Dodaj do ulubionych

Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki

24.03.12, 20:16
Mimo, iż rynek pisania prac magisterskich i innych istnieje zapewne nie od dziś, artykuł mną wstrząsnął. Mam wrażenie, że ludzie nie mają już żadnego poczucia przyzwoitości. Nie wiem czy gorszy jest doktor, który pisze wszystko i wszystkim czy gorsi są ludzie, którzy zdobywają wykształcenie w taki sposób. A już najdziwniejsze jest to, że ta osoba funkcjonuje niemal publicznie ze swym biznesem i może jeszcze powinniśmy przyklasnąć, że taka zaradna.
Obserwuj wątek
    • flamengista o jaki artykuł chodzi? 24.03.12, 20:59
      mną nie wstrząsa brak moralności - niestety ludzie bywają wstrętni. Mnie dziwi frajerstwo tych, co piszą na zlecenie takie "dzieła".

      W artykule "bazar z dyplomami" z 2003 roku z Polityki Tekst linka był taki fragment:

      "dziś pisanie prac na zlecenie to nie zajęcie dorywcze, a dochodowy interes. Praca licencjacka kosztuje od 700 do 1 tys. zł, magisterska - od 1,2 tys. zł do 2 tys. zł w zależności od tego, czy trzeba do niej przeprowadzić badania. Najdroższe są prace doktorskie. Tu za sam pomysł na temat trzeba zapłacić 2 tys. zł. Koszt całego doktoratu z badaniami to kilkanaście do 20 tys. zł".

      Minęło blisko 10 lat, a ceny - mimo inflacji - stoją w miejscu. Dowodem na to m.in. oferty (kasowane na szczęście przez moderatorów), które pojawiały się i na naszym forum.

      Więc pytanie podstawowe nie brzmi: dlaczego ludzie uprawiają prostytucję duchową, tylko czy to się w ogóle opłaca?

      Przykładając się solidnie do pracy, można rocznie wyciągnąć z badań - robionych na zlecenie bądź z grantu - spokojnie z kilkanaście tysięcy złotych. Rozwijając się przy tym naukowo, wykonując swoje obowiązki uczciwie, często jeszcze poprawiając swój dorobek naukowy i renomę. Pracując pod własnym nazwiskiem, wyrabiając sobie markę i uczciwie płacąc podatki.

      Jakim trzeba być głupcem, by robić podobne fuchy anonimowo, za każdym razem ze wstrętem i bojąc się, że w razie złapania na procederze jest się skończonym zawodowo? I to jeszcze za podobne, albo i mniejsze pieniądze?

      Tego jako ekonomista nie jestem w stanie zrozumieć.
      • summatech Joanna Cieśla - Ostatni rozdział 24.03.12, 21:13
        Przykładowe ceny za prace są w tym przypadku dużo wyższe, rzekomo ugruntowane przez dobry start i pocztę pantoflową. Autor pracuje w administracji, ale "zamierza się skupić na swojej działce naukowej". Poza tym "spełnia się zawodowo [jako autor prac], bo wykorzystuje swoje umiejętności". Może dobrze by było, gdyby część pieniędzy przeznaczył za jakiś czas na cele społeczne lub sam się jakoś zaangażował, skoro już zarabiania mu wystarczy...
        • flamengista call girl może powiedzieć podobnie 24.03.12, 21:28
          a więc: "spełnia się zawodowo, bo wykorzystuje swoje umiejętności". Co więcej, przynosi klientom szczęście i zadowolenie.

          Dla mnie jedno i drugie to prostytucja, tylko do takiej call girl mam więcej sympatii: jeśli szkodzi to w zasadzie tylko sobie, nie otoczeniu. Piszący za kogoś pracę dyplomową jest szkodnikiem, bo firmuje nieuctwo i pomaga w oszustwie.

          Generalnie dziwie się, że to zjawisko nadal występuje w takiej skali: myślałem że wraz z powszechnym wprowadzeniem programów antyplagiatowych koszty tych usług wzrosną na tyle, że dla większości klientów będą nieopłacalne.

          Cóż, zachęciłeś mnie tym fragmentem - jutro postaram się kupić gazetę i przeczytać cały artykuł.
          • flamengista PS. przeczytałem 24.03.12, 21:59
            Generalnie artykuł trochę rozczarowuje. Jest de facto wypowiedzią jednego - ponoć warszawskiego - "ghostwritera", który faktycznie się ceni. Bierze po 100 zł od strony, więc wychodzi:
            - 30 tys. za doktorat (ale twierdzi, że nie napisał bo to dla ludzi za drogo)
            - 5-10 tys. za magisterkę;
            - 2-3 tys. za licencjacką.

            Ale to jednostkowy przypadek, dosyć wyjątkowy i ceniący się. Twierdzi, że wszystko pisze samodzielnie a nie przekleja z internetu. Myślę, że nawet może mówić prawdę.

            Problem w tym, że na takie ceny stać niewielu i w zasadzie tylko w Warszawie. Jego ceny są na zbliżonym poziomie do tego, co ja oszacowałem - mówiąc o realnym wysiłku przy napisaniu tych prac (oczywiście, pomijając aspekt moralny).

            Ten facet stanowi akurat najmniejszy problem. Problem polega na tym, że na rynku działa o wiele więcej szkodników, którzy za swe usługi biorą znacznie mniejsze stawki. I dlatego właśnie są szkodliwsi - bo proceder bardziej masowy.

            BTW: stawki podobne jak ja oszacowałem, czyli raptem parę tysięcy miesięcznie. Czy łebski naukowiec (z zakresu nauk społecznych) w Warszawie, zdolny do pracy po 18-20 godzin dziennie, nie jest w stanie całkowicie legalnie zarobić takich dodatkowych (poza etatem na uczelni) pieniędzy?
            • rudamaruda1949 ghostwriter jakich może nie mało 24.03.12, 22:16
              tłumaczył, że lubi prowadzić badania, próbował nawet kariery jako doktorant ale nie lubi stresu, o stresie jaki obserwował w związku z habilitacją nie wspominając (jego ulubiony wykładowca - najpierw adiunkt - potem profesor Stanisław Chełpa zmarł na raka zaraz po habilitacji, podobno rak rozwinął się szybko i zaraz jak stres po udanej habilitacji "odpuścił"), dlatego pisze bo lubi, głównie doktoraty lub kawałki habilitacji, jego klienci w czasie prezentacji i seminariów nagrywają komentarze, a on sobie na spokojnie odsłuchuje, reaguje, poprawia prace. Szkodnik ten podobno nie bawi się w licencjaty i magisterki a tylko doktoraty i monografie habilitacyjne z których do tej pory wszystkie przeszły, a ile w tym prawdy a ile fantazji pobudzonej piwem, to inna rzecz. Za doktorat chciał 40k, za habilitację 80k, 20-25% za napisanie, resztę po nadaniu stopnia, a dziwnie sporo kadry na konferencji mu się kłaniało - za dużo jak na zwykłe znajomości z byłym studentem. Jak to mawia: ludziom pomaga to go lubią.
      • rudamaruda1949 jako ekonomista? 24.03.12, 22:46
        właśnie jako ekonomista powinieneś to zrozumieć

        Wartość doktoratu = X + Y, gdzie X to wartość społeczna osiągnięcia naukowego, Y korzyści osobiste doktora
        Wartość habilitacji = Z + W, gdzie Z to wartość społeczna osiągnięcia naukowego, W korzyści osobiste haba

        Jednakże zdobycie stopnia związane jest też z ryzykiem, stresem, których ghostwriter nie ponosi, dlatego jego stawka jest niższa niż X+Y oraz Z+W, niższa o koszty stresu i ryzyka

        Jeśli ghostwriter napisze złą pracę - co najwyżej będzie oddawał kasę, a osobistego stresu nie ponosi, prawdopodobnie nawet nie mieszka w Polsce a np. koło Oxbridge aby mieć dostęp do najlepszych bibliotek, więc w razie wtopy - co najwyżej pogrożą mu palcem przez skype i zablokują puste konto w mBanku prowadzone na sąsiadkę prababci.
        Gdy ghostwriter napisze dobrą pracę - to dzięki temu jego osiągnięcie przyczynia się do rozwoju dziedziny - a nie przyczyniłoby się inaczej - bo ghostwritera sparaliżowałaby niechęć do stresu i osiągnięcie nie byłoby przez społeczeństwo pozyskane.

        Inna sprawa, że może też cena jaką płaci klient, nie jest ceną końcową. Gdy klient osiągnie wysokie stanowisko dzięki pracy napisanej przez ghostwritera, ghostwriter poprosi o kolejne raty z sugestią, że w przeciwnym razie wielce ważny pan profesor będzie musiał tłumaczyć się Wrońskiemu, redaktorom z Gazety i swojemu dziekanowi/komisjom. Więc ważny pan profesor płacić będzie później, np. 10%-30% od każdej pensji :-)

        Galgirl też niby ma takie możliwości jeśli zrobi zdjęcie klientowi i zna adres żony, tyle że korzystającemu z callgirl prawdopodobnie nie zależy na żonie tak bardzo jak bardzo ważnemu profesorowi na jego stanowisku.
        • donnajohnson Re: jako ekonomista? 25.03.12, 15:28
          > w przeciwnym razie wielce ważny p
          > an profesor będzie musiał tłumaczyć się Wrońskiemu, redaktorom z Gazety i swoje
          > mu dziekanowi/komisjom.

          A niby z czego? Jak bowiem ghost udowodni, ze to on pisal prace ??? Jesli tekst przeslal na fikcyjne konto ze zmiennym IP a na przelewie widnieje tylko numer konta (bank nie ma w takim przypadku obwoazku Wronskiemu/dziekanowi/komisjom udostepniac danych) to sobie moze ....
          • rudamaruda1949 jak udowodni 26.03.12, 17:35
            jeśli od początku zakłada, że będzie potrzebował to udowodnić, to zapewne nagra od początku do końca wszystkie swoje kontakty z klientem, a dla kogo pisze - to przecież wie, wie też kto jego klienta zatrudnia, ghostwriter wie wszystko o kliencie - natomiast klient o ghostwriterze niekoniecznie
            a zakładać, że ktoś kto jest na tyle nieuczciwy aby być ghostwriterem, jest na tyle uczciwy, że potem nie będzie dodatkowych kosztów - to podwójna naiwność
            • donnajohnson Re: jak udowodni 26.03.12, 17:50
              rudamaruda1949 napisała:

              > jeśli od początku zakłada, że będzie potrzebował to udowodnić, to zapewne nagra
              > od początku do końca wszystkie swoje kontakty z klientem, a dla kogo pisze - t
              > o przecież wie, wie też kto jego klienta zatrudnia, ghostwriter wie wszystko o
              > kliencie - natomiast klient o ghostwriterze niekoniecznie
              > a zakładać, że ktoś kto jest na tyle nieuczciwy aby być ghostwriterem, jest na
              > tyle uczciwy, że potem nie będzie dodatkowych kosztów - to podwójna naiwność

              Czyzby????
              Zaraz zaloze drugie konto JohnsoDonna i zlece DonnieJohnson napisanie tekstu. Po czym to "nagram" (nie wiem co to ma znaczyc??? ). Napisze list do dziekana i powiem, ze moim klientem, ktory zlecil napisanie tekstu byl jakis prawdziwy magistrant. Po czym wezme jego prace z biblioteki wklepie na kompa i bede miec wersje elektroniczna.

              To teraz ci powiem co odpowie taki magistrant, ktory rzeczywiscie kupil prace. Pani Donna ma moja prace bo:
              1. Nie lubi mnie i sobie ja przepisala z bibiloteki
              2. Ukradziono mi laptopa z ostateczna wersja pracy (szczescie ze mialam kopie zapasowa)
              3. Mialam wlamanie na komputer (ahh ci hakerzy).
              4. Oddalam pani Donie prace do korekty stylistyczno-jezykowej a pani Donna mi ja ukradla ..

              Wymowek mozna mnozyc. Solidnego dowodu zadnego (jak ktos ma troche rozumu oczywiscie).
        • flamengista dziwna ta kalkulacja 25.03.12, 21:02
          bo nie obejmuje kosztów, w tym kosztu alternatywnego: co można zamiast tego robić w tym czasie. Traci się bowiem czas na pracę "murzyna", która jest równie mało rozwijająca, co dydaktyka w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie. Ryzykuje się całkowitą kompromitacją i wyrzuceniem z pracy w razie zdemaskowania.

          O pisaniu habilitacji i doktoratów to w ogóle nie było tu dyskusji. Nie mam pojęcia, jaka jest skala takiego procederu, ale śmiem twierdzić że niewielka. Skoro nawet bohater artykułu, który komentujemy twierdzi że żadnego nie napisał, bo nikogo nie było stać na jego usługi.

          Jak praca ghostwritera ma się przyczynić do rozwoju dyscypliny - tego nie wiem. Moim zdaniem "dziwny"* to argument. Podobnie jak ten o szantażu.

          *[eufemizm]
      • ford.ka Re: o jaki artykuł chodzi? 25.03.12, 15:33
        Ja jakiś dziwny jestem, ale nigdy nie miałem do czynienia z jakimikolwiek pieniędzmi, które można było zarobić na badaniach, a wszelkie granty zawsze wykluczały wynagrodzenie. Do badań trzeba za to zawsze dokładać z własnych.
        Jedyne na czym można zarobić to dydaktyka, która się do wyrabiania marki nie przydaje, a stawki stoją tak samo od dekady, chyba że sie obniżają. No i czasem przychodzą takie propozycje, że strach przyjmować pod własnym nazwiskiem, a bez nazwiska trudno promować licencjatów w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie. Dawno, dawno temu były stypendia rektora i nagrody rektora, ale to już tylko najstarsi ludzie pamiętają. Teraz została pensja.
        Kilkanaście zaś tysięcy rocznie w dużym mieście to chyba na waciki?
        • flamengista Re: o jaki artykuł chodzi? 25.03.12, 20:56
          "nigdy nie miałem do czynienia z jakimikolwiek pieni
          > ędzmi, które można było zarobić na badaniach, a wszelkie granty zawsze wyklucza
          > ły wynagrodzenie. Do badań trzeba za to zawsze dokładać z własnych. "
          Ponieważ jestem taktowny, to napiszę: dziwne robisz badania:)

          "Kilkanaście zaś tysięcy rocznie w dużym mieście to chyba na waciki?"
          Przecież mówimy o suplemencie do właściwej pensji, na ogół uczelnianej. Podobne kwoty (albo i mniejsze) zarabiają pracownicy naukowi, piszący prace dyplomowe na zamówienie. I dlatego dziwię się, że to się w ogóle opłaca.
          • adept44_ltd korekta 25.03.12, 21:05
            w tekście jest mowa o:

            1. niepracującym na uczelni,
            2. humaniście...


            a więc - a) nie zarabia na uczelni, b) nie ma możliwości dorobienia w mieście badaniami...


            oczywiście, proszę nie traktować mojego postu jako jakiejkolwiek formy usprawiedliwiania procederu
            • nullified Re: korekta 25.03.12, 21:15
              oj... facet robi za zwykły "outsourcing" - znaczy zapotrzebowanie wydaliło na świat produkt czyli jest "po bożemu"... sooooo... gdzie problem?.

              /*

              tak tak, kpię sobie małolitościwie, jakby co ^^

              */

            • flamengista ale przecież 25.03.12, 21:19
              tan facet ma normalny etat! Sam o tym pisze, mówiąc o 8 godzinach spędzonych w biurze. Więc jest to jedynie suplement do jego normalnej pracy. Pracy, o której mówi że w razie zdemaskowania na pewno zostałby jej pozbawiony.
          • ford.ka Re: o jaki artykuł chodzi? 25.03.12, 22:44
            Dziwne? Podejrzewam, że każda filologia obca tak ma.
    • dr_pitcher Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 08:55
      A gdzie sa promotorzy?
      Gdyby traktowali powaznie swoja prace powaznie, to od razu powinni sie zorientowac, ze delikwent pracy nie napisal.
      Argument, ze promotorzy maja za duzo studentow jest slaba wymowka. A jesli dziekan (rektor czy ministerstwo) nie rozumie, ze na jeden promotor moze miec co najwyzej 5-8 prac rocznie, to placzmy dalej nad stanem "nauji" polskiej.
      • dr_pitcher Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 08:56
        powinno oczywiscie byc "jednego promotora"
        • jael53 Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 10:03
          Koszmarne jest to, że ten ghostwriter z Polityki przykłada się do roboty o wiele bardziej, niż niejeden promotor. Przynajmniej prowadzi jakieś konsultacje; przynajmniej instruuje klienta, o co w tej pracy chodzi. A są promotorzy, którzy nawet ewidentnych "wtop" rzeczowych i logicznych nie poprawią - bo zwyczajnie: polecają dostarczyć sobie gotową pracę, nie zawracać głowy kawałkami. I, rozumie się, tych prac nie czytają; to recenzent potem czyta - np. o tym, ile dla ideologii feministycznej uczynił wybitny francuski pisarz George Sand.

          Cynizm nie jest moją ulubioną postawą zawodową, co jednak nie znaczy, że na nią wolę ślepnąć, żeby sobie nie psuć nastroju. Mam wiec dylemat: czy bardziej demoralizująca jest świadomość, że wszystko jest na sprzedaż, czy ta, że wszystko przejdzie, bo wszystko to fikcja.
          • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 10:42
            jael53 napisała:

            np. o tym, ile
            > dla ideologii feministycznej uczynił wybitny francuski pisarz George
            > Sand
            .


            no to połowiczny sukces autorki, pełny byłby, gdyby ktoś napisał o wybitnym angielskim pisarzu ;-)
            • jael53 Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 10:59
              Bez mrugnięcia zwróciłam uwagę promotorowi na "niedopatrzenie": że chyba należało jeszcze wspomnieć Brytyjczyka, George'a Eliota. Miałam wrażenie, że nie ogarnął; ale nie przeszkodziło mu to uznać mnie za wyjątkową jędzę, która wszystkiego się uczepi. Nawet niepodawania źródeł takich rewelacyj.
              • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 11:13
                ja się spotkałem tylko ze Spivakiem... (G. Spivakiem ;-)
      • pfg Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 11:55
        dr_pitcher napisał:

        > Argument, ze promotorzy maja za duzo studentow jest slaba wymowka. A jesli dzie
        > kan (rektor czy ministerstwo) nie rozumie, ze na jeden promotor moze miec co na
        > jwyzej 5-8 prac rocznie, to placzmy dalej nad stanem "nauji" polskiej.

        To jest kolejny kamyczek do ogródka "masowe kierunki studiów są szkodliwe". Niestety, algorytm finansowania premiuje/wymusza masowość.
        • flamengista właśnie - co mamy zrobić? 25.03.12, 21:24
          mamy specjalność, którą firmujemy. Zapisuje się do nas mnóstwo studentów. Mamy dwa wyjścia:
          1. oddawać seminaria "na zewnątrz" - co jest nieuczciwe, bo studenci wybierają specjalność z uwagi na nas - prowadzących, licząc że właśnie z nami będą mieć seminaria (co z resztą im na ogół mówimy na prezentacji specjalności).
          2. zaciskać zęby i brać kolejną grupę seminaryjną - co jest koszmarem. Najgorsza robota, jaka istnieje - najsłabiej płatna i najmniej satysfakcjonująca. Wolę prowadzić dodatkowy wykład w weekend niż brać kolejną grupę seminaryjną. A godzinowo wychodzi podobnie do pensum (lub ew. nadgodzin)

          Zatrudnienie nowych adiunktów w ogóle nie wchodzi w grę.

          Na razie próbujemy "sterować" rekrutacją na specjalności (w sytuacji jak np. mamy klęskę urodzaju na 1 poziomie, to nie przesadzamy z promowaniem się na 2, magisterskim - lub na odwrót) - ale nie jest to łatwe, bo studenci kierują się bardzo dziwnymi motywami.
      • flamengista chwila 25.03.12, 21:15
        1. Jeśli ktoś pracuje z ghostwriterem tak, jak z tym z "polityki", to można się nie zorientować. Szczególnie jeśli współpracę delikwent zacznie na samym początku, przy tworzeniu karty programowej i ustalaniu tematu. Wtedy promotor nie ma szans na poznanie stylu, w którym pisze seminarzysta i nie dostrzeże rozbieżności.
        2. Bardzo cenię twoje uwagi, ale postaw się w mojej sytuacji: mimo bronienia się rękami i nogami, w zeszłym roku miałem na głowie niemal 40 seminarzystów (2 seminaria licencjackie, 1 magisterskie). Mamy taki zalew studentów, że nie było innego wyjścia - brakuje kadry. Takie zjawisko jest dość powszechne na popularnych kierunkach.
        3. Przy takim zalewie studentów naprawdę robię co mogę, ale pewnych rzeczy nie przeskoczę. Nie mogę np. wyrzucić połowy studentów (na co może i mam ochotę) - po prostu przerzucę problem komuś innemu, najprawdopodobniej koledze do którego ci najsłabsi się przepiszą. O wyrzuceniu studentów z uczelni nie ma mowy - w dobie niżu każdy na wagę złota.
        4. Przy takim poziomie studentów też niewiele się da zrobić: przecież za nich tej pracy nie napiszę. Jasne, poprawiam, odsyłam... Ale ile można? Są takie przypadki, że poprawiam 5-6 wersji poszczególnych rozdziałów u jednej osoby! Ile czasu mam na to poświęcać, skoro statystycznie na 1 seminarzystę płacą mi za ok. 2 godziny pracy na semestr (20 godzin seminarium na ca. 10-15 osób)?
        5. W dodatku są często beznadziejne przypadki, pewnego poziomu nie przeskoczą - w pewnym momencie trzeba albo puścić z tróją, albo nie dopuścić do obrony, co wywołuje oczywiście awanturę na wyższym poziomie - student idzie na skargę do dziekana, szefa etc. Jasne, racja niby po mojej stronie ale im więcej skarg, tym moja pozycja gorsza - kropla drąży skałę.
        6. W sprawie plagiatów nawet nie chcę się denerwować i opisywać, co przeżyłem. Powiem tyle: to nie Kanada, tu nawet za ewidentny plagiat studenta się nie karze dyscyplinarką, a co dopiero relegacją z uczelni.

        Jedyne co mogę robić, to wyrabiać sobie markę "ostrego" promotora. W ten sposób najwięksi lenie i kombinatorzy omijają mnie szerokim łukiem. Na wiele to nie pomaga, ale zawsze coś.

        Dziekan doskonale rozumie sytuację, tylko nic nie może zrobić przy obecnym algorytmie. Jak zatrudni się więcej adiunktów, to wydział zrobi się nierentowny. W dobie niżu każdy nowy etat jest przyjmowany niechętnie.
        • flamengista PS 25.03.12, 21:17
          Zapomniałem więc o jednym: niestety wolę sytuację, w której student zatrudnia porządnego ghostwritera, niż sytuację w której muszę się męczyć z półanalfabetą.

          A prawda jest taka, że momentami miewam podejrzenia, ale jak mam coś udowodnić? Jedyne co mogę zrobić to sprawdzić programem antyplagiatowym, szczególnie że na ogół to prace licencjackie, a więc bez badań.
        • nullified Re: chwila 25.03.12, 21:21
          flamengista napisał:

          > Jedyne co mogę robić, to wyrabiać sobie markę "ostrego" promotora. W ten sposób
          > najwięksi lenie i kombinatorzy omijają mnie szerokim łukiem. Na wiele to nie p
          > omaga, ale zawsze coś.

          nooo... tym sposobem można się dorobić braku dyplomantów w ogóle. Bywa. Skutki są niewesołe.

          Co do wyłapywań cudów wianków, zwykle starczało mi 15min (najdalej) aby zorientować się czy tekst który czytałem jest z akceptowalnym prawdopodobieństwem autorstwa tego, kto mi się jako autor przedstawia. Słownictwo, gramatyka, sposób argumentacji, znajomość źródeł, ogólne oczytanie, technika mówienia i negocjacji tekstu etc. ELementarz. W zasadzie ghostwriter, który przygotowałby porządnie klienta na takie przesłuchanie raz za razem zasługiwałby na pozycję pomocniczego promotora ;)

          Fakt, że ja miałem czas na takie fanaberie. Kiedyś.
          • flamengista to nie tak 25.03.12, 21:29
            "nooo... tym sposobem można się dorobić braku dyplomantów w ogóle. Bywa. Skutki są niewesołe."
            Na razie na brak seminarzystów nie narzekam: wbrew przeciwnie, ustawiają się do mnie kolejki. Może dlatego, że poza ostrością mam też coś do zaoferowania: solidną pracę z seminarzystami. Studenci to widzą - niektórzy lubią bat nad głową, bo wiedzą że zmobilizuje ich do szybkiego napisania pracy.

            Co do wyłapywania "cudów wianków"... Jasne, mi też zapala się alarmowe światełko przy czytaniu. Tylko co ja mam zrobić - jeśli praca nie jest plagiatem, jak mam udowodnić że student jej nie napisał? Z drugiej strony cieszy, że praca napisana jest solidnie, przedstawia się fajnie pod względem stylistycznym, ortograficznym i interpunkcji. Naprawdę szkoda czasu na szukanie dziury w całym, w szczególności jak nie masz pewności czy faktycznie masz rację.
            • nullified Re: to nie tak 26.03.12, 20:35
              No coz... ja mam swoją złą opinię - istnieje wiele sposobów na uzyskanie zaliczenia/egzaminu etc. (z przyczyn pozamerytorycznych dyplomów nie prowadzę od dłuższego czasu) U mnie się pracuje. Ciężko. A klienci nieuczciwi ... - oh well: "There's always good day to exit".

              No excuses, no remorse.

              Wielu chętnych nie miewam tak btw ;)

              > Co do wyłapywania "cudów wianków"... Jasne, mi też zapala się alarmowe światełk
              > o przy czytaniu. Tylko co ja mam zrobić - jeśli praca nie jest plagiatem, jak m
              > am udowodnić że student jej nie napisał?

              Noooo... jak nie rozumie co jest napisane, nie potrafi podczas rozmowy pokazać tej inteligencji i wiedzy, którą widać w tekście (jesli tam jakas jest), nie kojarzy nazwisk przywoływanych, terminow, literatury okolicznej. Cóż. Tekst może i móglby zostać... "autor" niekoniecznie.

              Mogę wiele godzin spędzic na wyciąganiu studenta słąbego ale uczciwego. Zdarzało mi sie zresztą, że z czasem - odpowiednio wyciągnięty - okazywał sie wcale nie taki słaby (bo np. wychodziło na to, że jest jedna z tysięcy ofiar edukacji szkolnej). Nieuczciwi ... kill on sight.

              Żywię staromodne przekonanie, że wykształcenie wyższe wymaga odrobinę wysiłku i uczciwości.
              • flamengista w zasadzie się zgadzamy 26.03.12, 22:29
                problem w tym, że w obecnej sytuacji są poważne ograniczenia, by postępować wg. takiego schematu.

                Oczywiście forumowi mędrcy mogą stwierdzić: przecież możesz zrezygnować z takiej pracy.

                Jasne, ale ja ciągle mam nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie. Wystarczy troszkę większa konsekwencja u władz.

                Bo ja rozumiem, że student - nawet słaby - jest uczelni z powodów finansowych potrzebny. Jednak moim zdaniem jeśli ktoś jest b. słaby, to powinien powtarzać rok, płacąc słono za swoje nieuctwo. Nauka kosztuje, wiedza nie jest za darmo. Ani dodatkowy czas promotora.

                Przy okazji uczelnia zyska finansowo, a niektóre lenie - dodatkową motywację do napisania pracy w terminie i uczciwie.
                • nullified Re: w zasadzie się zgadzamy 27.03.12, 00:24
                  flamengista napisał:

                  spox, ja jestem świadom, że takie postępowanie jest luksusem pewnego rodzaju; i ze ma swoje koszty. Od średnio przykrych po bardzo przykre. Mam ten luksus, za pewną cenę, oczywiście. Bez przesady i heroizmów oczywiście ;) Acz opieprz mi się już zdarzało odbierać... cóż ^^

                  > Bo ja rozumiem, że student - nawet słaby - jest uczelni z powodów finansowych p
                  > otrzebny. Jednak moim zdaniem jeśli ktoś jest b. słaby, to powinien powtarzać r
                  > ok, płacąc słono za swoje nieuctwo. Nauka kosztuje, wiedza nie jest za darmo. A
                  > ni dodatkowy czas promotora.
                  >
                  > Przy okazji uczelnia zyska finansowo, a niektóre lenie - dodatkową motywację do
                  > napisania pracy w terminie i uczciwie.

                  to niezbyt mądre przegięcie w drugą stronę. Pomijając, ze w ogóle jestem raczej zwolennikiem szkolnictwa (też wyższego) bezpłatnego lub bardzo nisko płatnego, ideę płacenia "za nieuctwo" oceniam nisko.* Za bardzo by zachęcała do "uwalania w celu poprawiania budżetu". Naoglądałem się różnych ciekawostek już dość. O tym jak uczelnie potrafia kantować studentów (wymuszac bezprawne opłaty etc.) i swoich własnych pracowników to też niejeden pewnikiem mógłby sporo powiedzieć.

                  Daj narzedzie do dokręcania śrubek - nieuchronnie jakiś spryciarz wybije tym okno w maluchu by rąbnąć radyjko. Ot taki "Gang Olsena".

                  *Jakby nie było - za kształcenie swoich dzieci już raz ich rodzice zapłacili w podatkach hm?
    • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 10:57
      artykuł jest chyba nieco podrasowany (terminy, w jakich autor pisze i sumy, jakie pobiera, sprawa habilitacji), niemniej, ten rynek, zwłaszcza w przypadku doktoratów, to przyszłość... i tylko od nas zależy, czy to wyłapiemy, czy nie...
      • jael53 Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 11:03
        Możemy się starać wyłapywać; dla promotora to nie jest ciężkie zadanie, o ile jest uprzejmy prowadzić swoje własne seminaria. A gdy odłowimy to i owo "z drugiej strony stolika", to co najwyżej znowu się kto obrazi.
        • summatech Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 12:42
          Pewnie nie wszystkim się spodoba pomysł, ale moim zdaniem jak najwięcej aspektów powinno się zmaterializować, a nie zwirtualizować. Wtedy byłoby mniej takich historii. Np. promotor mógłby zapytać jaką okładkę ma dana książka, można sprawdzić czy autor wypożyczał w bibliotece czy czytelni, nie mówiąc już o sprawdzeniu ankiet... (no tak, są anonimowe...).
          W naukach ścisłych często ze łzami w oczach trzeba coś zrobić na maszynie lub z odczynnikami, które odbiegają od top standardów. Ale fakt wykonywania pracy jest niepodważalny.
          • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 13:09
            no ale to doprowadzi tylko do tego, że ghost będzie robił szkolenia z materialności...
            • pfg semantycznie 25.03.12, 13:58
              Na pewną ironię zakrawa fakt, iż forum właśnie na bocznym pasku wyświetla reklamy "profesjonalna pomoc mgr" oraz "pomoc w pisaniu pracy". Zdaje się, że googlowi z analizy semantycznej wyszło, że to są reklamy, które mogą zainteresować uczestników tej dyskusji.

              W porządku. Nie rozumiem tylko dlaczego trzecią wyświetlaną reklamą jest "jak zwalczyć gazy wzdęcia".
              • adept44_ltd Re: semantycznie 25.03.12, 14:02
                kiedyś pod wywiadem z Markiem Wrońskim były takie reklamy (tzn. nie gazów i wzdęć...)
            • jael53 Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 14:02
              Jest jeszcze parę sposobów. Nienajgorszym jest korzystanie z wypożyczalni międzybibliotecznej (promotor podpisuje zamówienia - ma więc szansę dość dokładnie o zamówionej literaturze pogawędzić). Poza tym promotor, zanim dojdzie do finalizacji pracy, ma sporo okazji, żeby zorientować się nie tylko w sposobie myślenia podopiecznych, ale też w sposobach pisania.

              Poza tym, jeśli wymaga się przedstawiania i notatek z lektur, i "małych kroków" pracy, wzrasta prawdopodobieństwo wyłapania fałszywki. Z zasady nie przyjmę - ni stąd, ni zowąd spadłej - gotowej pracy, której wcześniej nie oglądałam "w proszku": po prostu uczestnik seminarium, który nie dostosuje się do ustalonych reguł, nie otrzyma zaliczenia.
              • flamengista w jakim ty świecie żyjesz? 25.03.12, 21:38
                mam chodzić i bawić się w detektywa, przy 40 dyplomantach na głowie?

                Jakich notatek i lektur? Rękopisy mają mi przedstawiać? W XXI wieku?

                Wystarczy, że:
                1. na rozmowy indywidualne na temat kart programowych (problemu badawczego, tematu, stanu badań, kwerendy, hipotez etc.) - poświęcam min. 1 godzinę na seminarzystę
                2. na przeczytanie tych kart, ich poprawienie, negocjowanie zawartości i końcową akceptację - poświęcam min. 1 dodatkową godzinę
                3. na rozmowy indywidualne dotyczące pisania pierwszego rozdziału i kolejnych poświęcam min. 1 godzinę na seminarzystę
                4. na czytanie 1 i kolejnych rozdziałów i ich korektę poświęcam min. 2 godziny na seminarzystę (prawie nigdy rozdział nie nadaje się od razu do zaakceptowania)
                5. na czytanie całej pracy - kolejne min. 3 godziny na seminarzystę
                To jest absolutne minimum, do tego doliczyć trzeba "ekstremalne przypadki", które zabierają często i kilkanaście godzin na semestr.

                Pomnóż to przez 40 i zobaczysz, w jakich warunkach pracujemy. Wujek dobra rada się znalazł:/
                • jael53 Re: w jakim ty świecie żyjesz? 25.03.12, 22:13
                  Mam to szczęście, że grupy mam niewielkie. I zwykle wstępnie przesiane - bo jak na razie: a) sa ludzie, którzy mnie ominą; b) nadal skreślam z grupy.

                  Rękopisów nikt przedstawiać nie musi; ale wysłać mail z załącznikiem (dot. tych lektur) jak najbardziej. Poza tym przecież na seminarium się rozmawia! Nie o wydarzeniach medialnych, lecz o tych lekturach - to też daje pewne pojęcie, jak kto pracuje.

                  Zaś poza seminariami rad żadnych nie udzielam; po prostu napisałam, jak staram się utrudnić (na miarę, możliwości, Pirx, na miarę możliwości) nieczyste zagrania.
                  • flamengista co to znaczy... 25.03.12, 22:54
                    ... skreślam z grupy?

                    Student ci się nie podoba, bo nic nie robi, podsyła plagiaty - więc po prostu sobie go "skreślasz"?

                    Co na to:
                    - twój szef;
                    - dziekan?

                    Rozumiem, że władze uczelni ze zrozumieniem pochylają się nad twoją decyzją, oznajmiają delikwentowi że jest za słaby i wywalają ze studiów?

                    Widzisz, znowu wychodzi na to że funkcjonujemy w zupełnie różnym świecie. Ja wiem, że skreślając takiego delikwenta będę musiał się gęsto tłumaczyć, w dodatku podrzucę gorący ziemniak komuś innemu. Na ogół - koleżance/koledze z katedry. Problem nie zniknie - tylko ja się go pozbędę, a komuś dowalę dodatkowy. Czyli nierealne, jeśli chce się pracować w zespole.
                    • jael53 Re: co to znaczy... 26.03.12, 10:07
                      flamengista napisał:

                      > ... skreślam z grupy?
                      >
                      > Student ci się nie podoba, bo nic nie robi, podsyła plagiaty - więc po prostu s
                      > obie go "skreślasz"?
                      >

                      Tak właśnie. Brak zaliczenia skutkuje skreśleniem z listy uczestników.

                      > Co na to:
                      > - twój szef;
                      > - dziekan?
                      >
                      Ich nie interesuje, co się dzieje na seminariach. Zresztą, w przypadku plagiatów wybór jest niewielki - pomiędzy spokojnym skreśleniem a komisją dyscyplinarną.

                      > Rozumiem, że władze uczelni ze zrozumieniem pochylają się nad twoją decyzją, oz
                      > najmiają delikwentowi że jest za słaby i wywalają ze studiów?
                      >
                      Nie jestem jedyną przekonaną, że jednak studia nie są obowiązkowe. I ze polityk, naśladująca działania MEN, czyli bieganie za każdym, żeby tylko pozwolił sobie wręczyć dyplom (tak, jak pozwolił sobie przyznać maturę), nie jest jedynym wyjściem.

                      > Widzisz, znowu wychodzi na to że funkcjonujemy w zupełnie różnym świecie. Ja wi
                      > em, że skreślając takiego delikwenta będę musiał się gęsto tłumaczyć,


                      Tego Ci bardzo współczuję; i doprowadzenie do takiego stanu mam naszym władcom edukacyjnym za ewidentne szkodnictwo społeczne, warte zgoła Trybunału Stanu. Ale to temat na osobną bajkę.

                      w dodatku
                      > podrzucę gorący ziemniak komuś innemu. Na ogół - koleżance/koledze z katedry.
                      > Problem nie zniknie - tylko ja się go pozbędę, a komuś dowalę dodatkowy. Czyli
                      > nierealne, jeśli chce się pracować w zespole.

                      Tu rzeczywiście mamy inną organizację - bo seminaria są sztywno ustalone na początku każdego roku. I zwykle dość dobrze wiadomo, kto jest ten zły i ten dobry glina.

                      • flamengista bardzo ciekawe 26.03.12, 18:28
                        niesamowite, że jeszcze gdzieś bywa normalnie. Ale nie martw się, długo to nie potrwa;)
                        • jael53 Re: bardzo ciekawe 27.03.12, 10:42
                          Toteż korzystam, póki mogę.
                          Jak to prowincja, mamy zresztą dość specyficznych studentów - w większości strasznie zahukanych, a wobec tego często potrafiących docenić, że ktoś ich traktuje serio: ze nie spodziewa się doskonałości, ale zachęca do myślenia.
                          Cieszy mnie, gdy ludzie - ośmieliwszy się nieco - potrafią przynajmniej rzetelnie pracować (a wielu potrafi); takich przebudzonych trochę się uzbierało.

                          Ostatnio przyglądam się postępom osoby, dotkniętej poważną dysleksją i dysgrafią: mimo to wyrasta na świetnego popularyzatora i nauczyciela. Stworzyła grupę towarzysko-samokształceniową wśród młodszych koleżanek i kolegów; i udziałowcy tej grupy to aktualni laureaci olimpiady wojewódzkiej. Dumna jestem jak paw; i zdaję sobie sprawę, jak łatwo było tę osobę pogrążyć działaniami rutynowymi. I tak wracam do starej śpiewki: korzystam, póki mogę.
                          • whiteskies Re: bardzo ciekawe 28.03.12, 09:44
                            na Twoim i flamengisty przykładzie świetnie widać absurd aktualnego systemu z punktu widzenia społecznego: szkolnictwo akademickie zamiast służyć wyłapywaniu i rozwoju talentu tych którzy maja szansę wnieść ponadprzeciętny wkład w życie społeczne (w rożnych jego aspektach) służy, tak naprawdę, jako proteza - listek figowy - niewydolnego i złego systemu edukacji na niższych szczeblach...
                            • jael53 Re: bardzo ciekawe 28.03.12, 10:15
                              O, witaj w klubie. Jest nas tu takich parę dusz, nazywających od dawna rzeczy po imieniu. W zasadzie od wołających na pustyni pustynia się mocno zaludniła. Tyle że echa nadal nie ma - wręcz przeciwnie: kolejne ekipy działają pełną parą, w duchu opiewanym przez Wieszcza Wojciecha (Co by tu jeszcze spie.przyć, panowie? Co by tu jeszcze?).
      • donnajohnson Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 14:40
        > artykuł jest chyba nieco podrasowany (terminy, w jakich autor pisze i sumy, jak
        > ie pobiera, sprawa habilitacji), niemniej, ten rynek, zwłaszcza w przypadku dok
        > toratów, to przyszłość... i tylko od nas zależy, czy to wyłapiemy, czy nie...

        Bardzo ladnie adept, ja tez jestem za samodzielnoscia pisania prac. Ale jak chcesz to "wylapywac" i co z tym zrobisz jak juz zlapiesz?

        https://pl.memgenerator.pl/mem-image/a-cioo-mi-zrobisz-jak-mnie-zlapiesz-o-pl-ffffff

        Pytam o doktoraty bo z magisterkami nie mam nic a nic wspolnego (co mnie niezmiernie zreszta cieszy).
        • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 14:44
          no, wszystko już tu napisano... to jest sprawa promotora,który pracuje z doktorantem, albo nie...; jeśli pracuje, to wie, skąd się bierze rozdział... albo - dlaczego nie mógł się wziąć stąd, skąd powinien był.
          • donnajohnson Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 14:50
            adept44_ltd napisał:

            > no, wszystko już tu napisano... to jest sprawa promotora,który pracuje z doktor
            > antem, albo nie...; jeśli pracuje, to wie, skąd się bierze rozdział... albo - d
            > laczego nie mógł się wziąć stąd, skąd powinien był.

            No to kamien z serca...
            Juz mi sie wydawalo, ze ma byc jakas "lotna brygada do specjalnych poruczen" powolana.

            Ale swoja droga doktorant moze przekazywac uwagi ghost writerowi a ten nanosic odpowiednie poprawki promotora :D (mowie tylko o tekscie, bo samego doswiadczenia w laboratorium juz ghost nie zrobi :D)
            • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 15:10
              brygady będą do egzekucji złapanych...
              • donnajohnson Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 15:15
                adept44_ltd napisał:

                > brygady będą do egzekucji złapanych...

                Wieszamy czy dekapitujemy???

                https://blog.apartmentsapart.com/wp-content/uploads/2012/02/Hanging-man-photo-by-ahisgett.jpg

                https://media1.break.com/dnet/media/2009/4/87%20Decapitation.jpg
                • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 16:01
                  łaskoczemy...
                  • donnajohnson Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 16:07
                    adept44_ltd napisał:

                    > łaskoczemy...

                    na śmierć ????
                    https://files.videobomb.pl/vimages/004/939/1.jpg
                    • adept44_ltd Re: Pisanie prac na zlecenie - artykuł z Polityki 25.03.12, 16:10
                      od doktoratu w górę - na śmierć...
                    • flamengista teraz przesadziłaś 25.03.12, 22:56
                      zmęczony robotą zaglądnąłem przed snem na forum. A teraz ten obrazek będzie mnie w nocy prześladował...

                      Nieładnie.
                      • donnajohnson Re: teraz przesadziłaś 26.03.12, 08:26
                        flamengista napisał:

                        > zmęczony robotą zaglądnąłem przed snem na forum. A teraz ten obrazek będzie mni
                        > e w nocy prześladował...
                        >
                        > Nieładnie.

                        Czyzbys mial cos na sumieniu????
                        :)))))))))))
                        Nieeeee nie podejrzewam

                        https://4.bp.blogspot.com/-3HGAYcmGDIs/Tjg4U0xauVI/AAAAAAAAAgw/hiXdrP45f_o/s1600/funny+gifs+lol.gif
    • ford.ka Artykuł online 01.04.12, 10:58
      Kto nie przeczytał na papierze, już jest online:

      www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1525399,1,aaaaaaaby-zamowic-magisterke.read

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka