Dodaj do ulubionych

Menu imprezowe a preferencje gości

27.12.17, 12:09
Regularnie spotykam się z sytuacją, kiedy od wegetarian oczekuje się serwowania na organizowanych przez nich imprezach również potraw mięsnych (bo goście lubią i są mięsożercami), stąd moje pytania:

1. Czy faktycznie łamie zasady SV gospodarz, który podejmując gości, przygotowuje jedzenie wg swoich preferencji żywieniowych, wynikających ze względów światopoglądowych/religijnych (rezygnacja z określonych rodzajów produktów lub przygotowywanie potraw w określony sposób)?

2. Jak wg zasad SV powinien zachować się gospodarz w sytuacji, kiedy gość, wiedząc, że gospodarz nie jada i nie podaje określonych produktów (trzymajmy się przykładowego mięsa), przychodzi na imprezę przynosząc potrawę, która je zawiera?
Podziękować i podać takie jedzenie, czy podziękować i wyjaśnić, że się jej nie zaserwuje i dlaczego?

Zaznaczam, że chodzi o gości, którzy znają światopogląd gospodarza więc nie ma mowy o żadnym faux pas i działanie jest celowe.
Obserwuj wątek
    • kora3 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 12:35
      Odpowiem najpierw z pozycji wege, ale mającego w domu mięsożercę, nie namiętnego, ale zawsze ...
      Imprezy z fest wyszynkiem w domu robię rzadko, preferuję do tego lokale i są to lokale nie wegeteriańskie, bo uważam, ze imprezę robię dla gości, a nie dla siebie.

      Z punktu widzenia SV - jeśli impreza ma byś tematyczna ze tak powiem, czy to pod względem jedzenia, czy np., muzyki, czy charakteru spotkania należy o tym uprzedzić zapraszanych, a ci zdecydują, czy przyjmą zaproszenie czy też nie. Przynosić z sobą czegokolwiek kulinarnego (poza upominkowymi sprawami) na przyjęcie nie wypada, chyba ze się to uzgodniło z gospodarzami.
      • kora3 Dodam jeszcze 27.12.17, 12:52
        Dodam jeszcze, ze goszcząc osoby o innych niż przeciętne preferencjach należy zadbać o to, by miały się czym pożywić. I to nie na zasadzie, ze wege zje sobie surówkę, która normalnie jest dodatkiem do dania głownego, czy sałatkę - przystawkę. Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne
        • szpererda Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 12:54
          kora3 napisała:

          > Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne

          Ty uważasz, że trzeba, ja uważam, że nie trzeba. Takich osób, jak my są miliony. Nie ma żadnej reguły ani normy w tym zakresie, podobnie jak w wielu innych.
          • kora3 Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 12:59
            Wiesz, tak a propos tego, ze sa miliony ...jest takie powiedzenie dosadne "Jedzmy gie, miliony much nie mogą się mylić" - i nie tyczy się wcale jedzenia dosłownie, rtlko w ogóle sytuacji, gdy "argumentem" jest "bo mnóstwo ludzi tak uważa/robi".

            Zasada jest i to prosta - gości traktuje się równo, więc nie wypada jednym podać danie główne, a innym nie podać - oczywiste. Wiedząc o czyichś preferencjach kulinarnych należy mu podać takie danie, żeby mógł je zjeść - czy te preferencje będą wynikać z przyczyn obiektywnych jak zdrowie, czy ideologicznych jak religijne czy szerzej swiatopogladowe
          • vi_san Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 13:34
            Ja z opcji, że jeśli się WIE o konkretnych preferencjach gościa - innożercy to dobry gospodarz dostosuje tak menu, żeby gość mógł zjeść normalny, smaczny posiłek a nie skubać surówkę tylko. I tak, będąc mięsożercą zadeklarowanym a goszcząc wegankę - nie podam jako przystawki sałatki meksykańskiej z baraniną, zupy zabielanej śmietaną i na wywarze mięsnym, na drugie schabowego, kraszonych skwarkami ziemniaczków, surówki z dodatkiem gotowanego jajka, a na deser kogla - mogla z ajerkoniakiem. Skoro zapraszam gościa, to chcę, żeby się dobrze czuł w moim domu i przy moim stole! Fanaberia taka... Więc jednak uwzględniam jego [gościa] preferencje. Czy to znaczy, że absolutnie nie podam nic z powyższych? Oczywiście, że nie! Ale OPRÓCZ tego podam również dania w wersji bez składników odzwierzęcych.
            • minniemouse Re: Dodam jeszcze 31.12.17, 23:49
              milka_milka napisała:
              > Ok. Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą?

              No wlasnie - znakomity przyklad.
              o to wlasnie tu chodzi - ze zapraszajac gosci wypada wziac pod uwage ich potrzeby i preferencje zywieniowe. inaczej bedzie ekhm.. klops wink

              Minnie
              • vi_san Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 09:48
                POTRZEBY, Minnie. Mięsożerca nie ma POTRZEBY jeść mięsa non - stop. Wegetarianin/weganin zaś - i owszem - ma POTRZEBĘ nie jedzenia mięsa, bo [pomijając aspekt etyki, światopoglądu czy idei] po dłuższym okresie trawożerności wrzucenie "na ruszt" mięska może wywołać bardzo przykre dolegliwości gastryczne.
                I, jak zresztą wątkodawczyni podkreśliła, gdybyś ze swoją śmiertelną anemią gościła u niej na dłużej - zapewniłaby ci przypływ mięsa. Natomiast w sytuacji jednorazowej, dwu - trzygodzinnej imprezy - nie ma POTRZEBY zapychania ci buzi mięsem. Czego nie zrozumiałaś?
                • minniemouse Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 11:27
                  vi_san napisała:
                  bo [pomijając aspektetyki, światopoglądu czy idei] po dłuższym okresie trawożerności wrzucenie "na ruszt" mięska może wywołać bardzo przykre dolegliwości gastryczne

                  komu??? przeciez ja nie kaze jesc miesa wegetarianinowi.

                  Natomiast w sytuacji jednorazowej, dwu - trzygodzinnej imprezy - nie ma POTRZEBY zapychania ci buzi mięsem. Czego nie zrozumiałaś?

                  po co ty mi to w kolko piszesz.
                  roznice w kwestii "potrzeby zapychania mi buzi miesem" a "dbalosci o goscia ze strony gospodarzy" wyjasnialam ci juz ze sto tysiecy razy.

                  Minnie
                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 12:28
                    Ależ przeczysz sama sobie! "Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą? - No wlasnie - znakomity przyklad. o to wlasnie tu chodzi". Milka-milka optuje właśnie za podaniem wegetarianinowi WYŁĄCZNIE mięsa. A taka opcja - wegetarianinowi MOŻE po prostu zaszkodzić na zdrowie. Czego nie pojęłaś, że klaszczesz w łapki Milca-milce? Zaproszenie osoby wege i podanie wyłącznie mięcha - to chamstwo i jako takie przez osoby na forum sv powinno być nazwane po imieniu i NIE APROBOWANE, a nie kwitowane aprobatą!
                    Powtórzę: osoba mięsożerna swobodnie może zjeść posiłek bezmięsny bez dolegliwości gastrycznych - chyba że tak jak ty nie może jeść NIC z elementami roślinnymi z przyczyn głębokiej anemii, wówczas powinna po prostu grzecznie odmówić wizyty na posiłku. Osoba wege często NIE MOŻE bez szkody dla zdrowia spożyć posiłku mięsnego.
                    • minniemouse Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 13:20
                      @ Visan,

                      sek w tym ze Milka-milka wcale tak nie napisala, ona wlasnie dokladnie na odwrot - leciutko podbarwiajac swa wypowiedz sarkazmem, usiluje zwrocic uwage iz podawanie samych jarskich dan przez wegetarian zapraszajacych miesozercow jest rownoznaczne z podawaniem samych miesnych przez miesozercow zapraszajacych wegetarian "no bo oni (gospodarze) jedza mieso, to podadza gosciom tez, a co to!" - czyli w te i wewte, wewte i w te!
                      racz zauwazyc:
                      milka_milka napisała:
                      > Ok. Czyli jeśli jestem mięsożerna, a zapraszam wegetarian, to mogę podać jedynie potrawy z mięsem, nie licząc się z tym absolutnie, że oni ich nie zjedzą?


                      - to "ok. czyli jesli..." - bardzo ale to bardzo zasadniczo zmienia tresc przekazu, plus na koncu znak zapytania, i zupelnie nie tak jak tobie sie wydaje. zatem:

                      Czego nie pojęłaś, że klaszczesz w łapki Milca-milce?

                      to nie ja tylko TY nie pojelas, a przy tym niesmacznie sie do mnie zwracasz. i to nie pierwszy raz. kolejny raz cie prosze, abys pamietala ze jestes na forum sv i powstrzymywala nerwy.

                      I ponownie pytam - dlaczego, pomimo iz wyraznie kilka razy napisalam ze
                      1. nikt nie ma zamiaru podawac wegetarianom miesa
                      2. miesozerca, lacznie ze mna, wytrzyma bezmiesne przyjecie
                      3. przynoszenie wlasnego wiktu jest nie do pomyslenia

                      ty to konsekwentnie olewasz?

                      btw, nie pisalam ze nie moge jesc NIC z elementami roslinnymi - alez moge, ale nie wszystko i zaleznie co to jest, w mniejszych lub wiekszych ilosciach, lub wcale. duzo pomagaja spozywanie wraz z posilkiem enzymy, z tym to jest w dalszym ciagu polsrodek i musze byc ostrozna. mam tez, dorzuce, nietolerancje laktozy big_grin hhmm, coz, no Bozia sprezentowala mi na urodziny felerny przewod ...

                      Minnie
                      • vi_san Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 18:05
                        Minnie... Ręce i nogi opadają...
                        "mogę podać jedynie potrawy z mięsem"- SŁOWO jedynie JEST TU KLUCZOWE. GDYBY Milka-milka nie jadła NIC innego oprócz mięsa - to owszem, można by się doszukiwać analogii. Bo ona NIE JE w ogóle roślin i przyczyny nie są istotne. I wówczas - owszem, jej przykład byłby trafiony i przyznałabym jej rację - że ma pełne prawo podać na stół WYŁĄCZNIE [co sama podkreśliła!] mięso. Natomiast ponieważ większość tzw mięsożerców - w przypadku ludzi - to raczej wszystkożercy - więc sytuacja nie jest porównywalna. Bo wszystkożerca na stole, na którym stoi również mięso swobodnie może znaleźć coś dla siebie [i jeśli gospodarz jest dobry i myślący oraz umie gotować - zjeść ze smakiem]. Natomiast wegetarianin na stole zastawionym WYŁĄCZNIE [co optuje Milka-milka jako "analogię" - kretyńsko!] mięsiwem - nie zje NIC. I dlatego właśnie to co napisała Milka jest po prostu głupie i bez sensu, a nie "sarkastyczne".
                        Ponieważ kilkakroć [w innych wątkach] jeśli się ze mną nie zgadzałaś przyjmowałaś dokładnie takie tony, zwracając się do mnie per "złotko" itp to myślałam, że po prostu taki styl dyskusji lubisz. Jednak nie? Ok, przyjmuję do wiadomości.
                        A ja ci ponownie tłumaczę:
                        1. Milka-milka, której przyklasnęłaś optuje WŁAŚNIE podanie WYŁĄCZNIE mięsa wegetarianom - i jakoś jej nie napisałaś w najlżejszych słowach, że to nie do końca zgodne z sv.
                        2. Skoro mięsożerca wytrzyma bez mięsa czas imprezy - to czego bijesz pianę, że gospodarz MUSI podać mięcho, bo jeśli nie to ma w zadzie gości i jest d... a nie gospodarz?
                        3. I tu się zgadzamy, z wyłączeniem sytuacji wcześniej omówionych [np. silne reakcje alergiczne na wiele produktów - i po wcześniejszym ustaleniu z gospodarzami].
                        Jak już napisałam - musisz być straszliwie kłopotliwym gościem... Tego nie możesz, tamtego nie możesz, śmego nie lubisz, a siamto ci szkodzi... tongue_out
              • kora3 Minnie ... 02.01.18, 04:58
                Uparcie starasz się udawać, ze nie wiesz o co chodzi sad Więc napiszę Ci całkiem wprost - nie znam takiej religii czy ideologii która zabrania jedzenia roślin i produktów odroslinnych, a jeśli takowa jest (bo możliwe) to bardzo niszowa. Nie ma tez żadnej religii ani ideologii, która nakazuje jeść tylko mięso. W związku z tym na logikę - osoba lubiaca mieso może zjeść cos bezmięsnego. Tak? No tak ...
                Najprościej mówiąc - produkty roślinne może zjeść każdy - mięso, zależnie od rodzaju czy produkty inne odzwierzęce - nie każdy.

                I teraz zależy dlaczego Minnie. Muzułmanin i zyd nie będą jedli świniny, bo swinia jest nieczysta, ale mogą ja podać innym, Hindus już natomiast nie tylko nie będzie jadł krowy, ale też jej nie zabije na mieso i nie poda komuś - bo dla niego byłoby to przekroczeniem wszelkich barier. Weganin nie poda jajek w majonezie, boi jest przeciwny hodowaniu kur na jaja...

                Owszem, zapraszając gości wypada wziąć pod uwagę ich gusta, ALE nie można od kogoś wymagać, by kierując się gustem gości rezygnował ze swoich ideałów. Lubisz na przykładach, jako i ja to Ci przybliżęsmile - ja nie lubię słodyczy i nie jadam tego świństwasmile, ale nie mam problemu z tym, żeby kogoś tym poczęstować, o kim wiem ze jada i lubi. Jednak gdybym goscicia w domu kogos z Dalekiego Wschodu o kim wiem, ze lubi jesć psy, to nie podalabym mu psiny nie tylko dlatego ze sama nie jadam psów, ani nie dlatego ze u nas zabijanie psów na jedzenie jest nielegalne, tylko dlatego ze nie byłabym w stanie przyrządzić psa i potem z tym zyć. Rozumiesz to?
        • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 13:19
          Koro, post dotyczył imprez w domu i nie tematycznych (wiadomo, że wege nie zorganizuje imprezy pt. „Butcher’s”, tylko raczej „Warzywniak włoski” i każdy wie, czego się spodziewać). Dodatkowo, jak zaznaczyłam chodzi o ludzi, którzy się znają i menu nie jest dla nich zaskoczeniem.
          Zgadzam się z założeniem, że imprezę robi się dla gości, a nie dla siebie. Nie mam problemu z uwzględnieniem kwestii zdrowotnych gości (np. alergie) czy nawet w określonym zakresie preferencji smakowych (ktoś nie jada selera, ananasa czy kaszy gryczanej).
          Ale tu stawiamy naprzeciw siebie z jednej strony kwestie światopoglądowe/religijne gospodarzy, a z drugiej, smakowe preferencje gości w kontekście SV.

          Wiem, że jesteś wege, ale żeby lepiej zobrazować: czy idąc na kolację do muzułmanina oczekiwałabyś wieprzowiny, bo gospodarz wie, że ją lubisz?

          „Przynosić z sobą czegokolwiek kulinarnego (poza upominkowymi sprawami) na przyjęcie nie wypada, chyba ze się to uzgodniło z gospodarzami.”
          Nie wypada, ale tak się zdarza (co więcej bywa, że jest to działanie celowe). Pytałam, jak w takiej sytuacji powinien, zgodnie z SV, zachować się gospodarz.

          „goszcząc osoby o innych niż przeciętne preferencjach należy zadbać o to, by miały się czym pożywić. I to nie na zasadzie, ze wege zje sobie surówkę, która normalnie jest dodatkiem do dania głownego, czy sałatkę - przystawkę. Trzeba przygotować dla "innozercow" dania główne”

          Zgadzam się z tym twierdzeniem, ale post dotyczy innej sytuacji: to gospodarz ma „preferencje inne niż przeciętne”. Goście mogą jeść dania wege.
          • kora3 Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 16:09
            Nie, nie oczekiwałabym, ale też nie zdziwiłabym się gdyby podał. O ile bowiem wiem nie wolno im tego jeść, a nie podawać, choć mogę się mylić, bo znani mi muzułmanie nie są zbyt ortodoksyjnismile
            Z mego punktu widzenia jako gościa - oczekiwałbym jedynie, że gospodarz uraczy mnie czymś, co mogę zjeść. Ponieważ o ile wiem żadna ideolo nie zabrania jesć warzyw i owoców, to raczej problemu by nie było smile
            • aqua48 Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 16:18
              kora3 napisała:

              > nie zdziwiłabym się gdyby podał. O ile bowiem w
              > iem nie wolno im tego jeść, a nie podawać, choć mogę się mylić, bo znani mi muz
              > ułmanie nie są zbyt ortodoksyjnismile

              Dla większości wieprzowina jest to po prostu coś obrzydliwego. Podobnie jak dla sporej części Polaków podroby i dlatego nie dotkną jej nawet w celu przyrządzenia.
              • kora3 Re: Dodam jeszcze 27.12.17, 16:25
                Wiesz. możliwe, ja tam widziałam nawet jak ja jedząsmile Nie w tym jednak rzecz ... Rzecz w podejściu do tematu tu akurat religijnie - muzułmanie i żydzi nie jadają wieprzowiny, bo świnia jest uważana za zwierzę nieczyste i IM zabroniona do zjedzenia. Ale już np. niejedzenie wołowiny przez Hindusów ma inne podłoże i im nie wolno nie tylko ich jeść, ale też zabijać na mięso dla innych czy podawać.
          • koronka2012 Re: Dodam jeszcze 28.12.17, 16:45
            bezsenna_pani napisała:

            > Goście mogą jeść dania wege.

            Błąd w założeniu. Skupiasz się na braku przeciwskazań - a nie na preferencjach, a to jest kluczowe jeśli mówimy o gościnności.

            Owszem - mogą, ale jeśli to co jest na stole jedzą wyłącznie z braku alternatywy - to słabo to wygląda.
            W przypadku imprez rodzinnych należałoby jednak zrobić ukłon w stronę gości i nie oczekiwać np. że leciwa ciocia będzie zachwycona pasztetem z soi skoro wiesz, że lubi tradycyjne potrawy.
            • aqua48 Re: Dodam jeszcze 28.12.17, 17:13
              koronka2012 napisała:

              > jeśli to co jest na stole jedzą wyłącznie z braku alternatyw
              > y - to słabo to wygląda.

              Ależ goście ZAWSZE jedzą to co na stole z braku alternatywy...jak pisałam już najeść należy się w domu, a w gości przychodzi się między innymi by spróbować tego co gospodarze podadzą, a nie żeby zjeść identyczny posiłek jak u siebie.
          • minniemouse Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 11:40
            bezsenna_pani napisała:
            Wiem, że jesteś wege, ale żeby lepiej zobrazować: czy idąc na kolację do muzułmanina oczekiwałabyś wieprzowiny, bo gospodarz wie, że ją lubisz?

            i tu sie bardzo przydaje mieszkanie od wielu wielu lat w Kanadzie - otoz mila pani Bez Snow, zebys wiedziala, ze tutaj muzulmanin nie wyjedzie z polmiskami samej wolowiny na stol gdy wie ze gosciem jest Hindus (ktory wolowiny nie je).
            nie, on rozsadnie i troskliwie i kulturalnie poda i jedno i drugie czyli i swinie i krowe aby obaj z nich mogli sie nalezycie posilic.

            Tak postepuja ludzie rozsadni, tolerancyjni, swiatowi i normalni.
            polityke "chlop zywemu nie przepusci" przybieraja ekstremisci, fanatycy i szalency a z tego, jak wiadomo, nigdy nic dobrego nie wyplywa.

            Do ciebie dalej jak widze, nie dociera iz kwestia nie jest co zje gosc, tylko CO PODA GOSPODARZ. gosc zje to co mu podasz.
            pytanie, czy i jak dobrze umiesz podac?

            Minnie
            • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 01.01.18, 17:40
              Minniemouse

              Po 1, proszę, żebyś nie przekręcała mojego nicku.

              Po 2, wyobraź sobie, że muzułmanów, hinduistów, Żydów można spotkać w różnych krajach więc mieszkanie w Kanadzie niczego tu nie zmienia i nie stawia cię w pozycji eksperta w tych kwestiach. Za to swoim wpisem jasno pokazałaś (nie pierwszy raz o ile pamiętam inne twoje wypowiedzi z pozycji "superior") jakie wyobrażenie masz o ludziach mieszkających z Polsce (zaścianek i co oni tam w tej widzieli i wiedzą). Mnie ignorancja w czystej postaci bawi, a ty sama siebie zdeprecjonowałaś w dyskusji.

              Po 3 Twój przykład jest chybiony.
              Muzułmanin być może poda wieprzowinę, bo to nie jest sprzeczne z jego zasadami.
              Hinduista wołowiny nie tylko nie zje, ale i nie poda, bo wchodzi w grę zakaz nie tylko jedzenia, ale i zabijania bydła domowego.
              Ponadto klarowałam tutaj już kilka razy że dla mnie powodem m.in. niejedzenia mięsa jest to, że nie chcę przykładać ręki do zadawania zwierzętom cierpienia.
              Przygotowanie mięsnego posiłku (nie jest istotne czy dla siebie, czy dla kogoś), to w moim przekonaniu przyłożenie ręki do cierpienia zwierząt, czyli jest sprzeczne z moimi przekonaniami.
              Dlatego jeśli mam wybór, wybieram wege.

              Nie rozumiesz tego, ja nie oczekuję, że zrozumiesz. Przyjmij po prostu do wiadomości, że tak jest.

              "Do ciebie dalej jak widze, nie dociera iz kwestia nie jest co zje gosc, tylko CO PODA GOSPODARZ. gosc zje to co mu podasz.
              pytanie, czy i jak dobrze umiesz podac?"


              Jeśli tak sprawę stawiasz, to odpowiem: podam to, co najlepiej umiem przygotować.

              Jestem zażenowana poziomem dyskusji. Ty nie przyjmujesz do wiadomości faktów i nie odnosisz się do niewygodnych argumentów. W takiej sytuacji nie widzę sensu dalszego wałkowania tematu
              • minniemouse Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 00:49
                bezsenna_pani napisała:
                > Po 1, proszę, żebyś nie przekręcała mojego nicku.

                hhhmmmm.... wspolczuje potencjalnemu romantykowi ktoremu wpadloby do glowy pod twoim oknem uskuteczniac jakies teskne ballady, bo pewnie by dostal w najlepszym wypadku kapciem w leb z rabanem iz nie zyczysz sobie halasow pod oknem. zapewne jakby przez otwarte okno przeleciala cebula i kielbasa, to spotkalaby sie z uznaniem?....
                przepraszam ze cie cieplo, lirycznie nazwalam pania Bez Snow (i do tego mila), wiecej na pewno nie bede smile

                Ponadto klarowałam tutaj już kilka razy że dla mnie powodem m.in. niejedzenia mięsa jest to, że nie chcę przykładać ręki do zadawania zwierzętom cierpienia.


                to mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami o ktorych goscinnosci nie masz tak naprawde pojecia.

                Po 2, wyobraź sobie, że muzułmanów, hinduistów, Żydów można spotkać w różnych krajach więc mieszkanie w Kanadzie niczego tu nie zmienia i nie stawia cię w pozycji eksperta w tych kwestiach. Za to swoim wpisem jasno pokazałaś (nie pierwszy raz o ile pamiętam inne twoje wypowiedzi z pozycji "superior") jakie wyobrażenie masz o ludziach mieszkających z Polsce (zaścianek i co oni tam w tej widzieli i wiedzą). Mnie ignorancja w czystej postaci bawi, a ty sama siebie zdeprecjonowałaś w dyskusji.


                nie jestem supieror, zwyczajnie kieruje sie zdrowym rozsadkiem. jesli czytam post w ktorym
                ktos imputuje ze muzulmanin poda wylacznie wieprzowine a mieszkam w kraju w ktorym jestem zapraszana do roznych narodowosci i religii i wyraznie widze ze to nieprawda, to prostuje nieprawdziwa informacje. tak samo jesli sie myle ze Kanada nie jest zlepkiem etniczym, ze w Polsce mieszka tak samo roznych wymieszanych etniczo nacji - to mi podaj linki i mnie popraw. bo zdaje sie, na przyklad gdy byly te slynne rozruchy w Syrii, ISIS itd to Polska szla!ban! zamknela granice muzulmanom a Kanada wrecz odwrotnie, przyjela lacznie 300.000 wchodnich emigrantow. wiec chyba logiczne ze mam lepszy punkt odniesienia i skale porownawcza?

                Minnie
                • kora3 Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 04:34
                  Minnie, ale muzułmanin nie ma ograniczeń tego rodzaju ze nie wolno mu PODAWAĆ wieprzowiny. Pomijając fakt, ze muzułmanie różnie się, jako i inne nacje religijne odnoszą do zasad swej religii - nie ma zasady, ze nie wolno im tego podawać czy przyrządzać. Im tego nie wolno JESC. Tak samo zresztą jak żydom i z tych samych zupełnie niereligijnych powodówsmile Zwyczajnie i po prostu - na terenach gdzie kiedyś rdzennie zamieszkiwali muzułmanie i starozakonni hodowla świń była trudna - świnia samą trawą się nie pożywi, nie może też długo obyć się bez jedzenia i wody, iśc daleko nie potrafi, jej mięsa nie da się suszyć, a mleka pić - dlatego świnia była raz nieopłacalna w hodowli, dwa niebezpieczna - jej zepsutym mięsem łatwo się struć . Dlatego wmówiono ciemnym ludziom, ze jakiś bóg nie chce, żeby to jedli. Na tej samej zasadzie działają posty u katolikówsmile Podobnie działa obrzezanie u mężczyzn - nie było wody na tych terenach, więc bezpieczniej i zdrowiej było usuwać napletek. Ale4 ciemny lud uwierzył bezrefleksyjnie ze jakiś bóg chce, żeby go nie było - bezrefleksyjnie - bo każdy myslacy człek wpadłby na to, ze gdyby jakiś bóg uważał napletek za zbędny tworząc człowieka to stworzyłby go wszak bez niego i gitara smile

                  Tak czy owak - muzułmanie i żydzi mogą podawać wieprzowinę, więc trudno mówić u nich o ograniczeniach w stronę gości na tym tle. Z wege jest inaczej - nie tylko sami nie jedzą miesa, ale tez nie akceptują zabijania zwierząt, by je zjadać. Zatem trudno od nich oczekiwać, że jednak podadzą
                • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 12:06
                  Minniemouse,
                  „wspolczuje potencjalnemu romantykowi ktoremu wpadloby do glowy pod twoim oknem uskuteczniac jakies teskne ballady (…)”
                  Jeśli potencjalny romantyk pomyliłby moje imię, to raczej nie wzięłabym jego amorów na poważnie, ale też niczym bym w niego nie rzucała.
                  Przykład od czapy, chyba, że pretendujesz do miana mojego adoratora wink

                  „przepraszam ze cie cieplo, lirycznie nazwalam pania Bez Snow (i do tego mila), wiecej na pewno nie bede ”
                  Będę wdzięczna.

                  „mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami (…)”
                  Mówię za siebie. Porównania i przykłady to najnormalniejsze i uzasadnione figury retoryczne w dyskusji. Dlaczego miałabym z nich nie korzystać?

                  „jesli czytam post w ktorym ktos imputuje ze muzulmanin poda wylacznie wieprzowinę (…), to prostuje nieprawdziwa informacje.”
                  W którym miejscu to napisałam? Konkretnie, cytat proszę, bo póki co to ty mi imputujesz.

                  „tak samo jesli sie myle ze Kanada nie jest zlepkiem etniczym, ze w Polsce mieszka tak samo roznych wymieszanych etniczo nacji - to mi podaj linki i mnie popraw.”
                  W którym miejscu kwestionowałam twierdzenie o zróżnicowaniu społeczeństwa w Kanadzie?
                  Konkretnie, cytat proszę.
                  Oczywiście, że Polska to nie jest kraj w 100% homogeniczny. Wikipedia to nie źródło wiedzy, ale dla ogólnego obrazu sytuacji możesz sobie rzucić okiem.
                  A jeśli chcesz poczytać oficjalne statystyki, zajrzyj na strony GUS. Np.: stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/wyznania-religijne/wyznania-religijne-w-polsce-20122014,5,1.html

                  „bo zdaje sie, na przyklad gdy byly te slynne rozruchy w Syrii, ISIS itd.”
                  Wojna i rozruchy to w tym temacie jednak nie są synonimy.
                  ISIS to organizacja, a nie państwo więc nie może być tam rozruchów.

                  „Kanada (…), przyjela lacznie 300.000 wchodnich emigrantow. wiec chyba logiczne ze mam lepszy punkt odniesienia i skale porownawcza”
                  Czyżby?
                  300 000 osób w ponad 36 mln kraju.
                  I w tym kontekście na podstawie liczby przyjętych przez Kanadę emigrantów twierdzisz, że konkretnie ty masz lepszą skalę porównawczą, żeby wypowiadać się o ich zwyczajach, zasadach, religii?
                  Nie rozśmieszaj mnie.
                  A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

                  • minniemouse Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 13:08
                    bezsenna_pani napisała:
                    Mówię za siebie. Porównania i przykłady to najnormalniejsze i uzasadnione figury retoryczne w dyskusji. Dlaczego miałabym z nich nie korzystać?

                    alez ja ci nie wzbraniam poslugiwac sie przykladami itp, zwracam jedynie uwage aby, jesli juz, to poslugiwac sie poprawnie - bo jak np tymi o muzulmanach, to bylo niezgodnie z faktami.

                    W którym miejscu to napisałam? Konkretnie, cytat proszę, bo póki co to ty mi imputujesz.

                    niczego ci nie imputuje, napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny" - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie" - inaczej tego nie da sie interpretowac. coz, nie trzeba pisac zawsze doslownie aby rozumiec doslownie.

                    > Oczywiście, że Polska to nie jest kraj w 100% homogeniczny.

                    Jednak Polsce jeszcze daleeeko do takich wymieszanych krajow jak Am pln, wybacz.

                    A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

                    hmm, chyba takie pytania nie sa ani grzeczne ani potrzebne a ja z oczywstych powodow nie powinnam i nie bede wymieniac.
                    ale powiem ci tak - no, w moim otoczeniu jest kilka roznych narodowosci i roznych religii. wystarczajaco aby moc powiedziec: paru znam. ale to nawet malo istotne, bo mnie przeciez wystarczy wyjsc z domu i zagaic rozmowe z kimkolwiek, na przyklad zamawiajac kebaba na lunch i juz moge sobie pogadac z Arabem co je sprzedaje- np zapytac czy czasami sam skusi sie i zje te wieprzowe smile

                    300 000 osób w ponad 36 mln kraju.

                    no ale chyba nie przypuszczasz ze to jedyni muzulmanie w Kanadzie? to oprocz tego co juz tu jest. tak czy siak to byl jedynie przyklad jakie prawdopodobienstwo otarcia sie o srodkowy wschod w swoim kraju masz ty a jakie ja. chyba jednak ja mam nieco wieksze?...

                    Minnie
                    • vi_san Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 13:27
                      Odniosę się tylko do jednego "napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny" - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie" - inaczej tego nie da sie interpretowac" - chyba nieco zapomniałaś polską składnię, znaczenie słów i w ogóle język, skoro tak "interpretujesz...
                      U muzułmanina nie należy spodziewać się wieprzowiny, to znaczy dokładnie, że jest możliwe, że muzułmanin takowe mięso poda, ale niezbyt prawdopodobne. Nie ma tam nic o "wyłączności". Sformułowanie "nie należy się spodziewać" - oznacza "Jest to co prawda możliwe, ale niezbyt prawdopodobne". Więc być może cała ta dyskusja wynika po prostu z twojej niedoskonałej znajomości języka?
                    • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 15:11
                      Minniemouse,

                      „alez ja ci nie wzbraniam poslugiwac sie przykladami itp,”
                      Cytuję: „to mow za siebie a nie podpieraj sie muzulmaninami albo hinduistami”

                      „bo jak np tymi o muzulmanach, to bylo niezgodnie z faktami.”
                      Jeśli już, to był przykład nieprecyzyjny, a nie niezgodny z faktami.
                      Zgadzam się, że przykład hinduisty, który podała Kora3 był lepszy.

                      „napisals wyraznie ze u muzulmanina "nie nalezy sie spodziewac wieprzowiny"
                      Niczego takiego nie napisałam.

                      „ - co jest jednoznaczne z "podaniem wylacznie"
                      Chyba tylko w twojej głowie. Choć teza Vi_san brzmi prawdopodobnie wink

                      „Jednak Polsce jeszcze daleeeko do takich wymieszanych krajow jak Am pln”
                      Owszem. Czy to przesądza o doświadczeniach jednostek (twoich) w społeczeństwie?
                      A mówimy konkretnie o twoich i moich doświadczeniach więc de facto kwestia różnorodności społeczeństwa w ujęciu ogólnym nie ma akurat znaczenia.

                      „A z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?

                      hmm, chyba takie pytania nie sa ani grzeczne ani potrzebne a ja z oczywstych powodow nie powinnam i nie bede wymieniac.”

                      Możesz mi wyjaśnić co jest w tym pytaniu niegrzecznego?
                      Jedyny powód, żebyś odpowiedziała jest taki, żeby zbić moje argumenty i przekonać do swoich racji.

                      „w moim otoczeniu jest kilka roznych narodowosci i roznych religii. wystarczajaco aby moc powiedziec: paru znam. ale to nawet malo istotne, bo mnie przeciez wystarczy wyjsc z domu i zagaic rozmowe z kimkolwiek, na przyklad zamawiajac kebaba na lunch i juz moge sobie pogadac z Arabem co je sprzedaje- np zapytac czy czasami sam skusi sie i zje te wieprzowe ”
                      Jeśli swoją wyższość nade mną jeśli chodzi o znajomość innych kultury/zwyczajów/religii wywodzisz z możliwości porozmawiania z człowiekiem, który sprzedaje ci kebaba, to nie ma tematu, nie mam pytań i gratuluję poczucia humoru smile
                      Ale zapraszam do Warszawy, Łodzi, Katowic, a nawet Ełku czy Białegostoku… i każdego innego miasta w PL. Zdziwisz się, jakie tu są możliwości w tym zakresie smilesmilesmile

                      Dla uzasadnienia twoich wywodów (dla przypomnienia sedna tego OT: mieszkam w Kanadzie więc jestem obyta z innymi kulturami/zwyczajami/religiami) nie ma znaczenia, czy POTENCJALNIE możesz się spotkać/porozmawiać/poznać z emigrantami ani czy STATYSTYCZNIE masz większą możliwość w tym zakresie niż ja.
                      Ma znaczenie jakie są fakty. A zatem: jakie są?
                      I uprzedzę: stwierdzenie „paru znam” też nie świadczy o niczym, jeśli to znajomość oparta na kłanianiu się sobie i wymianie uprzejmości.

                      To, że żyjesz OBOK jakiejś innej nacji/grupy społecznej, a nawet wchodzisz w płytkie interakcje nie znaczy, że ją znasz.

                      „no ale chyba nie przypuszczasz ze to jedyni muzulmanie w Kanadzie?”
                      Oczywiście, że nie. Odpowiadam na twoje argumenty.

                      „to byl jedynie przyklad jakie prawdopodobienstwo otarcia sie o srodkowy wschod w swoim kraju masz ty a jakie ja. chyba jednak ja mam nieco wieksze?”
                      Zgadzam się, że prawdopodobieństwo spotkania muzułmanina w Kanadzie jest większe niż w Polsce.
                      No i co z tego wynika?

                      Czy to jest równoznaczne z tym, że Mienniemouse spotyka muzułmanów? Nie.
                      Czy to jest równoznaczne z tym, że Mienniemouse zna tą kulturę/zwyczaje/religię (w ogóle, czy też lepiej ode mnie)? Nie.

                      Dlatego sorry, ale to co napisałaś, to żaden argument w dyskusji, a tylko świadczy o twoich wyobrażeniach.

                      Stąd moje pytanie: z iloma „wschodnimi emigrantami” miałaś bezpośrednio do czynienia? Ilu podejmowałaś na swoim przyjęciu, u ilu byłaś w odwiedzinach, z iloma rozmawiałaś?
                      Te kwestie dają jakiś obraz sytuacji. Nie rozumiem co jest problematycznego w odpowiedzi na nie?
                      To dla ciebie jakiś wstydliwy temat?

                      Dziękuję za uwagę.
                      • kora3 Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 15:34
                        Wiesz Bezsenna - ale w sumie nawet jeśli Minnie na te pytania o imigrantów odpowie i nawet jeśli ma wielu znajomych wśród kanadyjskich czy świeżo napływowych muzułmanów to wcale nie będzie oznaczać, ze ma wiedzę na temat wszystkich, czy większości muzułmanów smile A to dlatego, ze oni zwyczajnie, jak wszelkie inne nacje bywają rózni. Jedni mniej ortodoksyjni inni bardziej ...
                        Jak jako młoda osoba i dziecko, z racji pracy mego ojca miałam okazję być w różnych muzułmańskich krajach. Także w takich, gdzie nie można było nigdzie kupić wieprzowiny a posiadanie alkoholu, np. przywiezionego z kraju na własny użytek było nielegalne. Ale też w takich, gdzie jedno i drugie można było kupić na legalu.
                        Poza prawem stanowionym w niektórych takich krajach podejście do tematu silnie zależało od regionu. Np. w Turcji na riwierze całkiem normalne było, ze miejscowi piją alkohol, nikogo nie dziwiło, ze chętnie poczęstują się szyneczką np. od znajomych Polaków, a dziewczyny śmigają w miniówkach i spodenkach ... ale już po drugiej stronie tego kraju, przy granicy z Iranem byłoby to nie do pomyślenia.
                        • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 16:37
                          Kora3
                          „nawet jeśli Minnie na te pytania o imigrantów odpowie i nawet jeśli ma wielu znajomych wśród kanadyjskich czy świeżo napływowych muzułmanów to wcale nie będzie oznaczać, ze ma wiedzę na temat wszystkich, czy większości muzułmanów”

                          Zgadzam się z Tobą. Chodziło mi o zasady.

                          Jeżeli Minniemouse faktycznie ma w swoim towarzystwie wielu przedstawicieli różnych kultur (próbowałam się tego dowiedzieć), to jest jakaś próba i mogłaby posłużyć do zweryfikowania mojej opinii.
                          Obstawiam jednak, że te znajomości Minniemouse są właśnie hmmm… takie bardziej potencjalno-statystyczne, ewentualnie widywania na ulicy.
                          A trudno przecież, żebym potraktowała kogoś jak wyrocznię tylko dlatego, że mieszka w Kanadzie wink.
                          • kora3 Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 17:29
                            Wiesz, statystycznie na pewno w CAN jest więcej możliwości na co dzień stykać się z kulturą inną niż własna, niż w PL. Wynika to ze specyfiki kraju, po prostu. Ale u Minnie nie ukrywam, irytuje mnie taka maniera, ze wydaje się jej, ze obecna Polska to Polska czasów, kiedy ona emigrowała - były 2 czy 1 programy w YV, paszport trudno było dostać, a jak ludzie gdzieś pojechali za granicę to najwyżej do Bułgarii czy Czechosłowacji smile W związku z tym ludziska są zadziwione, jak się im powie, ze w CAN kebab można nabyć na każdym rogu i zagadać do sprzedawcy...
                            To jest taka maniera starszej emigracji - starszej w sensie daty wyjazdu z Polski za czasów PRL-u. Niby ci ludzie wiedzą, ze jest jak jest w PL, ale mentalnie jakoś ciagle się im wydaje, ze my tkwimy w komunie - o swiecie nie wiedzącsmile
                            Minnie pewnie zaprzeczy, ale serio tak ma smile - dlatego jej wypowiedzi brzmią czasem tak protekcjonalnie...
                            Swoją drogą - jakby na serio miała ten kontakt z muzułmanami, na takim poziomie, żeby z nimi rozmawiać choćby o tej wieprzowinie toby wiedziała, że oni nie mają religijnego zakazu podawania tejże tylko jej jedzenia. Tak samo o zydach (mała litera zamierzona, bo idzie o wyznawców judaizmy, a nie Izraelitów) - wnioskuje z tego, ze powołała się na to, iż Abraham ugościł anioły niekoszernym jedzeniem, by sprawić im przyjemność. Gdyby z grubsza bodaj wiedziała na czym polega koszerność nie plotłaby takich bzdur, a już szczególnie nie argumentując w tym wątku, bo każdy kto ma choć trochę styczności z żydami wie, że religia IM nie zabrania poczęstowania kogoś spoza judaizmu tak wieprzowiną, jak i niekoszernym jadłem...Nawiasem mówiąc, żeby to wiedzieć nie trzeba wcale mieć styczności ze współczesnymi żydami - każdy kto choć trochę zna realia Polski choćby przedwojennej (i wcześniejszej) wie, ze żydzi często prowadzili na polskich terenach karczmy i szynki podając tam jadło i napitki im zakazane religijnie do jedzenia i picia. Ja choć mieszkam w zaściankowej Polsce mam okazję bywac na żydowskich uroczystościachwink i także prywatnie gościć czasem u nich i zwyczajnie wiem, ze mogą częstować innych tym, czego sami nie jadają. tak więc wiesz, ta "wiedza" Minnie z zakresu wielokulturowości jest mocno ...no mglista smile
                            • jolanta4447 Re: Dodam jeszcze 02.01.18, 21:15
                              @ kora3
                              I tu zgadzam się z Tobą - post z 17.29

                              Ciekawi mnie, kiedy (w którym roku) Minnie wyjechała z Polski i czy po emigracji przyjeżdża tutaj i prostuje swoje wspomnienia.
                              • kora3 Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 07:56
                                jolanta4447 napisała:
                                >
                                > Ciekawi mnie, kiedy (w którym roku) Minnie wyjechała z Polski i czy po emigracj
                                > i przyjeżdża tutaj i prostuje swoje wspomnienia.


                                Baba kiedyś wspomniała, że Minnie wyjechała za czasów jej młodości - widać musiała Minnie z grubsza jej wcześniej napisać kiedyśsmile Baba jest o ile się nie mylę trochę starsza ode mnie więc na oko czasy jej młodości to może być z 30-40 lat temu. Na temat ewentualnych odwiedzin Minnie w PL - nie mam zadnych danych smile
                            • minniemouse Re: Dodam jeszcze 03.01.18, 00:42
                              kora3 napisała:
                              To jest taka maniera starszej emigracji - starszej w sensie daty wyjazdu z Polski za czasów PRL-u. Niby ci ludzie wiedzą, ze jest jak jest w PL, ale mentalnie jakoś ciagle się im wydaje, ze my tkwimy w komunie - o swiecie nie wiedzącsmile
                              Minnie pewnie zaprzeczy, ale serio tak ma smile - dlatego jej wypowiedzi brzmią czasem tak protekcjonalnie...


                              Koro, nie badz tragicznie smieszna. normalnie, jak to w dyskusji, skomentowalam bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.
                              A to, ze Ameryka Polnocna to kraj emigrantow i ma kilkaset lat doswiadczenia w zyciu razem bedac roznej nacji i religii - wie caly swiat.
                              burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.

                              Wiesz, statystycznie na pewno w CAN jest więcej możliwości na co dzień stykać się z kulturą inną niż własna, niż w PL.

                              prawda?... smile ?.. i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie sprowadzila sie do tego jednego zdania ktorym chcialas nie chcialas, sama przyznajesz mi racje. : )

                              Swoją drogą - jakby na serio miała ten kontakt z muzułmanami, na takim poziomie, żeby z nimi rozmawiać choćby o tej wieprzowinie toby wiedziała, że oni nie mają religijnego zakazu podawania tejże tylko jej jedzenia.

                              Alez ona wie o tym, ona wie, to Bezesenna pani nie wiedziala.
                              btw wegetarianin tez nie ma zakazu podawania miesa, on tylko nie chce go podac, caly wiec ten twoj powyzszy (i dokladnie nie wiadomo a propos czego) argument poszedl sie pasc na zielona trawke big_grin

                              Gdyby z grubsza bodaj wiedziała na czym polega koszerność nie plotłaby takich bzdur

                              Korciu, no to na czym polegaja, wytlumacz tej glupiej? bo jej sie zdawalo ze, jak pisalo w owej Torze, wystarczylo aby mleko i mieso bylo razem. i juz niekoszerne. ale moze sie myli, hmmm.

                              Minnie
                              • kora3 Minnie .... 03.01.18, 08:18
                                minniemouse napisała:
                                >
                                > Koro, nie badz tragicznie smieszna. normalnie, jak to w dyskusji, skomentowalam
                                > bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.
                                > A to, ze Ameryka Polnocna to kraj emigrantow i ma kilkaset lat doswiadczenia w
                                > zyciu razem bedac roznej nacji i religii - wie caly swiat.
                                > burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.


                                Minie, nie gniewaj się, ale tragicznie śmieszna jesteś Ty. Toż przecież przyznałam, ze STATYSTYCZNIE jest jak jest. ALE właśnie statystycznie Minnie.

                                > prawda?... smile ?.. i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie sprowadzila si
                                > e do tego jednego zdania ktorym chcialas nie chcialas, sama przyznajesz m
                                > i racje.
                                : )


                                No i widzisz, wszystko sprowadza się do Twego schematycznego myśleniasmile Wytłumaczę Cu to na przykładziesmile Moja kolezanka mieszka bardzo blisko lotniska, więc teoretycznie ma statystycznie większy kontakt ze statkami powietrznymi , bo chce czy nie chce je widuje dość często. Ale nie interesuje się wcale lotnictwem...Ja od tego - lotniska mieszkam dość daleko, ale z racji zawodu mego partnera latałam już chyba wszystkim co w PL możliwe do latania poza F16. smile Rozumiesz analogię? smile

                                > Alez ona wie o tym, ona wie, to Bezesenna pani nie wiedziala.
                                > btw wegetarianin tez nie ma zakazu podawania miesa, on tylko nie chce
                                >
                                go podac, caly wiec ten twoj powyzszy (i dokladnie nie wiadomo a propos cz
                                > ego) argument poszedl sie pasc na zielona trawke big_grin


                                No widzisz Minnie i właśnie to co napisałaś pokazuje Twoją ignorancję i kompletne niezrozumienie o czym mowa w tym watku.
                                Wytłumaczę Cu łopatologicznie, bo nie ma innego wyjścia jak widzę ...Otóż muzułmanin nie je świniny, bo wierzy, ze Allah tego zabrania - w tym momencie nie ma znaczenia, czy to jest rozsądne i czy jest jakiś Allah - on wierzy, ze jest i ze nie podoba mu się jedzenie świnki. Więc nie je. Jego Allah kaze mu też usuwać synom napletek z penisa - więc usuwa. Nie zastanawia się do czego do potrzebne, tak mowi sobie jego bóg, wiec tak robi. Ale ten sam bóg nie mówi nic, żeby innowiercom nie dawać wieprzowiny, albo odkrawać napletek, więc nie ma problemu smile
                                Wegetarianin wybiera niejedzenie miesa dlatego, ze jedzenie go jest związane z realnym cierpieniem zwierzat zabijanych na jadło. Nie idzie o jakieś bóstwo, które coś nakazuje, ale o swoje przekonania wiec nie ma nic nadzwyczajnego w tym, ze nie chce ani sam jeść mięsa, ani podawać go innemu. NA TYM Minnie polega zasadnicza róznica, którą tłymacze Ci od x postów, a ty uparcie nie rozumiesz.
                                Sądziłam, ze po0jmiesz po porównaniu muzułmanów i zydów z hinduistami smile Prosto mówiąc - muzułmanowi jest obojętne czy świnie zjedzą wilki, innowiercy, czy sobie zgnije - on tego nie je, bo jego bóstwo tego zabrania i tyle. Dla hinduisty krowa jest jednym z wcieleń jego bóstwa - nie jest mu obojętne co się z nią stanie. Jego bóstwo zabrania mu przyczyniania się do jej cierpienia i śmierci, bo to jest tak dlań jakby zabijał swego boga.
                                Wege rozumuje tak samo tylko w oderwaniu od wiary w bóstwa - jak się zwierzę zabija to ono cierpi - czy on sam zje, czy da komuś efekt jest taki sam - przyczynił się do bólu i cierpienia zwierzęcia...Czego nie rozumiesz?


                                > Korciu, no to na czym polegaja, wytlumacz tej glupiej? bo jej sie zdawalo ze
                                > , jak pisalo w owej Torze, wystarczylo aby mleko i mieso bylo razem. i
                                > juz niekoszerne. ale moze sie myli, hmmm.


                                Owszem, myślisz się Minnie, a Twoje popisu tylko obnażają to, ze zyjac w wielokulturowym kraju nic nie wiesz o innych kulturach sorry, Nie byłas nigdy w domu żyda, prawda? smile Żeby jedzenie było koszerne nie wystarczy nie mieszać miesa z mlekiem - jest cały szeteg innych obwarowań ale Ty tego nie wiesz, bo i skad ...
                                • vi_san Re: Minnie .... 03.01.18, 08:46
                                  Tak a'propos statystyki [i jej pojmowania przez Minnie] to mi się nasunęło: statystycznie pan z psem na spacerze mają po trzy nogi. big_grin No, statystycznie tak jest. A w praktyce?
                                • mim_maior Re: Minnie .... 03.01.18, 10:07
                                  Padłam ze śmiech czytając kolejne korcine mądrości religioznawcze (choć już te z "ciemnym ludem" w roli głównej były urocze). To forum nieustannie cieszy i bawi big_grin
                                  • wagonetka Re: Minnie .... 03.01.18, 10:40
                                    mim_maior napisała:

                                    > Padłam ze śmiech czytając kolejne korcine mądrości religioznawcze

                                    nie ma co się śmiać, wszak Hindusi podają gościom wspaniałą baraninę a z żydowskiemu rosołowi z kury żaden inny nie dorówna

                                    przejrzałam (dość nieuważnie co prawda, ale zawsze) wątek i myślę, że trzeba wznieść modły: od ortodoksów, radykałów, ideologów i neofitów uchowaj nas, Panie



                                    • kora3 Re: Minnie .... 03.01.18, 12:34
                                      poczytaj sobie jakie kasty obowiązuje zakaz jedzenia (!!!) baraniny, podobnie uczyń z pozyskaniem informacji na temat jedzenia przez żydow kur.
                                      Teraz się naocznie przekonalałm co ro znaczy w praktyce analfabetyzm wtórny
                                    • mim_maior Re: Minnie .... 03.01.18, 15:48
                                      Umarłam ze śmiechu nie z powodu faktów, tylko korcinej wiedzy o symbolice obrzezania albo religijnego sensu postów. Dawno nie widziałam tak krystalicznie czystego przykładu zadowolonej z siebie głupoty z gatunku "nie znam się, to się wypowiem". Nawet Mistrz Zbyszek czegoś by się tu zdołał nauczyć big_grin
                                • minniemouse Re: Minnie .... 03.01.18, 23:53
                                  kora3 napisała:
                                  Nie byłas nigdy w dom u żyda, prawda? smile Żeby jedzenie było koszerne nie wystarczy nie mieszać miesa z mlekiem - jest cały szeteg innych obwarowań ale Ty tego nie wiesz, bo i skad

                                  skad ?? z Tory Korciu, wiec proponuje zebys wytlumaczyla Torze jaka jest glupia skoro uwaza iz podanie mleka razem z miesem przez Abrahama wystarczy by jedzenie bylo niekoszerne. owszem, bardzo ortodoksyjni Zydzi nie uzyja nawet tej samej lyzki, widelca, noza by nie dopuscic do zanieczyszczenia krzyzowego - bo jak lyzka od miesa dotknie potrawy niewskazanej juz bedzie niekoszernie. a nawet do tego stopnia ze nie zjedza posilku w pokoju gdzie jest "niekoszernie".
                                  ale, zauwaz, Abraham nie krzatal sie w kuchni tylko podal na jednym talerzu.

                                  sugeruje lekture

                                  Minnie
                                  • kora3 Re: Minnie .... 04.01.18, 07:04
                                    Minnie, powtarzam, jeśli czegoś nie wiesz -poczytaj albo zapytaj. Koszerność nie polega wyłącznie a tym, żeby nie mieszać mleka z mięsem. Koszerne jest też np. wino, a raczej domyślasz się, ze nie jest robione ani z miesa, ani z mleka.
                                    Jest cały szereg obwarowań dla koszerności jedzenia i picia - muszą być przygotowane w określony sposób nierzadko od samego początku - np. w przypadku mięsa od uboju zwierząt, który musi być wykonany w określony sposób. Poza tym koszernego jedzenia i picia nie może od początku do końca przygotować goj, czyli nieżyd. Goj może uczestniczyć tylko w pewnym zakresie w tych przygotowaniach. Jest to skomplikowana sprawa i na serio nie wystarczy, ze przeczytałaś o Abrahamie, żeby na ten temat móc się wypowiadać z pozycji eksperta. Nie o tym jest jednak ten watek ...

                                    Jest on co sama najlepiej wiesz o tym, ze pewni ludzie mają pewne zasady ideologiczne dotyczące jedzenia lub/i podawania określonych rzeczy gościom. Jeśli ktoś ma takie obwarowania jak żydzi - to gościom może podać także to, ze go sam z religijnych powodów nie zjada. Ale jest te wierzenia czy przekonania sa takie, ze wykluczają nie tylko jedzenie czegoś samemu, ale też podawanie tego jako jedzenie dla innych, to nie poda. Bezsennej pani szło jak sądzę p taką właśnie sytuację - gdy np. gospodarz jest wege, bo nie chce się przyczyniać do cierpienia zwierząt, wiec nie tylko sam ich nie je, ale też nie poczęstowałby nimi gości.
                                • minniemouse Re: Minnie .... 04.01.18, 00:24
                                  kora3 napisała:
                                  Otóż muzułmanin nie je świniny, bo wierzy, ze Allah tego zabrania - w tym momencie nie ma znaczenia, czy to jest rozsądne i czy jest jakiś Allah - on wierzy, ze jest i e nie podoba mu się jedzenie świnki. Więc nie je

                                  tak samo jak LOL katolik "nie je" miesa w piatek albo w okresie wielkiego postu, lub nie pozwoli jesc miesa gosciowi w te dni. ale ty bredzisz Koro. tak czy siak nie zmienia to postaci rzeczy ze Allah mu nie zabrania podac swini gosciowi.

                                  Wege nawet jak "wybiera" to czy cierpienie czy inne bla bla - powtorze - tak samo nikt mu nie broni podac miesa tylko on sam decyduje.

                                  Moja kolezanka mieszka bardzo blisko lotniska, więc teoretycznie ma statystycznie większy kontakt ze statkami powietrznymi , bo chce czy nie chce je widuje dość często.

                                  Korciu kontrargument musi byc z glowa nie jakis idiotyczny. z czlowiekiem, zauwaz, da sie pogadac, chocby ze sprzedawca kebabow. nie wposminajac o wlasnych znajomych roznych nacji. a sporo tego bylo przez 30+ lat. a i dzisiejsza mloda Polonia czesto zawiera zwiazki mieszane... zrodlo wiedzy jest na kazdym kroku.
                                  a ta twoja kolezanka, coz, nawet gdyby wrzeszczala caly dzien i cala noc do owych samolotow to watpie by jej cos odpowiedzialy. cos na wzor 'dziad do obrazu'..
                                  tak ze, zastanow sie Koro zanim napiszesz kolejna bzdure, bo dojde do wniosku ze jednak Asia miala racje w swojej opinii o tobie sad


                                  Minnie
                                  • kora3 Re: Minnie .... 04.01.18, 06:47
                                    minniemouse napisała:
                                    >
                                    > tak samo jak LOL katolik "nie je" miesa w piatek albo w okresie wielkiego postu
                                    > , lub nie pozwoli jesc miesa gosciowi w te dni. ale ty bredzisz Koro. tak czy
                                    > siak nie zmienia to postaci rzeczy ze Allah mu nie zabrania podac swini gosc
                                    > iowi.


                                    Minnie, pomijam już fakt, ze Twoje wypowiedzi trudno nazwać kulturalnymi ...smile
                                    Nie, nie jest to sytuacja analogiczna - bo katolikowi poza tym, ze sam nie może tego jesć w określone dni nie wolno także przyczyniać się do grzechu cudzego. Więc sam nie je, ale i też innym nie podaje. Na tym polega różnica.
                                    >
                                    > Wege nawet jak "wybiera" to czy cierpienie czy inne bla bla - powtorze - tak sa
                                    > mo nikt mu nie broni podac miesa tylko on sam decyduje.


                                    Tak właśnie - dokładnie - on decyduje, ze nie chce przyczyniać się do cierpienia zwierząt. Wg Ciebie nie ma do tego prawa, bo nie jest to podyktowane wiarą w jakieś bóstwo?
                                    >
                                    >
                                    > Korciu kontrargument musi byc z glowa nie jakis idiotyczny. z czlowiekiem, zau
                                    > waz, da sie pogadac, chocby ze sprzedawca kebabow. nie wposminajac o wlasnych
                                    > znajomych roznych nacji. a sporo tego bylo przez 30+ lat. a i dzisiejsza mloda
                                    > Polonia czesto zawiera zwiazki mieszane... zrodlo wiedzy jest na kazdym kroku.
                                    > a ta twoja kolezanka, coz, nawet gdyby wrzeszczala caly dzien i cala noc do ow
                                    > ych samolotow to watpie by jej cos odpowiedzialy. cos na wzor 'dziad do obrazu


                                    Minnie, jak mam nadzieję, ze Ty udajesz ...Ów przykład miał Ci pokazać ze fakt, iż ktoś ma okazję do czegoś statystycznie częstszą niż ktoś inny, nie znaczy wcale ze musi się tym zainteresować. I nie chodzi o wrzeszczenie do samolotów. smile Wiesz, jak mój partner został lotnikiem? Otóż jego rodzina, gdy był dzieckiem przeprowadziła się dość blisko miejscowego lotniska i aeroklubu. On jako chłopiec widział samoloty i zaczął marzyć o lataniu. Więc jak miał coś 14 lat to poszedł do tego aeroklubu i się tam wkręcił smile Pomagał, uczył się o latadlach, w końcu zaczął się szkolić...Bo CHCIAŁ ...

                                    Ja po raz pierwszy samolotem w charakterze rzecz jasna pasażera leciałam jako młodsze niż on dziecko i wiele razy. Ale nie zapałałam chęcią bycia lotnikiem i w zasadzie dopiero gdy związałam się z nim zainteresowałam się lataniem dla przyjemności - wcześniej samolot to był dla mnie zwyczajnie środek transportu.


                                    > tak ze, zastanow sie Koro zanim napiszesz kolejna bzdure, bo dojde do wniosku z
                                    > e jednak Asia miala racje w swojej opinii o tobie sad


                                    Minnie, jest moi całkowicie obojętne jaką opinię ma na tet mój czy czyjkolwiek Asiasmile

                                    Na razie to ja mam niestety przykre odczucia, ze wypowiadasz się autorytatywnie na tematy, o których masz mgliste pojęcie. I nie ma nic złego w tym, ze masz owo pojęcie mgliste, tylko właśnie w tonie Twoich wypowiedzi. Choćby o tej koszerności - zenada
                              • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 03.01.18, 10:05
                                Mienniemouse jak zwykle próbuje być mądrzejsza od telewizora.

                                W normalnej dyskusji adwersarze odnoszą się do argumentów, ty tego nie robisz.

                                „skomentowalam bezposrednio wypowiedz ktora brzmiala jak brzmiala - blednie.”
                                Ludzie rozumieją to, co chcą zrozumieć.

                                „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
                                Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.

                                „i cala ta zalosna proba zdyskredytownaia mnie”
                                Świadectwo sobie sama wystawiasz swoimi wypowiedziami.
                                Ja ci próbowałam coś wyjaśnić, a nie cię dyskredytować.
                                Jeśli tak to odbierasz, to szkoda mojego czasu.
                                • minniemouse Re: Dodam jeszcze 03.01.18, 23:58
                                  bezsenna_pani napisała:

                                  „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
                                  > Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.


                                  nie rozumiem? mnie sie wydaje ze dobrze napisalam, a przynajmniej ja wiem co chcialam przez to wyrazic. a ty myslisz ze co to znaczy - 'burmuszyc sie'? objasnisz mnie?

                                  Minnie
                                  • matylda1001 Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 00:51
                                    minniemouse napisała:

                                    > bezsenna_pani napisała:
                                    >

                                    > „burmuszenie sie o zwykla prawde jest lol dziecinne.”
                                    > > Burmuszenie? Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.
                                    >


                                    > nie rozumiem? mnie sie wydaje ze dobrze napisalam, a przynajmniej ja wiem co chcialam przez to wyrazic. a ty myslisz ze co to znaczy - 'burmuszyc sie'? objasnisz mnie? <

                                    Oczywiście, że to Ty, Minnie, masz rację. Burmuszyć się to znaczy boczyć się, czuć się obrażonym, czuć żal, dąsać się, gniewać się, mieć muchy w nosie, mieć pretensje, mieć pretensję, obrażać się, stronić, żywić urazę,
                                    synonim.net/synonim/burmuszy%C4%87+si%C4%99#mall
                                    a ja nieodmiennie jestem pod duuużym wrażeniem Twojej znajomości ojczystego języka.
                                      • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 10:24
                                        Minniemouse

                                        Skoro wyjaśniłyście sobie panie znaczenie słów i nie ma co do tego wątpliwości, a napisałaś:

                                        „przynajmniej ja wiem co chcialam przez to [burmuszenie się] wyrazic.”
                                        Czyli chciałaś powiedzieć, że ja: boczę się, czuję się obrażona, czuję żal, dąsam się, gniewam się, mam muchy w nosie, mam pretensje, obrażam się, stronię, żywię urazę.

                                        Otóż nie.

                                        To, że kwestionuję twoje twierdzenia i argumenty, nie przyjmuję ich i wyjaśniam dlaczego nazywa się dyskusją, a nie burmuszeniem.

                                        Minniemouse, zarzucasz mi, że próbuję cię zdyskredytować, że się burmuszę (jestem dziecinna), że piszę coś, czego nie napisałam.

                                        Jednym słowem: wypaczasz.

                                        Jednocześnie nie odnosisz się do moich argumentów.

                                        Z tego względu nie widzę sensu prowadzenia dalszych dyskusji.
                                        • wagonetka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 10:40
                                          bezsenna_pani napisała:


                                          > Z tego względu nie widzę sensu prowadzenia dalszych dyskusji.

                                          a jest tu jeszcze jakieś pole do dyskusji?
                                          wydaje się, że większość osób zgodziła się z tym, że to gospodarz decyduje o tym, co stawia na stół i że tak być powinno

                                          o czym można tu jeszcze dyskutować?




                                          • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 11:07
                                            Minnie uważa, e jeśli wege - gospodarz nie poda mięcha to jest d... a nie gospodarz. A poza tym ona ma anemię przy której jak nie zje krwią ociekającego befsztyka to padnie trupem na miejscu. I wszystkie [albo co najmniej 90%] roślin jej szkodzi... Musi być potwornie kłopotliwym gościem...
                                            Z tym, ze ja i owszem, zgadzam się w pełni: to gospodarz decyduje co podaje. Dobrze jeśli liczy się z potrzebami gości [czyli np zapraszając na obiad muzułmanina nie poda WYŁĄCZNIE schabowego], ale nadal to gospodarz decyduje. Tylko gospodarz. I przynoszenie własnego gara żarcia jest poniżej krytyki.
                                            • wagonetka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 11:23
                                              vi_san napisała:

                                              > Minnie uważa, e jeśli wege - gospodarz nie poda mięcha to jest d... a nie gospo
                                              > darz.

                                              każdy ma prawo do własnych sądów

                                              > Z tym, ze ja i owszem, zgadzam się w pełni: to gospodarz decyduje co podaje. Do
                                              > brze jeśli liczy się z potrzebami gości [czyli np zapraszając na obiad muzułman
                                              > ina nie poda WYŁĄCZNIE schabowego], ale nadal to gospodarz decyduje. Tylko gosp
                                              > odarz.

                                              nikt nie podaje wyłącznie schabowego, więc nie manipuluj
                                              na posiłku u "mięsożercy" jest na stole i mięso, i jarzyny, jest więc wybór

                                              > I przynoszenie własnego gara żarcia jest poniżej krytyki.

                                              tu mam inne zdanie - jeśli miałabym gościć kogoś, kto nie je jajek, mleka, miodu itp, ten ktoś musiałby przynieść swoje jedzenie lub zadowolić się - jak już pisałam - sałatą z winegretem, tak byłoby lepiej dla wszystkich

                                              mnie nie obraża przynoszone jedzenie, sama chętnie skosztuję





                                              • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 15:04
                                                Każdy ma prawo do własnych sądów i własnych decyzji. A że czasem nie są one zgodne z sv i jako takie nie powinny być na forum sv wygłaszane?
                                                Milka-milka optowała właśnie zaproszenie wege i podanie an stół WYŁĄCZNIE mięsnych potraw. tongue_out Zgadzam się, że dyskusja sięgnęła otchłani absurdu...big_grin
                                                A co do ostatniego akapitu - to pisałam kilkakroć, że jeśli ktoś ma tak szalone wymagania [wynikające z alergii/przekonań/religii/czegokolwiek] powinien od ręki, w trakcie zaproszenia o tym poinformować gospodarzy i albo uzgodniwszy przynieść coś własnego, albo zrezygnować z obiadu a przybyć tylko na poobiednią kawę. Niedopuszczalne jest natomiast [o czym pisała założycielka wątku] by znając menu i NIE INFORMUJĄC wcześniej pani domu - przynosić swoje jedzenie.
                                                • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 17:58
                                                  Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma prawo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla wszystkich.
                                                  Oczywiście, że dobry i gościnny gospodarz weźmie pod uwagę potrzeby wszystkich gości i przygotuje coś, co będzie odpowiadało każdemu, ale jeśli nie, to czemu przyznać wegetarianom prawo do urządzenia przyjęcia wg własnych zasad, a „mięsożercom” już nie? Odrobinę sprawiedliwości!
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 18:15
                                                    milka_milka napisała:

                                                    > Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma pra
                                                    > wo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla w
                                                    > szystkich.
                                                    > Oczywiście, że dobry i gościnny gospodarz weźmie pod uwagę potrzeby wszystkich
                                                    > gości i przygotuje coś, co będzie odpowiadało każdemu, ale jeśli nie, to czemu
                                                    > przyznać wegetarianom prawo do urządzenia przyjęcia wg własnych zasad, a „mięso
                                                    > żercom” już nie? Odrobinę sprawiedliwości!


                                                    Sęk w tym, że sprawiedliwość nie oznacza 'po równo' albo 'symetrycznie'.

                                                    W tym przypadku sprawiedliwie oznacza 'zrobimy pyszne jedzenie', 'poświęcimy mnóstwo czasu na przygotowania, żebyście się czuli dobrze'. Jeśli mimo to gość poczuje się niedopieszczony, bo nie dostał nóżek na zimno i kotleta w panierce, to imo coś jest z nim nietenten.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 18:27
                                                    A wegetarianin nie poczuje się dobrze, bo nie dostał nic bezmięsnego. No to z nim jest też coś nie w porządku?
                                                    Stosujmy te same reguły dla wszystkich, nie dzielmy na lepszych, którym wolno i gorszych, którym nie.
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:15
                                                    milka_milka napisała:

                                                    > A wegetarianin nie poczuje się dobrze, bo nie dostał nic bezmięsnego. No to z n
                                                    > im jest też coś nie w porządku?
                                                    > Stosujmy te same reguły dla wszystkich, nie dzielmy na lepszych, którym wolno i
                                                    > gorszych, którym nie.

                                                    Trochę tak, jakbyś zakładała, że kiedy pomagam w zakupach swojej mamie, damie po 60-tce, to ja niosę 7kg i ona też. Bo po równo ma być i sprawiedliwie, i te same zasady. Co z tego, że ja jestem o jedno pokolenie młodsza i bardziej sprawna. Gorsza nie jest, conie? To niech dźwiga, co ja się będę.

                                                    Jeśli zapraszasz wegetarianina i wszystko, co masz mu do zaproponowania to ziemniaki i surówka z marchewki, to świadczy to o tobie jako o gospodyni. Nie o nim. Zwłaszcza, kiedy u niego mogłaś zjeść dynię piżmową zapiekaną z serem zieloną pleśnią, zimowe warzywa z sosem z granatów i orzechami włoskimi, krem z zielonego groszku z bazyliowym pistou, risotto z szafranem, karmelowe lody z laskowym krokantem i pudding czekoladowy ze śliwkami w armaniaku.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:20
                                                    Nie, tu jest różnica. Mama jest starsza i słabsza. Sugerujesz, że wegetarianin musi być pod szczególną ochroną?
                                                    A jeżeli zapraszasz osobę jedzącą mięso i proponujesz jej nawet powyższe menu, które dla jej podniebienia wymaga uzupełnienia o mięso, to co?
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:46
                                                    milka_milka napisała:

                                                    > Nie, tu jest różnica. Mama jest starsza i słabsza. Sugerujesz, że wegetarianin
                                                    > musi być pod szczególną ochroną?

                                                    Nie, nie sugeruję. To był przykład na to, że twoja teza o tym, że 'mają być te same zasady dla wszystkich' jest, bez obrazy, bzdurna.
                                                    "Sprawiedliwie" jak już napisałam, bardzo rzadko oznacza "po równo" albo "symetrycznie", a ty się przy tym własnie upierasz. Muszę pogadać z matką, może kochaną starowinkę dociążę smile

                                                    > A jeżeli zapraszasz osobę jedzącą mięso i proponujesz jej nawet powyższe menu,
                                                    > które dla jej podniebienia wymaga uzupełnienia o mięso, to co?

                                                    To może nie przyjść, jej problem - ominie ją fantastyczna wyżerka. Może też, jak już proponowałam, nafutrować się mięsa przed wyjściem, żeby podniebienie nie wołało o uzupełnienie.
                                                    Ale jako żywo nie spotkałam się jeszcze z takim problemem.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 20:17
                                                    Ja też nie. Rozważam problem czysto teoretycznie. Nie zdarzyło mi się, żeby gospodarze całe menu robili pod swój gust. Poza tym mogłabym stwierdzić, że wegetarianin też może się nafutrować przed wyjściem. Trochę mi to przypomina dyskusję o rowerzystach i ich zdecydowanie zbyt uprzywilejowanej pozycji na drogach, gdzie podstawowym argumentem jest, że są słabsi i bardziej narażeni na kolizję, więc nie muszą mieć ubezpieczenia ani identyfikacji, co powoduje, że zasadniczo mogą pizwalać sobie niemal na wszystko. Zgadzam się, że nie zawsze sprawiedliwie znaczy równo, ale tu akurat tak.
                                                    Przepraszam, ale nie bardzo chce mi się dalej dyskutować. Nie widzę możliwości przekonania Cię, że akurat w omawianym przypadku nietaktem jest tworzenie grupy uprzywilejowanej.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 20:26
                                                    I jeszcze jedno - ciekawe, czym poczęstowałabyś moją wybitnie mięsożerną córkę, która z warzyw jadą surową marchewkę i ogórek, a z owoców jabłka, banany i mandarynki. Nie, nie jest dzieckiem, nie lubi potraw wegetariańskich i już, a z Twojej pysznej wyżerki wyszłaby po prostu głodna, bo nie zjadłaby nic. No może zapchała się pieczywem, gdyby było.
                                                  • kora3 Re: Dodam jeszcze 05.01.18, 10:40
                                                    Milko – zdaje się w tym wątku Tobie i innym umyka pewien ważny szczegół otóż poza wyjątkami jeśli wiemy, że jakieś przyjęcie nie będzie nam z dowolnej przyczyny odpowiadać, zawsze można odmówić. To raz, a dwa – spotkania towarzyskie nie zawsze muszą być związane z „wielkim żarciem” - można umówić się na kawę, piwko, drinka. Rozwiązaniem może być też spotkanie w restauracji, gdzie każdy zamówi sobie co zechce …
                                                    Tak naprawdę realny problem stanowiłaby sytuacja, gdyby zapalony mięsożerca mieszkał z ortodoksyjnym wege i mieli się razem stołować.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 05.01.18, 11:07
                                                    Pewnie, że nie muszą. Ja ogólnie traktuję tę dyskusję nieco teoretycznie, bo z życia wiem, że i gospodarze i goście na ogół starają się nagiąć do siebie, żeby było po prostu miło, szczególnie jeśli się lubią i chcą się spotykać. Ale ponieważ postawiono sprawę albo-albo, to napisałam, co napisałam.
                                                  • kora3 Re: Dodam jeszcze 05.01.18, 11:29
                                                    Widzisz, naginają się jeśli zwyczajnie mogą - mam na myśli ich światopogląd na to pozwala. Jeśli nie to waśnie można przejść z trybu "wielka wyzerka" u X na "miłe spotkanie" na kawie i X ...
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 12:56
                                                    Rosół, pieczeń i ciasto na smalcu mogłabym jej podać. Bo, co zdaje się do ciebie nie dotarło, jem mięso i umiem je przyrządzać. Natomiast nie mam problemu z finezją w kuchni i poszanowaniem przekonań innych.

                                                    Swoją drogą - i piszę to poważnie i ze smutkiem i nie staram się być złośliwa - nie martwisz się o dziecko z takimi upodobaniami żywieniowymi? Przecież tego typu żywienie to pełen przekrój chorób w bardzo młodym wieku - od miażdżycy, przez zaburzenia wzroku po nowotwory. Zgroza.
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 13:00
                                                    Nie. Moja córka ma bardzo dobre wyniki badań, lekką niedowagę i poza mięsem jada nabiał, kasze, zboża, ryż + wymienione warzywa i owoce.
                                                    Zgrozą jest indoktrynacja żywieniowa.
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 13:13
                                                    Bardzo fajnie, że to u osoby z - wybacz - dziwaczną dietą - monitorujecie. Duża ilość mięsa w diecie (a napisałaś o 'wybitnie mięsożernej córce') to wyzwanie dla organizmu, z którym nie poradzą sobie nawet dobre geny. O ile takie ma. Ja bym się na twoim miejscu martwiła.

                                                    Jednak skoro je nabiał i ziarna, kolacyjka u wege nie stanowiłaby żadnego problemu.
                                                    Noi - często jest tak, że ktoś z fobią żywieniową czy 'niewyrośnięty' z dziecinnych przyzwyczajeń niejedzenia tego czy owego (np popularnego dziecięcego wydłubywania 'żyłek' z mięsa albo - no właśnie - niejedzenia całej masy zdrowych rzeczy) goszcząc u innych i jedząc niejako z musu coś innego z tych nawyków wyrasta, rozszerza swoje upodobania. 'O rany, to dynia może tak smakować? Nie wiedziałam, że to może być takie pyszne!' (Bo nie próbowałam dyni od 20 lat, he he he).
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 12:47
                                                    milka_milka napisała:

                                                    > Ja też nie. Rozważam problem czysto teoretycznie. Nie zdarzyło mi się, żeby gos
                                                    > podarze całe menu robili pod swój gust. Poza tym mogłabym stwierdzić, że wegeta
                                                    > rianin też może się nafutrować przed wyjściem.

                                                    Nie zrozumiałaś.
                                                    Nie chodziło mi o nażarcie się przed wyjściem, tak żeby na przyjęciu nic nie jeść. Chodziło mi o to, że jeśli tego wieczoru musisz, bo się udusisz, zjeść mięso, to możesz zjeść pół albo całego kurczaka bezpośrednio przed wyjściem do znajomych.

                                                    Trochę mi to przypomina dyskusję
                                                    > o rowerzystach i ich zdecydowanie zbyt uprzywilejowanej pozycji na drogach, gd
                                                    > zie podstawowym argumentem jest, że są słabsi i bardziej narażeni na kolizję, w
                                                    > ięc nie muszą mieć ubezpieczenia ani identyfikacji, co powoduje, że zasadniczo
                                                    > mogą pizwalać sobie niemal na wszystko.

                                                    'Trochę ci to przypomina'? Moim zdaniem to jest tak bardzo 'trochę' do tematu, że właściwie wcale.

                                                    Zgadzam się, że nie zawsze sprawiedliwi
                                                    > e znaczy równo, ale tu akurat tak.

                                                    Dlaczego tu akurat tak? Bo nie rozumiem. Ja starałam się uzasadnić swoje zdanie, ty - wcale. Kompletnie to nie jest przekonywujące i wiarygodne. 'Bo tak'? To za mało, żeby uznać, że masz rację.

                                                    > Przepraszam, ale nie bardzo chce mi się dalej dyskutować. Nie widzę możliwości
                                                    > przekonania Cię, że akurat w omawianym przypadku nietaktem jest tworzenie grupy
                                                    > uprzywilejowanej.

                                                    Ja też nie widzę możliwości, o ile nie użyjesz argumentów. Ale generalnie mogę cię zapewnić, że nikogo się bez argumentów nie da przekonać, więc słaba to metoda dyskusji.
                                                    wink
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 12:49
                                                    Jestem zdania, że swoją opinię uzasadniłem wystarczająco. Nie dziwi mnie, że będziesz obstawać przy swoim, jednocześnie negując i dyskredytując inne opinie. Nie chce mi się już kopać z koniem i po raz kolejny pisać tego samego.
                                                  • bene_gesserit Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 12:59
                                                    milka_milka napisała:

                                                    > Jestem zdania, że swoją opinię uzasadniłem wystarczająco.

                                                    Sęk w tym, że to twoje przekonanie też jest nie poparte argumentami. Chyba, że za argument uznać stwierdzenie 'też jestem przekonana, że sprawiedliwie nie zawsze znaczy po równo, ale w tym przypadku tak' (cytuję z pamięci, sens był bardzo podobny). Pytanie, dlaczego 'w tym przypadku tak' zawisa dramatycznie w powietrzu. Bo nie jest poparte argumentem.

                                                    Nie dziwi mnie, że bę
                                                    > dziesz obstawać przy swoim, jednocześnie negując i dyskredytując inne opinie. N
                                                    > ie chce mi się już kopać z koniem i po raz kolejny pisać tego samego.

                                                    Ale ja cię właśnie proszę o coś nowego - o argument, a najlepiej kilka, tak dla odmiany. Ożywczy wietrzyk nowości w twoich wypowiedziach! Byłoby super.
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 18:44
                                                    Milka - tej "symetrii" można by się doszukiwać gdyby ktoś był WYŁĄCZNIE mięsożercą. Ludzie zaś w większości są wszystkożerni. I osobnik jadający mięso na wege stole swobodnie znajdzie dla siebie coś możliwego do zjedzenia [chyba, że jak Minnie, ma taką anemię że umrze bez befsztyka a 98% roślin mu szkodzi], natomiast osobnik wyłącznie roślinożerny na stole zastawionym daniami wyłącznie mięsnymi - nie zje nic. I, jak już pisałam, GDYBY był ktoś jedzący z przyczyn religijnych/ideologicznych/światopoglądowych/jakichkolwiek WYŁĄCZNIE mięso - to tak, uważam, że dokładnie tak samo jak ideologiczny wegetarianin NIE PODA mięsa - tak on może nie podać roślin. Wówczas jest symetria.
                                                    I wiem, że miało to być "ironicznie - złośliwe" ale jest po prostu nieprzemyślane i nietrafione. big_grin
                                                  • milka_milka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 18:48
                                                    A bierzesz popis uwagę , że ktoś może po prostu nie lubić bezmięsnego jedzenia. Że mu nie smakują pyszne wegetariańskie potrawy i będąc zaproszonym w gości oczekuje, że gospodarz zrobi choć minimalny ukłon w jego stronę.
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:01
                                                    A bierzesz pod uwagę, że nie ma musu bywania na obiadach u wegetarian? Słowo, nie słyszałam, by ktoś kogoś pod lufą RKMu prowadził do stołu... Mama ciotkę, która nader kiepsko gotuje. Nie, nie jest wege - po prostu jest bardzo mizerną kucharką. No i cóż? Ano po prostu jak nie muszę to unikam u niej obiadów, wolę przyjść później na kawę. A jeśli już okoliczności raz na parę lat mnie zmuszą do "bycia na obiedzie" - no to zagryzam zęby, nakładam sobie porcyjkę minimalną i raczej pozoruję jedzenie niż jem. Ot, wychowano mnie tak fatalnie - jako gość nie oczekuję, żeby beznadziejna kucharka dla mnie zamawiała katering czy coś.
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:41
                                                    Zrozum - nie jest. Byłoby odbiciem gdybyś jadła WYŁĄCZNIE mięso. Nie znam osoby jedzącej WYŁĄCZNIE produkty odzwierzęce. Ale jak powiedziałam - gdyby się taka znalazła to owszem, analogicznie miałaby prawo swój stół na swoim przyjęciu zastawić wyłącznie mięsem. Bo [dajmy na to] wierzy, że rośliny mają dusze i cierpią. A nie wierzy w cierpienie zwierząt. Wówczas podczas zapraszania powinna tylko uprzedzić gości iż w jej domu na stole będzie tylko mięso i koniec tematu.
                                                    Natomiast przeciętny człowiek nie jest, de facto mięsożercą a wszystkożercą. I jako wszystkożerny może raz na ileś tam poświęcić się i spożyć menu bezmięsne. I nie umrze na anemię. Zrozum, że po prostu twoja analogia jest pop - banałem, a nie żadną analogią - bo nie przedstawia sytuacji symetrycznej.
                                                  • minniemouse Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 22:32
                                                    vi_san napisała:
                                                    @ Visan,
                                                    potwornie, az niekulturalnie, przesadzasz.
                                                    nigdy nie bylo mowy o zastawianiu stolu miesiwem a o podaniu kawalka miesa aby kazdy, takze miesozerca, cos dla siebie znalazl. juz dawno zaznaczalam ze to nie musi byc krwisty stek - moze byc kurczak, moze byc RYBA.
                                                    TROCHE wystarczy.

                                                    I przez caly watek tlumacze ze jesli gospodarz tak bardzo nie chce to NIE MUSI podawac tego nieszczesnego miesa. bo gosc dostosuje sie do wszystkiego (nawet taki jak ja).
                                                    ALE tak, uwazam iz dobry gospodarz mysli o gosciach, nie o sobie.
                                                    Punktem spornym sa ekstremisci. Jesli ktos jest ultra religijny i nie poda wieprzowiny albo nie chce przylozyc reki do cierpienia zwierzat, to OK gosc musi to zrozumiec ale tu, zauwaz, konczy sie zwykle goszczenie a zaczyna ideologia i doktrynacja.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 22:49
                                                    Minnie ponowie pytanie, bo mam wrazenie, ze unikasz odpowiedzi smile Czy przyrządziłabyś i podała psa gościowi, o którym wiedziałabyś, ze jest miłośnikiem psiny?
                                                    Tylko nie wyjeżdżaj z tym, ze to nielegalne - załóżmy, ze gościsz tego kogoś w kraju, gdzie legalne jest
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 22:51
                                                    Minnie.
                                                    1. Milka-milka właśnie o zastawieniu stołu WYŁĄCZNIE mięsem pisała - złośliwie, niby sarkastycznie, a tak na prawdę po prostu głupio. Ale pisała. I do tego się odniosłam.
                                                    2. Osoba, która uznaje iż jedząc mięso bądź je podając przyczynia się do cierpienia zwierząt nie może podać ci tego nieszczęsnego steku, kurczaka czy ryby. Bo to wbrew jej światopoglądowi. I tak, nie może podać ci TROCHĘ mięcha. Bo nie da się TROCHĘ zabić kurczaczka, żebyś ty się mogła nim najeść.
                                                    3. Gość ma zawsze wybór. Uprzedzony o menu bezmięsnym, jeśli bez kawałka mięsa nie da rady przeżyć, może: a/. najeść się mięsa PRZED wizytą, b/. zrezygnować z wizyty, c/. w przypadku osób blisko zżytych zaproponować gospodyni przyniesienie własnego dania mięsnego - w razie odmowy zamknąć buzię i wybrać opcję a lub b.
                                                    4. Bycie wegetarianinem nie jest jednoznaczne z byciem ekstremistą. I owszem, w niepodaniu mięsa na stół jest IDEOLOGIA, ale "doktrynacja"? Słowa doktrynacja słownik SJP nie podaje. Masz na myśli "indoktrynację"? To słowo akurat jest, ale kompletnie nie pasuje do sytuacji. "Indoktrynacja (łac. doctrina – nauka) – świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy, stosowanej przez środki masowego przekazu, system oświaty szkolnej i pozaszkolnej.". Co z tego pasuje do JEDNORAZOWEGO nie podania WSZYSTKOŻERNEMU gościowi mięsa? świadomy - ok. Systematyczny - odpada, bo jednorazowy. Proces - odpada, bo to po prostu przedstawienie swojego poglądu. Mam lecieć dalej, słowo po słowie? Indoktrynacją nie można nazwać jednorazowego zaproszenia na imprezę, jakąkolwiek. Podobnie jeślibym [nie daj Bóg!] zaprosiła cię na imprezę w stylu PRL - to zapewne usłyszałabym, że cię "indoktrynuję" politycznie?
                                                  • minniemouse Re: Dodam jeszcze 06.01.18, 23:18
                                                    vi_san napisała:
                                                    > Minnie.
                                                    > 1. Milka-milka właśnie o zastawieniu stołu WYŁĄCZNIE mięsem pisała - złośliwie, niby sarkastycznie, a tak na prawdę po prostu głupio. Ale pisała. I do tego się odniosłam.


                                                    Visan, polecam wiec wnikliwa lekture artykulu z linku jaki podalam w moim nowym watku pt:
                                                    Jak sie jezyk ma do SV? lub chociaz przetraw cytowane we wpisie ustepy:
                                                    milka_milka 04.01.18, 17:58
                                                    Nie optowałam. To była ironia. Chodziło mi o to, że jeżeli wegetarianin ma prawo podać tylko potrawy bezmięsne, to i odwrotnie. Przyznajmy równe zasady dla wszystkich.


                                                    Visan - w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo, a jeszcze gorzej- obrazac kogos za wlasne bledy. bede miala do ciebie jeszcze wiecej szacunku jesli poniechasz tego rodzaju praktyk. o ile ci to nie wisi, rzecz jasna smile

                                                    Osoba, która uznaje iż jedząc mięso bądź je podając przyczynia się do cierpienia zwierząt nie może podać ci tego nieszczęsnego steku, kurczaka czy ryby. Bo to wbrew jej światopoglądowi. I tak, nie może podać ci TROCHĘ mięcha. Bo nie da się TROCHĘ zabić kurczaczka, żebyś ty się mogła nim najeść.

                                                    Rozumiem, z tym ze to bylo konkretnie do Kory robiacej mi wyklady o muzulamanach i Hinduistach tak jakby poza wieprzowina i wolowina innego miesa na swiecie juz nie bylo,
                                                    nie o ideologicznym wege.

                                                    . Bycie wegetarianinem nie jest jednoznaczne z byciem ekstremistą. I owszem, w niepodaniu mięsa na stół jest IDEOLOGIA, ale "doktrynacja"? Słowa doktrynacja słownik SJP nie podaje. Masz na myśli "indoktrynację"? To słowo akurat jest, ale kompletnie nie pasuje do sytuacji.

                                                    Czasami jest. dopiero co kilkanascie (dziesiat?) wpisow temu sama opisywalas mi zachowanie wege-ekstremisty : )
                                                    i tak, dziekuje, chodzilo o indoktrynacje. czasami mimo staran wyrwie mi sie na wolnosc taki niepoprawny urwis, dziekuje za zlapanie <3
                                                    wracajac do tematu - a w/g mnie pasuje jak najbardziej, poniewaz wszelkie zachowania narzucajace cudze poglady - a w przypadku wegeekstremisty tak wlasnie jest - mozna nazwac indoktrynacja.

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 06.01.18, 23:57
                                                    1. Dokładnie wyjaśniłam DLACZEGO propozycja Milki NIE JEST adekwatna. Adekwatna byłaby w przypadku osoby nie jedzącej W OGÓLE pokarmów pochodzenia roślinnego. Większość tzw mięsożerców [ludzi!] - to de facto wszystkożercy. W związku z powyższym na stole zastawionym wege - coś do zjedzenia znajdą. Chyba, że chcą demonstracyjnie [jak wspomniana przez nią samą córka Milki] "zapychać się pieczywem, gdyby było". Sorry, ale to świadczy wyłącznie o kiepskim wychowaniu nastolatki - jeśli zapraszana [i poinformowana z góry o menu!] urządza takie demonstracje! Bądź też każdego innego gościa, który uczyniłby podobnie. Wegetarianin na stole zastawionym wyłącznie mięsem nie zje nic. Podobnie byłoby w przypadku osoby nietolerującej potraw roślinnych na przyjęciu wege - i TYLKO w takiej sytuacji podany przez Milkę przykład byłby trafny. W przypadku "normalnych" mięsożerców - jest po prostu bez sensu.
                                                    I pojęłam doskonale [od początku zresztą], że Milka chciała "błysnąć" dowcipem. Ale po prostu dowcip wyszedł jej kompletnie bez sensu i tyle.
                                                    Zgłoś do gazety, że ktoś zhakował twoje konto. Bo 04.stycznia o 22:32 ktoś z twojego konta DO MNIE [nie do Kory] napisał: "nigdy nie bylo mowy o zastawianiu stolu miesiwem a o podaniu kawalka miesa aby kazdy, takze miesozerca, cos dla siebie znalazl. juz dawno zaznaczalam ze to nie musi byc krwisty stek - moze byc kurczak, moze byc RYBA. TROCHE wystarczy.". I do tego się odniosłam. Na przyjęciu wegetarianin nie może ci podać TROCHĘ mięsa. Czy to świnki, czy krówki czy kurczaczka czy ryby. Podkreślę - ani razu nie zabierałam głosu w waszej dyskusji o religiach, nie odnosiłam się do żydów, muzułmanów ani hinduistów. Tylko do ideologi wege.
                                                    Minnie, to chyba wynika z tego, że jednak nie do końca rozumiesz niuanse językowe. "Nie jest jednoznaczne" czyli nie należy stawiać znaku równości. Są wegeekstremiści, owszem. Jak w każdej "idei". Ale większość wegetarian jest całkowicie normalna i swoją dieta nie epatuje nikogo. To tak jakbym ci powiedziała "Kiedyś w Dortmundzie czarnoskóry pijaczek ukradł mi portfel. Wszyscy murzyni to moczymordy i złodzieje!". Zgodziłabyś się? No, myślę, że nie? Analogicznie "Spotkałam się z wegeoszołomami. Wszyscy wegetarianie to ekstremiści!"? Uznałabyś tak postawioną kwestię za rozsądną? Nie sądzę... Acz zgodzę się, ze przyczyną konfliktów i sytuacji 'zapalnych" są zwykle właśnie ekstremiści [z wszelkich frakcji] a nie osoby w miarę normalne.
                                                    Definicję "indoktrynacji" ci podałam. Zaproszenie na imprezę z menu wegetariańskim nijak się w niej nie mieści... Skoro jest jednorazowe - to nie może być systematyczne, nie spotkałam się, by gospodarz wege zaprzęgał do swojej służby środki masowego przekazu czy nawet namolnie klarował SWOJĄ wizję świata. GDYBYM się z takowym zetknęła - zapewne po prostu byłby to nasz ostatni kontakt - więc również o indoktrynacji mowy być nie może, bo nie ma spełnionego warunku ciągłości i systematyczności procesu...
                                                  • jolanta4447 Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 02:21
                                                    Ech, to już nudne, długie odpowiedzi, no i daleko od tematu.

                                                    Znajdźcie inny frapujący wątek. Najlepiej taki, w którym można się choć trochę pośmiać, bo tu już widzę prawie boksowanie wink

                                                    Wiem (nie trzeba mi wytykać) - mogę nie czytać, ale czy naprawdę trzeba zawalać internet aż tak daleko idącymi mądrościami ?
                                                    Widzę zapiekłych wojowników broniących do krwi ostatniej swoich racji, cytujących swoich przeciwników, walczących o każde zdanie, rzucających często absurdalne przykłady, a przecież pytanie było dość proste.
                                                    Dyskusja przekształciła się w pouczanie czym jest wege, czym nie jest, kto oszukuje, czy kotleciarz może się najeść u veganina, co wegetarianin może/nie może coś zjeść u mięsożercy, a już tragedią jest, jeśli przyjdą różne 'nacje'.

                                                    Czuję, że zaraz poleje się krew i kolejne obrazy. Więcej luzu i dystansu moi Państwo !

                                                    Broń Boże - nie czuję się moderatorem, ale podejrzewam, że już ten wątek czyta tylko atakujący i jego antagonista.
                                                  • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 09:36
                                                    jolanta4447

                                                    ...oraz Ty i ja wink

                                                    Cytowanie swoich poprzedników ma na forum głęboki sens, przede wszystkim pozwala uniknąć pomyłek i wątpliwości.
                                                    Walka o swoje zdanie i racje to nieodłączny element dyskusji.

                                                    Wątek się rozrósł, trochę OT wpadło, ale to też lubię w dyskusjach: poszerza horyzonty (nawet, jeśli chodzi tylko o unaocznienie jaki jest sposób myślenia ludzi o poglądach skrajnie różnych od moich).
                                                  • kora3 Milka Milka 04.01.18, 19:08
                                                    Choć znam całe rzesze ludzi jadających mięso, to nikogo takiego, kto nie jada w ogóle nic innego, serio. Mięsozercy jedzą też potrawy bezmięsne, choćby dla zrównoważenia diety. W dodatku jeśli są katolikami to powstrzymują się od jedzenia mięsa w określonych dniach, okresach i żyją.

                                                    I piszę to z pozycji wege, ale owszem przyrządzającej także dania z mięsem...Ba, ja się codziennie grzebię w wątróbce, serduszkach, wołowinie, kurczaku - od bardzo wielu już lat ...A grzebię bo mam obecnie jedno, ale wcześniej kilka MIESOZERNYCH zwierząt. I one nie przeżyłyby bez mięsa- po prostu.

                                                    A propos ukłonu w stronę gościa - tak, wypadałoby, ale są granice. Nie tylko wege nie podają czegoś, co innym może bardzo smakować - hindus krowy, katolik mięsa w piątek ...

                                                    Ale skoro tak jesteś za tymi ukłonami ...Pytałam o to Minnie, ale nie odpowiedziała jeszcze. Lubisz psy? A jesz? Zakładam, ze nie jesz (choć może na egzotycznym wyjeździe) - jeśli nie jesz z tak8iej przyczyny, że uważasz to za sprzeczne z Twoimi p-przekonaniami, to czy przyrządziłabyś i podała psa goszcząc jakiegoś miłośnika psiny?
                                                  • condesa Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:18
                                                    Wydaje mi się, że głównym problemem w tej dyskusji nie jest kwestia gustu i tego co ktoś lubi bądż nie. Jedni lubią pomidorową inni rosół a jeszcze inni ogórkową. Pod którego z gości miałabym ustalać menu?
                                                    I według jakich kryteriów? Według stażu znajomości, starszeństwa, płci? Czy dla każdego oddzielne menu? Zawsze na przyjęciu jest tak, że coś smakuje bardziej, coś mniej, a czasem wcale. No trudno, zdarza się. Dlaczego gość oczekuje, że gospodarz zrobi ukłon akurat w jego stronę i poda mięso a nie np. łososia? Już niezależnie od wegetarianizmu czy mięsożerności? Zawsze staram się, żeby na moich imprezach nikt nie wyszedł głodny, ale bez żartów, zamawiać pod własny gust to sobie można w restauracji.
                                                  • condesa Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 19:42
                                                    Pisałam już wcześniej. Robię w miarę możliwości i pod wegetarian i alergików i jak wiem, że ktoś czegoś nie lubi to też mu złośliwie pod nos tego nie podstawiam. Nie podoba mi się tylko takie postawienie sprawy, że gość czegoś nie lubi/ lubi i ma oczekiwania, bo chce coś zjeść pod własny gust. Może z wyjątkiem spraw zdrowotnych np. moja przyjaciółka - karmiąca matka unika białka krowiego. Tak, ona ma prawo oczekiwać, że ja jej krowy nie podam.
                                                • wagonetka Re: Dodam jeszcze 05.01.18, 13:47
                                                  vi_san napisała:

                                                  > Każdy ma prawo do własnych sądów i własnych decyzji. A że czasem nie są one zgo
                                                  > dne z sv i jako takie nie powinny być na forum sv wygłaszane?

                                                  sądy nie mogą być sprzeczne z s-v, sprzeczny może być sposób ich wyrażania - i tu akurat ty, vi_san masz wiele lekcji do odrobienia, nie mini

                                                  > Milka-milka optowała właśnie zaproszenie wege i podanie an stół WYŁĄCZNIE mięsn
                                                  > ych potraw. tongue_out

                                                  nie zrozumiałaś intencji milki - milki

                                            • kora3 Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 11:53
                                              Dla mnie jest jedna rzecz zaskakująca - czy naprawdę NIE DA się wytrzymać jednego wieczoru bez miesa?smile Czy czegokolwiek innego do jedzenia, co ktoś powiedzmy preferuje? Dla mnie to jakiś kosmos...Rozumiem, że ktoś miałby kłopot musząc sie takiej osoby - o odmiennych preferencjach stołować stale, ale jedno spotkanie?

                                              Ja mam kolegę weganina ortodoksa, który nawet soli nie używa. Niespecjalnie mi smakują jego dnia, z racji braku soli właśnie, ale coż to po 12 godzin u niego zalegam, ze muszę się najeść po gardło? smile
                                              Rozumiem jeszcze bycie niechętnym na niepreferowane przez siebie dania na dłuższej imprze np. na weselisku, ale na normalnym spotkaniu?

                                              Jeśli chodzi o przynoszenie swojego jedzenia - ja to dopuszczam, ale TYLKO w uzgodnieniu z gospodarzem.
                                                  • majaa Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 12:12
                                                    Podobno panuje taki mit wśród niektórych wegan. Faktycznie nadmiar soli jest szkodliwy, ale niedobór też. Nie da się zjeść dziennie tyle warzyw, żeby dostarczyć wymaganą ilość sodu w organizmie. Powiedz znajomemu, żeby nie przeginał i trochę jednak solił potrawy. Wystarczy pół łyżeczki dziennie i będzie OKsmile
                                                  • kora3 Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 12:17
                                                    Maju, ale myśmy mu to już mówili nie raz - ze brak soli w ogóle może mieć poważne konsekwencje zdrowotne - nie i nie. On bierze jakieś specjalne zestawy minerałów i raczej wygląda na zdrowegosmile
                                                  • majaa Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 14:40
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Maju, ale myśmy mu to już mówili nie raz - ze brak soli w ogóle może mieć poważ
                                                    > ne konsekwencje zdrowotne - nie i nie. On bierze jakieś specjalne zestawy miner
                                                    > ałów i raczej wygląda na zdrowegosmile
                                                    >

                                                    No, skoro bierze odpowiednie suplementy i nie ma żadnych problemów zdrowotnych, to w porządkusmile
                                              • wagonetka Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 12:25
                                                kora3 napisała:

                                                > Dla mnie jest jedna rzecz zaskakująca - czy naprawdę NIE DA się wytrzymać jedne
                                                > go wieczoru bez miesa?

                                                wiele rzeczy jest zaskakujących


                                                > Jeśli chodzi o przynoszenie swojego jedzenia - ja to dopuszczam, ale TYLKO w uz
                                                > godnieniu z gospodarzem.


                                                ty dopuszczasz tak, inni dopuszczają inaczej, ważne, żeby każdy był zadowolony


                                        • minniemouse Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 22:22
                                          bezsenna_pani napisała:
                                          Minniemouse, zarzucasz mi, że próbuję cię zdyskredytować, że się burmuszę (jestem dziecinna), że piszę coś, czego nie napisałam.
                                          > Jednym słowem: wypaczasz.


                                          Bezsenna Pani, skoro nie cytowalam CIEBIE, to jasne ze NIE komentowalam ciebie i moje uwagi nie byly skierowane do ciebie.
                                          nie jestes na forum pierrszy raz, ani nowa, wiec wiesz jak cytuje i jak forum dziala.

                                          Dobrze by bylo abys zaprzestala zaczepek, bo oczywscie ze nie bede na nie odpowiadac.

                                          Minnie
                                          • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 04.01.18, 23:15
                                            Minniemouse, wygląda na to, że się troszeczkę pogubiłaś wink.
                                            Dobrze by było, gdybyś odnosiła się do argumentów i przedstawiała swoje. Na tym polega dyskusja.

                                            Możesz zacząć od pytania Kory3 o podanie gościowi mięsa psa...
                                              • minniemouse Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 03:03
                                                kora3 napisała:
                                                > smile konsekwentnie Minnie go nie zauważa

                                                drogie panie, ja poza forumem tez mam zycie, no i ta roznica czasowa dziala na moja niekorzysc,
                                                wiec prosze w przyszlosci o wiecej cierpliwosci smile

                                                Psina? nie, psiny bym nie podala, nawet w Korei i Chinach. zaoferowalabym inne mieso w zamian. bo mieso to mieso. odzywczo ma niemal te sama wartosc.
                                                ale zapominacie drogie panie iz kwestia bylo podac po prostu MIESO na przyjeciu u wege a Koro ty skoncentrowalas sie absurdalnie na jednym miesie (a wlasciwie dwoch) co kompletnie wypaczylo dyskusje.
                                                wiec - zamiast psiny podalabym np "kurzyne", "rybine", cielecine, kozine, nawet krewetki i ostrygi moglyby byc. bo po raz dziewiec tysiecy dziewiecsiet dziewiecdziesiat dziewiec przypominam ci, Koro, tematem watku bylo "menu a preferencje gosci" i kwestia jedynie: "czy bedac wegetarianinem..." - nic o wege-ekstremiscie i ideologu.

                                                Sa wiec Koro ogolnie wege ktorym wystarczy ze oni sami miesa nie jedza i innym bez problemu podadza. sa tez tacy wege ktorzy pojda tylko na kompromis i podadza mieso hodowane 'w przyzwoitych warunkach', czyli z ekologicznego chowu i zadne inne nie.
                                                a sa tez, jak to nazwala Visan - takie wege oszolomy ktorzy nie pojda na zadne ustepstwa, i nie podadza zadnego miesa.
                                                Ogolnie zatem mozliwosc iz wege poda jakies mieso - zawsze istnieje, a pytanie z punktu: "co powinien gospodarz wzgledem gosci... " zaklada iz powinien wyjsc potrzebom gosci naprzeciw.
                                                1+1 =2

                                                Rozprawianie w tym kontekscie o wieprzowinie i wolowinie, muzulmanach i Hinduistach i psinie jest bezcelowe bo sprowadza sie do jednego i tego samego, czyli do tego co ci kolejny raz napisalam, plus jeszcze tylko ta dzisiejsza psina. no, sorry.

                                                Minnie
                                                • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 10:02
                                                  Moją, gościa preferencją jest psina, a nie „kurzyna, rybina, cielecina, kozina, nawet krewetki i ostrygi”.
                                                  Nie było psiny na stole? Gospodarz niegościnny! Oszołom jakiś w dodatku. Skoro podaje „kurzynę, rybinę, cielęcinę, kozinę, nawet krewetki i ostrygi”, to co za problem podać psa? Mięso to mięso. Odżywczo ma niemal te sama wartości.
                                                  A przecież wszyscy wiedzą, że ja, gość, uwielbiam psinę. Może być z ekologicznego chowu.
                                                  Gospodarz nie podał? Nie zrobił ukłonu w stosunku do mnie? Nie wyszedł naprzeciw moim potrzebom? Cham, prostak, prymityw! Lekceważy mnie i nie umie się zachować.


                                                  Jak to było…?
                                                  „(..) w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo”



                                                  LOL

                                                  • minniemouse Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 10:55
                                                    bezsenna_pani napisała:
                                                    Jak to było…?
                                                    > „(..) w porzadku, nie zrozumialas od razu, jest ok sie pomylic, i myli sie kazdy. ale gorzej jest brnac w zaparte niz sie przyznac iz sie nie pojelo”
                                                    >

                                                    LOL


                                                    Zrozum, iz Kora, chcac mi (niepotrzebnie ) wyjasnic na czym polega wegetarianizm ideologiczny tak sie skupila na wieprzowinie u muzulmanina ze az zapomniala ze po pierwsze: podstawowym pytaniem watku bylo "menu a preferencje gosci" - nie "czy nalezy zrezygnowac ze swiatopogladu przyjmujac gosci" a po drugie z rozpedu az zapomniala ze oprocz wieprzowiny i wolowiny sa takze inne miesa i prawie zarzucala mi chec zjadania wylacznie krwistego befsztyka.
                                                    jeszcze po trzecie, nie wziela pod uwage iz ekstreme ideolo wege to nieliczne przypadki, na ogol rozsadni wegetarianie sa w stanie podac choc kawalek ryby (a nawet niekiedy sami ja jedza tzw ichtiwege). tak wiec wyjazd z ta psina, kiedy dla wege wybor mies jest duzy a ja jestem w stanie pojac co to znaczy ideologia naprawde bez wysilku, - byl bez sensu, pojmij to nareszcie bardzo prosze.

                                                    Minnie
                                                  • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 11:47
                                                    Psina to był przykład, którego najwyraźniej nie zrozumiałaś. W wywodzie, który dla CIEBIE nie ma związku z pytaniem głównym.

                                                    Minnie wybacz, ale nie będę z tobą dyskutować, bo to nie ma sensu.
                                                  • nocnymarek2 Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 12:39
                                                    bezsenna_pani napisała:

                                                    > Psina to był przykład, którego najwyraźniej [...]

                                                    Psina i kocina nie jest jadana w naszym kręgu kulturowym (choć
                                                    jak tam zamawiam cielęcinę w pięciu smakach, albo kaczkę po
                                                    seczuańsku, to miewam wątpliwości).

                                                    I chyba o tym jest ta dyskusja - jak sobie dobieramy nasz krąg
                                                    kulturowy, albo czy należymy do niego "z urzędu". Na początku
                                                    pewnie należymy wszyscy do jakiegoś z urzędu. A potem to już
                                                    nasza wolna wola, czy chcemy należeć, kogo chcemy zaprosić
                                                    albo przekabacić na naszą stronę. Nie każdy się da i co wtedy? wink
                                                  • bezsenna_pani Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 18:29
                                                    Nocnymarek2

                                                    "Psina i kocina nie jest jadana w naszym kręgu kulturowym."
                                                    Fakt. Z tym, że znalezienie się w kręgu kulturowym, gdzie jest jadana, to realny scenariusz więc na potrzeby dyskusji można go rozważyć.
                                                    Zwłaszcza, że Minnie twierdzi, że ma wielonarodowościowe towarzystwo.

                                                    „choć jak tam zamawiam cielęcinę w pięciu smakach, albo kaczkę po seczuańsku, to miewam wątpliwości”
                                                    Jest ryzyko, jest zabawa wink

                                                    „I chyba o tym jest ta dyskusja - jak sobie dobieramy nasz krąg kulturowy (…)”
                                                    Ja tą dyskusję widzę raczej jako rozważania: „jak zachować się w kręgu ludzi o różnych poglądach”.
                                                • vi_san Re: Dodam jeszcze 07.01.18, 11:40
                                                  Minnie, jeśli już się na mnie powołujesz, to proszę, nie przekręcaj moich słów, ok? Nie napisałam, że wegetarianin który nie pójdzie na żadne ustępstwa i nie poda mięsa jest wegeoszołomem! Jest po prostu osobą o konkretnych poglądach i cześć. Tak jak przeciwnik aborcji nie usunie ciąży, nawet jeśli lekarz stwierdzi poważne uszkodzenie płodu. I nie, nie jest to "oszołomstwo".
                                                  Natomiast przyjmowanie zaproszenia wegetariańskiego przez osobę, która, jak ty MUSI zjeść mięso BO TAK - to albo chamstwo [jeśli przynosisz własny gar mięsa, demonstracyjnie zapychasz się chlebem [jak córka Milki], albo czynisz uwagi do gospodarzy], albo głupota [wszak nie ma musu bywania na obiadach u kogokolwiek].
                                                  Przypomnę też, że tematem dyskusji jest, że gospodarz powinien się dostosować do preferencji gościa. A jeśli gość NIE LUBI ani wołowiny, ani wieprzowiny, ani drobiu, ani ryb, a owoce morza wywołują u niego mdłości? A JEDYNYM gatunkiem mięsa który lubi jest właśnie mięso psa? Podasz, jako dobra gospodyni licząca się z preferencjami gościa? Czy okażesz się być chamką i egoistką i jednak nie? Bo gość PREFERUJE właśnie to, konkretne mięso, a nie te, które ty mu serwujesz - jego preferencje i tyle...
                                                  • minniemouse Re: Dodam jeszcze 08.01.18, 01:02
                                                    vi_san napisała:
                                                    Przypomnę też, że tematem dyskusji jest, że gospodarz powinien się dostosować do preferencji gościa. A jeśli gość NIE LUBI ani wołowiny, ani wieprzowiny, ani drobiu, ani ryb, a owoce morza wywołują u niego mdłości? A JEDYNYM gatunkiem mięsa który lubi jest właśnie mięso psa? Podasz, jako dobra gospodyni licząca się z preferencjami gościa

                                                    oto do czego prowadzi zaslepienie i chec za wszelka cene wygrania argumentu (a czym on jest, juz sie nawet samemu nie wie) - do totalnej utrary zdrowego rozsadku.
                                                    Visan, pozwolisz iz ci przypomne, punktem spornym byl CALKOWITY BRAK MIESA na przyjeciu u wegetarian.
                                                    nie brak wieprzowiny albo wolowiny albo cieleciny albo kury albo ryby - tylko ogolnie- MIESA.
                                                    "tylko wege, albo wege i JAKIES miesA" - ale nie "albo wege i tylko wieprz" czy "albo wege i tylko wol"!

                                                    wiec ja majac rozny wybor mies nie mam zamiaru podawac akurat psiny (nieakceptowalnej w naszym okregu kulturowym jak to slusznie Nocny Marek zauwazyl), w przypadku gdy jest tak wiele innych dopszczalnych gatunkow mies do wyboru do koloru. bo to co jest najwazniejsze czyli PROTEINA MIESNA razem z weglowodanami i warzywami zostaje zapewnione - rozumiesz - rozumiecie juz?
                                                    najwyzej, gdybym chciala sie jakos szczegolnie wychylic w kierunku narodowosci gosci, to moze zamowilabym jakies jaja bycze badz rybe moczona w lugu badz szkockie haggis, badz smazona szarancze itp. do takiego stopnia moge sie posunac, ale nie dalej - nie do psiny (ktora btw jest niejadalna nie tylko u nas w PL ale w wielu narodach i chyba poza (nie calymi) Chinami i Korea malo kto jeszcze psine je)
                                                    co wyjasnilam od razu i nie rozumiem po co ta dyskusja, tym bardziej iz zaakceptowalam prawo do nie podawania miesa przez wege ideologicznych juz kilka watkow wstecz.

                                                    Minnie
                                                  • nocnymarek2 Re: Dodam jeszcze 08.01.18, 01:43
                                                    minniemouse napisała:

                                                    > moze zamowilabym jakies [...] badz smazona szarancze

                                                    "Owady są bogate w białko i minerały. Potrzebują znacznie
                                                    mniej pożywienia niż bydło hodowlane i produkują mniej
                                                    gazów cieplarnianych niż świnie."

                                                    podroze.onet.pl/ciekawe/onz-wzywa-do-jedzenia-owadow-ma-to-pomoc-w-ratowaniu-planety/s9nhm
                                                  • vi_san Re: Dodam jeszcze 08.01.18, 07:24
                                                    Dla ciebie, Minnie, psina jest nieakceptowalna. dla mnie też, mimo, żem zdecydowanie mięsożerna. I tu się zgadzamy. Tyle, że ja rozumiem, że ktoś inny ma inaczej ustawione granice akceptowalności. I coś co dla mnie jest ok, dla niego już nie. I o ile nie truje mi czterech liter non-stop usiłując mnie "nawrócić" [indoktrynacja!] to ok, jego życie, jego jedzenie jego sprawa. A idąc do takiej osoby po prostu LICZĘ SIĘ z jej upodobaniami kulinarnymi i tyle.
                                                    Jeślibym miała w moim otoczeniu frutarianina - to najpewniej po prostu posiłku u takiej osoby bym odmówiła. I to pomimo, że u wegetarian bywam i [pomimo mięsolubności] wychodzą najedzona i z pełną aprobata dla menu. Z tym, że to skrajność, a ja ogólnie skrajności nie bardzo lubię, więc i zapewne człowieka o tak skrajnych poglądach polubiłabym średnio i bez specjalnego żalu wyeliminowała z towarzystwa.
                                                    Dla wegetarianina ŻADNE mięso na stole nie jest akceptowalne. Żadne. Anie wołowina, ani wieprzowina, ani drób, ani ryby, ani owoce morza, ani psina. Która NIE JEST niezbędne do przeżycia, a już na pewno nie jest niezbędne w trybie jednorazowej imprezy! A to o czym mówisz - to często mylony z wegetarianizmem tzw semiwegetarianizm [i jego odmiany, jak owowegetarianizm czy ichtiowegetarianizm]. Czyli "jestem wege ale jej jajka/ryby". Jest też odmiana wege jedząca drób, ale nie pamiętam teraz jak się to-to nazywa. I owszem, osoby o takim światopoglądzie - mogą [i powinny!] w menu imprezowym uwzględnić jaja/rybę/drób. Natomiast wegetarianin ideowy, który nie je mięsa bo nie chce się przyczyniać do cierpienia i zabijania zwierząt - nie może podać ani kawalątka zwierzęcia. ŻADNEGO. I nie staje się przez to kiepskim gospodarzem! Acz tylko do ciebie należy decyzja czy przyjmiesz takie zaproszenie czy tez z niego zrezygnujesz.
                                                    A dyskusja stąd, że nie kto inny jak ty własnie oceniłaś, że ideoloigiczny wege POWINIEN wyjśc na przeciw gustom i preferencjom gości i podać mięsko. Bo TY chcesz i lubisz. I masz taką anemię, ze umrzesz jak nie zjesz. I obowiązkiem dobrego gospodarza jest liczyć się z preferencjami gości. Więc skoro pięknie zastawiony stół [zakładam iż ów zapraszający wegetarianin jest dobry w kuchni i nie poda sałaty z oliwą i marchewki w słupki z dipami - całe przyjęcie wink ], tyle że BEZ MIĘSA w twoich oczach nie znajduje uznania i gospodarz "olewa" ciebie jako gościa - to świetny jest ten właśnie przykład - psiny. Bo co, jeśli w regionie z którego twój gość pochodzi właśnie wyrazem szacunku jest podanie pieska? No, podając mu wieprza olewasz gościa! Afront czynisz nie serwując tego co on by preferował!
                                                    Nie wiem co napisałaś kilka wątków wstecz, nie czytam wszystkich wątków. W TYM zaś wątku - wypowiadałaś się głównie w tonie jak powyżej napisałam i stąd dyskusja.
    • szpererda Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 12:39
      1. Działać to powinno w obie strony. Trawożercy mają pełne prawo nie podawać u siebie w domu mięsa normalnym gościom i vice versa: nie mają prawo oczekiwać, że będą w jakikolwiek sposób specjalnie traktowani na imprezach u normalnych ludzi.

      2. Gość taki to cham. Bez uzgodnienia nie robi się takich rzeczy. Nie pasują mu zasady u gospodarza, to nie idzie na przyjęcie lub z niego wychodzi, gdy coś jest nie po jego myśli. Dotyczy w takim samym stopniu trawożerców i normalnych.
    • vi_san Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 12:46
      ad 1. Zależy. Jeśli np gospodarz nie je i nie przygotowuje mięsa - ale zadba o to, by na stole znalazły się potrawy o różnych smakach i zróżnicowane - to ok. Ale jeśli np gospodyni z przyczyn ideologicznych jest frutarianką i poda tylko surowe, poobijane "spady" jabłka, gruszki itp - raczej już nie wzbudzi entuzjazmu. I to niezależnie od prezentowanej ideologii...
      ad 2. Przede wszystkim gość który przynosi swoje jedzenie nie proszony o to na imprezę - zdecydowanie narusza sv, i to niezależnie od tego, czy danie przyniesione pasuje gospodyni ideologicznie czy nie. Jedynie wyraźnie poproszony może coś przynieść w ramach pomocy gospodyni. Natomiast w sytuacji w której już gość - prostak coś przyniósł? Ja bym nie podała. Nie tłumacząc "Fuj, to mięso, a ja padliny nie toleruję!", tylko "Przykro mi, ale twoje danie nie pasuje do zaplanowanego menu". Koniec. Nie ma opcji. I nie ma znaczenia, czy to danie mięsne w domu wegetarian czy cokolwiek. Ja, jako gospodyni, planuję stół, dodatki, menu, dekorację itd.
      Analogicznie: kiedyś zaprosiłam trzy koleżanki na kawę. Przygotowałam filiżanki, upiekłam ciasta [dwa], ciasteczka itd. No, ale jedna kumpela "MUSIAŁA" poprawić menu i przytargała ze sobą kawał tiramisu z dość tandetnej cukierni. Nie podałam do stołu - ciasta na nim były dobre, dobrane i pasujące do siebie, jak panie wychodziły to tej co przyniosła ów deser wetknęłam - u mnie w domu ciast tego typu nie jadamy, cukiernia znana jest z nie najwyższych lotów... No i po co? Szkoda zarówno jej pieniędzy jak i całej niezbyt miłej sytuacji. uncertain
      • bezsenna_pani Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 13:53
        Vi_san
        "ad 1. Ale jeśli np gospodyni z przyczyn ideologicznych jest frutarianką i poda tylko surowe, poobijane "spady" jabłka, gruszki itp - raczej już nie wzbudzi entuzjazmu. I to niezależnie od prezentowanej ideologii..."

        Przyznam, że dla mnie jest to skrajny przykład.
        Nie znam nikogo takiego, ale wyobrażam sobie, że osoba o tak wyrazistych poglądach razem z zaproszeniem jasno uprzedza o nich ewentualnych gości i mają oni świadomość na co się piszą.
        Ja tak robię, jeśli podejrzewam, że ktoś może być zaskoczony menu w moim domu (chociaż... w sumie problemu to jednak nie załatwia... ;P)

        • vi_san Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 14:09
          No, przykład skrajny, ale chodziło mi o zobrazowanie. Wśród dań wege można podać nudno i mało apetycznie, a można barwnie i smacznie. Ba, można nawet wykombinować fantastyczne menu "jak dla mięsożerców" tylko że bez mięsa! I nie, nie mam na myśli schabowego z soi - bo nie wmawiajmy nikomu, że to "podobny" smak - bo nie jest! Ale np: przystawki - jajka faszerowane, pieczarki faszerowane, koreczki na pikantnie, zupa: krem z dyni z imbirem, podawana z groszkiem ptysiowym, krem pomidorowy z nuta czosnku i grzankami, krem z brokułów z mlekiem kokosowym, na drugie: pierogi z dowolnym farszem, naleśniki jak wyżej, chili z soczewicy, makaron/krokiety z sosem grzybowym, najróżniejsze zapiekanki warzywne... Deserów jest moc, zaczynając od owoców, przez ciasta a kończąc na kisielach, galaretkach itd.
          • aqua48 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 14:48
            Stara dobra zasada savoir-vivre głosiła iż będąc zaproszonym na obiad, kolację itp imprezę zasiadaną do stołu należy NIE PRZYCHODZIĆ GŁODNYM. A to z dwóch powodów -
            a - żeby nie traktować takiej imprezy jako okazji do zaspokojenia głodu lub najedzenia się po uszy, tylko do miłego spotkania z innymi PRZY jedzeniu
            b - w razie gdyby podane potrawy gościowi z jakiegokolwiek powodu nie odpowiadały mógł zjeść bez szwanku dla siebie i współbiesiadników (burczący brzuch) jedynie to co mu odpowiada i wyjść w nadal dobrym nastroju.
            Rozwijając temat - przynosić swoje jedzenie wypada jedynie gdy uprzedzimy gospodarzy i na dodatek oni nie mają nic przeciwko temu. Inaczej to jest niegrzeczne. Więcej takiego gościa bym po prostu nie zaprosiła...
            Zasada s-v mówi, że imprezę robi się dla gości i mając na względzie ich dobre samopoczucie. Dlatego zapraszając mięsożercę na imprezę wegetarian miło jest przygotować dlań coś mięsnego, ale nie ma takiej konieczności bo równie dobrze MOŻE on jeść wszystko co będzie na stole. Należy go jednak uprzedzić, że impreza będzie czysto wegetariańska żeby mógł odrzucić zaproszenie jeśli mu to nie odpowiada. W drugą stronę jest zupełnie inaczej, bo wege/uczulony po prostu NIE TKNIE nic z białkiem zwierzęcym, zatem jeśli wiemy że będzie wśród gości to należy wziąć to pod uwagę planując menu, tak aby dostał i przystawkę i danie główne i deser.
            Przytaczałam tu kiedyś przykład z wesela na które zaproszona została osoba z wieloma zdrowotnymi ograniczeniami w żywieniu. Uprzedziła, że je ma i zapytała czy nie będzie dla nikogo problemu jeśli po prostu przyniesie swoją michę sałatki z tego co może jeść. Dostała odpowiedź, że nie ma takiej potrzeby, by jechała z własnym jedzeniem, wystarczy że poda listę składników i dostanie taką sałatkę z karteczką że jest ona przeznaczona dla gościa ze specjalną dietą, żeby nikt inny jej tego nie zjadł. Wydaje mi się, że to było kompromisowe rozwiązanie, w każdym razie gość był zadowolony. Ja np. z powodu uczulenia nie piję szampana. Bardzo było mi miło gdy moja koleżanka - panna młoda pamiętała o tym i na jej weselu dostałam do powszechnego toastu lampkę białego wina. Czułam się wyjątkowo uhonorowana, mimo, że zazwyczaj sobie radzę po prostu udając że wznoszę toasty i odstawiając kieliszek nietknięty.
            • bezsenna_pani Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 15:29
              Aqua48 Mają sens te zasady smile
              „przynosić swoje jedzenie wypada jedynie gdy uprzedzimy gospodarzy i na dodatek oni nie mają nic przeciwko temu. Inaczej to jest niegrzeczne. Więcej takiego gościa bym po prostu nie zaprosiła...”
              Grzeczne to faktycznie nie jest, ale konsekwencja w postaci ostracyzmu z takiego powodu wydaje mi się dość surowa wink. Chyba, że delikwent robiłby to uporczywie i złośliwie.

              „zapraszając mięsożercę na imprezę wegetarian miło jest przygotować dlań coś mięsnego, ale nie ma takiej konieczności bo równie dobrze MOŻE on jeść wszystko co będzie na stole. Należy go jednak uprzedzić, że impreza będzie czysto wegetariańska żeby mógł odrzucić zaproszenie jeśli mu to nie odpowiada.”
              Zgadzam się z koniecznością uprzedzania. Hołduję również zasadzie, że jeśli tylko mogę przygotować gościom menu zgodnie z ich gustami, robię to.
              Nie oczekiwałabym jednak od wegetarianina, czy tym bardziej weganina menu z mięsną wkładką, tak jak nie oczekiwałabym na obiedzie u muzułmanina schabowego.

              „W drugą stronę jest zupełnie inaczej, bo wege/uczulony po prostu NIE TKNIE nic z białkiem zwierzęcym, zatem jeśli wiemy że będzie wśród gości to należy wziąć to pod uwagę planując menu, tak aby dostał i przystawkę i danie główne i deser.”
              Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność brania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.
              • aqua48 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 16:15
                bezsenna_pani napisała:

                > konsekwencja w postaci ostracyzmu z takieg
                > o powodu wydaje mi się dość surowa wink. Chyba, że delikwent robiłby to uporczywi
                > e i złośliwie.

                Nie chodzi o zerwanie kontaktu, tylko o niezapraszanie na imprezy.

                > Nie oczekiwałabym jednak od wegetarianina, czy tym bardziej weganina menu z mię
                > sną wkładką, tak jak nie oczekiwałabym na obiedzie u muzułmanina schabowego.

                A ja dostałam mięsny posiłek u wegetarianki. Tyle, że była to osoba niejedząca mięsa po prostu, bo go nie lubi, nie przyczyny jakiś przekonań, filozofii itp..

                > Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność br
                > ania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.

                Tak, ale gospodarz musi o nich wiedzieć. Niezręcznością jest przyjąć zaproszenie bez informacji o ograniczeniach i dopiero na miejscu powiedzieć, że się nie jada określonych potraw czy pokarmów. Byłam kiedyś w takiej sytuacji, że zaprosiłam na popołudniową kawę i ciasto znajome. Upiekłam ciasta, poświęciłam na organizację przyjęcia pewien wysiłek, a one stwierdziły, już będąc u mnie, że teraz (adwent) słodkiego nie jadają wcale. Poczułam się zlekceważona jako gospodyni, bo uważam, że należała mi się taka informacja PRZY przyjmowaniu zaproszenia. Mogłam zamiast tych ciast przygotować jakieś mniej pracochłonne słone przekąski, owoce, czy coś takiego, a tak zostałam postawiona w idiotycznej i niezręcznej sytuacji kiedy to narobiwszy się, de facto nie miałam nic do podania..
                • bezsenna_pani Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 17:22
                  Aqua48
                  "Nie chodzi o zerwanie kontaktu, tylko o niezapraszanie na imprezy."
                  Rozumiem. Automatycznie odniosłam się do swojej sytuacji. Tzn. jeśli zapraszam do siebie ludzi, to nie są to przypadkowe osoby i zazwyczaj chodzi o jakieś określone grono znajomych. Niezaproszenie kogoś pociągnęłoby takie lub inne skutki towarzyskie. W tym kontekście wykluczenie kogoś z powodu wyskoku z przyniesieniem jedzenia wydało mi się zbyt mocną reakcją.

                  "> ja dostałam mięsny posiłek u wegetarianki. Tyle, że była to osoba niejedząca mięsa po prostu, bo go nie lubi, nie przyczyny jakiś przekonań, filozofii itp.."
                  Ja też nie miałabym problemu z przygotowaniem gościom dania, które oni lubią, a ja akurat nie byłabym fanką. Ale to sytuacja w której mówimy o różnych gustach, a mi chodziło o zestawienie: preferencje kontra przekonania (światopogląd/religia) na gruncie SV.

                  "> Kwestie zdrowotne to zupełnie inna sytuacja i w moim przekonaniu konieczność br
                  > ania ich pod uwagę w menu nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.
                  Tak, ale gospodarz musi o nich wiedzieć. Niezręcznością jest przyjąć zaproszenie bez informacji o ograniczeniach i dopiero na miejscu powiedzieć, że się nie jada określonych potraw czy pokarmów."


                  W pełni się z Tobą zgadzam w tej kwestii.
                  • aqua48 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 17:44
                    bezsenna_pani napisała:


                    > Ja też nie miałabym problemu z przygotowaniem gościom dania, które oni lubią, a
                    > ja akurat nie byłabym fanką. Ale to sytuacja w której mówimy o różnych gustach
                    > , a mi chodziło o zestawienie: preferencje kontra przekonania (światopogląd/rel
                    > igia) na gruncie SV.

                    Savoir-vivre zaleca szacunek dla cudzych przekonań, religii czy światopoglądu. A mądry człowiek unika konfliktów i konfrontacji na tych polach. PRZED wizytą u muzułmanina zje sobie kotlet wieprzowy czy kawał boczku, jeśli bez tego nie przeżyje kilku godzin, nie będzie oczekiwał, że go dostanie podczas wizyty ani nie będzie niósł ze sobą by na oczach gospodarza go zjeść..

                    • bene_gesserit Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 18:11
                      Otóż to.

                      Ale był tutaj parę lat temu burzliwy wątek o goszczeniu wegetarian - wynikało z niego, że wiele tzw 'normalsów' nie wyobraża sobie dobrej zabawy bez sałatki z kurczakiem, rosołu, pieczeni i ciastek na smalcu. Że tylko wtedy czują się ugoszczeni, jeśli na talerzu znajdzie się plaster szynki, nawet jesli są zaproszeni do wegetarian.

                      Przyznam ze do dziś tego nie rozumiem.
                      • kora3 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 18:28
                        A ja mam mieszane uczucia...Ludzie maja różne przyzwyczajenia kulinarne, z których trudno im czasami zrezygnować. Mam taką koleżankę - dla niej treściwy posiłek to posiłek mięsny, a bezmięsne sa przystawkismile I jasne, jeśli idzie np. na kolację do znajomych, to pewnie zadowoliłaby się bezmięsnym jedzeniem. Ale już np. wesele w takim wydaniu trudno byłoby jej nie będąc głodną przetrwać
                          • kora3 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 20:17
                            Nie, przecież mowa była o tym ze to gospodarz ma preferencje - ona gdy robi imprezę w domu, to uwzględnia preferencje gości nie rezygnując ze swoich, idąc do kogoś jako osoba, która nie ma ograniczeń i zjeść może wszystko (poza tym czego nie lubi, ale chodziło wiadomo o co) - zje.

                            Nie wiem dlaczego ktoś chory na celiakie nie może komuś innemu podać pszennej bułki - sam widok mu zaszkodzi?
                            • bezsenna_pani Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 20:37
                              Gospodarz ma preferencje wynikające ze światopoglądu, goście mają preferencje, wynikające z przyzwyczajeń kulinarnych.

                              "ona gdy robi imprezę w domu, to uwzględnia preferencje gości nie rezygnując ze swoich"

                              Ja w miarę możliwości też. Ale preferencje preferencjami, a światopogląd światopoglądem i uważam za przesadę oczekiwanie od gospodarza, że przygotuje menu wbrew swoim przekonaniom, żeby dogodzić wszystkożernym zasadniczo gościom.
                              W stosunku do czego masz mieszane uczucia?
                              • nocnymarek2 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 21:44
                                bezsenna_pani napisała:

                                > Gospodarz ma preferencje wynikające ze światopoglądu, goście mają
                                > preferencje, wynikające z przyzwyczajeń kulinarnych.

                                A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
                                przyzwyczajeń? Nie, żebym się wpraszał i chciał przynieść kotleta, ale:

                                1. Kluczowe znaczenie ma informacja przy okazji zaproszenia, że będzie
                                inaczej, niż statystycznie.
                                2. Swój światopogląd zachowujemy dla siebie i ewentualnie mówimy
                                "u nas nie jada się mięsa", a nie coś tam o padlinożercach.
                                • bezsenna_pani Re: Menu imprezowe a preferencje gości 27.12.17, 23:26
                                  Nocnymarek2

                                  „A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
                                  przyzwyczajeń?”

                                  To nawet dobre pytanie.
                                  Jeśli chodzi o mnie, to uważam tak, ponieważ generalnie w hierarchii wartości stawiam pobudki światopoglądowe wyżej niż przyzwyczajenia.
                                  Wg mnie za światopoglądem stoją jakieś wartości, a za przyzwyczajeniami nie. W takim zestawieniu przyzwyczajenie ma dla mnie wręcz znaczenie pejoratywne. Przyzwyczajenia zmienia się łatwiej i częściej niż światopogląd, nierzadko wynikają one po prostu z wygody i zasadniczo nie idzie za nimi żadna głębsza refleksja.

                                  "1. Kluczowe znaczenie ma informacja przy okazji zaproszenia, że będzie
                                  inaczej, niż statystycznie."

                                  Zgadzam się z Tobą w tej kwestii. To jest dla mnie również oczywiste i pisałam już o tym wcześniej.

                                  "2. Swój światopogląd zachowujemy dla siebie i ewentualnie mówimy
                                  "u nas nie jada się mięsa", a nie coś tam o padlinożercach."

                                  Nie widzę przeszkód, żeby rozmawiać na tematy światopoglądowe. Uważam to wręcz za rozwijające. Z tym zastrzeżeniem, że na wszystko jest czas i miejsce.
                                  Nazywanie ludzi padlinożercami z intencją ich dyskredytowania jest nie do przyjęcia.
                                  • nocnymarek2 Re: Menu imprezowe a preferencje gości 28.12.17, 00:31
                                    bezsenna_pani napisała:

                                    > „A dlaczego uważasz, że Twój światopogląd jest ważniejszy od moich
                                    > przyzwyczajeń?”

                                    > Jeśli chodzi o mnie, to uważam tak, ponieważ generalnie w hierarchii
                                    > wartości stawiam pobudki światopoglądowe wyżej niż przyzwyczajenia.

                                    A ja mam wątpliwości, czy te pobudki są rozróżnialne. Jeśli ktoś mówi,
                                    że "w piątek nie jadam mięsa (w sensie - lądowego), tylko ryby", to jest
                                    w tym niby pobudka światopoglądowa. A być może przyzwyczaił się, że
                                    w piątek sobie tradycyjnie wszamie smacznego łososia za 70 zł/kg, zamiast
                                    tych codziennych udek z kurczaka za 7 zł/kg. Też mi umartwianie się.

                                    > Wg mnie za światopoglądem stoją jakieś wartości, a za przyzwyczajeniami
                                    > nie. W takim zestawieniu przyzwyczajenie ma dla mnie wręcz znaczenie
                                    > pejoratywne.

                                    Ale dla kogoś innego te wartości mogą być antywartościami. Pomijając
                                    skrajne przypadki (typu: "zabijać niewiernych, dla ich dobra"), to każdy
                                    światopogląd, czy religia może się komuś innemu wydać trywialny, albo
                                    i śmieszny. Nie jesz mięsa dla dobra zwierząt? To są przecież zwierzęta
                                    hodowlane. One nigdy nie urodziłyby się, gdyby ktoś potem nie chciał
                                    ich zjeść. To mięsożercy (a w przypadku krów również mlekopijcy)
                                    podarowali im te kilkanaście miesięcy życia.

                                    > Przyzwyczajenia zmienia się łatwiej i częściej niż światopogląd,

                                    Oooo... tu też nie byłbym taki pewien wink

                                    > Nie widzę przeszkód, żeby rozmawiać na tematy światopoglądowe.
                                    > Uważam to wręcz za rozwijające.

                                    Owszem, może i rozwijające, choć bywa ryzykowne. Bo sytuacja może
                                    się tak rozwinąć, że się wymknie spod kontroli. Nikt nikogo nie przekona,
                                    a i do jakiejś bitki może dojść.

                                    > Z tym zastrzeżeniem, że na wszystko jest czas i miejsce.

                                    No właśnie - i powiedzenie komuś (oczywiście mniej dosłownie) "zapraszam
                                    was na kolację, gdzie uraczę was moim światopoglądem" już wzbudziłoby
                                    moją czujność.