tynia
01.10.09, 22:08
Się kładę i rozmarzam...
Gdybym mogła wybierać urodziłabym się w Ameryce lat 50tych ubiegłego
wieku. Byłabym mężczyzną. Chodziłabym do pracy, gdzie czekałaby mnie
nieuchronnie kariera, pięłabym się nieśpiesznie tą ścieżką. Moja
śliczna i potulna żona dbałaby o nasz dom, gotowałaby mi, prała i
rodziła kolejne udane dzieci, które nie zawracałyby mi głowy i
rosłyby zdrowo. Ja wracałabym (wracałbym) wieczorami do domu i
upajała (upajał) się swoim nieskomplikowanym szczęściem.
Tak by było. A nie jest. A co nie jest, nie pisze się w rejestr. A
jak byłoby u Was?