Dodaj do ulubionych

Praca magisterska i nieoczekiwany problem

24.09.12, 20:20
Zwracam się do Państwa, jako osób z dużo większym ode mnie doświadczeniem na różnych uczelniach, z prośbą o radę w następującej sprawie. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem (a raczej byłem) typowym studentem - w trakcie pisania pracy magisterskiej miałem już stopień naukowy, a także napisane i obronione (całkiem nieźle) prace magisterskie na innych kierunkach. Tej pracy magisterskiej wyjątkowo nie obroniłem do końca studiów z różnych obiektywnych względów (mimo że miałem ją już praktycznie napisaną), ale zgodnie z regulaminem uczelni przysługiwały mi na to jeszcze dwa lata po zakończeniu studiów bez żadnych konsekwencji. Później praca, różne inne obowiązki, trochę odwlekanie sprawy przeze mnie i te dwa lata właśnie mijają. Aktualnie próbuję zarejestrować pracę, ale pojawiają się różne głupie problemy ze strony promotora. Z ostatnimi, drobnymi poprawkami każe jeździć do siebie osobiście (nie jest to możliwe ze względu na odległość i moje obowiązki zawodowe), fragmentów przesłanych mailem nie czyta, w ogóle czuje się obrażony, że przez dwa lata z nim się nie kontaktowałem (a po co?) i wyszukuje kolejne trudności. Raczej próbuje w ten sposób co najmniej utrudnić mi życie, a wręcz uniemożliwić obronę pracy (współpraca już w trakcie studiów nie układała się pomyślnie). Tymczasem do zarejestrowania pracy wymagane jest podpisanie dwóch papierków przez promotora (on jasno mówi, że tego nie zrobi).

Już dawno uznałem, że najlepszym wyjściem dla mnie byłoby w ogóle zrezygnowanie z usług tego promotora, zarejestrowanie pracy bez owych papierków i jego łaski, i obrona komisyjna. Problem w tym, że regulamin studiów nie przewiduje takiego rozwiązania. Czy jest szansa, że udałoby się zakończyć w ten sposób całą tę sprawę? Zetknęliście się może z takimi przypadkami na uczelniach, albo innymi rozwiązaniami w podobnej sytuacji? Zmiana promotora nie wchodzi już w grę, ten promotor też dość jasno daje do zrozumienia, że swojego stanowiska nie zmieni. Proszę nie odsyłać mnie do dziekanatu - na pewno tam trafię, a chciałbym wcześniej poznać opinie osób znających dobrze realia akademickie (może dzięki nim uda mi się zaproponować jakiś dobry dla wszystkich sposób rozwiązania sprawy w dziekanacie?).

Pozdrawiam i z góry dziękuję za wszelkie rady.
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:04
      Nie mam dobrej rady. ale musze powiedziec, ze rozumiem promotora, ktorego przedstawiasz jako strasznego czlowieka, ktory torpeduje cie. ty z kolei jestes tylko ofiara jego i obiektywnych trudnosci.

      otoz promotor to nie jest uslugodawca, do ktorego sie idzie jak do sklepu czy urzedu. i jak ci sie nie podoba, to sie nie kontaktujesz, a jak ci sie spodoba, to znow sie kontaktujesz. mnie sie to bardzo nie pdobaloby i mysle, ze ty rowniez masz obowiazek wobec promora.

      nie znam oczywiscie waszych relacji, jednak mialem takie przypadki. konczylo sie na tym, ze bylem promotorem na papierze. nie udzielalem zadnej pomocy, ale tez nie torpedowalem. jednak, jak poweidziaelm, rozumiem twojego promotora.

      mysle ze torpedowanie jest nierpofesjonalne, ale twoj brak kontaktu przez dwa lata naprofesjonalniejszy nie jest. jestescie siebie warci. tyle ze to on ma power i on wygrywa.
      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:30
        Te kontakty osobiste w czasie studiów były mniej więcej takie same jak u innych studentów. No, może trochę rzadsze, gdyż - mając doświadczenie - w większym stopniu radziłem sobie sam. Tylko teraz nie jestem w stanie jeździć z każdymi poprawkami osobiście do niego na drugi koniec Polski. Tak więc to nie jest moje widzimisię, że się z nim nie kontaktuję.

        Nawiązując do tego, co napisałeś: ja rozumiem, że często tak jest (przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia), że student, który więcej chodzi do promotora, jest milej widziany. A co, jeśli ktoś sobie radzi sam i nie musi chodzić? Jeśli ktoś jest samodzielny, to chyba świadczy to pozytywnie o nim i powinien być lepiej oceniony (zakładając, że napisał pracę na takim samym poziomie, jak "niesamodzielny"). W praktyce, jak zauważyłem, przeważnie jest na odwrót, z powodów, o których Ty napisałeś. Czyli kwestia emocji, przyzwyczajeń, chęć za wszelką cenę ciągnięcia studenta za rączkę etc.

        W pełni jednakże zgodzę się z Twoim zdaniem, że promotor może czuć się urażony (jeśli przyzwyczaił się do takich zwyczajów), ale nie powinien torpedować pracy formalnościami, tj. powinien oddzielić emocje od kwestii merytorycznych.
        • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:43
          Nie oczekuje, zeby student chodzil za mna i teczke za mna nosil. oczekuje jednak, ze bedzie sie kontaktowal. Jelsi sie nie kontaktuje, to zwalnia mnie z moich obowiazkow. relacja promotrka jest i powinna byc symetryczna. ty nie chcesz, to ja nie chce.

          ty jednak wziales to na kompetnie inny poziom. I nagle oczekujesz, ze promotr bedzie fajnym promotorem. z jakiej racji? powtarzam: prmotor to nie jest urzednik/sprzedawca. ty rowniez masz wobec niego obowiazki.
          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:19
            Wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałeś, co napisałem. W czasie studiów kontaktowałem się z nim tak, jak inni studenci. Dopiero teraz nie mogę, ze względu na zbyt dużą odległość. Wymagałbyś od byłego studenta, żeby przyjeżdżał osobiście z każdą poprawką pracy z drugiego krańca Polski, wiedząc, że napisał już wcześniej doktorat i kilka innych prac magisterskich?

            Fakt, że na studiach niespecjalnie przepadałem za kontaktami z promotorem (o ile udało mi się do niego dopchać), tak jak zresztą i on za kontaktami ze mną (co wiele razy dawał mi do zrozumienia, a wręcz otwarcie mi mówił), jednak zacisnąłem zęby. Sądzę, że teraz procentuje właśnie ten brak sympatii.

            Wolałbym jednak nie kontynuować wątku moich relacji z promotorem (bardzo ciężko jest mi tu przedstawić całą złożoność sytuacji, a i nie specjalnie czuję się przekonany, że moja relacja będzie obiektywna), a skupić się na istocie mojego pierwszego postu, czyli czy jest możliwość obronienia pracy bez udziału promotora, ewentualnie dowiedzieć się o innych możliwych rozwiązaniach.
            • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:30
              wydaje mi sie, ze zrozumialem dobrze.

              bronic sie bez promotora sie nie da. to jest tzw. botom lajn.
        • flamengista z twojej relacji wynika 24.09.12, 22:06
          przede wszystkim, że masz wyjątkowo dobrą opinię o sobie. Cóż, zazdroszczę Ci wysokiej samooceny, może i jest ona słuszna. Ale jeśli tak podchodziłeś i podchodzisz nadal do współpracy z profesorem, który był twoim promotorem, to trudno mu się dziwić...

          Popatrz na sprawę z jego strony: trafił do niego dziwak (doktor mający co najmniej 2 fakultety i pragnący kolejnego), który od początku dawał do zrozumienie, że wszystko wie lepiej. Czyli prawdopodobnie: on miał swoją koncepcję, a Ty go nie słuchałeś i robiłeś swoje. Po długich bojach praca przedstawiała się jako-tako, ale nagle seminarzysta-gwiazdor znikł, nie dając żadnego znaku życia.

          Teraz po 2 latach wraca znowu, z żądaniem natychmiastowego przyjęcia pracy. Tymczasem promotor pracy nie pamięta, a gdy do niej wrócił wychwycił sporo mankamentów, których przed 2 latami nie widział. Seminarzysta się spieszy, mówi że nie ma czasu rozmawiać osobiście a poprawki chce nadsyłać mailem. Słowem: promotor ma "być elastyczny" i się dostosować do potrzeb gwiazdora-seminarzysty.

          Trzeba profesora o bardzo dużej cierpliwości, wyrozumiałości i zwyczajnie o dobrym sercu, by znosił takie traktowanie. Niestety, ludzie są tylko ludźmi.

          Kończąc te uszczypliwości, mam tylko jedną radę. Jeśli nie dogadasz się z promotorem (idąc na kompromis) - pozostaje jedynie prośba do dziekana o wyznaczenie nowego promotora. Dodajmy, że tłumu chętnych nie należy się spodziewać - mało kto chce przyjmować seminarzystów "po kimś", bo na ogół oznacza to kłopoty we współpracy. No, ale może ktoś się zlituje. Tyle, że i tak profesor musi się zgodzić na zmianę promotora.

          BTW: twoja historia to swoiste de ja vu - miałem podobnego seminarzystę na licencjacie. Tylko, że zacisnąłem zęby i ostatecznie puściłem, wpisując czwórkę. Bo praca niestety była słaba - jego ośli upór spowodował, że porwał się z motyką na słońce.
          • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 22:30
            Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski, nie znając sprawy.

            > Kończąc te uszczypliwości, mam tylko jedną radę. Jeśli nie dogadasz się z promo
            > torem (idąc na kompromis) - pozostaje jedynie prośba do dziekana o wyznaczenie
            > nowego promotora. Dodajmy, że tłumu chętnych nie należy się spodziewać - mało k
            > to chce przyjmować seminarzystów "po kimś", bo na ogół oznacza to kłopoty we ws
            > półpracy. No, ale może ktoś się zlituje. Tyle, że i tak profesor musi się zgodz
            > ić na zmianę promotora.

            Tego właśnie się spodziewam, że zmiana promotora niewiele da. I nie dlatego, że jestem niechętny do współpracy, tylko że nowy promotor będzie chciał zachować się "fair" w stosunku do kolegi/koleżanki z instytutu. Uprzedzenia też raczej nie ułatwiają sprawy w takiej sytuacji. Swoją drogą, nie wiem dlaczego wszyscy tu tak od razu zakładają, że w przypadku konfliktu magistranta z promotorem wina musi leżeć po stronie pierwszego. Ja, dążąc do komisyjnej oceny pracy, chciałbym właśnie m.in. pozbyć się sytuacji konfliktowej, bez względu na to, kto jest winny, licząc przy tym na w miarę obiektywną ocenę mojej pracy.
            • pfg Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 22:48
              strapiony1 napisał(a):

              > nie wiem dlaczego wszyscy
              > tu tak od razu zakładają, że w przypadku konfliktu magistranta z promotorem wina
              > musi leżeć po stronie pierwszego.

              Chyba nikt tak nie zakłada. Relacja promotor-magistrant *nie* jest symetryczna. Dala słusznie napisał: w tej relacji to promotor ma power. Zdarzają się - niestety - promotorzy bezinteresownie złośliwi, ale ostatecznie to promotor uznaje, czy dana praca jest akceptowalna, czy nie. A jeśli uważa, że nie, to co wtedy? Ty mu przysyłasz gotowca, którego on nie zna, na powstanie którego nie miał wpływu i który - być może - uważa za poniżej pewnego poziomu. Ty nie miałeś dla promotora czasu przez dwa lata, a teraz domagasz się, żeby on miał dla ciebie czas akurat teraz. A co, jeśli on czasu nie ma, bo jest chory, żona go rzuciła, wydaje córkę za mąż, cokolwiek? W czerwcu miałby czas. Rok temu miałby czas. A teraz nie ma. No pech. Technicznie rzecz biorąc, jest to "wina promotora". Ale ty, lekceważąc go przez dwa lata, sam nie jesteś bez winy.
              • flamengista są jeszcze kwestie regulaminowe 24.09.12, 22:58
                U nas jeśli student nie wyrobi się z pracą w terminie, w zasadzie musi powtarzać rok. I za to słono zapłacić. Teoretycznie istnieje możliwość, że promotor zaakceptuje pracę i reaktywuje seminarzystę - ale robi to pro publico bono, bo nikt mu za to nie płaci.

                Nie wiem, jak jest w tym przypadku.
                • strapiony1 Re: są jeszcze kwestie regulaminowe 24.09.12, 23:03
                  Nie, tu jest inny regulamin. Do dwóch lat po zakończeniu studiów można złożyć pracę bez żadnych opłat, powtarzania roku, zaliczania różnic programowych etc.
              • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 23:00
                pfg napisał:

                > Chyba nikt tak nie zakłada. Relacja promotor-magistrant *nie* jest symetryczna.
                > Dala słusznie napisał: w tej relacji to promotor ma power.

                Tak, doskonale to rozumiem. Choć nie uważam, żeby to było słuszne, a wręcz może studenci powinni mieć zagwarantowane więcej praw, jako ta "z natury" słabsza strona. Dlatego właśnie powinny być zagwarantowane bardziej demokratyczne sposoby zaliczenia pracy magisterskiej, niezależne od "widzimisię" promotora.

                > Ty mu przysyłasz gotowca, którego on nie zna, na powstanie którego nie miał wp
                > ływu i który - być może - uważa za poniżej pewnego poziomu. Ty nie miałeś dla p
                > romotora czasu przez dwa lata, a teraz domagasz się, żeby on miał dla ciebie cz
                > as akurat teraz. A co, jeśli on czasu nie ma, bo jest chory, żona go rzuciła, w
                > ydaje córkę za mąż, cokolwiek? W czerwcu miałby czas. Rok temu miałby czas. A t
                > eraz nie ma. No pech. Technicznie rzecz biorąc, jest to "wina promotora". Ale t
                > y, lekceważąc go przez dwa lata, sam nie jesteś bez winy.

                Jeszcze raz powtarzam, że nie podrzuciłem mu żadnego gotowca. "Nie miałem czasu" dla promotora z tego względu, że po prostu praca była już napisana. Miałem do niego chodzić na kawkę (na pewno by mi jej nie postawił) albo pogaduszki (też ich nie lubił ze mną)? Sorry, studia się skończyły, trzeba było pracować.
                • pfg Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 23:07
                  strapiony1 napisał(a):

                  > Dlatego właśnie powinny być zagwarantowane bardziej demokratyczne sposoby
                  > zaliczenia pracy magisterskiej

                  Praca magisterska nie ma nic wspólnego z demokracją. Już prędzej z merytokracją. Promotor i uczelnia uznają, że magistrant zasługuje na tytuł zawodowy - i uznają to według swoich kompetencji, widzimisię, jeśli wolisz, nie w drodze wsłuchania się w głos ludu.
                  • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 23:13
                    pfg napisał:

                    > Praca magisterska nie ma nic wspólnego z demokracją. Już prędzej z merytokracją
                    > . Promotor i uczelnia uznają, że magistrant zasługuje na tytuł zawodowy...

                    No, w tym wypadku to raczej tylko promotor (i - ewentualnie - recenzent). Uczelnia nie ma nic do gadania.
                    • pfg Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 23:23
                      strapiony1 napisał(a):

                      > No, w tym wypadku to raczej tylko promotor (i - ewentualnie - recenzent). Uczel
                      > nia nie ma nic do gadania.

                      Jasne. Promotor jest z Księżyca, a recenzent z Proxima Centauri. Uczelnia nie ma niiiic wspólnego z ich wyznaczeniem. Rektor, który być może podpisze twój dyplom, mieszka w Mgławicy Andromedy.
                      • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 00:00
                        Tyle, że to nie końca funkcjonuje tak, jak powinno. Promotora zawsze można zmienić - w teorii, bo w praktyce bywa to bardzo trudne (z powodów, które świetnie wy wyłuszczyliście w tym wątku). Recenzent często przyklepuje ocenę promotora. W praktyce przeciętny student musiałby być bardzo zdeterminowany, żeby podjąć decyzję o zmianie promotora, a to z pewnością nie sprzyja tak gwarancji obiektywnej oceny, jak i wolności wyboru przy realizowaniu takiego tematu pracy, jaki by chciał. Gdy komuś nie pasuje ocena z egzaminu, może go zdawać komisyjnie, w przypadku niezadowalającej oceny z pracy magisterskiej/licencjackiej regulamin nie zapewnia takiego prawa.
                        • charioteer1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 01:39
                          strapiony1 napisał(a):

                          > Gdy komuś nie pasuje ocena z egzaminu, może go zdawać komisyjnie, w p
                          > rzypadku niezadowalającej oceny z pracy magisterskiej/licencjackiej regulamin n
                          > ie zapewnia takiego prawa.

                          Od oceny za egzamin dyplomowy rowniez nie przysluguje odwolanie.
                          • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 01:56
                            Warto wiedzieć :)
                • dala.tata Re: z twojej relacji wynika 24.09.12, 23:50
                  wybacz, ale z mojego, promotorskiego, pktu widzenia to bujda na kolkach.

                  strapiony1 napisał(a):

                  > Jeszcze raz powtarzam, że nie podrzuciłem mu żadnego gotowca. "Nie miałem czasu
                  > " dla promotora z tego względu, że po prostu praca była już napisana. Miałem do
                  • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 00:04
                    Ale co jest bujdą? Że promotor cały czas uczestniczył przy pisaniu pracy w stopniu nie mniejszym niż w przypadku innych studentów, czy że nie miałem czasu i ochoty przyjeżdżać do niego po zakończeniu studiów bez potrzeby? Jakim prawem twierdzisz, że kłamię i jaki miałbym w tym cel?
                    • dala.tata Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 00:35
                      Nigdzie nie napisalem, ze klamiesz, wyluzuj. Nie wypowiadam sie na temat prawdziwosci tego, co mowisz. W rzeczywistosci jako promotora nie interesuje mnie ona.

                      Bowiem mowie i podtrzymuje to, ze jako promotor nie uwierzylbym, ze przez 2 lata trzymales gotowa prace w szufladzie. I juz. Po prostu nie. I miedzy innymi dlatego mialbym trudnosci z ot tak przyjeciem cie z powrotem na seminarium.

                      strapiony1 napisał(a):

                      > Ale co jest bujdą? Że promotor cały czas uczestniczył przy pisaniu pracy w stop
                      > niu nie mniejszym niż w przypadku innych studentów, czy że nie miałem czasu i o
                      > choty przyjeżdżać do niego po zakończeniu studiów bez potrzeby? Jakim prawem tw
                      > ierdzisz, że kłamię i jaki miałbym w tym cel?
                      • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 00:57
                        Nie rozumiem. Czyli przez te ostatnie dwa lata miałbym ją całkowicie przerobić? Takie podejrzenie jest możliwe ze strony promotora, ale przecież łatwo to sprawdzić. Ja nie migam się od dostarczenia ostatecznej wersji pracy promotorowi, cały problem wiąże się z tym, że on nie chce wersji elektronicznej, tylko koniecznie musi mieć papierową. Tej nie jestem w stanie dostarczyć z fizycznych względów. Pewnie po tym byłyby kolejne poprawki, kolejne przywiezienie pracy do promotora itd., a ja nie jestem w stanie jeździć do niego za każdym razem z tak drobnymi poprawkami na drugi koniec kraju. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego takich rzeczy jak poprawa stylu, dopisanie kilku akapitów etc. promotor nie może sprawdzić na wersji elektronicznej? Przypomina mi się inny mój promotor, z którym nawet nie można było skontaktować się na maila, trzeba było do niego przyjść osobiście.
                        • adept44_ltd Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 01:19
                          strapiony1 napisał(a):

                          > Nie rozumiem. Czyli przez te ostatnie dwa lata miałbym ją całkowicie przerobić?
                          > Takie podejrzenie jest możliwe ze strony promotora, ale przecież łatwo to spra
                          > wdzić. Ja nie migam się od dostarczenia ostatecznej wersji pracy promotorowi, c
                          > ały problem wiąże się z tym, że on nie chce wersji elektronicznej, tylko koniec
                          > znie musi mieć papierową. Tej nie jestem w stanie dostarczyć z fizycznych wzglę
                          > dów. Pewnie po tym byłyby kolejne poprawki, kolejne przywiezienie pracy do prom
                          > otora itd., a ja nie jestem w stanie jeździć do niego za każdym razem z tak dro
                          > bnymi poprawkami na drugi koniec kraju. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego taki
                          > ch rzeczy jak poprawa stylu, dopisanie kilku akapitów etc. promotor nie może sp
                          > rawdzić na wersji elektronicznej? Przypomina mi się inny mój promotor, z którym
                          > nawet nie można było skontaktować się na maila, trzeba było do niego przyjść o
                          > sobiście.



                          poczta nie działa?
                          • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 02:00
                            Na pocztę już jest za mało czasu. Tak, wiem, trzeba było wcześniej, ale:
                            1) zdarza się, że człowiek ma też inne obowiązki niż samo pisanie pracy magisterskiej;
                            2) na pewno byłoby łatwiej korespondować pocztą, gdyby promotor szybciej zdecydował się, w jakiej formie przyjmie pracę, a także gdyby kontakt z nim był łatwiejszy.
                            • felisdomestica Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 12:11
                              Na pocztę za mało czasu, a na zmianę promotora wystarczy? To chyba trwa dlużej niż trzy dni?
                              • felisdomestica Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 12:12
                                Aha doczytałam, że na zmianę też nie wystarczy...No to nie będzie tytułu :-).
                                • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 16:45
                                  Nie rozumiem, skąd w niektórych z Was tyle zawiści? Chyba że tak rozmawiacie na co dzień...

                                  Poza tym mylisz się, bo termin określa możliwość ubiegania się o wznowienie studiów w celu złożenia pracy magisterskiej, a nie samo złożenie. Niestety, zbyt zasugerowałem się zwyczajami panującymi na wydziale i opiniami pań z dziekanatu, samemu też nie zwróciłem uwagi na ten niuans w regulaminie :)
                            • adept44_ltd Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 12:23
                              strapiony1 napisał(a):

                              > Na pocztę już jest za mało czasu. Tak, wiem, trzeba było wcześniej, ale:
                              > 1) zdarza się, że człowiek ma też inne obowiązki niż samo pisanie pracy magiste
                              > rskiej;
                              > 2) na pewno byłoby łatwiej korespondować pocztą, gdyby promotor szybciej zdecyd
                              > ował się, w jakiej formie przyjmie pracę, a także gdyby kontakt z nim był łatwi
                              > ejszy.



                              ściemniasz... ja również po dwóch latach nie zaakceptowałbym pracy bez przeczytania jej i to w formie wydruku...
                              • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 16:46
                                Na szczęście nie u Ciebie ją piszę.
                                • adept44_ltd Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 17:07
                                  strapiony1 napisał(a):

                                  > Na szczęście nie u Ciebie ją piszę.


                                  co zresztą w niczym nie zmienia sytuacji... natomiast to, że promotor chce przeczytać coś, pod czym się podpisuje, to raczej nie jest skandal...
                                  • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 17:13
                                    Zmienia, i to bardzo. Bo promotorzy są różni, o czym sam dobitnie się przekonałem.
                                    • adept44_ltd Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 17:22
                                      w niczym nie zmienia to twojej sytuacji... bowiem twój promotor rozsądnie po dwóch latach domaga się tekstu pracy, którą chce przeczytać, ty mu jej nie dostarczasz i jesteś zbulwersowany :)))
                                      • strapiony1 Re: z twojej relacji wynika 25.09.12, 17:25
                                        Przeczytaj uważnie to, co napisałem w pierwszych postach, bo piszesz nieprawdę.
            • flamengista no niefajnie 24.09.12, 23:09
              Fakt, to niełatwa sprawa. Ale jednak szansa jest. Najpierw jednak trzeba otwarcie porozmawiać z obecnym promotorem. Sam też z pewnością ma Ciebie dosyć, więc może zaproponuje nowego promotora. Jak da zielone światło, to może ktoś inny się zlituje i Ciebie przygarnie. Są przecież dobrzy ludzie:) Moim zdaniem nie ma innej drogi, naprawdę.

              "nowy promotor będzie chciał zachować się "fair" w stosunku do kolegi/koleżanki z instytutu"
              Możliwe, dlatego najpierw trzeba się rozstać w zgodzie z poprzednim, dopiero potem znaleźć nowego.

              "Swoją drogą, nie wiem dlaczego wszyscy tu tak od razu zakładają, że w przypadku konfliktu magistranta z promotorem wina musi leżeć po stronie pierwszego"
              Bo takie są na ogół nasze doświadczenia. Rzadko jest tak, że magistrant jest cacy, a promotor be. A ludzie chcą unikać kłopotów, mają mnóstwo obowiązków na głowie. Korzyść z nowego seminarzysty niewielka, ryzyko dodatkowych problemów - spore.

              "Ja, dążąc do komisyjnej oceny pracy, chciałbym właśnie m.in. pozbyć się sytuacji konfliktowej, bez względu na to, kto jest winny, licząc przy tym na w miarę obiektywną ocenę mojej pracy"
              Tak, tylko pytanie czy w ogóle taka możliwość istnieje. No i dodatkowy kłopot - specjalna komisja oznacza stratę czasu przez dodatkowe kilka osób - oprócz dawnego promotora dziekana i jeszcze co najmniej 1 profesora. Wszyscy muszą przeczytać pracę i ją ocenić. Masa dodatkowej roboty, do tego za friko. Więc jeśli nie ma stosownego punktu w regulaminie, nikt z własnej woli nie dowali sobie dodatkowej roboty.
              • strapiony1 Re: no niefajnie 24.09.12, 23:18
                flamengista napisał:

                > Fakt, to niełatwa sprawa. Ale jednak szansa jest. Najpierw jednak trzeba otwarc
                > ie porozmawiać z obecnym promotorem. Sam też z pewnością ma Ciebie dosyć, więc
                > może zaproponuje nowego promotora. Jak da zielone światło, to może ktoś inny si
                > ę zlituje i Ciebie przygarnie. Są przecież dobrzy ludzie:) Moim zdaniem nie ma
                > innej drogi, naprawdę.

                Drugi promotor raczej nie wchodzi w grę. Za mało czasu, a gdybym musiał poświęcić na to rok więcej, wolałbym zadbać o to, żeby zakończyć studia na innej uczelni.

                > Możliwe, dlatego najpierw trzeba się rozstać w zgodzie z poprzednim, dopiero po
                > tem znaleźć nowego.

                No, ale do tanga trzeba dwojga...

                > Bo takie są na ogół nasze doświadczenia. Rzadko jest tak, że magistrant jest ca
                > cy, a promotor be. A ludzie chcą unikać kłopotów, mają mnóstwo obowiązków na gł
                > owie. Korzyść z nowego seminarzysty niewielka, ryzyko dodatkowych problemów - s
                > pore.

                Hm, moje doświadczenia są jednak trochę inne. Mimo że też uczyłem studentów.

                > Tak, tylko pytanie czy w ogóle taka możliwość istnieje. No i dodatkowy kłopot -
                > specjalna komisja oznacza stratę czasu przez dodatkowe kilka osób - oprócz daw
                > nego promotora dziekana i jeszcze co najmniej 1 profesora. Wszyscy muszą przecz
                > ytać pracę i ją ocenić. Masa dodatkowej roboty, do tego za friko. Więc jeśli ni
                > e ma stosownego punktu w regulaminie, nikt z własnej woli nie dowali sobie doda
                > tkowej roboty.

                Z tą dodatkową robotą to się zgadzam, dlatego bardzo interesuje mnie, czy regulamin reguluje wszystko w tej kwestii lub jest jakiś "regulamin" nadrzędny w stosunku do niego.
                • flamengista może nie byłem zbyt precyzyjny 24.09.12, 23:32
                  "Hm, moje doświadczenia są jednak trochę inne. Mimo że też uczyłem studentów".
                  Ludzie nie mają czasu na dogłębną analizę. Muszą szybko podjąć decyzję więc zakładają, że poprzednik miał rację. Przy obecnym poziomie studentów rzadko się w tej kwestii mylą.

                  Co do reszty - przestudiuj dokładnie regulamin. Ja nie słyszałem o komisyjnej obronie pracy magisterskiej. Przecież ktoś musiałby przyjąć tą pracę do obrony - pewnie dziekan. W ten sposób zakwestionowałby autorytet profesora. Z własnej, nieprzymuszonej woli dziekan tego nie zrobi, bo nie chce kłopotów. A nadrzędna wobec regulaminu jest chyba tylko ustawa o szkolnictwie wyższym. Nie wiem, czy masz tam zapis o komisyjnej obronie pracy dyplomowej, bez akceptacji jej przez promotora.

                  Jeśli nie masz szans i czasu na zmianę promotora, to ja tego niestety nie widzę... Ba, twój pomysł jest rewolucyjny i zakłada wywrócenie systemu do góry nogami. Wyobraź sobie, że dziekan stworzy dla Ciebie precedens - za chwilę pojawi się lawina seminarzystów, którym nie po drodze z promotorem i spróbują tego samego. Nikt nie zechce otworzyć Puszki Pandory.
                  • strapiony1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 00:11
                    flamengista napisał:

                    > Ludzie nie mają czasu na dogłębną analizę. Muszą szybko podjąć decyzję więc zak
                    > ładają, że poprzednik miał rację.

                    Nie mają czasu na analizę, ale cierpią studenci, a nie oni.

                    > Przy obecnym poziomie studentów rzadko się w
                    > tej kwestii mylą.

                    Czyli co, wszyscy studenci są beznadziejni, w związku z tym nie trzeba przejmować się, że się kogoś skrzywdzi, posługując się niekorzystnymi dla niego stereotypami i uprzedzeniami?

                    > Co do reszty - przestudiuj dokładnie regulamin. Ja nie słyszałem o komisyjnej o
                    > bronie pracy magisterskiej. Przecież ktoś musiałby przyjąć tą pracę do obrony -
                    > pewnie dziekan. W ten sposób zakwestionowałby autorytet profesora. Z własnej,
                    > nieprzymuszonej woli dziekan tego nie zrobi, bo nie chce kłopotów. A nadrzędna
                    > wobec regulaminu jest chyba tylko ustawa o szkolnictwie wyższym. Nie wiem, czy
                    > masz tam zapis o komisyjnej obronie pracy dyplomowej, bez akceptacji jej przez
                    > promotora.

                    Nie spotkałem się nigdzie z takim zapisem - gdybym go widział, nie pytałbym. Ale z tego, co piszesz, może wynikać, że w ogóle byłby on niewygodny dla środowiska akademickiego, na czym oczywiście traci praworządność.

                    > Jeśli nie masz szans i czasu na zmianę promotora, to ja tego niestety nie widzę
                    > ... Ba, twój pomysł jest rewolucyjny i zakłada wywrócenie systemu do góry nogam
                    > i. Wyobraź sobie, że dziekan stworzy dla Ciebie precedens - za chwilę pojawi si
                    > ę lawina seminarzystów, którym nie po drodze z promotorem i spróbują tego sameg
                    > o. Nikt nie zechce otworzyć Puszki Pandory.

                    Ha, gdyby miała się wysypać puszka Pandory, to właśnie świadczyłoby, że taki paragraf jest potrzebny. Marny to sposób na trzymanie porządku poprzez ograniczenie praw.
                    • charioteer1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 01:34
                      strapiony1 napisał(a):

                      > Nie spotkałem się nigdzie z takim zapisem - gdybym go widział, nie pytałbym. Al
                      > e z tego, co piszesz, może wynikać, że w ogóle byłby on niewygodny dla środowis
                      > ka akademickiego, na czym oczywiście traci praworządność.

                      Jassssne, praworzadnosc traci najbardziej. Wez pod uwage laskawie, ze na stronie tytulowej oprocz nazwiska magistranta jest nazwisko promotora i promotor bierze na siebie odpowiedzialnosc za to, co jest w pracy wykonanej pod jego kierunkiem.
                      • strapiony1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 02:07
                        Kwestia, jak pojmuje ową odpowiedzialność. Weź pod uwagę łaskawie, że oceniany jest student, a nie promotor. I to przede wszystkim praca studenta i studentowi ma służyć. Niektórzy promotorzy tak się przywiązują do swojej roli, że zdecydowanie o tym zapominają, a kwestie formalne są dla nich ważniejsze niż merytoryczne.
                        • charioteer1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 02:12
                          To nie jest takie proste. Prawda jest jedynie to, ze ocena laduje na dyplomie studenta. Praca pisana pod kierunkiem promotora nie jest praca calkowicie samodzielna. Recenzent ocenia rowniez prace promotora.
                          • strapiony1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 02:21
                            Oczywiście, że nie jest samodzielna i promotor też ma wkład. Nie zmienia to jednak faktu, że promotor jest dodatkiem dla studenta, a nie na odwrót. Jeśli, przykładowo, student źle stawia przecinki, to nie jest rolą promotora mu je poprawiać, tylko odpowiednio ocenić. Stawiać przecinki uczą w szkole podstawowej, a nie na studiach. Wtedy i oceny byłyby sprawiedliwsze, bo dotyczyłyby umiejętności studentów, a nie pedantyczności promotorów.
                            • charioteer1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 02:30
                              Nie wiem, gdzie studiowales, ale mnie w takim wypadku recenzent na pewno zarzucilby, ze nie czytam prac, ktore promuje.
                              • strapiony1 Re: może nie byłem zbyt precyzyjny 25.09.12, 16:47
                                To może zmień recenzenta na bardziej rozsądnego?
                    • flamengista nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 08:51
                      Weź pod uwagę, że nie jesteś typowym magistrantem. Typowy seminarzysta nie ma 2 magisterek i jednego doktoratu. Jesteś ekstremalnym przypadkiem, nadzwyczajnym wyjątkiem.

                      Poziom studentów wraz z umasowieniem szkolnictwa wyższego dramatycznie się pogorszył i nadal spada. A roszczeniowość klienta raczej wzrasta. Miałem już studentów, którzy oddawali mi gniota na 35 stron z cytatami z wikipedii, twierdząc że to praca dyplomowa. I upierający się, że tego nie poprawią - bo tak jest dobrze, a ja nie mam racji. I że "ja przecież pracuję i nie mam czasu".

                      Przy możliwości egzaminu komisyjnego 99% takich gagatków nie poprawiłoby pracy, tylko poszło na komis, licząc na łaskawość dziekana. A tak jest na nich bat: muszą poprawić, jeśli nie chcą powtarzać roku i za to płacić. I jeśli chcą dostać upragniony dyplom.

                      I pamiętaj o jednym: to ja firmuję swoim nazwiskiem daną pracę. Studenci traktują pracę jako kolejną "zalkę" i dziwią się, że nie mogę pójść na łatwiznę i dać tróję. Ale ja mam swoje zasady - i nie podpiszę się pod byle czym. Szczególnie że praca trafia do archiwum na dziesiątki lat i każdy może ją przeczytać.

                      Co do braku czasu - nie moja wina, że mamy masowe studia i mam po 30 i więcej seminarzystów rocznie. Nie tak to powinno wyglądać. Obecnie nie mam innego wyjścia, jak narzucić dyscyplinę i pilnować terminów. Jeśli ktoś ich nie przestrzega i nie stosuje się do moich instrukcji - ma problem. Ja nie mam czasu, by pochylać się nad każdym, indywidualnym przypadkiem.
                      • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 16:50
                        flamengista napisał:

                        > Weź pod uwagę, że nie jesteś typowym magistrantem. Typowy seminarzysta nie ma 2
                        > magisterek i jednego doktoratu. Jesteś ekstremalnym przypadkiem, nadzwyczajnym
                        > wyjątkiem.

                        Więc dlaczego oceniasz mnie jak "typowego" magistranta (podając choćby przykłady, które do mnie nie pasują)? Mój promotor też doskonale wie, że nie jestem typowym magistrantem, a mimo to za wszelką cenę stara się mnie traktować, jakbym takim był.
                        • dala.tata Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:00
                          a dlaczego mialby cie traktowac szczegolnie? twoj doktorat nie tylko nie jest podstawa, by cie traktowac szczegolnie, to na dodatek nie powinien byc! Powinienes byc tratkowany dokladnie tak, jak wszyscy inni magistranci. Coz za absurdalny pomysl, by traktowac cie jako 'nietypowego magistranta'!

                          zastanawiam sie, czemu kazdy, kto wchodzi na to forum i slyszy nie to, co by chcial uslyszec, natychmiast zarzuca forumowiczom zawisc. a czego mialbym ci zawiscic? drugiego magisterium? a po cholere mi?

                          strapiony1 napisał(a):
                          >
                          > Więc dlaczego oceniasz mnie jak "typowego" magistranta (podając choćby przykład
                          > y, które do mnie nie pasują)? Mój promotor też doskonale wie, że nie jestem typ
                          > owym magistrantem, a mimo to za wszelką cenę stara się mnie traktować, jakbym t
                          > akim był.
                          • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:21
                            dala.tata napisał:

                            > a dlaczego mialby cie traktowac szczegolnie? twoj doktorat nie tylko nie jest p
                            > odstawa, by cie traktowac szczegolnie, to na dodatek nie powinien byc! Powinien
                            > es byc tratkowany dokladnie tak, jak wszyscy inni magistranci. Coz za absurdaln
                            > y pomysl, by traktowac cie jako 'nietypowego magistranta'!

                            Twoim zdaniem doktorat nie świadczy o pewnych ogólnych kompetencjach w kwestii pisania prac dyplomowych, większych niż u przeciętnego studenta? Moim zdaniem powinienem być traktowany szczególnie. I nie jest to wyraz mojej pychy, a realnej oceny sytuacji. Przykładowo: jeśli mówię promotorowi, że wiem, jak się konstruuje przypisy albo prezentuje podłoże teoretyczne problemu, to promotor na bazie posiadanej wiedzy o mnie powinien obdarzyć mnie większą dozą zaufania niż przeciętnego studenta, któremu trzeba tłumaczyć wszystko od zera. I niekoniecznie wszystko mi tłumaczyć od zera.


                            > zastanawiam sie, czemu kazdy, kto wchodzi na to forum i slyszy nie to, co by ch
                            > cial uslyszec, natychmiast zarzuca forumowiczom zawisc. a czego mialbym ci zawi
                            > scic? drugiego magisterium? a po cholere mi?

                            Ale ja nie pisałem do Ciebie. Jestem ciekaw, czy dana osoba w podobny sposób odezwałaby się do swojego znajomego w cztery oczy w takiej sytuacji.
                            • charioteer1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:31
                              strapiony1 napisał(a):

                              > Przykładowo: jeśli mówię promotorowi, że wiem, jak się konstr
                              > uuje przypisy

                              Jak ktos mowi, ze wie, to z tego naprawde nic nie wynika.
                              • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:33
                                Masz rację, ale są pewne przesłanki, które pomagają ocenić wiarygodność rozmówcy. O tym cały czas piszę.
                                • adept44_ltd Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:38
                                  a bierzesz pod uwagę, że wiarygodność rozmówcy można ocenić tez po tym, że znika na dwa lata, po czym pojawia się w ostatnim tygodniu, kiedy to pracę musi przeczytać jeszcze promotor i recenzent, co jest średnio wykonalne (no i jeszcze tej pracy nie dostarcza)?
                                  • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:41
                                    No i co byś powiedział o wiarygodności na podstawie takich danych (bo fakt, że ktoś znika w momencie, gdy praca jest już napisana, oczywiście Ci umknął)?
                                • charioteer1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:40
                                  No ale pisz do woli. Wiarygodnosc rozmowcy w takiej sytuacji nie jest w ogole kwestia brana pod uwage. Liczy sie tylko przedstawiony mnie jako promotorowi tekst. Napisal, znaczy, ze umie, nie napisal, znaczy tylko tyle, ze mowi.
                                  • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:52
                                    I tu się mylisz, bo właśnie nie liczy się sam tekst. Gdyby tak było, już dawno bym miał pracę z głowy, bez nudzenia się na seminariach, poprawiania planów "dla zasady" czy utarczek z promotorem. Już dawno zrozumiałem, że kwestie formalne będą mnie kosztować dużo więcej wysiłku niż samo napisanie pracy. Praca byłaby też lepsza bez tej całej zabawy.

                                    To jest efekt takiego podejścia jak Twoje, czyli przekładania biurokracji ponad zdrowy rozsądek.
                                    • charioteer1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 17:59
                                      Obawiam sie, ze mimo posiadania stopnia nie bardzo rozumiesz, jak dziala nauka. Jezeli ktos mowi, to mowi i moze mowic do woli. Nawet jezeli ma swietne wyniki, dalej nic z tego nie wynika, dopoki ich nie przedstawi swiatu w formie pisanej. A ta forma pisana tez przechodzi bolesny proces recenzji zanim ujrzy swiatlo dzienne. Terminy to w zyciu zawodowym tez normalka i trzeba ich dotrzymywac.
                                      • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 21:38
                                        W przypadku, o którym rozmawiamy, to nie jest kwestia działania nauki, tylko psychologii. A ściślej umiejętność wykorzystania wiedzy psychologicznej w życiu. Rozsądny człowiek nigdy nie traktuje wszystkich ludzi jednakowo, bo wie, że ludzie są różni. Trzeba tylko umieć ich właściwie ocenić. Opłaca się to obu stronom. Ty zapewne podchodzisz sztampowo i biurokratycznie, bo wydaje Ci się, że tak jest łatwiej. W rzeczywistości utrudniasz sobie życie, a przy okazji innym.
                                        • charioteer1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 21:46
                                          No jasne. Mam wyjatkowo potraktowac czlowieka tylko na podstawie tego, ze sam o sobie mowi, ze jest wyjatkowy. Sorry, ale doktoratem dzisiaj malo komu zaimponujesz. Wciaz nie padam na kolana.
                                    • niewyspany77 prawie post factum i nie za bardzo na temat 26.09.12, 10:17
                                      Skoro jesteś taki zajebisty, to po co Ci magisterka? Myślisz że jak HR-owiec widzi kogoś kto ma mgr, mgr, mgr i dr to aż piszczy z podziwu? Olej promotora, zamiast magisterki napisz tekst do pisma z wysokim IF, to zrobi na ludziach dużo więcej wrażenia niż bycie zawodowym kolekcjonerem dyplomów.

                                      • felisdomestica Re: prawie post factum i nie za bardzo na temat 26.09.12, 10:55
                                        Szczerze mówiąc, jakbym spotkała kandydata do pracy z trzema dyplomami i doktoratem, każdy z innej dziedziny, to pomyślałabym sobie, że facet nie wie, czego w życiu chce. I jeszcze, że boję się go zatrudnić, bo on po pół roku mi obwieści, że chce czwarty dyplom i będzie zajęty.
                            • dala.tata Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 18:09
                              moim zdaniem, magistrant ma napisac prace magisterska, tak jak wszyscy inni. i tyle. to, ze ma dokotrat, jest nierelewantne. szanse sa, ze napisze lepsza, bynajmniej nie jest tojednak pewne.
                              • strapiony1 Re: nie praworządność, a warcholstwo 25.09.12, 21:41
                                Czy ja zaprzeczam, że ma napisać pracę? Uważam jednak, że doktorowi można pozwolić na więcej samodzielności. Także w wyborze tematu, a w moim przypadku było to w zasadzie niemożliwe.
                        • flamengista sam fakt 25.09.12, 21:55
                          że kontynuowaliśmy dyskusję przez dłuższy czas świadczy, że nie traktuję ciebie jak zwykłego frustrata [niestety sporo ich w internecie i także zaglądają tutaj].

                          Problem w tym, że po tym, jak zaproponowałem pewne rozwiązania (które okazują się niemożliwe) dyskusja straciła sens. Nie jestem w stanie ci pomóc i nic sensownie doradzić, a w dodatku odnoszę wrażenie że usiłujesz sobie ulżyć przerzucając swoje wkurzenie za zaistniałą sytuację na nas. Przez co dyskusja ewoluuje w stronę kłótni przekupek na Kleparzu.

                          Ja wysiadam. Dziękuję, pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:23
      musisz mieć promotora, więc albo dogadasz się z tym..., albo zmienisz go, albo pójdziesz ze skargą do dziekana, jeżeli oczywiście masz podstawy... natomiast, jeśli np. jest tak, że po dwóch latach przyniosłeś promotorowi pracę, a wcześniej nie było nic..., to prawdę mówiąc, mam on podstawy przypuszczać, że z tą pracą może być coś nie tak, w końcu nie był świadkiem jej powstawania i nie musi brać odpowiedzialności za nią...
      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:39
        Nie, nie było nic - było w zasadzie wszystko, później tylko kosmetyczne zmiany. Bez oddanej w całości pracy ten promotor nie zaliczyłby mi seminarium. Świadkiem powstawania pracy też był, gdyż grzecznie przynosiłem mu po kolei poszczególne rozdziały, jak każdy student. Według mnie powinna istnieć możliwość, że student sam pisze pracę i ponosi pełne konsekwencje za jej kształt. Dla podobnych przypadków jak mój, ale też rozwiązująca różne inne spory z promotorami.
        • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:46
          tak ogolnie to ja sie z toba zgadzam, ale jest ale! ja bardzo bym nie chcial miec pracy mgr. na slaba troje z moim nazwiskiem jako promotora.

          strapiony1 napisał(a):

          > Nie, nie było nic - było w zasadzie wszystko, później tylko kosmetyczne zmiany.
          > Bez oddanej w całości pracy ten promotor nie zaliczyłby mi seminarium. Świadki
          > em powstawania pracy też był, gdyż grzecznie przynosiłem mu po kolei poszczegól
          > ne rozdziały, jak każdy student. Według mnie powinna istnieć możliwość, że stud
          > ent sam pisze pracę i ponosi pełne konsekwencje za jej kształt. Dla podobnych p
          > rzypadków jak mój, ale też rozwiązująca różne inne spory z promotorami.
          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:36
            Ale dlaczego na słabą tróję? Skąd wiesz, że u tego promotora nie było prac magisterskich ocenionych na tróję? Liczba przyjść do promotora może i wpływa na jakość pracy, ale przecież jej nie determinuje w całości; są też inne, wydaje mi się, że ważniejsze czynniki.
            • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:44
              Nie mam pojecia. mowie jedynie, ze jako promotor nie mam ochoty przyjmowac pracy tylko dlatego, ze magistrantowi sie tak podoba.

              strapiony1 napisał(a):

              > Ale dlaczego na słabą tróję? Skąd wiesz, że u tego promotora nie było prac magi
              > sterskich ocenionych na tróję? Liczba przyjść do promotora może i wpływa na jak
              > ość pracy, ale przecież jej nie determinuje w całości; są też inne, wydaje mi s
              > ię, że ważniejsze czynniki.
              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:53
                Nie dlatego, że magistrantowi się tak podoba, tylko dlatego, że przez cały okres jej tworzenia czuwał nad daną pracą. Jest to także jego praca (z czym zapewne się zgodzisz), mimo że niespecjalnie uważam, żeby się napracował (i wcale nie dlatego, że mało do niego chodziłem, tylko po prostu nie miał specjalnie czasu dla swoich magistrantów), ale i tak nie mam najmniejszej przyjemności w pozbawianiu go satysfakcji z wykonania tej pracy. Jeszcze raz podkreślam, że absolutnie nie jest tak, że pracę magisterską wytrzasnąłem z kapelusza i potem poszedłem szukać promotora.
                • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:11
                  ale z mojego puntku widzenia nie widac czuwania, dbania, czy niewytrzaskiwania. z mojego pktu widzenia widac, ze przychodzi facet po 2 latach z praca. i tylko tyle. a ja mialem czas dla niego rzez dwa lata a teraz mam go w nosie (dokladnie jak pfg napisal).
                  • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 00:14
                    Nie widać, bo Cię przy tym nie było. Dlatego musisz mi uwierzyć, że było tak, jak piszę (chyba że masz dostęp do drugiej strony w sporze). Po raz kolejny mam wrażenie, że od początku wiecie w tej sprawie coś, czego ja nigdy nie widziałem.
                    • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 00:40
                      nie, nie musze. wlasnie o to chodzi. podobnie jak i twoj promotor nie musi. i to raczej ty MUSISZ zrozumiec, ze nikt nie musi ci wierzyc. w nic. a w rzeczywistosci to, co mowisz, jest malo prawdowpodobne. nie twierdze, ze klamiesz, po prostu mowie, ze lata doswiadczenia mi mowia, ze szanse, ze mowisz prawde sa niewielkie i nie warto ryzykowac zaufania.

                      strapiony1 napisał(a):

                      > Nie widać, bo Cię przy tym nie było. Dlatego musisz mi uwierzyć, że było tak, j
                      > ak piszę (chyba że masz dostęp do drugiej strony w sporze). Po raz kolejny mam
                      > wrażenie, że od początku wiecie w tej sprawie coś, czego ja nigdy nie widziałem
                      > .
                      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 01:10
                        Promotor to inna para kaloszy. On ma prawo podejrzewać, że coś jest nie tak, a ja powinienem go przekonać, że się myli. Mógłbym to łatwo zrobić - wystarczyłoby po prostu, żeby wziął moją pracę i ją sprawdził. Wy z kolei macie dostęp tylko do tych faktów, które ja wam podam. Ja odnoszę wrażenie, że panuje tu jakaś zasada domniemania winy. Ale mniejsza z tym, zastanawiam się tylko, po co miałbym wprowadzać w błąd, udając się po radę i pisząc anonimowo. Na dobrą sprawę nawet nie wiem, czego dotyczą Twoje podejrzenia, że mówię nieprawdę.
                        • dala.tata Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 01:42
                          Nie, nie ma zadnego domniemania winy. Jest reakcja na twoj pierwszy email, w ktorej pokazales zboja-promotora i aniolka-siebie.
                          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 02:08
                            A Ty od razu założyłeś, że piszę nieprawdę, bo stawiam w złym świetle promotora. Czy dlatego, że sam byłeś/jesteś promotorem?
    • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:32
      Sprawa jest prosta. Z twojego opisu wynika, ze promotor odmawia przyjecia pracy i dopuszczenia cie do egzaminu magisterskiego. W tej sytuacji mozesz zmienic promotora i napisac nowa prace.
    • fajnytoster Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 21:45
      >
      > Już dawno uznałem, że najlepszym wyjściem dla mnie byłoby w ogóle zrezygnowanie
      > z usług tego promotora, zarejestrowanie pracy bez owych papierków i jego łaski
      > , i obrona komisyjna. Problem w tym, że regulamin studiów nie przewiduje takieg
      > o rozwiązania. Czy jest szansa, że udałoby się zakończyć w ten sposób całą tę s
      > prawę? Zetknęliście się może z takimi przypadkami na uczelniach, albo innymi ro
      > związaniami w podobnej sytuacji?

      jeżeli regulamin studiów nie przewiduje takiego rozwiązania, to jest ono niemożliwe. nie ma jakichś nieformalnych i tajemnych sposobów bronienia pracy
      nie wnikając w to czyja wina i czyja nie-wina: albo się dogadacie, albo się pożegnacie
      ta druga opcja wiąże się z poszukaniem nowego promotora, bo praca musi go mieć
      ale szukanie nowego promotora przy aktywnym sprzeciwie poprzedniego - choć teoretycznie możliwe - często jest mission impossible
      możesz rozważyć przeniesienie się na inną uczelnię (bliższą?) i obronienie się na niej. ale pewnie trzeba by wówczas robić różnice programowe
      więc generalnie mimo wszystko zalecam opcję 1 :)
    • pfg Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:30
      strapiony1 napisał(a):

      > w ogóle czuje się obrażony, że przez dwa lata z nim się nie kontaktowałem

      Ja wcale bym się nie poczuł obrażony. Ja bardzo spokojnie i bez gniewu powiedziałbym studentowi, że skoro przez tak długi czas się ze mną nie kontaktował, ja z tą pracą nie chcę mieć nic wspólnego. Jestem jednak człowiekiem słabego charakteru, więc pracę bym chyba jednak przeczytał i gdyby była bardzo dobra - bardzo dobra! - to bym nie robił trudności. Szczerze jednak powiedziawszy, taki obrót rzeczy wydaje mi się mało prawdopodobny.

      > Tymczasem do zarejestrowania pracy wymagane jest
      > podpisanie dwóch papierków przez promotora (on jasno mówi, że tego nie zrobi).

      Z zastrzeżeniem jak wyżej,ja bym nie podpisał.

      > regulamin studiów nie przewiduje takiego rozwiązania.

      To znaczy, że takiego rozwiązania nie ma. I to kończy sprawę.
      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:45
        pfg napisał:

        > Ja bardzo spokojnie i bez gniewu powiedzi
        > ałbym studentowi, że skoro przez tak długi czas się ze mną nie kontaktował, ja
        > z tą pracą nie chcę mieć nic wspólnego.

        Nawet gdyby przez te dwa lata nic się nie działo, a kontaktowałby się z Tobą przez poprzednie dwa lata, tak że znałbyś całą pracę od podszewki, od pierwszego rozdziału do ostatniego?

        > > regulamin studiów nie przewiduje takiego rozwiązania.
        > To znaczy, że takiego rozwiązania nie ma. I to kończy sprawę.

        No, niekoniecznie. Mam tu na myśli rozwiązania poza obrębem danej uczelni. Na przykład obrona pracy na innej uczelni (jest gdzieś taka, gdzie można bronić pracę bez żadnego promotora?) bądź też rozwiązania sądowne, o których regulamin studiów niekoniecznie musi wspominać.
        • pfg Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:01
          strapiony1 napisał(a):

          > pfg napisał:

          > Nawet gdyby przez te dwa lata nic się nie działo, a kontaktowałby się z Tobą pr
          > zez poprzednie dwa lata, tak że znałbyś całą pracę od podszewki, od pierwszego
          > rozdziału do ostatniego?

          Gdyby tak było, oznaczałoby to, że praca była *gotowa* dwa lata temu. A twoja była?

          > No, niekoniecznie. Mam tu na myśli rozwiązania poza obrębem danej uczelni.

          Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś skreślił się z listy studentów - lub poczekał, aż zostaniesz skreślony - rekrutował się gdzie indziej i przyniósł tam gotową pracę, licząc na to, że ktoś ją zaakceptuje.

          > jest gdzieś taka, gdzie można bronić pracę bez żadnego promotora?

          Nie słyszałem. Nie przypuszczam, aby taka była. Ale na pewno są różne WSPCz, które z pocałowaniem ręki przyjmą *każdy* płód intelektualny, uznają go za pracę magisterską i wyznaczą "promotora" - byle tylko im odpowiednio zapłacić.
          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:25
            pfg napisał:

            > Gdyby tak było, oznaczałoby to, że praca była *gotowa* dwa lata temu. A twoja b
            > yła?

            Była bez ostatnich, kosmetycznych poprawek. Tak gdzieś w 98%. Po dokonaniu owych poprawek miała iść do obrony, nawet bez wglądu w nią promotora. Dwa lata temu, bo teraz nagle "pojawiły się" problemy.

            > Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś skreślił się z listy studentów - lub poczeka
            > ł, aż zostaniesz skreślony - rekrutował się gdzie indziej i przyniósł tam gotow
            > ą pracę, licząc na to, że ktoś ją zaakceptuje.

            Hm, może bym i tak zrobił, gdybym wiedział, gdzie tak można.

            > Nie słyszałem. Nie przypuszczam, aby taka była. Ale na pewno są różne WSPCz, kt
            > óre z pocałowaniem ręki przyjmą *każdy* płód intelektualny, uznają go za pracę
            > magisterską i wyznaczą "promotora" - byle tylko im odpowiednio zapłacić.

            Ciekaw jestem, jaka uczelnia będzie na dyplomie: ta, gdzie się studiowało 5 lat, czy ta, gdzie się broniło pracę? A może miałbym dwa papiery: absolutorium z jednej i magistra z drugiej?
            • pfg Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:33
              strapiony1 napisał(a):

              > Była bez ostatnich, kosmetycznych poprawek. Tak gdzieś w 98%. Po dokonaniu owyc
              > h poprawek miała iść do obrony, nawet bez wglądu w nią promotora.

              Ja pisałem o tym, co *ja* bym zrobił. Na mojej uczelni (UJ, jeśli jeszcze mnie nie sprawdziłeś), praca "bez wglądu w nią promotora" nie może "iść do obrony" - ani dwa lata temu, ani teraz. Oczywiście nawet na UJ są ludzie, którzy nie szanują swojego nazwiska i podpiszą każdą pracę, którą im ktoś pod nos podsunie. Ale ja pisałem o tym, co *ja* bym zrobił.
              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 00:22
                pfg napisał:

                > Ja pisałem o tym, co *ja* bym zrobił.

                Ty, ale w mojej - jak rozumiem - sytuacji. Dlatego Ci ją przedstawiam. Wgląd promotora też można rozumieć różnie: jeden uzna, że ostatnia korekta jest już na tyle mała, że nie musi oglądać ostatecznej wersji, drugi będzie pilnował każdego przecinka. Najgorzej jest, gdy rozumienie owego "wglądu" zmienia się w czasie u jednego promotora. Ja zresztą generalnie nie mam pretensji w sprawie owego "wglądu", problem wynika tylko z tego, że kilku poprawek promotor nie może sprawdzić w wersji elektronicznej, musi mieć wersję papierową. Dla mnie jest to utrudnianie życia studentowi, nic więcej. A moim przypadku bardzo duże utrudnianie, wręcz uniemożliwiające oddanie pracy.
                • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 01:29
                  strapiony1 napisał(a):

                  > Dla mnie jest to utrudnianie życia studentowi, nic więcej.

                  Foch. Samo zaznaczanie miejsc, w których trzeba dokonac niewielkich poprawek jest kilkakrotnie bardziej czasochlonne w przypadku wersji elektronicznej, niz przy tradycyjnym bazgraniu po papierze. Przy duzej liczbie banalnych poprawek jest to spora upierdliwosc. Jest poczta, mozna do przesylki dolaczyc koperte ze zwrotnym adresem i znaczkiem.

                  Poza tym, nie dziwie sie, ze promotor chce zobaczyc ostateczna wersje w formie wydruku. Puste strony w pracach i rozwalajace sie w ostatniej chwili formatowanie, ktorego magistrant nie zauwazyl przed oprawieniem pracy, to chleb powszedni.
                  • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 02:16
                    Nie wiem, czy jest dużo bardziej czasochłonne. Ze stoperem nigdy nie stałem. Kwestia opanowania Worda. Co do rozwalającego się formatowania czy pustych stron, to chyba nie przypuszczasz, że dostarczyłbym taką pracę? Tobie też profesorowie poprawiają takie rzeczy w artykułach? Przypuszczam, że więcej napisałem prac dyplomowych od Ciebie, więc łaskawie "znaj proporcją, mocium panie".
                    • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 02:26
                      Sorry, ale twoje kilka napisanych prac dyplomowych mnie nie rzuca na kolana po kilkudziesieciu wypromowanych.
                      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 16:56
                        charioteer1 napisał:

                        > Sorry, ale twoje kilka napisanych prac dyplomowych mnie nie rzuca na kolana po
                        > kilkudziesieciu wypromowanych.

                        Kilka napisanych prac dyplomowych u kilku ludzi uczy pisania prac. Promując kilkadziesiąt prac mogłeś co najwyżej kilkadziesiąt razy powielić błędy, których nierobienia ja nauczyłem się w trakcie kolejnych prac. Rozumiesz różnicę?
                        • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:09
                          strapiony1 napisał(a):

                          > Kilka napisanych prac dyplomowych u kilku ludzi uczy pisania prac. Promując kil
                          > kadziesiąt prac mogłeś co najwyżej kilkadziesiąt razy powielić błędy, których n
                          > ierobienia ja nauczyłem się w trakcie kolejnych prac. Rozumiesz różnicę?

                          Nie. Praca ma byc napisana zgodnie z tym, jak sie pisze w danej dziedzinie badan. Nie ma uniwersalnych wymogow pisania prac magisterskich, ktore daloby sie zastosowac do roznych dyscyplin. Nawet w obrebie tej samej dyscypliny bywaja spore roznice miedzy specjalnosciami.
                          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:22
                            Mylisz się, bo pewne cechy są wspólne i uniwersalne. Napisz więcej prac, to się przekonasz.
                            • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:27
                              Taaak. Ortografia i przecinki.
                              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:31
                                Spróbuj. I wtedy pisz.
                                • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:34
                                  Po co mam probowac? W zupelnosci mi wystarczaja proby moich studentow, zwlaszcza absolwentow innych kierunkow, ktorym sie wydaje...
                                  • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:44
                                    Ano właśnie. Po co próbować, wszystko wiem. Zastanawiałbym się w takiej sytuacji, czy ci absolwenci innych kierunków nie mają lepszego pojęcia, jak powinna wyglądać praca magisterska (w tych uniwersalnych aspektach, o których rozmawiamy), niż Ty.
                                    • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:54
                                      Zapewniam cie, ze sa rozni i tytul zawodowy z innej dziedziny niczego nie gwarantuje. Jedni pisza swietnie, inni maja problemy z bardzo elementarnymi rzeczami, lacznie ze skleceniem zdania, ktore ma jakikolwiek sens.
                                      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 21:49
                                        Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale mam wątpliwości, że ktoś, kto napisał już pracę magisterską, ma problemy ze skleceniem zdania. Być może uogólniasz z pojedynczych przypadków albo pojedynczych zdań. A to zdarza się każdemu. Znam profesorów, którzy mają problemy z poprawnym skleceniem zdania (stylistycznie, gramatycznie czy interpunkcyjnie). Naprawdę, sporo widziałem takich przykładów twórczości ludzi z tytułami naukowymi. Co oczywiście nie oznacza, że należy tolerować byki w pracach magisterskich. Zaufanie do czyichś kompetencji po prostu się modyfikuje w miarę poznawania danej osoby, ja jednak stałbym na stanowisku, że częściej się ono potwierdza niż nie potwierdza.
                                        • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 21:53
                                          strapiony1 napisał(a):

                                          > mam wątpliwości, że ktoś, kto napisał już prac
                                          > ę magisterską, ma problemy ze skleceniem zdania.

                                          Zdziwilbys sie, ale sie zdarza.


                                          > Znam profesoró
                                          > w, którzy mają problemy z poprawnym skleceniem zdania (stylistycznie, gramatycz
                                          > nie czy interpunkcyjnie). Naprawdę, sporo widziałem takich przykładów twórczośc
                                          > i ludzi z tytułami naukowymi.

                                          No i sam widzisz, ze sie zdarza. A oni tez napisali doktorat i pare innych rzeczy.
                    • flamengista naprawdę chcesz dalej się kłócić? 25.09.12, 09:02
                      Ta dyskusja już dawno przestała dotyczyć tego, jak ci pomóc. Wszyscy na tym forum są akurat dość zgodni: albo dogadasz się z promotorem na jego warunkach, albo nic z tego.

                      Nie podoba ci się ta rada, twoja sprawa. Masz do tego prawo i życzę ci powodzenia. Może uda się coś wynegocjować u dziekana. Na przykład nadzwyczajne przedłużenie terminu składania pracy o 3 miesiące, w związku z trudną sytuacją rodzinną lub zdrowotną. W tym czasie można zmienić promotora i poprawić pracę wg. wskazówek nowego.
                      • ford.ka Re: naprawdę chcesz dalej się kłócić? 25.09.12, 09:32
                        Sorry. Nie da się. Ustawa. Dwa lata muszą wystarczyć. Teraz może prosić o zniżkę opłat przy wznowieniu, ale coś tu padło o pięciu latach studiów, więc pewnie wznowić się nie da, bo pięcioletnich jednolitych nie ma, a nasz delikwent nie ma licencjata.
                        • pfg Re: naprawdę chcesz dalej się kłócić? 25.09.12, 10:42
                          ford.ka napisał:

                          > bo pięcioletnich jednolitych nie ma, a nasz delikwent nie ma licencjata.

                          Akurat zmagam się z podobnym problemem. Pewna osoba, po super przedłużanych studiach jednolitych, jednak nie złoży pracy do 30 września. Chce się więc przenieść na III rok studiów licencjackich, żeby nie zostać z niczym. Tu jednak pojawia się problem: Ten człowiek studiuje od tak dawna, że zaliczenia przedmiotów z dwu pierwszych lat (które faktycznie niezbyt różnią się od dwu pierwszych lat dawnych studiów jednolitych) przeterminowały się (zgodnie z regulaminem studiów, oceny zachowują ważność przez pięć lat), nie można więc w sposób prawidłowy stwierdzić, że osoba ta zaliczyła program dwu pierwszych lat. No i klops.
        • fajnytoster Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:03
          >
          > No, niekoniecznie. Mam tu na myśli rozwiązania poza obrębem danej uczelni. Na p
          > rzykład obrona pracy na innej uczelni (jest gdzieś taka, gdzie można bronić pra
          > cę bez żadnego promotora?) bądź też rozwiązania sądowne, o których regulamin st
          > udiów niekoniecznie musi wspominać.

          Nie, nie ma takich uczelni gdzie prace magisterskie broni się bez promotorów. O ile się orientuję (choć nie chce mi się teraz sprawdzać), to wynika wprost z ustawy o szkolnictwie wyższym i żadna uczelnia nie może nawet o czymś takim myśleć.
          Rozwiązanie sądowe byłoby ciekawe, nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Ale szanse oceniam jako marne.

          Więc, jak próbuje ci wyłuszczyć ford.ka (i ja sam w poprzednim poście), masz generalnie 4 możliwości:
          1. dogadać się z poprzednim promotorem żeby jednak pracę przyjął (mało prawdopodobne)
          2. znaleźć innego promotora w tej samej jednostce, dokonać wszystkich formalności i obronić się do końca września (niewykonalne)
          3. przenieść się na inną uczelnię, zaliczyć różnice programowe z całego toku studiów i obronić - za zgodą nowego promotora - pracę, którą już napisałeś (uciążliwe)
          4. olać sprawę (najbardziej rozsądne)

          quintum non datur
          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:27
            fajnytoster napisał:

            > Więc, jak próbuje ci wyłuszczyć ford.ka (i ja sam w poprzednim poście), masz ge
            > neralnie 4 możliwości:
            (...)
            > 4. olać sprawę (najbardziej rozsądne)

            Ha, tylko ja jestem ambitny ;)
            • fajnytoster Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:55
              >
              > Ha, tylko ja jestem ambitny ;)

              Więc wybieraj jedną z trzech opcji powyżej. Ambitni straceńcy też są częścią tego świata ;)
              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 00:34
                Najpierw sprawdzę, czy nie ma jeszcze innych opcji :)
    • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 22:45
      Jeśli Twoja uczelnia ma podobny regulamin jak moja, to problem się już rozwiązał, a przynajmniej rozwiąże się samoczynnie w ciągu najbliższych czterech dni i raczej nic już na to nie poradzisz. Różnice miedzy uczelniami mogą być jednak tylko śladowe, bo terminy wynikają z ustawy, nie regularminów. Szans na to, że do piątku złożysz pracę z kompletem wymaganych dokumentów chyba już nie ma.
      Nie złożyłeś pracy w terminie dwóch lat od uzyskania absolutorium, zatem jeśli jednak chcesz mieć dyplom (który nie jest Ci najwyraźniej do niczego potrzebny, więc przemyśl sobie, czy aby na pewno musisz zawracać głowę kolejnemu promotorowi i chcesz na dodatek wydawać na to pieniądze), musisz wznowić studia na ostatnim roku, teraz już na pewno za nie płacąc. Następnie musisz uzupełnić różnice programowe (jeśli takowe się pojawiły, módl się, żeby nie, bo będziesz musiał chodzić na zajęcia), zapisać się ponownie na seminarium i (jeśli nowy promotor okaże się łaskawy) może uda Ci się obronić pracę, którą już napisałeś, zapewne z mniejszymi lub większymi poprawkami i zmianami. Za rok, oczywiście, ale masz potem kolejny dwuletni okres karencji, gdyby coś wypadło.
      I, jeśli to, co piszesz, to prawda, a nie Twój subiektywny ogląd sytuacji, to ja bym z tego skrzętnie skorzystał, bo pozwala Ci to na zmianę promotora lege artis bez zgody i opinii obecnego - po prostu zaczynasz na nowo drugi rok studiów magisterskich i zapisujesz się na seminarium do tego, kogo sobie wybierzesz. Jeśli uczelnia zgodzi się na wznowienie, musi Ci jakiegoś promotora wyznaczyć. A że przyjdzie Ci zapłacić frycowe, no cóż, trzeba było pomyśleć wcześniej.
      Możesz mieć jednak ten problem, że nie robiłeś po drodze licencjatu tylko od razu pięcioletnie studia magisterskie. W takiej sytuacji będziesz miał jeden dyplom w kolekcji mniej, nie możesz bowiem podjąć ni z gruszki ni z pietruszki studiów magisterskich bez licencjatu, a studia "jednym ciągiem" w zasadzie poza prawem i medycyną już nie istnieją, żebyś się na nich "wznowił". W takiej sytuacji zajmij się lepiej podziwianiem, jaką mamy piękną jesień, bo (o czym napisałem już powyżej) window of opportunity zamyka się i tak w najbliższy piątek i raczej nic na to nie poradzisz.
      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:10
        ford.ka napisał:

        > Szans na to, że d
        > o piątku złożysz pracę z kompletem wymaganych dokumentów chyba już nie ma.

        Dlaczego? Właśnie zamierzam to zrobić. Na przeszkodzie stoją tylko dwa papierki od promotora.

        > dyplom (który nie jest Ci najwyraźniej do niczego potrzebny...

        Masz rację, ale skoro napisałem pracę, to wolę ją jednak wykorzystać.

        > musisz wznowić studia na osta
        > tnim roku, teraz już na pewno za nie płacąc. Następnie musisz uzupełnić różnice
        > programowe (jeśli takowe się pojawiły, módl się, żeby nie, bo będziesz musiał
        > chodzić na zajęcia), zapisać się ponownie na seminarium i (jeśli nowy promotor
        > okaże się łaskawy)

        Widać uczelnia jest inna, bo do piątku mogę to zrobić bez tych wszystkich rzeczy, które wymieniłeś.

        > I, jeśli to, co piszesz, to prawda, a nie Twój subiektywny ogląd sytuacji, to j
        > a bym z tego skrzętnie skorzystał, bo pozwala Ci to na zmianę promotora lege ar
        > tis bez zgody i opinii obecnego - po prostu zaczynasz na nowo drugi rok studiów
        > magisterskich i zapisujesz się na seminarium do tego, kogo sobie wybierzesz. J
        > eśli uczelnia zgodzi się na wznowienie, musi Ci jakiegoś promotora wyznaczyć. A
        > że przyjdzie Ci zapłacić frycowe, no cóż, trzeba było pomyśleć wcześniej.

        Widzisz, gdybym musiał bawić się w te wszystkie rzeczy, to chyba odłożyłbym pracę z powrotem do szuflady.
        • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:22
          >> Szans na to, że do piątku złożysz pracę z kompletem wymaganych dokumentów chyba już nie ma.
          > Dlaczego? Właśnie zamierzam to zrobić. Na przeszkodzie stoją tylko dwa papierki od promotora.
          Nie. Na przeszkodzie stoi decyzja promotora, że pracy nie przyjmuje, ponieważ jego zdaniem nie może się podpisać pod stwierdzeniem: "Oświadczam, że niniejsza praca została przygotowana pod moim kierunkiem i stwierdzam, że spełnia ona warunki do przedstawienia jej w postępowaniu o nadanie tytułu zawodowego." Tylko tyle i aż tyle. Serio masz doktorat i tego nie rozumiesz?
          >> dyplom (który nie jest Ci najwyraźniej do niczego potrzebny...
          > Masz rację, ale skoro napisałem pracę, to wolę ją jednak wykorzystać.
          Próbowałeś. Jesień naprawdę jest piękna.
          >> musisz wznowić studia na ostatnim roku, teraz już na pewno za nie płacąc...
          > Widać uczelnia jest inna, bo do piątku mogę to zrobić bez tych wszystkich rzeczy, które wymieniłeś.
          Głupio mi o tym przypominać, ale: NIE MOŻESZ. Promotor nie przyjął Twojej pracy, a nikt inny nie może tego zrobić za niego. Nikt nie może go do tego zmusić. Nikomu nie zależy na tym, by go do tego zmuszać, a wszyscy którzy potencjalnie by mogli, wiedzą, że nie mogą, a zresztą im nie zależy. Uczelnia może inna, ale ustawa ta sama, przeczytaj uważnie, co napisałem. Po dwóch latach od absolutorium jedyne wyjście to powtarzanie roku. W tym samym miejscu, bo gdzie indziej od miejscowych regulacji zależy, co z Tobą zrobią.
          >> I, jeśli to, co piszesz, to prawda, a nie Twój subiektywny ogląd sytuacji, to ja bym z tego skrzętnie skorzystał...
          > Widzisz, gdybym musiał bawić się w te wszystkie rzeczy, to chyba odłożyłbym pracę z powrotem do szuflady.
          Czy ja już coś wspominałem o urokach jesieni? Nie marnuj jej.
          • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:25
            ford.ka napisał:


            > Czy ja już coś wspominałem o urokach jesieni? Nie marnuj jej.


            myślisz o tych mroźnych porankach?
            • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 24.09.12, 23:29
              Mroźny poranek dobrze robi na otrzeźwienie ;)
          • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 00:31
            ford.ka napisał:

            > Nie. Na przeszkodzie stoi decyzja promotora, że pracy nie przyjmuje, ponieważ j
            > ego zdaniem nie może się podpisać pod stwierdzeniem: "Oświadczam, że niniejsza
            > praca została przygotowana pod moim kierunkiem i stwierdzam, że spełnia ona war
            > unki do przedstawienia jej w postępowaniu o nadanie tytułu zawodowego." Tylko t
            > yle i aż tyle. Serio masz doktorat i tego nie rozumiesz?

            Nie, to Ty nie rozumiesz, że promotor nie podpisze się pod tym stwierdzeniem nie dlatego, że nie może, tylko dlatego, że nie chce. Nie widzę merytorycznych powodów w tym, że praca nie może zostać zaakceptowana, ponieważ promotor ostatnie poprawki musi przejrzeć w wersji papierowej, a nie elektronicznej.

            > Głupio mi o tym przypominać, ale: NIE MOŻESZ. Promotor nie przyjął Twojej pracy
            > , a nikt inny nie może tego zrobić za niego. Nikt nie może go do tego zmusić. N
            > ikomu nie zależy na tym, by go do tego zmuszać, a wszyscy którzy potencjalnie b
            > y mogli, wiedzą, że nie mogą, a zresztą im nie zależy.

            Zawsze chwalisz dzień przed zachodem Słońca?

            > Po dwóch latach od absolutori
            > um jedyne wyjście to powtarzanie roku. W tym samym miejscu, bo gdzie indziej od
            > miejscowych regulacji zależy, co z Tobą zrobią.

            A ja Ci tłumaczę, że te dwa lata jeszcze nie minęły. Gdyby tak było, nie pisałbym tutaj. Tak strasznie zależy Ci, żeby komuś pokazać wyłącznie czarną stronę jego sytuacji? Co by było, gdyby dwa lata już minęły, mniej więcej wiem, więc daruj sobie ten monotematyczny wątek.
            • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 08:34
              > Nie, to Ty nie rozumiesz, że promotor nie podpisze się pod tym stwierdzeniem nie dlatego, że nie może, tylko dlatego, że nie chce. Nie widzę merytorycznych powodów w tym, że praca nie może zostać zaakceptowana, ponieważ promotor ostatnie poprawki musi przejrzeć w wersji papierowej, a nie elektronicznej.
              Jesteś, niestety, odosobniony w tej opinii. On uważa, że nie może. Miałeś ustawowe dwa lata, żeby go przekonać, by zmienił zdanie. Miałeś w tym czasie inne zajęcia. To, że Ty nie widzisz merytorycznych powodów, jest bez znaczenia, nie Ty podejmujesz decyzję.
              >> Głupio mi o tym przypominać, ale: NIE MOŻESZ. Promotor nie przyjął Twojej pracy.
              > Zawsze chwalisz dzień przed zachodem Słońca?
              Realna ocena sytuacji podstawą sukcesu.
              >> Po dwóch latach od absolutorium jedyne wyjście to powtarzanie roku. W tym samym miejscu, bo gdzie indziej od miejscowych regulacji zależy, co z Tobą zrobią.
              > A ja Ci tłumaczę, że te dwa lata jeszcze nie minęły. Gdyby tak było, nie pisałbym tutaj. Tak strasznie zależy Ci, żeby komuś pokazać wyłącznie czarną stronę jego sytuacji? Co by było, gdyby dwa lata już minęły, mniej więcej wiem, więc daruj sobie ten monotematyczny wątek.
              Ależ proszę bardzo! Możesz wskoczyć w samochód, pakując wcześniej laptopa z pracą, i kopię na palcu, wszelkie wydruki z poprawkami z seminarium (profesor naprawdę może nie pamiętać, że widział wcześniej Twoją pracę, od tamtego czasu wypromował pewnie ze 30 kolejnych, a wszystkie nie zasługują na to, by je zapamiętać), przeprosić za swoje zachowanie (pamiętaj, że naprawdę nie ma znaczenia, czy czujesz się winny, dwa lata minęły, nie dostarczyłeś pracy, którą promotor chce zaakceptować, nie wystąpiłeś o jego zmianę, JESTEŚ WINNY), ubłagać, by zechciał ją przejrzeć, nanieść poprawki wg światłych wskazówek, pobiec do najbliższego ksero, wydrukować, oprawić i złożyć najpóźniej w piątek. Obiegówka by się pewnie jeszcze przydała. Ale do tego profesor musi być w ciągu najbliższych dni dostępny na uni, albo chcieć Cię przyjąć w domu. Znajdziesz na to czas? On znajdzie? I najważniejsze - zależy Ci na tym na tyle, żeby coś zrobić, czy tylko na tyle, żeby po nocy pisać o swojej krzywdzie po internetach? A może raczej chcesz mu pokazać, kto tu rządzi?
              "Ambitny" ma dwa znaczenia - "chcę wygrać" i "chcę być ważny". Twój problem polega na tym, że w tej konkretnej sytuacji musisz wybrać, na którym zależy Ci bardziej. Teraz albo zgodzisz się grać na warunkach promotora, albo już przegrałeś. Tertium non datur.
              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:07
                ford.ka napisał:

                > Jesteś, niestety, odosobniony w tej opinii. On uważa, że nie może. Miałeś ustaw
                > owe dwa lata, żeby go przekonać, by zmienił zdanie. Miałeś w tym czasie inne za
                > jęcia. To, że Ty nie widzisz merytorycznych powodów, jest bez znaczenia, nie Ty
                > podejmujesz decyzję.

                A Ty widzisz merytoryczny powód? Można wiedzieć, jaki?

                > Realna ocena sytuacji podstawą sukcesu.

                Chwalenie dnia przed zachodem Słońca nie jest realną oceną sytuacji.

                > Ależ proszę bardzo! Możesz wskoczyć w samochód, pakując wcześniej laptopa z pra
                > cą, i kopię na palcu, wszelkie wydruki z poprawkami z seminarium (profesor napr
                > awdę może nie pamiętać, że widział wcześniej Twoją pracę, od tamtego czasu wypr
                > omował pewnie ze 30 kolejnych, a wszystkie nie zasługują na to, by je zapamięta
                > ć), przeprosić za swoje zachowanie (pamiętaj, że naprawdę nie ma znaczenia, czy
                > czujesz się winny, dwa lata minęły, nie dostarczyłeś pracy, którą promotor chc
                > e zaakceptować, nie wystąpiłeś o jego zmianę, JESTEŚ WINNY), ubłagać, by zechci
                > ał ją przejrzeć, nanieść poprawki wg światłych wskazówek, pobiec do najbliższeg
                > o ksero, wydrukować, oprawić i złożyć najpóźniej w piątek. Obiegówka by się pew
                > nie jeszcze przydała. Ale do tego profesor musi być w ciągu najbliższych dni do
                > stępny na uni, albo chcieć Cię przyjąć w domu. Znajdziesz na to czas? On znajdz
                > ie? I najważniejsze - zależy Ci na tym na tyle, żeby coś zrobić, czy tylko na t
                > yle, żeby po nocy pisać o swojej krzywdzie po internetach? A może raczej chces
                > z mu pokazać, kto tu rządzi?

                Nie zrozumiałeś tego wątku. Kilka razy już pisałem, dlaczego nie mogę zrobić tego, o czym piszesz. Do niektórych to nie dociera. Być może tak samo głusi jesteście na argumenty swoich studentów - mogę im tylko współczuć. Co do pisania o "krzywdzie", to nikt Ci nie każe tego czytać. Poza tym nie pisałem o "krzywdzie", tylko prosiłem o radę w sytuacji, którą przedstawiłem. Jeśli już zabierasz głos, to daruj sobie nic nie wnoszące wycieczki osobiste, pokazujące przede wszystkim Twoją złośliwość.

                > "Ambitny" ma dwa znaczenia - "chcę wygrać" i "chcę być ważny". Twój problem pol
                > ega na tym, że w tej konkretnej sytuacji musisz wybrać, na którym zależy Ci bar
                > dziej. Teraz albo zgodzisz się grać na warunkach promotora, albo już przegrałeś
                > . Tertium non datur.

                Ambitny może mieć wiele różnych znaczeń, a żadne z podanych przez Ciebie nie odnosi się do mnie. Czasem warto jest zrobić coś według pewnych normalnych zasad, ale nie sądzę, żebyś zrozumiał, o co mi chodzi.
                • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:48
                  > A Ty widzisz merytoryczny powód? Można wiedzieć, jaki?
                  A niby skąd? Nie jestem Twoim promotorem. On widzi. Może się myli, ale widzi. Miałeś czas, żeby go przekonać, że się myli albo wprowadzić zmiany. Wykorzystałeś go na coś innego. Mam nadzieję, że owocnie.
                  > Chwalenie dnia przed zachodem Słońca nie jest realną oceną sytuacji.
                  Mylisz chwalenie przed zachodem ze stwierdzeniem, że zachód nastąpi o 18:32. Nie trzeba być jasnowidzem, by uznać, że Twoja sytuacja już nie ulegnie zmianie.
                  > Nie zrozumiałeś tego wątku. Kilka razy już pisałem, dlaczego nie mogę zrobić tego, o czym piszesz. Do niektórych to nie dociera. Być może tak samo głusi jesteście na argumenty swoich studentów - mogę im tylko współczuć. Co do pisania o "krzywdzie", to nikt Ci nie każe tego czytać. Poza tym nie pisałem o "krzywdzie", tylko prosiłem o radę w sytuacji, którą przedstawiłem. Jeśli już zabierasz głos, to daruj sobie nic nie wnoszące wycieczki osobiste, pokazujące przede wszystkim Twoją złośliwość.
                  Dla mnie jasne jest, kto ma kontrolę nad sytuacją. Promotor. Jeśli zamiast się dostosować, a nie masz wyboru, próbujesz kombinować, jak by go tu obejść i dziwisz się, że regulamin nie został dostosowany do Twojego przypadku, to dla mnie jest to uskarżanie się na krzywdę. Nieusprawiedliwione w dodatku. Jeśli nie możesz, jest nam bardzo przykro. Bez wnikania w szczegóły. Tough luck.
                  Na jaką radę liczyłeś? Zabij faceta, po śmierci promotora dziekan musi wyznaczyć nowego?
                  Mieliśmy Ci wskazać ukryty punkt w regulaminie nieznanej nam uczelni "magistranta z doktoratem powyższe regulacje nie dotyczą" czy jak to sam określiłeś "regulamin nad regulaminem"? Może ustawa o szkolnictwie wyższym też powinna mieć parę ustępów na Twój temat?
                  >> "Ambitny" ma dwa znaczenia - "chcę wygrać" i "chcę być ważny". Twój problem polega na tym, że w tej konkretnej sytuacji musisz wybrać, na którym zależy Ci bardziej. Teraz albo zgodzisz się grać na warunkach promotora, albo już przegrałeś. Tertium non datur.
                  > Ambitny może mieć wiele różnych znaczeń, a żadne z podanych przez Ciebie nie odnosi się do mnie. Czasem warto jest zrobić coś według pewnych normalnych zasad, ale nie sądzę, żebyś zrozumiał, o co mi chodzi.
                  Ale Ty nie zrobiłeś tego, co powinieneś był zrobić według pewnych normalnych zasad, a teraz oczekujesz, że pewne normalne zasady nie będą się w Twoim przypadku stosować. No to teraz masz okazję się przekonać o prawdziwości własnych słów - czasami warto jest coś zrobić według pewnych normalnych zasad. Nie sądzę jednak, byś to rozumiał. Przecież, co sam parę minut temu przyznałeś w innym poście, nie zrozumiałeś regulaminu, który niby czytałeś.
                  • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 22:08
                    ford.ka napisał:

                    > A niby skąd? Nie jestem Twoim promotorem. On widzi. Może się myli, ale widzi. M
                    > iałeś czas, żeby go przekonać, że się myli albo wprowadzić zmiany. Wykorzystałe
                    > ś go na coś innego. Mam nadzieję, że owocnie.

                    No właśnie, nie znasz sprawy, a zakładasz, że promotor jest OK, a ja be. Od samego początku masz tendencyjne podejście do sprawy. Ja na podstawie moich doświadczeń mogę powiedzieć, że promotorzy wcale nie są tacy czyści, jak większości z Was się tu wydaje. Ale raczej nie przekonam do tego kogoś, kto stoi murem po jednej stronie i nie próbuje wnikać w racje drugiej strony.

                    > Mylisz chwalenie przed zachodem ze stwierdzeniem, że zachód nastąpi o 18:32. Ni
                    > e trzeba być jasnowidzem, by uznać, że Twoja sytuacja już nie ulegnie zmianie.

                    I tutaj pokazałeś właśnie, jak marną strategią się posługujesz w życiu, bo aktualnie wszystko wskazuje już na to, że sprawa zakończy się dla mnie całkowicie pozytywnie :)

                    > Dla mnie jasne jest, kto ma kontrolę nad sytuacją. Promotor. Jeśli zamiast się
                    > dostosować, a nie masz wyboru, próbujesz kombinować, jak by go tu obejść i dziw
                    > isz się, że regulamin nie został dostosowany do Twojego przypadku, to dla mnie
                    > jest to uskarżanie się na krzywdę. Nieusprawiedliwione w dodatku. Jeśli nie moż
                    > esz, jest nam bardzo przykro. Bez wnikania w szczegóły. Tough luck.

                    Nie rozumiesz, co czytasz, albo tendencyjnie wszystko interpretujesz. Wróć do mojego pierwszego postu.

                    > Mieliśmy Ci wskazać ukryty punkt w regulaminie nieznanej nam uczelni "magistran
                    > ta z doktoratem powyższe regulacje nie dotyczą" czy jak to sam określiłeś "regu
                    > lamin nad regulaminem"? Może ustawa o szkolnictwie wyższym też powinna mieć par
                    > ę ustępów na Twój temat?

                    Troszkę się zagalopowałeś, nie uważasz? Za chwilę napiszesz, że pójdę do Trybunału Europejskiego ze sprawą mojej pracy magisterskiej. Jeszcze raz powtarzam: nie chcesz pomóc, to nie pomagaj. Tylko daruj sobie złośliwe przekręcanie faktów i osobiste wycieczki, bo to naprawdę niczego konstruktywnego nie wnosi do dyskusji, a wręcz przeciwnie. Można się tylko zastanawiać, jakie emocje odreagowujesz tu na forum.

                    > Ale Ty nie zrobiłeś tego, co powinieneś był zrobić według pewnych normalnych za
                    > sad, a teraz oczekujesz, że pewne normalne zasady nie będą się w Twoim przypadk
                    > u stosować. No to teraz masz okazję się przekonać o prawdziwości własnych słów
                    > - czasami warto jest coś zrobić według pewnych normalnych zasad. Nie sądzę jedn
                    > ak, byś to rozumiał. Przecież, co sam parę minut temu przyznałeś w innym poście
                    > , nie zrozumiałeś regulaminu, który niby czytałeś.

                    Dla mnie normalne zasady to są takie, gdy uwzględnia się sytuację drugiego człowieka, a nie sztywna biurokracja, tzn. gdy ściśle trzyma się formy, nie zważając na kwestie merytoryczne (albo wręcz sprawy merytoryczne cierpią z powodu sztywnego formalizmu). Tym bardziej, że w tych rzeczach, o których piszę, nikt promotorowi nie każe postępować tak, a nie inaczej. Cóż, Ty uważasz tak, ja inaczej - i chyba tego nie zmienimy.
                    • ford.ka Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 22:28
                      > No właśnie, nie znasz sprawy, a zakładasz, że promotor jest OK, a ja be. Od samego początku masz tendencyjne podejście do sprawy. Ja na podstawie moich doświadczeń mogę powiedzieć, że promotorzy wcale nie są tacy czyści, jak większości z Was się tu wydaje. Ale raczej nie przekonam do tego kogoś, kto stoi murem po jednej stronie i nie próbuje wnikać w racje drugiej strony.
                      Czy ja już wspominałem, że nie rozumiesz pisanego? Ach, nie, to Ty to napisałeś. Nie, nic podobnego nie zakładam, bo nie mam do tego żadnych danych, a Twoją wersję przyjmuję jako subiektywną. Zakładam jedynie, że to promotor podejmuje decyzje, a Twoja opinia dotycząca jego motywacji jest bez większego znaczenia, niezależnie od tego, kto ma rację.
                      > I tutaj pokazałeś właśnie, jak marną strategią się posługujesz w życiu, bo aktualnie wszystko wskazuje już na to, że sprawa zakończy się dla mnie całkowicie pozytywnie :)
                      I niech Ci Bozia darzy! Tu bym skomentował, ale się opanuję.
                      > Nie rozumiesz, co czytasz, albo tendencyjnie wszystko interpretujesz. Wróć do mojego pierwszego postu.
                      Tak jest! Ot np.taki kawałek:
                      "Już dawno uznałem, że najlepszym wyjściem dla mnie byłoby w ogóle zrezygnowanie z usług tego promotora, zarejestrowanie pracy bez owych papierków i jego łaski, i obrona komisyjna. Problem w tym, że regulamin studiów nie przewiduje takiego rozwiązania. Czy jest szansa, że udałoby się zakończyć w ten sposób całą tę sprawę?"
                      Czegoś nie zrozumiałem? Regulamin tego nie przewidują, ale ja sobie życzę, żeby do końca tygodnia zorganizowano dla mnie nieregulaminową komisję i przeprowadzono obronę. Oczywiście, z wynikiem pozytywnym. Ty się chyba naprawdę nie słyszysz...
                      Jeszcze jeden, też smaczny:
                      "jakiś dobry dla wszystkich sposób rozwiązania sprawy "
                      Jakoś tak dziwnie, jak piszesz "dobry dla wszystkich", to do zbioru "wszyscy" łapiesz się tylko Ty sam.
                      > Troszkę się zagalopowałeś, nie uważasz? Za chwilę napiszesz, że pójdę do Trybunału Europejskiego ze sprawą mojej pracy magisterskiej. Jeszcze raz powtarzam: nie chcesz pomóc, to nie pomagaj. Tylko daruj sobie złośliwe przekręcanie faktów i osobiste wycieczki, bo to naprawdę niczego konstruktywnego nie wnosi do dyskusji, a wręcz przeciwnie. Można się tylko zastanawiać, jakie emocje odreagowujesz tu na forum.
                      Tak, zgadzam się, osobiste wycieczki nic nie wnoszą. Sugerowanie odreagowywania emocji jest właśnie osobistą wycieczką. Ale Ty przecież jesteś ponad takie małe sztuczki erystyczne ;)
                      > Dla mnie normalne zasady to są takie, gdy uwzględnia się sytuację drugiego człowieka, a nie sztywna biurokracja, tzn. gdy ściśle trzyma się formy, nie zważając na kwestie merytoryczne (albo wręcz sprawy merytoryczne cierpią z powodu sztywnego formalizmu). Tym bardziej, że w tych rzeczach, o których piszę, nikt promotorowi nie każe postępować tak, a nie inaczej. Cóż, Ty uważasz tak, ja inaczej - i chyba tego nie zmienimy.
                      Taki tekst ze strony człowieka, który najwyraźniej nic tylko widział w swoim promotorze człowieka, brzmi mało serio, zgodzisz się?
                      Powodzenia na obronie!
            • greylin Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 09:42
              > Nie, to Ty nie rozumiesz, że promotor nie podpisze się pod tym stwierdzeniem ni
              > e dlatego, że nie może, tylko dlatego, że nie chce. Nie widzę merytorycznych po
              > wodów w tym, że praca nie może zostać zaakceptowana, ponieważ promotor ostatnie
              > poprawki musi przejrzeć w wersji papierowej, a nie elektronicznej.

              to dlaczego nie dostarczysz wersji papierowej?
              poczta, kurier, pocztex - da się w 24h.
              znajomi, którzy będą mogli wydrukować i zanieść promotorowi.
              Jakbyś się uparł to znalazłbyś firmę, która wydrukuje i zaniesie.

              • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:11
                To, co napisałeś, to jest teoria nie mająca wiele wspólnego z praktyką. Nie chce mi się tłumaczyć wszystkiego od początku, ale pomyśl tylko, że ta wysłana praca musi jakoś wrócić, później być może jeszcze raz dotrzeć, wrócić itd. Spróbuj sam wykorzystać kiedyś swoją radę, to przyznasz mi rację.
                • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:17
                  strapiony1 napisał(a):

                  > ale pomyśl tylko, że ta wysłana pra
                  > ca musi jakoś wrócić, później być może jeszcze raz dotrzeć, wrócić itd.

                  Co za problem? Wkladasz do przesylki pusta koperte zaadresowana do siebie. Nawet moze byc bez znaczka. Promotor to wysle jako poczte sluzbowa przy najblizszej bytnosci na uczelni.
                  • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:19
                    charioteer1 napisał:

                    > strapiony1 napisał(a):
                    >
                    > > ale pomyśl tylko, że ta wysłana pra
                    > > ca musi jakoś wrócić, później być może jeszcze raz dotrzeć, wrócić itd.
                    >
                    > Co za problem? Wkladasz do przesylki pusta koperte zaadresowana do siebie. Nawe
                    > t moze byc bez znaczka. Promotor to wysle jako poczte sluzbowa przy najblizszej
                    > bytnosci na uczelni.
                    >

                    Aha, bedzie szlo tydzien w jedna strone. Naprawde, to wszystko juz cwiczylismy i da sie.
                    • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:27
                      charioteer1 napisał:

                      > Co za problem? Wkladasz do przesylki pusta koperte zaadresowana do siebie. Nawe
                      > t moze byc bez znaczka. Promotor to wysle jako poczte sluzbowa przy najblizszej
                      > bytnosci na uczelni.

                      Problem jest czasowy, co już wiele razy tłumaczyłem.

                      > Aha, bedzie szlo tydzien w jedna strone. Naprawde, to wszystko juz cwiczylismy
                      > i da sie.

                      Kto ćwiczył i gdzie?
                      • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:28
                        > Kto ćwiczył i gdzie?

                        Twoi rozmowcy ze swoimi dyplomantami.
                        • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:32
                          W takich samych warunkach?
                          • charioteer1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:37
                            I co mam ci na to odpowiedziec? Ze malo kto jest tak glupi, zeby sie az tak wkopac, jak ty? Nie, warunki zwykle sa inne. Niektorzy mysla i planuja, inni sie reaktywuja na tyle czasu, ile potrzeba.
                            • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:46
                              O proszę, już się zaczynają wyzwiska? Jak dla mnie to koniec dyskusji.
                              • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:47
                                strapiony1 napisał(a):

                                > O proszę, już się zaczynają wyzwiska? Jak dla mnie to koniec dyskusji.

                                odsyłam do słownika języka polskiego... bo posługujesz się, kolego wielokrotny magistrze i jednokrotny doktorze, słowami, których najwyraźniej nie rozumiesz :)
                • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:23
                  dokładnie tak pracowałem kiedyś przez wakacje ze swoimi magistrantami... pod koniec września odbyła się obrona, ja wiem, że pójście na pocztę to wysiłek nie lada, no ale jak się chce być magistrem, to może jednak warto?
                  • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:29
                    Wakacje to nie tydzień. A ten tydzień wynika nie tylko z mojego widzimisię.
                    • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:30
                      po dwóch latach czas się skurczył do tygodnia i jesteś zdziwiony, że nikt do ciebie nie przyjeżdża po pracę??? hm... powodzenia!
                      • strapiony1 Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:38
                        Kolego, pójdź kiedyś do porządnej pracy, to sam zobaczysz, że życie nie polega tylko na pisaniu prac magisterskich (mówię to, mimo że sam ich pewnie więcej napisałem niż Ty). Jak łatwo kogoś oceniać, nie znając jego sytuacji. A nie mam zamiaru opisywać Ci mojego życiorysu.
                        Zaakceptuj to, że gdyby się dało, to bym to na pewno zrobił. I na tym kończę ten wątek.
                        • adept44_ltd Re: Praca magisterska i nieoczekiwany problem 25.09.12, 17:41
                          strapiony1 napisał(a):

                          > Kolego, pójdź kiedyś do porządnej pracy, to sam zobaczysz, że życie nie polega
                          > tylko na pisaniu prac magisterskich (mówię to, mimo że sam ich pewnie więcej na
                          > pisałem niż Ty). Jak łatwo kogoś oceniać, nie znając jego sytuacji. A nie mam z
                          > amiaru opisywać Ci mojego życiorysu.
                          > Zaakceptuj to, że gdyby się dało, to bym to na pewno zrobił. I na tym kończę te
                          > n wątek.

                          no to chyba, kolego, mamy źródło twoich problemów...
    • strapiony1 Dzięki za dyskusję i przyjemnej jesieni 25.09.12, 22:16
      OK, widzę, że już niczego ciekawego raczej się nie dowiem, więc na tym ze swojej strony kończę tę dyskusję (tym bardziej, że sam znalazłem już rozwiązanie - dobre i proste). Dziękuję za wszystkie rady - i te życzliwe, i te mniej. A najbardziej za te rzeczowe. Na pewno dzięki tej dyskusji lepiej poznałem ocenę sytuacji okiem promotora, mimo że z większością Waszych poglądów nie mogę się zgodzić. Pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka