Dodaj do ulubionych

Dbanie o siebie?

17.08.09, 12:13
Może to i trochę wyświechtany temat, ale cały czas aktualny. Wszędzie mówi się
o tym, żeby kobiety "dbały o siebie". Zewsząd bombarduje się je reklamami,
artykułami w prasie i sieci, z każdej strony jest wywierana presja, by ciągle
coś ze sobą robić. Jasne, że zdecydowana większość kobiet chce wyglądać dobrze
i robi coś w tym kierunku, bo taka ich natura. Chcemy się podobać innym,
chcemy się czuć dobrze ze swoim ciałem i nie ma w tym nic nienaturalnego.

Z drugiej strony jednak, zwrot "dbanie o siebie" kojarzy się przede wszystkim
z robieniem czegoś dla siebie, z rozpieszczaniem siebie samej i działaniami
mającymi na celu podniesienie NASZEGO komfortu i własnej oceny. Dlaczego więc
tego zwrotu używa się w kontekście zabiegów i działań, które niekoniecznie są
dla nas przyjemne i zdrowe? Dlaczego panuje pogląd, że kobieta musi dbać o
siebie przede wszystkim po to, by podobać się innym? Dlaczego "zadbana
kobieta", to dla wielu ludzi kobieta nadmiernie szczupła, z niezdrową sztuczną
opalenizną i katująca się butami na zbyt wysokich obcasach? Czy można
powiedzieć, że kobieta dba o siebie, jeśli stosuje rygorystyczną dietę i wciąż
masakruje swoje ciało maszynką do golenia? Dla kogo my tak właściwie to robimy?

Moim zdaniem kobieta zadbana to taka, która przede wszystkim myśli o tym, jak
ona się czuje w swojej skórze, a nie, jak postrzegają ją inni. Nie znaczy to,
że nic z sobą nie robi, ale to, co robi, robi dla własnej satysfakcji. Nie
dręczy się zbyt ostrą dietą, ale je zdrowo i rozsądnie, nie zamęcza się
ćwiczeniami, ale rusza się dla zdrowia i kondycji. Nie rujnuje sobie zdrowia
solariami, 12-centymetrowymi szpilkami i nie wbija się w niewygodne ciuchy po
to, by wyglądać seksowniej. Z dbaniem o siebie kojarzą mi się raczej zabiegi
pielęgnacyjne, jak relaksujące kąpiele, masaże i używanie dobrych kosmetyków
do ciała - wtedy można powiedzieć, że kobieta dba o siebie, bo zapewnia sobie
komfort i dobre samopoczucie, zamiast koncentrować się przede wszystkim na
podobaniu się innym.

Myślę, że właśnie my, kobiety dobrze ostanikowane, jesteśmy przykładem kobiet,
które dbają o siebie właśnie w taki sposób. Obserwując różne panie, nawet te
bardzo zamożne, ze świata showbiznesu, nie da się nie zauważyć, że sporo z
nich dba o siebie właśnie w taki sposób na pokaz, wbijając się w za ciasne
staniki, ku uciesze panów, pokazując zmasakrowane chałki zamiast piersi.
Lobbystki starają się zmienić pogląd, że piersi służą wyłącznie do pokazywania
facetom, otwarcie mówiąc, że najważniejsza jest wygoda, zdrowie i samopoczucie
kobiety. Mówienie o tym jest bardzo potrzebne, bo może kiedyś dokonamy
rewolucji i z reklam będą na nas patrzyły NAPRAWDĘ zadbane i szczęśliwe
kobiety o naturalnej urodzie, a nie sztuczne i podrasowane obiekty seksualne z
minami cierpiętnic :)

A co Wy o tym sądzicie? Czym jest dla Was dbanie o siebie i co myślicie o
obecnej postawie społeczeństwa, które traktuje kobiety przede wszystkim jako
element dekoracyjny środowiska? :P
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 13:28
      cissnei napisała:
      > Z dbaniem o siebie kojarzą mi się raczej zabiegi
      > pielęgnacyjne, jak relaksujące kąpiele, masaże i używanie dobrych kosmetyków
      > do ciała - wtedy można powiedzieć, że kobieta dba o siebie, bo zapewnia sobie
      > komfort i dobre samopoczucie, zamiast koncentrować się przede wszystkim na
      > podobaniu się innym.
      A mnie trochę denerwuje taka postawa jak powyżej - tzn. przeszkadza mi
      założenie, że stosowanie kosmetyków, masaże, kąpiele itp. z zasady jest przyjemne.
      Dla mnie nie jest.
      Nie cierpię poddawać się zabiegom kosmetycznym dokonywanym rękami innych - u
      kosmetyczki nie byłam od lat, podczas wizyt u fryzjera marzę, żeby było już po
      wszystkim. Nie lubię malować paznokci, pedicure, depilacji itp.
      Robię te wszystkie rzeczy, bo lubię ładnie wyglądać (mieć dobrą fryzurę, ładną
      cerę, zrobione i pomalowane paznokcie), ale chciałabym osiągać to jakoś bezboleśnie.

      I dla mnie dbanie o siebie to właśnie taki konieczny rygor - obciąć, zakręcić,
      wydepilować, pomalować. Zestaw zabiegów może się różnić, ale większość kobiet ,
      które nie dbają o włosy, nie opiłowują paznokci ... wygląda na zaniedbane.
      • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 13:49
        No właśnie, o to mi przecież chodzi. Jeśli kobieta uważa jakieś zabiegi za
        nieprzyjemne, to dlaczego musi je stosować, żeby była uważana za zadbaną? Nie
        mówię tutaj o dbaniu o higienę czy innych oczywistych rzeczach, ale o takich
        pomysłach, jak np. chodzenie do solarium czy wyrywanie brwi. Czy kobieta, która
        tego nie robi, jest zaniedbana? A jeśli tak, to właściwie, komu ma to wszystko
        służyć - czy jej niechęć do zadawania sobie bólu jest mniej ważna od opinii
        ogółu, który twierdzi, że niewyregulowane brwi są oznaką zaniedbania?

        Dla mnie kobieta zadbana to przede wszystkim kobieta szczęśliwa, nie zagłodzona,
        nie zmęczona, zdrowa i dobrze czująca się w swoim ciele. Mniej obchodzi mnie
        kolor jej paznokci czy niewydepilowane nogi.
        • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:12
          > No właśnie, o to mi przecież chodzi. Jeśli kobieta uważa jakieś
          > zabiegi za nieprzyjemne, to dlaczego musi je stosować, żeby była
          > uważana za zadbaną? Nie mówię tutaj o dbaniu o higienę czy innych
          > oczywistych rzeczach, ale o takich pomysłach, jak np. chodzenie do
          > solarium czy wyrywanie brwi.

          widzisz, sama piszesz o higienie czy innych OCZYWISTYCH rzeczach oraz okreslasz
          (dajac przyklady), co jest "pomyslem" ;) problem w tym, ze te granice sa plynne
          i dla roznych kobiet - rozne.

          co to dla Ciebie inne, poza higiena, oczywiste rzeczy?...

          ja bym pozostala jedynie przy higienie, a na reszte dala wolna reke ;) no ale ja
          zadbana (wg standardow) kobieta na pewno nie jestem, wiec pewnie sie nie znam...


          > Dla mnie kobieta zadbana to przede wszystkim kobieta szczęśliwa,
          > nie zagłodzona, nie zmęczona, zdrowa i dobrze czująca się w swoim
          > ciele. Mniej obchodzi mnie kolor jej paznokci czy niewydepilowane
          > nogi.

          czasem bycie nie-zmeczona jest nieosiagalne... mowi Ci to matka dwojki malych
          dzieci ;)
          ale z reszta sie zgadzam!
          • magdalaena1977 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:20
            kura17 napisała:
            > widzisz, sama piszesz o higienie czy innych OCZYWISTYCH rzeczach
            > oraz okreslasz (dajac przyklady), co jest "pomyslem" ;) problem w > tym, ze te
            granice sa plynne i dla roznych kobiet - rozne.
            >
            > co to dla Ciebie inne, poza higiena, oczywiste rzeczy?...
            Zgadzam się z kurą.
            Bo co będzie tym opcjonalnym dodatkiem a co podstawową higieną
            - depilacja nóg i pach ?
            - miękkie piety (moje wymagają strasznie dużo pracy) ?
            - opiłowane paznokcie ?
            - dobrze obcięte włosy ?
            • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:32

              > Bo co będzie tym opcjonalnym dodatkiem a co podstawową higieną
              > - depilacja nóg i pach ?
              > - miękkie piety (moje wymagają strasznie dużo pracy) ?
              > - opiłowane paznokcie ?
              > - dobrze obcięte włosy ?

              dla mnie zadna z tych rzeczy higiena juz nie jest...
              ... heretyczka, pfuj...
            • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:37
              A cóż ma wspólnego depilacja z higieną? Może jeszcze golenie pach ma jakiś wpływ
              na mniej intensywny zapach potu, ale nogi czy ręce? Zresztą, trzeba po prostu
              się myć :P

              Paznokcie, włosy i wszystko inne powinny być po prostu czyste. Lakier na
              brudnych paznokciach i precyzyjnie zrobione pasemka na nieumytych włosach to
              taki sam koszmar jak maskowanie perfumami braków w higienie osobistej.
              • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:00
                cissnei napisała:

                > Lakier na brudnych paznokciach i precyzyjnie zrobione pasemka na
                > nieumytych włosach to taki sam koszmar jak maskowanie perfumami
                > braków w higienie osobistej.

                haha, mam nadzieje, ze to nie bylo o mnie, bo napisalam ze lubie ladnie pachnac :D

                zart oczywiscie! zart! :)
                • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:15
                  kura17 napisała:

                  > cissnei napisała:
                  >
                  > > Lakier na brudnych paznokciach i precyzyjnie zrobione pasemka na
                  > > nieumytych włosach to taki sam koszmar jak maskowanie perfumami
                  > > braków w higienie osobistej.
                  >
                  > haha, mam nadzieje, ze to nie bylo o mnie, bo napisalam ze lubie ladnie pachnac
                  > :D
                  >
                  > zart oczywiscie! zart! :)
                  >
                  Jestem wyczulona na ukryte aluzje, ale na to bym w życiu nie wpadła :D
                  • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:23

                    > Jestem wyczulona na ukryte aluzje, ale na to bym w życiu nie wpadła :D

                    czyli ja jestem wyczulona bardziej ;)
          • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:29
            kura17 napisała:
            > widzisz, sama piszesz o higienie czy innych OCZYWISTYCH rzeczach oraz okreslasz
            > (dajac przyklady), co jest "pomyslem" ;) problem w tym, ze te granice sa plynne
            > i dla roznych kobiet - rozne.
            >
            > co to dla Ciebie inne, poza higiena, oczywiste rzeczy?...

            Higiena, dbanie o zdrowie, czyste i w miarę nieobszarpane ciuchy. Tyle :) Nie
            jestem od tego, by oceniać, co ktoś ma z sobą robić.

            Ja też pewnie nie zostałabym uznana za zadbaną kobietę - nigdy się nie opalam,
            paznokcie maluję na raz na rok i całkowicie mam gdzieś, co jest modne, a co nie,
            bo dla mnie liczy się przede wszystkim wygoda, a na drugim miejscu moje osobiste
            poczucie estetyki. I też myślę, że nikt nie powinien narzucać innym sposobu, w
            jaki mają dbać o siebie.

            Na samą myśl o woskowaniu bikini mam ciarki na plecach ;)
            • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:33

              > Higiena, dbanie o zdrowie, czyste i w miarę nieobszarpane ciuchy.

              to jeszcze - jak definiujesz "higiene"? byc czystym wystarczy, czy cos jeszcze? ;)


              > Na samą myśl o woskowaniu bikini mam ciarki na plecach ;)

              na plechach?...
              • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:38
                kura17 napisała:
                >
                > > Higiena, dbanie o zdrowie, czyste i w miarę nieobszarpane ciuchy.
                >
                > to jeszcze - jak definiujesz "higiene"? byc czystym wystarczy, czy cos jeszcze?
                > ;)

                Hmm, no tak. Napisałam coś innego? ;)
            • jehanette Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:52
              Cissnei, witaj w klubie :)
              Nie używam makijażu (nigdy!), nie farbuję włosów, nie maluję paznokci u rąk, u
              nóg tylko w lecie jak noszę sandały, nie noszę szpilek, nie wyrywam brwi, nie
              chodzę do solarium (dać się zamknąć w piekarniku, auć!), nigdy nie byłam u
              kosmetyczki... nie jestem jakimś obdartym babochłopem ;)

              Temat się pojawia co jakiś czas na różnych forach, może trzeba założyć forum
              oddzielne, poświęcone właśnie zdrowemu dbaniu o siebie, dla kobiet które nie
              uważają, że ekstra wygląd to tona makeupu na twarzy i 10 cm szpilki?
              • thorrey Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:18
                jehanette napisała:

                > nie wyrywam brwi,

                Ja też nie wyrywałam, dopóki dwa lata temu nie poszłam (pierwszy raz
                w życiu) do koszmetyczki i ta nie wyregulowała mi brwi. I już nigdy
                nie wrócę do brwi "au naturel". Twarz wygląda zupełnie inaczej przy
                wyregulowanych łukach brwiowych. Ja nie mówię oczywiście o robieniu
                sobie z brwi "kreseczki", ale o usunięciu kilku zbędnych włosków, co
                zabiera może minutę na tydzień i co robię sobie już sama.

                A do kosmetycznki nie chodzę, bo to po prostu nie działa,
                przynajmniej na mnie. Po dwóch tygodniach po wizycie u kosmetyczki
                twarz wyglądała mi zupełnie tak samo, tzn. zaraz się
                znowu "zanieczyściła". A te wszystkie algi, kwasy - wg mnie to
                bardziej działa na psychikę kobiety, która lepiej się czuje, bo dba
                o siebie, niż działa rzeczywiście.
              • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:32
                A to zazdroszczę :) Ja akurat mam spore zastrzeżenia do siebie i bez makijażu
                nie wychodzę z domu. Nie wiem, może to kwestia mojej psychiki, a może właśnie
                tej całej psychozy wokół dbania o urodę. Inna sprawa, że mam w tym wszystkim
                sporo utrudnień (duża wada wzroku, problemy hormonalne), przez co czasami
                zachowuję się irracjonalnie. Np. od kilku lat nie byłam na plaży, choć marzę o
                tym przy takich upałach jak dziś. Ale to mój wybór, choć bolesny ;)

                Tak czy inaczej, nie znoszę traktowania kobiet jak trawnik - zadbany równa się
                miękki, bujny i równo przystrzyżony, żeby się fajnie po nim deptało :P
                • jehanette Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:58
                  Porównanie z trawnikiem - dobre :)

                  Ja miałam taki przykład w domu: babcia przestała się malować, bo uczulały ją
                  kosmetyki i potem jak ich skład się poprawił już nie wróciła, mama malowała się
                  okazjonalnie (pamiętam z dzieciństwa jakieś strasznie stare kredki do oczu,
                  nieużywane ;), a efektem jestem ja, która nie czuje zupełnie potrzeby malowania
                  się. Do przykładu rodzinnego dołożyły się jeszcze problemy z trądzikiem i
                  kategoryczna opinia Pani Dermatolog, że na pryszcze nie wolno nakładać pudrów
                  ani podkładów bo to nie pozwala skórze oddychać i zatyka pory. Bardzo jestem jej
                  wdzięczna za to...

                  Wiele osób nawet nie zauważa, że się nie maluję, co moim zdaniem oznacza, że nie
                  odbiegam wyglądem od normy tzn. nie wyglądam jak zaniedbany garkotłuk :)
                  • skrzydlasta Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:12
                    Jak miło przeczytać, że ktoś się nie maluje. Ja też się nie maluje, nie opalam,
                    nie skubię brwi, nie chodzę do kosmetyczki. Pachy lubię mieć ogolone (depilować
                    bym nie potrafiła) ale to już dla mnie kwestia higieny. Jak się pokazuję gdzieś
                    z gołymi nogami to są wydepilowane. Maluję paznokcie (bezbarwną odżywką, bo
                    pracuję rękami i bez warstwy ochronnej już bym paznokci nie miała). Noszę
                    okulary, a nie soczewki (nie potrafię sobie nic włożyć do oka, a poza tym bez
                    okularów wyglądam jak licealistka co mnie nie bawi w sytuacjach zawodowych).
                    Więcej grzechów nie pamiętam ;)
                • maheda Czegoś nie kumam. 18.08.09, 00:28
                  > Ja akurat mam spore zastrzeżenia do siebie i bez makijażu
                  > nie wychodzę z domu.

                  No bo czym się to różni od tego, że jakaś inna kobieta ma spore zastrzeżenia co
                  do swoich nóg i je goli czy depiluje? o.O'
                  • daslicht Re: Czegoś nie kumam. 18.08.09, 00:33
                    Jak się nie wydepiluje pach, to śmierdzą. Nogi... hmmm... moga
                    wyglądać nieco małpio, ale nie śmierdzą.

                    A jak się wyjdzie bez makijażu to NIC się nie stanie!
                    Sąsiedzi nie będą wychylac się z okna i wołać "Kryyyychaaaa!
                    Widziałaś? Kowalska wyszła bez tapetyyyyy!".

                    Robienie makijażu do warzywniaka czy marketu jest dla mnie
                    niezrozumiałe :))))))
                    • kuraiko Re: Czegoś nie kumam. 18.08.09, 00:42
                      no jak do tego warzywniaka ma się 20 minut w obie strony, do tego
                      jeszcze się tam spędza chwilę czasu i można spotkać kilku kolegów z
                      sąsiedztwa ;) to lepiej mieć komfort "wyglądania jak człowiek".
                      sporadycznie zdarza mi się wyjście do sklepu bez pudru i
                      opcjonalnego zamaskowania syfów, ale to naprawdę rzadko i wtedy
                      kiedy moja cera jest znośna. do tego błyszczyk/balsam bo nawet taka
                      krótka przechadzka powoduje u mnie wysuszenie ust. natomiast nie
                      rozumiem nakładania podkładu i tuszu do rzęs w takiej sytuacji ;)
                  • cissnei Re: Czegoś nie kumam. 18.08.09, 08:41
                    Takie zastrzeżenia to ja mam u siebie do wszystkiego... ;) Sama się na siebie
                    wściekam, bo mnie STRASZNIE obchodzi opinia innych ludzi, chociaż wiem, że nie
                    powinnam się wszystkim tak przejmować. Staram się z tym walczyć, ale wciąż
                    narzucam sobie sporo ograniczeń - w tym nie wyjdę, tam nie pójdę, bo jak to
                    będzie wyglądało. No cóż, efekt specyficznego wychowania i kilku innych rzeczy :/

                    Ale nie chcę sobie robić tutaj kozetki ;) Chciałam tylko spytać, co Wy myślicie
                    o dbaniu o siebie i jak wyobrażacie sobie kobietę zadbaną. Może któraś wypowiedź
                    będzie inspiracją dla mnie albo kogoś innego :)
                    • maheda Wg mnie kobieta zadbana 19.08.09, 14:21
                      To taka, która sama czuje się zadbana.
                      Jest to wg mnie koniec definicji.
                      Można wg mnie być kobietą zadbaną na przykład w męskiej koszuli, podartych
                      dżinach, bez makijażu i z rozczochranymi włosami :-) - wszystko zależy od
                      okoliczności.
            • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:19
              "Ja też pewnie nie zostałabym uznana za zadbaną kobietę - nigdy się
              nie opalam"

              serio opalanie się jest uznawane za oznakę zadbania? O__o wydawało
              mi się, że właśnie stosowanie filtrów i unikanie słońca jest oznaką
              dbania o siebie :>
      • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 14:14
        Madalena, przybij piatke! ja tez tychze zabiegow nie lubie, nudzi mi sie... ;)

        jedno z nieliczynch, co bardzo lubie, to ladnie pachnac - wybieram zel pod
        prysznic zwracajac bardzo uwage na zapach i w zasadzie codziennie sie perfumuje
        (mam kilka swoich ukochanych zapachow, ktorym jestem wierna od lat). reszte
        (poza higiena, hehe) olewam, nikt z zewnatrze nie nazwalby mnie zadbana, ale ja
        sie CZUJE zadbana, gdy jestem czysta i ladnie pachne ;)
    • luliluli Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:04
      Czy można
      > powiedzieć, że kobieta dba o siebie, jeśli stosuje rygorystyczną dietę i wciąż
      > masakruje swoje ciało maszynką do golenia? Dla kogo my tak właściwie to robimy?

      "masakrowanie ciała" maszynką do golenia - jeśli nie chodzi o golenie rąk i
      takich tam, a o pachy i nogi - jestem całkowicie i zupełnie na tak. Nie jest to
      dla mnie nic masakrującego:)

      Dbanie o siebie - moim zdaniem - to sprawianie, że się ma ochotę szerzej
      uśmiechnąć do własnego odbicia w lustrze. Dla mnie to rodzaj prezentu dla samej
      siebie - pójść na masaż, wymoczyć się w pachnącej olejkiem wodzie, dokładnie tak
      samo jak dać sobie godzinę snu po południu albo zjeść ulubione lody z owocami.
      Wszystko co pomaga się na chwilę skupić na sobie jest dla mnie jak najbardziej
      pożądane (głównie ze względu na to, że proporcjonalnie rzecz ujmując, częściej
      robi się coś nie dla siebie).
      Jest dla mnie rzeczą przyjemną zauważyć swoje odbicie w - powiedzmy - sklepowej
      witrynie i pyknąć automatycznie myśl "J. wyglądasz dziś powalająco":D
      Ale być może jest temu winne moje rozdwojenie jaźni - lubię, gdy jedna część
      mnie myśli mocno pozytywnie o drugiej części:D i to zarówno w kwestiach
      intelektualnych/wewnętrznych jak i tych zewnętrznych jak wygląd właśnie.
      A (z całym szacunkiem dla niewyznających podobnych do moich zasad) nie umiałabym
      się wewnętrznie skomplementować siedząc w wyciągniętym dresie, nieogolonych
      nogach i z czipsami w ręku przed telewizorem:>
    • zarin Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:14
      Zgadzam się. Pojęcie dbania o siebie totalnie zgrzyta, kiedy przez to rozumie się wybranie w wolnym czasie bolesnych zabiegów kosmetycznych zamiast np. obejrzenia filmu (czy czegokolwiek, co się lubi).
      Mnóstwo kobiet ma taki mechanizm obronny pt. "robię to dla siebie". Argumentują, że nawet będąc same z sobą muszą być wydepilowane, w makijażu (itp., itp.), co rzekomo świadczy o tym, że nie robią tego dla otoczenia. Jest to oczywiście nieprawda - to po prostu taki wpojony mechanizm, które każe nam patrzeć na siebie same oczami społeczeństwa, nawet kiedy nikt nas nie widzi. Najgorszy rodzaj kontroli to samokontrola.
      Jeżeli już wykonujemy te wszystkie zabiegi kosmetyczne (a nie ma w tym nic złego, próżnego), to przyznajmy się przed sobą, że robimy tak, bo tak nam wpojono, że jest to efekt socjalizacji, a nie nasz pomysł i dobra wola.

      Też nie wymagam od nikogo niczego poza higieną. Człowiek czysty i używający antypenspirantu jest dla mnie człowiekiem zadbanym. Nie znoszę tworzenia jednej estetyki, tak jak uniwersalnych zasad doboru stroju czy koloru do typu urody, sylwetki.
      • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:26
        Masz rację. Ja, niestety, też ulegam tej presji, mam masę kompleksów, bez
        makijażu z domu nie wyjdę i sama się na siebie wściekam, że tak mam. Na
        szczęście w domu czuję się swobodnie, przy chłopaku również, nie mam żadnych
        problemów z chodzeniem przy nim z nieogolonymi nogami, on zresztą również nie
        widzi w tym nic zdrożnego i puka się w czoło, kiedy go o to pytam.

        Szkoda, że w ogólnej, społecznej świadomości panuje taka psychoza na punkcie
        wszystkiego, co niedoskonałe. Golić włosy, ścierać pięty, nosić soczewki, zbijać
        każdy gram tłuszczu, opalać się do upadłego, powiększać mały biust, zmniejszać
        duży, wiecznie być seksowną, seksowną i jeszcze raz seksowną. Jak to nieoceniona
        Bridget J. stwierdziła - "bycie kobietą jest gorsze od bycia rolnikiem" ;)
        Nawet, jeśli w jakiejś babskiej gazecie pojawi się czasem artykuł z cyklu
        "pokochaj siebie", i tak kończy się na blablaniu o depilacji i masażach na
        cellulit. Szkoda, że na razie nie ma co liczyć na podjęcie tego tematu przez
        media, skoro one również mają swój interes w klajstrowaniu nas kosmetykami.
        • thorrey Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 15:57

          cissnei napisała:
          >opalać się do upadłego,

          Eee, no chyba aż takiej presji na opalanie się to nie ma, co? I
          chyba nie ma skojarzenia blada=niezadbana?

          Osobiście pielęgnuję swoją bladziznę, nie ruszam się zdomu bez
          filtra 50 na twarz (a i tak się opaliłam przez ciągłe jeżdzenie na
          rowerze, kurza twarz, nad czym bardzo boleję).

          Uważam, że bladość jest w modzie i tyle :))))
          • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 16:32
            No nie wiem, często zdarza mi się czytać komentarze pod zdjęciami ładnych,
            jasnoskórych kobiet "niezadbana krowa, mogłaby się trochę opalić". Mówi się
            trochę o tanoreksji, nie jest to jeszcze może tak strasznie rozpowszechnione,
            ale u nas w kraju latem jest wysyp kobiet spalonych na pomarańczowo - ani to
            ładne, ani zdrowe.

            Mnie tam zawsze bardziej podobała się jasna skóra. Moim zdaniem wygląda
            szlachetniej :) Ale z kolei na jasnej skórze o wiele bardziej widać wszelkie
            nierówności, pajączki i kropki po goleniu :/
            • tfu.tfu Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 18:37
              w Glasgow jest więcej solarek niż pubów ;]
            • thorrey Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 19:06
              cissnei napisała:

              > No nie wiem, często zdarza mi się czytać komentarze pod zdjęciami
              ładnych,
              > jasnoskórych kobiet "niezadbana krowa, mogłaby się trochę opalić".

              No szczęka mi opadła... To ja chyba żyję na zupełnie innej półkuli.
              • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 19:10
                Może po prostu nie czytasz w sieci głupich artykułów z jeszcze głupszymi
                komentarzami ;) Ja staram się od tego odzwyczaić, bo tylko się potem irytuję,
                ale czasem chęć przeczytania czegoś takiego jest silniejsza ode mnie :P
                • pierwszalitera Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:28
                  cissnei napisała:

                  > Może po prostu nie czytasz w sieci głupich artykułów z jeszcze głupszymi
                  > komentarzami ;) Ja staram się od tego odzwyczaić, bo tylko się potem irytuję,
                  > ale czasem chęć przeczytania czegoś takiego jest silniejsza ode mnie :P

                  No to ja też żyję chyba na innej półkuli, bo się nie opalam i nikt z tego powodu nie zarzucał mi mniejszej atrakcyjności. Faktem jest, że na jasnej skórze widać bardziej podrażnienia i nieregularności, ale z to wygląda się po przekroczeniu 40-tki co najmniej o 10 lat młodziej. No i chyba jacyś wyjątkowo niedoinformowani ludzie łączą opaleniznę z dbaniem o siebie, w cywilizowanym świecie jest dokładnie odwrotnie.
                  • cissnei Re: Dbanie o siebie? 21.08.09, 09:15
                    Dziś znalazłam coś takiego:
                    lula.pl/lula/1,97804,6937555,Wpadki__Britanny_Curran_prosto_z_jarmarku.html
                    Cytat: "Niestety ta stylizacja jest tak bardzo nieapetyczna (blady brzuch
                    aktorki to niezbyt miły widok), że nawet nie można potraktować jej jako celowej
                    prowokacji! Kto chciałby się tak oszpecić?" - widać na cywilizowanej gazecie też
                    takie poglądy się zdarzają ;) I takie coś znalazłam dzisiaj na głównej. To już
                    nawet nie sezon ogórkowy, to sezon flaków z olejem ;)
        • aadrianka Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 18:02
          Ale co mają do tej wyliczanki smutnych kobiecych obowiązków
          soczewki?:)
          Soczewki kontaktowe to, w porównaniu z okularami, gigantyczna
          wygoda, większy komfort widzenia i możliwość założenia ciemnych
          szkieł - latem nie do przecenienia. Mówię to ja, krótkowidz, 8
          dioptrii z małym hakiem:)
          Inna sprawa, że w pracy noszę okulary - przy komputerze mniej oczy
          się męczą. W związku z tym rano do pracy przeważnie też jadę w
          okularach, bo po co zakładać soczewki na te pół godziny. Z czego
          wynika również poranny brak makijażu (poza podkładem) - precyzyjne
          umalowanie tak krókowzrocznego oka wymaga wlezienia w lustro:)
          • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:26
            no ja się przez to właśnie poczułam jak pasztet w wielkich okularach
            xD
            a tak na serio, to uważam (i nie tylko ja :/), że o wiele lepiej
            wyglądam bez okularów. mam duże ładne oczy, okulary je pomniejszają.
            wczoraj... umalowałam dość mocno oczy, czarna kreska na dole, ciemny
            cień... mój facet po ok godzinie wspólnej jazdy pociągiem "o ładnie
            pomalowane oczy, właśnie zauważyłem... bo te okulary" :((((((((
            jak zacznę zarabiać, to pierwszym wydatkiem będą soczewki :(
            ale nie wiedziałam, że dziewczyna w sekach jest zaniedbana, nie ma
            dla mnie ratunku xD
            • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:32
              Ja tam nie mam zamiaru zamieniać okularów na soczewki, mam wrażliwe oczy, poza
              tym jest to dla mnie drogie i kłopotliwe. I to był akurat tylko przykład jednej
              z "wad", przynajmniej w opinii jakichś-tam-ludzi. Nie mojej :)

              Okulary w życiu bardzo mi się przydają, liczba bezczelnych zaczepek na ulicach
              spada o połowę. A jak jeszcze się rzuci tym charakterystycznym spojrzeniem zza
              szkieł - efekt srogiej nauczycielki murowany ;)
              • aadrianka Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:38
                Moich oczu zza szkieł prawie nie widać, spojrzeniem zabijam, ale w
                soczewkach :) Chociaż być może przy jakiejś małej wadzie też
                zostałabym w okularach.
                Ale nadal nie rozumiem, co mają soczewki/okulary do tej całej
                wyliczanki:)
                • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 21:51
                  Cytowałam z grubsza Bridget Jones, która w całej tej litanii strasznych zabiegów
                  miała właśnie soczewki kontaktowe, bez których jest ślepa jak kret ;)

                  Może ja to wyolbrzymiam, albo - co chyba bardziej prawdopodobne - pomieszkują we
                  mnie kompleksy z podstawówki, kiedy nosiłam okropne, plastikowe, różowe gogle,
                  ale w pisemkach dla pań częściej widzę reklamy soczewek niż okularów. No bo to
                  takie wygodne i tak pasuje do dzisiejszego modnego, aktywnego stylu życia. No bo
                  jak tu jednocześnie skakać na bungee, blogować na laptopie, uprawiać seks i
                  poprawiać sobie opadające okulary? :P
                  • aadrianka Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:02
                    Chyba trochę demonizujesz:) Soczewki to _jest_ wygoda w wielu
                    sytuacjach. I błogosławieństwo dla ślepych kretów, dla których z
                    całym przekonaniem się zaliczam;) A reklamy okularów widuję często -
                    nawet przyciągają większą uwagę, modelki w okularach wyglądają
                    bardzo wyraziście:)
                    • kura17 Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:06
                      moja szwagierka ma podobna wade, jak Adrianka. tez nie wyobraza sobie zycia bez
                      soczewek - okulary ma niesamowicie grube...
                      moj maz tez jest uzalezniony od soczewek (troche mniejsza wada, ale niewiele),
                      psioczy na wiosne, kiedy alergie uniemozliwiaja mu ich noszenie...
                      ... a ja psiocze przez reszte roku, bo on akurat wyglada nieziemsko seksownie w
                      swoich okularach (sa swietnie dobrane)...
                      • daslicht Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:34
                        Też mam tyle, ale zrobiłam sobie cienkie szkła i nie strasze
                        denkami. Niestety zmniejszają oczy i spadają tak samo jak tradycyjne.

                        Kiedyś nosiłam kontakty, potem mnie uczuliły i od tego czasu brylki.
                        Może jeszcze się kiedyś uda.

                        Może jeśli jestem wysoka, potężna, mam okulary i twardą wymowę, to
                        sprawiam nieco groźne wrażenie... no i co z tego?
                        • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:48
                          Jednego nie rozumiem... dlaczego spadają Wam okulary? Mnie nie spadają.
                          • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:09
                            chyba dlatego, że mają za szeroki "mostek" ;) pomaga
                            dogięcie "nosków", ale nie na dłuższą metę
                          • maja_sara Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 11:24
                            :-) Też mnie to zastanawia-jak?
                            Kaśka, oświeć nas!
                      • maja_sara Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 11:22

                        Dziś duża wada wzroku wcale nie musi nas skazywać na noszenie
                        grybych szkieł. Chcesz mieć szkła jak denka od butelek-wolny wybór.
                        Chcesz szkła cienkie, do tego takie, które przy dużej wadzie nie
                        zmniejszają tak dramatycznie oka-wybierasz takie. Sama mam sporą
                        wadę wzroku, a co za tym idzie dużo dioptrii, a szła w okularach mam
                        cieniuteńkie i bardzo lekkie.
                        • joankb Re: Dbanie o siebie? 21.08.09, 06:24
                          Widocznie nie masz aż takiej sporej.
                          Moje okulary, nawet pocieniane czy plastiki nie są ani leciutkie, ani
                          cieniutkie. Małe też nie są :))
                          Mam astygmatyzm ze sporym minusem i dodatkowo potrzebuję szkieł progresywnych
                          (albo trzech par...).
                          Cholernie droga impreza, w wykonaniu "cienkim" i tzw. biurowym, do pracy przed
                          monitorem, ceny są zabójcze. Ostatnio płaciłam prawie 500 zł za jedno szkło.
                    • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:11
                      Soczewki są super, okulary też. Bardzo lubię swoje brylki, teraz sprawiłam sobie
                      nowe z fantastyczną oprawką (na pocieszenie, że znów wzrok poleciał). Po prostu
                      obie te metody korekcji wzroku sprawdzają się w innych sytuacjach. Zwykle noszę
                      okulary, ale kiedy wsiadam w auto, szczególnie po deszczu, kiedy słońce odbija
                      się od mokrej jezdni... konia z rzędem za soczewki + ciemne okulary, tak samo na
                      plaży, mogę zdjąć okulary korekcyjne i założyć ciemne... tylko wtedy nici z
                      podziwiania natury :) Kiedy idę na imprezę, i chcę się ładnie umalować, to
                      okulary trochę przesłaniają moje "dzieło", i zmniejszają czy. Zakładam wtedy
                      kontakty.
                      • kura17 Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 08:17
                        Madzioreck, moj maz ma korekcyjne okulary sloneczne! a wada na ok -6. bardzo
                        dobrze sie sprawuja i sa swietnie dobrane! duzo lepiej w nich wyglada, niz w
                        "normalnych" slonecznych, ktore nosi przy soczewkach :)
                        • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 19.08.09, 20:19
                          Wiem, że można takie zrobić, ale moja wada zmienia się i co pół roku mocniejsze
                          okulary. Ale myślę już o takich, bo ostatnio oczki padły tylko o 0,25.
                          • milstar Re: Dbanie o siebie? 20.08.09, 20:26
                            ajaj, w Twoim wieku wzrok już nie powinien tak lecieć... Robisz coś z tym?
                            • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 22.08.09, 09:16
                              Chodzę do lekarza, biorę Clarin, stosuję się do zaleceń lekarza. Wiem, ze w moim
                              wieku wada powinna już być stała, ale u mnie to w ogóle dziwne wszystko. Wzrok
                              do 19 rż miałam sokoli, dopiero później zaczęło się kopać, a najszybciej
                              poleciało, jak zaczęłam nosić okulary.
              • jul-kaa Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:05
                cissnei napisała:

                > Okulary w życiu bardzo mi się przydają, liczba bezczelnych zaczepek na ulicach
                > spada o połowę. A jak jeszcze się rzuci tym charakterystycznym spojrzeniem zza
                > szkieł - efekt srogiej nauczycielki murowany ;)

                Oj to jest prawda! Nikt mnie prawie nie zaczepia, a wiem, że czasem mogłabym
                uzłyszeć jakies chamskie teksty.
                Co chwilę za to ludzie (nawet obcy - np. dentystka) sugerują mi, ze szkła są
                lepsze, ładniejsze itp. Znów się powtórzę, ale to było w innym watku - podczas
                sesji ślubnej zrobiliśmy sobie z mężem kilka zdjęć bez okularów - wygladamy na
                nich dziwnie i obco. okulary to mój przyjaciel :))
              • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:16
                tylko ja czasem chciałabym być postrzegana jako "mała i
                słodka"... "inteligentny" wygląd mam i bez okularów :( a jak być
                małą i słodką, kiedy na nosie straszą seki...
                ja wiem, że nie pisałaś o swoim poglądzie, zdziwiło mnie, że w ogóle
                taki pogląd istnieje :>
                i też drażnią mnie hasła "czemu sobie nie sprawisz soczewek", taaa
                jak mi ktoś je zasponsoruje, to czemu nie ;)
                żeby nie było, nie mam typowego kompleksu "okularnicy". w szkole
                nikt się ze mnie nie wyśmiewał, raz od osoby dorosłej na moje jęki z
                serii "nie jestem atrakcyjna" usłyszałam, że jak dorosnę, to się
                zmieni to to i tamto i jeszcze wymienię oprawki na ładniejsze, co mi
                dało do myślenia :/ albo hasła "nie lubię jak patrzysz na mnie znad
                okularów", jakby to była moja wina, że mi spadają z nosa :/ ale poza
                tym żadnych nieprzyjemności. po prostu nienawidzę okularów :/
                paskudztwa, zsuwają się z nosa, brudzą się, na basenie jestem ślepa
                jak kret, w kinie na filmie 3D muszę zakładać okulary 3D na okulary
                i to jest niewygodne, na paintballu maskę na okulary i to też
                niewygodne (chociaż to sytuacja wyjątkowa), w lecie non stop
                zmieniam okulary słoneczne na zwykłe wchodząc do pomieszczeń, nie
                mogę mieć ładnych, modnych okularów słonecznych, zdarza mi się stłuc
                okulary, czasem zgubić i wtedy też jestem ślepa jak kret, tzn w
                dzień chodzę w słonecznych w takim przypadku (w zimie w
                pomieszczeniu dość dziwnie to wygląda), itd
                • daslicht Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:23
                  Offtop: nie słyszałam jeszcze określenia "seki". Znam póki co
                  jedynie bryle (brylki), pingle i szkła (szkieła). Fajne słowo :))))))
                • kasiamat00 Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:25
                  Mój patent na czyszczenie okularów - nawilżane chusteczki do czyszczenia LCD.
                  Wystarczy przetrzeć, a okulary są idealnie czyste.

                  Na basen należy sobie sprawić okulary do pływania ze szkłami korekcyjnymi, mój
                  były miał takie cudo, przy jego -5 czy -6 sprawdzały się rewelacyjnie. Okulary
                  słoneczne też można kupić z korekcją, poza tym są jeszcze fotochromy.

                  Aha, no i wersja znajomych z dużą wadą, którzy na co dzień wolą okulary - jedno
                  pudełko soczewek jednorazówek na "okazje" typu właśnie paintball czy inne
                  rzeczy, które wymagają zakładania okularów na okulary.
                  • daslicht Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:28
                    A ja myję woda z mydłem :)

                    Albo takim specjalnym brylkopsikadełkiem co mi VE co jakiś czas
                    kupony wysyła. Nie zawsze jest dostęp do wody z mydłem, a ja nie
                    lubie syfu.
                    • jul-kaa Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:40
                      daslicht napisała:

                      > A ja myję woda z mydłem :)
                      >

                      A ja słyszałam, że lepiej płynem do mycia naczyń, bo mydło jest do skóry, a płyn
                      do szkła :)
                      • stary_dywanik Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 13:16
                        Ja myję właśnie płynem do mycia naczyń
                    • aadrianka Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 07:02
                      Też myję wodą z mydłem:)
                  • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:37
                    ja normalnie okulary wycieram chusteczką higieniczną, wkurza mnie
                    sam fakt brudzenia się.
                    wolę nawet nie wiedzieć ile kosztują specjalne okulary do pływania
                    xD okulary słoneczne też mam korekcyjne, ale nie czarujmy się -
                    porządne klasyczne oprawki kosztują 100-120zł, nie wiem nawet czy
                    można dostać u optyka oprawki takie jak do okularów słonecznych
                    (takie zasłaniające "pół twarzy") i na pewno kosztowałyby jeszcze
                    więcej. niestety okulary to droga zabawa (no, tańsza od soczewek,
                    fakt), szkła okularów słonecznych nie są refundowane, a szkła zwykłe
                    refundowane częściowo raz na dwa lata, do tego refundacja przypada
                    na najtańsze brzydkie oprawki (jak się okulary zgubi, zniszczy,
                    trzeba wymienić szkła na mocniejsze np po roku, to nie ma refundacji
                    oczywiście), robiłam już za jednym zamachem szkła zwykłe, szkła do
                    słonecznych i oprawki do zwykłych i cena była zabójcza :(
                    • leute Okulary korekcyjne do pływania 19.08.09, 13:20
                      > wolę nawet nie wiedzieć ile kosztują specjalne okulary do pływania

                      A może jednak lepiej wiedzieć? :) Na Allegro 50-130 zł, wyszukaj w kategorii "Sport i Turystyka › Sporty wodne" używając frazy "okulary korekcyjne", lub kliknij tutaj.
                      • daslicht Re: Okulary korekcyjne do pływania 19.08.09, 13:42
                        Na basen zakładam zwykłe gogle i daję radę. Widzieć nic nie muszę
                        poza ścianami, a te widzę. Pływam tak długo aż usłyszę gwizdek :)

                        W ogóle długo chodziłam bez okularów mimo sporej wady (teraz też nie
                        noszę ich po domu, bo mnie denerwują) i się nauczyłam orientacji w
                        terenie, zwłaszcza tym, który już znam. W ciemności też daję sobie
                        radę, musze się tylko nauczyć układu rzeczy i pomieszczeń.
                      • kuraiko Re: Okulary korekcyjne do pływania 19.08.09, 14:30
                        dzięki za cynk... ale takie dla mnie tzn z różnymi soczewkami na
                        każde oko i regulacją rozstawu (nie wyobrażam sobie kupowania
                        takich "okularów" bez rozstawu, to prawie jak kupowanie okularów na
                        targu) kosztują naprawdę słono (no jest jedna aukcja za 58zł ale się
                        kończy za godzinę).
                        poza tym nigdy nie miałam okularków do pływania, a jak od kogoś
                        pożyczałam, to się czułam niekomfortowo. za taką cenę to
                        prawdopodobnie mogłabym sobie soczewki zakupić ;)
                        • leute Re: Okulary korekcyjne do pływania 20.08.09, 10:49
                          Nie wiem, gdzie widziałaś okulary bez regulacji rozstawu, ja takich nie znalazłam.

                          Te aukcje są cały czas odnawiane, ta za 58 zł znowu jest dostępna. :) Poza tym z
                          tego co wiem, soczewki trzeba wymieniać co jakiś czas, a okularki kupujesz raz i
                          masz na lata.

                          Oczywiście jeśli komuś okularki nie odpowiadają, to nie namawiam. Jednak tym,
                          którzy się zastanawiają, polecam. Niby nie trzeba wyraźnie widzieć na basenie,
                          ale jednak jak się widzi, to jest fajnie. No i ja już sobie nie wyobrażam
                          pływania bez ochrony oczu przed wodą.
                      • anna-pia Re: Okulary korekcyjne do pływania 20.08.09, 22:41
                        Kupowanie okularów bez dobrania przez okulistę i optyka to idiotyzm, choćby sam
                        rozstaw źrenic ma znaczenie.
                        Madzioreck, idź do innego okulisty, Milstar słusznie zauważyła, wada nie powinna
                        się pogłębiać całe życie.
          • milstar Re: Dbanie o siebie? 20.08.09, 20:23
            > precyzyjne
            > umalowanie tak krókowzrocznego oka wymaga wlezienia w lustro:)
            >
            E tam, ja mam taką samą wadę i nie mam problemów z malowaniem oczu.

            widziałam kiedyś okulary do makijażu dla krótkowidzów, ciekawy wynalazek
        • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:05
          cissnei napisała:

          > Nawet, jeśli w jakiejś babskiej gazecie pojawi się czasem artykuł z cyklu
          > "pokochaj siebie", i tak kończy się na blablaniu o depilacji i masażach na
          > cellulit.

          Ha, widywałam jeszcze lepsze, w Cosmo na przykład, lata świetlne temu, kiedy
          jeszcze czytywałam Cosmo: Duże też jest piękne, pokochaj siebie, zaakceptuj
          swoje fałdki... a cały artykuł okraszony fotografią chudej dziewczyny usiłującej
          złapać jakiś kawałek skóry na brzuchu (że niby jakaś fałdka), co oczywiście
          miało zobrazować tą pulchną, z fałdkami, co ich pokochać nie może ;)
          • cissnei Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:19
            Dokładnie :)

            Poważnie załamałam się pewnym artykułem w Joyu, którego generalnie zawsze trochę bardziej ceniłam niż Cosmo. Aż przeczytałam artykuł pt. "Nie jestem idealna, i co z tego?" (maj 2009), w którym prezentowane były kobiety i ich mężczyźni, akceptujący ich niedoskonałości. Fajnie brzmi, prawda? Zwłaszcza w kontekście szczupłej, wysokiej dziewczyny, piszącej "Obecnie przy wzroście 178 cm ważę 70 kg. Zdaję sobie sprawę, że to trochę za dużo..." - w tym momencie moje ego się załamało, bo i wzrostu mam mniej, i ważę więcej, a ogromnego kaszalota w lustrze nie widzę. No i skutkiem tegoż optymistycznego artykułu było to, że zaczęłam się zastanawiać, czy aby nie mam zbyt wysokiej samooceny i ta całkiem w porządku dziewczyna w lustrze to nie efekt mojej wyobraźni, a tak naprawdę jestem wielkim, bezkształtnym grubolem, tylko tego nie widzę :P

            Prawda jest taka, że żadne z tych czasopism nigdy nie pokaże szczęśliwej i zadbanej kobiety, która naprawdę waży za dużo, albo ma jakąkolwiek chorobę, która oszpeca ciało. Czasem zdarzy się jakaś wzruszająca historia o kobiecie z jedną piersią, którą ktoś pokochał (jakby to dla jakiegokolwiek normalnego faceta mogło być problemem!), ale nigdy nie widziałam historii dziewczyny np. z hirsutyzmem, ilustrowanej zdjęciami naprawdę owłosionych nóg czy rąk, z facetem, który ją kocha i wspiera, niezależnie od tego, jak wygląda. Ale cóż się dziwić, skoro nawet na reklamach depilatorów kobiety depilują idealnie gładkie nogi, jakby owłosienie w tym miejscu było jakimś straszliwym tematem tabu, o którym się mówi, ale nie można go nigdy pokazać :P
            • kuraiko Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 00:28
              w Joyu nr 8/2007 w artykule "Kochamy nasze ciała" prezentowało się 6
              dziewczyn. Jedna z nich miała prawdziwą nadwagę - 92kg przy 1,76cm
              wzrostu (górna granica nadwagi). Dziewczyna (jak i pozostałe)
              zadbana, uśmiechnięta, twierdzi że zawsze była zadowolona ze swojej
              figury, schudła 7kg i nie zamierza się więcej odchudzać.
            • zooba Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 10:02
              Właśnie! Nawet, kiedy piszą o trądziku, nigdy naprawdę go nie pokazują.
              Ja mam chorobę, która mnie oszpeca i nigdy, przenigdy nie widziałam w kobiecym
              magazynie historii ze zdjęciami o takich jak ja, które zawsze wyglądają źle
              według obecnych wyśrubowanych standardów. Jakbyśmy byli niewidzialni, trędowaci.
            • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 19.08.09, 20:24
              cissnei napisała:

              > Poważnie załamałam się pewnym artykułem w Joyu, którego generalnie zawsze troch
              > ę bardziej ceniłam niż Cosmo. Aż przeczytałam artykuł pt. "Nie jestem idealna,
              > i co z tego?" (maj 2009), w którym prezentowane były kobiety i ich mężczyźni, a
              > kceptujący ich niedoskonałości. Fajnie brzmi, prawda? Zwłaszcza w kontekście sz
              > czupłej, wysokiej dziewczyny, piszącej "Obecnie przy wzroście 178 cm ważę 70 kg
              > . Zdaję sobie sprawę, że to trochę za dużo..." - w tym momencie moje ego się za
              > łamało, bo i wzrostu mam mniej, i ważę więcej, a ogromnego kaszalota w lustrze
              > nie widzę. No i skutkiem tegoż optymistycznego artykułu było to, że zaczęłam si
              > ę zastanawiać, czy aby nie mam zbyt wysokiej samooceny i ta całkiem w porządku
              > dziewczyna w lustrze to nie efekt mojej wyobraźni, a tak naprawdę jestem wielki
              > m, bezkształtnym grubolem, tylko tego nie widzę :P

              Nie widzisz, bo pewnie go po prostu nie ma :) Te gazety są do... ech, na tym
              forum się nie przeklina... no, do bani. Mam 172 cm wzrostu, ważę 83 kg. I w
              lustrze widzę zgrabną babkę, która ma czym oddychać i na czym usiąść. I fajnie.
              Kiedyś tez się przejmowała, że o lasce o połowę szczuplejszej ode mnie piszą, że
              ma nadwagę. Teraz tylko przy takich wypocinach się uśmiecham i szkoda mi młodych
              dziewczyn, dla których takie gazety to wyznacznik urody. Ja jestem już trochę za
              stara, żeby Cosmo i inne takie mówiły mi, co jest ładne :)
    • kulka_kulkowa Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 17:29
      Zgadzam się, żeby dbać o siebie dla siebie.
      Bez czego źle się czuję i z domu nie wyjdę:
      - antyperspirant,
      - golenie pach i, jak mi się zachce/idę na basen lub plażę, nóg,
      - codzienne mycie włosów (razem z resztą ciała ;) Niektórzy nie muszą, moje jednak szybko się przetłuszczają),
      - depilacja brwi,
      - malowanie rzęs, bo rano ledwo otwarte powieki nie wyglądają zachęcająco :)
      Nie czuję potrzeby biegania do solarium czy doczepiania żelowych paznokci. Tymi ostatnimi pewnie zrobiłabym sobie krzywdę ;) Podobnie nie potrafię narysować sobie kreski na powiece.
      Opalać się lubię, ale przeszła mi dawno mania smażenia się do czerwoności. Mam jasną skórę, więc nie mogę się do woli wylegiwać na plaży. Jak już się wyleguję, to zawsze z filtrami i z umiarem - najwyżej nie strzaskam się na heban i będę reprezentować kość słoniową. Ostatnio mniej się wyleguję, więcej się ruszam. Usiłuję nawet grać w piłkę mimo "dziurawych rąk". Do reprezentacji siatkarskiej mnie nie wezmą, ale moje mięśnie pewnie będą mi wdzięczne. Lubemu na urodziny sprezentowałam rolki, żeby ktoś ze mną jeździł, bo sama bym pewnie nie poszła. Zimą chociaż parę razy muszę iść na łyżwy. Jak zatoki mi pozwalają, to zdarza mi się pójść na basen. I mimo mojej potężnej niechęci do sportu, którą zaszczepiła we mnie już chyba gra w zbijaka czy inne dwa ognie w pierwszej klasie podstawówki, a która trwała przez wszystkie biegi na x metrów i rzuty piłeczką palantową, sport zaczął mi sprawiać przyjemność. I mam serdecznie i głęboko, że dziesięcioletnie dzieci będą w czymś tam lepsze ode mnie ;)
      No i staram się prostować (metodą z lobby).
      Kiedyś, jak do tego dojrzeję, może postaram się lepiej odżywiać. Na razie się nie zanosi, bo nie potrafię sobie zrobić czegoś dobrego i jednocześnie zdrowego. No i nie chce mi się :)
    • jul-kaa Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 17:51
      Już gdzieś pisałam na Offtopach o tym, że to jednak otoczenie stawia wymogi -
      jak studiowałam we Lwowie, gdzie woda jest w większości mieszkań tylko rano i
      wieczorem, to po jakimś czasie byłam w stanie wyjść z domu bez porannego
      prysznica (czego w domu nie zrobiłabym chyba nawet gdyby się paliło). I tak
      reszta grupy z reguły była mniej czysta, niż ja :) Podobnie z jedzeniem
      cuchnącego żarcia - jak zjem cebulę, czosnek czy choćby ogórka kiszonego, to po
      prostu MUSZĘ zagryźć to gumą (jeśli nie mogę umyć zębów). We Lwowie po kilku
      tygodniach mi przeszło, za to jak wróciłam do domu, nawyk powrócił :)

      Podpisuję się pod tym, co napisały dziewczyny niżej - ja też nie znoszę
      "zbędnych" zabiegów, żadne kosmetyczki czy regularne zabiegi nie wchodzą w grę.
      Przed ślubem chciałam się podporządkować trendom, polazłam do salonu i
      zapytałam, co trza przed ślubem z twarzą zrobić, to mnie kosmetyczka wyśmiała :)
      Jak wyśmiała mnie jeszcze druga i trzecia, to sobie odpuściłam i tylko makijaż
      miałam "salonowy", bo lato było i własny za szybko by spłynął.
      Depilacje i golenie to nuda i strata czasu, układanie włosów to męczarnia -
      nienawidzę tych grzejących urządzeń - w lecie po układaniu włosów jestem cała
      mokra i powinnam z powrotem iść się kąpać (i zrujnować fryzurę), a zimą po co
      układać, jak zakładam czapkę, a od wilgoci się wszystko skręci/rozkręci ;)
      Balsamy, mleczka, demakijaże - tylko w razie najwyższej konieczności ;)
    • tfu.tfu Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 18:30
      dla mnie to przerde wszystkim czas dla SIEBIE, czyli czas wolny. czas na
      książkę, film, lenistwo. nie mam parcia na 0 tłuszczu, kaloryfer na brzuchu i
      dupkę jagienki (do orzechów to ja mam specjalny przyrząd ;))
      za to nie umiem żyć bez przynajmniej jednego dnia tylko dla mnie: czyli odsypiam
      i się delektuję ;) dla mnie to jest "dbanie o siebie" ;)
    • jul-kaa Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 19:57
      Mam taki dylemat - czy muszę jakoś specjalnie dbać o siebie przy własnym mężu?
      Nie mówię tu o higienie, ale o stroju, makijażu, fryzurze. Przyznam bez bicia,
      że chodzę w kompletnie niedopasowanych (do siebie nawzajem) ciuchach, czasem
      zdejmuje stanik, przebieram się w wygodniejsze rzeczy, nie czeszę się zupełnie,
      teraz się złapałam z okropnie rozmazanym makijażem. On podobnie (choć nie
      wchodzi w grę kwestia układania włosów czy makijażu ;)), choć najchętniej chodzi
      nago lub w samych bokserkach.
      Mam świadomość (a może debilne przekonanie?), że powinniśmy być dla siebie
      atrakcyjni i jakoś się starać. Mąż dużo bardziej podoba mi się w dopasowanych
      spodniach i fajnej marynarce, ale przecież chodzenie w takim stroju po domu to
      czyste szaleństwo! Poza tym widziały gały co brały, jak mnie pokochał to już
      byłam gruba i hmm umiarkowanie "piękna cieleśnie", hehehe.
      Szczerze wierzę w to, że nie poleci za kilka lat na śliczną zadbaną laseczkę,
      jestem przekonana, że kocha mnie całą (hehehe) i taką jaka jestem. To naiwne?
      Co o tym myślicie? Staracie się jakoś wyjątkowo dla faceta? Nie mam na myśli
      raczej początków związku, tylko takie z nas, które mieszkają z kimś od jakiegoś
      czasu, choć może ciekawe byłyby obserwacje par, które mieszkają razem np. tylko
      w czasie wakacji :)
      • ciri1971 Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 20:11
        Twoje dylematy są moimi:) Z tym, że ja dodatkowo mam skłonność do
        popadania z jednej skrajności w drugą. Czasem bardzo się staram-
        maluję się "po domu", poprawiam fryzurę, gdy mąż ma wrócic z pracy(
        ja wracam wcześniej), dobieram ciuchy...a potem stwierdzam, że i tak
        mnie kocha, tusz na rzęsach nie ma znaczenia i w ogóle w domu ma być
        wygodnie. Trochę próbowałam go podpytać, ale jedyne, co usłyszałam,
        to "zawsze mi się podobasz, skarbie":)A jesteśmy razem prawie 18
        lat:)

        Tylko bieliznę zawsze mam ładną:)
      • aadrianka Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 20:17
        Wychodzę z założenia, że jeśli w samych początkach znajomości
        odwiedzał mnie na wykopaliskach archeologicznych i widywał mnie w
        charakterze piękności z wykopu - spoconej, bez śladu makijażu,
        umazanej ziemią, odzianej we flanelową koszulę w kratę, spodnie w
        kwiatki i rozpadające się trampki, z niedbale zawiązaną chustką na
        głowie - po czym nie uciekł, a wręcz przeciwnie, to już niewiele go
        wystraszy:) Chociaż staram się zachować umiar i od czasu do czasu
        prezentować się zrobiona na bóstwo:)
        • kuraiko Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 21:35
          :D a zapomniałam, jeszcze jak nie byliśmy razem, to spaliśmy razem
          (jeszcze z koleżanką) pod namiotem i miał okazję mnie wtedy widzieć
          bez makijażu, w nieświeżych włosach ;) i jeszcze widok mnie
          rzygającej po wińsku... po tym brak makijażu czy owłosione nogi to
          chyba pikuś :P
      • kuraiko Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 21:33
        jak mój facet do mnie przychodzi, to ubieram się w ciuchy "po domu",
        ale takie lepsze. przede wszystkim lubię mieć wygodnie ;)
        zero makijażu, nogi i pachy mogą być nieogolone, brwi
        niewydepilowane, nawet nie muszę być świeżo po prysznicu :P jedyne
        czego się trzymam to czyste włosy, bo w tłustych wyglądam
        beznadziejnie ;)
        raczej się nie zanosi na rzucenie mnie dla jakiejś laski, która
        zawsze będzie go witać w mini, z dekoltem do pasa, zatuszowanymi
        syfami i przydymionym makijażem xD
      • cissnei Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 21:46
        Po dwóch latach wspólnego mieszkania nie mamy z facetem już żadnych tajemnic ;)
        I chyba od początku tak było. Nie wyobrażam sobie, żeby przy najbliższej dla
        mnie osobie nie móc być sobą. Stringi mnie uwierają, koronki gryzą, od czasu do
        czasu mogę je założyć, ale zwykle sypiam w bawełnianych szortach i też mu się
        podoba. Zresztą, spróbowałby się kłócić :P

        Nie wiem, jak ktoś inny sobie to wyobraża, ale codzienne golenie nóg na pewno
        nie jest oznaką dbania o siebie. Ja przynajmniej musiałabym to robić codziennie
        przy moich kłopotach z włosami, a znoszę to fatalnie. Nie sądzę, by czerwone
        kropy, ranki i zadrapania były lepsze od tego, co natura dała ;) Chyba, że kogoś
        kręcą takie krwawe historie :P

        Czytuję czasami (dobra, czytywałam) Cosmo i nieodmiennie kręcę głową w ogromnym
        zdziwieniu, kiedy czytam kolejny artykuł z serii "O czym nie wolno ci mówić
        twojemu mężczyźnie". Ma nie wiedzieć, że mam okres, wszelkie rozmowy o
        problemach, hmm, gastrycznych, są absolutnie zakazane, a przyznać się do
        jakichkolwiek problemów zdrowotnych to już w ogóle porażka, bo uzna cię za
        "niekompletną"! Pomijając całą absurdalność i nienormalność takich zakazów, to
        szalenie niebezpieczne. Nie dziwię się, że w każdym numerze jest reklama środka
        na grzybicę :P

        Jasne, że nie chodzi o to, by robić z siebie totalną świnię i łazić po domu z
        niemytą głową i w swetrze upapranym jajkiem, ale nie mam pojęcia, jak kobiety
        Cosmo wyobrażają sobie kilkudziesięcioletnie pożycie małżeńskie... chyba, że dla
        nich "aż do śmierci" oznacza maksimum trzy lata. Co, biorąc pod uwagę moją
        dogłębną znajomość tematu, wcale nie musi być dalekie od prawdy :/
        • jul-kaa Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 22:09
          cissnei napisała:

          > Czytuję czasami (dobra, czytywałam) Cosmo i nieodmiennie kręcę głową w ogromnym
          > zdziwieniu, kiedy czytam kolejny artykuł z serii "O czym nie wolno ci mówić
          > twojemu mężczyźnie". Ma nie wiedzieć, że mam okres, wszelkie rozmowy o
          > problemach, hmm, gastrycznych, są absolutnie zakazane, a przyznać się do
          > jakichkolwiek problemów zdrowotnych to już w ogóle porażka, bo uzna cię za
          > "niekompletną"!

          Mój Tata (swoją drogą cudowny człowiek) jest przykładem faceta, który udaje, że
          takie sprawy nie istnieją, a jesli istnieją, to nalezy je starannie ukrywać.
          Kobieta nie powinna się malować przy mężczyźnie, o innych czynnościach nie
          wspominając. Wybaczcie wyrażenie, ale pewnie kupę też powinna robić bezwonną :)
          Mnie Tatuś na szczęście nie zaszczepił takiego podejścia, bo jak wyobrażam
          sobie, że mąż NIE MÓGŁBY zobaczyć mnie chociażby na porodówce - zmęczonej,
          spoconej i wykrzywionej, nie mógłby być przy mnie wtedy, kiedy źle się czuję,
          to... nie wiem co, bo sobie nie wyobrażam chyba tego :)))

          Pomijając całą absurdalność i nienormalność takich zakazów, to
          > szalenie niebezpieczne. Nie dziwię się, że w każdym numerze jest reklama środka
          > na grzybicę :P
          >
          > Jasne, że nie chodzi o to, by robić z siebie totalną świnię i łazić po domu z
          > niemytą głową i w swetrze upapranym jajkiem, ale nie mam pojęcia, jak kobiety
          > Cosmo wyobrażają sobie kilkudziesięcioletnie pożycie małżeńskie... chyba, że dl
          > a
          > nich "aż do śmierci" oznacza maksimum trzy lata. Co, biorąc pod uwagę moją
          > dogłębną znajomość tematu, wcale nie musi być dalekie od prawdy :/
          • madzioreck Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 22:19
            jul-kaa napisała:

            > cissnei napisała:
            >
            > > Czytuję czasami (dobra, czytywałam) Cosmo i nieodmiennie kręcę głową w og
            > romnym
            > > zdziwieniu, kiedy czytam kolejny artykuł z serii "O czym nie wolno ci mów
            > ić
            > > twojemu mężczyźnie". Ma nie wiedzieć, że mam okres, wszelkie rozmowy o
            > > problemach, hmm, gastrycznych, są absolutnie zakazane, a przyznać się do
            > > jakichkolwiek problemów zdrowotnych to już w ogóle porażka, bo uzna cię z
            > a
            > > "niekompletną"!

            Taaa, też czytałam te wypociny: "nigdy nie mów mu o żadnych kobiecych
            infekcjach, powiedz mu po prostu, że jesteś niedysponowana". Dżizas. I niech
            sobie wstydliwe czyścioszki, co piszą takie bzdury, sprzedają tę "infekcję"
            wzajemnie do końca życia.
      • kryklu Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 22:31
        jul-kaa napisała:
        > Mam taki dylemat - czy muszę jakoś specjalnie dbać o siebie przy
        własnym mężu?
        > Nie mówię tu o higienie, ale o stroju, makijażu, fryzurze.
        Przyznam bez bicia,
        > że chodzę w kompletnie niedopasowanych (do siebie nawzajem)
        ciuchach, czasem
        > zdejmuje stanik, przebieram się w wygodniejsze rzeczy, nie czeszę
        się zupełnie,
        > teraz się złapałam z okropnie rozmazanym makijażem. On podobnie

        Wypisz wymaluj jak w naszym domu :)

        > Mam świadomość (a może debilne przekonanie?), że powinniśmy być
        dla siebie
        > atrakcyjni i jakoś się starać.

        Masz rację, powinniśmy, tylko ten nasz leniuszek...

        Poza tym widziały gały co brały, jak mnie pokochał to już
        > byłam gruba i hmm umiarkowanie "piękna cieleśnie", hehehe.
        > Szczerze wierzę w to, że nie poleci za kilka lat na śliczną
        zadbaną laseczkę,
        > jestem przekonana, że kocha mnie całą (hehehe) i taką jaka jestem.
        To naiwne?

        To nie naiwność! W końcu komuś trzeba ufać! A komu, jak nie
        najbliższemu człowiekowi?
        Wiesz, kiedyś podpytałam mojego męża, czy widoczne od zawsze defekty
        mojej urody, wynikające nie tylko z zaniedbania, ale i problemów
        zdrowotnych, nie zniechęcały go do związania się ze mną.
        Odpowiedział, że nikt by mu nie dał gwarancji, że najpiękniejsza i
        najzdrowsza kobieta nie ulegnie wypadkowi, nie rozchoruje się, a tym
        bardziej nigdy się nie zestarzeje. Przecież kochamy się za
        całokształt, na dobre i na złe. To zdroworozsądkowe wyjaśnienie
        podziałało na mnie niezwykle kojąco.
        Tak jak Ty jestem przekonana, że nie porzuci mnie dla zadbanej
        laseczki. Już prędzej dla babki z milszym od mojego charakterem i
        bardziej interesującej intelektualnie. Na szczęście jest taki typ
        mężczyzn, na ulicy mogą obejrzeć się za zgrabniutką dupeńką, ale w
        partnerce życiowej widzą człowieka. Oczywiście nie zaszkodziłoby,
        gdyby ten ulubiony człowiek był jak najbardziej zbliżony do ich
        fizycznego ideału kobiecości.
        Są różne typy związków. Dla nas najważniejsza jest przyjaźń. Dużo
        czasu spędzamy razem, mamy zbliżone zainteresowania, zawsze razem
        spędzamy urlopy, jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Taka
        bliskość jest bardzo miła, ale każdy medal ma dwie strony. Erotyce
        bardziej sprzyja pewien dystans i tajemnica i właśnie nieustanne
        dbanie o wzajemną atrakcyjność, nie tylko fizyczną oczywiście. Warto
        przemyśleć na początku na czym w związku bardziej nam zależy, na
        przyjaźni czy erotyce. Oczywiście ideałem byłoby osiągnięcie złotego
        środka i niektórym wieloletnim parom to się udaje.Najczęściej jednak
        ciężar przesuwa się w jedną lub drugą stronę. Oczywiście nie
        rozpatruję wariantu życia obok siebie zamiast ze sobą, bośmy tu
        wszystkie strasznie mądre ;)

        > Co o tym myślicie? Staracie się jakoś wyjątkowo dla faceta? Nie
        mam na myśli
        > raczej początków związku, tylko takie z nas, które mieszkają z
        kimś od jakiegoś
        > czasu

        Warto się starać właśnie dla swojego faceta. Warto! Pozostając cały
        czas sobą, nie kreując fałszywego, sztucznego wizerunku, mając prawo
        być chorą, w dołku psychicznym itp. Ważne jest, żeby nigdy nie
        zamienić się psychicznie, umysłowo, fizycznie w niechlujnego
        babiszona. Tu chodzi o coś więcej niż depilacja czy makijaż.

        Piszę to opierając się na doświadczeniach, błędach naszego 26-
        letniego związku i obserwując małżeństwa przyjaciół.
        • jul-kaa Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 23:37
          kryklu napisała:

          > To nie naiwność! W końcu komuś trzeba ufać! A komu, jak nie
          > najbliższemu człowiekowi?
          > Wiesz, kiedyś podpytałam mojego męża, czy widoczne od zawsze defekty
          > mojej urody, wynikające nie tylko z zaniedbania, ale i problemów
          > zdrowotnych, nie zniechęcały go do związania się ze mną.
          > Odpowiedział, że nikt by mu nie dał gwarancji, że najpiękniejsza i
          > najzdrowsza kobieta nie ulegnie wypadkowi, nie rozchoruje się, a tym
          > bardziej nigdy się nie zestarzeje. Przecież kochamy się za
          > całokształt, na dobre i na złe. To zdroworozsądkowe wyjaśnienie
          > podziałało na mnie niezwykle kojąco.
          > Tak jak Ty jestem przekonana, że nie porzuci mnie dla zadbanej
          > laseczki. Już prędzej dla babki z milszym od mojego charakterem i
          > bardziej interesującej intelektualnie. Na szczęście jest taki typ
          > mężczyzn, na ulicy mogą obejrzeć się za zgrabniutką dupeńką, ale w
          > partnerce życiowej widzą człowieka. Oczywiście nie zaszkodziłoby,
          > gdyby ten ulubiony człowiek był jak najbardziej zbliżony do ich
          > fizycznego ideału kobiecości.
          > Są różne typy związków. Dla nas najważniejsza jest przyjaźń. Dużo
          > czasu spędzamy razem, mamy zbliżone zainteresowania, zawsze razem
          > spędzamy urlopy, jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi.

          Bardzo pięknie napisane :) My też dążymy do podobnego "stylu związku", choć w
          sumie przychodzi nam to zupełnie naturalnie. Kończyliśmy jedne te same studia,
          mamy mnóstwo wspólnych (bardzo szerokich) tematów i zainteresowań. Nie wyobrażam
          sobie życia z człowiekiem, który nie wiedziałby co to ekskluzywizm
          soteriologiczny i przede wszystkim nie chciałby się dowiedzieć ;))
          To wspaniałe uczucie, ze mogę z mężem porozmawiać dosłownie o wszystkim, o
          emocjach i problemach, ale i o fascynacjach naukowych czy planach uczelnianych.

          >Taka
          > bliskość jest bardzo miła, ale każdy medal ma dwie strony. Erotyce
          > bardziej sprzyja pewien dystans i tajemnica i właśnie nieustanne
          > dbanie o wzajemną atrakcyjność, nie tylko fizyczną oczywiście. Warto
          > przemyśleć na początku na czym w związku bardziej nam zależy, na
          > przyjaźni czy erotyce. Oczywiście ideałem byłoby osiągnięcie złotego
          > środka i niektórym wieloletnim parom to się udaje.Najczęściej jednak
          > ciężar przesuwa się w jedną lub drugą stronę.

          To też wydaje mi się bardzo prawdziwe. Zastanawiam się tylko, czy w wielu
          związkach jest właśnie tak.

          > Warto się starać właśnie dla swojego faceta. Warto! Pozostając cały
          > czas sobą, nie kreując fałszywego, sztucznego wizerunku, mając prawo
          > być chorą, w dołku psychicznym itp. Ważne jest, żeby nigdy nie
          > zamienić się psychicznie, umysłowo, fizycznie w niechlujnego
          > babiszona. Tu chodzi o coś więcej niż depilacja czy makijaż.
          >
          > Piszę to opierając się na doświadczeniach, błędach naszego 26-
          > letniego związku i obserwując małżeństwa przyjaciół.

          Bardzo Ci dziękuję za tę wypowiedź (całą), bo moje dość świeże małżeństwo
          znacznie odbiega zarówno od małżeństwa moich rodziców, jak i od małżeństwa
          teściów, więc wciąż szukamy wzorców. Teraz wydaje nam się, że obraliśmy dobrą
          drogę, ale co będzie za 20-30 lat - nie wiadomo. Na razie mam czyste sumienie
          pod jednym względem - często (codziennie?) wieczorem zastanawiam się, czy ten
          dzień, który właśnie mija, był dobry - czy nie zrobiłam czegoś, co teraz łatwo
          naprawić, a potem może mi/mężowi ciążyć. Bo jest właśnie tak, jak piszesz - nie
          można się zaniedbać w związku - także emocjonalnie, także intelektualnie.
      • madzioreck Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 22:32
        Myślę, że nie należy przesadzać w żadną stronę, zachować po prostu jakąś
        równowagę. W swoim domu człowiek powinien czuć się swobodnie, nie musieć się
        stroić i malować, jeśli nie chce. Z drugiej strony - trochę się starać trzeba.
        Nie, żeby zaraz makijaż i fryz, zanim luby się obudzi, ale trochę coś tam... W
        moim wydaniu wygląda to tak, że staram się np. spać w czymś ładnym. Nie żadne
        satyny, haleczki, koronki, ale po prostu coś ładnego. Mam takie bawełniane,
        cieniutkie, proste sukieneczki na ramiączkach z wiązaniem na dekolcie. Staram
        się nie spać w rozciągniętych koszulkach czy rozlazłych spodniach od piżamy, tak
        samo jak nie chodzę po domu podobnie ubrana. Dżinsy, ładna i wygodna bluzka,
        czasem latem spódnica. Makijaż robię, jak mi się chce, włosy układam jak mi się
        chce, czyli rzadko, a jak nie, zaplatam w warkocz czy kitkę i też dobrze.
        Zależy, czy jestem zmęczona, czy prosto z pracy itd.
        Zresztą mój mąż pierwszy raz zobaczył mnie w poprzedniej pracy, tam się
        poznaliśmy, w stanie następującym: 05:50 rano, zimno jak diabli, ja w wielkim,
        wełnianym swetrzysku, zaspana, z zaczątkami makijażu na jednym oku, bo się
        dopiero w pracy malowałam, (o 4:00, kiedy wstawałam, mogłam sobie spiralą od
        tuszu co najwyżej oko wykłuć ;)) i spojrzenie: "A ten tu czego, jeszcze
        nieczynne" :) Skoro się jednak zakochał, to chyba au naturel też nie jestem taka
        najbrzydsza i nie ma co tak szaleć z tym upiększaniem się :)
      • zarin Re: Dbanie o siebie przy facecie 17.08.09, 23:17
        U mnie akurat nie ma jakiejś dużej różnicy: w domu czy na zewnątrz, bo tak czy siak się nigdy nie maluję, nie noszę wysokich obcasów, etc. Nie czuję potrzeby ukrywania nieogolonych nóg czy okresu. Na szczęście, jest to u nas całkiem naturalne.
        Najbardziej przeraża mnie, że tyle kobiet w czasie seksu myśli np. o tym, żeby ich partner nie zobaczył ich (rzekomo) krzywych kolan...
    • daslicht Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:26
      Dla mnie najważniejsza jestem ja, a to znaczy że staram się myśleć
      długoterminowo żeby utrzymać się w dobrej kondycji. Jem wyważone
      posiłki, żadnych używek i nałogów, ruszam zad sprzed kompa, nie wożę
      się bez powodu, staram się wysypiać, unikam słońca (niedobrze mi się
      robi na słońcu, więc nawet mi nie zależy), dbam o skórę by mnie syfy
      nie opanowały :)
      Czytam dużo książek i gazet by mi dekiel nie zardzewiał ;))))

      Robienie makijażu jest fajne, to jak malowanie obrazów tylko że na
      twarzy. Można niesamowite rzeczy z człowiekiem zrobić. Lubię to :)
      ALE nie mam oporów by wychodzić bez makijażu z domu. Na jakieś
      spotkanie, do pracy (niefizycznej) spoko, ale do sklepu czy na
      spacer do lasu lub nad morze (czy ekstremum: na basen)? Po co?

      Na wysokich butach chodzę rzadko, bo nie zmieściłabym się w drzwiach
      ^^ Ale jak chcę, to chodzę i już. Tak samo jakieś krótkie kiecki czy
      wydekoltowane bluzki - nie zakładam dla kogoś, ale dla własnego
      fetyszu.

      Higiena - myć się trzeba, bo się porządnie pocę, dezodorant musi
      być. Włosy jak się przetłuszczą to stercza do góry w strąkach, wiec
      je myję (a jak nie muszę, to nie, bo nie lubię). Depilacja pod
      pachami wskazana dla uniknięcia smrodu, reszta jak mi się przypomni,
      mam słabe włosy na ciele i nie muszę się użerać. Dbam o higienę
      twarzy, wystarcza 2 dni słabszych warunków i już mam syfy.

      Facetami się nie przejmuję, bo przyciagam samych zj...ów typu łajzy,
      seksualni masochiści, maminsynki, półmózgi, znudzeni żonaci i
      neonaziści. Na takich ochoty nie mam, podobac się nie muszę i nie
      chcę. A jak chce odstraszyć faceta to mówię coś w stylu, że mi nogi
      śmierdzą, oj dezodorant mi się skończył, a w ogóle to jechałam cały
      dzien pociągiem i muszę się wykapać zanim muchy z całego miasta się
      zlecą. Nie mam czasu na żadne spotkania, muszę iśc do dermatologa,
      wiesz, po maść na pryszcze...


      A jak się odstawię i ktoś wlezie w słup, to mam radochę :)))))
    • madzioreck Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:46
      Wiesz, problem pewnie w tym, ze dbanie o siebie dla różnych ludzi oznacza coś
      innego. Może lepiej byłoby skupić na tym _czy_ja _czuję_się zadbana_, zamiast na
      tym _czy_jestem_postrzegana_jako_osoba_zadbana. To drugie mi zwisa, to pierwsze
      nie. I tak, dla mnie absolutne minimum, jeśli chodzi o dbanie o siebie, to
      czyste ciało, włosy, paznokcie - czyli ogólnie higiena, dezodorant i depilacja
      pach. Dbanie o siebie to również nauczyć się odpoczywać, zdrowo się odżywiać,
      ruszać się. Ale z tym różnie. Cała reszta, czyli makijaż, fryzura, ciuszek,
      obcas - to wszystko jest fajne, ale nie jest konieczne, żebym czuła się zadbana.
      I nie uważam tych czynności za dosłownie "dbanie o siebie", choć wszystko to
      najczęściej stosuję, tzn. w poniedziałek do pracy pełen (stosowny) makijaż, we
      wtorek czasem się też uda, w środę tylko rzęsy, a w czwartek i piątek, jeśli
      chodzi o rzęsy, to chodzę na nich w pracy i o makijażu rano nie ma mowy :)
      Paznokcie mam zawsze ładnie pomalowane, bo lubię. I mieć pomalowane, i samo
      malowanie też lubię.
      Do dbania o siebie mogłabym zaliczyć również długą kąpiel z olejkiem, w tym
      sensie, że pomaga się zrelaksować, ale też nie zawsze mi się chce. Nogi
      depiluję, jeśli zakładam spódnicę czy idę na plażę, a w innych sytuacjach - jak
      mi się chce. Lubię gładkie nogi, ale nie za cenę padania na buzię, bo muszę to,
      to, to.
    • slotna Re: Dbanie o siebie? 17.08.09, 22:48
      Przeczytalam watek, wstalam, poszlam do sypialni, wyciagnelam z pudeleczka stojacego na szafce nocnej czerwony lakier do paznokci, ostatni (i zdaje sie rownoczesnie pierwszy...) raz uzyty poltora roku temu i rytualnie przejechalam nim przez wszystkie pazury. Nastepnie poszlam pchac samochod, bo nie chcial zapalic. Czuje sie zadbana ;))

      Aha, paznokcie mam zawsze slicznie opilowane, wolalabym zeby umalowane tez byly, ale mi sie nie chceeee... :D

      Nie ukladam wlosow, nie stosuje zadnych srodkow do stylizacji, czasem je wiaze, czasem rozpuszczam, czasem robie jakis supel czy cos - zalezy od humoru i okazji. Za to zawsze sa czyste i blyszczace, chociaz zdarza mi sie je myc w srodku nocy albo rano wyjsc z domu bez sniadania (czego nienawidze), bo aaaa nie zdaze, musze-umyc-wlosy!!!

      Jesli maluje oczy, zawsze nakladam najpierw podklad i puder, nie znosze sie swiecic. Jesli nie chce mi sie malowac uzywam tylko pudru i rozu, imo najwazniejsze, zeby cera wygladala swiezo.

      Nigdy nie poloze sie spac w makijazu.

      Nie opalam sie, bo nie lubie, poza tym naczynka mi pekaja. Biala tez sie sobie podobam, chociaz opalona wygladam lepiej. No ale nie chce mi sie.

      Smaruje sie balsamami pare razy w tygodniu, bo mam sucha skore, luszczy sie i swedzi, jesli tego nie robie.

      Depiluje nogi, chociaz jestem singlem i nie chodze w spodnicach. Robie to, bo lubie miec gladkie. Po prostu. Leze sobie w wannie, patrze na moje gladkie, biale lydki i czuje jakis taki komfort psychiczny - prawie jak w reklamie :D Na owlosionych sie piana inaczej uklada, mowie wam ;) Depiluje tez przedramiona, lubie jak sa takie sliskie w dotyku. Zapewne z tego samego powodu dbam o stopy przez caly rok, kremuje, pumeksuje i poleruje paznokcie. Bo tak jest ladnie.

      Mnostwo jeszcze rzeczy moglabym robic, gdyby mi sie chcialo. Moglabym wykonywac pelny makijaz codziennie. Moglabym sie smarowac filtrami na dzien, a kwasami na noc. Moglabym robic maseczki na wlosy. Ale... mi sie nie chce. Robie to, co jest konieczne (balsam, kremy) i to co lubie (maseczki na twarz, bardzo przyjemna sprawa, o, albo peeling ciala). Jesli cos mi sie nie wydaje musowe, a sama czynnosc jest do bani (opalanie - nie znosze), to sobie odpuszczam, bo w koncu chce o siebie dbac :)

      No dobrze, mam jednego bzika - mycie zebow. Po wstaniu, po sniadaniu, przed wyjsciem z domu, po kawie, po obiedzie, po powrocie do domu, po kolacji, po herbacie, tak sobie dla przyjemnosci, przed snem...
    • joankb Re: Dbanie o siebie? 18.08.09, 08:57
      Dbać to trzeba o zdrowie - fizyczne i psychiczne. W tym higiena jak najbardziej
      się przecież mieści :)).
      Plus czyste ubranie, dostosowane do tego co zamierzamy robić w ciągu dnia.
      Kosmetyki - na kłopoty z cerą wszelakie - tak.
      Reszta dla mnie nieważna. Właśnie szukam taniego fryzjera. Fachowca nie
      znalazłam to chociaż na wydatkach zaoszczędzę :)).
      • pana.cotta tani fryzjer- o tak! 19.08.09, 00:00
        tez szukam, bo chce tylko podciać. fryzury i tak mi nie zrobi zaden zreszta po
        co mi jak chodze w kitku glownie.
        no a za podciecie to jak za zboze skasuja i tak..
      • maheda Asiu, a byłaś tam, gdzie Ci proponowałam? 19.08.09, 14:27
        Tanio nie jest, ale ta p. Jola mnie obcięła genialnie.
        Inna rzecz, że może mieć rękę do kręconych włosów na przykład...
        • joankb Re: Asiu, a byłaś tam, gdzie Ci proponowałam? 20.08.09, 11:42
          Nie byłam. Ostatnia (majowa) wizyta u jakiegoś cyrulika była na tyle
          bezsensowna, że na razie nawet myśleć mi się na ten temat nie chce. Grzywę
          ciachnęłam sobie sama. Trochę odrosły od maja i wyglądam nieporządnie, ale
          lepiej niż po interwencji "stylisty" :))))
          • kura17 Joankb 20.08.09, 11:51
            moja mama od lat chodzi na biskupia do fryzjera, jest bardzo zadowolona i dosc
            tanio jest.

            a ja chodze do "trendy" na swietokrzyska, do "pani ani". fajnie scina i dobreze
            doradza, chodzimy tam razem z siostra.
            czesalam sie tam tez do slubu (i siostra tez) i bylysmy zachwycone - fryzury to
            byly niby "klasyczne koki", ale wcale nie oklepane i zupelnie inne dla mnie i
            dla siostry - takie wlasnie, jak nam lepiej pasowaly do urody. ja polecam. nie
            jest tanio, ale nie strasznie drogo (o ile pamietam, to sciecie z myciem i
            modelowaniem jakies 40-50 zl kosztowalo w marcu).
            • joankb Re: Joankb 20.08.09, 16:16
              Najśmieszniejsze, że tam już bywałam... Pracowałam kiedyś o rzut beretem, a ktoś
              polecał.
              Mogę zrobić listę gdzie już byłam :)). Rezultaty jakoś niewiele się różnią.
              I żeby nie było - dawałam fachowcom drugą czy trzecią szansę. Jak wyszło nie
              tak, może "z doświadczeniem" zrobią następne cięcie lepiej. A gdzie tam...
              • kura17 Re: Joankb 20.08.09, 16:41
                a na biskupiej bylas? ;)

                moze Ty, Joabkb, masz "trudne wlosy", tak jak niektore z nas maja "trudny
                biust"??? :D
                ... i musisz czekac na swojego fryzjerskiego Effuniaka...
                • joankb Re: Joankb 20.08.09, 17:33
                  Hmmm... - to nie ja mam trudne włosy. To nikomu się nie chce...
        • kura17 Maheda 20.08.09, 11:46
          a moglabys i mnie napisac, co to za fryzjer? bo rozumiem, ze w krakowie? ja
          czasem bywam i lubie w polsce chodzic do fryzjera, bo przynajmniej sie dogadam
          ze szczegolami, no i na ogol taniej, niz w niemczech (zwykle obciecie "na such")
          to 35 euro...

          no chyba, ze ta Twoja p. Jola tez tyle kasuje ;)
          ale moze przynajmniej waro, bo ja wciaz tutaj nie znalazlam dobrego fryzjera,
          ktoremu bym ufala
          • pierwszalitera Re: Maheda 20.08.09, 17:01
            kura17 napisała:

            > a moglabys i mnie napisac, co to za fryzjer? bo rozumiem, ze w krakowie? ja
            > czasem bywam i lubie w polsce chodzic do fryzjera, bo przynajmniej sie dogadam
            > ze szczegolami, no i na ogol taniej, niz w niemczech (zwykle obciecie "na such"
            > )
            > to 35 euro...


            No nie opowiadaj kura, że nie ma u was sieciówek w stylu SuperCut. www.supercut.de/
            "Waschen, Schneiden und Selberfönen" za 18 euro. A po dziesiątej wizycie jedno cięcie gratis. Szczególnie ta opcja własnego szuszenia bardzo mi się podoba, bo można od razu sprawdzić, czy włosy są dobrze obcięte. A z produktów do stylizacji można korzystać przy tym za darmo. Jak taki stylista suszy i układa ci włosy, to często nie widać tego, co zaczyna przeszkadzać dopiero przy przyłożeniu własnej ręki, albo wychodzi się od fryzjera z pudlem, którego od razu po powrocie do domu wkładasz pod wodę. ;-) Zawsze chodziłam do mojego drogiego fryzjera, ale za głupie podcięcie końcówek i grzywki trochę przesadził ostatnio z ceną, więc poszłam do tego SuperCuta i byłam zaskoczona profesjonalnością i dobrą obsługą za małe pieniądze. A w przeróżnych centrach handlowych widziałam też innych, szybkich fryzjerów, którzy ścinają już włosy za 10 euro.
            • pana.cotta Re: Maheda 20.08.09, 19:40
              przydaloby sie cos takiego w PL, bo to b. fajny pomysl :) a jak przy suszeniu
              wyglada sie zle to poprawiaja?
              • pierwszalitera Re: Maheda 20.08.09, 21:38
                pana.cotta napisała:

                > przydaloby sie cos takiego w PL, bo to b. fajny pomysl :) a jak przy suszeniu
                > wyglada sie zle to poprawiaja?

                Poprawiają. Ja mam od dłuższego czasu równiutką grzywkę, którą fryzjer musi jeszcze zwykle dopieścić po wysuszeniu i nawet właśnie w tej seciówce dziewczyna od razu powiedziała, że jak wysuszę, to jeszcze zobaczy czy wszystko gra. I na moje życzenie z jednej strony troszkę nawet grzywkę skróciła. I to nie tylko u mnie, bo każdy po wysuszeniu był pytany, czy jest zadowolny, więc można jakby co reklamować. Byłam też świadkiem, jak babce obok odradzono jakąś tam farbę, bo na jej mocno tlenionych włosów kolor wypłukłaby się po dwóch myciach. To moich zdaniem super service, bo mogliby zrobić bez dyskusji, wziąć pieniądze i nie martwić się, że farba się w domu po kilku dniach zmyje. Oczywiście i tam nie ma się pewności, że trafi się na partacza, ale tacy bywają i w drogich salonach, a wtedy to nawet głupiej protestować, bo "mistrzu" może się obrazić i jeszcze zadrży mu ręka. ;-)
            • kura17 Re: Maheda 20.08.09, 20:14
              no sa takie, ale sie balam do tej pory ;) ale jak mowisz, ze moze nie jest tak
              zle, to sprobuje po wakacjach.
              ale problem w tym, ze ja w zasadzie mam czas tylko w "godzinach szczytu", a
              wtedy w tych sieciowkach widuje tlumy dzikie (u nas jest takowa w realu, zawsze
              full ludzi, jak chodzimy na zakupy, nie da sie wyslac meza, zeby kupic co
              trzeba, a sama do fryzjera, bo sie nie zdarzy ;)
              moze zwolnie sie z pracy na godzine, hehe...
          • maheda Kura17 21.08.09, 11:22
            To jest na Szlaku 25, Salon fryzjerski Jola, tam jest właśnie p. Jola (średni
            wiek) obcinanie włosów, dla mnie super fryzjerka, plus z tyłu jej córka
            specjalizująca się w przedłużaniu włosów, więc odwrotnie.
            To jest przy Długiej, naprzeciwko sklepu z artykułami fryzjerskimi ;)
            • maheda Re: Kura17 - co do kasowania 21.08.09, 11:23
              To ja za farbę, podcięcie i balejaż u niej płacę razem 150 zł. Więc chyba nie
              tragedia?...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka