Dodaj do ulubionych

Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia

26.05.12, 17:36
Zwolnieni z uczelni z powodu ustawowego niedopatrzenia

Pracuję na uczelni w której umowy przedłużano co 2 lata ale było wiadomo, że jak ktoś nie podpadł to miał swoje 8 lat. W tym roku miało być podobnie, ale prawnicy powiedzieli – stop- nie można przedłużyć umowy musi być konkurs stosownie do nowej ustawy ogłoszony w całej Unii.
Zbierałeś materiały, prowadziłeś badania do doktoratu, inwestowałeś w to z swoich 1600 zł a tu nagle po 2 lub 4 lub 6 latach słyszysz: właśnie zmieniły się reguły gry, będzie konkurs. Zgłasza się 5 chętnych z doktoratami co chcą być asystentami.
Wydaje mi się, że nie wszystkie uczelnie w kraju tak dosłownie potraktowały przepis o konkursach. Ciekawy jestem ile osób dzięki takiej polityce kadrowej straciło pracę. Wina uczelni, która bawiła się umowami czy niedoparzenie ustawodawcy, który może i miał dobre chęci „ale tak wyszło”.
Obserwuj wątek
    • adept44_ltd Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 19:01
      no ale jeśli konkurs wygrał najlepszy, to chyba nie ma o czym gadać, nie?
      • flamengista co to znaczy najlepszy? 26.05.12, 19:23
        To, że na etat asystenta wskakuje doktor zamiast magistra, nie znaczy że jest lepszym kandydatem.

        Wyobraź sobie zdolnego magistra, który koncentruje się na napisaniu dobrego doktoratu. Ma etat asystencki (rarytas, który w PL już rzadko się trafia) więc nie robi go po łebkach, nie spieszy się tylko chce się nauczyć jak najwięcej.

        I nagle okazuje się, że musi startować w konkursie, by utrzymać swój etat - o czym wcześniej go nie poinformowano. Jego świetny, niemal-gotowy doktorat nie ma żadnego znaczenia w konkursie, większość publikacji czeka dopiero na recenzję.

        A w konkursie startuje młody doktor, który po prostu miał tego farta że obronił się rok wcześniej. Też ma niemal zerowy dorobek i w zasadzie sprawia tylko dobre wrażenie. Ale nic o nim nie wiadomo, poza tym że ma dr przed nazwiskiem, więc w formalnej ocenie wygrywa z magistrem.

        Albo jeszcze gorzej: w konkursie zwycięża pewien ekscentryczny naukowiec z doktoratem z Monash...
        • adept44_ltd Re: co to znaczy najlepszy? 26.05.12, 19:29
          Też ma niemal zerowy dorobek i w zasadzie sprawia tylko dobre wrażenie. Ale nic o nim nie wiadomo, poza tym że ma dr przed nazwiskiem, więc w formalnej ocenie wygrywa z magistrem.

          Albo jeszcze gorzej: w konkursie zwycięża pewien ekscentryczny naukowiec z doktoratem z Monash..

          no zaraz, zaraz, ale od tego jest komisja, by to ocenić, nie? mnie chodzi o zasadę konkursu, jeśli wygrał najlepszy, to nie ma za bardzo, o czym dyskutować, trzeba było się wcześniej postarać, by być najlepszym...; zmienne, które podstawiłeś pod zwycięzcę wcale w moich oczach nie czynią go najlepszym...
          • flamengista ty o ogółach, ja o szczegółach 26.05.12, 20:15
            Jasne, jak wygrywa lepszy to w zasadzie wszystko jest ok.

            Ale tu mówimy o konkretnej sytuacji: wymierającym etacie asystenta, na którym parę lat temu zatrudniono magistrów. Był to etat dla robiących doktorat, w ramach którego na omawianej uczelni co 2 lata przedłużano kontrakt z urzędu, w formie ustawionego konkursu.

            I teraz nagle mówi się doktorantom-asystentom: reguły się zmieniły! Na wasz etat są chętni z doktoratem i my ich chętnie przyjmiemy. To tak, jakby na studiach doktoranckich na Zachodzie dawać preferencję doktorom (są już nierzadkie przypadki, że niemogący znaleźć post-doca doktor idzie na kolejne doktoranckie).

            Do tych doktorów aplikujących na stanowisko asystenta pretensji nie mam - widać nie mają sensownej alternatywy. Pretensje mam jednak do uczelni, która pogrywa nie fair.
            • adept44_ltd Re: ty o ogółach, ja o szczegółach 26.05.12, 20:25
              a znalazłeś tam coś o wynikach tego konkursu? powtórzę, jeśli ten konkurs będzie polegał na tym, że etat dostanie najlepszy - np. doktor, który zrobił doktorat w 4 lata, ma dorobek i rokuje lepiej na przyszłość niż ofiarny asystent nie widzę z tym żadnego problemu..., a nawet wprost przeciwnie...
              • flamengista świetnie 26.05.12, 20:36
                tylko ten, co zrobił doktorat w 4 lata zrobił je na studiach doktoranckich i ma prawdopodobnie marne pojęcie o dydaktyce oraz pracy administracyjnej.

                A asystent był Murzynem od wszystkiego, zrobił swoje i może odejść. Doktor przyjdzie i na wstępie strzeli focha, że on tu przyszedł do pracy naukowej, a nie po to by uczyć studentów. A już na pewno nie po to, by bawić się w jakieś KRK:)
                • adept44_ltd Re: świetnie 26.05.12, 20:45
                  czy jakoś piszę niewyraźnie? najlepszy to znaczy najlepszy - a ty wskazujesz mankamenty kandydata z zewnątrz - komisja nie kieruje się tym, czy nasz (wiem, wiem, dramat, bo 99% nas jest tak zatrudniane...), tylko tym, czy jest najlepszy, równie dobrze asystent może się okazać najlepszy i wygrać konkurs (choć podejrzewam problem w związku z przytoczonym w poprzednim poście cytatem...).
                  • flamengista a ja uparcie 26.05.12, 20:54
                    o kryteriach tej najlepszości.

                    W konkursie najczęściej ocenia się dorobek naukowy kandydata, podczas gdy najczęściej potrzebuje się woła roboczego, który owszem fajnie jeśli robi badania, ale ma harować na niwie dydaktycznej.

                    Tu jest pies pogrzebany. Etaty są naukowo-dydaktyczne, w otwartym konkursie (jeśli jest uczciwy) największe szanse mają naukowcy, problem w tym że później nie umieją uczyć.
                    • adept44_ltd Re: a ja uparcie 26.05.12, 21:03
                      fla, to była ciekawa dyskusja, ale spekulujesz.... co by było, jak może być... będę się upierał, gdyż mówimy o patologii patologii, i punktem wyjścia jakiejkolwiek reformy powinien być punkt zero... wszyscy muszą przejść konkurs (ideałem byłoby - poza miejscem studiów)... i z tym się nie da dyskutować...

                      dodam ponadto, że idiosynkratycznie popadasz w sprzeczność - konkurs jest po to, by wyłonić najlepszego, który jest potrzebny - wtedy kiedy są uczciwe konkursy, ale takie mi się marzą - a ty ciągle dowodzisz, że w konkursie wybiorą najgorszego (wprawdzie najgorszego zarazem definiujesz jako obcego... wiem, to trudne, że ktoś może być lepszy od tych, którzy całe życie pracują w jednym miejscu i są najlepsi...).
                      • flamengista nie, nie 26.05.12, 21:27
                        chciałem tylko pokazać, że często te kryteria naboru w otwartych konkursach są bezsensowne.

                        Kandydat na stanowisko adiunkta czy asystenta ma mieć etat naukowo-dydaktyczny. Oczywiście specyfika danego wydziału/katedry/zakładu ma znaczenie, ale na ogół oznacza to konieczność bycia:
                        - dobrym naukowcem;
                        - i dobrym dydaktykiem.
                        A więc obie umiejętności są potrzebne. Co więcej, tak naprawdę to w humanistyce i naukach społecznych właśnie dydaktyka pochłania gros czasu i wysiłku. Więc kiepski dydaktyk i organizator jest przekleństwem dla zespołu, reszta musi na niego (za niego) pracować podczas gdy on "realizuje się naukowo" lub zwyczajnie unika pracy.

                        Niestety (albo i stety) wielu młodych doktorów po studiach doktoranckich jest pozbawiona doświadczenia dydaktycznego, w życiu nie opracowała żadnego syllabusa kursu. Typowy doktorant ma przerobione 90 godzin zajęć, najczęściej ćwiczeń z podstawowego kursu, gdzie "klepie się" podręcznik i case'y z niego.

                        Tymczasem przeciętny asystent-doktorant ma tego doświadczenia mnóstwo i tym doświadczeniem bije młodego doktora po gołych studiach doktoranckich na głowę. Natomiast będzie miał prawdopodobnie gorszy dorobek naukowy, bo oczekiwano do niego jedynie doktoratu i uczenia studentów (w dużej ilości).

                        Powoli problem odchodzi do lamusa, bo typowych asystentów-magistrów jest jak na lekarstwo. Teraz większość młodych zaczyna przygodę z uczelnianą robotą od studiów doktoranckich, więc w konkursach na asystenta mają równe szanse. Ale przypadek od którego zaczął się wątek należał jeszcze do pozostałości poprzedniego systemu. Stąd moja ostra reakcja, bo sam asystentem-magistrem byłem, miałem też takich kolegów i koleżanki. I wiem, jakie były wobec nas oczekiwania.
                        • adept44_ltd Re: nie, nie 26.05.12, 21:31
                          ale ja za pierwszym razem zrozumiałem, co napisałeś ;-), tylko trudno na stwierdzenie 'najlepszy' odpowiedzieć, że to 'najgorszy', stąd dostrzegam w skądinąd rzeczowych postach spory podkład emocjonalny :)
                          • flamengista no trudno się dziwić 26.05.12, 21:43
                            Akurat ja nie mogę narzekać, miałem cieplarniane warunki na etacie asystenckim.

                            Natomiast niektórzy moi koledzy robili za sekretarki, nianie dla studentów, osobistych asystentów naukowych swoich szefów (wiadomo, o co chodzi), zastępców wykładowych tychże, do tego klepali pod swoim nazwiskiem setki godzin dydaktycznych (rekordziści - 1000 godzin rocznie).

                            I gdyby teraz przy przedłużaniu ich kontraktu mieli startować w konkursie z ludźmi, którzy sobie studiowali na doktoranckich, to byłoby nie fair. Po prostu zupełnie inna ścieżka, nie sposób ich porównywać.
            • adept44_ltd Re: ty o ogółach, ja o szczegółach 26.05.12, 20:28
              swoją drogą zwróć uwagę na ten cytat:

              "ale było wiadomo, że jak ktoś nie podpadł to miał swoje 8 lat"

              cudowna zasada prawda? nie - wiadomo, że jak masz dorobek to pracujesz, ale - jak nie podpadniesz, to pracujesz...
          • niewyspany77 kryteria najlepszości 27.05.12, 00:06
            Co to znaczy "najlepszy"?
            Prawda jest taka że kryteria konkursowe są wyśrubowane poprzez z dupy wzięte podpunkty które wskazują, że ma być zatrudniony Franek i nikt inny. Ok, pedagogika to patologia, ale takie przewały chyba wszędzie są.

            • charioteer1 Re: kryteria najlepszości 27.05.12, 00:51
              Ale jak ma nie byc tych przewalek, jezeli bez konkursu Franka nie mozna awansowac, przeniesc na inne stanowisko, ani nawet przedluzyc z nim umowy na dotychczasowych warunkach?
              • niewyspany77 zgoda 27.05.12, 16:36
                Takie konkursy to - trzeba powiedzieć wyraźnie - oszustwo.
        • adept44_ltd Re: co to znaczy najlepszy? 26.05.12, 19:34
          a mówiąc wprost - sytuacja taka jest o wiele bardziej zdrowa i normalna od takiej (najczęściej spotykanej w PL), w której trzymamy naszego, bo nasz... a nie zatrudnimy obcego, z lepszym dorobkiem i więcej obiecującego...
    • flamengista proza życia 26.05.12, 19:17
      ale faktycznie, niezbyt fair pograli.

      Nam teraz w ostatniej chwili udało się wytargować umowy na czas nieokreślony, a więc zamiast 3+3+2 w ramach etatu adiunkta (za każdym razem z konkursem) mamy te 8 lat w kawałku. Z asystentami podobnie.

      Idiotyzm z tymi umowami 2-letnimi i konkursami. Taka kalka z systemu amerykańskiego, tyle że tam 2-letnie umowy są na etatach badawczych, gdzie nie ma żadnych obciążeń dydaktycznych i są minimalne obowiązki administracyjne. U nas konkursy zamieniają się w fikcję, ale z drugiej strony zabierają mnóstwo czasu i energii.

      A przecież kiepskiego pracownika i tak w świetle nowej ustawy można zwolnić po 2 latach - przy ocenie okresowej.
    • balans_bieli Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 21:37
      rewiolat napisał(a):
      > Zgłasza się 5 chętnych z doktoratami co chcą być asystentami.

      1. konkursy w PL bardzo często organizuje się pod konkretną osobę - wpisuje się unikalne i często absurdalne umiejętności (np. bierną znajomość języka wietnamskiego), żeby uciąć konkurencję
      2. ostateczną decyzję wydaje komisja, która wie pod kogo jest to zorganizowane
      • adept44_ltd Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 21:42
        no właśnie, i jest pięknie :)
        • balans_bieli Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 21:45
          osobiście ubolewam nad tym. patrzę na te konkursy od ponad 15 lat i widzę, że wciąż jest tak samo (także na stanowiska administracyjne)
    • charioteer1 Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 21:42
      Poczytajcie sobie ogloszenia o konkursach na stronie MNiSW. W ogloszeniu pisze sie: potrzebny kandydat na stanowisko asystenta ze znajomoscia ... (podac temat pracy magisterskiej), minimum 2 lata doswiadczenia w pracy akademickiej, z doswiadczeniem w nauczaniu ... (podac tematy wszystkich prowadzonych kursow. Jezeli nie podpadles, to nie ma sposobu, zebys nie wygral.
      • adept44_ltd Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 26.05.12, 21:46
        ja ostatnio widuję konkursy zatytułowane - "konkurs otwarty"...
        • flamengista bywają takie 26.05.12, 21:51
          mieliśmy ostatnio 2 takie, kolejny właśnie w drodze. Poważnie:)
          • adept44_ltd Re: bywają takie 26.05.12, 21:53
            no to może Bóg was ocali przed armagedonem, znajdując dwóch sprawiedliwych (dwie, dwoje etc.)... ;-)
    • pfg Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 27.05.12, 15:26
      rewiolat napisał(a):

      > nie można przedłużyć umowy musi być konkurs

      Nie mam jednoznacznej opinii w tej sprawie.

      Z jednej strony uważam - i pisałem już na tym forum - że uczelnie, jeżeli są z dotychczasowego pracownika zadowolone, powinny mieć prawo BEZ KONKURSU przedłużać zatrudnienie tej samej osoby, na tym samym stanowisku, jeżeli nie są naruszone ograniczenia ustawowe. To w końcu nie jest nowy etat, nowe stanowisko, bądź stanowisko, które zostało opróżnione przez kandydata, który w taki lub inny sposób odszedł "gdzie indziej" (w tym awansował, odszedł na emeryturę, zmienił pracę, wyczerpał ustawowy limit). Prawo, które tego zakazuje, jest złe.

      Z drugiej strony uczelnia powinna mieć prawo ogłosić konkurs, jeśli z pracownika, któremu kończy się umowa, nie jest zadowolona lub świadomie szuka kogoś lepszego. (No a jeśli już konkurs jest, to nic dziwnego nie ma w tym, że wygrać może lepszy.) Może to jednak prowadzić do patologicznych zachowań uczelni-pracodawcy, która zatrudnia nowego nie dlatego, że jest lepszy, ale dlatego, że jest tańszy, bo staremu trzebaby wypłacic dodatek za wysługę lat lub udzielić zniżki godzin na przygotowanie habilitacji.
      • adept44_ltd Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 27.05.12, 15:41
        zniżki godzin na przygotowanie habilitacji? trzeba by? hm... :)
        • ford.ka Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 27.05.12, 21:22
          Gdzie nie ma kasy na podwyżki, można czasem wyłudzić zniżki. Serio.
          • jael53 Re: Zwolnieni z powodu ustawowego niedopatrzenia 29.05.12, 09:20
            1. Konkursy zrobiły się przyzwoitsze. Formalnie. Dzięki temu kruczkowi z dopisywaniem osobliwych kwalifikacji. Faktycznie - usankcjonowano tym kruczkiem stary stan rzeczy.
            2. Zmienianie reguł w trakcie gry to praktyka dość problematyczna. Jeszcze bardziej problematyczne jest zatrudnianie przedstawicieli gatunku ginącego (asystentów - magistrów) na ewidentnych śmieciówach.
            3. Najlepszego rozwiązania nie widać. Pozostaje, na użytek tych mało licznych zatrudnionych wedle starego porządku, grzecznie wziąć kodeks pracy do łapek i postudiować. Niemiło, ale mówi się trudno - to jest i tak umiarkowana cena za tworzenie mętnych przepisów, o statusie zblizonym do jetki - jednodniówki.

            4. Wyrazy współczucia dla Sióstr i Braci, uszłapanych (np.) w komisjach do spraw jakości kształcenia ...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka