13.11.09, 19:53
Jak i czy mozna pomóc osobie z nawracająca depresja, która twierdzi że terapia
i leki jej nie pomagają, i która własnie ma "atak", nie chce sie z nikim
wiedziec, nie odbiera telefonów, zamkneła sie w domu.
Iśc dobijac sie czy nie?
Rozmawiac o problemie (jak juz sie uda spotkać) czy nie?
Kuźwa, w obliczu tej choroby nagle nie potrafie powiedziec, co jest sensem zycia.
Obserwuj wątek
    • medussa7 Re: Depresja 13.11.09, 20:05
      Osobie z depresja JAK NAJBARDZIEJ należy pomóc. Im dłużej będzie w
      depresji, tym trudniej będzie do niej dotrzeć. Jeżeli leki nie
      pomagają, to należy zmienić je (lub dodatkowo lekarza). Sama z
      depresji nie wyjdzie. Niektóre osoby nawet pół roku potrafiły leżeć
      w łożku, nie widząc sensu wstawania.
    • mearuless Re: Depresja 13.11.09, 20:10
      zostawic to raczej nie...
      takie pozostawioneosoby czesto robianajgorsze rzeczy.
      osoba w depresji nie moze i nie powinna byc sama, zostawiona,opuszczona- mimo ze
      osobiscie sie odcina i wlasnymi zebami kąsa reke podana przez przyjaciela.
      tu trzeba wkroczyc nie tylko z podpora w postaci przyjazni i ramieia do
      wyplakania ale z farmaceutykami, terapia psychologiczno-psychiatryczna.
      ta osoba sie odcina bo "i tak wszystko jest bez sensu"- te swiatelko trzeba jej
      pomoc dostrzec za pomoca w/w metod.

      wierz mi dlanka-wiem co gadam.
      • dlania Re: Depresja 13.11.09, 20:21
        Dziewczyny, ale od ponad 3 lata cała para i kasa rodziny tego znajomego idzie na
        jego leczenie - kilku lekarzy w róznych częściach Polski, kilka jesli nie
        kilkanaście terapii lekami, a on dalej twierdzi że nie wiedzi sensu życia i robi
        takie numery. Ja go nie zaprowadze do lepszych lekarzy niz znaja jego rodzice,
        czy mozna pomóc inaczej, rozmową, wsparciem? Co prawda brak mi podczas tej
        rozmowy slów, bo o czym mam gadac, że mam rodzine i jestem szczęśliwa, ale będę
        jesli to może pozytywnie wpłynąc.
    • mathiola Re: Depresja 13.11.09, 20:39
      Ciężko mi powiedzieć.
      Wolałabym mieć spokój, póki się nie wykaraskam. Ale pod warunkiem, że coś w tym
      kierunku robię, żeby się wykaraskać.
      Twierdzenie że lekarze i leki nie pomagają o kant dupy można potłuc, prosta
      droga do samobójstwa sad MUSZĄ pomóc, nie ten to inny. Nie wiem, chyba bym jednak
      do upierdliwości domagała się od osoby ogarnięcia i wzięcia w garść - z listą
      lekarzy stałabym pod drzwiami i pukała... Jeśli to ktoś bliski.
      • doral2 Re: Depresja 13.11.09, 20:52
        nie pomogę, na depresji się nie znam..a życie kocham.
      • denea Re: Depresja 13.11.09, 21:24
        Mnie się też tak wydaje.
        Ale... z drugiej strony piszesz, że to trwa latami i całe otoczenie
        chce mu pomóc, lekarzy całe stado, leki różne a on nadal przy
        swoim... sama nie wiem, ale skoro ma poczucie że jest ważny dla
        otoczenia (a chyba musi mieć ?), to Ty sama coś zdziałasz ?
        Spróbowałabym dla własnego spokoju, ale jednak nie w nieskończoność.
        Jeśli to ktoś bliski, oczywiście.
        • deela Re: Depresja 13.11.09, 21:26
          sugerujesz zespol munhausena?
          moze cos w tym jest
    • deela Re: Depresja 13.11.09, 21:19
      zostawic w spokoju
    • gonia28b Re: Depresja 13.11.09, 23:35
      Sama przeżyłam depresją trwającą blisko rok, z tym że u mnie to
      chyba była jakaś delikatna postac, ponieważ nie leczyłam tego
      farmakologicznie, gdyż sama uważałam, że to bez sensu...
      mnie osobiście najbardziej doskwierał brak zrozumienia ze strony
      najbliższych mi osób...
      Nikt nie starał się zrozumieć mojego problemu - źródłą depresji,
      tylko mi tłumaczyli, ze tak nie można i że mam się wziąć w garść - a
      to droga do nikąd, tylko jeszcze bardziej pogrąża człowieka w
      depresji uncertain
    • annabetka Re: Depresja 14.11.09, 00:01
      Iść ,dobijać się,na chama wleźć do chałupy,poodsłaniać okna,otworzyć je na
      oścież ,i......przytulić zdepresjonowaną osobę...Trzymać mocno za rękę i mówić
      do znudzenia jaką jest wspaniałą ,wartościową osobą,kochaną i wszystko co
      tylko.Następnie przekonać słowami"Jesteś cudowna,wspaniała,wrażliwa i męczysz
      się sama ze sobą..dlatego MUsisz sobie pomóc lekami,terapią..będę z tobą ,będę
      cię wspierać ,bo jeśli nic z tym nie zrobimy to boję się że cię stracę,za bardzo
      mi zależy na tobie abym cię zostawiła samą z tym problemem"
      • tysia77 Re: Depresja 14.11.09, 00:09
        To zależy napewno od stadium choroby.Ja mogę powiedzieć jak było w
        przypadku mojej koleżanki.Rodzice wozili ją do lekarza,pilnowali by
        brała leki.Kol.też uważa,że terapia nic nie daje.Atak choroby miała
        dwa razy,to jest straszne.Nie wiedziałam zupełnie jak się
        zachować,przez telefon tylko ja mówiłam a ona milczała ale na
        pytanie czy mam jescze zadzwonić lub przyjść zawsze odpowiadała
        twierdząco.Odwiedzałam ją, siedziałyśmy milcząc.Po jakimś czasie
        zaczęła rozmawiać.Z moich doświadczeń wynika,że bez leków nie
        udałoby się jej z tego wyciągnąć.
    • balbina.x Re: Depresja 14.11.09, 09:15
      Poszedł priv
      • balbina.x Re: Depresja 19.11.09, 16:50
        Poszedł kolejny smile
    • lolinka2 Re: Depresja 19.11.09, 17:51
      A ja, z perspektywy kilku lat wolontariatu w wyciąganiu za dupę do
      psychiatrów, psychologów, szpitali itp. wszystkich mniej lub bardziej
      depresyjnych, maniakalnych, schizoidalnych itp. dochodzę do
      kontrowersyjnego wniosku: mianowicie, jest taki typ osobowości, taki
      rodzaj człowieka, który po prostu LUBI, cholera, lubi, być cierpiący,
      tragiczny, krwawy kotlecik! I takiemu NIC nie pomoże, bo nie. I już!
      I zesrać się można siedmioletnią gorczycą a będzie to bez efektu.

      Kiedyś, na zasadzie prowokacji, zostawiłam taką osobę z jej
      grajdołem. Co się napomagałam i ile mi na grzbiet za nią zleciało od
      niedoinformowanego otoczenia, to tylko ja wiem (i chłop
      ewentualnie...). Zostawiłam i okazuje się że a) poszła do psychiatry,
      b) do psychologa też, c) leczy się nadal, d) pouzdrawiała parę
      sytuacji rodzinnych itp itd. bo dotarło do niej (co przyznała potem)
      z pewnym opóźnieniem, że jest za siebie odpowiedzialna i nikt jej nie
      ma ochoty niańczyć.

      Aha, naprawdę depresyjni się nie zabijają. Zabijają się wychodzący po
      troszkę z depresji... depresyjni nie mają siły na takie działania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka