sendivigius
12.04.09, 03:32
Oto fragment z forum praca:
Pisze "mia":
"Mam podobny problem, tylko sprawa jest poważniejsza, bo oprócz
studiów zrobiłam też doktorat i to w dodatku na studiach dziennych.
Na razie załapałam pracę kasjerki w markecie, szef wiele nie
wypytywał o przeszłość. Szukam oczywiście czegoś bardziej ambitnego
ale wszędzie potrzebne doświadczenie, nie wiem jak się tłumaczyć z
tych 10 lat spędzonych na studiach. Może lepiej powiedzieć, że miało
się odsiadkę?"
A pod spodem nastepny, tym razem pisze "marek"
"żadna desperacja tylko niestety rynek pracy w Polsce też mam
doktorat i tez nie jestem w stanie znaleźć żadnej pracy właśnie z
względu na "zbyt wysokie kwalifikacje" - pracy na uczelni nie
dostanę (choć tam luki w etatach są znaczne) bo rozdzielenie wakatów
zlikwidowało by nadgodziny, a to obniżyło pensje juz tym
zatrudnionym"
calosc dyskusji tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=93809306&v=2&s=0
Jest to zupelnie nowa twarz habilitacji i wieloetatowosci -
bezrobocie. Zupelnie wbrew rzeczywistosci, habilitanci i
wieloetatowcy uzasadniali swoja pozycje argumentem ktory sie
sprowadzal do "nie ma nas kto zastapic". Czy wiec jednak? Dlatego ze
jedni maja po kilka etatow to inni nie maja nic.
Chyba najbardziej uparci, tacy jak dalatata, widza do czego naprawde
sluzy habilitacja. Nie opowiadajmy sobie bajek. Ludzie po doktoracie
siedza na kasie bo nie maja habilitacji ktora mozna tylko zdobyc
bedac zatrudnionym a zatrudnionym byc nie mozna bo sie nie ma
habilitacji. Byla taka ksiazka "Paragraf 22", naprawde prorocza.