnych. A prawosławny post w
        wersji ściśle religijnej to bez mięsa, ryb i nabiału, tylko i
        wyłącznie roślinki i to jeszcze w większość dni bez tłuszczów
        roślinnych.
    • filoruska Re: Moskwa :) 24.02.09, 00:46
      Jeśli w przyszłości ktoś coś będzie chciał o Rosji, to ja chętnie
      odpowiem, ale lepszy byłby kontakt mailowy (Turzyca ma któregoś
      mojego maila, z gazetowego nie korzystam), bo tu zaglądam może raz w
      tygodniu, a przez następne 2-3 miesiące to już chyba powinnam się
      odciąć zupełnie, bo za dużo nade mną wisi.
    • anulla1974 Re: Moskwa :) 24.02.09, 14:17
      Turzyco dzięki za relację. Strasznie zazdroszczę :)
      A na biegówki zapraszam do Jakuszyc - z Berlina jest bus do
      Szklarskiej Poręby.
    • missmurder Re: Moskwa :) 25.02.09, 10:32
      Świetna relacja, wielkie dzięki Turzyco! Bardzo miło się czytało :)
      Chciałabym się kiedyś wybrać do Moskwy, ale rosyjskiego nie znam ni w ząb. Choć
      nie, do 10 umiem liczyć :D Ale "krzaczków" vel cyrylicy w ogóle nie znam. Dla
      mnie to jak chiński :)
      • turzyca Re: Moskwa :) 25.02.09, 11:35
        A wiesz co? Ja czytalam bez problemow i nadal z wielka przyjemnoscia odrecznie
        pisze, bo rosyjski alfabet jest lepiej przystosowany do recznego pisania niz
        polski (po rosyjsku mam nawet nieco ladniejszy charakter pisma :D), ale jak
        musze cos jednym rzutem oka przeczytac, to zawsze mam _wrazenie_, ze to jest
        zrobione na lewa strone i oczy mi sie od tego wywracaja niekontrolowanie. :) Tym
        zabawniejsze, ze tekst pisany alfabetem lacinskim czytam w odbiciu lustrzanym
        bez problemow i w ogole mi to nie przeszkadza.
        • missmurder Re: Moskwa :) 25.02.09, 11:39
          Dla mnie to czarna magia :) Z alfabetów niełacińskich tylko devangari znam
          (czyli podstawę hindi :)). I uwielbiam pisać te krzaczki. A może raczej rysować ;)
          Tak czy inaczej, zazdroszczę znajomości rosyjskiego i super wyjazdu :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka