Dodaj do ulubionych

Zmierzch książki?

22.04.09, 22:43
Uwielbiam czytać i - od czwartego roku życia, bo wtedy mnie babcia
(wkurzona moim ciągłym: poczytaj miiiii") nauczyła - pochłonęłam
całą masę książek.
W tamtym roku miałam spotkanie klasowe i moje koleżanki/koledzy
nadal czytają bardzo dużo.

Ale od młodych (przed 30stką) słyszę bardzo często, że książka to
przeżytek..... po co sobie głowę zaprzątać czyimiś problemami, jak
swoich nie brak... są ciekawsze sposoby spędzania czasu...
ostatecznie w jakiś deszczowy, wolny od zajęć dzień to można
kryminał/romans, ale nawet wtedy internet czy jakiś film lepiej
obejrzeć.
I widzę, że to nie tylko słowa.
Widzę jak omijają lektury, szukają w necie streszczeń, ściąg, albo
obejrzą film jeśli jest, na studiach mają wielkie pretensje do
wykładowców wymagających przeczytania kilku książek (bo przecież w
czasie studiów - powiadają - najlepiej już pracować, a w wolnej
chwili to się imprezuje a nie nad książką... nudzi).
A już po studiach, faktycznie nie czytają, chyba, że coś zawodowo im
potrzebne.
Słyszę, że książka to przeżytek, a żeby ich tyle w domu mieć - jak
my - to już całkiem dziwactwo.
I nie mogę w to uwierzyć.
Ale te kilka wyjątków - młodych osób, które znam, a które czytać
kochają nie napawa optymizmem:/

Zmierzch książki?
Obserwuj wątek
    • ewik-mysza a już myślałam... 22.04.09, 22:45
      że temat o Zmierzchu i wampirze Edwardzie (jak to spłycił jeden
      kolega, mówiąc - czyli taka książka o wampirze Edwardzie, jak o
      Misiu Uszatku, czy Marcelim Szpaku :P) :D
    • besame.mucho Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 22:46
      Mam 21 lat, od zawsze czytam olbrzymie ilości książek, w domu mam
      książki wszędzie gdzie się da, nawet w najbardziej dziwnych miejscach
      ;). Czytających znajomych też mam całkiem sporo.
      Więc głowa do góry, nie jest tak źle!
    • justinehh Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:01
      A ja myślałam, że będzie o wyższości ebooków nad książką...
      Czytam od czwartego roku życia, pokój mam zapchany książkami, w podstawówce
      wyznaczali mnie nawet do czytanek z racji płynnego czytania, ale jakoś ten nawyk
      czytania mi nie przechodzi, ewoluuje tylko do uzupełniania go ebookami,
      tygodnikami i artykułami z netu; ograniczany przez brak finansów (zakaz
      wchodzenia do Trafficu) ...
    • klymenystra Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:24
      Nie wiem, cz w wieku 23 lat zaliczam sie do "mlodych ludzi", ale zapewniam, ze
      czytam, pochlaniam i pozeram ksiazki i zyc bez nich od lat 20 nie moge.
    • kk345 Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:25
      elodia, spokojnie, takich jak my, moli książkowych, jest nadal sporo, a jak
      każda z nas zaszczepi tę miłość swoim dzieciom, to zamiłowanie do czytania
      przetrwa:-) Mój syn już się wdrożył...
    • livada Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:28
      Słyszę o tym, że społeczeństwo nie czyta, że średnia roczna to pół książki czy
      coś koło tego (czyli jakieś 300 razy mniej niż moja prywatna średnia, dla mnie
      to jakiś kosmos), że młodzież w ogóle nie sięga do książek... Ale w moim
      otoczeniu tego na szczęście nie widzę, a mam 25 lat. Czytam ja (od zawsze i
      pasjami), tak samo czyta mój TŻ. Czyta Mama, ciotki, wujkowie, kuzynowie,
      przyjaciele, koledzy z pracy. Jedni więcej, inni mniej, jedni bardziej ambitnie,
      inni rozrywkowo - ale wszyscy coś czytają.
      Przy czym nie twierdzę, że tak jest wszędzie i zjawisko nieczytania nie istnieje
      - tylko ja się z nim nie stykam.
      • quleczka Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 00:21
        U mnie tez wszyscy z pokolenia mojego i wyzej czytaja - nie wszyscy duzo ale
        kazdy jednak cos tam czyta :)

        Wyjatkiem jest niestety chyba moj 13letni siostrzeniec, ktorego trzeba prawie
        sila zmuszac do wszystkiego poza harrym potterem :/

        p.s. tak przy okazji ja w szkole tez zamiast czesci lektur czytywalam czesto tak
        zwane "bryki" czyli opracowania bo niektorych lekutur zwyczajnie nie potrafilam
        strawic, choc czytac bardzo lubie
    • eriu Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:45
      Również myślałam, że wątek dotyczy przewagi e-booków nad książką tradycyjną. Od
      razu skojarzył mi się z książką Łukasza Gołębiewskiego "No future book" zresztą
      dostępną na stronie www.nofuturebook.pl/ na licencji Creative Commons.

      Uwielbiam czytać, niestety przyznaję, że ostatnio robię to rzadziej niż kiedyś.
      Wynika to z różnych przyczyn, ale powoli powracam na łono literatury :). Obecnie
      w związku z tworzeniem magisterki buszuję w Internecie. Jednak wokół siebie
      zauważam coraz mniejsze zainteresowanie książką. Owszem znam ludzi, którzy
      uwielbiają czytać, z którymi mogę się wymienić tytułami. Znam też takich, dla
      których czytanie książki jest ostatnią z dostępnych rozrywek. Mogę zacytować
      zasłyszaną rozmowę dwóch koleżanek w akademiku:
      - Wyobraź sobie co byśmy tu (w akademiku)w wakacje robiły bez dostępu do
      Internetu?! Z nudów byśmy umarły. Ludzi nie będzie, telewizji brak.
      - Masz rację. Nie byłoby nic do zrobienia.
      I teraz ja się włączyłam: - Dziewczyny! Przecież można czytać książki!
      - Noooo taak.
      Dodam tylko, że ten akademik znajduje się dosłownie obok dużej biblioteki.
    • amijami Re: Zmierzch książki? 22.04.09, 23:48
      Ja zmierzchu nie widze, przynajmniej nie w moim otoczeniu.
      Juz jestem po studiach wiec mloda nie jestem ;) ale ostro zawyzam srednia krajowa. Od okolo roku zaznaczam sobie w wirtualnej bibliotece co kiedy czytalam i w najlepszym miesiac polknelam 10 ksiazek. Przecietna przy zawalonym miesiacu to 5.

      Moze to kwestia srodowiska ale ja naprawde nie zauwazam zmierzchu ksiazki. Spontaniczne dyskusje o ostatnio przeczytanych ksiazkach to standard. I nie tylko w malym gronie (2-3 osoby) ale i na zwyklych imprezach gdzie alkohol tez sie pojawi i ogolne rozluznienie. Podrzucanie znajomym ksiazki czy tez polecanie, no czasem nie da sie opedzic od tego.

      Ksiazka jest dla mnie idealnym sposobem spedzania 30 min w autobusie, kiedy jade do pracy. Tak samo nie zasne bez przeczytania chociaz jednej strony.

      Co do posiadania duzej ilosc ksiazek to zawsze byly obecne w moim domu rodzinnym. Dziwia mnie mieszkania gdzie nie ma *ani jednej ksiazki*.
      Osobiscie nie posiadam duzej biblioteki (zostawiam sobie jedynie te ktore mna rzucily o sciane albo do ktorych mam sentyment), gdyz zal mi chomikowac ksiazki - wole aby byly czytane niz lezaly i kurzyly sie.

      Chyba mam szczescie ze na takich ludzi trafiam w zyciu.
      • elodia Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 00:30
        Pocieszyłyście mnie:)
        W "moim kółku" nie jest źle, zresztą nigdy nie było.
        Ale dwójka dzieci sąsiadów studiuje, a trzecie właśnie studia
        skończyło. Dla papierka;)
        I jak rozmawiam z tymi młodymi ludźmi, ich towarzystwem to smutno.
        Przychodzą czasami - jakąś książkę potrzebują (żeby przejrzeć i
        wypisać co ważniejsze rzeczy) złorzecząc ile się da na wykładowców,
        którzy zmuszają ich do takich tortur!
        A tych kilkoro czytających traktują trochę jak nieszkodliwych
        dziwaków;)
        • elodia Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 00:52
          Ta dyskusja też nie jest zbyt pocieszająca:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=413&w=92735562
          Jak piszą niekótrzy... samo życie:/
          Ale po Waszych wpisach widzę, że do zmierzchu jeszcze daleko:)
          • jul-kaa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 01:11
            elodia - gdzies juz Ci chyba pisalam (?) ze Twoja sygnaturka jest moim ulubionym
            cytatem, ktorego nikt nigdy nie rozpoznaje :)

            • quleczka Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 01:14
              nie chce sie wymadrzac ale chyba nie tak trudno zgadnac z czego to :)

              swoja droga swietny cytat :)
            • elodia Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 01:55
              Ja Ci już też pisałam, że Mistrz i Małgorzata to książka pełna
              fajnych cytatów, najlepiej przeczytać wszystkie:)
              • mleko_w_tubce Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 02:03
                elodia napisała:

                > Ja Ci już też pisałam, że Mistrz i Małgorzata to książka pełna
                > fajnych cytatów, najlepiej przeczytać wszystkie:)

                Mistrza i Małgorzatę przeczytałam 3 razy i za każdym razem zachwycam
                się cytatem zapisanym w Twojej sygnaturce :).
              • jul-kaa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 12:10
                Mistrz i Malgorzata to jedyna ksiazka, ktora moge otworzyc na dowolnej stronie,
                przeczytac jedno zdanie i wiedziec dokladnie, co bedzie dalej :) Czytalam x razy
                po polsku, po razie po rosyjsku (z trudem) i po ukrainsku.
                A cytat wbrew pozorom az tak latwy do rozpoznania nie jest - moze wlasnie
                dlatego, ze ludzie nie czytaja, ew. nie rozumieja, co czytaja :)
            • eriu Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 18:48
              Jak nikt? Ja poznaję! Od razu! :)
              Może dlatego, że czasem w nocy dostawałam smsa z tym samym cytatem ;)
              • daslicht Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 18:57
                Ja też, choc smsów nie dostawałam :)
          • semele2 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 11:04
            A widzisz, mnie artykuł, który stał się przyczynkiem do zalinkowanej przez
            Ciebie dyskusji, zjeżył nieziemsko. Bo szlag mnie trafia na pomiatanie
            studentami, którzy "uczą się z kserówek zamiast z książek". Jestem molem
            książkowym, czytam bardzo dużo, nie czuję się skrzywdzona dużą ilością
            literatury na zajęcia (czuję się natomiast skrzywdzona dużą ilością kiepskiej
            literatury albo czymś, co jest do tematu niedopasowane - zdarzyło mi się być na
            zajęciach, kiedy pan doktor z historii najnowszej dał nam do przeczytania 400
            stron na jedne ćwiczenia, z czego połowa tekstów była zupełnie niezwiązana z
            tematem zajęć). I uwielbiam się uczyć z kserówek. Choćby dlatego, że nie muszę
            dzięki nim siedzieć w bibliotece (biblioteka uniwersytecka nie jest cudowną
            świątynią wiedzy - jest dusznym, zakurzonym i niedoświetlonym pomieszczeniem z
            niewygodnymi krzesłami). A także dlatego, że nie muszę odbywać spektakularnej
            walki o jeden egzemplarz książki, z którego chce czytać 100 osób. Albo dlatego,
            że jak mam z jakiejś książki przeczytać 20 stron, to nie stać mnie na kupowanie
            całej (kupuję całe książki, jeśli mam je przeczytać w całości; kserowanie całego
            podręcznika zdarza mi się tylko wtedy, kiedy książka jest trudno dostępna w
            księgarniach). A koronnym argumentem na rzecz kserówek jest to, że mogę z nimi
            zrobić, co chcę - podkreślać, notować, komentować, zaznaczać. Kiedy potem
            przychodzę na zajęcia i mam dyskutować o jakimś tekście, muszę mieć możliwość
            szybkiej orientacji w nim, łatwego znajdowania fragmentów, które w razie czego
            chcę przytoczyć. Niektóre książki są tak graficznie skonstruowane, że
            wystarczają mi do tego gęsto umieszczane śródtytuły, ale czasem mogę liczyć
            tylko na własne notatki na marginesach.

            A tak jeszcze OT co do streszczeń lektur - czytałam sumiennie wszystkie lektury,
            a mimo to zdarzało mi się sięgać potem do opracowań. Nie było takiej ludzkiej
            siły, żebym po jednokrotnym przeczytaniu "Lalki" zapamiętała wszystkie
            czepialskie szczególiki, o które moja droga polonistka pytała nas na kartkówce.
            Potrzebowałam streszczenia, żeby sobie przed samą kartkówką dokładniej ułożyć w
            głowie treść. Na powtórne czytanie nie było czasu, na półce czekała następna
            lektura.
      • kotwtrampkach Re: Zmierzch książki? 25.04.09, 17:11
        amijami napisała:
        > Ksiazka jest dla mnie idealnym sposobem spedzania 30 min w autobusie, kiedy jad
        > e do pracy. Tak samo nie zasne bez przeczytania chociaz jednej strony.
        jeszcze we wszystkich poczekalniach, nad piaskownicą, podczas nudnych godzin w
        pracy, podczas opalania, w wannie i pewnie jeszcze gdzieś

        zazdroszczę CI amijami zaznaczania w wirtualnej bibliotece ksiażek.. Tyle razy
        juz się do tego zabierałam, i nie mogę.. A potrzebuję to usystematyzować, bo
        zapominam autorów i ciężko mi coś polecić bez długiego dumania i sprawdzania..

        No i ja mam w domu z 40 ksiażek najwyżej. 1. nie mam kasy na kupowanie, 2. mam
        za mało miejsca, zeby ustawiać półki, 3. chyba najważniejsze - nie cierpię kurzu
        (drapie mnie w nos, kicham, mam katar) i nie znoszę sprzątać długo (mam
        zamkniete szafki, pusta przestrzeń, rysunki na scianach i mogę oddychać ;-)

        A książki czekają na mnie w bibliotece :-D I nic mnie nie obchodzą głosy o
        prawach autorskich. Nie kseruję - czytam i oddaję.
    • jul-kaa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 00:28
      O nie, zadnych zmierzchow! Przynajmniej (lub bynajmniej, jak mawiaja ci, ktorzy
      nie czytaja ;)) dla mnie.
      Najwazniejszym elementem naszego mieszkania jest wieeelki regal do sufitu. Wielu
      ludzi pyta: "a po co wam tyle ksiazek?" (wszystko ludzie po studiach!), inni
      mowia "ale faaajnie, ile ksiazek, ja tez tak chce".

      Uwazamy oboje z mezem, ze szczytem niedobranego malzenstwa jest takie, ktore nie
      moze kupic razem ksiazki, ew. takie, w ktorym jedno kupuje ksiazki, a drugie...
      np. ciuchy. Znam jedno takie. Żona sie kiedys oburzała, jak "mąż przyniósł do
      domu STERTĘ książek, STERTĘ!!!!" (wysokosci mniej więcej 10cm!!)
      Dodam jeszcze, że ta żona będąc u nas stwierdziła, że ksiażki na półkach
      powinnam poukładać. Albo w ogóle pochować, bo po co tyle tego. A jak poukładać?
      - zapytałam. No wysokością i kolorem okładek - odrzekła...

      Kiedy mysle o tym, ze moj maz moglby w jakikolwiek sposob probowac wplywac na
      to, ile wydaje na ksiazki (mamy calkowicie wspolny budzet, ale to raczej on
      zarabia), to bylby koszmar. On zreszta sam kupuje takie ilosci, ze na regale juz
      dawno miejsca nie ma...
      Sprzedajemy tez ksiazki, nawet nie z checi zysku, ale dlatego, ze nie wszystkie
      posiadane sa warte zajmowania cennego miejsca ;), a wrzucic ksiazki nie potrafimy.

      Dla mnie czytanie jest jak oddychanie - musze i robie to bezwiednie. Jak nie mam
      ksiazki to czytam chociazby sklad pasty do zebow ;), instrukcje dla pacjentow,
      ogloszenia, ulotki z kieszeni… Czytam w dodatku absolutnie wszedzie – w wannie
      (i okolicach), w autobusie, pociagu, poczekalni, kolejce, na lezaco, siedzaco,
      stojaco…
      • mleko_w_tubce Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 02:01
        Ja też jestem nałogowcem. Wychowałam się w domu pełnym książek- do
        tej pory nie zdąrzyłam przeczytać wszystkich. Niektórzy kupują
        ciągle nowe szafy na ubrania i inne sprzęty domowe- my kupujemy
        regały albo półki na książki.
        Ostatnio niestety mam mniej czasu na czytanie- nadrabiam podczas
        jazdy środkami komunikacji miejskiej i przed zaśnięciem, chociaż
        kilka stron- nawet jak wracam po imprezie, w stanie wskazującym,
        muszę poczytać, bo nie zasnę.
        • ocisza Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 10:05
          A ja właśnie przed spaniem to trzymam się od książek z daleka, bo jak wezmę do
          ręki, to pójdę spać bladym świtem :)
      • ciri1971 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 10:13
        O, jakbym o sobie czytała:) Też to robię bezwiednie. Ostatnio
        złapałam się na tym, że "czytam" bilet autobusowy- "bilet
        jednorazowy normalny, kasować z jednej strony"...
        A wracając do czytania- z moich obserwacji nie jest tak źle. Młodszy
        syn dziś prawie spóźnił się do szkoły, bo musiał skończyć rozdział
        wspomnianego już " Zmierzchu":) Starszy stwierdził wczoraj, że
        egzaminy gimnazjalne( dziś pisze matematyczny!) mogłyby sie już
        skończyć, bo musi czytać Pratchetta. Mój mąż i ja, cóż...też dużo
        czytamy:) u mnie to nałóg, bez książki nie zasnę, nie wejdę do
        wanny, nie wyjadę nigdzie. Regały z książkami się chwieją, a ciągle
        kupujemy nowe( książki, nie regały). I dobrze nam z tym:)
      • semele2 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 11:08
        Mnie się zdarza układać książki wysokością. Bo wtedy da się na nich położyć na
        płasko jeszcze kilka książek, które mi się nigdzie nie mieszczą...

        A tak w ogóle to przypomniałaś mojemu sumieniu, że powinnam poukładać wszystkie
        swoje książki. Brrrrrrr!
        • maheda Porządek w książkach... 23.04.09, 11:15
          Właśnie ogarnęłam zrozpaczonym wzrokiem wszystkie książki na półkach, w szafie,
          na krześle, biurku, parapecie i piętrzące się na podłodze...
          I odczułam coś na kształt wyrzutów sumienia.
          Chyba też powinnam je jakoś poukładać.
          Jeszcze nie wiem, co prawda, gdzie, ale powinnam...
          • semele2 Re: Porządek w książkach... 23.04.09, 11:18
            Ja sobie powiedziałam, że skoro jeszcze nie wiadomo, czy aby w te wakacje nie
            czeka mnie przeprowadzka, to nie warto tego wszystkiego teraz wybebeszać. No bo
            w razie przeprowadzki i tak będę musiała, prawda?
            • jul-kaa Re: Porządek w książkach... 23.04.09, 12:11
              Przeprowadzka to cudowny moment - mozna znalezc wszystkie zapomniane, a ukochane
              lektury, poukladac wszystko tematycznie i na dodatek podkrasc cos z miejsca, z
              ktorego sie wyprowadza :) (ja "pozyczylam" calkiem sporo od rodzicow). Zreszta
              panuje takie prekonanie, ze kradziez ksiazki nie jest kradzieza - oczywiscie to
              bzdura, ale musze przyznac, ze z trudem czasem oddaje wlascicielom niektore
              unikaty - dlatego nigdy nie lubilam bibliotek... Teraz braki finansowe zmuszaja
              mnie do korzystania z nich - nie wszystko musze miec, a jak zaczne musiec po
              przeczytaniu, to zawsze moge kupic :)

              A powiedzcie - ustawiacie ksiazki w dwoch rzedach? My obiecywalismy sobie, ze
              nigdy, ale juz 1,5 roku po postawieniu regalu na WSZYSTKICH polkach sa dwa
              rzedy... No bo jak - pozbyc sie nie mozna, a jak wiadomo, ze nie siegnie sie po
              dana pozycje przez nastepne 5 lat, to niech zmyka pod sciane....

              Dzis w ddtvn rozmawiali z Glowackim, Gretkowska i Grochola o czytelnictwie.
              Mozna bedzie obejrzec - Glowacki byl swietny :)

              Jesli chodzi o kserowki - jestem tuz po studiach (drugich...) i na obu
              kierunkach (spoleczno-humanistycznych) czytalam kserowki, skrypty, uczylam sie z
              cudzych notatek. W dodatku w szkole czytywalam bryki. Nigdy nie czytalam
              polskich "arcydziel" i "klasyki", ktore mnie nudzily smiertelnie i do dzis
              nudza, choc po latach probowalam sie przemoc. I nie widze w tych praktykach nic
              zlego - czytanie oryginalnych tekstow bywalo strata czasu - na nudziarstwa zle
              napisane, zle przetlumaczone, zle zredagowane. Cenny czas mozna bylo poswiecic
              na ciekawsza lekture :)

              I jeszcze o pisaniu po ksiazkach - ja pisze, podkreslam, do ksiazki podchodze
              tylko z olowkiem. Poprawiam w nich bledy (!), podkreslam ciekawsze fragmenty, od
              taty przejelam zwyczaj wynotowywania z tylu, co ciekawego jest na ktorej stonie
              - czyli robienia wlasnego, bardzo subiektywnego "spisu tresci".
              Mam troche ksiazek po dziadku, ktory podkreslal dlugopisem. Zawsze cala rodzina
              scigala go za to, zwlaszcza ze najchetniej w dodatku podkreslal kolorem
              czerwonym :) Na szczescie nie udalo im sie go od tego odzwyczaic, wiec teraz
              (choc dziadek nie zyje od ponad 15 lat) ja mam mnostwo frajdy w wynajdowaniu
              ostrych stanowczych podkreslen w tekscie i notatek na marginesach. Czuje sie
              tak, jakby nadal byl obok mnie, jakby jego mysli, byly obok mnie.
              • zooba Dawno dawno temu przed ksero... 23.04.09, 12:19
                przepisywałam fragmenty ulubionych książek do specjalnego zeszytu - mam go do
                dzisiaj.
                Nie mogę pisać o książkach, w pracy jestem....

                Kocham.
                • jul-kaa Re: Dawno dawno temu przed ksero... 23.04.09, 12:22
                  W sumie ciekawe, czy dzis ktos kseruje ulubione fragmenty ksiazek... Ja nadal
                  przepisuje do zeszytu, czasem do pliku w komputerze - ale wklepuje recznie, nie
                  sciagam z netu.
                  Mam tez takie stare zeszyty/notesy mojej mamy - uwieeeelbiam je :)
                  • semele2 Re: Dawno dawno temu przed ksero... 23.04.09, 12:25
                    Ja się swoich częściej uczę na pamięć, niż gdzieś je notuję :).
                    • elodia aaaaaaaaaaaa!!!!!!:)))))) 23.04.09, 12:59
                      O układaniu książek to lepiej nie mówcie;)
                      Mnie się już nigdzie nie mieszczą... nie wiem jak mogłabym je ułożyć!
                      Z tego powodu od jakiego czasu sprzedaję na allegro, ale...
                      sprzedałam już ponad 1000 i nie widzę poprawy!
                      I tak kombinuję - jak taka książka z książkiem zostanie sama w nocy,
                      to pewnie rozrabiają:P

                      A wracając do temtau - cieszy mnie to co piszecie, ale skąd się
                      biorą młodzi, o któych wspomniałam? Niektórzy z nich przyznają, że
                      ich rodzice czytają i książek w domu dużo, i nic to nie dało:/

                      O, o takich mówię:

                      wyborcza.pl/1,75515,6485258,Szkola_buja_w_oblokach.html
                      "Nie wiem, jaki odsetek absolwentów szkół średnich w Polsce umie
                      napisać poprawnie kilka zdań po polsku. Wiem, że wśród studentów na
                      pierwszych latach studiów jest to nieco ponad 50 proc. Wśród tych,
                      którzy nie umieją pisać, większość po prostu nie zna ortografii,
                      gramatyki i interpunkcji, ale od biedy może się wysłowić. Być może w
                      fantasmagoriach w rodzaju "profil absolwenta szkoły podstawowej",
                      śnionych przez specjalistów od metodyki nauczania, osoby te
                      odpowiadają kandydatowi do gimnazjum, choć i w to wątpię. Oprócz
                      półanalfabetów mamy jednak wśród studentów analfabetów prawdziwych.
                      Jest ich z pewnością nie mniej niż 10 proc. Osoby te zdolne są
                      jedynie zapisać ciąg kulfonów nieukładających się w zdania, ze
                      szczątkową strukturą gramatyczną, bez wielkich liter i kropek, bez
                      podmiotów i orzeczeń, bez sensu. Są to absolwenci polskich liceów i
                      techników, posiadacze matur, starych bądź nowych, bez różnicy."

                      "Wykładowcy szkół wyższych wiedzą doskonale, że większość studentów
                      nie ma żadnej, najskromniejszej nawet, wiedzy na żaden temat, a
                      część nie umie czytać (duka bez zrozumienia) ani pisać. Dlatego nie
                      ma nawet mowy o tym, żeby jakiś wykładowca, na przykład nauczyciel
                      matematyki na politechnice, poniechał wykładania najbardziej nawet
                      elementarnej wiedzy, zakładając, że student już ją posiada. Wykłada
                      się zawsze wszystko od zera. Gdy zaś przychodzi do zaliczeń, każdy
                      wykładowca, wiedząc, że normalne zdawanie, zgodne z wymogami
                      programu studiów i powagą uczelni oraz dyplomu, oznaczałoby odsiew
                      większości studentów, musi pogodzić się z koniecznością udzielenia
                      zaliczeń tym 70 procentom "studentów", którzy niczego bynajmniej nie
                      studiują, w życiu nie przeczytali żadnej książki ani bynajmniej nie
                      mają takiego zamiaru"

                      Bo właśnie od takich młodych najczęściej słyszę o zmierzchu książki.
                      • zooba nasz profil 23.04.09, 13:14
                        Wydaje mi się, że nasza społeczność nie jest statystycznie reprezentatywna dla
                        społeczeństwa dorosłego polskiego, nawet dla społeczności internetowej ogólnie
                        rzecz biorąc. Zawyżamy średnią.

                        Twój cytat jest przerażający.
                      • semele2 Re: aaaaaaaaaaaa!!!!!!:)))))) 23.04.09, 13:14
                        Wiesz, ja studiuję historię i raczej nie spotykam się na uczelni z takimi
                        kwiatkami... Pewnie, są ludzie z większą i mniejszą wiedzą, ale z analfabetyzmem
                        się nie spotkałam.

                        Owszem, zdarza się, że na wykładzie frekwencja jest bliska zeru. Ale nie
                        przypominam sobie takiej sytuacji na wykładach, które były warte uwagi.
                      • jul-kaa Re: aaaaaaaaaaaa!!!!!!:)))))) 23.04.09, 13:34
                        Kiedys byly takie badania, ktore wykazaly, ze jak dac takiemu gazete, co to
                        kolumny ma, a nie tekst ciurkiem, to czyta (nie wiem, jak to opisac...) wszystko
                        jak leci - ciurkiem wlasnie, linijka za linijka, jakby nie zauwazajac podzialu
                        na kolumny, choc sensu to nie ma i w zadna logiczna calosc sie nie uklada. I mu
                        nawet mysl nie zaswita, ze cos jest nie tak...

                        Moj ojciec jest wykladowca akademickim i jego doswiadczenia (a wyklada nauki
                        spoleczne, a nie matematyke...) poswiadczaja to, co cytujesz: zwlaszcza na
                        uczelniach prywatnych poziom analfabetyzmu wzrasta, na UW jeszcze jakos sie
                        studenci trzymaja.... Prace zaliczeniowe sa zywcem wziete z internetu. Pamietam
                        jak kiedys przegladajac je, znalazlam dwie toczka w toczke identyczne. Tata tez
                        to zauwazyl, nawet znalazl w sieci "oryginal". Bylam pewna, ze scignie jakos
                        tych ludzi, ze posypia sie gromy, ale nic sie nie stalo. Pouczyl ich tylko, ze
                        tak sie nie robi i sprawa sie zakonczyla. Bylam w szoku.

                        Zreszta pisanie prac dyplomowych wyglada podobnie - cale rozdzialy zywcem z
                        innych prac... A jak nie ma w sieci tekstu, to nawet im sie nie chce przepisac -
                        skanuja kolejne strony, program im to przerabia na tekst i tyle - praca
                        napisana. A ze zatrudnienie (za kase) kogos, kto wynajdzie odpowiednie lektury
                        do tematu jest w pelni legalne, to jedynym wysilkiem pozostaje skanowanie i
                        ulozenie odpowiednich rozdzialow w kolejnosci.... (jest to oczywiscie tansze niz
                        placenie za napisanie calej magisterki czy licencjatu). Noz sie w kieszeni
                        otwiera....
                        I potem
                  • tfu.tfu Re: Dawno dawno temu przed ksero... 28.04.09, 21:59
                    ciekawe, czy moje ewentualne dzieci się zachwycą czytając cytaty, które notuję
                    ;) chyba nie to pokolenie jednak ;)
                • tfu.tfu Re: Dawno dawno temu przed ksero... 28.04.09, 21:57
                  tjaaaa, godziny spędzone w BN ;) przepisałam 3/4 Liber de causis ;)
              • daslicht Pisanie po książkach 23.04.09, 19:12
                A ja brałam ołówek i rysowałam ilustracje na tekście. "Ania z
                Zielonego Wzgórza" była nieźle porysowana, łatwo poszło, bo dużo
                opisów. Potem to powymazywałam, na szczęście bez specjalnych
                uszczerbków, bo było narysowane delikatnie, żeby ksiązki nie
                zniszczyć.
              • tfu.tfu Re: Porządek w książkach... 28.04.09, 21:56
                większość moich książek jest obecnie w bibliotece polonii w Glasgow ;) jakoś (z
                bólem organów wewnętrznych) udało mi sie ograniczyć do 8 pudeł ;)
                w ogóle prowadzę tzw. rozdawnictwo ;) ale paru rzeczy za nic nie oddam ;) np.
                awicenny, którego sobie nabyłam na 20-te urodziny za straszne naonczas pieniądze ;)
      • klymenystra Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:28
        Sesese :) Moj TZ kupuje ksiazki kompulsywnie - jak ja ciuchy i staniki :) I
        bardzo mnie to cieszy, bo on wybiera dobre rzeczy, a ja w ksiegarniach jestem
        przerazona i nigdy nie wiem, co chce. Poza tym - kupuje ksiazki w pieciu albo i
        wiecej jezykach - czesto sa to oryginaly, w Polsce niedostepne. Sama mam bardzo
        duzo swoich ksiazek, zdobywanych w troche inny sposob. Ciesze sie wiec, ze
        akurat ten nalog jest na jego glowie :)
        • jul-kaa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:41
          no i do ciezkiej anielki, wlasnie piszac poprzedniego posta przegapilam koncowke
          licytacji ksiazki, o ktorej marzy maz moj... wrrr
    • plica Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 07:28
      e tam. nigdy zbyt wiele osob nie czytalo ksiazek. a ci co czytali od malego, czytaja dalej. ja pochlaniam calkiem spore stosy, kupuje wypozyczam, drukuje. i jeszcze lapie sie na przed 30stką ;)
      czyta moj maz, moja mama, moj tato, wymieniam sie ksiazkami z szefową, jej mamą, kolezankami, wiec spokojnie, nie ma powodow do oglaszania zmierzchu.
    • beauty-gosiek Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 07:56
      czytam ja, czyta mój mąż, w ostatnich trzech latach mniej bo małe
      dzieci = mało czasu ale obiecujemy sobie że jak tylko pójdą do
      szkoły to ruszamy w tango.
      Od dzieciństwa dużo czytamy, z tym że ja wolę książki obyczajowe,
      psychologiczne, a mąż fantastykę, sensację
      Aha, już od pierwszej klasy podstawówki potrafiłam wziąć 8-10
      książek i po tygodniu oddać i brać następne.
      Będąc nastolatką (i dalej) niektóre książki czytałam od rana aż do 2-
      3 w nocy tak mnie wciagały aż mi mama wlatywała do pokoju i
      wrzeszczała czy nie wiem która to godzina i ze mam natychmiast iść
      spać bo oczy popsuję.
      Miała rację, teraz mam słaby wzrok... Bez okularów trudno mi
      rozpoznać znajomych
      Ale książki to było moje życie, mój swiat marzeń, w który uciekałam
      i nie chciałam wrócić do smutnej rzeczywistości..
      Nie potrafiłam sie bez nich obyć na dłuzej.
      Teraz niestety mogę czytać tylko kilknaście stron dziennie
      • beauty-gosiek Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 08:00
        aha, moja mama lubiła czytać i miała półki pełne książek
        (przeczytałam prawie wszytskie, niektóre po 5 razy, lubiłam do nich
        wracać)
        rodzeństwo (a mam ich czworo) niestety nie lubi czytać, co mnie
        bardzo dziwi.
        Tylko ja po mamie przejęłam tę pasję.








        9a mam ich czworo niestety nie lubi czytać, tylko ja przejęłam po
        mamie tę pasję
      • klymenystra Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:32
        Pociesze Cie - wzrok sie nie "psuje" od czytania :)
        • beauty-gosiek Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:41
          klymenystra napisała:

          > Pociesze Cie - wzrok sie nie "psuje" od czytania :)

          serio?? bardzo mnie pocieszyłaś :)
          a skąd wiesz?
          • anna-pia Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 23:59
            beauty-gosiek napisała:

            > klymenystra napisała:
            >
            > > Pociesze Cie - wzrok sie nie "psuje" od czytania :)
            >
            > serio?? bardzo mnie pocieszyłaś :)
            > a skąd wiesz?

            Ja nie klymenystra, ale ci powiem: wzrok się psuje, bo 1. takie rzeczy się
            dziedziczy; 2. jak się nosi za słabe szkła, to leci na łeb na szyję. Doświadczam
            obu tych aspektów :) Mi wzrok wręcz poprawił się po dobrym dopasowaniu szkieł -
            idealnie do wady, a nie za słabych "żeby oko pracowało".

            Czytam nałogowo, dzieci już zarażone :) A największy podziw dla naszego
            księgozbioru wyrażają z reguły tzw. prości ludzie, np. układający podłogę,
            montujący szafki itp. Jak niania ma chwilę wolną (jak młody śpi, to niech
            odsapnie), to bierze sobie do herbaty coś do poczytania :) A ma tylko
            podstawówkę skończoną :)
            Owszem, są tacy, którzy nie czytają, stanowią większość, ale nie martwiłabym się
            o to, że książki znikną.
          • pierwszalitera Re: Zmierzch książki? 24.04.09, 00:55
            Udowodniono, że się nie psuje. Widziałam w popularno- naukowej audycji w niemieckiej telewizji. I nawet od czytania przy słabym świetle, też się nie psuje. Szkoda, że moi rodzice nie wiedzieli, daliby mi spokój przy czytaniu nocami. ;-)
    • elrosa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 08:26
      O, ja też książki pożeram wręcz nałogowo :)
      Inna rzecz, że lekturę dobieram sobie dość fanaberyjnie i według własnego zwichrowanego gustu, na większość lektur patrzeć nie mogłam (stanowczo odmawiam "Dziadom", "Kordianowi" czy "Weselu" statusu dzieł narodowych, dla mnie to wszystko jest jednym wielkim, cierpiętniczym bełkotem) i poznawałam je ze streszczeń, żeby w ogóle zrozumieć, o co tam chodzi.
      • kwiatek04 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 10:38
        Ja zazwyczaj nawet lektury lubilam: Dziady, Wesele, Krzyzacy, Trylogia, Pan
        Tadeusz to jedne z moich ulubionych lektur :) Za to Slowackiego nie znosze :D
        Pamietam, ze Krzyzakow w podstawowce pochlonelam w jeden wieczor :)
        • daslicht Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 19:06
          A my w podstawówce wraz z dwiema koleżankami wypożyczyłyśmy z
          biblioteki dramaty Słowackiego i czytałyśmy z podziałem na role :)
          Pamiętam piosenkę ze "Złotej czaszki" o łabędziach "mutantes",
          kulałyśmy się ze śmiechu. Tu dla zainteresowanych:
          www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IL/zapomniana_koleda.html
    • ekler.ka dzis w empiku 23.04.09, 08:31
      to wszystkich czytajacych informuje,ze dzis w empikach przy zakupie dwoch
      ksiazek,trzecia ma sie za darmo :)
      • ocisza Re: dzis w empiku 23.04.09, 13:36
        Dokładnie za grosz :) Skorzystałam, dziękuję za info.
        • semele2 Re: dzis w empiku 23.04.09, 13:40
          To ja w ramach zadania kłamu tezom o upadku czytelnictwa idę do empiku :). Tylko
          jeszcze nie wiem, co kupię. Umówiłam się z TŻ, że kupujemy na pół w ramach
          wzbogacania przyszłej wspólnej biblioteczki, on swoją już mniej więcej wybrał, a
          ja mam wybrać dwie pozostałe :).
    • urkye Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 08:59
      Zgłasza się kolejny nałogowy książkoholik:D Kocham czytać, dla mnie jest to
      jedno z najciekawszych sposobów spędzania wolnego czasu;) Idę sobie na ogródek,
      kładę się pod drzewkiem i czytam książkę:) Cuuuuudownie:D Wieczorami, przed
      pójściem spać, MUSZĘ coś przeczytać-inaczej nie umiem;) Uwielbiam wyobrażać
      sobie postacie, miejsca; nie lubię oglądać filmów na podstawie książki-nagle się
      okazuje, że mój X wygląda zupełnie inaczej;)
      Moim największym marzeniem jest posiadanie wieeeelkiego pokoju z regałami do
      sufitu i wygodnym fotelem/leżanką do czytania :)))) Niestety jestem z tych,
      którym nie wystarcza pożyczenie książki-muszę ją MIEĆ;) Moja koleżanka ma
      dokładnie tak samo:D Ogólnie sporo moich znajomych uwielbia czytać, więc imo do
      zmierzchu książki jeszcze daleko;)
      • ocisza Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 10:08
        A to ja właśnie lubię czytać pożyczone z pozytywną recenzją pożyczającego :) Mam
        wtedy ten luksus, że wiem, że trafia do mnie książka rokująca spore nadzieje, że
        przypadnie mi go gustu :)
    • tfu.tfu Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 09:03
      a skąd!
      zawsze będą ludzie dla których obcowanie z książką jest suma kilku składników: w
      tym doznań zapachowych np. ;) jakoś sobie nie wyobrażam zapachu ebooków :P ale
      zapach nowej/starej książki, faktura papieru itd. itp. to dla mnie część
      składowa rytuału ;) i ja kocham czytać w łóżku :P
    • maheda Nie wierzę 23.04.09, 09:16
      Moja dwunastolatka zaczytuje się w różnych książkach (ostatnio z wypiekami na
      buzi przeczytała "W pustyni i w puszczy" w ciągu dwóch dni), pochłania książki w
      ogóle w jakichś koszmarnych ilościach - jeśli chciałabym jej nastarczyć książek
      na codzienne czytanie, musiałabym właśnie co dwa dni kupować książkę :/
      Koszta okropne, na szczęście dziecko korzysta z biblioteki szkolnej.
      Ostatnio wpadł jej w łapki "Herkules z mojej załogi" i też jest półprzytomna.

      Nie jest tak źle, Elodio. Uwierz.
    • winter76 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 09:16
      Uwielbiam książki!W szkole wszystkie lektury miałam dawno przeczytane zanim zaczęliśmy je omawiać,w domu cała kolekcja pochłonieta po parę razy,nie zliczę do ilu bibliotek byłam zapisana-parę razy się przeprowadzałam i w każdej dzielnicy dzielnie szukałam najbliższej :) Mój rekord-3 biblioteki równocześnie plus wypożyczanie na kartę mamy :))
      I do dzisiaj tak mam.
    • winter76 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 09:34
      Mojemu 4-latkowi też staram się dużo czytać,bo nie chcę by był tylko "fanem" komputera i tv.
    • iczanka Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 09:37
      Taaaa, zmieszch, koniec świata i jeźdzcy apokalipsy. Od poczatków
      podstawówki słysze jak to młodzierz nie czyta, i jakoś mi tą
      mlodzierz nieczytającą ciężko zlokalizować,bo nawet osiedlowe
      dresiki widuje z powieściami wojennymi pod pachą, rzadko ale jednak.
      Wydaje mi się że to jest kwestia tego co ta młodzierz z dzieciństwa
      wyniosła, jeśli rodzice czytali, to dzieci też zarażą tak jak moji
      mnie. Mi czytano w dziecińswie, i to była dla mnie najlepsza
      przygoda. Dzisiaj bez ksiązek żyć nie moge i udalo mi się pozarażać
      tą milością nieczytające koleżanki podrzucając im to co sama
      czytałam wcześniej z wypiekami.


      A dla tych co nie czytali polecam artykuł reprezentujacy zdrowe
      podejście do tej sprawy;)
      portalwiedzy.onet.pl/4868,8348,1514380,1,czasopisma.html
      • maheda ZmieRZch i młodzieŻ, błagam... n/t 23.04.09, 09:41

        • maheda i "moi" n/t 23.04.09, 09:42

        • iczanka Re: ZmieRZch i młodzieŻ, błagam... n/t 23.04.09, 14:09
          Przepraszam dyslekcja sie czasem ujawinia gdy się niepotrzebnie
          śpieszę.
      • semele2 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 11:15
        Tu nie ma takiej prostej zależności :). Na przykład moja mama czyta mało, mój
        tato w ogóle, a ja jestem molem książkowym.
    • yaga7 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 10:00
      Bo młodych trzeba uczyć czytać i zachęcać do czytania ;)
      My tak zachęcamy tych znajomych, którzy są mniej chętni i powoli, powoli idzie.

      A ja książki kocham pasjami i wszystkie półki się uginają. A wczoraj kolejna
      paczka z merlina przyszła :D
    • aadrianka Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:21
      E tam, zaraz zmierzch. Ci co czytali, czytaja nadal. Nigdy nie bylo
      tak, zeby czytalo cale spoleczenstwo:)
      U moich rodzicow drugi co do wielkosci pokoj (spory) zostal
      przeznaczony na biblioteke. Ksiazki sie tam po prostu klebia. Ale
      znam tez domy, gdzie encyklopedia PeWuEn, ksiazka telefoniczna i to
      by bylo na tyle:)
      Przezytek to dla mnie gazety analogowe, wole wersje elektroniczna.
      Zreszta e-ksiazka to tez czasem niezle rozwiazanie.
      • semele2 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 13:23
        E-książka na pewno rozwiązuje problem sprzątania w szafkach ;). I już samo to
        jest kuszące. Chociaż znam takich, którzy mogliby mieć problem "KSIĄŻKI MI SIĘ
        NA DYSKU NIE MIESZCZĄ, RATUNKU!"
    • velika Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 15:10
      Ja też z czytających:) Kiedyś dużo więcej, ale nie ma szans żebym kiedykolwiek
      przestała czytać. Mam w domu sporo książek, moich i rodziców, bo siostra
      niestety nie przepada za lekturą. Moja przyszła teściowa jest książkową
      maniaczką i często coś od niej pożyczam. Też myślę, że nie jest wcale tak źle,
      znam sporo czytających osób. I też mam tak, że muszę czytać w każdym
      miejscu-przy jedzeniu, w komunikacji miejskiej, przed zajęciami, jak gdzieś idę.
      Jak wpadnie na którąś z was kiedyś zatopiona w lekturze i półprzytomna niska
      brunetka-to będę ja:D Mam nadzieję, że e-booki nigdy nie wyprą tradycyjnych
      książek-do mnie nie trafiają, książka musi mieć zapach i duszę, e-booki duszy
      nie mają;/ Muszę przyznać, ze nie omijałam nawet szkolnych lektur-po prostu nie
      rozumiałam streszczeń, nie mogłam sobie wyobrazić, tego, co działo się w
      powieści na podstawie kilkunastu zdań. Nigdy nie było problemu, co mi kupić na
      prezent-zawsze są to książki;)
      • ciri1971 Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 15:25


        > .
        > Jak wpadnie na którąś z was kiedyś zatopiona w lekturze i
        półprzytomna niska
        > brunetka-to będę ja:D


        Ha, to mogę być również ja:)
        • jul-kaa Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 15:31
          > > Jak wpadnie na którąś z was kiedyś zatopiona w lekturze i
          > półprzytomna niska
          > > brunetka-to będę ja:D
          >
          >
          > Ha, to mogę być również ja:)

          Jak tlusciutka - to ja :P
          • daslicht Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 18:01
            A jak wysoka to ja :)
    • daslicht Re: Zmierzch książki? 23.04.09, 18:56
      Nauczyłam się czytać w wieku 2 lat i od tego czasu czytam ksiazki w
      ilości na tony :) a że czytam znacznie szybciej niż przeciętna
      osoba, to moja statystyka jest duuużo wyższa. Oprócz książek także
      gazety, moja ulubiona to "Polityka", a takze... książeczki do płyt.
      Jestem płytomaniaczką (łatwiej mi, gdyż ciucho-, buto oraz
      stanikomaniaczką raczej nie zostanę ^^ ) i uczę się jezyków głównie
      z płyt. Żaden nauczyciel nie nauczył mnie tyle, co autorzy tekstów
      piosenek. Gramatyka owszem, ale czym jest płaska bezużyteczna
      gramatyka cośtam-perfect, która jest dla ciebie jedynie nudnym
      przykładem z podręcznika, przy NINowym "And all that could have
      been" ^^ Można w ten sposób poznać wiele ciekawych słówek, zwrotów
      potocznych, idiomów i innych. A potem nikt ci nie wierzy, że znasz
      to wszystko z płyt.
      Blixa Bargeld (z grupy Einsturzende Neubauten) zrobił fajną
      rzecz w książeczce do "Alles wieder offen" - teksty są po niemiecku,
      a pod spodem każdej linijki po angielsku. O wiele łatwiej zrozumieć
      i nauczyć się nowych słówek :)
      Alfabetu ruskiego nauczyłam się z opakowania chusteczek
      higienicznych, potem innych tekstów uzytkowych oraz z tekstów
      piosenek. Ale mam duże problemy z odczytaniem liter innych niż
      drukowane, bo w książkach są tylko takie :))) A zresztą mam w
      profilu że lubię języki(em), więc po co ja to piszę :)))

      Dobra, teraz ksiażki i tekst stulecia.
      Jedna z moich współlokatorek:
      W: Ej, ty przed chwilą czytałaś książkę, a teraz znowu?
      DL: Bo wtedy się uczyłam, a teraz to dla relaksu
      W: Relaksu? To książka i to książka, co to za różnica?
      DL: Z tej nie muszę wkuwać, czytam, bo chcę
      W: Łomatko!
      DL: Łomatkoooo!

      Ta sama pani dziwiła się, ze czytam słowniki. A co ja zrobię, że są
      fajne? :)

      Gdy ktoś czyta książki, to najpewniej będzie umiał porządnie się
      wysłowić. Wkurzają mnie te wszystkie dysmózgowia, co to one nic nie
      muszą. Ależ musisz, kochanieńki - odpowiadam takiemu - musisz
      przykładać się dwa razy tyle, co inni, żebyś nie wyszedł na idiotę.
      Mój kuzyn miał autentyczną dysleksję, chciał a nie mógł, ale nie
      było to dla niego przeszkodą w czytaniu i pisaniu (także własnych
      opowiadań), potrafił także przyłożyć się i obecnie pisze poprawnie.
      Dla dzieciaka, który ma dysmózgowie po znajomości, jest to zwykle
      pretekst by się obijać i mieć wszystko gdzieś :/

      O lekturach: niektóre przeczytałam, niektóre olałam. Nie cierpiałam
      wszystkiego, co opowiadało o "patriotycznych uczuciach Polaków w
      czasie zaborów". Sam ten zwrot wywoływał u mnie reakcję pt. "żołądek
      zdawał się kurczyć, skręcać i coraz bardziej do gardła przybliżać".
      Nie cierpię pitolenia, patetyzmu, wzniosłości i "X wielkim poetą
      był". W liceum ogromną radość sprawiało mi pisanie parodii tego typu
      utworów oraz rysowanie obleśnych ilustracji do nich. Jak pisałam
      wypracowania, to był to rzecz jasna "szczyt alternatywy" i pół
      szkoły je kserowało.

      Gdy kiedyś miałam profile na portalach randkowych i setki
      wielbicieli (moich fot, niestety), najlepszym sposobem na odsiew
      było pytanie "jaką kaiążkę ostatnio przeczytałeś?". Popularna
      odpowiedź: nie mam czasu na głupoty.
      Ja też nie mam w takim razie :P

      Wg mnie lepiej czytać nawet ksiazki pokroju Harlequinów, niż żadne.
      Zawsze jakaś pomoc w nauce poprawnego wysławiania się oraz
      ortografii. Niemniej czytanie "Faktu" na przemian z "SE" jest nieco
      dobijające :(

      Moja mama ma koleżankę, która nie czyta książek, tylko czeka aż
      siostra przeczyta i jej opowie. Ta babka ma wyższe wykształcenie,
      załama :(

      U mnie w rodzinie na szczęście same książkopochłaniacze :)
    • daslicht Ciekawe zjawisko 23.04.09, 19:00
      Ktoś rzuca hasło np. "Wywiad z wampirem"!

      X: Oglądałem
      Y: Oglądałam
      Z: Ja też oglądałam, razem z Y
      DL: A ja czytałam :)

      I tak do wielu innych tytułów :) Tez tak macie?
      • plica Re: Ciekawe zjawisko 23.04.09, 21:58
        "Niebezpieczne związki" !
        "Blade runner" !
        na przyklad. najpierw czytalam i jakby te ksiazki z deczka lepsze niz filmy :)
        wiekszosc znajomych owszem kojarzy, ogladali oczywiscie :)
        • ava.adore Re: Ciekawe zjawisko 23.04.09, 22:13
          No ale znowu nie popadajmy w jakiś książkowy faszyzm ;))) Jest dużo
          dobrych adaptacji, a całkiem sporo - tych przewyższających książkowy
          oryginał. Z wymienionych przez Was tytułów dwa uważam za lepsze do
          oglądania niż do czytania ("Wywiad..." i "Blade Runnera"),
          a "Niebezpieczne związki" są IMHO znakomite zarówno w wersji Laclosa
          jak i Frearsa :) W przypadku tych dwóch pierwszych też bym
          odpowiedziała: "Tja, widziałam" :P
          • pierwszalitera Re: Ciekawe zjawisko 24.04.09, 01:07
            ava.adore napisała:

            > No ale znowu nie popadajmy w jakiś książkowy faszyzm ;))) Jest dużo
            > dobrych adaptacji, a całkiem sporo - tych przewyższających książkowy
            > oryginał.

            Jasne. :-) Dobre filmy to osobna sztuka. Nawet z marnej treści można zrobić arcydzieło, coś kultowego. Ja do kina chodzę oglądać nie oryginalną historię, tylko jej wizualną przeróbkę. A nawet drażni mnie, gdy ktoś się skarży, że powieść była inna, coś zmieniono i skrócono. Przecież nie o to chodzi.
            • yaga7 Re: Ciekawe zjawisko 24.04.09, 08:33
              Zgadzam się.
              Dla mnie film a książka to co innego.
              Kiedyś bardzo mnie denerwowało, gdy film nie był dosłowną ekranizacją książki,
              ale mi już przeszło.

              A w przypadku Niebezpiecznych związków czy Blade Runnera filmy same w sobie są
              świetne, niezależnie od ich podobieństwa bądź nie do książek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka