Dodaj do ulubionych

A. Jajszczyk o nauce

10.01.20, 21:25
wyborcza.pl/7,75968,25578576,uczelnie-badawcze-test-reformy-gowina.html
Obserwuj wątek
    • loleklolek_pl Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 10:42
      Profesor Jajszczyk uprawia neoliberalny kult cargo z tą swoją wizją mobilności i narzeka, że zbyt mało zarabia przez "związki zawodowe". Dalej nie dałem rady doczytać. Rozbierzmy na czynniki pierwsze tę jego mobilność:

      "Lista wymówek naszych niemobilnych uczonych jest ogromna – od argumentów dotyczących rodziny przez obawę braku możliwości powrotu na uczelnię, z której się wyjechało, aż po twierdzenia, że w dobie internetu takie wyjazdy nie są niezbędne."

      1. Argumenty dotyczące rodziny są typowe także dla płacących kilka razy lepiej korporacji. Narzekający chwilę wcześniej na to, że biznes drenuje uczelnie, Jajszczyk marzy tutaj o tym, by pozapłacowe warunki też były przynajmniej tak samo złe. Ciekawe.
      2. Twierdzenia, że w dobie Internetu wyjazdy nie są potrzebne jest jak najbardziej słuszna, szczególnie w przypadku rzeczy, które da się zrobić na komputerze. Powiedzmy, że mój sąsiad pracuje w ten sposób na zagranicznym uni. Dochodzi więc do tego, że na zagranicznych uni nie ma większego problemu z pracą zdalną, ale polskie gwiazdy nauki uważają, że najlepiej jest takim cenionym pracownikom (zazwyczaj duże kompetencje informatyczne) kazać gdzieś wyp@!##$lać. Intrygujące.

      No i na końcu standardowe dwie rzeczy, których nie zauważają fani przymusowej mobilności.
      1. Bariery językowe, które niezbyt występują w USA, ale w Europie są poważną kwestią przynajmniej tak długo, jak dydaktyka odbywa się w językach narodowych. Mobilność jest ograniczona do stanowisk wyłącznie badawczych, który przynajmniej na polskich uni jest bardzo mało. Z niecierpliwością czekam, aż jakiś nasz rząd ogłosi koniec dydaktyki w języku polskim, żeby realizować wizje masowo przyjeżdżających do Polski pracowników z zagranicy.
      2. Jajszczyk w ogóle nie podejmuje kwestii kredytów mieszkaniowych, które niekoniecznie da się łatwo przenieść oraz kwestii rynku mieszkań na wynajem. Ja wiem, że ministrowi wydaje się, że blisko stumetrowe mieszkanie w dużym mieście jest warte zaledwie tyle, co dziesięcioletnie zarobki adiunkta, ale może pora chwycić się z powrotem poręczy.
      3. Jest jeszcze kwestia dostępności do taniej ropy, która napędza mobilność (i globalne ocieplenie) w tym supermocarstwie, na które z taką zazdrością patrzą fani mobilności. Europa i Japonia zawsze miała gorszy dostęp do tych surowców, co raczej powodowało poszukiwanie rozwiązań efektywnych energetycznie. Może to najwyższa pora, by niektórzy spojrzeli, gdzie na mapie leży Polska.
      • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 12:08
        Weźmy rozbierzmy takie jedno zdanie:

        Naukowcy z naszego kraju rzadko wyjeżdżają na dłuższe, kilkuletnie staże podoktorskie do czołowych ośrodków zagranicznych, co jest standardem na światowej klasy uczelniach badawczych.

        a) Nie wiem, czy są dostępne dane co do mobilności polskich naukowców i jak się one mają do mobilności naukowców zagranicznych. Moje obserwacje wskazują, że (a) już za moich czasów większość znanej mi profesury była za granicą minimum rok, a teraz miałbym kłopot ze wskazaniem adiunkta, który nie odbył choćby półrocznego stażu zagranicznego. Niemniej, sytuację widzę jako równie pochyłą w dość silnym polu grawitacyjnym: mobilność nie jest panaceum na wszelkie choroby.

        (b) "standard dla czołowych ośrodków zagranicznych" to wyjazd do jakiegoś ośrodka w USA. Ale skoro najlepsze ośrodki są w USA, to dla uczonych z USA mobilność jest mobilnością wewnątrzkrajową, choć lepiej o USA mówić w kategoriach kontynentu. W warunkach polskich można marzyć wyłącznie o zaimplementowaniu powszechnej mobilności wewnątrzkrajowej.

        c) jeśli nasz doktorant lub adiunkt wyjedzie (gdziekolwiek, może być i Kraków) na dłużej niż rok, to niemal na pewno nie wróci.

        d) gdybym kilkadziesiąt lat temu na post-doka miał wyjechać pod warunkiem, że zrezygnują z pracy na polskiej uczelni, to na pewno zostałbym na nim dłużej (miałem ofertę, ale miałem też rodzinę) i niemal na pewno nie wróciłbym do nauki. No bo gdybym z zagranicy miał szukać nowego zajęcia w Polsce, a miał na utrzymaniu rodzinę, w perspektywie konieczność wzięcia a następnie spłacania kredytu na mieszkanie, to czy wybrałbym pracę za mniej więcej minimalną pensję krajową?

        e) Mobilność ma oczywiste zalety, ale jej istotą jest przesiewanie tych, których da się najbardziej wycisnąć (=najzdolniejszych, ale też zdrowych i bez zobowiązań) w stronę miejsc, gdzie wyciskarki działają najsprawniej i oferują też za to wyciśnięcie coś w zamian (choćby mocne CV i portfolio przy kolejnej zmianie pracy). Nasze wyciskarki są drugiego lub trzeciego sortu i nie łudźmy się, że w warunkach szalonej mobilności przyciągną tych naprawdę najzdolniejszych Polaków, a cóż dopiero cudzoziemców.

        Wypadałoby zbadać (naukowo...) czy krajom na naszym poziomie rozwoju mobilność zwyczajnie się opłaca, tzn. czy drenaż mózgów netto odbywa się w kierunku in czy out?

        f) Mobilność najzwyczajniej w świecie kosztuje. Znany mi doktorant wyjechał za pracą do Gdańska, ale oznaczało to porzucenie pracy (po porzuceniu studiów doktoranckich), w której już zarabiał mniej więcej 3x tyle, ile oferuje mi moja uczelnia, więc podejrzewam, że w Gdańsku zarabia nie mniej, a prawdopodobnie więcej. Mógł więc spakować rodzinę, żona mogła złożyć wypowiedzenie, i mogli się przenieść bez znaczącego pogorszenia swojego statusu materialnego i zawodowego (żona na pewno znajdzie pracę w swoim fachu, co nie jest sytuacja powszechną). Gdyby zarobki na stanowisku post-doka wynosiły nie mniej niż choćby dwukrotności obecnej profesorskiej pensji, z mobilnością nie byłoby najmniejszego problemu. Nie byłoby go też i przy obecnych zarobkach, gdyby istniała realna perspektywa znacznego zwiększenia swoich zarobków po odbyciu "stażu mobilnościowego".

        g) Więc moje zdanie o mobilności jest takie, że oferując niecałą średnią krajową, my nie mamy żadnych szans w konkurencji z zainstalowanym w Polsce przemysłem, a co dopiero "światową nauką". Widzę, kto się zgłasza na nasze konkursy, które od lat nie są już "ustawiane". Widzę, jakie decyzje podejmują studenci i doktoranci. To cud, że jeszcze funkcjonujemy.
        • dystansownik Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 14:54
          Jakiś czas temu czytałem podsumowanie wyników ciekawych badań dotyczących tego komu mobilność i nawiązywanie współpracy tak naprawdę się opłaca (może nawet oryginalnie ktoś tutaj na forum zamieścił link kiedyś, już nie pamiętam). To co z tego pamiętam, to podsumowanie z którego wynikało, że największe korzyści (mierzone liczbą Scopusowych publikacji i cytowań) ze współpracy odnoszą młodzi ludzie. Starszym pracownikom najbardziej się "opłaca" rola mentorska i budowanie teamu, który na nich będzie pracował, a już mniej jeżdżenie po świecie i dalsze budowanie sieci kontaktów.

          Ktoś może zapytać, jak ma to się do naszej krajowej sytuacji?
          W wielu dziedzinach habilitację robi się dopiero w wieku 40-50 lat i na tym poziomie głównie wymyślono wymóg odbywania staży zagranicznych aby awansować. Kiedy ma się już zazwyczaj rodzinę, w miarę ugruntowaną pozycję w środowisku, często kredyt na karku. Absurd.
          A z drugiej strony w kwestii młodych, głównie jeszcze doktorantów? Znam przypadki, gdy się ich blokuje, żeby nie byli nazbyt lepsi od starszej kadry. Nic dziwnego, że co ambitniejsi uciekają. Najlepiej to mi zobrazował kiedyś jeden znajomy profesor (z Polskiej uczelni), który stwierdził, że jednego ze swoich doktorantów wyśle do kolegi na jednym z najlepszych zachodnich uniwerków technicznych, bo ten doktorant "jest zbyt dobry, żeby zmarnował się w Polsce".

          loleklolek_pl napisał:
          > 1.
          Rozmawiałem kiedyś z kolegą z dużego korpo z UK, które ma oddziały praktycznie na całym świecie i daje możliwości "wewnętrznej" mobilności w strukturach firmy. Tam doświadczeni (10+ lat doświadczenia) jeżdżą głównie na krótkie konsultacje (max miesiąc), a wiele rzeczy załatwia się przez telekonferencje. Młodsi jeżdżą na dłużej, od kilku miesięcy do nawet kilku lat, ale firma im załatwia wszystko włącznie z dachem nad głową. W praktyce, pełna pensja leci do kieszeni, a wydatków w ogóle się nie ma. W ten sposób, nie tylko zdobywają doświadczenie, ale też po prostu sobie dorabiają.

          > 2.
          Jeśli nie jedzie się dla skorzystania z jakiejś rzadkiej aparatury (którą rzadko kto i tak udostępniłby na zewnątrz), to argument nie ma sensu. Brałem udział w wieloletniej współpracy w dwóch sporych projektach i krótkie spotkania face-to-face wystarczyły 1-2 razy w roku. Jak sam wyjechałem na dłużej (bo była okazja) to w zasadzie 95% siedziałem sam ze swoim laptopem i robiłem to samo co mogłem robić ze swojego biura w Polsce.

          trzy.14 napisał:
          > a)
          Ale ktoś musi Cię jeszcze chcieć przyjąć. Dostanie się na topowy uniwerek nawet jak sam sobie sfinansujesz wyjazd z jakiegoś grantu wcale łatwe nie jest jeśli nie masz dobrego "wejścia". Z moich kolegów adiunktów przed-habilitacyjnych lub świeżo po, mniej więcej wygląda to tak:
          - 30% załatwiła sobie tylko staże krajowe (lipne, polegające na podpisaniu umowy o staż z kolegami z innych jednostek, którzy potrzebowali tego samego, czasem nawet w obrębie tego samego miasta);
          - 30% wpisała sobie współprace zagraniczną, która realnie nie istniała (nikt tego nie weryfikuje, a ustawiony recenzent nie zakwestionuje);
          - 30% rzeczywiście odbywała staż zagraniczny, ale np. na "trzecioligowym" uniwerku gdzieś na Litwie, Słowenii czy w innym Bangladeszu;
          - pozostałe 10% realnie odbyło staż w liczącej się zagranicznej jednostce naukowej.

          > c)
          U mnie w instytucie jest to częsty argument za tym, żeby ich nie wypuszczać. Nikt nawet nie pomyśli, żeby zapewnić takie warunki, żeby doktorant/adiunkt chciał wrócić.

          > e)
          Żeby ktoś jeszcze chciał przyciągnąć tych najzdolniejszych. Jak to się ładnie mówi: "A people hire A people, B people hire C people". W niektórych jednostkach wykazuje się nad wyraz dużo wysiłku w to, żeby odstraszać tych "najlepszych", żeby przypadkiem nie zrobili konkurencji starej gwardii.

          > Wypadałoby zbadać (naukowo...) czy krajom na naszym poziomie rozwoju mobilność
          > zwyczajnie się opłaca, tzn. czy drenaż mózgów netto odbywa się w kierunku in cz
          > y out?
          Tu nie ma co badać, bo wszyscy wiedzą jakby się to skończyło.

          > f)
          I niestety to jest standard. Pomijam już przypadki ludzi porzucających studia doktoranckie w trakcie (a sam takich znam i nikt źle na tym z nich nie wyszedł), to nawet po doktoracie bardziej się opłaca iść do przemysłu i dostać najczęściej stacjonarną pracę (nawet jeśli ogólnie w innym mieście) za 4x większe pieniądze niż dostałoby się po habilitacji pod którą trzeba się pobawić w staże.

          > g)
          To gratuluję. U nas prawie nikt sensowny już nawet nie przysyła CV, a jak ktoś się trafi, to puka się w czoło i wychodzi jak tylko usłyszy ile płacimy (adiunktowi z dr mniej więcej tyle ile Lidl czy Biedronka płaci doświadczonemu kasjerowi z podstawową znajomością języka polskiego - przez co jesteśmy nawet mniej "umiędzynarodowieni" niż te "instytucje").
        • sendivigius Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 20:42
          trzy.14 napisał:

          Widzę, kto się zgłasza na nasze konkursy, kt
          > óre od lat nie są już "ustawiane".

          Mily PI, nie chce byc brutalny ale jesli ktos ćpał 40 lat to nawet jak przestanie trudno mu cieszyc sie dobrym zdrowiem. Powinien sie cieszyc ze jeszcze przebiera nogami.
      • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 14:01
        I jeszcze o mobilności. Ja sobie to wyobrażam tak, że w krajach takich jak USA najtęższe głowy sa wysysane przez przemysł, wojsko, etc., stąd mobilność do-amerykańska tęgich głów zagranicznych jest nieodzownym warunkiem zapewnienia przyzwoitej obsługi studentów (prestiżowych uczelni) i przyuczelnianych labów. Ciekawe, jak na to zapatruje się Sendi.
        • sendivigius Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 20:36
          trzy.14 napisał:

          > I jeszcze o mobilności. Ja sobie to wyobrażam tak, że w krajach takich jak USA
          > najtęższe głowy sa wysysane przez przemysł, wojsko, etc., stąd mobilność do-am
          > erykańska tęgich głów zagranicznych jest nieodzownym warunkiem zapewnienia prz
          > yzwoitej obsługi studentów (prestiżowych uczelni) i przyuczelnianych labów. Cie
          > kawe, jak na to zapatruje się Sendi.

          Jest bieda. Bylem nie tak dawno na "moim" uniwersytecie (zobaczyc kto jeszcze zyje - nie za duzo) i z tego co mi mowili to idzie rowno, choc nie katastrofalnie szybko, w dol. Wciaz sa wybitni doktoranci ale jest ich po prostu mniej. Gdy kiedys byl co 3-4 z duzym potencjalem to teraz jakby co 10. Wszak maja swoja kolekcje noblistow wiec sa raczej miarodajni. Jako przyczyne wymienia sie po prostu odplyw do innych dziedzin w szczegolnosci IT. Jezeli chodzi o import to tez jest gorzej. Chiny i Indie ktore byly najwiekszymi dostarczycielami naukowego arbajtu podniosly sie na tyle ze do Stanow jechac to juz nie taki interes, choc tu lepsi sa Chinczycy bo u nich to wciaz prestiz, ale jakby coraz gorszy sort sie ubiega. Europa wschodnia zdechla kompletnie, łatwiej trafic kogos z zachodniej. O doktorantach dzisiejszych mowi sie ze sa jacys "korporacyjni". Sa kompetentni i zorganizowani ale brak im pasji badawczej. Sprawy widza w katygoriach "projektu" a nie "wielkiego odkrycia".

          Zaskakujace jest to ze wciaz sa spore pieniadze na projekty typu "dlubanie w nosie" moze cos z tego wyjdzie, ale prowadzenie labu jest coraz bardziej upierdliwie. Regulacje i administracja ciaza coraz bardziej. Wszystko coraz wiecej kosztuje.

          Jesli chodzi o mobilnosc to widze w tej dyskusji kompletne niezrozumienie sprawy. Mobilnosc w USA bierze sie stad ze mozna wejsc do kariery uniwersyteckiej na kazdym etapie i wieku. W Polsce jest jedno malutkie okienko "zostac na uczelni", czesto udekorowane nepotyzmem. Gdy kto sie nie zalapie, nie zalapie sie juz nigdy. A gdy sie zalapie to ma slodkie zycie, po co sie ruszac i narazac.
          • dobrycy Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 21:20
            sendivigius napisał:

            O doktorantach dzisiejszych mowi sie ze sa jacys "korporacyjni". Sa kompete
            > ntni i zorganizowani ale brak im pasji badawczej. Sprawy widza w katygoriach "p
            > rojektu" a nie "wielkiego odkrycia".
            >
            No to wymusił sposób oceniania nauki przez pryzmat bibliometri, i dobrze że
            młodzi w USA już wiedzą że nauka niczym nie różni się od fabryki gwoździ.

            > Zaskakujace jest to ze wciaz sa spore pieniadze na projekty typu "dlubanie w no
            > sie" moze cos z tego wyjdzie, ale prowadzenie labu jest coraz bardziej upierdli
            > wie. Regulacje i administracja ciaza coraz bardziej. Wszystko coraz wiecej kosz
            > tuje.
            >
            Mnie znajomy profesor z USA, nazwisko z pierwszej ligi, który naprawde porządną
            rzecz odkrył, mówił że grant w USA jest ciężko dostać, dostaje może z 10%,
            a nawet jak sie go dostanie to jest problem mieć więcej niż dwóch doktorantów.

            > Jesli chodzi o mobilnosc to widze w tej dyskusji kompletne niezrozumienie spraw
            > y. Mobilnosc w USA bierze sie stad ze mozna wejsc do kariery uniwersyteckiej na
            > kazdym etapie i wieku. W Polsce jest jedno malutkie okienko "zostac na uczelni
            > ", czesto udekorowane nepotyzmem. Gdy kto sie nie zalapie, nie zalapie sie juz
            > nigdy. A gdy sie zalapie to ma slodkie zycie, po co sie ruszac i narazac.
            Mylisz się (chociaż kiedyś faktycznie tak było), teraz to okienko jest małe, schowane
            i przybrane drutem kolczastym, aby nikt rozsądny, o czystych intencjach się tu nie pchał.
            Pchają się tylko tacy co mają taką staromodną wizji pracy w polskiej nauce jaką zaprezentowałeś,
            która może dotyczy obecnej profesury i emerytów, ale na która na pewno nie mogą
            liczyć ci którzy dopiero startują. Oni wciąż wierzą że swoje odpękają a potem będą
            leżeć i pachnieć, ale gdzieś tak od Kudryckiej, aby leżeć i pachnieć to trzeba być profesorem,
            a teraz nawet i to już nie jest warunkiem wystarczającym.
          • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 23:53
            sendivigius napisał:

            Ciekawe. Prawie wszystko jakbyś o Polsce i moim wydziale pisał. Łącznie z tym odpływem kadr "gdzie indziej" (głównie do IT, u nas także "konsulting").
          • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 14.01.20, 22:32
            sendivigius napisał:


            > Mobilnosc w USA bierze sie stad ze mozna wejsc do kariery uniwersyteckiej na
            > kazdym etapie i wieku.

            Jak to mozliwe? Przecież aby wejść do "Akademii", trzeba mieć dorobek, a gdzie można zdobyć dorobek, jesli nie w Akademii?
            • sendivigius Re: A. Jajszczyk o nauce 15.01.20, 14:20
              trzy.14 napisał:

              > sendivigius napisał:
              >
              >
              > > Mobilnosc w USA bierze sie stad ze mozna wejsc do kariery uniwersyteckie
              > j na
              > > kazdym etapie i wieku.
              >
              > Jak to mozliwe? Przecież aby wejść do "Akademii", trzeba mieć dorobek, a gdzie
              > można zdobyć dorobek, jesli nie w Akademii?

              1. Mozna przejsc z kiepskiego collegu do dobrego uniwerku bo docenia praktyke dydaktyczna
              2. Mozna miec dorobek z Labow rzadowych, NASA czy Pentagonu.
              3. Mozna miec dorobek z korporacyjnych R&D
              4. Nie zapominaj o prawnikach z praktyka, lekarzach w praktyka w wybitnych szpitalach lepszch niz te uniwersyteckie, biznesmenach co naprawde prowadzili firme, dzialaczach spolecznych, artystach, pisarzach, wreszcie amatorach co w garazu buduja rakiete lub superkomputer.

              Istota polega na tym ze to czym jest "dorobek" nie ocenia sie wg ministerialnych wytycznych i rozdzielnika tylko wg. potrzeb lokalnych. Dziekan i rada decyduja kto naprawde jest potrzebny a na ministerialne wskazniki, tabelki, punkciki za % wyhabilitowanych równo sobie gwiżdzą bo czegos takiego nie ma. I tu jest pies pogrzebany bez ekshumacji ktorego wszystkie dyskusje o organizacji nauki w Polsce sa pozorne i zastepcze.
    • piotrek-256 Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 14:46
      Nie mam prenumeraty, więc nie przeczytam, ale chciałem zapytać, czy Prof. Jaszczyk zmienił zdanie w kwestii tego jak zmieniać nauke przez ostatnie 30 lat? Czy nie zależnie od tego co się zmieniło na uczelniach i co się zmieniło na świecie, recepta jest ciągle ta sama?

      • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 12.01.20, 22:43
        To masz fragment:

        Dobór i wynagradzanie pracowników - odrzućmy egalitaryzm

        O jakości uczelni świadczą przede wszystkim jej pracownicy oraz ich osiągnięcia naukowe i dydaktyczne. Polskie uczelnie w wymiarze kadrowym trapią trzy plagi: tzw. chów wsobny, brak długoterminowej mobilności i słabe umiędzynarodowienie. Typowa kariera polskiego profesora rozpoczyna się, trwa i kończy na tej samej uczelni. Ogranicza to kreatywność, wymianę idei, ułatwia tworzenie patologicznych układów personalnych. Naukowcy z naszego kraju rzadko wyjeżdżają na dłuższe, kilkuletnie staże podoktorskie do czołowych ośrodków zagranicznych, co jest standardem na światowej klasy uczelniach badawczych.

        Lista wymówek naszych niemobilnych uczonych jest ogromna – od argumentów dotyczących rodziny przez obawę braku możliwości powrotu na uczelnię, z której się wyjechało, aż po twierdzenia, że w dobie internetu takie wyjazdy nie są niezbędne. Moim zdaniem takie wyjazdy to jednak konieczny element naszego naukowego fachu. Brak długoterminowej mobilności ma dwa końce – tym drugim jest to, że do nas także nie napływają zdolni naukowcy z innych części świata.

        Szkoły wyższe mają dużą swobodę w ustalaniu wynagrodzeń pracowników. Odgórnym ograniczeniem są oczywiście dostępne środki, a także regulowana przepisami dolna granica zarobków. Niestety, na wielu uczelniach dochodzi do tego całkowicie fałszywe pojmowanie sprawiedliwości i związana z tym urawniłowka wynagrodzeń wymuszana często przez związki zawodowe w postaci górnych widełek płac na poszczególnych stanowiskach. Zapomina się przy tym, że naukowcy nie są równi – nie można płacić bardzo podobnie przeciętniakowi z trudem wywiązującemu się ze swoich podstawowych obowiązków i supergwieździe naukowej. Dużo więcej trzeba też zapłacić komuś dobremu, kto reprezentuje dyscyplinę, na którą istnieje ogromne zapotrzebowanie na rynku pracy, niż osobie z dyscypliny mniej pożądanej.

        Wiem, nie brzmi to dobrze i rani nasze egalitarystyczne serca, ale taka jest brutalna rzeczywistość – bez bardzo znaczącego, ale uczciwego i przemyślanego zróżnicowania płac nie stworzymy uczelni badawczej na światowym poziomie.

        Podsumowując ten fragment, uważam, że szkoła wyższa, która chciałby zostać prawdziwą uczelnią badawczą, powinna wprowadzić uczciwe, międzynarodowe konkursy na stanowiska, w których jednym z wymagań będzie wcześniejsze odbycie co najmniej dwuletniego stażu w dobrym ośrodku, najlepiej poza granicami Polski. Powinna ograniczyć zatrudnianie własnych doktorantów, tak aby umożliwić dopływ świeżej krwi z innych ośrodków, w tym zagranicznych, a władze uczelni powinny mieć możliwość indywidualnego negocjowania wynagrodzeń z pracownikami zatrudnianymi na stanowiskach po doktoracie.
        • piotrek-256 Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 12:11
          Dzięki, ciągle nie wiem jakie poglądy miał Prof Jaszczyk 30-20 lat temu. Pewnie jakbym chwilę poszukał to bym znalazł. Podejrzewam, że zbliżone. Bo o mobilności i płaceniu dużo najleprzym słyszę od bardzo dawna.

          Ja mam inne poglądy na uzdrawianie Polskiej nauki, niż Prof. Jaszczyk. ale jako, że nie jestem osobą władną to nic z nimi nie zrobię :D. Akurat pod wieloma względami wypełniam zalecenia profesora a co do poglądów i mobilności, to zaleciłbym ankietę wśród polskich laureatów ERC, z dwoma pytaniami.
          1) Czy pracujesz w mieście gdzie zrobiłeś/aś doktorat
          2) Czy gdybyś nie mógł/ła zostać po doktoracie na macierzystej uczelni wybrałabyś/byś karierę w Polsce czy poza Polską, czy w biznesie.
          • dystansownik Re: A. Jajszczyk o nauce 14.01.20, 06:33
            piotrek-256 napisał:
            > 2) Czy gdybyś nie mógł/ła zostać po doktoracie na macierzystej uczelni wybrałab
            > yś/byś karierę w Polsce czy poza Polską, czy w biznesie.

            Stara zasada mówi, że nie zadaje się pytań na które nie chce się znać odpowiedzi, szczególnie tych, które mogłyby zburzyć aktualną wizję otaczającego świata.
            • trzy.14 Re: A. Jajszczyk o nauce 14.01.20, 08:02
              dystansownik napisał:

              > piotrek-256 napisał:
              > > 2) Czy gdybyś nie mógł/ła zostać po doktoracie na macierzystej uczelni wy
              > brałab
              > > yś/byś karierę w Polsce czy poza Polską, czy w biznesie.

              Jest jeszcze jedna prawdopodobna odpowiedź: nie robiłbym doktoratu :-) Tzn. idąc na studia doktoranckie nie miałem żadnych gwarancji i wszyscy ostrzegali, że o etaty trudno, niemniej liczyłem na pracę w moim mieście.

              W tamtych czasach mogłem liczyć na pomoc rodziny (mieszkanie!) i tylko dlatego dziś "robię w nauce". Dziś musiałbym liczyć na siebie, a to oznaczałoby pracę zawodową prawdopodobnie już po licencjacie, najpóźniej po magisterce. O studiach doktoranckich nie byłoby mowy.

              • piotrek-256 Re: A. Jajszczyk o nauce 14.01.20, 12:27
                Jest jeszcze opcja, że robiłbym doktorat za granicą, zakładając powrót, aby dopełnić pejzażu.
    • pan.toranaga Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 10:42
      Wiem, że to co napiszę jest mocno kontrowersyjne, ale IMHO dwuetatowość to była/jest mobilność. Jak mowa o dwuetatowości to stereotypowo myślimy o zarządzaniu/pedagogice i szkołach prywatnych. Tymczasem sporo drugich etatów było w państwowych uczelniach "na prowincji". Dzięki temu studenci z dawnych WSP i WSI mogli posłuchać wykładów naukowców z UWUJUAMu i PAN. Ci uczonkowie też mieli jakiś wkład w "kształcenie młodszej kadry" tamże.
      • piotrek-256 Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 12:21
        Problem polegał na tym (chyba, bo jestem za młody żeby wiedzieć) że ci naukowcy którzy robili badania na światowym poziomie to nie bawili się w podróże po polsce, szkoda czasu.
        Pewnie zalezy od dziedziny, ale ciężko pogodzić dydaktykę zbadaniami na wysokim poziomie, znaczy większość znanych mi najbardziej aktywnych naukowo osób i tak stara się jak może ograniczyć dydaktykę (wykupywanie dydaktyki grantami, negocjowanie z władzami specjalnych zniżek itd.)

        Gdyby zezwolić na wielo-etatowość tylko osobom, które np. mają aktualnie grant (z jakiejś listy grantów) to to co piszesz miałby sens, chyba.
        • pan.toranaga Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 12:40
          >Problem polegał na tym (chyba, bo jestem za młody żeby wiedzieć) że ci naukowcy którzy robili badania na światowym poziomie to nie bawili się w podróże po Polsce, szkoda czasu

          Ależ na pewno tak! Mimo wszystko ci ludzie niejednokrotnie reprezentowali poziom wyraźnie wyższy niż średnia na uczelni, na której mieli ten drugi etat.
          • piotrek-256 Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 13:16
            No tak jak pisałem, mam słabe rozeznanie w realiach innych uczelni niż UW i w innych dyscyplinach niż moja. W każdym razie uważam, że twój pogląd wcale nie jest głupi (kilka lat temu pewnie bym uznał, że jest, ale czasem ludzie się zmieniają :) )

            Swoją stroną denerwuje mnie takie pomieszanie paradygmatow w reformowaniu nauki. Z jednej strony wolny rynek, darwinizm i wymuszona ewolucja z drugiej regulacje nie odnoszące się bezpośrednio do celu (jakiegokolwiek celu, zwiększenie ilości publikacji, podskoczenie w rankingu, czy jakoś mierzonego poziomu absolwentów) tylko właśnie zabranianie 2 etatowości, chowu wsobnego itd.

            Jeśli chów wsobny jest be to rynek go wyeliminuje, jeśli jest ok, to znaczy, że powinien zostać. To co mamy to nie poparte eksperymentalnie dywagacje i koncepcje reform.
      • js.c Re: A. Jajszczyk o nauce 13.01.20, 15:48
        Dla mnie to nie jest kontrowersyjne. Uważam to za prawidłową diagnozę. Inna sprawa, czy mobilność (w tym ta "dydaktyczna") ma sens. Zapewne można podać argumenty za i przeciw. Ale, jeśli naprawdę mobilność jest priorytetem, to trzeba ustalić odpowiednie reguły gry (jakąś "marchewkę" za mobilność) i mobilność wzrośnie (oczywiście jakąś tam "marchewką" wciąż jest zagranica i ten kanał jest dosyć "drożny", ale dla polskiej nauko, czy dydaktyki niewiele, czy zgoła nic z tego nie wynika). Natomiast dobrego "kija" to już się nie znajdzie. Co najwyżej wypędzi się tym kijem tych ostatnich Mohikanów, którzy jeszcze w nauce widzą swą przyszłość.
        • piotrek786 Re: A. Jajszczyk o nauce 14.01.20, 00:33
          Coś napiszę o mobilności
          W trakcie doktoratu mój skądinąd naukowo dobry promotor pilnował, żebyśmy byli jego prywatnymi autorami widmo i nawet do sąsiedniego miasta wyskoczyć nie dał (a co dopiero na staż). Z tego powodu jak tylko już zostałem doktorem, z jako takim dorobkiem wdrożeniowym postanowiłem zmienić pracę (właśnie szło o mobilność). Zmieniłem Polibudę na Instytut. Instytut właśnie sobie zbudował laby za kilkaset baniek. Jeszcze nie wiedziałem, że tacy jak ja mają to uruchomić a potem zostanie im tylko biurko i komputer oaz narzuty wynikające z tych set milionów. Może jeszcze inaczej - tacy "z znikąd" mają przyszłość, o ile w takim miejscu będą pasjonatami za najniższa krajową... Zaangażowane środki szły na kadrę z kasty wyższej i potomków. Ja przechodząc z uczelni już byłem na straconej pozycji. Właśnie przez mobilność. Politechniczny szef maniak nauki i baza wiedzy oraz naukowa pasja została zamieniona na młodego szefa biznesmana, który miał na głowie 6 projektów i doktorantki do badan pozanaukowych. Oczywiście zasiadanie w radach i gęba pełna patosu o etosie naukowca itede… Zaś jego kolega , inżynier po wieczorowych z tróją na szynach w indeksie (wiem bo sobie ten indeks wrzucał do swoich referencji przy ofertach dla przemysłu :D) stał się moim przełożonym. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak wygląda praca pod człowiekiem o podstawowych ograniczeniach w dodatku z kompleksem... Od wtedy też mam taką definicje, ze każda praca częstuje jakimś wściekłym hoojkiem nad głową. Więc przyszło mi współpracować z gośćmi z tytułami naukowymi o aparacie matematycznym na poziomie słabej średniej a zasadach etycznych opierających się o ich przeżycia rodem z Barei lub pamiętnika Janusza i Grażyny. Za to wiecznie nagradzanych laurami i spotykających się z delegacjami z bratniej Mongolii. Blichtr jak talala. Gdy im ogarnęliśmy ich instalacje, supergranty, sprawozdania itp. To zechciało mi się pojechać na staż. Jednostka z topu światowych uczelni. Szefem i asystentem profesora co to królowej Brytyjskiej często rękę podawał a jednocześnie i moim przełożonym był koleś z południa Europy po jakiejś prywatnej firmie od cementu, specjalista od tynków starożytnych. Chciał dowodzić grupie inżynierów chemicznych ni w ząb nie rozumiejąc stechiometrii prostego spalania. Za to mistrzowsko wykorzystywał specyfikę wizową większości pracowników z poza UE i jeździł sobie za nich na konferencje oczywiście skrupulatnie wpisując swoje nazwisko na pierwszym miejscu opracowanych przez nich materiałów. Oczywiście zaowocował oto w pewnym momencie posadą Lecturera i jego stabilnością. Wiec ten miał z mobilności efekt dodatni. O innych ciekawostkach nie chce mi się pisać bo to , na co narzekamy w Polsce okazuje się jest powszechne i w naszym Kołchozie. Po powrocie zza wody znowu zachciało mi się mobilności. Najpierw do pewnej uczelni ze starego miasta, gdzie mnie nawet przyjęli ale po usłyszeniu , jakie wymagania ma mój przyszły szef (w zakresie polityki i powiązań na tych nowych śmieciach) już wolałem sobie odpuścić. Ostatnia próba mobilności to był pewien PANowski instytut. Gdzie Pan profesor na 4 stanowiskach potrzebował adiunkta od wypełniania obecności i robienia rysunków struktury czegoś w rodzaju pumeksu po to aby tę strukturę sobie zamodelować CFD. Oczywiście o CFD wiedział że to kolorowe i pozwala dużo publikacji puścić. A ja wówczas już miałem za sobą zamodelowane i zbudowane kilkadziesiąt urządzeń i to kodem nie komercyjnym, a własnym. Po przygodach z czymś co działa jakoś nie widziała mi się rola asystenta profesora o totalnym braku wiedzy w temacie metod numerycznych czy mechaniki płynów, za to z kombajnem publikacyjnym wzbogacającym impaktafktory jak tralalla. Dałem se spokój i mobilność skierowałem w przemysł. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedyś widziałem swoją przyszłość tylko w nauce i zmarnowałem kilkanaście lat życia na studia i pasje.

          Dlatego - jeżeli mi teraz ktoś powie „mobilność” to dam w p.sk :D
          • nowojorczyk5 Re: A. Jajszczyk o nauce 30.01.20, 22:38
            Dziekuje za swietną "spowiedz" naukową!
            • piotrek786 Re: A. Jajszczyk o nauce 02.02.20, 01:15
              hehe, raczej to przestroga przed tym bagnem. Tylko i wyłącznie dlatego pisana
    • pan.toranaga Re: A. Jajszczyk o nauce 22.03.20, 10:20
      Wyniki badań nad wpływem mobilności na produktywność:
      Although widely practiced, inbreeding has often been considered to be at odds with universalism and merit in science. Our findings indicate that inbred faculty does not get tenure with less scientific merits than PhDs from other institutions; we also find that non mobile careers are a strong predictor of the timing of rewards in the form of early permanent positions.
      • sendivigius Re: A. Jajszczyk o nauce 22.03.20, 20:31
        pan.toranaga napisał:

        Wyniki badań nad wpływem
        > mobilności na produktywność:

        Z mobilnoscia jak zreszta ze wszystkim innym w zyciu nalezy zachowac umiar. W szczegolnosci gdy sie ja rozumie wlasciwie:

        A teraz wiele gospodarstw zostało zlikwidowanych, zarosło, zamieniono je w trawniki. Większość ludzi albo ma pracę, albo wyjechała za granicę. Czuję teraz dużo mniejszy dystans kulturowy, wtapiam się. Też od czasu do czasu jadę do Rzeszowa do pracy i mam samochód jak wszyscy. Teraz raczej brak samochodu jest patologią! Człowiek, który nie ma samochodu na wsi, jest człowiekiem, który sobie nie radzi.

        - mówi botanik Łukasz Łuczaj. ...Łukasz Łuczaj - botanik, doktor habilitowany nauk biologicznych, wykładowca, Uniwersytetu Rzeszowskiego.



        Jak wiec widac ten akurat polski naukowiec jest mobilny. Chodzi z domu do pracy. Ale nie przesadza, robi to nie za czesto. Nie nazywa tego patologia gdyz jedyna jaka widzi jest nieposiadanie samochodu.

        Teraz, jak zawsze, obserwacje naukowa mozna uogolnic. Najwieksza patologia polskiej nauki sa braki odpowiednich samochodow, i tu ministerstwo powinno interweniowac przydzielajac za darmo, co faktycznie powoduje problem z mobilnoscia, a mianowicie z przyjściem choć od czasu do czasu do pracy.
        • pan.toranaga Re: A. Jajszczyk o nauce 23.03.20, 12:55
          aż sobie zaplułem ekran.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka