Dodaj do ulubionych

uniwersytety dziecięce

06.10.10, 13:08
wyborcza.pl/1,75478,8470341,Rosna_mali_odkrywcy.html
Mnie się bardzo podoba taka inicjatywa. Nie jestem stuprocentowo przekonana, czy to naprawdę wyższe uczelnie powinny być jej organizatorami, ale fajnie, że są pomysły na to, coby dzieciaki zarazić bakcylem ciekawości świata.
Obserwuj wątek
    • pr0fes0r Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 13:45
      Pomysł jest ekstra. Ale z jednej strony czytam o tym, jak uczelnie intensywnie angażują się w takie imprezy i oczekują od swoich pracowników podobnie intensywnego zaangażowania. A z drugiej czytam coś takiego:

      www.insidehighered.com/news/2010/10/04/albany
      I odnoszę wrażenie, że coś, gdzieś nam po drodze umknęło.
      • pfg Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 14:25
        Nasz wydział prowadzi duży projekt, finansowany z funduszy strukturalnych, mający na celu popularyzację fizyki i innych przedmiotów ścisłych w gimnazjach.
        www.fais.uj.edu.pl/FENIKS/aktualnosci.html
        A cięcia nas też, być może czekają, z tym, że raczej nie będą dotyczyć języków obcych, pedagogiki czy zarządzania, ale właśnie kierunków ścisłych. Za parę lat niż demograficzny, w połączeniu ze zniechęcającym konwencjonalnym programem szkolnym, mogą być niezłym usprawiedliwieniem. Dlatego właśnie propagowanie wykształcenia ścisłego wśród obecnych gimnazjalistów jest takie ważne.
    • hovawartka Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 14:20
      Kolezanka zapisała córkę (10 lat) na uniwersytet śląski rok temu i dziecko jest zachwycone. Oczywiście w tym roku też chce chodzić na zajęcia.

      Nie wiem jak wyglądają takie zajęcia, ale na pewno fajnie skoro dzieci zadowolone. A i pieniądze z tego dla uniwersytetu są - bo o to pewnie też chodziło.
      • chilly Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 16:21
        Swoje uczucia w tej materii określiłbym jako mieszane. No bo, primo, od czego są szkoły? Secundo, odrywa to pracowników od ich właściwych zadań (nie zawsze dobrowolnie - u mnie wniesiono do systemu oceny pracowników). Tertio, boję się, że od "dziecinnego uniwersytetu" do "uniwersytetu zdziecinniałego" tylko jeden krok. Co nie znaczy, że nie dostrzegam potrzeby zainteresowania dzieci nauką i rozwijania tych zainteresowań. Czy koniecznie jednak na uniwersytecie?
        • m_sl Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 16:41
          Uniwersytet dziecięcy jest prowadzony przez fundację a nie uczelnię wyższą. Fundacja wynajmuje sale na różnych uniwersytetach, zatrudnia wykładowców różnych dziedzin. Dzieciaki mają zajęcia raz z ekonomii, raz z historii sztuki czy fizyki. I są zachwycone :) A rodzice płacą za semestr zajęć.
          Uniwersytet znam z pierwszej ręki - moje dzieciaki tam chodzą :)
          • pr0fes0r Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 19:17
            Zastrzeżenie - w najmniejszym stopniu nie wątpię, że dzieciaki są zachwycone, że spełnia to świetną rolę edukacyjną, i że dobrze zrobiony taki projekt jest czymś fantastycznym. Ale nie podoba mi się to, o czym wspomniał też chilly - przesuwanie środka ciężkości z podstawowych zadań uczelni na sprawy (nie wartościując) dodatkowe, a dalej wymaganie tego od nas i rozliczanie nas z tego. W zeszłym tygodniu nasłuchałem się opowieści, jak to uniwersytet wchodzi w erę posthumboldtowską, w której przed badaniami i dydaktyką pierwsze miejsce zajmuje pozyskiwanie funduszy, z którego będziemy rozliczani. Cudownie. Ale nikt nawet nie pomyśli, że zwraca się do specjalistów od badań i/lub dydaktyki. Oczekuje się od nas efektywnego składania wniosków grantowych, efektownego nauczania dzieci w wieku (przed)szkolnym i całej masy innych umiejętności ekwilibrystycznych, mniej lub bardziej sensownych, przydatnych i ciekawych, ale (a) niekoniecznie mieszczących się w misji uniwersytetu, oraz, co gorsza (b) spychających ową misję uniwersytetu na coraz większy margines. Otóż ja mogę nauczyć się wypełniać wnioski grantowe (ba, sądząc z dotychczasowej skuteczności już teraz robię to nieźle), bawić przedszkolaków, a także żonglować pochodniami i połykać miecze ku uciesze administracji uniwersyteckiej - ale proszę sobie nie wyobrażać, że nie ucierpi na tym moja praca naukowa oraz praca ze studentami. I to mi się nie podoba.
        • eeela Re: uniwersytety dziecięce 06.10.10, 20:14
          > Swoje uczucia w tej materii określiłbym jako mieszane. No bo, primo, od czego s
          > ą szkoły?

          No właśnie to tez mi przeszło przez myśl, że w ten sposób zdejmuje się ze szkół obowiązek, który to one powinny realizować. Dlaczego nie ma w nich miejsca na takie "rozrywkowe" zajęcia, które zachęcałyby dzieci do nauki i poznawania świata? Mnie się inicjatywa podoba, bo ważne jest, zeby ktoś to robił, ale nie do końca jestem przekonana, że robić to powinny właśnie uniwersytety. Jeśli już wciągać w to uniwersytety, to raczej tak, aby naukowcy pomagali nauczycielom kreować programy takich zajęć, dokształcać ich, żeby mogli je przeprowadzać.
          Są jeszcze takie miejsca jak muzea - pracuję w jednym i bardzo mi się to podoba, że dużą uwagę przykłada się tu właśnie do organizowania przeróżnych imprez dla dzieci w wieku szkolnym, nakierowanych na edukację przez zabawę. Pamiętam sprzed paru lat taka wystawę na ostatnim pietrze Pałacu Kultury, "Zabawy z Einsteinem" - takie właśnie rzeczy powinny być powszechnie dostępne i szeroko ogłaszane, właśnie w szkołach przede wszystkim - no i z pewnością nie powinno się ich zdejmować po pół roku, tylko powinny być dostępne cały czas.
    • popisuarka Re: uniwersytety dziecięce - do eeeli 06.10.10, 17:55
      Eeelu! Tu przeciez chodzi o ratowanie etatow profesorskich na polskich wyzszych uczelniach panstwowych, a nie o ciekawosc poznania swiata...
      Przeciez mamy dzis w Polsce zdecydowanie za duzo studentow!
      Jak napisal na tym forum niejaki misiaszm: «W obecnej sytuacji dobrze było by wywalić ze studiów 1 950 000 studentów a pieniądze wydać na porządną edukacje pozostałych 50 000 najlepszych na najwyższym światowym poziomie.»
      A dodam jeszcze, ze przy okazji mozna by sie pozbyc zbednych wykladowcow. Tak jak to robi dobry ogrodnik: trzeba wyciac martwe drewno.
      www.imdb.com/title/tt0078841/
      Kagan (lech.keller@gmail.com)
      • adept44_ltd Re: uniwersytety dziecięce - do eeeli 06.10.10, 19:11
        Lesio, jest szansa dla ciebie, będziesz opowiadał bajki...
        • popisuarka Re: uniwersytety dziecięce - do eeeli 06.10.10, 20:03
          Opowiadam je moim wnukom...
          • adept44_ltd Re: uniwersytety dziecięce - do eeeli 06.10.10, 20:07
            :), fajnie!
    • flamengista zróbmy też wykłady dla naszych braci 06.10.10, 21:28
      zwierząt. Szczególnie szympansy i goryle byłyby wdzięcznym audytorium. Sorry za ironię, ale nie cierpię takich pozorowanych działań.

      Oczywiście pięknie, że maluchom oferuje się te atrakcje, ale jak był wyż to jakoś pies z kulawą nogą nie zainteresował się tym pomysłem. Teraz jak trwoga, to i dzieci się chce na uczelnie sprowadzić.

      Ja proponuję na początek zacząć naprawdę dbać o poziom dydaktyki obecnych studentów, bo z tym jest kiepsko. A potem martwić się o dzieci i seniorów (uniwersytety III wieku).
      • tuluz-lotrek Re: zróbmy też wykłady dla naszych braci 07.10.10, 13:53
        Ja mam mieszane odczucia, bo tak naprawdę uczelnie wyższe (niektóre) są jedną z ostatnich ostoi ludzi, którzy ze względów czysto merytorycznych zdolni są poprowadzić takie - niesłychanie potrzebne - zajęcia. Poziom nauczycieli szkolnych, poza nielicznymi już wyjątkami, zjechał w okolice zera absolutnego (vide poziomowanie grawitacyjne, wylewka pod podłogę) i oni po prostu mogą ciekawe intelektualnie zajęcia tylko symulować, co jeszcze gorsze niż nicnierobienie. Ale tej garstki ludzi na uniwerkach nie można obarczać wszystkimi ciężarami, które spadły na naszą udręczoną Ojczyznę (bez uprzedzenia i podstępnie, kto by to mógł przewidzieć, prawda?), bo zwyczajnie nie są w stanie ich udźwignąć. Można by natomiast wdrożyć ratunkowy program intensywnego kształcenia setek młodych zdolnych studentów, żeby zostali światłymi nauczycielami, co oczywiście będzie miało sens tylko wtedy, gdy zaoferuje im się potem atrakcyjną pensję i zatrudnienie (niekoniecznie w szkołach, bo tam strwożony beton ich szybko uziemi), egzekwując jednocześnie wysoką jakość pracy popularyzatorskiej. No, ale to wymaga planu, nakładów, konsekwencji i parunastu lat pracy, nim pojawią się widoczne w większej skali efekty. A tymczasem nasza Ojczyzna znów pada ofiarą wrażych knowań i bezduszności świata - kto by tam miał głowę do tak przyziemnych działań.
        • chilly Re: zróbmy też wykłady dla naszych braci 07.10.10, 15:30
          No tak, ale to wymaga wcześniejszego docenienia roli dydaktyki (i dydaktyków!) na samych uczelniach.
          • tuluz-lotrek Re: zróbmy też wykłady dla naszych braci 07.10.10, 16:12
            Wiesz, kłopot polega na tym, że bardzo często, z nielicznymi chwalebnymi wyjątkami, "specjalistami od dydaktyki" zostawali na uczelniach ludzie, którzy na niczym się nie znali. A jak ktoś nie zna się na niczym poza dydaktyką, to na ogół i na dydaktyce się nie zna... Zgadzam się więc, że Polska potrzebuje porządnych dydaktyków, a więc i ich szkolenia, ale tu wszystko znów rozbije się o selekcję negatywną, bo zarówno na specjalistów od kształcenia dydaktyków, jak i na ich przyszłych wychowanków trzeba by przyciągnąć osoby zdolne, które zarówno intelektualnych wyzwań, jak i finansowych podniet mają o wiele więcej poza dydaktyką niż w jej kręgu. I tu się kółeczko polskiej niemożności zamyka, bo nikt nie uczyni tej inwestycji, a to dlatego, iż zwróci się ona co najmniej za kilkanaście lat, nie będzie można nią populistycznie wymachiwać, a ogół społeczeństwa i tak nie odróżni pozornych działań w tej sprawie od rzeczywistych. Więc to się po prostu nikomu (poza narodem widzianym w perspektywie pokoleń, ale kto by o takie głupoty dbał) nie opłaca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka