elodia
22.04.09, 22:43
Uwielbiam czytać i - od czwartego roku życia, bo wtedy mnie babcia
(wkurzona moim ciągłym: poczytaj miiiii") nauczyła - pochłonęłam
całą masę książek.
W tamtym roku miałam spotkanie klasowe i moje koleżanki/koledzy
nadal czytają bardzo dużo.
Ale od młodych (przed 30stką) słyszę bardzo często, że książka to
przeżytek..... po co sobie głowę zaprzątać czyimiś problemami, jak
swoich nie brak... są ciekawsze sposoby spędzania czasu...
ostatecznie w jakiś deszczowy, wolny od zajęć dzień to można
kryminał/romans, ale nawet wtedy internet czy jakiś film lepiej
obejrzeć.
I widzę, że to nie tylko słowa.
Widzę jak omijają lektury, szukają w necie streszczeń, ściąg, albo
obejrzą film jeśli jest, na studiach mają wielkie pretensje do
wykładowców wymagających przeczytania kilku książek (bo przecież w
czasie studiów - powiadają - najlepiej już pracować, a w wolnej
chwili to się imprezuje a nie nad książką... nudzi).
A już po studiach, faktycznie nie czytają, chyba, że coś zawodowo im
potrzebne.
Słyszę, że książka to przeżytek, a żeby ich tyle w domu mieć - jak
my - to już całkiem dziwactwo.
I nie mogę w to uwierzyć.
Ale te kilka wyjątków - młodych osób, które znam, a które czytać
kochają nie napawa optymizmem:/
Zmierzch książki?