yellow_tiger
15.05.09, 10:59
Ok, temat przewałkowany w każdą stronę, ale nie mogę się oprzeć takiemu dziwnemu wrażeniu, że jednak czegoś nie rozumiem.
Po pierwsze co oznacza takie zdanie "z polską nauką jest źle"? Co to konkretnie oznacza? Czy to, że nie publikuje się prac, czy to, że nie są one cytowane, czy to, że nakłady na naukę są za małe, a może to, że są one źle wydawane, a może jeszcze coś innego.
Jak to jest, że wszyscy narzekają na poziom nauki w Polsce, a z drugiej strony pojawiają się od czasu do czasu takie artykuły:
www.berr.gov.uk/files/file11959.pdf
z których dość jasno wynika, że nie tylko nie jest źle ale na ten poziom rozwoju ekonomicznego jest wręcz świetnie.
Jak to jest, że na ten skromny przykład ja, po zrobieniu magisterki w RP, bez żadnego kłopotu dostałem się na doktorat w Niemczech, a po nim z pocałowaniem ręki na postdoc'a. Jak to jest, że ludzie z mojego roku którzy zostali w kraju i tam porobili doktoraty publikują w dobrych journalach i bez problemu dostają robotę na dobrych uniwerkach za granicą? Jak to jest, że gdy porównuje co się robi u mnie w labie z tym co się robi u znajomków to nie widzę żadnej różnicy?
Przecież gdyby naprawdę nauka w Polsce była w takim stanie jak się o tym pisze, to praktycznie nikt by nic nie publikował, mało kto by robił doktoraty za granicą (z mojego roku 40% porobiło doktoraty na zachodzie) a jeszcze mniej osób by było przyjętych na postdoc'ki (praktycznie każdy był bądź jest). Pewnie jest tak, że patrze przez pryzmat mojej szeroko rozumianej działki (fizyka), ale przecież jest ludzka niemożliwością aby na tym archipelagu co się "Polska Nauka" zowie została tylko jedna wyspa na której coś się uprawia, a cała reszta to jeno ugór.