refe.ree 05.09.13, 17:26 W najnowszym numerze "Polityki" (36) jest felieton Hartmana "Tango Congreso" o tzw. naukowych konferencjach międzynarodowych. Szkoda ze nie można dać linka ale jeśli ktoś miał numer w rękach to pewnie przeczytał... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ekulczycki Re: Tango Congreso 05.09.13, 18:05 Tekst tutaj: okiembelfra.blogspot.com/2013/09/konferencje.html Odpowiedz Link
kardla Re: Tango Congreso 05.09.13, 18:18 Im czesciej czytam te felietony, tym bardziej jestem pewna ze ten czlowiek ma depresje. Zareczam ze konferencje w mojej dzialce (nauki przyrodnicze) tak nie wygladaja... Odpowiedz Link
nullified Re: Tango Congreso 05.09.13, 18:44 typowy egzemplarz przypadku rozjazdu ambicji (wielkie) z talentami (umiarkowane); dośc popularne zwierzę, paru ministrowało ongiś i ministruje teraz. na żadne "diagnozy" silił się nie będę. Odpowiedz Link
flamengista żal mi go 05.09.13, 23:14 nie wiem, czy depresja, ale najwyraźniej w tej pracy się nie realizuje. Praca naukowca najwyraźniej nie dla niego. A że przygnębiony, że pisanie doktoratu na wc nie przyniosło właściwych fruktów? To nawet rozumiem... PS. co do opisu konferencji - to niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia tak do tego podchodzą. Pytanie tylko, po co na te konferencje jeżdżą. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: żal mi go 05.09.13, 23:32 flamengista napisał: > PS. co do opisu konferencji - to niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia > tak do tego podchodzą. Pytanie tylko, po co na te konferencje jeżdżą. Mnie to przeraza, bo ci sami ludzie opowiadaja o tym, jak to nas ten wredny zachod dyskryminuje, jak to nas nie chca publikowac, bo maja swoich i jak to sie nie da inaczej niz po polsku, bo sie nie da i juz. Pojechal na konferencje, sam stwierdzil, ze nic z tych referatow nie rozumie i dziwi sie, ze inni bawia sie tabletami, zeby z nudow na jego prezentacji nie usnac. Odpowiedz Link
dala.tata Re: żal mi go 06.09.13, 00:42 bo za darmo maja jedzenie i picie w swietnymtowarzystwie. czego jeszcze chciec? flamengista napisał: > PS. co do opisu konferencji - to niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia > tak do tego podchodzą. Pytanie tylko, po co na te konferencje jeżdżą. Odpowiedz Link
chumanisda NOBLE polskie - nauki przyrodnicze jeszcze niżej 06.09.13, 21:41 kardla napisała: > Zareczam ze konferencje w mojej dzialce (nauki przyrodnicze) tak nie wygladaja. @kardla zwróć proszę uwagę, że mierząc sukces nagrodami Nobla, to polskie nauki społeczne i humanistyczne stoją wyżej od polskich nauk przyrodniczych. Oto dowód: nauki humanistyczne: 1905 — Henryk Sienkiewicz - w dziedzinie literatury nauki humanistyczne: 1924 — Władysław Reymont - w dziedzinie literatury nauki humanistyczne: 1980 — Czesław Miłosz - w dziedzinie literatury nauki społeczne: 1983 — Lech Wałęsa - z zakresu politologii (pokojowa nagroda za politologię stosowaną) nauki społeczne: 1995 — Józef Rotblat - z zakresu politologii (pokojowa nagroda za politologię stosowaną) nauki społeczne: 1996 — Wisława Szymborska - w dziedzinie literatury można jeszcze dodać Leonida Hurwicza - nauki społeczne: ekonomia proszę raz na zawsze zaprzestać niepoważnej propagandy o rzekomej wyższości jakości polskich nauk przyrodniczych nad humanistycznymi i społecznymi. Humanistyczni ze ściślakami w noblach prowadzą 6:1 (lub 6:2) Odpowiedz Link
plociara Re: NOBLE polskie - nauki przyrodnicze jeszcze ni 07.09.13, 09:46 Nie wiem, czy ten wpis to żart, ironia? Że niby polscy pisarze-nobliści to zasługa filologów-polonistów? A sukces Wałęsy to zarazem sukces polskich politologów? Proszę, daj znać że to był tylko żart, a nie idiotyzm i wyraz kompleksów nieszczęsnych polskich humanistów. Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: NOBLE polskie - nauki przyrodnicze jeszcze ni 07.09.13, 11:17 Sukces Wałęsy sukcesem politologów - świetne ! Tego jeszcze nie znałam Odpowiedz Link
ordynat.uchleja polskie - nauki przyrodnicze 07.09.13, 13:12 Już wiem ! Bajkopisarze i filmowcy mieszczą się w kategorii rodzimych politologów. Oni w końcu też potrzebują zjeść wypić i popitolić w świetnym towarzystwie. Odpowiedz Link
pfg Re: NOBLE polskie - nauki przyrodnicze jeszcze ni 07.09.13, 20:09 ordynat.uchleja napisał: > Ale Szymborska w naukach społecznych wymiata ! To oczywista pomyłka. Szymborska, dzięki znanemu studium behawioru Felis domestica, zapewniła sobie trwałe miejsce w naukach biologicznych. Więc jednak scjentystka, ha! Odpowiedz Link
ordynat.uchleja "Brak pewności jest nadzieją, towarzysze " :DDD 08.09.13, 10:05 pfg napisał: > ordynat.uchleja napisał: > > > Ale Szymborska w naukach społecznych wymiata ! > > To oczywista pomyłka. A nawet ha, ha ! Odpowiedz Link
chilly Re: NOBLE polskie - nauki przyrodnicze jeszcze ni 08.09.13, 09:44 plociara napisała: > Nie wiem, czy ten wpis to żart, ironia? Że niby polscy pisarze-nobliści to zasługa filologów-polonistów? Ktoś ich tego polskiego uczył... Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Tango Congreso 05.09.13, 18:30 Jak pojechal z zalosna i nikomu niepotrzebna prezentacja, to powinien sie cieszyc, ze mu przyszlo az 11 osob. Gdyby jeszcze naprawde mowil po angielsku, a nie tylko na niby, to by sluchali, zamiast bawic sie tabletami. Odpowiedz Link
nullified Re: Tango Congreso 05.09.13, 18:38 shhhhhh.... ;)złamiesz serca jego groupies, nawet jesli imaginowanych jedynie Odpowiedz Link
cowell Re: Tango Congreso 05.09.13, 19:49 I nigdy nie poznał na konferencji zagranicznej nikogo ciekawego? I nigdy nikt nie dał mu ciekawych komentrzy do tekstu? I nigdy nie zapoznał się z ciekawym tekstem czy prezentacją? I nie nawiązał współpracy (współautorstwo artykułu, udział w grancie)? Niemożliwe, nawet w filozofii. Jeżeli by oczekiwał zaś, że na konferencji ludzie są doskonali to jest naiwny. Ale raz na jakiś czas korzyści się zdarzają i to już jest coś. Pozostałe rzeczy to zwykłe ludzkie "słabości". Odpowiedz Link
sendivigius Re: Tango Congreso 05.09.13, 20:46 Etam. Najwazniejsze na konferencji sa "hospitality suites" - czyli fundowane przez firmy produkujaca cos tam i cos tam przyjecia z darmowa wyzerka i przede wszystkim wypitka w nieograniczonych ilosciach. Ja to juz nie ten wiek, ale w czasach doktoranckich to mozna bylo sie nazwijmy to "ugoscic" calkiem niezle, przeciez takie firmy byle czego nie podaja. Stalym elementem sa tez prezentacje wokalno-choreograficzne oraz rozmowy w temacie "kiedys to byly czasy". Odpowiedz Link
refe.ree Re: Tango Congreso 05.09.13, 21:07 Jak to powiedział kiedyś mój kolega: zalatuje farsą fakt, że jadę sześćset kilometrów na konferencję żeby wysłuchać referatu szefowej, który równie dobrze mogłaby wygłosić w sali na końcu korytarza na moim wydziale Konferencja konferencji nierówna, czyż nie?... Odpowiedz Link
pan.toranaga Fundowana wyżerka 09.09.13, 00:03 Takie przyjemności to mają głównie medycy. Może trochę chemicy i insi inżynierowie, ale prości humaniści mają obiad za fi, a ostatnio nawet bankiet bywa płatny ekstra. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Tango Congreso 05.09.13, 23:06 Przerysowany (ale jakze inaczej w felietonie), ale jakze prawdziwy obraz konferencji naukowych (poza szzegolnymi malymi sympozjami). Konferencje to nasz 'perk'. Mozemy sobie pojechac w fajne miejsce, pozwiedzac, napic sie dobrego wina w dobrym towarzystwie. Zyc nie umierac. I bardzo prosze mi nie mowic o tych debatach naukowych na kofenrecjach na 2000+ osob. Te konferencje nie po to sa organizowane! Odpowiedz Link
flamengista ehem 05.09.13, 23:16 chciałem tylko zauważyć, że najważniejsze i najcenniejsze uwagi do mojego doktoratu dostałem na takiej konferencji. Na 3 tys. osób. I o zgrozo była to sesja posterowa. Ale pewnie był to wyjątek potwierdzający regułę. Odpowiedz Link
dala.tata Re: ehem 05.09.13, 23:24 alez nie. z tego, co napisalem, nie wynika, ze tak nie moze byc. moja najlepsza konferencja to sesja posterowa i na dodatek nikt do mnie nie podszedl, bo bylem schowany za rogiem. tak sie zlozylo, ze obok mnie byla bardzo znana osoba, do kotrej rowniez nikt nie podszedl. i sobie przez 2 godziny gadalismy. i to byla znajomosc, kotra owocowala przez lata... jednak na takie konferencje jezdzi sie po to, zeby sie spotkac, pogadac. i z tych pogadan przy winie wychodza rozne fajne rzeczy, ale chodzi o to, by pogdac. bo jak nie wyjdzie nic (a najczesciej nie wychodzi), to to nie ma znaczenia. Bo jedziemy sie spotkac i pogadac. Bez watpienia jednak najbardziej na takich konferencjach korzystaja doktoranci. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Tango Congreso 05.09.13, 23:27 Konferencje sa przerozne. Jest taka konferencja organizowana przez Rosyjska Akademie Nauk, ktora zawsze odbywa sie w jakims kraju srodziemnomorskim. Podobno oplaca sie pojechac, bo sa niezle hotele za przystepna cene. Konferencje 2000+ w mojej dziedzinie to na ogol dobre miejsce, zeby wyslac doktoranta. Swiata troche zobaczy i moze sie czegos nauczy. Osobiscie unikam, o ile nie mam wczesniej informacji, kto tam bedzie. Konferencje sa wazne, ale trzeba umiec wybrac te, na ktore warto jezdzic. Debaty naukowe na konferencjach zdarzaja sie rzadko. Jezeli juz, to na duzych konferencjach raczej miele sie od lat te same argumenty. Jezeli juz, to ciekawe rzeczy zdarzaja sie na specjalnych sesjach tematycznych i najrozniejszych invited workshops. Znowu, trzeba wiedziec, gdzie i kto organizuje. Dobre konferencje sa bardzo wazne. Na konferencjach prezentuje sie wyniki badan, ktore sa w toku, a czas miedzy przeprowadzeniem badania a publikacja w czasopismie czasami jest bardzo dlugi. Po to sie jezdzi na konferencje, zeby byc na biezaco z tym, co w twojej dziedzinie robia inni, ale trzeba jezdzic we wlasciwe miejsca. Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Tango Congreso 06.09.13, 09:04 Ja bym sobie z tym panem dał spokój.... Zapotrzebowanie jest na krytykowanie nauki, wyzywanie studentów od baranów i krytykę rządu, to się pisze takie teksty. Ja nie słyszałem o konstruktywnych wypowiedziach tego Pana. Ma swoje pięć min to zarabia na tekstach w polityce. Odpowiedz Link
ford.ka Re: Tango Congreso 06.09.13, 15:26 Czy naprawdę nikt nie zauważył, że to jest felieton, a nie ujawniona przez Wikileaks strona z dzienniczka Jana H. z Krakowa? Jak nie ma emotikonów, to ironii nie widać? Odpowiedz Link
kramka1 Re: Tango Congreso 06.09.13, 20:44 Ironia ironią, a kawał prawdy w tym tekście tez jest. I dotyczy to także konferencji przyrodniczych, pomimo jednej z wcześniejszych opinii w wątku. Kwiatki dwa z mojego poletka: ogólnopolska wazna konferencja, mam ustne wystąpienie zaraz po przewie. Na sali brak znajomych z Instytutu X. Potem słyszę: "sorry, ale chcieliśmy zobaczyć miasto". Drugi kwiatek: wazna miedzynarodowa konferencja w tzw. demoludach. Z Instytutu Y uczestników brak. Rok później ta sama konferencja w kraju o uznanej renomie urlopowej. Na liscie uczestników ponad tuzin naukowców z Instytutu Y. Pewnie kwiatków byłoby więcej, jak np. mocne skacowanie i absencja uczestników rankiem po bankiecie. Ale jest i druga strona medalu, czyli jak ktoś chce naukowo skorzystać, to skorzysta. Odpowiedz Link
flamengista tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 12:07 raczej tak nie zachowują się doktoranci i młodzi adiunkci. Ci jeśli gdzieś jadą (często dokładając do wyjazdu) to na ogół chcą dostać feedback do swoich badań, ew. nawiązać współpracę. Tak na konferencjach zachowują się niektórzy (podkreślam - zdecydowana mniejszość, choć niestety mniejszość widoczna) ze Starej Gwardii. Jedynym efektem tego felietonu może być rosnące przekonanie "ludu", że naukowcy nic nie robią, tylko robią wycieczki kongresowe za nasze (ciężko pracujących podatników) pieniądze. A więc najlepiej im obciąć to finansowanie. Dla Starej Gwardii pieniądze na wyjazd i tak zawsze się znajdą, kosztem młodych. Natomiast można i należy dyskutować nad tym, jak promować sensowne wykorzystanie skromnych środków na wyjazdy. Znany w mojej działce ośrodek badawczy z szuflady grantowej na wyjazdy daje coś w rodzaju stypendium. Tzn. jeśli masz zaawansowany tekst, dostajesz ca. 1 tys. € do ręki. I możesz z nim zrobić co zechcesz. Czyli np. pojechać na konferencję międzynarodową. Albo zapłacić ekspertowi od angielskiego za korektę. Albo przepić. Your choice... Odpowiedz Link
sendivigius Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 13:31 flamengista napisał: > raczej tak nie zachowują się doktoranci i młodzi adiunkci. Ci jeśli gdzieś jadą > (często dokładając do wyjazdu) to na ogół chcą dostać feedback do swoich badań > , ew. nawiązać współpracę. Wspolrace to mozna nawiazac z tym kto decyduje o czasie i pieniadzach czyli z szefem zespolu. Ty raczej mowisz o tym ze mozna sie "zalapac" czyli zostac zrekrutowanym do jakiejs roboty - to co innego i to nie wspolpraca. naukowcy... robią wycieczki kongresowe za nasze (ciężko pracujących p > odatników) pieniądze. To po prostu prawda. W Europie jest tez ten problem ze udzial w konferencji zalicza sie do dorobku a przynajmniej do dzialalnosci naukowej. Jaki to dorobek i jaka to dzialalnosc ze ktos kupil bilet i zarezerwowal hotel? Europa jest mentalnie w epoce gdy poczte wozily dylizanse. Ta patologia daje nastepna patologie jak organizowanie w Europie niezliczonej ilosci konferencji i "szkol" co z kolei powoduje kolejna patologie opisana w felietonie. Po raz kolejny fla, chcesz walczyc z objawami a nie przyczynami choroby - nigdy nie odniesiesz sukcesu. Albo zapłacić ekspertow i od angielskiego za korektę. Albo przepić. Your choice... Jak ktos nie umie pisac to pisac nie powinien. Ja sobie nie wyobrazam zeby ktos mial mi robic korekte. Ja sie tez zastanawiam czy to nie narusza integralnosci procesu, to znaczy czy praca "poprawiona" jest wciaz praca autora czy nalezy do listy autorow dopisac "poprawiacza". Jak ten proces "poprawiania" bedzie sie nasilal, a bedzie bo Chinczycy taka mode wprowadzili to ktos bedzie musial to rostrzygnac i obawiam sie ze w strone ze tego robic nie wolno. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 14:13 Sendi, tak *nie* jest. W mojej dzialce duza konferencja w Europie to 200+ osob. Mala konferencja w Ameryce to 1000+. Kto wiecej jezdzi? Problem jest w tym, ze w Europie jest duzo byle jakich konferencji. Gdyby w Wyoming zorganizowac konferencje, na ktora przyjada uczeni z Utah i Poludniowej Dakoty, to bylaby to podobna ranga. Konferencje licza sie do dorobku w minimalnym stopniu. Licza sie przede wszystkim publikacje. W PL i innych krajach regionu na konferencje jedzie sie po to, zeby cos upchnac w jakims tomie pokonferencyjnym. Pokonferencyjne kfc to nie jest tylko polska specjalnosc. Tu miezdunarodnaja nauka kwitnie w najlepsze. Wnosisz oplate konferencyjna, masz gwarantowana publikacje w miedzynarodowym towarzystwie. Czasem nawet organizatorzy godza sie, zebys sie osobiscie nie fatygowal na konferencje, wystarczy, ze zaplacisz. Sa ludzie, ktorzy jezdza na byle jakie konferencje z byle jakimi referatami i sa ludzie, ktorzy publikuja byle co i byle gdzie. To jest problem Europy, a nie dylizanse. Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 15:03 1 Współprace można nawiązać z doktorantem będąc doktorantem. Szefa zespołu poznaje się później. Zależy od działki i to ile masz swobody. 2 Zostać zrekrutowanym do roboty, to też się liczy. Naukę tworzą naukowcy, żeby ją tworzyć muszą się rozwijać. Skoro 90% ludzi mówi, o polskich profesorach jako o leśnych dziadkach to od kogo mają się uczyć młodzi? Jeśli naprawdę rekrutujesz ludzi do pracy na podstawie cv to gratuluję. Że zacytuję w tłumaczeniu profesora z Norwegii. " W życiu już nie zatrudnię żadnego postdoca, z którym nie pracowałem wcześniej przynajmniej dwa tygodnie." To było po kilku miesiącach od zrekrutowania jakiegoś Irańczyka na 4 letni kontrakt. I to nawet nie to, że ten postdoc był głupi, po prostu zupełnie nie umieli się dogadać co do sposobu współpracy. 3 Szkoły akurat bywają słabe i dobre, na pewno ilość nie jest problelem. 4 Płacenie ekspertowi za poprawienie stylu jest złe. Hmm a jak człowiek nie ma nogi to nie powinien pracować, bo nie może dojść sam do pracy. Super logika. Jeśli uważasz, że merytoryczna zawartość twojej pracy to poprawne użycie a i the to gratuluje. Tak samo jak nie dopisujesz jako współautora sprzątaczki, która wyciera ci kurze na biurku, na którym piszesz prace, tak samo korekta językowa nie jest problemem. Denerwuje mnie takie gadanie, że praca jest uczciwa jeśli od początku do końca autor ją napisał sam. Każdy inny twór to oszustwo. Tylko widzisz, w nauce nie chodzi o pisanie prac tylko o nowe pomysły, prace to tylko sposób dzielenia się nowymi koncepcjami z resztą ludzkości. Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 16:16 Owa " reszta ludzkości" obdzielana "nowymi koncepcjami" to w praktyce korektor plus peedzmy 2-3 osoby (często z rodziny twórcy) zaangażowani w konsumpcję dzieła. Korektor jest rozliczany ( i słusznie) ponieważ za swoją mitręgę bierze pieniądze. Bywa, że tzw. tu "korekta językowa" nie ogranicza się do tego, ażeby dzieło nabylo walor elementarnej poprawności językowej. Zdarzaj się też , że taki nieszczęsny korektor staje wobec śmiałych (by nie rzec : zuchwałych) wyzwań z obszaru logiki. Użycie przez twórcę np. frazy : " jedynym i najważniejszym..." niepokoi korektora nie tyle kancelaryjną poetyką, co rozbuchaną "super-logiką". Skąd bowiem, przed wyrzuceniem takiej bżdziny z tekstu, korektor ów zaczerpnie pewność, że to nie " nowa koncepcja" i nie transparentny wykwit iinnowacyjności .... Odpowiedz Link
charioteer1 Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 16:25 Gorzej by bylo, gdyby byl jedyny, ale najmniej istotny. Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: tylko czemu to ma służyć? 08.09.13, 10:13 charioteer1 napisał: > Gorzej by bylo, gdyby byl jedyny, ale najmniej istotny. > Twórca jeszcze nie wyrzekł ostatniego słowa ... Odpowiedz Link
sendivigius Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 16:58 Alez panie Piotrek, ja sie domyslam ze jestes pan humanista. Bowiem tylko humanisci maja taki sposob dystkutowania ze aby rozwiazac jakis problem to nalezy zacytowac kogos kto cos tam kiedys na ten temat powiedzial i to rozstrzyga sprawe. Na Norwegii swiat sie ani nie zaczyna ani nie konczy a ze ktos tam tak lubi, to lubi to tam i tylko tyle. Oczywiscie zgadzam sie ze konferencje dla mlodych ludzi spelniaja tez role "job fair" ale to jest rola poboczna. Zreszta na duzych jest czesto nawet taki oficjalna sekcja nawet ze stolikami do rozmow rekrutacyjnych lub podobnych. Ale to nie jest istota konferencji. Owszem jak czlowiek nie ma nogi to nie powinien pracowac jako instruktor kick-boxingu, choc moze robic inne rzeczy, za moich czasow to byla lektura: en.wikipedia.org/wiki/Alexey_Maresyev I tak samo jak jak ktos nie umie pisac to niech rysuje etc. Mowa jest zreszta nie o niepelnosprawnosciach fizycznych tylko o czym innym. Merytoryczna zawartosc pracy to tez poprawne uzycie przedimkow. W 1990 roku odbyla sie calodniowa debata w Kongresie czy chodzi w rezolucji o "a Kuwait govenment" czy o "the Kuwait government". Powinni twoim zdaniem dac do poprawiacza i on by rozstrzygnal czy ma byc wojna w Zatoce Perskiej czy nie. To jest nie tylko super ale super-hiper-duper logika. Ponadko i przede wszytkim ja po prostu nie wierze aby ktos kto nie potrafil opanowac przedimkow to ma w jakiejs sprawie cos merytorycznego do powiedzenia. To sa szkolne wymowki i legendy. I jezeli sadzisz ze w nauce chodzi tylko o nowe pomysly i nic wiecej to raczej zostan pisarzem sci-fiction i to w grupie futurystow (jezykowych). Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 17:13 Sendi i ty też cytujesz? zgroza... Odpowiedz Link
sendivigius Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 17:17 Nie cytuje ale podaje przyklad, nie chodzi wiec o rostrzygniecie ale o zilustrowanie. Badz precyzyjny :D Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 17:45 sendivigius napisał: > Nie cytuje ale podaje przyklad, nie chodzi wiec o rostrzygniecie ale o zilustro > wanie. Badz precyzyjny :D no coś takiego :) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 19:58 a tak na marginesie - wszystkie te komentarze ścisłowców do humanistów i (rzadziej) odwrotnie pokazują, że problem mają komentujący i to ze sobą... Odpowiedz Link
sendivigius Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 21:36 adept44_ltd napisał: > a tak na marginesie - wszystkie te komentarze ścisłowców do humanistów i (rzadz > iej) odwrotnie pokazują, że problem mają komentujący i to ze sobą... A tak na marginesie Adepcie, fraza "czemu to sluzy i kto za tym stoi?" byla ulubionym zwrotem retorycznym tow. Gomulki. Na szczescie nie mial zadnego wyksztalcenia wiec nie da sie sklasyfikowac jako scislowiec ani humanista. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 21:50 sendivigius napisał: > adept44_ltd napisał: > > > a tak na marginesie - wszystkie te komentarze ścisłowców do humanistów i > (rzadz > > iej) odwrotnie pokazują, że problem mają komentujący i to ze sobą... > > A tak na marginesie Adepcie, fraza "czemu to sluzy i kto za tym stoi?" byla ulu > bionym zwrotem retorycznym tow. Gomulki. Na szczescie nie mial zadnego wyksztal > cenia wiec nie da sie sklasyfikowac jako scislowiec ani humanista. Sendi, nie dość, że cytujesz, to jeszcze masz halucynacje? widzisz frazy... Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 22:22 Ta dyskusja nie ma sensu. Ja wymieniłem poglądy z Sendim, myślę, że żaden z nas nie zmienił poglądów drugiego ani trochę :). Przerzucanie się cytatami, akurat tutaj nic nie wniesie. Jak zajmę się na starość pisaniem książek sf to zgłoszę się do Sendiego, żeby mi literówki poprawiał. Może sobie nawet wybrać miejsce na liście autorów :). Odpowiedz Link
sendivigius Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 22:33 Bez szans! Jak nadejdzie twoja starosc to mnie juz Lucyper za te wszystkie wpisy na forum przydzieli specjalny kociol w piekle. Odpowiedz Link
nullified Re: tylko czemu to ma służyć? 08.09.13, 16:11 był wykształcony praktycznie. Poza tym "z próżnego i Salamon nie naleje" (cytat z klasyka musi być!) Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: tylko czemu to ma służyć? 08.09.13, 12:23 piotrek-256 napisał: > > 2 Zostać zrekrutowanym do roboty, to też się liczy. Naukę tworzą naukowcy, żeby > ją tworzyć muszą się rozwijać. No jasne ! Pewien rekruter w pewnej korporacji ( a co, tak samo dobry biznes jak "tworzenie nauki") ujął to w taki sposób : "coś musi zaiskrzyć, musi być jakaś chemia ..." Przedstawicieli wydziałów "mat-fiz-chem" z góry bardzo przepraszam, naprawdę nie chciałam nikogo urazić. To samo dotyczy wydziałów elektrycznych w politechnikach. Odpowiedz Link
solar37 Re: tylko czemu to ma służyć? 08.09.13, 12:28 sendivigius napisał: > Jak ktos nie umie pisac to pisac nie powinien. Ja sobie nie wyobrazam zeby ktos > mial mi robic korekte. Ja sie tez zastanawiam czy to nie narusza integralnosci > procesu, to znaczy czy praca "poprawiona" jest wciaz praca autora czy nalezy d > o listy autorow dopisac "poprawiacza". Jak ten proces "poprawiania" > bedzie sie nasilal, a bedzie bo Chinczycy taka mode wprowadzili to ktos bedzie > musial to rostrzygnac i obawiam sie ze w strone ze tego robic nie wolno. Najlepsze czasopisma wymagają, żeby przesyłany manuskrypt był napisany własną krwią na pergaminie. Jeśli nadaje się do druku, sprawdzają jeszcze wyrywkowo DNA, żeby się upewnić, że autor użył tylko swojej krwi. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: tylko czemu to ma służyć? 08.09.13, 14:06 solar37 napisał: > sendivigius napisał: > > Jak ktos nie umie pisac to pisac nie powinien. Ja sobie nie wyobrazam zeby ktos > > mial mi robic korekte. Ja sie tez zastanawiam czy to nie narusza integralnosci > > procesu, to znaczy czy praca "poprawiona" jest wciaz praca autora czy nalezy d > > o listy autorow dopisac "poprawiacza". Jak ten proces "poprawiania" > > bedzie sie nasilal, a bedzie bo Chinczycy taka mode wprowadzili to ktos bedzie > > musial to rostrzygnac i obawiam sie ze w strone ze tego robic nie wolno. > > Najlepsze czasopisma wymagają, żeby przesyłany manuskrypt był napisany własną k > rwią na pergaminie. Jeśli nadaje się do druku, sprawdzają jeszcze wyrywkowo DNA > , żeby się upewnić, że autor użył tylko swojej krwi. Kiedys uderzyla mnie notka w przypisie do artykulu, ze autorzy dziekuja osobie takiej a takiej, wymienionej z imienia i nazwiska, za dokonanie korekty jezykowej. Tak sobie mysle teraz, ze tego mogla zazadac redakcja. Sama znajomosc jezyka to za malo, zeby zrobic korekte specjalistycznego tekstu. Czasami redakcje przymykaja oko i puszczaja teksty z bledami gramatycznymi, jezeli sam tekst jest tego wart. Odpowiedz Link
flamengista jasne 08.09.13, 18:51 dyskutujcie z sendim, gratulacje. Korekta w naukach społecznych to niestety przykra konieczność. Większość redakcji wymaga artykułów napisanych perfekt po angielsku. Słyszałem o mitycznych geniuszach z Japonii czy Korei, którym puszczają wartościowe teksty z błędami. Ale nigdy takich tekstów nie widziałem... W dobie szalonej konkurencji publikacyjnej odwalenie artykułu za nie dość dobrą stylistykę to podstawa. I to już na poziomie edytora, nie recenzji. Więc korekta to absolutna konieczność, bym mógł skutecznie rywalizować z native speakerami. I ta korekta ogranicza się głównie do drobnych, ale istotnych rzeczy. Ja np. notorycznie mylę zasady pisania z "the" i bez. Swoją drogą, jeśli traktować wypociny sendiego poważnie, należałoby do grona autorów z automatu włączać nie tylko korektorów, ale i recenzentów oraz redaktora. Przecież wszyscy naruszają "integralność procesu". Odpowiedz Link
charioteer1 Re: jasne 08.09.13, 19:17 Wydaje mi sie, ze kazdy tu ma troche racji. Jak ktos nie jest matematykiem, to nie radze brac sie za poprawianie tekstu matematycznego. Z innymi dziedzinami moze byc podobnie. Kiedys ktos mnie poprosil o tlumaczenie streszczenia pracy na angielski dla wydawnictwa. Streszczenie na wczoraj, a raczej na zeszly miesiac, w tekscie terminy statystyczne, ktore wtedy byly dla mnie zupelna abstrakcja, a i dzisiaj przypuszczam, ze tez sa trzy pietra powyzej mojej znajomosci statystyki, autor odpowiednikow angielskich tych terminow nie zna, na wywalenie tego sie nie zgadza, bo kluczowe, a w zasiegu zadnej sensownej literatury, w ktorej mozna by bylo to sprawdzic. Odmowic nie mam jak, bo jestem dla autora ostatnia nadzieja i deska ratunku. Nie wiem, na ile smiesznie to wyszlo, ale poszlo. Po prostu, jak tekst jest ponizej pewnego poziomu jezykowego, to nie da sie tego poprawic, trzeba to samemu napisac. Odpowiedz Link
sendivigius Re: jasne 08.09.13, 21:52 charioteer1 napisał: > Wydaje mi sie, ze kazdy tu ma troche racji. Jak ktos nie jest matematykiem, to > nie radze brac sie za poprawianie tekstu matematycznego. Racja, dlatego takim korektami dorabiaja wlasnie doktoranci z danej dziedziny. Ale rzecz jest naprawde w czym innym. Wiele razy bylem proszony o zrobienie poprawek jezykowych oczywiscie "po starej znajomosci" "za bezdurno". Wiele razy mialem ochote po prostu plakac. Teksty pisane stylem jak wywieszka administracji budynkow. Wielopietrowe zdania nie polaczone logicznie. Zdania typu "widzi mi sie" Gornolotne stwierdzenia bez uzasadnienia. Ozdobniki retoryczne zupelnie niewlasciwe dla tekstu naukowego. Pomieszanie stron, aspektow i trybow etc, etc. Ja sie czesto zastanawialem kto tym ludziom dal mature. Fakt, pisac tez sie trzeba nauczyc - ale w koncu sie trzeba nauczyc, bo: Po > prostu, jak tekst jest ponizej pewnego poziomu jezykowego, to nie da sie tego > poprawic, trzeba to samemu napisac. > Odpowiedz Link
flamengista tu się zgadzam 09.09.13, 07:17 ale po pierwsze - nie jesteśmy bezmyślnymi automatami - przecież po korekcie sprawdzam tekst, dyskutuję z korektorem nt. zmian i w przypadku pewnych specyficznych terminów dla danej działki obstaję przy swoim. Po drugie, nasi naukowi partnerzy z zachodnich uczelni, mający na ogół b. dobry dorobek naukowy - również korzystają z pomocy korektorów. Po trzecie - korekta tekstów naukowych to nie jest praca dla każdego. Tu musi być prawdziwy specjalista, a nie kumpel pomagający "last minute". Odpowiedz Link
solar37 Re: jasne 08.09.13, 19:19 flamengista napisał: > Swoją drogą, jeśli traktować wypociny sendiego poważnie, należałoby do grona au > torów z automatu włączać nie tylko korektorów, ale i recenzentów oraz redaktora > . Przecież wszyscy naruszają "integralność procesu". Trzeba też koniecznie dopisać sąsiada, który wierci za ścianą: on też narusza integralność procesu. I wszystkie bakterie, które pomagają w trawieniu. Czy kogoś pominąłem? Odpowiedz Link
sendivigius Re: jasne 08.09.13, 21:40 flamengista napisał: > dyskutujcie z sendim, gratulacje. Przylaczam sie do gratulacji i wyrazam szczere uznanie dla dyskutantow :D > Korekta w naukach społecznych to niestety przykra konieczność. Większość redakc > ji wymaga artykułów napisanych perfekt po angielsku. A moze tak bardziej banalnie. Tak jak to robia Rosjanie co publikuja po rosyjsku i jest takie wydawnictwo w USA co bierze cale numery na przyklad JETP i po prostu tlumaczy. Biblioteki w USA zamawiaja wlasnie nie oryginal ale te tlumaczenia. Wszystko lege artis, nawet redakcje rosyjskie przysylaja odpowiednio wczesniej artykuly aby je przygowac i aby ukazywalo sie o jedym czasie. Takze niemieckie Adgew. Chem ma cos co sie nazywa International Edition i choc moga pisac po niemiecku to tam sa tlumaczenia na angielski (choc dzis to juz troche przeszlosc bo od razu Niemcy pisza po angielsku). To przyklady na to ze rzeczy wartosciowe ktos przetlumaczy aby byl pozytek i zarobek. I jak waszych wielkich journali nikt tak nie tlumaczy to mozna myslec ze albo sie nie poznal albo nie sa tego warte i tyle. > Swoją drogą, jeśli traktować wypociny sendiego poważnie, należałoby do grona au > torów z automatu włączać nie tylko korektorów, ale i recenzentów oraz redaktora > . Przecież wszyscy naruszają "integralność procesu". Jezeli recenzenci zwroca uwage na jakies sprawy to dobry zwyczaj nakazuje zlozyc im podziekowania i tak sie robi, to normalne i nikt tu nie dziwaczy. Jak sie sprawy dyskutowalo z kims kto nie jest autorem tez mu sie sklada podziekowania i dodatkowo pisze konkretnie za co. Wiec "wypociny" nie sa moje ale podpisuje sie pod nimi. Odpowiedz Link
dala.tata Re: tylko czemu to ma służyć? 07.09.13, 15:14 Zupelnie nie rozumiem tego ' tak sie zachowuja'. W tym zachowaniu nie ma nic zlego. Prsonalne kontakty sa bardzo wazne w naszym biznesie i ja wole wiedziec, czy bede wspolpracowal z kims, kogo lubie.T eprsonalne ko takty wazne sa rowniez dla doktorantow. Ktos, kto jedzie na konferencje tylko po to, by wyglosic referat i dostac fidbak, nie rozumie, po co sa konferencje. Odpowiedz Link
flamengista nie, nie o to chodzi 07.09.13, 20:30 chodzi raczej o wyjazdy typu: wyjechałem, wypiłem, (z)wróciłem. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: Tango Congreso 14.09.13, 00:31 1. Z mojego punktu widzenia napisał prawdę, zresztą Bogu dzięki litościwie pominął krajowe "konferencje" (byłem na takich, gdzie głównym rodzajem aktywności było zbiorowe produkowanie wymiocin, a także dawano sobie publicznie po mordach). Natomiast światowe kongresy w mojej dyscyplinie wyglądają dokładnie tak jak ów opisany w felietonie. 2. Zgadzam się, że on do nauki już się nie nadaje, ale przecież sam ma tego pełną świadomość (słyszałem parę razy jak publicznie mówił , że wysiada z tego pociągu i zdecydowanie chce zaistnieć w polityce). 3. Król jest po prostu nagi i o tym pisze Hartman. Medycyna czy budowniczowie mostów operują jakimś tam konkretem (przynajmniej z mojej humanistycznej perspektywy), natomiast filozofia idei, ekonomia, socjologia, politologia, pedagogika itp. itd. to w przeważającej mierze śmierdzący kał i przelewanie z pustego w próżne. Większy pożytek z roboty hydraulika niż profesora - teoretyka od dziennikarstwa, co to w życiu nie opublikował na wolnym rynku jakiegokolwiek artykułu. Hartman jest postacią kompletnie nie z mojej bajki, ale pisze czasem do bólu prawdziwie. Odpowiedz Link
pigwa_polska Re: Tango Congreso 14.09.13, 07:14 Islandia. Piękny bogaty w zasoby kraj o wysokim stopniu rozwoju. Pracowici ludzie. Ale niestety niezbyt biegli w ekonomii, nie posiadający na swoim uniwersytecie nikogo z ekonomii, bankowości lub finansów. 2007 rok, kilku pseudoekonomistów o edukacji z ekonomii na poziomie gimnazjalistów wywróciło cały dobrobyt pokoleń i zmieniło ich w bankruta. Twój hydraulik może sto lat naprawiać rury, gromadzić honoraria w skarpecie ale kiedyś będzie je ze skarpety musiał wyjąć i wtedy zderzy się ze światem gdzie bez podstawowej wiedzy ekonomicznej byle plichta zrobi z jego pieniędzy zadłużenie i zlicytuje jego majątek. Dlatego owszem - Hartmanową filozofię dobrze umieściłeś - ale ekonomii w to nie włączaj. Dopóki w gminie każdy skarbnik nie ma wyższych ekonomicznych studiów z rachunkowości lub finansów publicznych - a jest skarbnikiem ciocia pana co dał psa wójtowi - tak długo ekonomistów jest za mało - to taki benchmark. Trwały dobrobyt daje tylko i wyłącznie sensowne działanie w realnej sferze - a sensowne jest ono wtedy gdy zanim zaczniesz cokolwiek robić, to policzysz korzyści i koszty - ekonomia znajduje odpowiedź na to jak uwzględniać wszystkie korzyści tak aby nie przysłoniły nam wszystkich kosztów. Inaczej twój hydraulik będzie naprawiał zlew w kuchni w Detroit w 2012. Po co? Odpowiedz Link
refe.ree Re: Tango Congreso 14.09.13, 08:35 natomiast filozofia idei, ekonomia, socjologia, politologia, pedagogika itp. itd. to w przeważającej mierze śmierdzący kał i przelewanie z pustego w próżne. Brawo, znowu jakiś głęboki uraz psychiczny do wszystkiego wokół. Widmo rotacji krąży po Internecie... Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: Tango Congreso 14.09.13, 09:34 bumcykcyk2 napisał: > 1. krajowe "konferencje" (byłem na takich, gdzie głównym rodzajem aktywności b > yło zbiorowe produkowanie wymiocin, a także dawano sobie publicznie po mordach) Owocem takiego uczestnictwa mogły być zatem również urazy fizyczne. Na ile "głębokie" - o tym powinna rozstrzygnąć obdukcja lekarska. Odpowiedz Link
plociara Re: Tango Congreso 14.09.13, 10:20 Bicie po mordzie na "krajowej konferencji humanistycznej"? Mam nadzieję, że nie tłukli się reprezentanci UW i UJ, ale raczej "uniwersytetów" Jeleniogórskiego z Zielonogórskim. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 14.09.13, 10:45 ale co? sugerujesz, że ci z UJ i UW są zniewieściali? Odpowiedz Link
plociara Re: Tango Congreso 14.09.13, 11:47 "Polskie środowisko naukowe" to ja znam z "Barw ochronnych". Myślałem, że docenci i prorektorzy to jest esencja patologii, a tu nagle - mordobicie na konferencji! Ojezusmaryja! Może na UW i UJ jest jakaś "wyższa forma życia", co? Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 14.09.13, 12:19 plociara napisała: > "Polskie środowisko naukowe" to ja znam z "Barw ochronnych". Myślałem, że docen > ci i prorektorzy to jest esencja patologii, a tu nagle - mordobicie na konferen > cji! Ojezusmaryja! Może na UW i UJ jest jakaś "wyższa forma życia", co? a, no to możesz się kompetentnie wypowiadać na forum poświęconym filmom o PRL-u..., i mniej więcej tyle... a swoje frustracje możesz np. spróbować przepracować na forum psychologia, miłego! Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: Tango Congreso 14.09.13, 12:58 plociara napisała: > Może na UW i UJ jest jakaś "wyższa forma życia", co? E tam... Zresztą, jak mówią - krew nie woda, a dupa nie szklanka ... Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 14.09.13, 17:23 ordynat.uchleja napisał: > plociara napisała: > > > Może na UW i UJ jest jakaś "wyższa forma życia", co? > > E tam... > > Zresztą, jak mówią - krew nie woda, a dupa nie szklanka ... a ordynat nie myśliciel... Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: Tango Congreso 15.09.13, 09:02 Wielbłądem też nie jestem, tylko co to ma do rzeczy adepcie czterdziesty czwarty ... Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 15.09.13, 09:42 dokładnie tyle, ile twoje wypowiedzi mają do rzeczy... :) Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: Tango Congreso 15.09.13, 10:30 adept44_ltd napisał: > dokładnie tyle, ile twoje wypowiedzi mają do rzeczy... :) Nie pytałam o ilość ani o proporcje. Pytałam o kategorię, o specyfikę ... Weż się wreszcie przestań mizdrzyć ... Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 15.09.13, 11:27 ordynat.uchleja napisał: > adept44_ltd napisał: > > > dokładnie tyle, ile twoje wypowiedzi mają do rzeczy... :) > > Nie pytałam o ilość ani o proporcje. > Pytałam o kategorię, o specyfikę ... > > Weż się wreszcie przestań mizdrzyć ... tja, pytanie - co to ma do rzeczy... jest własnie pytaniem o kategorię i specyfikę... przestań bredzić, serdeńko i sprawdź w słowniku, co znaczy mizdrzyć... :))) Odpowiedz Link
ordynat.uchleja Re: Tango Congreso 16.09.13, 11:21 Można było zapytać : - ile to ma wspólnego z tamtym - jaki to ma związek z tamtym - co to ma do rzeczy Wbrew temu, co ci się wydaje, to nie są takie same pytania. Mizdrzyć się - sprawdzałam. Pasuje, Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: Tango Congreso 16.09.13, 17:35 ordynat.uchleja napisał: > Można było zapytać : > - ile to ma wspólnego z tamtym > - jaki to ma związek z tamtym > - co to ma do rzeczy > > Wbrew temu, co ci się wydaje, to nie są takie same pytania. > > Mizdrzyć się - sprawdzałam. Pasuje, jedno jest pewne, już wiesz, że to zwrotny czasownik... może coś jeszcze z ciebie będzie... jeszcze gdybyś pomyślał nad znaczeniem i przestał sobie wyobrażać, że wiesz, co się komuś wydaje... no ale chyba jednak za dużo wymagam ;) Odpowiedz Link
flamengista leją się, nawet na deskach teatru... 14.09.13, 15:01 konkretnie szacownego Teatru Słowackiego w Krakowie: Tekst linka sprawa stara i powszechnie znana, ale widocznie nie wszystkim. Jeden z Panów to absolwent UW i doktor z PAN, drugi - prof. UJ. Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: leją się, nawet na deskach teatru... 14.09.13, 15:42 O ja nie znam historii, a kto wygrał ? :D Odpowiedz Link
flamengista nie jestem pewien 14.09.13, 16:21 ale chyba agresor. Napisał złośliwy felieton, potem przywalił publicznie w gębę i nie poniósł żadnych konsekwencji [swoją drogą, jakie miał ponieść?] Ponoć poszło o to, że L. czytał żonie tego drugiego wiersze. W przypadku krakowskich inteligentów to może być gorsza obraza od przyprawienia rogów. W każdym razie krakowskie środowisko miało niezłą zabawę z utarczki tych dwóch Panów, szczególnie że po wszystkim jeszcze prali brudy w mediach:) Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: leją się, nawet na deskach teatru... 14.09.13, 17:23 no ale było, o co, nie? ;-) Odpowiedz Link
flamengista bum, jak cię lubię 14.09.13, 10:16 to teraz muszę napisać without gardens: pleciesz androny. Niestety, przemawia przez ciebie rozgoryczenie. Zastanów się, czy na uczelni jest jeszcze dla ciebie - odejście do prywaciarza najwyraźniej ci nie służy, poza ew. aspektem finansowym (btw: ten transfer dowodzi jednak twoich umiejętności w tak tu krytykowanej ekonomii stosowanej;) Muszę jednak stanąć w obronie konferencji, choć absolutnie nie zamierzałem być ich adwokatem. Ba, sam od pewnego czasu staram się ograniczać moją aktywność konferencyjną do minimum. Ale po kolei. Zalety konferencji naukowej są następujące: 1. realna debata naukowa - na konferencji masz szansę usłyszeć szczerą krytykę pod adresem swoich badań. Co ważne, jest to na ogół krytyka konstruktywna. I to na etapie, kiedy jeszcze twój tekst nie jest gotowy i nie możesz liczyć na recenzje z czasopism. 2. inspiracja - na dobrej konferencji masz szansę poznać najwybitniejszych badaczy ze swojej działki. Może jestem dziwakiem, ale rozmowa z Pawłem Brożkiem nawet po wczorajszym meczu zupełnie mnie nie interesuje, natomiast ew. możliwość dyskusji z Jagdishem Bhagwati czy Christianem Dustmannem dałaby mi potężnego "kopa" do dalszej pracy. 3. bycie na bieżąco - przy obecnym zalewie publikacji nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego, co dzieje się w twojej działce. Ale jeśli co 2 lata pojedziesz na duży kongres i zaliczysz 6-7 sesji + przeglądniesz książeczkę z abstraktami, to masz ogólny ogląd. Wiesz, co jest na topie a co jest "dying subject". I co ważne, z wyprzedzeniem 2-letnim w stosunku do wyników z google scholar. I nie zaliczasz wtopy takich jak ja ostatnio - dostając odmowę z czasopisma, które właśnie zawiesiło nabór tekstów, bo ma ich komplet na następne 1,5 roku. 4. networking - oczywisty atut, poznawanie ludzi. Bez poznania wielkich szych czasami ani rusz, szczególnie cenne w przypadku doktorantów którzy poznają przyszłych recenzentów i mogą przed nimi zaprezentować swoje referaty. Moim zdaniem są to bardzo cenne rzeczy. Ale oczywiście solidnych konferencji nie jest tak dużo. Trzeba bardzo umiejętnie je wybierać. I najlepiej jechać na góra 3-4 w roku. BTW: wbrew pozorom są też bardzo sensowne konferencje krajowe. Tylko że na ogół nie w atrakcyjnych kurortach i bez wieczorków tanecznych. A Hartman pisze do bólu prawdziwie, ale o sobie i swoim środowisku. Co świadczy tylko o tym, jak przeciętnym jest naukowcem. Odpowiedz Link
nullified Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 15:28 flamengista napisał: > A Hartman pisze do bólu prawdziwie, ale o sobie i swoim środowisku. Co świadczy > tylko o tym, jak przeciętnym jest naukowcem. dalekosiężne skutki pisania doktoratu na sraczyku, a przecież "najlepsza na świecie jest miłośc w klozecie" ^^ Nie chcę być przykry nadto, Hartman nie moja bajka zresztą niezależnie od tego co "gospodarka odpadami naukowymi" o tym raczy uważać. Ten człowiek zawsze składał się głównie z ambicji (podobnie jak Legutko ;) ) - przyszły minister czegoś w czymś, jak nic. A środowisko (jak sama nazwa wskazuje "towarzystwo spotykające się w środy" ;) ) - jest b. różne. Każdy zażywa takich towarzystw w jakich się odnajduje najlepiej. Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 22:28 flamengista napisał: > 1. realna debata naukowa - na konferencji masz szansę usłyszeć szczerą krytykę > pod adresem swoich badań. Chłopie, czyś Ty na głowę upadł? Możesz sobie się nie zgadzać, ale jak powiesz "szczerą krytykę" to ja Ci szczerze powiem, żeś jest kandydatem na samobójcę. Szczerze to możesz sobie w tym pięknym kraju mówić jak już będziesz na uczelni nie do ruszenia. > 3. bycie na bieżąco - przy obecnym zalewie publikacji nie jesteś w stanie kontr > olować wszystkiego, co dzieje się w twojej działce. Ale jeśli co 2 lata pojedzi > esz na duży kongres i zaliczysz 6-7 sesji + przeglądniesz książeczkę z abstrakt > ami, to masz ogólny ogląd. No bez jaj. Równie dobrze możesz regularnie czytać abstrakty z 10 najlepszych pism w swojej działce. Magiczne właściwości w "byciu na czasie" - nie wierzę. Ten argument jest tak naciągany, że aż żałosny, sorry ;) > 4. networking - oczywisty atut, poznawanie ludzi. Bez poznania wielkich szych c > zasami ani rusz, szczególnie cenne w przypadku doktorantów którzy poznają przys > złych recenzentów i mogą przed nimi zaprezentować swoje referaty. Wszystko się zgadza, tylko hmm, doktoranci i wspaniałe referaty robiące wrażenie, by ich zapamiętali, hm, to powoduje, że się zapętlam... ;) > I najlepiej jechać na góra 3-4 w roku. Skoro dolna granica to 3-4, to jaka jest średnia? BTW, o czym Wy gadacie na tych 3-4 konfach? Dydaktyka, publikacje, wykłady, odczyty, referaty, recenzje, zlecenia, etecera, i jeszcze macie czym się pochwalić na co najmniej 3-4 konferencjach. No to gratuluję płodności. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 22:39 niewyspany77 napisał: > Chłopie, czyś Ty na głowę upadł? Możesz sobie się nie zgadzać, ale jak powiesz > "szczerą krytykę" to ja Ci szczerze powiem, żeś jest kandydatem na samobójcę. S > zczerze to możesz sobie w tym pięknym kraju mówić jak już będziesz na uczelni n > ie do ruszenia. Fla nie pisal o konferencjach w Polsce. Faktycznie na swiecie sa gora 3-4 konferencje rocznie, na ktore warto jechac, jezeli ma sie za co. Poza tym wszystko sie zgadza. Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 22:54 Jestem zmęczony, ale zdaje mi się, że fla nie określił, czy chodzi mu o krajowe czy zagraniczne. Zresztą, zagraniczne czy nie, to nie ma żadnego znaczenia. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 22:49 to zależy, gdzie jeździsz, jak byle gdzie, to masz tak, jak piszesz... Odpowiedz Link
niewyspany77 Re: bum, jak cię lubię 14.09.13, 22:53 Hm, w moim przypadku, nie jeżdżę. Na te porządne niestety mnie nie stać. Faktycznie, jak jeździłem na byle jakie, to miałem jak piszę. Odpowiedz Link
flamengista tłumaczę:) 14.09.13, 23:02 CytatChłopie, czyś Ty na głowę upadł? Możesz sobie się nie zgadzać, ale jak powiesz "szczerą krytykę" to ja Ci szczerze powiem, żeś jest kandydatem na samobójcę. Szczerze to możesz sobie w tym pięknym kraju mówić jak już będziesz na uczelni nie do ruszenia Znam 2 krajowe konferencje, na których jest to możliwe i na nie jeżdżę. Co prawda na pierwszej od "szczerej krytyki" są głównie Wielkie Nazwiska, ale robią to dość sumiennie (idea jest taka, że przyjeżdżają na tą konferencję, by oceniać młodych naukowców - taka ich rola). Na drugiej jest ostro, czasem bardzo ostro. Rok temu po jednej z sesji dziewczyna z baaardzo kiepskim referatem autentycznie się popłakała, choć na krytykę zasłużyła w 120%. Cytat No bez jaj. Równie dobrze możesz regularnie czytać abstrakty z 10 najlepszych pism w swojej działce. Magiczne właściwości w "byciu na czasie" - nie wierzę. Ten argument jest tak naciągany, że aż żałosny, sorry ;) Oczywiście, że można się bez tego obyć. Ale jest różnica pomiędzy wykrawaniem czasu na czytanie abstraktów pomiędzy odpowiadaniem na maile od studentów, czytaniem kolejnej tragicznej pracy dyplomowej, pisaniem raportu i robieniem kolejnej fuchy... a wysłuchiwaniem referatów pijąc dobrą kawę w klimatyzowanych wnętrzach, słuchając na ogół świetnie przygotowanych prezentacji i mając jeszcze możliwość dopytania prelegenta o detale. CytatWszystko się zgadza, tylko hmm, doktoranci i wspaniałe referaty robiące wrażenie, by ich zapamiętali, hm, to powoduje, że się zapętlam... ;) Przecież to takie proste. Pierwsze primo: lepiej, by delikwent zbłaźnił się na wczesnym etapie, niż na obronie. Płaci frycowe i zdobywa doświadczenie. Drugie primo: lepiej, by poznał potencjalnych recenzentów i przećwiczył odpowiedzi na ich pytania. Trzecie primo: jeśli się nie zbłaźni, może dodatkowo zapunktować i wyrobić kontakty:) CytatSkoro dolna granica to 3-4, to jaka jest średnia? Nie mam pojęcia, obawiam się że dużo większa. Ja mam: - jedną obowiązkową międzynarodową - naszej sieci naukowej. Bez referatu, za to moderowanie sesji i grup roboczych, kupę roboty organizacyjnej; - jedną obowiązkową krajową - tu konieczny referat, na ogół z bieżących rzeczy którymi się zajmuję (na szczęście nie muszę tego dawać do druku); - do tego dochodzi min. 1 solidny tekst, nad każdym pracuję 2 lata. Taki tekst przynajmniej raz powinien zostać zaprezentowany na konferencji (najlepiej międzynarodowej) - chodzi o zaawansowaną wersję empiryczną, by wychwycić ewidentne błędy. Luksusy takie jak międzynarodowe kongresy pomijam, bo teraz nie ma na to kasy i mogę się bez tego obyć (tak, sam czytam te abstrakty;) Do tego czasem dochodzi tzw. grzecznościowe uczestnictwo. Po prostu ktoś dzwoni i nie możesz odmówić, choć nie masz specjalnie ochoty. Podsumowując, w tym roku: 1. konferencja międzynarodowa, prezentacja porządniejszych badań nad którymi pracujemy; 2. konferencja międzynarodowa naszej sieci 3. krajowa konferencja naukowa naszego środowiska 4. grzecznościowa konferencja krajowa (ale b. ciekawa, więc w sumie ok) 5. grzecznościowa konferencja międzynarodowa, na szczęście na miejscu Więc 5. Fakt, w tym roku wyjątkowo dużo. PS. Muszę kończyć. Mr 100 mln właśnie strzelił, czekam na odpowiedź Mr 90 mln;) Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: bum, jak cię lubię 15.09.13, 00:23 @ pigwa polska Piszesz o ekonomii na poziomie podstawowym (w słowniku Fla - "ekonomii stosowanej"), która owszem, jest niezbędna niczym tlen do oddychania, nie tylko na Islandii. Ja jednak pisząc "ekonomia" piłem do ekonomii niestosowanej (pozostając w nomenklaturze Fla :D ), a tutaj owa szacowna dyscyplina zaczyna być typową nauką humanistyczną, w której wielce liczy się produkowanie makulatury i samozadowolenie środowiska. Nie wspominając już o takich drobiazgach, jak wzajemna sprzeczność jej głównych nurtów, co ma się rozumieć, z prawdziwie akademickiego punktu widzenia jest kompletnie bez znaczenia, boć tu przecie chodzi, Panie dzieju, o debatę dla samej debaty. Im bardziej jestem stary, tym bardziej poważam te nauki, gdzie liczy się konkret i czytelne przełożenie teorii na real. Rzygam zaś pieprzeniem dla samego pieprzenia, w którym tkwię od dziesięcioleci. Takie mam skażenie zawodowe. @ fla Wiadomo, że nie każda z tryliona konferencji na świecie to kompletna padaka, ja się odniosłem do swojego zakisłego stawu i zauważyłem, że jest bliźniaczo podobny do bajorka, w którym pływa Hartman. Tylko tyle. Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że będę bronić Hartmana, ale używasz wobec niego argumentów poniżej pasa. To, że jego środowisko naukowe jest takie, a nie inne, nie świadczy w ogóle o nim samym. Czemu Hartman winien, że "World Congress" jego dyscypliny jest monstrualnym kałem? Ja nie wiem, czy on jest dobrym naukowcem, czy fatalnym, ale gdyby mi na sesję do podgrupy tematycznej dostarczono 11 osób, z których połowa nie mówi po angielsku (w języku owej konferencji), a jedyny głos z sali to Chińczyk bredzący od czapy, to nawet będąc Wielkim Noblistą byłbym po prostu bezradny. Z Twojej wypowiedzi dedukuję podejście typu "kto fundamentalnie sra we własne gniazdo, podważając celowość samych podstaw swojej naukowej roboty, ten nie jest godzien miana naukowca". Nie zgadzam się z taką postawą i uważam, że należy sądzić biblijnie, czyli po owocach, tak jak to czyni Hartman. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: bum, jak cię lubię 15.09.13, 00:35 co do Hartmana, możemy przyjąć, że w środowisku naprawdę dobrym w jego dyscyplinie, traktuje się go raczej pobłażliwie...; to tak jako pewna zmienna w tej dyskusji. Odpowiedz Link
flamengista poniżej pasa 15.09.13, 10:47 to jest używanie słowa "my" i nieuprawnionego uogólniania, mając na myśli: CytatTeraz naprawdę już tylko wakacje. Jadę na „wycieczkę opcjonalną”. W końcu coś mi się jako inteligentowi należy. Bez inteligencji nie byłoby rozwoju. Naród musi mieć te elity. Czyli Hartman sugeruje, że każdy przedstawiciel inteligencji, jako elita tego kraju (jak sugeruje, wątpliwa elita) rozbija się po egzotycznych krajach za pieniądze podatników. Ja rozumiem formę felietonu, ale zwykły czytelnik może tego nie załapać. Niech więc Hartman pisze za siebie i tylko siebie - ja nie potrzebuję takiego rzecznika prasowego. Niech napisze, że to on i jego koledzy jeżdżą na takie konferencje. Koledzy z pewnością się ucieszą i się odwdzięczą. W końcu prawda nas wyzwoli. Ale trzeba mieć odwagę, by pisać "ja", a nie chować się za sloganem "my, czyli wszyscy". Szczególnie mając perspektywy kariery politycznej i będąc wyraźnie zmęczonym dotychczasową pracą. Pisząc wprost: wypraszam sobie takie publiczne spowiedzi również w moimi imieniu. Kolejny Stanek, wylewający sobie (i mnie przy okazji) na głowy wiadro pomyj. Nie po to tyle lat ciężko pracowałem i inwestowałem w siebie, żeby teraz tacy chorzy publicyści deprecjonowali zawód naukowca. Zawód, który tradycyjnie cieszy się wysokim prestiżem społecznym. Nam nie potrzeba żadnego chorego reformatora, wystarczy zapał publikacyjny Stanków i Hartmanów, żeby złośliwym dostarczyć amunicji i by za chwilę politycy zlikwidowali resztki ośrodków naukowych w tym kraju. Odpowiedz Link
flamengista ps 15.09.13, 10:48 sorry za literówki, ale nie ma możliwości edycji posta po wysłaniu. A stopień w...nerwienia był spory. Odpowiedz Link
flamengista i jeszcze jedno 15.09.13, 11:00 gdzie te felietony: - urzędników, narzekających na pijackie wyjazdy w ramach konferencji szkoleniowych za unijne pieniądze do Grecji czy Hiszpanii; - lekarzy, jeżdżących na podobne "wyjazdy szkoleniowe" za pieniądze publiczne bądź sponsorów-firm farmaceutycznych; - związkowców z państwowych firm, jeżdżących za publiczne pieniądze na takie szkolenia. Jakoś u nas zawsze znajdzie się chętny do samobiczowania, a inne grupy zawodowe też mają swoje za uszami - tylko nie spieszą sie do publicznych spowiedzi. Nawet jeśli co drugi polski profesor i doktor uprawiałby taką turystykę konferencyjną (co jest maksymalnym, mocno zawyżonym szacunkiem) - to i tak koszty tego procederu są znikome w porównaniu z przywilejami służb mundurowych, górników i rolników. To kropla w morzu marnotrawstwa publicznych środków w tym kraju. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 12:27 Samobiczowanie naukowców jest pokłosiem tego, że wmówiono nam kiedyś "misję" i wielu z nas w to uwierzyło. Stąd też, kiedy rzeczywistość zaczyna skrzeczyć, pojawia się chęć publicznej ekspiacji. Taki mam tutaj pogląd. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 12:31 A co do mundurówki, urzędników itp. , to "widziały gały co brały". Większość z tych darmozjadów od początku zakładała dmuchanie podatnika i wyciąganie przywilejów. To i na co niby mają teraz narzekać? Poznałem trochę po kontaktach żony owe środowiska i naprawdę włos się na głowie jeży. Czterdziestoletni emeryci z działalnością gospodarczą podczepioną pod kolegów w służbie czynnej to standard. Rozstrzelałbym to towarzystwo z karabinu maszynowego, to oni rujnują dzisiejszą Polskę. Amen. Odpowiedz Link
flamengista tak, zgadzam się 15.09.13, 13:09 zarówno w diagnozie "misji" (to należy leczyć, niestety), jak i klas uprzywilejowanych. Ale w tym drugim ostrożniej. Z jednej strony jest człowiek, który jako wojskowy prawnik w wieku 45 lat przeszedł na emeryturę i prowadzi własną kancelarię. Z drugiej zawodowy żołnierz, który jeździ na misje i po blisko 10 latach służby dostał wreszcie służbowe mieszkanie, mając żonę i 2 dzieci. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: tak, zgadzam się 15.09.13, 19:01 Nie przesadzajmy z zawodowymi żołnierzami jeżdżącymi na misje. Nikt tam nikogo pod przymusem nie wysyła !!!! Jadą tylko ci chętni, a chętnych nie brakuje. Nie słyszałem aby ktoś rozczulał się np. nad byłymi żołnierzami Legii Cudzoziemskiej (a nasi rodacy niegdyś ćwiczyli tę ścieżkę życia z lubością). BTW akurat zostać emerytalnym pasibrzuchem po czymś takim jest dość ciężko, bo obecnie dają 6-letnie kontrakty, które przedłużane są zazwyczaj jeden raz, a emeryturka przysługuje po latach 15-stu. Odpowiedz Link
flamengista Re: tak, zgadzam się 15.09.13, 19:52 CytatNikt tam nikogo pod przymusem nie wysyła !!!! W teorii niby tak jest. W teorii. Odpowiedz Link
sendivigius Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 16:44 bumcykcyk2 napisał: ....Poznałem trochę po kontaktach żony o > we środowiska i naprawdę włos się na głowie jeży. Czterdziestoletni emeryci z d > ziałalnością gospodarczą podczepioną pod kolegów w służbie czynnej to standard. > Rozstrzelałbym to towarzystwo z karabinu maszynowego, to oni rujnują dzisiejsz > ą Polskę. Amen. Daj znac kiedy zaczynamy. Hasta la victoria! Siempre! Odpowiedz Link
loleklolek_pl Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 15:15 No cóż... Na urzędaków, lekarzy i związkowców oraz tych wszystkich mundurowców narzeka tyle osób w tym kraju, że sami na siebie już nie muszą ;-). Ale co do kwestii: "To kropla w morzu marnotrawstwa publicznych środków w tym kraju." to na podstawie mojego anecdata pozwolę się nie zgodzić. Środki publiczne są (przynajmniej u mnie) zbyt niskie na takie wyjazdy, więc jest presja na to by dofinansowywać to z kosztów pośrednich uzyskanych z pozyskanych projektów zewnętrznych. A to już przynajmniej mnie bardzo boli. Te rosnące "koszty pośrednie", bo jakiś odpowiednio dobrze umocowany samodzielny zwiedził sobie w tym roku tylko jedną część świata, a chciałby jeszcze jedną i jest problem, bo po pierwszej wycieczce budżet DS implodował. I zaczyna się presja, by przełożyć środki a to z jednego, a to z drugiego projektu, no bo przecież Panu samodzielnemu się należy. A to, że od jakiegoś czasu jedyne co przywozi z takich wycieczek, to fotografie turystyczne, to jakoś nikogo na szczycie nie rusza. Dla jasności, punktów ta osoba nie przywozi, gdyż referuje w jakiś non-reviewed trackach, które potem nawet nie mają szany trafić do jakiegoś special issue. Kontaktów i wiedzy o tym co się nowego dzieje też jakoś szczególnie nie przywozi, gdyż jedyne, czym się chwali to fotografie turystyczne, a o nowinkach można dowiedzieć się raczej z czytania proceedingsów, niż z relacji tego Pana samodzielnego. Nadmienię, że Pan samodzielny otwarcie zaprasza wszystkich, w tym całą wierchuszkę, na relacje fotograficzne z jego wycieczek sponsorowanych z kasy uczelnianej. Niestety, jedyne osoby, które się faktem zdają jakoś szczególnie przejmować i są gotowi do konfrontacji, to adiunkci i asystenci siedzący w tych projektach obciążanych dodatkowymi "kosztami pośrednimi". Ot budżety tych projektów też przestają się spinać i istnieje realna groźba, że nawet bezpośrednio poniesione przez nich koszty nie zostaną im zwrócone (nie wspominając o straconym czasie rodzinnym). Niestety medialne wywody są co najwyżej efektowne. Efektywne działania to rozmowy z prokuraturą i różnymi organami kontrolnymi. Tylko nie wiedzieć czemu, takie działania są uznawane za przejaw "srania we własne gniazdo". Tak jakby wydawanie z uczelnianej kasy dziesiątków tysięcy PLN na uprawianie turystyki, czymś takim nie było. Faktycznie te sprawy powinny być wewnętrznymi sprawami uczelni, ale niestety jakoś nie są. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 16:36 loleklolek_pl napisał: > Niestety medialne wywody są co najwyżej efektowne. Efektywne działania to rozmo > wy z prokuraturą i różnymi organami kontrolnymi. Tylko nie wiedzieć czemu, taki > e działania są uznawane za przejaw "srania we własne gniazdo". Tak jakby wydawa > nie z uczelnianej kasy dziesiątków tysięcy PLN na uprawianie turystyki, czymś t > akim nie było. Ale wyglosil pogadanke (popularno)naukowa? Wyglosil. To o co ci chodzi? Przeciez prokuratura ani CBA nie bedzie oceniac wartosci naukowej referatu. Pewna Bardzo Wazna Osoba (BWO) zawsze tego typu zale kwituje jednym krotkim pytaniem: A co na to rada wydzialu? Nic? No to znaczy, ze wszelkie bandyckie zachowania sa i beda tolerowane i nie ma sensu nic w tej sprawie robic. Odpowiedz Link
loleklolek_pl Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 17:36 "Przecie z prokuratura ani CBA nie bedzie oceniac wartosci naukowej referatu." Ale taka policja może np. sprawdzić stan trzeźwości delikwenta w trakcie jego powrotu z takiej spamferencyjki ;-). ":Ale wyglosil pogadanke (popularno)naukowa? Wyglosil. To o co ci chodzi? (...) > Pewna Bardzo Wazna Osoba (BWO) zawsze tego typu zale kwituje jednym krotkim pyt > aniem: A co na to rada wydzialu? Nic? No to znaczy, ze wszelkie bandyckie zacho > wania sa i beda tolerowane i nie ma sensu nic w tej sprawie robic." Ano wygłosił. Dużo innych opcji nie miał, biorąc pod uwagę możliwość wewnętrznego załatwienia sprawy przez takie ciała, jak RW np. Efekt jest taki, że gdzieś na jakimś forum pojawiło się ze sto komentarzy na ten temat. Na za dużo więcej nie ma co liczyć. Podobnie, jak nie ma co liczyć na dużo więcej w związku z artykułami o jakiś niebotycznych przywilejach emerytalnych pewnych grup osób. Poważniejsze efekty, to zdarzają się dosyć rzadko... Ba, nawet jeżeli efektem będzie obcięcie funduszy publicznych, to zrekompemnsuje się to podniesieniem kosztów pośrednich na projektach takiego flamengisty, czy też lolkalolka. Z punktu widzenia szarego podatnika to bardzo dobra opcja. Flamengista, czy loleklolek też sobie jakoś w życiu poradzą, niekoniecznie wiążąc je w dalszym ciągu z obecnym pracodawcą. No ale skoro wewnątrz uczelni nie ma jakiegoś szczególnego parcia by sobie z takiego rodzaju patologiami radzić, to po co szary polski podatnik miałby się do tego dorzucać. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 19:06 Jeszcze w latach 90-tych pewien znajomy Niemiec opowiadał mi jak to ichni profesor (z półki c1) bukował sobie na koszt uczelni jakieś badziewiaste pobyty na uczelniach Australii, Nowej Zelandii i Polinezji Francuskiej, do tego w ten chytry sposób, aby swoim pobytem zahaczyć o święta. I też walka z tym procederem była tam niesłychanie trudna. Odpowiedz Link
flamengista tego nie wiedziałem 15.09.13, 21:42 zaskoczyłeś mnie z tymi kosztami pośrednimi. Byłem pewien, że to haracz na rzecz uczelni, z którego finansuje się rosnące koszty administracyjne. Ciekawe, czy tak działa tylko u was czy to ogólnopolski wynalazek. Ja w każdym razie byłem przekonany, że takie tańczące kongresy to finansowane są z DS. W dodatku to trend wygasający, chodziło o pokolenie wychowane w PRL, wyposzczone wyjazdami za granicą, które wycieczki na mityczny Zachód uznawało za nagrodę. I w czasach komuny podczas tych wyjazdów sprzedawało wódkę czy zegarki. Niektórzy tak się do tego przyzwyczaili, że nadal kontynuują dawne zwyczaje. Był taki profesor, który zdumionym studentom opowiadał gdzie on to ostatnio bywał. Co było o tyle zabawne, że połowa słuchających podobne lokalizacje zaliczała na wakacjach. Więc mnie ten pęd do wyjazdów nie dziwił, ale widzę że już średnie pokolenie aż tak do wyjazdów się nie pali. Wolą swoje fuchy, bo wyjazd trwa parę dni i jest mało opłacalny finansowo. I co najważniejsze - mogą wyjechać za swoje, bez tych głupich formalności. Efekt Ryanaira działa. Odpowiedz Link
loleklolek_pl Re: tego nie wiedziałem 15.09.13, 22:21 No u nas to zadziałało prosto. Ot w ostatnim roku pojawiło się mniej pieniędzy z innych źródeł (podejrzewam, że to efekt mniejszego naboru na niestacjonarne i podyplomowe), więc w ramach poszukiwania źródeł dochodu zwrócono uwagę na projekty zewnętrzne, które do tej pory były obciążone dość niskimi kosztami pośrednimi (realnie, jakieś 20%). Jednakże na moje oko to kasa ta nie idzie tylko na biurokrację i utrzymanie budynków. Zawsze są jakieś środki w dyspozycji rektora, dziekana itd., z których akurat ten delikwent starał się korzystać, jak tylko mógł (ze sporymi sukcesami). Ostatecznie na końcu i tak otrzymaliśmy trudną do odrzucenia propozycję, by wrzucić w koszty projektowe część pozycji kosztowych DS, co by delikwent miał na kolejny wyjazd zagraniczny. Stąd napisałem o "kosztach pośrednich". Obyś miał rację z tym trendem wygasającym, oby wygasł jak najszybciej. Robić projekty się odechciewa, jak się słyszy takie propozycje. Chociaż na moje oko, to niekoniecznie jest kwestia pokoleniowa lecz bardziej osobowościowa i nie mamy (przynajmniej u nas) na uczelni wystarczająco rozwiniętych mechanizmów obronnych. Odpowiedz Link
loleklolek_pl Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 18:27 flamengista napisał: > Nawet jeśli co drugi polski profesor i doktor uprawiałby taką turystykę konfere > ncyjną (co jest maksymalnym, mocno zawyżonym szacunkiem) - to i tak koszty tego > procederu są znikome w porównaniu z przywilejami służb mundurowych, górników i > rolników. Tak, tylko zauważ, że środki publiczne są raczej na tyle małe, że zapewne wystarczy circa jeden na dziesięciu profesorów i doktorów, by tą swoją turystyką przeżreć np. wszystkie środki z DS. A to oznacza, że nawet, jeżeli w rzeczywistości jest jeden taki na stu, to i tak jest to zauważalna kwota z punktu widzenia pozostałych 99, którym niekoniecznie zostaje wystarczająco dużo na realizację o wiele przydatniejszych rzeczy. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: i jeszcze jedno 15.09.13, 18:55 Wracamy do kwestii podzialu DS. Tu czesto skromne, prowincjonalne uczelnie maja przejrzyste i racjonalne regulaminy, a najciemniej bywa pod latarnia, czyli na tych duzych i renomowanych. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: poniżej pasa 15.09.13, 12:23 Hmm... Formuła felietonu ma swoje prawa. Gdyby Hartman napisał go w liczbie pojedynczej , powielając w co drugim zdaniu słowo "ja", tak samo byś się nad nim pastwił, tyle tylko, że z większym naciskiem na jego indywidualną frustrację, żałość, wypalenie i naukową marność. Chyba przesadziłeś też trochę z tymi pieniędzmi podatników. Wszak dużą część budżetu największych państwowych uczelni nadal stanowią środki własne (u mnie mówi się na to "środki wypracowane" hahaha) , pochodzące m.in. z czesnego ze studiów płatnych. Więc nie generalizujmy, że opłacanie komuś wyjazdu na konferencję to od razu drenowanie budżetu naszego ubogiego państwa. Do tego są granty konferencyjne i najróżniejsze inne metody dofinansowania zewnętrznego. W pradawnych czasach, kiedy to ja tańczyłem w rytmie "tango congresso" bywało, że uniwerek płacił tylko za podróż i groszową dietę dojazdową, a resztę fundowała strona przyjmująca. W pojedynczych przypadkach płaciła nawet za wszystko - taki byłem kiedyś cenny :D :D :D Prestiż naukowca w PL robi się Ż A D E N i mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowo. Habilitowany zarabiający w Warszawie 3.650 PLN netto jest *&$@%^# (tutaj proszę sobie wstawić odpowiednie słowo). A tyle płaci największa państwowa uczelnia w tym mieście (jednocześnie zakazując wszelkiego dorabiania w zawodzie). Przepraszam za dosadność, ale sram na prestiż wiążący się z zarobkami równymi recepcjonistce w lepszej korpo. Mam znajomego buraka biznesmena, który swojemu kierowcy płaci 5.000 PLN do ręki (oczywiście większość z tego na czarno, ale i tak to zestawienie jest po prostu szokujące). Odpowiedz Link
flamengista Re: poniżej pasa 15.09.13, 13:03 Dobra, zostawmy tego Cartmana, nie jest on warty takiej dyskusji. Co do prestiżu naukowca... Zauważ, że na początku lat 90tych było jeszcze gorzej. Mój wuj pracujący w PAN miał możliwość robienia habilitacji na głodowej pensji, przejścia do biznesu jak jego koledzy (niektórzy zrobili prawdziwe kariery) lub wyjazdu zagranicznego za chlebem. Wybrał to trzecie dzięki czemu w zasadzie pozostał w zawodzie. Inni z jego instytutu przeszli do sektora prywatnego, części udało się wyjechać na Zachód. Nieliczni, którzy pozostali w placówce PAN albo popadli w marazm, albo pracę tam traktują jako hobby i darmową składkę zus, zaś kasę robią poza godzinami pracy. Moim zdaniem teraz jest mimo wszystko znacznie lepiej. Problem w tym, że niektórzy przyzwyczaili się do łatwych pieniędzy z dydaktyki odbębnianej gdzie popadnie. Niektórzy na tym porobili majątki, jeśli załapali się w odpowiednim momencie. I to se ne vrati. Natomiast nie wierzę, że koledzy z Warszawy tak narzekają na zarobki. Połowa moich znajomych z naszej działki to właśnie ludzie ze stolicy: mają etat na publicznej uczelni, do tego pieniądze z solidnych grantów, mnóstwo ekspertyz dla rządu i biznesu. Nam na prowincji spadają resztki z pańskiego stołu, a i tak są to tłuste kąski. Nie wierzę w adiunkta z nauk społecznych pracującego w Warszawie na państwowej uczelni i żyjącego z gołej pensji*. Chyba, że to asceta z wyboru. Po prostu dysproporcja zarobków bardziej gryzie w oczy. Fakt, w Krakowie różnica między mną a początkującym adwokatem to 60 metrów mieszkania więcej, ale często nawet w tym samym bloku. U was to przepaść, szczególnie jeśli ktoś robi karierę w korpo. Ale uwierz mi, karierę robi niewielu. Tam trudno awansować. Ostatnio mam styczność z tym towarzystwem i widzę, że często menedżerowie średniego szczebla chodzą w marynarkach z Vistuli, a jeżdżą też samochodami z segmentu C. Żadna klasa premium, zapomnij o Versace. Stres w korporacji jest niesłychany, to nie jest praca na całe życie. Ja lubię swoją pracę i wiem, jaką cenę finansową płacę za realizowanie swoich ambicji. Na całym świecie naukowcy zarabiają mniej, niż menedżerowie. PS. Mam w rodzinie takiego biznesmena i wiem, jak traktuje swoich podwładnych, w tym kierowców. Za 5 tys. na rękę to bym u niego pracy nie wziął. Nawet za 5 tys. € na rękę bym się zastanowił. * co innego ścisłowiec z mało rynkowej branży lub humanista. Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: poniżej pasa 15.09.13, 18:51 Początek lat 90-tych pamiętam nieźle i faktycznie, wtedy było dramatycznie. Ale to trwało chwilę. Bardzo szybko odkryto ścieżkę cudownego i łatwego wzbogacenia się, o której wspominasz. Co bystrzejsi zakładali uczelnie niepubliczne, reszta w nich chałturzyła. W rezultacie tych działań, mój macierzysty instytut zakończył gdzieś tak w końcu drugiej połowy lat 90-tych faktyczną działalność naukową. Zamiast tego skupiono się na działaniach pozoranckich, w których nędzne pozostałości owego instytutu tkwią do tej pory (obecnie już z niejakim trudem, bo pojawiły się punkty - choć udało im się starymi układami zdobyć 6 pkt. za jakiś nieregularny badziew uczelniany). Wolny rynek to nie szkółka niedzielna, to nie podlega dyskusji. To, że tam wielkie kariery robią nieliczni, to też prawda. Nigdy nie twierdziłem, że naukowiec z habilitacją ma zarabiać tyle ile ważny menadżer w korpo. Ale czymś absolutnie nienormalnym jest sytuacja, w której praca wiążąca się z ciężką pracą umysłową (nauka) jest wyceniana mniej niż praca na najniższych stanowiskach (typu łączenie rozmów i anonsowanie gości) np. w koncernach farmaceutycznych. Doskonale wiem o tym, że w wielu krajach te przepaście płacowe są również coraz większe (np. w Niemczech), ale w Warszawie roku 2013 zaczynają być one nie do zniesienia (czego przykładem jestem ja sam i moja ucieczka z państwowego wiktu , tudzież analogiczne kroki wielu innych). Ministerstwo usiłuje obecnie zmusić kadrę na państwowych uczelniach do pracy na światowym poziomie (przy okazji topiąc ją w odmętach biurokracji), w sytuacji gdy zarobki tejże kadry wedle siły nabywczej lokują się z powrotem w owych czarnych latach 90-tych. Nie chcę poruszać tematu grantów, ekspertyz itp. bo to temat rzeka. Występuje tu olbrzymie zróżnicowanie sytuacji poszczególnych (sub)dyscyplin, a i konkretnych ludzi nauki także. Ps. Przy ludzkim Panu i za 5.000 EUR to mógłbym być nawet kamerdynerem w pasiastej liberii :D Podobno okruchy z Pańskiego stołu smakują wyśmienicie... :D Odpowiedz Link
sendivigius Re: poniżej pasa 15.09.13, 20:34 bumcykcyk2 napisał: Habilitowany zarabiający w Warszawie 3.650 PLN netto jest *&$@%^# (tu > taj proszę sobie wstawić odpowiednie słowo). A tyle płaci największa państwowa > uczelnia w tym mieście (jednocześnie zakazując wszelkiego dorabiania w zawodzie > ). Przepraszam za dosadność, ale sram na prestiż wiążący się z zarobkami równym > i recepcjonistce w lepszej korpo. Mam znajomego buraka biznesmena, który swojem > u kierowcy płaci 5.000 PLN do ręki Bumcyk, nie wchodzac w rozne meritumy, zauwaze ze POlska to nie tylko Warszawa, Juz Krakow czy Wroclaw to tez nie Waszawa. Ja wiem ze wam tam sie tak wydaje. Zauwaz tez ze rozwarstwienie Warszawa - reszta Polski jest dramatyczne i typowe raczej dla krajow III swiata. Dla tego "habilitowanego" nie znajdzie sie na prowincji zadna inna praca. Tam nie ma zadnych lepszych "korpo". Jest budzetowka z faraonsko-feudalnymi ukladami i tacy co placa ponizej placy minimalnej na smieciowej umowie. Odpowiedz Link
adept44_ltd Re: poniżej pasa 15.09.13, 20:46 sendivigius napisał: > Bumcyk, nie wchodzac w rozne meritumy, zauwaze ze POlska to nie tylko Warszawa, > Juz Krakow czy Wroclaw to tez nie Waszawa. Ja wiem ze wam tam sie tak wydaje. > Zauwaz tez ze rozwarstwienie Warszawa - reszta Polski jest dramatyczne i typowe > raczej dla krajow III swiata. Dla tego "habilitowanego" nie znajdzie sie na pr > owincji zadna inna praca. Tam nie ma zadnych lepszych "korpo". Jest budzetowka > z faraonsko-feudalnymi ukladami i tacy co placa ponizej placy minimalnej na smi > eciowej umowie. paradoksalnie masz rację ;-), Warszawa to nie cały świat... poza Warszawą (UW), no i poza Krakowem (UJ) zarabia się na uczelniach o wiele więcej... im większa dziura, tym więcej ... i to się nazywa motywacja ;-) Odpowiedz Link
bumcykcyk2 Re: poniżej pasa 15.09.13, 23:52 @ sendi Masz jak zwykle rację, ale dodam dwie uwagi. 1. Od bardzo dawna naukę (w moich okolicach merytorycznych) ciągną uczelnie prowincjonalne, bo tam naprawdę pracują naukowo (oczywiście z różnym skutkiem końcowym :D). Rytm życia jest inny, możliwości chałtur mniejsze, a i alternatywnych ścieżek karier pozanaukowych sporo mniej. 2. Według raportu wynagrodzeń firmy Sedlak&Sedlak mediana zarobków w Warszawie w roku 2012 wynosiła 6.000 PLN brutto/m-c. Tutaj szczegóły. W obliczu takich warunków płacowych na rynku, pensja habilitowanego która byłaby akceptowalna załóżmy w Rzeszowie, tutaj jest niestety substandardowa. Zwłaszcza dla kogoś kto pracuje głową, a nie np. bicepsami. Stąd stawiam śmiałą tezę, że akurat jakość pracy kadry naukowej (zastrzegam, że mówię tylko o swojej działce) w stolicy jest najgorsza z całego kraju. Typologię okazów ludzkich zasiedlających państwowe uczelnie prezentowałem wielokrotnie (panie przy mężu, hobbyści, zgniłki z tupetem, itp. itd.). W Warszawie praca za 3.650 zł dla kogoś z tytułem habilitowanego jest imho uwłaczająca. Oczywiście, znam Pana rodem z WAT-u, który kosi mundurową emeryturę pułkownika i dla niego pierwszy etat na UW jest całkiem w porządku (jako dodatek do owej emerytury ofc). Dla Pani, która "realizuje się naukowo", a żyje za pieniądze męża b. wysokiego urzędnika państwowego (kolejne studium przypadku), też jest ok. Pytanie tylko, czy wyłącznie takie persony mają wykuwać przyszłość nauki polskiej w mieście stołecznym Warszawa? Odpowiedz Link
sendivigius Re: poniżej pasa 16.09.13, 09:00 bumcykcyk2 napisał: Pytanie tylko, czy wyłącznie t > akie persony mają wykuwać przyszłość nauki polskiej w mieście stołecznym Warszawa? To jest tez problem uczelni nowojorskich. "Za te pieniadze co wy dajecie to zyje jak pan w Denver (tez nie najtanszym) a nie jak dziad w NY,NY". Zdaje sie ze w UK jest cos takiego jak "dodatek londynski". Odpowiedz Link
pisiarz Re: Tango Congreso 16.09.13, 10:05 No cóż - nic dodać, nic ująć. Zwłaszcza tak wyglądają konferencje typu "World Congress of coś bardzo ogólnego", np. "World Congress of Chemistry". I spotyka się oto gość, który zajmuje się wytwarzaniem nośników do leków inhalacyjnych ze specem od mechanizmów katalizy heterogenicznej i drugim, od ekonomiki rafinerii ropy naftowej. Pogadają sobie jak starzy! Wiec rzeczywiście - tylko "Czas ubogich wakacji dla tabunów miernot". Prawda jest taka, ze konferencje to relikt. Z czasów, kiedy aby "być na bieżąco" trzeba było rzeczywiście spotkać się w jednym miejscu i porozmawiać. Od tego czasu wiele się zmieniło. Są czasopisma z abstractami dostępnymi w sieci. Wczoraj publikacja - dziś możesz już ten artykuł przeczytać. Pojawiło się szerokopasmowy dostęp do internetu. Możesz urządzić sobie telekonferencję, czy tam webinarium, z kim chcesz, kiedy chcesz (jeśli ten ktoś chce z Tobą rozmawiać...). Nie trzeba już wysyłać naukowca na tydzień na Costa de Sol, żeby "był na bieżąco" i "nawiązał kontakt". Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Tango Congreso 16.09.13, 17:10 pisiarz napisał: > Od tego > czasu wiele się zmieniło. Są czasopisma z abstractami dostępnymi w sieci. Wczor > aj publikacja - dziś możesz już ten artykuł przeczytać. Czas miedzy uzyskaniem wynikow, czy ich prezentacja na konferencji branzowej, a publikacja w czasopismie to w tej chwili 2-4 lata. > Pojawiło się szerokopas > mowy dostęp do internetu. Możesz urządzić sobie telekonferencję, czy tam webina > rium, z kim chcesz, kiedy chcesz Niestety reszta swiata jeszcze do tej przyszlosci nie dotarla. Organizatorzy tradycyjnych konferencji rekami i nogami bronia sie przeciw roznym formom telekonferencji i maja ku temu dobre powody, a webinars organizuja glownie producenci sprzetu i oprogramowania. Odpowiedz Link