Dodaj do ulubionych

Obserwacja cyklu

23.03.09, 12:43
Wątek dla osób, które znają bądź chcą poznać swój cykl.
Zapraszam do wymiany opinii o metodach, Waszych doświadczeniach itp.
NIE JEST to wątek o wyższości NPR nad pigułkami (i na odwrót) ani o
dywagacjach na temat skuteczności jednych i drugich.
Obserwuj wątek
    • ja_joanna NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 15:08
      NPR dodajmy niezależne od kościoła. Bo i w takim wykonaniu istnieje
      i jest stosowane przez wiele kobiet na świecie. :-) Skutecznie.

      Inne nazwy tej metody:
      - metoda objawowo-termiczna
      - metoda symptotermalna

      Są też inne metody obserwacji cyklu, aczkolwiek jeśli mają być
      stosowane do antykoncepcji to nie są wystarczająco bezpieczne (np.
      tylko obserwacja śluzu albo tylko mierzenie temperatury).

      Metoda, którą ja stosuje to metoda wg niemieckiej grupy badawczej
      (Arbeitsgruppe Natürlichefamilienplanung - AG NFP). Przy poprawnym
      zastosowaniu metody współczynnik Pearla wynosi ok. 0,2-0,4 czyli
      jest absolutnie porównywalny ze skutecznością pigułek. Przy czym
      chcę podkreślić, że jedyne niechciane ciąże, do których doszło w
      trakcie ponad 20 lat badań nad tą metodą, były skutkiem stosunków na
      początku cyklu; od tamtej pory zaostrzono tą metodę, tak, że liczba
      ciąż by też była mniejsza. Po właściwie wyznaczonej owulacji (i
      odczekaniu odpowiedniego czasu) skuteczność/bezpieczeństwo jest
      100%.

      Ach, właśnie widzę, milstar napisała, żeby nie pisać o skuteczności,
      no ale przecież to jeden z podstawowych aspektów obserwowania cyklu.
      Jeśli skuteczność jest niska to znaczy, że nie ma sensu się
      obserwować, prawda? No bo co to da.
      Oczywiście, nie ma co dyskutować o "wyższości NPR nad pigułkami (i
      na odwrót)" uogólniając, natomiast jestem zdania, że na pewno warto
      wspomnieć, co dała zmiana (jeśli taka była) u konkretnej osoby. Ja
      jestem zdania, że każdy wybiera dla siebie i za siebie tak, jak mu
      najbardziej pasuje i że ten wybór również nie jest wiążący i
      ostateczny na całe życie, ale też podlega wahaniom. Coś co jest dla
      mnie dobre teraz niekoniecznie musi być dla mnie dobre za 5 lat.
      Itp.
      • kotwtrampkach Re: skuteczność 23.03.09, 15:17
        skuteczność odnosi się tylko do antykoncepcji a obserwować się można przecież po
        to, żeby się np zrozumieć, polubić, poznać, zaakceptować.

        Mnie naturalne metody obserwacji cyklu interesują tylko w kontekście poznania -
        antykoncepcja jest w nich związana jedynie ze wstrzemięźliwością, a to już nie
        dla mnie :-) (Wolę zaufać choćby prezerwatywom)
        • beauty-gosiek Re: skuteczność 23.03.09, 15:24
          kotwtrampkach napisała:
          > skuteczność odnosi się tylko do antykoncepcji

          a dlaczego tylko do niej?
        • ja_joanna Re: skuteczność 23.03.09, 15:29
          Nie, skuteczność nie odnosi się do antykoncepcji, dlatego nazwałam
          to skutecznością a nie np. bezpieczeństwem. Skuteczność oznacza dla
          mnie zbieżność wniosków wyciągniętych z obserwacji z
          rzeczywistością. Czyli jeśli stwierdzę, że w tym i w tym przedziale
          czasu wystąpiła owulacja lub w tym i w tym przedziale byłam
          niepłodna to czy tak naprawdę jest. Jak już wspomniałam dla mnie
          nieskuteczna metoda obserwowania cyklu mija się z celem, bo nic mi
          nie daje.

          Piszesz o ważnej sprawie: antykoncepcja związana jedynie z
          wstrzemięźliwością. Dlatego podkreśliłam - weźmy pod uwagę, że NPR
          nie musi być w wersji kościelnej. Tak naprawdę można powiedzieć, że
          ja też stosuję NPR wyłącznie do obserwacji cyklu, bo nie
          zabezpieczam się przez wstrzemięźliwość tylko innymi metodami, ale
          właśnie tylko w czasie płodnym.
          • kotwtrampkach Re: skuteczność 23.03.09, 20:55
            ja_joanna napisała:

            > Skuteczność oznacza dla
            > mnie zbieżność wniosków wyciągniętych z obserwacji z
            > rzeczywistością.

            no tak, zapętliłam się sama..
            --> jestem jednak skażona propagandą i tak mi się pokojarzyło to od razu..
            • ja_joanna Re: skuteczność 23.03.09, 21:54
              kotwtrampkach napisała:

              > ja_joanna napisała:
              >
              > > Skuteczność oznacza dla
              > > mnie zbieżność wniosków wyciągniętych z obserwacji z
              > > rzeczywistością.
              >
              > no tak, zapętliłam się sama..
              > --> jestem jednak skażona propagandą i tak mi się pokojarzyło to
              od razu..
              >

              :-)))
              dobra propaganda była :-)))
      • milstar Re: NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 15:24
        ja_joanna napisała:
        > Ach, właśnie widzę, milstar napisała, żeby nie pisać o skuteczności

        Miałam na myśli raczej to, żeby wątek nie przekształcił się w wojnę
        NPR kontra metody "nienaturalne" :), stąd to zastrzeżenie. Ja umysł
        ściśle ścisły jestem, więc czasem mam problemy z komunikowaniem się.
      • zawsze_zielona Re: NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 15:28
        ja_joanna napisala:
        Przy poprawnym
        > zastosowaniu metody wspólczynnik Pearla wynosi ok. 0,2-0,4 czyli
        > jest absolutnie porównywalny ze skutecznoscia pigulek. Przy czym
        > chce podkreslic, ze jedyne niechciane ciaze, do których doszlo w
        > trakcie ponad 20 lat badan nad ta metoda, byly skutkiem stosunków na
        > poczatku cyklu; od tamtej pory zaostrzono ta metode, tak, ze liczba
        > ciaz by tez byla mniejsza.

        No dobrze, czyli zapytam krotko "kiedy mozna"? Bo do metod naturalnych nie mam
        przekonania wlasnie dlatego, ze musze miec "chec" w danym momencie. A z tego co
        wiadomo z lekcji biologii, najwieksza chec jest wtedy, kiedy nie mozna.
        Na dobra sprawe, jedyna pewna metoda zapobiegania ciazy jest calkowita abstynencja.
        • ja_joanna Re: NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 15:32
          Tak dokładnie jest, zawsze_zielona, przynajmniej u mnie - tak nas
          stworzyła natura :-). Można - zawsze - tylko czasem trzeba się
          dodatkowo zabezpieczyć albo wymyślić inne metody sprawienia sobie
          przyjemności. Abstynencji/wstrzemięźliwości ja osobiście nie uznaję.
          Aha, dodajmy, choć to raczej oczywiste, że stosując inne metody
          antykoncepcyjne w czasie płodnym, musimy brać pod uwagę ich
          współczynnik Pearla.
        • milstar Re: NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 18:57
          zawsze_zielona napisała:
          > No dobrze, czyli zapytam krotko "kiedy mozna"? Bo do metod naturalnych nie mam
          > przekonania wlasnie dlatego, ze musze miec "chec" w danym momencie. A z tego co
          > wiadomo z lekcji biologii, najwieksza chec jest wtedy, kiedy nie mozna.

          To ja jakaś inna jestem (niebiologiczna?), bo największą ochotę mam 2-3 dni przed końcem cyklu ;)
          • quleczka Re: NPR niekościelne, skuteczność 23.03.09, 20:59
            no to chyba nic tylko sie cieszyc :)
    • kura17 Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 15:25
      ja stosowalam obserwacje, zeby ulatwic sobie zajscie w ciaze (tzn nie przegapic
      szansy ;). sprawdzilo sie bardzo dobrze.

      przez wiele lat uzywalam obserwacji + zabezpieczenia w dni "plodne
      zaobserwowane" i jak do tej pory przy tej metodzie nie wpadalam.

      mierzenie temperatury jest dosc uciazliwe - u mnie przynajmniej - jesli chodzi o
      PAMIETANIE ;) termometr przy lozku nie zawsze wystarcza, hehe...
      • zawsze_zielona Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 15:34
        I chyba wlasnie do tego ta metoda sluzy, czyli raczej jak skutecznie zajsc w
        ciaze. Tym bardziej, ze "mierzymy" owulacje, wiec dni "bezpieczne" wyznaczamy
        metoda wykluczenia, czyli nie wprost.
        • ja_joanna Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 15:45
          Metoda służy ogólnie do obserwacji cyklu, a co z tą wiedzą zrobisz i
          jak ją wykorzystasz to jest Twój wybór :-) Możesz chcieć zajść w
          ciążę i wtedy bardziej skupić się na obserwacji śluzu, bo przy skoku
          temperatury najczęściej już jest po ptakach. Możesz chcieć się
          zabezpieczać przed ciążą w dowolny wybrany przez Ciebie sposób, ale
          nie musieć robić tego przez cały cykl - wtedy też możesz skorzystać
          z tej metody. A możesz np. chcieć tylko obserwować ciało i poznawać
          je, patrzeć czy wszystko jest z nim w porządku (bo wiele
          nieprawidłowości można stwierdzić przez te obserwacje, od braku
          owulacji przez skróconą drugą fazę cyklu).
      • ja_joanna termometr który mierzy sam 23.03.09, 15:36
        Właśnie wraz z dziewczynami na niemieckim forum o NPR pewna firma
        rozwija specjalny termometr, który mierzy sam w pewnych odstępach
        czasu w nocy. Podstawowa temperatura ciała jest najniższą ze
        zmierzonych. Trzeba go tylko umieścić w pochwie wieczorem (ma
        kształt małej kulki, jeśli dobrze widziałam, sama go jeszcze nie
        posiadam) i rano wyjąć. Potem się go otwiera, wtyka do gniazda USB w
        komputerze i przy pomocy odpowiedniego programu zczytuje dane.
        Podobno genialna sprawa :-)
        redhotchilli.re.funpic.de/blog/ (po niemiecku...)
        • kura17 Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 15:50
          o mamo, spac z termometrem w pochwie??? :D

          ... kochanie, poczekaj, musze wyjac termometr... LOL...

          ps. idea wyglada na fajna ;)
          • ja_joanna Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 17:41
            :D

            Jak można z tamponem czy mooncupem to czemu nie z termometrem, nie?
            (nie mówiąc o diafragmach i innych takich)
            • yaga7 Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 18:03
              Mnie najbardziej w tych wszystkich naturalnych metodach przeszkadza mierzenie
              temperatury. Tak, tak można się przyzwyczaić, ale mnie się nie chce.
              Natomiast idea takiego kulkowego termometru na USB jest rewelacyjna!
              • szarsz Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 18:08
                yaga7 napisała:
                > Mnie najbardziej w tych wszystkich naturalnych metodach
                > przeszkadza mierzenie temperatury.

                Mnie też. A jeszcze jak sobie poczytałam, że to mniej więcej o tej
                samej porze powinno się mierzyć, po co najmniej sześciogodzinnym
                śnie, zaraz po obudzeniu. Nie do opanowania jak dla mnie.

                Ale ja z tych, co czują, jak rosną pęcherzyki, potem obserwacja
                śluzu jest wystarczająca. Więc mogę sobie pozwolić na wybrzydzanie :)
                • turzyca Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 19:28
                  > Mnie też. A jeszcze jak sobie poczytałam, że to mniej więcej o tej
                  > samej porze powinno się mierzyć, po co najmniej sześciogodzinnym
                  > śnie, zaraz po obudzeniu. Nie do opanowania jak dla mnie.

                  U mnie problemem jest ten szesciogodzinny sen, bo przesuniecia rytmu dobowego
                  mam olbrzymie.
                  Ale znajome o bardziej uregulowanym rytmie zycia mowia, ze stosuja metode
                  termometr z pamiecia + budzik nastawiany 2 godziny przed obudzeniem. Po jakims
                  czasie czlowiek podobno w ogole nie wybudza do swiadomosci, tylko wykonuje
                  czynnosci w polsnie. Rano sprawdza sie pomiar zapisany w pamieci termometru i
                  wpisuje we wlasciwe miejsce.
                  • ja_joanna Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 20:57
                    Tak jak pisałam, sześciogodzinny sen najczęściej nie jest potrzebny,
                    chyba, że ktoś ma b. wrażliwy organizm na ten sen - trzeba
                    zaobserwować u siebie.

                    Natomiast termometr z pamięcią jest super. Mój niestety nie ma opcji
                    zapamiętywania godziny i ponieważ w ostatnich miesiącach mój rytm
                    dobowy jest kompletnie chaotyczny to często nie wiedziałam o której
                    godzinie mierzyłam. Ale miałam czas taki bardziej wyregulowany,
                    kiedy mierzyłam praktycznie przez sen. :-)
                    Można się naprawdę szybko przyzwyczaić.
                • beauty-gosiek Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 19:50
                  szarsz napisała:

                  > yaga7 napisała:
                  > > Mnie najbardziej w tych wszystkich naturalnych metodach
                  > > przeszkadza mierzenie temperatury.
                  >
                  > Mnie też. A jeszcze jak sobie poczytałam, że to mniej więcej o tej
                  > samej porze powinno się mierzyć, po co najmniej sześciogodzinnym
                  > śnie, zaraz po obudzeniu. Nie do opanowania jak dla mnie.

                  eee tam, można mierzyć po trzygodzinnym śnie, albo zawsze o tej samej porze
                  przed pójściem spać (jeśli chodzisz o tej samej godzinie spać a wstajesz o różnej)
                  • yaga7 Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 20:27
                    Ja akurat chodzę różnie spać, różnie wstaję. Mam nienormowany czas pracy i nie
                    muszę wstawać o konkretnej porze ;) Do tego weekendowe imprezy ;)

                    Po prostu WIEM, że takie mierzenie temperatury nie jest dla mnie i tyle.
                    Ale i tak wiem, kiedy mam owulację - więc gdybym chciała zajść w ciążę (tfu,
                    odpukać ;) ), to wiem kiedy ;)))
                    • angella456 (Nie)unormowany tryb życia 23.03.09, 20:39
                      No właśnie, jak to jest? Też mam nienormowany czas pracy, do tego często
                      podróżuję, niekiedy wyjeżdżając bardzo wcześnie - wcześniej niż normalnie wstaję
                      - a z tego co kiedyś pobieżnie czytałam o NPR to jest właśnie problematyczne. To
                      prawda, że wyjazdy itp. rozregulowują człowieka?
                      • ja_joanna Re: (Nie)unormowany tryb życia 23.03.09, 21:00
                        Każdy reaguje inaczej. Na niemieckim forum o NPR jest sporo
                        dziewczyn, które np. pracują w systemie zmianowym i nie mają
                        problemów z prowadzeniem krzywych. Czasem jakieś temperatury są
                        zaburzone, wtedy się ich nie bierze pod uwagę. Dokładnie nie wiem,
                        kiedy mierzą, ale wiem, że się da.
                  • ja_joanna mierzenie przed spaniem 23.03.09, 20:59
                    > eee tam, można mierzyć po trzygodzinnym śnie, albo zawsze o tej
                    samej porze
                    > przed pójściem spać (jeśli chodzisz o tej samej godzinie spać a
                    wstajesz o różn
                    > ej)

                    Przed pójściem spać? Ale przecież wtedy temperatura jest kompletnie
                    zaburzona - chodzisz, jesz, myjesz się itp. To wszystko pobudza
                    układ krążenia. Nie mówiąc o tym, że to po prostu nie jest
                    podstawowa temperatura ciała, która występuje dopiero nad ranem.
                    • beauty-gosiek Re: mierzenie przed spaniem 23.03.09, 21:40
                      ja_joanna napisała:
                      > Przed pójściem spać? Ale przecież wtedy temperatura jest kompletnie
                      > zaburzona - chodzisz, jesz, myjesz się itp. To wszystko pobudza
                      > układ krążenia. Nie mówiąc o tym, że to po prostu nie jest
                      > podstawowa temperatura ciała, która występuje dopiero nad ranem.

                      No tak czytałam w książce, aż zaraz zajrzę z ciekawości czy mi się to nie
                      przyśniło :)
                      • beauty-gosiek Re: mierzenie przed spaniem 23.03.09, 21:54
                        beauty-gosiek napisała:

                        > ja_joanna napisała:
                        > > Przed pójściem spać? Ale przecież wtedy temperatura jest kompletnie
                        > > zaburzona - chodzisz, jesz, myjesz się itp. To wszystko pobudza
                        > > układ krążenia. Nie mówiąc o tym, że to po prostu nie jest
                        > > podstawowa temperatura ciała, która występuje dopiero nad ranem.
                        >
                        > No tak czytałam w książce, aż zaraz zajrzę z ciekawości czy mi się to nie
                        > przyśniło :)


                        nie przyśniło mi się, niektórym kobietom podobno się udaje mierząc temperaturę
                        przed pójściem spać uzyskać dobre wykresy..
                        może więc warto próbować jak się nie da normalnie, jak będą za duże skoki w dół
                        i w górę to zawsze można zrezygnować :)
                        • ja_joanna Re: mierzenie przed spaniem 23.03.09, 21:56
                          A co to za książka i jaka metoda, ciekawa jestem bardzo.
                          Nie mam niestety żadnych książek ze sobą tutaj, wszystko jest w
                          Berlinie, a ja teraz w Gdańsku. Mam taką książkę dla lekarzy o NPR i
                          tam jest zestawienie różnych metod, różnice między nimi, skuteczność
                          itp., ale przede wszystkim dokładny naukowy opis, co jak i dlaczego.
                • ja_joanna Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 20:56
                  No więc wszystko zależy od szkoły, szarsz, oraz przede wszystkim od
                  własnych obserwacji. W metodzie, którą stosuję wystarczy godzinę (!)
                  leżeć nawet nie trzeba spać. Mierzenie jest teoretycznie o tej samej
                  porze, praktycznie nie zawsze się chce i przez tygodnie obserwowania
                  siebie możesz stwierdzić, czy i jakie masz "okienko" w którym
                  temperatura nie jest zaburzona. Ja myślę, że u mnie to jest tak 5-9
                  rano.
                  Poza tym jak już się człowiek nauczy to potem wystarcza przez jakieś
                  kilkanaście dni w cyklu mierzyć, jeśli są w miare regularne. Po
                  wyznaczonej owulacji i na początku okresu najczęściej nie trzeba.
                  Ja też mam fazy, kiedy mi się nie chce mierzyć i to widać na moich
                  krzywych, ale przyjmuję, że tak po prostu jest i ok, zresztą teraz
                  krzywe mi się na niewiele zdały bo od roku żyję w związku na
                  odległość i tak wyszło, że spotykamy się w ok. czterotygodniowym
                  rytmie, akurat w okolicy czasu płodnego :P
                  (Ale już niedługo...)
                  Ostatnio znowu nabrałam ochoty na obserwacje, myślę, że to ma
                  związek ze stanem psychicznym.

                  I jeszcze jedno: podobno badania naukowe pokazują, że ból podbrzusza
                  w okolicy owulacji niekoniecznie musi dokładnie odpowiadać momentowi
                  w którym się pęcherzyk uwalnia i faktyczne jajeczkowanie następuje.
                  Także ten ból może pełnić funkcję pomocniczą, ale dobrze jest jednak
                  darzyć go ograniczonym zaufaniem.
                  • szarsz Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 21:51
                    ja_joanna napisała:
                    > No więc wszystko zależy od szkoły, szarsz, oraz przede wszystkim
                    > od własnych obserwacji. W metodzie, którą stosuję wystarczy
                    > godzinę (!) leżeć nawet nie trzeba spać.

                    o, to ja znam tylko starą szkołę :)

                    > I jeszcze jedno: podobno badania naukowe pokazują, że ból
                    > podbrzusza w okolicy owulacji niekoniecznie musi dokładnie
                    > odpowiadać momentowi w którym się pęcherzyk uwalnia i faktyczne
                    > jajeczkowanie następuje.

                    I z tym się też zgodzę. Mnie boli (boli? Kłuje, ciągnie? dziwne to
                    takie odczucie) jak rośnie. Jak pęka, nie boli. Czyli owu jest
                    wtedy, jak przestaje boleć :)
              • quleczka Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 21:03
                ja mam wizje, ze jeszcze troche i ludzie wymysla termometr, ktorego nie bedzie
                trzeba wyjmowac tylko sie jakos podpiac do usb:D

                swoja droga jaka jest przewaga tego termometru nad takim dobrym nowoczesnym
                termomentrem, ktory mierzy w mniej niz minute? dokladnosc?

                bo samo wlozenie i wyjecie trwa pewnie porownywalnie do zrobienia pomiaru
                normalnie :)
                • ja_joanna Re: termometr który mierzy sam 23.03.09, 22:03
                  Tak jak napisałam - on mierzy w pewnych odstępach czasu, a potem
                  wybierasz najniższą temperaturę ze zmierzonych, która jest Twoją
                  podstawową temperaturą ciała danej nocy. Poza tym możesz sobie robić
                  różne statystyki, np. przebieg temperatur o danej godzinie albo
                  dojść do tego, o której godzinie w nocy przeciętnie Twoja
                  temperatura jest najniższa. Możliwości zabawy jest mnóstwo :-)
    • beauty-gosiek Jakieś programy do obserwacji cyklu? n/t 23.03.09, 15:33
      • adamantia Re: Jakieś programy do obserwacji cyklu? n/t 23.03.09, 17:44
        Dla ang-języcznych bardzo polecam stronę:
        www.mymonthlycycles.com/
        (ja korzystam tylko z darmowych funkcji)

        oraz książkę Taking Charge of Your Fertility, autorka Toni Weschler; na tej
        stronie można kupić program Taking Charge of Your Fertility, jest tam także duże
        forum.
        www.ovusoft.com/
        I jeszcze to, dla starających się:
        www.fertilityfriend.com/
      • ja_joanna Re: Jakieś programy do obserwacji cyklu? 23.03.09, 21:03
        Z programami to jest tak, że są to... programy, czyli automaty.
        Nasze ciała nimi nie są. Dlatego jest bardzo ważne, jeśli stosuje
        się NPR, żeby dokładnie poznać jego zasady i potrafić wszystko
        wyznaczać samemu, a nader wszystko ufać sobie i swoim obserwacjom. I
        wtedy można dla ułatwienia zastosować program/komputer/specjalny
        termometr, zawsze jednak sprawdzając wynik z tym, co by się samemu
        wyznaczyło. Ponadto - różne programy działają według różnych metod,
        jedne są bardziej drugie mniej dokładne i to też warto wziąć pod
        uwagę.
        • beauty-gosiek Re: Jakieś programy do obserwacji cyklu? 23.03.09, 21:43
          no ja wiem ze to tylko automaty, tak tylko pytam gdyby mi się zeszyt skończył i
          musiałabym gdzieś pospisywać a nie miałabym gdzie :)
    • nunia01 Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 16:39
      Tak naprawdę to myślę, że podejście kościoła do sprawy robi NPR-owi czarny PR.
      Uważam, że każda dziewczyna/kobieta powinna poznać własne cykle i własny
      organizm, choćby po to żeby zobaczyć czy wszystko jest w porządku.
      Ja do tej decyzji dojrzałam zdecydowanie za późno, a zniechęciła mnie nawiedzona
      pani z parafialnej poradni prowadząca zajęcia w moim liceum. Pewnie gdyby nie
      ona poobserwowałabym się z samej ciekawości, a tak nabyłam przekonanie, że to
      metoda dla nawiedzonych.
      Dopiero jakieś 10 miesięcy temu zaczęłam prowadzić obserwacje, które
      wykorzystywałam najpierw w celach antykoncepcyjnych, a obecnie prokoncepcyjnych
      (można tak napisać w ogóle?).
      • turzyca Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 19:34
        Tez mam takie wrazenie. Ja zaczelam sie przygladac NPR-owi z racji zajmowania
        sie antykoncepcja jako taka, dzieki nglce i bystrej26, ktore spokojnie i
        rzeczowo odpowiadaly na moje rozne pytania, doszlam do wniosku, ze NPR jest
        zdecydowanie niedoceniane. W niektorych przypadkach NPR czy tez MŚP (metody
        swiadomej plodnosci czyli npr+inne metody czy to uprawiania seksu czy
        zabezpieczania sie) to naprawde bardzo dobre rozwiazanie. I wydaje mi sie, ze
        warto w rozmowach o NPR/MSP stosowac wlasnie chlodne, naukowe kryterium
        uzytecznosci, a zrezygnowac z odwolywania sie do sumienia.


        I tak, na pewno mozna napisac "prokoncepcyjnie". Bardzo ladne okreslenie, podoba
        mi sie duzo bardziej niz "rozpoczelismy staranka". :)
        • szarsz Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 20:54
          I ja się zgadzam z tym czarnym kościelnym PR.
          Metody naturalne (obserwacja śluzu, powiązanie dziwnego kłucia w
          podbrzuszu z owulacją, dziwna, niemal nieposkromiona ochota na
          seks :) zainteresowały mnie właśnie prokoncepcyjnie. I okazało się
          wtedy, że to działa!

          Jak chodziłam parę lat temu na monitorowanie owulacji, to zgadzała
          się co do dnia, z datą wyznaczoną przeze mnie.
    • milstar Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 19:08
      Ja stosuję obserwację dla siebie (chociaż mam nadzieję, że to się wkońcu zmieni). Chociaż w moim przypadku celowe obserwacje to za dużo powiedziane, bo u mnie sluzu nie da się nie zauważyć. Bezpieczniej się czuję wiedząc 2 tygodnie przed miesiączką kiedy ona bedzie albo dlaczego boli mnie brzuch w danym dniu cyklu (niestety u mnie ból owulacyjny bywa większy niż miesiączkowy). Mam jeszcze taki dzień w okolicach owulacji, kiedy czuję się paskudnie psychicznie i pomaga mi świadomośc tego, że to hormony szaleją ;)

      Swoją drogą właśnie sobie uświadomiłam, że jakaś odwrotna od reszty jestem: PMS przy okazji owulacji, największa "chęć" pod koniec cyklu...
      • pierwszalitera Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 21:21
        milstar napisała:

        > Swoją drogą właśnie sobie uświadomiłam, że jakaś odwrotna od reszty jestem: PMS
        > przy okazji owulacji, największa "chęć" pod koniec cyklu...

        Wcale nie jesteś odwrotna. ;-) Po prostu wyczuwalne symptomy owulacji są różne i niektórych nagły skok estrogenów trochę doprowadza do zamieszania. ;-) Ja odczuwam przy owulacji nawet pewną tkliwość i bolesność piersi przez dzień, dwa, podobnie jak przy pms-ie, jednak zanim ten się zaczyna, tkliwość mija. A chęć pod koniec cyklu związana może być z drugim peakiem estrogenów około 20 dnia cyklu, albo spadkiem estrogenów i większej dominancji testosteronu przede samym okresem. Czasem mamy też w tym czasie mocno ukrwioną oklicę miednicy i pewne nabrzmienie narządów płciowych, które może działać stymulująco. ;-) Udowodnione też jest, że orgazmy w okolicach menstruacji redukują bóle miesiączkowe i można stosować je zamiast tabletek, więc takie głupie te chęci nie są. ;-)
    • plica Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 22:12
      pare rzeczy wiem na pewno. to ze moje cialo daje znaki, w czasie cyklu zmienia sie duzo rzeczy i sa to rzeczy latwe do zaobserwowania.
      wiem, ze nie cierpie pigulek ze wzgledu na ich wplyw na moje libido. i jeszcze to, ze NPR - jest absolutnie nie dla mnie. bo ja nie mam ochoty na seks wtedy "kiedy moge" ja mam ochote na seks wtedy "kiedy chce" a czekanie w takich momentach moim zdaniem jest przereklamowane :)
      • turzyca Re: Obserwacja cyklu 23.03.09, 23:52
        Zawsze istnieja "metody swiadomej plodnosci" czyli NPR+. :) Jak mozna, to mozna,
        a jak "nie mozna" to prezerwatywy, globulki, diafragmy, gabki, kapturki oraz
        inne formy seksu - co kto lubi.

        To jest ten wlasnie czarny PR NPR-u, ktory tyle osob zraza do tzw. metod
        naturalnych - ze koniecznie trzeba okres plodny przeczekiwac. Dlaczego niby nie
        mozna sie kochac w okresie plodnym? Bo wg stanowiska jednej religii nie mozna
        odbywac stosunkow, ktore nie koncza sie zlozeniem spermy w drogach rodnych
        kobiety? Sumienie kazdy ma wlasne, a wiedze warto miec niezaleznie od jej
        wykorzystywania. :)
        • pinupgirl_dg Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 00:28
          Tutaj wchodzimy już na grząski grunt, chyba nie chcemy, by rozmowa potoczyła się
          w tym kierunku? Mi osobiście "czarny PR" nie przeszkadza, nie chcę się wtrącać w
          nie moje sprawy, ale jeśli ktoś tak akurat chce to dlaczego nie? Ani nie widzę
          przeszkód, jeśli ktoś rozumie to tak jak napisałyście albo w ogóle nie korzysta
          z NPR, chociażby tylko dlatego, że im się kojarzy z paniami z poradni
          parafialnej. Niech każdy wybiera według swojego sumienia, myślę jednak że warto,
          żeby wszystkie kobiety poznały chociaż ogólne zasady.
          • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 01:25
            Ja przez czarny PR rozumiem fakt, ze wszystkie metody naturalne zostaly
            sprowadzone do czasowej abstynencji - w sumie niewazne jak wyznaczasz dni
            plodne, i tak w te dni nie ma seksu. Wiele osob na haslo npr odpowiada "nie, to
            nie dla mnie, bo abstynencja, szczegolnie w te dni, nie wchodzi w gre", a
            przeciez npr nie oznacza, ze w dni plodne trzeba sie powstrzymac od seksu, to
            jest jedynie informacja o byciu plodnym. Jak kto sie do tego faktu odniesie, to
            juz jego sprawa. Wydaje mi sie, ze promowanie "metod swiadomej plodnosci" czyli
            takiego npr+, bez koncentrowania sie na aspektach moralnych, mogloby w koncu
            doprowadzic do postrzegania npru jako metody nowoczesnej, opartej o najnowsza
            wiedze, bo chwilowo przez wiele osob jest postrzegane jako zascianek.
            Pisalam juz powyzej, ze ja do odkrycia npr-u doszlam podczas ogolnego
            poszerzania wiedzy o antykoncepcji i dopiero wtedy odkrylam, ze NPR szczegolnie
            w wersji NPR+ ma sens, a w niektorych wypadkach jest najlepszym rozwiazaniem - i
            to tylko przy braniu pod uwage wzgledow medycznych. Ale np. w polskim necie
            trudno osobie, ktora chce stosowac NPR z powodow wlasnie medycznych znalezc
            obiektywne, rzetelne strony na ten temat.
            • pierwszalitera Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 02:03
              turzyca napisała:

              > Pisalam juz powyzej, ze ja do odkrycia npr-u doszlam podczas ogolnego
              > poszerzania wiedzy o antykoncepcji i dopiero wtedy odkrylam, ze NPR szczegolnie
              > w wersji NPR+ ma sens, a w niektorych wypadkach jest najlepszym rozwiazaniem -
              > i
              > to tylko przy braniu pod uwage wzgledow medycznych.


              Miało nie być o wyższości jednej metody nad drugą, ale skoro zaczęto tu o korzyściach metod naturalnych, to w takiej właśnie formie +, tzn. w momentach zwiększonej płodności korzystanie z alternatyw typu prezerwatywy, albo inne formy seksu, uważam za doskonałe wyjście. Pod względem medycznym jest to nie tylko w niektórych, ale w wielu przypadkach lepszym rozwiązaniem od antykoncepcji hormonalnej. Za możliwość swobodnego uprawiania seksu, bez zastanawiania się nad dniem cyklu i możliwą płodnoścą, kobiety płacą moim zdaniem wysoką cenę. Łykane hormony mają bowiem nie tylko zalety. Nie można zapominać też, że okres rozrodczy kobiety trwa sporo lat i tabletki antykoncepcjyne w jednym okresie, mogą być w innym z różnych powodów niepożądane. Nie wiem czy któraś nastoletnia dziewczyna odbierając pierwszą receptę na pigułkę, chce brać je aż do menopauzy. Nie wszystkie też decydują się chętnie na spiralę. Zawsze dobrze więc, gdy ma się jeszcze inny wybór, który moim zdaniem w ogóle nie jest zaściankowy. Prawdę mówiąc, to właśnie ciągła, hormonalnie wymuszona dyspozycja kobiety do "tradycyjnego" seksu wydaje mi się mało postępowa. ;-)
              • kuraiko Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 02:21
                wspomniałaś o nastolatkach... nie wiem jak teraz, ale kiedy ja byłam
                w liceum i podstawówce, to o antykoncepcji się praktycznie nie
                mówiło, coś tylko napomykali o kalendarzyku, ale bardzo ogólnie
                (podczas kiedy nasi rówieśnicy w Niemczech uczyli się nakładać
                prezerwatywy na drewnianego penisa ;) ).
                zalecanie nastolatkom kalendarzyka jako metody antykoncepcji
                (pomijając wtykanie się Kościoła w te sprawy) praktycznie nie
                istnieje. no bo przecież nastolatki nie uprawiają seksu ;)
                ostatecznie można wspomnieć o gumkach (które i tak przepuszczają
                HIVa jak twierdzą katecheci :P), tabletkach anty (ale nie wiesz co
                będzie z tobą za 50 lat, poza tym od tego wąsy rosną i się tyje :P
                no i nastolatka nie dostanie recepty jako nieletnia).

                po prostu to się nie wydaje realne. obecnie każde wspominanie o
                współżyciu i antykoncepcji wydaje się "władzom" niebezpieczne, "bo
                dzieci się zainteresują seksem" (jakby się qrde nie interesowały i
                bez tego). do tego nie pasuje obliczanie dni płodnych/owulacji przez
                nastolatki. nie wiem też ile nastolatek by się zdecydowało na taką
                metodę. oczywiście można to podpiąć pod "obserwację własnego ciała",
                ale wydaje mi się, że mając naście lat ma się wiele bardziej
                interesujących zajęć niż prowadzenie kalendarzyka. chociaż w sumie
                ja się tam nie znam, bo mając kilkanaście lat nie planowałam
                uprawiania seksu :DDD może inne mierzyły temperaturę, kto wie ;)
                • the_mariska Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 02:41
                  Ha, widzisz.. Moja matka na samym początku lat dziewięćdziesiątych uczyła w
                  technikum religii i tak zwanego WuDeŻetu, do tej pory mam w domu multum
                  materiałów na temat NPR, którego moja mama była ogromną fanką (wszyscy znajomi
                  płaczą ze śmiechu patrząc na te pozycje w domowej biblioteczce, tuż obok tytułów
                  "Miłość, małżeństwo, rodzina", czy "Zanim powiesz kocham" ;)). Więc skoro już
                  dwadzieścia lat temu na lekcji spokojnie dało się pogadać o obserwacji kobiecego
                  cyklu, to chyba naprawdę nie było tak źle jak piszesz.

                  BTW, sama NPR nigdy nie stosowałam, bo prowadzę nieskończenie nieregularny tryb
                  życia, ale mam to po mamusi - niesamowicie denerwuje mnie nazywanie naturalnych
                  metod 'kalendarzykiem'. Tak zwany 'kalendarzyk' w praktyce można porównać do
                  wróżenia z fusów, podczas gdy metody objawowo-termiczne mają jeden z najlepszych
                  wskaźników Pearla, skuteczniejsza jest już chyba tylko całkowita abstynencja.
                  Wiem, że w twoim przypadku był to pewnie skrót myślowy, ale równie szkodliwy co
                  pisanie 'mam biust De' ;)

                  Tak przy okazji: w starych broszurkach mamy (które już swoje lata mają)
                  wyczytałam gdzieś, że prowadzone były prace nad testami hormonalnymi - ot, jak
                  test ciążowy, tyle że prostszy i tańszy, który w parę sekund stwierdzi czy to
                  jest płodny dzień czy nie ;) Wiem, ze to generalnie niewiele ma wspólnego z
                  filozofią obserwacji, życia w zgodzie z własnym organizmem, itp, ale tak z
                  ciekawości chętnie dowiedziałabym się czy od tych 20 lat ten pomysł w ogóle się
                  sprawdził.


                  PS. Nie wiem, czy w parę lat później Mam zaprzestała obserwacji czy to metoda
                  zawiodła, ale fakt faktem, że w pierwotnych planach była trójka dzieci, a jest
                  nas razem... pięcioro :))))
                  • kuraiko Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 02:53
                    używam terminu "kalendarzyk" bo tak w szkole to nazywali ;) nie
                    wdawano się w szczegóły. bez przesady z tym "D". mnie teraz NPR nie
                    interesuje, a wcześniej również, bo i niby dlaczego... w ogóle dla
                    mnie skrót NPR to jakaś nowość (no ale jak widziałam skrót TŻ to też
                    się zastanawiałam o co chodzi :P)

                    co do edukacji seksualnej w szkołach to nadal jest tragedia.
                    podziwiam że 20 lat temu w technikum się mówiło na taki temat i to
                    dokładnie, a nie w stylu "naturalną metodą antykoncepcji jest tzw
                    kalendarzyk małżeński polegający na" (i tu podane dwie różne metody
                    bez szczegółów).
                    obecnie też mówi się zdawkowo, katecheci oczywiście polecają metody
                    naturalne, inne są demonizowane.
                    • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 09:22
                      No to nie uzywaj prosze. Bo kalendarzyk to jest wlasnie matematyczna wyliczanka:
                      "mam okres co 28 dni, nastepny dostane 15 kwietnia, czyli owulacja bedzie 31
                      marca, no to dzis chyba jeszcze mozemy". I faktycznie taka metoda jest malo
                      skuteczna, bo nie przewidzisz, ze w tym cyklu Ci sie wahnelo i owulacja sie
                      przesunela.
                      Ale prawdziwy NPR polega na czyms innym - w prawdziwym NPRze sprawdzasz na
                      biezaco, co mowi Twoje cialo i w ten sposob mozesz przewidziec, ze ono
                      przygotowuje sie do owulacji. I dlatego NPR w przeciwienstwie do kalendarzyka ma
                      bardzo dobry wskaznik Pearla czyli bardzo wysoka skutecznosc.
                  • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 09:30
                    > Tak przy okazji: w starych broszurkach mamy (które już swoje lata mają)
                    > wyczytałam gdzieś, że prowadzone były prace nad testami hormonalnymi - ot, jak
                    > test ciążowy, tyle że prostszy i tańszy, który w parę sekund stwierdzi czy to
                    > jest płodny dzień czy nie ;) Wiem, ze to generalnie niewiele ma wspólnego z
                    > filozofią obserwacji, życia w zgodzie z własnym organizmem, itp, ale tak z
                    > ciekawości chętnie dowiedziałabym się czy od tych 20 lat ten pomysł w ogóle się
                    > sprawdził.

                    Sprawdzil sie. :)
                    Nawet na dwa sposoby. Sa testy owulacyjne, ale to raczej dla tych ktorzy sa
                    zainteresowani prokreacja. Po drugie sa takie urzadzanka, ktore sobie rejestruja
                    obserwacje na Twoj temat, a jak im braknie danych to w zaleznosci od urzadzanka
                    albo mierzysz sobie temperature albo siusiasz. Ale to jest drooooooogie. I wcale
                    nie bardziej skuteczne od zeszytu...
                • milstar Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 08:47
                  kuraiko, prosiłam: bez takich tekstów
                  • kuraiko Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 16:40
                    ależ jakich tekstów? ja pisałam o nastolatkach, a nie o "wyższości"
                    czegokolwiek. chciałam tylko zauważyć, że dzięki temu JAK jest
                    przekazywana wiedza w szkołach, niewiele sposobów wydaje się
                    skutecznych. bo jak powiedzą o naturalnych, to ogólnikowo, a
                    pozostałymi będą straszyć, że szkodzą.
              • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 10:13
                Zalozylam watek o pigulkach, zeby tu nie offtopowac, ale jedyna rzecz bym
                chciala skomentowac.

                Prawdę mówiąc, to
                > właśnie ciągła, hormonalnie wymuszona dyspozycja kobiety do "tradycyjnego" sek
                > su wydaje mi się mało postępowa. ;-)

                Jesli ktos to wymusza, to owszem. Ale niektore kobiety po prostu lubia seks. I
                im samym zalezy na, jak to nazwalas, dyspozycji.
                • pinupgirl_dg Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 11:11
                  Hej! To że ktoś polega na NPR nie znaczy, że nie lubi seksu! :)
                  Swoją drogą niektórym kobietom tabletki robią z libido straszne rzeczy, więc
                  każdy musi dobrać metodę najlepszą dla siebie. Nie chcemy się tutaj przerzucać
                  argumentami na temat wyższości jednej metody nad drugą ani tym bardziej oceną
                  powodów, dla których kobiety i ich partnerzy podejmują taką czy inną decyzję.
                  Wszystko jest dla ludzi.
                  • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 12:03
                    A czy ja to mowie, ze ktos kto stosuje npr nie lubi seksu?
                    Ja tylko sprzeciwiam sie teorii, ze stala gotowosc do seksu waginalnego jest
                    malo postepowa. Tzn. jesli jest wymuszana przez druga strone to owszem. Ale sa
                    kobiety, ktorym zalezy na mozliwosci uprawiania seksu waginalnego bez
                    zabezpieczen barierowych niezaleznie od fazy cyklu. Dlatego kazdy powinien sobie
                    dobierac metode antykoncepcji do wlasnych potrzeb.
                • pierwszalitera Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 13:39
                  turzyca napisała:

                  > Jesli ktos to wymusza, to owszem. Ale niektore kobiety po prostu lubia seks. I
                  > im samym zalezy na, jak to nazwalas, dyspozycji.

                  A co ma piernik do wiatraka? Sama pisałaś o możliwościach prezerwatyw i innych form seksu, a ja nawet to potwierdziałam. Jak lubię seks, to nie znaczy, że muszę permementną homonalną interwencją w mój organizm zapewniać mojemu patrnerowi swobodę stałej komfortowej penetracji mojej pochwy. Seks to nie tylko stosunek. I jeżeli kobieta po wyważeniu wszystkich za i przeciw dojdzie do wniosku, że w czasie płodnym całkowicie wystarczy jej na przykład seks oralny, to uważam to za bardziej postępowe. Nowoczesność to jest rozsądne korzystnie z wyboru, a nie możliwość posiadania wszystkiego.
                  • turzyca Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 14:37
                    A myslalam, ze nie bedziesz sie czepiac slowek.

                    No wiec prosze errata:
                    Ale niektore kobiety po prostu lubia uprawiac seks waginalny bez uzycia srodkow
                    barierowych w kazdej fazie cyklu. I im samym zalezy na dyspozycji.

                    A chcialam przypomniec, ze nie wszystkie kobiety maja orgazm lechtaczkowy, a
                    niektore majace i ten i ten zdecydowanie przedkladaja orgazm pochwowy nad
                    lechtaczkowy, wiec nie dla wszystkich kobiet seks oralny stanowi wystarczajacy
                    czy w ogole rozwazalny rodzaj seksu.
                    • pinupgirl_dg Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 15:12
                      Są jeszcze inne rzeczy, poza seksem waginalnym czy oralnym. Ale nie o to chodzi,
                      żeby sobie udowadniać która jest bardziej postępowa. Jeśli ktoś chce mieć zawsze
                      i wszędzie "możliwość" bez dodatkowych zabezpieczeń - jestem w stanie to
                      zrozumieć. Komuś bardziej pasuje npr, a komuś pigułki - i nie ma co tego oceniać.
                      • turzyca Re: Obserwacja cyklu 25.03.09, 09:52
                        O wlasnie o to mi chodzi. Ze kazdy ma wlasne wymagania, potrzeby, checi i
                        niektorym zalezy na czyms, co innym jest obojetne. Wartosciowanie tego i
                        sprowadzanie tylko do potrzeb faceta, jakby kobieta sama nie miala okreslonych
                        potrzeb, jest malo etyczne.
                    • pierwszalitera Orgazmy 24.03.09, 15:29
                      turzyca napisała:

                      > A chcialam przypomniec, ze nie wszystkie kobiety maja orgazm lechtaczkowy, a
                      > niektore majace i ten i ten zdecydowanie przedkladaja orgazm pochwowy nad
                      > lechtaczkowy, wiec nie dla wszystkich kobiet seks oralny stanowi wystarczajacy
                      > czy w ogole rozwazalny rodzaj seksu.

                      No to cię informuję, że orgazm pochwowy jako taki, nie istnieje, a wynika tylko z stymulacji drugiego końca łecztaczki. Łechtaczka bowiem, to nie jest tylko ten mały koniuszek, którego szukamy na zewnątrz, a szeroko spleciony organ sięgający głębiej niż nam się wydaje. Podczas normalnego stosunku stymulujemy więc też łechtaczkę, czasem udaje się to dopiero w odpowiedniej pozycji. Sama pochwa nie jest aż tak wrażliwa. Orgazm pochwowy, czyli taki podczas kopulacji, wymyślił sobie Freud, przy okazji wartościując go sobie jako lepszy i dojrzalszy od łechtaczkowego. A kobieta mająca często orgazmy wie, że każdy orgazm może być inny, inaczej odczuwalny, innej intensywności, taki z głębokimi skurczmi macicy, albo bez, bardziej ostry, krótszy, dłuższy itp., a podział na łechtaczkowy i pochwowy jest zupełnie sztuczny. I jeżeli już, to większości kobiet łatwiej jest dojść do orgazmu właśnie przez zewnętrzną stymulację łecztaczki, niż przez tą pośrednią podczas kopulacji. Niektóre kobiety w ogóle nie dochodzą do orgazmu podczas zwykłych ruchów frykcyjnych i jest ich bardzo dużo. To jest nawet reguła, a nie wyjątek, dlatego większości potrzebna jest dodatkowa stymulacja. Wśród moich znajomych wszystkie kobiety orgazmują głównie w taki sposób. W życiu nie jest tak, jak na filmach, gdzie kobiety szczytują bezproblemowo w pozycji misjonarskiej. A jeżeli ktoś nie chce rezygnować z pobudzania pochwy, to są jeszcze prezerwatywy, albo wibratory. Wydaje mie się też, że upodobania seksualne mniej wynikają z różnic w fizjologicznych predyspozycjach do odczuwania orgazmu, tylko są uwarunkowane psychicznie. Niektórym kobietom stosunek może wydawać się po prostu bardziej podniecający od innych form seksu, tu grają indywidualne doświadczenia większą rolę. Poza tym jacyś tam naukowcy zbierali dane na temat seksu i statystycznie najlepsze jakościowo orgazmy kobiety osiągają najpierw podczas masturbacji, na drugim miejscu był seks oralny, a dopiero potem stosunek. Więc rezygnacja z "normalnego" seksu w ciągu kilku dni w cyklu nie wydaje mi się aż takim poświęceniem.
                      • kuraiko Re: Orgazmy 24.03.09, 16:46
                        "najlepsze jakościowo orgazmy kobiety osiągają najpierw podczas
                        masturbacji, na drugim miejscu był seks oralny"

                        to mnie akurat nie dziwi ;) zakładając, że kobieta zaczyna się
                        masturbować jako nastolatka (powiedzmy 12-15 lat), a pierwszego
                        partnera ma już jako dorosła kobieta (niech to będzie np 20 lat).
                        jeśli zaczynała w wieku 14, to ma za sobą 6 lat "praktyki",
                        doskonałej techniki zapewnienia sobie orgazmu. a oralny zależy już
                        od umiejętności partnera, kobieta ma możliwość sterowania nim, żeby
                        bodźce nie były np za mocne, ale to jednak nie będzie to samo ;)
                        powiedziałabym, że w przypadku mężczyzn będzie podobnie - facet
                        masturbujący się regularnie od wieku np 13 lat, będzie łatwiej
                        osiągał orgazm wskutek masturbacji, niż wskutek seksu oralnego,
                        zwłaszcza jeśli partnerka nie jest doświadczona.
                        • milstar Re: Orgazmy 24.03.09, 18:06
                          aha... a jaki to ma związek z obserwacją cyklu?
                          • pierwszalitera Re: Orgazmy 24.03.09, 18:50
                            Dlaczego by nie? Po intensywności orgazmów można nieraz domyślić się dnia cyklu. ;-) A tak na serio, to nie ja zaczęłam o orgazmach pochwowych i łechtaczkowych. Chodziło tylko, o to, że naturalna antykoncepcja zwalnia od obowiązku stałej dyspozycji kobiety do stosunku. Niektórym kojarzy się to zaraz, jakbym negowała kobiecą ochotę na seks, a ja chciałam wyrazić, że niemożność "tradycyjnego" seksu, może mieć dla kobiecj seksulaności więcej zalet niż wad.
                            • turzyca Re: Orgazmy 25.03.09, 09:57
                              A ja bym chciala podkreslic, ze kobiety sa rozne i niezaleznie od calej mojej
                              sympatii do NPR nie wszystkim NPR pasuje. Co nie znacza, ze kobiety biorace
                              pigulki sa lepsze lub gorsze - mniej postepowe - tylko ze maja inne potrzeby.
                              Np. zaliczaja sie do tej mniejszosci, ktora satysfakcje osiaga wylacznie w
                              trakcie ruchow frykcyjnych i to bez srodkow barierowych. Kazda kobieta ma inne
                              potrzeby i wartosciowanie jej postaw jest wedlug wlasnych potrzeb jest malo etyczne.
                              • milstar Re: Orgazmy 25.03.09, 10:24
                                > Kazda kobieta ma inne
                                > potrzeby i wartosciowanie jej postaw jest wedlug wlasnych potrzeb
                                jest malo ety
                                > czne.

                                Bardzo mądry tekst i podsumowanie tej dyskusji. I dotyczy nie tylko
                                kobiet, ale osób w ogóle :)
                              • pierwszalitera Etyka 25.03.09, 16:02
                                turzyca napisała:

                                Co nie znacza, ze kobiety biorace
                                > pigulki sa lepsze lub gorsze - mniej postepowe - tylko ze maja inne potrzeby.
                                > Np. zaliczaja sie do tej mniejszosci, ktora satysfakcje osiaga wylacznie w
                                > trakcie ruchow frykcyjnych i to bez srodkow barierowych. Kazda kobieta ma inne
                                > potrzeby i wartosciowanie jej postaw jest wedlug wlasnych potrzeb jest malo ety
                                > czne.

                                Jeżeli moją osobistą opinię wyrażoną w zdaniu: "Prawdę mówiąc, to właśnie ciągła, hormonalnie wymuszona dyspozycja kobiety do "tradycyjnego" seksu wydaje mi się mało postępowa. ;-)" traktujesz jako mało etyczne wartościowanie, to mea culpa. Można być poprawnym politycznie aż do bólu. Mnie tylko szkoda było tych kobiet, które w imię nowoczesności, źle zrozumianego postępu i oczekiwań na nich postawionych, decydują się czasem na metodę antykoncepcyjną, która ma niewiele wspólnego z ich rzeczywistymi potrzebami. Pigułka może być wyzwoleniem dla kobiety, może jednak też wpędzać w nową zależność. Naturalnie, ty żyjesz w idealnym świecie, w którym niezależna jednostka podejmuje tylko wyważone decyzje na podstawie najlepszych informacji. Mnie chodziło o zwrócenie uwagi na kobiety, które ten wybór nie zawsze podejmują świadomie, może ktoś by się w tym rozpoznał i zastanowił? Ty bronisz jednak tych, które same się wybronią. Tak, masz prawo do etycznego kaznodziejstwa. :-/
                                • milstar pierwszalitero 25.03.09, 17:52
                                  Prosiłam w pierwszym poście, żeby w tym wątku nie było dyskusji etyczno-propagandowych: ani prokatolickich, ani antytabletkowych. Po to, żeby nie było kłótni, które przy tak delikatnym temacie mogą powstawać. A tu offtop za offtopem i niedługo regularna wojna będzie, która tylko odstraszy inne osoby. Po co?
                                  • pierwszalitera Re: pierwszalitero 25.03.09, 21:38
                                    To nie zwracaj się z tym do mnie. W mojej wypowiedzi nie było nic antytabletkowego, czy jakiegoś innego wartościowania. Niektórzy się czegoś podobnego tylko doszukują. Nawet nie pisałam o osobach biorących tabletki, tylko o czasem dziwnej, wynikającej z tego konsekwencji, którą nie zawsze można nazwać postępową, podobnie jak naturalnej metody nie można nazwać zawsze zaściankową. Niektórzy doszukują się u mnie ciągle uogólnień, a sami stosują nadinterpretacje. Niektórym wyrażenie "mało postępowa" kojarzy się może z obelgą, ale również przeciwieństwo postępu, jak konserwatyzm, czy tradycja też może mieć i pozytywne, i negatywne znaczenie. Nie rozumiem więc tego szumu i apelów o etyczne podejście. To jakaś kolosalna dysproporcja. Mało etyczne to są mord, gwałt i terrorystyczny akt, a na pewnie nie moje podejście do osób stosujących hormonalną, czy jakąś inną antykoncepcję. Tej "kłótni" by w ogóle nie było, gdyby nie użyto wobec mojej wypowiedzi tego belferskiego tonu. Rozumiem, że to twój wątek, więc przestaję już tu pisać, ale nie powinnaś obawiać się że kogoś tu zaofftopowałyśmy, porządek i harmonia są i tak przeceniane. ;-)
            • magdalaena1977 Re: Obserwacja cyklu 26.03.09, 13:42
              turzyca napisała:

              > Ja przez czarny PR rozumiem fakt, ze wszystkie metody naturalne zostaly
              > sprowadzone do czasowej abstynencji - w sumie niewazne jak wyznaczasz dni
              > plodne, i tak w te dni nie ma seksu. Wiele osob na haslo npr odpowiada "nie, to
              > nie dla mnie, bo abstynencja, szczegolnie w te dni, nie wchodzi w gre", a
              > przeciez npr nie oznacza, ze w dni plodne trzeba sie powstrzymac od seksu, to
              > jest jedynie informacja o byciu plodnym.
              To zależy. Bo ja się spotkałam z teorią, że prawdziwy NPR to tylko taki
              zakładający czasową abstynencję , a to co nazywasz NPR+ to np. FAM.
              • ja_joanna NPR a abstynencja 26.03.09, 15:26
                magdalaena1977 napisała:

                > turzyca napisała:
                >
                > > Ja przez czarny PR rozumiem fakt, ze wszystkie metody naturalne
                zostaly
                > > sprowadzone do czasowej abstynencji - w sumie niewazne jak
                wyznaczasz dni
                > > plodne, i tak w te dni nie ma seksu. Wiele osob na haslo npr
                odpowiada "n
                > ie, to
                > > nie dla mnie, bo abstynencja, szczegolnie w te dni, nie wchodzi
                w gre", a
                > > przeciez npr nie oznacza, ze w dni plodne trzeba sie powstrzymac
                od seksu
                > , to
                > > jest jedynie informacja o byciu plodnym.
                > To zależy. Bo ja się spotkałam z teorią, że prawdziwy NPR to tylko
                taki
                > zakładający czasową abstynencję , a to co nazywasz NPR+ to np.
                FAM.

                Sęk w tym, że "NPR" nie jest nazwą własną ani zastrzeżoną, a to
                powoduje, że jest wielkim workiem, do którego wrzucone są różne
                podobne metody. Np. w Niemczech NFP, Natürliche Familienplanung,
                czyli dosłownie przetłumaczone NPR nie zakłada w żadnym stopniu, co
                kobieta zrobi ze _świadomością_ tego, czy w danym momencie jest
                płodna czy nie. NPR polskie jest chyba kojarzone z abstynencją (przy
                założeniu, że jest stosowane w celach antykoncepcyjnych) przez wiele
                osób i jako takie propagowane przez kościół (choć tu też pojawia się
                ciekawy element do dyskusji, no bo przecież dlaczego prezerwatywa
                nie, a już NPR tak? w końcu i tak i tak powoduje się świadomą
                rezygnację z rozrodu??), ale to też jeszcze nie znaczy, że
                NPR=abstynencja, dlatego że - tak jak mówię - nie jest to żadna
                nazwa własna czy zastrzeżona dla takiej odmiany tej metody.

                Jestem przeciwna nazywaniu tego rodzaju NPR "prawdziwym NPRem". W
                haśle "Naturalne planowanie rodziny" nie ma mowy o abstynencji, jest
                natomiast ukryta wolność wyboru. I za tym jestem. To indywidualna
                decyzja każdej pary, co chce zrobić ze świadomością czasu płodnego.
                Jeśli z jakiś względów dana para decyduje się na abstynencję to jest
                to ich wybór, ale też tylko jedna z możliwości "wykorzystania" tego
                czasu. Inne możliwości to próby zajścia w ciążę, zabezpieczenie się
                w inny sposób (i nie musi to być tylko prezerwatywa, może być
                kapturek/diafragma z żelem, gynefix albo inne mniej popularne
                środki) albo korzystanie z innych form seksu/sprawiania sobie
                przyjemności. Narzucanie jednej z tych "możliwości" przez samą
                metodę uważałabym za nie w porządku. Skąd metoda ma wiedzieć, co
                jest _dla mnie_ właściwe? To tylko _ja_ mogę zdecydować, i to nie
                raz na zawsze, ale decydować na bieżąco, w każdym momencie od nowa.
                • brethil4 Re: NPR a abstynencja 26.03.09, 16:56
                  Taki mały offtop , tylko w celu wyjaśnienia.

                  ja_joanna napisała:
                  NPR polskie jest chyba kojarzone z abstynencją (przy
                  > założeniu, że jest stosowane w celach antykoncepcyjnych) przez wiele
                  > osób i jako takie propagowane przez kościół (choć tu też pojawia się
                  > ciekawy element do dyskusji, no bo przecież dlaczego prezerwatywa
                  > nie, a już NPR tak? w końcu i tak i tak powoduje się świadomą
                  > rezygnację z rozrodu??)

                  Według nauki Kościoła współżycie seksualne małżonków jest czymś dobrym, wzmacnia
                  ich więź, jest źródłem przyjemności. Jego celem nie jest tylko i wyłącznie
                  prokreacja, jednakże nie można w sposób celowy pozbawić go tego aspektu. Jest
                  różnica między stosowaniem prezerwatywy w dni płodne, a abstynencją w te dni.
                  Wyobraźmy sobie dwie pary, obie na razie nie chcą mięć dzieci. Pierwsza stosuje
                  antykoncepcje w dni płodne i w ten sposób usuwa ze współżycia płodność.
                  Natomiast druga rezygnuje w tych dniach ze współżycia. Jest to pewne poświęcenie
                  z ich strony. Nie ingerują w płodność. A to, że w dni niepłodne kobieta nie
                  zajdzie w ciąże, to nie jest ich wina, tak zostaliśmy stworzeni. To tylko tak w
                  celu wyjaśnienia, dlaczego Kościół popiera NPR, a antykoncepcje nie. NPR nie
                  jest antykoncepcją, tylko metodą, która pozwala określić w jakim momencie cyklu
                  jest kobieta, a to co ktoś zrobi z tą wiedzą to jest już jego sprawa, jedna
                  osoba żeby wiedzieć kiedy nie współżyć, druga żeby wiedzieć kiedy się
                  zabezpieczyć, a trzecia, żeby wiedzieć kiedy się starać o dziecko itd. Dlatego
                  nie dziwie się, że Kościół właśnie w taki sposób ukazuje tę metodę, bo ma być to
                  pomoc dla chrześcijan, którzy chcą żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Szkoda
                  tylko, że poza Kościołem, mało kto promuję w Polsce NPR i na razie kojarzy się
                  on z niską skutecznością i pewnym zacofaniem. Miejmy nadzieje, że może niedługo
                  jakieś inne ośrodki zaczną głośno mówić o naturalnych metodach.

                  Przepraszam, za dość chaotyczny styl;)
                  • szarsz Re: NPR a abstynencja 26.03.09, 21:14
                    brethil4 napisała:
                    > Natomiast druga rezygnuje w tych dniach ze współżycia. Jest to
                    > pewne poświęcenie z ich strony. Nie ingerują w płodność. A to, że
                    > w dni niepłodne kobieta nie zajdzie w ciąże, to nie jest ich wina,
                    > tak zostaliśmy stworzeni.

                    Trochę to naciągane... Jak mieć ciastko i zjeść ciastko imho.
                    • brethil4 Re: NPR a abstynencja 26.03.09, 22:16
                      Naciągnę? Według mnie ani trochę. Nie mają "ciastka" w dni płodne pomimo tego,
                      że mają na nie ochotę. Rezygnują z niego, bo nie chcą stosować antykoncepcji.
                      Kościół nie mówi, że każde współżycie ma zakończyć się poczęciem, bo wynikałoby
                      z tego, że np. pary niepłodne nie mogłyby współżyć, a tak nie jest, natomiast
                      mówi o tym, że nie można rozdzielić płodności od współżycia. Małżonkowie, którzy
                      nie chcą mieć dziecka, w tych momentach, w których kobieta jest płodna nie
                      współżyją, a nie zawieszają płodność na ten czas, np stosując antykoncepcje
                      hormonalną. Ja tu nie widzę naciągania. Możliwe, że ja nie potrafię tego jasno i
                      przejrzyście napisać;) To tyle, w tym temacie, bo nie chcę robić zbyt dużego
                      offtopu.
                      • szarsz Re: NPR a abstynencja 27.03.09, 16:31
                        brethil4 napisała:
                        > Naciągnę? Według mnie ani trochę. Nie mają "ciastka" w dni płodne
                        > pomimo tego, że mają na nie ochotę. Rezygnują z niego, bo nie chcą
                        > stosować antykoncepcji.

                        Mów, co chcesz, ale sama nazwa: antykoncepcja (anti conceptio –
                        przeciw poczęciu) to działania zapobiegające zapłodnieniu. Jeśli
                        para powstrzymuje się od współżycia by zapobiec zapołodnieniu to
                        stosuje antykoncepcję.

                        I też nie chcę się kłócić :) EOT
        • plica Re: Obserwacja cyklu 24.03.09, 07:23
          > Zawsze istnieja "metody swiadomej plodnosci" czyli NPR+. :) Jak mozna, to mozna
          > ,
          > a jak "nie mozna" to prezerwatywy, globulki, diafragmy, gabki, kapturki oraz
          > inne formy seksu - co kto lubi.

          wlasnie jesli mialabym kiedykolwiek wykorzystywac te metode, to tylko do zajscia w ciaze :)

          a czarny PR - pretensje do kosciola. kto chodzil na nauki przedmalzenskie to wie :)
    • pinupgirl_dg Gdzie mierzyć? 23.03.09, 22:27
      Bo wyczytałam, że w pochwie lub pod językiem... pod językiem nie umiem, a
      wkładanie rtęciowego, SZKLANEGO termometru w tak intymne miejscje, jeszcze na
      wpół-śpiąco mnie przeraża.

      W takim razie spróbuję i ja przeprowadzić takie obserwacje. Jako że jestem
      gadżeciarą kupię sobie specjalny zeszyt, może mnie to zmobilizuje. Bo programom
      komputerowym nie ufam, a zeszyt zawsze mogę zabrać ze sobą na wyjazdy i mieć
      wszystko pod ręką.
      • beauty-gosiek Re: Gdzie mierzyć? 23.03.09, 22:55
        pinupgirl_dg napisała:

        > Bo wyczytałam, że w pochwie lub pod językiem... pod językiem nie umiem, a
        > wkładanie rtęciowego, SZKLANEGO termometru w tak intymne miejscje, jeszcze na
        > wpół-śpiąco mnie przeraża.

        a co? boisz się że stłuczesz? :)
        zawsze można zakupić elektroniczny jak się boisz rtęci i szkła a ten rtęciowy
        szklany używać pod pachą jak się ma gorączkę :)
        • pinupgirl_dg Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 11:22
          Mam krwawą wizję, że zasypiam z termometrem, a on się łamie... :).
          Termometr i tak będę musiała kupić tylko w tym celu, jeszcze pomyślę jaki :).
          Może nawet ten: rodzinna.pl/termometr-lekarski-owulacyjny-p-631.html ? A
          może elektroniczny... Trudny wybór, skoro ma być to pierwsza rzecz, jaką zobaczę
          codziennie rano musi mi przypaść do gustu :).
          • milstar Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 11:33
            pinupgirl_dg napisała:

            > Mam krwawą wizję, że zasypiam z termometrem, a on się łamie... :).
            A co powiesz na ustawienie drzemki w komórce? Przez 5 minut chyba
            nie zasniesz na tyle mocno, żeby się połamał?

            A jeśli chodzi o termometr: czytałam, że nie poleca się
            elektronicznych, ale nie wiem dlaczego.
            • pinupgirl_dg Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 11:42
              To chyba kupię ten magiczny owulacyjny i zeszyt do tego (5zł). Zacznę od
              pierwszego dnia cyklu, bo za nic nie mogę sobie przypomnieć, kiedy miałam
              ostatnio. W razie, gdyby do mnie zeszycik nie dotarł to wydrukuję sobie
              tymczasowo kartę z netu. I chyba tyle :). Na razie jak mi się uda nie zapomnieć
              o pomiarach przez miesiąc to będę z siebie dumna, jestem bardzo ciekawa, czy te
              pomiary będą się zgadzać z moją "intuicją". Życzcie powodzenia :).
              • milstar Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 11:45
                Życzę :)
              • ja_joanna termometr owulacyjny 24.03.09, 12:30
                Jeszcze zależy, co masz na myśli, mówiąc "termometr owulacyjny". Są
                takie, które mają poszerzoną skalę, żeby było wygodniej odczytać, a
                są takie, które mają tylko relatywną temperaturę (czyli nie 36,6,
                36,7, ale -0,1, -0,2 itp.) i te się nie nadają.
                • pinupgirl_dg Re: termometr owulacyjny 24.03.09, 15:02
                  Tak, ten o który akurat mi chodziło ma poszerzoną skalę.
            • ja_joanna Termometr 24.03.09, 12:28
              Jak najbardziej elektroniczne są w porządku, myślę, że ten mit
              pochodzi z dawnych lat, kiedy termometry elektroniczne nie były dość
              dokładne. Jest jeden WARUNEK, żeby termometr elektroniczny się
              nadawał - musi mierzyć dwa miejsca po przecinku, a nie tylko jedno.
              Na NPRowym forum na gazecie były kiedyś dyskusje o tym, które
              termometry dobre. Rtęciowego bym na pewno nie używała, zresztą w
              Niemczech od początku kwietnia w ogóle już nie będzie można ich
              kupić. Istnieją termometry szklane z inną cieczą niż rtęć, ale i tak
              chyba szklanych bym nie chciała. Ja używam elektronicznego z miękką
              końcówką - Uebe Domotherm Rapid. Po ok. 30 sekundach mam miarodajny
              wynik. Dodam jeszcze, że wg zasad powinno się termometrem
              elektronicznym mierzyć 3 minuty, ale ja stwierdziłam dla siebie, że
              do pikania wystarczy bo mój termometr jest wystarczająco dokładny i
              wychodzą mi stabilne krzywe przy tym.
              Ogólne zasady są takie, że mierzymy 5 minut w ustach (głęboko pod
              językiem, zawsze z tej samej strony!) albo w pochwie lub 3 minuty w
              odbycie - jeśli to analogowy termometr. Przy czym przez cały cykl
              nie zmienia się miejsca mierzenia. W ustach jest często mało
              stabilne, wtedy zaleca się mierzenie w pochwie albo w odbycie.
        • beauty-gosiek Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 14:54
          ja jeszcze oprócz rtęciowego i elektronicznego znalazłam coś takiego:
          www.albert.com.pl/index.php?strona=dla_matki&podstrona=termometry%20Geratherm&temat=0000000000195
          ja kupiłam Microlife MT-1622, stronka o nim:
          www.apt.republika.pl/Technika_NPR1.html
      • milstar Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 08:55
        Ja kiedy mam fazę na mierzenie temperatury, robię to pod pachą i w
        moim przypadku daje to wiarygodne wyniki. Ale podręczniki tego nie
        polecają :)

        Zeszyt może być zwykły w kratkę, tabelkę sobie sama możesz
        dorysować. Można też wydrukować karty obserwacji z internetu.

        A tak z czystej ciekawości: jak to nie umiesz mierzyć pod językiem?
        Mnie się wydawało, że to polega na tym, że wkładasz termometr i
        już ;) A tu się dowiaduję, że jakieś specjalne metody są potrzebne
        • yaga7 Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 10:08
          A to można pod pachą czy nie?
          A skąd mam wiedzieć, czy u mnie to daje wiarygodne wyniki?

          Jak to w końcu jest? :)
          Bo mierzyć pod pachą czy pod językiem to jeszcze bym mogła....
          • milstar Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 10:15
            Pod językiem można.
            Wiarygodne wyniki są wtedy, kiedy jesteś w stanie zaobserwować
            okołoowulacyjny (co za mądre słowo) skok temperatury. A czy u Ciebie
            to działa to niestety musisz sprawdzić doświadczalnie.
            Ja bym proponowała, żebyś zaczęla od mierzenia pod językiem. Po
            kilku cyklach, kiedy już mniej więcej będziez wiedziała, czego i
            kiedy się spodziewać, spróbuj pod pachą
            • yaga7 Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 10:20
              No to może z ciekawości spróbuję pod językiem, zobaczymy, co z tego wyjdzie ;)
          • ja_joanna Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 12:34
            Wg zasad mierzenie pod pachą się nie nadaje, zbyt duże wahania
            temperatury. O ile przy mierzeniu gorączki dokładność typu 0,3, 0,4
            nie ma znaczenia większego to przy wyznaczaniu owulacji to jest już
            o wiele za dużo, tzn. już różnica 0,2 może wskazać na owulację, więc
            sama rozumiesz, że pomiar musi być dokładniejszy.
            Ale pod językiem możesz spokojnie mierzyć, tylko pamiętaj, żeby
            głęboko wsuwać termometr i mierzyć zawsze z tej samej strony. Jeśli
            zdarza Ci się spać z otwartymi ustami to jednak nie będzie dobry
            sposób mierzenia, bo to obniża temperaturę.
            Yaga, a czemu np. nie w pochwie? IMO dokładnie, bezproblemowo,
            wygodnie. A jak jeszcze mierzysz elektronicznym, który piszczy, jak
            zmierzył to piszczy pod kołdrą i nie hałasuje na cały dom. :)
            • yaga7 Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 12:39
              Po prostu wizja mierzenia w pochwie do mnie nie przemawia i tyle ;) Powiedzmy,
              że dla mnie to nie jest absolutnie ani wygodne, ani bezproblemowe ;)

              Dlatego się pytam o ewentualne inne metody mierzenia temperatury.

              Może kiedyś spróbuję pod językiem, zobaczymy ;)
              • ja_joanna Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 13:47
                Rozumiem. Zawsze jeszcze możesz mierzyć w odbycie, ale to nie każdy
                lubi, choć pomiar jest najszybszy i najdokładniejszy.
                • yaga7 Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 13:55
                  Lol. Za to jednak też podziękuję ;)))))

                  A na serio - ja po prostu jestem baaaardzo wygodnicką osobą i jeżeli coś stanowi dla mnie problem i nie jest to uświęcone przez jakieś wyższe cele, nie będę tego robić.
                  Wiadomo, gdybym _musiała_ z jakichś tam powodów coś zrobić, pewnie bym to zrobiła. Ale dopóki nie muszę... ;)

                  A może za jakiś czas mi się odmieni? ;) Jeżeli tak, to przynajmniej będę już mieć sporą wiedzę dzięki forum :D
                  • pierwszalitera Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 14:20
                    yaga7 napisała:

                    > A na serio - ja po prostu jestem baaaardzo wygodnicką osobą i jeżeli coś stanow
                    > i dla mnie problem i nie jest to uświęcone przez jakieś wyższe cele, nie będę t
                    > ego robić.

                    A czy możesz powiedzieć, na czym polega problem włożenia maleńkiego termometru na króciutko do pochwy? To mycie zębów związanie jest z większym wysiłkiem i daje więcej nieprzyjemnych odczuć. ;-)
                    • yaga7 Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 14:24
                      Nie, nie mogę powiedzieć, bo może nie mam ochoty pisać więcej publicznie :P

                      A zęby akurat lubię myć :P I absolutnie nie jest to dla mnie niewygodne :P
                  • luliluli Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 15:13
                    > A na serio - ja po prostu jestem baaaardzo wygodnicką osobą i
                    jeżeli coś stanow
                    > i dla mnie problem i nie jest to uświęcone przez jakieś wyższe
                    cele, nie będę t
                    > ego robić.
                    > Wiadomo, gdybym _musiała_ z jakichś tam powodów coś zrobić, pewnie
                    bym to zrobi
                    > ła. Ale dopóki nie muszę... ;)

                    dokładnie:D pociąga mnie ta metoda, ale chyba wolę poświęcić kilka
                    sekund na rozpakowanie prezerwatywy niż robić cokolwiek więcej
                    rano;))
                    • pinupgirl_dg Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 16:52
                      A mi się wydaje, że taki rytuał mógłby być nawet ciekawy... można by TŻ-ta
                      wysłać do kuchni żeby zrobił kawę, a samej mieć pretekst, żeby jeszcze te pięć
                      minut podrzemać ;).
                    • beauty-gosiek Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 18:25
                      luliluli napisała: >
                      > dokładnie:D pociąga mnie ta metoda, ale chyba wolę poświęcić kilka
                      > sekund na rozpakowanie prezerwatywy niż robić cokolwiek więcej
                      > rano;))

                      nie radzę, w ten głupi sposób straciłam dwoje dzieciątek :(
                      • pierwszalitera Re: Gdzie mierzyć? 25.03.09, 15:24
                        beauty-gosiek napisała:

                        > nie radzę, w ten głupi sposób straciłam dwoje dzieciątek :(

                        Bardzo kryptyczna wypowiedź. Rozumiem, że możesz nie chcieć rozpisywać się o intymnościach, ale jak można stracić dzieci przez prezerwatywy?
                        • beauty-gosiek Re: Gdzie mierzyć? 25.03.09, 21:51
                          pierwszalitera napisała:

                          > beauty-gosiek napisała:
                          >
                          > > nie radzę, w ten głupi sposób straciłam dwoje dzieciątek :(
                          >
                          > Bardzo kryptyczna wypowiedź. Rozumiem, że możesz nie chcieć rozpisywać się o
                          intymnościach, ale jak można stracić dzieci przez prezerwatywy?

                          nikogo nie krytykuję, naprawdę.
                          tak się właśnie zdarzyło że dwa razy używaliśmy z mężem prezerwatyw w okresie
                          płodnym i dwa razy mimo tego zaszłam w ciążę i dwa razy je straciłam (jedno po
                          drugim)..
                          może to tylko moje mylne wrażenie ale wydaje mi się że gdybyśmy ich wtedy nie
                          użyli to te dzieciątka by żyły (a raczej jedno z nich) bo chyba może się zdarzyć
                          tak że mimo prezerwatywy plemniki jakoś się przedostaną do środka i mogły to być
                          akurat te słabsze..
                          O dziwo, kiedy kochaliśmy się w czasie płodnym bez prezerwatyw (zaraz po
                          stracie) to dziecka nie straciłam.. urodziło się zdrowe i silne
                          Przypadek? normalka? nie wiem, dla mnie to znak od Boga i dlatego nigdy nie będę
                          już tak lekkomyślna.. dla mnie teraz są dwie jasne sytuacje: jeśli chcemy z
                          mężem dziecka kochamy się w dni płodne, jeśli nie chcemy to się nie kochamy
                          Jeśli mój post kłóci się z czymś tam lub kogoś obraził to proszę moderatorów o
                          jego wykasowanie, pisałam pod wpływem emocji, wybaczcie.
                          • pierwszalitera beauty-gosiek 25.03.09, 22:28
                            beauty-gosiek napisała:

                            > może to tylko moje mylne wrażenie ale wydaje mi się że gdybyśmy ich wtedy nie
                            > użyli to te dzieciątka by żyły (a raczej jedno z nich) bo chyba może się zdarzy
                            > ć
                            > tak że mimo prezerwatywy plemniki jakoś się przedostaną do środka i mogły to by
                            > ć
                            > akurat te słabsze..

                            Miałam się już w tym wątku nie wypowiadać, ale.... Droga beauty-gosiek, ludzie mają bardzo silną tendencję do wyszukiwania kausalności w życiu. To znaczy łączą oni najczęściej zupełnie przypadkowe zdarzenia, tłumacząc sobie, że jedno wynika z drugiego oraz szukają potwierdzeń, że mają rację. Czasem nam to w życiu pomaga, czasem jednak szkodzi, bo zamartwiamy się: gdybyśmy nie zrobili tego, czy tamtego, to nie doszło by do tego, co jest. Otóż teoria z słabszymi plemnikami przez prezerwatywę, jako przyczyna poronienia, jest całkowicie błędna. Jeżeli istnieje już jakakolwiek zależność, w co nie wierzę, to raczej odwrotna. Najprawdopodobniej przeżyły te plemniki, które były najsilniejsze. Naprawdę przykro mi, że nie mogłaś tych ciąż utrzymać, ale bez prezerwatywy mogło spotkać cię zupełnie to samo. Do samoistnych poronień dochodzi bardzo, bardzo często, często nawet kobiety nie wiedzą, że były w ciąży. To co teraz robisz, nie jest najlepszą strategią, wygląda bowiem na to, że dajesz sobie winę za coś, na co nie miałaś zupełnie wpływu, a na dodatek stosujesz pewnego rodzaju karę, ograniczając swoje życie seksualne. To nie był znak od Boga, to są raczej zabobony, coś takiego jak czarny kot, który przeleciał nam przez drogę, więc zmieniamy kierunek. Ja sama nie jestem wierząca, ale nie wydaje mi się, że Bóg stosowałby takie surowe kary za prezerwatywy. Jeżeli miałaby być to boża decyzja, że straciłaś te dzieci, to pewnie była w tym jakaś mądrość i czasem nie wiemy, albo nie potrafimy zrozumieć, do czego coś było dobre. Ty swoim zachowaniem na pewno się do tego nie przyczyniłaś i nie można nazwać go lekkomyślnością. :-) Z drugiej strony coś zrobiliście jednak źle przy tych prezerwatywach, że w ogóle zaszłaś w ciążę. Wiele ludzi nie wie jak się ich poprawnie używa.

                            • pierwszalitera Re: beauty-gosiek 25.03.09, 22:45
                              I jeszcze jedno. Nie wiem skąd bierzesz pewność, że do ciąży doszło właśnie podczas tych dwóch razów z prezerwatywami? Nie wiem jaką metodę antykoncepcji naturalnej stosowałaś, ale czasem trudno określić jest tych kilka płodnych dni. A ze skokiem temperatury jest też zwykle już po ptokach. Dlatego pierwsza połowa cyklu jest zawsze trochę niepewna. Jeżeli kochaliście się przedtem bez zabezpieczenia, to mogło dojść do wcześniejszej owulacji, albo plemniki przetrwały kilka dni. Znam kobiety z krótkimi cyklami, u których nawet już dni podczas miesiączki są niebezpieczne.
                              • beauty-gosiek Re: beauty-gosiek 26.03.09, 10:03
                                pierwszalitera napisała:

                                > I jeszcze jedno. Nie wiem skąd bierzesz pewność, że do ciąży doszło właśnie pod
                                > czas tych dwóch razów z prezerwatywami? Nie wiem jaką metodę antykoncepcji natu
                                > ralnej stosowałaś, ale czasem trudno określić jest tych kilka płodnych dni. A z
                                > e skokiem temperatury jest też zwykle już po ptokach. Dlatego pierwsza połowa c
                                > yklu jest zawsze trochę niepewna. Jeżeli kochaliście się przedtem bez zabezpiec
                                > zenia, to mogło dojść do wcześniejszej owulacji, albo plemniki przetrwały kilka
                                > dni. Znam kobiety z krótkimi cyklami, u których nawet już dni podczas miesiącz
                                > ki są niebezpieczne.

                                sprawdzałam jeszcze raz moje wykresy i trochę przesadziłam, parę razy podczas
                                dni płodnych używaliśmy prezerwatyw (a nie dwa jak napisałam) i tylko w tych
                                dwóch przypadkach zaszłam w ciążę
                                A jeśli prezerwatywy akurat w tych dwóch cyklach rzeczywiście nie były
                                prawidłowo zakładane to cóż, w takim razie rzeczywiście mogły to być przypadki.
                                I może rzeczywiście niepotrzebnie się obwiniam..

                                biorę pewność z wykresów na których wyraźnie widać gdzie jest skok temperatury i
                                widać że przed jajeczkowaniem nie było seksu przez ponad tydzień, po
                                jajeczkowaniu również tydzień (oczywiscie chodzi tu o te dwa cykle w których
                                zaszłam w ciążę)

                                Ale teraz, w tej sytuacji, skoro prezerwatywy nie mają 100% skuteczności i do
                                tego mogą być znów źle założone to w takim razie tym bardziej nie możemy
                                ryzykować kochając się w dni płodne, bo nie planujemy z mężem więcej dzieci..

                                dzięki za odpowiedź i pociechę :)
        • pinupgirl_dg Re: Gdzie mierzyć? 24.03.09, 11:32
          Nie nie umiem :). Nie wiem, co robię źle, ale spod języka wychodzą mi wszystkie
          możliwe wyniki świata. Ale nie poddam się tam łatwo, może załapię jak to się robi.

          Co do kart wydrukowanych z internetu to dobry pomysł. Tabelek w zeszycie nie
          będzie mi się chciało rysować, bo bez komputera nie potrafię zrobić nawet dwóch
          równoległych kresek :).
          • ja_joanna Mierzenie pod językiem 24.03.09, 12:36
            pinupgirl, bo może śpisz z otwartymi ustami?
            Krzywe z mierzenia w ustach często niestety są bardzo zygzakowate.
            Ja też na początku tak mierzyłam, ale szybko się przerzuciłam na
            mierzenie w pochwie i jest o wiele lepiej.
            • pinupgirl_dg Re: Mierzenie pod językiem 24.03.09, 15:08
              Spię raczej z zamkniętymi ustami, ale to chyba nie powinno mieć wpływu bo
              temperaturę mierzyłam w ciągu dnia. Kiedyś po prostu próbowałam mierzyć w
              ustach, gdy byłam chora i nie chciało mi się za każdym razem siedzieć 10 minut z
              termometrem pod pachą (pod językiem podobno szybciej) - ale wychodziły mi tak
              dziwne rzeczy, że zrezygnowałam, co dopiero gdy pomiar musi być tak dokładny jak
              w przypadku npr. Chyba jednak pozostaje mierzenie w pochwie, poza tym pod
              językiem jest mi bardzo niewygodnie.
              • ja_joanna Re: Mierzenie pod językiem 24.03.09, 21:36
                > Spię raczej z zamkniętymi ustami, ale to chyba nie powinno mieć
                wpływu bo
                > temperaturę mierzyłam w ciągu dnia.

                No to to właśnie miało wpływ - to znaczy mierzenie w ciągu dnia, a
                nie rano. Trzeba mierzyć od razu po obudzeniu, mniej więcej o stałej
                porze i przed wstaniem. W przeciwnym wypadku jest już pobudzony
                układ krążenia, który rozgrzewa ciało - za każdym razem inaczej.
    • aneta19861704p Re: Obserwacja cyklu - dłuższa faza lutealna 17.11.13, 11:53
      Mam założoną miedzianą spiralę od roku. Mierze sobie temperaturę tak dla siebie, żeby obserwować organizm. Po drugim porodzie miałam 7 cykli, faza lutealna trwała zawsze 8 dni - w ostatnim dniu zawsze było plamienie w 9 dniu wyższej temperatury okres. Dziś już jest 9 dzień a okresu brak, plamienia również. Co może być przyczyną?
      • pierwszalitera Re: Obserwacja cyklu - dłuższa faza lutealna 17.11.13, 12:14
        aneta19861704p napisał(a):

        > Mam założoną miedzianą spiralę od roku. Mierze sobie temperaturę tak dla siebie
        > , żeby obserwować organizm. Po drugim porodzie miałam 7 cykli, faza lutealna tr
        > wała zawsze 8 dni - w ostatnim dniu zawsze było plamienie w 9 dniu wyższej temp
        > eratury okres. Dziś już jest 9 dzień a okresu brak, plamienia również. Co może
        > być przyczyną?

        Przyczyną jest najprawdopodobniej fakt, że ludzie nie są automatami, a kobiecy cykl to nie szwajcarski zegarek. ;-) Jeden dzień rozbieżność, to nie jest więc żaden problem do zmartwień.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka