Dodaj do ulubionych

Przedszkolny problem

20.03.09, 12:14
Moje dziecię chodzi do przedszkola, do pierwszej grupy. Trafił z
nami do grupy chłopiec z jakimś problemem, nadruchliwością,
nadpobudliwością (nie znam się, strzelam w coś, co wydaje mi się
najbliższe znaczeniu tych słów), a dodatkowo jeszcze chyba
wychowywany przez ojca, który za to go bije (chyba, bo mój syn
opowiadał mi, że "tata Krzysia bije często, a mama tylko czasem")

Problem z tym chłopcem dotyczy mnie o tyle, że on bije inne dzieci.
Potrafi zerwać się, pobiec na drugi koniec sali i kogoś popchnąć
albo uderzyć.

Widziałam ostatnio panie pracujące z dziećmi, one starają się mieć
tego chłopaka przy sobie, wręcz trzymają go, gdy dzieci siedzą w
kółku. Moim zdaniem to błąd, ale to w końcu nie ja jestem pedagogiem
i nie muszę się znać. Bo on od razu zaczyna wierzgać nogami,
przewracać się, bić się po głowie.

Nie chcę działać w kierunku usunięcia chłopca z grupy, bo choć
bezpieczeństwo mojego dziecka jest dla mnie priorytetem, to na razie
kaliber chyba nie ten. A może trzeba?

Rodzice tego chłopca zdecydowali się na współpracę z poradnią, nie
wiem, na ile to jest skuteczne?

Co można zrobić w takiej sytuacji? Ile czekać na poprawę?
Obserwuj wątek
    • szarsz Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 12:17
      Shit, miałam to dać na Wychowanie :)

      Ale nie kasujcie, tu tylę mądrych kobiet, może coś doradzą.
    • zooba Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 12:26
      U mojej córki, kiedy była w grupie maluchów, też był jeden chłopiec agresywny i
      do tego stwarzający sam dla siebie zagrożenie. Wychowawczynie dwoiły się i
      troiły, żeby go opanować, ale faktem jest moja mała co jakiś czas przychodziła
      mówiąc, że X. ja gryzł albo bił. I też byliśmy w kropce.
      W końcu rodzice zabrali dziecko z przedszkola, wiem, że przechodziło terapię.
      W twoim przypadku żal mi tego chłopca - czy rodzice współpracują z przedszkolem,
      czy są niereformowalni?
      • szarsz Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 12:33
        Mi też go żal, dlatego nie chcę walczyć o usunięcie go z grupy.

        Rodzice po wielu rozmowach zaczęli chodzić do poradni, mają
        spotkania z psychologiem. Tylko czy to bywać choć skuteczne?
        • twoj_aniol_stroz Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 12:52
          Bywa skuteczne pod warunkiem, że rodzice naprawdę chcą coś zmienić,
          a nie działają tylko dla świętego spokoju. Jak często zdarza się, ze
          Twoje dziecko jest w jakiś sposób skrzywdzone przez tego chłopca?
          • malagracja Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 17:38
            Dobrze wiem, jak wyglada wizyta malego dziecka z rodzicami w takiej poradni - to
            NIC nie daje. Kazdy psycholog/pedagog zaczyna najpierw rozmiawiac z rodzicami,
            dopiero potem z dzieckiem. Byc moze rodzice ustawili tego chlopca, co i jak ma
            mowic. Nikt nie bedzie wiedzial co tam sie dzieje.
            Nie radze wierzyc w zmiane zachowania rodzicow i dziecka po wizytach w przychodni.
            Mozesz sama zgłościć coś takiego w inne miejsca, ale musisz wiedziec ze wtedy
            zostaniesz w jakimś sensie w to wplątana.
            • m.mada Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 13:25
              Psycholog ma sposoby, żeby się przekonać, czy tak małe dziecko mówi prawdę czy
              to co mu kazali Ale ono najpewniej samo wszystko powie, bo jest za małe by umieć
              kłamać zgodnie z norami społecznymi(jeszcze ich nie pojmuje i nie zna za dobrze).
              Poza tym przy małym dziecku, praca polega przede wszystkim na pracy z rodzicami
              i/lub całą rodziną. Tyle, że rodzice czasem nie chcą pracować.
              • szarsz Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 18:45
                m.mada napisała:
                > Psycholog ma sposoby, żeby się przekonać, czy tak małe dziecko
                > mówi prawdę czy to co mu kazali Ale ono najpewniej samo wszystko
                > powie, bo jest za małe by umieć kłamać zgodnie z norami społecznymi
                > (jeszcze ich nie pojmuje i nie zna za dobrze).

                Zgadzam się z Tobą, trzyipółlatek może kłamać z premedytacją, by
                osiągnąć bezpośrenią korzyść albo uniknąć domniemanej kary (nawet
                gdy tą karą jest tylko zmarszczenie brwi mamy), ale namówić go na
                kłamstwo się nie da.
                • malagracja Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 18:50
                  Tu bym mogła dyskutować :-)
                  • pierwszalitera Re: Przedszkolny problem 24.04.09, 01:38
                    W tym wieku nie posiada się jeszcze kognitywnych umiejętności potrzebnych do budowania skomplikowanej konstrukcji kłamstwa i abstrahowania go na zmienne sformułowania. Mówimy tu przecież o dzieciach w wieku przedszkolnym, a nie nastolatkach.
                    Doświadczony psycholog, albo pedagog i nie tylko ci, znajdą z łatwością dziury. Sugestie rodziców dotyczą zwykle tylko konkretnych pytań, które można podczas rozmowy ominąć.
    • milstar Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 12:59
      Moja mama pracuje w zerówce i miała podobny problem. Tam chłopiec
      był bity w domu i jego zachowanie raczej było wynikiem tej sytuacji,
      nie potrafił inaczej. Miał odroczony obowiazek szkolny, więc u mamy
      w klasie spędził 2 lata. Najgorsze było pierwsze pół roku, potem się
      trochę jego zachowanie poprawiło, w drugim było lepiej - dotarło do
      niego, że nikt go tu bić i krzywdzić nie będzie, i że dzieci wolą
      się z nim bawić, kiedy on ich nie krzywdzi.
      Właściwie od 1 klasy już nie było z nim żadnych kłopotów
      wychowawczych (teraz jest w 4 klasie, ma wymagającą wychowawczynię,
      która mówi, że nie ma z nim ŻADNYCH problemów.
      Mam nadzieję, że Cię trochę pocieszyłam
      • limonka_01 Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 18:56
        Dobrze, że rodzice wpółpracują z poradnią. Mają szanę nauczyć się, jak postępować z dzieckiem, ponieważ to od ich zachowania dużo zależy. W skrajnych przypadkach specjalista może przepisać dziecku specjalne leki. Natomiast w przedszkolu problem będzie narastał, gdy grupa go odrzuci, co jest dość prawdopodobne, bo jak tu się bawić z dzieckiem, ktore bije innych. Poźniej napiszę Ci na prv trochę więcej na ten temat.
        • plecionka Re: Przedszkolny problem 20.03.09, 21:52
          A nie moglabys napisac tego tutaj? Mnie tez ten problem bardzo interesuje i chcialabym wiedziec jak reagowac w takich sytuacjach.
        • anna-pia Re: Przedszkolny problem 24.03.09, 02:58
          limonka_01 napisała:

          > Natomiast w przedszkolu
          > problem będzie narastał, gdy grupa go odrzuci, co jest dość prawdopodobne, bo j
          > ak tu się bawić z dzieckiem, ktore bije innych.

          Niekoniecznie - moja córa miała takiego kolegę w przedszkolu, jak go panie
          trochę ucywilizowały, to moja córa, nauczona zasad, kiedy należy się broić i
          jak, oswoiła go sobie i bawiła się z nim.
          Dzieciak bił innych, bo jego ojciec bił matkę.
          • malagracja MNIE tez oswojono 24.03.09, 16:06
            Nie bilam dzieci (1 raz za kredki, pisalam juz o tym w tym watku), ale ucieklam
            od wszystkich. Chowalam sie, zamykalam sie w toalecie, nie bawilam w grupie.
            Oswojono mnie w taki sposob, ze zaczeto nas sadzac w pary - i w koncu trafilam
            na chlopca, ktorego mama w pewnym sensie "zaopiekowala" sie mna. Rozumiem, ze to
            moze byc straszne dla rodziców np. dla Szarsz, ktorej synek miałby być posadzony
            z tym chłopakiem. Ale jest o wyjście, naprawde. I nie takie głupie. Jednak
            wszystko zależy od przedszkolanek i psycholog. Ale jak narazie widze, one
            izolują tego chlopca (trzymaja przy sobie).
    • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 14:58
      Czy Twoje dziecko szarsz chodzi do grupy integracyjnej?
      zgadzam się z dziewczynami, które pisały, że to problem rodziców. Jeżeli rodzice
      będą chodzić do poradni i będą chcieli coś zmienić w swoim zachowaniu, to będzie
      duża szansa na poprawę w zachowaniu dziecka. Ale to nie dzieje się od razu..
      Jeżeli chłopak wyrywa się paniom i bije inne dzieciaki - ja bym była przeciwna
      jego obecności w jednej grupie z moim dzieckiem. Zawsze taka restrykcja jest
      szansą, że rodzice poczują się zmuszeni zacząć coś robić. Jeżeli chłopakowi
      zdarza się uderzyć inne dziecko w trakcie zabawy - jest duża szansa, ze dobry
      pedagog wpłynie odpowiednio i problem po jakimś czasie zniknie..
      • szarsz Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 18:42
        kotwtrampkach napisała:
        > Czy Twoje dziecko szarsz chodzi do grupy integracyjnej?

        Nie, to zwykłe przedszkole i zwykłe dzieciaki. W większości fajne,
        rozbrykane i bardzo mądre (zadziwiają umiejętnościami)

        > Jeżeli rodzice będą chodzić do poradni i będą chcieli coś zmienić
        > w swoim zachowaniu, to będzie duża szansa na poprawę w zachowaniu
        > dziecka. Ale to nie dzieje się od razu..

        No właśnie, i Ty i dziewczyny wcześniej piszą to samo. Że rodzice
        muszą chcieć. A ja tego nie wiem, czy oni chcą. Więc myślę sobie, że
        trzeba dać wszystkim, a przede wszystkim im szansę. Trzeba poczekać.
        Tylko nie wiem, ile? Do wakacji? Tyle byśmy dali radę, bo u nas
        problem nie jest jeszcze bardzo nasilony... Mój Młody jest duży,
        silny i potrafi oddać (tak, wiem, to niepedagogiczne, co teraz
        piszę) więc dzieciaki raczej go nie zaczepiają, a on sam nie
        zaczyna. Ale się zdarza, czasem trzy razy w tygodniu, czasem przez
        dwa tygodnie jest spokój.

        Limonka_01
        > Natomiast w przedszkolu problem będzie narastał, gdy grupa go
        > odrzuci, co jest dość prawdopodobne, bo jak tu się bawić z
        > dzieckiem, ktore bije innych.

        No właśnie już dzieje się coś w tym rodzaju :|
        Mój Młody też nie jest bez winy, w sobotę mi opowiadał, że tamten
        sobie czytał książeczkę, a on musiał przy nim startować autka. I
        awantura gotowa. A zupełnie obiektywnie muszę przyznać, że sam się
        pchał tamtemu pod pięści. I prowokował. Nie ma mnie na miejscu, więc
        nie wiem, czy to raz mu się tak zdarzyło, czy po prostu zauważył, że
        tamten i tak dostanie ochrzan i karę.
        A dostał :(
        Potem mi mówił, że jego koledzy też tak robią :(
        Rozmawiałam o tym z panią, obiecała zwrócić uwagę, tylko znowu
        pytanie, na ile to skuteczne?
        • malagracja Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 18:47
          Szarsz, tylko Ty widzisz ten problem? (chodzi mi o rodziców)
          • szarsz Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 20:43
            malagracja napisała:
            > Szarsz, tylko Ty widzisz ten problem? (chodzi mi o rodziców)

            Nie, widzą go prawie wszyscy - tylko mama jednej dziewczynki
            twierdzi, że wszystko jest ok.
            • malagracja Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 21:25
              Moze warto porozmawiac z innymi rodzicami i grupowo interweniować?
        • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 21:14
          ja zapytałam, czy to grupa integracyjna, bo w takiej przedszkolanki powinny mieć
          specjalne przygotowanie do radzenia sobie w takich sytuacjach i jest ich więcej
          [przedszkolanek]. Tzn, jedna Pani prowadzi zajęcia i moze dużo zrobić dla
          dzieci, a inna pani opiekuje się takimi, które tej dodatkowej opieki potrzebują.
          W pierwszej grupie powinna być jeszcze jedna pani tzw "pomoc".

          Czasem przedszkolanka sobie zdaje sprawę, że dziecko nie nadaje się do tej czy
          innej grupy i nie jest w stanie sobie z nim poradzić, by nie ucierpiały inne
          dzieci - ale sama nic nie zrobi. (bo np. pieniądze, dyrekcja, regulamin itp)
          Wtedy jest potrzebne, żeby to rodzice pozostałych dzieci coś zrobili.
          • szarsz Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 22:01
            kotwtrampkach napisała:
            > Wtedy jest potrzebne, żeby to rodzice pozostałych dzieci coś
            > zrobili.

            Właśnie, tylko co można zrobić?
            Ja mam zadymę we krwi i mogę działać w imieniu wszystkich, ale muszę
            mieć przekonanie do tego, o co walczę.
            Przedszkole niby robi co może, czyli niewiele.
            Rodzice podjęli współpracę z poradnią

            Więc o co?
            • limonka_01 Re: Przedszkolny problem 24.03.09, 07:42
              szarsz napisała:

              > kotwtrampkach napisała:
              > > Wtedy jest potrzebne, żeby to rodzice pozostałych dzieci coś
              > > zrobili.
              >
              > Właśnie, tylko co można zrobić?
              > Ja mam zadymę we krwi i mogę działać w imieniu wszystkich, ale muszę
              > mieć przekonanie do tego, o co walczę.
              > Przedszkole niby robi co może, czyli niewiele.

              Naprawde przedszkole robi co moze? Robi to co opisala jolka-pol-ka?
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86228&w=92970590&a=93126500
              Mam watplwosci czy "pomoc" przedszkola nie ogranicza sie przypadkiem do
              "powaznej" rozmowy z rodzicami klopotliwego dziecka, ze powinni cos z tym
              zrobic. Przeciez przedszkolanki nawet nie sa w stanie zauwazyc, ze inne dzieci
              prowokuja. A co moga zrobic inni rodzice? Jak wkraczaja do gry to zwykle efektem
              jest to, ze przedszkole zaczyna straszy rodzicow klopotliwego dzieciaka
              usunieciem go z przedszkola i sytuacja sie zaostrza.
              • malagracja Co moze przedszkole? 24.03.09, 16:08
                Na swoim przykładzie mówie: wszystko - jeżeli tylko chce. W najgorszym przypadku
                pozbywa się dziecka. W najlepszym, informuje się pedagoga, psychologa, miejscową
                poradnie psychologiczą, organizuje się spotkania dla rodziców.
    • nieco8 Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 19:37
      Siostrzeniec mojego męża ma ADHD, chodzi do psychologa, na terapię i bierze leki
      i tak było od początku, bo wcześnie wykryto to jego schorzenie. Miewał problemy
      z agresją, ale wiecie kiedy te problemy były nasilone, gdy był w przedszkolu, w
      którym przedszkolanki nie potrafiły z nim postępować. Nie wiem z czego to
      wynikało, pewnie z ich niedouczenia i nieprzygotowania oraz braku chęci by się
      douczyć, bo jedyne co potrafiły to stawiać go do kąta. Niestety trudno było
      znaleźć przedszkole, bo tych specjalnych jak na lekarstwo.
      Moim zdaniem najgorszym co można zrobić w takiej sytuacji jest usunięcie dziecka
      z przedszkola. Takie dzieciaki tez potrzebują (a może nawet bardziej) edukacji,
      kontaktu z rówieśnikami, a wasze dzieci nauczą się przy okazji tolerancji i
      umiejętności radzenia w trudnych sytuacjach, oczywiście jeśli przedszkolanki
      będą na tyle inteligentne, by im w tym pomóc.
      • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 21:25
        nieco8 napisała:
        > którym przedszkolanki nie potrafiły z nim postępować. Nie wiem z czego to
        > wynikało, pewnie z ich niedouczenia i nieprzygotowania oraz braku chęci by się
        > douczyć, bo jedyne co potrafiły to stawiać go do kąta.

        nieco8 - to dosyć surowa ocena.. przedszkolanka musi opanować grupę dzieci, to
        zazwyczaj 16-30 osób. 16-30 małych ludzi ze swoimi strachami, problemami,
        radościami, potrzebującymi wsparcia i zauważenia, odpowiedniej reakcji w
        odpowiednim momencie. W grupie nigdy dziecko nie będzie miało idealnie, ale też
        właśnie tego ma się nauczyć - samodzielności, radzenia sobie itd.
        Nie ma możliwości, żeby dobrze było wszystkim dzieciom w grupie. Ale, kiedy
        jedno z nich wymaga aż tyle uwagi co dziecko chore na ADHD (a dodajmy do tego
        jeszcze dwoje nadpobudliwych np) - dzieciaki w tzw normie rozwojowej albo sobie
        poradzą albo nie bardzo.. A tak nie powinno być.
        Niestety, każda choroba dziecka wymaga dużo pracy ze strony rodzica. Choćby
        takiej, żeby więcej energii i czasu poświęcić na odpowiedni wybór przedszkola..

        > Moim zdaniem najgorszym co można zrobić w takiej sytuacji jest usunięcie dziecka
        > z przedszkola.
        • kotwtrampkach Re: ADHD 23.03.09, 21:30
          a, tak dla ścisłości - przyczyną agresji jest najczęściej agresja (skierowana do
          innych ludzi albo do siebie), to może być związane z nadpobudliwością dziecka,
          ale niekoniecznie.

          tak, żeby się nie pomieszało:
          ADHD o którym pisała nieco8 nie musi być przyczyną zachowań chłopca, o kt pisała
          szarsz.
    • jolka-pol-ka Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 21:54
      Po "pierwsze primo": dzieci bite biją!
      2. dziecko trzyletnie nie potrafi werbalnie wyrazić frustracji
      (frustracja rodzi agresję!!). Małe dziecko w obcym środowisku ma
      problemy komunikacyjne, adaptacyjne, może być zmęczone hałasem,
      ilością bodźców, tęsknić za rodzicami,czuć wyraźną niechęć
      otoczenia, itd.
      3. autoagresja (bicie się po głowie, itp) może być objawem zaburzeń
      (-> emocjonalnych, rozwojowych, społecznych.......)
      4. W przypadku stwierdzenia w/w podstawą jest postawienie diagnozy
      psychologicznej i pedagogicznej (różnią się!), oraz opracowanie
      indywidualnego programu terapeutycznego ze wskazówkami dla rodziców
      i nauczycielek w przedszkolu
      5. najgorszą rzeczą jest przyklejenie dziecku sprawiającemu
      trudności wychowawcze tzw. etykiety. Czasami dość skutecznie
      uniemożliwia to poprawę zachowania -"to ja jestem ten zły" i dobrze
      o tym wiem!
      Dziecko musi czuć się lubiane, nawet jeśli nie jest to łatwe. Tekst:
      lubię cię, wiem, że chciałbyś być grzeczny, ale masz z tym
      trudności, ja ci pomogę - potrafi zdziałać cuda. NIKT nie rodzi się
      podły i agresywny, to warunki środowiskowe czynią z maluchów potwory.
      Interwencja innych rodziców niewiele pomoże. Trzeba sprawdzić zapisy
      w statucie przedszkola, czy jest opcja relegowania trudnego dziecka.
      Może za to zaostrzyć sytuację rodzinną dzieciaka (wstydu się przez
      ciebie najadłem!!). Jedynym sposobem wybrnięcia z sytuacji jest
      dobra opieka psychologiczna, współpraca rodziców (tzn. zmiana metod
      wychowawczych) i fachowe nauczycielki :))
      z przedszkolnym pozdrowieniem
      • szarsz Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 22:13
        jolka-pol-ka napisała:
        > 4. W przypadku stwierdzenia w/w podstawą jest postawienie diagnozy
        > psychologicznej i pedagogicznej (różnią się!), oraz opracowanie
        > indywidualnego programu terapeutycznego ze wskazówkami dla
        > rodziców i nauczycielek w przedszkolu

        Kogo o to pytać? Czy coś takiego jest opracowywane/czy planują?
        Panie czy panią dyrektor?

        Tak to się oficjalnie nazywa? Jak pójdę i zacznę pytać
        o "indywidualny program terapeutyczny ze wskazówkami dla
        nauczycielek" będą wiedzieli o co chodzi?

        > Tekst: lubię cię, wiem, że chciałbyś być grzeczny, ale masz z tym
        > trudności, ja ci pomogę - potrafi zdziałać cuda.

        To jest dobry trop, spróbuję w ten sposób rozmawiać z moim.

        > Interwencja innych rodziców niewiele pomoże. Trzeba sprawdzić
        > zapisy w statucie przedszkola, czy jest opcja relegowania trudnego
        > dziecka.

        Świetnie, poszukam.

        Dziękuję.
        • jolka-pol-ka Re: Przedszkolny problem 23.03.09, 23:16
          W przedszkolu jak mniemam jest zatrudniony psycholog. Jego/jej
          działką jest diagnoza psychologiczna (ewentualnie pogłębiona
          badaniami w rejonowej poradni. Diagnoza pedagogiczna to działka
          pedagoga lub nauczycielki, która potrafi ją zrobić. Niestety, nie
          leży to w jej obowiązkach. Jeśli umie i chce, to robi to w czynie
          społecznym (5 dni badań + opracowanie wyników). Oba badania wymagają
          pisemnej zgody i WSPÓŁDZIAŁANIA rodziców dziecka. Myślę, że problem
          nie jest zbyt skomplikowany. Maluchy na ogół szybko reagują na
          zdecydowane zasady. Dobrą metodą wychowawczą w przypadku dziecka tak
          małego jest "przerywanie aktywności" na czas: 1 rok życia= 1 minuta.
          Za każdym razem kiedy wystąpi niepożądane zachowanie MUSI paść
          komunikat: tak nie wolno + czas na refleksję. Superniania robi to na
          karnym jeżyku, ja mam do tego celu jedno ustalone krzesełko. Warunki
          jakie powinna spełnić nauczycielka to: delikwent siedzi dokładnie 3
          minuty, jeśli wstanie wcześniej- zaczyna od nowa. Nie widzi
          bawiących się dzieci (nie może się rozpraszać) i nikt nie piętnuje
          go za to. To ostatnie jest szczególnie ważne. Dziecko ma ochłonąć, a
          nie być wyśmiewane przez innych. ZAWSZE mówi się dziecku dlaczego
          siada na wyznaczony czas w określonym miejscu. Nie raz widziałam
          ukarane dzieci, które nie miały pojęcia za co! Powyższe wymaga sporo
          czasu i cierpliwości. Powiedziałabym, że nawet niezłomności. Nic nie
          może delikwentowi ujść płazem, bo szybko nauczy się wyżywać na
          dzieciach wtedy, gdy nauczycielka nie będzie na niego patrzyła.
          Poza tym skupiłabym się na tym, co dobrego jest w tym dziecku.
          Przecież COŚ musi mu wychodzić w tym życiu. Pochwała, nagroda, są
          wzmacnianiem pozytywnych zachowań i wskazują dziecku jak ma się
          zachowywać. W przypadku dzieci z trudnościami w koncentracji,
          nadaktywnych, często karanych, powinno się wyeliminować słowo NIE.
          Na przykład: nie mówi się "nie krzycz", tylko: "mów ciszej".
          Zamiast: "nie biegaj!" - "chodź powolutku". Nie: "nie bij",
          tylko "poproś kolegę o zabawkę". Słowo nie, w dziwny sposób jest
          niesłyszalne. Pozostaje w pamięci dziecka tylko to, co jest za nim,
          czyli nie BIJ, nie KRZYCZ, nie ZABIERAJ, itd. Po prostu kłopotliwy
          malec wymaga pozytywnych komunikatów i nad wyraz bacznej obserwacji
          oraz konsekwencji w traktowaniu. To ważne, bo w najmłodszej grupie
          przedszkolnej zazwyczaj pracuje z dziećmi kilka osób (nauczycielki,
          woźna, pomoc nauczyciela)i muszą one zawsze postępować tak samo,
          według ustalonego wzoru.
          Warto najpierw spróbować prostych sztuczek pedagogicznych i dopiero
          kiedy nie zadziałają, szukać pomocy u specjalistów. Z drugiej strony
          wiem, że tzw. "trudni rodzice" bardziej liczą się z pracownikami
          poradni psychologiczno-pedagogicznej, niż ze "zwykłą
          przedszkolanką". Problem dziecka na ogół kryje sie w jego domu :(
          • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 24.03.09, 11:09
            jolka-pol-ka z tego co piszesz, najlepszym wyjściem dla szarsz jest poszukanie
            nowego przedszkola z dobrą kadrą i zapleczem pedagogicznym ;-)
            zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, tylko ze tak powinno być, a w zadnym
            przedszkolu, które ja znam, tak niestety nie było..
            Chyba szczytem jakiego byłam świadkiem była opowieść pani dyrektor jakiego to ma
            okropnego ucznia, że jego rodzice zrobili bład adoptując dziecko, że jest
            "krnąbrny i niedobry" - przy chłopcu wszystko! Tzw teatralnym szeptem!
            +postraszenie go, ze będzie musiał ze mną porozmawiać! A dlaczego tego
            doświadczyłam? Bo moja córka zaczęła chodzić od grudnia i umówiłyśmy się, ze
            przez pierwszy tydzień ja będę na nią czekać w szatni przez godzinę od przyjścia
            - miałam dużo czasu na ploty z dyrektorką. tajemnica zawodowa? Ech..

            • szarsz Re: Przedszkolny problem 24.03.09, 14:03
              kotwtrampkach napisała:
              > jolka-pol-ka z tego co piszesz, najlepszym wyjściem dla szarsz
              > jest poszukanie nowego przedszkola z dobrą kadrą i zapleczem
              > pedagogicznym ;-)

              Ha, to moje jest niby najlepsze wg czegoś tam. Jasne, mają dużo
              zajęć dodatkowych, mają nawet darmowy niemiecki, w przyszłym roku
              tych zajęć ma być jeszcze więcej, ale mam wrażenie, że od strony
              opiekuńczej wszystko tam szwankuje. Jest problem z kadrą, mamy jedną
              panią z doświadczeniem, ale taką, co ma problem z tym, żeby przy
              dziecku przykucnąć, ma trudności z chodzeniem, nie podbiegnie.... I
              mało się też angażuje w dzieci. Na palcach jednej ręki mogę policzyć
              dni, kiedy odbierając dziecko z przedszkola widzialam, żeby coś z
              dziećmi robiła. I druga, młoda, bez doświadczenia, uzupełniająca
              wykształcenie kierunkowe. Wzoruje się na tamtej.
              I tu chodzi nawet o takie drobiazgi, jak ubieranie dzieci po spaniu -
              nie zliczę, ile razy mój Młody wybiegł w spodniach na lewą stronę,
              z metką drapiącą pod brodą i kapciami lewy na prawy (niektóre dzieci
              mają buty ortopedyczne).
              Albo karty obserwacji dziecka - październik, Młody we wszystkich
              rubryczkach ma "s" - że wykonuje samodzielnie. Karty z lutego -
              pojawiają się "p" - czyli że z pomocą - np. jedzenie, ubieranie.
              Pytam o to dziecko, które twierdzi, że pani go nie karmi, nie ubiera
              itp. Wierzę mu bez zastrzeżeń, bo on od zawsze był wyjątkowo
              samodzielny. Więc co, karty wypełnione byle jak, byle było, byle
              liczba się zgadzała?

              Panie wszystko tłumaczą natłokiem dzieci. I rzeczywiście, oficjalnie
              jest ich w grupie 25, ale rzadko kiedy bywa choćby połowa. A na sali
              zawsze są trzy panie - dwie nauczycielki i jedna pani do pomocy.

              No ale w przedszkolach w ogóle brakuje kadry. I teraz już szukają
              nowych pań, bo wiedzą, że część odejdzie. A tak jest chyba we
              wszystkich przedszkolach, bo pewnie dla każdego lepiej jest pójść do
              szkoły uczyć...

              Czy mają więc sens przenosiny? Przecież i tak nie wiem, na kogo
              trafimy. A tu już są koledzy, fajne koleżanki, w ogóle grupa, poza
              tym jednym trudnym chłpcem, trafiła nam się bardzo fajna.
              • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 25.03.09, 13:58
                szarsz, ja przeniosłam dziecko po pierwszej grupie.
                Nie ma w obecnym przedszkolu tyle zajęć "dodatkowych" (a właściwie, czemu do
                prowadzenia rytmiki potrzebna jest inna pani, dlaczego do stworzenia
                przedstawienia kukiełkowego musszą być osobne zajęcia?), mam duże ale do ilości
                dzieciaków w grupach (no, kasa kasą ale wystarczyłoby 20-25!) ale przedszkolanki
                są świetne. Przynajmniej połowa kadry jest stała od 4 lat(dalej do tyłu nie
                sprawdzałam) na zajęciach przygotowawczych widziałam jak Pani rozmawia z
                dziećmi, jak zachęca je do zabawy i to samo widzę przychodząc rano czy
                odbierając małą.. NIe żałuję tych przenosin, chociaż było mi żal dziecka i
                utraty koleżanek.

                ps.A angielski niby w przedszkolu jest, płatny - od początku roku nie słyszałam
                żeby moja mała powtarzała sobie cokolwiek innego jak nazwy kolorów.. Pół roku
                nauczyć 7 słów to trochę marnie.. Może od przyszłego semestru zapiszę ją do domu
                kultury? Cena niewiele wyższa, a przynajmniej ja czegoś się douczę :-D
            • jolka-pol-ka Re: Przedszkolny problem 24.03.09, 16:45
              Dużo by mowić o mizerii naszej oświaty :(
              kotwtrampkach napisała: w zadnym
              > przedszkolu, które ja znam, tak niestety nie było..
              U mnie jest bardzo dobrze. Mam na to sposób: zawsze mówię dzieciom,
              że moja grupa jest najlepsza, najgrzeczniejsza, najmądrzejsza w
              całym przedszkolu! Istnieje coś takiego, jak samospełniająca się
              przepowiednia. Dzieci mam takie jak im wmówię :)
              W pierwszych dniach wrzesnia pytam dzieci, co mówili im rodzice o
              przedszkolu. Odpowiedź jest zawsze taka sama: mamy być grzeczni.
              Maleńtasy pytane co to znaczy - nie wiedzą! Równie dobrze można im
              powiedzieć Abrakadabra. Uczę ich zasad wierszykami wyjaśniającymi
              pojęcie grzeczności. Np.:
              "Grzeczne dzieci piją mleko, nie odchodzą za daleko, nie zeskakują z
              huśtawki, sprzątają swoje zabawki, myją ręce po spacerze, itd."
              Wtedy wszystko staje się proste.
              Paniom nauczycielkom zaproponowałabym wspólne z rodzicami warsztaty
              nt. umiejętności wychowawczych :))
              • kotwtrampkach Re: Przedszkolny problem 25.03.09, 13:50
                jolka-pol-ka napisała:

                > Paniom nauczycielkom zaproponowałabym wspólne z rodzicami warsztaty
                > nt. umiejętności wychowawczych :))

                och, mnie się marzy żeby takie warsztaty były przymusowe na porodówce - nie
                zdaliście, nie odbieramy porodu :-D :-D
      • malagracja Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 10:09
        Jolka-pol-ka ma racje, nie moge sie zgodzić jednak z tym, ze interwencja innych
        rodzicow nie pomoze.

        Duzo zalezy od tego, jacy oni są. Być może mają podejście takie samo jak Szarsz.
        Oczywiscie nie biore tego pod uwage, ze rodzice sie zmówią i będą napastować
        tego chłopca i rodziców. Myślalam raczej o indywidualnych rozmowach innych
        rodziców z psychologiem przedszkolnym (lub kims na podobnym stanowisku).

        Sama doświadczyłam tego, że reakcja jedenej osoby na moją sytuacje kończyła się
        spytaniem mnie, co się dzieje u mnie w domu. Będąc małą dziewczynką,
        niekoniecznie umiałam wyrazić to co chciałam. Poza tym (za przeproszeniem)
        cholernie się bałam. Wiem, jak wygladaja wizyty u psychologów (zwlaszcza
        przedszkolnych), wiem jak rodzice potrafią "ustawić" dziecko.

        Jeżeli chodzi o moje uczucia, to bardzo wtedy chciałam być akceptowana i
        tolerowana. Bardzo chciałam zeby ktoś mnie poznał, chociaż nie wiedziałam na
        czym to miało polegać. Warto rozmawiać z tym dzieckiem, naprawde. Ono tego
        potrzebuje. A to, że kogoś trzepnie..pokazuje, że jest zrozpaczone.

        Sama pamiętam, jak mając 4 lata trzepnęłam koleżankę za to, że połamała moją
        kredke. A zrobiłam to ze strachu, spanikowałam - bo wiedziałam, że nie mam prawa
        niszczyć swoich rzeczy. I postąpiłam dokładnie tak jak moi rodzice - ukarałam tą
        dziewczynke.

        Chłopiec ten, napewno nie ma kolegów i koleżanek. Dlatego warto tłumaczyć
        dzeciom w grupie, że on jest ok, że warto się z nim kolegować. Może trzeba
        spróbować "swatać" go z jakimiś osobami w grupie? Nie mówie, że na siłe.
        • kotwtrampkach Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 11:00
          malagracja, duzo racji jest w tym co piszesz, ale niestety nie wyobrażam sobie
          tego w przedszkolu.
          Żeby porozmawiać z dzieckiem potrzebuję minimum 5 minut być w jego obecności;
          żeby przekazać mu jakiś komunikat, muszę być świadkiem jego zabawy. mogę
          oczywiście mojemu dziecku tłumaczyć, że ma się głośno i wyraźnie nie zgadzać na
          bicie, że ten chłopiec nie jest zły, tylko zachowuje się nieodpowiednio, ze jak
          mu zaproponuje zabawę to on z pewnością będzie się zachowywał inaczej
          ale..
          ja nie jestem nauczycielką i nie mam szans porozmawiać z tym dzieckiem. Nie mogę
          kazać mojemu dziecku zachowywać się wbrew grupie, bo grupa je też odrzuci! a
          wtedy ja będę miała problem i moje dziecko..
          Ciągle wydaje mi się, że usuniecie dziecka z przedszkola i nakaz terapii jest
          najlepszym wyjściem. najlepszym w tych warunkach, które ja znam. Nie dla
          usuwanego dziecka, ale dla pozostałych. Niestety, nie w każdym przedszkolu jest
          psycholog/terapeuta. Nie każdy człowiek powinien być rodzicem.. Często
          nauczycielki nie mają ruchu, tylko polecenie: "musisz sobie poradzić". A takie
          podejście do sprawy jest niekorzystne dla pozostałych dzieci..

          jest jeszcze jeden sposób, ale wymaga dużo czasu: Zaprzyjaźnić się z rodzicami
          tego dziecka - chodzić na wspólne spacery, umawiać się w piaskownicy po
          zajęciach czy w parku na rower. Wtedy można pokazać swojemu dziecku jak zachować
          się w konkretnych sytuacjach, pokazać temu drugiemu, ze można inaczej rozwiązać
          problem. podpowiedzieć rodzicowi (na zasadzie "pokazać na swoim przykładzie")
          jak zachowanie rodzica wpływa na zachowanie dziecka.
          • szarsz Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 14:08
            kotwtrampkach napisała:
            > mogę oczywiście mojemu dziecku tłumaczyć, że ma się
            > głośno i wyraźnie nie zgadzać na bicie, że ten chłopiec nie jest
            > zły, tylko zachowuje się nieodpowiednio,

            Tak właśnie robię. Z zerowym efektem.

            > Ciągle wydaje mi się, że usuniecie dziecka z przedszkola i nakaz
            > terapii jest najlepszym wyjściem.

            Poszukam w statucie przedszkola, czy przewidziano podobną sytuację,
            jak radzi Jolka-pol-ka. I porozmawiam z innymi rodzicami, co sądzą
            na ten temat.

            > jest jeszcze jeden sposób, ale wymaga dużo czasu: Zaprzyjaźnić się
            > z rodzicami tego dziecka - chodzić na wspólne spacery, umawiać się
            > w piaskownicy po zajęciach czy w parku na rower.

            Dwa problemy nie do przeskoczenia - nie znam ich, nie widziałam od
            początku roku szkolnego i drugi - moje dziecko nie zgodzi się na
            wspólną zabawę po przedszkolu. Regularnie chce zapraszać do siebie
            do domu różne dzieci - tamtego nie.
            • malagracja Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 14:59
              Zastanawia mnie jedno. Rozumiem, ze Twoj synek nie chce sie bawic z tamtym
              chlopakiem, ale z drugiej strony..w przedszkolu jest bardzo dużo zabaw
              grupowych. Ciekawe, jak wtedy przedszkolanki radzą sobie z tym problemem? Czy
              chlopak zupelnie nie bierze w nich udziału?
            • nieco8 Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 15:14
              Dlaczego od razu relegacja. Czy nie lepiej wpłynąć wraz z innymi rodzicami, żeby
              przedszkolanki zostały prawidłowo przeszkolone w zakresie postępowania z
              trudnymi dziećmi, dlaczego nie porozmawiać z przedszkolanką i wypytać się ją,
              jakich metod używa by poskromić niesforne maluchy. Bardzo podobało mi się, to co
              napisała jolka-pol-ka, tak właśnie wyobrażam sobie postępowanie mądrej
              przedszkolanki. Niestety usunięcie dziecka z przedszkola może spowodować, że do
              innego się już nie dostanie, przecież są problemy z miejscami w przedszkolach, a
              jeszcze w ciągu roku...
              I jeszcze, jeśli dziecko jest bite, czemu nikt nie zawiadomi odpowiednich służb,
              jakaś pomoc społeczna, policja. Tyle się mówi o tragediach dzieci nad którymi
              znęcają się rodzice i o tym że można im zapobiegać reagując odpowiednio
              wcześnie. To by było dopiero działanie godne pochwały!
              • szarsz Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 15:30
                nieco8 napisała:
                > Dlaczego od razu relegacja.

                Hej, przecież cały wątek jest o tym, co zamiast!
                Ale! Dla mnie liczy się przede wszystkim _bezpieczeństwo_ mojego
                dziecka. Jak go ktoś uderzy, to od tego nie umrze, ale jak go
                popchnie na kant stołu, to może być różnie.

                > Czy nie lepiej wpłynąć wraz z innymi rodzicami, żeby
                > przedszkolanki zostały prawidłowo przeszkolone w zakresie
                > postępowania z trudnymi dziećmi,

                Jak się do tego zabrać? Do kogo pójść?

                > dlaczego nie porozmawiać z przedszkolanką i wypytać się ją,
                > jakich metod używa by poskromić niesforne maluchy.

                Rozmawiałam, kilka razy. Inni rodzice też. Mówią, że starają sie go
                cały czas mieć przy sobie, dostaje czarne buźki jak nabroi i jest
                sadzany na krzesełku (w tej samej sali, w której bawi się reszta
                dzieci, pytałam przed chwilą mojego Młodego)
                Ja mogę powiedzieć paniom to, co napisała Jolka-pol-ka. Bo to mądre
                i na pierwszy rzut oka powinno przynieść efekt. Ale jak myślisz, co
                zrobi pani, gdy przyjdę i zacznę ją "pouczać", bo mi ktoś na forum
                coś napisał... No sorry ale dla mnie to jest argument, nie wierzę,
                żeby był dla pani.


                > I jeszcze, jeśli dziecko jest bite, czemu nikt nie zawiadomi
                > odpowiednich służb, jakaś pomoc społeczna, policja.

                Czekaj, ja mogę podejrzewać, że reakcją na bicie jest bicie. Ale ja
                tego chłopca nie widuję, on z siniakami czy innymi podejrzanymi
                śladami do przedszkola nie przychodzi (pytałam pań), rodziców nie
                znam. To na jakiej podstawie mam zgłaszać cokolwiek policji?
                • malagracja Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 15:59
                  > Rozmawiałam, kilka razy. Inni rodzice też. Mówią, że starają sie go
                  > cały czas mieć przy sobie, dostaje czarne buźki jak nabroi i jest
                  > sadzany na krzesełku (w tej samej sali, w której bawi się reszta
                  > dzieci, pytałam przed chwilą mojego Młodego)

                  Ja uwazam, ze one powinny wiecej organizowac zabaw, w ktorych dzieci by sie
                  bardziej integrowaly. One wlasnie go odciagaja tym od grupy! Krzesełko czy
                  czarna buźka - moge powiedziec po sobie, że to nie działa na takie dziecko. To
                  sa jakies rozwiazania ale dla dzieci ktore nie maja takiej sytuacji w domu.

                  I dodam, ze dzieci sie bije tak zeby nikt nie widział. Jak ktoś bije dziecko, to
                  bardzo dobrze wie, JAK to zrobic zeby NIE było widac.
                • nieco8 Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 16:03
                  Wiesz, porozmawiałabym w pierwszej kolejności z dyrektor przedszkola.
                  Powiedziałabym jej, że metody przedszkolanek są nieskuteczne i może wymagają one
                  pewnych zmian.
                  Powiedziałabym jej również o podejrzeniach, że dziecko może być bite (sama
                  pisałaś, że twoje dziecko tak mówi) i poprosiła o uważną obserwację dziecka i
                  rozmowę z rodzicami; nawet jeśli podejrzenia byłyby tylko wymysłem dziecka, to
                  każdy rodzic powinien być zadowolony, że w tym przedszkolu niczego się nie
                  przeoczy. Jeżeli zaś okazałoby się, że rzeczywiście coś złego się dzieje, a
                  przedszkole nie reagowało, to dopiero by im się dostało... To mógłby być dobry
                  argument.
                  Rozumiem, że przede wszystkim martwisz się o swoje dziecko, ale jeżeli ten mały
                  łobuz zrobi krzywdę komuś w innym przedszkolu, czułabyś się dobrze wiedząc, że
                  się do tego przyczyniłaś troszkę? Mam nadzieję, że to nie zabrzmiało zbyt ostro,
                  po prostu jestem zwolenniczką działań, które mają długofalowe skutki, a nie są
                  tylko doraźnym rozwiązaniem problemu.
                  • malagracja Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 24.03.09, 16:17
                    To jeszcze zalezy, JAKA jest ta dyrektorka. Jezeli jej sie wypali, ze
                    przedszkolanki są kiepskie to może powiedzieć: idź se Pani inne przedszkole
                    znajdź. I moze sie nastawic negatywnie wobec Szarsz. Mysle, ze warto wziac pod
                    uwage jeszcze to, ze jak pojdzie tam jedna Szarsz - moze nie byc wiarygodna i
                    moze wyjsc na przewrazliwiona matke. A tak przeciez nie jest.

                    Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze szkola czasami tez moze zaszkodzic. Jak nico8
                    mowi, ze szkole sie dostanie jezeli cos sie dzieje nie tak z dzieckiem. Owszem,
                    tak jest. I te dziecko najprawdopodobniej zostanie wyrzucone z przedszkola
                    jezeli szkola bedzie chciala pojsc na latwizne. A ryzyko tego jest naprawde duze.

                    Moze jestem przewrazliwiona, bo w moim przypadku kazda szkolna interwencja w
                    domu konczyla sie... (nie chcecie tego czytac).
                • kotwtrampkach Re: Z punktu widzenia tej drugiej strony. 25.03.09, 14:03
                  szarsz napisała:

                  > nieco8 napisała:
                  > > Dlaczego od razu relegacja.
                  >
                  > Hej, przecież cały wątek jest o tym, co zamiast!
                  > Ale! Dla mnie liczy się przede wszystkim _bezpieczeństwo_ mojego
                  > dziecka. Jak go ktoś uderzy, to od tego nie umrze, ale jak go
                  > popchnie na kant stołu, to może być różnie.

                  nie cały, ja ciągle jestem przekonana, że lepiej dla grupy żeby chłopak zniknął
                  z przedszkola (akurat w tym wypadku). A po tym, co piszesz o przedszkolankach,
                  dla chłopca też lepiej żeby trafił do dobrych pedagogów, a pewnie tylko po
                  usunięciu ma szansę na zmianę..
    • malagracja Szarsz 24.03.09, 16:02
      Widze, ze Twoj synek to mądre dziecko, wiec moze sprobuj go jeszcze jakoś
      delikatnie podpytac o zabawy w grupie? Co sie wtedy dzieje z tym chłopcem? I
      skad Twoj synek wie, ze ten chlopiec jest bity? Powiedział mu jakos w tajemnicy?
      Czy przy innych dzieciach?
      • slonko771 kolezanki córka 29.03.09, 10:53
        gryzła :) szczególnie jednego chłopca , poprosiła wiec pania
        dyrektor o psychologa , który obserwowował mała w grupie
        pszedszkolnej ,
        wyszło ze głownie niestety to panie pszedszkolanki nie radza sobie z
        trudniejszymi dziecmi , z tego co przeczytałam widze, ze tu tez nie
        maja pomysłow na chłopca ,
        skutki tam , panie maja spotkania z psychologiem i ucza sie jak
        radzic sobie z bardziej wymagajacymi dziecmi
        a dziewczynke przeniesiono do starszej grupy , gdzie nie była juz
        dominujaca osoba , wszyscy zadowoleni
    • szarsz jest lepiej :) 23.04.09, 20:30
      Kilka dni temu Młody przyniósł sensacyjną wiadomość, że Krzyś mu dał
      się pobawić swoją zabawką.
      A dzisiaj powiedział mi, że zaprosił go do swojego domu...

      Może rzeczywiście ta współpraca zaczyna dawać efekty :) Na razie
      więc wciąż czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Trzymając rękę na
      pulsie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka