imieniny w pracy, brrr

09.05.09, 13:02
Od września pracuję w nowym miejscu. Do imienin Ewy było normalnie, czyli bez
"świętowania" w pracy. No i jedna Ewa na tak zwanym stanowisku namówiła drugą,
Bogu ducha winną Ewę i przyniosły ciasto. Pokroiły na talerze, rozniosły po
ludziach (ok. 25 osób). I się zaczęła jazda. Wprowadzono obowiązkowe składki
na kwiatki, pal licho przeżyję. Założenie było takie; każdy się składa, każdy
kwiatek na imieniny dostaje. I kolejne założenie: kto sobie życzy, ten robi
poczęstunek. Ale do tej pory, a jest już maj nawet przeciwnicy imienin w
pracy, czuli się przymuszeni do przyniesienia ciasta. Dla mnie całe
przedsięwzięcie to strata czasu. Wymuszone życzenia, sztywne gadki przy stole,
razem zasiadają osoby, które znają się na tyle by się przywitać i nic poza
tym. Nie cierpię takich sytuacji. Mam pracę, którą lubię i nie potrzebuję
sztucznej przerwy. Ale widzę, że niektórych to kręci. Cykliczne pytania: to
kto następny ma imieniny? moją koleżankę doprowadzają niemalże do łez. Gdy
rozpoczęła się cała imieninowa akcja i robiony był grafik kwiatkowy,
"przeniosła" swoje majowe imieniny na sierpień, by mieć bliżej moich i
ewentualnie cały ten cyrk przeżyć wspólnie. Ja cały czas powtarzam, że imienin
nie robię, ciasta nie będzie. Tylko co na to moimi współpracownicy? :))))
Jak jest u Was? Zostałyście wmanewrowane w takie, dla mnie dziwne zwyczaje? A
może jesteście ZA obchodzeniem imienin w pracy? Brrr
    • kasica_k Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 14:04
      Owszem, bywałam wmanewrowywana w takie akcje, i też jestem przeciwna
      uroczystościom w pracy, chyba że pracuje się w gronie samych przyjaciół. Po
      prostu nie składałam się i nie chodziłam do osób, które ledwie znałam. W dużym
      gronie to jest spokojnie do zrobienia, gorzej, jeśli chodzi np. o kilka -
      kilkanaście osób i większość z nich uwielbia te nieszczęsne imieninki. Ciasta
      nie robiłam nigdy, przynosiłam tylko cukierki :) Wydaje mi się, że to jest dobry
      kompromis. Stawiasz jakieś cukierki czy czekoladki na biurku, kto przyniesie
      kwiatki i złoży życzenia, tego poczęstujesz, i do widzenia. Z "urządzania" (typu
      spraszanie na godzinę, robienie herbatki i w ogóle całego lanczu z deserem -
      takie rzeczy też widziałam) się wykręć, wystarczy "dziękuję wam, ale nie
      urządzam imienin". Wydaje mi się, że lepiej szukać kompromisu niż stawiać sprawę
      na ostrzu noża :) W końcu takie zwyczaje, utrzymywane w rozsądnych proporcjach,
      nie są niczym strasznie złym. A współpracownicy się przyzwyczają, że u Ciebie
      mogą liczyć tylko na cukierki :) A kwiatki fajnie wyglądają na biurku.
      • dziudziulek Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 14:12
        Ha, gdybyś ktoś podchodził do mojego biurka z życzeniami, to faktycznie nie
        byłoby problemu, ale u nas jest ogłaszana zbiórka, wszyscy stoją w kółeczku,
        solenizant nerwowo przestępuje z nogi na nogę, kierownik strzela mowę, wręcza
        kwiatki. Czasami kierownik się spóźnia..., czasami spóźniają się kwiatki..., nie
        wygląda to wszystko naturalnie. I pół biedy jeśli kierownik powie, że są to
        życzenia od wszystkich, bo zdarzyło mu się kilka razy powiedzieć: Teraz można
        składać życzenia. Kosmos, po prostu kosmos.
        • kotwtrampkach Re: imieniny w pracy, brrr 16.05.09, 21:57
          ale skoro jest więcej osób niechętnych, nie mozna delikatnie zasugerować, że to
          Wam nie pasuje? Albo że jest żenujące? Że fajny pomysł, ale raczej się nie
          sprawdził?
          Można by np zrobić zbiorczo wszystkie imieniny ;-) jeden dzień w roku
          imieninowy, pani kazia zrobi popisowy sernik a pani zosia przyniesie pierniki ;-)
          Albo można ogłosić się ateistką (to teraz takie modne) i nie obchodzić imienin.
          (to nie miało być kontrowersyjne, tylko poszukujące :-) :-) )
    • jolina3 Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 14:19
      Ech! Doskonale to rozumiem :)). Kosmos i beznadzieja. I te wszystkie
      życzenia składane "od serca" i z fałszywym uśmiechem, he he.
      Na szczęście u mnie od kilku lat wprowadzono nową, świecką tradycję -
      urlopu w dniu imienin.
      Niestety inaczej się nie da. Jeżeli jesteś w pracy, to zaraz któryś
      ze współpracowników czuje się "zobowiązany" wyskoczyć z
      kwiatami/prezentem i składką i szopka się zaczyna.
      • dziudziulek Re: imieniny w pracy, brrr 10.05.09, 00:30
        Czyli zamiast do ciasta, przymuszają tak naprawdę do urlopu :/, kto nie chce
        obchodzić ten ucieka na wolne. U nas to nie działa, życzenia były składane z
        poślizgiem, jeśli ktoś był nieobecny w pracy w dniu swoich imienin
        • jolina3 Re: imieniny w pracy, brrr 10.05.09, 01:27
          Niby tak, przymuszają, ale wolę urop od sztucznego spędu. Mogę w ten
          dzień sama sobie zrobić prezent, i zająć się dopieszczaniem siebie:
          zakupy, fryzjer, kosmetyczka czy na co tam tylko mam ochotę :)
          Na spokojnie i bez stresu.
    • aadrianka Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 14:36
      Niektórzy u mnie w pracy wyprawiają. Ogranicza się to na ogół do
      przyniesienia ciasta i ogłoszenia "tu stoi, częstujcie się". Składek
      na kwiatki i innych takich nikt nie organizuje. Czasami po pracy
      robi się wypad na piwko.
    • madzioreck Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 16:25
      U mnie w pracy nie ma jako takiego "wyprawiania" imienin - w małym oddziale
      banku to raczej niewykonalne, jest nas tylko 5, a trzeba obsługiwać. Ale od
      jakiegoś czasu zrzucamy się na prezent, jakiś miły drobiazg, jeśli któraś ma
      urodziny czy imieniny, a gwiazda dnia kupuje W-Z - tyle, że u nas to miły
      zwyczaj, jesteśmy zżyte, lubimy się, i zawsze wiadomo, co kupić, żeby się ta
      osoba ucieszyła, jakie która lubi zapachy, kolory itp. Szybkie "najlepszego",
      buzi-buzi i do roboty :)
    • monika3411 Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 17:34
      U mnie kiedyś, dawno temu, były urządzane przyjęcia wręcz.
      Nienawidziłam tego szczerą nienawiścią. Któregoś roku jedna z pań
      przegięła i zrobiła bardzo wystawne party. Szef się wtedy wściekł i
      zakazał urządzania imienin w pracy.
      Teraz imieniny są obchodzone w obrębie pokojów, na szczęście nie
      wszystkich :-) W moim pokoju nie ma imienin :-)
      Z koleżanką, którą _naprawdę_ lubię kupujemy sobie drobne prezenty i
      po kryjomu składamy sobie życzenia i wręczamy te drobiazgi.
      Miałam imieniny tydzień temu i z kilkudziesięciu osób z mojej pracy
      tylko ona jedna zadzwoniła z życzeniami (jestem od kilku miesięcy na
      zwolnieniu). Dla mnie to ewidentny dowód na szczerość tych
      ogólnopracowych spędów.
      Odrębną bajką są imieniny nauczycieli w szkole mego dziecka. Tylko
      ja i jeszcze jeden tata toczymy nierówne walki z lizusami
      wymuszającymi składki na kwiaty dla nauczycieli. Co ciekawe, składki
      te wymuszane są przez rodziców dzieci słabo uczących się. Przypadek?
    • greylin Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 18:41
      U mnie są życzenia, kwiatki. grono raczej małe, więc zwyczaj raczej
      nienapompowany. Ciasto nieobowiązkowe.
      Ostatnio szef miał imieniny. Zamiast kwiatków dostał kiełbasę, cebulkę i
      szczypiorek. :D Prezent z apetytem skonsumował ;) to taki typ, co by
      imieninowych kwiatków nawet do wazonu zapomniał włożyć.
    • martulka_s Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 21:36
      U nas na szczęście nie ma zwyczaju obchodzenia urodzin/imienin w pracy. Tylko
      życzenia świąteczne, ale ja jestem niedotykalska i pyskata, więc tylko szefowa
      się odważa rzucać na mnie z życzeniami. I tylko wtedy, kiedy nie uda mi się
      przed nią schować, bo ja zwykle kanałami się przemieszczam przy takich okazjach.
      Tak na wszelki wypadek.
    • magdalaena1977 Re: imieniny w pracy, brrr 09.05.09, 23:36
      Co za koszmar !
      u mnie przez pewien czas był taki zwyczaj i nienawdziłam go.
      Teraz jakoś zanikł, a ja w dodatku już sobie załatwiłam, że 29 nie przyjdę do
      pracy (bo będę sprzątać i robić jedzonko dla domowych gości). Ale mam koleżankę,
      którą aż kusi i kupuje np. tort.

      Ale świętujemy (ciastem i kawą) awanse i pożegnania pracowników, ale wypadają
      one na tyle rzadko, że każdy sam chce się pochwalić, a składka na prezent nie
      jest znacząca.
      • dziudziulek Re: imieniny w pracy, brrr 10.05.09, 00:33
        u mnie awanse, pożegnania, przenosiny, "wkupne" niestety też
    • turzyca abstrahujac od tematu 10.05.09, 00:08
      Do imienin Ewy było normalnie, czyli bez
      > "świętowania" w pracy. No i jedna Ewa na tak zwanym stanowisku namówiła drugą,
      > Bogu ducha winną Ewę i przyniosły ciasto.

      Rany boskie! One sa naprawde normalne? Przypadkiem jestem zupelnie swiadoma,
      kiedy wypadaja imieniny Ewy - jest to dokladnie 24 grudnia. Jesli ktos w
      ferworze przedswiatecznych przygotowan ma czas, chec i sily na pieczenie ciasta
      jeszcze dla wspolpracownikow, to ja jestem ciekawa, jak ta osoba funkcjonuje w
      swoim domu. No i wydawalo mi sie, ze w Wigilie to kazdy kombinuje jak tu
      mozliwie szybko zmyc sie do rodziny...
      Gdyby to byly Kasie, Elzbiety czy Anny to bym na ten opis w ogole nie zwrocila
      uwagi, ale ze Ewy ciasto przyniosly, to mnie dziwi niesamowicie.
      • dziudziulek Re: abstrahujac od tematu 10.05.09, 00:27
        turzyco :)) przyniosły dwa dni przed wigilią
    • kaga9 Re: imieniny w pracy, brrr 10.05.09, 13:32
      Och wrrr, współczuję...Mam ograniczoną potrzebę kontaktu fizycznego i niechęć do
      składania mi życzeń z przytulaskami i całuskami, brrr. W moim obecnym miejscu
      pracy sporadycznie ktoś przynosił ciasto czy cukierki jeszcze kilka lat temu,
      teraz jest spokój. Na spotkania świąteczne nie chodzę, bo mam taką możliwość (są
      organizowane po pracy).

      Wiecie co? Ja jakoś w ogóle nie lubię imienin. Nie chcę urazić nikogo o
      odmiennych poglądach, ale...jakoś nie czuję ich ważności. Znacznie bardziej
      przemawia do mnie tradycja obchodzenia urodzin.
    • thorrey Re: imieniny w pracy, brrr 10.05.09, 15:14
      Solidaryzuję się. KOnsekwentnie od wielu lat uciekam na urlop,
      nienawidzę siedzenia przy stole, wymuszonych rozmów i całusów.
      Cukierów nie przyniosłam nawet na pożegnanie...Znajomych, których
      lubłam, zaprosiłam na pizzę poza pracą. Praca to praca,

      A jak ktoś się pyta, to mówię, że nie obchodzę imienin. I tyle.
    • zooba Nie wyprawiam 10.05.09, 21:23
      ale na urlop nie uciekam - to byłoby jak kapitulacja. Nie wyprawiam,bo tak naprawdę chciałabym zaprosić tylko kilka osób, ale zwyczajowo ludzie zapraszają wszystkich w swoim dziale i wszystkich, z którymi ma solenizant regularny kontakt, brrr...
      Sztuczność życzeń mnie powala, nie lubię słyszeć "zdrowia, szczęścia i podwyżki" od 30 osób.

    • luliluli Re: imieniny w pracy, brrr 11.05.09, 09:53
      w mojej pracy nikt nie wie, kiedy obchodzę imieniny, urodziny czy
      cokolwiek:) więc ze soba problemów nie mam.
      Część pracowników robi imieniny na zasadzie - mam ciasto, roznosze
      po kawałku:) uczestniczyłam w jednej zrzutce, ale mnie to rozbawiło
      po czasie, krótko wtedy pracowałam i nie znałam tutejszych
      zwyczajów.
      Uznałam ostatecznie, że skoro (w przeciwieństwie do większości) nie
      jestem z żadnego działu i pracuję właściwie jednoosobowo, to nie
      będę się wydurniać:D w dodatku u mnie większość to "stara gwardia",
      a ja jestem raczej świeżyną (po 1,5 roku), na dodatej najmłodszą w
      firmie, bo reszta to raczej okolice wieku moich rodziców, więc jakoś
      wszyscy ograniczamy się do wymiany bardziej podstawowych
      grzeczności:)
    • ocisza Re: imieniny w pracy, brrr 11.05.09, 10:29
      Na szczęście u mnie w pracy jest wolność wyboru ;) Są osoby, które przynoszą
      własnoręcznie przygotowane wypieki i zapraszają wszystkich współpracowników na
      kawę i ciasto z okazji urodzin lub imienin. Ale większość albo całkiem odpuszcza
      sobie świętowanie albo ogranicza się do miski z cukierkami na biurku. U nas
      większość kadry to mężczyźni, a oni raczej lajtowo podchodzą do takich rzeczy,
      więc nie ma problemu. No i nie funkcjonują składki na kwiaty czy prezenty.
    • justyna-8 Re: imieniny w pracy, brrr 14.05.09, 13:41
      U nas szefowa gustuje w takich imprezach. Kiedyś zrobiła kalendarz,
      kto kiedy ma imieniny. Na szczęście zaginął. Teraz kto chce ten robi
      imieniny, reszta się zrzuca na prezent. Kto nie chce, ten nie robi i
      tyle. Ja nie przypominam kiedy mam imieniny.
      Za to obchodzone jest jajeczko i wigilia. W tym roku współpracownicy
      podłożyli nam świnię u szefowej i była niemiła atmosfera, więc w
      dniu jajeczka wzięliśmy urlopy już na święta. Piszę my, bo pracuje
      razem z mężem.
    • clarisse Re: imieniny w pracy, brrr 17.05.09, 01:59
      Hmmm... nie wiedziałam, że jeszcze gdzieś obchodzi się imieniny w miejscu pracy!
      Dla mnie to przeżytek z czasów pracy mojej Mamy (która szczerze nie znosiła
      konieczności pieczenia ciasta dla połowy firmy i poczęstowania wszystkich
      kawą... która zresztą (kawa znaczy) była dobrem luksusowym wtedy :) )

      W mojej pracy nic podobnego nie ma. To znaczy - jest kilka osób, które z okazji
      swoich świąt przynoszą do pracy ciasto, stawiają w kuchni i informują - zależnie
      od wielkości ciasta - albo całą firmę, albo bliższych współpracowników, że
      należy się częstować. Albo zaglądają do kolejnych pokojów z michą cukierków.
      Wtedy składa się im życzenia. O żadnych składkach na kwiaty czy inne takie nie
      ma mowy, i nikomu nie przyszłoby do głowy odrywać całej firmy od pracy z tego
      powodu.

      Po namyśle - przypominam sobie jednak, że przed laty, kiedy ta sama firma nie
      musiała dbać o wynik finansowy, bo była finansowana częściowo z jakichś
      funduszy, każda okazja była dobra, żeby się spotkać w pokoju konferencyjnym...
      Czyli podobnie jak u mojej Mamy lat temu, powiedzmy, trzydzieści. Może po prostu
      ci, którzy muszą na siebie zarobić, nie mają czasu na takie dyrdymały? A dla
      tych, którzy nie muszą, każda okazja do przerwania pracy jest dobra?
    • nancy_callahan Re: imieniny w pracy, brrr 17.05.09, 16:43
      Zwyczaj przeze mnie szczerze znienawidzony:)
      i to nie ze wzgledu na składki czy nawet koniecznośc kupienia i
      przyniesienia ciasta, ale własnie z uwagi na sztuczność calej
      atmosfery i fakt, że ma sie pełną świadomośc, iż w istocie nikogo to
      nie bawi.
      W obecniej pracy na szczęście zwyczaj nie funkcjonuje, przynajmniej
      w moim wydziale z czego się niezmiernie cieszę.
      W dniu urodzin czy imienin mam zawsze w pokoju czekoladki czy inne
      slodkości i jesli przyjdzie ktos kto pamiętał i sklada życzenia -
      oczywiście bez żadnych kwiatów czy podarunków to zostaje
      poczęstowany drobą słodkością i tyle.
      W tym roku tak się jednakże zdarzylo, że imieniny zbiegły mi się z
      dośc poważnym, nazwijmy to awansem, i to takim, w ktorym dużo ludzi
      pomogło, więc bez żadnego przymusu, wręcz z przyjemnością kupiłam
      mnóstwo ciasta, obdzieliłam tym ciastem pokoje współpracowników i
      równie bez przymusu przyjęłam gratulacje i kwiaty. Ale odbyło sie
      tak miło i bez zgrzytów, bo niemiła szefowa byla akurat na urlopie:)
    • certain_whatsit Re: imieniny w pracy, brrr 18.05.09, 11:50
      Ja pracuję w domu, więc imieniny obchodzę jeśli mam na to ochotę i z
      kim chcę. Natomiast pod moim mieszkaniem mieści się biuro, w którym
      jest zatrudniony mój mąż - i to już zupełnie inna para kaloszy.
      Imieniny obchodzi się tam zbiorowo i nad wyraz hucznie, bo hurtem.
      Dwa razy do roku - najpierw 1 impreza dla tych, których imieniny
      przypadają na pierwszą połowę roku, a po 6 miesiącach druga dla
      reszty. Plus "wigilie", plus "zajączki", plus rocznice powstania
      firmy. Masakra jak w PRLu. Zespół jest stary, ale mało zgrany,
      raczej przesycony wzajemnymi resentymentami. Mąż jest jednym z
      młodszych pracowników. A imprezy (łącznie z "wigilią") mają zwykle
      przebieg następujący: mowy okolicznościowe i toasty, jedzenie,
      toasty, jedzenie, toasty, tańce, śpiewy, toasty, tańce, śpiewy. Ci,
      co nie tańczą (choć o raczej pijackie drgawki)siedzą sztywno wokół
      stołu, aż się pod niego nie zwalą... Brr. Nie wiem, jak coś takiego
      ma "promować integrację pracowików".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja