Dodaj do ulubionych

what's wrong with science?

28.11.21, 02:46
Jak ktoś ma czas, polecam cały film, dla zapracowanych link od 371 sekundy, najważniejsza część kończy się na 13:00:

youtu.be/8aUk6oi_AmM?t=371


Film jest o kryzysie fizyki teoretycznej, ale ani fizyka, ani teoretyczna chyba nie jest wyjątkiem. Mnie szczególnie zainteresował argument, że w w ciągu 100 lat liczba fizyków zawodowych zwiększyła się o czynnik rzędu 100. Odkrycia, które kiedyś zajmowały 40 lat, dziś powinny pojawiać się co 14 miesięcy.

No i te "seminars and engaging conversations and so on, it looks like a lot of progress being made, but nothing seems to be coming out of it".
+
"They put forward thousands of hypotheses that all turn out to be wrong. Yet they do not change their methodology".
Obserwuj wątek
    • dobrycy Re: what's wrong with science? 29.11.21, 04:59
      Pytanie o jaki czynnik zwiększyła się ilość teologów i odkryć przez nich dokonywanych, oraz ich wpływ na otoczenie. Albo historyków czy geografów. To ostatnie jest szczególnie dobre - kiedyś geograf mógł coś odkryć
      ale ilość takich miejsc maleje bo ziemia nie jest z gumy. Tak samo jakieś wykopaliska - archeologia czy
      inne odkopywanie dinozaurów - one sie nie mnożą pod ziemią. To chyba oczywiste, że jak zatrudnimy 10x więcej geografów to nie odkryjemy 70 kontynentów. Za to mogą oni uczyć geografii albo zajmować się problemami
      mniejszej wagi. I tak też jest w fizyce. Oczywiście, z takiego myślenia jak zacytowane, wynika idea punktozy.
      Ponieważ nie da się odkryć kolejnych kontynentów, to trzeba jakość uczonków zagonić do roboty, aby jeżeli nie wykonują "rzeczywistych odkryć" tworzyli pozorowane, za punkty. Są dziedziny gdzie to jest prostsze, są gdzie trudniejsze, ale z racji że system premiuje aktywność pozorowaną, to i ona kwitnie, a rzeczywisty postęp jest
      duszony w zarodku, systemowo.
      • trzy.14 Re: what's wrong with science? 29.11.21, 23:26
        No nie. Punktoza wynika raczej z tego, że (a) uczonków przybyło w cholerę bo (b) uczelnie zamieniły się w ośrodki kształcenia powszechnego i jednocześnie (c) kształcenie (uczonków) nie jest tak koszmarnie drogie, jak kiedyś więc (d) trzeba im płacić w przeliczeniu na głowę relatywnie mniej, więc (e) uniwersytet nie jest już miejscem reprodukcji elit społecznych, więc (e) ktoś zauważył, że w budżecie państwa wydatek procentowo większy, a zysk dla dysponenta funduszy mniejszy, ale (f) nie ma odważnego, który by tę pozycje w budżecie w cholerę zlikwidował lub choćby poważnie zredukował, więc (g) trzeba dać uczonkom taczki, niech zapierdalają, a nad nimi ekonoma z kijaszkiem.
        • herr7 co poszło źle? 30.11.21, 08:18
          Nauka w takich krajach jak Polska jest jak kwiatek do kożucha. Nauka jest potrzebna krajom mającym ambicje mieć swoje technologie i gospodarkę nie opartą jedynie na montowniach. W Polsce, po 89 r nauka była traktowana jak hobby opłacane za państwowe pieniądze. RP po PRL odziedziczyła jednak programy rozwojowe dotyczące rozwoju szkolnictwa wyższego. Póki na studia szło pokolenie wyżu demograficznego nie stanowiło to problemu. Powstało zresztą wiele szkół gotowania na gazie. Teraz jednak byt wielu uczelni jest zagrożony, gdyż brakuje studentów. Stąd wzięła się reforma Gowina mająca na celu redukcję środowiska akademickiego. Jakie są jej skutki? Finansowo, po wynikającej z reformy reorganizacji jesteśmy na minusie, mimo że mamy kategorię A. Niewielu wierzy w świetlaną przyszłość. Osoby w średnim wieku chcą dotrwać do emerytury, młodzi myślą o zmianie pracy. Polska po prostu się zwija i tego konsekwencje dotyczą nie tylko prowincji, ale też większych miast.
          Uprawianie nauki zawsze wynikało z idealizmu. I zawsze płaciło się za to jakąś cenę. Tyle, że od 100 lat nauka istnieje dzięki głównie dotacjom państwa i stała się przez to bardziej zinstytucjonalizowana. Ale jest to kwestia wyboru drogi życiowej. Z tego powodu nie nazywałbym ludzi nauki "uczonkami". Wynika to jak sądzę z frustracji, może z jakiejś życiowej porażki. Tak czy owak to nie jest łatwy kawałek chleba. Problem w tym, że rządzący patrzą na naukę w podobny sposób, jak kolega. Nauka ma przynosić zysk? Ale jaki? W czym mierzony? Jeżeli w pieniądzu to można przerobić uczelnie na domy publiczne i zysk będzie szybki i wymierny. Inna rzecz, uniwersytet nigdy nie był miejscem reprodukcji elit społecznych. Tu działa zasada kooptacji i pozycji wynikającej z urodzenia. Punkty f i g - przecież Gowin był tym odważnym, który dał te taczki żeby ludziom nie było zbyt dobrze.
          A głębszy problem? W 89 r Polska wchodziła w nowy system mając młode, dobrze wykształcone i gotowe do ciężkiej pracy społeczeństwo. Z kilkanaście lat będziemy krajem starych, biednych ludzi, gdyż podstawowy nasz atut taniej siły roboczej będzie się wyczerpywał, a rządzące elity nie potrafiły stworzyć gospodarki opartej na wiedzy, kierując się jedynie celami krótkookresowymi i traktując naukę jako kwiatek do kożucha.
          • trzy.14 Re: co poszło źle? 30.11.21, 09:34
            Ależ ja się zgadzam. Faktycznie słowa "uczonek" wypadałoby używać rozważniej: to słowo ma oddawać perspektywę władzy, która nie wie, po co ma publiczny sektor badawczy.
            • herr7 Re: co poszło źle? 30.11.21, 10:20
              trzy.14 napisał:

              > Ależ ja się zgadzam. Faktycznie słowa "uczonek" wypadałoby używać rozważniej: t
              > o słowo ma oddawać perspektywę władzy, która nie wie, po co ma publiczny sekto
              > r badawczy.

              Ja też Pana nie chciałem urazić. Po prostu, Balcerowicz też w końcu dotarł na uczelnie.
          • adept44_ltd Re: co poszło źle? 30.11.21, 18:29
            herr7 napisał:

            . RP po PRL odziedziczyła jednak programy rozwojowe dotyc
            > zące rozwoju szkolnictwa wyższego.

            to jeden z mitów na temat PRLu, przypomnę, że wyszliśmy z niego z najmniejszym współczynnikiem skolaryzacji w Europie...
            • sendivigius Re: co poszło źle? 30.11.21, 19:54
              adept44_ltd napisał:

              > herr7 napisał:
              >
              > . RP po PRL odziedziczyła jednak programy rozwojowe dotyc
              > > zące rozwoju szkolnictwa wyższego.
              >
              > to jeden z mitów na temat PRLu, przypomnę, że wyszliśmy z niego z najmniejszym
              > współczynnikiem skolaryzacji w Europie...

              A po co wiekszy? Dla draki czy dla sportu?
              • adept44_ltd Re: co poszło źle? 06.12.21, 01:59
                odpowiedzi mogą być dwie - 1) żeby mieć dobrą naukę trzeba mieć w czym przebierać - to jak z szachistami w ZSRR; 2) gdyby to była edukacja na wysokim poziomie, bylibyśmy gdzie indziej - i tak naszym fundamentalnym kapitałem po 89 było w miarę wykształcone społeczeństwo.
                • sendivigius Re: co poszło źle? 08.12.21, 22:00
                  adept44_ltd napisał:

                  > odpowiedzi mogą być dwie - 1) żeby mieć dobrą naukę trzeba mieć w czym przebier
                  > ać - to jak z szachistami w ZSRR; 2) gdyby to była edukacja na wysokim poziomie
                  > , bylibyśmy gdzie indziej - i tak naszym fundamentalnym kapitałem po 89 było w
                  > miarę wykształcone społeczeństwo.

                  Ad 1. Nie. Nauka sie zajmuje 0.05% populacji, gdy na studia idzie 8% jak w prl to juz jest nasycenie. Zwiekszenie scholaryzacji do 42% co nastapilo po 89, nie poprawia w tym wzgledzie juz nic. A nawet pogarsza ze wzgledu na psychologie. Czlowiek czuje ze ma wybor gdy wybiera pomiedzy srednio 7 opcjami bo tyle miesci mozgowy RAM, gdy ma wybor wiekszy, co dzis robia wszyscy producencji wszytkiego, to sie tylko konfuduje i wybiera zle.

                  Ad 2. Gdyby byla na wysokim poziomie. - to nie rozumiem czy chodzi o wysoki poziom studiow? Niby jak ma byc wysoki poziom przy takiej ilosci studentow. Poziom razy liczba rowna sie constant. Albo masz poziom albo liczbe.
                  >
                  • dobrycy Re: co poszło źle? 09.12.21, 16:47
                    sendivigius napisał:

                    > adept44_ltd napisał:
                    >
                    > > odpowiedzi mogą być dwie - 1) żeby mieć dobrą naukę trzeba mieć w czym pr
                    > zebier
                    > > ać - to jak z szachistami w ZSRR; 2) gdyby to była edukacja na wysokim po
                    > ziomie
                    > > , bylibyśmy gdzie indziej - i tak naszym fundamentalnym kapitałem po 89 b
                    > yło w
                    > > miarę wykształcone społeczeństwo.
                    >
                    > Ad 1. Nie. Nauka sie zajmuje 0.05% populacji, gdy na studia idzie 8% jak w prl
                    > to juz jest nasycenie. Zwiekszenie scholaryzacji do 42% co nastapilo po 89, nie
                    > poprawia w tym wzgledzie juz nic. A nawet pogarsza ze wzgledu na psychologie.
                    > Czlowiek czuje ze ma wybor gdy wybiera pomiedzy srednio 7 opcjami bo tyle miesc
                    > i mozgowy RAM, gdy ma wybor wiekszy, co dzis robia wszyscy producencji wszytkie
                    > go, to sie tylko konfuduje i wybiera zle.
                    >
                    Przede wszystkim za PRLu było sitko i działało. Teraz jest lejek. Nawet pomijając
                    zdolności, jeżeli ktoś wie że czy sie bedzie starał czy nie zda mature, przejdzie studia
                    i dostanie magistra, to będzie miał całą edukacje gdzieś i będzie chodził wyłącznie po papier.
                    No i wychowano pokolenie ludzi którzy mają magistra, którego dostali za chodzenie,
                    ego mają jak stąd do kosmosu, ale nie wiedzą nic, bo nic od nich nie wymagano i na siłę
                    ich przepychano, bo tak skonstrowano wzór na dotację bazową dla uczelni.
                    Na humanistyce może mniej to widać, na mniej popularnych kierunkach ścisłych widać
                    bardzo to jednak dobrze.



                • sendivigius Re: co poszło źle? 08.12.21, 22:08
                  pan.toranaga napisał:

                  > >A po co wiekszy? Dla draki czy dla sportu?
                  > niedawno było ogłoszenie PKP Intecity o naborze na stanowisko konduktora. Wymag
                  > ano dobrego angielskiego i przynajmniej licencjatu.

                  Nie takie rzeczy widzialem w wykonaniu polskich pracodawcow. Mogliby dodac wiek do 25 lat i dziesiec lat praktyki w sprawdzaniu biletow na trasie Działdowo-Iława.

                  Powiedz nam tez z czego mial byc ten licencjat. Bo jak nie podali, to nie wiadomo o co chodzi, ani po co. A na jezyk obcy to czas jest w podstawowce i ewentualnie potem w liceum. Dżisys! Jesli czlowiek po maturze w PL nie umie sprawdzac biletow to problem jest tutaj, a nie w zbyt malej schloryzacji na poziomie studiow WYŻSZYCH.
                  • pan.toranaga Re: co poszło źle? 08.12.21, 22:59
                    Jeśli Pan zrozumiał, że bez zwiększenia przepustowości studiów uniwersyteckich grozi nam to, że nie bedzie komu kasować biletów, to znaczy że się nieprecyzyjnie wyraziłem.
                    Mnie chodzi o dewaluację wykształcenia.
                      • sendivigius Re: co poszło źle? 09.12.21, 19:14
                        pan.toranaga napisał:

                        > Swoją drogą gdybym mial okreslać kierunek studiów to powiedziałbym transport sz
                        > ynowy albo ekonomika transportu lub logistyka :-)

                        O wlasnie. A kiedys ekwiwalentem wymienionych bylo technikum kolejowe klasa konduktorska. A potem do woja aby zobaczyc jak dziala duza firma. Natura nie znosi próżni. A poza tym wszystko znosi.
                    • dobrycy Re: co poszło źle? 09.12.21, 16:39
                      pan.toranaga napisał:

                      > Jeśli Pan zrozumiał, że bez zwiększenia przepustowości studiów uniwersyteckich
                      > grozi nam to, że nie bedzie komu kasować biletów, to znaczy że się nieprecyzyjn
                      > ie wyraziłem.
                      > Mnie chodzi o dewaluację wykształcenia.
                      Zdaje się u Zajdla było o ostatnim motorniczym który zrobił habilitację
                      z biletologii i kształtu dziurek w biletach.
                      Zajdel nie przewidział, że w wirtualnych biletach nie ma dziurek, a na rzeczywistych są
                      nadruki i hologramy, chociaż NCN ani NCBiR na to nie dał ani grosza.
                      Swoją drogą ciekawie ile gowienek mają biletologiczne journale.
          • dobrycy Re: co poszło źle? 30.11.21, 22:30
            herr7 napisał:


            > A głębszy problem? W 89 r Polska wchodziła w nowy system mając młode, dobrze wy
            > kształcone i gotowe do ciężkiej pracy społeczeństwo. Z kilkanaście lat będziemy
            > krajem starych, biednych ludzi, gdyż podstawowy nasz atut taniej siły roboczej
            > będzie się wyczerpywał, a rządzące elity nie potrafiły stworzyć gospodarki opa
            > rtej na wiedzy, kierując się jedynie celami krótkookresowymi i traktując naukę
            > jako kwiatek do kożucha.

            Dodajmy - że starzy ludzie, którzy aby uzyskać 13 i 14 emerytury
            zadłużyli swoje dzieci - de facto sprzedali je w niewolę finansową.
            Ale tutaj działa myślenie - po nas choćby potop. Zawsze można coś poględzić
            o wartościach aby poczuć się dobrze i zagłuszyć sumienie.

        • dobrycy Re: what's wrong with science? 30.11.21, 22:13
          trzy.14 napisał:

          > No nie. Punktoza wynika raczej z tego, że (a) uczonków przybyło w cholerę bo
          ile było za końca PRLu uczonków a ile jest teraz ? Smiem sądzić że podobnie
          (b
          > ) uczelnie zamieniły się w ośrodki kształcenia powszechnego i jednocześnie
          Ale kadra wzrosła niewiele
          (c)
          > kształcenie (uczonków) nie jest tak koszmarnie drogie, jak kiedyś więc
          W jaki sposób to kiedyś było drogie?

          (d) trzeba im płacić w przeliczeniu na głowę relatywnie mniej, więc
          można im płacić mniej, bo specjalizacja daje im betonowe buty

          (e) uniwersytet nie jest już miejscem reprodukcji elit społecznych, więc
          elity nie brały się z uniwersytetu za PRLu

          (e) ktoś zauważył, że w budżecie państwa wydatek procentowo większy, a zysk dla dysponenta funduszy mnie
          > jszy, ale

          Co definiujemy jako zysk? Gowin definiował - prestiż

          (f) nie ma odważnego, który by tę pozycje w budżecie w cholerę zlikwi
          > dował lub choćby poważnie zredukował, więc

          Od dawna różni Balcerowicze tylko czyhają.

          (g) trzeba dać uczonkom taczki, niech zapierdalają, a nad nimi ekonoma z kijaszkiem.

          To jest pretekst. Najpierw dajemy komuś niewykonalne zadanie, a potem wyrzucamy bo nie podołał.
          Dajemy polskiemu uczonkowi 2 zł i mamy pretensje że przegrywa z NASA
          • piotrek786 Re: what's wrong with science? 07.12.21, 01:00
            polski uczony to przede wszystkim ma postawioną drabinę wartości własnej pracy na głowie... Punktacja i efekciarstwo , zamiast pracy organicznej i opłacalności zainwestowania własnej pasji w rozwiązywanie problemów naukowych. Jeżeli nadal będziemy w świeci krajowych "elit - Dyzm" to nie doczekamy się normalności..
    • sqro Re: what's wrong with science? 30.11.21, 08:23
      trzy.14 napisał:

      > Odkrycia, które kiedyś zajmowały 40 lat, dziś powinny pojawiać się co 14 miesięcy.

      Top management level - skoro 1 kobieta rodzi dziecko w 9 miesięcy, to 9 kobiet powinno urodzić dziecko w miesiąc
      • trzy.14 Re: what's wrong with science? 30.11.21, 10:28
        Pani Hossenfelder w innych filmikach wyraża zaniepokojenie czymś innym: wydaliśmy gigantyczne pieniądze na urządzenia typu CERN i nasuwa się pytanie, czy było warto i poważniejsze, czy warto dalej iść w tę samą stronę, finansując jeszcze większe ustrojstwa. Argument, który zagraża temu myśleniu, jest mniej więcej taki, jak przy próbach uzyskania ministerialnego wsparcia dla ukampusowienia UWr: (a) czas na inwestycje infrastrukturalne minął i (b) przecież zbudowaliście sobie piękną bibliotekę. Więc ona wzywa do przemyślenia sposobu, w jaki uprawia się fizykę (teoretyczną). Ale dla mnie to jest przejaw szerszego kryzysu. Z jednej strony w każdej dyscyplinie naukowej mamy gigantyczny przyrost liczby studentów, z drugiej znacznie mniejszy liczby nauczycieli akademickich, z trzeciej, uzasadnione pytanie o wyniki ich badań naukowych i ich wpływ na społeczeństwo, z czwartej - wyczerpanie zasobów prostego postępu. Nauka zainicjowała zmiany, które zachodzą w takim tempie, że sama za nimi nie nadąża, i nie są to zmiany w fundamentach nauki, a raczej wynikające z upowszechnienia zastosowań dobrze znanych wyników.

        Można na przykład zadać pytanie, czy stać nas na utrzymywanie akademickości całej kadry zaangażowanej w kształcenie od licencjatu w górę. Nie znam odpowiedzi ani konsekwencji założenia, że studentów pierwszych lat studiów mogłyby uczyć osoby same niezaangażowane w jakiekolwiek badania, choćby takie z listy "B".

        W tym sensie tu jest kryzys na całej linii, że nie da się utrzymać struktury i stosunków wewnątrzkorporacyjnych znanych jeszcze z czasów naszej młodości, a jednocześnie nie widać, jak ta nowa struktura i nowe stosunki miałyby wyglądać; ani jak miałyby wyglądać relacje między Akademią a choćby wielkim biznesem korporacyjnym, chociażby w zakresie konkurencji o talenty. Kopiowanie rozwiązań z USA ani nie jest proste, ani tanie, ani jego dotychczasowe próby nie wydają się przynosić pożądanych efektów.

        • sqro Re: what's wrong with science? 30.11.21, 11:57
          Krytykować łatwo

          Każda (?) działalnośc innowacyjna/rozwojowa podlega krzywej sigmoidalnej, a w zasadzie wielu krzywym sigmiodalnym, które składają sie a takie schodki postępu.

          Początkowo, sigmoida rośnie pomału i duzym wysiłkiem, budowane sa fundamenty - zrozumienie, narzedzia , pojęcia. potem szybko wystrzeliwuje do góry, by spowolnić wzrost, docierając do granic swoich możliwości.
          Sądzę że w fizyce jesteśmy właśnie na tym ostatnim etapie - zaglądajnie coraz bardziej wgłąb, wymaga coraz większych nakładów sił i środków i przynosi relatywnie mniejszy przyrost wiedzy. DLatego to zabawa dla bogatych.

          Myślę że czekamy na przełom z rodzaju tych, których kilka już w nowożytnej nauce było - Newtonowski, relatywistyczny, kwantowy. Ale na początek wymaga to nie coraz większych energii w CERNie, ale umysłów które pomyślą, o czymś wcześniej niepomyślanym - stąd jak sądzę ta skłonności fizyki teoretycznej do tworzenia spekulatywnych modeli, z których być może któryś znajdzie potwierdzenie empiryczne.

          Natomiast polityki typu Publish or Perish, punktozy etc oddalają nas od tego.
        • sendivigius Re: what's wrong with science? 30.11.21, 19:53
          trzy.14 napisał:

          Kopiowanie rozwiązań z
          > USA ani nie jest proste, ani tanie, ani jego dotychczasowe próby nie wydają si
          > ę przynosić pożądanych efektów.

          Kopia jest najczesciej groteska i to wlasne widac.

          W istocie Polska i USA to zdecydowanie rozne kraje pod wzgledem nauki i technologii. To co odroznia USA to duzy sektor R&D poza akademia. I to wcale nie jest nowe, ze wspomne choc Edisona, Tesle, Forda i wielu innych a obecnie Pfizera, Googla etc. (cokolwiek o nich myslimy, to jednak jest to R&D bez odpowiednika w PL). Do tego tysiace mniejszych. Plus zbrojeniowka, NASA etc. W naukach spolecznych i humanistycznych tez tak jest. Jest rynek, nie trzeba byc podczepionym pod Politechnike. Nie trzeba byc tytualarnym profesorem aby budzic respekt w dziedzinie. W samej akademii tez jest duzo collegow po prostu uczacych na poziomie wyzszym. Pozostaje ca 200 badawczych uniwersytetow, co by sie przekladalo na 20 w PL. A jest ile? I last but not least do metropolii pcha sie caly swiat. Duza krzywa Gaussa ma tlusty ogon.

          To wszystko daje akademikom w USA oddech. Oczywiscie cisnienie jest wieksze niz kiedys ale nie mozna go tak podkrecac bezkarnie jak w PL.

          Wazne bys odpowiedzial na pytanie co to jest ten "pozadany efekt". Tu widze problem. Bo na pięści z USA sie nie wygra.
        • dobrycy Re: what's wrong with science? 30.11.21, 22:27
          trzy.14 napisał:

          > Pani Hossenfelder w innych filmikach wyraża zaniepokojenie czymś innym: wydaliś
          > my gigantyczne pieniądze na urządzenia typu CERN i nasuwa się pytanie, czy było
          > warto i poważniejsze, czy warto dalej iść w tę samą stronę, finansując jeszcze
          > większe ustrojstwa.
          Nie warto. A po co finansowano gotyckie katedry czy piramidy?
          Czasem megaprojekty mają inny sens niż taki prostolinijny - spajają społeczeństwo i
          dają nadzieję


          >. Ale dla mnie to jest przejaw szerszego kryzysu. Z j
          > ednej strony w każdej dyscyplinie naukowej mamy gigantyczny przyrost liczby stu
          > dentów,
          Na fizyce to raczej drastyczny spadek
          >z drugiej znacznie mniejszy liczby nauczycieli akademickich,
          Tu też jest spadek

          > z trzeciej
          > , uzasadnione pytanie o wyniki ich badań naukowych i ich wpływ na społeczeństwo

          A jaki ma być, skoro jak grzyby po deszczu kwitną różne Trumpy i ich analogi.
          Ogół dostał dzięki nauce mnóstwo zabawek i lekkie życie w stosunku do poprzednich pokoleń.
          Jak to już w biblii zauważono, kolejne pokolenia zapomniały związek przyczynowo-skutkowy
          i odwracają się od nauki idąc w stronę dobrze znanej, zdrowo rozsądkowej ciemnoty i palenia
          czarownic. I wkrótce dobrobyt się skończy i nastanie płacz i zgrzytanie zębów.
          Pismo na murze już widać. Dzieje się tak dlatego, bo naukowcy w postępującej
          spirali specjalizacji, zapomnieli o tłumaczeniu działania świata ogółowi ludzkości, i
          tą próżnię wypełniają ci którzy od wieków się specjalizowali w promocji głupoty i manipulacji
          tłumem - religijni liderzy i ideolodzy. Naukowcy nie interesowali się tym jak świat rozumieją
          masy i jak na to wpływać, sprawy potoczyły się więc samoistnie, po lini finansowych i innych korzyści.



          > , z czwartej - wyczerpanie zasobów prostego postępu. Nauka zainicjowała zmiany,
          > które zachodzą w takim tempie, że sama za nimi nie nadąża, i nie są to zmiany
          > w fundamentach nauki, a raczej wynikające z upowszechnienia zastosowań dobrze
          > znanych wyników.

          Nauka oderwała się od rzeczywistości dostępnej dla ogółu, i ogół nie widzi jaką ona pełni rolę
          ani po co jest. Ogół nie wie, że wystarczy że ceny gazu wzrosną kilka razy i będzie głód, bo ogół
          nie wie że ma co jeść tylko dzięki nawozom sztucznym i tej znienawidzonej chemii. Nie przypadkiem
          ludzi przed odkryciem procesu Habera nigdy nie było więcej niż miliard i >90% pracowało w polu.


          >
          > Można na przykład zadać pytanie, czy stać nas na utrzymywanie akademickości cał
          > ej kadry zaangażowanej w kształcenie od licencjatu w górę. Nie znam odpowiedzi
          > ani konsekwencji założenia, że studentów pierwszych lat studiów mogłyby uczyć
          > osoby same niezaangażowane w jakiekolwiek badania, choćby takie z listy "B".

          Mogłyby, no ale - prestiż.

          >
          > W tym sensie tu jest kryzys na całej linii, że nie da się utrzymać struktury i
          > stosunków wewnątrzkorporacyjnych znanych jeszcze z czasów naszej młodości, a je
          > dnocześnie nie widać, jak ta nowa struktura i nowe stosunki miałyby wyglądać;
          > ani jak miałyby wyglądać relacje między Akademią a choćby wielkim biznesem korp
          > oracyjnym, chociażby w zakresie konkurencji o talenty. Kopiowanie rozwiązań z
          > USA ani nie jest proste, ani tanie, ani jego dotychczasowe próby nie wydają si
          > ę przynosić pożądanych efektów.
          >
          Ci którzy "reformowali" polską naukę nie rozumieli żadnych mechanizmów
          i po prostu chcieli żeby było jak na zachodzie. Na zasadzie że jak stanę na torach to pojadę jak tramwaj.
          Takie mamy "elity".




      • sendivigius Re: what's wrong with science? 30.11.21, 19:22
        sqro napisał:

        > trzy.14 napisał:
        >
        > > Odkrycia, które kiedyś zajmowały 40 lat, dziś powinny pojawiać się co 14
        > miesięcy.
        >
        > Top management level - skoro 1 kobieta rodzi dziecko w 9 miesięcy, to 9 kobiet
        > powinno urodzić dziecko w miesiąc

        Zgadza sie. 9 kobiet w 9 miesiecy urodzi srednio 1 dziecko na miesiac.
      • dobrycy Re: what's wrong with science? 30.11.21, 22:13
        sqro napisał:

        > trzy.14 napisał:
        >
        > > Odkrycia, które kiedyś zajmowały 40 lat, dziś powinny pojawiać się co 14
        > miesięcy.
        >
        > Top management level - skoro 1 kobieta rodzi dziecko w 9 miesięcy, to 9 kobiet
        > powinno urodzić dziecko w miesiąc
        >
        >
        >
        Też to chciałem napisać, ale tutaj nie ma problemu skali wbrew pozorom. Tymczasem odkrywanie
        tego co istnieje ma limity szybciej.
      • trzy.14 Re: what's wrong with science? 08.12.21, 13:31
        pan.toranaga napisał:

        > swoją drogą pani lekko marudna, mówi, że udało się udowodnić, że świat się rozs
        > zerza coraz szybciej, ale to betka. Dla mnie akurat to dość ciekawe odkrycie.


        To teraz ja pomarudzę. Udało się odkryć, że najłatwiejszym sposobem uzgodnienia równań, którymi się posługujemy, z wynikami obserwacji, jest przyjęcie, że Wszechświat się rozszerza i to coraz szybciej. Ale jesteśmy też gotowi w każdej chwili przyjąć inne rozwiązanie tego problemu, np. zmodyfikować te równania. Przecież nikt nie zmierzył siły, z jaką przyciągają się dwie galaktyki. Podobnie jest np. z ciemną materią. To czy ona istnieje, choć nikt jej nie zaobserwował, jest ściśle związane z tym, jakimi równaniami możemy/chcemy opisywać Wszechświat. Ciemna materia to najprostszy sposób uzgodnienia teorii z eksperymentem, sposób, w którym nie musimy modyfikować równań. W przeszłości fizykom udawało się w równaniach uchwycić rzeczy niesłychane, jak dylatacja czasu, równoważność masy i energii czy istnienie antymaterii; jednak tego rodzaju spekulacje kończyły się też grubymi tysiącami cichych klęsk. I tak oto wkraczamy na śliski dla mnie obszar filozofii i niemal jesteśmy gotowi na dyskusję, czy należy utrzymywać filozofię w Białymstoku (akurat od tego zaczął się Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej).


        Inaczej: fizycy już wiedzą, że albo w swoich równaniach muszą przyjąć, że Wszechświat się rozszerza, i to coraz szybciej, albo muszą je zmienić. Ani z pierwszego, ani z drugiego nic jednak praktycznego nie wynika. I w tym sensie to betka: ta wiedza jest zamknięta w środowisku astrofizyków i nie ma przełożenia na poziom operacyjny. Porównaj to z hipotezą o istnieniu neutronu czy elektronu - na każdej z nich opiera się kupa współczesnej technologii i nawet jeśliby używane obecnie równania opisujące elektron czy neutron okazały się kiedyś nieprecyzyjne w ścisłym sensie, to chyba na zawsze pozostaną poprawne w sensie operacyjnym. Z drugiej strony to nie jest betka, bo koncepcja malutkiego człowieka stojącego na mikroskopijnej Ziemi w narastającej pustce porażająco wielkiego Wszechświata z niewyobrażalnym trylionami trylionów Słońc i planet z pewnością ma wpływ na ludzkie myślenie w bardziej przyziemnych kwestiach, jak np. istnienie Boga.
        • pan.toranaga Re: what's wrong with science? 08.12.21, 21:16
          > fizycy już wiedzą, że albo w swoich równaniach muszą przyjąć, że Wszechświat się rozszerza, i to coraz szybciej, albo muszą je zmienić

          teoria flogistonu też zdaje się nieźle tłumaczyła pytania stawiane przez termodynamikę.
    • dystansownik Re: what's wrong with science? 11.12.21, 07:42
      Nie oglądałem całego filmiku, tylko wspomniany fragment, ale obok argumentu o 100x większej liczbie fizyków zabrakło jeszcze jednego - znacznego przyspieszenia "obiegu" informacji z uwagi na rozwój internetu i komunikacji.

      Problem ze zwiększającą się liczbą naukowców w danej dziedzinie (prawie każdej) to również problem konkurencji, tyle, że kryteria, które powinny oddzielać "silnych" od "słabych" są obecnie mocno skrzywione.

      Tu trzeba wymienić co najmniej dwie kwestie:

      1) Każdy próbuje się na siłę wyróżnić - nawet jeśli istnieją jakieś modele dobrze opisujące pewne zjawiska, masa naukowa nadal produkuje kolejne. Każdy chce mieć swój, próbując udowodnić jego wyższość nad dotychczasowymi. Zwykła modyfikacja/kalibracja istniejącego modelu jest często postrzegana jako niewystarczająco "nowatorska". Efekt jest taki, że mamy o wiele więcej publikacji, których nie da się nawet wszystkich na bieżąco śledzić, ale z których 95% stanowi naukowy "szum" z którego coraz trudniej wyłowić coś wartościowego.

      2) O co tak naprawdę "walczą" naukowcy - w wielu krajach o załapanie się na tenure position, dalsze finansowanie przez agencje rządowe, a często również (głównie z uwagi na swoje kompleksy i ambicje) o uznanie środowiska akademickiego i kolekcjonowanie jak największej liczby cytowań czy keynote lectures. Naukowcy dążący do odkryć z ciekawości poznania to obecnie umierający gatunek.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka