yourdoubt
11.01.13, 17:45
Mój mąż dostał ofertę pracy w Australii -Canberra (+sponsorship, tzn że pracodawca załatwia nasze wizy, opłaca przelot itd) i oczywiście rozważa wyjechanie.
Ja jestem co do tego bardzo sceptyczna a wręcz negatywnie nastawiona.
Do UK przyjechaliśmy 2,5 roku temu. Zaraz po przyjeździe zaciążyłam a ciąża była dla mnie okropnym okresem (bardzo źle ją znosiłam). Mąż przeważnie w pracy, a ja sama w łóżku, w 4 ścianach. Okropnie wspominam ten okres, jako jedną wielka samotność. Mąż Anglik myślał że od razu wystartujemy tu z kopyta, że będzie łatwo, ale początki wcale nie były łatwe ( w końcu i tu kryzys przyszedł), bo pracę miał za nieciekawe pieniądze i bardzo stresującą itd. Pierwsze 1,5 roku dla mnie to był koszmar. Nie znałam nikogo prócz męża i teściów (a ja dusza towarzystwa), z wielkiego miasta przeprowadziłam się do małej wsi (obecnie mieszkamy w małym miasteczku), angielski na wtedy pozostawiał sporo do życzenia itd.
No ale w końcu przyszedł czas, że angielski znacząco się poprawił w ciągu tego czasu (sami Anglicy wokół, angielska tv itd), teraz codziennie z synkiem chodzę na toddlers groups i poznaję nowych ludzi, zawiązuje znajomości i zaczyna się robić coraz fajniej. W między czasie zdałam prawo jazdy, więc sobie mogę śmigać gdzie chcę. Jednym słowem zaczęłam budować tu swoje życie. Pozostaje jeszcze kwestia zawodowa, ale cienko to widzę, bo etatów w moim zawodzie brak (miejsce zamieszkania również w tym nie pomaga).
Nie chciałabym od nowa przechodzić tego w Australii, tej samotności, poznawania wszystkiego od nowa (bo wiadomo, mąż będzie w pracy, choć mniej godzin niż w UK).
Niby zarobki tam większe ale i wszystko dużo droższe. Gdybyśmy pracowali oboje, to wtedy moglibyśmy życ jak pączki w maśle (kwestia czy dostanę pracę). Mam gdzieś obawy, że mąż znowu jest bardziej optymistą niż realistą i żyje marzeniami i że wcale nie będzie nam tak kolorowo tam jak on myśli. A jak pojedziemy tam i coś by nie wypaliło, to nie bardzo mielibyśmy do czego tu wracać (najgorszy scenariusz) No i ta odległość.... Swoich przyjaciól i rodzinę wtedy już będę widzieć dużo rzadziej a i do Polski nie będę się wyrywać, bo nie będę się skazywać na lot samolotem (od urodzenia synka loty mnie przerażają). Można powiedzieć, że będziemy tylko MY.
Poza tym wiadomo, że początkowo będzie na working visa, a z tego co przeczytałam, wtedy za szkołe dla dziecka musimy płacić. Kiedy można ubiegać się o permanet visa?
W Australii widzę takie pozytywy jak cudna pogoda (ja ciepłolubna), więc chce się więcej wychodzić, że ludzie bardziej zrelaksowani, bardziej nastawieni na czas rodzinny, i że powinnam mieć tam większe szanse pracowania zgodnie ze swoim wykształceniem i do tego za bardzo dobre pieniądze.
Ale cała reszta: przeprowadzka, lot, odległość, ryzyko... mnie przeraża.
Nie wiem jaką decyzję podejmiemy.
Ciekawa jestem waszych opinii.
próbowałam szukać opinii na necie, ale są tak skrajne, że teraz to już mam sieczkę z mózgu.
będę wdzięczna za wszelkie rady