Gość: Gość
IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl
08.11.04, 00:46
Tomasz Głogowski, Katowice 05-11-2004, ostatnia aktualizacja 06-11-2004 11:19
Wczoraj wieczorem zmarł Jerzy Duda-Gracz, wybitny polski malarz, rysownik,
scenograf. Miał 63 lata
Pochodził z Częstochowy, dyplom zdobył na Wydziale Grafiki katowickiej filii
ASP w Krakowie. Był najsłynniejszym malarzem Polski Ludowej. Na jego wystawy
(miał ich kilkaset w wielkich miastach i maleńkich wioskach) przychodzili
profesorowie i robotnicy. Jedni się zachwycali, inni odsądzali malarza od
czci i wiary. Wszystko przez kpiący stosunek Dudy-Gracza do rzeczywistości.
Jego płótna zapełniały bowiem obrzydliwe postacie rodem ze świata, w którym
nikt nie chciałby żyć: grubi mężczyźni tępo wpatrzeni w pustkę i tłuste,
ospałe baby. Na ich twarzach - ani śladu myśli.
Wielbiciele jego malarstwa chwalili realizm i solidne przygotowanie
warsztatowe, krytycy zarzucali mu tendencyjne deformowanie rzeczywistości i
przewagę anegdoty nad formą.
Grafik Roman Kalarus (student Dudy-Gracza w katowickiej akademii): - Był
szczery. I w życiu, i w malarstwie. Niestety, ta szczerość czasem bolała.
Sam Duda-Gracz mawiał o sobie: "Jestem chory na Polskę". Przyznawał się do
zachwytu Janem Matejką, Józefem Chełmońskim i Witoldem Wojtkiewiczem. I
fascynacji polskim kościołem: z jednej strony malował karykaturalne postaci
dewotek, z drugiej - tworzył obrazy dla kościołów, w tym Drogę Krzyżową do
klasztoru na Jasnej Górze.
Umarł na serce podczas pleneru malarskiego w Łagowie w Lubuskiem.