Chciałam wam sprzedać patent na niechorowanie dzieci.
Bo moje wychorowały się wcześniej tak, że dobrze, że ja jeszcze żyję. Odkąd
przestałam na nie chuchać (dobra nigdy nie chuchałam, ale odkąd przestałam się
kompletnie przejmować co wyczyniają) - moje dzieci nie chorują. Cała trójka W
OGÓLE i to naprawdę w ogóle - poza sporadycznymi i tak nieleczonymi katarami i
dwudniowymi gorączkami.
Otóż moje dzieci biegają cały dzień NA GOLASA. Nieważne jaka jest temperatura
w domu, nie dają mi się ubrać, a ubrane rozbierają się i biegają w samych
majtkach.
Kiedy wychodzę z domu - one w tych majtkach stoją w drzwiach wyjściowych razem
ze mną i się żegnają (śnieg zawiewa ale to co). Wypuszczają psa na zewnątrz -
w tych majtach stoją w otwartych drzwiach, wiatr wieje, śnieg pada do domu -
ale to co.
Dzisiaj mój najstarszy próbował zagnać psa do domu, a ten głupek latał po
tarasie i się wygłupiał. Co zrobił syn mój? wybiegł na taras w samych majtach
i go ganiał. W tym śniegu. Nie pierwszy raz tak w ogóle

Ja już dawno ręką machnęłam i się przyzwyczaiłam. Mały szok przeżywają jedynie
nowi goście, których wita w progu stado golasów

Metoda na morsa jest najskuteczniejsza.
A ja ciągle mam w pamięci któregoś męża, który nie pozwala dzieciom chodzić
boso po terakocie, bo się przeziębią